Malutka, tycia koteczka. Ma krótkie futerko, w większości białe z kilkoma niebieskimi maźnięciami. Oczka niebieskie, ale część lewego przybiera złotą barwę.
Cicha, wycofana, brakuje jej pewności siebie. Przeraża ją samotność, a w głowie panuje ciągły mętlik.
Kwitnący Jaśmin [kr], Zmierzchająca Gwiazda [kg], Jaskrowa Łapa [kw], Atak [grom], Ciepła Łapa [gk], Płotkowy Potok [gk]
Lis. Nie chodziło tu raczej o jakiegoś rudego drapieżnika nie…? Bo kotka nie kojarzyła nikogo o takim imieniu.
- Nie znam… żadnego medyka poza Nurt. I ma terminatorkę. Nie… Powinnaś tego wiedzieć? Jesteś wojownikiem… - wciąż kotka nie miała najmniejszego pojęcia, że Mrówka zamieszkała na stałe w kociarni… A chyba powinna. Patrząc na to jak ostatnio często ze sobą czas spędzają.
To dziwne coś zniknęło, a Niezapominajka po prostu szła dalej… I w sumie nie wiedziała czego się spodziewała, ale znalezienie ziół podczas pory nagich drzew pewnie będzie wyjątkowo trudne. Już nie mówiąc o krwiściągu… To dopiero będzie fart jak na niego wpadnie. Ale tak czy siak, po prostu rozglądała się dalej.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
— Nie znasz tych z Cienia i Rzeki? — Odbiła pytanie, uśmiechając się lekko żeby złagodzić ton. Co prawda była jeszcze terminatorką, ale w końcu to jej koledzy po fachu. W Cieniu nie było już nawet ich pięciu do zapamiętania. — Bardziej Matką, — poprawiła — chociaż to równoległe rangi. Nie pamiętam żeby Orion coś mi mówił o terminatorce Nurt, może wtedy jeszcze jej nie miała? Rozglądała się dalej za jakimiś ziołami, chociaż z każdym krokiem miała coraz mniejsze nadzieje że cokolwiek tu znajdą. O tej porze roku prawie nic tu nie rosło. Może pajęczyny i mysią żółć by trafiły, ale roślinki? Ciężko. W dodatku niesiona przez nią ryba wcale nie chciała się rozmrażać tak szybko, jak jej się początkowo wydawało.
— Myślisz, że oprócz pajęczyny, stokrotek i nagietków, co by taki samotnik musiał jeszcze znać, żeby przeżyć samemu w lesie? — Odezwała się po dłuższej chwili poszukiwań w ciszy, odłożywszy najpierw płotkową bryłę lodu na moment na ziemię. Zioła, są tu jakieś zioła? Cokolwiek?
Pajka, pajkula... to prawie jak pająk, nie? Nie zauważyła ciemniejszego kształtu pod łapami aż na chwilę przed tym, jak prawie w niego wdepnęła. Grubszego i czarniejszego pająka to w życiu nie widziała! Czy jednak zorientowała się od razu, że z prawdziwym - nie ludzkim tworem - miał doprawdy niewiele wspólnego?
Mrówka zaś natknęła się w końcu na coś, co można było określić ziołem. Widziała już w składziku tą roślinę, jednak czy wiedziała do czego służyła niepozorna roślina, jaką był skrzyp?
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Nie wiedząc nic o niezapomnianym, hihi, starciu z największym pająkiem w klanie Wichru, Szlak wędrowała przez siebie, targając w pyszczku zaklętą w bryłę lodu płoć. Okazuje się, że mieli z Rekinem więcej wspólnego, niż początkowo przewidywała.
Pośród rachitycznej, zmęczonej zimą trawy rosło coś innego. Wyglądającego jak malutki iglaczek. Trufla mówiła coś kiedyś o iglakach... Hm, pachniało znajomo. Gdzie jest ekspert? Rzuciła rybolód na ziemię i obróciła łeb, szukając wzrokiem Niezapomnianej.
— Mam tu coś! — Krzyknęła, albo powiedziała, zależnie od dystansu, do biało-szarej szukającej ziół kawałek dalej. — Macie chyba taki w składziku? Potrzebne to do czegoś?
Jeśli było potrzebne do czegokolwiek to zbierze, o. Cały ten iglak.
Malutka, tycia koteczka. Ma krótkie futerko, w większości białe z kilkoma niebieskimi maźnięciami. Oczka niebieskie, ale część lewego przybiera złotą barwę.
Cicha, wycofana, brakuje jej pewności siebie. Przeraża ją samotność, a w głowie panuje ciągły mętlik.
Kwitnący Jaśmin [kr], Zmierzchająca Gwiazda [kg], Jaskrowa Łapa [kw], Atak [grom], Ciepła Łapa [gk], Płotkowy Potok [gk]
- Nigdy nie było żadnego… Spotkania medyków. A ja nie do końca lubię wychodzić poza obóz… A szczególnie granicę… I nie było powodu więc… Nie - wyjaśniła, co myślała że to dość oczywiste. Zastępcy też się raczej nawzajem nie znają. Krzyk się jej nie chwaliła nigdy, że gadała z pozostałą trójką. Wojownicy też. Więc czemu medycy mieliby?
Matką…? O. Oh. Nie połączyła w ogóle kropek Teraz poczuła się jak największa idiotka. Ale oczywiście zamiast przeprosić jedynie spojrzała na bok. - A… Może…? Nie wiem jak dawno ją przyjęła… Ale jesteśmy jakoś w podobnym wieku. W sensie ja i… - Gwiezdni, jak ona miała na imię? Uhhhh, Pajka rusz głową! - Krzewiasta Łapa. Nie Nurt - udało się.
Pająki na całe szczęście nie były na liście rzeczy które przerażały kotkę. Nie mogły jej zjeść. Nie mogły zranić, a nawet skubane wytwarzały pajęczynę która była jednym z ważniejszych elementów składzika. Wciąż… Widok tak wielkiego okazu wzbudził w kotce pewien niepokój. Osobnik jednak na szczęście się nie ruszał… Był martwy? Kotka rozejrzała się po okolicy za pajęczyną, ale było pusto. Miała iść dalej, gdy z nagle odezwała się Mrówka. Kotka spojrzała w jej stronę i o. - Skrzyp… Robi się z niego maść która leczy zakażenia… Po popękanych łapach czy coś. Zbiera się… całość. Zbierz ile możesz a ja poczekam… Tam - powiedziała, nie chcąc stać blisko tamtego pająka jakby… Typ ożył. Tak więc oddaliła się kawałeczek, niewielki kawałeczek i w oczekiwaniu aż Mrówka skończy zbierać, dalej rozglądała się za ziółkami.
Niezapomniana Łapa nie znalazła wszak zioła - natknęła się jednak na inny medykament. Być może powinna rozważyć jego zbiory - był to bowiem miód. Zaklęty w ul między skałami, co prawda, więc musiałaby się odrobinę wysilić by go zdobyć. Czy jednak w obliczu Pory Nagich Drzew i napływającej fali wszelkiego rodzaju kaszli nie było warto?
Pora roku zdecydowanie nie sprzyjała zbieraniu ziół... Mrówczy Szlak, po dogłębnej selekcji, zebrała jedynie dwie iglaste łodygi. W dodatku - jak mogło okazać się później, gdy uważniej przyjrzała się zbiorom bądź pokazała je bardziej doświadczonej kotce - żadna z nich nie okazała się być zdatna do użytku.
Malutka, tycia koteczka. Ma krótkie futerko, w większości białe z kilkoma niebieskimi maźnięciami. Oczka niebieskie, ale część lewego przybiera złotą barwę.
Cicha, wycofana, brakuje jej pewności siebie. Przeraża ją samotność, a w głowie panuje ciągły mętlik.
Kwitnący Jaśmin [kr], Zmierzchająca Gwiazda [kg], Jaskrowa Łapa [kw], Atak [grom], Ciepła Łapa [gk], Płotkowy Potok [gk]
Ul… Uhhhhh… Miód był przydatnym medykamentem… Ale też bała się okropnie, że zostanie ukąszona przez setki pszczół gdy tylko się do niego zbliży… Oh ale gdyby mogłaby w nagrodę zjeść jeden plaster… To by było fair, nie? Nie do końca chciała to robić, ale bardziej niż bycie użądlonym przerażało ją wyobrażenie składzika w którym zabraknie miodu… Oraz nie musiała się wspinać, ul był ładnie ułożony między skałami… Więc poświęci się. Może pszczoły będą miłe i wyjdzie z tego cała…?
Zakradła się do ula i jak najszybciej chciała łapą wyciągnąć tyle plastrów ile była w stanie, nim pszczoły ją zjedzą.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Niezapomniana Łapa zdawała się zignorować jej pytanie, ale przynajmniej opisała jej skrzyp, więc... tyle dobrego? Może to i lepiej. Może nie powinna tak rozpytywać, tylko raczej podreptać znowu do Nurt, na wszelki wypadek, jakby jakaś niepożądana para uszu dowiedziała się czegoś, czego nie miała się dowiedzieć. Ach, gdyby tylko nie ten śnieg...
— Chabeta — mruknęła, otrzepując pyszczek z drobnych, zielonych gałązek. Wyglądało na to, że skrzyp trzymał się razem tylko na dobre słowo i mróz, bo gdy tylko dotknęła go nosem żeby go zebrać, rozpadł się na drobne kawałeczki. Chwyciła rybę z powrotem w zęby i poszła dalej, rozglądając się za ziołami. Do trzech razy sztuka, czy coś.
Na Niezapomnianą Łapę nie wyleciało wszakże setki pszczół... ale kilkadziesiąt? Było już wynikiem prawdopodobnym, choć biednej kotce pasiasta chmara, jaka rozsierdzona wyleciała z ula mogła dwoić i troić się w oczach, nieco oszukując umysł. Biednej, bo... choć większość pszczół jedynie złowrogo latała nad terminatorką, aż siedem z nich zdołało ją dziabnąć, niezależnie od tego, czy ta starała się od nich uciekać. Zapiekło jak diabli, oj, zapiekło. Tyle dobrego, że zebrała trochę plastrów miodu - los chciał, że dokładnie tyle, ile zarobiła użądleń.
pajka: med.lvl: 6 | lvl: 4 | S: 4 | Zr: 12 | Sz: 7 | Zm: 21 | HP: 80-1-5-1-5-3-5-6=54/80 | W: 50-3=47/50
» rana 1. stopnia - użądlenie w pachwinę
» rana 1. stopnia - użądlenie w policzek
» rana 1. stopnia - użądlenie w bark
» rana 1. stopnia - użądlenie w palec lewej łapy
» rana 0. stopnia - użądlenie w zad
» rana 0. stopnia - użądlenie za uchem
» rana 0. stopnia - użądlenie w palec prawej łapy
+ 7 plastrów miodu
+ 49 MEDEXP
Mrówczy Szlak, świadoma bądź nie nieprzyjemnych przygód przyjaciółki mogła wnet natknąć się na coś innego, niż zioło - ale może ją to zainteresuje? Mała ryjówka o długim ryjku bynajmniej nie ryła, ale powolutku tuptała przed siebie w poszukiwaniu wszelkich owadów.
Malutka, tycia koteczka. Ma krótkie futerko, w większości białe z kilkoma niebieskimi maźnięciami. Oczka niebieskie, ale część lewego przybiera złotą barwę.
Cicha, wycofana, brakuje jej pewności siebie. Przeraża ją samotność, a w głowie panuje ciągły mętlik.
Kwitnący Jaśmin [kr], Zmierzchająca Gwiazda [kg], Jaskrowa Łapa [kw], Atak [grom], Ciepła Łapa [gk], Płotkowy Potok [gk]
Udało jej się zebrać… Parę płatów, jednak chmara pszczół która ją otoczyła była niepokojąca. Zagrała jednak z czasem, ale nie wytrzymała w momencie kiedy te zaczęły ją żądlić. Kotka z prędkością światła wyciągnęła łapę, otrzepała się i pobiegła do Mrówki, by paść tam na ziemię i wytarzać się w trawie by podrapać miejsca gdzie została użądlona. Gdy skończyła leżała na plecach przy Mrówce z załzawionymi oczami.
- Mrówka ja… Ja nie dam rady dalej iść. Wracajmy do obozu. Proszę. - Nie ma mowy, że uda jej się skupić na czymkolwiek z tymi użądleniami. W dodatku było zimno, miały obie jakiegoś ogromnego pecha i ugh…! Po co ona wychodziła dzisiaj z lecznicy.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Ziołem to to nie było, ale też się nada! Akurat jak myślała o obiedzie, kompletnie nieświadoma walki o miód rozgrywającej się za jej plecami, Szlak zauważyła ryjówkę. Wspaniale. Pochyliła się i zaczęła skradać do malutkiego zwierzątka. Ostrożnie na teren pod łapami, powoli, cicho, ciężar ciała na tylne łapy... Kiedy będzie już wystarczająco blisko, hyc!
Czy złapała ryjówkę czy nie, czarno-ruda dreptała dalej przed siebie z zamrożoną płotką w pyszczku. Całkiem przyjemny ten spacer, trochę szkoda, że skrzyp rozpadł się od samego patrzenia, ale poza tym całkiem miło. Zawsze to jakaś odmiana od biegania po polach w samotności. Nie wspominając w ogóle o tym, że czuła się doceniona, skoro mogła pilnować bezpieczeństwa Niezapomnianej. Osiłek medyka, hehe.
Tak sobie szła i myślała, dopóki nie usłyszała za sobą kocich skoków, przez które obróciła gwałtownie głowę. Medyczka kulała się w trawie, a łzy ściekały jej po pyszczku. Wyglądała jak jedno wielkie nieszczęście – dokładnie tak, jak Pożarek, kiedy przez przypadek nadepnęła na niego w jego kryjówce.
— Co się stało? — Odłożyła płotkę na bok, niech leży koło kotki, a sama pochyliła nad nią głowę. — Zobaczyłaś coś? Ten pająk nie był prawdziwy, wiesz o tym. Pewnie jest plastikowy, durna ludzka zabawka.
Trąciła kotkę nosem w ucho, i usiadła obok niej i zamrożonej ryby.
— Możemy wracać jak chcesz? Tylko dalej nie mamy krwiściągu dla Nurt... Sama wątpię żebym go znalazła. Pewnie rozpadnie się jak ten skrzyp. — Przewróciła oczami teatralnie, mając nadzieję że chociaż trochę ją rozbawi.
Ryjówka, niestety, w porę dostrzegła szylkretkę i rzuciła się do ucieczki, nie dając jej nawet szansy na pogoń. Ale hej! Mrówczy Szlak mogła przynajmniej poczuć, że trzymana w pysku płotka na nowo zaczęła nabierać giętkości.
pajka: med.lvl: 6 | lvl: 4 | S: 4 | Zr: 12 | Sz: 7 | Zm: 21 | HP: 54/80 | W: 47/50
» rana 1. stopnia - użądlenie w pachwinę
» rana 1. stopnia - użądlenie w policzek
» rana 1. stopnia - użądlenie w bark
» rana 1. stopnia - użądlenie w palec lewej łapy
» rana 0. stopnia - użądlenie w zad
» rana 0. stopnia - użądlenie za uchem
» rana 0. stopnia - użądlenie w palec prawej łapy
Malutka, tycia koteczka. Ma krótkie futerko, w większości białe z kilkoma niebieskimi maźnięciami. Oczka niebieskie, ale część lewego przybiera złotą barwę.
Cicha, wycofana, brakuje jej pewności siebie. Przeraża ją samotność, a w głowie panuje ciągły mętlik.
Kwitnący Jaśmin [kr], Zmierzchająca Gwiazda [kg], Jaskrowa Łapa [kw], Atak [grom], Ciepła Łapa [gk], Płotkowy Potok [gk]
- Pszczoły... - przyznała krótko, zmartwiona, jednak jej myśli na chwilę skupiły na czymś innym. Pająk był plastikowy, co? Od dwunożnych? Że niby jeszcze dwunożni byli na ich terenach? Huuuuh? - N-nie... Wiedziałam. Ale nie chodzi o to tylko... Chciałam zdobyć miód i... I... Teraz wszystko mnie piecze. Krwiściąg możemy zdobyć później... Nie wiem... - przyznała bo no, w sumie chciałaby zdobyć go jak najszybciej, ale dzisiaj chyba już wyszła na tyle ile mogła poza strefę komfortu. Wszystko zadziało się za dużo i za szybko. Chciała do obozu.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Pszczoły? Zimą? Szylkretka myślała, że o tej porze umierają, albo śpią, albo coś takiego... Może obudziły się kiedy medyczka zaczęła grzebać im w domu? Też by się obudziła na ich miejscu.
— Aj, to może faktycznie lepiej wrócić? Opatrzysz sobie to w obozie czymś, pójdę z tobą... Nurt na pewno się nie obrazi jak dostanie krwiściąg trochę później, a jeśli nie potrzebujemy niczego innego na wczoraj to chyba bez sensu się męczyć? A udało ci się zebrać chociaż trochę tego miodu? — Chwyciła płotkę w mordkę, odnotowując z zaskoczeniem, że trochę się rozmroziła. Jak dobrze pójdzie to zje ją jeszcze po drodze. Jedna płoć i trochę miodu, szału nie ma, ale to dalej więcej niż zebrała jesienią sama. Poprzeczka nie była zbyt wysoko. Powolnym krokiem ruszyła za medyczką w stronę obozu. [zt]
Malutka, tycia koteczka. Ma krótkie futerko, w większości białe z kilkoma niebieskimi maźnięciami. Oczka niebieskie, ale część lewego przybiera złotą barwę.
Cicha, wycofana, brakuje jej pewności siebie. Przeraża ją samotność, a w głowie panuje ciągły mętlik.
Kwitnący Jaśmin [kr], Zmierzchająca Gwiazda [kg], Jaskrowa Łapa [kw], Atak [grom], Ciepła Łapa [gk], Płotkowy Potok [gk]
Nie chciało jej się nawet myśleć skąd pszczoły się wzięły o tej porze, jedyne co to pragnęła wrócić do obozu i odpocząć od tej akcji przez następne parę dni.
- Trochę… - przyznała, spoglądając na plastry pozostawione koło miejsca zdarzenia. Oraz na swoją łapę. Była okropnie lepka ugh… - Wracajmy - poleciła smutno, a następnie zajęła się czyszczeniem swojej łapy. Następnie powoli i ostrożnie, jakby jeden zły ruch miał obudzić całą kolonię, zbliżyła się do plastrów i… Prędko zapakowała słodkie zdobycze w liścia, a następnie czmychnęła do Mrówki by wrócić do obozu.