Mistrz: Malinowy Nos Płeć: kocur Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*) Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*) Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Zapach. Nie byłoby w nim nic dziwnego, gdyby Sokół rozpoznał go jako woń jakiegokolwiek wojownika, tymczasem wracając z polowania zorientował się, że gdzieś po Kwitnących Zaroślach biega sobie spokojnie kot z Klanu Wichru, którego chwilowo nie rozpoznaje. Zmarszczył brwi zastanawiając się, czy to nie jest któryś z najmłodszych terminatorów, ale po przygodach z Jasnym, a wcześniej Mrozem, który skończył bardzo źle, postanowił jeszcze upewnić się, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Ruszył więc dalej szukając źródła nowej, nieznanej dotąd woni i aż uniósł brwi, gdy spostrzegł, że pośród zarośli czai się coś, co na pewno terminatorem nie jest. Z daleka nie był jeszcze w stanie ocenić, czy to jedno z kociąt Paproci czy Maliny, ruszył więc w jego stronę truchtem. Gdy się zbliżył odrzucił myśl, że ma przed sobą Słonecznik i zaczął prędko szukać w głowie imienia tego malca, jednocześnie dochodząc do wniosku, że nie jest to na pewno dziecko Fiołka. Był to zatem siostrzeniec Zająca, któremu należało prędko zmyć głowę.
- Ty! - rzucił natychmiast, gdy wypuścił ze szczęk gołębia. - Słońce! - dodał przypominając sobie imię kociaka. - Natychmiast się zatrzymaj.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
No i ruszył na dalsze poszukiwania. Człapał, szukał, słuchał, wąchał - wszystko cacy. No, prawie cacy. Przestało tak być już w momencie, w którym mysz mu zwiała. Poczucie czasu miał średnie, ale zdawał sobie z tego sprawę, że stracił go dużo. W dodatku, na marne, w końcu może miałby okazję złapać coś innego, gdyby już na początku odpuścił sobie tą mysz. Jednak tak nie zrobił.
Później, jak widać, miało być tylko gorzej. Zjeżył futerko słysząc hałas. Konkretniej, głos czarnego kocura, którego kojarzył niespecjalnie dobrze. Natychmiast spoglądnął w jego kierunku. Wyglądał...znajomo. Nie, nie, nie! Klanowa Policja, to już koniec, trafi do aresztu, albo...hej. A jakby się tak JESZCZE LEPIEJ zabawić, skoro zaraz i tak czekała go zguba?
Natychmiast rzucił się w ucieczkę, pełną udawanej paniki. Wiedział, że kocur pewnie prędzej, czy później go dogoni, wiedział, że sam się wlecze, ale taka była część planu. Pora sprawdzić zdolności aktorskie kociaka, a także naiwność zastępcy. Będzie miał co opowiadać innym, jak już wróci do kociarni, oj, będzie.
Mistrz: Malinowy Nos Płeć: kocur Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*) Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*) Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Paniki? Sokół miał głęboko w nosie, czy kocię jest spanikowane, złe, czy jakiekolwiek inne, jego obchodziło obecnie tylko jedno - dzieciak miał wrócić cały i zdrowy do obozu i to natychmiast, a potem czekało go srogie lanie i kara za to, czego się dopuścił. Inna sprawa, że gdy młody ruszył do ucieczki wojownik jedynie uśmiechnął się krzywo dochodząc do wniosku, że ten za chwilę całkowicie sobie zaszkodzi brudząc się, a może nawet ocierając o te, czy inne gałązki albo coś jeszcze. Jakoś, co ciekawe, wcale mu to nie przeszkadzało, w końcu młody powinien dostać naprawdę poważną nauczkę za to, że wyszedł z obozu i gdyby nie to, że Sokół miał łapy ciężkie jak kamienie, pewnie przyłożyłby mu przez zad za to, jak się zachował. Na dokładkę jeszcze postanowił uciekać, co już klasyfikowało go jako mysi móżdżek albo lisi bobek, kocur nie był jeszcze w stanie zdecydować, czy syn Paproci jest po prostu głupi, czy wyrachowany. W tej jednej chwili zupełnie nic go to nie obchodziło i pozwolił kociakowi biec, a niech się nawet wywali na pysk, potem zaś ruszył kilkoma prostymi, długimi susami za nim, bokiem, bezpieczną drogę, by stanąć przed nim i sprawdzić, czy tym razem się zatrzyma, czy postanowi biec dalej, co wcale by go nie zdziwiło.
- Żałosne - rzucił ledwie dosłyszalnie pod nosem dochodząc jednocześnie do wniosku, że Paproć będzie musiała poważnie zająć się swoim synem, który jak widać na razie nie dorósł nawet do tego, by poważnie zająć się własnymi naukami. A jak dalej będzie się bawił w ciuciubabkę czy tam berka z zastępcą, to niemalże prosił się o to, by dostać o wiele poważniejszą karę.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Drodzy państwo, czyżby spektakularny plan Słońca miałby się nie powieść? Ojej, szkoda. W mgnieniu oka stwierdził, że w sumie co ten cały, pft, ZASTĘPCA mu może zrobić? Pogrozi paluszkiem jak wszyscy, zrobi groźne "nie wolno!" i tyle, hmpf. A wspaniała Paprotka nie wpłynie na swoje kochane Słoneczko , oj, nie. Lisi bobek, czy nie - przynajmniej on dobrze się bawi. Młodość jest po to, żeby popełniać podczas niej życiowe błędy. Czy coś.
To zastępcą teraz ma za zadanie przywlec go żywego do obozu. Widział go, więc, jakby coś się rudemu stało...to jego wina!
Kociak dzielnie próbował ucieczki, jednak niestety na jego drodze zmaterializował się Sokoli Cień. Alarm, odwrót, odwrót! Odwrócił się majestatycznie i ZNOWU zaczął uciekać przed nim. W tym momencie, potargane futerko czy inne niesprzyjające rzeczy nie obchodziły młodszego, nie, nie. Obchodziło to, żeby teraz narobić jakoś problemów wojownikowi, bo PRZESZKODZIŁ MU. A przecież rudzielec zaraz po tym, jakby w końcu coś dopadł grzecznie wróciłby do obozu...
Mistrz: Malinowy Nos Płeć: kocur Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*) Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*) Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Kłopoty? Czyli jednak mysi móżdżek. Jedyną osobą, która miała tutaj kłopoty i będzie je miała, był Słońce. Nawet jeśli nabije sobie teraz siniaki, obetrze nos albo zrobi coś podobnego, Sokół po prostu wzruszy barkami i powie, że nie powinien był uciekać. Widać młody nie miał jeszcze pojęcia, jak wygląda prawdziwe życie, a obecnie jedynie irytował zastępcę, który prychnął z ubawieniem, gdy kociak zawrócił. To, co syn Paproci właśnie wyprawiał nie chciało mu się do końca mieścić w głowie, ale widać kocur był tak dziecinny, że nie rozumiał zupełnie życia. To, że wyszedł z obozu to jedno, ale teraz popisywał się wręcz nieopisaną głupotą, po pierwsze sądząc, że ucieknie, po drugie myśląc, że jeśli sobie coś zrobi to będzie to wina Sokoła, po trzecie zakładając chyba, że wojownik będzie za nim biegał jak jakiś nienormalny. Dla tak wielkiego kocura, jakim był syn Czyżyka dogonienie kociaka to było parę szybszych kroków. I już siedział mu na ogonie uśmiechając się pod nosem, bo młody nieuchronnie zdążał w stronę obozu. Ciekaw był, jak wiele wytrzymają jeszcze jego krótkie łapki. Prędzej czy później, kiedy już zastępcy znudzi się ta zabawa złapie go po prostu za kark. Nawet wiedział już, co zrobi z tym niepoprawnym stworzeniem, które działało mu na nerwy. Dlaczego ostatnio kocięta zachowywały się, jakby myślały, że są nieśmiertelne? Może powinien pozwolić, żeby jakiś gawron dziabnął go w ogon i pokazał, że nie jest wcale taki silny i wspaniały, jak pewnie myślał? Tak czy siak na razie kocur deptał mu bez wysiłku po ogonie robiąc co jakiś czas taki krok, że zaganiał go w stronę obozu.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Pędził ile sił w jego małych, jeszcze słabych i niewprawionych łapkach. Cóż, przy okazji nieuważnie. Chcąc odskoczyć jak najdalej od zastępcy, pogubił się w swoich własnych krokach i wyrżnął spektakularnego orła, ryjąc pyszczkiem po śniegu. Prychnął oburzony, a potem znowu - z tym, że to przez śnieg który nieprzyjemnie pokrył jego mordkę. Kolejne prychnięcie tyczyło się tego, jak splątane było jego futerko. Później jeszcze raz, bo niezdarne łapki też zabolały, nie tylko od upadku, ale też od dzikiego biegu na oślep. Dalej były już po prostu dla zasady. Zdawał sobie sprawę z tego, że nawet jak znowu porwie się do biegu, to wojownik straci nerwy i po prostu weźmie go za kark i zatarga do kociarni. Chociaż, Słońce i tak sam nie zamierza się tam przejść.
Najeżył futerko i obserwując kocura, który pewnie nieuchronnie się do niego zbliżał, majtał dziko napuszonym ogonkiem. Skulił uszy, małe kocięce kiełki wystawił na zewnątrz, pokazując jaki jest GROŹNY I ZŁY. Z każdym jego krokiem prychał i fukał coraz bardziej, a nawet mógł zamachnąć się łapka w stronę czarnej kupy futra. Żywcem mnie stąd nie weźmiesz.
Mistrz: Malinowy Nos Płeć: kocur Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*) Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*) Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Znudzenie. Najpierw był poirytowany, a teraz był po prostu rozczarowany zachowaniem kociaka, który zupełnie nie rozumiał, czego się od niego oczekiwało, czego się od niego chciało i przede wszystkim, jak wielką krzywdę wyrządzał samemu sobie. Bo skazywał się na karę, a jeśli nic z niej nie pojmie, mógł spodziewać się o wiele gorszych konsekwencji. Sokół nie należał do najłagodniejszych na świecie jednostek, to prawda, ale również Malina nie pozwalała sobie wchodzić na głowę, ona również miała swoje granice, za które już nikogo nie wpuszczała. Klan miał stanowić całość, nie mogli pobłażliwie patrzeć na zachowania, które dążyły do jego zniszczenia, czy chociaż prowadziły do jakiegokolwiek rozprężenia. Dlatego też, patrząc na Słońce, wiedział już, że młody na razie nie miał przed sobą świetlanej przyszłości, na dokładkę na własne życzenie. Szedł w jego stronę bez pośpiechu, bo wystarczyło ledwie nieco przyspieszyć, a i tak by go złapał. Syn Paproci wyraźnie jednak tracił siły, Sokół więc po prostu podszedł do niego, kiedy ten zaczął syczeć i zachowywać się jakby zamierzał się na niego rzucić.
- I? Mam się wystraszyć? - warknął patrząc na niego i uniósł nieznacznie powieki, przez co jego oczy wreszcie zajaśniały złotym blaskiem, którego nie mógł powstydzić się żaden drapieżnik. Nie zamierzał podchodzić teraz do kociaka, bo chociaż ten nie mógłby mu zrobić poważnej krzywdy, to nie chciało mu się użerać z jego ostrymi pazurkami. Jeszcze trochę sobie poskacze jak mysi móżdżek i straci resztę sił.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Siedział tak skulony i wlepiał oczy w kocura. Tak po prostu, dla zasady będzie go musiał odholować do kociarni, bo on nie ma żadnej ochoty żeby tam wracać. Jeszcze ta głupia, pf, Słonecznik będzie go pouczać, zaraz po całej reszcie. A on chciał tylko dobrze się bawić, no i coś złapać. H m p f.
Zmarszczył nos przestając fukać i machać łapami. Wlepiał zdenerwowany wzrok w zastępcę, ale nie miał w sumie już żadnych innych opcji. Zwiać nie zwieje, nie ma tutaj już żadnej opcji. Użreć niby może, ale dać mu to za dużo nie da. Cóż, chyba pora się poddać, bywa. Patrzył oczekując na to, co wojownik zamierza zrobić.
Mistrz: Malinowy Nos Płeć: kocur Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*) Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*) Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Zasady? Dla bezpieczeństwa, ale widać Słońce nie rozumiał takich rzeczy. Sokół był od niego sporo większy i mógł posłać go na tamten świat jednym uderzeniem łapy, zaś kocię nigdy nie mogło wiedzieć, jakiego przeciwnika spotka na swojej drodze poza granicami obozu. Wiedział, że sporo młodych uważa, że jest silnych niczym jakiś Gwiezdny, który może miotać z nieba piorunami i byłby to nawet skłonny jakoś im tam wybaczać, sam również marzył o tym, by wyjść z obozu i wychylał nos na skalną półkę ponad klifem, jednak zachowanie Słońca, jakie właśnie zaprezentował, było już poniżej jakiegokolwiek poziomu. Będzie musiał o nim porozmawiać z Paprocią albo poprosić o pomoc Zająca, w końcu młody był jego siostrzeńcem i być może partner Sokoła będzie umiał do niego lepiej podejść.
- Idziemy - zakomunikował trącając kociaka nieznacznie łapą, by skierować go jeszcze bardziej w stronę obozu. Ciekaw był, czy młody postanowi go ugryźć albo zrobić cokolwiek innego, równie efektownego. Zastanawiał się, czy młody ma chociaż nieco oleju w głowie, czy jednak nie, a co za tym idzie, czy sobie bardziej nagrabi. Wkrótce miała odbyć się jego ceremonia na terminatora, ale w zaistniałych okolicznościach Sokół nie był pewien, jak ta może przebiegać, ani jak może się zakończyć. Ciekaw był, czy młody dalej będzie taki buńczuczny, jeśli nałoży się na niego kary. Obawiał się jednak, że wtedy zacznie jeszcze mocniej stawać okoniem, ot tak, dla zasady.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Żaba ewoluował z puchatej kluseczki w całkiem zgrabnego podlotka, którego długie futro pozostaje zawsze nienagannie ułożone. W większości rude, klasyczno pręgowane z białymi znaczeniami na stopach, brzuchu, spodzie ogona i podgardlu. Porusza się zawsze wyprostowany, dystyngowanym krokiem. Łapy musiał odziedziczyć po tacie, długie i tylko dzięki okrywie włosowej nie wyglądające jak cienkie słomki, bo i cały kocurek jest raczej szczupły i niestety, nie zapowiada się na najwyższego kota w Klanie Wichru. Ale, ale, kurdupelkiem, na którego zapowiadał się po przyjściu na świat również nie zostanie! Odpowiednio podkarmiony za kociaka, wygląda na zwykłego, średniego przeciętniaka, którego oczy wybarwiły się na bliżej nieokreśloną mieszankę zieleni i błękitu, lub zieleni i żółci, w zależności od tego jak pada światło.
Miesiące spędzone w lecznicy wpłynęły na charakter małego Żaby. Ograniczony kontakt z rówieśnikami, a za to długie rozmowy z chorującymi kotami sprawiły, że szybko zaczął wysławiać się podobnie do nich, chętnie używając tych "dorosłych słów", które pozwalają mu brzmieć mądrze. Bo Żaba lubi brzmieć mądrze, a jeszcze bardziej lubi być podziwiany, dlatego też stara się zachowywać i wyglądać odpowiednio w każdej sytuacji, najczęściej mówiąc to co wypada, a nie to co naprawdę ma na myśli. No chyba, że może kogoś uraczyć pogardliwym spojrzeniem, ale to już inna bajka. Oprócz tego kocurek ma zapędy do dramatyzowania i wyolbrzymiania, przez co nie zawsze udaje mu się wypaść na tak dostojnego, jakby tego chciał.
xxxRudy młodzik przechadzał się pomiędzy krzewami, a jego zielone ślepia lustrowały różnobarwne płatki kwitnących kwiatów. Nie była to jego pierwsza wizyta w tym miejscu, jednak pierwsza samodzielna, bez klanowych Matek, które dzieląc się z nim świeżymi ploteczkami, zabierał go na spacer w okolice Obozu. Przez ostatnie księżyce stał się niejako ich maskotką, w końcu odwiedzał je chętnie i często, łechtany radością z jaką go witały i komplementowały, a jednocześnie były one skarbcem wiedzy o najnowszych klanowych dramatach, związkach, karach i zdradach. Czasem opowiedziały mu również coś co mógł zaliczyć na poczet poszerzania swojej wiedzy o klanach, jak na przykład, nazwy pozostałych trzech, czy historię wygnania starego Zastępcy, co pozwalało mu nieco zagłuszyć zirytowanie przeciągającym się brakiem odzewu ze strony Wilczego Pomruku i, co za tym szło, dalszym brakiem treningu. Opcja samodzielnego zagadnięcia Wojownika nie egzystowała w Żabiej głowie. Prędzej pojawiłby się z listą zażaleń i żądań ponownie w matczynym legowisku. Może wtedy jego edukacją zająłby się ktoś, kto poświęciłby mu uwagę należną synowi Przywódczyni! xxxPrzystanął w miejscu i zbliżając nos do berberysów. Jako kocie nigdy nie sądził, że znajdzie coś, co bardziej zaspokoi jego potrzebę doświadczania wrażeń estetycznych, aniżeli owoce głogu i zwiędłe rośliny w składziku Medyczki. Jak bardzo się mylił! Mimowolnie uśmiechnął się sam do siebie, rozkoszując wonią Młodych Liści i rozważając, które kwiaty najlepiej ozdobią jego, i tak już najpiękniejsze ze wszystkich, legowisko. xxx
/Igła my boy :3
Mistrz: Lśniąca Sadzwka Płeć: Kocur Matka: Burzowy Pomruk Ojciec: Drżący Głos Partner: just be friends
Pręgi na jego długiej brązowej sierści są rozproszone i wyraźniej zaznaczone wyłącznie na łapach oraz mordce, przez co wydaje się odrobinę rudawy. Od czoła aż po koniec puchatego ogona ciągnie się szeroka czarna smuga. Upstrzony jest również białymi nierównomiernymi plamami. Jedna z nich znajduje się na mordce - omijając brodę i okolice wibrysów. Kolejna zaczyna się od klatki piersiowej po brzuch, do tego dochodzą także nierównomierne skarpetki - dłuższe z przodu i krótsze z tyłu.
Całkiem przeciętny z postury - niezbyt umięśniony, ani smukły. Jedynie długie łapki świadczą o tym, że wyrośnie na jednego z wyższych Wichrzaków. Dba o to, aby zawsze dobrze się prezentować, nie lubi gdy jakiś kłaczek zbytnio odstaje. Największą jego zmorą są jaśniejsze kosmyki wystające z trójkątnych uszu. Na pyzatej mordce znajduje się ciemno-różowy nosek, a okrągłe oczka są o barwie morskiej zieleni.
Igła obok nieśmiałości to nawet nie stał. Aż dziw bierze, że to wygadane kocię jest synem jąkającego się wojownika. Jest nad wyraz ciekawski i koniecznie musi wiedzieć wszystko. Wszyściuteńko. Od tego kto był danego dnia na patrolu, aż po to kiedy ostatni raz Gwiazda postawiła klocka. Nie poznał jeszcze granicy gdzie zaczynają się tematy, o których nie powinno się mówić głośno i korzysta ze swojego kocięcego przywileju, żeby pleść co mu ślina na język przyniesie. Jeśli ktoś będzie miał nieszczęście paść jego ofiarą, to z pewnością będzie skazany na wysłuchanie całego monologu odnośnie osobistych przeżyć i przemyśleń kocurka. No i nie uniknie także pytań - niektórych z pewnością całkiem niewygodnych. Należy unikać dzielenia się z nim tajemnicami, bo jak nic rozpowie je po klanie niczym papuga.
Iglasty Pazur pojawił się w pobliżu Kwitnących Zarośli nieprzypadkowo. Dokładnie to chciał spędzić trochę czasu z Żabią Łapą. Odrobinę więcej niż podczas nieszczęsnych, przerwanych chorobą burego naukach, a także bez udziału osób trzecich. Dobrze się złożyło, że terminator wybrał się na samotny spacer, o czym Igła dowiedział się od Zaćmionego Księżyca. Nietrudno było zauważyć, że rudy ostatnimi dniami spędza dużo czasu w ich towarzystwie.
Widok rudego futerka pomiędzy gałęziami i młodymi liśćmi sprawiło, że na pyszczku wojownika pojawił się lekki uśmiech. Syn Malinowej Gwiazdy w dalszym ciągu przebywał w pobliżu krzewów, to dobrze. Igła nie chciał, aby jego zjawienie się tutaj było nazbyt oczywiste, więc gdy tylko potwierdził obecność Żabki, skręcił w przeciwnym kierunku, jakby to zupełnie nie zauważył kocura. Na tyle, na ile zdołał się poznać na Wichrowym pięknisiu to lubił zadzierać nosa, a długowłosy nie zamierzał mu dawać ku temu powodów.
Młodzik oparł się celowo, niby niechcący o gałęzie, aby ich szelest zwrócił uwagę terminatora. Teraz miał pewność, że rudy go zauważy nawet jeśli nie podbiegł do niego z radosnym powitaniem jak to miał w zwyczaju widząc kogoś znajomego. Iglasty Pazur usiadł w pewnym oddaleniu od Żabiej Łapy, zwrócony do niego tyłem i zaczął delikatnie wygładzać futerko na boku. Już wcześniej było idealnie wypielęgnowane, ale musiał poprawić te kilka zwichrzonych przez krzewy kosmyków.
I willletyou_d o w n I willm a k eyouhurt
I_w e a r_thiscrownof thorns upon my_l i a r' s_c h a i r full of brokenthoughts I_c a n n o t_repair
Żaba ewoluował z puchatej kluseczki w całkiem zgrabnego podlotka, którego długie futro pozostaje zawsze nienagannie ułożone. W większości rude, klasyczno pręgowane z białymi znaczeniami na stopach, brzuchu, spodzie ogona i podgardlu. Porusza się zawsze wyprostowany, dystyngowanym krokiem. Łapy musiał odziedziczyć po tacie, długie i tylko dzięki okrywie włosowej nie wyglądające jak cienkie słomki, bo i cały kocurek jest raczej szczupły i niestety, nie zapowiada się na najwyższego kota w Klanie Wichru. Ale, ale, kurdupelkiem, na którego zapowiadał się po przyjściu na świat również nie zostanie! Odpowiednio podkarmiony za kociaka, wygląda na zwykłego, średniego przeciętniaka, którego oczy wybarwiły się na bliżej nieokreśloną mieszankę zieleni i błękitu, lub zieleni i żółci, w zależności od tego jak pada światło.
Miesiące spędzone w lecznicy wpłynęły na charakter małego Żaby. Ograniczony kontakt z rówieśnikami, a za to długie rozmowy z chorującymi kotami sprawiły, że szybko zaczął wysławiać się podobnie do nich, chętnie używając tych "dorosłych słów", które pozwalają mu brzmieć mądrze. Bo Żaba lubi brzmieć mądrze, a jeszcze bardziej lubi być podziwiany, dlatego też stara się zachowywać i wyglądać odpowiednio w każdej sytuacji, najczęściej mówiąc to co wypada, a nie to co naprawdę ma na myśli. No chyba, że może kogoś uraczyć pogardliwym spojrzeniem, ale to już inna bajka. Oprócz tego kocurek ma zapędy do dramatyzowania i wyolbrzymiania, przez co nie zawsze udaje mu się wypaść na tak dostojnego, jakby tego chciał.
xxxZdradziecki szelest liści odwrócił uwagę Fiołkowego potomka od kontentowania woni kwiatów, a jego zielone ślepia rozwarły się na nowo. Kto by pomyślał, że z potomka Drżącego Głosu był taki spryciarz! Żaba, jak rybka na haczyku robił właśnie to, co brązowy Wojownik sobie zaplanował. Rozejrzał się w okół siebie, z zwykłego przyzwyczajenia zadzierając przy tym nieco nos ku niebu, by po kilku uderzeniach serca dojrzeć znaną mu sylwetkę. Iglasta Łapa, a raczej (jak dowiedział się już z najnowszych plotek, Pazur) siedział pomiędzy krzewami oddając się higienie. Głuptas. Jego futro było idealne, a dodatkowe układanie absolutnie zbędne. Jednak Żaba nie miał zamiar wypowiedzieć tego na głos, wszak mogło by to absolutnie zepsuć zaskakujący miły jemu ślepiom obrazek. Tak ładny kocur, wśród kwiatów, dbający o siebie... woń berberysów i krokusów na pewno będzie mu towarzyszyła jeszcze długo po opuszczeniu Kwitnących Zarośli. xxx- Iglasty Pazurze - odezwał się w końcu nieco ciszej niż miał to w zwyczaju, co nie uległo jego własnej uwadze. Może to dlatego, że wcale nie miał ochoty przestawać go obserwować? Jednocześnie wiedział jednak, że Wojownik kiedyś się odwróci i wtedy cała sytuacja stałaby się co najmniej niedorzeczna. Potrząsnął lekko głową dla odpędzenia myśli i zbliżył do kocura swoim eleganckim krokiem. - Cóż za przypadek, że się tu spotykamy - uśmiechnął się lekko siadając jak zawsze wyprostowany. - Jednak jestem z tego powodu bardzo kontent, gdyż doszły mnie słuchy o twoim mianowaniu. Nieszczęśliwym przypadkiem nie dane było mi uczestniczyć w tej ceremonii, pozwól więc, że powinszuje ci dopiero teraz - mówiąc to zniżył na krótką chwilę pysk w oficjalnej formie gratulacji.
Mistrz: Lśniąca Sadzwka Płeć: Kocur Matka: Burzowy Pomruk Ojciec: Drżący Głos Partner: just be friends
Pręgi na jego długiej brązowej sierści są rozproszone i wyraźniej zaznaczone wyłącznie na łapach oraz mordce, przez co wydaje się odrobinę rudawy. Od czoła aż po koniec puchatego ogona ciągnie się szeroka czarna smuga. Upstrzony jest również białymi nierównomiernymi plamami. Jedna z nich znajduje się na mordce - omijając brodę i okolice wibrysów. Kolejna zaczyna się od klatki piersiowej po brzuch, do tego dochodzą także nierównomierne skarpetki - dłuższe z przodu i krótsze z tyłu.
Całkiem przeciętny z postury - niezbyt umięśniony, ani smukły. Jedynie długie łapki świadczą o tym, że wyrośnie na jednego z wyższych Wichrzaków. Dba o to, aby zawsze dobrze się prezentować, nie lubi gdy jakiś kłaczek zbytnio odstaje. Największą jego zmorą są jaśniejsze kosmyki wystające z trójkątnych uszu. Na pyzatej mordce znajduje się ciemno-różowy nosek, a okrągłe oczka są o barwie morskiej zieleni.
Igła obok nieśmiałości to nawet nie stał. Aż dziw bierze, że to wygadane kocię jest synem jąkającego się wojownika. Jest nad wyraz ciekawski i koniecznie musi wiedzieć wszystko. Wszyściuteńko. Od tego kto był danego dnia na patrolu, aż po to kiedy ostatni raz Gwiazda postawiła klocka. Nie poznał jeszcze granicy gdzie zaczynają się tematy, o których nie powinno się mówić głośno i korzysta ze swojego kocięcego przywileju, żeby pleść co mu ślina na język przyniesie. Jeśli ktoś będzie miał nieszczęście paść jego ofiarą, to z pewnością będzie skazany na wysłuchanie całego monologu odnośnie osobistych przeżyć i przemyśleń kocurka. No i nie uniknie także pytań - niektórych z pewnością całkiem niewygodnych. Należy unikać dzielenia się z nim tajemnicami, bo jak nic rozpowie je po klanie niczym papuga.
Zwrócenie na siebie uwagi poszło mu jak z płatka. Teraz tylko należało pociągnąć to dalej. Odwrócił głowię, w kierunku nadchodzącego kocura, udając lekkie zaskoczenie. Przerwał przylizywanie swojego futra i posłał synowi Malinowej Gwiazdy uprzejmy uśmiech. – Żabia Łapo – odrzekł, naśladując jego sposób zwracania się. Dogadaliby się z Krzemykiem pod tym względem. – Liczę na więcej takich przypadków – mruknął, nie spuszczając wzroku z zielonych ślepi terminatora. Musiał gdzieś wypośrodkować to, że docenia jako osobę, ale nie traktuje go specjalnie. Nigdy nie próbował niczego podobnego, więc nie będzie to łatwe. Zwłaszcza, że niewiele jeszcze wiedział o Żabce. Oprócz tego, że był nieziemsko elegancji we wszystkim co robił.
– Niewiele brakowało, a sam bym się nie stawił na tej ceremonii. Na szczęście choroba ustąpiła w samą porę – mówiąc to, obserwował zmiany w mimice pyszczka znajomego. Być może wspomnienie o pobycie w lecznicy przywoła nieprzyjemne wspomnienia, gdy nasza rudowłosa księżniczka była uwięziona w lochu przez straszliwego, białego smoka. Nie miał żadnych intencji w wprawianiu młodszego kocura w zły nastrój. – Dziękuję, to wiele dla mnie znaczy – dodał jeszcze, w odpowiedzi na gratulacje jakie otrzymał.
I willletyou_d o w n I willm a k eyouhurt
I_w e a r_thiscrownof thorns upon my_l i a r' s_c h a i r full of brokenthoughts I_c a n n o t_repair
Żaba ewoluował z puchatej kluseczki w całkiem zgrabnego podlotka, którego długie futro pozostaje zawsze nienagannie ułożone. W większości rude, klasyczno pręgowane z białymi znaczeniami na stopach, brzuchu, spodzie ogona i podgardlu. Porusza się zawsze wyprostowany, dystyngowanym krokiem. Łapy musiał odziedziczyć po tacie, długie i tylko dzięki okrywie włosowej nie wyglądające jak cienkie słomki, bo i cały kocurek jest raczej szczupły i niestety, nie zapowiada się na najwyższego kota w Klanie Wichru. Ale, ale, kurdupelkiem, na którego zapowiadał się po przyjściu na świat również nie zostanie! Odpowiednio podkarmiony za kociaka, wygląda na zwykłego, średniego przeciętniaka, którego oczy wybarwiły się na bliżej nieokreśloną mieszankę zieleni i błękitu, lub zieleni i żółci, w zależności od tego jak pada światło.
Miesiące spędzone w lecznicy wpłynęły na charakter małego Żaby. Ograniczony kontakt z rówieśnikami, a za to długie rozmowy z chorującymi kotami sprawiły, że szybko zaczął wysławiać się podobnie do nich, chętnie używając tych "dorosłych słów", które pozwalają mu brzmieć mądrze. Bo Żaba lubi brzmieć mądrze, a jeszcze bardziej lubi być podziwiany, dlatego też stara się zachowywać i wyglądać odpowiednio w każdej sytuacji, najczęściej mówiąc to co wypada, a nie to co naprawdę ma na myśli. No chyba, że może kogoś uraczyć pogardliwym spojrzeniem, ale to już inna bajka. Oprócz tego kocurek ma zapędy do dramatyzowania i wyolbrzymiania, przez co nie zawsze udaje mu się wypaść na tak dostojnego, jakby tego chciał.
xxxUwaga, która przemknęła przez myśl młodego Wojownika miała szansę być jak najbardziej sensowną. Znudzonemu brakiem towarzystwa Żabie nie umknęła egzystencja tego dziwnego, wyglądającego na usmolonego kocurka, który ciągle taszczył mech do jakichś legowisk. Zdawał się wyręczać w tym przynajmniej połowę Terminatorów, a już na pewno samego rudzielca, który nie pałał się do wypełniania swych obowiązków i całkiem możliwym było, że prędzej czy później dojdzie między nimi do jakiejś wymiany zdań. xxx- Miło mi to słyszeć - wargi Żabiej Łapy wygięły się w lekkim uśmiechu na słowa ładnego kocura, jednak przemilczał cisnące się na usta "ja również", nie chcąc przesadnie się spoufalać. Nie wiedział o Iglastym Pazurze nic poza tym, że był elegancki i wypielęgnowany, a mimo to zdawał się świetnie dogadywać z jego nieokrzesanym rodzeństwem, czy mało rozgarniętym synem Czerwonego Pazura.I może, jeszcze tym, że jego obecność w jego pobliżu zdecydowanie mu się podobała. xxx- Och, jak nierozważną decyzją było z mojej strony ominięcie legowiska chorych w ostatnim czasie. Chętnie dotrzymałbym ci towarzystwa w twej niedyspozycji - nie zrobiłby tego oczywiście. Wszelakie wydzieliny cieknące z nosów, ust, czy ran innych kotów były odrażające, jednak dobre wychowanie wymagało zapewnienia o czymś takim, zwłaszcza kiedy Iglasty Pazur już był zdrowy. - Mam nadzieję, że wiedza Lśniącej Sadzawki pozwoliła wrócić ci do pełni sił - dodał, rezygnując z początkowej myśli, jaką było powiedzenie o "towarzystwie" medyczki. Dobrze pamiętając owego smoka, z czasu gdy przebywał w twierdzy otoczonej rzeką lawy... czy raczej smarkami Ropuchy i wciąż nie darzył jej przesadną sympatią. - Czy moja matka postanowiła i tobie przydzielić ucznia już w dniu twojego mianowania? - Zagadnął ciekawie.
Mistrz: Lśniąca Sadzwka Płeć: Kocur Matka: Burzowy Pomruk Ojciec: Drżący Głos Partner: just be friends
Pręgi na jego długiej brązowej sierści są rozproszone i wyraźniej zaznaczone wyłącznie na łapach oraz mordce, przez co wydaje się odrobinę rudawy. Od czoła aż po koniec puchatego ogona ciągnie się szeroka czarna smuga. Upstrzony jest również białymi nierównomiernymi plamami. Jedna z nich znajduje się na mordce - omijając brodę i okolice wibrysów. Kolejna zaczyna się od klatki piersiowej po brzuch, do tego dochodzą także nierównomierne skarpetki - dłuższe z przodu i krótsze z tyłu.
Całkiem przeciętny z postury - niezbyt umięśniony, ani smukły. Jedynie długie łapki świadczą o tym, że wyrośnie na jednego z wyższych Wichrzaków. Dba o to, aby zawsze dobrze się prezentować, nie lubi gdy jakiś kłaczek zbytnio odstaje. Największą jego zmorą są jaśniejsze kosmyki wystające z trójkątnych uszu. Na pyzatej mordce znajduje się ciemno-różowy nosek, a okrągłe oczka są o barwie morskiej zieleni.
Igła obok nieśmiałości to nawet nie stał. Aż dziw bierze, że to wygadane kocię jest synem jąkającego się wojownika. Jest nad wyraz ciekawski i koniecznie musi wiedzieć wszystko. Wszyściuteńko. Od tego kto był danego dnia na patrolu, aż po to kiedy ostatni raz Gwiazda postawiła klocka. Nie poznał jeszcze granicy gdzie zaczynają się tematy, o których nie powinno się mówić głośno i korzysta ze swojego kocięcego przywileju, żeby pleść co mu ślina na język przyniesie. Jeśli ktoś będzie miał nieszczęście paść jego ofiarą, to z pewnością będzie skazany na wysłuchanie całego monologu odnośnie osobistych przeżyć i przemyśleń kocurka. No i nie uniknie także pytań - niektórych z pewnością całkiem niewygodnych. Należy unikać dzielenia się z nim tajemnicami, bo jak nic rozpowie je po klanie niczym papuga.
Iglastemu Pazurowi także zdarzało się uciekać od obowiązków, ale nie robił tego nagminnie. Przyłapany przez Czerwonego Pazura czy któraś z matek wymigiwał się złym samopoczuciem, albo sugerowaniem, że właśnie miał się zabierać do roboty. Pracowitość Krzemiennej Łapy bardzo ułatwiała znajdywanie dodatkowych wolnych chwil. Przynajmniej do teraz. Od ceremonii był już w końcu wojownikiem i nie musiał już po nikim sprzątać, ani doglądać starszyzny.
– Naprawdę? To szlachetne, ale Lśniąca Sadzawka zazwyczaj wyprasza gości. Z resztą mój stan nie był najmilszym dla oka widokiem i wolałbym go innym oszczędzić. Tak się złożyło, że Porywista Łapa również się rozchorował, więc nie narzekałem na brak towarzystwa – uprzejmy uśmiech cały czas był widoczny na jego mordce, gdy Iglasty Pazur starał się dostosować do poziomu wypowiedzi Żaby. Mówił przez to odrobinę wolniej i ciszej, niż na co dzień. Nie przychodziło mu to tak naturalnie jak rozmówcy. Przyzwyczajony był raczej do radosnego ćwierkania, podszytego żartami czy drobnymi złośliwościami, niż eleganckiej, spokojnej rozmowy i wymieniania się uprzejmościami. Nie był w stanie odgadnąć czy Żaba mówił poważnie o odwiedzinach, czy może raczej - tak jak i on - bawił się w grę pozorów. Nie wydawał się być kotem, który z dobroci serca przychodzi zabawiać cierpiących. Był na to zbyt... wymuskany, a przecież w Ziołowym Wzgórzu aż roiło się od, no... chorych. Pacjenci niejednokrotnie mieli szpetne, jątrzące się rany, kichali, smarkali i tak wrażliwy na piękno kocur nie pasował mu do tego obrazu w roli troskliwej pielęgniarki. Nie mógł jednoznacznie wykluczyć taką ewentualność, przecież niewiele o Żabiej Łapie wiedział. – Owszem, twojego brata – Rybią Łapę – tu zrobił krótką pauzę, żeby poświęcić ją na obserwowaniu zmian na pyszczku rozmówcy, o ile takie zaistniały. Był przeciwny otrzymaniu na mistrza świeżo mianowanego wojownika, więc pewnie nie podobało mu się również to, że jego bratu przypadł mentor jeszcze młodszy mentor. – Chłodny Oddech raczej nieprędko opuści lecznicę, więc zostałem przydzielony w zastępstwie. Nie wiem, niestety, co kierowało Malinową Gwiazdą przy takim wyborze, ma przecież wielu innych, bardziej doświadczonych wojowników.
I willletyou_d o w n I willm a k eyouhurt
I_w e a r_thiscrownof thorns upon my_l i a r' s_c h a i r full of brokenthoughts I_c a n n o t_repair