Logo Artemidy
Kwitnące Zarośla
xxxxOdpowiedź kotki była długa i pojemna, przez co biedna Kryształ musiała się bardzo wysilić żeby zrozumieć każde słowo, Miała nadzieję, że z czasem nauczyłaby się radzić sobie z tym lepiej. Z wyłapywaniem słów w sensie. Teraz zaś miała tylko jedną myśl: Jaskier była bardzo miła. Nie dość, że opisywała jej wszystko (nawet poinformowała, że gdzieś w oddali słychać ptaki) to jeszcze zaproponowała zakradnięcie się do jakichś, by Kryształ mogła je usłyszeć! Rzuciła się na kotkę wesoło i przytuliła ją, otulając łapy wokół niej z wesołym piskiem.
xxxx— Jesteś super — powiedział wesoło, przytulony. — Chętnie, zakradnijmy się kiedyś na ptaki! — zadecydował z uśmiechem odsuwając się kawałek, bo musiał mieć możliwość patrzeć na pyszczek kiedy z kimś rozmawiał. Nie miał pojęcia czy znalezienie się bliżej drozda miało jakikolwiek sens, ale spróbować można było, prawda?
xxxx— O… dobra. — Coś miał lekkie wrażenie, że nie pasuje mu to tłumaczenie, ale nie zamierzał go kwestionować. — Lubię cię, wiesz? Będę zaczepiać! — Wyszczerzył ząbki.
LVL 3 110 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
11
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Oh. Dobra… Takiej reakcji to się nie spodziewała. Mrugnęła zaskoczona czując, jak Kryształ ją ściska… Jednak to jej słowa były jeszcze większą niespodzianką. Że Jaskier jest super? Ale… Ona prawie że nic nie zrobiła. Tylko pogadała trochę i… Zaproponowała posłuchanie ptaków, co już wydawało się troszkę fajniejsze, ale oh Gwiezdni, to nic… Wielkiego dla kotki. Wciąż, futro Kryształ było miłe, a Jaskier była kotem który uwielbiał czuć czyjeś innego kota obok, więc szkoda że chwila tulenia tak szybko minęła.
- Dobra!! Możemy nawet teraz, ale myślę, że łatwiej będzie Porą Młodych Liści! Wtedy jest ich bardzo dużo! - zaproponowała bo… Chciała pomóc, oczywiście, ale nie chciało jej się wspinać na pięćdziesiąt różnych drzew by nie usłyszeć niczego. Gdy zrobi się cieplej pewnie będą miały większą szansę… Chyba.
Zaczepiać… Dobra tego zupełnie nie łapała. Że niby ją lubił? Ale też chciał ją specjalnie wkurzać??? Uh… - E… Dzięki? Ciebie też lubię!! - przyznała zakłopotana, nie będąc pewna co innego mogła odpowiedzieć.
now listen c l o s e
you owe me ears for dropping eaves
f o r g e tx i t xa l l
you caught me in a moment weak
and sometimes I just can't help myself
sometimes I can't help myself at all
are we allies or enemies?xxxxx
xxxxxthis will be the death of me
LVL 3 185 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxxx— Nie teraz — stwierdziła, kręcąc łebkiem. Nie chciała się daleko zapuszczać, jeszcze nie, a teraz wydawało jej się to odległe, kiedyś za to chciała, na pewno! — Pora Młodych liści brzmi dobrze! — odpowiedziała z uśmiechem i podskoczyła parę razy w miejscu, bo energia ją roznosiła. Jaskrowa Łapa była bardzo fajna i naprawdę cieszyła się, że poznała taką kotkę przypadkiem! Nieważne, że były z tego samego klanu i tak naprawdę czy dzisiaj, czy za chwilę nie robiło różnicy, długi pyszczek Kryształ nie mógł jednak przestać się uśmiechać.
xxxxGdyby tylko się dało to oczka Kryształka zaświeciłyby się jak gwiazdki na niebie, a pyszczek wywinąłby się w największy i najsłodszy uśmiech jednocześnie. Uszka zaś go zapiekły, a oczka jedynie spojrzały w bok, gdy odsunął głowę do tyłu. Zawstydził się! — Cieszy mnie to! — Co za wspaniały dzień na zawieranie znajomości! — Muszę iść, do zobaczenia! — wykrzyknął i zachichotał zaraz po, a na pożegnanie przytulił Jaskier jeszcze raz i poleciał do obozu. Musiał opowiedzieć o tym spotkaniu mamie! Na pewno się ucieszy, że zawiera znajomości!

zt <3
LVL 3 110 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
11
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kiwnęła głową. I bardzo dobrze, Porą Młodych liści będzie ciepło, nie będzie śniegu i o wiele łatwiej coś znajdą. - Dobra!! - potwierdziła jeszcze z uśmiechem. Mimo swoich wątpliwości cieszyła się, że takie drobne gesty wywoływały tyle radości u Kryształ. Sprawiało to, że Jaskier czuła miłe ciepło w środku.
A skoro mowa o radości… To jeszcze bardziej nie spodziewała się tej reakcji. Kryształ może miała przez swój słuch problemy z rozmową, ale jej pyszczek wymawiał to, czego słowa nie musiały. Z miłą chęcią przyjęła przytulas, ba, tym razem nawet odwzajemniła go łapą. - Papa!! - rzuciła, odprowadzając Kryształ wzrokiem… Co ona tu w ogóle robiła na terenach? Już zapomniała, eh.

//zt uwu
now listen c l o s e
you owe me ears for dropping eaves
f o r g e tx i t xa l l
you caught me in a moment weak
and sometimes I just can't help myself
sometimes I can't help myself at all
are we allies or enemies?xxxxx
xxxxxthis will be the death of me
LVL 3 185 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Szukała mchu, by zanieść do legowiska starszyzny. Była blisko obozu i co chwilę rozglądała się dookoła, by być gotową na reakcję na ewentualne zagrożenie. Była spięta, a w Kwitnących Zaroślach mchu nie było zbyt wiele. Każdy terminator wysyłany po świeży mech zawsze zaczynali w tym miejscu lub w Kolczastych Krzewach. Zaglądała pod suche gałęzie, licząc że coś tam jeszcze zostało. Pochylona zbierała kawałki mchu, które ktoś zostawił, uznając najwyraźniej za zbyt małe, by się nimi kłopotać.

/Lawenda!
[Obrazek: 04spZ4a.png]
LVL 2 45 / 150
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
11
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Lawenda zastosowała się do zaleceń Dzikiego Czarta - dlatego też, kiedy spostrzega Słoneczny Brzeg i Złotą Gęś, którzy pilnowali obozu, zapytała się, czy może wyjść poza niego. Uzyskała pozwolenie, pod warunkiem zastania w zasięgu uszu dla wojowników - oraz najlepiej też wzorku, jednakże to ten pierwszy warunek szylkretka potraktowała priorytetowo.
Obserwowała ślady, które pozostawiała na śniegu. Całe terytorium było całe białe - i dlatego spostrzegła siostrę tak późno. Lawenda uśmiechnęła się delikatnie, podtruchtując w stronę Różowej Łapy.
- Cześć. Co robisz?
LVL 2 140 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
11
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Sosnowy Szmer wróciła. Najwyraźniej w nocy. Kiedy tylko się obudziłam i wyszłam ze swojego legowiska na obóz zobaczyłam kocura, Śliskiego Węgorza, jego oburzenie było widoczne, a jego słowa nawiązywały do wojowniczki; oprócz powstrzymania się by nie spiorunować go wzrokiem powiedziałam mu, że zamierzam zająć się sytuacją i nie musi się obawiać. Nie chciało mi się z nim rozmawiać. Cały dzień przeszedł normalnie, chociaż czułam co jakiś czas na sobie jedno spojrzenie zielonych oczu, które wgryzało mi się w futro, miałam więc nadzieję, że kocur ucieszył się z ponadprogramowego patrolu, na który go wysłałam.
Słońce zachodziło już na niebie kiedy poprosiłam Czarnego Konia żeby powiedziała Sosnowemu Szmerowi żeby mnie znalazła kawałek za obozem; wydawało się, że kotka rozgryzła co się święciło, ale nie interesowało mnie to, sytuacja była poważna i dałam kotce szansę na odpoczęcie, może nawet przyjście samemu do mnie na rozmowę; nic takiego się jednak nie wydarzyło. Czekałam w Kwitnących Zaroślach, patrzyłam przed siebie i nasłuchiwałam sów, które powoli budziły się podczas kiedy barwy znikały z nieba, szły poza nasz horyzont; niedługo zaczną polować.

gagatek jeden taki
Hearts will
xxxxzxxxxzx ╰┈➤ dream again
Lungs will ﴾ breathe in ﴿ ‏

Wash away the sins
It's where it begins
Feet won'txfail you now
Arms won'txlet you down
Wash away the sins
Under the water, we can't be together
Under the water, we die
Under the water, we are alone
Thenxwhy do we jump in?
Why do we jump in?
[Obrazek: dbhpvdh-39f65078-a612-4c47-a4a8-a7ec22eb...cXSGlBxnyQ]
Under the water, we can't breathe
LVL 6 240 / 500
MedLVL 0 12 / 100
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Udało jej się wrócić z Osiedla cała i zdrowa w środku nocy. Może nie będzie tak źle? Podróż była długa, zdecydowanie za długa, przez co w drodze powrotnej mniej jadła i spała. Przyczyniło się to do późniejszego wstania. I dobrze. Miała mniej do czynienia ze Śliskim Węgorzem, który rzucał jej nieprzychylne spojrzenia i fukał coś pod nosem. Jednak jej mała przygoda nie pozostała bez echa (haha).
Dzień przeleciał całkowicie zwyczajnie, poszła na patrol, potem coś zjadła i wyszła zapolować. W końcu jednak gdy Czarny Koń przyszła z wiadomością, że Truflowy Nosek chce porozmawiać z szylkretką, ta zaczęła się ociupinkę stresować. No dobra, nie ociupinkę, a coraz bardziej z każdym kolejnym krokiem w stronę Kwitnących Zarośli. Rudą kotkę z łatwością zauważyła i powoli skierowała się w jej stronę.
- Um... Chciałaś mnie widzieć Truflowy Nosku... - mruknęła cicho, stąpając łapa za łapą, stojąc obok zastępczyni. Przełknęła ślinę.
[Obrazek: Ssm0B0H.png]
by pliszka
LVL 8 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
21
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Spodziewałam się zobaczyć pewną siebie wojowniczkę, która podjęła decyzję bez mrugnięcia okiem, a tymczasem do Kwitnących Zarośli zawitało do mnie zagubione kocię, które próbowało ukryć winę wymalowaną na pyszczku. Przeskrobało coś? Ono? Oczywiście, że nie. Wydawało mi się to niesamowicie denerwujące, dlatego też poklepałam jedynie ziemię obok siebie ogonem i dałam sobie dłuższą chwilę na przemyślenie swoich emocji.
– Myślałam, że odeszłaś z klanu – przyznałam z powagą, obserwując roślinność przed nami. – Perfekcyjnie ułożone posłanie, oddani terminatorzy i pożegnanie tylko z bliskimi. Odejście z klanu idealne – powiedziałam tym razem obracając głowę w stronę Sosnowego Szmeru. – A więc rozumiem, że zamierzasz jeszcze pełnić funkcję wojowniczki? – Proste pytanie, chłodne i bez próby oceniania. Nie zamierzałam trzymać kotki na siłę w klanie, ale to co się wydarzyło nie powinno mieć miejsca; ostatnie dni byłam gotowa oddać jej terminatorów komuś innemu, skoro odeszła, zamierzałam jednak poczekać chociaż parę wschodów słońca, może Kraśna Klacz sama przyszłaby do mnie, a jeśli nie to cóż - sama zamierzałam to rozwiązać; obie siostry jednak zostawiły mnie poza swoim nierozważnym spiskiem.
Hearts will
xxxxzxxxxzx ╰┈➤ dream again
Lungs will ﴾ breathe in ﴿ ‏

Wash away the sins
It's where it begins
Feet won'txfail you now
Arms won'txlet you down
Wash away the sins
Under the water, we can't be together
Under the water, we die
Under the water, we are alone
Thenxwhy do we jump in?
Why do we jump in?
[Obrazek: dbhpvdh-39f65078-a612-4c47-a4a8-a7ec22eb...cXSGlBxnyQ]
Under the water, we can't breathe
LVL 6 240 / 500
MedLVL 0 12 / 100
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Szylkretka przez moment zastanawiała się, czy usiąść przy zastępczyni, w końcu jednak z wahaniem to zrobiła. Nigdy wcześniej nie miała takiej rozmowy, nie z Roziskrzoną Gwiazdą. Ich ostatnia dłuższa rozmowa, gdy kotka była jeszcze terminatorem, skończyła się dobrze i wichrzaczka trenowała do końca pod okiem Donośnego Krzyku. Z samą czarną kotką dogadywała się dobrze, a mistrzyni umiała ją jakoś pocieszyć pewnego feralnego czasu. Potem się podziało i Sosnowy Szmer nie wiedziała nawet, jak stoi w relacji z Donośnym Krzykiem. A teraz jej klanową rangę zajmuje ktoś inny...
Sośnierz myślała na początku, że się przesłyszała, ale gdy Trufla dalej mówiła o opuszczeniu klanu, kotka spojrzała na nią ze zdziwieniem i zmrużonymi oczami.
- Odejście z klanu? O czym mówisz, Truflowy Nosku? - spytała. - Fakt, nie było mnie kilka wschodów słońca, ale nawet przez głowę mi nie przeszło, bym miała opuścić Klan Wichru. To mój dom! - odparła szybko, trochę zirytowana. Czuła, że pod jej skórą gromadzi się gniew na założenie rudej kotki. Wiedziała, że działała dla dobra klanu, a przynajmniej chciała działać, ale nie powinna insynuować takich rzeczy. Krzyk... By tak nie zrobiła? Zrobiła. Sosna dobrze o tym wiedziała. Z żalem przeniosła wzrok na rośliny. Wysunęła też pazury, by zaraz potem je schować, a uszy położyła po sobie.
[Obrazek: Ssm0B0H.png]
by pliszka
LVL 8 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
21
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zawahanie na parę chwil, ale Sosnowy Szmer zdecydowała się usiąść obok mnie; wyczuwałam jednak początkową niepewność i może nawet strach wymieszany ze stresem… stres na pewno. Moje słowa jednak szybko zapaliły coś i szylkretka nie czekała z wyjaśnieniami, które były… nijakie; spojrzałam na nią z powagą i utrzymałam jej wzrok spod przymrużonych powiek.
– Nie, Sosnowy Szmerze, nie masz prawa się na mnie irytować. – Mój głos nie pozostawiał żadnego “ale”, jeśli chciała się kłócić to nie ze mną. – O czym mówię? O tym, że jedna z cenniejszych wojowniczek zostawia klan – powiedziałam akcentując każde słowo z nutką ostrości. – Nie jestem głupia. Nie czytam jednak w myślach. Odwróć role. Ja znikam z klanu na parę wschodów słońca, a ty budzisz się każdego dnia i nie widzisz jednego z kotów. Zapach nie zniknął nagle na granicy, nie miesza się z niczym, nie było porwania, przepędzenia z klanowych ziem. Terminatorzy magicznie znajdują nowego mistrza. Co widzisz? – zapytałam poważnie. – Bo ja kogoś kto zostawił klan. Masz szczęście, że od razu nie oddałam twoich terminatorów komuś, tylko poczekałam. – Zamachnęłam ogonem lekkim poirytowaniem po stronie, po której nie siedziała Sosnowy Szmer; wzięłam głębszy wdech, nie oczekiwałam niczego od większości kotów, nie spodziewałam się szacunku, ani nawet przychylnego spojrzenia… ale to co się wydarzyło nie było brakiem szacunku do mnie. Nie. – Lepiej przemyśl swoje następne słowa, Sosnowy Szmerze. Czemu cię nie było? – Mieliśmy dwa podejrzane koty kręcące się przy klanach, mieliśmy ataki samotników które zabiły Kolczasty Grzbiet, mieliśmy ataki zwierzyny, mieliśmy tyle problemów ostatnimi czasy, że głowa mnie czasami bolała, a Iskra niknął w oczach każdego dnia. Nie wspominając o Śliskim Węgorzu. Aktualnie czułam się sama. A na dodatek z tego wszystkiego musiałam pouczać koty, że mają wracać na noc? Mogłabym powiedzieć, że byłam równie głupia co ona, że opuściłam swój klan i rodzinę, ale nie było to prawdą. Nigdy nie wychodziłam na dłużej, niż jeden wschód słońca, praktycznie zawsze wracałam na noc… zostawiłam klan tylko dla Traszki. I do dzisiaj ta decyzja za mną chodziła, moje więzy z rodziną zostały zerwane tamtego dnia. Może odrobinę bałam się, że Sosnowy Szmer popełniłaby ten sam błąd.
Hearts will
xxxxzxxxxzx ╰┈➤ dream again
Lungs will ﴾ breathe in ﴿ ‏

Wash away the sins
It's where it begins
Feet won'txfail you now
Arms won'txlet you down
Wash away the sins
Under the water, we can't be together
Under the water, we die
Under the water, we are alone
Thenxwhy do we jump in?
Why do we jump in?
[Obrazek: dbhpvdh-39f65078-a612-4c47-a4a8-a7ec22eb...cXSGlBxnyQ]
Under the water, we can't breathe
LVL 6 240 / 500
MedLVL 0 12 / 100
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Milczała bardzo długą chwilę, którą Truflowy Nosek wykorzystała na monolog. Szylkretka chciała w niektórych momentach się wtrącić, coś dopowiedzieć, lecz zamykała pysk. Byłoby tylko gorzej. Zdecydowanie gorzej byłoby z Donośnym Krzykiem na miejscu rudej kotki. Sosna pomyślała na moment o jej zielonych oczach wypełnionych gniewem. Poruszyła łbem, by wywalić z umysłu to wspomnienie i na nowo skupić się na słowach wichrowej zastępczyni. To nie był na to czas. Córce Czarnego Konia nie przyszło do głowy, że nagłe zniknięcie z klanu może wywołać takie poruszenie. W końcu zawiesiła głowę, gdy tylko matka Skażonej Wody zadała finalne pytanie.
- ... Przepraszam - burknęła cicho, przygryzając wargę. - Po prostu nie rozumiałam, dlaczego od razu wyskoczyłaś z opuszczeniem klanu. To ostatnia rzecz, która by mi przyszła do głowy - odchrząknęła, po czym nabrała większej ilości powietrza w pysk. Łapy drgnęły jej niepewnie ze stresu. Poprawiła pozycję i trochę się wyprostowała. - Ja... Poznałam kogoś, kto zna Osiedle. Tam, gdzie Zasadzka... Sama wiesz - zagryzła wargę. Nie musiała o nim mówić, Truflowy Nosek dobrze wiedziała, co wtedy się działo. - Chciałam z nim porozmawiać, zobaczyć jak się ma. Jeśli... Jeśli w ogóle dotarł tam bezpiecznie. Niestety nie spotkałam go ani nikogo z jego rodzeństwa, które zaginęło. Uprzedzając też wszystko inne, Klacz nie wiedziała. Poprosiłam ją tylko o kilka powtórek z moimi terminatorami, to wszystko. Nie wiń jej - powiedziała, prostując się w końcu. - Nie chciałam, żeby to tak wyglądało, że niby opuszczam klan. Nie zamierzałam zostawić Oszronionej Łapy i Węgorzowej Łapy samych sobie, by tylko wymieniali mech. Dlatego wyszedł ten mały plan z przekazaniem terminatorów. Ja... Obiecuję poprawę, niech Gwiezdny Klan mi świadkiem - rzekła, łapę przenosząc na pierś, by po chwili opuścić ją na trawę. Mocne słowa, które mogły na zawsze zamknąć ją na klanowych terenach. - Tak, jak mówiłam wcześniej. Klan Wichru jest moim domem, rodziną i nie zamierzam ich... Was zostawiać. Lecz czasem... Zastanawiam się, czy na pewno wszystko, co się stało... Co zostało wtedy powiedziane... Było na pewno najlepszym wyjściem - mruknęła, poruszając niepewnie ogonem i przymykając oczy. Była zmęczona tą sytuacją, zmęczona tym wszystkim. Wtedy jej relacja z Donośnym Krzykiem legła w gruzach i do dziś nie wie, czy kotka zamieni z nią więcej słów niż na niedawnej ceremonii. Ile wschodów słońca minie, by w końcu pogadały, pośmiały się jak wtedy, gdy szylkretka była wciąż młodą terminatorką?
[Obrazek: Ssm0B0H.png]
by pliszka
LVL 8 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
21
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
W końcu. Odrobina prawdy, odrobina szacunku do tego co otaczało nas obie. Sosna nadal zachowywała się jak skarcone kocię, ale wraz z jej słowami rozumiała, że… po prostu taka była; nie znałam jej tak naprawdę, nie zamieniłam nigdy więcej niż paręnaście słów, ale miało sens dlaczego tak reagowała. Emocje targały nią tak samo jak Donośnym Krzykiem. Widziałam to podobieństwo i odrobinę byłam tym… nawet nie wiedziałam jak to opisać, ale ciężar osiadł na moim sercu; Sosna wydawała się delikatna. Kraśna Klacz w większość wydawała się pogodzona z tym, że Zasadzka zniknął, ale nie Sosnowy Szmer, nie ona. Mój wyraz pyszczka złagodniał, a oddech uspokoił się, westchnęłam na sam koniec. Musiałam przemyśleć wszystko po kolei… czemu pomyślałam, że opuściłaby klan?
– Wszystko wyglądało na zaplanowane, dlatego… pomyślałam, że może wolałaś odejść. Nie byłaby zdziwiona, koty były – może nadal są – niezadowolone, że zostałam zastępcą. Może obawiałam się, że dla ciebie lepszym wyborem było odejście. – Wzruszyłam barkami i wciągnęłam powietrze, żeby oczyścić umysł. – Nie uważam, że jesteś nielojalna, bo to byłoby najgłupsze co mogłoby przyjść mi do głowy. Jesteś cennym wojownikiem, wytrenowałaś dużo kotów, radzisz sobie dobrze z obowiązkami, wykonujesz je idealnie tak w sumie. Doceniam że nie dokładasz kłopotów – zażartowałam sucho – no… prawie. – Tutaj akurat się zaśmiałam, bo nie przemyślałam tego. – Rozumiem, że chciałaś się dowiedzieć co z Zasadzką, ale to nie jest podróż na pół dnia. Przez parę wschodów słońca musiałam wysyłać inne koty na patrole graniczne czy polujące… i tak jak nie jest to niesamowicie wielki kłopot to zniknęłaś bez słowa. Pozostawiało to pewną dziurę. Może każdemu z was się wydaje, że was nie widać, bo każdy jest wojownikiem, ale ja was widzę i staram się doceniać każdego z was, nawet jeśli nie mówię tego na głos. – Nie kłamałam. Przyjmując na barki obowiązki, musiałam zacząć zauważać więcej, chociaż nie była to wielka zmiana, zawsze potrafiłam widzieć koty takimi jakie były; teraz jednak… kiedy miałam na nich polegać to moje emocje względem nich się zmieniły. Doceniałam każdego z osobna i traktowałam jako swoją odpowiedzialność, byli rodziną, społecznością; każdy z nich miał swoją historię. – Wracając więc - nie wiem w czym miałabyś się poprawić. Jesteś wzorowym wojownikiem, ale nie będę udawać, że mnie nie zdenerwowałaś – powiedziałam spokojnie. Czy wyczuwałam coś… w tej rozmowie? Trochę. Nie wiedziałam czy ufałam słowom ktoś z osiedla, ale nie miałam też podstaw by sądzić inaczej, wszystko inne wylewała mi właśnie z serca i… cóż, była dorosła.
– Powiedz mi tylko co masz na myśli z tym ostatnim? Co się stało? Chodzi o sytuację z Zasadzką? – Mówiłam sobie, że wysłucham każdego, więc tak też zamierzałam to zrobić, nawet jeśli nie dało się odwrócić czasu… to może kiedyś będzie dało się zapobiec czemuś innemu?
Hearts will
xxxxzxxxxzx ╰┈➤ dream again
Lungs will ﴾ breathe in ﴿ ‏

Wash away the sins
It's where it begins
Feet won'txfail you now
Arms won'txlet you down
Wash away the sins
Under the water, we can't be together
Under the water, we die
Under the water, we are alone
Thenxwhy do we jump in?
Why do we jump in?
[Obrazek: dbhpvdh-39f65078-a612-4c47-a4a8-a7ec22eb...cXSGlBxnyQ]
Under the water, we can't breathe
LVL 6 240 / 500
MedLVL 0 12 / 100
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Chwila ciszy poprzedziła kolejne słowa wichrowej zastępczyni. Sosna wiedziała, że musiała przyswoić przedstawione przez nią informacje, więc czekała bez ponagleń.
- Z początku byłam trochę niezadowolona. Starałam się jednak zmienić nastawienie, gdy Donośny Krzyk mi powiedziała, że samowolnie zrezygnowała - przyznała. Z każdym wschodem słońca, z każdym księżycem starała się obserwować, jak kotka sobie radziła. Z początku trudno było się przyzwyczaić, że to nie Krzyk rozprowadza patrole i polowania. Przyzwyczajona do rutyny Sosnowy Szmer dziwiła się czasem, czemu została przydzielona na patrol, gdy częściej w tym czasie goniła za zającami.
Kiwnęła jej łbem, by potem podnieść kącik do góry na żart Trufli. - Staram się.

- Fakt, nie przewidziałam, że minie aż tyle czasu... - szepnęła bardziej do siebie. Miłego czasu, który spędziła razem z Pimpusiem. Wciąż jednak nie zamierzała o nim mówić. Była w domu, po przygodzie, więc należało się skupić na klanie. I na nikim innym. Myśli ją zapiekły. Wypuściła powoli powietrze z ust, po czym odchrząknęła. - Jesteś zastępcą, to naturalne, że martwisz się o koty. Jeśli wojownicy będą znikać, to nikt nie będzie mógł chronić klanowych terenów, obozu i reszty klanu - odparła, uśmiechając się blado w jej stronę. Mogła teraz zobaczyć, że Truflowemu Noskowi serio zależało na Klanie Wichru.
- Przez następne wschody słońca wyślij mnie, proszę, na dodatkowe patrole i polowania. Lub cokolwiek innego... - odparła, gotowa na karę. Skoro Truflowy Nosek nie wiedziała, co szylkretka mogłaby robić. Uśmiechnęła się krzywo o wzmiance o wzorowym wojowniku. Nie czuła się takim ani trochę. Trening Skazy zwaliła od początku do końca, choć bardziej to relacje z nim, z Jaskrowym Pyłkiem szło jej opornie, a na Roześmianego Wąsa w trakcie treningu umiała łatwo się wkurzyć. W końcu Jaskier i Lis skończyli treningi, i nie mogła powiedzieć, że nie była z nich zadowolona, jak i z progresu, jaki zdołali osiągnąć.
- I tak i nie. Bardziej chodzi mi o Donośny Krzyk. Od tamtej chwili ze mną nie rozmawia. Raz rozmawiałyśmy, gdy zdałam sobie sprawę, że zaczęła mnie unikać, bo nie chodzimy razem na patrole i polowania... Źle się wtedy to skończyło. Potem na jednej z ostatnich ceremonii usiadłam przy niej i zdziwiło mnie, że mówiła z takim przyjaznym tonem, by potem syknąć na... Żwirka? Chyba to był Żwirek - mruknęła. - W każdym razie jest lepiej, bo od tamtej pory wymieniamy się grzecznościami, ale... Na tym się kończy - westchnęła. - Boję się z nią porozmawiać, choć wiem, że jeśli tego nie zrobię, to stracę na zawsze najlepszą przyjaciółkę... - przygryzła wargę. Wiedziała, że powoli czas dawał o sobie znać, jak w przypadku Żbikopręgiej... I powoli się kończył.
[Obrazek: Ssm0B0H.png]
by pliszka
LVL 8 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
21
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie skomentowałam jej słów na temat starania się żeby mnie zaakceptować, jedynie kiwnęłam głową na znak, że rozumiem; nie oceniałam tego, chociaż zarazem czułam zmęczenie, że nie dano mi nawet szansy, nim nie zdecydowano o tym jak się ze mną czuto na stanowisku. Ciążyła mi świadomość, że nie zrobiłam nic by zasłużyć sobie na traktowanie jak najgorszy wróg, ale zarazem nie mogłam myśleć, że nie zasłużyłam na wątpliwości - brakowało mi jednak balansu, żeby kłody rzucane mi pod łapy nie były tak trudne do przeskoczenia. A mimo tego po prostu pięłam na przód, zawsze uważałam że jak ma się problem to mówi się o tym otwarcie lub nie mówi wcale, dlatego nie lubiłam takich niewypowiedzianych słów, szczególnie jak widziałam problem; nie zamierzałam jednak każdego jednego kota ciągnąć za język, jeśli ktoś chciał to ze mną porozmawia. Nie zdejmowało mi to do końca z barków, ale starałam się tym nie przejmować, nie brać do siebie - brałam jednak pod uwagę opinie klanu i tylko dlatego było mi o wiele trudniej.

Uśmiechnęłam się równie blado na słowa Sosnowego Szmeru; ostatecznie chyba doszłyśmy do porozumienia, do sedna sprawy i tego, że takie sytuacji bez mojej wiedzy nie powinny mieć miejsca. – Których nie lubisz bardziej? Może specjalnie takie dla ciebie dobiorę… – powiedziałam z westchnieniem i spojrzałam w bok z weselszym wyrazem pyszczka, a nosek lekko zmarszczył mi się od głupiego żarciku, chciałam jakoś rozluźnić atmosferę, chociaż odrobinę. – Następne trzy wschody słońca meldujesz się do mnie o świcie i zmierzchu, że dotarłaś do obozu, przy okazji twoim zadaniem będzie opowiedzenie mi co ciekawego tego dnia zobaczyłaś – rzuciłam w końcu po dłuższej chwili namysłu; jasne, nie była to szczególnie ciężka kara, mogłam ją wysłać na najnudniejsze patrole i najgorsze polowania, ale jak miało mi to pomóc? Najwyraźniej Sosnowy Szmer nie ufała mi na tyle żeby nie ukrywać tak poważnych wycieczek, chciałam chociaż odrobinę żeby poczuła, że możemy porozmawiać o byle czym. Inna sprawa, że nie znałam kotki na tyle dobrze, żeby wiedzieć co przedstawi mi w raportach na temat cudów jakie widziała; może dowiem się dzięki temu czy sięga głową w chmurach czy może jak Kraśna Klacz stąpa równo po ziemi…? Nieuchwytna Łapa był pewnym połączeniem obu, stąpał po ziemi, ale przez to że miał głowę w chmurach to nic nie widział i się wywracał; niby żył w swoim świecie, ale często wyglądało na to, że jego świat był zwyczajnie… smutny.
– Hm… – Westchnęłam delikatnie. – Donośny Krzyk ma to do siebie, że zawsze siedzi w swojej głowie… z tego co zauważyłam. Pierwsza myśl jest chwytana i nie umie jej puścić, emocje każą jej działać i czasami to działanie oznacza unikanie – powiedziałam smutno, bo moje rozmowy z wojowniczką zawsze tak się ostatecznie kończyły; głowa po prostu nie pozwalała jej zobaczyć innego wyjścia. – Myślę, że to ty musisz ją w końcu złapać i wymusić na niej to co chcesz, a z tego co rozumiem to chcesz rozmowę, wyjaśnienie. Zmuś ją do tego. Niezależnie jak to brzmi. Moje początki z Traszką były takie. Ja naciskałam, a ona ostatecznie się otworzyła – wyjawiłam z lekkim uśmiechem. – Pewnie na początku nie będzie zadowolona, możliwe że zareaguje agresją, ale skoro od tak dawna nie dała rady wyjść ze swojej głowy to potrzebuje pomocy. Musisz pierwsza się otworzyć, wyłożyć serce na łapy. I każ jej zrobić to samo. Przynajmniej obie będziecie wiedzieć na czym stoicie. Inaczej się zadręczysz – zauważyłam z westchnieniem, a ciałem delikatnie poleciałam w stronę szylkretki, tak by delikatnie ją pchnąć; trochę jak źdźbła na wietrze, pół uderzenia serca później ponownie się wyprostowałam i po prostu patrzyłam na już ciemne niebo.
Hearts will
xxxxzxxxxzx ╰┈➤ dream again
Lungs will ﴾ breathe in ﴿ ‏

Wash away the sins
It's where it begins
Feet won'txfail you now
Arms won'txlet you down
Wash away the sins
Under the water, we can't be together
Under the water, we die
Under the water, we are alone
Thenxwhy do we jump in?
Why do we jump in?
[Obrazek: dbhpvdh-39f65078-a612-4c47-a4a8-a7ec22eb...cXSGlBxnyQ]
Under the water, we can't breathe
LVL 6 240 / 500
MedLVL 0 12 / 100
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości