Logo Artemidy
Błotniste Ścieżki
#1
Powstałe wskutek występowania rzeki z koryta, błotniste ścieżki nie należą do przyjemnych miejsc - szczególnie dla posiadaczy długiego futra. Grunt jest tu zdradliwy, a każdy krok może skończyć się nieprzyjemną kąpielą w rozrzedzonej glebie. Jedynie kilka pojedynczych, karłowatych drzew oraz skałek ratuje koty przed przykrym obowiązkiem brodzenia w błocie.
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
LVL 0 0 / MAX
MedLVL 0 0 / 100
0
Siła
S
0
Zręczność
Zr
0
Szybkość
Sz
0
Zmysły
Zm
0
Punkty Życia
HP
0
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#2
Drobny patrol z Chłodnym Powiewem zaprowadził ich w okolice granicy z Klanem Rzeki - to właśnie tam postanowili się rozdzielić, ponieważ kocur zadecydował się zapolować w okolicy. Na początku planowała pójść w jego ślady, jednak ostatecznie uznała za lepszy pomysł dalsze sprawdzanie granicy i właśnie tym się zajęła, z myślą, że później zejdzie się z wojownikiem. Znalazła się w okolicy Błotnistych Ścieżek, uważając, aby nie przekroczyć przy okazji zapachowej granicy z drugim klanem. W pewnym momencie zatrzymała się w miejscu, na suchym i bezpiecznym gruncie, po czym zaczęła patrzeć się na tereny sąsiadów. Od ich sparingu nie miała okazji spotkać Rudzikowego Ognia, który przypadł jej do gustu już przy ich pierwszym spotkaniu. Można powiedzieć, iż nieco za nim zatęskniła - rzadko miała szansę porozmawiać z kimś w taki sposób, jak z nim, a do tego kłamałaby, gdyby powiedziała, że nie lubiła mu się przyglądać, ponieważ ten wydawał jej się atrakcyjny. Nieco się zamyśliła i prawie zapomniała o uważaniu na otoczenie - tylko prawie, nadal była świadoma, iż jest poza obozem, w dodatku jej jedyny towarzysz jest w pełnej odległości od niej, więc musi być ostrożna.

| Rudzik |
we, we fall for thatxxxxxxx
wake up, we fall againxxxx
xxxxxxxwe, we fall for that
xxxxxxxxxxcan't wait to fall again

i'm weakxxxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxand what's xwxrxoxnxgx with that?
LVL 5 245 / 400
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
12
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#3
Kiedy Rudzik wybierał się na te swoje patrole, rzadko kiedy zabierał ze sobą kogoś jeszcze. Lubił polować w towarzystwie, bo zawsze gdzieś tam z tyłu głowy siedziała mu myśl, że musi upolować więcej niż jego towarzysz, co było całkiem motywujące. Jednak w czasie spacerów wzdłuż granic Klanu Rzeki inny kot był ostatnim, czego do szczęścia potrzebował. Dlatego właśnie teraz też szedł samotnie, rozmyślając o sprawach nie do końca istotnych, jednocześnie wciąż zachowując czujność - był w końcu sam i poza Obozem a jak wiadomo, drapieżniki nigdy nie śpią. Mimo to nie spodziewał się wpaść tu na nikogo, a już tym bardziej na kogoś znajomego, dlatego też w pierwszej chwili jego żółte oczy rozszerzyły się w zdziwieniu kiedy dojrzał idącego w jego stronę kota. Wyraz zdziwienia na jego pysku szybko jednak zastąpił lekki uśmieszek, kiedy rozpoznał cóż to za kot.
- Cóż to za spotkanie - zaczął, podchodząc bliżej. Lniane Futerko Rudzik darzył sympatią od ich pierwszego spotkania i tak szczerze mówiąc to żałował, że nie było okazji, by tych ich spotkań było jakoś więcej. Czasem nawet, kiedy przechadzał się po granicy z Wichrem zastanawiał się, czy przypadkiem jej gdzieś tu nie spotka, więc właściwie można by powiedzieć, że i on nieco też tęsknił. - Lniane Futerko, miło cię widzieć.
[Obrazek: d60fxig-ee942e2f-eb11-49ae-ba43-2fd7d05174ab.png]
and we dream of the day, when our kids can play
in the streets with no fear of them being taken away
fathers raise their sons with respect and love
handle anger and pain with no need for no guns
LVL 3 190 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
8
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#4
***
Nie był pewien czy zastępca Klanu Wichru ostatecznie przyjdzie na jego spotkanie, jednak nie był z tych, którzy w jakiś szczególny sposób żywili nadzielę wobec... czegokolwiek, tak naprawdę. Jeżeli nie zastanie na granicy przedstawiciela z Klanu Wichru uzna to za odmowę - a także sprawę za godną przekazania przywódcy, gdyż o jednym drobnym intruzie nie zamierzał wspominać, jako iż było to zadaniem patrolu. Zwłaszcza, że intruz był klanowy, był widocznie młodym terminatorem, a także, przede wszystkim: wymagał interwencji medycznej. To, kogo leczył i dlaczego było jego prywatną sprawą; zioła należały do niego, medykamenty należały do niego, jego sumienie - także było jego własnym.
Przeszedł przez Grzmiącą Rzekę w okolicy Trzcinowego Brodu. Nie lubił brodzić w wodzie, jednak nie chciał bawić się w skoki po Wilgotnych Skałkach, jako iż byłoby to zwyczajnie nieodpowiedzialne w jego wykonaniu. Nie był na tyle zręczny, by sobie na coś takiego pozwolić. Otrząsnął sierść z wody, choć ta wciąż zbijała się w strąki i ociekała wodą, szczególnie na jego brzuchu, gdzie sierść miał najbardziej gęstą. Nie zdążył się osuszyć na tyle, by na granicę z Klanem Wichru dotrzeć w stanie lepszym niż ten który reprezentował, jednak miało to swoje plusy - było mu chłodniej. Po tak upalnym dniu nawet wieczory były nieznośnie gorące, a przynajmniej dla niego. Mimo to zaczął rozczesywać najbardziej widoczną sierść, czyli tą na szyi i klatce piersiowej. Sokolego Cienia nie było jeszcze na miejscu, mógł więc poświęcić na to chwilę; nie lubił, gdy woda kapała z niego jak z niewyżętej ścierki.

Sokół
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#5
Wyruszył. Kiedy tylko było to możliwe udał się na wyznaczone spotkanie wiedząc doskonale, że wciąż jeszcze nieco słaby, będzie pewnie potrzebował nieco więcej czasu. Nie znał Łososiowej Łuski i nie wiedział, czego dokładnie ma się spodziewać, nie przypuszczał jednak, żeby medyczka zamierzała rzucić mu się do gardła. Być może, w co starał się wierzyć, dostrzegła coś więcej w niepokornym terminatorze, może zorientowała się w czym rzecz, a może po prostu chciała dowiedzieć się o co chodziło, bo w końcu nie każdego dnia znajduje się na swoich ziemiach rannego ucznia z obcego Klanu. Sokół aż zgrzytnął zębami, gdy przypomniał sobie chwilę, w której dowiedział się o tym wszystkim, ale dla dobra całej sprawy nakazał sobie spokój. Kryza uniosła się na jego karku jedynie na moment, potem kocur zaczerpnął głęboko tchu i ruszył nadal przed siebie.
Czekała. Jej zapach był wyraźny, gdy zbliżał się do miejsca spotkania, ale nie poczuł się z tego powodu źle. Nie było przecież powiedziane, że ktoś musiał pojawić się pierwszy, a ktoś drugi, to tak nie wyglądało. Skoro mieli rozmawiać, to mieli rozmawiać, a nie bawić się w jakieś demonstracje czy coś podobnego. Sokół wychodził również z założenia, że kocica będąca medykiem z całą pewnością jest istotą rozsądną i nie będzie próbowała robić jakiś bzdur. Kiedy tylko ją spostrzegł, skinął jej z szacunkiem łbem, a następnie zbliżył się, by zająć dogodne dla siebie miejsce pamiętając, by nie naruszać granic, czy nie robić niczego innego niemądrego.
- Łososiowa Łusko – powiedział na powitanie. – Chciałaś się ze mną widzieć – dodał jako początek rozmowy, jednocześnie dając jej znać, że jakieś przyjacielskie pogawędki nie są mu niezbędnie potrzebne do życia, a jeśli mają załatwiać jakieś interesy, to mogą robić to tutaj i od razu.

//zakładam, że to jest jednak kilka dni po akcji Iskierka, bo inaczej nie mogę tego jakoś umieścić w czasoprzestrzeni, mam nadzieję, że to nie będzie wielki problem!
never say die...............
...............never say no
you got to look them in the eye
a n d . d o n ' t . l e t . g o
[Obrazek: daujix7-91d8c6be-8450-4f78-917d-dcfc23a0...SKvpSk0aHM]
when it's your own blood you'll bleed
and your own t e a r s you'll c r y
when you're bought up to believe
that it's the strong who survive
✫ NEVER SAY DIE ✫
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
28
Siła
S
14
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#6
Czekał dobrą chwilę, zdążył jednak przynajmniej rozczesać językiem sierść na piersi i brzuchu, przez co nie wyglądał tak źle, jak mógłby wyglądać. Gdy usłyszał, że ktoś się zbliża do granicy nadstawił uszu, a następnie uniósł głowę i prześlizgnął wzrokiem po terenach Klanu Wichru, by w końcu namierzyć zbliżającego się do niego czarnego kocura. Przymrużył nieznacznie ślepia podczas tych kilku uderzeń serca poświęconych na oczekiwanie, aż jego rozmówca podejdzie i zajmie miejsce naprzeciw niego. Drgnęła mu nieznacznie powieka, gdy Sokoli Cień się do niego zwrócił w sposób, w jaki się zwrócił, jednak równie dobrze mogło to być zinterpretowane jako pojedynczy nerwowy tik ze strony medyka. W końcu więcej już się nie pojawił.
- Sokoli Cień - odezwał się i on swoim nienaturalnie niskim jak na kotkę głosem, któremu szorstkości dodawała wieczna chrypa wywołana nadwyrężeniem strun głosowych przez ciągłe zmuszanie się do charczenia, by wydobywać z siebie jak najniższe dźwięki. Przysunął łapy bliżej siebie gdy ten się odezwał, by móc nieznacznie się unieść bez potrzeby prostowania grzbietu; preferował pozycję w której był lekko pochylony w przód. Skinął głową na jego słowa krótko, sztywno i dość mechanicznie, by potwierdzić jego słowa. Nie trafił na kogoś, kto lubił plotkować i rozmawiać o niczym. Sam fakt, że teraz ograniczał się do niezbędnych dla formalności słów był prawdopodobnie dość jasnym przekazem.
- Jeden z waszych terminatorów naruszył granicę - powiedział w końcu, nie zamierzając kręcić się wokół tematu. - Przeskoczył rzekę... albo szedł wzdłuż Grzmiącej Ścieżki. Patrol znalazł go daleko od granicy - ciągnął dalej, po czym zrobił krótką pauzę by poruszyć głową w bok i pokazać ogólnie okolicę łęgów i kretowisk, by zaraz jednak znów podjąć przerwany wątek. - Klan Rzeki nie toleruje naruszania granic i... łamania Kodeksu. Stan zdrowia. Tylko to ochroniło go przed ostrą dyscypliną ze... strony wojowników Klanu Rzeki.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#7
Wiedział. Doskonale wiedział, po co właściwie tutaj przyszedł, ale przecież nie mógł odmówić i nie mógł zachować się jak skończona strawa dla wron. Podtrzymywanie dobrych relacji z innymi Klanami było teraz dla nich niesamowicie ważne, a po tym, co robił Iskierek, było im to niezbędnie konieczne do życia. Gdy więc do jego uszu dotarło, co dokładnie się wydarzyło, a przynajmniej w jakiejś okrojonej wersji, jaka była znana jedynie Klanowi Wichru, bez wahania wybrał się na to spotkanie. Domyślał się również, iż ze względu na stan zdrowia terminatora medyczka postanowiła wstrzymać się z wszczynaniem jakiejś awantury i zawezwała go na to spotkanie, by wyjaśnić sobie pewne kwestie. Sokół zaś nie zamierzał pozostawać dłużny. Uznał, że najlepiej będzie, jeśli powiadomi kocicę o wątpliwym stanie psychicznym Iskierka, który mógł zaprowadzić ich pewnego dnia na skraj rozpaczy, a tego wolał uniknąć.
- Wiem. Przekazano mi już tę wieść, niestety sam nie mogłem ruszyć jego tropem, gdyż leżałem ranny w lecznicy – zaczął spokojnie, by następnie przymknąć ślepia i zaczerpnąć głęboko powietrza. Mówił spokojnie, swoim nieco burkliwym tonem, ale nie bawił się również w jakiejś uprzejmości czy podchody. Teraz wyjaśnił jej jedynie dlaczego nie zjawił się za Iskierkiem już wtedy, bo gdyby był w stanie, wyruszyłby zaraz z patrolami w poszukiwaniu nieszczęsnej zguby. – W pełni rozumiem, że szanujecie nietykalność granic i uznaję, że Iskrzącej Łapie należała się kara. Rozumiem również, iż uszedł jej tylko z powodu stanu zdrowia. Dziękuję w imieniu całego mojego Klanu za twoją pomoc i postępowanie i proszę o wybaczenie z uwagi na to, co się wydarzyło. Dołożę wszelkich starań, by podobna sytuacja nie miała już miejsca. Pozwól jednak, że coś ci zdradzę, Łososiowa Łusko, gdyż zależy mi na dobrych relacjach z twoim Klanem – dodał zaraz nieznacznie pochylając łeb w geście podziękowania, a jednocześnie szacunku, co było widać w całej jego postawie. – Mamy obawy, iż Iskrząca Łapa jest niespełna rozumu. Nikt z nas nie słyszał, by kiedykolwiek wypowiedział inne słowa niż te, powtarzane za pozostałymi członkami Klanu. Mam podstawy sądzić, że powtarza za nami nawet gesty. Nie wiem, czy ma pełną świadomość tego co robi, niestety. Staramy się go chronić, pilnować, gdyż nie chcemy, by podobna sytuacja miała znowu kiedykolwiek miejsce – dodał jeszcze na moment zamykając oczy, a końcówka jego ogona drgnęła zdradzając, że faktycznie sprawę tę uznaje za co najmniej poważną, nie bagatelizuje jej i będzie starał się pilnować kocura, chociaż oczywiście nie było to takie proste. Mimo wszystko młody zdawał się być śliski jak piskorz. Sokół wolał również powiadomić o niezrównoważeniu młodego inne Klany, by miały świadomość, że mogą natknąć się na nieobliczalną jednostkę, jeśli ta zdoła jakoś zmylić towarzyszące mu koty z Klanu Wichru. Wszystko niestety mogło się zdarzyć, tego właśnie nauczyło kocura życie.
never say die...............
...............never say no
you got to look them in the eye
a n d . d o n ' t . l e t . g o
[Obrazek: daujix7-91d8c6be-8450-4f78-917d-dcfc23a0...SKvpSk0aHM]
when it's your own blood you'll bleed
and your own t e a r s you'll c r y
when you're bought up to believe
that it's the strong who survive
✫ NEVER SAY DIE ✫
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
28
Siła
S
14
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#8
Nie mógł zareagować, jako iż był w lecznicy. W porządku. Z drugiej strony Iskrząca Łapa również był w lecznicy, a przynajmniej powinien być, biorąc pod uwagę fakt, że miał na sobie rany. Nie były to rany w żadnym wypadku świeże, toteż stwierdzenie iż Klan Wichru nie pilnował należycie swoich terminatorów nie było nadużyciem. Przymrużył jedynie powieki i nie skomentował w żaden sposób tego, co powiedział mu Sokoli Cień, dając mu po prostu szansę na to, by wylać z siebie wszystkie słowa, które akurat przychodziły mu do głowy. W międzyczasie Łososiowa Łuska przyglądał mu się spokojnie i zastanawiał się, skąd go pamięta, skoro to był pierwszy raz gdy faktycznie był świadomy spotkania z tym konkretnym wichrzakiem. Być może mieli okazję do obserwowania się z dwóch przeciwnych brzegów Mknącej Rzeki jeszcze na starych terenach? A być może jedynie mu się wydawało. Koty o długiej, czarnej sierści nie były przecież szczególną rzadkością.
- Hm - mruknął, gdy Sokoli Cień wspomniał o tym, że terminator mógł być niespełna rozumu. Z tego, co miał okazję zaobserwować nie był w stanie wyciągnąć konkretnej diagnozy, jednak zgadzała się informacja o tym, że czarno-biały kocur powtarzał słowa i gesty. Przymrużył powieki mocniej, zastanawiając się czy w takim razie Iskrząca Łapa w istocie ucierpiał na skutek słońca, czy też i jego omdlenie było jedynie kalką jakiegoś zachowania. Cóż, nie było to istotne. - Granice są oznaczone. Wyraźne. Jeżeli Klan Wichru nie wyegzekwuje szacunku do nich... Klan Rzeki zrobi to skuteczniej - oświadczył nieznacznie zadzierając głowę. Chory czy nie, to była podstawowa informacja którą powinien wbić sobie do łba: jeżeli jeszcze raz przekroczy granicę, nie będzie dla niego żadnej taryfy ulgowej, o czym nie omieszka poinformować Świetlikową Gwiazdę, który zaś informację przekaże dalej.
- Co się dzieje z Niezapominajkowym Sercem - powiedział nagle uznając, że temat Iskrzącej Łapy jest już oficjalnie zakończony. Przekazał to, co miał do przekazania, więc zamierzał płynnie przejść do kolejnego zagadnienia, które popchnęło go do rozmowy z przedstawicielem Klanu Wichru. - Kim jest Szałwiowy Dym. Nie... wiedziałem, że ma wyszkolonego terminatora - dodał po krótkiej chwili, by wyjaśnić dokładniej o co mu chodziło. Zmiana imienia medyka była tak niecodziennym zjawiskiem, że Łososiowa Łuska nawet nie potrafił połączyć tych dwóch kropek i uznał, że jest to zupełnie inny kot.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#9
Wiedział. Łosoś nie musiała mu tłumaczyć, że granice są święte, dobrze oznaczone i nieprzekraczalne, miał tego świadomość i wpajał to wszystkim młodym, z jakimi miał do czynienia. Problem z Iskrzącym polegał na tym, że dopóki żył tylko w obozie, nie sprawiał aż tak wielkich problemów, a jego wyczyny były teraz całkowitą nowością dla Klanu, który podejmował już stosowne kroki w celu powstrzymania go przed dalszymi włóczęgami i szaleństwami, jakich mógł się dopuścić, niezależnie od tego, czy całkiem świadomie, czy zupełnie nieświadomie, bo do niego nic nie docierało. Nie miał najmniejszego pojęcia, co dokładnie dzieje się w głowie terminatora, ale dla jego bezpieczeństwa, czy może raczej dla bezpieczeństwa Klanu, Sokoli Cień uważał, że lepiej będzie wspomnieć innym, że kocur ten może być niespełna rozumu. Nigdy nie wiadomo, czy się nie wymknie, nie ucieknie wojownikom, czy nie wpadnie na jakiś szalony pomysł, który ponownie doprowadzi Klan do zguby. Sokół wiedział, że młokosa trzeba niesamowicie mocno pilnować, ale wiedział również, że nie jest w stanie przewidzieć każdej rzeczy, każdej reakcji, każdego jego kroku. Szalony czy nie - Iskra umiał się wymykać, umiał kombinować, umiał przecisnąć się obok nich tak, że mijała chwila nim orientowali się, że coś jest bardzo nie w porządku. Teraz jednak, zastępca sobie to obiecał, będą uważali na niego jeszcze bardziej niż dotychczas.
- wiem. Nie kwestionuję tego, Łososiowa Łusko i w pełni popieram - odparł jeszcze spokojnie na znak, że nie zamierza bronić Iskry albo jakiegokolwiek innego niemądrego terminatora przed tym, co powinno go spotkać za jakąkolwiek niesubordynację. Na kolejne pytania medyczki zastrzygł lekko uchem, gdyż początkowo nie wiedział zupełnie o co jej chodzi, następnie zaś uśmiechnął się przelotnie, krzywo, całkiem po swojemu i spojrzał jej prosto w oczy.
- Nic. To ten sam kot, nigdy nie używał imienia, jakie wymieniłaś, otrzymał więc nowe za zgodą przodków, takie jakie pragnął nosić - powiedział tylko wzruszając nieznacznie barkami. Kwestia ta nie była ani tajemnicą, ani niczym podobnym, dla nich zawsze był Szałwią, dziwne imię nadane mu przez ten mysi móżdżek nigdy nie było używane, nigdy nie było nawet wyjawione, dla nich był Szałwią, a skoro wrócił jako Szałwiowy Dym, to właśnie nim był.
never say die...............
...............never say no
you got to look them in the eye
a n d . d o n ' t . l e t . g o
[Obrazek: daujix7-91d8c6be-8450-4f78-917d-dcfc23a0...SKvpSk0aHM]
when it's your own blood you'll bleed
and your own t e a r s you'll c r y
when you're bought up to believe
that it's the strong who survive
✫ NEVER SAY DIE ✫
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
28
Siła
S
14
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#10
Nie poruszył się, a jedynie pusto patrzył wprost w złote oczy czarnego kocura bez cienia wahania czy też jakiegokolwiek lęku. Nie miał ku temu powodu, byli w końcu niemalże na tym samym poziomie w klanowej hierarchii. Niemalże, gdyż ze względów oczywistych medyk, mimo wszystko, stał ponad zastępcą, który zaczynał znaczyć cokolwiek dopiero w momencie objęcia panowania nad klanem wraz z otrzymaniem imienia Gwiazdy... bądź też wymuszając to przemocą i manipulując strachem. Póki co jednak kocur nie robił na nim szczególnego wrażenia, ani pozytywna ani negatywna, toteż i jego postawa wobec zastępcy Klanu Wichru była neutralna.
- Mm - mruknął, gdy otrzymał odpowiedź. A więc był tym samym kotem, a jedynie zmienił sobie imię. Było to możliwe? A może ktoś, przekazując informacje na temat miana medyka, zwyczajnie zrobił sobie głupi żart, przekazując klanom nieprawdziwe informacje? Nie wiedział, jak to się stało i dlaczego zmiana imienia była w ogóle możliwa, jednak z całą pewnością nie był to temat na rozmowę z Sokolim Cieniem. - Przekaż mu moje pozdrowienia. To wszystko - powiedział jeszcze i skinął mu sztywno głową nim dźwignął się na łapach do pozycji stojącej. - Niech Gwiezdny Klan oświetla twoje ścieżki - powiedział jeszcze przymykając powieki, po czym oddalił się nierównym krokiem w stronę serca terenów należących do Klanu Rzeki.

zt
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#11
Doprawdy? Sokoła ani trochę nie obchodziło kto jest wyżej od kogo, bo wychodził z założenia, że to kot określa rangę, a nie ranga kota, a część tych zasiadających na stołkach wyraźnie srało wyżej niż dupę miało. To było jednak jego prywatne zdanie, które w całej rozciągłości potwierdził w jego oczach Gradowy Podmuch i nie miał potrzeby wyrażać go na głos. Tym bardziej, że przepychanki z rzecznym medykiem nie były mu do niczego potrzebne, nie był z nim również związany w żaden sposób i nie czuł chęci jakiejś głupiej przekomarzanki. Nie szukał w niej również przyjaciela, aczkolwiek nabrał do niej pewnego szacunku z uwagi na jej decyzję dotyczącą Iskrzącej Łapy, któremu należała się połajanka i pełna opieka medyczna, bo Sokół sam już nie wiedział, co takie dokładnie dzieje się z tym kocurem. Czy swoiste szaleństwo odziedziczył po ojcu? Czy był tak samo zepsuty, jak on? Czy może gorszy? Albo lepszy, aczkolwiek na pewno nie do końca zrównoważony?
- Przekażę – obiecał całkiem spokojnie poruszając nieznacznie ogonem, a następnie skinął jej łbem. – Dziękuję. Niechaj Gwiezdny Klan czuwa nad tobą i twoim Klanem – odpowiedział jej na to równie kurtuazyjnie, aczkolwiek tak samo burkliwie, jak mówił cały czas, a potem również ruszył w stronę własnego domu. Będzie musiał poważnie przemyśleć, co dalej zrobić z Iskrą, ale jeśli ten mimo wszystko znowu zapędzi się na ziemie innego Klanu… Co będzie ważniejsze do ratowania? On czy Klan?

//zt
never say die...............
...............never say no
you got to look them in the eye
a n d . d o n ' t . l e t . g o
[Obrazek: daujix7-91d8c6be-8450-4f78-917d-dcfc23a0...SKvpSk0aHM]
when it's your own blood you'll bleed
and your own t e a r s you'll c r y
when you're bought up to believe
that it's the strong who survive
✫ NEVER SAY DIE ✫
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
28
Siła
S
14
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#12
***
Nie lubiła przebywać zbyt często za obozem, ale od momentu śmierci jej rodzeństwa jakoś nie mogła zmusić się do dłuższego zostania w nim. To w nim mieszkała razem z Mrozem i spędzała z nim większość czasu i to tam Pokrzywka powolutku umierała, a ona nie miała o tym bladego pojęcia. Od jakiegoś czasu była więc skazana na brak swojego miejsca i kiwanie się z zewnątrz do wewnątrz. Miało to swoje plusy: mogła z większą łatwością unikać żywej części braci i nie musiała się zmuszać do wyruszenia na polowanie, gdy miała wolny dzień od treningu z Zawilcową Skórką. W momencie, gdy samotne wychodzenie terminatorów było zakazane, często ciągała któregoś z rodziców, bądź dziadków, często kręcących nosem z niechęcią, jednak wreszcie ustępujących na błagania. Teraz było o wiele prościej i mimo początkowego strachu udawało jej się szwendać bez cudzej asysty. Wprawdzie wciąż czuła dyskomfort, jednak byłaby w stanie zjeść własne wnętrzności, byleby tylko nie być w obozie więcej niż pół dnia.
Tym razem łapy powiodły ją do granicy z klanem Rzeki, gdzie udało jej się znaleźć kawałek w miarę suchej i twardej ziemi. Nie chciała ryzykować kąpieli, a w związku z tym kataru, dlatego trzymała się od błotnych kałuż z daleka. Z początku czuła drobną fascynację terenami za granicą, której nie przekroczyła (w końcu nie było wolno – mówiono jej to za każdym razem, gdy tylko zdradzała zamiar wyjścia z obozu któremuś ze starszych członków rodziny), jednak w miarę upływu czasu jej myśli powędrowały w zupełnie inną stroną, zostawiając jej pyszczek w rozmytym wyrazie i z nieobecnymi oczami.
/mały!
[Obrazek: d3h66v6-7668420f-9fef-47b2-951b-e3a924ff...2N9TULUWs0]
i wish that i could fly
so xvery xhigh
into x thex sky
just like a dragonfly
LVL 2 35 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#13
Mały Liść nie wiedział co ze sobą zrobić. Nie byłoby to nic nowego, gdyby nie dziwne wewnętrzne odrętwienie, które prześladowało go od czasu, kiedy przestał tak intensywnie opłakiwać śmierć Śliwkowej Gałązki. Jakby już nic mu w życiu nie pozostało, jakby nie zależało mu na niczym. Ani na obowiązkach, ani na utrzymywaniu relacji z bliskimi mu kotami, ani nawet na własnym życiu. Wciąż jednak jakaś jego część nie pozwalała mu nie wykonywać niezbędnego minimum, przez co polował i chodził na patrole, gdy musiał. Choć posiadał umiejętności potrzebne do pierwszego, coraz częściej zdobycze uciekały mu spod łap przez nieostrożność, która już dawno nie powinna wchodzić w grę. Podczas tego drugiego był nieobecny i odpowiadał ogródkami. Nie reagował na próby pocieszenia albo uciekał, nie chcąc robić scen. Pozostał mu już tylko Łosoś... i Dreszcz, w którym najwyraźniej również miał przyjaciela, choć wcześniej sądził inaczej, bo już sam nie wiedział jak wyglądała jego relacja z czarnym kocurem. Czuł się przy nim niezręcznie, ale był to taki dziwny rodzaj niezręczności.
Łapy zaprowadziły kocura w okolice Błotnistych Ścieżek. Nawet nie pamiętał jaki proces myślowy doprowadził go do wyjścia z obozu. Tylko to uczucie, jakby było mu duszno i potrzebował się przewietrzyć. Oddalić się od innych kotów, pozostać sam ze sobą. Czasem, gdy był zupełnie sam, łatwo mu było sobie wyobrazić, że tak naprawdę nie istniał, a wszystko dookoła było zaledwie iluzją. Normalnie go to przerażało, gdy wbrew jego woli wślizgiwało się do umysłu i wywoływało zamęt w głowie, ale były dni takie jak te, kiedy było mu już wszystko jedno; kiedy nie próbowałby się nawet bronić w sytuacji, gdyby został zaatakowany. Nie zależało mu już. Nie był kotem, który łatwo się godził z czyjąś śmiercią czy zaginięciem, a utracił już tylu bliskich... Zdecydowanie zbyt dużo jak na jednego kruchego kota. To on powinien być na ich miejscu, a oni powinni pozostać w Klanie Rzeki, powinni żyć dalej. Byli silniejsi od niego, potrzebniejsi. On... nie był potrzebny nikomu, smutna prawda, a przynajmniej za prawdę uznał to w swojej głowie już dawno temu. Nie rozumiał jakim cudem wciąż żył. Powinien umrzeć wtedy, zamiast tej terminatorki, gdy walczyli z oszalałym samotnikiem. A może jeszcze wcześniej. Zanim jego życie stało się pasmem porażek, upadków i tak wielu strat, że już nie miał siły ich nawet liczyć. Śmierć Śliwkowej Gałązki złamała go ostatecznie; tylko tyle było w stanie wytrzymać samotne, kruche serce Małego Liścia. Limit został przekroczony. Miał już dość. Tylko odwagi mu brakowało, by samemu wykonać ostatni krok, jakby ta sama część nakazująca mu wykonywać obowiązki uparcie trzymała go przy życiu.
Kocur zamrugał nerwowo, zmuszony do zatrzymania się połączonego z cichym "uf!", gdy jedna z jego łap zapadła się pod nim. Gdy jego umysł na chwilę powrócił do rzeczywistości zdał sobie sprawę, że wpadł w błoto, a także znajdował się niebezpiecznie blisko granicy z Wichrem. Z pewnym trudem wyciągnął łapę, po czym wszedł na jeden z kamieni i się rozejrzał. W okolicy dostrzegł tylko jednego kota, najwyraźniej z Klanu Wichru. Nikogo więcej. Westchnął ciężko i zszedł z kamienia, starając się poruszać po stabilniejszym terenie, jednak nie mógł się zmusić do tego, by przejmować się bardziej brudem oblepiającym jego kończyny. I tak biel już dawno utraciła swój kolor w większości miejsc, szarzejąc.
x x
x
[Obrazek: CYV3Fze.png]
- ̗̀ ✿. ̖́-

na zakrętach s m u t k u w biegu tych wydarzeń
jak mogliśmy się tak szybko po prostu zestarzeć
każdy t y l k o gorzko sam siebie p r z e k l i n a
zestarzałem się po cichu....................................
....................................trudno to wytrzymać jest


bije nam zaklęty dzwon
w święconej wodzie......
........palce brudnych rąk
bliżej podszedł pod nasz próg
zimny od śmierci duch


niektórzy z nas życiem już zmęczeni
jak staliśmy razem.............................
..................................tak leżymy podzieleni
jedni poszli w prawo lub zostali w miejscu
drudzy całkiem w lewo inni zaś s t a n ę l i

≡ w przejściu ≡
x

✿ czasem tylko zerkamy za siebie u k r a d k i e m......................
...................i to co nas bardzo boli żyje w nas najbardziej wiem ✿
xxx
LVL 5 90 / 400
MedLVL 2 109 / 300
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#14
Z letargu wyrwał ją cichy chlupot i jeszcze cichsze stęknięcie. Zapewne była to tylko żaba, która jeszcze nie zdążyła gdzieś zniknąć przed porą opadających liści, albo coś podobnego, gdyby nie fakt, że po jakimś czasie do jej nosa dotarł również zapach kota. Nie miała przesadnie wybitnych zmysłów, dlatego chwilę jej zajęło zarejestrowanie, że nie należał do samotnika, jak na samym początku ze strachem myślała, a do Rzeczniaka. Poruszyła głową na boki, by sprawdzić, czy aby na pewno stała po właściwej stronie granicy i obiła nerwowo ogon o pięty, wyciągając szyję, by zobaczyć nieznajomego. Był… brudny. Ubłocony. Przez kręgosłup Skwar przebiegł dreszcz na samą wizję brudnego futra oraz zimna związanego z wilgotną sierścią. Coś okropnego.
Chrząknęła cicho, by dodać sobie otuchy i zastrzygła uszami. Nie miała pojęcia, co powinna teraz zrobić, jeszcze nigdy nie rozmawiała z kotem z innego klanu. Wojownikiem. Ten tutaj wyglądał już na wojownika, całkiem zmęczonego życiem i trzymającego na barkach bagaż doświadczenia. Tym bardziej nie była pewna, co poczynić. Była zaledwie terminatorem.
x– Pan jest z klanu Rzeki, prawda? – zapytała, przebierając przez chwilę przednimi łapami w oczekiwaniu na odpowiedź. O ile w ogóle ją dostanie, bo czekoladowy mógł okazać się mało rozmowny lub bardzo zajęty. W końcu miał swoje obowiązki, choćby patrole, a w obozie mogło na niego czekać coś ważnego i chciał jak najszybciej kończyć przyznane mu czynności. Wtedy Skwarna Łapa grzecznie się pożegna i pójdzie kończyć jej czynności, wśród których znajdowało się kręcenie się po terenach bez celu i polowanie na zwierzynę. Wprawdzie kocięta Paprociowego Pyłu miały już cztery księżyce, ale powinny być najedzone, żeby być zdrowe i cało przeszły porę nagich drzew, a przynajmniej czas do ceremonii.
[Obrazek: d3h66v6-7668420f-9fef-47b2-951b-e3a924ff...2N9TULUWs0]
i wish that i could fly
so xvery xhigh
into x thex sky
just like a dragonfly
LVL 2 35 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#15
PRZEPRASZAM. ;_;

Chłód zdawał się wgryzać w oblepioną błotem do nadgarstka kończynę, sprawiając, że ta lekko drętwiała, a poruszanie palcami przychodziło z pewnym oporem, jednak Mały Liść nie chciał jeszcze zawracać do obozu, toteż po prostu zignorował nieprzyjemne wrażenie. Nie było ono obce. Przypominało mu, że wciąż żył, nawet jeśli sam nie był już pewien czy tego właściwie chciał. Życie było męczące dla łaciatego wojownika. Wstawanie rano zdawało się być coraz trudniejsze. Jego ciało wydawało się dużo cięższe niż było w rzeczywistości, choć tak naprawdę był wręcz chorobliwie chudy. Zbyt sporadyczne odżywianie się zbyt małą ilością jedzenia sprawiało, że chwilami robiło mu się słabo i zaczynał się chwiać na łapach, jednak mimo to nie mógł się zmusić do wciśnięcia w siebie czegoś więcej niż niezbędne minimum, by być w stanie jako tako funkcjonować. Jednak choć już od wielu księżyców nie czuł się dobrze, wciąż nie znalazł się zapalnik, który ostatecznie by go popchnął w kierunku odebrania sobie życia w ten czy inny sposób. Nie chciał żyć, ale zarazem bał się śmierci. Bólu towarzyszącego samobójstwu. Nie chciał też sprawiać problemu Łososiowi, więc nawet nie próbował zbliżać się do składzika i ziół. Mógł się co prawda rzucić w paszczę jakiemuś drapieżnikowi, ale gdzieś tam w głębi siebie wiedział, że nie byłby zdolny do czegoś takiego. Był na to zbyt słaby. Gdyby na jego drodze stanął kolejny duży pies, najpewniej uciekałby tak samo szybko jak ostatnim razem. Dopóki jego łapy by się pod nim nie ugięły z przemęczenia.
Mały Liść nie dosłyszał chrząknięcia kotki, dlatego też kontynuował swoją pozbawioną celu włóczęgę. Przystanął dopiero, gdy usłyszał słowa. Rozejrzał się niepewnie, aż natrafił wzrokiem na sylwetkę kotki, którą zauważył chwilę temu. Odwrócił się w jej stronę całym ciałem, wciąż wyraźnie zgarbiony i roztaczający wokół siebie aurę, jakby sam do końca nie był pewien co robił i czy chciał tu być. Jego biczowaty ogon wił się nerwowo między piętami.
- P- pan? - Zamrugał nerwowo, słysząc słowo, które nie było raczej używane przez klanowe koty. - Jestem Mały Liść... tak, z Klanu Rzeki - odparł, przestępując niezręcznie z łapy na łapę i przez dwa uderzenia serca wbijając wzrok w podłoże, nim przeniósł je w okolice kotki. - A... a ty? - zapytał, z lekkim zażenowaniem zdając sobie po chwili sprawę z tego, że nie doprecyzował pytania i brzmiało to tak, jakby pytał ją zarówno o imię, jak i klan, jednak zacisnął zęby, decydując się nie mówić nic więcej, bo najpewniej zabrzmiałoby to strasznie chaotycznie i bełkotliwie.
Mały Liść nie był najlepszy w prowadzeniu rozmów, choć daleko u było to bycia tak małomównym i gburowatym kotem jak Łosoś. Choć teraz... teraz był dużo bardziej zmęczony i nie wiedział co ze sobą zrobić. Czuł jakby jakiś ciężar gniótł jego barki, usilnie próbując wcisnąć jego wątłe ciało w ziemię. To nie nastrajało go zbyt dobrze do prowadzenia konwersacji, podobnie jak niemal chorobliwa nieśmiałość i nerwowość, przez które często się jąkał i niezbyt precyzyjnie wyrażał. Był zdecydowanie zbyt chaotyczny i nie lubił tego w sobie, ale również nie miał nad tym żadnej kontroli. Choć w tej chwili nie mógł w sobie znaleźć sił na to, by się przejąć bardziej. W pewnym momencie negatywne emocje przechodziły po prostu w przytłaczające zmęczenie i chęć, by zwyczajnie zapaść się pod ziemię, albo chociaż zaszyć w jakimś w kącie, w którym mógłby następnie zasnąć.
x x
x
[Obrazek: CYV3Fze.png]
- ̗̀ ✿. ̖́-

na zakrętach s m u t k u w biegu tych wydarzeń
jak mogliśmy się tak szybko po prostu zestarzeć
każdy t y l k o gorzko sam siebie p r z e k l i n a
zestarzałem się po cichu....................................
....................................trudno to wytrzymać jest


bije nam zaklęty dzwon
w święconej wodzie......
........palce brudnych rąk
bliżej podszedł pod nasz próg
zimny od śmierci duch


niektórzy z nas życiem już zmęczeni
jak staliśmy razem.............................
..................................tak leżymy podzieleni
jedni poszli w prawo lub zostali w miejscu
drudzy całkiem w lewo inni zaś s t a n ę l i

≡ w przejściu ≡
x

✿ czasem tylko zerkamy za siebie u k r a d k i e m......................
...................i to co nas bardzo boli żyje w nas najbardziej wiem ✿
xxx
LVL 5 90 / 400
MedLVL 2 109 / 300
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości