Hehe, sprytna ta biała Wichrzaczka jest. Touché. No cóż, teraz Wschód musiał w genialny sposób kolejny cios odparować.
- Wiesz, takie ofiary to lepiej chyba zagadywać niż na nie polować, co? - mrugnął do kotki okiem. - No chyba że wolisz zostać upolowana, to nie będę się sprzeczał! - dodał, po czym obniżył lekko ciało, niczym do polowania, i wpatrywał się w białą z wyczekującym uśmiechem. No to co, panno białasko, rozmawiamy dalej czy chcesz się pobawić w kotka i myszkę? Oczywiście myszką jesteś ty!
Oho, jego honorowe okrążenie wywołało chyba jakieś emocje, bo ta na pozór nie przejmująca się niczym kotka nagle spięła się niczym Wschód, kiedy ktoś chce mu zakosić ostatni kąsek ze stosu. Oj, nie bój nic, rudy na razie nic ci nie zrobi! Jakby ryży usłyszał myśli towarzyszki, to aż by pewnie syknął. Jego porównywać do jakiegoś gwałciciela pokrojo Błyska z tych głupich gromiaków! Oj, co to to nie, Rzeka nigdy nie splamiłaby się takimi nędznymi zachowaniami!
Lekką panikę w jej głosie usłyszał nawet ten kocur, jednak postanowił ją puścić mimo uszu. Przecież nie chodziło mu o to, żeby zastraszyć i tak tchórzliwych Wichrzaków, a żeby ich trochę zaprzyjaźnić, więc no. - Oj białasko, oczywiście że koty z Rzeki potrafią polować w lesie, jednak jak się nie chce za bardzo zbrudzić łapek krwią czy przemierzać całe tereny w poszukiwaniu wychudłej wiewórki, to wystarczy przysiąść na chwilę nad rzeką, w której aż roi się od ryb. - miauknął pobłażliwym tonem i nie za szybko. A niech sobie to biała zakoduje w swoim tempie.
Zaśnieżona Ścieżka wraz z wejściem w dorosłość, zyskała małą zmianę w wyglądzie. Wcześniejsza chudziutka sylwetka, teraz nabrała kształtów. Chude łapy nabrały mięśni, a ciało, które chociaż wciąż szczupłe, nieco się powiększyło. Jest wysoka, przewyższa normę, przez co może naprawdę wydawać się zwykłym chucherkiem, chociaż rzeczywistość jest kompletnie inna. Jej futro jest krótkie acz gęste, idealnie ułożone oraz nieskazitelnie białe, w świetle promieni słonecznych nawet lśniące. Kotka naprawdę dba o higienę i jeśli uda się ją zobaczyć, zawsze będzie niesamowicie czysta. Jej małżowiny uszne są duże, skrywając od środka różowawy kolor. Oczy kotki są duże, koloru słońca. Maleńki nos na środku pyszczka jest delikatnie różowy.
Zaśnieżona Ścieżka już dorosła, stając się wojowniczką. Chce prezentować się jak najlepiej, chorobliwie dbając o swój wizerunek - nienawidzi posiadać na swojej sierści chociażby paproszka, a przebywanie z brudnymi kotami uważa za największy grzech. Również dba o każde swoje słowo, obnosząc się czasem dumą nad swoją wspaniałą personą. Może zacząć cię oceniać, ale nie wypowie tego głośno, aczkolwiek zacznie się na ciebie dziwnie spoglądać. Na co dzień jest miła, sympatyczna i roześmiana, rozweselając obóz swoim promiennym uśmiechem. Ma ogromne ambicje i chciałaby być najlepsza. Zdarza jej się być egoistyczną, bardziej dbając o swoje dobro niż o dobro innych. Kocha słuchać komplementów na swój temat. Wierność u niej jest pojęciem względnym. Wobec przyjaciół i rodziny potrafi być niesamowicie wierna, ale jej partner jest już inną sprawą. Jest uczuciowa i czasami lekkomyślna. Nie warto zajść jej za skórę, okaże się wtedy, że możesz tego pożałować, bo Zaśnieżona Ścieżka często chce zemsty. Nienawidzi się krytykować. Towarzyskość pozwala jej na kontaktowanie się nawet z kotami z innego klanu. Medyków uważa za obleśne stworzenia, skazy, powstałe z niedoskonałości. Upartość pozwala jej na długie podtrzymywanie swojego słowa. Jest czasami głodna krwi, stając się szaleńczą kotką, której nie powstrzyma kompletnie nic. Jest zazdrosna, chcąc mieć wszystko, co mają inni, a czego nie ma ona.
Trzaskający Mróz [KR]
A skąd ja miałam wiedzieć, że owy kocur jest niegroźny? Przecież był z obcego klanu, mógł wydawać się tylko nieszkodliwy oraz miły, a tak naprawdę czekać na odpowiednią okazję, aby zrobić mi krzywdę. To była chyba najgłupsza decyzja w moim życiu, bo niepotrzebnie naraziłam się na niebezpieczeństwo, którego bym nie doświadczyła, gdybym tylko nie była zbyt głodna wiedzy o innych klanach. A mogłam trzymać się moich pobratymców i być bezpieczna, a teraz musiałam tylko modlić się w myślach do Gwiezdnego Klanu, aby rudy kot okazał się być w porządku, a to okrążanie miało mnie tylko przestraszyć i nie miało w tym jakiegoś innego celu. Nie powinnam tak bardzo bać się jego słów, bo każde wypowiadał z niezwykle wrednym tonem, wszystko zapewne robił tylko dla zabawy, ale znowu się spięłam. Zostać upolowana? Czy on naprawdę tak sądzi czy próbuje mi tylko dowalić na mój pocisk w jego stronę? Nie wiedziałam, ale liczyłam na to, że gdy odpowiedź się pokaże, będzie raczej optymistyczna i nie będę musiała uciekać albo w najgorszym przypadku się bronić.
- I ty myślisz, że taka wiewiórka ci nie ucieknie jak z nią pogadasz? Wojownik raczej nie sympatyzuje się z zwierzyną łowną, hmmm? - Spojrzałam się na niego wymownie, jednocześnie ukazując kamienny, bez emocjonalny wyraz pyska. Chociaż jeszcze przed chwilą wszystko było w porządku, teraz już nie było. Zbyt bardzo obawiałam się o własne bezpieczeństwo by teraz świecić uśmiechem na lewo i prawo. Musiałam być ostrożna, z przymrużonymi oczami oglądałam więc rudego kocura, obserwując co zamierza zrobić, a mój ogon lekko drgał z poddenerwowania. - A ty myślisz, że jakiś wojownik mógłby odróżnić cię od tych wiewióreczek? Wątpię. Pierwszy uciekałbyś na drzewo, gdyby chciał cię ktoś upolować, rudasku.
Kotka i myszkę? To byłby najgłupszy pomysł, na jaki ktokolwiek mógłby wpaść i jeżeli kocurek chociaż trochę interesuje się moją osobą to gdyby wypowiedział to na głos, już dawno byłabym w obozie. Nie miałam zamiaru ryzykować! Brzmi może niewinnie, nie oznacza nic wiele, bo to w końcu tylko taka zabawa, ale wiadomo, jakie miałaby konsekwencje? Co jeżeli kocur chciałby mnie zaatakować? Co jeżeli postanowiłby mnie gdzieś zaciągnąć? Musiałam być czujna. Ledwo powstrzymywałam się od wysunięcia pazurów, ale wiedziałam, że póki tylko rozmawiamy, nie warto przechodzić do takich rzeczy, bo dla niego byłby to znak, że jestem wrogo nastawiona.
- Ja też nienawidzę brudzić sobie sierści - Przyznałam, zupełnie nie planując mu jakoś złośliwie odpowiadać. Już chyba cały klan, który mnie widział wie, że bardzo dbam o swoją higienę i wystarczy mały brud, a wpadam w panikę. Czyszczę swoje futerko nawet po rozmowie, nawet gdy tylko dotknęłam ziemi. Uważałam bowiem, że wygląd jest najważniejszy w życiu, bo to widzimy od razu. Kto chciałby podchodzić do brudasa? Ja wolałam wyglądać schludnie, ładnie pachnieć i błyszczeć. Wolałam wyglądać elegancko aniżeli jak jeden wielki niechluj. Co teraz poniekąd stało się moją obsesją, nad którą panować nie potrafiłam. I zapewne też wcale nie chciałam.
Niespiesznie pokiwał głową najpierw na jedną, potem na drugą stronę, zastanawiając się nad odpowiedzią na zadane pytanie.
- Ależ oczywiście, że warto pogadać ze zwierzyną! Wtedy taka myszka od ciebie nie zwiewa, tylko przychodzi i sama wchodzi na łapki. - mrugnął do kotki okiem, żeby przypadkiem nie pomyślała, że mówi prawdę! Chociaż, to mogłoby wyglądać zabawnie, wichrzaczka namawiająca zająca by sam do niej przylazł.
Prychnął, po czym przeciągnął się niespiesznie.
- A co, białasko, planujesz jakieś konkretne polowanie? Już mam szukać drzewa, na które mam przed tobą uciec? – zapytał, niby kpiąco, ale jednak na jego pysku wykwitł uprzejmy uśmiech. Oj no, przestał już się tak chichrać z innych na rzecz szeroko pojętej uprzejmości, coby nie było, że Rzeka zawsze się wywyższa. Bo oczywiście i tak jest najlepsza, a zadaniem Wschoda i innych było dbanie o to, by inne klany o tym nie zapomniały.
Uniósł brew, słysząc coś, czego się bynajmniej nie spodziewał. Zamiast ciętego języka dostał kompletną szczerość. Oh, wręcz na chwilę zapomniał języka w pysku, tak go to zaskoczyło. Przypomniał sobie jednak, że go ma, i że przydałoby się go użyć.
- To zgaduję, że nazywasz się Czysta Łapa, co? – miauknął, w końcu znajdując jakieś słowa i ich używając. No bo skoro kotka zawsze chciała być czysta, to inaczej się nie mogła nazywać! A że łapa... Nawet nie pomyślał, by mogła się nazywać inaczej. No trudno.
Zaśnieżona Ścieżka wraz z wejściem w dorosłość, zyskała małą zmianę w wyglądzie. Wcześniejsza chudziutka sylwetka, teraz nabrała kształtów. Chude łapy nabrały mięśni, a ciało, które chociaż wciąż szczupłe, nieco się powiększyło. Jest wysoka, przewyższa normę, przez co może naprawdę wydawać się zwykłym chucherkiem, chociaż rzeczywistość jest kompletnie inna. Jej futro jest krótkie acz gęste, idealnie ułożone oraz nieskazitelnie białe, w świetle promieni słonecznych nawet lśniące. Kotka naprawdę dba o higienę i jeśli uda się ją zobaczyć, zawsze będzie niesamowicie czysta. Jej małżowiny uszne są duże, skrywając od środka różowawy kolor. Oczy kotki są duże, koloru słońca. Maleńki nos na środku pyszczka jest delikatnie różowy.
Zaśnieżona Ścieżka już dorosła, stając się wojowniczką. Chce prezentować się jak najlepiej, chorobliwie dbając o swój wizerunek - nienawidzi posiadać na swojej sierści chociażby paproszka, a przebywanie z brudnymi kotami uważa za największy grzech. Również dba o każde swoje słowo, obnosząc się czasem dumą nad swoją wspaniałą personą. Może zacząć cię oceniać, ale nie wypowie tego głośno, aczkolwiek zacznie się na ciebie dziwnie spoglądać. Na co dzień jest miła, sympatyczna i roześmiana, rozweselając obóz swoim promiennym uśmiechem. Ma ogromne ambicje i chciałaby być najlepsza. Zdarza jej się być egoistyczną, bardziej dbając o swoje dobro niż o dobro innych. Kocha słuchać komplementów na swój temat. Wierność u niej jest pojęciem względnym. Wobec przyjaciół i rodziny potrafi być niesamowicie wierna, ale jej partner jest już inną sprawą. Jest uczuciowa i czasami lekkomyślna. Nie warto zajść jej za skórę, okaże się wtedy, że możesz tego pożałować, bo Zaśnieżona Ścieżka często chce zemsty. Nienawidzi się krytykować. Towarzyskość pozwala jej na kontaktowanie się nawet z kotami z innego klanu. Medyków uważa za obleśne stworzenia, skazy, powstałe z niedoskonałości. Upartość pozwala jej na długie podtrzymywanie swojego słowa. Jest czasami głodna krwi, stając się szaleńczą kotką, której nie powstrzyma kompletnie nic. Jest zazdrosna, chcąc mieć wszystko, co mają inni, a czego nie ma ona.
Trzaskający Mróz [KR]
Ten kocur nigdy się nie podda, prawda? Najwidoczniej uwielbia zabłysnąć w oczach innego kota, upierając się przy swoim zdaniu. Oczywiście wiedziałam, że to, że się rozmawia ze zwierzyną, aby ta do ciebie podeszła było czystym żartem, bo tylko najgorszy mysi móżdżek czy małe kocie mogłoby na to wpaść, a kocur na takiego przynajmniej nie wyglądał, ale to, w jaki sposób przedstawiał swoje racje, było wręcz zaskakujące. Ani krzty strachu, ani krzty negatywnych emocji w stosunku do mnie. Przy tym po prostu świetnie się bawił, wypowiadając coraz to więcej słów w moją stronę. Natomiast ja sterczałam tutaj i trzęsłam się jak gałąź na wietrze, posiadając wątpliwości, co do tego, czy na pewno odpowiednie jest stanie tutaj i rozmawianie z nim. Każdy mógłby się wydawać w porządku, przekonywać do siebie sprawnymi ruchami, ale w głębi serca był jednym wielkim złoczyńcą, który mógłby mnie skrzywdzić w każdej chwili.
- Tej twojej sierści to bym się brzydziła do pyska włożyć - odparłam, prychając na jego odpowiedź, uśmiechając się szyderczo. Miał ogromne poczucie humoru, to trzeba było przyznać. Może rzeczniacy nie są tacy źli, jak niektórzy o nich mówią? Chciałam się w końcu przekonać na własnej skórze, jak to z nimi jest, czy naprawdę obchodzi ich tylko łapanie ryb i topienie kociąt w rzece, ale okazało się, że przynajmniej ten osobnik był, mimo iż zachowywał się nonszalancko, bardzo zabawny. Chciałabym, aby ta nasza wymiana zdań wreszcie się zakończyła i abyśmy mogli normalnie porozmawiać, poznać się, a ja mogłabym się przekonać, czy jest godny zaufania, ale przecież tego mu nie powiem. Nie chciałabym wyjść na kogoś, kto tak łatwo się poddaje, na rzecz jakiejś tam spokojnej rozmowy. Przecież w jego rudej główce zaraz utworzy się potwierdzenie, że Wichrzacy to tchórze. - Czysta? Nie. Zaśnieżona. Zaśnieżona Łapa, rudasku.
I właśnie zaskakujące jest to, w jak łatwy sposób potrafiłam powiedzieć mu swoje imię. Skoro źle myślał to czemu miałabym nie wyprowadzać go z błędu? Byłam bardzo schludną kotką i moja higiena stała się już moją obsesją, ale tak bardzo zależało mi na swoim wyglądzie, że nie mogłoby być po prostu inaczej. Jednym to przeszkadzało, drudzy to podziwiali, a trzeci mieli to zupełnie gdzieś. Miałam nadzieję, że kocur zajarzy, że również powinien się przedstawić. Ciekawiło mnie jak on może mieć na imię - zapewne jest terminatorem, ale imię? Ruda Łapa? Czerwona Łapa? Gburzasta Łapa? Nie mam zielonego pojęcia.
Oh no proszę, więc kotka miała jakieś tam bobki w głowie, skoro zrozumiała ten jakże wyśmienity żart, doprawdy wybornie! I nawet sama spróbowała zabłysnąć, choć oczywiście nie tak ładnie, jak Wschód. Jednak nawet najmniejsze chęci trzeba chwalić, kocur przyjął więc minę zszokowanego, lekko obrażonego.
- No wiesz, wszyscy wiedzą że jest najpiękniejsza i najbardziej zadbana! - miauknął z oburzeniem, po czym zerknął na swój grzbiet, a na mordce pojawił się błysk zadumy, po chwili rozproszony przez zawadiacki uśmiech. - W sumie sam bym też jej nie memlał za bardzo. Jest zbyt idealna. - wyszczerzył zęby i znów spojrzał na białą kotkę.
Ależ oczywiście, że Wschód sądził że Wichrzacy to tchórze, jeszcze zanim kogokolwiek poznał, to tak uważał, bo to po prostu była uniwersalna prawda, tak jak to że słońce codziennie się pojawia a Rzeczniacy są najlepsi, ot co. A ta kotka była i tak wyjątkowo odważna, że jeszcze nie uciekła, i powiedziała mu swoje imię!
- Zaśnieżona. - powtórzył wolniej, oglądając kotkę, jakby pierwszy raz ją widział. - Biała jak śnieg. Twoja matka miała jakiś pomysł. - pokiwał lekko głową, po czym ją przekręcił. - Mnie zwą Wschodząca Łapa. - puścił nowej znajomej oko. Tak, imię było jedną z niewielu rzeczy, za które był wdzięczny Zroszonemu Listkowi.
Strzepnął uchem, kiedy usłyszał zbliżający się patrol, po czym otrzepał się, jakby wyszedł z wody.
- No, myślę że czas najwyższy na mnie. Przyjdź, kiedy śnieg stopnieje, to może nauczę cię łapać ryby, żebyś nie pobrudziła swojego śnieżnobiałego futerka, czyścioszku. - dotknął kotki na pożegnanie ogonem w bark, po czym odwrócił się i ruszył w swoją stronę.
Zaśnieżona Ścieżka wraz z wejściem w dorosłość, zyskała małą zmianę w wyglądzie. Wcześniejsza chudziutka sylwetka, teraz nabrała kształtów. Chude łapy nabrały mięśni, a ciało, które chociaż wciąż szczupłe, nieco się powiększyło. Jest wysoka, przewyższa normę, przez co może naprawdę wydawać się zwykłym chucherkiem, chociaż rzeczywistość jest kompletnie inna. Jej futro jest krótkie acz gęste, idealnie ułożone oraz nieskazitelnie białe, w świetle promieni słonecznych nawet lśniące. Kotka naprawdę dba o higienę i jeśli uda się ją zobaczyć, zawsze będzie niesamowicie czysta. Jej małżowiny uszne są duże, skrywając od środka różowawy kolor. Oczy kotki są duże, koloru słońca. Maleńki nos na środku pyszczka jest delikatnie różowy.
Zaśnieżona Ścieżka już dorosła, stając się wojowniczką. Chce prezentować się jak najlepiej, chorobliwie dbając o swój wizerunek - nienawidzi posiadać na swojej sierści chociażby paproszka, a przebywanie z brudnymi kotami uważa za największy grzech. Również dba o każde swoje słowo, obnosząc się czasem dumą nad swoją wspaniałą personą. Może zacząć cię oceniać, ale nie wypowie tego głośno, aczkolwiek zacznie się na ciebie dziwnie spoglądać. Na co dzień jest miła, sympatyczna i roześmiana, rozweselając obóz swoim promiennym uśmiechem. Ma ogromne ambicje i chciałaby być najlepsza. Zdarza jej się być egoistyczną, bardziej dbając o swoje dobro niż o dobro innych. Kocha słuchać komplementów na swój temat. Wierność u niej jest pojęciem względnym. Wobec przyjaciół i rodziny potrafi być niesamowicie wierna, ale jej partner jest już inną sprawą. Jest uczuciowa i czasami lekkomyślna. Nie warto zajść jej za skórę, okaże się wtedy, że możesz tego pożałować, bo Zaśnieżona Ścieżka często chce zemsty. Nienawidzi się krytykować. Towarzyskość pozwala jej na kontaktowanie się nawet z kotami z innego klanu. Medyków uważa za obleśne stworzenia, skazy, powstałe z niedoskonałości. Upartość pozwala jej na długie podtrzymywanie swojego słowa. Jest czasami głodna krwi, stając się szaleńczą kotką, której nie powstrzyma kompletnie nic. Jest zazdrosna, chcąc mieć wszystko, co mają inni, a czego nie ma ona.
Trzaskający Mróz [KR]
Oczywiście, że nie byłam durna, rudasie! Potrafiłam wyczuć sarkazm w jego wypowiedzi, a to wcale nie było takie trudne, biorąc pod uwagę to, w jaki sposób ze mną rozmawiał. Nie ważne, co o mnie myślał, co myślał o moim klanie to ja tak łatwo się nie dam i udowodnię mu, że takie stereotypy może sobie wsadzić głęboko pod ogon. Co jak co, ale chciałam pokazać innym klanom, że chociaż znani jesteśmy z szczupłych sylwetek i z ganiania za zającami, co poniekąd może być uznawane za akt strachliwości to da się z nami normalnie porozmawiać, że nie będziemy uciekać tylko, gdy zobaczymy wysuwające się pazury. Bałam się, to było oczywiste, ale nie chciałam, aby ktokolwiek myślał o nas w taki sposób.
- Twoja, idealna? Widzę tam tyle drobinek kurzu, że chyba nie chciałabym się pokazywać przed tak zadbaną kocicą w takim stanie! - Mój uśmiech ani trochę się nie zmniejszył, gdy z gracją się ustawiłam, rozluźniając się. Chyba rozmawianie z nim w ten sposób o wiele bardziej pomaga mi się uspokoić. Jego sierść była co prawda w bardzo intensywnym, ładnym kolorze, a biel świetnie współgrała z rudością, jego oczy również idealnie wpasowywały się do całej kompozycji, ale nie można było powiedzieć, że była taka idealna - idealna jest wtedy, gdy lśni w oczach innych kotów. Spędzałam tyle czasu na myciu się, że mogłam jednoznacznie stwierdzić, że takiej jeszcze było daleko do świetności! - Miała. Szczególnie, że teraz wiem, jak doprowadzić swoje futro do koloru świeżo napadanego śniegu.
I jak się okazało, zrozumiał co miał zrobić i również podał mi swoje imię. Wschód. Wschodząca Łapa - w jakimś stopniu pasowało to do jego koloru futra, w końcu gdy słońce wschodzi na niebo, ono jest całe pomarańczowe, czasem czerwone. Jego matka tak samo miała jakiś kreatywny pomysł, jednakże sama nie potrafiłabym wymyślić jakiegoś ciekawego imienia wojowniczego i zapewne to Malinowa Gwiazda musiałaby się wykazać kreatywnością. Na szczęście zostałam Śnieżynką, więc wszystko było o wiele prostsze. Prychnęłam, gdy usłyszałam, jak nazywa mnie czyścioszkiem, ale serce uderzyło mocniej w moją pierś, gdy powiedział, że mógłby nauczyć mnie łapać ryby - to było wspaniałe! Na to najbardziej liczyłam, rozmawiając z nim.
- Wrócę - Kiwnęłam głową, poruszyłam wąsami i uciekłam do swojego patrolu, który na mnie czekał.
Obóz był za mały. Wszędzie pałętały się koty. Co teoretycznie nie powinno być dziwne, jednak Wschoda niesamowicie to drażniło, akurat teraz, kiedy stronił od towarzystwa.
Wychodził z obozu właściwie tylko po to, by czasem zerknąć na miejsce, gdzie leżał Deszcz. Widział ziemię, coraz mniej wyglądającą na świeżo rozkopaną, widział trawę, która na niej kwitła. To zabiło w nim resztki tej ostatniej nadziei i boleśnie uświadomiło, że błękitny kocur już nie wróci.
Zgiął się w pół i zwrócił to, co w siebie wmusił na śniadanie. Tu nic po nim, nie czuł się dobrze. Ruszył więc biegiem, przed siebie, pozwalając mięśniom przetwarzać zgromadzoną energię, czując powiew wiatru na pysku osuszający łzy, pozwalając głowie choć na chwilę odpocząć od czarnych myśli. Ale tylko na chwilę.
Biegł i biegł, póki jego łapy coś nie zwolniły, nie stawały się bardziej mokre, a powietrze nie zaczęło pachnieć inaczej. Rudy zwolnił, aż w końcu zupełnie przystanął. Musiał dobrą chwilę rozglądać się, by zrozumieć to, gdzie jest, dlaczego tu jest i czemu na Gwiezdnych ma łapy całe z błota. To była granica z Wichrem.
Zaśnieżona Ścieżka wraz z wejściem w dorosłość, zyskała małą zmianę w wyglądzie. Wcześniejsza chudziutka sylwetka, teraz nabrała kształtów. Chude łapy nabrały mięśni, a ciało, które chociaż wciąż szczupłe, nieco się powiększyło. Jest wysoka, przewyższa normę, przez co może naprawdę wydawać się zwykłym chucherkiem, chociaż rzeczywistość jest kompletnie inna. Jej futro jest krótkie acz gęste, idealnie ułożone oraz nieskazitelnie białe, w świetle promieni słonecznych nawet lśniące. Kotka naprawdę dba o higienę i jeśli uda się ją zobaczyć, zawsze będzie niesamowicie czysta. Jej małżowiny uszne są duże, skrywając od środka różowawy kolor. Oczy kotki są duże, koloru słońca. Maleńki nos na środku pyszczka jest delikatnie różowy.
Zaśnieżona Ścieżka już dorosła, stając się wojowniczką. Chce prezentować się jak najlepiej, chorobliwie dbając o swój wizerunek - nienawidzi posiadać na swojej sierści chociażby paproszka, a przebywanie z brudnymi kotami uważa za największy grzech. Również dba o każde swoje słowo, obnosząc się czasem dumą nad swoją wspaniałą personą. Może zacząć cię oceniać, ale nie wypowie tego głośno, aczkolwiek zacznie się na ciebie dziwnie spoglądać. Na co dzień jest miła, sympatyczna i roześmiana, rozweselając obóz swoim promiennym uśmiechem. Ma ogromne ambicje i chciałaby być najlepsza. Zdarza jej się być egoistyczną, bardziej dbając o swoje dobro niż o dobro innych. Kocha słuchać komplementów na swój temat. Wierność u niej jest pojęciem względnym. Wobec przyjaciół i rodziny potrafi być niesamowicie wierna, ale jej partner jest już inną sprawą. Jest uczuciowa i czasami lekkomyślna. Nie warto zajść jej za skórę, okaże się wtedy, że możesz tego pożałować, bo Zaśnieżona Ścieżka często chce zemsty. Nienawidzi się krytykować. Towarzyskość pozwala jej na kontaktowanie się nawet z kotami z innego klanu. Medyków uważa za obleśne stworzenia, skazy, powstałe z niedoskonałości. Upartość pozwala jej na długie podtrzymywanie swojego słowa. Jest czasami głodna krwi, stając się szaleńczą kotką, której nie powstrzyma kompletnie nic. Jest zazdrosna, chcąc mieć wszystko, co mają inni, a czego nie ma ona.
Trzaskający Mróz [KR]
I właśnie wtedy, gdy nastały przyjemniejsze dla mnie czasy, otóż zostałam mianowana na wojowniczkę, ruszyłam z obozu w stronę lasu, aby nacieszyć się nową porą, w której wszystko było o wiele piękniejsze. Zwierzyny nie trzeba było długo szukać, bo co chwilę jej woń dochodziła do moich nozdrzy, a wtedy uśmiech nie schodził z mojego pyska. Oczywiście zadbałam, aby moja sierść była idealnie wyczyszczona - mimo iż teoretycznie nikogo nie powinnam spotkać to musiałam mieć się na baczności, bo nigdy nie wiedziałam, kiedy ktoś do mnie przyjdzie. Szłam powoli, napawając się ciepłem, które ogrzewało moją skórę. Bycie wojowniczką było niezwykle wspaniałym przeżyciem, takim kojącym dla serca, najlepszą kuracją. Byłam z siebie przecież bardzo dumna, bo osiągnęłam wielki sukces. Szłam tak, aż dotarłam do granicy z Klanem Rzeki. Ostatni raz byłam tu jako terminatorka, ale teraz nie byłam z patrolem, a szłam sobie na spacerek. Mogłam więc iść wzdłuż granic powoli, niedokładnie stawiając łapy i skacząc na kamykach, które znajdowały się przede mną, wydając z siebie radosne dźwięki. Usłyszałam ćwierkanie ptaków, które zapewne gdzieś znalazły sobie swój wymarzony kąt. Natura była taka ożywiona! A teraz, w porę Nowych Liści, wszystko wydawało się piękniejsze. Również teren od strony Klanu Rzeki wyglądał niesamowicie! W moich oczach lśniło szczęście, a wysoko podniesiony ogon tylko to potwierdzał. Nie wiem, kiedy ostatnio poczułam się zupełnie jak kocię, które cieszy się wszystkim, co go otacza.
Rozglądał się nadal, pozwalając sobie po raz pierwszy od dawna nie myśleć cały czas wręcz obsesyjnie o Deszczu. Mimo to wcześniejsze wspomnienia były niezwykle zamglone i bardzo trudno rudemu było przywołać je spowrotem. Zapach wichrzaków rozpoznał, tak jak rozpoznawał swój własny, jednak nad miejscem musiał się poważnie zastanowić. Wiedział, że skądś je zna, tylko nie pamiętał szczegółów. Cóż to wtedy było? Wyglądało inaczej, jaśniej, chyba jeszcze wtedy na ziemi leżał śnieg... Chyba tu był wtedy ostatnio? Podczas patrolu? Tak mu się wydawało.
Jego wzrok wyłapał pewną nieprawidłowość po wichrowej stronie granicy, na początku jednak minął ją wzrokiem obojętnie. Dopiero po chwili wrócił tam i przyglądał się dziwnej, poruszającej się białej plamie, aż w końcu zmieniła się ona w dziwnie znajomo wyglądającą kotkę. Wschód jednak nie dał sobie czasu na zastanawianie się, dlaczego wydaje mu się znajoma, bo szła od strony Wichru i nie niosła ze sobą rzecznego zapachu. Zjeżył lekko sierść i poczekał, aż kotka jeszcze bardziej się zbliży.
- Jesteś na granicy z Klanem Rzeki. - miauknął głośno, z gdzieś tam w głębi czającą się groźbą. Na razie miała to być informacja, jeśli jednak wichrzaczka postanowi za nic mieć granicę, Wschód będzie zmuszony użyć pazurów.
Zaśnieżona Ścieżka wraz z wejściem w dorosłość, zyskała małą zmianę w wyglądzie. Wcześniejsza chudziutka sylwetka, teraz nabrała kształtów. Chude łapy nabrały mięśni, a ciało, które chociaż wciąż szczupłe, nieco się powiększyło. Jest wysoka, przewyższa normę, przez co może naprawdę wydawać się zwykłym chucherkiem, chociaż rzeczywistość jest kompletnie inna. Jej futro jest krótkie acz gęste, idealnie ułożone oraz nieskazitelnie białe, w świetle promieni słonecznych nawet lśniące. Kotka naprawdę dba o higienę i jeśli uda się ją zobaczyć, zawsze będzie niesamowicie czysta. Jej małżowiny uszne są duże, skrywając od środka różowawy kolor. Oczy kotki są duże, koloru słońca. Maleńki nos na środku pyszczka jest delikatnie różowy.
Zaśnieżona Ścieżka już dorosła, stając się wojowniczką. Chce prezentować się jak najlepiej, chorobliwie dbając o swój wizerunek - nienawidzi posiadać na swojej sierści chociażby paproszka, a przebywanie z brudnymi kotami uważa za największy grzech. Również dba o każde swoje słowo, obnosząc się czasem dumą nad swoją wspaniałą personą. Może zacząć cię oceniać, ale nie wypowie tego głośno, aczkolwiek zacznie się na ciebie dziwnie spoglądać. Na co dzień jest miła, sympatyczna i roześmiana, rozweselając obóz swoim promiennym uśmiechem. Ma ogromne ambicje i chciałaby być najlepsza. Zdarza jej się być egoistyczną, bardziej dbając o swoje dobro niż o dobro innych. Kocha słuchać komplementów na swój temat. Wierność u niej jest pojęciem względnym. Wobec przyjaciół i rodziny potrafi być niesamowicie wierna, ale jej partner jest już inną sprawą. Jest uczuciowa i czasami lekkomyślna. Nie warto zajść jej za skórę, okaże się wtedy, że możesz tego pożałować, bo Zaśnieżona Ścieżka często chce zemsty. Nienawidzi się krytykować. Towarzyskość pozwala jej na kontaktowanie się nawet z kotami z innego klanu. Medyków uważa za obleśne stworzenia, skazy, powstałe z niedoskonałości. Upartość pozwala jej na długie podtrzymywanie swojego słowa. Jest czasami głodna krwi, stając się szaleńczą kotką, której nie powstrzyma kompletnie nic. Jest zazdrosna, chcąc mieć wszystko, co mają inni, a czego nie ma ona.
Trzaskający Mróz [KR]
Byłam tak zamyślona i zajęta skakaniem po tych skałkach, które same pojawiały się przed moimi łapami, że gdy usłyszałam nagły głos, który się do mnie odezwał, serce zabiło mi mocniej. Zatrzymałam się sprawnie, podnosząc wysoko głowę i poruszając uchem w stronę źródła dźwięku. Na początku sądziłam, że to zwykły Rzeczniak, który jest wielce niezadowolony z tego, że widzi kota z innego klanu przy granicy, ale moje oczy zobaczyły tą rudą sierść, która tak przypomina kolor wiewiórek oraz bursztynowe oczy, które idealnie pasowały do jego sierści. Wschód? Na początku uśmiech wpłynął na mój pysk, ale zdałam sobie sprawę, że w nim jest coś nie tak. Zachowywał się strasznie agresywnie, chociaż kiedyś rzucał we mnie wredne odzywki, a sarkastyczny uśmieszek nie schodził mu z pyszczka. Teraz wyglądał jak całkiem zaniedbany, jakby zapomniał o wszystkim i wyżywał się na wszystkich, którzy weszli mu w drogę. Ruszyłam więc w jego kierunku, nie przekraczając granicy. Wcześniej by mnie nie zaatakował zapewne, ale teraz wolałam być ostrożna. Był silniejszy, a ja nie chciałabym w tak głupi sposób stracić życie.
- Doskonale wiem, że to granica z Klanem Rzeki, wiewiórko, ale przecież jej nie przekroczyłam, więc nie musisz na mnie od razu warczeć! - odezwałam się do niego, jednak w moim głosie nie można było dostrzec agresji, raczej mówiłam to w spokojnym tonie. Nie pamiętał mnie? Cóż, w sumie nie brzmiało to wcale miło, ponieważ gdy ktoś cię nie pamiętał, zapewne nie zaciekawiłaś go, Śnieżynko, ale zamiast martwić się takimi głupotami, opuściłam ogon i pewnie, dumnie stanęłam, by spojrzeć mu prosto w oczy. Musiałam go jakoś rozgryźć. - Nie pamiętasz mnie? Wiem, trochę się wtapiałam w śnieg tamtym razem, ale na pewno sobie coś przypominasz.
Oh, kotka go zauważyła, lub usłyszała, nieważne. Ważniejsze było to, że zareagowała na jego słowa, wręcz ruszając na niego. Zjeżył lekko sierść na karku, dopóki nie usłyszał jej lekceważących słów. Wiewiórko? Uniósł lekko jedną brew, zastanawiając się, skąd zna ten głos. Bo znał. A przynajmniej kojarzył. Czyżby już się kiedyś spotkali?
W tym momencie ciepły powiew wiatru zawiał wprost z terenów Wichru, uderzając w jego nozdrza i wpychając w nie zapach nowej znajomej do tego stopnia, że aż się nim zachłysnął, a jej kolejne słowa jeszcze dodatkowo rozgrzały te nieliczne pracujące zwoje w mózgu Wschoda. No tak, stąd kojarzył to miejsce, mimo że pod śniegiem wyglądało inaczej! Przypomnij sobie, futrzaku, jak to było, coś ty tu narozrabiał ostatnim razem?
Przyjrzał się jeszcze raz kotce. Ta szczupła, krótkowłosa sylwetka, łepek wiecznie zadarty, jakby wiedziała wszystko, te lśniące, złote oczy, ten długi ogon trzymany nad ziemią, żeby go nie zbrudzić.
- Czyścioszka! - sapnął w końcu, pozwalając sierści się puścić i podchodząc krok w przód, przy okazji lekko mrużąc oczy. - Śnie... Zaśnieżona Łapa? - czy dobrze zapamiętał jej imię? Nie pamiętał, ale kojarzył, że było podobne do imienia jego siostry, a jednak nieco inne. Chyba tak brzmiało, tak myślał.
Zaśnieżona Ścieżka wraz z wejściem w dorosłość, zyskała małą zmianę w wyglądzie. Wcześniejsza chudziutka sylwetka, teraz nabrała kształtów. Chude łapy nabrały mięśni, a ciało, które chociaż wciąż szczupłe, nieco się powiększyło. Jest wysoka, przewyższa normę, przez co może naprawdę wydawać się zwykłym chucherkiem, chociaż rzeczywistość jest kompletnie inna. Jej futro jest krótkie acz gęste, idealnie ułożone oraz nieskazitelnie białe, w świetle promieni słonecznych nawet lśniące. Kotka naprawdę dba o higienę i jeśli uda się ją zobaczyć, zawsze będzie niesamowicie czysta. Jej małżowiny uszne są duże, skrywając od środka różowawy kolor. Oczy kotki są duże, koloru słońca. Maleńki nos na środku pyszczka jest delikatnie różowy.
Zaśnieżona Ścieżka już dorosła, stając się wojowniczką. Chce prezentować się jak najlepiej, chorobliwie dbając o swój wizerunek - nienawidzi posiadać na swojej sierści chociażby paproszka, a przebywanie z brudnymi kotami uważa za największy grzech. Również dba o każde swoje słowo, obnosząc się czasem dumą nad swoją wspaniałą personą. Może zacząć cię oceniać, ale nie wypowie tego głośno, aczkolwiek zacznie się na ciebie dziwnie spoglądać. Na co dzień jest miła, sympatyczna i roześmiana, rozweselając obóz swoim promiennym uśmiechem. Ma ogromne ambicje i chciałaby być najlepsza. Zdarza jej się być egoistyczną, bardziej dbając o swoje dobro niż o dobro innych. Kocha słuchać komplementów na swój temat. Wierność u niej jest pojęciem względnym. Wobec przyjaciół i rodziny potrafi być niesamowicie wierna, ale jej partner jest już inną sprawą. Jest uczuciowa i czasami lekkomyślna. Nie warto zajść jej za skórę, okaże się wtedy, że możesz tego pożałować, bo Zaśnieżona Ścieżka często chce zemsty. Nienawidzi się krytykować. Towarzyskość pozwala jej na kontaktowanie się nawet z kotami z innego klanu. Medyków uważa za obleśne stworzenia, skazy, powstałe z niedoskonałości. Upartość pozwala jej na długie podtrzymywanie swojego słowa. Jest czasami głodna krwi, stając się szaleńczą kotką, której nie powstrzyma kompletnie nic. Jest zazdrosna, chcąc mieć wszystko, co mają inni, a czego nie ma ona.
Trzaskający Mróz [KR]
Oczywiście, że się spotkaliśmy, mysi móżdżku, ale najwyraźniej masz tak mało w głowie, że o tym zapomniałeś, zapomniałeś o mojej idealnej sierści, o cudownym głosie i przepięknych oczach, które świetnie pasowały do mojej wiecznie czystej sierści, która teraz wyglądała tak wspaniale. Chociaż wcześniej także tak wyglądała to teraz nie wtapiała się w tło, a kocur mógł ją zobaczyć w pełnej okazałości, a takich widoków to on zapewne nie ma zawsze, bo kotki w jego klanie zajęte są łapaniem obślizgłych ryb i na pewno ich futro nie jest takie perfekcyjne, ale przecież nie każdy jest kocim ideałem. Moja zgrabna sylwetka ruszyła się jeszcze kawałek w jego kierunku, a przenikliwy wzrok nie opuszczał ani na krok jego pyska, a uśmieszek z widocznymi zębami był kierowany jedynie do niego, do nikogo innego, bo byliśmy tu sami. Ja i ten tajemniczy, niebezpieczny kocur, którego tak dobrze nie znałam, ale który tak bardzo mnie intrygował. Zadarłam brodę do góry, aby wyglądać jeszcze bardziej dumnie. Niech wie, że nie tylko on tutaj jest tym najlepszym.
- Wiewiórka - odparłam na jego określenie dotyczące mnie, a następnie zaśmiałam się pod nosem, moje wąsy od razu zadrżały, a uszy poleciały na chwilę do tyłu. Cieszyłam się, że wreszcie mnie rozpoznał, bo mnie nie można tak łatwo zapominać. Szczególnie, że z rzeczniakiem miałam małe interesy, bo ten miał nauczyć mnie łapać ryby. Przecież gdybym pochwaliła się tym w klanie to koty by patrzyły na mnie z podziwem, a oczy lśniłyby im z zazdrości. Muszę wiedzieć jak najwięcej, bo wtedy będę postrzegana jako świetna wojowniczka, która wie tak dużo, że inny kot tyle by nie mógł wiedzieć. I przystając na chwilę przy wojowniku, słysząc moje stare imię, uśmiechnęłam się do niego tym razem zadziornie. - Ścieżka, Wschodząca Łapo.
Wiewiórka? No tak, wtedy sobie jakoś żartowali na ich temat, że wiewiórki wzięły od niego kolor futerka. Albo on od nich. No nieważne, Zroszony Listek jednak miała nieco lepszy pomysł, nazywając go od wschodu słońca, też ładnie pomarańczowego, i jeszcze w kompozycji z jego oczami! Cóż, trzeba przyznać, to się kotce udało. To i trójka dzieciaków, bo o Pustułczej to nawet myśleć nie warto.
Zmarszczył brwi, słuchając jej kolejnej wypowiedzi. Majtnął nawet ogonem w chwilowym zastanowieniu. Co ona mówi?
- Nie martw się, trafię do swojego obozu nawet i bez ścieżki. - mruknął w końcu, zastanawiając się, o co na kolce jeża chodziło złotookiej. - I uhm, powinnaś mnie teraz nazywać Bursztynowym Wschodem, tak myślę. - dodał, przekręcając lekko łeb i sadzając swój szanowny tyłek. To nic, że potem będzie musiał go umyć z błota i traw, skoro kotka go zagaduje, a nie próbuje zaatakować, to znaczy że raczej nie ma wrogich zamiarów. Albo pamięta ich ostatnią rozmowę i próbuje zagadać go, a dopiero kiedy zwierzyna wkręci się w rozmowę, podejdzie i ją usidli.
Zaśnieżona Ścieżka wraz z wejściem w dorosłość, zyskała małą zmianę w wyglądzie. Wcześniejsza chudziutka sylwetka, teraz nabrała kształtów. Chude łapy nabrały mięśni, a ciało, które chociaż wciąż szczupłe, nieco się powiększyło. Jest wysoka, przewyższa normę, przez co może naprawdę wydawać się zwykłym chucherkiem, chociaż rzeczywistość jest kompletnie inna. Jej futro jest krótkie acz gęste, idealnie ułożone oraz nieskazitelnie białe, w świetle promieni słonecznych nawet lśniące. Kotka naprawdę dba o higienę i jeśli uda się ją zobaczyć, zawsze będzie niesamowicie czysta. Jej małżowiny uszne są duże, skrywając od środka różowawy kolor. Oczy kotki są duże, koloru słońca. Maleńki nos na środku pyszczka jest delikatnie różowy.
Zaśnieżona Ścieżka już dorosła, stając się wojowniczką. Chce prezentować się jak najlepiej, chorobliwie dbając o swój wizerunek - nienawidzi posiadać na swojej sierści chociażby paproszka, a przebywanie z brudnymi kotami uważa za największy grzech. Również dba o każde swoje słowo, obnosząc się czasem dumą nad swoją wspaniałą personą. Może zacząć cię oceniać, ale nie wypowie tego głośno, aczkolwiek zacznie się na ciebie dziwnie spoglądać. Na co dzień jest miła, sympatyczna i roześmiana, rozweselając obóz swoim promiennym uśmiechem. Ma ogromne ambicje i chciałaby być najlepsza. Zdarza jej się być egoistyczną, bardziej dbając o swoje dobro niż o dobro innych. Kocha słuchać komplementów na swój temat. Wierność u niej jest pojęciem względnym. Wobec przyjaciół i rodziny potrafi być niesamowicie wierna, ale jej partner jest już inną sprawą. Jest uczuciowa i czasami lekkomyślna. Nie warto zajść jej za skórę, okaże się wtedy, że możesz tego pożałować, bo Zaśnieżona Ścieżka często chce zemsty. Nienawidzi się krytykować. Towarzyskość pozwala jej na kontaktowanie się nawet z kotami z innego klanu. Medyków uważa za obleśne stworzenia, skazy, powstałe z niedoskonałości. Upartość pozwala jej na długie podtrzymywanie swojego słowa. Jest czasami głodna krwi, stając się szaleńczą kotką, której nie powstrzyma kompletnie nic. Jest zazdrosna, chcąc mieć wszystko, co mają inni, a czego nie ma ona.
Trzaskający Mróz [KR]
Zdecydowanie to imię lepiej mu pasowało niż to jego przezwisko, wymyślone przeze mnie, bo było o wiele bardziej oryginalne i pewne było, że ktoś mógłby się z tego ciągle nabijać, a takie koty zawsze się znajdą. Nie mogłam jednak mu powiedzieć, że jego imię jest lepsze od mojego, bo moje było śliczne i nosiłam je z dumą, nigdy się go nie wstydziłam i świetnie pasowało do mojego charakteru - śnieg, czysty, nieskazitelny, jasny, idealnie biały. Moja mama miała genialny pomysł, nazywając mnie tak, może wtedy już wiedziała, że wybiorę sobie tak fenomenalne imię? Kto wie. Tymczasem zmarszczyłam czoło, wzdychając cicho, bo kocur kompletnie nie zrozumiał o co mi chodziło. Powiedziałam mu, że moje imię to Zaśnieżona Ś c i e ż k a, ale chyba powiedziałam mu coś, co nie kleiło mu się zupełnie w tej jego główce. Machnęłam ogonem w niezadowoleniu, ale nie chciałam komentować tego w sposób złośliwy, bo bądź co bądź, ale był silniejszy, widoczniej coś go gryzło, a ja nie chciałabym dostać pazurami po pyszczku, bo zbyt długo czasu straciłam na jego pielęgnacji, żeby teraz to wszystko stracić.
- Nie, nie chodziło mi o to. Nie nazywam się Zaśnieżona ŁAPA. Nazywam się Zaśnieżona ŚCIEŻKA - przy drugim członie celowo powiedziałam to bardziej dobitnie, aby ten wreszcie zrozumiał, co miałam na myśli, a przy wypowiedzeniu tego drugiego, uniosłam dumnie głowę i zastrzygłam uszami ze szczęścia. Spojrzałam się na niego, a iskierki zadowolenia lśniły w moich złotych ślepiach. Pochwalić się czymś takim przy kocie z innego klanu? Bomba! Jednakże chwilę później usłyszałam, że on również został wojownikiem, dlatego ciekawość wskoczyła od razu na mój pysk. Przejechałam łapą po ziemi i machnęłam koniuszkiem ogona, krzywiąc głowę. Nie było to oczywiście złośliwe, po prostu bardzo się zdziwiłam, bo jeszcze ostatnio byliśmy tutaj jako terminatorzy, a teraz oboje jesteśmy wojownikami. Cóż za zabawny zbieg okoliczności. - Ooo, wiewiórka teraz może sama bez swojego pana wychodzić w las?
Mistrz: Sokoli Cień Płeć: kocur Matka: Czajkowy Lot Ojciec: Wilgotny Nos Partner: Zaśnieżona Ścieżka
Wilk stał się większy niż ktokolwiek mógł by pomyśleć i bardziej muskularny. Dzięki długim wędrówkom od najmłodszych czasów i wspinaczkach masa mięśniowa urosła. Smoliste futro zostało na swym miejscu jednakże stało się o wiele bardziej szorstkie jak... wilcze. Wibrysy są również czarnego koloru, a jedyne co wyróżnia się i kontrastuje z ciemnym kolorytem są oczy, które od czasów młodości wyblakły i stały się jasno niebieskie, przypominające lód. Łapy umięśnione mają ślady wszelkich obdarć i zarysowań, a poduszki zgrubiałe i szorstkie również mają kolor czerni.
Śmierć brata odbiła się na Wilku. Zawsze pogodny, pełen chęci do zabaw i wszelkiego rodzaju rozrywki teraz woli spędzać czas w samotności, przebywając poza większymi skupiskami kotów, rozmawiając niewiele. Stał się bardziej ponury i mrukliwy. Ponadto przez stratę bliskiego mu kota jeszcze bardziej chce zostać wojownikiem i w jakiś sposób położyć kres śmierci i zniknięciom w klanie choć w jakiejś części. Wilk pożegnał się zatem z pozytywną stroną życia coraz bardziej zatapiając się w swoich myślach, bo Czarny ostatnim czasy rozmyśla wiele. I na każdy temat.
Lwi Zew ; Krucza Łapa; Lisica
Wilk przechadzał się po terenach Klanu Wichru szukając pociechy po stracie babci. Nie za dobrze się czuł z aktualnym stanem, bo jakby nie patrzeć była mu bardzo bliska, a i nie wiele kotów potrafiło go pocieszyć. Porannej Łapy od dawna nie wiedział, a chciał porozmawiać z kimś... bezstronnym.
Bezwiednie szukając kogoś bestronnego napatoczył się na zapach swej partnerki i uznał, że pójdzie za ów zapachem. W końcu przy niej zawsze czuł się szczęśliwy. Czuł się pogodnie i Zaśnieżona zawsze potrafiła go rozbawić czy pocieszyć.
Jednak jego wyobrażenie o spotkaniu z partnerką wyglądało kompletnie inaczej niż to w jakiej sytuacji ją zastał. Może nie robiła nic złego ale ... Wilk poczuł ogromne, bolesne ukłucie i gorycz w gardle. Potem lekką złość i smutek. Podszedł bliżej z bijącym sercem, które chciało mu wyskoczyć spomiędzy klatki piersiowej. - Co tu się dzieję!? - Warknął patrząc nieprzychylnie w stronę Bursztynowego Wschodu, a następnie na swą partnerkę. Nie wiedział co ich łączyło i czy cokolwiek. Nie wiedział o czym rozmawiali, jedynie słyszał iż ich rozmowa była... ognista? O ile można tak to nazwać.
Stał w bojowej pozycji czekając na wyjaśnienie. Głównie od swej partnerki, która poniekąd go zawiodła? Czuł się źle z tym, że ta zamiast sprawdzić co się dzieje u NIEGO woli rozmawiać w najlepsze z jakimś... śmierdzącym rzeczniakiem. Woli spędzić czas z kimś nieznajomym zamiast ze swym partnerem! I ciekawe ile się znają, bo Wilk czuł iż to nie jest ich pierwsza rozmowa. Może wydedukował to z ostatnich słów Zaśnieżonej? A może po prostu był na tyle podejrzliwy i zazdrosny, że ogniście zawierzył zamysłowi, który powstał w jego łbie?
Oczekując na odpowiedź machał nienawistnie ogonem i kładł uszy po sobie obnażając kły w stronę rudzielca.
//sry, ale jakaś drama w końcu musi się stać :D
<table><center><tr><td><img src="https://i.imgur.com/cyU3um7.png"></td><td><center>*** I look insidemyself and see my heart is black
I see my red door and must have it painted black Maybe then I'll fade away and not have to face the facts
It's not easy facing up when your whole world is black</center> </center></table>