Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
Wzdłuż granicy można spotkać rozmaite drzewa liściaste oraz iglaste, lecz tylko jedno z nich przykuwa szczególną uwagę, a mianowicie to o białej korze - brzoza, znajdująca się nieopodal Czterech Dębów. Samotne drzewo piętrzy się pośrodku niewielkiej polany, rzucając dookoła rozłożysty cień swoich drobnych listków. Bujna korona stanowi schronienie dla niezliczonej ilości ptactwa, spośród których trelów wybija się charakterystyczny gruchot grzywaczy.
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Zachodząca Łapa postanowiła wyjść teraz już legalnie z obozu. A co jest lepszego od pójścia na granicę, praktycznie zaraz po ceremonii? Niby miała iść do legowiska i tak faktycznie było, ale poczekała tylko, aż cały klan się rozejdzie i będzie mogła wyjść z obozu. Dumnie uniesioną głowa i ogon, zniknęły w wyjściu z obozu Rzecznych kotów, znajdując się na zewnątrz. Co prawda już raz była przez obozem, ale wtedy Ognistopręga złapała ja i Lilię na genialnym planie czekoladowej. I był genialny, gdyż wysłuchała - a raczej udawała, że słucha - monologu mamy o tym, że nie wolno im wychodzić. Pff! Teraz może to robić całkowicie legalnie. Stawiała ostrożnie łapy, gdyż jeszcze jakieś świństwo by się jej do nich przylepiło. Kierowała się w pobliże Czterech Dębów, o których kiedyś przypadkowo usłyszała. No wojownicy? Może gdybyście tyle nie gadali, kociaki i terminatorzy nie wychodzili by sami z obozu? No ale to ich błąd nie Zachód. Jej uwagę przykuwało praktycznie wszystko, aż wreszcie przy granicy, biała kora jednego z drzew. Łał! Piękne! Musi ją mieć, kiedy znajdzie swoje własne legowisko. Chyba nikt nie myślał, że będzie długo spać w jednym legowisku z tą hołotą? Też coś! Jeszcze czego? Może im futra wyczyści co?
//Kwiatek uwu
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Spacer po terenach gromu, nic złego. Zanim jednak opuściła obóz, powiadomiła Kroplikowy Płatek iż wychodzi, na przechadzkę po terenach, terenach przy granicy. Z Klanem Rzeki. Dziwne są tam koty. Pływają i to samowolnie, nic ich do tego nie zmusza, a nawet mówią, że to lubią. Kwiatek aż się krzywi na myśl, że miałaby wskakiwać do zbiornika wody i przebierać łapami, tylko po to by wyjść na brzeg calutka mokra. Łowienie ryb również wydawało jej się dziwne, same ryby za takie uważała. Jakieś dziwne stworzenie żyjące pod wodą, jak to jest w ogóle możliwe? A łapanie ich? Jak rzeczniacy to robią. Pokręciła głową na samo wyobrażenie siebie ganiającej rybę pod wodą.
I nagle STOP. Zatrzymała się, rozglądając. Zapach Klanu Rzeki się nasilał z każdym krokiem, lecz teraz wyczuła coś innego, jakiegoś kota, ale nie gromiaka, rzeczniaka. Zmrużyła oczy i teraz już nie eleganckim, a ostrożnym, krokiem szła dalej. Wychyliwszy się zza krzaka dało się dostrzec brązowy grzbiet, tuż za brzozą. Spocząwszy nie miała w planach opuszczać swojej kryjówki – dwa krzaki – kiedy jednak zobaczyła pełną sylwetkę nieznajomej, obawy zniknęły. Nie wyglądała na wojownika, a nawet jeśli nim była, nie wzbudziła w Kwiecistej Łapie obawy.
W ułamku sekundy postanowiła się ujawnić, opuściwszy krzaki, już nie kryła się ze swoją obecnością, niech rzeczniaczka ją zauważy. - Jesteś blisko terenów Klanu Gromu - powiadomiła donośnym głosem, być może trafiła na taką, co jeszcze nie przerabiała tego na treningu, albo na taką co treningu jeszcze nie zaczęła.
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Zimne, zielone oczy przyglądały się białej korze drzewa. Jaka ją tu zerwać? Nie całą oczywiście, gdyż jeszcze ktoś posądzi ją o kradzież. Chociaż w sumie... Co ją to obchodzi? Drzewa są dla wszystkich a skoro Zachód chciała chropowatą powłokę. Może by tak pazurami, zrobić coś w rodzaju legowiska. Tak, tak, to dobry plan. Podniosła lewą łapę, liżąc ją parę razy, następnie wyciągnęła pazury i już miała zacząć przejeżdżać ostrymi częściami, aby to wyciąć gdy nagle poczuła zapach... Kota z Klanu Gromu! Opuściła łapę i ostrożnie zaczęła podchodzić w tamtym kierunku. Dwa krzaki wydały jej się szczególnie podejrzane. Już po chwili okazało się, iż miała rację ,gdyż wyszła z nich czarno-biała kotka. Poinformowała ją, że jest blisko granicy. Ha! Śmieszne. Serio myśli, że Zachód tego nie wie? - Nie jestem głupia. Wiem gdzie mamy granicę - prychnęła. Machnęła raz biczowatym ogonem, przyglądając się jej zimnym, wręcz lodowatym spojrzeniem. Co prawda, kotka nie miała jeszcze treningu, ale Gromowa tego nie wiedziała. I wcale nie musiała się dowiedzieć.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
- Więc co robisz tu sama? - nałożyła nacisk na ostatnie słowo. Czyżby młoda rzeczniaczka nie wiedziała, że zagrożenie również czyha na terenach jej klanu? Przybyła aż pod granice, więc chyba nie wiedziała, albo jednak jest głupia i nic sobie z tego nie robi. Żółte ślepia Kwiecistej Łapy lustrowały terminatorkę, oceniała jakim zagrożeniem byłaby dla niej rzeczniaczka, gdyby postanowiła ją mimo wszystko zaatakować. - Jeśli przekroczysz granicę to cię zaatakuję - powiadomiła, tak na wszelki, gdyby rzeczniaczka rzeczywiście okazała się taka głupia na jaką - w aktualnym momencie - Kwiatek ją ocenia. Czarno-biała terminatorka podeszła jeszcze z dwa kroki bliżej, jednak dalej zachowała bezpieczną odległość.
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
- Nie muszę Ci się tłumaczyć - powiedziała z irytacją. Towarzyszył temu biczowaty ogon, który to kołysał się niespokojnie n boki. Co ona sobie wyobraża? Że będzie się jej tłumaczyła z tego co i kiedy robi? No jeszcze czego! Może od razu zdradzi jej jakiś klanowy sekret. Tak bo poco innego by tutaj była hm? Zielone ślepia przyglądały się kotce uważnie. Gdyby tylko mogły, zapewne zabiłyby na miejscu. No i pewne nie tylko Gromowa padłaby pod zimnymi ślepiami czekoladowej.
- Prędzej jeże zaczną latać, niż wejdę na wasze śmierdzące tereny - z jej gardła wydobyło się ciche chrząknięcie. No przepraszam bardzo ale Zachód jest naprawdę inteligenta i nie miała zamiaru przekraczać granicy. Nawet jeśli nie wiedziała, gdzie jest dokładnie. Dlatego też trzymała się trochę z dala od kotki, ale nie za bardzo, nie przesadzajmy.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Zmarszczyła brwi. Chciała być miła, czemu więc jest tak odbierana? Grzecznie zapytała, więc czemu odpowiada jej irytujący ton i biczowaty ogon? Kwiatek pierwszy raz miała do czynienia z kotem z Klanu Rzeki, kotem z innego klanu, nie była więc pewna tego jak najlepiej reagować i co mówić by nie doszło do... „ręko czynów”, albo raczej w ich przypadku ”łapo czynów” - Nasze śmierdzące tereny? - powtórzyła z nieukrywanym rozbawieniem - nasze tereny nie capią rybą - dodała już bez widocznego rozbawienia. Zaczęła się natomiast irytować. Jakiś kłak futra podchodzi do jej granicy i do tego wrogo nastawiony, cóż tu rzec... Jeśli tak dalej pójdzie gromowa terminatorka również zacznie się poważnie „irytować”.
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Niestety, ale nawet jeśli Kwiecista Łapa byłaby najmilsza dla Zachodzącej Łapy, ta i tak odbierała by to negatywnie. Kotka po prostu nie lubiła, wręcz gardziła resztą klanów. I... Była zbyt dumna, aby zaprzyjaźniać się z kotami spoza Rzeki. Nawet w swoim klanie, nie przyjaźniła się ze wszystkimi. Nawet większością Rzecznych.
- Nie wiem, co Cię tak bawi - grymas na jej pysku oznaczał, iż już naprawdę była na skraju wytrzymałości - Capią rybą? Wypraszam sobie - powiedziała zła, mrużąc oczy. Co ona sobie myśli? Że może od tak obrażać jej klan? No nie. Nie przy niej. Czekoladowa zaczynała być coraz bardziej poirytowana tą rozmową. - My, przynajmniej potrafimy łowić ryby. Nie to co wy - powiedziała dumnie. Tak, teraz właśnie szczyciła się tą umiejętnością, chodź ona sama niezbyt - nie oszukujemy się - wcale tego nie potrafiła.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
- Twoje słowa - odpowiedziała niemal natychmiast. Młoda kotka zgrywała przed nią najlepszą wojowniczkę, przynajmniej według Kwiecistej tak to wyglądało. Gromowa terminatorka nie chciała być miła, próbowała taką zgrywać odpowiednio dobierając słowa, jednak... no nie wychodziło jej. Aby być dla kogoś miłym musi poznać pierw tego kota, tutaj natomiast nie dość, że nie znała owej rzeczniaczki, to jeszcze po raz pierwszy miała kontakt z kotem z innego klanu. - Capią rybą - powtórzyła, mrużąc przy tym oczy, no dalej złość się - zdechłą rybą - dodała, ot tak, dla smaczku. - Na co nam ryby? Te obślizgłe stwory wodne - pewnie jeszcze smakują jak mysie bobki, bo jak inaczej mogą smakować?
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Przekręciła tylko zirytowana oczami. Skąd się te coś wzięło w ogóle? A no tak, z Klanu Gromu. A wszyscy wiedzą, że tamci udają sobie takich silnych i odważnych ale mózgi mają nie większe od myszy. Jak nie mniejsze. Po zachowaniu tej tutaj, można by nawet powiedzieć, iż Gromowi w ogóle nie mają, a nawet nie znają czegoś takiego jak mózg. Żal jej ich było... A nie, jednak nie. To było śmieszne.
- Nie wiem, czy jesteś, czy udajesz głupią - powiedziała z irytacją w głosie - Najwyraźniej matka Cię nie uczyła, że ryby są do jedzenia - powiedziała udając zasmuconą. Następnie na jej pyszczku pojawił się szyderczy uśmiech.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Rzeczna terminatorka mogła sobie o niej myśleć co chciała, Kwiatek to nie obchodziło. Zresztą kogo obchodzi zdanie takiej nieistotnej terminatorki?
Parsknęła. Kwiatek głupia? Wolne żarty! Czarno-biała terminatorka zaczęła się coraz bardziej irytować, jeszcze chwila a przestanie się powstrzymywać i skoczy na czekoladową rzeczniaczkę, mimo iż ta nie przekroczyła granicy. - Do jedzenia? - powtórzyła, parskając śmiechem - widzę, że zjadłaś ich już tak wiele, że zniekształciło ci to pysk - skrzywiła się. Pyszczek tej tutaj, był... inny, wręcz dziwny. Taki garbaty, jakiś taki trójkątny, a wielkie uszy tylko to pogarszały
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Bitwa słowna dalej się nie zakończyła i nic nie zapowiadało, żeby miała w najbliższym czasie dojść do końca. Mogła zatoki przejść do łapo czynów, gdyż obie kotki traciły do siebie cierpliwość. Czekoladowa trzymała swoje nerwy jak mogła, byleby nie wyskoczyć nagle do przodu. Wzięła głęboki wdech, powietrze wypuszczając nosem.
- Twoje zachowanie upewnia mnie tylko, że Gromowi to idioci. No ale cóż, najwyraźniej nie wszyscy są tak mądrzy jak ja - powiedziała szyderczo. Zielone oczy, nie okazywały emocji, natomiast biły zimnem. - Przynajmniej nie wyglądam jak lisie łajno, jak ty - prychnęła. Nikt nie będzie obrażał jej wyglądu, zwłaszcza tak irytujące stworzenie, jakim była terminatorka Klanu Gromu.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Miał to być zwykły spacer, który od razu zostałby potraktowany jako patrol. Czemu nie mógł to być zwykły spacer? Warknęła, mrużąc oczy. Odeszłaby zostawiając tego mysiego bobka samego sobie, jednak nigdy nie wiadomo co takim strzeli do głowy. Zawsze rzeczna łajza może wkroczyć na terytorium Klanu Gromu, łamiąc tym samym kodeks i wpędzając Kwiatek w kłopoty. - Jakby wszyscy intelektualnie byli na twoim poziomie. Tarzalibyśmy się we własnych odchodach - mówiła co tylko jej się na język nasunęło. Zaczęła wbijać pazury w glebę, chcąc tym samym uspokoić emocje, które teraz w niej wrzały. - Lisie łajno? - wypluła - widziałaś siebie w zwierciadle wody, może? - kto by pomyślał, że ona, skończy tak. Na granicy, wymieniając się z rzaczniaczką docinkami, które nie były zbyt ambitne, a można wręcz rzec, żałosne.
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
- Przecież Gromowi już się w nich tarzają - parsknęła. Miała teraz taką ochotę podbiec do niej i zacisnąć zęby na gardle! No ale nie mogła tego zrobić, bo jeszcze miałaby kłopoty. Kiedyś to może zrobi, ale to naprawdę kiedyś. Dobrze, że nauczyła się opanowania. Wreszcie larwy Czerwonego Maku się do czegoś przydały. Co nie zmienia faktu, że wojownikami tak dobrymi jak Zachodząca, nie będą.
Uwagi na temat swojego wyglądu już nie zniosła, prawie by rzuciła się na kotkę, ale jedyne co zrobiła to podbiegła bliżej granicy i zatrzymała dosłownie w ostatniej chwili. Spojrzała żółte oczy tej miernoty. - A ty co? Kolejna ambitna terminatorka, która myśli, że coś osiągnie? Że będzie kimś? Że zaistnieje w oczach lidera? No niestety moja droga, ale takie rzeczy, zostaw lepiej tym, których na to stać. - miała oczywiście na myśli siebie. Następnie odeszła powoli od granicy, ponownie podchodząc do białej kory drzewa i próbując ją zerwać na legowisko dla siebie.
//zt(?)
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
- Widzę, że wiele wiesz na temat Klanu Gromu - mruknęła, starając się zapanować nad emocjami - W takim razie wiesz, że takie lisie bobki jak ty, nie kończą u nas najlepiej - dodała, mrużąc oczy. W duchu dziękowała Gwiezdnym, że nikt z jej klanu nie musi tego oglądać, że nie muszą widzieć jak Kwiatek musiała się stoczyć przy tej jednej – niezbyt przyjemnej – konwersacji.
Zgięła łapy, gotowa do uniku, była pewna, że teraz rzeczna wywłoka ją zaatakuje, a tutaj proszę, stchórzyła zatrzymując się tuż przy granicy.
Na kolejne słowa rzeczniaczki otępiała. Nikt nie ma prawa mówić źle o jej ambicjach. Poświęciła wiele i dalej poświęcała wiele, by tylko osiągnąć upragniony cel, jakim jest stanie się wojownikiem, nie najlepszym – każdy kociak takowym chce być. Kwiatek chce być wojownikiem, którego zdanie będzie się liczyć. A jakaś przypadkowo napotkana niedorajda z rzeki ma czelność mówić by z tego zrezygnowała? Według Kwiatek granica została przekroczona, nie granica między klanami, a granica wytrzymałości gromowej terminatorki.
Czekoladowa kotka nie zdążyła nawet odejść, a Kwiecista Łapa już skoczyła w jej kierunku, chcąc powalić ją na ziemię i przyszpilić do ziemi. Celowała w grzbiet rzeczniaczki, a granica przestała się liczyć.