Mistrz: Błękitna Toń Płeć: kocur Matka: Kolorowy Wiatr Ojciec: Chłodny Nos Partner: Na pewno będzie tak samo zwariowany jak on!
Długowłosy, czarny point (albo Mink idk) ze skarpetkami i plamą pomiędzy oczami. Oczy niebieskie, a nos czarny. W przyszłości bedzie jednym z większych kotów w klanie.
Ku jego ucieszeniu kocica zareagowała na jego słowa i uwaga... Nie uciekła! Myślał, że będzie chciała uciec, bo wyglądała mu na taką osamotnioną. Być może jest to świeżą terminatorka, która niezbyt wie, że poza obozem czekają niebezpieczeństwa? Ale raczej nie jest przestraszona. Siedziała tam tak spokojnie... A on to zniszczył. No cóż... Skąd miał wiedzieć, że trafi akurat na nią? Z resztą nawet gdyby miał wybór pomiędzy nią, a jakimś innym nudnym, ZWYKŁYM rzeczniakiem, to i tak wybrałby ją. Bo wygląda na interesującą.
Na szczęście nieznajoma nie okazała wobec niego wrogości czy niechęci. Zamiast tego... Również wstała i podeszła do granicy. Zareagowała na jego widok tak samo jak on na nią. Jednak jej komentarz był... Trochę inny. Być może nawet trochę kąśliwy. Ważne, że on go tak nie odebrał. Nawet uznał to trochę za... Komplement?
-Nie, chyba nie. Niektóre koty są niczym... kwiatki- Kwiatki pierwsze wpadły mu do głowy. Sam nie wiedział dlaczego. Są małe i delikatne, tak jak właśnie niektóre koty. Oczywiście nie tylko w klanie Gromu, ale i gdzieś dalej. Ale chwila, chwila! Skoro kwiatki są takie jak je opisał, to dlaczego Cyprys go tak nazywa? Przecież jest tak jakby... Przeciwieństwem kwiatka. No chyba, że szylkretka uważa go za małego patyka wśród innych gromiaków. Jest dosyć potężny, ale czy są lepsi od niego? Oczywiście, że nie! -Jesstem po prossstu duży. Czy w klanie Rzeki nie ma takich- cudownych -kotów?- spytał, lekko zdziwiony. Był pewny, że klan Gromu nie jest jedynym jeśli chodzi o wielkie koty. To przecież byłoby dziwne. Nie wiedział jednak jak to jest naprawdę, bo nigdy nie poznał kota z innego klanu. No dobrze, może kiedyś ktoś mu się tam przewinął, ale na pewno nie wielu. Dostał przecież zakaz, prawda?
Wysoka tak samo, jak i rodzice. Ma drobinę dłuższy od przeciętnego trójkątny pysk o prostym profilu, nisko osadzone, nieco dłuższe od przeciętnych uszy, smukła szyja, bardzo szczupła ( niemalże przesadnie! ) sylwetka, długie, bardzo chude łapy, długi, bardzo wąski ogon. Większość ciała jasna; pysk, uszy, łapy i ogon szaro-bura z czarnymi pręgami, sierść na grzbiecie z widocznym zarysem tygrysich pręg, nieco ciemniejsza od tej na bokach. Oczy w kształcie migdałów, o barwie lodowego błękitu odziedziczonej po ojcu.
O ile w wypadku wyglądu większość cech odziedziczyła po matce, o tyle charakter Deszczyk przypomina bardziej ten posiadany przez ojca, nie przez matkę. Na całe szczęście nie jest takim gburem, jak on - ma jednak raczej pesymistyczne nastawienie do świata i często nie ukrywa go przed światem, czasem bez jakiegokolwiek taktu - nierzadko ironicznie - komentuje jednak brak logiki w cudzych działaniach, ma też tendencję do podważania cudzych decyzji. W przeciwieństwie do ojca nie unika jednak kontaktów z innymi, inaczej bowiem nie mogłaby się z nich od czasu do czasu żartobliwie natrząsać. Najprawdopodobniej w przyszłości nie będzie także unikać walki - pokojowe zachowanie za wszelką cenę wydaje się jej bowiem nie dość, że naiwne i głupie, to jeszcze ją drażni, niemniej jednak nie wygląda na to, by miała rzucać się na innych praktycznie bez większego powodu
Mistrz: Błękitna Toń Płeć: kocur Matka: Kolorowy Wiatr Ojciec: Chłodny Nos Partner: Na pewno będzie tak samo zwariowany jak on!
Długowłosy, czarny point (albo Mink idk) ze skarpetkami i plamą pomiędzy oczami. Oczy niebieskie, a nos czarny. W przyszłości bedzie jednym z większych kotów w klanie.
Kocica uśmiechnęła się, co oznaczało, że ani nie boi się Mroza, ani nie jest do niego niechętnie nastawiona. Przynajmniej on tak to odebrał. To, że uśmiechnęła się raz, nie oznacza, że będzie taka przez całą rozmowę. Wystarczy jedno, czy dwa źle dobrane słowa, a jej nastawienie może się zmienić. Lub ma do siebie aż taki dystans, że w ogóle się nie obrazi. W sumie to nie mógł zbyt wiele o niej powiedzieć, bo widzi ją dopiero pierwszy raz. Być może z ich rozmowy wyniknie coś więcej i zostaną przyjaciółmi? Przyjaciel w innym klanie brzmi fajnie, ale najgorsze jest to, że być może będzie trzeba z nim później walczyć. Nie potrafiłby zaatakować swojego przyjaciela tylko dlatego, że przywódca by mu kazał. Prędzej walczyłby "na niby" albo zaatakowałby kogoś innego. W najgorszym przypadku ulotnił by się z miejsca walki, ale za to pewnie by mu się potem oberwało. A jak wiadomo Mróz nie lubi być poprawiany. Nie będzie wysłuchiwał, że nie jest lojalny czy coś. A więc posiadanie przyjaciela w innym klanie jest ryzykowane. Czy by się na to pisał? Tak. Przecież bez ryzyka nie ma zabawy.
-...- otworzył buzię, aby coś odpowiedzieć, ale zdał sobie sprawę, że... Nie wie co! Nie skumał tego żartu. Najgorzej! Co ona sobie teraz pomyśli? Mróz przecież należy do tych wszystkich klaunów klanowych, którzy na każdym kroku się wydurniaja, aby zapewnić w obozie trochę rozrywki. To nienormalne, że nie skumał żartu... -No tak, na mnie już sssspadł. Więcej pewnie nie urosssnę. Ale są koty, które unikają tego Deszczyku jak ognia.- przykładem jest na przykład moja siostra. Myślał chwilę nad tym jak ma odpowiedzieć. Na szczęście już po chwili coś wpadło mi do głowy. Może i nie było to, o co chodziło kocicy, lecz nic więcej nie mógł wymyśleć. Nie znał przecież jej imienia.
-Ah... To dlatego ryby tak mnie unikają. Pewnie czują ode mnie zapach gromiaka i kojarzą go z tymi ciałami- przyznał, uśmiechając się lekko. Gdy tylko wchodzi do rzeki, ryby od razu odpływają. Ale jakoś bardzo go to nie obchodzi, bo nie po to wchodzi do rzeki. Tak właściwie sam nie wiedział dlaczego to robi, przecież tajemnica jego wyglądu nie leży w pływaniu, bo on nawet tego nie potrafi. -Lub po prossstu straszy ich wielki, biały kłak- podsumował, kiwając powoli głową. On sam był potężny, a jego cień? Nie pytaj!
Wysoka tak samo, jak i rodzice. Ma drobinę dłuższy od przeciętnego trójkątny pysk o prostym profilu, nisko osadzone, nieco dłuższe od przeciętnych uszy, smukła szyja, bardzo szczupła ( niemalże przesadnie! ) sylwetka, długie, bardzo chude łapy, długi, bardzo wąski ogon. Większość ciała jasna; pysk, uszy, łapy i ogon szaro-bura z czarnymi pręgami, sierść na grzbiecie z widocznym zarysem tygrysich pręg, nieco ciemniejsza od tej na bokach. Oczy w kształcie migdałów, o barwie lodowego błękitu odziedziczonej po ojcu.
O ile w wypadku wyglądu większość cech odziedziczyła po matce, o tyle charakter Deszczyk przypomina bardziej ten posiadany przez ojca, nie przez matkę. Na całe szczęście nie jest takim gburem, jak on - ma jednak raczej pesymistyczne nastawienie do świata i często nie ukrywa go przed światem, czasem bez jakiegokolwiek taktu - nierzadko ironicznie - komentuje jednak brak logiki w cudzych działaniach, ma też tendencję do podważania cudzych decyzji. W przeciwieństwie do ojca nie unika jednak kontaktów z innymi, inaczej bowiem nie mogłaby się z nich od czasu do czasu żartobliwie natrząsać. Najprawdopodobniej w przyszłości nie będzie także unikać walki - pokojowe zachowanie za wszelką cenę wydaje się jej bowiem nie dość, że naiwne i głupie, to jeszcze ją drażni, niemniej jednak nie wygląda na to, by miała rzucać się na innych praktycznie bez większego powodu
Och, z całą pewnością by się na niego nie obraziła, chyba, że okazałby się skończonym... z drugiej jednak strony, kiedy patrzyła się na jego futro i mięśnie, odnosiła wrażenie, że był jednym z kotów, których podczas ostatnich księżyców szukała. Nie mówiąc już o tym, że tak miło wprowadzało się go w zakłopotanie. Kto wie, może będzie musiała spotkać go jeszcze kiedyś, w przyszłości...? - Och, nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek spadła na ciebie - powiedziała w akompaniamencie drżących od niemego śmiechu kącików pyska. Bardzo rzadko śmiała się w głos - jeśli już tak robiła, zazwyczaj był to element swego rodzaju gry, którą to z resztą prowadziła niemalże cały czas w tylko znanym sobie celu. Nie mówiąc już o tym, że samo jej odgrywanie było prawdziwą osobowością Deszczowej Łapy. Niemalże całą jej osobowością, do której wystarczyło doliczyć jedynie odziedziczone po ojcu okresowe marudzenie i odpowiedzi, które dość często były gburowate. - Czyli... w Gromie są jeszcze większe kocury od ciebie? - spytała się, bezwiednie wysuwając i chowając pazury, lekko żłobiąc nimi dołki w ziemi. Jeśli kocur odpowie twierdząco, to będzie musiała spędzać znacznie więcej czasu w pobliżu granicy z Gromem! - Próbujesz polować na NASZE ryby? - spytała się go, wykonując przesadnie groźną minę i wpatrując się w kocura. Jeśli tak, to czekał go bardzo, bardzo marny koniec!
Mistrz: Błękitna Toń Płeć: kocur Matka: Kolorowy Wiatr Ojciec: Chłodny Nos Partner: Na pewno będzie tak samo zwariowany jak on!
Długowłosy, czarny point (albo Mink idk) ze skarpetkami i plamą pomiędzy oczami. Oczy niebieskie, a nos czarny. W przyszłości bedzie jednym z większych kotów w klanie.
Dobra. Jej odpowiedź już kompletnie sprawiła, że nie wiedział co ma odpowiedzieć. Nie potrafił też się zorientować, że nawiązuje do swojego imienia. No po prostu był na to zbyt głupi. Nigdy nie przytrafiła mu się taka sytuacja, a więc nawet był lekko zakłopotany. Nie mógł nie odpowiedzieć nic, ale nie mógł źle pokazać się przed kotką, nie dość ze z innego klanu, to do tego ładną. To przecież byłaby największa porażka jaka mógł popełnić. Inna opcją, która mógł uwolnić się od odpowiedzi, była ucieczka, ale co by nieznajoma sobie pomyślała? Już pewnie nigdy nie chciałaby z nim rozmawiać... A nie chciał, aby ich znajomość zakończyła się tylko na dziwnej zagadce o deszczu. Rzeczniaczka wydawała się mu w porządku, już po kilku chwilach rozmowy ja polubił. Lecz czy z wzajemnością? Kto wie co będzie dalej, może uda im się nawet zaprzyjaźnić.
-Być może kiedyś ci się uda. A jeśli nie to... No cóż- Będzie musiała żałować. Mróz jeszcze nigdy nie nosił kota na grzbiecie, bo nikt na niego nie spadł. Jakby to miało wyglądać? Poza tym w obozie klanu nie ma dużo drzew, także z czego mieliby na niego spaść? Z kamienia? Niemożliwe...
- Oczywiście, że tak! I nie tylko kocury, bo kotki też. Ja jessstem gdzieś tak pomiędzy tymi największymi, zapewne na samym końcu- odpowiedział po chwili zastanowienia. W sumie taka była prawda, był jednym z większych, ale za to gdzieś przy końcu tej listy. A szkoda... Chociaż zamiast tego, woli być najlepszym. -Ale za to ja jessstem najlepszy. W po ssspotkaniu innych gromiaków sama to ssstwierdzisz- dodał, z uśmiechem. Nie każdy sądził, że on jest najlepszy, bo niektórzy po prostu tego nie zauważali. Ale ich Oddech miał w nosie.
Gdy spytała, czy próbuje polować na ryby klanu Rzeki, prawje chwycił się za głowę. A raczej mógłby to zrobić, ale nie potrafił.
-Nieee! Nie umiem łowić.- odpowiedział szybko, ale tak jakby że wstydem. Czy kocica zamierza się z niego śmiać przez to, że nie potrafi łowić ryb? W sumie mało który kot gromiak to potrafi... No ale cóż... Trzeba pokazać się jak najlepiej, prawda? -Po prossstu lubię czasami wejść do wody. Ale nie tej na waszych terenach, żeby było jasssne- odparł, patrząc na nią. Nie łamał kodeksu! Przecież musi się poprawić.
Kocica trochę ponad średni wzrost, umięśniona, ale sucha i raczej szczupła, trochę "kanciasta". Ma trójkątną głowę z wystającymi kośćmi policzkowymi i garbatym nosem. Jej oczy są skośne i ogniście pomarańczowe, ogon długi i cienki a pazury u przednich łap zawsze wysunięte. Jej futro jest krótkie, gęste i brudne oraz rozczochrane w kolorze popielatym, szaro-niebieskim. Jest cała pokryta drobnymi bliznami, a z tych większych ma jedną przecinającą jej nos, jedną rozrywającą jej lewe ucho, jedną wielką na grzbiecie po walce z borsukiem i dwie duże na szyi po walce z lisem. Kocica wyraźnie siwieje na pysku oraz innych częściach ciała.
Niecierpliwa, brak jej empatii, pewna siebie, łatwo się irytuje, wymaga bezwzględnego posłuchu, prostolinijna, troszczy się o swoją rodzinę i Klan, obowiązkowa, pracowita i lojalna ponad życie, bardzo nastawiona na Klan. Stara się być sprawiedliwa. Bardzo dużo mówi i ogólnie uwielbia gadać, bywa oschła, nie wie co to uczucie strachu. Ma poczucie wyższości nad pozostałymi Klanami, czasem wybucha gniewem i ma skłonności do agresji słownej (fizycznej względem kotów spoza jej Klanu). Jest godnym zaufania towarzyszem i dobrze jest mieć ją po swojej stronie, ale łatwo zmienia swoje zdanie na temat innych kotów. Jest decyzyjna i szybko myśli jeśli chodzi o Klan, bardzo nierozgarnięta w kwestiach emocjonalnych i uczuciowych. Jako przywódczyni wzoruje się na swoim bracie, Świetlikowej Gwieździe.
Przeciągnęła Świtającą Łapę aż do granicy z Klanem Gromu, w okolice Samotnej Brzozy. Trzymała ją kłami mocno, taszcząc za sobą i niespecjalnie zwracając uwagę na to, że kotka krwawi i, że może się szamotać, próbując się oswobodzić z uścisku rzecznej przywódczyni. Terminatorka nie była w stanie zrobić jej w zasadzie żadnej krzywdy, mogła ją co najwyżej podrapać, a to było zdecydowanie za mało, by Czerwona Gwiazda poluzowała swój uścisk i pozwoliła jej się wyswobodzić. W dodatku Świtająca Łapa była poważnie ranna, a w takim stanie za daleko by nie uciekła o własnych siłach, bo mogłaby powiększyć swoją ranę na karku.
Dociągnęła ją do granicy i przygniotła łapami do ziemi, samej stając nad nią i przybijając ją masą swojego ciała. Zerknęła jednocześnie, czy Wietrzna Łapa idzie z nią. Zabrałaby Sztormową Łapę, jako swojego terminatora, by ten nabierał doświadczenia, ale kocurek był ranny, więc popielata wybrała Wietrzną Łapę, który był najstarszy i najmniej uszkodzony. Z resztą, przyda jej się wsparcie. Nigdy nie wiadomo, co czeka ich ze strony Klanu Gromu, a zawsze warto było mieć pod łapami kogoś, kto mógł ewentualnie pobiec po posiłki. xx - Czekamy. Mozesz się 'ozej'zeć po granicy, czy nie ma gdzieś w okolicy kogoś z Klanu G'omu - powiedziała do rudego terminatora i sama zastrzygła uszami, wpatrując się w Gromową część otaczającego ją terenu.
★
Gdyemocjejuż opadną Jak po wielkiej bitwiekurz
Gdy nie można mocą żadną Wykrzyczanychcofnąć słów
Czy w milczeniubiałych, haniebnychflag Zejść z barykady
Czy podobnym być doskały Posypując soląból Jak posąg pychysamotnie stać
Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść ┍━━━━━━━━━━━━━━━┑ N IE PO KO NA N Y M ┕━━━━━━━━━━━━━━━┙
Wśród tandetylśniąc jak diament Być zagadką której nikt Niezdążyzgadnąć nim minie czas
Wietrzna Łapa jest bardzo wysokim i eleganckim kocurem o smukłym i masywnym pysku z lekko zakrzywionym mostkiem nosa, ale też szerokich barkach oraz karku. Jego ciało otula zawsze dobrze ułożone długie futro koloru rudo-dymnego. Rozjaśnia się na pysku, szyi i brzuchu, a dodatkowo na piersi i brzuchu ma białe znaczenie, przy czym na piersi jest małe i przez to mniej widoczne, ponieważ znajduje się nad dymnym rozjaśnieniu. Znaczenie znajduje się też na wszystkich łapach pod postacią czterech, bardzo krótkich skarpetek. Wyjątkiem są jedynie dwa środkowe palce u lewej tylnej łapy, a będąc przy palcach - Wietrzny ma ich aż sześć u lewej przedniej łapy, lecz nie przeszkadza mu to w funkcjonowaniu. Jego oczy już dawno się wybarwiły i przybrały kolor brązowopomarańczowy.
Wietrzna Łapa zawsze był zapatrzony w ojca i chciał być taki, jak on. Nadal marzy o tym, by zabłysnąć w oczach starszych kotów i uparcie do tego dąży, nawet jeśli jego rówieśnicy już dawno ukończyli swoje treningi, a on sam został gdzieś z tyłu, zupełnie zapomniany. Jest spokojny i opanowany, a przy tym zawsze uprzejmy, choć zdarza mu się wycedzić jakąś złośliwość, jeśli ta okaże się na miejscu. Gdy choroba zatrzymała go w lecznicy, przemyślał swoje postępowanie i kilka ważnych w życiu spraw, uznając, że nie jest pępkiem świata i to, że zniknie na jakiś czas z klanowego życia, nic nie zmieni. Chce, aby jego obecność i nieobecność były wyczuwalne, dlatego też chce pracować i żyć dla klanu, by umacniać nie tylko go, ale także siebie.
Trzaskająca Łapa [Grom]
Do granicy z Klanem Gromu nie mieli za daleko, więc można powiedzieć, że za bardzo się nie napocili, choć to nie Wietrzna Łapa targał zbędny i z pewnością ruchliwy balst o wyjątkowej waleczności i zapale. Szkoda tylko, że Świtająca Łapa nie wykorzystywała tej jurnej nadpobudliwości po swojej stronie granicy, tylko szukała guza wśród Klanu Rzeki, pokazując, jak dziki, rozwydrzony i niepoprawnie głupi jest Klan Gromu, który nie potrafi utrzymać swoich kotów w ryzach.
Szedł za Czerwoną Gwiazdą w milczeniu, bezszelestnie i spokojnie. Nie byłby zdziwiony, gdyby zza któregoś krzaka wyskoczył kolejny Gromowiec, napalony i wściekły jednocześnie jak borsuk w okresie rui. Wolał zachować czujność i nie działać pochopnie, tak jak niedawno. Od razu powinien był ruszyć po posiłki, zamiast dołączać do walki i ryzykować nie tylko swoim zdrowiem, ale też Rudej i Sztormowej Łapy. Czasu nie cofnie, ale grunt, że ich przywódczyni była blisko, chociaż siły młodości dawno ją opuściły i zbliżała się rychło do kresu swoich dni.
Spojrzał na nią kątem oka, z góry, a później omiótł chłodno pustą i cichą okolicę, która nie zapowiadała krótkiego oczekiwania. Mimo wszystko skinął głową. - Jasne - jak słońce. Zarzucił puchatym ogonem i ruszył granicą pod wiatr, wietrząc zapachy i wypatrując jakiegokolwiek kształtu po drugiej stronie granicy, ale przez długi czas spotykał się tylko z jednym i wielkim niczym. Już miał wrócić zrezygnowany, kiedy kolejny podmuch wiatru, wilgotny i świadczący o rychłej ulewie, przyniósł ledwie wyczuwalny zapach patrolu, który należał do dzikusów. Zacisnął zęby i cofnął uszy do tyłu. Tak, już długo Świtającej Łapy nie będzie musiała trzymać.
Wrócił do Czerwonej Gwiazdy i kiwnął łbem porozumiewawczo, wskazując kierunek, skąd ktoś miał nadejść, ogonem. Słowa były zbędne, a już na pewno przy tej kupie gówna, która postanowiła bawić się w małą terrorystkę, z tą różnicą, że zapomniała się zdetonować na do widzenia i wpadła właśnie w bagno po same uszy. Wietrzna Łapa drgnął w miejscu i zacisnął zęby na wnętrzu swojego policzka oraz języku, powstrzymując się w ten sposób od złośliwego i pogardliwego zarazem uśmiechu. A śmiać w chamski i bezczelny sposób chciało mu się bardzo, lecz problemem był pochorobowy kaszel oraz fakt, że nie chciał zdradzać swojego niepoprawnego nastawienia. Zamiast tego zamrugał chłodno i bardzo obojętnie, kierując pysk w stronę Gromowców.
Płeć: kotka Matka: Kolorowy Wiatr [NPC] Ojciec: Chłodny Nos [NPC]
Świt jest średnio udaną córką Kolorowego Wiatru, bo nie wygląda jak dumny wojownik, przypomina wybiedzonego, chorowitego kota i to się zgadza z rzeczywistością. Świt to bardzo niska i drobna kotka z krótką sierścią. Jest chuda, koścista i w ogóle jakaś taka kanciasta. Daleko jej do piękności i kociej modelki, nie grzeszy urodą ani nie przyciąga niczyjego wzroku. Z tłumu wyróżnia ją barwa futra. Jej szata ma płomiennorudą barwę ozdobione ciemniejszymi tygrysimi pręgami, ma przejaśnienia na piersi i pyszczku. Świtająca ma duże zielone oczy barwy wiosennych liści. Ma duże uszy i długi biczowaty ogon, a środek pyska ozdobiony jest małym różowym noskiem.
Bezczelna i bezlitosna zołza. Nie liczy się z kimkolwiek i czymkolwiek ma do czynienia bo ma to najzwyczajniej gdzieś czy to kociak, starszyzna, a nawet i przywódca. Ma zupełnie to gdzieś i będzie traktować innych jak się jej żywnie podoba. Ze swojego pyska pluje wyłącznie jadem i obelgami czując satysfakcję z sprawianej przykrości komuś. O to jej właśnie chodzi, by każdy kulił się na jej widok. Największą zabawa dla tej rudej jędzy jest zabawianie się uczuciami innych. Konflikty zawsze rozwiązuje przemocą gdyż uważa, że pokojowe rozwiązania są dla "miękkich frajerów". Świt jest sfrustrowana i zazdrosna, że jej rodzeństwo zostało wojownikami, a jej się dalej nie udało. Stara się udowodnić swoją wartość żeby szybciej zostać wojowniczką, jest przy tym lekkomyślna.
Jej duma wygląda tak samo jak ona. Żałośnie i pełna krwawiących ran, Woli tutaj się wykrwawić i zginąć niż zostać zabranym do lecznicy gdzie będzie jakiś pchlarz ją pouczać. Wykorzystała swoje resztki sił na marne próby gryzienia Czerwonej Gwiazdy, ale nic z tego. Może jedynie modlić się, że prędzej zdechnie nim ktoś się zjawi z jej pożal się boże klanu.
Masywna kotka o długich atletycznych łapach, długim ogonie oraz o średnich uszkach. Jej sierść jest krótka o maści srebrzystej w czarne, klasyczne pręgi.
Pyszczek ma po tacie czyli średniej długości zakończony różowym noskiem. Oczy ma po matce. Są one koloru jasno zielonego. Uszka ma zakończone drobnymi wręcz niezauważalnymi łatkami są one koloru czarnego tak samo jak pręgi. Po mimo swej masywnej budowy jest bardzo zgrabna.
Cóż... charakter Srebrnej zmienił się na gorszy. Stała się z miłej kocicy oschłą, zimną i sztywną niczym słup lodu. Przyjemna jest tylko dla kotów, które zna. Nie cierpi kociąt, starszyzny, a także znienawidziła koty swojego klanu. Czuje do nich ogromny żal, a z drugiej strony śmieszy ją to, że są takie naiwne. Tylko za pojedynczymi przypadkami przepada i jest to głównie paczka, którą poznała jeszcze będąc kociakiem lub terminatorem. Do innych jest zimna, oschła oraz czasami chamska. Zdarza się jej być także porywczą. Zawsze mówi to co w danej chwili myśli. Plusem jest to, że jest szczera. Coś jej nie pasuje? Nie licz na jej przyjaźń. Uważa, że jej własny klan, na czele z Błękitną Tonią i Sasankową łapą, nie dorasta jej do pięt. Ciągle jest poważna, prawie w ogóle się nie uśmiecha. Non stop jest znudzona więc jej wyraz pyska wygląda bardzo ponuro. Potrafi doskonale pyskować i ma swoje nie znośne humorki. Stała się taka z powodu smutku, który dręczy ją w środku, najgorsze jest to, że sama Srebrna nie wie skąd się on bierze. Jak nie masz konkretnego powodu lepiej się do niej nie zbliżać nigdy nie wiadomo jaki ma w danym momencie nastrój. Jeśli podczas rozmowy coś się jej nie podoba potrafi zmienić swój nastrój w mgnieniu oka. Radzę również przy niej uważać na słowa. Co dziwne potrafi uśmiechnąć się i być w miarę miła do kocurów. Kotek nie cierpi. Zdarzają się jednak i takie kocury, że i do nich jest wiecznie burcząca.
Na oburzone słowa kocura dodałam lekko uśmiechając się.
- No przecież żartuję. Dobrze, że uważasz na granicach. - przyśpieszyłam nieco tempo dając młodemu znak by dotrzymał mi kroku. Cisze i spokój zbeształy niepokojące dźwięki dochodzące znad granicy z Klanem Rzeki. Ostro machnęłam ogonem jak biczem każąc kocurowi biec za mną jak najszybciej potrafił po czym pognałam do źródła dźwięku. Gdy wychynęłam zza krzaków ujrzałam Gromową uczennicę całą zakrwawioną, a nad nią samą przywódczynię Klanu Rzeki. Zatrzymałam się gwałtownie i wbiłam zielone ślepia w terminatorkę.
- Co tu się na sto kocich wąsów dzieje!? - powiedziałam z lekkim przerażeniem w głosie. - Czemu ona jest w takim stanie Czerwona Gwiazdo!? - zapytałam lekko schodząc z tonu w którym było słychać szacunek, ale również zdziwienie. Jak rudy terminator to zobaczy to się chyba załamie. O wilku mowa, z krzaka, z którego sama przed chwilą wyskoczyłam wychyną Ogień. Katastrofa!
Mistrz: Ostowy Krzew Płeć: kocur Matka: Cebulowa Skórka [NPC] Ojciec: Źdźblasty Chwast [NPC] Partner: jeśli chcesz to zapraszam uwu
Średniej wielkości, chudy kocur, o chudych, długich łapach. Jest zdecydowanie delikatny. Charakterystyczny dla niego jest długi ogon. Futro ma krótkie, widnieje na nim wiele rudych prążek, które wybijają się ponad resztę jaśniejszego futra. Ognisty kocur ma również duże niebieskie ślepia.
Ciekawski, gadatliwy i ruchliwy. Wszędzie go pełno, wszystko chce wiedzieć i z daleka go słychać, bo jest głodny jak mało kto. Zakochany w samym sobie, zrobi wszystko, by inni mu okazali sympatię.
Szczyr [KC]
Bieg niezbyt go zmęczył, a lubił to robić i mógł się popisać przed Srebrzystą swoimi niesamowitymi umiejętnościami w tym kierunku. Chwilę później, zmuszeni zostali do ukrycia się w krzaku. Instynktownie wiedział, że powinien zostać tu, ale... Ciekawość go poniosła. Słysząc jak znajoma mówi do jakiegoś przywódcy, szybko wyskoczył z krzaków chcąc go zobaczyć. Wpierw radosny, jak to Ogień, ale zaraz... Zamarł. Widok uczennicy nie tyle co go przerażał, a dziwił. Dlaczego przywódca pozwolił na coś takiego? Co tu się właściwie działo!? Z odwagą, godną co najmniej lwa, podszedł bliżej uczennicy, chcąc tym samym wykorzystać sytuację, by ewentualnie zasłonić ją przed Przywódcą i obcym kotem, obu mierząc wzrokiem, który "mógłby zabić". Zaraz posłał wzrok Srebrzystej Łunie, a później już samej kotce, która była ranna. Postawił uszy do góry, nie wyrażając wielu więcej emocji niż faktycznego strachu, że zraz może rozpętać się jakaś awantura. Gdyby był w jakąś zamieszany w jakąś grubszą sprawę, Ostowy Krzew na pewno by nie był zadowolony.
- Co się stało? - spytał bezpośrednio kotki, tonem dosyć cichym, której jak na razie z imienia nie znał. I tak, nie było to teraz ważne. Nic nie było ważniejsze od jej zdrowia. Ogień pierwszy raz w życiu widział prawdziwe... Rany. Krew również była w jego oczach czymś obcym. Pouczać jej nie chciał, było to słychać, że sam jest zdezorientowany i prawdopodobnie byłby ostatnim kotem w klanie, który miałby kogoś za coś upominać.
Kocica trochę ponad średni wzrost, umięśniona, ale sucha i raczej szczupła, trochę "kanciasta". Ma trójkątną głowę z wystającymi kośćmi policzkowymi i garbatym nosem. Jej oczy są skośne i ogniście pomarańczowe, ogon długi i cienki a pazury u przednich łap zawsze wysunięte. Jej futro jest krótkie, gęste i brudne oraz rozczochrane w kolorze popielatym, szaro-niebieskim. Jest cała pokryta drobnymi bliznami, a z tych większych ma jedną przecinającą jej nos, jedną rozrywającą jej lewe ucho, jedną wielką na grzbiecie po walce z borsukiem i dwie duże na szyi po walce z lisem. Kocica wyraźnie siwieje na pysku oraz innych częściach ciała.
Niecierpliwa, brak jej empatii, pewna siebie, łatwo się irytuje, wymaga bezwzględnego posłuchu, prostolinijna, troszczy się o swoją rodzinę i Klan, obowiązkowa, pracowita i lojalna ponad życie, bardzo nastawiona na Klan. Stara się być sprawiedliwa. Bardzo dużo mówi i ogólnie uwielbia gadać, bywa oschła, nie wie co to uczucie strachu. Ma poczucie wyższości nad pozostałymi Klanami, czasem wybucha gniewem i ma skłonności do agresji słownej (fizycznej względem kotów spoza jej Klanu). Jest godnym zaufania towarzyszem i dobrze jest mieć ją po swojej stronie, ale łatwo zmienia swoje zdanie na temat innych kotów. Jest decyzyjna i szybko myśli jeśli chodzi o Klan, bardzo nierozgarnięta w kwestiach emocjonalnych i uczuciowych. Jako przywódczyni wzoruje się na swoim bracie, Świetlikowej Gwieździe.
Siedziała na granicy już tak długo, że jej złość powoli zaczęła opadać ustępując miejsca znudzeniu i powiązanemu z nim poirytowaniu. Dlatego z ulgą przyjęła zjawienie się, jak zakładała, wojowniczki z terminatorem. W dalszym ciągu trzymała Świtającą Łapę, mając nadzieję, że Wietrzna Łapa ma na tyle rozumu w głowie, żeby na razie trzymać pysk zamknięty. xx - Mój te'minato' znalazł to - pacnęła lekko łapą przygniataną przez siebie kotkę z raną na karku - na te'enach Klanu 'zeki. P'zy Ma'twych Pniach, w zasadzie niemal p'zy 'zece. Gdy kazał jej się wynosić, ta go zaatakowała i z'aniła w głowę. Szto'mowa Łapa jest te'az u naszej medyczki. - Pokrótce wytłumaczyła zdarzenia przy Martwych Pniach. Brzmiała ostro a jej głos był twardy i poirytowany. Ogon przywódczyni majtał nerwowo z jednej strony na drugą, gdy wpatrywała się w Srebrzystą Łunę, ignorując towarzystwo rudego terminatora. xx - Wydawało mi się, ze p'oblemy się skończą po tym, jak p'zegoniłam dwie wasze te'minato'ki z naszych te'enów wk'ótce po p'zep'owadzce - położyła uszy po czaszce - ale Klan G'omu wciąż najwy'aźniej nie zamie'za 'espektować naszych g'anic. Dlaczego? - parsknęła. Prawda była taka, że nawet nie wymagała od młodej wojowniczki konkretnej odpowiedzi, bo też kim ona była, by móc się wypowiadać za cały Klan Gromu. Ale Czerwona Gwiazda nie zamierzała zmarnować okazji, by trochę powiercić im dziurę w brzuchu. No bo jak to było, że z jakiegoś powodu, to wszystkim innym Klanom się wydawało, że mogą ignorować granice? Do tej pory tylko Rzeka i Wicher wydawali się je respektować. Cień i Grom nabawili się w życiu popielatej łatki recydywistów w tej kwestii.
//sry za gniot ale źle się czuję x__x
★
Gdyemocjejuż opadną Jak po wielkiej bitwiekurz
Gdy nie można mocą żadną Wykrzyczanychcofnąć słów
Czy w milczeniubiałych, haniebnychflag Zejść z barykady
Czy podobnym być doskały Posypując soląból Jak posąg pychysamotnie stać
Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść ┍━━━━━━━━━━━━━━━┑ N IE PO KO NA N Y M ┕━━━━━━━━━━━━━━━┙
Wśród tandetylśniąc jak diament Być zagadką której nikt Niezdążyzgadnąć nim minie czas
Wietrzna Łapa jest bardzo wysokim i eleganckim kocurem o smukłym i masywnym pysku z lekko zakrzywionym mostkiem nosa, ale też szerokich barkach oraz karku. Jego ciało otula zawsze dobrze ułożone długie futro koloru rudo-dymnego. Rozjaśnia się na pysku, szyi i brzuchu, a dodatkowo na piersi i brzuchu ma białe znaczenie, przy czym na piersi jest małe i przez to mniej widoczne, ponieważ znajduje się nad dymnym rozjaśnieniu. Znaczenie znajduje się też na wszystkich łapach pod postacią czterech, bardzo krótkich skarpetek. Wyjątkiem są jedynie dwa środkowe palce u lewej tylnej łapy, a będąc przy palcach - Wietrzny ma ich aż sześć u lewej przedniej łapy, lecz nie przeszkadza mu to w funkcjonowaniu. Jego oczy już dawno się wybarwiły i przybrały kolor brązowopomarańczowy.
Wietrzna Łapa zawsze był zapatrzony w ojca i chciał być taki, jak on. Nadal marzy o tym, by zabłysnąć w oczach starszych kotów i uparcie do tego dąży, nawet jeśli jego rówieśnicy już dawno ukończyli swoje treningi, a on sam został gdzieś z tyłu, zupełnie zapomniany. Jest spokojny i opanowany, a przy tym zawsze uprzejmy, choć zdarza mu się wycedzić jakąś złośliwość, jeśli ta okaże się na miejscu. Gdy choroba zatrzymała go w lecznicy, przemyślał swoje postępowanie i kilka ważnych w życiu spraw, uznając, że nie jest pępkiem świata i to, że zniknie na jakiś czas z klanowego życia, nic nie zmieni. Chce, aby jego obecność i nieobecność były wyczuwalne, dlatego też chce pracować i żyć dla klanu, by umacniać nie tylko go, ale także siebie.
Trzaskająca Łapa [Grom]
Koty z Klanu Gromu okazały się być niewychowanymi dzikusami, a Wietrzny od razu to wyłapał. Spojrzał na nich z góry i wyprostował się bardziej, bo nie oszukujmy się, był gigantem i gnoił wszystkich swoimi gabarytami. Elegancki pysk kocura natomiast zawsze był spokojny i pełen dżentelmeńskiej gracji, lecz teraz... wykrzywił się w pogardliwym grymasie. Lepiej ściągnij lejce Ognista Łapo, bo chyba trochę się zapominasz. Ty? Zabić? Dobre sobie, tak jak i bardzo dobry był ton Srebrzystej Łuny, która nie zważała na to z kim ma nawet do czynienia.
Syn Ostowego Kolca fuknął pod nosem i z trudem powstrzymał się od obnażenia kła w wielkim obrzydzeniu, które rosło i rosło w jego żołądku, gotowe pęknąć i wylać się na granicy. Łupnął ogonem o ziemię i westchnął, nie odzywając się ani słowem. Spojrzał najpierw w oczy srebrnej, a potem rudego, a pod jego nosem rozpostarł się zjadliwy uśmieszek. No dalej, zasrańce, tłumaczcie się. Może klan gromu powinien trochę bardziej zapłacić za te wszystkie cyrki, bo upuszczenie krwi jakiejś durnej terminatorce było w jego mniemaniu za małą karą.
Masywna kotka o długich atletycznych łapach, długim ogonie oraz o średnich uszkach. Jej sierść jest krótka o maści srebrzystej w czarne, klasyczne pręgi.
Pyszczek ma po tacie czyli średniej długości zakończony różowym noskiem. Oczy ma po matce. Są one koloru jasno zielonego. Uszka ma zakończone drobnymi wręcz niezauważalnymi łatkami są one koloru czarnego tak samo jak pręgi. Po mimo swej masywnej budowy jest bardzo zgrabna.
Cóż... charakter Srebrnej zmienił się na gorszy. Stała się z miłej kocicy oschłą, zimną i sztywną niczym słup lodu. Przyjemna jest tylko dla kotów, które zna. Nie cierpi kociąt, starszyzny, a także znienawidziła koty swojego klanu. Czuje do nich ogromny żal, a z drugiej strony śmieszy ją to, że są takie naiwne. Tylko za pojedynczymi przypadkami przepada i jest to głównie paczka, którą poznała jeszcze będąc kociakiem lub terminatorem. Do innych jest zimna, oschła oraz czasami chamska. Zdarza się jej być także porywczą. Zawsze mówi to co w danej chwili myśli. Plusem jest to, że jest szczera. Coś jej nie pasuje? Nie licz na jej przyjaźń. Uważa, że jej własny klan, na czele z Błękitną Tonią i Sasankową łapą, nie dorasta jej do pięt. Ciągle jest poważna, prawie w ogóle się nie uśmiecha. Non stop jest znudzona więc jej wyraz pyska wygląda bardzo ponuro. Potrafi doskonale pyskować i ma swoje nie znośne humorki. Stała się taka z powodu smutku, który dręczy ją w środku, najgorsze jest to, że sama Srebrna nie wie skąd się on bierze. Jak nie masz konkretnego powodu lepiej się do niej nie zbliżać nigdy nie wiadomo jaki ma w danym momencie nastrój. Jeśli podczas rozmowy coś się jej nie podoba potrafi zmienić swój nastrój w mgnieniu oka. Radzę również przy niej uważać na słowa. Co dziwne potrafi uśmiechnąć się i być w miarę miła do kocurów. Kotek nie cierpi. Zdarzają się jednak i takie kocury, że i do nich jest wiecznie burcząca.
//dobra, nie czekam na Świt bo ona i tak nic tu nie wniesie.
Uśmiechnęłam się szyderczo w stronę puszącego się Rzecznego gówniarza po czym zjeżyłam się robiąc się o wiele większą od tego nie wychowańca, patrząc się na niego z góry uśmiechnęłam się jeszcze bardziej szyderczo po czym spojrzałam na przywódczynię klanu Rzeki. Wygładziłam futro na ciele i schyliłam głowę, mówiąc głosem spokojnym i pełnym szacunku.
- Wybacz. - podniosłam się z powrotem i kontynuowałam. - Klan Gromu szanuje wszystkie granice, a ta terminatorka, za którą bardzo przepraszamy, zostanie poddana odpowiedniej karze już ja o to zadbam. - powiedziałam po czym postąpiłam krok jedną łapą do tyłu pokazując, że obejdzie się bez walki i, że jestem nastawiona pokojowo.
- Spokojnie Czerwona Gwiazdo nie chcemy walki. Problemy są zamknięte. Przekaże Trzmielej Gwiździe o zachowaniu tej terminatorki, tak jak już wcześniej mówiłam, każdy wojownik Klanu Gromu ma swoją godność, której nie naderwie wchodząc na czyjeś terytorium. Jesteśmy szanującym się Klanem. - po tych słowach czujnie, ignorując Rzecznego bachora, który był ode mnie mniejszy i słabszy, podeszłam do Ognistej łapy i powiedziałam.
- Pomóż mi. - rozkazałam i trzepnęłam ogonem dając mu sygnał by się nie ociągał. Gdy ten ruszył za mną Ostrożnie podeszłam do Świtającej łapy i odezwałam się krótko do przywódczyni klanu Rzeki, oczywiście spokojnym głosem.
- Za pozwoleniem. - po tych słowach zaczęłam wylizywać szybkimi ruchami głębokie rany zadane przez Rzeczników. Co za paskudny odór.
Kocica trochę ponad średni wzrost, umięśniona, ale sucha i raczej szczupła, trochę "kanciasta". Ma trójkątną głowę z wystającymi kośćmi policzkowymi i garbatym nosem. Jej oczy są skośne i ogniście pomarańczowe, ogon długi i cienki a pazury u przednich łap zawsze wysunięte. Jej futro jest krótkie, gęste i brudne oraz rozczochrane w kolorze popielatym, szaro-niebieskim. Jest cała pokryta drobnymi bliznami, a z tych większych ma jedną przecinającą jej nos, jedną rozrywającą jej lewe ucho, jedną wielką na grzbiecie po walce z borsukiem i dwie duże na szyi po walce z lisem. Kocica wyraźnie siwieje na pysku oraz innych częściach ciała.
Niecierpliwa, brak jej empatii, pewna siebie, łatwo się irytuje, wymaga bezwzględnego posłuchu, prostolinijna, troszczy się o swoją rodzinę i Klan, obowiązkowa, pracowita i lojalna ponad życie, bardzo nastawiona na Klan. Stara się być sprawiedliwa. Bardzo dużo mówi i ogólnie uwielbia gadać, bywa oschła, nie wie co to uczucie strachu. Ma poczucie wyższości nad pozostałymi Klanami, czasem wybucha gniewem i ma skłonności do agresji słownej (fizycznej względem kotów spoza jej Klanu). Jest godnym zaufania towarzyszem i dobrze jest mieć ją po swojej stronie, ale łatwo zmienia swoje zdanie na temat innych kotów. Jest decyzyjna i szybko myśli jeśli chodzi o Klan, bardzo nierozgarnięta w kwestiach emocjonalnych i uczuciowych. Jako przywódczyni wzoruje się na swoim bracie, Świetlikowej Gwieździe.
Zastrzygła uszami na słowa Srebrzystej Łuny. Nie wierzyła jej. Nie wierzyła jej ani odrobinę, ani jedną jotę. Wykrzywiła pysk we wściekłym wyrazie niezadowolenia, a jej ogon trzepnął nerwowo. Gdy wojowniczka obcego Klanu się zbliżyła, futro na grzbiecie popielatej przywódczyni zjeżyło się jeszcze bardziej, ale kocica na odchodne przygniotła jeszcze mocniej ofiarę do ziemi po czym powoli ściągnęła łapy terminatorki. Parsknęła głośno. xx - P'zekaz T'zmielej Gwieździe, ze ma t'zymać swoje koty z dala od g'anic Klanu 'zeki. To nie jest pie'wszy 'az, gdy muszę się kogoś od was stąd pozbywać - w jej głosie czaiła się groźba - A te'az zabie'z to z moich oczu - warknęła, po czym dała znać Wietrznej Łapie ogonem, żeby poszedł za nią. Odwróciła się odeszła od Samotnej Brzozy, al przystanęła dwie długości drzewa w oddali, obserwując ich przez chwilę. Nie martwiła się o to, czy przekroczą granicę. Świtająca Łapa była poważnie ranna i w pierwszej kolejności musieli zapewnić jej ochronę medyka. A jeśli znowu przyjdzie im przekraczać granice, to już Czerwona Gwiazda się o tym dowie.
Poprowadziła kocura z powrotem do obozu, zamierzając sprawdzić, czy ze Świtającą Łapą wszystko w porządku.
//zt
★
Gdyemocjejuż opadną Jak po wielkiej bitwiekurz
Gdy nie można mocą żadną Wykrzyczanychcofnąć słów
Czy w milczeniubiałych, haniebnychflag Zejść z barykady
Czy podobnym być doskały Posypując soląból Jak posąg pychysamotnie stać
Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść ┍━━━━━━━━━━━━━━━┑ N IE PO KO NA N Y M ┕━━━━━━━━━━━━━━━┙
Wśród tandetylśniąc jak diament Być zagadką której nikt Niezdążyzgadnąć nim minie czas
Masywna kotka o długich atletycznych łapach, długim ogonie oraz o średnich uszkach. Jej sierść jest krótka o maści srebrzystej w czarne, klasyczne pręgi.
Pyszczek ma po tacie czyli średniej długości zakończony różowym noskiem. Oczy ma po matce. Są one koloru jasno zielonego. Uszka ma zakończone drobnymi wręcz niezauważalnymi łatkami są one koloru czarnego tak samo jak pręgi. Po mimo swej masywnej budowy jest bardzo zgrabna.
Cóż... charakter Srebrnej zmienił się na gorszy. Stała się z miłej kocicy oschłą, zimną i sztywną niczym słup lodu. Przyjemna jest tylko dla kotów, które zna. Nie cierpi kociąt, starszyzny, a także znienawidziła koty swojego klanu. Czuje do nich ogromny żal, a z drugiej strony śmieszy ją to, że są takie naiwne. Tylko za pojedynczymi przypadkami przepada i jest to głównie paczka, którą poznała jeszcze będąc kociakiem lub terminatorem. Do innych jest zimna, oschła oraz czasami chamska. Zdarza się jej być także porywczą. Zawsze mówi to co w danej chwili myśli. Plusem jest to, że jest szczera. Coś jej nie pasuje? Nie licz na jej przyjaźń. Uważa, że jej własny klan, na czele z Błękitną Tonią i Sasankową łapą, nie dorasta jej do pięt. Ciągle jest poważna, prawie w ogóle się nie uśmiecha. Non stop jest znudzona więc jej wyraz pyska wygląda bardzo ponuro. Potrafi doskonale pyskować i ma swoje nie znośne humorki. Stała się taka z powodu smutku, który dręczy ją w środku, najgorsze jest to, że sama Srebrna nie wie skąd się on bierze. Jak nie masz konkretnego powodu lepiej się do niej nie zbliżać nigdy nie wiadomo jaki ma w danym momencie nastrój. Jeśli podczas rozmowy coś się jej nie podoba potrafi zmienić swój nastrój w mgnieniu oka. Radzę również przy niej uważać na słowa. Co dziwne potrafi uśmiechnąć się i być w miarę miła do kocurów. Kotek nie cierpi. Zdarzają się jednak i takie kocury, że i do nich jest wiecznie burcząca.
Cóż, tak jak przypuszczałam, Czerwona Gwiazda nie wierzy mi ani odrobinę. No, mówi się trudno, ja mówiłam prawdę. W sumie nie ma co jej się dziwić w końcu jesteśmy z przeciwnych klanów. Wysłuchałam "prośby" ze strony popielatej przywódczyni po czym chyląc głowę w szacunku odpowiedziałam najspokojniej jak tylko potrafiłam.
- Przekaże, a Trzmiela Gwiazda na pewno nie zlekceważy twych słów. - po tych słowach odprowadziłam dwójkę Rzeczniaków wzrokiem. Gdy tylko zniknęli mi z pola widzenia powiedziałam do Ognistej łapy, który razem ze mną wziął się za wylizywanie ran.
- Przestała na razie krwawić. - rozglądnęłam się po okolicy i zauważyłam dziwną roślinę, której nigdy nie widziałam. Może dlatego, że rośnie tylko przy Rzece? Nie ważne. Miała wystarczająco duże liście by przenieść dorosłego kota. Podbiegłam do największego jaki rzucił mi się w oczy po czym zaczęłam z niesmakiem przegryzać grubą łodygę co jakiś czas wypluwając gorzki smak. Gdy Liść opadł bezwładnie na ziemię chwyciłam go i bez problemu przeciągnęłam go blisko rudej kocicy.
- Pomóż mi ją na to przenieść. Trzeba zrobić to delikatnie by krwawienie się nie wzmogło. - nie znałam się na medycynie, ale takie rzeczy wiedzą chyba wszyscy. Gdy ruda gówniara leżała już wszystkimi czterema łapami na liściu zaczęłam ją ciągnąć dając znak Ogniowi by pilnował kocicy żeby się nie zsunęła.
***
Po drodze pełnej odpoczynków dotarliśmy wreszcie do obozu. Wtaszczyłam potargany liść z kocicą na polanę dysząc ciężko. Strasznie ciężkie to stworzenie. Po chwili odezwałam się do Ognistej łapy.
- Zaciągnij ją do lecznicy, niech Malinowe Chaszcze się nią zajmie. Ja muszę porozmawiać z Trzmielą Gwiazdą. - po tych słowach zignorowałam odpowiedź i pobiegłam do legowiska przywódcy. Coś czuję, że to się dobrze nie skończy.