Logo Artemidy
Kolczasty Bez
Nie przerywała swojego powolnego spaceru, na który wyszła w ramach samodzielnego obchodu granic. Była wojowniczką doświadczoną i jak na razie ufała swoim własnym łapom, że zdoła umknąć przed potencjalnym zagrożeniem, szczególnie że ostatnimi czasy wzmocniła swoje mięśnie i nie była już tak wychudzona, jak wcześniej. Po treningu z Rabarbarową Łapą, musiała ułożyć parę spraw w głowie, które od jakiegoś czasu tego wymagały. Był wśród nich również Czarny Bez, którego ustawiła priorytetowo, chcąc ułożyć sobie w głowie swoje uczucia i wiążącą ich relację. Traktowała go jak najlepszego przyjaciela, którego zna od samego dzieciństwa, który pomógł rudej w wielu sytuacjach tego wymagających, jednak obecnie jedna z jego podopiecznych zaginęła, zaś druga - zmarła. Prawdopodobnie bardzo się to na wojowniku odbiło, sama czułaby się przytłoczona, gdyby kolejny z jej terminatorów przepadł lub, co gorsza, stracił życie, dlatego będzie potrzebne synowi Gilowego Gardła wsparcie. Zaczęła rozmyślać, co mogłaby powiedzieć czy zrobić, by podnieść kocura na duchu, gdy nagle... Poczuła ostry zapach krwi, który przywrócił ją do rzeczywistości. Podniosła głowę wyżej, uchylając nieco wargi, skupiając się na otaczających ją woniach, przez co musiała na chwilę zaprzestać stawiania łap w kolejnych krokach. Krew nie była jedynym zapachem, jaki poczuła. Był wśród starych tropów zwierzyny i innych kotów, również bardzo silny zapach, który rozpoznała jako ten należący do kocura. Po uzmysłowieniu sobie tego, serce rudej na moment przestało bić, by potem ruszyć w szaleńczym tempie, tak samo jak ona sama, biegnąc w kierunku źródła. Skupiała się na tym, by nie zgubić tropu, jednak ciężko było utrzymać myśli przy tak przyziemnej sprawie, gdy wystąpiła taka kombinacja woni, jednak... Nadal nie wyczuwała żadnego drapieżnika, który mógłby wywołać zapach krwi, co jednocześnie powodowało u Wysokiej poczucie ulgi... Jednak również i większego zaniepokojenia. Wyciągała łapy jeszcze dalej przed siebie, chcąc jak najszybciej skrócić swój dystans, kierując się do Kolczastego Bza, pod którym ujrzała czarną sylwetkę. Widziała, jak zakrwawiona jest jedna z łap jej jedynego przyjaciela i jak wbija zęby w poprzednio zadane sobie rany, by je pogłębić. Stanęła jak wryta, oddychając ciężko i uchylając pysk, nie wiedząc, co w takiej sytuacji zrobić. Sparaliżowane przerażającym widokiem ciało i umysł nie funkcjonowały poprawnie przez najbliższe uderzenia serca, chociaż ruda miała wrażenie, jakby wszystko zaczęło funkcjonować w zwolnionym tempie. Chwila nieruchomości trwała dla wojowniczki w nieskończoność, gdy w końcu obezwładniający strach zastąpiła determinacja, wola walki z własnymi słabościami na rzecz osoby, która była w jej życiu najważniejsza. Chociaż czuła, jak od środka cała się rozsypuje niczym piach pomiędzy opuszkami łap, postąpiła pierwszy krok, potem następny. A następnie zmusiła się do biegu, by jak najszybciej móc wepchnąć swoją głowę pod brodę czarnego kocura, by wtulić pysk w klatkę piersiową i w miarę swoich możliwości uniemożliwić mu dalsze uszkadzanie swojego ciała. Nie zdołała już powstrzymać fali strachu i rozpaczy, która wstrząsnęła jej ciałem w szlochu, podczas którego łzy niekontrolowanie zaczęły spływać po jej policzkach i ginąć w krótkiej sierści. Nie chciała, by się ranił. Dlaczego on to robił? Czy ból po tylu stratach był aż tak ogromny...? Nie wiedziała. Wiedziała tylko, że coś musiała zrobić, chociaż ta myśl trwała jedynie gdzieś w jej podświadomości, bo sama nie potrafiła zebrać rozbitych na kawałki wcześniejszych pomysłów.
- B... B-Bez... - zdołała jedynie wykrztusić przez zaciśnięte gardło, nie potrafiąc niczego dodać do imienia starszego wojownika. Nie potrafiła nic innego zrobić, niż praktycznie wciśnięcie swojej głowy w jego klatkę piersiową, podczas gdy jej mięśnie zaczęły drżeć z nadmiaru emocji, jakie w sobie w tej chwili przeżywała.
[Obrazek: 67indML.png]
LVL 5 130 / 400
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
15
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Przez zaciśnięte powieki czuł tylko jak zbierają się mu łzy, które następnie spływały po jego futrze, by ostatecznie wchłonąć w ziemię pod nim. W pewnym momencie zaczął nawet dyszeć, nie zaprzestając szarpania własnej kończyny. Oto tak właśnie postępuje najsłabsze ogniwo w klanie... krzywdzi samego siebie i nawet przy tym ledwo daje radę... Czemu więc krzywdzenie innych wychodzi mu tak dobrze? Inni najwyraźniej są od początku skazani na sukces, a pozostali – taki Bez na przykład – już od kociaka mają pod górkę, z której staczają się całe życie, a potem kończą... Czy to jednak jest jego koniec? Zginie rozrywając swoją łapę, zalany łzami? Bardziej haniebnej śmierci mieć już nie można. A kiedy w głowie paskudnego wojownika pojawiła się lampka, że... może tak właśnie przyjdzie zakończyć mu swoje cierpienia? Jak tylko rozerwie łapę, będzie mógł w spokoju umrzeć, zostawiając za sobą smutki i inne nieprzyjemne rzeczy? Jednak najwyraźniej to jeszcze nie jego czasu, jeszcze musi pożyć bo właśnie mu przerwano, a jego skóra wysunęła się z uścisku szczęk. Otwierając oczy zdołał zauważyć rude futro Wysokiej Fali, która odsunęła jego pysk od łapy. Och Fala... nie zasłużyłaś na to wszystko... Wojowniczka powinna żyć pełnią życia, nie przejmując się kotem jakim jest Bez, który uświadomił sobie, że nigdy nie potrafił docenić należycie osoby, jaką jest Wysoka Fala. Wojowniczka pomimo nie łatwego życia, zawsze miała dla niego czas, interesowała się nim i znosiła jego złe humorki... Jakim więc Bez musiał jej się wydawać egoistą. Sam jednak pogubił się tak w swojej przeszłości, że nie potrafił już skupić się na teraźniejszości nie wracając – choćby myślami – do tego co już było, a to wszystko sprawiało, że skupiał się tylko i wyłącznie na swojej osobie...
- Boli... - tylko tyle wydobyło się z jego zakrwawionego pyska, gdy sama głowa opadła, opierając się o Wysoką Falę. Poruszył palcami prawej łapy, czując jak cała kończyna mu nieprzyjemnie mrowi. Teraz po tym wszystkim... żałował... żałował tego, że ostatecznie nie udało mu się odgryźć tej przeklętej łapy! Zacisnął więc pysk, wtulając go w futro wojowniczki. Czemu musiała go widzieć w takim stanie? Cała drżała, co bez problemowo dało się wyczuć. Czy to jego głupota doprowadziła ją do takiego stanu? Och Bez... znów zawodzisz, znów psujesz... znów krzywdzisz.
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość?


to największa odwaga







LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czy Gwiezdny Klan zechciał ją prowadzić, gdy natrafiła na trop Czarnego Bza? Czy dał jej wcześniej prędkość, by mogła szybko dobiec na miejsce? Czy wszystko, co zdobyła, czego sie nauczyła i co osiągnęła przez całe życie sprowadzało się do tej jednej sytuacji, gdzie mogła zrobić użytek ze swoich łap i marnych mięśni, które od początku dostosowane były do biegu? Jednak czy na swoich barkach była w stanie udźwignąć tak ciężkie brzemię? Nie była dostosowana do tak przytłaczających ciężarów, jej kark był kruchy, a barki wiotkie. Nie wiedziała, co zrobić w takiej sytuacji. Nie była w stanie logiczne myśleć, jedynie potrafiła płakać w czarne, krótkie futro wojownika w czasie, gdy z jego rany powoli wyciekało coraz więcej krwi, brudząc przy tym trawę i białe łapy rudej kotki. Nie zwracała jednak na to uwagi, najważniejsi w tej chwili byli oni. To, że kocur wtulił pysk w jej sierść, przez co jeszcze mocniej go przytuliła, nie chcąc nigdy wypuścić go ze swoich łap. Chciałaby, by cała ta sytuacja nie była poprzedzona tak traumatycznym przeżyciem dla ich obojga, jednak... Nie miała na to wpływu. Dopiero słowa wypowiedziane przez przyjaciela wybudziły ją z letargu, w jaki popadła, nadal szlochając otworzyła zapłakane oczy, spuszczając wzrok pod łapy. Kolejne fale rozpaczy zawładnęły szczupłym ciałem, gdy widziała, jak kot, którego aktualnie najbardziej ceni w życiu, powoli się wykrwawia, staje się coraz słabszy. Może rany nie były poważne tak, jak to się mogło wydawać, ale wyglądały niebezpiecznie. Zdołała uchylić pysk, chociaż przez zaciśnięte gardło nie wydobył się żaden dźwięk, jedyne, co udało jej się zrobić, to odkaszlnąć wydzieliną spływającą z nosa do gardła. Ciężko łapała kolejne oddechy, nie mogąc uspokoić natłoku chaotycznych myśli, przedstawianych prostymi, krótkimi słowami. Dlaczego? Skąd? Oraz najważniejszą - to, że to wszystko była jej wina. Powinna się bardziej starać, więcej czasu przeznaczać na budowanie relacji z czarnym kocurem. Wtedy by na pewno zauważyła, że dzieje się coś nie tak. Jednak... Co by dała ta wiedza, skoro i tak nic by nie potrafiła z nią zrobić? Tak samo teraz. Nie potrafiła nawet niczego powiedzieć ani drgnąć, nic nie przychodziło jej do głowy prócz myśli, które oskarżały własnie Wysoką Falę o taki stan rzeczy.
- Ch... Ch-Chodź... D-Do obozu... - zdołała jedynie wykrztusić z siebie parę słów. Obóz. Tam będzie bezpiecznie, tu w każdym momencie może ich złapać drapieżnik. W obozie jest Księżycowy Pył, ona na pewno pomoże. Na pewno. Będzie lepiej. Teraz wszystko się ułoży, bo Czarny uzyska pomoc. Bardziej profesjonalną pomoc od niej od osób, które wiedzą, co robić w takich sytuacjach. Ona nie wiedziała, mogła przez niewiedzę kocura zabić. Drgnęła znacząco, gdy próbowała się podnieść z ziemi i przesunąć do boku wojownika, aby mógł się wspomóc na jej barku, podchodząc od strony zranionej łapy. W obozie wszystko się ułoży... Obóz jest bezpieczny, tam niczego nie trzeba się obawiać. Nie była w stanie jednak się oderwać od syna Gilowego Gardła, cały czas pozostając z nim w fizycznym kontakcie. Nie chciała, żeby zniknął, gdy tylko go puści. Wtedy na pewno by wyparował, na pewno by gdzieś uciekł i dokończył dzieła, na co nie mogła pozwolić.
[Obrazek: 67indML.png]
LVL 5 130 / 400
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
15
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ciężko było stwierdzić czy Gwiezdni zaplanowali tę sytuację, czy cała jest dziełem wypadku i nie była ani trochę planowana. Czy Wysoka miała znaleźć Bza w takiej - a nie innej - sytuacji? A może w całym planie Gwiezdnych wojowniczka była tą zmienną, co pokrzyżowała im plany... zapewne uśmiercenia paskudnego wojownika, do którego dopiero zaczynało docierać co zrobił. Teraz gdy wtulał swój pysk w futro wojowniczki, zaczynał w miarę trzeźwo myśleć i docierało do niego jak bardzo się stoczył... żeby posuwać się do tego czegoś. Zacisnął szczękę jeszcze to mocniej, przełykając ślinę... no i przy okazji swoją własną krew, która zdołała nagromadzić się w jego pysku. Było to co najmniej obrzydliwe i ponownie syn Gilowego Gardła odczuł okropne mdłości, powstrzymał się jednak napinając mięśnie i przełykając wszystko kolejny raz. Co teraz wojowniczka musiała sobie o nim myśleć... czy teraz ją też stracił? Jej słowa dopiero sprawiły, że Bez otworzył oczy i spojrzał na rude futro Wysokiej... naprawdę tu była i zmuszona została do oglądania całej tej sytuacji.
- Ni...nie.... - jęknął, by następnie znów zacisnąć szczękę, kręcąc głową - ...nie ch-ch-chciałem - wydukał dokańczając, ze spuszczonym wzrokiem. Nie miał odwagi by spojrzeć na wojowniczkę, właściwie to nawet nie zasłużył by na nią patrzeć... Jedyne co widział to białe łapy kotki... choć już nie były takie białe, zostały wybrudzone krwią, jego krwią, co jeszcze bardziej wpędziło paskudnego wojownika z poczucie winy... Chcąc ukoić swój ból, sprawia ból innym, sprawia ból Wysokiej... a ona nie może cierpieć, nie może. Dźwignął się - cały chwiejąc - na łapy, prędko jednak uniósł tę poranioną. Poczuł tuż obok wojowniczkę, która pozwoliła mu się podeprzeć... była za dobra, za dobra. Czym on sobie na nią zasłużył?
- Tylko ty mi z-z-z-z-zostałaś... - wydukał tak cicho, że mogą pojawić się wątpliwości, czy Wysoka w ogóle go usłyszała. Jak już wcześniej było mówione, Bza w klanie nic nie trzyma... nic poza właśnie Wysoką Falą, choć może i dla niej byłoby lepiej - i zdrowiej - gdyby zniknął? Gdyby jednak księżyce temu się nie wycofał i przekroczył granice klanu raz na zawsze? Zostając samotnikiem albo pieszczochem... bądź ginąc gdzieś tam, daleko od klanu. Wtedy jednak wizja Bza o ziemiach niczyich była całkowicie inna niż teraz - gdy już tam był. Wtedy wyobrażał sobie, że odnajdzie swoje rodzeństwo, które poznikało, nie pozwalając się dobrze poznać... że wszyscy tam będą i przyjmą go z otwartymi ramionami. To aż dziwne jak bardzo można tęsknić za kimś, kogo się nawet nie znało. Jednak wojownik miał ogromne przywiązanie do rodziny i to ona go napędzała co dnia... a teraz? Teraz jest sam, a chciałby po prostu mieć rodzinę. Przez całą drogę kulał, ze spuszczoną głową, nie odsuwając się od kotki nawet trochę. Pomimo tego, iż czuł, że lepiej by było dla niej, gdyby zniknął... nie potrafił z niej zrezygnować, po prostu nie.

[size=75]//i chyba zt
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość?


to największa odwaga







LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- J-Ja... J-Ja wiem - mruknęła cicho, drżącym od nadmiaru emocji głosem, chociaż starała się pozostać spokojna. Dla kocura, który teraz potrzebował silnej osoby, która go wyciągnie z tego, co wpadł. Chciała mu bardzo pomóc, jednak kompletnie nie wiedziała jak. Czuła się zagubiona, będąc zmuszona zaufać swojej intuicji, co powinna zrobić w takiej sytuacji. Wolałaby, gdyby była bardziej doświadczona w kwestiach pomocy innych, jednak... Niestety. W tej rzeczy była równie beznadziejna, co we wszystkich innych, począwszy od szkolenia terminatorów, przez polowanie i walkę aż do rozmów z innymi. Sama miała dużo swoich problemów, jednak teraz odepchnęła je po to, by służyć jednej z najbliższych w jej życiu osób. By nie zniknął tak, jak reszta wyparowała lub umarła. Wszyscy bliscy, rodzina, przyjaciele... Były partner. A teraz? Teraz stanęła naprzeciwko groźby utraty również i Czarnego Bza. Nie chciała na to pozwolić, jednak czy miała wystarczająco siły w sobie, by przetrwać tę ciężką próbę?
- J-Już... B-Bez, już... J-Jestem p-przy tobie... - powiedziała cicho w odpowiedzi na słowa czarnego kocura. Na pewno nie było tak... Na pewno musiał ktoś jeszcze pozostać wojownikowi w klanie. Nie mógł przecież zostać tak... Zupełnie sam. To niemożliwe. Ale... Jeśli to była prawda, to chciała być przy wojowniku teraz jeszcze bardziej. Musiała mu pomóc, nie mogła go zostawić w najtrudniejszej dla niego chwili życia. Podczas kierowania się do obozu, nie odstępowała swojego najlepszego przyjaciela ani na krok, wspierając jego bok całą sobą. Pomimo że była marna, starała się ze wszystkich sił, by Czarny doszedł bezpiecznie do obozu, gdzie Księżycowy Pył będzie mogła go opatrzyć. I wszystko będzie już dobrze... Będzie dobrze.


zt uwu
[Obrazek: 67indML.png]
LVL 5 130 / 400
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
15
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
I minęły trzy wschody słońca. Wreszcie nadszedł dzień, w którym miała spotkać się ze swoją przyjaciółką, a zarazem dowiedzieć się, jak poszła rozmowa z przywódczynią. Bengalska koteczka nie nastawiała się na cud, w końcu jak sama Bratek przyznała – były na to marne szanse. Nie zmieniało to faktu, że była optymistką, więc nie traciła wszelkich nadziei, i gdzieś głęboko w środku wierzyła, że niebieska kocica przyjdzie z dobrymi wieściami. Poza tym siedzenie cicho przy siostrze i matce przez trzy dni było nie lada wyzwaniem, a chciała im w razie czego zrobić niespodziankę. Gdyby jednak się nie udało… nie wiedziała, czy im o tym powie. Nie chciała ich smucić.
– BRAAAAAAATEK – wydarła się na głos, i zachichotała słodko, gdy zauważyła odlatujące z koron drzew ptaki. Pogoda była coraz cieplejsza, a przyroda budziła się do życia, co bardzo podobało się cętkowanej koteczce. Widok ten był nieziemsko piękny, zdecydowanie lepszy, niż szarość zimy, która na dłuższą metę ją irytowała. Teraz, gdy było cieplej, czuła się o wiele lepiej.
Przysiadła blisko granicy i oczekiwała nadejścia swojej przyjaciółki. Poza informacjami dotyczącymi klanu chciała po prostu spędzić z nią czas. To nie tak, że zależało jej tylko na dojściu do klanu Rzeki. Tak naprawdę najważniejsze były dla niej miłe chwile, które mogła spędzić z innym kotem, zwłaszcza z ważną dla niej kotką. Jej pierwszą przyjaciółką.
[Obrazek: emo0uSQ.png]


LVL 3 15 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kłusowała lekko po rzecznych ziemiach, akurat w drodze na którąś z granic z Ziemiami Niczyimi. Niosła...cóż, nie do końca dobre wieści. Ale zdecydowanie nie były jakieś zaskakujące. O ile Bratek była optymistką, to jednocześnie umiała myśleć i wiedziała, że żaden przywódca trzech samotników by nie przyjął, a już tym bardziej Czerwona Gwiazda, która wydawała się mieć pewną...nieprzyjemną wspominkę z prawdopodobnie byłym samotnikiem, Tonącym Słońcem, o którym wspomniała podczas ich krótkiej rozmowy.
I gdy już była całkiem blisko, w nozdrzach poczuła zalążki znanego jej zapachu. A potem do jej uszu dotarł krzyk. BRAAAAAAATEK. Majtnęła ogonem, trochę niezadowolona. Samo krzyczenie jej imienia...niech będzie, ale gorzej, jeżeli w okolicy był jakiś wojownik, który może już nie być tak milutko nastawiony. Przyspieszyła tempa i ruszyła w stronę, z której dochodziło wołanie, by wkrótce zobaczyć cętkowane futerko i jasne, turkusowe ślepka. Wtedy zwolniła i podeszła leniwym krokiem do Wróblicy, uśmiechając się pod nosem.
— Aż tak za mną tęskniłaś, że musisz drzeć się na cały las? — parsknęła, po czym przysiadła i uniosła głowę, by pogrzać się w wiosennym słońcu. Po chwili jednak wróciła wzrokiem do samotniczki, po czym, odpowiadając zapewne na pytanie cisnące się Wróblicy na usta, dodała: — Odmówiła.
[Obrazek: 20051648_VWRqemYa7hggJ7L.png]
LVL 3 180 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zmrużyła ślepka, gdy na horyzoncie zaczął majaczyć jakiś zgrabny kształt. Smukła, skąpana w promieniach słonecznych sylwetka sprawiała, że na pyszczku cętkowanej kotki rozszerzał się uśmiech, a ogon nieumyślnie chwiał się na boki, w brzuchu zaś odczuwalne było przyjemne uczucie. Uczucie, które… świadczyło o serdeczności, którą żywiła względem niewiele starszej kocicy. Gdy dopiero ją poznała, nie sądziła, że kiedykolwiek zwracać będzie się do niej jak do przyjaciółki. Że spotykanie się z nią będzie sprawiało jej tyle radości, że… tak bardzo nie będzie mogła doczekać się tych chwil, które spędzą razem. Bratek była inna. Chłodna, zdystansowana, jej poczucie humoru znacznie różniło się od innych, sama w sobie roztaczała nieprzyjemną aurę i na pierwszy rzut oka nie wyglądała na kogoś, kto chciałby zawracać sobie tobą głowę. Wróbelek mimo wszystko się nie zraziła i zagaiła rozmowę – doprowadziło to do tego, że teraz miała, może nie wspaniałą, ale… cóż, przyjaciółkę, po prostu. Przyjaciółkę, której nigdy nie miała. Być może mogłaby powiedzieć tak o swojej siostrze, ale bądź co bądź, przy wojowniczce czuła się inaczej. Bogatkę darzyła rodzinnym uczuciem, miłością, jej przyjaciółką została też ze względu na więzy krwi; Bratek natomiast… ot, lubiła spędzać z nią czas. I miała nadzieję, że taki stan utrzyma się długo; ba, na zawsze, jak stwierdziła podczas nawiązywania przyjaźni.
– No jasne! A ty za mną nie? – zaśmiała się, chociaż nie kłamała. To oczywiste, że bardzo się za nią stęskniła. Trzy dni rozłąki były dla niej straszne, ale cóż się dziwić, skoro dopiero zostały przyjaciółkami, była to świeża relacja, a bura koteczka miała niedosyt. Całe szczęście, że miała mamę i siostrę… I chciała coś jeszcze dopowiedzieć, ale wtedy wojowniczka postawiła sprawę jasno. Wróbelek spojrzała na nią pusto, i mogło się zdawać, że było jej przykro, ale wreszcie uniosła główkę i uśmiechnęła się leciutko, jakby nie był to dla niej żaden problem. Odmówiła? Nie ma sprawy. – Szkoda... ale szanuję jej decyzję. Nie zna nas. Byłam głupia myśląc, że to może się powieść, aleee trudno! Nie ma co się załamywać, nie? – spytała retorycznie, bo nie dała koleżance nawet odpowiedzieć. – Nie zgadniesz, kogo niedawno spotkałam! – No, zgaduj.
[Obrazek: emo0uSQ.png]


LVL 3 15 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czy Pąk czuła to samo, co Wróblica? Trudno stwierdzić. Nie znała się w końcu na emocjach, nie potrafiła odpowiednio sklasyfikować, zidentyfikować uczucia, jakie towarzyszyło spotkaniom z bengalską kotką. Było jej miło, że ktoś ją lubi i spędza z nią czas, chociaż było to dla niej coś nowego. Owszem, Niedźwiedzi Kieł rozmawiała z nią, ale to było coś innego. Zresztą - odkąd zostały wojowniczkami, a raczej, odkąd Niedźwiedzi Kieł została wojowniczką, to nie gadały tak często. W końcu miała swoje obowiązki. Bratek często zauważała też, że nie ma o czym rozmawiać z siostrą. Już ignorując fakt, że niebieskooka była zła w prowadzeniu konwersacji, po prostu...jakoś nie szło. Przy Wróbelek zawsze znajdowały się jakieś tematy, zawsze przez czas spędzony osobno działo się coś w ich życiu, o czym mogły sobie opowiedzieć. I bura kocica na pewno poduczy ją o emocjach lepiej, niż Dźwiadka, która radziła sobie z tym prawie tak samo beznadziejnie jak Bratkowa Łąka.
— ...chyba? Nie znam się — rzuciła lekko, ale i szczerze. Nie wiedziała co to naprawdę znaczy tęsknić za kimś, nigdy nie odczuła takiego uczucia...a najwyżej nie świadomie, nie miała tego momentu, w którym wiedziała "o, to tęsknota, teraz tęsknię". Zwykle, gdy nachodziły ją emocje, czuła się źle. Emocje...były dla niej czymś obrzydliwym wręcz, stanowiły przeszkodę do logicznego toku myślenia, ale chociaż próbowała z całych sił je wyciszyć, stłumić, to i tak w niej były i sobie istniały. Istniały, więc Bratek w pewnym momencie po prostu się z tym pogodziła, chociaż nadal ich nie lubi.
— No, nie zgadnę, kogo? — zapytała z głosem jak zaciekawione dziecko, zaskoczona i wyczekując odpowiedzi od Wróbelek. Wiedziała? Oczywiście, że wiedziała. Niedźwiedź przekazała jej pozdrowienia Wróblicy, ale i tak chciała się trochę poprzekomarzać i pobawić z burą kotką, jakby była zupełnie nieświadoma, kogo ostatnio spotkała. Zupełnie, jakby Wróbelek była kociakiem...ale czy taka nie jest prawda, czy ta niewinna słodzinka nie była po prostu kociakiem w przerośniętym cielsku?
[Obrazek: 20051648_VWRqemYa7hggJ7L.png]
LVL 3 180 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
– Chyba? – odezwała się cicho, wręcz głucho. Jej głos zaćmiony został przez większy poryw wiatru, a sylwetka, jeszcze przed chwilą żywa i narwana, w tej chwili zdawała się osłabnąć. Spoglądała zamglonymi oczętami w niewzruszone ślepia swojej przyjaciółki, praktycznie płacząc, ukazując, jak mocno się zawiodła, jak bardzo się przeliczyła, jak liczyła na to, że przyjaźń będzie odwzajemniona... I gdy już wstawała, by się odwrócić, by się obrazić, wrócić do domu, w ostatniej chwili uderzyła delikatnie łapą w pierś towarzyszki, wybuchając przy tym śmiechem. – Oj, głuptasie, wiem, że się nie znasz! Ale kto by za mną nie tęsknił? – wystawiła radośnie język, uśmiechając się przy tym, jak nienormalna. – Tak czy owak, po to tutaj jestem, żeby cię nauczyć! Heh... a przynajmniej się postaram. Co robiłaś ciekawego przez te trzy wschody słońca? Oprócz... rozmowy ze swoją przywódczynią.
Tego tematu nie chciała już poruszać. Była to, choć stosunkowo niedaleka, przeszłość, nad którą kocica nieszczególnie się zastanawiała. Żyła ciągiem nieprzerwanych sytuacji, nie rozwodziła się mocno nad tym, co było, pomijając chęć wstąpienia do klanu Gromu i zaginięcie jej rodzeństwa; były to jednak sytuacje tak gwałtowne, tak bolesne, że nie dało się nad tym nie rozwodzić. W tej chwili najważniejsze jednak było to, że spędzała czas ze swoją nieco sztywną przyjaciółką, ale dla niej to nie miało znaczenia, bo o ile Bratkowa Łąka nie należała do najbardziej rozmownych kotów, o ile nie wyglądała na kogoś, kto byłby zainteresowany jej ciągłymi monologami, o tyle Wróbelek wiedziała, że rzeczywistość jest całkiem inna i może mówić do woli, nie narażając przy tym wojowniczki na białą gorączkę.
Przechyliła nieco główkę, unosząc jedną brew, i stanęła na wszystkie cztery łapy, by zaraz podejść niebezpiecznie blisko do niebieskiej kotki.
– Taka czarna, dobrze zbudowaaana... – zaczęła mówić, dość tajemniczo, okrążając przy tym wojowniczkę i przejeżdżając ogonem po jej grzbiecie, chociaż niewiele dzieliło ją od wybuchnięcia śmiechem. Najchętniej zdradziłaby jej to tu, teraz, ale chciała, żeby jej przyjaciółka przejawiła trochę zainteresowania i ruszyła główką, zamiast tak szybko się poddawać! Nie zdawała sobie sprawy, że ona tak naprawdę już wie i tylko czeka, aż dostanie w pysk znanymi sobie już doskonale informacjami, zwłaszcza że szybkie poddanie się było do niebieskiej kotki bardzo podobne i nie powinno nikogo dziwić. Przystanęła wreszcie przed wojowniczką, będąc tym samym bliżej granicy, szczerze powiedziawszy, gdyby tylko postawiła jeszcze jeden krok do tyłu, już mogłyby zostać wyciągnięte wobec niej konsekwencje, i wcisnęła wesołe spojrzenie w pysk swojej rozmówczyni, niemal świdrując ją wzrokiem. – Już wiesz? Czy chcesz więcej wskazówek? Mooogłabym jeszcze powiedzieć, że dosyć porywcza była to kocica. Chociaż... czy ja wiem? Gdy mi o niej mówiłaś, wyobrażałam sobie ją zdecydowanie inaczej... ojej! Chyba zdradziłam trochę za dużo – pisnęła nieco niewinnie i odwróciła głowę, spoglądając na rzeczne tereny za jej plecami, podczas gdy kłębiły się w niej myśli, głupie i nierozważne myśli, ale na pewno mogące zapewnić jej, i jej rozmówczyni, kupę zabawy, o ile nikt poza nimi ich nie zauważy, bo wtedy obie mogłyby mieć problemy. Uśmiechnęła się pod nosem, stwierdzając, że chociaż jest to ryzykowne, chce to wypróbować; upewniła się oczywiście, że nikogo z ich klanu nie ma na tę chwilę w pobliżu, ażeby zaraz, z głośnym śmiechem, odwrócić się gwałtownie i szybkim susem ruszyć w stronę ich ziem, bariery, która skutecznie odganiała ją od wejścia – w tej chwili jednak nie miało to znaczenia, a w żyłach kotki buzowała jedynie adrenalina. – Goń mnie! – krzyknęła radośnie, skazując niebieską na dość krępującą sytuację, bo miała właśnie za zadanie powstrzymać krnąbrnego samotnika od wtargnięcia na ich tereny! A co gorsza, ten samotnik wcale taki wolny nie był, i nawet nie dał jej forów, bo momentalnie rzucił się do ucieczki. Biegnąc zanosiła się śmiechem, podczas gdy wiatr wiał jej w pysk, mocno zdeformowany pysk, bo wyglądała w tej chwili, jakby od tej gonitwy miało zmienić się całe życie, jakby uciekała przed przestępcą, więc musiała dać z siebie wszystko! Miała nadzieję, że dawka ruchu nieco rozweseli ciągle beznamiętną wojowniczkę, bo taki głównie był cel. Sama z siebie nie chciała łamać zasad i wbiegać nielegalnie na czyjeś terytorium, a to, co teraz robiła, było głównie spowodowane chęcią rozruszania zgrabnej kotki, która wyglądała, jakby wyrwała się z depresyjnego świata.
[Obrazek: emo0uSQ.png]


LVL 3 15 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Smutno wypowiedziane słowa Wróblicy wprawiły Pąk w pewien...niepokój. Że mogła ją tym jakoś zranić, że powiedziała coś nie tak, i to było dla niej kompletnie nowe uczucie. Nigdy nie przejmowała się tym, co poczuł drugi kot, czy odebrał jej słowa jakoś źle. Teraz jednak, zaskakująco, zaczęła się martwić. Bo nie chciała stracić swojej przyjaciółki przez jedno głupie słowo, chociaż jak najbardziej szczere. Ta mała burza, jaka właśnie rozegrała się w jej umyśle, nie była w żaden sposób widoczna na zewnątrz - na jej twarzy była zwyczajna, neutralna ekspresja. Całe te frasunki rozwiały jednak kolejne słowa samotniczki, która tylko żartowała, bo była świadoma pewnych...problemów z Bratkową Łąką. W środku wojowniczka odetchnęła z ulgą...ale była też niezadowolona. Że w ogóle przejęła się czymś takim, że dała emocjom fuj zrobić jakąkolwiek jazdę. Bo przecież mogła znaleźć sobie kolejną przyjaciółkę, gdyby cętkowana już jej nie chciała, nie?
— Odbyła się ceremonia i dostałam terminatora. Czyli wiesz, muszę go trenować. Nazywa się Węgorzowa Łapa — powiedziała. Oprócz tego...raczej nie za wiele zdarzyło się w jej życiu, właściwie to jej życie zawsze było raczej nudne i pełne rutyny, która była przerywana jedynie rozmowami z różnymi kotami.
Nieco się wzdrygnęła, gdy Wróblica nagle przejechała ogonem po jej grzbiecie. Nie była przyzwyczajona do dotyku, szczególnie takiego nagłego, ale po chwili rozluźniła się i parsknęła cicho, widząc jak Wróblica próbuje być poważna i tajemnicza, robiąc wokół wojowniczki kółeczka.
— Mhmm, myślę, że mogę kojarzyć tą wojowniczkę. Jest baardzo groźna, nie przestraszyłaś się? — mruknęła, teatralnie przedłużając i intonując słowa. W końcu jednak wróciła do normalnej miny i głosu, by dodać: — Przekazała pozdrowienia.
Kolejne słowa i ruchy Wróblicy kompletnie wybiły niebieską z tropu, przez co przez chwilę siedziała tam jak sparaliżowana i przetwarzała sobie to, co właśnie się wydarzyło w głowie. Gdy w końcu zrozumiała, co samotniczka miała na myśli, wstała i ruszyła za nią biegiem z rozbawieniem na pysku. Nie wyglądało na to, by jakiś wojownik był w pobliżu, na szczęście, a i tak zanim córka Jaskółki zaszła dalej w rzeczne tereny...Bratek wskoczyła na nią, przewracając cętkowaną na ziemię. Przednią łapą zmierzwiła futerko na jej głowie, jakby Wróbelek była jakimś niesfornym kociakiem (mentalnie nim była). — Ale z ciebie niegrzeczny samotnik, ćwir-ćwir.
[Obrazek: 20051648_VWRqemYa7hggJ7L.png]
LVL 3 180 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Doskonale zdawała sobie sprawę z problemu jej przyjaciółki. To nie tak, że krótka znajomość mówiła natychmiast o tym, że się nie znają. W przypadku Bratkowej Łąki mogło tak być, lecz z Wróbelek było całkowicie inaczej, zwłaszcza że niebieska kotka już na początku, gdy pierwszy raz się spotkały, wyznała jej, że nie zna się na emocjach i chciałaby się ich nauczyć. Zresztą... nawet jeśli nie byłaby dla wojowniczki wystarczająca, być może byłoby jej smutno, ale nie byłaby na nią zła i nie narzucałaby się na siłę. Chciała dla niej jak najlepiej i nawet jeżeli tamta uznałaby, że to koniec ich przyjaźni, bo poznała kogoś lepszego, albo po prostu twierdzi, że to nie jest to, co dawniej, cętkowana by się z tym pogodziła i nie robiłaby z tego tytułu niepotrzebnych cyrków. Byłoby jej przykro, z pewnością, ale dla niej najważniejsze było samopoczucie otaczających ją kotów, aniżeli swoje własne.
– Terminatora? Ale super! Mnie wojownik z klanu Cienia mówił o treningu walki, to jest to samo? W sumie brzmi podobnie... No ale nieważne! Pewnie bardzo dobrze go wytrenujesz, hmm? – zaśmiała się, przechylając delikatnie głowę i mrużąc zabawnie jedno, niebieskie oczko. Musiała wyglądać w tej chwili kuriozalnie, ale w tym sprawdzała się najlepiej. Można wręcz powiedzieć, że z uśmiechem było jej do twarzy. Za moment jednakże ponownie ustawiła się do pionu, gdy kotka wreszcie domyśliła się, o kogo chodzi, snując przy tym prześmieszne wnioski. Groźna? A skąd! Już prędzej niebieska kocica budziła strach, za to Niedźwiedź była dla rasowej córki idealnym towarzyszem do pogawędki. Być może gdyby nie była sobą, stwierdziłaby inaczej, ale naprawdę podobało jej się spotkanie z pierworodną Kos, była bowiem bardziej rozgadana i wyluzowana, a przy tym kompletnie nieszkodliwa. Oczywiście słodka Bratek również nie była ani trochę szkodliwa, aczkolwiek z początku potrafiła zabić swoim wiecznie poważnym, chłodnym spojrzeniem.
– I co, cieszysz się? Nieliczni dostają ode mnie pozdrowienia! – Pąk, Lisek. Z pewnością, gdyby spotkała kogoś z klanu Cienia pozdrowiłaby jeszcze Polnego i Grzyb, ale tak to chyba nie było na tę chwilę więcej kotów, które sobie na to zasłużyły, niezależnie od tego, jak surowo i wręcz abstrakcyjnie mogło to brzmieć w jej wykonaniu. Swoją drogą, zastanawiała się jak ma się Lisia Łapa... dawno nie rozmawiały, ale cętkowanej nie było stać na takie drogie wycieczki. Czasem sobie na to pozwalała, jednak teraz... zdecydowanie bliżej miała do Rzeki i Wichru, a Cień odwiedziała sporadycznie. Nie sądziła więc, że wkrótce będzie miała okazję spotkać rudą kotkę, która została już wojowniczką, chociaż Wróbelek nie zdawała sobie z tego sprawy. Musiała cieszyć się tym, co ma, a miała całkiem sporo. W końcu Bratek była dla niej bardzo ważna i znaczyła dla niej wiele.
Zaczęła biec ile sił w łapach, zanosząc się śmiechem, niczym wypuszczone z uścisku matki kocię, ale w pewnym momencie niespodziewanie poczuła pchnięcie i to była kwestia chwil, aż upadła na grzbiet. Skóra w tamtym miejscu zaczęła ją niesamowicie piec, ale gdy tylko otworzyła przymknięte na moment oczy i zauważyła stojącą nad nią kotkę, od razu przestała skupiać się na bólu. Chwilę później zaczęła się również rozglądać, jako że siłą rzeczy były na rzecznych terenach, by mechanicznie otworzyć pyszczek w zdumieniu, widząc cały ten obraz. Nie były daleko od granicy, prawie obok, ale wciąż bliżej pięknej wody, niż dalej. Tereny były ogromne, niesamowicie ogromne, a przy tym wręcz magiczne, przez co nie mogła się napatrzeć i wreszcie zaczęła chichotać, sama nie wiedziała czemu. Być może dlatego, że właśnie pierwszy raz zrobiła coś nielegalnego, a być może dlatego, że Pąk zaczęła czochrać ją po głowie i było to naprawdę zabawne. Ponownie przeniosła spojrzenie na stojącą nad nią kotkę i westchnęła dramatycznie, wręcz teatralnie, jakby właśnie miała zostać pożarta.
– Och nie, nie zjadaj mnie! – zaczęła błagać o litość, w połowie zdania wybuchając gromkim śmiechem i uniosła powoli, bardzo powoli, wręcz ślimaczym tempem obie łapy, by niby to zawiesić je na szyi przyjaciółki... a zaraz potem spróbować użyć swojej siły tak, aby to Bratkowa Łąka ugięła się pod jej naporem i upadła na grzbiet, coby to samotniczka mogła spojrzeć na nią od góry. Skoro już się bawią, to na całego, prawda? A walki z samotnikami na terenach nie powinny być niczym dziwnym, racja? To, że tak naprawdę nie było tutaj cienia agresji to temat na inną rozmowę, bo w tej chwili skupiała się na tym, żeby jak najlepiej się bawić i poprzekomarzać ze starszą kotką. Jeszcze niedawno nie sądziła, że spędzanie z nią czasu będzie dawało jej tyle szczęścia, ale los lubi często zmieniać swój scenariusz.
[Obrazek: emo0uSQ.png]


LVL 3 15 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Bratkowa Łąka raczej nie oceniała kotów pryzmatem jednego słowa, tym bardziej, gdy już się do nich przywiązała. Rzadko trzymała urazę i potrafiła naprawdę szybko zapomnieć o jakiejkolwiek kłótni, jakby to była przyjacielska pogaduszka. Sama uważała to za dobrą cechę, bo przynajmniej nie musiała bawić się w jakieś foszki. Przy jakichkolwiek...nieporozumieniach zwyczajnie wytaczała swoje argumenty, ale nie niosła wraz z nimi żadnego ładunku emocjonalnego. Nie zmieniały tego, co myśli o drugim kocie. Mógł on dostać tylko etykietkę "mądry" bądź "głupi" w zależności od zachowania podczas dyskusji. Ale póki kot nie był denerwujący, irytujący, to mogła tolerować obecność każdego. Inna sprawa, że Pąk często irytowała sama głupota, cóż.
— Nie wiem. Ja tylko mówię mu to, co wiem. Jak się tego nauczy...to zależy już od niego — jego trening, jego wojownikowanie, jego interes. Zamierzała tylko raz na koniec odpytać go, coby nie puścić do rangi wojownika kogoś niedouczonego. Raczej nie poświęcała się bardziej, niż powinna. — A, i tak. Walki uczysz się na treningu. Oprócz tego...polowanie, rangi, tereny, kodeks. — teraz gdy to mówiła, to nie wydawało się to bardzo dużo. I po co Głóg to tak ciągnął, ech? Z drugiej strony może to tylko wrażenie i w praktyce każdy trening się tak dłuży. Musiałaby zyskać w tym więcej doświadczenia - w prowadzeniu treningów - by móc to stwierdzić.
— Hm, a powinnam? — przekręciła delikatnie głowę, rozbawiona. Czy się cieszyła...chyba tak, raczej tak, tak? Była zadowolona, że Wróbelek tak o niej pamięta, czy coś. To było miłe. Sama nie bawiła się w takie rzeczy, bo jak chciała jej coś powiedzieć, to sama poszłaby na granicę. Zresztą, do głowy by jej nawet nie przyszło, by kogoś pozdrowić. Właściwie to nie za bardzo wiedziała czym jest pozdrowienie, skąd się wzięło i czemu. Jasne, kojarzyła to z czymś...hm, przyjacielskim, ale potrafiła znaleźć temu dobrej definicji.
Nie zjadaj mnie? Parsknęła cicho pod nosem i otworzyła paszczę, by już udawać, że ją je...że aż nie zauważyła, jak bengalska zawiesza się na jej szyi.
— Buu, zjem ci-aH! — z jej pyszczka wydał się nagle zdziwiony jęk, gdy nagle straciła równowagę, dominację i wszystko na co pracowała przez te dziesięć uderzeń serca, a sama znalazła się pod burą. — Oho, czyli jednak wolisz być na górze? — zażartowała po chwili ciszy, jaką poświęciła na zorientowanie się w tym, co się dzieje. Była...wyjątkowo rozbawiona swoimi słowami, a jeszcze bardziej śmieszyło ją, że urocza i niewinna Wróbelek pewnie nawet nie zrozumie, o czym mówi.
[Obrazek: 20051648_VWRqemYa7hggJ7L.png]
LVL 3 180 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ona również szybko wybaczała. Nie chciała robić sobie niepotrzebnie wrogów, a unikanie konfliktów było perfekcyjnym rozwiązaniem. Nie żeby nie miała własnego zdania – miała i to dosyć często. Wciąż: nie jest ciężko wywnioskować, że… cóż, zazwyczaj nie mówiła o nim głośno. W ten sposób łatwo było kogoś sprowokować, a tutaj warto powrócić do poprzednich słów: unikała konfliktów. Wolała przyznać komuś rację, i nie musieć martwić się o złe stosunki, aniżeli wyrazić swoją opinię, nawet jeżeli ona sama uwielbiała słuchać, choćby czyjeś zdanie było sprzeczne z jej punktem widzenia.
– A mnie też nauczysz? Ale czegoś innego... oryginalnego. – Nie chciała uczyć się polowania; to już potrafiła. Nie chciała również uczyć się walki; o tym mówił jej Polny Chwast. Tereny klanowe czy rangi to nie było coś, co powinno ją interesować. Nie, gdy odmówiono jej wstąpienia do klanu i musiała pogodzić się z faktem, że na zawsze grzać będzie się w tytule samotnika. Chciała nauczyć się czegoś… innego. Czegoś, co potrafiła tylko niebieska kocica. Czegoś, co pozwoliłoby ich przyjaźni wejść na wyższy stopień, co sprawiłoby, że ich spotkania byłyby jeszcze barwniejsze. Ale czy istniało coś takiego? Patrząc na życie prowadzone przez wojowniczkę – mocno wątpliwe. Nie była typem kota, który poza klanem prowadziłby inne życie, ekstremalne życie… no chyba, że tak można nazwać jej rozmowy z cętkowaną samotniczką, to rzeczywiście jej egzystencja niosła za sobą pełnię przygód.
– Nie wiem. Powinnaś? – spytała i wybuchnęła śmiechem. Czasami naprawdę nie mogła uwierzyć, że jej przyjaciółka nie rozumie tylu rzeczy. No litości – co jest ciężkiego w określeniu, czy się z czegoś cieszy, czy nie? Już pomijając, że gdyby nie to, że luźno podchodziła do wszystkiego, to mogłoby jej się nawet zrobić w tej chwili przykro.
Uśmiechnęła się w zadowoleniu, gdy już po krótkiej chwili poczuła pod sobą bijące ciepło od swojej przyjaciółki. Poszło łatwiej, niż z początku sądziła. Najwidoczniej oceniła wojowniczkę za szybko, i z łatwością mogłaby ją pokonać, gdyby chciała, ha! Ale nie chciała. Ba, można powiedzieć, że podobał jej się obecny stan, gdy tak leżała na starszej kotce. Żebyś wiedziała, Bratkowa Łąko, że wolę być na górze… tak z pewnością brzmiałyby jej słowa, gdyby załapała, ale wbrew oczekiwaniom, nie załapała; zamiast tego uniosła wysoko głowę i rzuciła zafascynowane spojrzenie malującym się widokom.
– Mm, stąd mam lepszy widok – powiedziała, ale nim to zrobiła, pochyliła subtelnie głowę, kierując te słowa prosto do ucha leżącej pod nią wojowniczki. Chciała, żeby niebieska poczuła, że jest zdominowana, chociaż dla Wróbelek nie było to nic innego, jak zwykła zabawa, z której czerpała niemałą frajdę. Szczególnie, że była na nieswoich terenach, co dodawało temu jeszcze więcej rozrywki. – Bratkowa Łąko – uniosła głowę, by spojrzeć na nią z góry, jej pysk zaś ozdobiła powaga – mianuję cię moim punktem obserwacyjnym. Służ mi dzielnie i zawsze wybieraj ładne miejsca! – oznajmiła uroczyście, mrużąc przy tym oczy i unosząc wysoko podbródek, aby wyglądać jeszcze wiarygodniej i dumniej, ale to była tylko kwestia paru chwil, gdy obraz surowej przywódczyni rozmył się nagle, a jedyne, co wojowniczka mogła teraz zauważyć, to pękająca ze śmiechu samotniczka.
[Obrazek: emo0uSQ.png]


LVL 3 15 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Och, żeby Wróbelek wiedziała, w jak bardzo złym kierunku poleciały myśli Bratkowej w momencie, w którym powiedziała o czymś innym i oryginalnym. I nie pomagał fakt, że właśnie turlała się z ładną kotką na ziemi. Parsknęła cicho na swoje skojarzenia i jako iż wiedziała, że ta wesoła i niewinna kuleczka nigdy nie miałaby tego na myśli, zaczęła myśleć, co właściwie mogłoby być czymś innym i oryginalnym. Bratek znała teorię pływania i łowienia, ale nie była w tym mistrzem i raczej rzadko to robiła. Pytanie, czy cętkowana chciałaby coś takiego? Pąk nie lubiła tych wodnych rzeczy i z góry twierdziła, że inni również, nawet jeżeli prawda czasem była inna. Westchnęła.
— Nie wiem, czy jest coś takiego. Raczej nie mam żadnych oryginalnych umiejętności — mruknęła w końcu, bo rzeczywiście nie było niczego takiego, czym mogłaby się pochwalić. Skoro znała większość programu treningowego, a stanowił on trzy czwarte wiedzy Bratek, to mało mogła jej powiedzieć.
— Niedźwiedź próbowała mi wytłumaczyć co to znaczy lubić kogoś, ale ona się do tego nie nadaje. A według ciebie? — zapytała nagle, myśląc, że Wróbelek może mieć nieco lepszą wiedzę na ten temat niż Chaber. Czarna myślała dosyć czarno-biało i prosto...i o ile Bratek też wolała, gdy wszystko było jasne, tak wiedziała że uczucia nigdy nie są stuprocentowo białe czy czarne, że to wszystko jest bardziej skomplikowane niż "tego lubię, tego nie lubię". Ale skąd miała wiedzieć, co to wszystko znaczy, jeżeli przez dwadzieścia księżyców życia nie nawiązała prawie żadnej relacji? Zawsze była w to słaba.
Cóż, nic dziwnego, że bengalska ją tak przewróciła. Wzięła ją z zaskoczenia, a do tego była zdecydowanie od niej większa i masywniejsza. To nie tak, że szara była kompletnie malutka, bezbronna i słaba, ale była bardziej...szybka niżeli silna. Wolała pokonać kogoś obmyślaną strategią i używaniem słabych punktów, niż czystą siłą, jak to miała w zwyczaju na przykład Niedźwiedzi Kieł. Podniosła wyżej brwi, gdy Wróbelek nie załapała jej żarciku. Mogła się tego spodziewać...ale z drugiej strony, nawet jej się to podobało? Zwykle widziała taką niewinność jako wadę, ale gdy robiła to Wróbelek, to Pączek uznawała to za nawet...urocze. Och, a wiecie, co było jeszcze bardziej urocze? Uznanie przez córkę Jaskółki Bratek za jej punkt obserwacyjny. Gdy bura zaczęła się śmiać, sama wypuściła rozbawiona powietrze z nosa i zaczęła robić to samo. Śmiać się...i nawet nie wiedziała, czemu tak bardzo. Zupełnie, jakby Wróbelek ją tym zaraziła. Zwykle Bratek ograniczała się do zwyczajnych parsknięć, i do tego ironicznych. A teraz...teraz śmiała się jak nigdy. I to było takie dziwne, a jednocześnie napawało ją tym nieznanym wcześniej szczęściem.
— Myślę, że ty lepiej znasz się na ładnych miejscach na Ziemiach Niczyich. No chyba, że chcesz znowu włamać się do Rzeki? — odparła, gdy już zaprzestała śmiechu, chociaż nadal miała ten nieschodzący z pyska uśmieszek. Naprawdę próbowała wrócić do zwykłej ekspresji, ale to było...naprawdę trudne. Najwyżej wróci do obozu z głupim bananem na buzi. Nawet nie wiedziała już, czy jej się to podoba, czy nie. Z jednej strony było to takie przyjemne, a z drugiej...jakby nieco się tego brzydziła. Emocji. Ale najwyraźniej nie zawsze można trzymać je w ryzach, huh. Gdy tak leżała, miała szansę jeszcze lepiej przyjrzeć się wyjątkowym plamkom na futrze Wróblicy...które były jeszcze ładniejsze, gdy to zrobiła. Czemu w Klanie Rzeki nie może być takich ładnych kotek? Z drugiej strony, gdyby były, to teraz bura nie byłaby dla niej taka wyjątkowa, nieprawdaż? Gdy tak się przyglądała, zauważyła, że całe to jej futerko wyglądało na bardzo miękkie. Sama miała raczej, no, zwyczajną sierść, niezbyt szorstką, ale też niezbyt puszystą. Podniosła więc, nieco podświadomie, łapę i przyłożyła ją do piersi Wróblicy, chcąc sprawdzić, czy rzeczywiście jest takie w dotyku. Zupełnie, jak jakiś głupi kociak. Ale się nie zawiodła, bo rzeczywiście było mięciutkie i puszyste. Oczy jej nawet zalśniły. Nie była teraz sobą, a najwyżej nie zwyczajną sobą. Ale i tak nigdy nie miała wstydu. Podniosła więc drugą łapę i po prostu wcisnęła je w pierś bengalskiej, cicho komentując pod nosem: — Ale mięciutkie.
[Obrazek: 20051648_VWRqemYa7hggJ7L.png]
LVL 3 180 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości