Mistrz: bezdomni Płeć: kocur Matka: Sagiko [NPC] Ojciec: Giorgio [NPC] Partner: [wheeze] Trwałe urazy: Brak palca w przedniej, prawej łapie.
Wielka, czarno-srebrna pręgowana tygrysio kula o zielonych oczach. Na pysku, brzuchu i lapach ma przebarwione futro do bieli. Jego plecy i brzuch w czasie zimy, obrasta warstwa grubego, jaśniejszego futra. Latem jest ono gładsze i ciemniejsze. Charakterystycznym dla kocura jest brak palca w przedniej lewej łapie. Jego prawe ucho jest delikatnie naderwane. Często śmierdzi podobnie do psa, bo ma z jednym kontakt niemal każdego dnia. Pod grubym futrem ma czerwoną obróżkę, której szczerze powiedziawszy nie widać, chyba że z całych sił stara się przedostać przez jego sierść do szyi.
Spokojny, posłuszny, ale jak trzeba to będzie walczył. W prawdzie nie lubi się bić, ani nawet się głupio przegadywać, ale jak ktoś go do tego zmusza, to nie będzie przecież stał i gapił się jak głupi w ser. Towarzyski, rozmowny, ciekawski, który toleruje niemal wszystko i każdego. A poza tym, wielbiciel psów.
Wężowy Błysk [KG]
- Musiała? Mają zamiar cię wygnać...? - zmartwił się, szczerze. Uszy położył po sobie, a sam jakby posmutniał. Podłe by to było. Jak można wygnać kota z grupy? Tak o? Myślał, że jedynie gangowa sprawa, chociaż raczej tam nie dochodziło do wygnań, a swego rodzaju morderstw. Albo koty były od razu mordowane, albo ranione, albo po prostu były tak słabe, zmęczone i wygłodniałe, że i tak umierały. - Ah! Dlatego chcesz iść? Już się bałem, że coś się stało. Ale, niestety. Nie widziałem... Mogę jej poszukać i ewentualnie dać ci znać. Może jest gdzieś w okolicy? Na osiedlu nie widziałem nikogo takiego, naprawdę. Słowo.
Zaznaczył to z pewnością. Po okolicy mógł się jak najbardziej przejść, rozejrzeć, może na kogoś opisanego przez kotkę trafi. Obecnie o koty na Niczyich było trudno, ale będzie miał na uwadze kogo szukać poza Niknącą Łapą, gdyby zaszła taka potrzeba. - No, chyba że ty chcesz szukać sama. Ale to ja mogę pomóc jak co, jakby nikt od ciebie tam nie chciał. Mnie jedno, ja szukam takiego kota. Niknącej Łapy - mruknął spokojnie, uśmiechając się lekko. Może nie obchodziło ją to w ogóle, ale wiedziała kogo szuka srebrny... no, i że w ogóle szuka kogoś! Więc po terenach i tak musi się kręcić.
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
Kornikowy Konar spędzał popołudnie na patrolu ze Słonym Wiatrem i Potężnym Strumieniem. Chociaż bardziej adekwatnym określeniem od patrolu byłyby - męskie pogaduchy. O ile dotychczas rozmyślania na temat partnerstwa oraz miłości kocur snuł głównie we własnej głowie, tak od czasu kiedy jego, hm, związek z Zachodzącym Światłem stał się faktem, podpytywał o różne rzeczy Klanowych kolegów, którzy mieli już doświadczenie w szczęśliwym pożyciu. Co prawda nie uważał, żeby jego relacji z Zachód cokolwiek brakowało, ale równocześnie nie mogło zaszkodzić znalezienie jakiegoś męskiego wzorca, skoro w jego zdominowanym przez kotki życiu, dotychczas takiego nie było.
Rozmowa toczyła się płynnie, tak jak równo przesuwała się ziemia pod łapami trzech kocurów. Jednak czas też płynął, a obowiązki wzywały. Potężny Strumień musiał wracać do kociarni, bo obiecał pomóc Ciemnej Mordce w opiece nad dziećmi, a Słony Wiatr postanowił zapolować, bo jeszcze tego dnia nie dołożył niczego do stosu. Kornik natomiast udał się bardziej na północ, by swoją obecnością nie przeszkadzać drugiemu wojowniki w łowach. Uszy miał czujnie postawione, a oczy szeroko otwarte, chociaż nie spodziewał się za wiele niespodzianek.
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Mistrz: - Płeć: kocur Matka: Szadź Ojciec: ? Trwałe urazy: Ogon złamany w ostatnim kręgu.
Rudy, krótkowłosy, klasycznie pręgowany z białymi znaczeniami. Prawe oko niebieskie, lewe pomarańczowe.
Jest kocurem naprawdę młodym, więc tak naprawdę jego charakter nie należy do najstabilniejszych. Często zdarza mu się popadać w skrajności, albo wszystko albo nic, albo 0 albo 1, nic pomiędzy. Poza tym jest raczej ciekawy świata i zdecydowanie towarzyski - chętnie poznaje nowe koty i wysłuchuje ich historii. Nieśmiałość, wycofanie czy lękliwość to słowa, które zdecydowanie nie występują w jego słowniku.
Wędrówka Pstrąga była... żmudna. Tak, to było dobre i adekwatne określenie. Kocur miał nadzieję, że uda mu się znaleźć jakiś dodatkowy szczaw, żeby nie szedł z tym jednym liściem, który podarowała mu Bociania Łapa, ale był za mało spostrzegawczy, żeby wśród innych chwastów umieć zauważyć akurat ten jeden potrzebny. I jasne, mógłby jeszcze trochę pozagrzewać swoje miejsce w leśnych ostępach bo radził tam sobie całkiem nieźle, ale z każdym dniem miał wrażenie, że ta dziwna banda zorganizowanych samotników coraz bardziej zaczyna pilnować swoich, hehe, granic? Samotnicy i pilnowanie jakichś granic, no ciekawe.
W każdym razie wyruszył w drogę. Chwycił w pysk ten jeden jedyny liść szczawiu, który miał i podążył przez tereny, które kiedyś wskazał mu Ryś. Musiał przejść całą trasę od szuwaru turzycy wzdłuż tej całej... brzmiącej? grzmiącej? ścieżki. Paradoksalnie ulica była tego dnia dosyć ruchliwa, więc rudo-biały kocur nawet nie zamierzał ryzykować chodzenia za blisko granicy z klanem rzeki i pobocza. Pobocza się bał bo samochody a granicy się bał bo istniało ryzyko, że przez smród spalin nie wyczuje oznakowanych terenów na czas, a wiedział, że nikogo nie powinien wkurzać już na start.
Znajdował się teraz gdzieś pomiędzy łanem rzepaku i kwiecistą łąką, gdzie to postanowił przystanąć na chwilę i doprowadzić swoje futro do porządku. Jakby nie patrzeć wędrował prawie całą dobę, nie śpiąc po drodze. Ułożył sobie szczaw pod prawą przednią łapą i zaczął delikatnie czyścić lewą, którą uniósł bliżej pyska, żeby mu było wygodniej.
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
Granica z Kłującym Gąszczem należała do tych teoretycznie wrażliwszych, bo stykała się z terenymi niczyimi, a nie miała tak naturalnej bariery od świata jak na przykład Grzmiąca Ścieżka znajdująca się na wschodzie, czy Czarny Ogon odgradzający włości Cienia oraz Wichru. Dlatego Kornik poświęcił jej trochę uwagi i oznaczył w kilku miejscach, chociaż niespecjalnie spodziewał się najazdu barbarzyńskich samotników. Podobno jakieś zagrożenie gromadziło się raczej na dole mapy, ale obsikanie kilku punktów i tak niewiele miało w tym temacie zmienić. Może dlatego natychmiast zmienił plan działania, kiedy tylko obca woń dostała się do jego nosa. Uniósł łeb nad szerokie barki i zaniuchał jak pies, dając się poprowadzić tropowi. Kilka kroków dalej dojrzał płomienne rude futro, które z miejsca uruchomiło w głowie Kornika skojarzenie. - Heeeej, Szkiełko. - Zawołał, zanim zdążył to dobrze przemyśleć. - Zobacz, jakoś nie umarłem, mimo, że tak mi przepowiedziałeś... A, to nie ty. - Urwał nagle swoją tyradę i wlepił zaskoczone spojrzenie w samotnika. No może był podobny, nawet miał dwukolorowe oczy! Jednak nie był tym samym, szalonym wróżbitą.
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Mistrz: - Płeć: kocur Matka: Szadź Ojciec: ? Trwałe urazy: Ogon złamany w ostatnim kręgu.
Rudy, krótkowłosy, klasycznie pręgowany z białymi znaczeniami. Prawe oko niebieskie, lewe pomarańczowe.
Jest kocurem naprawdę młodym, więc tak naprawdę jego charakter nie należy do najstabilniejszych. Często zdarza mu się popadać w skrajności, albo wszystko albo nic, albo 0 albo 1, nic pomiędzy. Poza tym jest raczej ciekawy świata i zdecydowanie towarzyski - chętnie poznaje nowe koty i wysłuchuje ich historii. Nieśmiałość, wycofanie czy lękliwość to słowa, które zdecydowanie nie występują w jego słowniku.
Oj, zagrożenie naprawdę się gromadziło na południu mapy i to nie były niestety pogłoski. Pstrąg coś na ten temat ku swej wielkiej niechęci wiedział, chociaż wolałby nie. Jego legowisko na terenie leśnych ostępów powoli przestawało być tak przyjemne jak dotychczas, a każda noc poza delikatnym wypoczynkiem przynosiła też niepokój, czy ktoś na pewno nie postanowi kocura napaść.
Różnica między Kornikiem w tym momencie a Pstrągiem była taka, że rzeczniak wyczuł woń tego drugiego i celowo skierował się w jego stronę, w czasie gdy samotnik spokojnie czyścił swoją lewą łapę. Dlatego też zdziwił się, gdy do jego uszu dotarło przywitanie... Szkiełka?
- Hmp....f... - mruknął do siebie, podniósł łeb i rozejrzał się wokoło, szukając tego prześmiesznego kocura, z którym całkiem niedawno miał nawet do czynienia. Ale nigdzie nie dostrzegł ślepca. - A, to nie ja... - powtórzył tępo za nieznajomym czarnym kocurem. - Nie wiem o co chodzi, ale na pewno nie przepowiadałem ci śmierci. - dodał jeszcze, spoglądając na syna Czerwii dwukolorowymi ślepiami wyrażającymi niezrozumienie.
- Ale skoro już tu jesteśmy... Nazywam się Pstrąg i szukam kontaktu z klanem rzeki. Czy to tutaj? - zapytał, mając nadzieję, że uzyska twierdzącą odpowiedź.
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
Nieznajomy potwierdził pomyłkę Kornika, a kiedy uniósł na niego swoje dwukolorowe oczy, wojownik przypomniał sobie, że Szkiełko miał jedno zielone, a nie pomarańczowe jak ten tutaj. Zresztą, czym dłużej patrzył na kocura, tym więcej widział niepodobieństw.
- No nie, to nie ty. - Powtórzył. - Przepraszamy pomyliłem cię z takim jednym, co przepowiadał przyszłość z piszczków! Śmieszna zabawa, ale całe szczęście jego słowa niezbyt się sprawdzają. Inaczej nie spotkałbyś mnie tutaj, bo powinienem być martwy od jakiegoś księżyca. - Wyjaśnił beztrosko. Już zapomniał, że przepowiednia Szkiełka przez chwilę budziła jego niepokój. Całe szczęście miała określony termin ważności, który dawno minął, więc wizja okrutnej śmierci nie wisiała nad nim zbyt długo.
Tymczasem, szybko się okazało, że miał miejsce całkiem przyjemny zbieg okoliczności i bardzo dobrze, że Kornikowy Konar zagadał samotnika, bo ten i tak szukał kontaktu z Klanem Rzeki. - Dobrze trafiłeś! Jestem Kornik i jestem wojownikiem Klanu Rzeki. - Miauknął ze szczerym entuzjazmem. - A tam za mną są nasze tereny! Czego potrzebujesz?
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Mistrz: - Płeć: kocur Matka: Szadź Ojciec: ? Trwałe urazy: Ogon złamany w ostatnim kręgu.
Rudy, krótkowłosy, klasycznie pręgowany z białymi znaczeniami. Prawe oko niebieskie, lewe pomarańczowe.
Jest kocurem naprawdę młodym, więc tak naprawdę jego charakter nie należy do najstabilniejszych. Często zdarza mu się popadać w skrajności, albo wszystko albo nic, albo 0 albo 1, nic pomiędzy. Poza tym jest raczej ciekawy świata i zdecydowanie towarzyski - chętnie poznaje nowe koty i wysłuchuje ich historii. Nieśmiałość, wycofanie czy lękliwość to słowa, które zdecydowanie nie występują w jego słowniku.
Między Szkiełkiem a Pstrągiem było dużo podobieństw, ale jednak dużo więcej niepodobieństw. Chociażby sama sylwetka i postura były odmiennie różne. Rudemu kocurowi od czasu do czasu śniła się dziwnie powykręcana sylwesta CZOŁGAJĄCEGO SIĘ wróżbity. Huh.
- Nie ma problemu. Wiem, z kim mnie pomyliłeś, bo też się z nim widziałem niedawno. - skinął spokojnie pyskiem i odłożył lewą łapę na ziemię. Mocniej oparł się o leżący obok szczaw, tak jakby bał się, że Kornik zachce chwycić go w zęby i uciec w siną dal. A te zioła były BARDZO istotne dla syna Szadzi. Bardzo. - O matko, nie wiedziałem, że on przewiduje też takie rzeczy... Ale skoro tutaj jesteś, to znaczy, że jego widzenia są mało skuteczne...? Z drugiej strony wiedział, że rozmawiałem z kotem we śnie. Huh. - przerwał na chwilę, żeby nastroszyć wąsy i złapać oddech.
- Kornik...owy Konar? - wahał się przez chwilę, czy to nie było aby Kornikowa Noga, ale wtedy przypomniał sobie oburzenie Bocianiej Łapy. Nie, to zdecydowanie był konar. - Od... Czerwonej, hm, Gwiazdy? - jego łeb był pełen wątpliwości i braku pewności co do wypowiedzianych przed chwilą słów, ale na ten moment nie miał nic do stracenia, a szczerze mówiąc ucieszyło go, że tak bez problemu trafił na jednego ze wspomnianych przez kotkę ze snów. - Potrzebuję... pomocy. - zaczął ostrożnie - Mam chorą łapę i powiedziano mi, żebym przyszedł do was poprosić o leczenie. - zerknął na kocura pytająco. Przegoni go, czy zaproponuje współpracę? - Mogę wszystko wyjaśnić, ale to długa historia...
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
Pstrąg nie miał czego się obawiać, bowiem Kornik nie był zainteresowany okradaniem go ze szczawiu. Nie rozpoznałby cennego medykamentu nawet jakby kocur podstawił mu go pod nos, a co dopiero kiedy leżał sobie bezpiecznie koło jego łapy. Zresztą syn Czerwonego Maku większość uwagi poświęcał nieznajomemu rozmówcy, a nie jakiemuś zielsku.
- O, a tobie co przepowiedział? - Zapytał bez skrępowania. Oczywiście kocur mógł odmówić odpowiedzi, ale prawdę mówiąc wojownik nie widziałby w tym sensu - chyba zgadzali się, że wizje Szkiełka były majaczeniem wariata? W związku z tym nie było czego się wstydzić! - Też nie wiedziałem, ale jak widać się nie sprawdziło, przynajmniej w moim wypadku, całe szczęście! Ale mojej partnerce też gadał jakieś niestworzone rzeczy, w ogóle nie zrozumiałem o co mu chodziło... - Paplał beztrosko, aż nagle urwał i szerzej otworzył oczy, gdy Pstrąg wspomniał o rozmowie z kotem we śnie. - Woooow, rozmawiałeś z Gwiezdnym?! Myślałem, że oni przychodzą tylko do kotów z Klanu, ale ci się trafiło! Kto to był? - Rozentuzjazmował się momentalnie. Jego radość była szczera, bowiem nie miał już czego zazdrościć - w końcu sam też miał za sobą pierwszą rozmowę z przodkiem.
Właśnie w tym momencie przypomniał sobie słowa Mroźnego Nosa i do szeroko otwartych powiek dołączył uchylony pyszczek. Czyżby to o tym rudzielcu mówił wujek? To nie mógł być przypadek! Co prawda tamten miał poszukiwać odpowiedzi na pytania, a nie leczenia, ale i tak był podejrzanie dobrze poinformowany, no i ta rozmowa z Gwiezdnym! Łącząc wszystkie fakty Kornik doszedł do wniosku, że nie mogło być mowy o żadnej pomyłce! - Tak! Jestem synem Czerwonej Gwiazdy! - Miauknął. - Ojej, ale co ci się stało w łapę? To coś poważnego? Oczywiście, że ci pomożemy, tylko powiedz co ci właściwie dolega to wtedy pomyślę co zrobić. - Myśli wojownika pogalopowały. Zastanawiał się, czy skoro Pstrąg został niemal zesłany przez Mroźnego Nosa to powinien go zaprowadzić wgłąb terenów, czy też zostawić na granicy i sprowadzić Gorycz na miejsce... To drugie wydawało się bezpieczniejszą opcją, pod warunkiem, że terminatorka medyka akurat miałaby nastrój do współpracy.
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Mistrz: - Płeć: kocur Matka: Szadź Ojciec: ? Trwałe urazy: Ogon złamany w ostatnim kręgu.
Rudy, krótkowłosy, klasycznie pręgowany z białymi znaczeniami. Prawe oko niebieskie, lewe pomarańczowe.
Jest kocurem naprawdę młodym, więc tak naprawdę jego charakter nie należy do najstabilniejszych. Często zdarza mu się popadać w skrajności, albo wszystko albo nic, albo 0 albo 1, nic pomiędzy. Poza tym jest raczej ciekawy świata i zdecydowanie towarzyski - chętnie poznaje nowe koty i wysłuchuje ich historii. Nieśmiałość, wycofanie czy lękliwość to słowa, które zdecydowanie nie występują w jego słowniku.
Może i nie miał się czego realnie obawiać, ale w sumie to nie wiedział, jak stan wiedzy medycznej wyglądał w klanie rzeki. Może wszystkie dorosłe koty odbywały jakieś specjalne przeszkolenie z wiedzy o medykamentach, więc Kornik dobrze wiedział czym jest szczaw? Poza tym ok - kocur miał już do czynienia z różnymi przedstawicielami klanów i jak na razie nie trafił na nikogo bardzo niemiłego, ale... z rzeczniakami jeszcze nigdy nie gadał i to był jego pierwszy kontakt. Pewna doza niepewności i dystansu była w tym przypadku więcej niż wskazana.
- Mówił dużo bardzo dziwnych rzeczy, wiesz... Połowy z nich nie zrozumiałem. - przyznał szczerze. Poza tym przecież nie powiedziałby kotu z rzeki, że Szkiełko nazwał to więzieniem, co nie? - Dużo lepiej dogadywał się on z moim kolegą z klanu cienia, może dlatego że oboje są ślepi. Szkiełko na jedno oko, a Padalec na oba ślepia. - wizje snute przez dziwnego wędrowca były ciekawe, ale jednocześnie niepokojące, dlatego nic dziwnego, że Pstrąga przeszedł w pewnym momencie bardzo nieprzyjemny dreszcz po plecach.
- To... skomplikowane. - mruknął i przymknął powieki na chwilę, gdy Kornik zasypał go pytaniami o ten dziwny sen - Skomplikowane dlatego, że padło bardzo dużo imion i głupio byłoby to wszystko teraz pomieszać. - otworzył dwukolorowe ślepia i zmarszczył czoło w niezadowoleniu. - To była kotka od was. Mówiła, że utopiła się, gdy była młoda. Nazywała się B...Bociania Łapa i mówiła, że jest siostrą dwóch starych przywódców i jednego, który ma... być. - chrząknął - Być przywódcą, znaczy się. Ale mam problemy z imionami, jak mówiłem. Nigdy nie spotkałem tak dużo kotów jak w ostatnim czasie i nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z jakimiś rozmowami we snach... Poza tym ten sen sam w sobie był dziwny. Stresujący. - nadal czuł nieprzyjemny kamień w żołądku na samo wspomnienie ucieczki przed Klekotką i późniejszego wiszenia w powietrzu bez żadnej kontroli nad swoim ciałem.
- O. To jest jedno z imion, które wymieniała! I mówiła też coś o jakimś Świetlistym? I że jest siostrą mojego dziadka...? ALE - tu przerwał - O tym możemy porozmawiać później, jeśli masz jakieś pytania. Ja mam. Ale są one bardzo chaotyczne. A idąc do brzegu - boli mnie łapa. Swędzi i piecze, lewa tylna łapa. Zrobiła się opuchnięta i czerwona, zaczęło mi się tak robić jakoś świeżo po wizycie niedaleko stadniny. Usłyszałem, że powinien na to pomóc szczaw, ale nie wiem jak go użyć... - westchnął. Najpierw wyciągnął nieszczęsną łapę do przodu a potem wskazał pyskiem na listki, które trzymał koło siebie. - I... no ten. Nie wiem, czy to nie jest zaraźliwe, więc lepiej tego nie dotykaj. Ja też staram się nie dotykać, ale wtedy piecze jeszcze bardziej. - położył uszy po sobie, czekając na reakcję czarnego. Nie lubił być zależny od innych, ale Bociania Łapa bardzo go przekonywała, że to właśnie do klanu rzeki powinien zwrócić się o pomoc.
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
- To tak jak ja. - Pokiwał głową ze zrozumieniem. Wywody Szkiełka wydawały mu się przynajmniej w połowie bezsensownym bełkotem, którego nie dało się ogarnąć umysłem niepochłoniętym oparami z kocimiętki. - A no, może. Co się stało temu twojemu koledze? Chyba jest mu ciężko, skoro nie widzi w ogóle? Jak sobie radzi w Klanie Cienia? - Nie do końca widział związek pomiędzy ślepotą, a wygadywaniem chaotycznych przepowiedni, ale był gotowy zgodzić się z teorią Pstrąga. Natomiast temat niewidomego Cienistego trochę go zaintrygował.
Historię o śnie chłonął z szeroko otwartymi oczami. Po pierwsze temat Gwiezdnych go bardzo elektryzował, a po drugie w tej sytuacji Przodek ukazał się samotnikowi, który prawdopodobnie nigdy wcześniej nie słyszał o Srebrnej Skórce. Mózg Kornika pracował na wysokich obrotach, próbując wyłapać wszystkie niuanse z opowieści Pstrąga i skleić je w jedną, logiczną całość.
- Bociania Łapa... Boćka! No tak, była taka! Siostra moje mamy, ale nigdy jej nie poznałem! Tylko ciocia Piezak mi o niej opowiadała, bo zawsze dużo mówiła o rodzinie... A to drugie imię to pewnie Świetlikowa! Świetlikowa Gwiazda! To z kolei brat mojej mamy! Ale! Była siostrą twojego dziadka?! To znaczy, że twój dziadek był moim wujem, a ja jestem twoim?! WOW! - Odpalił się Kornik i tak postawił na sztorc uszy, że wydawało się, że zaraz odkleją się od czaszki i polecą w stronę nieboskłonu. Na nieszczęście, Pstrąg dość stanowczo zaznaczył, że ten temat będą kontynuować później, a ranna łapa jest znacznie ważniejsza. Cóż, miał rację.
- Ja też nie wiem! Ale znam kogoś kto będzie wiedział, więc poczekaj tutaj, dobra? A ja przyprowadzę Gorycz! Ona ci na pewno pomoże! - Było to optymistyczne założenie, ale Kornikowy Konar słynął z pozytywnego nastawienia, więc nie brał pod uwagę ewentualności, że Ryczka pokaże mu środkowy paluszek.
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Mistrz: - Płeć: kocur Matka: Szadź Ojciec: ? Trwałe urazy: Ogon złamany w ostatnim kręgu.
Rudy, krótkowłosy, klasycznie pręgowany z białymi znaczeniami. Prawe oko niebieskie, lewe pomarańczowe.
Jest kocurem naprawdę młodym, więc tak naprawdę jego charakter nie należy do najstabilniejszych. Często zdarza mu się popadać w skrajności, albo wszystko albo nic, albo 0 albo 1, nic pomiędzy. Poza tym jest raczej ciekawy świata i zdecydowanie towarzyski - chętnie poznaje nowe koty i wysłuchuje ich historii. Nieśmiałość, wycofanie czy lękliwość to słowa, które zdecydowanie nie występują w jego słowniku.
- Padalec stracił wzrok od fajerwerków. To te takie wybuchające na kolorowo na niebie, gdy ludzie coś świętują. - z rozmów z innymi kotami klanowymi wiedział już, że oni nie do końca wiedzą czym są petardy czy fajerwerki, dlatego natychmiast podał też wyjaśnienie tego słowa. - Nie jest za bardzo zadowolony z tego faktu, ale to chyba oczywiste. Tracąc wzrok tracisz swoje główne narzędzie postrzegania świata. - odpowiedział na zadane pytani - Ale no, pomyśl sobie - może Szkiełko też stracił oko w wyniku tego typu wydarzeń i po prostu przez to ześwirował... - urwał i zamyślił się na moment.
Słuchał z uwagą kolejnych słów Kornikowego Konara. Tak, te wszystkie imiona miały sens. I gdy czarny kocur je wypowiadał, jak najbardziej brzmiały znajomo i pasująco do konkretnych opisów. Ale Pstrąg sam w sobie nie byłby w stanie ich przywołać z głowy na głos. - O, tak. Świetlikowa Gwiazda, masz rację. Nie jestem przyzwyczajony do waszych klanowych imion, wybacz... - mruknął i poruszył niespokojnie ogonem. Twój dziadek był moim wujem, a ja jestem twoim co? Te wszystkie powiązania rodzinne brzmiały okropnie skomplikowanie. Czyli... Czyli jego dziadek był bratem matki. Dobra, chyba tak. - Dobrze, nigdzie się stąd nie ruszam. Mam nadzieję, że nikt od was mnie w tym czasie nie zaatakuje. Albo że te nowe koty mnie nie śledzą i nie będą za mną goniły. - chodziło mu oczywiście o Pożogę. - Powiedz jej, tej Goryczy, że mam szczaw, ale to może być za mało... Dziękuję.
Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
Rzeczywiście, Kornik powiedział, co wiedział, a Goryczka stwierdziła, że jest to dostatecznie interesujące, żeby przejść się obejrzeć samotnika. Miała w głowie jeden typ, co mogło dolegać kocurowi, typ idealnie pokrywający się z ostatnim treningiem u Księżycowego Pyłu, tak też o ile nie paliła się do żadnych humanitarnych zadań, tak do poznawania naocznie nowych chorób jak najbardziej.
Docierając na granicę z korzeniem żywokostu w mordce, zobaczyła biało-rudego osobnika; bladożółte oczy natychmiast oplotły się wokół łap, nie docierając nawet raz na pysk nowego kolegi Kornika, co mogłoby być jakimkolwiek zarzewiem komunikacji, nawet tej niewerbalnej. Nie była tu od zacieśniania więzów z samotnikiem, chociaż nie dlatego, że jak na kota z klanu przystało dostawała drgawek od razu na myśl o obcych. Nie, nic z tych rzeczy. Była zajęta.
Z marszu podeszła do tylnej lewej łapy, a następnie przekrzywiła nieco główkę, przypatrując się natarczywie różowo-czerwonym wykwitom na odsłoniętej skórze kocura. Mutant przekazał jej, że na samej wizualizacji się nie kończy - łapa podobno piekła i swędziała. Odstające żebra Goryczy uniosły się wraz z głębokim wdechem... Bez pardonu rzuciła korzeniem pod bezczynne łapy Kornika, sama zaś usiadła zgarbiona jak gargulec na dachu. Teraz na cienkim rdzawym futerku widać było też wyraźne wypustki kręgosłupa i ostre, niemal przebijające na zewnątrz barki koteczki.
- Ugnieć pazurami - poinstruowała Mutanta, oblizując pyszczek i nadzorując jego pracę. Ona męczyłaby się z żywokostem dobre dziesiątki uderzeń serca, za to wielki wojownik pewnie rozbije twardy medykament na miazgę równie sprawnie co ślimaka.
- Nie. Oblizuj łap. - dodała kąśliwie, gdy Konar był bliżej sprasowania korzenia niż dalej. Znaczy, mógł oblizać i umrzeć, jednak wypowiedź Chochliczki nie obejmowała takich cennych detali - kończyła się troszkę wcześniej, w punkcie absolutnego minimum.
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Karasiowa Ość zatrzymała się przy granicy z Klanem Rzeki z cichym westchnięciem. Czy rzeczywiście chciała wracać do Klanu? Od kiedy znalazła się na znajomych terenach, które jeszcze parę księżyców temu porastało morze rzepaku, chęć powrotu zaczęła w niej przygasać. To nie był dobry pomysł, mówiły głosy w jej głowie. I ona się z nimi w zupełności zgadzała. Ale czy miała inny wybór? Jasne, zawrócić i najzwyczajniej w świecie poszukać innej opcji. Problem był taki, że była zmęczona. Nie żeby to było coś nowego - szara kotka była wiecznie zmęczona. Potrzebowała stabilności, którą oferował Klan nawet jeśli wolałaby sobie odgryźć łapę niż przechodzić przez proces ponownego dołączania. Nie wiedziała czego się spodziewać, domyślała się, że będzie musiała poczekać na patrol, porozmawiać z przywódcą.
Miała nadzieję, że nie będzie tu długo sterczeć nim ktoś się zjawi, bo im więcej czasu miała do namysłu, tym wyraźniej rysowały się wszelkie obawy. Kto powiedział, że w ogóle zostanie przyjęta ponownie? Długo była terminatorką, jako wojowniczka się nie popisała. Kolejna gęba do wykarmienia prosto na Porę Nagich Drzew, pewnie byli świadomi, że pożytek z niej będzie marny. Chyba że jakimś cudem całe karasiowe życie w cieniu sprawiło, że Ćmia Gwiazda w ogóle jej nie kojarzyła? Może w pamięci przywódczyni była przeciętną wojowniczką, a nie najgorszą dzięki temu, że się nie wyróżniała? To by chyba zwiększało jej szanse? Co jeśli zarząd się zmienił przez ten czas?
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
Ziemia była grząska od opadów. Wiało, a podmuchy miotały wielobarwnymi liśćmi tak chaotycznie, że jeden z nich, krwisty, uderzył Mętną Łapę w policzek. Potrząsnęła morką i fuknęła pod nosem. Była członkiem sporego patrolu, który opuścił Obóz już bliżej zmierzchu, niż momentu szczytowania słońca. Uczestniczyła w nim jej matka, Barwne Niebo, która, pomyślała teraz ruda kotka, być może została nawet nazwana na cześć Pory Opadających, kolorowych Liści, które wirowały nad nimi, gdzie okiem sięgnąć. Mętlik nie czerpała jednak przyjemności z patrolu, w którym uczestniczyła wraz z nią. Był to chyba zresztą... pierwszy raz, gdy zostały oddelegowane razem. Na szczęście poza kocicami, które kroczyły jak najdalej od siebie, szła Kwiatowa Przełęcz, wiecznie spragniona towarzystwa i nie wiedzieć czemu, strasznie podekscytowana faktem dreptania przy starszej koleżance, którą chyba zresztą nazywała przyjaciółką. Niedługo będzie odwiedzać ją w Śpiącym Pniu, podobnie jak teraz swojego partnera. Mętna Łapa widywała tam drobną wojowniczkę bardzo często, więc być może jej kontakty z jej matką jeszcze bardziej się zacieśnią, podczas gdy te ich już prawie nie istniały. I to z winy obu. Sprawa była stanowczo zbyt skomplikowana, a zarazem prosta. Po prostu się na siebie zacięły. A i włochata miała świadomość, że niby-to szczere uśmiechy Barwnego Nieba, rzucane w kierunku młodszej koleżanki, przy szczerości nawet nie leżały. Zielonooka przewróciła oczami, krocząc przed siebie trochę niestarannie, jak kot-czołg i próbując zrównać krok z Brązowym Pyskiem, który taranował ekipie drogę przez to błoto.
Gdy tylko wychynęli zza drzew, terminatorka stanęła, wyłapując niebieskawy punkcik na horyzoncie. Miała dwie pierwsze myśli. Pierwsza: dobrze, że nie ma z nimi jeszcze Potężnego Strumienia, bo atmosfera stężałaby bardziej niż poranna mgła, a i tak było cierpko. Druga: chyba dobrze, że Łabędź był dziś rano na spokojnym polowaniu z Owocową Gałązką, Słonym Wiatrem i Warkotem, a teraz pewnie czyścił futro z błota i szykował dla nich kolację przy liściach. Coś jej podpowiadało, że Karasiowa Ość nie miała ochoty na niego wpadać i, że jej partner zupełnie nie wiedziałby jak poskładać myśli w tej sytuacji.
Bo, że to Karasiowa Ość, siostra Szerszenia, Mętna Łapa wiedziała od razu. Zniknęła z Popiołem. Miała z Szerszeniem coś wspólnego: ich emocjonalności nie napastowały rudej. Czarny krył emocje, rzadko o nich mówił, może się ich wstydził, a na pewno wstydził się swoich słabości. Natomiast niebiesko-białą kotkę Mętlik znała bardzo słabo. Była dla niej wręcz transparentna, aż nie otrzymała swojego wojowniczego imienia na ceremonii. Wtedy do niej pasowało. Była oścista, gdy wbiła w Łabędzia ostre spojrzenie, wyrażające zawód? Gdy córka Barwnego Nieba potem rozmawiała z, wtedy jeszcze-tylko-przyjacielem, pod Najwyższą Gałęzią i chciała zorientować się w całym zajściu, jasne było, że wojownik i (nie)oficjalny, drugi mistrz kotki nie chce do tego wracać. A przecież wcześniej, jeszcze przed treningiem (o którym zresztą Mętlik dowiedziała się dopiero na samej ceremonii, więc przebiegał w... tajemnicy? w sumie to... chyba się nawet o nim nie dowiedziała?) sprawiali wrażenie znajomych? Dobrych?
Nikt z Rzecznej ekipy nie wystąpił naprzód. Wszyscy spojrzeli na najmłodszą, sądząc chyba, że najlepiej dogada się z kimś w zbliżonym wieku. Nikt nie wyglądał agresywnie, choć Brązowy Pysk, gdy Mętna Łapa ruszyła ku kotce, podążył za nią niczym osobisty ochroniarz. Barwne Niebo natomiast rzuciła coś do drugiej wojowniczki i pobiegła w stronę Obozu, zapewne po Ćmią Gwiazdę lub Kosową Pieśń.
Dni były coraz krótsze, więc Karasiowej Ości nie powinno dziwić czy jakoś mocno ruszać, że powoli zapadał zmierzch, a ona wciąż czekała aż jakiś patrol zjawi się, zainteresuje się kotem sterczącym na granicy. Pogoda nie sprzyjała przedłużającemu przebywaniu w bezruchu, ale z drugiej strony, niezdecydowanie popielatej odnajdowało jakiś komfort w takim przebiegu akcji. Bo przecież czekała, próbowała, to nie jej wina, że nikt się nie zjawił i uniemożliwili jej próbę powrotu do klanu, racja? Gdy kolejny zimny dreszcz przeszedł jej wzdłuż kręgosłupa, była pewna że równie mocno ucieszyłoby ją pojawienie się patrolu jak i jego zupełny brak. Tyle razy ćwiczyła opowieść wyjaśniającą dlaczego zaginęła, że byłoby szkoda gdyby nie miała okazji podzielić się nią z przywódczynią. Z drugiej strony, była tylko Ością, mimo wielokrotnego powtarzania faktów swojemu odbiciu w kałuży mogła się potknąć na którymś słowie, zaplątać i w efekcie z wyjaśnień zrobi się przyznanie do winy. Jakiej? Kto wie, opcji było więcej niż główna zainteresowana by mogła zliczyć, chociaż żadna z nich nie była warta przyznawania się, gdy w grę wchodził komfort życia. Nie życie samo w sobie, tu wartość była znikoma.
Zdecydowała, że poczeka aż się ściemni. Jeśli do tego czasu nie napotka żadnego patrolu - trudno, widocznie wracanie w te strony było złym pomysłem. Stratą czasu, którą Karasiowa Ość jakoś przeboleje, ale prawdopodobnie nie będzie jej nadmiernie przeżywać. Jak się wkrótce okazało, jej wysiłek (czy siedzenie w miejscu było wysiłkiem?) nie poszedł na marne. Na horyzoncie zamajaczyły... cztery sylwetki? Nie była pewna, bo nim zdążyła zakodować konkretniej liczbę zbliżających się kotów, umysł skupił się na innej myśli. Powrót jednak był złym pomysłem. Przeskakiwała spojrzeniem pomiędzy brązowym, a rudym futerkiem, ignorując resztę nadchodzącego towarzystwa. Napinające się mięśnie optowały za ucieczką, ale Ość uparcie tkwiła w miejscu.
Brązowy Pysk przywoływał wspomnienia, których dużo łatwiej unikało się z dala od Klanu Rzeki. To on, między innymi, niósł Drobną Łapę do obozu. I tylko tym zapadł w pamięć szarej kotki, nie kojarzył się z ani jedną inną rzeczą. Czy jeśli kotka wróci do obozu to będzie tak reagować na jednolitego wojownika ilekroć go zobaczy? Za każdym razem będzie jak to bolesne ukłucie przypominające o śmierci brata? Ile jeszcze takich pułapek przeszłości kryło się na terenach Klanu Rzeki? Z pewnością dużo więcej niż Karaś pamiętała. Czy rzeczywiście chciała się w to dobrowolnie pakować?
Z Mętną Łapą sprawa miała się trochę inaczej. Nie wiązało się z nią żadne konkretne wydarzenie w karasiowym życiu. Nie ciągnęło się za nią widmo żadnej negatywnej sytuacji, więc zasadniczo nic na jej widok nie powinno wzbudzać w Ości chęci ucieczki. Jedyne co jej można było zarzucić to znajomość z Łabędziem. Pewnie dalej się przyjaźnili, mogła się założyć o własną łapę, że w najgorszym wypadku wciąż ze sobą (przynajmniej) rozmawiali czasem. A to oznaczało, że niebieski wojownik pewnie dowie się o dzisiejszym spotkaniu, niezależnie od tego czy Karasiowa Ość postanowi kontynuować z pierwotnym planem czy odejdzie. Przejechała gąsienicowatym ogonem po podłożu. Odkładając na bok problematyczne znajomości, z Mętną Łapą był jeszcze jeden problem. Jeszcze w wesołych czasach przed zaginięciem, szarej koteczce czasem migało, w obozie czy na ceremoniach, rude futerko. I była w stanie przyznać, że było zwyczajnie ładne, takie rzucające się w oczy, godne pozazdroszczenia. Jednak żyjąc poza klanem dowiedziała się, że rzucające się w oczy barwy są zarezerwowane dla stworzeń, które są w mniejszym czy większym stopniu niebezpieczne. Intensywny pomarańcz wyraźnie odrywający się na tle burego podłoża, skutecznie przypominał o tej regule. Gdzieś z tyłu głowy wiły się dalsze tłumaczenia tamtego starego wariata, że no głównie to dotyczy owadów i innych takich, nie kotów rzecz jasna, a jednak było to za mało by skreślić to z listy podejrzliwości. Więc Ość, mimo że rozsądek sugerował brak zagrożenia, miała się na baczności.
Z całej grupy, to właśnie ta nieszczęsna dwójka wysunęła się do przodu, więc to prawdopodobnie z nimi szara będzie miała przyjemność omawiać swoje intencje. Komplikowało to sytuację. Ciszy nie przerwało żadne czego chcesz? czy inne czego tu szukasz, więc w efekcie Karasiowa Ość potrzebowała kilku uderzeń serca więcej nim zebrała się w sobie na tyle by odezwać się z lekka zachrypniętym głosem. - Chciałabym wrócić do klanu.
Proste.
Nie wkładała zbyt wiele wysiłku w zamaskowanie swojego dyskomfortu; wyraźnie sztywna, ostatecznie osadziła spojrzenie na Mętnej Łapie, bo to ona znajdowała się bliżej.