Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
E. Tak się skupił na swoim zadaniu, że gdy kotka wyszła zza krzaków, to zarejestrował to z opóźnieniem i niemal podskoczył. Nie kojarzył tej mordki!! Czyli mieli samotnika na terenach? A nie, czekajcie... Kocurek rozejrzał się po okolicy i dopiero teraz dotarło do jego świadomości, jak daleko się zapuścił... Ups. Prędko odłożył zebrany bukiet pod łapami, bo rozmawiać z pełnym pyskiem nie wypada. A z jego mordki wyszedł cichy, trochę niezręczny chichot.
- Taaak, ale chyba trochę przesadziłem z tym zbieraniem... Wiesz, całą porę nagich drzew czekałem aż zaczną rosnąć i no... - uśmiechnął się, spoglądając na ten cały bukiet. Nie miał wybranki serca, ani też dzieci, więc dobre pytanie, co on z tym wszystkim zrobi... Cóż, to problem dla przyszłego Jaśminka, teraz miał przed sobą inne zadanie - Coś cię sprowadza na granicę? - zapytał ciepło na początek. W końcu dużo się słyszy o powracających kotach... Choć nie mógł skojarzyć z nikim tej mordki, a wyglądała na tyle młodą, by Jaśminek ją zapamiętał. A dziwne, bo hm, coś znajomego w niej było...
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Kiedyś ktoś powiedział, że genów nie oszukasz i miał całkowitą rację. Ścieżka urosła jeszcze bardziej niż przypuszczała. Zapewne Raniuszek byłby dumny z córki. Kotka mogłaby spokojnie stawać w szranki z niejednym kocurem. Nadal pozostała również masywna i "puchata". Przynajmniej łapy bardziej się wydłużyły, a dzięki nim Ścieżka nabrała miękkości w poruszaniu się. Coś co powinny umieć kocie wojowniczki, prawda? Poza tym pojawiło się więcej sierści w okolicy długiego, smukłego ogona. Reszta można powiedzieć, że pozostawała bez zmian. Pazury stały się ostrzejsze, zęby jak u drapieżnika, ceglany nosek, jasnozielone ślepia... Natomiast cały łepek wraz z pyszczkiem przypominały Ścieżce o genach jej drugiego taty - Kościstego Wybrzeża. Choć duże uszy przyciągały uwagę innych kotów, to nadal pozostawały nieodmiennym elementem urody koteczki. Dzięki nim wyrażała część emocji, pomagały również wyłapywać dźwięki z okolicy. Ogromne, migdałowate oczy tym razem spoglądają na świat z nostalgią, jak również smutkiem czy akceptacją. Drobny pyszczek ozdabiają długie, biało-szaro-czarne wibrysy. Spod górnych warg nieco widać końcówki Ścieżkowych kłów. Wygląda to tak, jakby kotka miała zaraz przemówić bądź uśmiechnąć się. O, i nos zyskał ciemniejszą obwódkę. Jeśli chodzi o futro, to kotka nadal zalicza się do "tych długowłosych". Choć najbardziej widoczne miejsca, gdzie futro stało się gęstsze to: klatka piersiowa, szyja, ogon, przedramiona, a nawet okolice uszu. Kolorystyka sierści: czerń z dodatkiem srebra, uwydatniła się, a naturalne rozjaśnienie wokół oczu dodaje jej tylko uroku. Białe partie, czyli końcówka pyszczka i większy kawałek szyi nadal pozostają bez zmian. Brakło dodatkowych, innych oznaczeń. Co Ścieżka jeszcze zauważyła? Lepiej "zarysowane", klasyczne, czarne pręgi. Pokrywają one 3/4 ciała kotki, czyli grzbiet, łapy i łepek.
Obecnie Ścieżka powróciła nieco do swoich korzeni. Odkryła wewnątrz siebie dawnego kociaka i znów potrafi marzyć. Jedno z największych marzeń? Własny kąt i przynależność do kociego grona. Cieszą ją też drobne rzeczy jak promienie słońca, świergot ptaków, kwieciste łąki czy nocne niebo. Kocica także kolekcjonuje rzeczy dla samej przyjemności z posiadania ich i opowiadania historii jak je zdobyła. Oczywiście to nie znaczy, że gania gdzieś z głową w chmurach. Życie obieżyświatki nauczyło ją też twardo stąpać po ziemi. Kiedy trzeba, to zawalczy o swoje. Nawet jeśli oznaczałoby to przegraną czy uszczerbek na zdrowiu. Wie, że jeśli nie zaryzykuje, to może coś stracić. Według niej gorzej coś odpuścić niż spróbować i się rozczarować. Generalnie Ścieżka nie ukrywa już swoich prawdziwych emocji. Umie płakać, gdy jej smutno. Umie też być zła czy radosna. Choć najbardziej ceni sobie po prostu towarzystwo innych kotów. Jest typem obserwatorki, ale potrafi podjąć wyzwanie. Nadal chętnie weźmie udział w wyścigu, nadal ubłoci sobie futro dla dobra sprawy, albo po prostu zabawy. Kotka docenia ten czas, który jej pozostał. Dodatkowo, przez inne koty, może być uważana za nieco ekscentryczną. Dlaczego? Ścieżka lubi słuchać wiatru, obmywać się w kroplach deszczu, wąchać kwiaty itp. Taka stara, kocia "Szamanka" co to wie, gdzie są "barwy niesione przez wiatr" albo "czemu wilk tak wyje w księżycową noc". Jednak nie przejmuje się tym wcale, a wcale. Czas udawania już dawno przeminął...
Tak miłe przywitanie budziło pewien niepokój. Właściwie Ścieżka sama nie wiedziała dlaczego. Przecież to kocur opuścił znajome ziemie, żeby tutaj przyjść. Zresztą... wcale nie wyglądał na takiego co mógłby specjalnie kogoś skrzywdzić. Pozostawała też opcja zasadzki. Może gdzieś w okolicy kręciło się więcej podobnych jemu kotów. No i co? Pobiegną za nią? Przepłoszą? Sama chętnie wzięłaby nogi za pas, gdyby sytuacja rozwinęła się w kiepską stronę...
-Tak, nie, tak... Ja szukam...- Ścieżka sama nie wiedziała co powiedzieć. Wahała się tak bardzo, że słowa opuszczały pyszczek szybciej niż łepek pomyślał. Wreszcie westchnęła głośno, jednocześnie wychodząc całkowicie z krzaków. Po prostu usiadła naprzeciw "miłego" kocura.
-Szukam informacji na temat mojej rodziny. To... bardzo długa historia... No...- Kocica wyszeptała połowiczną prawdę. Faktycznie chciała usłyszeć, że Raniuszek i rodzeństwo są bezpieczni. Jednak nie zamierzała się łudzić. Ktoś tam nad nią czuwał, ale innych mógł nie oszczędzić. Ścieżka przekrzywiła łepek. Co mogła rzec? Przecież ten kocur zapewne i tak o niej nigdy nie słyszał.
-Jestem Ścieżka...- Przedstawiła się cicho. Spojrzała w kierunku kwiatów, a później znów na nieznajomego.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Starał się brzmieć łagodnie, ale jednak kotka z jakiegoś powodu się bała... Była samotnikiem, spotkanie z jakimś kotem nie powinno być aż tak stresujące, a jednak... Może coś się niedawno stało? Aż zmartwienie zawitało na mordce łaciatego. Gdy kotka usiadła, on zrobił to samo. Nie zbliżył się ni nic, nie chciał w końcu jeszcze bardziej jej przestraszyć.
Rodzina. Ach. Jaśminek nie wiedział co takiego skrywa historia kotki, ale nie wróżyło to nic dobrego. Nie wspomniała też nic o Rzece, więc chyba tak jak obstawiał, nie była stąd... Wolał jednak z domysłami poczekać aż opowie swoją historię.
- Hej hej, spokojnie, nie mam złych zamiarów ani nic, zresztą, chętnie pomogę! Kwitnący Jaśmin jestem, albo Jaśmin w skrócie. I ten, mam czas, jeśli chcesz to możesz mi opowiedzieć tę długą historię. Czasem takie wygadanie się komuś pomaga - zaproponował, a na jego mordkę powrócił delikatny uśmiech. Do klanu dołączyło już kilka kotów z korzeniami spoza Rzeki, więc może uda mu się pomóc samotniczce...
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Kiedyś ktoś powiedział, że genów nie oszukasz i miał całkowitą rację. Ścieżka urosła jeszcze bardziej niż przypuszczała. Zapewne Raniuszek byłby dumny z córki. Kotka mogłaby spokojnie stawać w szranki z niejednym kocurem. Nadal pozostała również masywna i "puchata". Przynajmniej łapy bardziej się wydłużyły, a dzięki nim Ścieżka nabrała miękkości w poruszaniu się. Coś co powinny umieć kocie wojowniczki, prawda? Poza tym pojawiło się więcej sierści w okolicy długiego, smukłego ogona. Reszta można powiedzieć, że pozostawała bez zmian. Pazury stały się ostrzejsze, zęby jak u drapieżnika, ceglany nosek, jasnozielone ślepia... Natomiast cały łepek wraz z pyszczkiem przypominały Ścieżce o genach jej drugiego taty - Kościstego Wybrzeża. Choć duże uszy przyciągały uwagę innych kotów, to nadal pozostawały nieodmiennym elementem urody koteczki. Dzięki nim wyrażała część emocji, pomagały również wyłapywać dźwięki z okolicy. Ogromne, migdałowate oczy tym razem spoglądają na świat z nostalgią, jak również smutkiem czy akceptacją. Drobny pyszczek ozdabiają długie, biało-szaro-czarne wibrysy. Spod górnych warg nieco widać końcówki Ścieżkowych kłów. Wygląda to tak, jakby kotka miała zaraz przemówić bądź uśmiechnąć się. O, i nos zyskał ciemniejszą obwódkę. Jeśli chodzi o futro, to kotka nadal zalicza się do "tych długowłosych". Choć najbardziej widoczne miejsca, gdzie futro stało się gęstsze to: klatka piersiowa, szyja, ogon, przedramiona, a nawet okolice uszu. Kolorystyka sierści: czerń z dodatkiem srebra, uwydatniła się, a naturalne rozjaśnienie wokół oczu dodaje jej tylko uroku. Białe partie, czyli końcówka pyszczka i większy kawałek szyi nadal pozostają bez zmian. Brakło dodatkowych, innych oznaczeń. Co Ścieżka jeszcze zauważyła? Lepiej "zarysowane", klasyczne, czarne pręgi. Pokrywają one 3/4 ciała kotki, czyli grzbiet, łapy i łepek.
Obecnie Ścieżka powróciła nieco do swoich korzeni. Odkryła wewnątrz siebie dawnego kociaka i znów potrafi marzyć. Jedno z największych marzeń? Własny kąt i przynależność do kociego grona. Cieszą ją też drobne rzeczy jak promienie słońca, świergot ptaków, kwieciste łąki czy nocne niebo. Kocica także kolekcjonuje rzeczy dla samej przyjemności z posiadania ich i opowiadania historii jak je zdobyła. Oczywiście to nie znaczy, że gania gdzieś z głową w chmurach. Życie obieżyświatki nauczyło ją też twardo stąpać po ziemi. Kiedy trzeba, to zawalczy o swoje. Nawet jeśli oznaczałoby to przegraną czy uszczerbek na zdrowiu. Wie, że jeśli nie zaryzykuje, to może coś stracić. Według niej gorzej coś odpuścić niż spróbować i się rozczarować. Generalnie Ścieżka nie ukrywa już swoich prawdziwych emocji. Umie płakać, gdy jej smutno. Umie też być zła czy radosna. Choć najbardziej ceni sobie po prostu towarzystwo innych kotów. Jest typem obserwatorki, ale potrafi podjąć wyzwanie. Nadal chętnie weźmie udział w wyścigu, nadal ubłoci sobie futro dla dobra sprawy, albo po prostu zabawy. Kotka docenia ten czas, który jej pozostał. Dodatkowo, przez inne koty, może być uważana za nieco ekscentryczną. Dlaczego? Ścieżka lubi słuchać wiatru, obmywać się w kroplach deszczu, wąchać kwiaty itp. Taka stara, kocia "Szamanka" co to wie, gdzie są "barwy niesione przez wiatr" albo "czemu wilk tak wyje w księżycową noc". Jednak nie przejmuje się tym wcale, a wcale. Czas udawania już dawno przeminął...
Ten kocur był naprawdę uprzejmy, miły i trochę naiwny. Ścieżce zrobiło się głupio z powodu wcześniejszego zachowania. Co prawda pozory zawsze mogły mylić, ale nie aż tak. Kocica postanowiła troszkę opuścić gardę. Chwilę trwało nim rozluźniła mięśnie. Skoro nieznajomy zachował dystans, a nawet sam usiadł... Finalnie córka Raniuszka pozwoliła sobie nawet na lekki, koci uśmiech. Skoro już zaczęli rozmawiać, to teraz powinno pójść już górki. Lepiej rozluźnić atmosferę przed ewentualnymi pytaniami.
-Jaśmin... Bo widzisz... Ja... Przyszłam... Ja... Tutaj...- Co prawda Ścieżka zebrała się na odwagę, żeby wyznać trochę prawdy. Niestety miotała się przy tym niczym szczupak. Jeszcze Jaśmin pomyśli, że trafił na jakąś niepełnosprytną albo jąkałę. Wreszcie kocica wzięła kilka głębszych oddechów. Chciała wyciszyć emocje i poukładać zdania. Od czego zacząć? Czy Jaśmin będzie w ogóle kojarzył o kogo chodzi? Zaraz większość będzie jasne jak słońce...
-Przepraszam. Po prostu dawno z nikim nie rozmawiałam tak otwarcie. Jestem z daleka i przychodzę tutaj celowo. Jestem córką Raniuszka... i drugiego kotka z Klanu Rzeki. Tata wspominał, że ten drugi miał na imię Kościste Wybrzeże. Mniejsza o większość... Tata swojego czasu opuścił Klan Rzeki. Od tamtego czasu minęło sporo księżyców, więc pomyślałam... Czy jest u was właśnie mój Tata, czyli Raniuszek?- Można było powiedzieć, że pierwsze koty za płoty. Historia naprawdę była długa, ale zaczynała się podobnie. Od chwili uniesienia, a później grupki małych kociaków. Ścieżka wypatrywała jakiekolwiek reakcji na pyszczku kocura.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Nie poganiał ni nic, tylko czekał spokojnie aż kotka zbierze myśli i odwagę, by o tym powiedzieć. Sam się ciekawił o co może chodzić, w głowie nawet zaczęły mu się pojawiać możliwe scenariusze, ale zanim całkowicie poniosła go wyobraźnia, kotka się odezwała. Raniuszek... Pamiętał dobrze to imię. Dawno go nie słyszał, aż z zaskoczenia podniósł lekko oczy i otworzył szerzej oczy. Córka! Kolejne z dzieci jego dawnego znajomego... Przyjaciela? Chociaż hm, wyglądała na starszą niż Krokus. Chciał się dopytać, ale zaraz jego głowę całkowicie zajęła inna informacja. Czekajcie... Drugi ojciec... Kościste Wybrzeże. Co.
Oczy łaciatka otworzyły się jeszcze szerzej, a wzrok w szoku powędrował gdzieś na bok. Czemu o tym nie wiedział? Znaczy, Kostek zniknął jakiś czas temu, a podczas jego zniknięcia mogło do czegoś dojść, ale przecież Ścieżka nie wyglądała na tak młodą. Wyglądała, jakby miała obieg pór, minimum, a przecież liliowy zniknął no, całkiem niedawno. Zbyt niedawno, by to mogło mieć jakikolwiek sens. Może przed tym, jak zostali z orientalem parą, ale też może już jak byli razem... Obie możliwości były równie złe. Jaśminek miał wątpliwości co do swoich uczuć, a odkąd jego partner zniknął, łaciaty często zastanawiał się po nocach co mógł do niego czuć, ale nawet gdyby nie łączyła ich miłość to... To powinien, chociażby wiedzieć o takich sprawach! Czy naprawdę był aż tak złym chłopakiem? Przecież się starał, naprawdę starał... Może Kostkowi nie wystarczyło tylko spanie obok siebie i czułe słówka, może chciał czegoś więcej. Albo pragnął zupełnie czegoś innego. A co dziwniejsze, czemu akurat z Raniuszkiem, tak miłym i delikatnym kotem? Czy liliowy owinął sobie wokół palca ich obu? A czy to by nie oznaczało, że Raniuszek miał aż dwa mioty? Też z Kostkiem? Czy Krokus i Harmonijka Łapa to rodzeństwo Ścieżki? Nic tu nie miało sensu.
Łaciaty nie wiedział, czy jest zły, czy bardziej chce mu się płakać, czuł jedynie jak coś zaciska mu się w żołądku. A co gorsza przez ten potok myśli nie usłyszał chyba najważniejszej części wypowiedzi kotki. Potrząsnął głową, próbując wrócić w ten sposób na ziemię. - Przepraszam, zamyśliłem się... Po prostu, uh, znałem się z Kostkiem i nie wiedziałem, że miał dzieci... Zresztą, to oznacza, że Raniuszek miał drugi miot? Znaczy, bo do klanu dołączyła jakiś czas temu Krokusowy Pląs i Harmonijna Łapa, nie pamiętam jednak jak się kiedyś nazywali... Chyba po jakichś rzeczach dwunożnych. Wydają się trochę młodsi niż ty, więc nie wiem. Może tylko wydają - postarał się skleić jakąś odpowiedź, dalej walcząc z tym mętlikiem. Musiał jednak spróbować odsunąć go na bok. Kotka miała wystarczająco problemów na głowie i chciał jej pomóc, a nie niepotrzebnie dokładać zmartwień. Później sobie poradzi z tym wszystkim, teraz Jaśmin musisz się skupić!
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Kiedyś ktoś powiedział, że genów nie oszukasz i miał całkowitą rację. Ścieżka urosła jeszcze bardziej niż przypuszczała. Zapewne Raniuszek byłby dumny z córki. Kotka mogłaby spokojnie stawać w szranki z niejednym kocurem. Nadal pozostała również masywna i "puchata". Przynajmniej łapy bardziej się wydłużyły, a dzięki nim Ścieżka nabrała miękkości w poruszaniu się. Coś co powinny umieć kocie wojowniczki, prawda? Poza tym pojawiło się więcej sierści w okolicy długiego, smukłego ogona. Reszta można powiedzieć, że pozostawała bez zmian. Pazury stały się ostrzejsze, zęby jak u drapieżnika, ceglany nosek, jasnozielone ślepia... Natomiast cały łepek wraz z pyszczkiem przypominały Ścieżce o genach jej drugiego taty - Kościstego Wybrzeża. Choć duże uszy przyciągały uwagę innych kotów, to nadal pozostawały nieodmiennym elementem urody koteczki. Dzięki nim wyrażała część emocji, pomagały również wyłapywać dźwięki z okolicy. Ogromne, migdałowate oczy tym razem spoglądają na świat z nostalgią, jak również smutkiem czy akceptacją. Drobny pyszczek ozdabiają długie, biało-szaro-czarne wibrysy. Spod górnych warg nieco widać końcówki Ścieżkowych kłów. Wygląda to tak, jakby kotka miała zaraz przemówić bądź uśmiechnąć się. O, i nos zyskał ciemniejszą obwódkę. Jeśli chodzi o futro, to kotka nadal zalicza się do "tych długowłosych". Choć najbardziej widoczne miejsca, gdzie futro stało się gęstsze to: klatka piersiowa, szyja, ogon, przedramiona, a nawet okolice uszu. Kolorystyka sierści: czerń z dodatkiem srebra, uwydatniła się, a naturalne rozjaśnienie wokół oczu dodaje jej tylko uroku. Białe partie, czyli końcówka pyszczka i większy kawałek szyi nadal pozostają bez zmian. Brakło dodatkowych, innych oznaczeń. Co Ścieżka jeszcze zauważyła? Lepiej "zarysowane", klasyczne, czarne pręgi. Pokrywają one 3/4 ciała kotki, czyli grzbiet, łapy i łepek.
Obecnie Ścieżka powróciła nieco do swoich korzeni. Odkryła wewnątrz siebie dawnego kociaka i znów potrafi marzyć. Jedno z największych marzeń? Własny kąt i przynależność do kociego grona. Cieszą ją też drobne rzeczy jak promienie słońca, świergot ptaków, kwieciste łąki czy nocne niebo. Kocica także kolekcjonuje rzeczy dla samej przyjemności z posiadania ich i opowiadania historii jak je zdobyła. Oczywiście to nie znaczy, że gania gdzieś z głową w chmurach. Życie obieżyświatki nauczyło ją też twardo stąpać po ziemi. Kiedy trzeba, to zawalczy o swoje. Nawet jeśli oznaczałoby to przegraną czy uszczerbek na zdrowiu. Wie, że jeśli nie zaryzykuje, to może coś stracić. Według niej gorzej coś odpuścić niż spróbować i się rozczarować. Generalnie Ścieżka nie ukrywa już swoich prawdziwych emocji. Umie płakać, gdy jej smutno. Umie też być zła czy radosna. Choć najbardziej ceni sobie po prostu towarzystwo innych kotów. Jest typem obserwatorki, ale potrafi podjąć wyzwanie. Nadal chętnie weźmie udział w wyścigu, nadal ubłoci sobie futro dla dobra sprawy, albo po prostu zabawy. Kotka docenia ten czas, który jej pozostał. Dodatkowo, przez inne koty, może być uważana za nieco ekscentryczną. Dlaczego? Ścieżka lubi słuchać wiatru, obmywać się w kroplach deszczu, wąchać kwiaty itp. Taka stara, kocia "Szamanka" co to wie, gdzie są "barwy niesione przez wiatr" albo "czemu wilk tak wyje w księżycową noc". Jednak nie przejmuje się tym wcale, a wcale. Czas udawania już dawno przeminął...
To nie powinno tak wyglądać! Sama rozmowa nie przebiegała tak, jak właściwie powinna. Szczególnie, że pyszczek oraz oczy kocura wyrażały sporo szczerych emocji. Oczywiście tych mniej pozytywnych. To jej wina! Ścieżka zbyt naiwnie pomyślała o wielkim kroku w swoim życiu. Czemu miała nadzieję, że ktoś choć raz pozytywnie ją zaskoczy. Właściwie przybyła tutaj na krzywy pysk. Zaczęła gadać, a słowa najwyraźniej raniły drugiego kota. Jaśmin nie wspomniał słowem o Raniuszku. Jednak zdradził coś niecoś odnośnie Kościstego Wybrzeża. Kocica nie była głupia. Coś przysłowiowo wisiało w powietrzu. Ona nadepnęła nieodpowiednią strunę. Czy właśnie namieszała w życiu tego kocura? Sama nie wiedziała i to najbardziej ją irytowało. Przecież spotkali się z przypadku! No cóż... Skoro Ścieżka powiedziała jedno, to wypadało dokończyć historię. Dla dobra Jaśmina, Raniuszka, rodzeństwa i samego Kościstego.
-Nie mylisz się z drugim miotem. Rozmawiałam z nim trochę na ten temat. Jako kociak byłam ciekawa swoich korzeni. To było naprawdę dawno temu. Postaram się powiedzieć co wiem...- Ścieżka mówiła spokojnie, ale ogólnikowo. Nie wiedziała jak liczyć ich czas. Ludzie mieli dni, tygodnie, miesiące. Koty ponoć pory roku i księżyce. Kocica nie chciała czegoś pominąć czy zagmatwać. Najważniejsza była kolejność.
-Po prostu Raniuszek opuścił Klan Rzeki z nami pod swoim sercem. Jakiś czas się błąkał po okolicy. Jednak odnalazła go kocica. Nazywała się Tsunami. Zaprowadziła go do swojego domu. Tam, po jakimś krótkim czasie, urodził nas. Jeśli ktokolwiek z rodzeństwa pytał, to Raniuszek odpowiadał. Tak wiedzieliśmy o Rzece czy twoim znajomym. Nigdy nie poznaliśmy go jako osobiście. Zresztą mieliśmy Raniuszka, a Tsunami zastępowała nam poniekąd Mamę. Nie potrzebowaliśmy więcej. Zadomowiliśmy się tam. Czas mijał aż wreszcie my również mieliśmy rozpocząć nauki pod okiem wybranych kotów. No i tutaj zbiegło się kilka spraw. Tsunami zmarła, powstał mały rozłam wśród tamtejszych kotów i jeszcze zaczęliśmy chorować. Tak się wtedy złożyło, że nasz Tata poznał kogoś innego. Miejscowego kocura, który mniej więcej znał naszą historię. Nie oceniał nas, nie oceniał go. Właściwie zaakceptował nas jako rodzinę i pomógł przetrwać wszystkie zawirowania. Potem okazało się, że będą mieli kociaki. Tata opiekował się nimi, ale potem zniknął. Próbowaliśmy go szukać, jednak ja nie dałam rady. Dlatego młodsze rodzeństwo może mnie nie rozpoznawać.- Kocica wolała się nie rozwodzić nad całością. Zapewne w każdym skupisku kotów występowały większe bądź mniejsze problemy. Zresztą co mogła rzec? Tata uciekł, ponieważ bał się ponownego odrzucenia? Tata czuł się winny śmierci Tsunami? Tego nikt nie wiedział. Wyszło ja wyszło, a sama Ścieżka dwukrotnie oszukała śmierć. Zawsze pomagali jej ludzie. Stąd nie wiedziała czy Raniuszek żył, czy ktoś z jej miotu żył, czy młodziaki żyły, czy Pęd żył... Właściwie mogłaby zmienić imię i tak nikt by jej nie poznał.
-Przepraszam... To wszystko nie tak miało wyglądać. Nie chcę niczego komplikować. W końcu jestem tylko obcym kotem.- Ścieżka mówiła szczerze i nieco smutniejszym tonem. Jaśmin wydawał się naprawdę dobrym kotem o wrażliwym serduchu.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Jaśminek skupił się na dalszej historii opowiadanej przez kotkę, co było no... Dość trudne. Ale jednak jakoś udało mu się odsunąć swoje emocje na bok. Chociaż wiadomość, że Raniuszek był jeszcze w klanie, gdy do tego doszło no... Nie brzmiała miło. Znaczy, mogło to być równie dobrze przed tym jak się łaciaty zszedł z liliowym, ale że nic od niego nie usłyszał? Jednak gdy ta nieprzyjemna myśl odpłynęła w pełni skupił się na opowieści. Czyli kotkę też dotknęło wiele nieprzyjemności w życiu... Śmierć mamy, choroby, ale też przynajmniej Raniuszek znalazł sobie kogoś innego, oby prawdziwą miłość... A przynajmniej dopóki nie zniknął z drugiego klanu. To wszystko brzmiało... Przykro.
Przeprosiny kotki go dość zaskoczyły. Na osty i ciernie mógł inaczej to sformułować. Nie chciał, by się czuła przez taką pierdołę winna. - Nie przepraszaj, po prostu przyjaźniłem się z Kostkiem i no... Zaskoczyłem trochę. Ani słowem mi o tym nie wspomniał. Ale to już nie ma znaczenia, zniknął jakiś czas temu i wątpię, by chciał wrócić... - przyznał, zmuszając się do lekkiego, bolesnego uśmiechu. Trochę skłamał o ich relacji, ale no, miał nadzieję, że dzięki temu Ścieżka nie będzie się obwiniać. W końcu tylko przekazywała to co wie, nic więcej.
- Przykro mi słyszeć o śmierci twojej mamy... Co do Raniuszka to z nim też się trochę i dawno temu znałem. Ale odkąd opuścił Klan Rzeki, to nie widziałem go ani razu... Nie słyszałem też o nim żadnych wieści, aż jego dwójka dzieci nie dołączyła. Nie znam Harmonijnej Łapy, ale Krokus to naprawdę kochana kotka i na pewno by się ucieszyła na wieść, że jej starsza siostra żyje i ma się dobrze - spróbował może przejść na bardziej pozytywne strony, posyłając kotce już cieplejszy uśmiech.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Kiedyś ktoś powiedział, że genów nie oszukasz i miał całkowitą rację. Ścieżka urosła jeszcze bardziej niż przypuszczała. Zapewne Raniuszek byłby dumny z córki. Kotka mogłaby spokojnie stawać w szranki z niejednym kocurem. Nadal pozostała również masywna i "puchata". Przynajmniej łapy bardziej się wydłużyły, a dzięki nim Ścieżka nabrała miękkości w poruszaniu się. Coś co powinny umieć kocie wojowniczki, prawda? Poza tym pojawiło się więcej sierści w okolicy długiego, smukłego ogona. Reszta można powiedzieć, że pozostawała bez zmian. Pazury stały się ostrzejsze, zęby jak u drapieżnika, ceglany nosek, jasnozielone ślepia... Natomiast cały łepek wraz z pyszczkiem przypominały Ścieżce o genach jej drugiego taty - Kościstego Wybrzeża. Choć duże uszy przyciągały uwagę innych kotów, to nadal pozostawały nieodmiennym elementem urody koteczki. Dzięki nim wyrażała część emocji, pomagały również wyłapywać dźwięki z okolicy. Ogromne, migdałowate oczy tym razem spoglądają na świat z nostalgią, jak również smutkiem czy akceptacją. Drobny pyszczek ozdabiają długie, biało-szaro-czarne wibrysy. Spod górnych warg nieco widać końcówki Ścieżkowych kłów. Wygląda to tak, jakby kotka miała zaraz przemówić bądź uśmiechnąć się. O, i nos zyskał ciemniejszą obwódkę. Jeśli chodzi o futro, to kotka nadal zalicza się do "tych długowłosych". Choć najbardziej widoczne miejsca, gdzie futro stało się gęstsze to: klatka piersiowa, szyja, ogon, przedramiona, a nawet okolice uszu. Kolorystyka sierści: czerń z dodatkiem srebra, uwydatniła się, a naturalne rozjaśnienie wokół oczu dodaje jej tylko uroku. Białe partie, czyli końcówka pyszczka i większy kawałek szyi nadal pozostają bez zmian. Brakło dodatkowych, innych oznaczeń. Co Ścieżka jeszcze zauważyła? Lepiej "zarysowane", klasyczne, czarne pręgi. Pokrywają one 3/4 ciała kotki, czyli grzbiet, łapy i łepek.
Obecnie Ścieżka powróciła nieco do swoich korzeni. Odkryła wewnątrz siebie dawnego kociaka i znów potrafi marzyć. Jedno z największych marzeń? Własny kąt i przynależność do kociego grona. Cieszą ją też drobne rzeczy jak promienie słońca, świergot ptaków, kwieciste łąki czy nocne niebo. Kocica także kolekcjonuje rzeczy dla samej przyjemności z posiadania ich i opowiadania historii jak je zdobyła. Oczywiście to nie znaczy, że gania gdzieś z głową w chmurach. Życie obieżyświatki nauczyło ją też twardo stąpać po ziemi. Kiedy trzeba, to zawalczy o swoje. Nawet jeśli oznaczałoby to przegraną czy uszczerbek na zdrowiu. Wie, że jeśli nie zaryzykuje, to może coś stracić. Według niej gorzej coś odpuścić niż spróbować i się rozczarować. Generalnie Ścieżka nie ukrywa już swoich prawdziwych emocji. Umie płakać, gdy jej smutno. Umie też być zła czy radosna. Choć najbardziej ceni sobie po prostu towarzystwo innych kotów. Jest typem obserwatorki, ale potrafi podjąć wyzwanie. Nadal chętnie weźmie udział w wyścigu, nadal ubłoci sobie futro dla dobra sprawy, albo po prostu zabawy. Kotka docenia ten czas, który jej pozostał. Dodatkowo, przez inne koty, może być uważana za nieco ekscentryczną. Dlaczego? Ścieżka lubi słuchać wiatru, obmywać się w kroplach deszczu, wąchać kwiaty itp. Taka stara, kocia "Szamanka" co to wie, gdzie są "barwy niesione przez wiatr" albo "czemu wilk tak wyje w księżycową noc". Jednak nie przejmuje się tym wcale, a wcale. Czas udawania już dawno przeminął...
Najwyraźniej "coś" albo "ktoś" splótł ich drogi nie przypadkowo. Zresztą obydwoje byli siebie warci. Podobni pod względem przeżyć czy emocji. Choć całkowicie różni pod względem charakterów. Zapewne zabawnie to wyglądało, jak jedno próbowało pocieszyć drugie. Chęć niesienia pomocy wydawała się tak naturalna. Ot, zwykła, kocia życzliwość. Niestety większość o niej zapominała. Sama Ścieżka nie zamierzała dalej naciskać. Usłyszała tyle, ile faktycznie potrzebowała. Tak samo jej historia dobiegła końca. Kocur również próbował dodać jej otuchy.
-Dziękuję. Mówił ci już ktoś, że jesteś naprawdę miłym kocurem?- Kotka postanowiła nieco zmienić temat rozmowy. Podziękowania były szczere i wypowiedziane w radośniejszym już tonie. Szczególnie, gdy Jaśmin nadmienił kilka słów o jej rodzeństwie. Wcale nie musiał tego robić, a jednak... Ten kocur miał naprawdę wyjątkowe serce i empatię. Córka Raniuszka uśmiechnęła się serdecznie, jednocześnie wyłażąc ze swojej kryjówki. Podeszła do nowego znajomego na wyciągnięcie łapy. Powoli, ostrożnie, żeby nikomu nic się nie stało. Właśnie wtedy, jak była na tyle blisko, położyła swoją łapę na jego łapie. W geście "przyjaźni" oraz wdzięczności.
-Bardzo się cieszę, że odnaleźli tutaj dom. Mają zapewne dużo znajomych i nową rodzinę. Czasami sama się zastanawiam jak by mogło to wyglądać...- Ścieżka zwracała się niezobowiązująco. Po prostu Nowy Świt diametralnie różnił się od samych Klanów. Może rozmowa o tym nieco bardziej rozweseli samego kocura.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Rzeczywiście, jakby ich spotkanie nie było zwykłym przypadkiem... Bolało go to co usłyszał, ale zdecydowanie wolał usłyszeć prawdę o swoim byłym partnerze niż żyć w niewiedzy. Jaś wierzył w gwiezdnych, może nie był zapaleńcem, który wszystkie przypadki w swoim życiu przypisywał jako ich zasługi, ale może któryś z jego bliskich nakierował łaciatka na to spotkanie... Na przykład jego ojciec. To by było kochane z jego strony.
- Oh? Em, dziękuję również... - odpowiedział lekko speszony z delikatnym uśmiechem. Słyszał podobne komplementy, hm, kilka razy conajmniej, ale za każdym razem jakoś tak... No nie spodziewał się ich. Nie uważał się jakoś za nadzwyczaj miłego, w klanie żyły koty, które były lepsze od Jaśminka, ale starał się. I miło usłyszeć, że jednak jego starania chyba działają.
- Mhm, wszyscy w klanie traktują ich jako część Rzecznej rodziny. Krokus też znalazła tutaj swoją miłość i widać wyraźnie, że jest szczęśliwa. Em... Podczas ceremonii słyszałem że ich dom uległ zniszczeniu... Więc jeśli chcesz możesz dołączyć do nich. Do nas w sumie. W końcu nie ważne jak Rzeka by była wspaniała nic nie zastąpi prawdziwej rodziny - wyszedł ostrożnie z propozycją. Nie wiedział czy kotka znalazła nowy dom, czy też miała inne powody by pozostać na ziemiach niczyich... Ale ten, niech wie, że istnieje taka opcja.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Kiedyś ktoś powiedział, że genów nie oszukasz i miał całkowitą rację. Ścieżka urosła jeszcze bardziej niż przypuszczała. Zapewne Raniuszek byłby dumny z córki. Kotka mogłaby spokojnie stawać w szranki z niejednym kocurem. Nadal pozostała również masywna i "puchata". Przynajmniej łapy bardziej się wydłużyły, a dzięki nim Ścieżka nabrała miękkości w poruszaniu się. Coś co powinny umieć kocie wojowniczki, prawda? Poza tym pojawiło się więcej sierści w okolicy długiego, smukłego ogona. Reszta można powiedzieć, że pozostawała bez zmian. Pazury stały się ostrzejsze, zęby jak u drapieżnika, ceglany nosek, jasnozielone ślepia... Natomiast cały łepek wraz z pyszczkiem przypominały Ścieżce o genach jej drugiego taty - Kościstego Wybrzeża. Choć duże uszy przyciągały uwagę innych kotów, to nadal pozostawały nieodmiennym elementem urody koteczki. Dzięki nim wyrażała część emocji, pomagały również wyłapywać dźwięki z okolicy. Ogromne, migdałowate oczy tym razem spoglądają na świat z nostalgią, jak również smutkiem czy akceptacją. Drobny pyszczek ozdabiają długie, biało-szaro-czarne wibrysy. Spod górnych warg nieco widać końcówki Ścieżkowych kłów. Wygląda to tak, jakby kotka miała zaraz przemówić bądź uśmiechnąć się. O, i nos zyskał ciemniejszą obwódkę. Jeśli chodzi o futro, to kotka nadal zalicza się do "tych długowłosych". Choć najbardziej widoczne miejsca, gdzie futro stało się gęstsze to: klatka piersiowa, szyja, ogon, przedramiona, a nawet okolice uszu. Kolorystyka sierści: czerń z dodatkiem srebra, uwydatniła się, a naturalne rozjaśnienie wokół oczu dodaje jej tylko uroku. Białe partie, czyli końcówka pyszczka i większy kawałek szyi nadal pozostają bez zmian. Brakło dodatkowych, innych oznaczeń. Co Ścieżka jeszcze zauważyła? Lepiej "zarysowane", klasyczne, czarne pręgi. Pokrywają one 3/4 ciała kotki, czyli grzbiet, łapy i łepek.
Obecnie Ścieżka powróciła nieco do swoich korzeni. Odkryła wewnątrz siebie dawnego kociaka i znów potrafi marzyć. Jedno z największych marzeń? Własny kąt i przynależność do kociego grona. Cieszą ją też drobne rzeczy jak promienie słońca, świergot ptaków, kwieciste łąki czy nocne niebo. Kocica także kolekcjonuje rzeczy dla samej przyjemności z posiadania ich i opowiadania historii jak je zdobyła. Oczywiście to nie znaczy, że gania gdzieś z głową w chmurach. Życie obieżyświatki nauczyło ją też twardo stąpać po ziemi. Kiedy trzeba, to zawalczy o swoje. Nawet jeśli oznaczałoby to przegraną czy uszczerbek na zdrowiu. Wie, że jeśli nie zaryzykuje, to może coś stracić. Według niej gorzej coś odpuścić niż spróbować i się rozczarować. Generalnie Ścieżka nie ukrywa już swoich prawdziwych emocji. Umie płakać, gdy jej smutno. Umie też być zła czy radosna. Choć najbardziej ceni sobie po prostu towarzystwo innych kotów. Jest typem obserwatorki, ale potrafi podjąć wyzwanie. Nadal chętnie weźmie udział w wyścigu, nadal ubłoci sobie futro dla dobra sprawy, albo po prostu zabawy. Kotka docenia ten czas, który jej pozostał. Dodatkowo, przez inne koty, może być uważana za nieco ekscentryczną. Dlaczego? Ścieżka lubi słuchać wiatru, obmywać się w kroplach deszczu, wąchać kwiaty itp. Taka stara, kocia "Szamanka" co to wie, gdzie są "barwy niesione przez wiatr" albo "czemu wilk tak wyje w księżycową noc". Jednak nie przejmuje się tym wcale, a wcale. Czas udawania już dawno przeminął...
Co tutaj się działo?! Czy ten kocur właśnie stwierdził, że mogłaby zamieszkać w Klanie Rzeki?! Tak zupełnie bez niczego?! Chyba się przesłyszała albo coś źle zrozumiała. Jednak pyszczek Jaśmina zdradzał wiele. W jego oczach można było dostrzec tylko szczerość oraz troskę. Ścieżka odruchowo położyła uszy po sobie. Bardziej ze wstydu niż złości. Gdyby koty miały ludzką twarz, to właśnie policzki Ścieżki przypominałyby dorodne pomidory. Nawet przez moment zapomniała języka w pyszczku. Wreszcie kocica przybrała bardziej luźną postawę. Właściwie siedziała, ale teraz mniej czujna niż poprzednio.
-Dziękuję za propozycję. Nawet nie wiesz jakie to wspaniałe. Chcesz dać samotnemu kotu dom i opowiadasz mi tyle o rodzeństwie. Dla ciebie pewnie coś takiego brzmi jak normalna sprawa. Dla mnie jest szczególnym wspomnieniem oraz punktem zwrotnym. Pewnie zaraz dodasz, że niewiele zrobiłeś. Kwitnący Jaśminie czasem te kilka słów jest w stanie uratować komuś życie albo zmienić je na lepsze. Może nie zawsze się uda, ale ty moje już zmieniłeś. Naprawdę mam u ciebie dług wdzięczności.- Ścieżka nie mogła powstrzymać się od wypowiedzenia tych słów. Dały jej dużo nadziei na przyszłość. Może faktycznie znajdzie tutaj dom? Może faktycznie będzie mogła zapuścić tutaj korzenie? Kto wie! Przed nią jeszcze tyle miesięcy. Zresztą Jaśmin miał w sobie dużo empatii, ciepła, miłości i serdeczności. Trzeba było takie sprawy doceniać, ponieważ zawsze znalazł się ktoś gorszy bądź bardziej skoncentrowany na sobie.
-Wierzycie w coś w Klanie Rzeki?- Kocica sama nie wiedziała czemu zdała podobne pytanie. W cokolwiek wierzył Jaśmin, to warto było temu czemuś podziękować. Kto wie jakby mogło skończyć się tułanie Ścieżki, gdyby nie spotkała tutaj tego kocura.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Oh, było to, jakby kotka wręcz potka kotka potrafiła czytać w jego myślach... Czy rzeczywiście ta niby z pozoru niezbyt istotna rozmowa zmieniła jej życie? Może. Nie wiedział. Ale nie było to nic specjalnego, każdy kot, który miał w sobie, chociaż iskierkę dobroci powiedziałby coś podobnego... To po prostu czyste zdarzenie losu, że akurat spośród tych kotów pojawił się Jaśmin. Oh to bardziej kotka zmieniła życie Jaśminka mówiąc mu o tym, co Kostek zrobił... Nieświadomie, ale to zrobiła.
- Serio przesadzasz, to nic takiego... Każdy kot zachowałby się podobnie, więc proszę bez żadnych długów - dorzucił z lekkim, niezręcznym uśmiechem. A nawet gdyby rzeczywiście był jakimś wyjątkiem od reguły, który jest nadzwyczaj pomocny... To raczej wolałby, żeby inni mu tego nie wypominali. Średnio komfortowo się czuł, teraz gdy kotka go tak wychwalała, a on miał wrażenie jakby zrobił, uh, nic.
- Gwiezdny Klan... Nie wiem, czy słyszałaś, ale w skrócie chodzi o to, że martwe koty trafiają na Srebrną Skórkę, czyli nocne niebo pod postacią gwiazd - przyznał, samemu spoglądając w górę. Nie było żadnych gwiazd, w końcu jeszcze trochę czasu minie, zanim słońce w ogóle będzie zachodzić, a co dopiero pojawi się księżyc wraz z gwiazdami... Ale dla dramatyzmu nie zaszkodzi. Ah, aż mu się przypomniał ojciec... Ale to nie czas ani miejsce, by jeszcze bardziej się rozklejać, ugh. Przynajmniej wolał gadanie o tym niż o dziękowaniu mu czy coś.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
Brzózka kochała swoich właścicieli. Naprawdę, naprawdę kochała.
Ale w momentach takich, jak ten, nie wiedziała czy woli im naszczać buty, czy udawać złamaną łapkę, by iść na płatną wizyte do weterynarza.
Nie musiało dziecko Feliny nosić już swych kurteczek - w to miejsce weszły butki na kocie łapcie.
Różowa obróżka z kolcami dalej widniała na szyi grubego beżowego stworzenia.
Ciepło tak żarło w plecki, że Brzózka cieszyła się, że ich futro było takie mdłe, byle jakie w gęstości - ani to woda nie siedzi za długo, a zimna bryza nie musi przebijać się przez długi włos.
Nie było najlepiej, lecz najgorzej też nie było.
Brzózka widzi znajomy krzak, gdy odchodzi od swoich właścicieli bawiących się w polu rzepaku, cykających fotki.
Trzepie uchem.
-Płotka? Płotko! - Hej, może była znajoma babcia w okolicy?
/łabędź
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
Znajomej babci nie było, ale nieznajomy dziadek — cóż, tutaj sprawa miała się nieco inaczej. Łabędź polował nieopodal i z ostrożnego przemierzania Kwiecistej Łąki tak, aby nie spłoszyć niespostrzeżonej jeszcze zwierzyny, wytrącił go obcy głos nawołujący nieobce imię. Stanął w miejscu, wyprostował się i zlokalizował kierunek, z którego dochodził dźwięk. Kolczasty Bez, jak mniemał. Tajemnicza osoba nie wdarła się na terytorium Klanu, a nawet jeśli, nie zaszła daleko.
I choć stawiał na to pierwsze (znajoma Płotki, kimkolwiek była, musiała zdawać sobie sprawę z panujących tu zasad), ruszył naprzeciw głosowi, zarówno dla lepszego rozeznania się w sytuacji, chęci pomocy, o ile do czegokolwiek będzie mógł się przydać, oraz, nie ukrywajmy, czystej ciekawości.
— Dzień dobry — przywitał się z odległości, powoli skracając dystans i pozwalając czekoladowej przywyknąć do myśli, że ktoś się do niej zbliżał. Jemu samemu dało to czas na przyjrzenie się jej powierzchowności i odnotowanie niecodziennych akcesoriów. Niecodziennych, acz bynajmniej nie widzianych po raz pierwszy; widząc ocieplacze na jej łapkach, od razu pomyślał o spotkanej raz pieszczoszce, Bingus. Niestety nigdy nie udało mu się natknąć na nią ponownie i oddać jeden z ocieplaczy, który zgubiła... — Szukasz Płotkowego Potoku? Niestety raczej nieprędko się jej doczekasz, jeśli jednak to coś pilnego, mogę przekazać, że jesteś. Na imię mi Łabędzia Gwiazda, miło cię poznać — przedstawił się na koniec z drobnym uśmiechem na pysku. Zatrzymał się przy granicy, na odległość wygodną do konwersowania, ale niedostatecznie bliską, by wyjść na zastraszającego.
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
-Topikowa Łapa? - Pomyślało beżowe dziecko, a potem powiedziało, widząc jak z głębi pagórków i innych traw nadchodzi jasne futro jak u colorpointa.
Z daleka jednak osobnik był mały, dopiero, gdy podszedł bliżej Brzózka mogła zauważyć masywniejszą sylwetkę.
To nie była ani ta babcia, ani Topik.
Brzózka poczuła się źle, jakby w brzuchu rosły ciernie, wbijające się w jelita.
Jakby przyłapana na gorącym uczynku - nie chciała sprawiać problemów. Nie, kiedy przeciwnikiem jest ktoś, kogo może nie pokonać w łapie, a kto może powiedzieć tym całym klanom o jej jestestwie.
Lubiła być znana, ale nie aż tak!
Stala jak wryta. Jej ciało zamarzło w miejscu na widok starego kocura. Oho.
Byleby nie był jak miastowy dziadyga...
Nie było przyzwyczajone do takiego tonu czy głosu - ba, samo lubiło po prostu żyć z wiedzą, że zna jakieś koty i słów nie potrzeba było na przyjaźń.
Leszczynowy wzrok spadł na jasno-niebieskie futro, które ustało kawałek dystansu od zapachu sików(fujka).
Nie było kontaktu wzrokowego, lecz cicho Brzózka miauknęła.
-Uh, Dobry. - To się okaże - dodał sobie klusek w myślach, poprawiając bucik na łapce.
-Nieprędko...? Co masz na myśli? Chyba nic jej się nie stało...? - Chyba babcia nie kopnęła w kalendarz, nie? Ale by było głupio.
Przełknął ślinę.
-Ja jestem, uh, Brzoza. -
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
Podjął wszelkie kroki, jakie przyszły mu do głowy, by nie wystraszyć kota po drugiej stronie granicy, ale wszelkie starania na nic, oceniając po zesztywniałej postawie samotniczki. Cóż, chyba zyskiwał przy bliższym poznaniu, kiedy charakter wychodził na wierzch i odwracał uwagę od gęstej szaty oraz dużych łap. Może i w tym wypadku uda się przekonać nieznajomą, że nie ma czego się obawiać. O ile oczywiście nie sprowadziły jej tutaj złe intencje, czego nie zakładał. Pomijając wszystko inne, szukała Płotki. Płotkowy Potok miała nosa do kotów.
— Och, nie, bynajmniej — zaprzeczył przepraszającym tonem. — Nie to miałem na myśli. Patroluje dzisiaj po innej stronie granicy, z tego co mi wiadomo. — Gwiezdnymi a prawdą, wojowniczka niedawno zmagała się z problemami zdrowotnymi, na szczęście zdołała już nie tylko wrócić do Obozu, ale także swoich obowiązków. Nie było o czym mówić i niepotrzebnie martwić... Brzozę, jak się okazało. — Ale może ja mógłbym w czymś pomóc? Domyślam się, że nie stoisz przy granicy Klanu Rzeki bez powodu.