Zdecydowanie wdała się w ojca rozmiarem i futrem. Jest wysoka i wydaje się dosyć masywna, głównie przez długą, puszystą sierść. Większość jej ciała pokrywa kolor biały, między innymi prawie całe łapy, brzuch, przód szyi i pyszczek, część karku. Resztę przejął ciemny, szaro-brązowy kolor naznaczony klasycznymi czarnymi pręgami, rozlewający się po grzbiecie, ogonie i łebku, formujący trzy oddzielne, duże plamy przecięte jedynie cienkimi, białymi liniami. Bure futro pojawia się też gdzieniegdzie na łapach. W niektórych miejscach da się zauważyć jaśniejsze, rude plamy, jednak są one bardzo małe i nieregularne, powplatane w ciemniejszy kolor dominujący na sierści kotki. Futro na uszach ma również bure, formujące minimalne pędzelki na końcówkach. Plamy na górnej części pyszczka ma asymetryczne, pokrywające większą część po jej lewej stronie, łącząc się z jednym z dwóch zielonych oczu, zaś po drugiej stronie ledwie obejmujące ucho. Trzy małe łatki widać również na przodzie pyszczka - jedną nad bladoróżowym noskiem, barwiącą jego fragment na ciemniejszy, ceglany kolor, drugą po jej prawej stronie pod nosem, a trzecią na brodzie.
fałszywa, egoistyczna, ciekawska, zgrywa miłą i empatyczną, żywi się nieszczęściem innych, cierpliwa, pamiętliwa i mściwa, dramatyczna
Wzruszyła barkami na rozbawione pytania kocura. Nie musiała mu tłumaczyć wszystkich sposobów, w jaki cała ta sytuacja mogła pójść źle. Większość z tych sposobów była nierealistyczna, ale nie znaczyło to, że niemożliwa. Mogli w końcu trafić na najbardziej narwanego kota w całej Rzece, którego nie przekonałyby żadne słowa, dostać w pysk i zostać odprawieni z kwitkiem. Jak nie gorzej. Oczywiście, było to bardzo mało prawdopodobne, szczególnie ze względu na to, że nie tak dawno temu klan przygarnął nawet kota z innego klanu. Ale zawsze lepiej jest być przygotowanym, niż się później zaskoczyć.
Okoniowa Łapa zaczął rozmawiać ze swoim dziadkiem. Gdy wspomniał o niej, ta schyliła głowę w geście szacunku, ale nie wtrąciła się w rozmowę. Ufała buremu na tyle, na ile ufać potrafiła. Zresztą, to nie była jakaś strasznie delikatna sytuacja. Nocny Szkwał wyglądał na... może nie szczęśliwego, ale na pewno nie wrogo nastawionego. Szczególnie, gdy znów się odezwał. I przytulił Okonia. Cierń odsunęła się pół kroku, nie chcąc sama być choćby nawet muśnięta kosmykiem futra zastępcy, jak i wiedząc, że wygląda to jakby po prostu chciała dać im trochę miejsca. W końcu rodzina. Nie podobało jej się to. Starszy kocur mógł być problemem, jeśli już z marszu chciał być blisko swojego wnuka. Bliskość innych kotów mogła sprawić, że syn Topikowej Nici nie był już tak zależny od niej. Mogła go od niej odciągnąć. Będzie musiała się bardziej postarać, żeby nie stracić jego uwagi. Mimo tych wszystkich nieprzyjemnych przemyśleń, jej wyraz pyszczka był dosyć neutralny, malował się na nim delikatny uśmiech, z lekko ściągniętymi brwiami, jakby właśnie obserwowała coś rozczulającego, ale nie chciała zwracać na siebie zbyt wielkiej uwagi swoją reakcją. Pierwsze wrażenie było bardzo ważne, a wątpiła, żeby Nocny Szkwał ją pamiętał i miał o niej jakąkolwiek opinię. Więc była grzeczna i kochana.
Na pytanie zastępcy nie wyrywała się do odpowiedzi, znów spojrzała na Okonia znacząco, z nutą skruchy na mordce. Trochę jak kocię, które musiało się przyznać do zrobienia czegoś głupiego. Tylko bardziej stonowane, w końcu nie była już małym kociakiem i jej zachowania i ekspresje były mniej wyraziste. Przynajmniej ich większość.
xxx - Ty natomiast dziadku nic a nic się nie zmieniłeś! - Skomentował Okoń, przyglądając się zastępcy Klanu Rzeki. Było to aż niesamowite, że kocur był już dziadkiem i zastępcą, a nadal wyglądał tak młodo i okazale! Oby te dobre geny przekazał swojemu wnukowi i oby Okoniowa Łapa w jego wieku również mógł się w dalszym ciągu szczycić swym blaskiem i urodą. xxx- Nic poważnego, nie stała nam się żadna krzywda, jak widzisz. Może trochę odrobinę wychudliśmy, ale jesteśmy cali, zresztą, nie pozwoliłbym by mojej towarzyszce spadł chociaż wąs z głowy, prawda, Cierń? Co ze mnie byłby za kocur - padło pytanie całkowicie retoryczne, bo Okoń ani myślał czekać aż kotka coś odpowie, wątpił również, by zamierzała, skoro ewidentnie to jemu dała pole do popisu - Nawet i my, młode koty, mamy nasze własne zmartwienia i obawy... wiesz, dziadku? - jego ton trochę spoważniał, a wzrok bladych, zielonkawych oczu na chwilę się wyostrzył - Gdy moja mama zniknęła ja... chyba nie potrafiłem do konca się odnaleźć tak, jak chciałem i jak potrzebowałem. Czułem się opuszczony i niezrozumiany... i jakby Klan nie wziął zniknięcia Topikowej Nici tak poważnie jak z mojego punktu widzenia powinien. Ale wszyscy mieli swoje obowiązki, swoją pracę i smutki i to Cierń była tym kotem który zwrócił na mnie uwagę... a i ona również jest kotem a nie pustym pniem i ona również czuła się podobnie. I chyba nas to wszystko... przytłoczyło - jego uniesiony ogon smętnie opadł niczym przebity balonik, a sam Okoń zrobił się trochę "mniejszy" - Nie było to zbyt mądrę z naszej strony, dziadku, ale to było wiele księżyców temu. Wcale nie chcemy i nie chcieliśmy żyć jako samotnicy, ale chyba potrzebowaliśmy przestrzeni by się nauczyć pewnych rzeczy i sobie to wszystko poukładać... I trochę wstydziliśmy się tego - Cierń nie zabij mnie potem proszę - Bo co, jeśli przez naszą głupotę już nie widzielibyście w nas swojej rodziny? Ty... i Grzybowa Łapa. I babcia Przepiórcza Pieśń, i rodzice Cierń oraz jej rodzeństwo. Co jeśli przestalibyśmy mieć dla was znaczenie - wykrzywił się lekko. Okoń miał złą przywarę mówienia dużo i rozwięźle. Nie tylko dlatego że LUBIŁ mówić, ale po prostu tak miał, tak się nauczył i nie myślał o tym za dużo, więc wyszła mu dłuższa tyrada niż zaplanowali. Wydawało mu się, że to, co powiedział, wpisywało się w plan jaki opracowali z jego piękną puchatą purchaweczką, ale... ale gdzieś w tym była też szczerość. Trochę żalu i wyrzutu. Trochę smutku. Nie był pewien, czy dziadek zrozumie. Ale. Ale miał nadzieję. Był przecież krwią z jego krwi.
. . . . . . . .
'causeJesusheknowsmeandheknowsI'mright 「 ✦ I've been talking to Jesus all my life ✦ 」
. . . .→ oh yes [ he knows ] me and [ he knows ] I'm right←. . . . and. he's beentelling me -ˏˋ everything is alright ˊˎ-
- I believe in the family -
with [ my ever loving. wife ]beside me
but shedon't knowabout.[ my girlfriend ] or[ the man ] I met last night
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
Uśmiechnąłem się delikatnie na jego komentarz. Cóż, być może nie zdążyło mi przybyć siwych włosów od czasu jego zniknięcia. To dobra wiadomość, tak w sumie. Ciernista Łapa w dalszym ciągu się nie odzywała, nie chciałem jej też ciągnąć język, wszak Okoń wytłumaczył wszystko bardzo dokładnie i choć cały ten moment był pełen szczęścia, niestety trzeba było to zniszczyć.
- Młodość rządzi się swoimi prawami i słynie z popełniania błędów. Rozumiem, dlaczego mogłeś się tak czuć, ale na przyszłość, Okoń, pamiętaj że masz wsparcie w rodzinie. We mnie, w babce, w wujkach, ciotkach. Niemniej, cieszę się, że wróciliście oboje cali i zdrowi. - zacząłem, zerkając zarówno na wnuka, jak i jego towarzyszkę. - Pod waszą nieobecność sporo się zmieniło, niekoniecznie na lepsze. Twoja mama nie wróciła, a tata... Grzybowy Grzbiet zginął w walce borsukiem. Wiem, że Topik jest na osiedlu i walczy z chorobą, wróci gdy wydobrzeje, ale nie wiadomo kiedy to nastąpi. Z twojego rodzeństwa jesteś jedynie ty. Szukałem ich wszędzie, ale bez skutku... przepraszam. - wyrzuciłem niechętnie, oferując młodzikowi uścisk, jeśli będzie czuł się na tyle komfortowo i będzie potrzebował jakiegoś wsparcia po usłyszeniu tego wszystkiego. - Masz też, um, więcej wujków i cioć. Mieli ceremonię kilka wschodów słońca temu. Mogę wyjaśnić ci to później. Ciernista Łapo, ty za to masz młodsze rodzeństwo. Niebawem mogą rozpocząć nauki. Masz też siostrzeńców, Bzycząca Mucha urodziła niedługo po twoim zniknięciu. - bo i w rodzinie terminatorki zaszły pewne zmiany podczas jej nieobecności. Młodsze rodzeństwo mogło być całkiem miłą informacją, ale siostrzeńcy od tak młodej wówczas Muchy... cóż, może niekoniecznie. Szczególnie jeśli Ciernista Łapa zapamiętała ją taka, jaką była za młodu. Trochę się od tamtej pory zmieniło. - Gdyby którekolwiek z was czegoś potrzebowało, szczególnie ty, Okoniu, zawsze będę do waszej dyspozycji. Poinformuję Mroźną Mżawkę o twoim powrocie, Ciernista Łapo. Twoim treningiem zaś, wnuczku, nie będę w stanie się zająć. Mam dużo na głowie, nie chciałbym spowalniać twojego rozwoju. Zamiast tego przejmie cię pod swoje skrzydła Kwitnący Jaśmin. Chodźcie, musicie odpocząć. Witajcie w domu. - powiedziałem, zapraszając ich do obozu. Na pewno przeszli dziś kawał drogi, zdecydowanie powinni odpocząć.
zt!!!
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Zdecydowanie wdała się w ojca rozmiarem i futrem. Jest wysoka i wydaje się dosyć masywna, głównie przez długą, puszystą sierść. Większość jej ciała pokrywa kolor biały, między innymi prawie całe łapy, brzuch, przód szyi i pyszczek, część karku. Resztę przejął ciemny, szaro-brązowy kolor naznaczony klasycznymi czarnymi pręgami, rozlewający się po grzbiecie, ogonie i łebku, formujący trzy oddzielne, duże plamy przecięte jedynie cienkimi, białymi liniami. Bure futro pojawia się też gdzieniegdzie na łapach. W niektórych miejscach da się zauważyć jaśniejsze, rude plamy, jednak są one bardzo małe i nieregularne, powplatane w ciemniejszy kolor dominujący na sierści kotki. Futro na uszach ma również bure, formujące minimalne pędzelki na końcówkach. Plamy na górnej części pyszczka ma asymetryczne, pokrywające większą część po jej lewej stronie, łącząc się z jednym z dwóch zielonych oczu, zaś po drugiej stronie ledwie obejmujące ucho. Trzy małe łatki widać również na przodzie pyszczka - jedną nad bladoróżowym noskiem, barwiącą jego fragment na ciemniejszy, ceglany kolor, drugą po jej prawej stronie pod nosem, a trzecią na brodzie.
fałszywa, egoistyczna, ciekawska, zgrywa miłą i empatyczną, żywi się nieszczęściem innych, cierpliwa, pamiętliwa i mściwa, dramatyczna
Na komentarz towarzysza, że nie pozwoliłby, żeby jej się stała krzywda, uśmiechnęła się trochę bardziej, rozbawiona. Mógł sobie tak myśleć, nie przeszkadzało jej to. Trochę racji miał, bo w końcu utrzymywali siebie nawzajem we względnym bezpieczeństwie. Samotnemu kotu nieco ciężej jest się bronić przed innymi kotami, czy drapieżnikami.
Gdy Okoń zaczął opowieść o ich tragicznym błędzie, również spoważniała, a na jej pyszczku wymalował się delikatny wyraz skruchy, a także i zmartwienia, kiedy bury kocur się delikatnie skulił, jakby wahała się, czy nie przysunąć się do niego i go nie pocieszyć, wesprzeć. I pewnie zrobiłaby to, gdyby Nocny Szkwał nie był tak blisko. Nie zamierzała się przepychać obok zastępcy przywódcy tylko po to, by dać zielonookiemu słaby gest, który nic nie wnosił do sytuacji. Wstydzili się? Gdyby Ciernista Łapa nie grała roli córy marnotrawnej, proszącej o wybaczenie, to jedna z jej brwi poszybowałaby w górę. On może i mógł się wstydzić, ona absolutnie nie. Jasne, gdyby nie poszła na długą wycieczkę, to pewnie byłaby już wojownikiem, a teraz będzie musiała się starać, żeby klan znów zobaczył ją jako wartościowego członka, a nie nieodpowiedzialnego terminatora, ale to nic. Konsekwencje. Poradzi sobie z nimi. Żadna z nich nie jest permanentna.
Wszystko, co powiedział Okoniowa Łapa pasowało, więc jeśli udało się jej złapać na chwilę kontakt wzrokowy, to posłała mu delikatny uśmiech i skinięcie głową. Dobra robota. Zaraz po tym skupiła swoją uwagę na starszym kocurze, który przekazywał im wieści o tym, co się działo gdy ich nie było. Ah, no i rzucił komentarzem, że dobrze że nic im nie było i coś, co potwierdzało, że ich historia osiągnęła oczekiwany cel. Wspaniale.
Rodzina jej towarzysza się posypała. Jej pysk przybrał wyraz zmartwienia i szoku, a jej wzrok powrócił do burego, szukając potwierdzenia, że potrzebuje wsparcia. Jednak Nocny Szkwał był pierwszy w oferowaniu uścisku, powodując nieprzyjemne, palące uczucie w okolicy jej serca. Nie była to reakcja na smutne wieści, ani zazdrość, bardziej niepokój. Może i Okoń stracił dużą część rodziny, ale wciąż miał kogoś, kto się o niego martwił. A to komplikowało jej kontrolę. Każdy dodatkowy gest ze strony zastępcy w kierunku zielonookiego ją irytował, ale oczywiście nie dała tego po sobie poznać, jej fizyczne skupienie pozostawało na propozycji pocieszenia Okonia, jeśli tylko by tego chciał.
Młodsze rodzeństwo. Tą wiadomość przyjęła z lekkim uśmiechem i skinięciem głową, za to na słowa o siostrzeńcach... dzieciach Muchy? Obie brwi poszybowały jej do nieba. Tego się nie spodziewała. Interesujące, będzie musiała dowiedzieć się więcej. Jednak nie zostali przy temacie długo. Nocny Szkwał zaprosił ich do obozu, dostała informację, że będzie miała tego samego mistrza, co wcześniej. Irytujące. Przyjęła te wieści z delikatnym uśmiechem i skinięciem głową, a gdy starszy kocur zaczął prowadzić ich do domu, otarła się bokiem o Okonia, oferując mu wsparcie i spojrzenie wyrażające parę rzeczy. Szczęście, że wrócili do domu. Zmartwienie, że jej towarzysz dowiedział się o stracie ojca i rodzeństwa. Nieme pytanie, czy chciałby porozmawiać o tym wszystkim po powrocie do obozu. Swoje własne przemyślenia zostawiła dla siebie, nie planując zrzucać ich na syna Topikowej Nici. To nie był jego problem, przynajmniej jeszcze nie teraz, nie przed powrotem do obozu. Dopóki jeszcze przez krótką chwilę miał tylko ją do spędzania czasu.
Gdy Nocny Szkwał mówił, to brwi Okonia tylko szybowały coraz to wyżej i wyżej w górę w wyrazie szczerego szoku i niedowierzenia, a sam kocur zrobił niemrawy krok do tyłu, jakby po prostu nie wierzył w to, co przekazywał im jego dziadek. Grzybowa Łapa zginął... a Topikowa Nić nie wróciła do Klanu, zamiast tego przebywała, z jakiegoś powodu, na osiedlu. Jaka choroba mogła być dla matki wytłumaczeniem, by zostawić własne dzieci? Poczuł się jeszcze bardziej zdradzony przez rodziców, niż wcześniej, i nawet zapewnienia zastępcy co do tego, że przecież ma jego, ma babcię, ma ciocie i wujków nie pomogły na to nieprzyjemne, lodowate uczucie odtrącenia. Czuł się odtrącony. Jako syn. Dodatkowo jeszcze Nocny Szkwał przedstawił mu informację, że w Klanie nawet nie ma jego rodzeństwa... Gąski, Pieczareczki i Węgielka, jedynych, którzy byli dla Okonia najważniejsi.
Zacisnął kły i na krótki moment oparł czoło o bark Cierń, zatapiając pysk w jej długim, gęstym futrze. Tak jak na ogół był niepowstrzymaną gadułą, tak teraz stanęła mu gula w gardle i nie był zupełnie w stanie nic odpowiedzieć zastępcy, pokiwał tylko sztywno głową i ruszył za nim do obozu, a jego długi, puchaty ogon smętnie opadł. Jak tylko był w stanie, to co jakiś czas delikatnie ocierał się bokiem o bok Cierń, podświadomie przyjmując jej ciepło i upewniając się, że kotka kroczy u jego boku. Stracił tak wiele. Nie chciał stracić też jej.
Był tak zatracony w szoku, jakiego doznał, że nawet nie spostrzegł większości mimik, jakie robiła do niego jego towarzyszka. Nie był w tym momencie w stanie zbyt trzeźwo myśleć, nawet informacja o zmianie mistrza przeleciała koło niego, bo była w jego wyobrażeniu czymś totalnie błachym i nieistotnym w porównaniu z utratą niemalże całej najbliższej rodziny. Musiał po prostu ochłonąć i się uspokoić, może przespać szok by dojść do siebie.
//zt
. . . . . . . .
'causeJesusheknowsmeandheknowsI'mright 「 ✦ I've been talking to Jesus all my life ✦ 」
. . . .→ oh yes [ he knows ] me and [ he knows ] I'm right←. . . . and. he's beentelling me -ˏˋ everything is alright ˊˎ-
- I believe in the family -
with [ my ever loving. wife ]beside me
but shedon't knowabout.[ my girlfriend ] or[ the man ] I met last night
Księżyce: 82 Mistrz: Kolczasty Grzbiet Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Łajba Partner: Morze, Chrzęszczący Chrabąszcz Trwałe urazy: mała blizna po prawej stronie policzka, podłużne rany na lewym boku, oderwany kawałek lewego ucha
Rudy złoty, tygrysio pręgowany | czarna LP łapka, plamka na karku i po lewej stronie brzucha [chimeryzm] | wysoki i szczupły | białe palce tylnych stóp i biała plamka na gardle | niebieskie oczy
Spotkanie z Traszką dało mu spokój na krótki moment. Intensywniejsze myśli przyszły na następny dzień, okraszone w nocy barwnymi snami. Bądź co bądź, jeśli wszystko poszło zgodnie z zamysłem, Bonawentura będzie ojcem. Nie wiedział, jak się z tym czuć. Miał potrzebę się wygadać, a może odwrócić uwagę, przez co zaszedł na granice z Gromem. Niestety nie spotkał ani patrolu ani Chrabąszcza, a samotne siedzenie z własną głową nie było mu na łapę. Poszedł więc dalej, zachodząc na granicę z Klanem Rzeki.
Przysiadł przy dziwnie niewyrośniętym bzie, dając sobie szansę na spotkanie jakiegoś rzeczniaka.
Patrol patrol patrol! Oh jak kotka uwielbiała patrole. Oprócz treningów był to jedyny czas w którym mogła wyjść na klanowe tereny przez ten durny zakaz. I tak się składało, że miała sprytny plan dzisiaj. Przypadł jej patrol z Kwitnącym Jaśminem i Słoneczną Plamką, chyba dwójką największych nieogarów w klanie. Kotka trzymała się grzecznie z tyłu, aż duo całkowicie nie zapomniało o jej obecności i… Wziu na wolność! Będzie miała niezły przypał jak ktoś ją nakryje, ale najwyżej zwali na dwójkę kochasiów czy coś, pf.
Truchtała wzdłuż granicy, wypatrując no, czegokolwiek ciekawego, ale jak na złość nic się nie działo… Zaczęła się już zastanawiać czy może nie zrezygnować i wrócić do patrolu, gdy nagle! Rude futro? Samotnik? Taki prawdziwy z krwii i kości? Uhuhu!!
- Co tu robisz? Jak planujesz ukraść nam kociaki to nie ma co kraść, same przygłupy się u nas urodziły - zaczęła niby na luzie niby w żartach, ale jednak gdzieś tam z tyłu głowy miała, że samotnicy są niebezpieczni. Szczególnie przez ostatni zakaz… Ale ten zakaz to wymysł wyższych rangom, by odebrać wolność terminatorom.
Księżyce: 82 Mistrz: Kolczasty Grzbiet Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Łajba Partner: Morze, Chrzęszczący Chrabąszcz Trwałe urazy: mała blizna po prawej stronie policzka, podłużne rany na lewym boku, oderwany kawałek lewego ucha
Rudy złoty, tygrysio pręgowany | czarna LP łapka, plamka na karku i po lewej stronie brzucha [chimeryzm] | wysoki i szczupły | białe palce tylnych stóp i biała plamka na gardle | niebieskie oczy
Towarzystwo znalazło się szybciej niż mu się zdawało, albo odpłynął myślami na tak długo, że stracił rachubę czasu. Zanim przyjrzał się uważniej młodej rzeczniaczce, spojrzał na niebo, szukając słońca. Wydawało się być w nieco dalszej pozycji, niż jak przybył na granicę. Całe szczęście, że póki co nie miał za wiele do zrobienia. Mógł przesiedzieć nawet cały dzień.
- Dzień dobry. Nie, nie planuję kraść żadnych kociąt, proszę się o to nie martwić - uśmiechnął się, rozbawiony z lekka komentarzem szylkretki. - Zresztą, niedługo będę miał...własne - przyznał, wciąż nieoswojony z tą myślą. Nie miał pewności, czy Traszka rzeczywiście była w ciąży, nie miał też pojęcia, czy i kiedy przyjdą na świat kocięta. Po drodze mogło stać się tak dużo złych rzeczy, że może nie powinien był rozpowiadać takich wieści. Każdy kolejny dzień jednak nakręcał go coraz bardziej.
- Miło mi, na imię mi Bonawentura. Jednakże, jeśli moje imię sprawi ci problem, możesz nazywać mnie Krakenem bądź Rekinem. To są również moje imiona i posługuję się nimi na porządku dziennym. Z kim mam przyjemność?
Nie czuła od niego złych… Zamiarów. Jak już to bardziej jakieś frajerskie. Albo nie frajerskie? Frajer raczej nie miałby kociąt. Albo by miał? Aż się zaciekawiła trochę jaka historia za tym się kryła. Ale nie na tyle, by otwarcie zapytać o więcej. - Mhm, fajnie - wyrzuciła, trochę opuszczając swoją gardę. Może też udawał frajera? Ciekawe czy dałaby radę mu sprać pysk, jakby się na nią rzucił z pazurami. Hmm.
Bon… co. Nie ma mowy, że to zapamięta, a tym bardziej wypowie. Całe szczęście podał inne opcje (kto normalny ma więcej niż jedno imię??), ale nie miała pojęcia ani czym jest kraken, ani rekin, ale z dwojga złego to drugie było łatwiejsze do wymówienia. - Głupie to twoje pierwsze imię. Rekin jest najnormalniejsze z całej trójki. A ja, jestem Barwne Niebo! Wojowniczka Klanu Rzeki - przedstawiła się dumnie, rzucając jakimś imieniem, które kiedyś usłyszała i spodobało jej się. Nawet nie wiedziała do kogo należało, ale, fajnie brzmiało.
Księżyce: 82 Mistrz: Kolczasty Grzbiet Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Łajba Partner: Morze, Chrzęszczący Chrabąszcz Trwałe urazy: mała blizna po prawej stronie policzka, podłużne rany na lewym boku, oderwany kawałek lewego ucha
Rudy złoty, tygrysio pręgowany | czarna LP łapka, plamka na karku i po lewej stronie brzucha [chimeryzm] | wysoki i szczupły | białe palce tylnych stóp i biała plamka na gardle | niebieskie oczy
- Nie uważam, by było głupie. Jest moje, nadane przez moją rodzinę i jestem z nim bardzo związany - przyznał, już czując, że rozmowa może potoczyć się bardzo różnie. Kotka zdawała się był młoda, to uważał, że będzie bardziej otwarta na inność. Najwidoczniej Klan Rzeki nie zadawał sobie trudu w lepszym wychowywaniu kolejnych pokoleń. Wielka szkoda. Musiał jednak przed samym sobą przyznać, że Barwne Niebo było imieniem rzeczywiście pięknym i bardzo trafnym, jako że na swoich żeglugach widywał najpiękniej zabarwione nieboskłony, do tego upstrzone miękkimi chmurami.
- Muszę przyznać, że z Klanem Rzeki widywałem się najmniej, co o tyle ironiczne, że tak powiem, ponieważ woda to mój żywioł, a Wielka Słona Woda to moja ukochana partnerka. Wasza woń bardzo przypomina mi dom. Jak tam jest? U was?
- Wciąż, nie zmienia to faktu że głupio brzmi. Mogłoby mieć najdzikszą i najbardziej wzruszającą historię jaką słyszałam, a tak czy siak by było głupie - postanowiła sobie jednak zostawić fakt, że nie ma pojęcia czym jest Bonacośtam. Jeszcze się okaże, że to imię jakiegoś pradawnego przodka klanów i dopiero przypał będzie.
- Wielka Słona Woda… Co to za trójczłonowe imię? I kto by się nazwał Wielka. To jakiś dodatkowy człon jak przywódcy mają? - dopytała nie łapiąc totalnie o co chodzi. To z nią miał kocięta? Wielka Słona Woda brzmiała na jakąś zbyt wielką osobowość, by być w związku z… nim. A co dopiero by mieć kocięta. - Dobrze. Jeśli smród ryb przywołuje ci wspomnienia z domu to współczuję - wyrzuciła trochę przesadzając, bo nos Barwy w większości był przyzwyczajony… W większości, bo czasem gdy jakaś ryba stała dłużej na stosie, to oj Gwiezdni był to zapach nieznośny nawet dla rodzonych rzeczniaków.
Księżyce: 82 Mistrz: Kolczasty Grzbiet Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Łajba Partner: Morze, Chrzęszczący Chrabąszcz Trwałe urazy: mała blizna po prawej stronie policzka, podłużne rany na lewym boku, oderwany kawałek lewego ucha
Rudy złoty, tygrysio pręgowany | czarna LP łapka, plamka na karku i po lewej stronie brzucha [chimeryzm] | wysoki i szczupły | białe palce tylnych stóp i biała plamka na gardle | niebieskie oczy
Miał ochotę przyczepić się do jej własnego imienia i choćby nieważne jak główkował, nie był w stanie wymyślić odzywki, która pokonałaby jej opinię. Terminatorka była rzeczywiście barwna i równie barwne miała łapki. Wszystko się zgadzało, chcąc nie chcąc. Bonawentura natomiast znaczyło tyle co nic, gdyby spojrzeć na proste rozumowanie Klanowych kotów.
- Nie znasz Wielkiej Słonej Wody? - spytał, niezwykle zaskoczony. Myślał, że to uniwersalna nazwa w tymże dziwacznym ugrupowanym świecie. - Oh, chyba już rozumiem. Barwna Łapo, zakładam, że uznałaś ją za kotkę, dobrze myślę? - spytał, nie oczekując odpowiedzi. Uśmiechnął się jednak pewnie, trochę jakby złapał ją na głupotce, którą mógł jej wypomnieć po tym jak obraziła jego imię. - Chodzi mi jednak o TĘ Wielką Słoną Wodę. Morze, rozległą, piękną, nieujarzmioną wodę - westchnął, rozmarzony, gdy znów przywołał do głowy obraz swojej ukochanej. Bał się, że im dłużej był z dala od niej, tym bardziej zacierały mu się wspomnienia i jej widok.
- Tobie ten zapach nie przypomina o domu, Barwna Łapo? Wszakże mieszkasz w Klanie Rzeki. Mógłbym przysiąc, że słyniecie z tego właśnie zapachu.
Fakt, jej imię było idealne, szczególnie gdy ukradła je jakiemuś dawno zmarłemu wojownikowi! Ale spoko, niech Bonawentura poczeka aż ta dama zostanie wojownikiem i wtedy dostanie imię tak idealne, że całkowicie zaniemówi.
Morze. Woda. Nie miała pojęcia o czym w ogóle do niej gadał. Jego partnerka nie była kotem?? Randkował z lisem czy jak? Jeszcze gadał o tym czymś, jakby było największą świętością na świecie… Hm. - Nie mam pojęcia o czym gadasz - wyrzuciła sucho. Może mówił o dwunożnym? Pieszczochy niby żyją z dwunożnymi, ale ugh… Kto normalny by nazwał dwunoga swoim partnerem? Ponoć są łyse i brzydkie. Fuj.
- No słyniemy, ale to nie znaczy że to fajny zapach. Wolałabym pachnieć wiatrem, jak koty z Klanu Wichru, czy piaskiem jak Klan Gromu, ale nieee, trafiły nam się ryby… - westchnęła. Co jak co, ryby były smaczne, ale czy warto…?
Księżyce: 82 Mistrz: Kolczasty Grzbiet Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Łajba Partner: Morze, Chrzęszczący Chrabąszcz Trwałe urazy: mała blizna po prawej stronie policzka, podłużne rany na lewym boku, oderwany kawałek lewego ucha
Rudy złoty, tygrysio pręgowany | czarna LP łapka, plamka na karku i po lewej stronie brzucha [chimeryzm] | wysoki i szczupły | białe palce tylnych stóp i biała plamka na gardle | niebieskie oczy
- Nie ma to znaczenia.
Musiał przyznać, że rozmowa z kotką coraz bardziej go frustrowała. Nie lubił tego uczucia, zwykle się tak nie czuł, bo zwyczajnie potrafił się wymigać od nieprzyjemnych tematów albo upierdliwych młodziaków, którzy myśleli, że pozjadali wszystkie rozumy. Nie żeby spotykał ich zbyt wiele, gdy jeszcze mieszkał nad Morzem, jednakże raz mu się zdarzyło i musiał przyznać, że więcej nie chce tego doświadczyć. A tu, niestety, roiło się od młodzików, dla których sarkazm był jak drugie imię.
- Nie uważam, by to był aż tak nieprzyjemny zapach. Ja, osobiście, staram się myśleć, że zawsze mogło trafić się gorzej, mimo wszystko. Widzisz, Barwna Łapo, rybna woń to nie koniec świata. Mogłabyś pachnieć...cóż, bardzo niecenzuralnymi rzeczami, o których nie wypada mówić wprost - powiedział, mając wrażenie, że mimo jego niechęci do kolorowej kotki, za wszelką cenę chciał się jej jakkolwiek przypodobać. I było to najdziwniejsze uczucie w tym momencie.
Kiedyś ktoś powiedział, że genów nie oszukasz i miał całkowitą rację. Ścieżka urosła jeszcze bardziej niż przypuszczała. Zapewne Raniuszek byłby dumny z córki. Kotka mogłaby spokojnie stawać w szranki z niejednym kocurem. Nadal pozostała również masywna i "puchata". Przynajmniej łapy bardziej się wydłużyły, a dzięki nim Ścieżka nabrała miękkości w poruszaniu się. Coś co powinny umieć kocie wojowniczki, prawda? Poza tym pojawiło się więcej sierści w okolicy długiego, smukłego ogona. Reszta można powiedzieć, że pozostawała bez zmian. Pazury stały się ostrzejsze, zęby jak u drapieżnika, ceglany nosek, jasnozielone ślepia... Natomiast cały łepek wraz z pyszczkiem przypominały Ścieżce o genach jej drugiego taty - Kościstego Wybrzeża. Choć duże uszy przyciągały uwagę innych kotów, to nadal pozostawały nieodmiennym elementem urody koteczki. Dzięki nim wyrażała część emocji, pomagały również wyłapywać dźwięki z okolicy. Ogromne, migdałowate oczy tym razem spoglądają na świat z nostalgią, jak również smutkiem czy akceptacją. Drobny pyszczek ozdabiają długie, biało-szaro-czarne wibrysy. Spod górnych warg nieco widać końcówki Ścieżkowych kłów. Wygląda to tak, jakby kotka miała zaraz przemówić bądź uśmiechnąć się. O, i nos zyskał ciemniejszą obwódkę. Jeśli chodzi o futro, to kotka nadal zalicza się do "tych długowłosych". Choć najbardziej widoczne miejsca, gdzie futro stało się gęstsze to: klatka piersiowa, szyja, ogon, przedramiona, a nawet okolice uszu. Kolorystyka sierści: czerń z dodatkiem srebra, uwydatniła się, a naturalne rozjaśnienie wokół oczu dodaje jej tylko uroku. Białe partie, czyli końcówka pyszczka i większy kawałek szyi nadal pozostają bez zmian. Brakło dodatkowych, innych oznaczeń. Co Ścieżka jeszcze zauważyła? Lepiej "zarysowane", klasyczne, czarne pręgi. Pokrywają one 3/4 ciała kotki, czyli grzbiet, łapy i łepek.
Obecnie Ścieżka powróciła nieco do swoich korzeni. Odkryła wewnątrz siebie dawnego kociaka i znów potrafi marzyć. Jedno z największych marzeń? Własny kąt i przynależność do kociego grona. Cieszą ją też drobne rzeczy jak promienie słońca, świergot ptaków, kwieciste łąki czy nocne niebo. Kocica także kolekcjonuje rzeczy dla samej przyjemności z posiadania ich i opowiadania historii jak je zdobyła. Oczywiście to nie znaczy, że gania gdzieś z głową w chmurach. Życie obieżyświatki nauczyło ją też twardo stąpać po ziemi. Kiedy trzeba, to zawalczy o swoje. Nawet jeśli oznaczałoby to przegraną czy uszczerbek na zdrowiu. Wie, że jeśli nie zaryzykuje, to może coś stracić. Według niej gorzej coś odpuścić niż spróbować i się rozczarować. Generalnie Ścieżka nie ukrywa już swoich prawdziwych emocji. Umie płakać, gdy jej smutno. Umie też być zła czy radosna. Choć najbardziej ceni sobie po prostu towarzystwo innych kotów. Jest typem obserwatorki, ale potrafi podjąć wyzwanie. Nadal chętnie weźmie udział w wyścigu, nadal ubłoci sobie futro dla dobra sprawy, albo po prostu zabawy. Kotka docenia ten czas, który jej pozostał. Dodatkowo, przez inne koty, może być uważana za nieco ekscentryczną. Dlaczego? Ścieżka lubi słuchać wiatru, obmywać się w kroplach deszczu, wąchać kwiaty itp. Taka stara, kocia "Szamanka" co to wie, gdzie są "barwy niesione przez wiatr" albo "czemu wilk tak wyje w księżycową noc". Jednak nie przejmuje się tym wcale, a wcale. Czas udawania już dawno przeminął...
Los bywał bardziej przewrotny niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Ścieżka znów tutaj przybyła. Tym razem miała pewne postanowienie i cel. Chciała wreszcie znaleźć rodzinę, nową rodzinę. Mogła dołączyć do Klanu Rzeki z czystym sumieniem. Pozostawiła przeszłość za sobą. Jednak miała pewne obawy. Czy Łabędź ją pamiętał? Czy nie była już zbyt stara na takie sprawy? Czy tułaczka zbytnio jej nie zmieniła? Kocica ze snów mówiła o nowej nadziei i tego Ścieżka chciała się trzymać wszystkimi łapami. Dlatego przez kilka dni kręciła się w pobliżu granicy. Kiedy wreszcie namierzyła patrol, to ponownie poprosiła o rozmowę z Gwiazdą. Powołała się na bycie córką Raniuszka oraz podała swoje imię. Miała nadzieję, że to pomoże.
Obecnie kocica siedziała pośród roślin. Właściwie podziwiała kolczasty bez. Czerpała również radość z promieni słonecznych. Pora dnia była jeszcze względnie młoda, więc Ścieżka lekko nastroszyła gęste futerko. Później będzie musiała uciekać w cień, ponieważ upały robiły swoje. Jako samotniczka oszczędzała energię. Zresztą chciała również uszanować wiek Gwiazdy. Kocur raczej miał pierwszą i drugą młodość już za sobą. Oczywiście córka Raniuszka nie zamierzała mu tego wytykać. Każdego dopada ząb czasu, a w tym również ją. Dlatego kocica była ciekawa czy wódz Klanu Rzeki ją rozpozna. Minęło tyle księżyców, ale ona nadal poruszała delikatnie uszami łowiąc każdy dźwięk. Nadal również zerkała czasem w stronę granicy, żeby mieć pewność. Choć urosła, futro zyskało na objętości, łapy się wydłużyły, a zielone oczy spoglądały na świat pełne nostalgii oraz tęsknoty. Na pewno kocica rozmyślała o tym jak powinna zacząć rozmowę. Skoro czekała na swoją decyzję tak długo, to zaczeka jeszcze dłużej na ewentualne odwiedziny Gwiazdy...