Księżyce: 48
Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk
Płeć: niebinarna [afab]
Zaimki: ona/ono/jej
Matka: Księżyc [*]
Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Słuchałam Ścieżki z uwagą, szybko zapominając o swoim potknięciu–na tyle, że nie zdążyłam poczuć wstydu w związku ze swoją niezdarnością. Wyglądało na to, że nasze historie były w pewnym sensie podobne... z tym, że ja nigdy nie postawiłam łapy na terenie Nowego Świtu. Mój kontakt z nim ograniczał się do informacji usłyszanych od innych kotów.
— Moja mama z- zaginęła młodo. Była córką kocicy o imieniu Tundra — powiedziałam.
Skrzywiłam się w środku, gdy starsza Terminatorka użyła drugiego imienia Poety; zaraz jednak sama się poprawiła, a moją uwagę przykuło nowe imię, którego chyba jeszcze nie słyszałam.
— Zmierzch...? — rzuciłam cicho, mając nadzieję, że Ścieżka kontynuuje.
x
x x ✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧xxxxxxxxxxxxxxxxxxx
I want to spinsomethingoutofnothing lead to gold, spring from winter storyfrommotedsky
I wanna help mother upanorchard fromaseedup through sapling
the way theyencourageone another
to push high, touch the sunlight againsttheirtenderleaves
Kiedyś ktoś powiedział, że genów nie oszukasz i miał całkowitą rację. Ścieżka urosła jeszcze bardziej niż przypuszczała. Zapewne Raniuszek byłby dumny z córki. Kotka mogłaby spokojnie stawać w szranki z niejednym kocurem. Nadal pozostała również masywna i "puchata". Przynajmniej łapy bardziej się wydłużyły, a dzięki nim Ścieżka nabrała miękkości w poruszaniu się. Coś co powinny umieć kocie wojowniczki, prawda? Poza tym pojawiło się więcej sierści w okolicy długiego, smukłego ogona. Reszta można powiedzieć, że pozostawała bez zmian. Pazury stały się ostrzejsze, zęby jak u drapieżnika, ceglany nosek, jasnozielone ślepia... Natomiast cały łepek wraz z pyszczkiem przypominały Ścieżce o genach jej drugiego taty - Kościstego Wybrzeża. Choć duże uszy przyciągały uwagę innych kotów, to nadal pozostawały nieodmiennym elementem urody koteczki. Dzięki nim wyrażała część emocji, pomagały również wyłapywać dźwięki z okolicy. Ogromne, migdałowate oczy tym razem spoglądają na świat z nostalgią, jak również smutkiem czy akceptacją. Drobny pyszczek ozdabiają długie, biało-szaro-czarne wibrysy. Spod górnych warg nieco widać końcówki Ścieżkowych kłów. Wygląda to tak, jakby kotka miała zaraz przemówić bądź uśmiechnąć się. O, i nos zyskał ciemniejszą obwódkę. Jeśli chodzi o futro, to kotka nadal zalicza się do "tych długowłosych". Choć najbardziej widoczne miejsca, gdzie futro stało się gęstsze to: klatka piersiowa, szyja, ogon, przedramiona, a nawet okolice uszu. Kolorystyka sierści: czerń z dodatkiem srebra, uwydatniła się, a naturalne rozjaśnienie wokół oczu dodaje jej tylko uroku. Białe partie, czyli końcówka pyszczka i większy kawałek szyi nadal pozostają bez zmian. Brakło dodatkowych, innych oznaczeń. Co Ścieżka jeszcze zauważyła? Lepiej "zarysowane", klasyczne, czarne pręgi. Pokrywają one 3/4 ciała kotki, czyli grzbiet, łapy i łepek.
Obecnie Ścieżka powróciła nieco do swoich korzeni. Odkryła wewnątrz siebie dawnego kociaka i znów potrafi marzyć. Jedno z największych marzeń? Własny kąt i przynależność do kociego grona. Cieszą ją też drobne rzeczy jak promienie słońca, świergot ptaków, kwieciste łąki czy nocne niebo. Kocica także kolekcjonuje rzeczy dla samej przyjemności z posiadania ich i opowiadania historii jak je zdobyła. Oczywiście to nie znaczy, że gania gdzieś z głową w chmurach. Życie obieżyświatki nauczyło ją też twardo stąpać po ziemi. Kiedy trzeba, to zawalczy o swoje. Nawet jeśli oznaczałoby to przegraną czy uszczerbek na zdrowiu. Wie, że jeśli nie zaryzykuje, to może coś stracić. Według niej gorzej coś odpuścić niż spróbować i się rozczarować. Generalnie Ścieżka nie ukrywa już swoich prawdziwych emocji. Umie płakać, gdy jej smutno. Umie też być zła czy radosna. Choć najbardziej ceni sobie po prostu towarzystwo innych kotów. Jest typem obserwatorki, ale potrafi podjąć wyzwanie. Nadal chętnie weźmie udział w wyścigu, nadal ubłoci sobie futro dla dobra sprawy, albo po prostu zabawy. Kotka docenia ten czas, który jej pozostał. Dodatkowo, przez inne koty, może być uważana za nieco ekscentryczną. Dlaczego? Ścieżka lubi słuchać wiatru, obmywać się w kroplach deszczu, wąchać kwiaty itp. Taka stara, kocia "Szamanka" co to wie, gdzie są "barwy niesione przez wiatr" albo "czemu wilk tak wyje w księżycową noc". Jednak nie przejmuje się tym wcale, a wcale. Czas udawania już dawno przeminął...
No i masz ci babo placek... Czy coś podobnego co mówili dwunodzy... Nadal wszystko się zgadzało, a przynajmniej z pozoru. Wychodziło na to, że Sól oraz Ścieżka są ze sobą powiązane. Dzieliły nie tylko podobną historię, ale też zaangażowane koty. Oczywiście Kręta Łapa zdążyła je bardziej lub mniej poznać. Natomiast Sól pewnie tylko o nich słyszała. To nie zmieniało faktu...
-Zmierzch, Rześki Zmierzch, a teraz Zmierzchająca Gwiazda... Przywódczyni Klanu Gromu... Tylko zachowa to dla siebie...- Ścieżka tym razem dodała nieco głośniej i wolniej. Chciała, żeby dobrze się zrozumiały. Po pierwsze Kręta Łapa nie lubiła wykorzystywać tytułów rodzinnych. Obojętnie czy chodziło o medyka, gwiazdę, wojowniczka czy kogokolwiek. Kocica pragnęła sama przejść własną drogę. Bez pomocy kogokolwiek i już...
-Tak, to by się zgadzało... Tsunami była córką Tundry. Tsunami natomiast pełniła rolę naszej przybranej mamy... To ona poprowadziła Raniuszka do Nowego Świtu...- Dodała po chwili zastanowienia również uważając na ton głosu. Sól tak bardzo przypominała ją jeszcze z młodych lat. Biała kocica zapewne była ciekawa swoich korzeni. Przynależność czasami była silniejsza od przyjaźni czy miłości. Niestety tutaj nawet Ścieżka nic nie mogła poradzić.
-Powiedzmy, że w jakiś pokręcony sposób jesteśmy przybraną rodziną... Tylko... Co ty właściwie chcesz wiedzieć Sól?- Kręta Łapa postanowiła postawić wszystko na jedną kartę. Wolała bezpośredniość i prawdomówność od słodkich słówek. Intrygowało ją co Słona Łapa chciała osiągnąć. Owszem starsza kocica mogła jej opowiedzieć co, jak, mniej więcej. Tylko co to zmieniało w ich obecnej sytuacji?
Księżyce: 48
Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk
Płeć: niebinarna [afab]
Zaimki: ona/ono/jej
Matka: Księżyc [*]
Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Byłabym bardziej zaskoczona informacją o kocie spoza Klanu na stanowisku Przywódcy, gdyby Poeta nie był Medykiem w Rzece. Mimo to informacja była ciekawa. Miałam nadzieję kiedyś porozmawiać ze Zmierzch... gdybym wiedziała jak wygląda. Niebyłam jednak pewna czy wypadało tak zapytać, biorąc pod uwagę prośbę Ścieżki. Z resztą, nawet gdybym wiedziała, przecież nie mogłam po prostu podejść do granicy i poprosić o sprowadzenie Przywódczyni Gromu. Ostatecznie tylko kiwnęłam nieznacznie głową.
Pojawiło się więcej nowych imion, a dokładnie dwa. Poruszyłam uszami z zainteresowaniem, ale wstrzymałam się z pytaniami. Nie wiedziałam jakie zadać, by otrzymane informacje ułożyły się w spójną całość. Tyle czasu minęło... a ja dalej nie wiedziałam wiele o moich korzeniach. Czy miało to w ogóle znaczenie? Może powinnam wreszcie przestać się przejmować? Chciałabym być w stanie podjąć jednoznaczną decyzję.
Pytanie starszej kocicy nieco mnie zbiło z tropu. W pierwszym odruchu prawie wyrzuciłam z siebie bezsilne "nie wiem", ale ugryzłam się w język. Mój wzrok utkwiony był w podłoże, choć pozycja mojej głowy–odwrócona nieco na bok–nie była do tego najbardziej komfortowa.
— J- ja... nie wiem dużo o Nowym Świcie. T- tylko to co mówiła mi mama. Miałam- miałam tam iść, po jej śmierci, a- ale jak zatrzymałam się ze Zjawą... — Mój oddech zadrżał na moment, a oczy zaszkliły się z frustracji. – Z- zatrzymaliśmy się na granicy Rzeki, i, i znalazła nas K- krokus. Powiedziała, że N- nowego Świtu już nie ma. Łabędzia Gwiazda p- przyjął nas tutaj — powiedziałam, wyrzucając słowa coraz szybciej, aż się wypaliłam; nie wiedziałam co powiedzieć dalej, dlatego zamilkłam, pogrążając się we własnej głowie w próbie złapania rozbieganych myśli.
x
x x ✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧xxxxxxxxxxxxxxxxxxx
I want to spinsomethingoutofnothing lead to gold, spring from winter storyfrommotedsky
I wanna help mother upanorchard fromaseedup through sapling
the way theyencourageone another
to push high, touch the sunlight againsttheirtenderleaves
Do jego uszu wciąż docierały informacje o nowych problemach, zbyt wielkich, by Wiesiołek mógł zrobić z nimi cokolwiek. Nie da rady się pozbyć całego zła z lasu. Był jedynie jednym, dość słabym kotem. Czy była to sytuacja zupełnie beznadziejna? Czy nie mogło się wydarzyć cokolwiek szczęśliwego?
Ale wiedział, że musi spróbować pozbyć się chociaż tego jednego, konkretnego zła które spotkało go raz i nawiedzało nieprzerwanie myśli od tamtego czasu.
Musiał zabić tamtego samotnika, by udowodnić, że mógł zostać wojownikiem. Lub zginąć próbując tego dokonać, jeśli okaże się, że tak naprawdę swojego błędu nie mógł już naprawić. Mimo, że myślał o tym dużo, perspektywa nadchodzącego pojedynku wcale nie stawała się mniej przerażająca. Ale pomimo wszystkiego wciąż wychodził na granicę, gdzie spotkał go po raz pierwszy, rozglądając się za sylwetką przywodzącą na myśl kogoś powracającego z miejsca, gdzie brak gwiazd.
Księżyce: 59
Płeć: Kocur
Matka: Sekwoja
Ojciec: Puszek
Trwałe urazy: duże ślady po bliznach na szyi, na prawym boku, na karku; wiele pomniejszych blizn i szram
Księżyce: 59
Płeć: Kocur
Matka: Sekwoja
Ojciec: Puszek
Trwałe urazy: duże ślady po bliznach na szyi, na prawym boku, na karku; wiele pomniejszych blizn i szram
Duży, długowłosy i masywny, umięśniony. Ciemny dymny. Złote oczy. Źle mu się patrzy z pyska, ma wiele szram i blizn. Ma dużą, białą kryzę; białe znaczenia także w okolicach brzucha.
Niemiły, oschły i chłodny. Zimny, mówi niewiele. Wykona każdą robotę. Prywatnie handlarz kocimiętki
Senny Świt [KRz], Martwa Dusza [KC]
Alikorn był jaki był, ale na pewno nie był miły.
Kocur nieco zwlekał z tym, by ponownie zjawić się u swojej ofiary. Czekał na odpowiednią sytuację, gdy w pobliżu nie będzie patrolu, ani obcych. Chciał mieć czysty strzał. Czy dziś go wykończy? Kto wie. Zawsze istniała taka opcja i kocur nie wykluczał żadnej, chyba, że coś by go zaskoczyło. Sprawy gangowe były lekko nudne, dlatego kocur wyłączył się na moment z nich, by udać się na granicę jednego ze stad w poszukiwaniu kremowego dzieciaka.
Posłusznie, czekał o wyznaczonej porze, w wyznaczonym miejscu. Wyrósł trochę. Kocur zaczaił się i obserwował go jeszcze przez moment, by mieć pewność, że nie wpadnie w dodatkowe kłopoty.
Zaczekał na odpowiedni moment i wyskoczył z krzaków, prosto celując prosto w bok kocura. Był uzbrojony w pazury. Chciał go powalić i możliwie jak najdłużej przytrzymać, żeby ten mu się nie wyślizgnął. Mieli przecież do pogadania.
średni wzrost | zółte oczy | różowy nos i poduszeczki | proste uszy i zwykły pysk | biało-czarne futro | białe skarpetki na łapach
cicha | spokojna | zamknięta w sobie | śmieszek | pomocna | stroni od kłótni | nie lubi hałasu | ciekawa świata
Sosnowy Szmer, Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC]
Atak z zaskoczenia: wypada 6, udane
Alikorn > atk udany > 1 * 1 = 1
Dzień pojedynku nadszedł, choć Wiesiołek na razie nie miał o tym pojęcia. Szedł spokojnie przy granicach, wypatrując ciemnego kocura. Tego, który kiedyś go zastraszył i tego, który właśnie czekał na terminatora w pobliskich krzakach. Nie wiedział o jego obecności. Do czasu.
Alikorn, gangster jakich mało, czekał za swoją upragnioną ofiarą. I jest. Zbliżał się powoli do jego kryjówki. Nie wyczuł go. Dobrze, bardzo dobrze. Gdy Wiesiołkowa Łapa minął krzew, ciemny olbrzym wyskoczył z krzaczorów. Pazury i łapy wysunięte w skoku. Wyszło jednak trochę nie po jego myśli. Wiesiołek potknął się o kamień, a on przeleciał nad nim i zdołał zahaczyć tylko kilka kłaczków na wiesiołkowej głowie.
Był tu. To on zdołał radę znaleźć Wiesiołka, który mimo poszukiwań przez cały ten czas nie był w stanie dokonać tego samego. Może wcale nie był gotowy. Przecież jakaś część tego się spodziewała, wiedział, że nie ma szans.
A jednak mimo tego, że samotnik wyskoczył z krzaków, jego uderzenie wcale nie przyniosło końca terminatora. Czy nie tak wyobrażał sobie to przy ich pierwszym spotkaniu? Jakby każde jego machnęcie łapą mogło rozerwać mu gardło?
Miał szansę, może Gwiezdny Klan zlitował się nad nim i przynajmniej dał mu jeszcze spróbować. Nie mógł tęgo zmarnować, to było przecież to, do czego zmierzał przez ostatnie księżyce. Zebrał się, poprawiając swoją zachwianą pozycję i podniósł łapę, by postarać się wycelować pazurami prosto w oczy Alikorna. Nie mógł dłużej myśleć, musiał pozwolić, by zaczęło się dziać coś innego.
Księżyce: 59
Płeć: Kocur
Matka: Sekwoja
Ojciec: Puszek
Trwałe urazy: duże ślady po bliznach na szyi, na prawym boku, na karku; wiele pomniejszych blizn i szram
Księżyce: 59
Płeć: Kocur
Matka: Sekwoja
Ojciec: Puszek
Trwałe urazy: duże ślady po bliznach na szyi, na prawym boku, na karku; wiele pomniejszych blizn i szram
Duży, długowłosy i masywny, umięśniony. Ciemny dymny. Złote oczy. Źle mu się patrzy z pyska, ma wiele szram i blizn. Ma dużą, białą kryzę; białe znaczenia także w okolicach brzucha.
Niemiły, oschły i chłodny. Zimny, mówi niewiele. Wykona każdą robotę. Prywatnie handlarz kocimiętki
Senny Świt [KRz], Martwa Dusza [KC]
Oho. Opór. Tego jeszcze nie grali.
Alikornowi udało się zaatakować z cienia, jednak dzieciak niefortunnie obrócił się i udało mu się uniknąć najmocniejszego ataku. No cóż. Mówi się trudno, prawda? Miał jeszcze całkiem sporo szans. Najbardziej i tak zastanawiające było to, że spotkał się z atakiem, czymś, nad czym widać dzieciak musiał pracować parę miesięcy.
- Jeśli jeszcze raz uniesiesz nade mnie łapę, i najpierw zabiję wszystkie kocięta, a później twojego ojca. Sam mi powiedziałeś, gdzie leży wasz obóz, więc to będzie twoja wina. - czy matkę, babkę, kogokolwiek miał. - Sam mi powiedziałeś, gdzie macie obóz, więc wszyscy będą wiedzieć, czyja to wina. Zastanów się, co robisz. Chcę tylko informacji i cię zostawię. - Rzucił między uderzeniami. Zamachnął się też łapą, by zepchnąć piach do oczu kocura.
Alikorn nie próżnował. Zaatakował w bok, licząc, że chociaż tym wyminie atak na oczy.
Czas walki zaczął się na dobre. Wiesiołek wierzył, że mu się uda. Gdy tylko zbliżył się na krok, dostał od Alikorna solidną kupę piachu w oczy. Ajjj, zapiekło! Chyba spowolniło to naszego bohatera, bo antagonista spróbował go wyminąć i zaatakować w bok kremowego kocura. O tyle, o ile sam Alikorn zadrapał tylko bok młodszego, tak sam skończył z długim zadrapaniem na barku, które przechodziło na jego ramię. To ci los.
Wiesiołek: lvl: 3 | S: 10 | Zr: 15 | Sz: 4 | Zm: 4 | HP: 69-1=68/70 | W: 50-3=47/50
Piach w oczach - oślepienie na 2 tury (1/2)
> 0st. wyrwane kłaczki z główki
> 0st. zadrapanie na boku
Alikorn: lvl: 3 | S: 12 | Zr: 11 | Sz: 4 | Zm: 7 | HP: 70-12=58/70 | W: 40-1-2=37/50
> 1st. długie zadrapanie na barku przechodzące na ramię (krwawi; -1HP do końca walki od następnej tury)
Samotnik mówił dużo, ale słowa nie wystarczały już by powstrzymać Wiesiołka. Nie wystarczały też do tego dotychczasowe ataki Alikorna, a może jedynie wszystkie emocje sprawiały, że terminator nie był w stanie poczuć swoich ran? - Nie... Jeśli cię zatrzymam... - Odpowiedział cicho. A jeśli nie on, to inni. Nocna Gwiazda wiedział już kim był, tak samo Wilczomlecz, pewnie już też inni wojownicy. Obóz był przygotowany na jego przyjście. Jednak celem było to, żeby nigdy nie zdołał tam dotrzeć.
Ledwo widział co się dzieje, piask szczypał go w oczy. Ale nie mógł się zatrzymywać. Ani na chwilę, na pewno teraz. Skoro przeciwnik wykonał taki ruch, Wiesiołek także postarał się sypnąć mu piaskiem w oczy. Zaraz po tym zamachnął się swoją drugą łapą, próbując przejechać pazurami po piersi swojego wroga.
Księżyce: 59
Płeć: Kocur
Matka: Sekwoja
Ojciec: Puszek
Trwałe urazy: duże ślady po bliznach na szyi, na prawym boku, na karku; wiele pomniejszych blizn i szram
Księżyce: 59
Płeć: Kocur
Matka: Sekwoja
Ojciec: Puszek
Trwałe urazy: duże ślady po bliznach na szyi, na prawym boku, na karku; wiele pomniejszych blizn i szram
Duży, długowłosy i masywny, umięśniony. Ciemny dymny. Złote oczy. Źle mu się patrzy z pyska, ma wiele szram i blizn. Ma dużą, białą kryzę; białe znaczenia także w okolicach brzucha.
Niemiły, oschły i chłodny. Zimny, mówi niewiele. Wykona każdą robotę. Prywatnie handlarz kocimiętki
Senny Świt [KRz], Martwa Dusza [KC]
Gdy kocur poczuł ból, natychmiast zrozumiał, że sytuacja była zła.
Ostatni raz, gdy ktoś kiedyś go zranił, był na osiedlu. Dawno temu. Wieki temu. Gdy był kociątkiem, bezwartościowym słabeuszem, którym nie chciał nigdy więcej zostać. A teraz? Krwawił. Jak jakiś słaby, rzeczny terminator.
Z wściekłości smagnął ogonem. Był zmęczony spacerem tutaj i nie miał czasu odetchnąć... Może dlatego szło mu tak źle? Nie. Było źle. Bardzo źle. Nie chciał przyznać, ale Wiesiołek, był... Silniejszy. Z jakiegoś powodu miał od niego więcej siły, co było bardzo, bardzo żałosne dla Alikorna.
Musiał go zniszczyć w inny sposób. - I co? Chcesz mnie zabić? - Parsknął do niego. - I będziesz żyć ze świadomością, że zabiłeś kota?
Mial jeszcze jednego asa w rękawie. A później? Będzie uciekać. Nie miał zamiaru się tu ani zbłaźnić, ani zginąć.
Kocur zamachnął się ponownie na bok Wiesiołka. Oby teraz mu się udało.
Kremowy bohater zamachnął się, by sypnąć antagoniście w oczy piaskiem. I udało mu się! Chęć obrony Klanu Rzeki przewyższała jakikolwiek strach. Zamachnął się łapą, tworząc na piersi dymnego kocura długą szramę. Alikorn, przez pieczenie swoich oczu i szybszy atak ze strony młodszego kota, musiał stracić równowagę i finalnie zadrapał tylko ramię Wiesiołkowej Łapy. To jeszcze nie koniec.
Wiesiołek: lvl: 3 | S: 10 | Zr: 15 | Sz: 4 | Zm: 4 | HP: 68-1=67/70 | W: 47-1-3=43/50
Piach w oczach - oślepienie na 2 tury (2/2)
> 0st. wyrwane kłaczki z główki
> 0st. zadrapanie na boku
> 0st. zadrapanie na ramieniu
Alikorn: lvl: 3 | S: 12 | Zr: 11 | Sz: 4 | Zm: 7 | HP: 58-1-17=40/70 | W: 37-2=35/50
Piach w oczach - oślepienie na 2 tury (1/2)
> 1st. długie zadrapanie na barku przechodzące na ramię (krwawi; -1HP do końca walki)
> 2st. długa szrama na piersi po pazurach (krwawi; -3HP w pierwszej turze, -2HP do końca walki)
Może Gwiezdny Klan naprawdę widział, że to co robił, było dobre i dlatego dodawał mu sił. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że znów udało mu się zadać ranę samotnikowi, podczas gdy sam został ledwo zadrapany.
Czy chciał go zabijać? Nie był brutalnym kotem, nigdy nie marzył o wielkich walkach, czy czymś podobnym. Ale samotnik nie zdawał sobie sprawy z jednego prostego faktu - życie wojownika czasem tego wymagało. Niezależnie od innych przekonań, Kodeks powinien być dla niego najważniejszy. A Kodeks pozwalał zabijać koty wyjęte spod niego. Kazał bronić swojego klanu nawet kosztem własnego życia. I dlatego Wiesiołkowi nawet nie przeszło przez myśl, by uciekać. - Gwiezdny Klan by tego chciał. - Odpowiedział jedynie, nim po raz kolejny postarał się zaatakować. Tym razem jego pazury miały trafić na gardło kocura, przecinając je jak najgłębiej.
Księżyce: 59
Płeć: Kocur
Matka: Sekwoja
Ojciec: Puszek
Trwałe urazy: duże ślady po bliznach na szyi, na prawym boku, na karku; wiele pomniejszych blizn i szram
Księżyce: 59
Płeć: Kocur
Matka: Sekwoja
Ojciec: Puszek
Trwałe urazy: duże ślady po bliznach na szyi, na prawym boku, na karku; wiele pomniejszych blizn i szram
Duży, długowłosy i masywny, umięśniony. Ciemny dymny. Złote oczy. Źle mu się patrzy z pyska, ma wiele szram i blizn. Ma dużą, białą kryzę; białe znaczenia także w okolicach brzucha.
Niemiły, oschły i chłodny. Zimny, mówi niewiele. Wykona każdą robotę. Prywatnie handlarz kocimiętki
Senny Świt [KRz], Martwa Dusza [KC]
Serce Alikorna zabiło szybciej, gdy usłyszał słowa kocura.
Chciał go zabić. I niestety, biorąc pod uwagę różnicę ich sił, było to czysto teoretycznie możliwe. Cholera. Należało uciekać. Koniecznie uciekać. Dymny nie tylko czuł się słabszy, ale i coraz bardziej zmęczony. Jego rany krwawiły. Porządnie oberwał w pierś, co z resztą wpływało na to, jak będzie szło mu dalej. Biorąc pod uwagę wszystko, jeśli nie zawróci się teraz, może nie dotrwać jutro.
Kocur nie myślał zbyt wiele. Nie był Smokiem, żeby mówić. Rzucił się do przodu, chcąc uciec pazurom Wiesiołka. Uciec stąd w ogóle. Zwiać. Na osiedle, gdzie będą leki i kocimiętka, żeby zapomnieć o tej kompromitacji.
Alikorn w ostatniej chwili uniknął łapy Wiesiołka, która finalnie tylko smagnęła mu bok. Tracił coraz więcej krwi i stawał się powoli coraz bardziej zmęczony. Było już wiadome, że był na straconej pozycji, jednak wciąż miał szansę uciec. Próbował się oddalić od rzeczniaka. Wiesiołek mógł zacząć go gonić i na dobre skończyć z byciem zastraszanym przez dymnego. Teraz od młodego kocura zależało, co z tym zrobi.
Wiesiołek: lvl: 3 | S: 10 | Zr: 15 | Sz: 4 | Zm: 4 | HP: 67/70 | W: 43-3=40/50 Piach w oczach - oślepienie na 2 tury (2/2)
> 0st. wyrwane kłaczki z główki
> 0st. zadrapanie na boku
> 0st. zadrapanie na ramieniu
Alikorn: lvl: 3 | S: 12 | Zr: 11 | Sz: 4 | Zm: 7 | HP: 40-1-3-4=32/70 | W: 35-3=32/50
Piach w oczach - oślepienie na 2 tury (2/2)
Spadek W do 2/3; zmniejszenie celności o 1 od następnej tury
Spadek HP do 1/2; zmniejszenie statystyk o 1/4 od następnej tury
> 1st. długie zadrapanie na barku przechodzące na ramię (krwawi; -1HP do końca walki)
> 2st. długa szrama na piersi po pazurach (krwawi; -3HP w pierwszej turze, -2HP do końca walki)
> 0st. zadrapanie na boku