Księżyce: 51 Mistrz: Gadożerowy Szlak, Tupocząca Salamandra, Deszczowa Pogoda Płeć: Kotka Matka: Dzika Wiśnia Ojciec: Parzące Ziele Trwałe urazy: Rozcięcie wzdłuż prawego oczodołu, uszkodzona gałka oczną wraz z powieką - niewyraźnie widzi na to oko
Obniżenie statystyk:
na stałe: -1Zm
Pojedyńcze podłużne rozcięcie na prawym uchu.
Wysoka, szczupła o gładkiej, krótkiej niebieskiej sierści i błękitnych oczach. Lewa tylna łapa od palców do końca stopy jest biała. Z przyzwyczajenia mruży prawe oko.
Zaskroniec zdecydowanie dobrała sobie nienajlepsze koty do naśladowania. Pierwszym z nich jest jej kochany tatuś, Parzące Ziele. Podobnie jak on jest zarozumiała i zapatrzona w siebie, co więcej bardzo łatwo ją zdenerwować, chociażby najmniejszą błahostką. Nie waha się wówczas podnieść łapki na rozmówcę. Jednak w przeciwieństwie do kocura nie zniża się do rzucania dziecinnych obelg, jeśli już miałaby kogoś obrazić to zrobiłaby to w bardziej kreatywny sposób. Drugim wzrorem do naśladowania stała się pełna wdzięku, Wysoka Łodyga. Koteczka wzięła sobie do serca dbanie o swój wygląd, żeby w przyszłości móc dorównać starszej kocicy. Chodzi z dumnie uniesionym pyskiem, który nie zważa na otoczenie. Na innych patrzy z góry, nawet jeśli sama jest maleńka. Niemniej jednak bardzo kocha Dziką Wiśnie i docenia to, że tak o nią dba. Czarna kocica jest właściwie chyba jedynym kotem, wobec którego Zaskroniec stara się być bezinteresownie miła. Przy mamusi wydaje się prawdziwym aniołkiem.
Gwiezdni, na całe szczęście nie wszystkie koty z tego klanu miały takie dziwne upodobania.- O, to na pewno bardzo ciekawe, ale wiesz co, może poczekamy na to co powie Rozisskrzona Gwiazda, w końcu to prezent dla niej. -Miała problem w odnalezieniu odpowiednich słów, bo po pierwsze - nie chciała zrazić do siebie córki samej przywódczyni, a po drugie - no trochę się namęczyła nad złapaniem tego gołębia i szczerze mówiąc to nie widziało jej się teraz takie marnotrawstwo. Cóż, pozostało mieć nadziej że się zgodzi i nie wrócą do tego tematu.
Rzeczywiście miała doczynienia z gadułą, już nawet nie zamierzała komentować głupoty i naiwności większości tych pytań.- Jest brudne, passskudne i śmierdzące. Odnosi ssię to również do kotów, które z przyjemnością przyprawią cię o brak ucha, czy o inną niechcianą dolegliwość, tylko i wyłącznie przez to, że krzywo na nie ssspojrzałaś, albo zechcą ukraść ci jedzenie. Żadna z opcji raczej nie brzmi zachęcająco. -Nie ukrywała pogardy w głosie, jednak zaraz potem westchnęła. Kotka raczej nie to chciała usłyszeć.- Znajdziesz tam też ładniejsze miejsca. Dwunożni przy swoich gniazdach mają ssskrawki terenów porośnięte kwiatami, czassem nawet takimi, których nie znajdziesz w lesie. Jeśli lubisz wodę to znajdzie sssię również woda ogrodzona kamieniem, koty z osiedla mówią na to fontanna. -Większość czasu spędziła w tych brudniejszych alejkach omijając gniazda dwunożnych szerokim łukiem. - Przygoda nie musi zakończyć sssię blizną, cóż a przynajmniej ja nie polecam takiego zakończenia. -Swoich nie uznałby za pamiątki po przygodach, a za wyniki bezsensownie podjętych decyzji i niesprawiedliwości losu.- Pochodzę z Gromu, ale nie mam do czego wracać. Zresztą wątpię, żeby Wężowa Gwiazda w ogóle rozważył mój powrót jako opcje. -Miała brata i matkę, a przynajmniej myślała, że dalej ich ma, jednak nawet dla nich nie zamierzała się płaszczyć przed tą podróbka przywódcy.
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Miało to sens. Rzeczywiście, Świt nie powinna była decydować co zrobić z prezentem, który miał zostać podarowany jej mamie, a nie jej samej. Pokiwała energicznie głową na znak, że się zgadza, choć wzrok skrzętnie odwracała od ptasiego truchła, bo choć pogodzona z faktem że nie żyje, tak widok wciąż nie był zbyt przyjemny. Za to chętnie patrzyła w śliczne oczy swojej rozmówczyni.
- Naprawdę?? - prawie pisnęła z ekscytacji, słysząc to wszystko. Osiedle brzmiało jak nie lada kraina. - Oh, Zaskrońcowa Łapo, nawet nie wiesz jak chciałabym to zobaczyć na własne oczy. Wzięłabyś mnie tam kiedyś? Brudne, paskudne i śmierdzące wcale mnie nie zniechęca!! Tak właściwie to by było niesamowite i ciekawe!! Turaj wszystko jest piękne i chyba nigdy jeszcze nie widziałam brzydkiej rzeczy. A jeśli mówisz, że tam jest brzydko to to może byłoby pierwsze takie doświadczenie!! - rozmarzyła się. Nie wiedziała nawet, jak miałaby sobie wyobrażać miejsce, w którym samotniczka doświadczyła tylu okropnych rzeczy, ale Świt już wiedziała, że nie przywita Gwiezdnych póki tam nie zawita choćby na chwilę.
- Domyślam się, że bolało - cmoknęła z żalem. - Ale nic ci nie ujmują! Myślę, że wyglądasz najśliczniej na świecie i bardzo wyjątkowo!! - uśmiechnęła się ciepło, nie odwracając wzroku od jej oczu.
- Oh, Grom! Czemu miałby nie rozważyć? Zrobiłaś coś złego? Myślałam, że Wężowa Gwiazda jest miły. Znaczy, nie znam go, ale taki był w moich wyobrażeniach!!
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Księżyce: 51 Mistrz: Gadożerowy Szlak, Tupocząca Salamandra, Deszczowa Pogoda Płeć: Kotka Matka: Dzika Wiśnia Ojciec: Parzące Ziele Trwałe urazy: Rozcięcie wzdłuż prawego oczodołu, uszkodzona gałka oczną wraz z powieką - niewyraźnie widzi na to oko
Obniżenie statystyk:
na stałe: -1Zm
Pojedyńcze podłużne rozcięcie na prawym uchu.
Wysoka, szczupła o gładkiej, krótkiej niebieskiej sierści i błękitnych oczach. Lewa tylna łapa od palców do końca stopy jest biała. Z przyzwyczajenia mruży prawe oko.
Zaskroniec zdecydowanie dobrała sobie nienajlepsze koty do naśladowania. Pierwszym z nich jest jej kochany tatuś, Parzące Ziele. Podobnie jak on jest zarozumiała i zapatrzona w siebie, co więcej bardzo łatwo ją zdenerwować, chociażby najmniejszą błahostką. Nie waha się wówczas podnieść łapki na rozmówcę. Jednak w przeciwieństwie do kocura nie zniża się do rzucania dziecinnych obelg, jeśli już miałaby kogoś obrazić to zrobiłaby to w bardziej kreatywny sposób. Drugim wzrorem do naśladowania stała się pełna wdzięku, Wysoka Łodyga. Koteczka wzięła sobie do serca dbanie o swój wygląd, żeby w przyszłości móc dorównać starszej kocicy. Chodzi z dumnie uniesionym pyskiem, który nie zważa na otoczenie. Na innych patrzy z góry, nawet jeśli sama jest maleńka. Niemniej jednak bardzo kocha Dziką Wiśnie i docenia to, że tak o nią dba. Czarna kocica jest właściwie chyba jedynym kotem, wobec którego Zaskroniec stara się być bezinteresownie miła. Przy mamusi wydaje się prawdziwym aniołkiem.
Z każdą kolejną wymianą zdań coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że Świtająca Łapa była kotem conajmniej dziwnym. Kto normalny cieszyłby się z czegoś brzydkiego, ba, kto normalny chciałby z własnej nie przymuszonej woli zobaczyć to co brzydkie w pełnej okazałości i jeszcze się z tego cieszyć. Uniosła brew tym razem nawet już nie kryjąc swojego braku zrozumienia i zwyczajnego zaskoczenia. - Powiedz mi to jeszcze raz, żebym dobrze cię zrozumiała. Ty chcesz zobaczyć osiedle, dla sssamego faktu tego, że jesst passskudne? Nie przeraża cię potencjalne niebezpieczeństwo? Włóczędzy, dwunożni, na osiedlu roi ssię od psów i potworów. Nawet ssstado gołębi mogłoby ssię na ciebie rzucić, gdybyś zabrała im kawałek zdobyczy. -No może z gołębiami akurat nieco przesadziła, nigdy nie miała z nimi doczynienia, ale kruki, czy wrony zdecydowanie mogłyby to zrobić.
Nie bardzo wiedziała jak zareagować. Normalnie uznałaby to za puste słowa, ale charakter kotki na to nie wskazywał, tak samo jej ekspresja. Od dłuższego czasu nie była przyzwyczajona do takiego spojrzenia, a tym bardziej słów. Zresztą sama uważała blizny, w tym swoje za uszczerbek na wyglądzie.- Cóż, dziękuję, doceniam komplement. - Rzuciła jedynie, szczerze mówiąc niezbyt pewna co powinna jeszcze dodać. Nie zamierzała się sprzeczać, bo o co, może też powinna odwzajemnić komplement. Nie. To nie w jej stylu, i raczej teraz nie na miejscu. Aż tak nie zamierzała się kajać.
Prychnęła.- Większość possstrzega go za miłego, ale jest taki jedynie dla wybranych kotów. Tak ssię ssskłada, że ta blizna jest wynikiem bójki z jednym z jego ulubieńców. Ja sskończyłam bez poprawnie funkcjonującego oka, a on nie dość że zossstał po tym mianowany wojownikiem to jedyne co musiał robić to przynosić mech do klanu. -Cóż, rzecz jasna nie powie jej całości historii, nie teraz, gdyż w tej chwili liczyły się najważniejsze fragmenty. - Dlatego odeszłam, nie zamierzam przysięgać lojalności klanowi, który traktuje sswoje koty niesssprawiedliwie. -
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Siedziała na zadzie i wlepiała dwukolorowe ślepia głupio w niebieski pyszczek. Uśmiechała się tępawo, ale zupełnie szczerze, czując pewną dozę przyjacielskości ze strony wciąż niemalże obcej sobie kotki. Albo to była jej przyjacielskość, którą zaraziła samą siebie.
- Mhm!! Myślę, że to byłoby ciekawe doświadczenie. Ale rzeczywiście brzmi niebezpiecznie - zamyśliła się. A potem wpadła na genialny pomysł! W końcu stojąca przed nią samotniczka była osiedlową weteranką. Skoro przetrwała włóczęgów, dwunogów, psy, potwory i krwiożercze gołębie, to z pewnością wie, jak sobie tam radzić. - A chciałabyś pójść tam kiedyś ze mną? - zapytała, łapką jeżdżąc po ziemi.
- Brzmi okropnie!! - zareagowała z rzeczywistym zaskoczeniem. Jak ktoś mógł tak okropnego kota jeszcze nagrodzić awansem? Bardzo przykra sytuacja. - Przykro mi, że cię to spotkało! Myślę, że mama powinna się zgodzić żeby cię przyjąć. Bo w sumie czemu by nie miała!
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Księżyce: 51 Mistrz: Gadożerowy Szlak, Tupocząca Salamandra, Deszczowa Pogoda Płeć: Kotka Matka: Dzika Wiśnia Ojciec: Parzące Ziele Trwałe urazy: Rozcięcie wzdłuż prawego oczodołu, uszkodzona gałka oczną wraz z powieką - niewyraźnie widzi na to oko
Obniżenie statystyk:
na stałe: -1Zm
Pojedyńcze podłużne rozcięcie na prawym uchu.
Wysoka, szczupła o gładkiej, krótkiej niebieskiej sierści i błękitnych oczach. Lewa tylna łapa od palców do końca stopy jest biała. Z przyzwyczajenia mruży prawe oko.
Zaskroniec zdecydowanie dobrała sobie nienajlepsze koty do naśladowania. Pierwszym z nich jest jej kochany tatuś, Parzące Ziele. Podobnie jak on jest zarozumiała i zapatrzona w siebie, co więcej bardzo łatwo ją zdenerwować, chociażby najmniejszą błahostką. Nie waha się wówczas podnieść łapki na rozmówcę. Jednak w przeciwieństwie do kocura nie zniża się do rzucania dziecinnych obelg, jeśli już miałaby kogoś obrazić to zrobiłaby to w bardziej kreatywny sposób. Drugim wzrorem do naśladowania stała się pełna wdzięku, Wysoka Łodyga. Koteczka wzięła sobie do serca dbanie o swój wygląd, żeby w przyszłości móc dorównać starszej kocicy. Chodzi z dumnie uniesionym pyskiem, który nie zważa na otoczenie. Na innych patrzy z góry, nawet jeśli sama jest maleńka. Niemniej jednak bardzo kocha Dziką Wiśnie i docenia to, że tak o nią dba. Czarna kocica jest właściwie chyba jedynym kotem, wobec którego Zaskroniec stara się być bezinteresownie miła. Przy mamusi wydaje się prawdziwym aniołkiem.
Nie chciałaby już nigdy musieć tam wracać, bo większość pewnie przyjęłoby to za powrót z podkulonym ogonem. Niemniej coś we spojrzeniu jakim obdarzała ją kotka, a i sam fakt tego, że chciała sobie pozyskać jej przychylność mówiło że powinna się zgodzić. - Jasssne, jeśli tylko czass pozwoli. Nie zabiorę cię jednak w sssamo centrum, bo tam łatwo o zgubienie ssię, ale mogę ci kiedyś pokazać obrzeża. Co ty na to? -Później będzie mogła przejąć się potencjalną wymówką, czy konsekwencjami. - Tak myślisz? Nie ukrywam, że bylabym przeszczęśliwa. Mogłabyś po nią pójść? Poczekam tu na wasss tyle ile będzie trzeba. -Skoro tak łatwo przekonała Świtającą Łapę to z jej matką nie powinno być większego problemu, chyba że zaraz przekona się o tym, że jabłko jednak spada daleko od jabłoni.
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Klasnęła wesoło w łapki na tę wiadomość. Była absolutnie zachwycona, a nawet się nie znały! A może to tylko spisek, znały się bardzo dobrze, ale Zaskroniec to przed nią zataiła, a Świt zwyczajnie zapomniała? Nahhh.
Bura jakby nagle oprzytomniała. Rzeczywiście, miała iść po mamę! Ah, a tak dobrze jej się rozmawiało.
- Tak, jasne!! - machnęła energicznie główką i jak przed chwilą siedziała przed szarą koteczką, tak nagle zniknęła jej z pola widzenia, pędząc by znaleźć Roziskrzoną Gwiazdę.
/zt
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Świt przekazała jej informację o samotniczce na granicy, więc Roziskrzona Gwiazda znalazła jej zadanie bojowe w obozie. A wychodząc poprosiła Słoneczny Brzeg by znalazł jej jeszcze i trzy kolejne zadania bojowe, gdyby zbyt szybko uporała się z pierwszym i chciała wrócić za nią i obserwować przebieg rozmowy. Znając Świt już zdążyła zaprzyjaźnić obcą kotkę, a w jakiejkolwiek sprawie by ta nie przybyła, burej nie był potrzebny element zmiękczający u boku.
Przy Ukrytym Pagórku czekała długołapa, popielata koteczka i gdyby nie jej błękitne oczy, Roziskrzona była gotowa pomyśleć, że to Brzozowa Łapa wróciła do Klanu po długim czasie, licząc na spotkanie z matką, a Świt zapomniała poinformować o zmianach we władzy. Ewentualnie, że po prostu chciała wrócić, ale no właśnie. To nie młodsza kopia Lawendy tu czekała. A faktycznie obcy kot. Iskra była ciekawa nadchodzącej interakcji, chociaż starała się zachować powagę na pysku.
– Witam, Roziskrzona Gwiazda. Chciałaś się spotkać.
Księżyce: 51 Mistrz: Gadożerowy Szlak, Tupocząca Salamandra, Deszczowa Pogoda Płeć: Kotka Matka: Dzika Wiśnia Ojciec: Parzące Ziele Trwałe urazy: Rozcięcie wzdłuż prawego oczodołu, uszkodzona gałka oczną wraz z powieką - niewyraźnie widzi na to oko
Obniżenie statystyk:
na stałe: -1Zm
Pojedyńcze podłużne rozcięcie na prawym uchu.
Wysoka, szczupła o gładkiej, krótkiej niebieskiej sierści i błękitnych oczach. Lewa tylna łapa od palców do końca stopy jest biała. Z przyzwyczajenia mruży prawe oko.
Zaskroniec zdecydowanie dobrała sobie nienajlepsze koty do naśladowania. Pierwszym z nich jest jej kochany tatuś, Parzące Ziele. Podobnie jak on jest zarozumiała i zapatrzona w siebie, co więcej bardzo łatwo ją zdenerwować, chociażby najmniejszą błahostką. Nie waha się wówczas podnieść łapki na rozmówcę. Jednak w przeciwieństwie do kocura nie zniża się do rzucania dziecinnych obelg, jeśli już miałaby kogoś obrazić to zrobiłaby to w bardziej kreatywny sposób. Drugim wzrorem do naśladowania stała się pełna wdzięku, Wysoka Łodyga. Koteczka wzięła sobie do serca dbanie o swój wygląd, żeby w przyszłości móc dorównać starszej kocicy. Chodzi z dumnie uniesionym pyskiem, który nie zważa na otoczenie. Na innych patrzy z góry, nawet jeśli sama jest maleńka. Niemniej jednak bardzo kocha Dziką Wiśnie i docenia to, że tak o nią dba. Czarna kocica jest właściwie chyba jedynym kotem, wobec którego Zaskroniec stara się być bezinteresownie miła. Przy mamusi wydaje się prawdziwym aniołkiem.
Tak jak zapowiedziała, była gotowa czekać tyle ile będzie to konieczne. Wpatrywała się właśnie w horyzont, gdy jej oko dostrzegło rdzawą plamę na (jeszcze nie tak do końca) zielonym tle. Jedną plamę. Odważnie, zważywszy na to, że mogła być wrogiem. Podniosła się z miejsca skłaniając na krótko głowę przed przywódczynią. - Witaj, Rozissskrzona Gwiazdo, dziękuję że zgodziłaś ssię ze mną porozmawiać. Nie wiem ile przekazała ci Świtającą Łapa, ale myślę że nie zaszkodzi sssię powtórzyć. Nazywam się Zasskrońcowa Łapa i chciałabym prosić o to, żebyś chociaż rozważyła moje wssstąpienie w szeregi twojego klanu. Umiem polować, znam klanowe zwyczaje, rangi i jesstem świadoma issstnienia kodekssu wojownika. Pod tym względem nie byłabym dla wasss ciężarem. -I na tym poprzestała. Wiedziała, że kocica będzie potrzebowała od niej więcej informacji, w końcu była jej zupełnie obca, ale nie zamierzała wychylać się nie pytana.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Młoda była... uprzejma. Tyle Roziskrzona Gwiazda była w stanie powiedzieć. Z pewnością bardziej uprzejma niż byli Wichrzacy, których ostatnio odbierała z granic. Więc jako prosty z natury kot, bura to doceniała. Zaś cała sytuacja... chyba nie było to znowu tak nietypowe, że koty z zewnątrz chciały dołączyć do Klanu, ale w tym przypadku... Zaskrońcowa Łapa, znajomość klanowych zwyczajów, istnienia kodeksu wojownika (ale nie treści)?
– Nie zdążyła zbyt wiele wspomnieć, zresztą wolałabym i tak usłyszeć wszystko od ciebie. – przyznała z wątłym uśmiechem. Ale dobra, do rzeczy, jak pogawędki na granicach potrafiły być miłe, tak miała dzisiaj jeszcze rzeczy do zrobienia. – Popraw mnie jeśli się mylę, ale pochodzisz z Klanu? Z pewnością nie z Wichru, więc dlaczego akurat tu?
Księżyce: 51 Mistrz: Gadożerowy Szlak, Tupocząca Salamandra, Deszczowa Pogoda Płeć: Kotka Matka: Dzika Wiśnia Ojciec: Parzące Ziele Trwałe urazy: Rozcięcie wzdłuż prawego oczodołu, uszkodzona gałka oczną wraz z powieką - niewyraźnie widzi na to oko
Obniżenie statystyk:
na stałe: -1Zm
Pojedyńcze podłużne rozcięcie na prawym uchu.
Wysoka, szczupła o gładkiej, krótkiej niebieskiej sierści i błękitnych oczach. Lewa tylna łapa od palców do końca stopy jest biała. Z przyzwyczajenia mruży prawe oko.
Zaskroniec zdecydowanie dobrała sobie nienajlepsze koty do naśladowania. Pierwszym z nich jest jej kochany tatuś, Parzące Ziele. Podobnie jak on jest zarozumiała i zapatrzona w siebie, co więcej bardzo łatwo ją zdenerwować, chociażby najmniejszą błahostką. Nie waha się wówczas podnieść łapki na rozmówcę. Jednak w przeciwieństwie do kocura nie zniża się do rzucania dziecinnych obelg, jeśli już miałaby kogoś obrazić to zrobiłaby to w bardziej kreatywny sposób. Drugim wzrorem do naśladowania stała się pełna wdzięku, Wysoka Łodyga. Koteczka wzięła sobie do serca dbanie o swój wygląd, żeby w przyszłości móc dorównać starszej kocicy. Chodzi z dumnie uniesionym pyskiem, który nie zważa na otoczenie. Na innych patrzy z góry, nawet jeśli sama jest maleńka. Niemniej jednak bardzo kocha Dziką Wiśnie i docenia to, że tak o nią dba. Czarna kocica jest właściwie chyba jedynym kotem, wobec którego Zaskroniec stara się być bezinteresownie miła. Przy mamusi wydaje się prawdziwym aniołkiem.
Musiała przyznać, że było to rozsądne. W końcu przywódczyni nie powinna opierać swojej oceny jedynie na podstawie słów jednego kota. - Owszem, z Gromu. -Nie było sensu tego ukrywać, musiała być jak najbardziej prawdomówna, żeby w razie konieczności wszystko ułożyło się w logiczną całość, zresztą już i tak przyznała Świtającej Łapie skąd jest.- Gdy jeszcze byłam w klanie Wężowa Gwiazda przyjął do niego sssamotnika, Pajęczą Łapę. Nie byłoby w tym nic złego, w końcu to on był przywódcą, jednak nasza medyczka, Trusskawkowy Gąszcz mu nie ufała. Mówiła, że w klanie, z którego pochodził sssprawiał wiele problemów, był niebezpieczny i że nawet mógł wykorzystać jakąś kotkę. Nie powiem zraziło mnie to do niego. Właśnie dlatego któregoś razu mogłam powiedzieć mu coś niezbyt miłego. -Wskazała łapą na swoje zabliźnione oko.- On mi to zrobił. A wiesz co było jeszcze gorsze? Niedługo po tym zosstał mianowany wojownikiem, zyssskał zassługi, a jedyną karę jaką otrzymał było przymusssowe wykonywanie obowiązków terminatora. Tyle za praktyczne oślepienie sswojego tak zwanego pobratymca. Przyznaję, nie jestem czyssta, nie znaczy to jednak, że mógł zareagować tak agresssywnie. Co jeśli na moim miejsscu znalazło by sssię zadziorne kocię, albo napuszony sstarszy? Ssskrzywdziłby bezbronnego kota. Niedługo po tym odeszłam. Nie chcę przysięgać kotu, który faworyzuje takiego kota jakim jesst Pajęcza Łapa. Zaufanie to jedno, ale trzeba wiedzieć kogo i jak bardzo można tym obdarzyć. -Westchnęła, ale spojrzenie jakim obdarzyła starsza kocice było poważne. - Nie chcę, aby wyglądało to tak jakbym wasss o coś osskarżała, albo żądała rekompensaty, bo wiem że w przeszłości należał do waszego Klanu. Po prostu pomyślałam, że ssskoro wyrzuciliście takiego kota jak on, to umiecie zauważyć, gdy coś jest wyraźnie nie tak i wziąć pod uwagę obawy klanowiczów. - Powiedziała tyle ile musiała, chociaż musiała mocno powstrzymywać się przed chęcią obrzucania wspominanego kocura, a nawet i samego Węża masą obelg, musiała jednak sprawiać pozory.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
O. Z Gromu pochodziła. To ciekawe. Nie bardziej chyba niż Cieniste czy Rzeczne pochodzenie, jak się zastanowić to Iskrę każdy z trzech sąsiadów zainteresowałby równie mocno, ale wciąż, słysząc potwierdzenie, zastrzygła ciemnymi uszami. Szkoda, że już z następnym zdaniem cała ta sympatyczna ciekawość się z burej ulotniła. Znaczy nie zrozummy się źle – dalej chciała wiedzieć, ale usłyszawszy imię Pajęczej Łapy, poczuła zmęczenie. Odruchowo też spięła defensywnie barki.
Znaczy też nie spodziewała się, że właśnie w Gromie zagrzeje miejsce, nikt o zdrowym rozsądku by go przecież nie przyjął. A Wężowa Gwiazda nie był głupi (tak myślała przed chwilą, teraz, im dalej w opowieść Zaskrońcowej Łapy, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że musi zrewidować swoje opinie na temat Gromowego przywódcy).
– To co ci się przytrafiło jest niedopuszczalne. W jakim świecie wykonywanie obowiązków terminatora jest adekwatną karą za oślepienie współklanowicza? I jeszcze mówisz, że wkrótce po tym wydarzeniu został mianowany na wojownika? To w głowie się nie mieści... Klan nie zareagował na to? – w Wichrze już dawno podniósłby się bunt, tego była pewna i ciężko jej było sobie wyobrazić, że w innych Klanach przywódca mógł mieć aż taki posłuch. Nie w takiej sytuacji raczej? W ogóle sama medyczka mu odradzała przyjęcia Pająka, co ten dzieciak odwalił, że Wężowa Gwiazda go stawiał przed wszystkimi? A przynajmniej tak to brzmiało. Znaczy Zaskrońcowa Łapa wprost powiedziała, że go faworyzował, ale no... tak ogólnie, z całości wybrzmiewało, że z niewiadomych względów przekładał go nad każdego Gromiaka.
– Ale w ogóle, skąd Truskawkowy Gąszcz miała informację, że Pajęcza Łapa mógł wykorzystać jakąś kotkę? Można mu naprawdę wiele zarzucić, jednak taki incydent nigdy nie miał miejsca za jego obecności w Wichrze. – zmarszczyła brwi. A przynajmniej o niczym takim nie słyszała w tamtym okresie i była pewna, że zostałby rzeczywiście wygnany, gdyby coś takiego miało miejsce. Nawet Lawendowa Gwiazda nie trzymałaby w Klanie gwałciciela.
Tak ją zaaferował temat Pajęczyny, że na moment zapomniała z jakiego w ogóle powodu Zaskrońcowa Łapa jej o tym wszystkim opowiadała.
– Ale tak, rozumiem już teraz dlaczego przyszłaś do nas, a nie na granice Klanu, z którego pochodzisz. Szkoda by było skazywać na samotnicze życie kota, który opuścił swój Klan dlatego że nie czuł się w nim bezpiecznie. I gdyby ta decyzja wpływała tylko na mnie, zaryzykowałabym i zabrała ciebie już teraz do obozu. – zaczęła, nie potrafiąc do końca pohamować współczucia odbijającego się w dwukolorowym spojrzeniu. No przecież miała przed sobą maleństwo takie. Takie w wieku Wyderki, a Wyderka to kociątko, prosta matematyka. – Ale jakkolwiek życzę ci jak najlepiej, w pierwszej kolejności muszę mieć na względzie dobro mojego Klanu, prawda? Dlatego chciałam już teraz zaznaczyć, że oczywiście chętnie ciebie poznam i w ogóle, ale nawet jeśli byś zrobiła na mnie najlepsze wrażenie jakie się da, nie będę mogła podjąć tej decyzji bez rozmowy z Wężową Gwiazdą czy... kimś z kadry medycznej. To Truskawkowy Gąszcz zajmowała się twoim okiem po tamtym ataku? – minęło parę sekund, Iskra zdążyła odtworzyć sobie w głowie co właśnie powiedziała, więc dodała jeszcze. – To nie tak, że tobie nie wierzę, brońcie Gwiezdni, ale to dość... ważna sprawa. Chcę poznać tę historię jeszcze z chociaż jednej perspektywy. – I dowiedzieć się dlaczego Pajęczyna został przyjęty do Gromu.
Księżyce: 51 Mistrz: Gadożerowy Szlak, Tupocząca Salamandra, Deszczowa Pogoda Płeć: Kotka Matka: Dzika Wiśnia Ojciec: Parzące Ziele Trwałe urazy: Rozcięcie wzdłuż prawego oczodołu, uszkodzona gałka oczną wraz z powieką - niewyraźnie widzi na to oko
Obniżenie statystyk:
na stałe: -1Zm
Pojedyńcze podłużne rozcięcie na prawym uchu.
Wysoka, szczupła o gładkiej, krótkiej niebieskiej sierści i błękitnych oczach. Lewa tylna łapa od palców do końca stopy jest biała. Z przyzwyczajenia mruży prawe oko.
Zaskroniec zdecydowanie dobrała sobie nienajlepsze koty do naśladowania. Pierwszym z nich jest jej kochany tatuś, Parzące Ziele. Podobnie jak on jest zarozumiała i zapatrzona w siebie, co więcej bardzo łatwo ją zdenerwować, chociażby najmniejszą błahostką. Nie waha się wówczas podnieść łapki na rozmówcę. Jednak w przeciwieństwie do kocura nie zniża się do rzucania dziecinnych obelg, jeśli już miałaby kogoś obrazić to zrobiłaby to w bardziej kreatywny sposób. Drugim wzrorem do naśladowania stała się pełna wdzięku, Wysoka Łodyga. Koteczka wzięła sobie do serca dbanie o swój wygląd, żeby w przyszłości móc dorównać starszej kocicy. Chodzi z dumnie uniesionym pyskiem, który nie zważa na otoczenie. Na innych patrzy z góry, nawet jeśli sama jest maleńka. Niemniej jednak bardzo kocha Dziką Wiśnie i docenia to, że tak o nią dba. Czarna kocica jest właściwie chyba jedynym kotem, wobec którego Zaskroniec stara się być bezinteresownie miła. Przy mamusi wydaje się prawdziwym aniołkiem.
Pierwsze słowa przywódczyni, i już jej się to podobało. Rozumiała to co chciała jej przekazać, a to było najważniejsze. - Gwiezdny Nurt zareagowała, próbowała przemówić Wężowej Gwieździe do rozsssądku. Nie pamiętam, czy ktoś jeszcze to zrobił. -Podał jakiś wyszukany argument o tym, że atakowanie wspolklanowicza równa się nie słuchaniu rozkazu, gdy każą ci się wycofać z walki. Pfff, idiotyzm. Porównywać ryzyko własnego życia do próby odebrania go komuś innemu. Musiała zagryźć szczęki, żeby nie prychnąć na głos. - Mówię jedynie to co ssłyszałam, nie przeczę że mogę pamiętać niektóre fragmenty dość mgliście, wiem jednak na pewno, że Trussskawkowy Gąszcz rozmawiała o tym z Lśniąca Ssadzawką. Nie podała na ceremonii żadnych konkretów, że wprost coś zrobił, a właśnie tak pobieżnie jak ci to przedssstawiłam. -Nie była pewna, czy Pajęcza Łapa rzeczywiście kogoś skrzywdził, ale mówiąc szczerze nie byłaby zaskoczona, gdyby rzeczywiście to zrobił. Był niestabilny emocjonalnie i nadmuchany swoim ego niczym dmuchawiec, który ma zaraz stracić całe swoje nasiona.
Zastrzygła uchem. Irytowało ją to podejście, bo jedynie przedłużało cały proces, który już dawno mogliby mieć z głowy, niemniej jednak rozumiała skąd u kocicy takie zachowanie. Sama zarzucała Wężowej Gwieździe ślepe przyjmowanie samotników do Klanu, tak więc szanowała czujność rdzawej kocicy i nie zamierzała robić jej pod górkę. W tym momencie była ledwie nędznym włóczęgą, a Roziskrzona Gwiazda musiała w pierwszej kolejności stawiać Klan. Tak robił prawdziwy przywódca. - Sspokojnie, jak najbardziej to rozumiem, jesssteś w końcu przywódczynią, a ja w tym momencie jedynie obcym kotem. O ile trudno mi to przyznać, to tak właściwie to nie różnie ssię w tym momencie aż tak bardzo od Pajęczej Łapy. Z tego powodu nie mam za złe twojej czujności, dziękuję że w ogóle bierzesz pod uwagę moją prośbę i sssytuację. -Skinęła głową.- Moim okiem zajmowała ssię Gwiezdny Nurt, więc myślę że ona mogłaby wnieść do sprawy nieco więcej światła. -
Zawahała się, i szczerze nie była pewna czy powinna o tym w tym momencie mówić, z drugiej jednak strony, jeśli nie ona, to zrobi to Wężowa Gwiazda, a wtedy mogłaby stracić w oczach kocicy.- Rozisskrzona Gwiazdo, chciałabym być z tobą szczera, żebyś nie musiała sssłyszeć tego od kotów trzecich oraz żebyś wiedziała kogo potencjalnie mogłabyś przyjąć do sswojego Klanu. Ta kłótnia przez którą ssstraciłam oko wydarzyła ssię przez to, że ossskarżyłam Pajęczą Łapę o zabójstwo jednego z naszych wojowników, którego przynióssł do obozu. Z biegiem czassu zdaje sssobie ssprawę, że było to głupie, ale jak już mówiłam uprzedziły mnie sssłowa naszej medyczki. -To był chyba pierwszy raz, gdy rzeczywiście patrzyła na wichrową przywódczynię z pewną obawą, w końcu mogła tym przekreślić wszystko co do tej pory osiągnęła. Tak przynajmniej myślała.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
– Po prostu zaskoczyła mnie ta informacja, chciałam wiedzieć skąd ją Truskawkowy Gąszcz wzięła. – wyjaśniła w lekko obronnym geście, chociaż myślami już była trzy kroki dalej. Tak jak moment temu była pewna, że to była zwykła plotka, tak teraz, gdy okazało się, że to jego własna matka przekazała takie informacje drugiej medyczce... Iskra zaczynała się zastanawiać nie w kategoriach czy mógł to zrobić, a raczej komu. Na myśl przychodziła jej Biedronkowa Łapa, młodziutka, wpatrzona w niego jak w obrazek. Zrobiło jej się niedobrze.
Ale może to chodziło o mógł, w sensie był do tego zdolny, dlatego w Wichrze nigdy temat się nie pojawił głośno? Lśniąca Sadzawka nie kryłaby go w takiej sytuacji? A jeśli kryłaby go w Klanie, dlaczego powiedziała o tym Truskawkowemu Gąszczowi? To się nie kleiło. To musiało być w kategorii potencjalnych wydarzeń, a Biedronkowej Łapie nic nie stało.
– Zwrócę się więc do Gwiezdnego Nurtu. – stwierdziła, kiwnąwszy lekko łbem w podziękowaniu za tę informację. Pamiętała szarą pręguskę, wydawała się bardzo sympatyczna, a zważywszy na to, że próbowała również przemówić do rozsądku Wężowej Gwieździe to może ta rozmowa pójdzie nieco lepiej niż z orientalnym kocurem. Nie żeby spodziewała się dramatów z nim, ale chyba nie była gotowa na konfrontację z kotem, który by pewnie bronił syna Lśniącej Sadzawki.
Z nim chyba też powinna porozmawiać mimo wszystko. Chociaż... nie zamierzała przecież pytać o pozwolenie na przyjęcie Zaskrońcowej Łapy, błogosławieństwo każdego Gromiaka z trójki Klanowej było tyle warte co śnieg z ubiegłej Pory Nagich Drzew.
Wyznanie niebieskiej kotki sprawiło, że przez parę uderzeń serca, Roziskrzona Gwiazda nie odzywała się. Patrzyła na byłą Gromiaczkę w ciszy, podczas gdy mróweczki w jej mózgu zanosiły informacje na właściwe miejsce. Czy właśnie usłyszała coś dużego co powinno skreślić kandydaturę Zaskroniec? Nie...? Prawda, że nie? Nie była do końca pewna. Nie, wróć. Nie była w ogóle pewna.
– Ja... zdecydowanie doceniam twoją szczerość, tak. Na pewno lepiej usłyszeć o tym fakcie z twojego pyszczka, niż dopiero na spotkaniu. – zaznaczyła na początek. W gardle utknęło inne pytanie – ile jeszcze takich faktów skrywał Zaskrońcowa Łapa? – Dobrze, że zdajesz sobie sprawę z tego że to było głupie, ale dlaczego oskarżyłaś go o zabójstwo wtedy? Rozumiem, że byłaś do niego uprzedzona przez to w jaki sposób wasza medyczka go przedstawiła, ale chyba nie oskarżałabyś o morderstwo każdego, tylko dlatego że za nim nie przepadasz i przyniósł zwłoki? Jak to było?
Księżyce: 51 Mistrz: Gadożerowy Szlak, Tupocząca Salamandra, Deszczowa Pogoda Płeć: Kotka Matka: Dzika Wiśnia Ojciec: Parzące Ziele Trwałe urazy: Rozcięcie wzdłuż prawego oczodołu, uszkodzona gałka oczną wraz z powieką - niewyraźnie widzi na to oko
Obniżenie statystyk:
na stałe: -1Zm
Pojedyńcze podłużne rozcięcie na prawym uchu.
Wysoka, szczupła o gładkiej, krótkiej niebieskiej sierści i błękitnych oczach. Lewa tylna łapa od palców do końca stopy jest biała. Z przyzwyczajenia mruży prawe oko.
Zaskroniec zdecydowanie dobrała sobie nienajlepsze koty do naśladowania. Pierwszym z nich jest jej kochany tatuś, Parzące Ziele. Podobnie jak on jest zarozumiała i zapatrzona w siebie, co więcej bardzo łatwo ją zdenerwować, chociażby najmniejszą błahostką. Nie waha się wówczas podnieść łapki na rozmówcę. Jednak w przeciwieństwie do kocura nie zniża się do rzucania dziecinnych obelg, jeśli już miałaby kogoś obrazić to zrobiłaby to w bardziej kreatywny sposób. Drugim wzrorem do naśladowania stała się pełna wdzięku, Wysoka Łodyga. Koteczka wzięła sobie do serca dbanie o swój wygląd, żeby w przyszłości móc dorównać starszej kocicy. Chodzi z dumnie uniesionym pyskiem, który nie zważa na otoczenie. Na innych patrzy z góry, nawet jeśli sama jest maleńka. Niemniej jednak bardzo kocha Dziką Wiśnie i docenia to, że tak o nią dba. Czarna kocica jest właściwie chyba jedynym kotem, wobec którego Zaskroniec stara się być bezinteresownie miła. Przy mamusi wydaje się prawdziwym aniołkiem.
- Rozumiem. -Odpowiedziała krótko, bo o ile mocno jej to nie pasowało, tak rozumiała w pełni skąd te dopytywania.
Poczuła jak serce zaczyna bić jej szybciej. Nie została przekreślona w pełni, tak się jej przynajmniej zdawało, niemniej jednak wciąż istniało ryzyko, że plan się nie powiedzie. Nie chciała zrazić przywódczyni, ale niestety chyba jednak trochę jej się udało. - Nie ossskarżyłabym, to prawda. Zrobiłam to jednak z frusstracji i sssamego faktu, że na za dużo ssobie pozwalał, bo jawnie było widać że szanuje jedynie Wężową Gwiazdę, gdyby mógł to pewnie sssplunął by Trusskawkowemu Gąszczu prosssto w pyssk. -Westchnęła, po czym kontynuowała po krótkiej przerwie.- Ale mówiąc szczerze, moim głównym powodem było to, że nie urodził sssię w naszym klanie, był obcy, a tak łatwo przyszło mu pozysskać zaufanie przywódcy. Wtedy, gdy go zobaczyłam, jak niósł ciało, niemal od razu wypaliłam sssobie w głowie sscenę mordersstwa, idealne wytłumaczenie tego, dlaczego nie powinno go tu być. Byłam młoda, głupia i uprzedzona. Nie cierpię go i nie ufam po tym co mi zrobił, będę w tym szczera, ale zdaje sobie sssprawę z tego, że nie powinnam go o to ossskarżać. Nie bezpodstawne, nie dlatego że nie urodził ssię w Klanie Gromu. Żałuje. Choć raczej powinnam powiedzieć to jemu. -Nigdy nie powiedziałaby mu tego szczerze, jeśli jednak Iskra, czy ktokolwiek by tego od niej wymagał, zrobiłaby to chociażby na pokaz. Dla własnego dobra. Przeniosła spojrzenie na swoje łapy. Rzecz jasna nie mogła powiedzieć przywódczyni, że celowo chciała się go w ten sposób pozbyć, że celowo dała się zaatakować, ale jej nie wyszło.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Faktycznie brzmiało to jak impulsywny, szczeniacki wyskok. Dobrze, że zdawała sobie z tego sprawę? Chyba. Iskra nie potrafiła wyciągnąć konkretnych wniosków w tym momencie, więc zamiast na własnych rozmyślaniach, skupiła się na rozmowie.
– Hm, jeśli bym przyjęła ciebie do Wichru, znajdziesz się w podobnej do niego sytuacji. I nie mogę zagwarantować, że każdy Wichrzak będzie zachwycony. Że żaden nie będzie miał problemu z tym, że urodziłaś się w innym Klanie. Wzięłaś to pod uwagę? Jesteś gotowa na to, że zdobycie zaufania może nie przyjść tak łatwo? Będziesz miała do tego cierpliwość? – przechyliła lekko łeb, chociaż niekoniecznie oczekiwała odpowiedzi. I niekoniecznie spodziewała się po Wichrzakach wrogich spojrzeń, ale wciąż wolała ostrzec.
Otrzepała sierść i wyprostowała się, sygnalizując, że już się zbiera.
– Porozmawiam z Gwiezdnym Nurtem w najbliższym czasie. Jeśli nie dowiem się niczego niepokojącego, zastanowimy się nad twoim przyjęciem. Gdzie można ciebie znaleźć? Bo nie oczekuję, że będziesz pojawiać się co wschód słońca na granicy, a nie wiem też kiedy uda mi się złapać Gromową medyczkę byśmy mogły już teraz ustalić kiedy ponownie się zobaczymy. Ale to wszystko z mojej strony na ten moment. Chyba że jest coś jeszcze co chciałabyś powiedzieć, albo co powinnam wiedzieć przed rozmową z Gwiezdnym Nurtem. – spojrzała uważnie na dwukolorową. Jeśli ta nie miała nic do dodania, pożegnała się z nią i ruszyła z powrotem do obozu.