Średniego wzrostu, nieco grubsza kotka o niebieskawej, krótkiej sierści. Łapy ma umięśnione i silne, ogon puszysty i średniej długości. Nos i poduszeczki łap ciemne, oczy okrągłe, w złotym kolorze.
Charakter kotki jest dość...ciężki do opisania. Wybuchowa, impulsywna i nieprzywidywalna - tak można ją z pewnością opisać. Jest też dumna, ale ostatnie zdarzenia sprawiły, że czuje się mniej pewna, może nawet zagrożona w klanie i żyje w ciągłym strachu na myśl o Gwiezdnych. Zależy jej na rodzinie pomimo tego, że często się kłócą. Poza tym lojalna, lekkomyślna i...może nieco naiwna i zagubiona. Ciekawa mieszanka wybuchowa.
Wszystko było nie tak, kompletnie nie tak. – Ale... – bąknęła ledwo słyszalnie, zszokowana faktem, że teraz jak ją spotkała...że ona będzie dalej żyć na własną łapę. Tego chciała? Chciała zostawić ją tak po prostu?... – Wszystko. Na gorrrsze – stęknęła, uciekając od niej wzrokiem. No i wszystko z jej winy... – Prrrawie wcale ze sobą nie rrozmawiamy, brracia skaczą sobie do garrdeł, Iglasty Pazurr...uh, po prrostu się pokłóciliśmy, z Gołębiem w sumie...też, Jasny zajmuje się tylko sobą i lata za dzieciakiem Malinowej Gwiazdy, podobnie jak Gołąbek, Wegielek...jakoś nie ma kiedy porrozmawiać a Jaśmin...nie pamiętam kiedy ostatnio rrozmawiałyśmy. N-no i...uuh...Wilczomlecz... – wyjaśniła pod koniec milknąc, nie mogąc znowu wstrzymać łez. – Zniknął...zarraz po tobie – wyszeptała w końcu, czując znajomy ból gdzieś w środku. – Z m-mamą ja...ja nie wiem, nie chciałam z nią ostatnio rrozmawiać –przynosiłam jej tylko wstyd, więc czemu miałabym jej sprawiać dalej przykrość?
Stuliła jedynie uszy, kiedy Brzask stwierdziła, że ma masę życia przed sobą i celów. Dobre sobie, wszelkie jej cele zostały już dawno pogrzebane. – M-mylisz się. Ja...ja najpierrw myślałam, że strraciłam ciebie, poza tym to zniknięcie taty i brrata...uh, no i oczywiście Igła stał się tak POWAŻNYM wojownikiem, że...że wydawało mi się, że w ogóle się nie przejął tym, że rrodzina się sypie. Ja...ja im wszystkim to zarzucałam, że to ich wina, ale...ale Igła mnie chyba uświadomił. To ja powinnam zaginąć, nie ty, nie wiem kiedy zamilknąć, kiedy...kiedy zamknąć pysk i po prrrostu...to wszystko przeze mnie. Jeszcze Słonecznik...ja...chyba strraciłam kogoś więcej. W sensie, jeszcze p-przyjaciółkę – rzuciła na jednym wdechu, błądząc wzrokiem po otoczeniu. Po kilku głębszych wdechach, odsunęła się nieco, by znowu spoglądnęła na poraniony pyszczek siostry. Całkowicie poważna. – Ja już nic...nie chce. Poza tym, żebym znowu miała siostrrę, tu, blisko. Żebyśmy były rrazem, ja nie chce czasem się spotykać, nie chcę żeby to wyglądało...tak – rzuciła gorzko, znowu płacząc.
Dosyć przeciętna krótkowłosa, niebieska, tygrysio pręgowana kotka, ze złotymi oczyma. Jej delikatnie zaokrąglony pyszczek zdobi malinowy nosek, za którym ukazują się długie wibrysy. Jej włosie jest matowe i niezadbane, a ciało pokazuje wyraźne ślady wychudzenia. Jedno ucho jest nieco naderwane, a skóra w niektórych miejscach jest przecięta przez nieduże rany, które nie powinny zostawić blizny [kp pls!!]
Poranna Łapa przeszła już wiele zmian w swoim charakterze przez życie, jednak ten wyjątkowo trudny do przetrwania okres nie dodał wiele cech do jej wyjątkowo żałosnej osobowości. Kotka aktualnie jest lękliwa o wszystko, z pozbyciem się ciągłych zamartwień o gwiezdnych, przyszły lęki dotyczące aktualnego przeżycia. Codziennie musiała grzebać po śmieciach dwunogów by przetrwać na odpadkach, chociaż na dziczy była aż cztery księżyce, to nie mogła nauczyć się polować z ciągłym strachem że podczas dłuższego wyjścia do lasu napadnie ją jakiś dziki zwierz.
Z każdym dniem mierzy się z myślą by odpuścić i pewnego poranka nie uciec przed nadjeżdząjącym autem. Wśród ulicznych kotów była traktowana jako najsłabsza jednostka, dodatkowo... i tak nie zostało jej dla kogo żyć. Kilka razy odwiedziła granice między Klanem Wichru a Ziemiami Niczyimi, jednak nigdy nie natknęła się na jakiegoś kota, a tym bardziej bliskich jej Klanowiczów. Aktualnie jest jeszcze wrażliwsza niż wcześniej, a świat zewnętrzny zamiast zrobić z niej jakiegokolwiek brutala, pomógł jej się "rozpaść". Łatwiej płacze i coraz rzadziej ma chwile, gdzie po prostu nie czuje nic. Brakuje jej ciepłego boku swojej siostry i wsparcia kogokolwiek, jednak nadzieje na powrót dawno sobie odpuściła. Chociaż nadal robi co jakiś czas wycieczki do rodzinnych ziem, to boi się, że Klanowicze za nic nie przyjmą ją z powrotem.
Górska Rosa [nkt] Zamieć [nkt]
Polizałam siostrę nieco drżącym językiem, próbując ją... jakkolwiek pocieszyć, sama już nie wiedząc co robić. To wszystko rozwinęło się tak szybko, jeszcze chwile temu siedziałam i wzdychałam w płaczu za Klanem, a teraz siedzę tuż obok swojej siostry, tak jak to było księżyce temu. Jednak tym razem byłam w o wiele gorszym stanie, nie wspominając o reakcji Irys, która zawsze była tą "pozytywniejszą siostrą". Tym razem wcale nie trzymała się lepiej ode mnie jeśli chodzi o psychikę. Odetchnęłam ciężko, wsłuchując się w sprawozdanie siostry, każde jej słowo jednak coraz gorzej przedstawiało naszą nie do końca kochaną rodzinkę. Cały ten opis składał się na niemiły obraz walczącego i egoistycznego rodzeństwa... a nie tak ja to zapamiętałam. W końcu Iglasty Pazur miał mi pomóc w normalnym prowadzeniu rozmowy, a reszta rodzeństwa, poza Gołębiem, zawsze była chętna do rozmowy ze mną. Skąd pojawiło się tyle problemów? Posmutniałam na wieść, że Wilczomlecz poszedł w moje ślady. Mam nadzieję, że wszystko jest z nim wporządku... w końcu trudno przeżyć poza Klanem jąkając się, co dopiero mówiąc o kompletnym braku umiejętności gadania. Jednak on wydawał się być nieco odważniejszy. - O-oh Irys, chc-ciałab-bym być t-tam i wam wsz-szystkim pom-móc... - Chociaż jestem w tym totalną porażką, w końcu nikomu w życiu nie pomogłam, ale przynajmniej mogłabym spróbować - Nie mo-możemy ży-żyć w takich ni-niesnaskach - Załkałam do niej, tęskniąc za rodziną. Już powoli zamazywał mi się dokładny wygląd rodziców, co bardzo mnie bolało.
- I-igła? N-naprawd-dę on si-się nie przej-jął... że mn-nie nie ma? - Moje oczy poważniej się zaszkliły, a sama zwiesiłam łeb ku ziemi na te wieści. Miałam nadzieję, że zauważy moje zniknie, chociaż rzeczywiście okazało się jak myślałam, moje zaginięcie przeminęło z wiatrem. - Co t-ty gadasz! Jest-teś id-dealna w-we wczystkim, prz-rzydasz si-się jesz-szcze Klan-nowi p-przez dł-ługi czas! Jak-kbyś zaginęła... t-to pew-wnie cały K-klan by się roz-zpadł, ja ci-ci mówię. - Zapewniłam ją, podnosząc głowę i nią potakując. Nigdy takich głupot nie słyszałam, szczególnie od mojej mądrej siostrzyczki - Słon-necznik... rozm-mawiał-łam z ni-nią, al-le tylk-ko przez chw-wilę. Na p-pewno wsz-szystko d-da się naprawić Ir-rys. M-może ja spr-róbuj-ję napr-rawdę dołączyć do t-tego Kl-lanu... Na-nawet jeś-śli nik-kt mnie tam n-nie zaakc-ceptuję, to prz-rzynajm-mniej ci po-pomogę. - Popatrzyłam na Irys po tym jak się nieco odsunęła, ignorując mój aktualny stan. Wydzierżyłam na swoim pyszczku lekki uśmiech, wbrew smutkowi jaki odczuwałam, po chwili przytulając się do Irys. - N-nie chcę c-ci rob-bić nadziei, al-le... mo-można spr-róbować. Pamięt-taj, że niezal-leżnie gd-dzie jest-tem, to j-ja zawsz-sze będę st-tać po Twoj-jej stron-nie, tak? - Mówiłam jak najpewniej potrafię, chociaż było to dośc trudne. Tak samo jak trudno było mi pocieszać Irys, wbrew temu, że sama nie widziałam dużysz szans apropo dołączenia do Klanu
thenI see the colorsfading <br>gentleness o flight escaping <br>shadows of m yfear invading<br> have I seenthis all before? <br><br>I knowthat there'ssomething residing <br>A TERRORDEEP INSIDE M E<br>maybeI'll findmyself smiling ..............<br>............................on thatdistant shore<br> M A Y B EI'M NOT A L O N E <br>
Średniego wzrostu, nieco grubsza kotka o niebieskawej, krótkiej sierści. Łapy ma umięśnione i silne, ogon puszysty i średniej długości. Nos i poduszeczki łap ciemne, oczy okrągłe, w złotym kolorze.
Charakter kotki jest dość...ciężki do opisania. Wybuchowa, impulsywna i nieprzywidywalna - tak można ją z pewnością opisać. Jest też dumna, ale ostatnie zdarzenia sprawiły, że czuje się mniej pewna, może nawet zagrożona w klanie i żyje w ciągłym strachu na myśl o Gwiezdnych. Zależy jej na rodzinie pomimo tego, że często się kłócą. Poza tym lojalna, lekkomyślna i...może nieco naiwna i zagubiona. Ciekawa mieszanka wybuchowa.
Obie były w gorszym stanie. To trzeba było przyznać, Irys nie była sobą i potrzebowała jakiegoś impulsu, który pomógłby jej wrócić do dawnej siebie, nawet tej głupiej, nieszczęsnej Irysowej Gwiazdy, nadmiernie ambitnej, dumnej i pewnej siebie. Za bardzo zaufała Słonecznik, pokładała wielkie nadzieje w ich relacji, myśląc że w sumie to może by się udało jej być tak blisko jak z siostrą. Zaczęła się przywiązywać, czuć się trochę lepiej, a potem zaczęło się jakoś tak psuć, a teraz ona tak po prostu...po prostu zaczęła się kolegować z kimś innym! Odstawiając ją na bok! Otrzymując swoje głupie imię, nową rangę i idąc na milczące czuwanie z jakimś głupim robalem, zamiast z nią. Teraz widziała, że to był błąd, nikt nie zastąpi jej siostry, nikt nie powinien mieć prawa nawiązywać z nią bliższych relacji. Tylko po tym podupada, stacza się coraz niżej i robi się słabsza. Kiedy...kiedy przyjdzie na to czas, odsunie się od niej. Przeprosi, ale...ale może skończy tą relację. Musi być silna, dla mamy i Brzask - bo bracia raczej się nią już nie przejmują. Nie może dać sobą pomiatać, nie? Nie będzie już wysłuchiwała jej żali i w ogóle wszystkiego! Miała zostać przed nią wojowniczką, a skończyła jako terminatorka z tysiącem problemów i jakimiś zawiłymi, głupimi uczuciami. Hmpf.
Gdyby kotka zapytała na głos jakim cudem porobił się taki bałagan w relacjach całej rodziny...eh. Irys wiedziała, że to jej wina, ona wszczynała kłótnie, nie potrafiła się zamknąć i myślała tylko o sobie, heh. Jednak skoro pytanie nie padło, kotka siedziała ze smutno wykrzywionymm pyszczkiem. I...oh, ale przecież mogła być, mogła pomóc. Wystarczyło tylko...tylko pogadać, prawda? Wystarczyłaby rozmowa z Sokolim Cieniem, albo z Maliną i wszystko wróciłoby do normy?
Kiedy kotka zawiesiła głowę, Irys zmarszczyła brwi natychmiast zaprzeczając. Nie chciała, mówić tego w taki sposób, no bo przecież nie wiedziała, a z racji, że nie rozmawiali normalnie to nie mogła wiedzieć, czy coś serio było na rzeczy, prawda? – Ja...ja nie wiem, znaczy widziałam go czaseem poza obozem, kiedy sama szukałam śladów dołączając się do patrrroli... – westchnęła ciężko.
Brzask naprawdę była kochana, ale niewiele dawało to, co mówiła. Terminatorka z trudem powstrzymywała smutny uśmiech cisnących się na pyszczek i nerwowe kręcenie głową. – Ja...nie sądzę, żeby wiele kotów to zauważyło, Brzask. Jestem terraz dość nieprzydatna dla klanu...nawet nie potrrrafiłam ukończyć trreningu – westchnęła widocznie zasmucona. Wstyd, tym razem go poczuła. Palący wstyd, któremu towarzyszył gorzki smak porażki, bo wszystkich zapewniała, że zostanie najlepszą wojowniczką, a potem nawet samą Gwiazdą, a skończyła prawie, że na dnie. Wplątana w jakąś chorą dramę z Przodkami. Normalnie cudownie.
Uniosła brwi zaskoczona na zmianę zdania siostry. Uchyliła zaskoczona pyszczek, kiedy siostra ponownie wtuliła się w nią. Czuła znowu jakąś głupią mieszankę uczuć, którą była lekko zmęczona, ale nie zamierzała tego pokazywać. Znowu polizała siostrę, nawet cicho mrucząc. – Dzięki...naprrawdę tak strrasznie mi ciebie brrakowało– powiedziała. Teraz wystarczyło, że wróci, wszystko będzie jak dawniej. Będzie jak dawniej.
Dosyć przeciętna krótkowłosa, niebieska, tygrysio pręgowana kotka, ze złotymi oczyma. Jej delikatnie zaokrąglony pyszczek zdobi malinowy nosek, za którym ukazują się długie wibrysy. Jej włosie jest matowe i niezadbane, a ciało pokazuje wyraźne ślady wychudzenia. Jedno ucho jest nieco naderwane, a skóra w niektórych miejscach jest przecięta przez nieduże rany, które nie powinny zostawić blizny [kp pls!!]
Poranna Łapa przeszła już wiele zmian w swoim charakterze przez życie, jednak ten wyjątkowo trudny do przetrwania okres nie dodał wiele cech do jej wyjątkowo żałosnej osobowości. Kotka aktualnie jest lękliwa o wszystko, z pozbyciem się ciągłych zamartwień o gwiezdnych, przyszły lęki dotyczące aktualnego przeżycia. Codziennie musiała grzebać po śmieciach dwunogów by przetrwać na odpadkach, chociaż na dziczy była aż cztery księżyce, to nie mogła nauczyć się polować z ciągłym strachem że podczas dłuższego wyjścia do lasu napadnie ją jakiś dziki zwierz.
Z każdym dniem mierzy się z myślą by odpuścić i pewnego poranka nie uciec przed nadjeżdząjącym autem. Wśród ulicznych kotów była traktowana jako najsłabsza jednostka, dodatkowo... i tak nie zostało jej dla kogo żyć. Kilka razy odwiedziła granice między Klanem Wichru a Ziemiami Niczyimi, jednak nigdy nie natknęła się na jakiegoś kota, a tym bardziej bliskich jej Klanowiczów. Aktualnie jest jeszcze wrażliwsza niż wcześniej, a świat zewnętrzny zamiast zrobić z niej jakiegokolwiek brutala, pomógł jej się "rozpaść". Łatwiej płacze i coraz rzadziej ma chwile, gdzie po prostu nie czuje nic. Brakuje jej ciepłego boku swojej siostry i wsparcia kogokolwiek, jednak nadzieje na powrót dawno sobie odpuściła. Chociaż nadal robi co jakiś czas wycieczki do rodzinnych ziem, to boi się, że Klanowicze za nic nie przyjmą ją z powrotem.
Górska Rosa [nkt] Zamieć [nkt]
Byłam pewna, że trochę łatwiej było mi zrozumieć Irys i jej reakcje na odrzucenie przez Słonecznik, w końcu sama przeszłam przez to, gdy dowiedziałam się że Wilk upatrzył sobie już inną kotkę. Oczywiście... rozumiem jego wybór, każdy ma prawo wybrać sobie tą ważną osobę według własnego uznania, a sama byłam o wiele mniej ciekawa od Zaśnieżonej Ścieżki. Ona była idealna dla hebanowego Wojownika w każdym calu. Zgrabna, mądra, pomocna, rozsądna, ja niestety nie posiadałam żadnej z tych cech, ale przynajmniej mogłam się cieszyć z jego szczęścia. Przez ostatnie tygodnie zapomniałam już o tej sprawie, ba, myslałam że minęła ona już dawno i nigdy nie powrócę do rozmyśleń na ten temat. Bardzo chciałam znów pogadać ze znajomymi mi kotami, jednak to by wszystko zależało od decyzji czarnego zastępcy, Sokolego Cienia, bądź co gorsza... od zdania Malinowej Gwiazdy. Zakładam że nawet mnie nie kojarzy, zawsze byłam tą kotką na boku i próbowałam nie pakować się w tarapaty, więc mogła zapomnieć o moim istnieniu tuż po ceremonii nadania imienia terminatora. Malinowa Gwiazda wydawała się być i tak zatłoczona obowiązkami, a jeden kot mniej w Klanie nie mógł jej sprawić wielkiego problemu, to było wytłumaczalne. Jeżeli rzeczywiście nie uda mi się przedostać do Klanu Wichru... to może Irys sprowadzi tu kiedyś reszte naszej rodzinki. Mój głos nie będzie miał zbyt dużo znaczenia w całej tej dyskusji, ale... może przynajmniej postaram się coś naprawić. Poza tym miło będzie zobaczyć ponownie tak dobrze znane mi pyszczki..!
Machnęłam nerwowo ogonem, kiedy niebieska siostra ponownie wzięła głos w sprawie rodzinnych kłótni. Może trochę zbyt emocjonalnie przyjęłam brak reakcji ze strony Iglastego Pazura... jednak z pewnością przyspożyło mi to nieco smutku. - R-rozumiem - Odparłam i powtórzyłam ciężkie westchnienie po Irys. Nie wierzyłam za to, że kotka, która kiedyś miała nie tylko predyspozycje, co cele do zostania najważniejszym kotem w Klanie, w tej chwili tak bardzo nie wierzy w siebie. W końcu to była moja fucha. Jednak otworzyłam szerzej oczy, kiedy dowiedziałam się, że siostra nadal trzyma na sobie przydomek "Łapa". Próbowałam to ukryć... jednak byłam porządnie zaskoczona. W końcu zanim uciekłam, wszystko wróżyło na to że terminatorka dostanie imię Wojownika tuż po Iglastym Pazurze! - To... wsz-szyst-tko przez t-te probl-lemy. R-rozum-miem, jak mog-gą on-ne przycis-snąć kot-ta do ziem-mi. Jed-dnak jeśl-li się pod-ddasz, to st-trac-cisz tak ważną sz-szansę. - Popatrzyłam na nią i kichnęłam cicho, co... trochę przeszkodziło mi w tej pokrzepiającej mowie. Jednak po tym ponownie wlepiłam w nią spojrzenie złotych ślepi - Je-jest-teś naod-dważn-niejszą, najm-moraln-niejszą, najs-silniejsz-szą kotką ja-jaką zdoła-łałam po-poznać. Jeż-żeli spr-prób-bujesz od-dalić akt-tualn-ne prob-blemy na b-bok i pon-ponown-nie skup-pisz si-się na tr-trening-gu, to sk-kończ-czysz go in-no mig. W-wiem, brz-rzmi jak ocz-czywiśto-tości najs-starszej starszyzny, ale m-myślę, że to c-cała prawda... zajęc-cie się sob-bą nie za-zawsze ozn-nacza ego-goist-tyczność. T-tak bardz-dzo się o mn-nie martwił-łaś przez t-ten czas... Widz-dzę, że martw-wisz się o na-naszą rodzinę, o Sł-słonecznik. To s-są pred-dyspozyc-cje na praw-wdziweg-go Wojow-wnika! - Miauknęłam i tak dosyć cicho, jednak był to dla mnie przeciętny ton. Nie pamiętam momentu kiedy naprawdę podniosłam głos. Zakaszlałam trochę, od tej całej przemowy aż zrobiło mi się sucho w gardle - M- masz serce lw-wa, paz-zury tyg-grysa i um-miejęt-tności Lamp-parta. W-wow, brz-rzmie jak jak-kaś matka, cz-czy coś, haha... Mi też ci-ciebie brak-kowało. - To się wygadałam. Po tym położyłam się obok siostry i przytuliłam do niej, nadal nieco drżąc i to z przyzwyczajenia, i z emocji
thenI see the colorsfading <br>gentleness o flight escaping <br>shadows of m yfear invading<br> have I seenthis all before? <br><br>I knowthat there'ssomething residing <br>A TERRORDEEP INSIDE M E<br>maybeI'll findmyself smiling ..............<br>............................on thatdistant shore<br> M A Y B EI'M NOT A L O N E <br>
Średniego wzrostu, nieco grubsza kotka o niebieskawej, krótkiej sierści. Łapy ma umięśnione i silne, ogon puszysty i średniej długości. Nos i poduszeczki łap ciemne, oczy okrągłe, w złotym kolorze.
Charakter kotki jest dość...ciężki do opisania. Wybuchowa, impulsywna i nieprzywidywalna - tak można ją z pewnością opisać. Jest też dumna, ale ostatnie zdarzenia sprawiły, że czuje się mniej pewna, może nawet zagrożona w klanie i żyje w ciągłym strachu na myśl o Gwiezdnych. Zależy jej na rodzinie pomimo tego, że często się kłócą. Poza tym lojalna, lekkomyślna i...może nieco naiwna i zagubiona. Ciekawa mieszanka wybuchowa.
Cóż, w pewnej istotnej kwestii one się różnią, jeśli o tą sytuację chodzi. Irys mimo, że powinna jako, no, niby przyjaciółka powinna się cieszyć, że Słonecznik znajduje sobie nowe towarzystwo i że czuje się dobrze była po prostu niesamowicie zazdrosna i zraniona. Ta cała kumulacja niefortunnych zdarzeń sprawiała, że całą winę zwalała na to, że ma problemy i nie ukończyła treningu, przez co dla rudej może być najzwyczajniej w świecie kłamliwą, słabą beksą. I co zabawniejsze, pomimo podniszczonej samooceny w głębi duszy i tak uważała, że była lepszą towarzyszką niż syn Malinowej Gwiazdy. Dlatego też tyle sprzecznych i wyciągniętych z nikąd wniosków - że Słonecznik jest głupia, naiwna, że ma już jej dość. Zaraz po tych przychodziły myśli, że ona nie może tak się złamać, że nie będzie lubiła jakiejś KOTKI, że - pff - co to za przyjaciółka jak nie podpisywały paktów krwią i wzajemnie nie obijały sobie pysków, ani razem nie obgadywały Przodków. To wszystko zjawiało się po to, jakby jedynym tego celem było wywołanie huraganu w głowie kotki, zniszczenia jej dotychczasowego światopoglądu i przysporzenia kilku komicznych - aczkolwiek typowych dla "nastolatki" - problemów. I cóż, chyba działało tak, jak miało w zamiarze. Zabawne, nie?
Prawie tak bardzo jak to, że szok siostry był przez Irys wyczuwalny...zanim w ogóle do niego doszło. No, ona też była zaskoczona! Kiedy o tym mówiła, jakby nagle atmosfera zrobiła się taka niefajna i można było ją ciąć pazurami. A może to ona? Może jej wstyd wypełzał z niebieskiej makówki sprawiając, że ciężej się oddychało? A to heca! Zupełnie jak ta cała głupia akcja. – Szansę? – mruknęła cicho po pręgowanej, jakby te mistyczne słowa były niczym zaklęcie. Takie, które...bardzo powoli wybudzało ją z głębokiego, strasznego snu. Gdzieś w głębi terminatorka czuła, że teraz kiedy siostra się znalazła wiele jej kłopotów może nagle prysnąć. W końcu to od zniknięcia Brzask ruszyło to całe domino. Ciekawe więc, czy teraz jak wróci da się to wszystko odkręcić!
I mimo, że kichnięcie kotki podziałało na móżdżek podopiecznej Fiołkowego Świtu jak reset, to przy dalszej części jej przemowy chyba...dalej sprawnie to wszystko analizowała. I czuła się znacznie lepiej, co chyba najbardziej ją dziwiło, bo sama w sumie mogła się nawet trochę zgodzić z jej słowami. Zgodzić, a nie zaprzeczać! Chyba nawet w złotych ślepiach błysnęły iskierki nadziei. – Jeeeju...Brzask ja...nawet nie wiem co maam powiedzieć – bąknęła szczerze zszokowana, by potem zaśmiać się radośnie. Czekajcie tylko, jeszcze dawna Irys powróci, mysie móżdżki!
Dosyć przeciętna krótkowłosa, niebieska, tygrysio pręgowana kotka, ze złotymi oczyma. Jej delikatnie zaokrąglony pyszczek zdobi malinowy nosek, za którym ukazują się długie wibrysy. Jej włosie jest matowe i niezadbane, a ciało pokazuje wyraźne ślady wychudzenia. Jedno ucho jest nieco naderwane, a skóra w niektórych miejscach jest przecięta przez nieduże rany, które nie powinny zostawić blizny [kp pls!!]
Poranna Łapa przeszła już wiele zmian w swoim charakterze przez życie, jednak ten wyjątkowo trudny do przetrwania okres nie dodał wiele cech do jej wyjątkowo żałosnej osobowości. Kotka aktualnie jest lękliwa o wszystko, z pozbyciem się ciągłych zamartwień o gwiezdnych, przyszły lęki dotyczące aktualnego przeżycia. Codziennie musiała grzebać po śmieciach dwunogów by przetrwać na odpadkach, chociaż na dziczy była aż cztery księżyce, to nie mogła nauczyć się polować z ciągłym strachem że podczas dłuższego wyjścia do lasu napadnie ją jakiś dziki zwierz.
Z każdym dniem mierzy się z myślą by odpuścić i pewnego poranka nie uciec przed nadjeżdząjącym autem. Wśród ulicznych kotów była traktowana jako najsłabsza jednostka, dodatkowo... i tak nie zostało jej dla kogo żyć. Kilka razy odwiedziła granice między Klanem Wichru a Ziemiami Niczyimi, jednak nigdy nie natknęła się na jakiegoś kota, a tym bardziej bliskich jej Klanowiczów. Aktualnie jest jeszcze wrażliwsza niż wcześniej, a świat zewnętrzny zamiast zrobić z niej jakiegokolwiek brutala, pomógł jej się "rozpaść". Łatwiej płacze i coraz rzadziej ma chwile, gdzie po prostu nie czuje nic. Brakuje jej ciepłego boku swojej siostry i wsparcia kogokolwiek, jednak nadzieje na powrót dawno sobie odpuściła. Chociaż nadal robi co jakiś czas wycieczki do rodzinnych ziem, to boi się, że Klanowicze za nic nie przyjmą ją z powrotem.
Górska Rosa [nkt] Zamieć [nkt]
Przez opinię Irys o Słonecznik, coraz trudniej było mi zachować obiektywną opinie co do jej osoby. W końcu w jakiś sposób skrzywdziła bliskie mi koty... przez co rozumiem moją kochaną siostrzyczkę i Słońce, którego towarzysztwo nieco mi pomogło. W końcu prawie nauczył mnie polować, a to było coś! Jak dołączę do Klanu to ponownie będą czekać na mnie treningi, nie wiem tylko czy nadal pod okiem zastępcy, na którego nie byłam godna ze swoją postawą. W koncu ja naprawdę zdradziłam Klan i dodatkowo ich religie! Coś czuje, że to nie polepszy moich relacji z nim, a szczególnie nie pomoże w uzyskaniu wspólnego treningu ze Słońcem, o ile ten już o mnie dawno nie zapomniał, co jest bardzo prawdopodbne. Chociaż kto wie, może rudy terminator już dawno uzyskał Wojownicze imie? Może nazywa się teraz Słoneczny Blask, albo Słoneczna Grzywa? Ale to oznacza przynajmniej jednemu z nas się udało to osiągnąć. Znaczy... to jedynie spekulacje. Tak czy siak, Słonecznik nie zyskuje pozytywnych opinii na swoją korzyść, a zamiast tego wbija ciernie w kolejne znane mi koty... Oczywiście, jeśli ponownie wpuszczą mnie do Klanu to pewnie będę się bać otworzyć do niej pyska, więc nawet nie ma mowy tutaj o jakiejś pogadance na ich temat, wbrew temu, że bardzo bym chciała to zrobić. Już nawet zamazuje mi się w pamięci jej wygląd, więc co jeśli pomyliłabym kompletnie koty? Co za wtopa to by była, ojej.
Nie dzdiwiłam się, że moja siostrzyczka byla zaskoczona mistycznym poematem, który wypełzł z mojego pyska. W kóńcu ja sama plątałam się nieco w tym co mówie, dodając że byłam słaba w pokrzepiających mowach, bo co ja tam wiem o pocieszaniu? Sama wciąż tego potrzebuje... Z pewnościa nie pomaga mi w tym moje jąkanie, które odejmuje od niego mase pewności. Pokiwałam głową na niepewne powtórzenie Irys, by utwierdzić ją w swoich przekonaniach, bo.. tak się chyba robi. Może to ja byłam tym kluczem, który miał rozwiązać niektóre jej problemy... chociaż nie wiem czy cokolwiek będę mogła naprawić moim powrotem.
- A t-tam. Czas-sami słowa s-są zb-zbędne. - Mruknęłam już ciszej i spokojniej, z lekkim uśmiechem wsłuchując się w radosny śmiech siostry, którego bardzo mi brakowało. Siedziałam tak w milczeniu i opanowaniu, przez co moje drgawki nawet ustały na moment, jednak nie na tak długo jak miałam nadzieje. Szybko dotarło do mnie, że niedługo będę musiała stanąć ponownie pysk w pysk z zastępcą, albo i liderką! I to w takim stanie! Otworzyłam szeroko oczy i z wręcz śmiesznym dla osób trzecich strachem przywarłam do Irys, mrugając kilka razy złotymi oczyma - N-na Gwiezd-dne koty! P-przec-cież ja wy-wygląd-dam jak wy-płoch, Mal-linowa Gw-wiazda odpr-rawi mnie z po-powrotem, od-d raz-zu jak mnie zob-baczy! Co m-my teraz mamy zrobi-bić, iś-ść do ob-obozu, czy j-jak? - Wydukałam szybciej niż mogłam, plątając się we własnych słowach. Nie miałam świadomości, że pewien Wojownik już poszedł po Sokolego Cienia, więc jedynie czekałam na odpowiedź siostry.
thenI see the colorsfading <br>gentleness o flight escaping <br>shadows of m yfear invading<br> have I seenthis all before? <br><br>I knowthat there'ssomething residing <br>A TERRORDEEP INSIDE M E<br>maybeI'll findmyself smiling ..............<br>............................on thatdistant shore<br> M A Y B EI'M NOT A L O N E <br>
Mistrz: Malinowy Nos Płeć: kocur Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*) Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*) Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Przybył. Kiedy został poproszony o to, by udać się na granice, był akurat dość mocno zajęty, toteż nie mógł wyruszyć od razu, co umożliwiło kocicom przeprowadzenie pogawędki. Nie nastawiał się w żaden sposób do spotkania, które miał właśnie odbyć, ostatecznie bowiem nie miał pojęcia, dlaczego Poranna zniknęła i co się z tym wiązało. Nie chciał jej jednak oceniać i jeśli nie będzie miała żadnej niemądrej wymówki, to jak najbardziej był skłonny dać jej drugą szansę. Po kłamstwach, jakie rozsiewał po Klanie Słońce i zachowaniu Iskry, Sokół stał się pewnie zdecydowanie bardziej surowy, ale nie oznaczało to jednoznacznie, że każdego, kto zniknął z Wichru po prostu przepędzi. Musiał jednak bezwzględnie wysłuchać wyjaśnień, jeśli chciał cokolwiek więcej zrobić, jeśli chciał jakoś pójść na przód i działać dla dobra wszystkich znanych mu kotów, a nie tylko jednostek. Dlatego też, kiedy przybył na miejsce, zlustrował uważnie Poranną, ale jego pysk nie wyrażał żadnych emocji, spojrzenie było zaś całkowicie martwe. Usiadł spokojnie owijając ogon wokół łap.
- Poranna - powiedział spokojnie. - Wyjaśnij mi, dlaczego cię nie było i co w tym czasie robiłaś - dodał skinąwszy ledwie dostrzegalnie łbem w stronę drugiej kotki, jasno jednak dając do zrozumienia, że obecnie oczekuje wyjaśnień jedynie od swej terminatorki i nie chce słuchać żadnych opowieści osób postronnych, które być może coś już słyszały, ale na pewno nie brały udziału w jej małej wyprawie, czy jak inaczej nazwać jej chwilową nieobecność w Klanie. Miała szansę się wytłumaczyć, po prostu. Sokół dawał jej tę możliwość, bo każdy na nią zasługiwał, pytanie jedynie, jak ją wykorzysta.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Średniego wzrostu, nieco grubsza kotka o niebieskawej, krótkiej sierści. Łapy ma umięśnione i silne, ogon puszysty i średniej długości. Nos i poduszeczki łap ciemne, oczy okrągłe, w złotym kolorze.
Charakter kotki jest dość...ciężki do opisania. Wybuchowa, impulsywna i nieprzywidywalna - tak można ją z pewnością opisać. Jest też dumna, ale ostatnie zdarzenia sprawiły, że czuje się mniej pewna, może nawet zagrożona w klanie i żyje w ciągłym strachu na myśl o Gwiezdnych. Zależy jej na rodzinie pomimo tego, że często się kłócą. Poza tym lojalna, lekkomyślna i...może nieco naiwna i zagubiona. Ciekawa mieszanka wybuchowa.
Kiedy Poranna znowu przylepiła się do Irys, ta poruszyła delikatnie wąsami uważnie patrząc na jej pyszczek. Huh, no, nie wyglądała najlepiej, ale...to chyba nic dziwnego po tym, co przeszła? Malina i Sokoli Cień pewnie widzieli masę takich kotów, które powracając do klanu nie były w najlepszej formie! - Mysi móżdżku, nie bój się. Po prrostu poczekaj, Gładki Grzbiet już poszedł po którreś z nich, Musisz im chybaa powiedzieć co się stałoo...i tylee. Będzie juuż doobrze, nie zoostawię cię tutaj - bąknęła, próbując jakoś uspokoić wystraszoną siostrę. Liznęła ją pokrzepiająco po łebku, po czym wystarczyło chwilę poczekać, a wyczekiwany gość przybył. Irys z zadziwiającym szacunkiem spojrzała na wichrowego zastępcę, powoli - o ile ta nie miałaby nic przeciwko - odlepiając się od siostry. Huh, chyba poczuła lekki stresik, ha, ha. Wlepiła spojrzenie najpierw na Ptaszynę, a potem na kotkę.
Chyba nie pozostało jej nic innego, jak siedzenie cicho? No, bo przecież nie zostawi siostry, nie , nie, ona może sama to wyjaśnić, ale ona tu posiedzi przy niej. Popilnuje i w ogóle...
Dosyć przeciętna krótkowłosa, niebieska, tygrysio pręgowana kotka, ze złotymi oczyma. Jej delikatnie zaokrąglony pyszczek zdobi malinowy nosek, za którym ukazują się długie wibrysy. Jej włosie jest matowe i niezadbane, a ciało pokazuje wyraźne ślady wychudzenia. Jedno ucho jest nieco naderwane, a skóra w niektórych miejscach jest przecięta przez nieduże rany, które nie powinny zostawić blizny [kp pls!!]
Poranna Łapa przeszła już wiele zmian w swoim charakterze przez życie, jednak ten wyjątkowo trudny do przetrwania okres nie dodał wiele cech do jej wyjątkowo żałosnej osobowości. Kotka aktualnie jest lękliwa o wszystko, z pozbyciem się ciągłych zamartwień o gwiezdnych, przyszły lęki dotyczące aktualnego przeżycia. Codziennie musiała grzebać po śmieciach dwunogów by przetrwać na odpadkach, chociaż na dziczy była aż cztery księżyce, to nie mogła nauczyć się polować z ciągłym strachem że podczas dłuższego wyjścia do lasu napadnie ją jakiś dziki zwierz.
Z każdym dniem mierzy się z myślą by odpuścić i pewnego poranka nie uciec przed nadjeżdząjącym autem. Wśród ulicznych kotów była traktowana jako najsłabsza jednostka, dodatkowo... i tak nie zostało jej dla kogo żyć. Kilka razy odwiedziła granice między Klanem Wichru a Ziemiami Niczyimi, jednak nigdy nie natknęła się na jakiegoś kota, a tym bardziej bliskich jej Klanowiczów. Aktualnie jest jeszcze wrażliwsza niż wcześniej, a świat zewnętrzny zamiast zrobić z niej jakiegokolwiek brutala, pomógł jej się "rozpaść". Łatwiej płacze i coraz rzadziej ma chwile, gdzie po prostu nie czuje nic. Brakuje jej ciepłego boku swojej siostry i wsparcia kogokolwiek, jednak nadzieje na powrót dawno sobie odpuściła. Chociaż nadal robi co jakiś czas wycieczki do rodzinnych ziem, to boi się, że Klanowicze za nic nie przyjmą ją z powrotem.
Górska Rosa [nkt] Zamieć [nkt]
Mój oddech był płytszy niż wcześniej, a nie mogłam tego opanować bo nagła fala stresu zalała niemiło mój umysł. Próbowałam się nie bać, tak jak radziła mi siostra chociaż było to wyjątkowo trudne, wiedząc że lada chwila mogę stanąć na przeciwko Malinowej Gwiazdy, lub mojego byłego mistrza - Sokolego Cienia. Odkaszlnęłam cicho i zamrugałam szybko oczami, wbijajać wzrok w złote ślepia siostry. - C-co? - Odmruknęłam pod nosem, po chwili dotarło do mnie że spotkanie to nastąpi szybciej niż się spodziewałam. Próbowałam ułożyć sobie jakiś... nie wiem, monolog w głowie, ale słowa plątały się i do niczego to nie prowadziło. Ostatecznie wbiłam wzrok w ziemie z zaniepokojeniem wymalowanym na mordce, dając się pocieszająco liznąć po łbie. Miałam już otworzyć pyszczek, by zacząć skamlenie o tym jak trudno będzie mi się zmierzyć z białą liderką, jednak w tej samej chwili usłyszałam szeleszczenie trawy. Odwróciłam się, a mój wzrok spotkał się z martwym spojrzeniem... Sokolego Cienia. Przełknęłam głośno śline, drżąc na łapach - N-na Ciemny L-las. - Wyszeptałam pod nosem i zrobiłam krok w przód, schylając głowę w szacunku do przeszłego mentora. Otworzyłam szerzej oczy, słysząc jak hebanowy Wojownik wymienia moje imię, co oznaczało, że... nadal mnie pamiętał.
Obejrzałam się ostatni raz na Irys, ostatecznie wbijając wzrok w ziemie, próbując ułożyć w głowie odpowiedź na pytanie Sokolego Cienia - J-ja... - Przymknęłam oczy, wspominając te niemiłe dla mnie chwilę - Od-deszłam z Kl-klanu. N-nie wi-wiem czy był-łam w pełni św-wiadom-ma teg-go co rob-bie, jed-dnak móg-gł to być nat-tłok chwili. Mi-miałam kil-lka cel-lów, ale z p-pewnością głó-łównym był-ło odnal-lezienie tat-ty. - Nie wspominałam o ucieczce przed gwiezdnymi, bo wolałam nie mówić tego zastępcy. Powiedziałam prawdę, w końcu przewodziła mną chęć ponownego spotkania Drżącego Głosu, ale... nie to tylko to. - Od-deszłam za da-daleko i nat-tknełam się n-na ulicę dw-dwunogów. Nie p-pamiętał-łam drog-gi do domu, więc... pr-róbowałam tam przeżyć. Po cz-czasie udał-ło mi się odnal-leźć dro-drogę do Kl-klanu, al-le bałam si-się tam wrac-cać, ponieważ był-łam pewna że zostan-nę odrzucon-na. Jed-dynie przycho-chodziłam tu i ogl-glądałam daw-wne tereny z d-daleka. T-tym raz-zem... odnalazła m-mnie Irys. - Otworzyłam oczy i westchnęłam ponownie, spoglądając na Sokolego Cienia - Ch-chciałabym wróc-cić, ale roz-zumiem jeśli n-nie jest t-to możliwe.
thenI see the colorsfading <br>gentleness o flight escaping <br>shadows of m yfear invading<br> have I seenthis all before? <br><br>I knowthat there'ssomething residing <br>A TERRORDEEP INSIDE M E<br>maybeI'll findmyself smiling ..............<br>............................on thatdistant shore<br> M A Y B EI'M NOT A L O N E <br>
Mistrz: Malinowy Nos Płeć: kocur Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*) Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*) Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- Odeszłaś. Rozumiem, że w pewnym sensie był to twój świadomy wybór, tak jak chęć powrotu do Klanu? – odezwał się po dość długiej chwili milczenia, gdy zastanawiał się nad jej słowami. Nie należał do kotów, które z miejsca kogoś odrzucały, ale wiedział również, że wielu powracających przepadało ponownie bezpowrotnie, co dość mocno go irytowało i powodowało, że nie miał aż tak wielkiego zaufania do kotów, które nie do końca chyba wiedziały, czego chcą od życia. Nie zamierzał jednak przekreślać szans Porannej na powrót, ależ skąd, po prostu musiał pokazać jej, że to nie jest takie hop i już, że nie wystarczy powiedzieć, że się chce, że wszystko się zrobiło źle, ale teraz już się zmieni. Czekała ją niewątpliwie ciężka praca, jeśli chciała mu coś udowodnić, a to zrobić musiała.
- Chcesz. Ale czy w pełni zdajesz sobie sprawę z tego, z czym się to wiąże? Dostaniesz swoją szansę, tym bardziej, że jesteś wciąż terminatorką, ale musisz pamiętać, że jeśli zawiedziesz nasze zaufanie, z pewnością Klan nie spojrzy na ciebie nazbyt przychylnie – dodał po chwili patrząc wprost w jej ślepia, ale jego pysk nie wyrażał niczego konkretnego, ani gniewu, ani nadziei, ani złości chociażby. Po prostu przypatrywał się jej, chwilowo całkowicie ignorując Irys, bo to nie z nią miał sprawę, a z Poranną. Chciał mieć jakąkolwiek pewność, że zdaje sobie sprawę z tego, na co dokładnie się porywa i czego się od niej oczekuje. Niczego jednak jej nie zabraniał.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Dosyć przeciętna krótkowłosa, niebieska, tygrysio pręgowana kotka, ze złotymi oczyma. Jej delikatnie zaokrąglony pyszczek zdobi malinowy nosek, za którym ukazują się długie wibrysy. Jej włosie jest matowe i niezadbane, a ciało pokazuje wyraźne ślady wychudzenia. Jedno ucho jest nieco naderwane, a skóra w niektórych miejscach jest przecięta przez nieduże rany, które nie powinny zostawić blizny [kp pls!!]
Poranna Łapa przeszła już wiele zmian w swoim charakterze przez życie, jednak ten wyjątkowo trudny do przetrwania okres nie dodał wiele cech do jej wyjątkowo żałosnej osobowości. Kotka aktualnie jest lękliwa o wszystko, z pozbyciem się ciągłych zamartwień o gwiezdnych, przyszły lęki dotyczące aktualnego przeżycia. Codziennie musiała grzebać po śmieciach dwunogów by przetrwać na odpadkach, chociaż na dziczy była aż cztery księżyce, to nie mogła nauczyć się polować z ciągłym strachem że podczas dłuższego wyjścia do lasu napadnie ją jakiś dziki zwierz.
Z każdym dniem mierzy się z myślą by odpuścić i pewnego poranka nie uciec przed nadjeżdząjącym autem. Wśród ulicznych kotów była traktowana jako najsłabsza jednostka, dodatkowo... i tak nie zostało jej dla kogo żyć. Kilka razy odwiedziła granice między Klanem Wichru a Ziemiami Niczyimi, jednak nigdy nie natknęła się na jakiegoś kota, a tym bardziej bliskich jej Klanowiczów. Aktualnie jest jeszcze wrażliwsza niż wcześniej, a świat zewnętrzny zamiast zrobić z niej jakiegokolwiek brutala, pomógł jej się "rozpaść". Łatwiej płacze i coraz rzadziej ma chwile, gdzie po prostu nie czuje nic. Brakuje jej ciepłego boku swojej siostry i wsparcia kogokolwiek, jednak nadzieje na powrót dawno sobie odpuściła. Chociaż nadal robi co jakiś czas wycieczki do rodzinnych ziem, to boi się, że Klanowicze za nic nie przyjmą ją z powrotem.
Górska Rosa [nkt] Zamieć [nkt]
Kotka westchnęła cicho, czując jak jej głos zapada się od prób opanowania emocji. Łzy w jej oczach lekko się iskrzyły, jednak powstrzymywała się od nich z całych sił, by conajmniej pokazać, że ten przedział czasu jaki spędziła poza Klanem jakoś zmienił jej nastawienie do różnych sytuacji. — T... t-tak. Ś-świado-domy, na-naprawdę przepr-raszam, a-ale ob-biecuję zmianę. — Wymamrotała dość głośno. Cisza jaka przez kilka dłuższych momentów zastała w powietrzu była mrożąca i zdawała się trwać wieczność. Bezpieczeństwo jakie czuła będąc w Klanie było niezrównane z jej ostatnimi przeżyciami, bardzo chciała wrócić i ponownie ujrzeć znajome i.... czasami przyjazne jej mordki. Wiedziała, że przeszły mentor może jej ponownie nie zaufać, to było zrozumiałe, w końcu... zawiodła go.
— T-tak, b...bardzo teg-go chcę! — Odmruknęła, a jej oczy zaiskrzyły się nadzieją kiedy usłyszała że dostanie kolejną szansę. Na jej pyszczek nawet wtargną nieśmiały uśmiech, przez który po jej policzkach spłynęły łzy. — J-ja... nie zawiod-dę was — Wymiauczała, strosząc lekko szorstkie i wytarmoszone futerko. — To zn-naczy, że mog-gę wrócić do Klan-nu...? //sorka za takiego gniota ;((
thenI see the colorsfading <br>gentleness o flight escaping <br>shadows of m yfear invading<br> have I seenthis all before? <br><br>I knowthat there'ssomething residing <br>A TERRORDEEP INSIDE M E<br>maybeI'll findmyself smiling ..............<br>............................on thatdistant shore<br> M A Y B EI'M NOT A L O N E <br>
Mistrz: Malinowy Nos Płeć: kocur Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*) Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*) Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Ciężar. Decyzja jaką podejmował, padała na jego barki, niewątpliwie, nie wychodził jednak z założenia, by pozbawianie kogoś kolejnej szansy było działaniem słusznym. Owszem, istniały skrajne przypadki, którym nigdy by nie zaufał, jak chociażby Iskra, ale Poranna nie była raczej jednostką, która nie umiałaby przemyśleć naprawdę swoich błędów i nie umiałaby podjąć jakiś sensownych decyzji. To, że przyznawała, iż odeszła całkowicie świadomie, kładło się cieniem na jej przyszłości, ale jednocześnie wprost pokazywało, że nie jest żadnym tchórzem, a co za tym idzie, nie ucieknie tak po prostu przed odpowiedzialnością, jaka teraz na nią spadnie. Jeśli jednak będzie inaczej, a ocena Sokoła nie była słuszna, cóż, był pewien, że Poranna zostanie wtedy osądzona ponownie, a decyzja co do jej osoby ostateczna. Nie teraz jednak była na to pora.
- Tak. Jednak to twoja ostatnia szansa, jeśli jeszcze kiedykolwiek odejdziesz, nie sądzę, by znalazło się tu dla ciebie miejsce, miej tego świadomość. Co innego, jeśli nie stanie się to z twojej woli. Bądź jednak odpowiedzialna za swoje czyny. Powiadomię Malinę i Klan o twojej obecności, ty zaś idź wytłumacz się przed rodziną. Jutro przed świtem chcę widzieć cię przy Jasnych Skałach. Idziemy – powiedział prosto, bo przeciąganie dalej tej rozmowy mijało się z celem. Och, będą mieli jeszcze sporo czasu, by podyskutować o tym, gdzie dokładnie ją nosiło i co robiła, czemu podjęła taką, a nie inną decyzję i czemu ostatecznie zdecydowała się wrócić. Sokół zamierzał bardzo uważnie wysłuchać tego, co miała mu do powiedzenia, ale najpierw trzeba było dopełnić pewnych formalności. Odwrócił się i ruszył w stronę obozu, nie sprawdzając nawet, czy kocice ruszyły za nim.
//zt x3
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Strumień to szylkretowa kotka o długiej, czarno-rudej sierści. Na jej futerku występują białe znaczenia, widac je na obu przednich łapkach, kilka białych plamek można także dostrzec na klatce piersiowej i brzuchu. Kotka nie należy do najwyższych, ma za to dość długie łapy które dodają jej kilka centymetrów więcej. Nos ma całkowicie czarny a oczy są błękitne lecz w dorosłości będą w kolorze złota. Ogon ma długi i biczowaty. Należy ona do chudszych kotów, lecz jej futerko troszeczkę ją pogrubia. Dzięki długim łapom i lekkiej budowie jest niezwykle szybka i zwinna
Kotka jest bardzo towarzyska i odważna. Uwielbia nawiązywać nowe znajomości co przychodzi jej raczej łatwo. Czasami jeśli coś nie pójdzie po jej myśli staje się opryskliwa i złośliwa. Jest ona także typem marzyciela, często za dużo myśli i "odpływa" w niewłaściwych momentach. Przez tą cechę niektóre koty uważają ją za dziwaka. Stara się to powstrzymywać ale nie zawsze jej to wychodzi. Dużo także sobie wyobraża, co nie zawsze jest dobre.
Liliowa Łapa, Kolczasta Łapa(nkt)
Gdy w końcu znalazła się przy granicy ze swoim ukochanym klanem, spojrzała w stronę Ukrytego Pagórka. Następnie że spuszczoną głową poczałapała w stronę najbliższej topoli, pod którą mogłaby się ułożyć i jednocześnie mieć dobry widok na miejsce graniczące z Szarymi Topolami. Ułożyła się pod wysokim drzewem i cicho wzdychając położyła głowę na łapkach, co chwila zerkając na miejsce, z którego może nadejść patrol lub znajomy jej kot. A co jeśli zostanie przegoniona? Nie zostanie rozpoznana i nie będzie mowy o sprowadzeniu Malinowej Gwiazdy? Czy ona w ogóle jest jeszcze przywódcą? Ile księżyców minęło podczas jej nieobecności? I na co była jej ta wędrówka? Chciała zobaczyć Dwunożnych... Co zastała? Łyse, oślizgłe i złe istoty. Lawenda miała rację mówiąc, żeby się do nich nie zbliżała. A więc dlaczego to zrobiła? Przez swoją nieuwagę zaszła trochę za daleko. Teraz ma już nauczkę na całe życie, teraz wie, że lepiej mieć kogoś przy sobie lub po prostu zwracać uwagę na otoczenie, a nie brnąć uparcie przed siebie, nie zwracając uwagi na niebezpieczeństwa. Przez taką głupotę może stracić wszystko, wszystko co tak bardzo kocha i za czym tak bardzo tęskniła gdy była otoczona przez żelazne kraty. A tęskniła, z każdym dniem jej tęsknota rosła i rosła tak samo jak nadzieja na ucieczkę malała. Ale udało się, uciekła i dalej żyje, jednak dalej nie odzyskała pogody ducha, dalej czeka na to, aż będzie mogła przekroczyć granicę i wrócić do obozu. Co prawda nie liczy na to, że ktoś będzie cieszył się z jej powrotu, że będzie skakał z radości i wypytywał gdzie się podziewała, o ile wogóle ktokolwiek zauważył, że zniknęła... Jedynie rodzeństwo i mama, albo... Maczek, kocur na którego tak naskoczyła już przy pierwszym spotkaniu, i jednocześnie ktoś kto zwrócił jej szczególną uwagę na swoją osobę. Chciała za wszelką cenę zajrzeć tam do środka i wydobyć z niego wszystko co cenne, chciała widzieć jak się uśmiecha, a nie tylko siedzi skrępowany i wpatrzony w swoje łapy. Nawet nie była pewna czy kocur ją polubił, ale za to ona go bardzo, może nawet aż za bardzo...
Wtuliła nosek w swoje łapki, a końcówka puchatego ogona zaczęła nerwowo drgać. Teraz pozostało jej tylko mieć nadzieję, że Malinowa Gwiazda ją zrozumie i spowrotem przyjmie do klanu.
/Kwitnąca Łapa
Heartbeatsfast colors andpromises How tobebrave howcan Ilove when I'm afraid tof a l l But watching you standa l o n e All ofmy doubt s u d d e n l y goes awaysomehow One stepcloser
Wręcz odstrasza wyglądem; chorobliwie chudy, z żebrami na wierzchu, nogi praktycznie jak pałeczki, jednak mimo wszystko widać na nich zarys mięśni. Niezbyt przybrał na wadze, futro nadal pozostaje matowe, gładko i równo przylegając do jego ciała; niemalże jakby było przylutowane. Odznacza się na nim każdy szczegół; przebarwienia, brud, gdzieś tam odstający włos; chociaż mimo wszystko Kwitnący stara się o siebie dbać jak najbardziej, aby nie wyglądać jak kocmołuch, chociaż czasami po prostu nie ma na to siły. Chociaż jest jeden wyjątek; Ma dłuższą sierść na pysku, która przypomina ''kozią bródkę'', delikatnie zakręconą do góry. Niebieskie futro, praktycznie podchodzące pod jasnoszary odcień, przez które przechodzą wszelkiego rodzaju o wiele ciemniejsze zakrętasy i zawijasy. Pysk, brzuch oraz górna i dolna część oczu jest koloru beżowego. Ma również dosyć ciemne, oliwkowe oczy, które przy źrenicach podchodzą pod kolor brązowy.
Jest naprawdę strachliwy z mocno wyczuloną strefą prywatną. Ma naprawdę duże kompleksy na własnym punkcie, dlatego czasami stara podbudować sobie morale dosyć sztucznymi gadkami, tylko po to aby zaraz po nich spanikować, chcąc się jak najszybciej ulotnić. Pamiętliwy, praktycznie ciągle obwiniający się za wszystko, przypisujący sobie niezbyt istniejące wady. Chorobliwie wręcz wstydzi się własnej osoby, dlatego z pewnością woli siedzieć w ukryciu, chociaż tutaj pojawia się jedno wielkie zderzenie. Ma w sobie ciągle coś z duszy kociaka; naprawdę lubi podróżować i jest naprawdę ciekawski, o wiele bardziej wyczulony na działania fizyczne, niżeli na słowa, a co z tego wychodzi? Jest również małomówny i prowadzi często konwersacje w własnych myślach, gdyż średnio potrafi faktycznie dobrze i przyjemnie przeprowadzić konwersacje; a to nie pasuje mu to, że ktoś się na niego patrzy, a to coś zbyt głośno zaszeleści i już odłącza się od rozmowy, nie ma. Dosyć zmęczony własnym sobą; własnym ciężarem.
Ringo {NKT}||Kulka;Czekoladka {GK}
Z dnia na dzień doskwierała mu coraz większa samotność, on sam czuł jak powoli niknie, umiera. Udzielał się mniej, uciekał przed dosłownie wszystkim - myślami, rodziną, klanem. Ale jednak najbardziej zabijała go jedna rzecz - brak Strumyczka. Nie miał żadnego oparcia, nikt nie mógł pomóc mu rozłupać tą okropną skorupkę, która tak bardzo odcinała go od innych. Chciał się znowu spotkać ze Strumyczkiem, móc ją usłyszeć, móc trącić ją nosem, poczuć jej zapach. Było mu tak bardzo tęskno do tego wszystkiego, do tych wszystkich emocji, do swobodnych rozmów. Miał zamiar się poddać. Ciągle jej szukał, dzień w dzień, bez skutków. Może po prostu go zostawiła? Uznała, że był głupi? Powoli skierował się w stronę wyjścia z obozu. Nie miał nawet siły mówić ojcu, gdzie idzie. Nie miał siły w ogóle mówić, wolał milczeć. Milczenie idealnie pokazywało co czuje w środku, pustkę, nic. Smutek dosłownie go zabijał, bez żadnych słów czy czynów. Nie potrzebował nawet pazurów, aby go wyniszczyć; rozerwać na strzępy, niczym borsuk. Wodził zmęczonym wzrokiem po okolicy, próbując znaleźć jakieś ślady po Strumyczku, albo choćby tą całą straconą dawno nadzieje. W głowie ciągle sobie powtarzał, że Strumyczek się znajdzie, przecież nie mogła przepaść jak kamień w wodzie. Jednak czy wierzył sobie? Czy ciągle ufał w to, co podpowiada mu i tak dosyć zmęczony wszystkim mózg? Chciałby być inną osobą, gdyby tylko mógł po prostu się rozpłynąć, zmienić kolej rzeczy, zmienić siebie. Jednak sam... Czy zmienienie się bez niczyjego dopingu jest takie proste? Nie jest. Można sobie tłumaczyć, że ''zmieniasz się dla siebie'', ale po co się zmieniać, skoro nie wiesz jaka może być reakcja innych? Z resztą, co dostanie za zmianę swojego charakteru? Z pewnością nie komfort osobisty. Dalej truchtał przed siebie, wlepiając wzrok w ziemię. ''Chce abyś została''.
Miał wiele chwil słabości, naprawdę wiele. Ba, jego całe marne życie było właśnie przepełnione owymi. Nie miał zamiaru odsapnąć, z łzami czy bez, musiał iść dalej. Musiał się po prostu ukryć. Nie chciał, aby ktoś go widział w takim stanie. Zatrzymał się na chwilę, aby łapą otrzeć łzy. Jak na razie... Było dosyć spokojnie. Żaden patrol jeszcze nie zagościł na granicy, więc był sam, chyba. Westchnął ciężko, wbijając wzrok w swoje łapy. Czuł się winny, bardzo winny... A za co? Za wszystko, po prostu za wszystko. Zlustrował zmęczonym wzrokiem okolice i... Dosłownie, nie mógł uwierzyć własnym oczom. Czy Gwiezdni robią go w balona, na powitanie posyłając mu kogoś tak bliskiego? Kogoś, kto zostawił wyrwę w jego sercu? Uśmiechnął się krzywo, czując jak kolejna fala łez dosłownie nim szarpie, rozpierając go od środka. Tak, to była Strumyczek! Cała, zdrowa! Przy nim! Znalazła się, tyle szukania i w końcu się znalazła! Jest, tu, TERAZ. Jego ogon od razu powędrował ku górze, a mięśnie były gotowe do biegu. Był naprawdę szczęśliwy, nigdy nie czuł takiego szczęścia. Bez większego namysłu podbiegł do niej, praktycznie rzucając się na nią. Był naprawdę uradowany, naprawdę.
- Strumyczek! S-Strumyczek! T-Tobie nic n-nie jest, j-jesteś t-tu c-cała, z-zdrowa... T-Ty... T-Ty JESTEŚ - miał ochotę krzyczeć na całe gardło. Ona jest, ona żyje, ona oddycha. Wtulił się w jej futro, przejeżdżając po nim językiem, aby upewnić się, czy to na pewno ta sama Strumyczek, a nie jakaś tandeta. Tak, to była Strumyczek, była, jest i będzie, zawsze. Jego serce jeszcze tak mocno nie biło, czuj, jakby zaraz miało mu się wyrwać z piersi. W duchu dziękował sobie, że nie zwątpił, że wierzył, tak mocno wierzył, tak się starał...
Strumień to szylkretowa kotka o długiej, czarno-rudej sierści. Na jej futerku występują białe znaczenia, widac je na obu przednich łapkach, kilka białych plamek można także dostrzec na klatce piersiowej i brzuchu. Kotka nie należy do najwyższych, ma za to dość długie łapy które dodają jej kilka centymetrów więcej. Nos ma całkowicie czarny a oczy są błękitne lecz w dorosłości będą w kolorze złota. Ogon ma długi i biczowaty. Należy ona do chudszych kotów, lecz jej futerko troszeczkę ją pogrubia. Dzięki długim łapom i lekkiej budowie jest niezwykle szybka i zwinna
Kotka jest bardzo towarzyska i odważna. Uwielbia nawiązywać nowe znajomości co przychodzi jej raczej łatwo. Czasami jeśli coś nie pójdzie po jej myśli staje się opryskliwa i złośliwa. Jest ona także typem marzyciela, często za dużo myśli i "odpływa" w niewłaściwych momentach. Przez tą cechę niektóre koty uważają ją za dziwaka. Stara się to powstrzymywać ale nie zawsze jej to wychodzi. Dużo także sobie wyobraża, co nie zawsze jest dobre.
Liliowa Łapa, Kolczasta Łapa(nkt)
Leżała wpatrzona w jakiś punkt przed sobą mając jednocześnie jedno ucho skierowane w stronę granicy. Jej myśli cały czas błądziły w jednym i tym samym miejscu, coraz bardziej bała się spotkania z patrolem, a co dopiero z Malinową Gwiazdą. Chciała wrócić do Klanu, chciała żeby wszystko wróciło do normy i było tak jak wcześniej. Wszystko posypało się tylko przez jej głupią ciekawość. Westchnęła cicho i pociągnęła nosem czując jak łzy napływają jej do oczu. Nie miała zamiaru teraz myśleć "co by było gdyby... " bo to poprostu bezsensu. Stało się i musi ponieść tego konsekwencje. Była tak zamyślona, że nie wyczuła nasilającego się zapachu innego kota i spostrzegła to dopiero słysząc tak dobrze znany jej głos... Głos Maczka! Podniosła się do siadu i wlepiła żółte ślepia w pyszczek kocura. To naprawdę on? I do tego się cieszy? Czyli jednak zauważył, że zniknęła. Głupia. Gdyby nie zauważył nie cieszyłby się aż tak bardzo. Chyba, że tylko udaje? Nie, napewno nie. - M-Maczek... T-To ty... M-Myślałam że m-mnie N-Nie lubisz... P-Przez t-to że b-byłam d-do ciebie taka n-niemiła... - wyjąkała cicho i gdy ten wtulił nos w jej futerko również zrobiła to samo. Cieszyła się, że to on a nie ktoś inny na przykład Wrona, on napewno nie zauważył zniknięcia własnej wrednej i do tego denerwującej siostry, a może mu to nawet było na łapę? Im mniej zepsutych nerwów tym lepiej, nieprawdzaż? - J-Ja... Ja przepraszam... N-Nie chciałam... N-Nie chciałam u-uciekać... J-Ja tylko s-spacerowałam... T-To o-oni... - łzy momentalnie zaczęły wypływać z jej oczu mocząc delikatnie futro kocurka w które jeszcze bardziej się wtuliła. Na samą myśl o tych łysych potworach jej ciało przeszedł dreszcz, nie chciała już ich nigdy widzieć na oczy. Nigdy, więcej nie zbliży się sama do Osiedla. Wszystko byłoby inaczej gdyby tylko... Właśnie... Gdyby nie ekscytowała się tym wszystkim tak bardzo, tymi nowymi ścieżkami, drzewami i innymi błahostkami. Wszystko było pięknie aż do momentu gdy wkońcu trafiła kosa na kamień, a dokładniej Strumień na Dwunoga i zamknęli ją w ich oślizłym gnieździe. Ale po co dalej zaprzątać tym głowę, teraz jest tutaj, bezpieczna, jest z Maczkiem i to jest najważniejsze w tym momencie. Nic więcej...