Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Posmutniała chwilowo, słysząc że nie dostanie odpowiedzi na wszystkie pytania. Nie był to jednak aż tak duży problem, zwyczajnie go zapyta przy następnej okazji. Albo zapomni i nie będzie musiała się tym już przejmować. Tak czy inaczej, nie było tego złego co by na dobre nie wyszło. Szczególnie, że Azalia tak czy inaczej postanowił odpowiedzieć na chociaż jedno i zaspokoił ciekawość burej.
- A będzie go to boleć? - przekręciła łebek, patrząc się pointowi prosto w pyszczek. - Bo ja bym bardzo chciała to zobaczyć, ale nie wiem czy wąż by się zgodził gdyby miało boleć. Chyba że damy mu potem coś w nagrodę. Jakaś mysz ze stosu na przykład? - zaproponowała wesoło, zachwycona nauką. Jeśli tak to miało wyglądać, to Świt można powoli zacząć nazywać naukowcem, ponieważ chętnie sprawdzałaby wszystko co się da.
- AAAA!! NAPRAWDĘ? KOZICE MAJĄ GWIAZDKI NA GRZBIETACH? CO TO JEST SERRR!!! - wykrzyczała rozpaczliwie, MUSZĄC wiedzieć co to za śmierdzący obiekt, za który nawet złośliwe stworzenia są w stanie podzielić się gwiezdnym pyłem z pleców. A nie było mowy, żeby Świt NIE zdobyła tak fascynującej rzeczy. Szczególnie, że i tak planowała się nią podzielić od razu z Azalią. W końcu to jego zasługa, że tyle zaczynała wiedzieć o świecie.
- Z żalem? Na twoje dzieło? NIGDY. Kocham twoje dzieła!! Wszystkie!! - zapewniła momentalnie, ozdabiając kokon kolejnymi płatkami kwiatów i drobnymi korzonkami tuż przy nich. Powłoka zdecydowanie zaczynała nabierać kolorów i kształtów, co sprawiało, że uśmiech na rdzawym pyszczku tylko się powiększał, nawet jeśli była wyjątkowo skupiona na pracy. - Co teraz??
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Czy zjadanie własnego ogona będzie boleć? Orion specjalistą nie był, bo do swojej puchatej kity podchodził z najwyższym szacunkiem i nigdy nie żuł jej jak gryzaka, ale zgadywał, że do najprzyjemniejszych to należeć nie mogło. Ani do najbardziej prawdopodobnych jeśli wąż miał zjeść całego siebie, dzięki czemu można było ignorować tak ograniczające fakty.
– Myślę, że zachęcony nagrodą na pewno by się zgodził na ewentualne niedogodności, bardzo dobry pomysł, moja droga. Mysz ze stosu to uczciwa propozycja. – zgodził się, chociaż znał przynajmniej jednego kota, który nie zrozumiałby poświęcenia jednej, niewiele znaczącej piszczki w imię nauki.
Padło chyba najważniejsze pytanie dzisiejszego dnia, więc o ile w przypadku kozic starczyło skinąć łbem, tak w przypadku sera...
– Widzisz, ser to jest najwybitniejsze odkrycie cywilizacji. Znaczy oczywiście nie te śmierdzące, te to bym zostawił raczej dla kóz, ale rodzajów sera jest pewnie tyle co kolorów na świecie. Ludzie wydobywają go z jaskiń, z tego co słyszałem, a potem trzymają w lodówkach. Kiedyś zdobędziemy ci kostkę sera żebyś spróbowała, jakiegoś dobrego. – takimi obietnicami bez trudu mógł rzucać, ile to było przejść się na osiedle i zwinąć ser z jakiegoś domu? Co prawda lodówka była godnym przeciwnikiem, ale na pewno nie takim niepokonanym.
Dalsze zapewnienia o uwielbieniu do twórczości orientala były miłe, ale nie wywoływały już takich emocji jak to pierwsze, proste stwierdzenie. Łatwo było utrzymywać typowy uśmiech, słuchając świergotu Świt podczas ciężkiej pracy jaką było ozdabianie kokonu. – No, jeśli już jesteś zadowolona z efektu to usiądź prosto i ci go nałożymy, potem go domknę i pozostaje już tylko czekać.
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Pochwała od Azalii była jak najwyższa możliwa nagroda. Szczególnie, gdy w grę wchodziły dobre pomysły albo zmysł artystyczny. Bardziej się cieszyła z takich słów niż świeżego mchu w posłaniu czy dobrej piszczki. Może nawet bardziej niż gdyby pochwaliła ją sama Roziskrzona Noc.
- WOOOOW - złapała się łapkami za głowę, gdy musiała przetworzyć tyle informacji o tym jak fantastyczną rzeczą był ser. Teraz to definitywnie musiała zdobyć to najwybitniejsze odkrycie cywilizacji. Szczególnie, że Azalia mówił, że jest to możliwe.
- Jest taki piękny - uśmiechnęła się. - Zobaczymy się potem? - dopytała, siadając i przyciskając ciasno ogon do łap.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Czy kokon faktycznie był piękny? Pewnie zależy kogo spytać o zdanie, Orion był w stanie sobie bez trudu wyobrazić, że większość kotów rzuciłaby jedynie na niego krótko okiem, a potem do końca dnia cierpiała na potworny ból głowy spowodowany mnogością barw. Wiadomo, amatorzy.
– Oczywiście, przyjdę po ciebie później. Chyba że sama wcześniej odnajdziesz drogę do obozu i przylecisz, co? – zapewnił, nakładając na burą kokon, a następnie korzystając z resztek pajęczyny, by go odpowiednio domknąć bez jakiegokolwiek poszanowania dla logiki otaczającego świata. Gdy Świt była gotowa do turlania się przez pagórki, odsunął się od ich wspólnego dzieła. – Postaraj się jak najszybciej przysnąć, bo bez tego ciężko by przemiana się zaczęła. To powodzenia, do potem, młoda. – dodał jeszcze na zakończenie i ruszył wzdłuż granicy z Rzeką, by wyjść na wycieczkę po terenach niczyich, bo jeśli zostanie tu chociaż sekundę dłużej to jeszcze skończy to się tak, że będzie tu siedział i pilnował terminatorki do wieczora, czy kiedy jej się tam znudzi. Dawał jej pół dnia maksymalnie zanim jakiś patrol ją odnajdzie. A dużo lepiej byłoby nie być obok i nic nie tłumaczyć, gdy tak się stanie, no właśnie.
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
- Jasne!! - starała się nie ruszać jakoś mocno z ekscytacji, choć obawiała się, że w którymś momencie kopnie nóżką i zwyczajnie zrobi dziurę w kokonie. A kto wie, co wtedy by się stało! Albo ją by poskładało jakoś niefajnie albo skrzydła by się krzywo rozwinęły. Co prawda, ona by się cieszyła ze skrzydeł nawet jakby nie potrafiła latać, mogą być połamane, byle były!
- Papa!! - pożegnała się wesoło, chcąc nawet odmachać, gdy zdała sobie sprawę że no, może być ciut ciężko.
Ułożyła się ostrożnie, a gdy nikt już nie odpowiadał na jej paplanie, próbowała rzeczywiście przysnąć. Niekoniecznie jej się to udawało, ale przynajmniej w półśnie mogła marzyć o byle czym.
/hehe łabemć
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Zwyczajny patrol Łabędziej Gwiazdy został przerwany przez niezwyczajne znalezisko. Upstrzona kwiatami i gałęziami formacja z mchu oraz pajęczyny wyglądała dosyć... odpychająco, ale odłóżmy zmysł estetyczny Łabędzia na bok; co ważniejsze była czymś, co chyba należało obadać, jeśli nie ze względu na personalną ciekawość, to zważywszy na jej bliskość z granicą Klanu Rzeki i towarzyszącą jej intensywną, kocią wonią. Ogon Rzeczniaka drgnął lekko, a on sam odruchowo przybrał pozycję łowiecką na czas podchodzenia do miejsca, w którym przecinały się zapachy obu Klanów. Bez wyraźnej potrzeby nie zamierzał wdzierać się na cudze terytorium, w gruncie rzeczy Wicher miał prawo otaczać się tyloma dziwnymi tworami, iloma pragnął. Nie chciałby też zostać przyłapanym na myszkowaniu, ot, zwyczajnie czuł się w obowiązku upewnić, że wszystko w porządku.
— Jest tam ktoś? — spytał lekko podniesionym głosem. Czuł się wyjątkowo głupio przemawiając do wystających gałązek i wciśniętych między pajęczą nić główek kwiatów. Ale ten zapach, jakże świeży, nie dawał mu spokoju, musiał przynajmniej podjąć próbę... konwersacji.
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Jak na złość, gdy akurat udało jej się zasnąć i gdy miała najpiękniejszy sen jak do tej pory, ktoś musiał ją obudzić! Nagle otworzyła oczy i podniosła się na tyle gwałtownie, że łbem rozerwała pajęczynkę, przednią połowę ciała uwalniając z kokonu. Chyba nie tak to miało być?
Spojrzała chwilowo na pointa, ale nie odpowiedziała mu póki co. Teraz najważniejsza była transformacja, dlatego też wygramoliła się skutecznie z pułapki i obkręciła dookoła, chcąc dobrze przyjrzeć się swoim plecom. Nic!
- Nie mam skrzydeł, co? - zapytała smutno, w końcu rejestrując obecność rzeczniaka.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Całe to powolne podchodzenie do kokonu, panująca wokół cisza i nutka mistycyzmu wisząca w atmosferze nie przygotowały go na gwałtowną reakcję, jaka trafiła go jak obuchem tuż po zadaniu pytania. Cofnął się o krok, poczuł, jak na dwa uderzenia podnosi mu się sierść na grzbiecie, a później jak serce, raptownie pobudzone do działania, nie chce się uspokoić nawet po opadnięciu początkowego szoku. Ryś było jego pierwszą myślą po dostrzeżeniu burego futerka. Świt było drugą, już po pełniejszej prezentacji. Brakowało mu pewności, nigdy wcześniej nie widział go na oczy, jednak podobieństwo do Roziskrzonej Nocy nie dawało się przegapić. To nie mógł być zbieg okoliczności... racja?
— Żadnych, które byłbym w stanie zauważyć — przyznał, odruchowo sięgając po współczujący ton, choć zupełnie nie wiedział, do czego nawiązywał kocurek. Ani czy jakkolwiek łączyło się to z dziwnym opakowaniem, które nasuwało zgoła inną gamę pytań. — Wszystko dobrze?
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Jakby mogła, rozpuściłaby się teraz w smutku i przemierzała świat w postaci smutnej buro-białej kałuży. Albo jakiegoś rozlazłego bloba. Byleby móc pokazać smutek jakoś bardziej dosadnie niż smutną minką i oklapłymi uszami. Pytanie jednak ze strony nieznajomego w pewnym sensie pomogło. Czuła, że komuś zależy! A to już coś.
- Hm, niezbyt - bąknęła, podnosząc łeb by spojrzeć lepiej na rzeczniaka. - Otóż Azalia mi opowiedział o byciu wróżką i zyskaniu skrzydeł no i super opcja, bo totalnie chciałam latać i bym mu wtedy takie SUPER HIPER ładne legowisko zrobiła, co nie? Miałam plan, żeby zebrać trochę promieni słonecznych, żeby ślicznie błyszczało! I trochę zapachu z kwiatów i sosen, żeby zawsze miało taki świeży powiew. I trochę chmur, żeby było miękko. Ah, wyobrażasz to sobie? - rozweseliła się momentalnie, zapędzając się w swoich marzeniach. - Może za krótko byłam w kokonie. Albo może jestem już za duża...Oh, jeśli jestem za duża to to jest naprawdę tragiczne i smutne!! - westchnęła głośno. - O, a u ciebie wszystko dobrze??
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Czuł się... tak samo, o ile nie bardziej skołowany co chwilę temu. I poniekąd, jakby rozmawiał z maleńką Mżawką, co od razu roznieciło w nim cieplejsze uczucia i silniejsze przeświadczenie (pompowane myśleniem życzeniowym), że miał do czynienia ze swoim synem. Córką...? Nadstawił uszu, chcąc lepiej wsłuchać się w padające w jego kierunku słowa.
— Och? U mnie dobrze, tak, dziękuję. Hmm, rozumiem... To jest, niestety nie wiem, czym są wróżki... I nie wiem, jak działa zyskiwanie skrzydeł, więc nie dam rady odpowiedzieć na twoje wątpliwości, ale może jeszcze nie wszystko stracone w kwestii legowiska? Rzeczywiście, promienie słoneczne i miękkie chmury brzmią niesamowicie gustownie — i wygodnie! — wierzę jednak, że dałoby się wymyślić jakieś substytuty, jak sądzisz? — spytał, uśmiechając się lekko. — Mam w Obozie nieco owczej wełny, powiedz, nada się w miejsce chmur?
Przechylił głowę do boku. Wiele wskazywało na to, że miał do czynienia z ekspertką w swoim fachu, pozostawało zdać się na jej opinię.
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Miał rację. Legowisko i tak mogła zrobić, wcale nie potrzebowała do tego skrzydeł. Wystarczyła odrobina wyobraźni. A najwidoczniej nieznajomy ją posiadał! Wspaniała sprawa. Od razu przestało być jej przykro, że nie została wróżką. Najwidoczniej zrobiła coś nie tak, więc może spróbują z Azalią ponownie później. Na propozycję klasnęła wesoło w łapki.
- Oh, nada się idealnie! Ja myślałam, żeby wziąć trochę mchu i go utytłać w pszczelim wosku, ale wełna będzie trwać przez wszystkie pory! Genialne - ukłoniła się nawet delikatnie w ramach uznania dla świetnego pomysłu. - A na promienie słoneczne? - zapytała z niemałą ciekawością. Może i na to nieznajomy miał rozwiązanie. A właśnie. Nieznajomy. - O, o! Jestem Świt! Świtająca Łapa z Klanu Wichru! Dzień dobry i BAAAAARDZO miło mi cię poznać - wyszczerzyła się, ponownie się nieco kłaniając, choć przypominało to bardziej zwykłe kiwnięcie główki.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Uśmiechnął się szerzej widząc, jak w miejsce rozczarowania wchodzi zalążek entuzjazmu i bura już na dobre oddaje się planowaniu, ze skrzydłami czy też nie.
— Pszczeli wosk to nie mniej doskonały pomysł, w przeciwieństwie do wełny nada legowisku wyjątkowego zapachu. Ale skoro mówisz, że ona też się nada, upewnię się, byś ją dostała. — Zmrużył z sympatią oczy. — Promienie słoneczne... No, to prawdziwa zagwozdka! Nagietki przypominają maleńkie słoneczka, tylko mają ten mankament, że nie błyszczą... Hmm, co mogłoby się sprawdzić...? — zamyślił się głośno, licząc na wsparcie młodej koteczki w wysilaniu szarych komórek. Rozmawiali od kilkunastu uderzeń serca, jednak Łabędź zdążył wywnioskować, że nie cierpiała na brak kreatywności.
Przedstawiła się, potwierdzając jego podejrzenia. Och, Gwiezdny Klanie. Świt. Świtająca Łapa, jak pięknie to brzmiało. Jego maleńka Świt. Znaleziona w dziwnym, kokono-podobnym tworze, mówiąca o rzeczach, których za nic w świecie nie rozumiał, ale niezaprzeczalnie ona. Właśnie, ona; nie on, jak błędnie zakładał przez cały ten czas.
— Zaryzykuję stwierdzenie, że mnie jest jeszcze milej, od dawna chciałem cię poznać. Łabędzia Gwiazda z Klanu Rzeki — powiedział, nieco nieśmiało odwzajemniając skinienie głową.
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Ah tak, zapach to równie ważna kwestia. Jednakże wrzucenie kwiatów i miodu dodatkowo z pewnością nie zaszkodzi, a Świt będzie miała przynajmniej dodatkowe zadanie i trochę zabawy w układaniu i szukaniu akceptacji ze strony Azalii. Może i jej dobra wola i prezent, ale przecież nie pozwoli przyjacielowi położyć się na czymś, co mu kompletnie nie przypadnie do gustu.
- Miód! Albo rosa! Albo...Albo pyłek z kwiatów! - uśmiechnęła się. Miała wrażenie, że pomysł był dobry, szczególnie, że wystarczy że będzie imitować błyszczenie, wcale nie musi rzeczywiście się świecić. - Albo można poprosić świetliki, żeby raz na jakiś czas oświetliły kwiatki w zamian za jedzenie. Co jedzą świetliki? - tu się zaczynał problem. Jak poproszenie owadów o pomoc nie było problemem, tak dowiedzenie się i zrealizowanie ich postulatów jeśli chodzi o żywność mogłoby być znacznie cięższe. Szczególnie, że Świt nie zdarzyło się nigdy widzieć, jak świecące stworzonko cokolwiek je.
- O, super imię - uśmiechała się głupio, patrząc na Łabędzia w dłuższym milczeniu. Dopiero po chwili oczy zaczęły rozwierać się szerzej, a zaraz za nimi podążył pyszczek, ukazując niemałe zadziwienie i połączenie faktów. - ŁOOOOOOO. Tatuś! - oprzytomniała nagle i rozwarła przednie łapki, żeby bez ostrzeżenia przytulić się w jeszcze przed chwilą obcego jej kota.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
— Miód może okazać się troszeczkę zbyt lepki, po takim wypoczynku w legowisku splątałoby się futerko — zauważył delikatnie, jednak zaraz dodał: — Rosa, o, to śliczne i praktyczniejsze. — I, na nieszczęście, rozwiązanie raczej z tych krótkotrwałych, ale przecież nie będzie podcinać koteczce skrzydeł... Jakkolwiek brzmiało to w perspektywie całokształtu ich rozmowy.
Z rozczuleniem zmrużył oczy.
— Nie wiem, co lubią jeść świetliki, może uda się zachęcić je kwiatami, hm? Myślę, że chętnie pomogą dodać legowisku finezji, kiedy zobaczą, jak ciężko nad nim pracowałaś. Wyglądają na takie, co docenią piękne ozdoby. — Złapał się na tym, że sam prawie zaczął wierzyć w możliwość dogadania się z owadami, wciągnięty w rozważania z pogranicza marzeń.
Atmosferę lekkości bezgwiezdni wzięli, gdy Świtająca Łapa po usłyszeniu jego imienia nie pokazała po sobie cienia rozpoznania. Czy naprawdę mogła nigdy wcześniej o nim nie słyszeć? Mogła być młodą, burą Świt z Klanu Wichru, jednocześnie nie będąc z nim spokrewniona? Czuł, jak krew odpływa mu z łap, aż tu nagle... Fala radości.
Niespodziewanej radości, bo jeżeli miał przewidywać reakcję na wieść, że terminatorka rozmawia ze swoim niewidzianym wcześniej ojcem, stawiałby na nagłe ochłodzenie rozmowy.
— Och, to ty, to ty — wymruczał w ciemne futerko, które teraz przylgnęło do niego. Objął córkę łapą, nie dowierzając, że nie śni i trzyma ją w swoich objęciach.
Przodkowie, niech on się tutaj zaraz nie rozbeczy.
— Tak się cieszę, wiesz? Opowiadaj, co u ciebie? Co za historia kryje się za kokonem i skrzydłami? — dopytał. Rozpoczynanie znajomości z kimś, kogo powinno znać się od dawna, a z kim rozmawiało się pierwszy raz w życiu, nie stawało się łatwiejsze wraz ze wzrostem doświadczenia w tej materii. W życiu córki zdążyło zadziać się wiele rzeczy; nie wiedział, od czego zacząć nadrabianie straconego czasu. Teraz przypadkiem znalazł się w środku czegoś, czego nie rozumiał; dodatkowe przypomnienie o jego ojcowskiej niekompetencji.
Ale to nieważne. Nie odwróciła się od niego. Rozmawiali. Mógł ją poznać.
Długie, wysokie bydle o eleganckich rysach pyska i torsu, delikatnych łapach. Jego krok jest za to sztywny na co dzień, o ile się na nim nie skupi. Puszysty, długi ogon. Długie, falowane futro do ziemi w kolorze niebieskim pręgowanym klasycznym colorpoint. Biel obejmuje dobrą połowę od spodu ciała, koniuszek ogona, kryzę oraz od nosa do policzków na mordce.
Na początku szare, lecz z wiekiem wybarwią się ślepia na krystaliczny niebieski.
Małe, wredne, pogryzie twoje kostki.
Ciemność to mały obserwator, nie mający w myślach nic, jak rozwiązanie zaistniałych problemów - gdy nie jest mu to dane, popada w histerie.
Spokojny zazwyczaj, na codzienne spojrzenie innego klanowicza. Uwielbia ciche rozmowy, nienawidzi głośnych dźwięków.
Ciemna Łapa chyba po prostu nie chciało widzieć swoich rodziców, a nawet uśmiechy i zapewnienia matki oraz Świetlistej Łapy ...Nie znaczyły nic, w większym obrazku, jaki sobie Ciemność kreowało.
Czego ono wkońcu chciało? Musiało zadać sobie to pytanie.
Jak traktowało swego ojca? Czemu zbyło niebieskiego pręgusa tak samo, jak on zbył ich i jeno rodzeństwo?
Może chciało rozmowy, jaką jedynie Niezapomniana Łapa była w stanie podarować? Może chciało być przydatne dla klanu? Może, może, może. Zbyt wiele możliwości, zbyt mało podpór, o które młode Roziskrzonej Gwiazdy mogłoby się oprzeć. Matka nie była lepsza - wiecznie zajęta, wiecznie zakręcona.
Nie tego chciała Ciemność, lecz takie były fakty - matka wolała jeno siostry.
W Ciemności narastała frustracja, a gdy nikt w obozie nie patrzył - uciekło, znów, bez słowa.
Tam gdzie ich łapy poniosą, tam lepiej.
Musi odpocząć, choć na dłuższy dzień.
Skryje się w norze, będzie bezpieczne.
/Łabi
⌏The gods were never on ourside⌎
So Ithink itʹs time we watch them fall
⋆★★★⋆
And soonyouʹllsee what I did ⌍Soontheyʹll be nogodsever!⌌