Cóż no mogłem zrobić w tejże sytuacji? Mój lekki uśmiech się poszerzył, a sam wzruszyłem ramionami w beztroskim geście, bo specjalnie mi nie przeszkadzał fakt, że ta nie zamierzała być nigdy dotykana. Na chwilę obecną chciałem bliżej poznać zawiłości jej charakteru, który kazał jej się zachowywać w taki sposób, a nie zgłębiać przedziwny świat kociej bliskości i jak poszczególne jednostki reagują na przekroczenie niektórych barier.
- Jak chcesz - odpowiedziałem, dając do zrozumienia, że nie interesuje mnie z nią kontakt cielesny. Równie dobrze poradzę sobie bez tego, skoro tak Pustułka nalegała. Stałem po swojej stronie granicy, dlatego jeśli kotka zdecydowałaby się na atak, aby wyzwolić swoją narastającą w sobie frustracje to musiałaby ją przekroczyć, dlatego czułem się w miarę swobodnie. No i dodatkowo miałem wystarczające przeszkolenie, żeby sobie poradzić w walce z kocicą, która miała walkę na treningu w aktualnym momencie. Zmrużyłem ślepia, przekrzywiając lekko głowę i obserwując zaciekawiony kocicę.
- Pewno ciężko jest ci spać w legowisku, gdzie masa kotów na ciebie się pcha i cały czas trącają swoimi kończynami, co? - zapytałem, próbując zejść na bardziej neutralny temat, a jednocześnie żeby trochę lepiej poznać kocicę.
a toasttothenight_______ atoastto romance_______ to.those.unafraid_______ of takinga chance_______ ________ ______why shouldyou settlefor less,dear ___________________when there'smore?
Posiada harmonijną budowę, średni wzrost i szczupłą sylwetkę z dobrze rozwiniętą tkanką mięśniową. To wszystko pokrywa gęste, długie futro mieniące się w barwach czarnej i rudej tygrysio pręgowanej. Na mordce samotniczki dwie barwy się równoważą - lewa strona pokryta czernią, zaś prawa rudością. Na scene wkracza jednak trzeci kolor - biel, która ujawnia się pod postacią kreski na brodzie Pustułki oraz jako większa plama na jej szyi. Centralnym obiektem na mordce szylkretki są dwa, okrągłe, świdrujące oczy - prawe złotobursztynowe, natomiast lewe niebieskie. Pod ślepiami znajduje się różowo-czarny nos otoczony białymi, lekko powyginanymi wąsami. Jedna z blizn znajduję się na lewej tylnej stopie, zaraz pod piętą - ślad po ugryzieniu; kolejna blizna to niewielkie rozerwanie prawej małżowiny usznej; trzecia z blizn to ślad po pazurze na grzbiecie nosa; ostatnia, najbardziej widoczna z blizn to szrama przecinająca lewe oko i pod nim zmieniająca się w dwie, lekko wykrzywione.
xxIrytował ją beztroski uśmiech biało-czarnego kocura, który zdawał się mieć za nic jej emocje i uczucia. Tylko wzruszył barkami, jak gdyby to go wcale nie obchodziło, podczas gdy ona przeżywała tutaj istną burzę, tajfun, klęskę żywiołową! Coraz szybciej zaczęła machać rudą kitą w powietrzu, patrząc uparcie w oczy Iskrzącej Łapy, nadal do końca nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Była zła na wichrzaka i na siebie. Oczywiście jednak nie zamierzała atakować złotookiego, to nie wchodziło w grę nawet gdyby chciała się na nim wyżyć. Z resztą powoli jej przechodziło, a przynajmniej tak czuła. Gdy usłyszała pytanie, zastrzygła uszami, na moment jakby przestając być zła, a z zainteresowaniem wysłuchała słow terminatora. Nie zastanawiała się długo nad odpowiedzią. xx– Dlatego śpię daleko od nich – Miauknęła wciąż dość niskim tonem, a jej rudy ogon nadal falował w powietrzu, lecz już nieco wolniej. – Z resztą nikt nie odważyłby się ze mną zadrzeć – podkolorowała trochę sytuację, ale rzeczywiście było tak, że całą swoją postawą, jaką prezentowała w legowisku terminatorów dawała wszystkim wokół do zrozumienia, żeby się do niej nie zbliżali i większość rzeczywiście to robiła. Tylko niektórym musiała dobitniej uzmysławiać swoje przekazy, prychając czy burcząc. Wyjątek stanowiła oczywiście Górka, która jako jedyna miała prawo spać tuż obok chimery, ale też jej nie dotykała. – A czasem i tak śpię poza wspólnym legowiskiem, gdzie mam spokój. – czasami bywało tak tłoczno i nieznośnie, że musiała się wynosić, chociaż wtedy zwykle trochę marzła. Na szczęście miała długie i gęste futro, więc nie było tak źle. I tak wolała już marznąć niż dać na sobie leżeć. Czując się już nieco spokojniej i wykorzystując zmianę tematu, uznała, że to odpowiedni moment, aby udawać, jakby nic się nie stało. Wyprostowała się na łapach i opuściła nieco puszysty ogon, który mimo wszystko poruszał się jeszcze mozolnie na boki. xx– Powiedz mi coś jeszcze o tym polowaniu. Jak na przykład złapać ptaka? Albo królika, który tak szybko biega? – jak gdyby nigdy nic zadała pytanie, patrząc z zaciekawieniem na Iskrzącego. Wyraz jej pyska był neutralny i nie za wiele wyrażający.
leavebehindyourheartandcastaway ratherbethe.h un te r.thantheprey «.you.are.n atura l.» abeatingheartofstone you.gotta.be.so.cold to.make.it.in.this.world
Zdecydowałem się zachować spokój, nie zamierzając bardziej podburzać szylkretowej kocicy, która na swój sposób wydawała się wyjątkowa i nie zamierzałem poprzestać na jednym spotkaniu z nią. Chociaż ze względu na nałożoną na mnie karę spotkania z członkami innych klanów mogły być dla mnie problematyczne i musiałem kombinować, żeby zawrzeć jakąkolwiek znajomość.
- Nie dziwię się, że nikt nie chce z tobą zadzierać. Prawdopodobnie kogoś takiego rozerwałabyś na strzępy - powiedziałem lekkim głosem, poszerzając swój uśmiech i mrużąc przy tym lekko ślepia. Pustułka miała niezły temperament, którego mogłem się spodziewać bardziej po kotach z Klanu Gromu, jakbym kierował się stereotypami. Widocznie imię od drapieżnego ptaka nie wzięło się znikąd.
- Też jakiś sposób. Nie masz żadnej osoby w klanie, której dotyk akceptujesz? - zapytałem się neutralnym głosem, patrząc na nią z zainteresowaniem błyskającym w ślepiach. Chciałem powoli wybadać teren, po którym zacząłem nieco nieostrożnie stąpać przed chwilą, starając się wykombinować, w jaki sposób jeszcze bardziej nie rozsierdzić kocicy.
- Należy się stosować do jednej zasady. Ptak cię zobaczy, zając usłyszy a mysz wyczuje. Przy polowaniu na ptaka należy pozostać jak najdłużej niezauważonym, a gdy masz styczność z ptakiem, który chce się bronić to najlepiej jest celować albo w skrzydła, albo bezpośrednio w szyję. Zające mają duże uszy, więc bardzo łatwo wyłapią nawet normalny oddech i uciekną, a wtedy marna szansa, że go się dogoni. Za to mysz wyczuje drgania podłoża, więc najlepiej przenieść ciężar ciała na tylne łapy - odpowiedziałem na jej pytanie, pozwalając aby resztę sama sobie dopowiedziała. Nie było to nic trudnego, skoro większość jej podałem prosto do łap. Miałem nadzieję, że wykorzysta tę wiedzę dobrze i że zaważy to na charakterze naszych przyszłych spotkaniach.
- Zanim odejdę, może chciałabyś mi zaprezentować swoją pozycję łowiecką? Powiem ci jedynie, czy dobrze to robisz - zaproponowałem lekkim głosem, tym razem ograniczając się z dotykiem i oczekując jej odpowiedzi. Nadchodził nieubłaganie czas ponownego dołączenia do patrolu, żeby nie było, że oddalam się bez pozwolenia, jednak chciałem pożegnać się miłym akcentem niż kłótnią, po której bym uciekł jak tchórz.
a toasttothenight_______ atoastto romance_______ to.those.unafraid_______ of takinga chance_______ ________ ______why shouldyou settlefor less,dear ___________________when there'smore?
Posiada harmonijną budowę, średni wzrost i szczupłą sylwetkę z dobrze rozwiniętą tkanką mięśniową. To wszystko pokrywa gęste, długie futro mieniące się w barwach czarnej i rudej tygrysio pręgowanej. Na mordce samotniczki dwie barwy się równoważą - lewa strona pokryta czernią, zaś prawa rudością. Na scene wkracza jednak trzeci kolor - biel, która ujawnia się pod postacią kreski na brodzie Pustułki oraz jako większa plama na jej szyi. Centralnym obiektem na mordce szylkretki są dwa, okrągłe, świdrujące oczy - prawe złotobursztynowe, natomiast lewe niebieskie. Pod ślepiami znajduje się różowo-czarny nos otoczony białymi, lekko powyginanymi wąsami. Jedna z blizn znajduję się na lewej tylnej stopie, zaraz pod piętą - ślad po ugryzieniu; kolejna blizna to niewielkie rozerwanie prawej małżowiny usznej; trzecia z blizn to ślad po pazurze na grzbiecie nosa; ostatnia, najbardziej widoczna z blizn to szrama przecinająca lewe oko i pod nim zmieniająca się w dwie, lekko wykrzywione.
xxZmrużyła dwukolorowe oczy, naśladując Iskrzącego, jednak na jej pysku nie pojawił się uśmiech. Czy rozerwałaby kogoś na strzępy? Może to nieco przesadzone stwierdzenie, ale gdyby ktoś zaszedł jej za skórę, chyba nie potrafiłby się pohamować, nawet, jakby bardzo chciała. Nie raz już się o tym przekonała i wcale nie cieszyła się z tego powodu. Póki co jednak nie potrafiła znaleźć rozwiązania swojego problemu, więc zaoadała się w nim jeszcze bardziej i bardziej, a błędne koło strachu i agresji tylko się nakręcało. Gdy usłyszała pytanie, zamyśliła się na moment, cały czas jednak patrząc na wichrzaka. xx– Teraz nie, ale kiedy byłam mała, to wiadomo, rodzice mnie lizali i przytulali. Teraz już tego nie robią. Na szczęście. – odpowiedziała i zdawać by się mogło, że stawała się coraz spokojniejsza, gdy zajęła się rozmową. A może to były tylko pozory? Nawet sama Pustułka tego nie wiedziała. Gdy Iskrzący wytłumaczył jej kolejne zasady polowania, na końcu skinęła lekko głową i chwilę myślała, układając sobie wszystko w głowie. Jej ruda kita przestała poruszać się na boki, a wyraz mordki chimery stał się łagodniejszy. xx– Dobra – odpowiedziała, po czym ugięła się na łapach i zgodnie z instrukcją zrównała głowę i ogon z linią grzbietu, jednocześnie nie dotykając brzuchem podłoża. Wyglądało to bardzo podobnie jak wtedy, gdy zaprezentowała jej to Wydra, ale teraz wiedziała dokładnie, co należy zrobić.
leavebehindyourheartandcastaway ratherbethe.h un te r.thantheprey «.you.are.n atura l.» abeatingheartofstone you.gotta.be.so.cold to.make.it.in.this.world
Przytaknąłem głową na jej odpowiedź, że obecnie nie otrzymuje żadnych czułości. Być może dlatego tak dziko zareagowała, gdy jedynie musnąłem końcówką ogona ciało szylkretki? O źródle zachowania jednak nie mogłem zbyt dużo powiedzieć, bo nie należałem do jednego klanu i nie znałem jej rodziców. Być może problem tkwił też nie w nich, tylko w klanie? Kto wie. Obserwowałem uważnie kocicę, również zniżając się do pozycji łowieckiej i ostrożnie idąc przed siebie, stawiając łapy po cichu i omijając niebezpieczne przedmioty, które mogłyby zaszeleścić pod moimi łapami. Dodatkowo w pewnym momencie przeniosłem ciężar ciała na tył oraz spłyciłem oddech do niemal niedosłyszalnych wdechów oraz wydechów, prezentując sposoby podchodzenia do piszczków i zająców. Następnie się wyprostowałem, oglądając za cienistą kotką i czekając na nią.
- Tak właśnie wygląda przeniesienie ciężaru na tylne łapy oraz ściszenie oddechu. Mam nadzieję, że twoje przyszłe łowy będą owocne - powiedziałem, obdarowując ją lekkim, zalotnym uśmiechem, mrużąc przy tym złote ślepia, które śledziły każdy jej ruch w przyzwyczajeniu po kocięcych obserwacjach. Skierowałem głowę w kierunku, z którego wcześniej przyszedłem, by potem westchnąć lekko.
- Na mnie już czas. Bywaj, Pustułcza Łapo - pożegnałem się, po czym ruszyłem w stronę patrolu, od którego się odłączyłem, aby móc poznać kogoś zupełnie innego niż spotkałbym w klanie. Nie żałowałem tego spotkania, pomimo że mógłbym po raz kolejny podpaść Malinowej Gwieździe. Ale cóż mi się może stać, łba mi przecież nie urwie, prawda?
zt
a toasttothenight_______ atoastto romance_______ to.those.unafraid_______ of takinga chance_______ ________ ______why shouldyou settlefor less,dear ___________________when there'smore?
Posiada harmonijną budowę, średni wzrost i szczupłą sylwetkę z dobrze rozwiniętą tkanką mięśniową. To wszystko pokrywa gęste, długie futro mieniące się w barwach czarnej i rudej tygrysio pręgowanej. Na mordce samotniczki dwie barwy się równoważą - lewa strona pokryta czernią, zaś prawa rudością. Na scene wkracza jednak trzeci kolor - biel, która ujawnia się pod postacią kreski na brodzie Pustułki oraz jako większa plama na jej szyi. Centralnym obiektem na mordce szylkretki są dwa, okrągłe, świdrujące oczy - prawe złotobursztynowe, natomiast lewe niebieskie. Pod ślepiami znajduje się różowo-czarny nos otoczony białymi, lekko powyginanymi wąsami. Jedna z blizn znajduję się na lewej tylnej stopie, zaraz pod piętą - ślad po ugryzieniu; kolejna blizna to niewielkie rozerwanie prawej małżowiny usznej; trzecia z blizn to ślad po pazurze na grzbiecie nosa; ostatnia, najbardziej widoczna z blizn to szrama przecinająca lewe oko i pod nim zmieniająca się w dwie, lekko wykrzywione.
xx– Hmhm – mruknęła, obserwując czarno-białego kocura, gdy ten pokazywał jej pozycję łowiecką i tłumaczył przeniesienie ciężaru na tylne łapy. Spoko loko, prosta sprawa. – Ee dzięki, chyba – odpowiedziała nieco niepewnie, spoglądając na Iskrzącego, gdy ten uśmiechnął się do nie i zmrużył oczy. Przez moment Pustułka poczuła, jakby jej serce przyspieszyło, ale stwierdziła, że musiało jej się zdawać, bo zaraz dziwne uczucie zniknęło. A może po prostu jej serce wciąż było nerwowe po wcześniejszym wybuchu negatywnych emocji? Może i tak, ale chyba się o tym prędko nie dowie, o ile kiedykolwiek. Słysząc pożegnanie wichrowicza sama nie wiedziała, czy jej smutno czy wesoło, że to już koniec spotkania. Z jednej strony bardzo się wkurzyła, z drugiej jednak kocur wyglądał na bardzo sympatycznego, na dodatek nauczył ją polowania i obserwował ją w miły sposób. Yy CO znaczy nie ważne, nic nie było. xx– Bywaj – odpowiedziała, stojąc jeszcze chwilę w miejscu i patrząc na odchodzącego kocura. Dziwne spotkanie. W końcu odwróciła się i udała w stronę obozu. Koniec przygód na dzisiaj.
Zt.
leavebehindyourheartandcastaway ratherbethe.h un te r.thantheprey «.you.are.n atura l.» abeatingheartofstone you.gotta.be.so.cold to.make.it.in.this.world
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
No i co. Płomyk podróżnik po raz... Nie wiadomo który. No co? To że ma Terminatora to nie znaczy koniec świata. Ma jeszcze trochę czasu by odpocząć czy coś. Dzisiaj postanowił, że wybierze się na granice z klanem Wichru. Jeszcze tam nie miał okazji być a kocur był ciekawy tego co może się wydarzyć i co go tam spotka. Może uda mu się z kimś pogadać. Może z ładną kicią? Haha Płomyk ma tylko jedno w głowie. Panny. Nie to żeby je wszystkie przeleciał ale lubi z nimi przebywać czas i cieszyć się ich obecnością. Nie jego wina, że się w nim zakochują o chcą czegoś więcej. Jak na razie Płonący nie ma w swojej liście uroczych kotek ptaszka. Może kiedyś... Poza tym był ciekawy czy Barszcz będzie chciała z nim znów pogadać. Polubił ją. Była... Pełna miłej energii która otaczała ją całą i miejsce w którym była.
Spokojnie dotarł na granice bez trudności i szedł wzdłuż niej co jakiś czas opierając się o drzewa.
/Węgorz :)
Kocur wreszcie został wojownikiem. Co prawda może jednak nie jest już tak młody jak kiedyś - ale jednak dalej jest młody! - lecz wygląda jak już trochę nieco starszy kocur, niż w rzeczywistości. Nie urósł więcej, jednak teraz, odkąd pogodził się z tatą, jest trochę zadowolony, że są tego samego wzrostu. Czarne, długie futro błyszczy ładnie w promieniach słońca, podobnie jak oczy, w barwie świeżej trawy. Nabawił się jednak blizny, ledwo uchodząc z życiem, podczas walki z samotnikiem. Zaczyna się ona od nasady lewego ucha, przechodząc przez lewe oko i kończąc się przy brodzie. I fakt... szpeci ona czarnego syna Lodowej Skóry i Zaćmionego Księżyca
Węgorz dalej jest wesołym kocurem. Po poprawianiu relacji z ojcem, można u niego to zaobserwować coraz częściej. Teraz i do niego zwraca się z szacunkiem, jednak potrzebuje jeszcze trochę czasu, aby doszczętnie mu zaufać. Dalej stara się pomagać przyjaciołom, jak najlepiej potrafi. Zaś jeśli chodzi o walki... To brał już w jednej udział, co odbiło się nieco na jego psychice. Teraz, jeśli ponownie przyjdzie mu stoczyć bitwę, obiecał sobie, że już tak łatwo z pola nie zjedzie. Blizna, która go oszpeciła, jest jego... jest po prostu jego kompleksem. Nie podoba mu się i kiedy ktoś o niej wspomni, automatycznie się krzywi.
Węgorzowy Grzbiet... Tak właśnie brzmiało jego nowe imię. Teraz, kiedy piastował już rangę wojownika, mógł bez większego problemu wyjść z obozu. Nawet miał już jednego terminatora! Krecia Łapa, mimo swojego małego problemiku, wydawał się bardzo pojętnym uczniem. Kilka dni po swojej ceremonii, zdecydował się na samotny patrol po granicach. Musiał przemyśleć parę spraw, jak na przykład odbyta już rozmowa z ojcem. Chyba wszystko sobie podczas niej wyjaśnili, ale Czarny Książę dalej nie był pewny, czy powinien był mu do końca zaufać. Tak, mógł spróbować to właśnie zrobić, ale jak na razie wolał się nie śpieszyć. Wystarczył już chyba sam fakt, że mówił mu "dzień dobry" czy też nawet czasem "ojcze" ale nic więcej jak na razie, nie mógł zaoferować. I teraz, kiedy zjawił się przy granicy z Cieniem, do jego nozdrzy dotarł zapach jednego z członków tamtego klanu. Kocur zmarszczył nos, kiedy to podszedł bliżej wojownika, ale postanowił się przywitać z kocurem o nietypowym futrze.
- Dzień dobry?
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Wkrótce wojownik nie mógł zostać sam bowiem do jego nosa dostał się zapach klanowicza... Wicher... Nie miał okazji jeszcze poznać tam kogokolwiek. Wiedział jedynie tyle, że jest tam jego ojciec. A może nawet ktoś go znał i opowie nieco o nim? Spojrzał w kierunku czarnego kocura. Budził lekki respekt przez jego bujne futro. Nie to co Płomyk. Skóra i kość kiedyś a teraz doszły do tego mięśnie ale nadal był no... Chudy. - No Witaj. Płonący Las jestem. A ty? - przybliżył się nieco gdy uznał, że przybysz nie był szkodliwy. Jak na razie... Zawsze trzeba być w gotowości jak coś. Zawsze można na jakiegoś wariata trafić i co wtedy? Trza sobie radzić. - Jesteś z klanu Wichru o ile się nie mylę... Czy znasz Miękki Obłok. To mój ojciec. - mimo, że nie obchodził go on to ciekawość robiła swoje. No chociaż trochę pozna ojca. Z obojętnie jakiej strony.
Kocur wreszcie został wojownikiem. Co prawda może jednak nie jest już tak młody jak kiedyś - ale jednak dalej jest młody! - lecz wygląda jak już trochę nieco starszy kocur, niż w rzeczywistości. Nie urósł więcej, jednak teraz, odkąd pogodził się z tatą, jest trochę zadowolony, że są tego samego wzrostu. Czarne, długie futro błyszczy ładnie w promieniach słońca, podobnie jak oczy, w barwie świeżej trawy. Nabawił się jednak blizny, ledwo uchodząc z życiem, podczas walki z samotnikiem. Zaczyna się ona od nasady lewego ucha, przechodząc przez lewe oko i kończąc się przy brodzie. I fakt... szpeci ona czarnego syna Lodowej Skóry i Zaćmionego Księżyca
Węgorz dalej jest wesołym kocurem. Po poprawianiu relacji z ojcem, można u niego to zaobserwować coraz częściej. Teraz i do niego zwraca się z szacunkiem, jednak potrzebuje jeszcze trochę czasu, aby doszczętnie mu zaufać. Dalej stara się pomagać przyjaciołom, jak najlepiej potrafi. Zaś jeśli chodzi o walki... To brał już w jednej udział, co odbiło się nieco na jego psychice. Teraz, jeśli ponownie przyjdzie mu stoczyć bitwę, obiecał sobie, że już tak łatwo z pola nie zjedzie. Blizna, która go oszpeciła, jest jego... jest po prostu jego kompleksem. Nie podoba mu się i kiedy ktoś o niej wspomni, automatycznie się krzywi.
Kocur stanął przy nowym towarzyszu, stając przed nim, jednak dalej trzymając się swojej części terytorium. Zaraz potem machnęła ogonem, spoglądając na kocura. Jego umaszczenie było dość... nietypowe. Wypuścił powietrze z nozdrzy, patrząc na wojownika Klanu Cienia.
- Jestem Węgorzowy Grzbiet - przedstawił się następnie, dalej pozostawiając mięśnie w lekkim napięciu. W końcu nigdy nie wiadomo, czego można spodziewać się po Cienistych. Zawsze byli tacy tajemniczy i skryci, tak więc nigdy nic nie wiadomo. Nastawił jednak uszy, słysząc imię swojego wujka. No proszę! Czyli jednak to nie byle kto, tylko jego kuzyn! Ah to pewnie jeden z jego kociaków o których kiedyś mu wspominał. Uśmiech zawitał na jego mordce a napięcie odpłynęło w niepamięć.
- W takim razie jesteśmy kuzynami. Miękki Obłok to mój wujek - powiedział po chwili z zadowoleniem. Kto by się spodziewał!
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Los lubi płakać figle i wojownik klanu cienia dowiedział się, że ten oto czarny kocur jest jego kuzynem. No proszę bardzo... Cóż to za nowości!
Płomyk musiał chwilę pomilczeć by cokolwiek odpowiedzieć. To dobrze czy źle? Jednak... Znał jego ojca... Wojownik chciał chociaż wiedzieć czy żyje bo to już jakaś informacja. - No to poznałem cię jako pierwszego z mojej rodziny... Jeżeli masz czas to może opowiesz mi coś o nim? Jestem po prostu ciekawy czy w ogóle istnieje. Przyzwyczaiłem się do tego, że nie mam ojca w klanie. Nie wiem nawet czy mam jakiekolwiek emocje związane z nim. - został przez niego stworzony i kropka. Przez przypadek lub nie ale jest. Czy jest mu za to wdzięczny? Po części tak jednak nie można powiedzieć, że życie Płonącego jest łatwe i kolorowe. Ma wrogów których nawet nie wie skąd ich ma. Jego siostra włuczy się z Gorącą Łapą i widać że ich relacja nic dobrego nie wniesie. No i... Nie może znaleźć sobie jakiegoś bliskiego kota. Przynajmniej ma fanki...
Kocur wreszcie został wojownikiem. Co prawda może jednak nie jest już tak młody jak kiedyś - ale jednak dalej jest młody! - lecz wygląda jak już trochę nieco starszy kocur, niż w rzeczywistości. Nie urósł więcej, jednak teraz, odkąd pogodził się z tatą, jest trochę zadowolony, że są tego samego wzrostu. Czarne, długie futro błyszczy ładnie w promieniach słońca, podobnie jak oczy, w barwie świeżej trawy. Nabawił się jednak blizny, ledwo uchodząc z życiem, podczas walki z samotnikiem. Zaczyna się ona od nasady lewego ucha, przechodząc przez lewe oko i kończąc się przy brodzie. I fakt... szpeci ona czarnego syna Lodowej Skóry i Zaćmionego Księżyca
Węgorz dalej jest wesołym kocurem. Po poprawianiu relacji z ojcem, można u niego to zaobserwować coraz częściej. Teraz i do niego zwraca się z szacunkiem, jednak potrzebuje jeszcze trochę czasu, aby doszczętnie mu zaufać. Dalej stara się pomagać przyjaciołom, jak najlepiej potrafi. Zaś jeśli chodzi o walki... To brał już w jednej udział, co odbiło się nieco na jego psychice. Teraz, jeśli ponownie przyjdzie mu stoczyć bitwę, obiecał sobie, że już tak łatwo z pola nie zjedzie. Blizna, która go oszpeciła, jest jego... jest po prostu jego kompleksem. Nie podoba mu się i kiedy ktoś o niej wspomni, automatycznie się krzywi.
-Wuj opowiadał mi trochę o was. Masz jeszcze rodzeństwo co nie? Popiel chyba tak? Leszczyna? - zapytał po chwili, jednak dalej stojąc. Jego wzrok jednak był bardziej przyjazny, niż na początku rozmowy a i uśmiech zawitał na jego czarnej mordce. Machnął delikatnie czarnym ogonem, patrząc dalej w stronę kuzyna.
-Nie wiem czy go widziałeś kiedyś... hmmm... to taki okrągły, niski kocur o beżowo-płowym futrze o płaskim pysku. Jest no... niezdarny i nieco roztrzepany, że to tak ujmę. Lubi sobie czasem poleżeć, ale jest też bardzo lojalnym wojownikiem! - pomimo faktu, że jednak ma dzieci z kotką z innego klanu... Tia, bardzo lojalny, ale to nic.
-Szczerze, to myślałem, że któreś z was, zechce przenieść się do Klanu Wichru, jednak tam w Cieniu chyba się już zadomowiliście - przyznał po chwili, mrużąc zielone oczy - No cóż... To może... może trochę mi o sobie opowiesz? Skoro jesteśmy rodziną, to jednak powinniśmy się chyba trochę lepiej poznać co?
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
O dziwo wojownik z klanu wichru miał rację. Nie pomylił się nawet w imonach... Szok. - Tak. Popiel to moja jedyna siostra z którą mam największe relacje. Reszta... No nie powiem nasza rodzina się sypie i rzadko kiedy mogę z innymi porozmawiać. - powiedział swojemu kuzynowi. Słysząc opis swojego ojca to... Nie spodziewał się tego. Czyli był takim trochę leniem? Płonący Las nie chciał wyobrażać sobie nigdy ojca ale myślał, że choć trochę będzie... No... Lepszy? Podobny? - Nie miałem okazji jeszcze z nim porozmawiać... Jednak niedługo mam go odwiedzić. Popiel chciała żebym to zrobił a ja no cóż... Nie wiem jak na to wszystko zareaguje... - trochę się wyżali wojownikowi. Uważał, że może bo w końcu jest to jego rodzina prawda? - Wiesz... Jakoś tak wyszło... Jako młodszy kocur nie myślałem za bardzo o tym a teraz jak na razie to klan mnie jako tako akceptuje. - Może by się przeniósł do wichru jednak nie miał takiej potrzeby. Wolał zostać z matką i już. - No to.... Jestem dość... Ciekawym świata kotem. Jestem wyluzowany zazwyczaj i kocham płeć piękną. Nie jestem gburem czy coś. Cieszę się życiem i śledzę moją siostrę gdy rozmawia z jakimś kocurem bo jest moim oczkiem w głowie. - zaśmiał się z samego siebie.
Mistrz: MALINOWA GWIAZDA Płeć: kocur Matka: Czajkowy Lot Ojciec: Wilgotny Nos Partner: Miętowy Pąk
Wyrósł, na ile wyrosnąć pozwoliły mu grube łapy. Skrzeczący nadal pozostał najmniejszym z miotu. Zdecydowanie zwiększył się wszerz, nabierając masy mięśni. Ma wyprostowaną sylwetkę, a porusza się lekko, wyglądając przy tym na silnego i krzepkiego. Większą uwagę przywiązuje do pielęgnacji długiego, śnieżnobiałego futra. Trójkątne uszy, pysk (z wyjątkiem dolnej wargi), łapy i długi ogon przypominający kitę wiewiórki przechodzą delikatnie na jasny, niebieskoszary kolor. Biel powraca kocurowi na palcach, które wyglądają na jeszcze jaśniejsze od całego ciała. Mały nos jest koloru czarnego, a oczy nie zmieniły swej barwy - nadal pozostały lodowato błękitne, chłodno lustrując otaczający świat.
Wydoroślał. Chociaż jest bardzo pewny siebie, to potrafi w pewnych sytuacjach schować dumę do kieszeni. Skrzecząca Mewa w większości pozostaje dyplomatyczny i poważny, nie ukazując uczuć. Zachowuje rezerwę do innych, a prawdziwe emocje ukazuje dopiero przy naprawdę bliskich mu kotach. Ciężko mu nawiązywać relacje na dłużej, nawet jeśli jest chętny do pogawędek. Bardziej kontroluje swoje emocje i nie wybucha gniewem od byle czego, ale lepiej nadmiernie nie testować jego cierpliwości. Zdenerwowany bywa wulgarny i fizyczny. Ucieka się do walki jeśli sytuacja tego wymaga, a wtedy bywa brutalny.
Skrzecząca Mewa wyszedł na popołudniowy patrol. Nie czuł się zmęczony treningami z Mruczącą Łapą, a coraz bardziej potrzebował bycia w samotności. Lubił towarzystwo, tym bardziej nie przeszkadzała mu obecność Miętki, ale czasem miło było wybrać się gdzieś samemu. Postanowił iść granicą z Klanem Cienia dość powolnym (jak na niego) krokiem. Nos kocura pochłaniał wszelkie zapachy, ale większość z nich była stara. Widocznie mało kotów wybiera się o tej porze na patrole. Czyżby na pewno?...
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Cóż, może i mało, ale trójkolorowa kotka,która zbliżała się do granicy musiała być wyjątkiem. Zauważyła, że przy granicy porusza się jakiś obcy kot. Było on terminatorem, bądź wojownikiem Klanu Wichru. - Witaj kocie Klanu Wichru - wymruczała na powitanie. Potruchtała po cichu do granicy. Zachowała, rzecz jasna stosowną odległość od granicy. Tak na wszelki wypadek. Chociaż kocur nie wydawał sie być groźny.