Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
Dziwne, przedziwne istoty. Zastanawiał się, czy dwunożni uważają się za lepszych od kotów – bo jeżeli tak… byłoby to zabawne i żenujące. W końcu klany kierowały się Kodeksem Wojownika, który wyraźnie nakazywał pomoc każdemu kocięciu, a co za tym idzie: nie mogliby wyrzucić kociaka i pozostawić go samemu sobie. Tymczasem ludzie zdawali się nie mieć żadnego sensu, nie kierować czymkolwiek konkretnym, co nie było ich własnym dobrem i komfortem, a przynajmniej tak to wyglądało z perspektywy wojownika, który z ich winy stracił siostrę, a teraz dowiadywał się o nich kolejnych nieciekawych rzeczy. Poruszył tylko wąsami w zamyśleniu i może nawet niesmaku, to bowiem budziło w nim to, co usłyszał o tych istotach.
– Zrozumiałe. W pewien sposób burzysz mój stereotyp, że samotnicy przenoszą się ciągle z miejsca na miejsca, chociaż pewnie i tacy się znajdą – odparł lekkim tonem, po czym zapytał kocura, czy chciałby mu opowiedzieć o tych miejscach. Jeżeli tak, to został, by wysłuchać, a następnie podziękować; jeżeli nie, to po prostu się pożegnał, bo miał jeszcze resztę granicy do przejścia. Tak czy siak… nie żałował czasu, jaki spędził na rozmowie z Tonącym Słońcem. Okazał się on być kimś interesującym i wartościowym… a to było już poważnym stwierdzeniem ze strony Porywistego Wiatru, biorąc pod uwagę jego brak zaufania i niechęć do samotników.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
To prawda, Dwunożni byli doprawdy zadziwiającymi istotami, a Toń nie bardzo miał ochotę wchodzić z nimi ponownie w jakieś bliższe relacje. Mimo wszystko - nie chciał wracać do zamknięcia, a nie wiedział, czy jakimś przypadkiem nie trafi do miejsca takiego, jak to, z którego go wyrzucono. Skoro zrobiono to raz, to czy nie mogłoby się to powtórzyć? Czy nie mogłoby go spotkać jakieś kolejne nieszczęście? O wiele bardziej podobała mu się sprawa z bobrem, była w końcu, mimo wszystko, dość jasna, a Bezwłosi w jakimś sensie przerażali go swoją bezmyślnością, aczkolwiek musiał przyznać, że część z nich robi również wiele dobrego. Nie istniał jednak żaden sposób, żaden wzór, który pozwalałby rozpoznawać tych cennych Dwunożnych, do których można by udać się po pomoc, nic zatem dziwnego, że kocur wolał się trzymać z daleka, niż popadać w jakieś kłopoty.
- Uczymy się całe życie. Ale tak, masz rację, są i tacy, którzy nie spędzają życia w jednym miejscu, przychodzą i odchodzą. Ja jednak wolę stabilizację i bezpieczeństwo, ostatecznie każdy, kto pojawia się przy mojej norze wie, że ta jest zajęta - powiedział jeszcze w formie wyjaśnienia, a później uprzejmie podziękował kocurowi za rozmowę i życzył mu, by Gwiezdny Klan oświetlał jego ścieżki. Cieszył się z tej rozmowy, choć zaczęła się może mało miło, miał w końcu do kogo otworzyć pysk, a przy okazji odniósł wrażenie, że przekazał nieco nowej, ale istotnej wiedzy, kolejnemu kotu, który teraz mógł zanieść ją do Klanu. To, w oczach samotnika, było również bardzo ważne.
//zt
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Bogatka mimo iż wróciła do domu nie byłą w najlepszym stanie. Rana zadana dawno temu przez czarno-białego kocura z osiedla z dnia na dzień się pogarszała. Piekła i bolała nieustannie. Trzeba było coś z tym zrobić. Szrama na grzbiecie na prawdę nie wyglądała na najlepszą, wręcz paskudną. Kremowa kocica razem z Jaskółką zdecydowały, że udadzą się do medyka. Takiego prawdziwego, z Klanu. Udały się na granicę z Wichrem. Miejmy nadzieję, że nie będą podobni do tych z Gromu. Bogatka nie kojarzyła ich najgorzej. Spotkała już aż dwóch wichrzaków i wydawali się mili...
Usiadły z Jaskółką na bezpieczną długość od oznakowania zapachowego i czekały na kogoś z ich wojowników. Może będą tacy mili i zawołają ich medyczkę tak jak poproszą i ich najzwyczajniej w świecie nie przegonią. Niech okażą trochę litości.
//Lśniąca Sadzawka
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Po powrocie z wyprawy byłam niesamowicie zmęczona, czemu trudno się dziwić. Pierwsze co zrobiłam, to położyłam się spać i, szczerze mówiąc, nie mam pojęcia jak długo to trwało, ale gdy już się przebudziłam, byłam wypoczęta jak nigdy dotąd. Z dziwną zaraz po przebudzeniu energią doprowadziłam swoje futro do porządku i... to wszystko, co zdążyłam zrobić, bo przyszedł do mnie patrol i poinformował o tym, że jakieś dwie dziwnie wyglądające kocice potrzebują pomocy. Zapytałam jak wyglądała rana i na odpowiedź, że dość poważnie, udałam się do składzika, wzięłam co potrzebne i ruszyłam we wskazane miejsce.
Po dotarciu, w istocie moim oczom ukazały się dwie dość niecodziennie wyglądające kocice. Podeszłam do nich i położyłam na ziemi szypułkę nagietka oraz pajęczynę.
— Mogę wiedzieć, co się stało? — zapytałam. Srebrzysta, widocznie starsza kocica milczała i dała szansę na odpowiedź tej młodszej. Niezależnie jednakże od tego, czy odpowiedź uzyskałam czy nie, zabrałam się za oczyszczanie rany. Gdy już miałam to z głowy, przerobiłam na maść szypułkę nagietka i nałożyłam ją na paskudnie wyglądające rozcięcie. Dobrze, że wzięłam akurat ten medykament - rana była bez dwóch zdań zainfekowana. Na sam koniec wszystko owinęłam pajęczyną. — Półtora księżyca. Tylko powinno trwać gojenie. Gdyby rana nie chciała się zagoić, wróćcie. Ale najlepiej z jakąś zwierzyną. Albo możecie udać się do innego klanu — Zwierzyna nie przywróci mi ziół, które będę musiała zużyć do opatrzenia tej młodej, ale zaopatrzy w jakikolwiek sposób klan Wichru. Ja miałam obowiązek im pomóc, ale patrol nie miał obowiązku mnie wołać i równie dobrze mógł je przegonić.
Jeśli żadna z nich nie miała nic więcej do powiedzenia, pożegnałam się i odeszłam.
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Czekałyśmy i rzeczywiście udało nam się trafić na Klan bardziej życzliwy niż Grom. Patrol wrócił do obozu poinformować medyczkę i nie tak długo później biała kocica ukazała się na horyzoncie. Niosła że sobą zioła i jej wzrok był skierował na nie. Wyglądała nie aż tak strasznie. Zresztą czy wszystkich trzeba się bać? Nie można... Jej pytanie było zrozumiałe. Kiedy Jaskółka milczała głos musiała zabrać Bogatka. - Na... Na osiedlu zaatakował mnie kocur... Czarny z białym i długą sierścią... miał plamę na brodzie... Lepiej na niego uważać.- odpowiedziała kremowa kotka, kiedy Lśniąca Sadzawka zaczęła myć jej ranę.
Bolało i to bardzo, ale wiedziała, że kocica zna się na tym i na pewno nie chce zaszkodzić. To wszystko na pewno pomoże w zagojeniu się rany. Nie wiedziała, że biała kocica zna Iskrę. Bogatka nawet nie widziała jak ma na imię. Jedno było pewne, że kocur był niebezpieczny. Nawet jeśli nie w taki sposób jak wydawało się to córce Jaskółki. - Przepraszam... nie pomyślałyśmy o tym. Jeśli będzie potrzeba powrócić to na pewno coś przyniesiemy. Dziękuję za pomoc.- skinęła głową na pożegnanie i udała się z matką w stronę Topiołków.
//zt
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Chyba każdy wiedział, że Igła miała słabą pamięć i słabo jej szło zapamiętywanie nawet rzeczy z treningu. No chyba, że serio się bardzo skupiała, co i tak było cudem i nie wiem jakim prawem się to wydarzyło, ale ok, pomijając ten szczegół, to wbrew temu wciąż nie zapomniała swojej przygody z pewnym Wichrzakiem. Jak nawet by śmiała? Takie rzeczy się pamięta do końca życia. Co więc robiła tak blisko Wichrowej granicy? Spacerowała z ciągle jakimś cudem bolącym barkiem i, o zgrozo, szukała jakiejś żywej duszy. Z Wichru. Nie była aż tak głupia i wiedziała że nie może skreślać całego Klanu Wichru przez jednego debila który pewnie nawet nie wie jak się nazywa, ale... mimo tego, przez długi czas nie chciała podchodzić tutaj. Aż do tego dnia, w którym stwierdziła że czas to zmienić i poznać jakiegoś innego Wichrzaka. Może los się do niej uśmiechnie i trafi na kogoś... normalnego. Może nawet na kogoś jak Błotnista Łapa? Wtedy byłoby w sumie zbyt pięknie i idealnie, więc się na to nie nastawiała. W każdym razie, wolno sobie chodziła niecałe dwa lisie ogony dalej od granicy z Wichrem, wyczekując jakiegoś terminatora albo wojownika.
Na pewno nie można go kategoryzować do niskich lub średnich kotów, gdyż zapowiada on się na naprawdę wysokiego i masywnego kota. Obecnie dopiero rośnie, jednak z pewnością przewyższa większość kotów w jego wieku, które znajdują się w średnim wzroście, a z tymi największymi w swoim wieku może być niemal na równi. Jego futro jest długie, czarne srebrne, na którym widnieją ciemne, klasyczne pręgi. Ma również białe znaczenia, mieszczące się na pysku, piersi, brzuchu, palcach i stopach. Zarówno środek uszu, jaki i nos są jasnoróżowe, a wąsy białe średniej długości. Patrzy na świat żółtymi oczami, zawsze obdarowując nimi wszystkich błyskiem dumy, pewności siebie.
Jest to towarzyski kocur, który zawsze obdaruje wszystkich chwilą uwagi, porozmawia na każdy temat angażując się w rozmowę. Jest ciekawy świata i żądny wiedzy, dlatego jeżeli dowie się, że ktoś ma wiedzę na jeszcze niezbadany mu temat - za wszelką cenę będzie starać się wyciągnąć to od tej osoby. Nie, żeby się narzucał, po prostu by się grzecznie targował, jednak łatwo by na pewno nie odpuścił. Skoro o tym mowa - ma on spore ambicje, z których łatwo nie zrezygnuje i będzie się ich trzymać choćby nie wiadomo co. Opracowuje najczęściej jakieś plany, żeby się ich trzymać. Przez to wszystko ma tendencję do samolubnego zachowania i robienia wszystkiego tylko i wyłącznie na swoją korzyść, czego może się łatwo dopuścić mówiąc nawet dokładnie to, co by dana osoba chciała usłyszeć. Jeżeli coś ma wyjść na jego korzyść, nie ma nic, co by miało go powstrzymać przed uczynieniem tego. Takim sposobem dąży do podwyższania sobie reputacji, tym samym nie pozwoli sobie w żadnym przypadku na zaniżenie jej. Po mimo tych wszystkich rzeczy - potrafi być szczerym kotem, na przykład do osób, którym ufa i ma pewność, że go nie zawiodą i nie wydadzą czegoś. Stara się zawsze sprawiać dobre wrażenie, więc nigdy nie można ujrzeć jego futra w nieładzie, tak samo jak i jego samego, no przynajmniej w publiczności. Sprowokowany nie zawaha się użyć pazurów nawet na członku własnego klanu. Na ogół jest miły, pomocny, bystry, zawsze może kogoś wesprzeć.
Chłodna Bryza (KG), Błotnista Kałuża (KC)
Wygląda na to, że Igle trafił się świeżo upieczony wojownik. Trawiaste Źdźbło po czuwaniu oprócz tego, że uciął sobie porządną drzemkę a potem zapolował, to też postanowił rozprostować łapy i pochodzić po terenach, analizując wszystkie swoje plany. Oprócz swoich ambicji, jego głowę zapełniały pewne pytania, na które szukał odpowiedzi od kiedy był kociakiem. Między innymi, chciał porozmawiać z samotnikiem lub pieszczochem i dowiedzieć się nieco o ich życiu. On nie wyobrażał sobie życia poza klanem, więc interesowała go perspektywa kotów, które się urodziły poza nim. Może właśnie dlatego jego łapy pognały na granice? Chyba dlatego.
Dojrzał nagle kotkę, widocznie samotniczkę, ponieważ jej zapach ani nie przypominał żadnego klanu, ani nie miała przerażającego odoru, o którym wszyscy mówią, że pieszczoszki takie mają. Nie miała też niczego dziwnego na szyi, o czym słyszał. Stąd taki wniosek, ale mógł się mylić, lub wiatr niosący zapachy płatał mu figle. Podszedł, nie przekraczając granicy. Owa kotka też tego nie robiła, i lepiej niech nawet nie próbuje. Postanowił zagadać do niej neutralnym tonem — witam, czekasz może na kogoś? — gdyż kotka ewidentnie wyglądała, jakby na kogoś czekała, a przecież przyjaźnie poza klanem można zawierać więc kto wie, może ona czeka na kogoś z jego klanu? Wtedy mógłby podpowiedzieć, co teraz owy kot robi, o ile by wiedział. A może chciała się z kimś zapoznać?
Cały czas sobie chodziła, w końcu jednak postanowiła usiąść przodem do granicy. Poobserwuje sobie bardziej uważnie Wichrowe tereny, może prędzej zobaczy coś ciekawego, albo kogoś. Niedługo później ujrzała jakąś sylwetkę na horyzoncie. Zbliżała się coraz bliżej, a gdy już była wystarczająco blisko, mogła stwierdzić, że ma do czynienia z kocurem. Był wysoki i masywny, miał długie futro z czarnymi pręgami i białymi elementami. Przypomniał jej trochę Wilka.
— Ta, czekam na jakiegoś Wichrzaka, z którym bym mogła się zapoznać — odpowiedziała, bez witania się. Kultura prawie nie istniała w jej życiu. No przykro mi, ale rodzice jej tego nie nauczyli, bo praktycznie ich nie było, w szczególności ojca. Ale nie płakała z tego powodu, nie narzekała, ani nic. Tak wyszło i tyle, od dawna i tak ich nie potrzebowała, i ją nawet nie interesowali. Potrafiła sobie radzić sama bez żadnych problemów. No, prawie. Nic już więcej nie powiedziała, tylko patrzyła się na kocura.
Na pewno nie można go kategoryzować do niskich lub średnich kotów, gdyż zapowiada on się na naprawdę wysokiego i masywnego kota. Obecnie dopiero rośnie, jednak z pewnością przewyższa większość kotów w jego wieku, które znajdują się w średnim wzroście, a z tymi największymi w swoim wieku może być niemal na równi. Jego futro jest długie, czarne srebrne, na którym widnieją ciemne, klasyczne pręgi. Ma również białe znaczenia, mieszczące się na pysku, piersi, brzuchu, palcach i stopach. Zarówno środek uszu, jaki i nos są jasnoróżowe, a wąsy białe średniej długości. Patrzy na świat żółtymi oczami, zawsze obdarowując nimi wszystkich błyskiem dumy, pewności siebie.
Jest to towarzyski kocur, który zawsze obdaruje wszystkich chwilą uwagi, porozmawia na każdy temat angażując się w rozmowę. Jest ciekawy świata i żądny wiedzy, dlatego jeżeli dowie się, że ktoś ma wiedzę na jeszcze niezbadany mu temat - za wszelką cenę będzie starać się wyciągnąć to od tej osoby. Nie, żeby się narzucał, po prostu by się grzecznie targował, jednak łatwo by na pewno nie odpuścił. Skoro o tym mowa - ma on spore ambicje, z których łatwo nie zrezygnuje i będzie się ich trzymać choćby nie wiadomo co. Opracowuje najczęściej jakieś plany, żeby się ich trzymać. Przez to wszystko ma tendencję do samolubnego zachowania i robienia wszystkiego tylko i wyłącznie na swoją korzyść, czego może się łatwo dopuścić mówiąc nawet dokładnie to, co by dana osoba chciała usłyszeć. Jeżeli coś ma wyjść na jego korzyść, nie ma nic, co by miało go powstrzymać przed uczynieniem tego. Takim sposobem dąży do podwyższania sobie reputacji, tym samym nie pozwoli sobie w żadnym przypadku na zaniżenie jej. Po mimo tych wszystkich rzeczy - potrafi być szczerym kotem, na przykład do osób, którym ufa i ma pewność, że go nie zawiodą i nie wydadzą czegoś. Stara się zawsze sprawiać dobre wrażenie, więc nigdy nie można ujrzeć jego futra w nieładzie, tak samo jak i jego samego, no przynajmniej w publiczności. Sprowokowany nie zawaha się użyć pazurów nawet na członku własnego klanu. Na ogół jest miły, pomocny, bystry, zawsze może kogoś wesprzeć.
Chłodna Bryza (KG), Błotnista Kałuża (KC)
Widać, że Trawiaste Źdźbło łączył w sobie cechy samych Wilków. Szkoda, że jeszcze sam nie nosi takiego imienia, byłby komplet, a narrator miałby z czego żartować tak długo, póki żart by się nie wyczerpał. O ile to w ogóle jest śmieszne.
Nie przeszkodziło mu zbytnio, że kotka postanowiła się nie witać. Co prawda nie umknęło to jego uwadze, no ale trudno. Nie warto jej wykreślać tylko z tego powodu, bo zawsze może się okazać ciekawą osobą, a srebrzysty może się nieco dowiedzieć. Słysząc odpowiedź nieznajomej, wyczuł wręcz idealną okazję — no widzisz, przychodzę tu z tym samym celem. Chciałem poznać jakiegoś samotnika lub pieszczocha. — przyznał, a nim niebieska, trochę przy sobie kotka, zdążyła odpowiedzieć, syn Wilczego Pomruku kontynuował — Jestem Trawiaste Źdźbło, a ty? — mówił spokojnym, neutralnym tonem. Nie chciał zbyt wiele emocji wkładać jak na razie w te rozmowę, kiedy się nawet nie rozkręciła i dopiero co poznał ową kotkę. Zawsze był ciekawy kotów, zarówno nowych, jak i starych znajomych. Więc każda rozmowa to dla niego przyjemność. Ogółem poznawanie kotów to dla niego przyjemność.
Uniosła nieco jedną brew, słysząc kocura. No proszę, oboje przyszli z dokładnie takim samym celem. Nie mogła jeszcze uznać, że jej się poszczęściło, bo mimo iż kocur wyglądał na normalnego i ogarniętego, to wciąż mógł ją zaskoczyć czymś głupim. Postanowiła więc dopiero później... ocenić, czy kocur jest w porządku, czy jednak jest skończonym debilem jak tamten Wichrzak, którego zlała przy czterech dębach.
— Szczerze to wątpię, by pieszczoszek się dociągnął aż tutaj — stwierdziła. Przez fakt, że jednak więcej życia spędziła w klanie, koty domowe były dla niej czymś... śmiesznym, niedorzecznym. Nie potrafiła sobie wyobrazić, ani nawet zrozumieć, jak ktokolwiek mógłby żyć z dwunogami, od tak, z własnej woli i mieć wygodne życie, i podcieraną dupę. Przecież tego się nawet nie dało nazwać prawdziwym życiem! — Igła — miauknęła. Również mówiła neutralnym tonem, bo nie miała absolutnie żadnego powodu, by być wredną, czy niemiłą. Przynajmniej jeszcze, bo nikt nie wie kiedy, co i jak się coś popsuje, albo stanie co się jej nie spodoba. Dalej nic nie powiedziała, bo... szczerze, to nie bardzo wiedziała co. Nie była zbyt dobra w rozmowy, ani tym bardziej wymyślanie tematów, więc postanowiła to zostawić Trawce. Może on był w tym lepszy.
Na pewno nie można go kategoryzować do niskich lub średnich kotów, gdyż zapowiada on się na naprawdę wysokiego i masywnego kota. Obecnie dopiero rośnie, jednak z pewnością przewyższa większość kotów w jego wieku, które znajdują się w średnim wzroście, a z tymi największymi w swoim wieku może być niemal na równi. Jego futro jest długie, czarne srebrne, na którym widnieją ciemne, klasyczne pręgi. Ma również białe znaczenia, mieszczące się na pysku, piersi, brzuchu, palcach i stopach. Zarówno środek uszu, jaki i nos są jasnoróżowe, a wąsy białe średniej długości. Patrzy na świat żółtymi oczami, zawsze obdarowując nimi wszystkich błyskiem dumy, pewności siebie.
Jest to towarzyski kocur, który zawsze obdaruje wszystkich chwilą uwagi, porozmawia na każdy temat angażując się w rozmowę. Jest ciekawy świata i żądny wiedzy, dlatego jeżeli dowie się, że ktoś ma wiedzę na jeszcze niezbadany mu temat - za wszelką cenę będzie starać się wyciągnąć to od tej osoby. Nie, żeby się narzucał, po prostu by się grzecznie targował, jednak łatwo by na pewno nie odpuścił. Skoro o tym mowa - ma on spore ambicje, z których łatwo nie zrezygnuje i będzie się ich trzymać choćby nie wiadomo co. Opracowuje najczęściej jakieś plany, żeby się ich trzymać. Przez to wszystko ma tendencję do samolubnego zachowania i robienia wszystkiego tylko i wyłącznie na swoją korzyść, czego może się łatwo dopuścić mówiąc nawet dokładnie to, co by dana osoba chciała usłyszeć. Jeżeli coś ma wyjść na jego korzyść, nie ma nic, co by miało go powstrzymać przed uczynieniem tego. Takim sposobem dąży do podwyższania sobie reputacji, tym samym nie pozwoli sobie w żadnym przypadku na zaniżenie jej. Po mimo tych wszystkich rzeczy - potrafi być szczerym kotem, na przykład do osób, którym ufa i ma pewność, że go nie zawiodą i nie wydadzą czegoś. Stara się zawsze sprawiać dobre wrażenie, więc nigdy nie można ujrzeć jego futra w nieładzie, tak samo jak i jego samego, no przynajmniej w publiczności. Sprowokowany nie zawaha się użyć pazurów nawet na członku własnego klanu. Na ogół jest miły, pomocny, bystry, zawsze może kogoś wesprzeć.
Chłodna Bryza (KG), Błotnista Kałuża (KC)
Na słowa nieznajomej wzruszył jedynie ramionami — fakt, choć różne przypadki mogą się zdarzyć. Wolę nic od razu nie zakładać. — stwierdził. Zawsze jakiś pieszczoszek mógł się wymknąć, zgubić się na nieznajomych terenach, nie wiedzieć, jak wrócić... Równie dobrze mógł spotkać kogoś powracającego do klanu, który był wcześniej porwany przez Dwunożnych i mieszkał z nimi w ich gnieździe. Chociaż tak szczerze, to wolałby spotkać całkowitego Pieszczocha. Był zaintrygowany, jak takie koty mogą rezygnować z wolności, jaką im dzicz daje. Tyle możliwości, tyle zalet... a oni wybierają tak nudne i prymitywne życie. Dostają wszystko pod nos, mogą spać cały dzień, to nie brzmi ani trochę ciekawie. Zero poznawania świata, nabywania wiedzy, satysfakcji z czegokolwiek. Chciałby się dowiedzieć, jak te wszystkie koty to widzą. Zobaczyć to ich oczami, bo nie mógł uwierzyć, żeby kot mógł się aż tak skompromitować i wybierać takie życie całkowicie z siebie, dobrowolnie. Prawdopodobnie te koty nawet nie zdają sobie sprawy z zalet, jakie wypływają z życia na wolności. Aż mu się zrobiło ich szkoda. Chętnie uświadomiłby ich, jak wygląda prawdziwe, pełne adrenaliny życie.
Oczywiście, Trawiaste Źdźbło uwielbiał przejmować pałeczkę, jeśli chodzi o rozmowy. A szczególnie, jeśli ma do czynienia z kotami, które żyją poza klanem. Swoją drogą to zauważył, że kotka prawdopodobnie wie, co to klany. Świadczyło o tym kilka rzeczy, a to nawet i lepiej, bo rozmowa i dowiadywanie się nowych informacji nie będzie utrudnione. Taka szansa to chyba od Gwiezdnych została mu zesłana! Był tylko ciekaw, czy nowo poznana osoba zna kogoś z klanów, czy może sama kiedyś do takowego należała.... jeśli tak to ciekawe, dlaczego w danym klanie już jej nie ma. Jednak nie zakładał nic od razu i nie zamierzał się pytać o jej pochodzenie. Nie interesowało go, czy zna kogoś z klanów, czy może należała do jakiegoś klanu. Był ciekawy zupełnie innych rzeczy, więc właśnie do nich chciałby od razu przejść. Odezwał się więc znowu — ciekawe te życie samotnika? Czym się przeważnie zajmujesz? — spytał luźno, będąc ciekawy, jak mu Igła odpowie.
Prychnęła na odpowiedź kocura, jednak jej nie skomentowała. Nie rozumiała jak ktokolwiek mógł uważać, że pieszczoszek dwunogów mógłby dojść tak daleko, a tym bardziej nie rozumiała, jak kot z klanu mógł tak uważać. Przecież w klanach od początku było wmawiane, że pieszczoszki mają nudne życie i cały czas podcieraną dupę, więc przez to oczywistym powinno być, że takowy kot się nie dociągnie daleko... ale najwyraźniej nie. Może jednak Trawiaste Źdźbło wcale nie był taki całkowicie w porządku, tylko jednak był głupi. Cóż, jeszcze się to okaże podczas dalszej rozmowy, bo nie chciała go od razu na start skreślać.
— Ciekawe nie jest, ale według mnie jest fajne — miauknęła. Kusiło ją by dodać, że takie życie jest sto razy lepsze od życia w klanie, ale się powstrzymała. To nie był dobry pomysł. Zresztą, i tak nie miałaby zamiaru ani ochoty mówić w jakim klanie była, czemu odeszła i w ogóle. Jeszcze ktoś by to wykorzystał i przekazał Klanowi Gromu, co pewnie by się nie skończyło najlepiej. Wolała się podawać za rodowitego samotnika i ewentualnie wmawiać, że po prostu ma znajomości w klanach, przez co trochę wie o nich. Może nie było to jakoś bardzo wiarygodne, ale cóż, lepsze to i bezpieczniejsze niż mówienie prawdy. Chociaż nie, nigdy by się nie przyznała że została wyrzucona, jak już to by powiedziała że odeszła, ale i tak. — Często spaceruję, a czasami z kimś zamienię słowo — odpowiedziała, zgodnie z prawdą. Uwielbiała spacerować i odkrywać nowe miejsca, czego się nie wstydziła i być może nawet lubiłaby się tym chwalić, gdyby tylko faktycznie zaczęła to robić.
Na pewno nie można go kategoryzować do niskich lub średnich kotów, gdyż zapowiada on się na naprawdę wysokiego i masywnego kota. Obecnie dopiero rośnie, jednak z pewnością przewyższa większość kotów w jego wieku, które znajdują się w średnim wzroście, a z tymi największymi w swoim wieku może być niemal na równi. Jego futro jest długie, czarne srebrne, na którym widnieją ciemne, klasyczne pręgi. Ma również białe znaczenia, mieszczące się na pysku, piersi, brzuchu, palcach i stopach. Zarówno środek uszu, jaki i nos są jasnoróżowe, a wąsy białe średniej długości. Patrzy na świat żółtymi oczami, zawsze obdarowując nimi wszystkich błyskiem dumy, pewności siebie.
Jest to towarzyski kocur, który zawsze obdaruje wszystkich chwilą uwagi, porozmawia na każdy temat angażując się w rozmowę. Jest ciekawy świata i żądny wiedzy, dlatego jeżeli dowie się, że ktoś ma wiedzę na jeszcze niezbadany mu temat - za wszelką cenę będzie starać się wyciągnąć to od tej osoby. Nie, żeby się narzucał, po prostu by się grzecznie targował, jednak łatwo by na pewno nie odpuścił. Skoro o tym mowa - ma on spore ambicje, z których łatwo nie zrezygnuje i będzie się ich trzymać choćby nie wiadomo co. Opracowuje najczęściej jakieś plany, żeby się ich trzymać. Przez to wszystko ma tendencję do samolubnego zachowania i robienia wszystkiego tylko i wyłącznie na swoją korzyść, czego może się łatwo dopuścić mówiąc nawet dokładnie to, co by dana osoba chciała usłyszeć. Jeżeli coś ma wyjść na jego korzyść, nie ma nic, co by miało go powstrzymać przed uczynieniem tego. Takim sposobem dąży do podwyższania sobie reputacji, tym samym nie pozwoli sobie w żadnym przypadku na zaniżenie jej. Po mimo tych wszystkich rzeczy - potrafi być szczerym kotem, na przykład do osób, którym ufa i ma pewność, że go nie zawiodą i nie wydadzą czegoś. Stara się zawsze sprawiać dobre wrażenie, więc nigdy nie można ujrzeć jego futra w nieładzie, tak samo jak i jego samego, no przynajmniej w publiczności. Sprowokowany nie zawaha się użyć pazurów nawet na członku własnego klanu. Na ogół jest miły, pomocny, bystry, zawsze może kogoś wesprzeć.
Chłodna Bryza (KG), Błotnista Kałuża (KC)
Trawka miał skłonności do bycia nadmiernym optymistą, co nieraz dawał po sobie znać. Nawet w tym przypadku widocznie się to sprawdziło. Ale może jednak miał racje? Nie mają pojęcia, co się znajduje tam dalej... kto wie, czy nie jakieś jeszcze jedno siedlisko. Być może Igła to wiedziała, ale on nie wiedział, skoro nie miał jak, nie miał po co ruszać się gdziekolwiek poza las i poza swój klan. Nie zareagował na prychnięcie kotki. Trudno, nie trzeba we wszystkim się zgadzać, a na dobrej opinii u niej mu niezbyt zależało. W końcu, nie należała ona do jego klanu i nie zapowiadało się, aby miała dołączyć, a jemu zależy na dobrej opinii głównie od kotów z swojego własnego klanu.
Ciekawe nie jest, ale fajne? Czyli innymi słowy, nie każdemu może te życie podpaść, ale jej się podoba. Kiwnął głową, po czym wysłuchał reszty wypowiedzi Igły. Zwykły spacer, chociaż z pewnością miała ona o wiele więcej terenów do zwiedzania. — często przychodzisz blisko terenów klanów, czy raczej zwiedzasz inne tereny? — spytał, będąc ciekaw, jak często ta samotniczka tutaj bywa.
Igła za to... cóż, właściwie to ciężko było stwierdzić, jakie jej myśli były, i jaka pod tym względem była. Optymistyczna? Na pewno nie, to od razu można było skreślić i co do tego nie powinno być żadnych wątpliwości. Pesymistyczna? Raczej też nie, bo właściwie to nie miała ku temu żadnych powodów, bo nie była jak jej martwy brat Kwiatek, ani nic. Realistyczna? Cóż... może tak? Ciężko stwierdzić.
— Czasami przychodzę nawet na granicę z klanem — mruknęła szczerze. Nie widziała żadnego powodu by się kryć z tym faktem, raczej był on dość normalny. Koty z klanów też przychodziły na granice z innymi klanami, albo z ziemiami niczyimi, jak widać. — A co, aż tak cię to interesuje? — dodała, wyjątkowo spokojnie. Była ciekawa dlaczego Wichrzak o to wszystko tak pytał. Nie potrafił się postawić w sytuacji samotnika i sobie wyobrazić, co on by robił gdyby nim był?
Na pewno nie można go kategoryzować do niskich lub średnich kotów, gdyż zapowiada on się na naprawdę wysokiego i masywnego kota. Obecnie dopiero rośnie, jednak z pewnością przewyższa większość kotów w jego wieku, które znajdują się w średnim wzroście, a z tymi największymi w swoim wieku może być niemal na równi. Jego futro jest długie, czarne srebrne, na którym widnieją ciemne, klasyczne pręgi. Ma również białe znaczenia, mieszczące się na pysku, piersi, brzuchu, palcach i stopach. Zarówno środek uszu, jaki i nos są jasnoróżowe, a wąsy białe średniej długości. Patrzy na świat żółtymi oczami, zawsze obdarowując nimi wszystkich błyskiem dumy, pewności siebie.
Jest to towarzyski kocur, który zawsze obdaruje wszystkich chwilą uwagi, porozmawia na każdy temat angażując się w rozmowę. Jest ciekawy świata i żądny wiedzy, dlatego jeżeli dowie się, że ktoś ma wiedzę na jeszcze niezbadany mu temat - za wszelką cenę będzie starać się wyciągnąć to od tej osoby. Nie, żeby się narzucał, po prostu by się grzecznie targował, jednak łatwo by na pewno nie odpuścił. Skoro o tym mowa - ma on spore ambicje, z których łatwo nie zrezygnuje i będzie się ich trzymać choćby nie wiadomo co. Opracowuje najczęściej jakieś plany, żeby się ich trzymać. Przez to wszystko ma tendencję do samolubnego zachowania i robienia wszystkiego tylko i wyłącznie na swoją korzyść, czego może się łatwo dopuścić mówiąc nawet dokładnie to, co by dana osoba chciała usłyszeć. Jeżeli coś ma wyjść na jego korzyść, nie ma nic, co by miało go powstrzymać przed uczynieniem tego. Takim sposobem dąży do podwyższania sobie reputacji, tym samym nie pozwoli sobie w żadnym przypadku na zaniżenie jej. Po mimo tych wszystkich rzeczy - potrafi być szczerym kotem, na przykład do osób, którym ufa i ma pewność, że go nie zawiodą i nie wydadzą czegoś. Stara się zawsze sprawiać dobre wrażenie, więc nigdy nie można ujrzeć jego futra w nieładzie, tak samo jak i jego samego, no przynajmniej w publiczności. Sprowokowany nie zawaha się użyć pazurów nawet na członku własnego klanu. Na ogół jest miły, pomocny, bystry, zawsze może kogoś wesprzeć.
Chłodna Bryza (KG), Błotnista Kałuża (KC)
No, ten fakt akurat zauważył. Skoro wiedziała tyle o klanach to wiadomo, że musi tutaj czasem przychodzić. Zastanawiał się tylko, jak często. Postawienie się w sytuacji samotnika może i brzmi łatwo, brzmi jak coś, co jest wykonalne, ale jednak to, co on by robił, a co robiłyby inne koty... w tym jest znaczna różnica. Z resztą, on sobie życia poza klanem już nie wyobrażał — no wiesz, całe życie w klanie żyje. Jestem po prostu ciekaw, jak wygląda życie samotnika z perspektywy takiego prawdziwego samotnika. Wyobrażać to ja sobie mogę ile wlezie, ale ile w tym prawdy to już inna sprawa. — odpowiedział szczerze.
Jak mógłby się wypowiadać na jakiś temat, nie znając perspektywy osoby, która faktycznie ma coś wspólnego z daną rzeczą? Mógłby na przykład żyć w przekonaniu, że takie Pieszczoszki nie wiedzą, jak smakuje mysz, a potem by się to okazało tylko jego domysłami. Chciał po prostu rozwiać wszelkie wątpliwości, no i dowiedzieć się co nie co — ale jak cię te pytania męczą, nie interesują, to oczywiście możemy porozmawiać o czymś innym — dodał jeszcze na wszelki wypadek. W końcu, Trawka jest otwarty na wiele tematów. Nie chciał męczyć rozmówczyni czymś, co ją nie interesuje, bo przecież nie o to chodzi w rozmowach.