Wyrosła, i to sporo, od czasów kocięcych. Ma długie, chude łapki, na których mieści się szczupłe, pokryte długą, białą sierścią, ciałko. Sierść ta niemal błyszczy w słońcu, albowiem Truskawka sporą wagę przywiązuje do tego, by nie było na niej ani grama nieczystości, żeby nic nie psuło piękna tej szaty. Kotka nadal strasznie szybko rośnie i jest całkiem możliwe, iż kiedyś będzie jedną z tych wyższych w klanie. Posiada okrągłą główkę, która cechuje się długim pyszczkiem, na końcu którego widoczny jest różowy nosek. Nad ów noskiem, skrzy się para soczyście żółtych oczu. Na czubku głowy znajdują się duże uszka, które wiecznie obracają się we wszystkie strony świata; rzadko można je zobaczyć gdy są bez ruchu. Po dokładnie drugiej od głowy stronie, znajduje się długi, puchaty ogonek, którym często zwykła wyrażać swoje niezadowolenie, czy niepokój (przy czym częściej to pierwsze). Najczęściej porusza się truchtem, nawet jak nigdzie się jej nie spieszy. Ot, taki nawyk.
Nadal jest strasznie uparta, a teraz wręcz się w tym pogorszyła - tylko ona ma rację. A jeśli jej nie ma, to spójrz zdanie wcześniej. Potrafi się kłócić godzinami, byle wyszło na jej. Nie przyzna się, że faktycznie, nie miała w czymś racji, tylko będzie próbowała w jakikolwiek sposób pokazać, że jej racje, to faktyczne racje. Jeśli kiedykolwiek palnęła, że coś zrobi - to możesz być pewien, że to zrobi, nieważne co. Nie wierzysz? Potrzymaj jej piwo. Łatwo zyskać jej sympatię, owszem, ale równie łatwo ją stracić, zależnie od tego jak prowadzi się rozmowę, i co najważniejsze - gdy podważy się jej zdanie - to kaplica. Jest bardzo ambitna, chciałaby być w przyszłości kimś wielkim. Znanym, świetnym wojownikiem, najlepszym na świecie łowcą, przywódcą, zastępcą, nawet mogłaby być medykiem, byle się jakoś wyróżniać. Albowiem chciałaby ona być kimś wyjątkowym. Kimś innym niż wszyscy. Uwielbia wściubiać nosa w życie innych. Nie ma dla niej tematów tabu, czy prywatnych. Jest ciekawskim typem - oprócz wtrącania się we wszystko, co może, zadaje również tysiąc pytań na sekundę. Musi wszak wiedzieć wszystko! Jednak, nie jest uważnym słuchaczem; nudzi ją, gdy ktoś cały czas nawija i nawija. To ona woli robić za nawijacza!
W końcu postanowiła odezwać się Lśniąca Sadzawka, a na jej słowa gromowa medyczka nieco cofnęła uszy. Nie, że nie chciała o tym rozmawiać, że uważała to za temat, który nie byłby interesujący, ot, przywołał bolesne wspomnienia. O kocicy, która w pewnym momencie zastąpiła jej matkę, a która niedługo później, podobnie jak jej biologiczna rodzicielka, również odeszła.
- Zmarła we śnie. Nie wiem, co było powodem. Możliwe, że przepracowanie, może jakaś choroba, nie wiem - odpowiedziała obojętnym tonem, choć, w pewnym momencie jej głos lekko się załamał. Malina zawsze brała na siebie za dużo. Prowadziła dużo treningów, angażowała się w nauki, w patrole, a równocześnie w pomoc w lecznicy, w zbieranie ziół, leczenie rannych i opiekę nad chorymi, gdy Truskawkowy Gąszcz jeszcze tego nie potrafiła. Gdy była tylko zwykłą terminatorką bez wiedzy. Parokrotnie potajemnie podzieliła się z nią swoją wiedzą, żeby nikt z klanu przypadkiem się o tym nie dowiedział i nie mógł twierdzić, że Truskawka jako medyk się nie nada, bo szkoli ją zdegradowana ze swojego stanowiska kocica. - Ale chyba nie przypominam sobie, by mi o tym mówiła? - rzuciła, krótko się zamyślając. - Czy to spowodowało, że tak łatwo zgodziłaś się na dokończenie mojego treningu? Że, można rzec, miałaś dług wobec Gromu? - spytała, acz nie z żadnym gramem pretensji, ot, zainteresowaniem. Zresztą, może to nie było to? Może nie chciała być jak jej mistrz, nie zostawić terminatora i klanu z niczym, a nawet okazać się lepszą niż on biorąc pod swoje skrzydła również innych potrzebujących? Wszak, trening Szczypiącego Mroza również dokończyła, a także miała podobno pomagać Barwnej Wodzie, który ostatecznie nie skorzystał z pomocy i przylgnął do swojej starej mistrzyni nawet po jej śmierci?
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
- Śmierć we śnie to dobra śmierć. Bezbolesna. - mruknęłam. Dobrze, że Malinowe Chaszcze nie umierała w cierpieniach, a jedynie zamknęła oczy i nigdy ich już nie otworzyła. Zasłużyła na spokój przynajmniej w swoich ostatnich chwilach. Poczułam spokój i ulgę po tych wiadomościach.
- Poniekąd tak. Głównie jednak zdawałam sobie sprawę z tego jak to jest znaleźć się w takiej sytuacji. Mnie mój mistrz zostawił. Musiałam jakoś szukać pomocy, byłam bezsilna. Uważam, że żaden Medyk i żaden klan nie powinien się z czymś takim mierzyć. - powiedziałam. Nie jarało mnie trenowanie tych wszystkich medyków ale nie zamierzałam odmawiać pomocy. Sama kiedyś znalazłam się w ciężkiej sytuacji i wiedziałam jak to jest. Wiedziałam jak to jest być bez żadnej wiedzy, jak to jest być bezsilnym w chwili, gdy jest się najbardziej potrzebnym.
Wyrosła, i to sporo, od czasów kocięcych. Ma długie, chude łapki, na których mieści się szczupłe, pokryte długą, białą sierścią, ciałko. Sierść ta niemal błyszczy w słońcu, albowiem Truskawka sporą wagę przywiązuje do tego, by nie było na niej ani grama nieczystości, żeby nic nie psuło piękna tej szaty. Kotka nadal strasznie szybko rośnie i jest całkiem możliwe, iż kiedyś będzie jedną z tych wyższych w klanie. Posiada okrągłą główkę, która cechuje się długim pyszczkiem, na końcu którego widoczny jest różowy nosek. Nad ów noskiem, skrzy się para soczyście żółtych oczu. Na czubku głowy znajdują się duże uszka, które wiecznie obracają się we wszystkie strony świata; rzadko można je zobaczyć gdy są bez ruchu. Po dokładnie drugiej od głowy stronie, znajduje się długi, puchaty ogonek, którym często zwykła wyrażać swoje niezadowolenie, czy niepokój (przy czym częściej to pierwsze). Najczęściej porusza się truchtem, nawet jak nigdzie się jej nie spieszy. Ot, taki nawyk.
Nadal jest strasznie uparta, a teraz wręcz się w tym pogorszyła - tylko ona ma rację. A jeśli jej nie ma, to spójrz zdanie wcześniej. Potrafi się kłócić godzinami, byle wyszło na jej. Nie przyzna się, że faktycznie, nie miała w czymś racji, tylko będzie próbowała w jakikolwiek sposób pokazać, że jej racje, to faktyczne racje. Jeśli kiedykolwiek palnęła, że coś zrobi - to możesz być pewien, że to zrobi, nieważne co. Nie wierzysz? Potrzymaj jej piwo. Łatwo zyskać jej sympatię, owszem, ale równie łatwo ją stracić, zależnie od tego jak prowadzi się rozmowę, i co najważniejsze - gdy podważy się jej zdanie - to kaplica. Jest bardzo ambitna, chciałaby być w przyszłości kimś wielkim. Znanym, świetnym wojownikiem, najlepszym na świecie łowcą, przywódcą, zastępcą, nawet mogłaby być medykiem, byle się jakoś wyróżniać. Albowiem chciałaby ona być kimś wyjątkowym. Kimś innym niż wszyscy. Uwielbia wściubiać nosa w życie innych. Nie ma dla niej tematów tabu, czy prywatnych. Jest ciekawskim typem - oprócz wtrącania się we wszystko, co może, zadaje również tysiąc pytań na sekundę. Musi wszak wiedzieć wszystko! Jednak, nie jest uważnym słuchaczem; nudzi ją, gdy ktoś cały czas nawija i nawija. To ona woli robić za nawijacza!
- Zostawił? - spytała, lekko strzygąc uchem. Więc nie było tak, że poprzedni medyk Wichru zginął, ciężko zachorował, czy coś, a zostawił klan? Zaginął? Wcześniej nie zwróciła uwagi na to słowo, ale teraz jakoś tak porządnie się wybiło na tle całej wypowiedzi, poczuła mocny wydźwięk tego słowa, więc co za tym idzie - zainteresowała się nim. - Tak, jak Ciernisty Kwiat drugi raz Cień? - dopytała jeszcze, z cichym prychnięciem. Klan Cienia absolutnie nie uczył się na błędach. Ich medyczka odeszła, zaginęła, olewała treningi ich terminatora, przekazując dziwne informacje, myląc się na treningach, co mogło kiedyś prowadzić do śmierci jakiegoś jej klanowicza, i odeszła ostatecznie z klanu, a Szczypiący Mróz musiał zasięgać treningów u innego medyka, tylko po to, żeby gdy tylko wróciła z podkulonym ogonem przyjąć ją z powrotem? Pozwolić wybrać trójkę terminatorów, nie dać im porządnego przeszkolenia i znów uciec z klanu? Ponownie zostawiając ich z niczym? Czy naprawdę Polna Gwiazda był tak tępy, żeby popełnić drugi raz ten sam błąd? Wejść drugi raz do tej samej kałuży, która okazywała się głębsza, niż tylko do nadgarstków? Chciała więc dodać, że Cień zasługuje, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język. To nie była wina tych terminatorek, że miały tak idiotyczną mistrzynię.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
- Tak. Dokładnie tak. Któregoś dnia po prostu wyszedł i już nie wrócił. Zostawiając cały klan na moich jedenastoksiężycowych barkach. Bez nawet podstawowej wiedzy. Musiałam prosić się innych klanów o pomóc by po paru księżycach to oni błagali o tę pomoc mnie. Nigdy nie miałam sumienia odmawiać. To nie wina terminatorów, że ich mistrzowie byli gówno warci i zostawili ich na lodzie. Nie chciałam, żeby ktokolwiek musiał przeżywać to, co ja. Patrzeć, jak koty umierają nie z twojej winy, ale jednak masz pełną świadomość tego, że to przez brak twoich umiejętności. - powiedziałam. Każdy powinien wiedzieć, jakim paskudnym kotem był Szałwiowy Dym i jakim paskudnym kotem okazała się być Ciernisty Kwiat. Nic jednak dziwnego, że Polna Gwiazdy nie odważył się spytać się mnie o pomoc. Musiałby przyznać mi rację, a to nigdy nikomu nie mogło przejść przez gardło z jakiegoś powodu.
Był terminatorem od... od może dwóch dni. A może trzech, a może jednego. Nie był pewien - bo to go nie obchodziło ani odrobinę. Liczyło się tylko to, że nim był, że się mógł uczyć i że niedługo będzie najlepszy na całym świecie. Bo będzie! Wiedział to już teraz. Nawet w tej chwili uważał, że jest już wspaniały... ale po prostu, jeszcze nie umiał robić tyle, ile potrafią inni. Ale to nie szkodzi - parę księżyców i...!
Póki co, zajmował się na własną łapkę tym, czym zajmować się mógł - poznawaniem terenów. Ile to razy widział jak inne koty wychodzą? Z tego co słyszał, dwójka kotów zniknęła na parę księżyców nawet i co? I nic, tak w sumie. Więc on też mógł się przejść. Ale nie na tak długo, na jeden dzień tylko! Albo i na mniej, bo jeszcze mama go okrzyczy. A to, mimo wszystko, było straszne.
Od wyjścia, aż do teraz, niespecjalnie wiedział nawet dokąd idzie. I nie obchodziło go to ani troszkę, bo tyle zapachów, widoków i miejsc, ile było wokół, odpychało skutecznie wszystkie niepewności i strachy. Widział pierwszy raz żywą badylarkę, uwidział dwa ptaki - których z nazwy niestety nie znał - później nawet uwidział drzewo, tak duże, tak potężne, jak żadne inne. A później - obcy zapach. Delikatniejszy, ale wyrazisty. A jako, że nawet nie był pewien czym są granice, raźno przekroczył to miejsce, idąc śmiało dalej. Bo przecież - w jego główce - nadal był w Gromie. Tylko troszeczkę dalej.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Pajęcza Łapa wcale nie uciekał od towarzystwa swojej rodziny. Bo przecież to nie tak, że miał z nimi jakiś ogromny problem, że się ich bał! On nie bał się niczego, a koty które Gwiezdni wybrali na jego rodzinę były po prostu niezwykle irytujące. Trening, który książę miał zaplanowany na ten dzień już się zakończył - sukcesem, oczywiście, i kocurek miał sporo czasu wolnego. Mógł robić co tylko mu się podobało, więc naturalnie wybrał się na samotny spacer, tak jak miał w zwyczaju. Obecność innych kotów wcale nie była mu w tej chwili potrzebna, a w obozie było nudno gdy nie było nic do roboty. Także biały nie widział żadnych przeszkód w tym wyjściu na spacer.
Nie bał się również tego, że coś go zaatakuje. Przerobił już z mistrzynią walkę, Przepiórczy Śpiew nawet go pochwaliła i była bardzo zadowolona z jego umiejętności - to tylko potwierdzało, że był niepokonany i w walce z czymkolwiek poradziłby sobie doskonale! Kocur wędrował przez tereny Wichru, zbliżając się mniej-więcej gdzieś w okolice granicy z Gromem. Tak mu się w każdym razie wydawało, bo pamięć niestety nie była jego najlepszą stroną. Ale wtedy, zupełnie znienacka, usłyszał jakiś szelest. Zupełnie nie przestraszony, ruszył w tamtym kierunku, tylko po to by usłyszeć tupot czyichś stóp. I zaraz zobaczył, do kogo te stopy należały.
Nieznajomy pachniał gromową granicą, co go zupełnie zdradziło - był właśnie z Gromu, ale co w takim razie robił na ich stronie granicy? Wyglądał na młodego, młodszego od Pajęczyny, owszem, ale co… Gromowi mistrzowie nie uczą swoich terminatorów o istnieniu granic, czy co?
Pajęcza Łapa stał chwilę w miejscu, skupiając wzrok na kocurku jak na ofierze na którą miałby zapolować. Końcówka jego ogona poruszała się na boki w emocjach. Mógł rzucić się na niego i po prostu wygnać go z granicy, z powrotem na jego teren, ale… cóż, nieznajomy wyglądał ciekawie. Miał taki długi pysk i łapy, i duże uszy, i wyglądał bardzo inaczej, a w dodatku to szedł do przodu tak pewnie, jakby sam niczego się nie bał. Pajęczynka musiał przyznać, że to było niezłe. Przecież każdy wie, że koty spoza Wichru nie mają prawa przekraczać tej granicy, bo inaczej zginą!
Ujawnił się. Wyszedł spośród zarośli szybkim krokiem, zaraz znajdując się tuż przed drugim kocurkiem i mierząc go groźnym wzrokiem, ale na białym pyszczku zaraz pojawił się krzywy uśmiech, ujawniający kiełki.
- Zatrzymaj się, geniuszu. Przekroczyłeś granicę. - mruknął lekceważąco, ale zaraz uniósł brew, przyglądając się nowo poznanemu. - Jesteś taki głupi, czy taki odważny? Co cię tu sprowadza? - wyprostował się dumnie, chcąc od razu pokazać gromiakowi że ma do czynienia z najważniejszym kotem z Wichru.
Nie bał się. Niewiele też myślał i niczym się właściwie nie przejmował - bo czym? Wuj mu mówił o wilkach i innych strachach, ale... ale jakoś nic złego się nie działo. Wszystko co minął, było miłe, przyjemne i ciekawe. Nie straszne. Jedynym, co go wystraszyło, to nagle materializujący się przy nim kot. Obcy kot! Który nazwał go mądrym... a potem głupim. Hm!? - To jestem w końcu geniuszem czy głupkiem - mruknął, nawet nie czując odrobiny urazy. Bo nie wiedział, czy ma być zły, czy nie. Zbyt dużo mu zamętlił w głowie obcy. Właśnie, obcy. Mówiący o granicy. - Nie no, co ty mówisz. Przecież jestem praktycznie... Troszeczkę od Gromu. To nadal moje tereny!! Nasze, nie? Nie widziałem cię na ceremonii. Byłeś chory? Jak Wełna i Płomyk?
Którzy w sumie dotarli - a przynajmniej Wełna. Nie pamiętał Płomyka... więc może dalej chorował!
On się nie prostował. Miał to gdzieś - jakby chciał mu pokazać siłę czy coś, po prostu by go trzepnął. A postura była najmniej ważna. No, przynajmniej dla niego! - Ja cię chyba w ogóle nie znam. Nie pamiętam cię z kociarni. Musiałeś zachorować super szybko! Jestem Wiatr, może ty słyszałeś o mnie chociaż, co?
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
On sam również na swojej drodze nie spotkał jeszcze nic strasznego, poza irytującymi kotami. Dorośli potrafili tak dużo gadać o zagrożeniach poza obozem, o różnych potworach i stworzeniach które wręcz czekają by położyć łapska na niedoświadczonym kociaku - a tu proszę, wygląda na to, że nic takiego mu nie groziło! Teraz już na pewno nie, bo trenował na wojownika i był silny, i w ogóle.
Przewrócił oczami kiedy dotarło do niego, że młodszy kot nie zrozumiał jego sarkazmu. No dobra, czyli do niego trzeba będzie raczej mówić wprost. Zapamięta to na przyszłość…
- Chyba raczej głupkiem, skoro nie potrafisz nawet drugiego kota zrozumieć. - burknął w odpowiedzi, jakby do siebie. Jednak zaraz na pyszczek książątka powrócił złowieszczy uśmieszek. Spotkał wreszcie kogoś spoza Klanu, kto nie był śmierdzącym rzeczniakiem! Było to chociaż trochę lepsze właśnie od wcześniej wspomnianego spotkania. Bo Rzeki Pajęczyna miał już absolutnie dosyć! A z tym niedoświadczonym kotem może sobie pogadać, wyciągnąć od niego jakieś informacje…
Pajęczynka zmrużył oczy i otworzył pysk, przez dobrą chwilę analizując z głupią miną słowa wypowiedziane przez towarzysza w rozmowie.
- Coo… nie! Ja nie jestem z Gromu, no co ty! - zawołał nietypowo piskliwym głosikiem, zbyt zaskoczony żeby zareagować jakkolwiek inaczej. Co on sobie myślał, że on wygląda jak jakiś głupek z Klanu Gromu? Obrażał go w ten sposób! Phi! - Jestem Pajęcza Łapa, terminator Klanu Wichru. Klanu Wichru, na którego terenach właśnie stoisz, tak się składa. - uśmiechnął się złośliwie, trącając kocurka przednią łapą w jego łapy, jakby chcąc zwrócić mu uwagę na to, gdzie je postawił. Jak mógł być tak nieuważny? Z jego słów wynikało, że nie zrobił tego specjalnie. Że chyba kłamał, oczywiście….
- Słuchaj, Wiatr, ty jesteś kociakiem czy co? Twoje imię brzmi kociakowo, nie wiesz w ogóle gdzie łazisz… Może powinienem zabrać cię do obozu Wichru, to tam zdecydujemy co z tobą zrobić? - myślał na głos, zerkając do w kierunku obozu, to na pyszczek nowo poznanego. Może chciał go nastraszyć, może serio się nad tym zastanawiał… najbardziej ciekawiło go, jaki jest ten Wiatr i jak zareaguje na jego słowa.
Oblizał pysk, uniósł uszy do góry. Więc był jego zdaniem głupi? No, był. Trochę był, wiedział, ale nie miał prawa nikt tak mu mówić. Głupota niemniej była przepustką do bycia upierdliwym, co nie? Jak najbardziej. - Nie no, ty mi mówiłeś że jestem geniuszem. To co teraz zdanie zmieniasz? Ty chyba niezbyt rozumiesz to i owo! - odrzucił, odwzajemniając uśmiech. Zadziorny. Doskonale wiedział co robi, wiedział że teraz się głupio przegaduje. I robił to jedynie w ramach zaczepek, a nie by mu cokolwiek udowodnić. Bo w tym był pewien.
Nie jak względem granic. Jak to ten przed nim nie był z Gromu? To co robił... w Gromie. Ściągnął brwi, machnął ogonem - ale nie w złości - a potem wysłuchiwał reszty. Pajęcza Łapa... Pająk? Skrzywił się tylko. Płomyk by się od razu zakochał w tym imieniu z tą swoją miłością do owadów. Dla Wiatru takie imię byłoby utrapieniem. Ale przynajmniej kolega nie był aż tak obrzydliwy, jak te ośmionogi. Był wręcz ładny. Lub po prostu - zwykły. Jak każdy kot. - Kurde, tej! - mruknął, od razu oddając to trącenie. Nieco mocniej - ale nie tak, by zrobić krzywdę. Wiatr był po prostu troszeczkę silniejszy i tej siły kontrolować nie umiał. Nie chciał mu sprawiać bólu. Ewidentnie, nie chciał. Szczególnie, że zaraz po prostu odwrócił wzrok na bok, aby się rozejrzeć wokół. - Na pewno nie jesteśmy w Gromie?... Byłem pewien, że obóz jest... no... zaraz obok.
Wrócił wzrokiem znów do niego. Nie był zły, nie stresował się. Raczej po prostu nie rozumiał co się dzieje. Ale to nie szkodzi. Przynajmniej miał przygodę!!! - O, no... Wiesz, jak dla mnie spoko. Tylko musiałbym wrócić zanim będzie bardzo ciemno - uśmiechnął się nieco szerzej. Skoro go zapraszał gdzieś, czemu miałby nie iść? Nie nudziłby się. Poznałby więcej miejsc. Same plusy!!! Byleby mama nie martwiła się jak za długo go nie będzie. I Dymiący Staw, i tata, i Iskierka... - Nie lubię pająków, ale mój brat bardzo się nimi interesuje. Mam nadzieję, że ty będziesz przyjemniejszym pająkiem, niż wszystkie inne. Gdzie jest ten obóz?
Dodał po chwili, uniósł kąciki ust ku górze. On mógłby iść właściwie już i teraz, a jak!
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Pajęcza Łapa był taki wyjątkowy, że mógł mówić co tylko mu się podobało, i chyba najwyższa pora aby Wiatr coś takiego zrozumiał! Póki co jednak, pomimo swojej, według Pająka, głupoty, gromowy terminator nie zirytował go aż tak żeby zapracować sobie na bitkę. To wiele mówiło. Prawda była taka, że biały książę uznał go za zbyt interesującego, by od razu zamienić go w pokarm dla wron.
- Ja doskonale rozumiem! - zarzucił łbem w bok, na moment jakby się zupełnie obrażając, ale jego mordka się nie zamknęła. - Przyszedłeś tu po to, żeby mnie obrażać? W takim razie wiedz, że na kogoś takiego jak ty czeka tylko i wyłącznie śmierć z moich pazurów! - powiedział nieco spokojniej, mrużąc swoje jasne oczęta. A co tam, niech młody wie, co go czeka jeśli dalej będzie taki… taki upierdliwy!
Zauważył to skrzywienie się kocurka na odgłos jego imienia. Zmarszczył się na to niemiłosiernie i nadąsał, nie rozumiejąc tej reakcji ani trochę. On polubił swoje imię, wszyscy inni powinni czuć się z tym tak samo… że chyba to koty z Gromu są jakieś takie dziwne? Nigdy nie zrozumie innych Klanów…
Zachwiał się minimalnie czując to trącenie swojego towarzysza rozmowy, i wybałuszył oczy w zaskoczeniu. Jego sylwetka początkowo nie sugerowała białemu takiej siły… Było to godne podziwu, bo nie chciał mu wyraźnie zrobić krzywdy a i tak odrobinę zapiekło w uderzonym miejscu. Pajęczynka uniósł łapę i momentalnie oddał kocurkowi, trochę mocniej.
- Na pewno, na pewno. - powiedział, wywracając oczami bardzo dramatycznie. - Jestem terminatorem już trochę czasu i umiem jednak rozpoznać własne tereny. W przeciwieństwie do ciebie… - to, co dodał na końcu było zupełnie niepotrzebne i o tym wiedział… ale po prostu nie mógł się powstrzymać przed złośliwą uwagą.
Wyraźnie był zdziwiony słowami młodszego kocurka. On… na serio chciał z nim iść? Do obozu Klanu Wichru? Przecież to oznaczało pewną śmierć dla takiego kociaka jak on, nie?! Co on sobie wyobrażał? Według Pajęczej Łapy był odrobinę zbyt ciekawy żeby tak od razu umrzeć. A mama chyba ukręciłaby białemu głowę gdyby przyprowadził do obozu jakiegoś gromiaka tylko po to, by go nastraszyć…
- Żartowałem, bystrzaku. Koty z innych Klanów nie mogą od tak wchodzić do obozu Klanu Wichru… ani na nasze tereny. Dlatego najlepiej będzie, jak wycofasz się trochę i pogadamy na samej granicy. Co ty na to? - jego głos był pełen wymuszonej życzliwości i mądrości, ale pysk kocurka sugerował, że ten jedynie robił sobie z towarzysza jaja. Uśmiechał się złośliwie, a na słowa o byciu przyjemniejszym pająkiem chwilę się zastanowił, z uwagą mierząc Wiatr spojrzeniem. - Zależy, czy sobie na to zasłużysz. - odpowiedział finalnie, prosto, posyłając ciemniejszemu uśmiech i unosząc brwi. Uroczy właściwie ten Wiatr.
- Obrażać? - uniósł rozbawiony brwi do góry. Oh, kto kogo tu zaczął obrażać! - Jedynie powiedziałem, żeśmy się nie zrozumieli. A to nie obraza, wszak każdy może się pogubić w tym co mówi. Nie?
Dodał spokojnie, zaśmiał się cicho. Śmierć. Zabawne - bo zdecydowanie nie był na nią gotowy. A ta, jak wiatr, już zaczęła za nim się kręcić. Wpierw wuj o niej mówił, później widział aż trzy martwe koty, teraz nowy znajomy zaczął mu nią wygrażać. A ta, wbrew wszystkiemu, była mu coraz mniej straszna. Bo robiła się czymś zwykłym. Czymś, czego nie uniknie. - Ja w sumie uczę się sam. Wiesz, tak jest szybciej. No! I jak powiem Dymowi, że sam już znam cały Grom i... i nie tylko, to na pewno będzie się cieszył, że umiem już tak dużo! Będzie dumny - przyznał samemu sobie. No, nie mogło być inaczej, co nie!? Na pewno nie. Nie wyszedł w końcu na głupi spacer, tylko chciał się uczyć co i jak. A to co innego! - Czemu nie? - to była Wichrowa zasada? Czy każdy Klan tak miał. A jak Wichrowa - czemu? To bez sensu. Wiaterek by nikogo nie skrzywdził. Pobawiłby się z Pajęczyną, może z jego rodzeństwem, wróciłby do domu i... i tyle! I wszystko byłoby super. Na kolejną uwagę podniósł uszy ku górze. No... w sumie, mógłby się wycofać. Prawda. Machnął głową, robiąc parę kroków w tył. - O tu. Wystarczy?
Jeśli nie - cofnąłby się jeszcze ciut dalej. To mimo wszystko nie jego teren. Nie mógł decydować co i jak, nie wypadało mu. Wspominanie o jego mądrości komentował szerokim uśmiechem. Wesołym - być może nawet aż zbyt. - Oho? Powinieneś uważać. Wiatr bardzo łatwo może zdmuchnąć byle pajączka. Ale nie wyglądasz na takiego... byle jakiego pająka - zagadał wesoło. Zadziornie! Aby i ten się starał i pokazywał, że nie jest byle jaki. Że widział, że jest... ciekawy, że dobrze się prezentuje. A i przy okazji, że na dobrą sprawę, że się go nie boi - bo nawet jak wcześniej mu oddał, mocniej - Wiatr nawet nie zareagował. Po prostu popatrzył się na ich łapy i uśmiechnął. Nie bał się. Nie miał czego.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Pajęczyna skrzywił mordkę w wyraźnym zamyśleniu, dobrą chwilę analizując dziwnie wypowiedziane słowa gromiaka.
- Dobra… niech ci będzie. - wymusił lekki uśmiech i polizał się po barku, układając swoje futerko i starając się ukryć zakłopotanie.
Śmierć… Pajęcza Łapa nie wierzył w swoją śmierć, także dla niego też nie była tematem jakkolwiek strasznym. Niektóre koty umierają, wielu to czeka, ale szczerze mówiąc? On nie widział siebie jako Gwiezdnego, także bardzo mądrze stwierdził, że śmierć go po prostu nie dotyczy. W końcu kto śmiałby go zabić, prawda?! Tylko głupiec by próbował!
- Hm. Może i tak. Uczenie się samemu nie jest takie złe, przyznam ci rację. Wiem o tym, bo sam w wieku kociaka wyszedłem z obozu razem z przyjacielem. - podniósł lekko łebek, widocznie dumny z tego osiągnięcia. Albowiem wszyscy mu wpajali jakie to niebezpieczne, a jemu i Borsukowi przecież nic się wtedy nie stało! - Wiesz, dorośli myślą że są tacy mądrzy. Ale często za mocno trzymają się zasad. Lepiej jest robić to, co się chce! - stwierdził zaraz, nakręcając się znów na swoje przemyślenia.
Westchnął teatralnie na słowa drugiego terminatora, pochylając lekko łeb, jakby w rezygnacji.
- Wiesz, Wiatr… Sam może i nie zgadzam się ze wszystkimi zasadami, których trzymają się moi klanowicze, ale sam bym nie chciał żeby jakieś obce koty chodziły mi po terenach bo tak się im podoba. Gdybyś się nie zgodził i nie wycofał… - zamilkł na moment, patrząc uważnie na łapy kocurka który akurat się wycofywał. - Obawiam się, że nie obeszłoby się bez walki. - wytłumaczył, przechylając lekko łebek i szukając wzrokiem reakcji gromiaka.
A na następne słowa pointa zaśmiał się, wręcz melodyjnie, dramatycznie unosząc pysk. I zrobił te kilka kroków bliżej kocurka, tak, że Wiatr mógł poczuć jego oddech na wąsach.
- Nawet nie wiesz, jak wyjątkowym pajączkiem jestem. - powiedział, nieco niższym głosem, uśmiechając się od ucha do ucha. Skoro już rozmawiali tak miło, to postanowił upewnić Wiatr w tym przekonaniu - że wcale nie jest byle kim, i gromowy terminator powinien się cieszyć, że może spędzać czas w jego towarzystwie. - A ty, Wiatr… mam nadzieję, że mnie nie zawiedziesz. Sam wyglądasz na interesującego kota. - powiedział prosto, jakby normalną rzeczą było to, że tego wymagał… aby każdy udowadniał mu, że jest wart jego uwagi.
Przyznał mu rację, nie kontynuował - Wiatr więc wewnętrznie poczuł niesamowicie ciepłe, przyjemne uczucie. Ale to nie na długo, bo nie lubił się pysznić, ni nic z tych rzeczy. To jest, lubił, ale... nie w ten sposób. Wolałby słuchać jakichś miłych rzeczy na swój temat, ale takie o, przystanie na to co mówił, też był w sumie dość okej. - Ja jestem pierwszy raz poza - pochwalił się zaraz. No! Bo to był powód do pochwał. Pająk był jego pierwszym znajomym innym niż Gromiacy, co nie? Mógł czuć się teraz super ważnie. A kolejne - to o dorosłych... Przytaknął głową. - Oni są w ogóle głupi jacyś. W większości. Myślałem, że to jedynie cecha Gromiaków, ale z tego co mówisz... może to cecha starszych, po prostu.
Ale nie wszystkich. Bo mimo wszystko, niektórzy byli całkiem kox i ich by nie nazwał skończonymi głupkami. No, ale... dla poklasku mógłby to zrobić. Później, po krótkim "aha" - bo walki się nie obawiał - skupił się na reszcie. Był wyjątkowym pajączkiem, przynajmniej swoim zdaniem. Ocenić to będzie mógł co prawda jedynie Wiatr, ale skoro sam sobie stawiał tak wysoką poprzeczkę. - Zobaczymy - wymruczał zadziornie. Innymi słowy - też miał go nie zawieść. - Dzięki, ale... Czy ja wiem! Z wilkiem jeszcze się nie biłem, ale umiem walczyć patykami. Wiesz, to taki mój znak rozpoznawczy.
Wcale nie, bo póki co, wiedziała o nim tylko Iskierka. - Jak nim macham, to robi się taki wiaterek. No, i ja to Wiatr. Łapiesz, nie? Poza tym, w sumie, wiesz że chyba nie wiem co innego ciekawego mógłbym powiedzieć nawet o sobie? Nudno w tym Gromie jak cholera. Teraz ledwo co wyszedłem i już, o, coś ciekawego się dzieje, bo na ciebie wpadłem. Ale to chyba nie sprawia, że ja jestem interesujący. Jak w ogóle określić, że ktoś jest interesujący? - zmarszczył na moment brwi. Może nie chodziło mu o takie... no, bycie interesującym, takie o? Może chodziło mu o jakieś inne słowo i się pomylił? Albo to Wiatr nie ogarniał - i to byłoby najbardziej prawdopodobne. - Ty się wydajesz być fajny. Cieszę się, że na ciebie wpadłem.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Oh, a tymczasem Pająk był nieco innym typem kota. On chwytał się wszystkich pochwał jakby zależało od tego jego życie! Uwielbiał rozmyślać nad nimi i tonąć w nich jakby był faktycznie kimś wielkim i ważnym… bo za takiego właśnie się uważał!
Ale wracając do rozmowy, Pajęczynka nie wątpił w to, że jego znajomy był poza obozem po raz pierwszy. W końcu kto o zdrowym umyśle, kto zna tereny i był na nich już nieraz, wchodzi nieproszony na tereny Wichru? Przecież gdyby biały chciał, mógłby teraz powyrywać Wiatrowi wąsy! Tak w ramach prostej nauczki na przyszłość!
- No, widać. - prychnął, uśmiechając się leciutko, aczkolwiek wciąż złośliwie. Uwielbiał dogryzać tak innym. Natomiast na następne słowa drugiego terminatora, książę uśmiechnął się bardziej z satysfakcją i rozbawieniem. - Nie? Nie zdziwiłbym się gdyby to była cecha Gromiaków, ale faktycznie, starsi mają tak też w Wichrze… Na Gwiezdnych, mam nadzieję, że sam nie zdurnieję na starość! - przewrócił oczyma, bo wiedział że to niemożliwe i pozostanie mądry, o pięknym umyśle. Ale śmiesznie było sobie tak pożartować, na swój własny sposób.
Wiatr nie wydawał się przejęty. Wyraźnie nie zdawał sobie sprawy z tego, do czego zdolny jest Pajęcza Łapa. Co było dosyć dziwne, bo sam wyraźnie nie miał za sobą treningu walki, a Wichrowy terminator już tak. Powinien się bać takich rzeczy! Może faktycznie nie był odważny, tylko mysiomóżdżkowy? Pajęczyna przyjrzał mu się uważnie z bliska, a uśmiech nie znikał z jego jasnego pyszczka.
- Mhm… - zgodził się, wpatrzony zmrużonymi oczętami w znajomego, ale zaraz otworzył swoją mordkę w wyraźnym zdziwieniu. - Zaraz, co? - jak to walczyć patykami? To jakaś taktyka w Klanie Gromu, czy co? Brzmiało słabo, ale biały kocurek nastawił uszy w zaciekawieniu.
- Brzmi dziwnie. Ale właściwie… chciałbym to zobaczyć. - może po to, żeby się z Wiaterka pośmiać? Może po to, żeby zdobyć wiedzę o tej technice? Kto wie, kto wie… W każdym razie syn Lśniącej Sadzawki uniósł lekko brwi na kolejne słowa towarzysza, i przechylił głowę z uśmiechem.
- Też się z tego cieszę. Bo wiesz, nieważne ile dzieje się w Klanie, poza nim zawsze można znaleźć coś ciekawszego… Dzisiaj spotkałem ciebie, i może Gwiezdni tego chcieli. Może to znak, że dwójka niezwykle znudzonych kotów na siebie wpadła… - mówił z błyskiem w oczach, wpatrując się na moment w niebo. Ciężko stwierdzić, czy żartował czy nie, ale jego głupi uśmiech mógł sugerować to pierwsze. - Wydajesz się spoko, Wiatr. Może nawet moglibyśmy się kumplować gdybyś należał do Klanu Wichru. - rzucił jeszcze. Ale cóż… fakt był taki, że byli właściwie wrogami. Według Pajęczyny, w każdym razie. To nie sprawiało jednak, że kocurek nie mógł poznać swojego towarzysza i spędzić z nim czasu, prawda? - A to czy ktoś jest interesujący oceniam ja. Dlatego sugeruję, abyś nie zawiódł.
- Nie zdurniejesz! Takim trzeba być od zawsze. A ty się durny nie wydajesz ani trochę - choć przed chwilą w przegadywaniu się mógł odnieść inne wrażenie. Tak czy inaczej; teraz przynajmniej słyszał, że Wiatr na pewno nie ma go za byle głupka. Przynajmniej póki co, bo kto wie - może za jakiś czas okaże się, że jest jednak inaczej... oby nie. Nie chciał, absolutnie, aby jego nowy znajomy nie miał nic w głowie. Lub inaczej, żeby miał w głowie właśnie bardzo dużo. Wtedy byłby sztywny... - Może kiedyś zobaczysz, wiesz! Do tego musiałbym znaleźć odpowiedni patyk, byle jakim to nie działa. Bo to za gruby, to za sztywny, to za długi... No, a szukanie idealnego nie jest proste. Szczególnie jak nie mogę wejść tam dalej. Ale ty chyba możesz wyjść za granicę... to tu jest takie drzewo, to moglibyśmy szukać razem! Jakbyś chciał - bo dla niego nie byłoby to najmniejszym nawet problemem. Mógłby, tak szczerze, od razu lecieć szukać badyli, jeśli jego nowy znajomy wyraziłby tego chęć. Po prostu chciał robić coś tak o, z nim. Bo był przyjemny w obyciu, nawet jeśli miał ten swój uśmieszek i chciał być groźny, czy coś. Wiatrowi to nie przeszkadzało. - A tak to nie możemy? Kto ci niby zabroni. Nawet jakby ktoś zabronił, przecież nikt nie musi wiedzieć.
Zmarszczył zaraz brwi. To nielegalne, żeby się lubili? Głupie.