Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Nie do końca potrafiłam uwierzyć słowom Traszki, chociaż wyglądała na bardziej urażoną (i zaciekawioną) moim pytaniem; czemu zachowywała się tak dziwnie? Czemu pachniała inaczej? Czemu mnie szukała? Czemu wydawała się… inna, mimo iż była tym samym kotem? Chociaż jej cechy jakoś bardzo się nie zmieniły, tak mogłam wyczuć nutkę czegoś innego i ciężko było mi uwierzyć, że to była zasługa mojej osoby… czy Traszka znalazła sobie kogoś innego? Nie… nie żebyśmy w ogóle były razem, przecież nie o to chodzi, ale - cień zazdrości - czy ja go naprawdę poczułam? Och, jaka miłość potrafiła być… dziwna? Czemu wydawało się to tak naturalne, a zarazem kompletnie sprzeczne z moją naturą? Moje miodowe oczy skanowały powoli pyszczek wichrzaczki, ale nawet nie mogłam nic z niego wyczytać, nie mogłam sama znaleźć na odpowiedzi na to wszystko, zdecydowałam więc po prostu popłynąć z prądem.
– Och, po prostu… jeszcze mi nie zagroziłaś w żaden sposób i sama mnie szukałaś. Wydaje mi się, że to pierwszy raz – odpowiedziałam z nieśmiałym uśmiechem.
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
długa, nastroszona sierść | czekoladowy point | białe znaczenia na pysku i łapach | niebieskie oczy z granatową plamką na lewym
Gwiezdni, Honor, Wicher.
Traszce przeszkadza wiele rzeczy, a już najbardziej nieróbstwo bliźniego swego.
Traszka czuje ciepło oblewające jej policzki. Od razu łapie ją potrzeba usprawiedliwienia swoich zachowań, jakby faktycznie w braku gróźb było coś złego.
– Nie przekroczyłaś jeszcze Wichrowych granic, więc nie było powodu by grozić. – wyjaśnia, a wzrok jej ucieka lekko na grunt gdzieś za Truflą. – I szukałam, bo musimy porozmawiać. Miałam powód. – dodaje z naciskiem. A tęsknota to nie powód, uzupełnia w myślach, przypominając sobie ostatnie spotkanie. Nie, Traszkowy Grzbiet nie zjawiła się tu z powodu czegoś tak błahego, jest o tym przekonana. Przez krótki moment rozważa odejście na bok, by nie sterczały tak przy Płaskim Głazie, ale prędko rezygnuje. To ma być szybka, konkretna rozmowa. Taki jest plan.
Bierze wdech.
– Chciałam ci o tym powiedzieć jak najszybciej. Żebyś dowiedziała się ode mnie, nie przez przypadek od kogokolwiek. – nie bardzo wie od kogo i w jaki sposób ruda miałaby się dowiedzieć, ale lepiej dmuchać na zimne. Gwiezdni, czemu te słowa są takie ciężkie na języku, czemu przepchnięcie ich przez gardło to taki wysiłek. – Mam kocięta. Urodziły się niedawno. Ósemka. Nie mają ojca. Znaczy. Chciałam kocięta. Tylko kocięta. Nie żeby jakiś kocur się przy nas potem kręcił i wciskał głupoty do głów. Rozumiesz? On jest nieistotny. Nie zamierzam wychowywać z nim tych kociąt, wolałabym z tobą jak już.
Z dwojga złego, Trufla jest mniejszym zagrożeniem dla chłonnych kocięcych umysłów. Dokładnie to ma na myśli. Wcale nie kąsa jej zazdrość, gdy widzi jak miło Nakrapianej i Zakurzonej. Tu chodzi tylko i wyłącznie o ewentualność.
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Zmiana tonu trochę mnie zaskoczyła, ale nie dlatego, że była niespotykana w zachowaniu Traszki, raczej dlatego, że po prostu nie spodziewałam się, że wydarzy się to akurat w tym momencie; im dłużej jednak myślałam, tym chyba więcej sensu to miało. Tak. Niespodziewaność sytuacji zamieszała mi w głowie, ale mój wyraz pyszczka zostawała neutralny, bliższy delikatnemu uśmiechowi i spokojowi; nie odpowiedziałam nic, wiedziałam, że kotka była konkretna i zaraz dostanę całą historię. I miałam rację.
– Och – odpowiedziałam. W sumie nie miałam na te uderzenie serca innej odpowiedzi, nie docierało do mnie co się wydarzyło, ani dlaczego… Traszka miała kocięta? Ósemkę… miała ósemkę kociąt. Dlatego pachniała mlekiem. I zrobiła je specjalnie tak, by nie miały ojca…? Nie wiedziałam czy rozumiałam ogólnie, ale zarazem rozumiałam całkowicie, gdyby nie śmierć Muchomorowego Boru też bym zrobiła kocięta z samej ciekawości; zobaczyć jak to jest być matką… ale nie spodziewałam się, że to był plan Traszki. – Czekaj. Ze mną? Chcesz wychowywać kocięta ze mną? – zapytałam z lekkim zaskoczeniem (dużym, prawie krzyknęłam), a poza tym moje oczy otworzyły się szerzej, niż kiedykolwiek w życiu. Czy ja się przesłyszałam? Moje serce zabiło mocniej, a ciepło rozniosło się po moim ciele, tym razem mnie to nie interesowało - rzuciłam się w stronę Traszki szczęśliwa, tak by rzucić ją na plecy i przytulić. Czy już przekroczyłam granice? Nawet nie wiedziałam.
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
długa, nastroszona sierść | czekoladowy point | białe znaczenia na pysku i łapach | niebieskie oczy z granatową plamką na lewym
Gwiezdni, Honor, Wicher.
Traszce przeszkadza wiele rzeczy, a już najbardziej nieróbstwo bliźniego swego.
Traszkowy Grzbiet jest bliska wyjścia z własnej skóry, gdy czeka na reakcję Trufli. Nie do końca rozumie skąd się bierze jej niecierpliwość – albo raczej nie chce dopuścić do siebie możliwości, że zna odpowiedź. I że jak mniej udane jednostki potrafi paść ofiarą czegoś tak okrutnego jak uczucia. Albo emocje. Albo ich krewni, inni przeciwnicy logiki ich rozsądku.
W końcu jednak Gromiaczka zadaje pytanie, a wojowniczka może ze świstem wypuścić całe to nagromadzone w płucach powietrze. W teorii, bo w praktyce szok nie powstrzymuje Trufli przed rzuceniem się na Traszkę. I tak jak ta spina odruchowo barki, tak wciąż poniekąd daje się przewrócić na trawę. Nie stawia takiego oporu jak instynkt by nakazywał, bo lwia część procesów myślowych w jej główce idzie na przemielenie reakcji drugiej kotki i ustalenie faktów.
Już otwiera pysk żeby zaprzeczyć, bo w żadnym razie nie sugerowała nic takiego!! Nim jednak pierwsza sylaba opuszcza jej język, przychodzi zastanowienie. Kilka obrazków ze Splątanych Korzeni, miłe wizje, w których Zakurzona może wypchać się mchem, bo nigdy nie będzie mieć tak udanych dzieci i takiej ładnej kotki u boku.
Traszka musi jednak rozważniej dobrać słowa.
– Powiedziałam, że jeśli ty byś chciała ze mną wychować te kocięta, to nie miałabym nic przeciwko. – oferuje sprostowanie, prosto w rudą kryzę. Dwa, cztery uderzenia serca, nim dodaje (zupełnie mimochodem, ze zwykłej ciekawości). – A chcesz?
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Moje szczęście rozpływa się po mnie, każdy mój kłaczek w tym momencie ociekał radością, czułam się jakbym tonęła w morzu, a kiedy spojrzałam na pyszczek pointki - utonęłam znowu; w jej pięknych morskich oczach, które przyprawiały mnie o dreszcze. Znowu poczułam się podekscytowana, tak jakbym nie była cały czas… och, ile we mnie było emocji! I to wszystkich dobrych! Nie zauważyłam nawet jak napięcie zeszło z ciała kotki, ani że w ogóle tam było, wszystkie rzeczy jakie analizowałam zajęły całą moją główkę; uśmiech nie schodził mi jednak nawet na moment.
– Oczywiście, że chcę! – odparłam od razu i liznęłam kotkę po piersi. – Ale wcale nie to powiedziałaś, moja wichrzaczko. – wyszeptałam podsuwając się bliżej jej ucha, które lekko podgryzłam z cwanym uśmieszkiem.
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
długa, nastroszona sierść | czekoladowy point | białe znaczenia na pysku i łapach | niebieskie oczy z granatową plamką na lewym
Gwiezdni, Honor, Wicher.
Traszce przeszkadza wiele rzeczy, a już najbardziej nieróbstwo bliźniego swego.
To niedorzeczne ile radości są w stanie przynieść trzy zwyczajne słówka. Dobrze, że Traszkowy Grzbiet leży przygnieciona ciężarem kotki, w przeciwnym razie istniałoby ryzyko, że wylądowałaby w tym momencie pośród chmur. A każdy kto zna czekoladową wojowniczkę, wie przecież, że jest jednym z najbardziej przyziemnych kotów w tej części lasu.
Z reguły. W tym momencie jednak, na próżno doszukiwać się u niej rozsądku i chłodnego podejścia do sprawy.
– Właśnie, że powiedziałam. – odbija machinalnie, myślami jednak jest w Splątanych Korzeniach. Razem tam są. Nie leży jej się źle na granicy, ale woli wrócić już do obozu. Zanim obudzi się i wyjdzie na jaw, że śni i marzy o tak żenujących rzeczach. – Chodźmy więc, poznasz nasze kocięta. – krótka chwila refleksji. – I Iskrę, jej też trzeba powiedzieć.
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Oczy kotki zaświeciły się jak księżyc odbijający się w tafli jeziora, a ja nie mogłam odwrócić od nich wzroku, przypatrując się to coraz nowszym emocjom, które się w nich pojawiały; szczęście, ekscytacja, radość, chyba nie spodziewałam się kiedykolwiek zobaczyć w nich tyle emocji. Uśmiech na moim pyszczku tylko się powiększał, a język od razu liznął pyszczek Traszki parę razy, czym chciałam okazać jak najwięcej szczęścia.
– Prowadź – powiedziałam, nie myśląc o niczym i o nikim; jedyne co widziałam i chciałam teraz mieć w głowie to wichrzaczka, która… prowadziła mnie do swojego obozu. Głośność w mojej głowie krzyczała jedynie o tym co tu i teraz, a wszystko inne jakby zniknęło.
zt
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
Księżyce: 68 Mistrz: Tupocząca Salamandra, Pustynna Róża Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Cicha Noc Ojciec: Danieli Trop Partner: Zatopiona Wyspa Trwałe urazy: Blizna po borsuczym ugryzieniu na prawym barku
Wysoki, pulchny, szeroki w barach kocur o czarnym krótkim dymnym (ghost markingi) tygrysio pręgowanym futrze. Ma białą końcówkę ogona i podeszwy tylnych łap. Lewe oko - pomarańczowe, prawe - niebieskie. Oklapnięte uszy typu fold.
Egocentryk, narcyz, plotkarz i gaduła. Bardzo nieudolny w żartach. Bardzo łatwo go zdenerwować - ostatnio jednak zrobił się nieco bardziej markotny.
Nie cierpiał Wichru całym sobą, a było tego raczej sporo. Dlaczego więc ryzykował pójście w miejsce, gdzie istniało dość duże ryzyko spotkania jakiegoś Wichrzaka? Nie znalazł odpowiedzi na to pytanie, znalazł jednak rozwiązanie.
Będąc na miejscu wskoczył na jedno z drzew i ułożył się wygodnie na jednej z niższych gałęzi. Zadbał jednak o to, żeby być ukrytym wśród listowia. Jeśli napatoczy się ktoś z pozostałych dwóch klanów, czy chociażby jego własnego, nawiąże rozmowę, jeśli jednak będzie to poganiacz królików, zadowoli się obserwacja i cichym ocenianiem nieszczęśnika.
Księżyce: 82 Mistrz: Kolczasty Grzbiet Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Łajba Partner: Morze, Chrzęszczący Chrabąszcz Trwałe urazy: mała blizna po prawej stronie policzka, podłużne rany na lewym boku, oderwany kawałek lewego ucha
Rudy złoty, tygrysio pręgowany | czarna LP łapka, plamka na karku i po lewej stronie brzucha [chimeryzm] | wysoki i szczupły | białe palce tylnych stóp i biała plamka na gardle | niebieskie oczy
Rekin był już na polowaniu, i było to polowanie całkiem skuteczne, bo klanowi stosik wzbogacił się o parę gryzoni, które oddał z wielką chęcią. Nie lubił ich, nigdy nie smakowały tak, jak sobie to wyobrażał, i choć potrafił być całkiem pojętny, tak tego się nigdy nie nauczył. Mimo świadomości, jak bardzo nie przypasowały mu myszy czy wiewiórki, i tak za każdym razem musi spróbować, jakby tym razem Matka Natura stwierdziła, że zrobi mu przysługę i zaklnie rybę w futrzane ciałko. Tak niestety się nie zdarzyło do tej pory.
Zaprowadził sam siebie, nieco głodny i nieco zawiedziony gryzoniami, w miejsce, gdzie jeszcze mu się zajść nie zdarzyło. Cztery Dęby były ciekawe, naprawdę interesujące, chociaż mniej mistyczne niż mu się wydawały. Widywał statki pokaźniejsze od drzew! Nie miało to jednak znaczenia, niekoniecznie dla nich tu przyszedł, a dla odpoczynku, z dala od oceniającego wzroku Kraśnej Klaczy.
Wskoczył od razu na płaski głaz i wyłożył się w cieple dnia, przymykając oczy na kilka dłuższych minut. A gdy je ponownie otworzył, miał przerzucie, jakby w cieple zasnął na długie godziny, a może nawet dalej śnił, skoro tuż nad nim na gałęzi dostrzegł znajomą postać.
- Chrabąszczu, mój drogi - uśmiechnął się do przyjaciela, podnosząc się nieco z uprzednio płaskiej pozycji. - Mój ty piękny.
Księżyce: 68 Mistrz: Tupocząca Salamandra, Pustynna Róża Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Cicha Noc Ojciec: Danieli Trop Partner: Zatopiona Wyspa Trwałe urazy: Blizna po borsuczym ugryzieniu na prawym barku
Wysoki, pulchny, szeroki w barach kocur o czarnym krótkim dymnym (ghost markingi) tygrysio pręgowanym futrze. Ma białą końcówkę ogona i podeszwy tylnych łap. Lewe oko - pomarańczowe, prawe - niebieskie. Oklapnięte uszy typu fold.
Egocentryk, narcyz, plotkarz i gaduła. Bardzo nieudolny w żartach. Bardzo łatwo go zdenerwować - ostatnio jednak zrobił się nieco bardziej markotny.
Prychnął pod nosem, gdy poczuł napływ świeżego zapachu z wrzosowisk. Wychodziło na to, że skończy się jedynie na obserwacji. Świetnie. Chociaż nie mógł nie zauważyć, że zapach niósł ze sobą coś dziwnie znajomego.
Wtem jednak jego serce zamarło, a on sam wstrzymał oddech. Rude futro. Tak bardzo znane mu rude futro. Obserwował jak kocur wskakuje na głaz i się na nim wykłada. Nie spuszczał z niego wzroku. Przez chwilę zastanawiał się co on tutaj robił, przecież były to klanowe ziemie. No tak. Miał dołączyć do Wichru, już zresztą przesiąknął jego smrodem. Może nawet i jej smrodem. Na samą myśl z gardła wywarło mu się warknięcie.
Wbił pazury w pień drzewa, bo gdyby tego nie zrobił, rzuciłby się zaraz na kocura. Mój drogi? Piękny? Nie doczekanie jego. Wpatrywał się w rudzielca ze złością, ogon machał na lewo i prawo zaraz za nim. Znów zachowywał się jak gdyby nigdy nic. Miał ochote mu za to zetrzeć z pyska ten głupi wyraz. Pazurami.
Księżyce: 82 Mistrz: Kolczasty Grzbiet Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Łajba Partner: Morze, Chrzęszczący Chrabąszcz Trwałe urazy: mała blizna po prawej stronie policzka, podłużne rany na lewym boku, oderwany kawałek lewego ucha
Rudy złoty, tygrysio pręgowany | czarna LP łapka, plamka na karku i po lewej stronie brzucha [chimeryzm] | wysoki i szczupły | białe palce tylnych stóp i biała plamka na gardle | niebieskie oczy
Przekręcił lekko głowę, przyglądając się kocurowi uważnie. Ten nie zareagował ani słowem ani gestem, co sprawiało, że Bonawentura potrzebował się dosadnie zastanowić, czy nie pomylił aby kotów. Pachniał jak Chrabąszcz, poznawał też jego policzki i duże oczy. Milczenie jednak nie pasowało do jego dramatycznego sposobu bycia, co sprawiało, że Wichrzak zaczynał się martwić.
- Wszystko w porządku, Chrabąszczu? - spytał czule. - Nie zrozum mnie źle, ale zdajesz się nie być sobą. Mogę ci jakoś pomóc? - zapytał.
Niesienie pomocy nie przychodziło mu naturalnie, za bardzo miał gdzieś innych, by przejmować się ich problemami. Gromiak był jednak wyjątkiem, i tu zainteresowanie jego dobrobytem było dla Bonawentury tak naturalne jak oddychanie.
Księżyce: 68 Mistrz: Tupocząca Salamandra, Pustynna Róża Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Cicha Noc Ojciec: Danieli Trop Partner: Zatopiona Wyspa Trwałe urazy: Blizna po borsuczym ugryzieniu na prawym barku
Wysoki, pulchny, szeroki w barach kocur o czarnym krótkim dymnym (ghost markingi) tygrysio pręgowanym futrze. Ma białą końcówkę ogona i podeszwy tylnych łap. Lewe oko - pomarańczowe, prawe - niebieskie. Oklapnięte uszy typu fold.
Egocentryk, narcyz, plotkarz i gaduła. Bardzo nieudolny w żartach. Bardzo łatwo go zdenerwować - ostatnio jednak zrobił się nieco bardziej markotny.
Poczuł jak pazury zaczynają go boleć, od wbijania ich w korę drzewa, a sierść unosi się na karku. Nie potrafił zdzierżyć, że kocur zachowywał się tak niewinnie, jakby w ogóle nie rozumiał, że zrobił coś złego. - Stul pysk! -Nie mógł już dłużej słuchać tej jego paplaniny. Tego jego czułego tonu, tego jak rzeczywiście wydawał się być zmartwiony jego stanem. Nie obchodziło go jak szczere były to uczucia, nie chciał żeby go to obchodziło. Nie kiedy szczerość rudzielca była jedynie ignorancją.- Cuchniesz. -Wycedził przez zaciśnięte szczęki chłodno. Niech się domyślili czym zawinił, nie zamierzał mu tego podstawiać pod nos.
Księżyce: 82 Mistrz: Kolczasty Grzbiet Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Łajba Partner: Morze, Chrzęszczący Chrabąszcz Trwałe urazy: mała blizna po prawej stronie policzka, podłużne rany na lewym boku, oderwany kawałek lewego ucha
Rudy złoty, tygrysio pręgowany | czarna LP łapka, plamka na karku i po lewej stronie brzucha [chimeryzm] | wysoki i szczupły | białe palce tylnych stóp i biała plamka na gardle | niebieskie oczy
Przymknął się rzeczywiście, cofając się krok w tył. Ale tylko krok. W końcu to nadal był jego kochany, dobry Chrabąszcz. Odrobinę dramatyzujący i niekoniecznie miły, ale wciąż jego Chrabąszcz. Może zwyczajnie miał słabszy dzień i rykoszetem obrywało się również Bonawenturze. Dobrze, że nie przejmował się tym za bardzo.
- Oh? - tego się nie spodziewał. Obwąchał się nawet, przylizując odstające kłaczki, ale nos szukał, szukał i nie znalazł. - Nie, raczej nie. Może to gdzieś indziej unosi się zły zapach - zaproponował, rozglądając się nawet w poszukiwaniu źródeł przykrego zapachu, który drażnił Chrabąszcza.
Księżyce: 68 Mistrz: Tupocząca Salamandra, Pustynna Róża Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Cicha Noc Ojciec: Danieli Trop Partner: Zatopiona Wyspa Trwałe urazy: Blizna po borsuczym ugryzieniu na prawym barku
Wysoki, pulchny, szeroki w barach kocur o czarnym krótkim dymnym (ghost markingi) tygrysio pręgowanym futrze. Ma białą końcówkę ogona i podeszwy tylnych łap. Lewe oko - pomarańczowe, prawe - niebieskie. Oklapnięte uszy typu fold.
Egocentryk, narcyz, plotkarz i gaduła. Bardzo nieudolny w żartach. Bardzo łatwo go zdenerwować - ostatnio jednak zrobił się nieco bardziej markotny.
Syknął w jego stronę. Nie rozumiał dlaczego w ogóle tak bardzo go to zezłościło, podświadomie przecież wiedział, że kocur się nie domyśli. A jednak zdecydował się tracić na to nerwy. - Przestań. Nie jesteś aż taki głupi. -Burknął, powstrzymując się od kolejnego syknięcia.- Śmierdzisz Wichrem. Co zrobiłeś, żeby osiągnąć to tak szybko? Mizdrzysz się z kim popadnie? A może udało ci się już zrobić kolejny miot? Kto tym razem był tym szczęśliwcem? Oh, dlaczego w ogóle pytam, pewnie nie zapytałeś nawet o imię. -Może i jego słowa były okrutne, może i rudzielec nigdy nie zamierzał go umyślnie skrzywdzić, może to już był po prostu jego urok, ale to wszystko było teraz nieważne. Chrabąszcz chciał go skrzywdzić. Miał do tego święte prawo po tym wszystkim co ten mu zrobił.
Księżyce: 82 Mistrz: Kolczasty Grzbiet Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Łajba Partner: Morze, Chrzęszczący Chrabąszcz Trwałe urazy: mała blizna po prawej stronie policzka, podłużne rany na lewym boku, oderwany kawałek lewego ucha
Rudy złoty, tygrysio pręgowany | czarna LP łapka, plamka na karku i po lewej stronie brzucha [chimeryzm] | wysoki i szczupły | białe palce tylnych stóp i biała plamka na gardle | niebieskie oczy
Niestety, Bonawentura był aż taki głupi. Nigdy mu to jakoś nie przeszkadzało i dobrze mu się żyło. Morze zadawało tylko takie pytania, na które znał odpowiedzi, a ludzie mówili swoimi niezrozumiałymi bełkotami, których nie potrzebował znać. Problemy zaczęły się w momencie, gdy zaczął mieć kontakt z innymi kotami. Nagle się okazało, że relacje są bardziej skomplikowane niż przypuszczał.
- Słucham? - zaczął, marszcząc brwi w konsternacji. - Z nikim się...jak to ująłeś, nie mizdrzę. Nie zrobiłem również żadnego miotu, dlatego też nie miałem kogo pytać, czy też nie pytać w tym przypadku, o imię - wyjaśnił, siadając na głazie. - Prawdę powiedziawszy, dalej nie poznałem żadnego z moich kociąt. Oczywiście nie dlatego, że nie chciałem, ale dlatego że nie uważałem za stosowne pytać, jak się nazywa czyjaś matka.