Kocica w średnim wieku o krótkim jasno-szarym błyszczącym futrze. Nie należy do dużych kotów i jej postura jej dość delikatna, jednak jej brzuch zaczął się trochę zaokrąglać. Oczy są niebieskie, jednak w jednym widać drobne zamglenie, jest to wada wzroku którą ma od urodzenia.
Jedna z największych zagadek, dla własnego klanu, w ostatnich ksieżycach. Kotka niezwykle nieśmiała i raczej małomówna. Boryka się z problemami natury psychicznej. Głównie z odrazą do polowania i bardzo aspołeczną naturą. Cicha i zazwyczaj wycofana, rzadko patrzy prosto w oczy. Jest tak naprawdę bardzo wrażliwa, choć raczej ukrywa to, udając że nie liczy się z niczyim zdaniem. Uwielbia przebywać z kociakami, jednak bycie matką raczej nie będzie jej dane. Jednocześnie momentami wydaje się być szczęśliwa i nieco bezczelna, gdy nie udczuwa strachu przed rozmówcą. Jej instynkty chyba nie działają jak należy i czasem robi coś, czego robić nie powinna. Z wszystkiego wychodzi nam mieszanka, która jest niezrozumiała nawet dla niej samej.
Zorro [P], Brązowy Brzuch [KW], Jelenia Łapa [KC]
Gdy usłyszała znajomy głos, rozpromieniła się z uśmiechem. - Już się zaczynałam bać że coś cię zjadło. - Powiedziała, jednak na jej pyszczku nadal był uśmiech. Czuła się zadziwiająco rozluźniona i spokojna, co wcześniej nigdy nie przypuszczała, że będzie mogła się tak czuć, w takiej sytuacji. - Gdzie wędrowałeś ostatnio? Bo cię nie zauważyłam. - Przyznała, podchodząc bliżej. Perła była chudsza niż zwykle, chociaż nie skrajnie. Na pewno nie tak jak w momencie, gdy całkiem nie była w stanie jeść, wiele księżycy temu. Jedynie skóra na brzuchu nadal była lekko rozciągnięta po porodzie.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
- Na szczęście szczurom się nie udało! Wiesz, poszedłem spotkać się z Lśniącą, z Wichru, bo obiecaliśmy sobie, że kiedyś będziemy razem zbierać zioła i cała banda tych gryzoni nagle na mnie wyskoczyła spod jakiegoś krzaka! Tyle tylko, że wyglądały w sumie groźniej, niż naprawdę były niebezpieczne - oznajmił jej na to śmiejąc się ciepło i jednocześnie przyglądając się jej z wielką uwagą, zaś jego nos zaczął poruszać się prędko, gdy zorientował się, że chyba nie wyczuwa już na niej zapachu Klanu Rzeki. Nic zatem dziwnego, że nieco zmarszczył brwi zastanawiając się, o co dokładnie tutaj chodzi i czy Perła aby na pewno przyszła tylko się z nim spotkać. Tym bardziej, że jej kolejne słowa dały mu zdecydowanie do myślenia i aż nieznacznie przekrzywił łeb, jakby w niemym pytaniu. Nie byłby jednak do końca sobą, gdyby jedynie na tym poprzestał, w końcu słynął raczej z otwartości i bezpośredniości, na dokładkę uważał, że kocica jest jego przyjaciółką, nie sądził zatem, by obraziła się na niego za to, że chce wiedzieć, co się z nią działo.
- Poczekaj, nie zauważałaś? To znaczy, że teraz jesteś tutaj często? Cały czas? Nie wydaje mi się, żebyś dalej pachniała rybami z Rzeki... Czy coś się stało? - zapytał zatem dość prędko, by rozwiać jakiekolwiek wątpliwości, jakie teraz w nim powstały. Zmartwił się jednak przy okazji i poczuł coś jak ukłucie zadowolenia, co odczytał jako całkowicie sprzeczne i dość irracjonalne emocje, ale nic nie mógł poradzić na to, że pomyślał, że być może Perła w końcu uwolniła się w pewnych więzów.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Kocica w średnim wieku o krótkim jasno-szarym błyszczącym futrze. Nie należy do dużych kotów i jej postura jej dość delikatna, jednak jej brzuch zaczął się trochę zaokrąglać. Oczy są niebieskie, jednak w jednym widać drobne zamglenie, jest to wada wzroku którą ma od urodzenia.
Jedna z największych zagadek, dla własnego klanu, w ostatnich ksieżycach. Kotka niezwykle nieśmiała i raczej małomówna. Boryka się z problemami natury psychicznej. Głównie z odrazą do polowania i bardzo aspołeczną naturą. Cicha i zazwyczaj wycofana, rzadko patrzy prosto w oczy. Jest tak naprawdę bardzo wrażliwa, choć raczej ukrywa to, udając że nie liczy się z niczyim zdaniem. Uwielbia przebywać z kociakami, jednak bycie matką raczej nie będzie jej dane. Jednocześnie momentami wydaje się być szczęśliwa i nieco bezczelna, gdy nie udczuwa strachu przed rozmówcą. Jej instynkty chyba nie działają jak należy i czasem robi coś, czego robić nie powinna. Z wszystkiego wychodzi nam mieszanka, która jest niezrozumiała nawet dla niej samej.
Zorro [P], Brązowy Brzuch [KW], Jelenia Łapa [KC]
Szczury? Na szczęście Perła nigdy nie musiała dotąd walczyć z całą grupą. Wiadomo że jeden zazwyczaj nie jest w stanie zrobić więcej, jak jakieś zadrapania. Ale w sumie w dużej grupie, podejrzewała że byłoby nie tak łatwo. - Dużo masz znajomych z innych klanów? - Zapytała z zaciekawieniem, bo zdołała się zorientować że chyba nie poszło im najgorzej, skoro nadal żyje. Jej ucho drgnęło gdy zadał pytanie, a wzrok chwilowo uciekł gdzieś na bok. Ale nie miała powodu by mu nie mówić. Jakby nie było...zasadniczo nie miała w tym momencie nikogo tak zaufanego. Poza tym nie sądziła by akurat Toń miał do niej wąty o coś. Mogła jak najbardziej podejrzewać w przypadku Jeżynowego Ciernia, Czerwonego Maku, czy nawet innych wojowników. Lub Liliowej Łapy którą zostawiła podczas niedokończonego treningu. Ale dostanie z pewnością nowego mistrza. Jak już nie dostała. Em...to się stało... - Powiedziała nieśmiało, wskazując łapę na obrożę. - Dwunodzy mnie zabrali siłą. A gdy udało mi się wrócić...Świetlikowej Gwiazdy nie było, a Czerwony Mak najwyraźniej uznała że to najlepszy moment by się mnie pozbyć. - Powiedziała, streszczając w dużym skrócie. Bardzo dużym. Nadal bolało ją że poświęcenie przez większość życia, widocznie nadal nie zapewniało chociaż minimalnego szacunku, jeżeli nie spełniałeś ich "standardów". I nadal nie mogła się pogodzić, mówiąc sobie że jeszcze nie wszystko stracone. Że jeszcze będzie mogła pomówić z Świetlikową Gwiazdą. - Zasadniczo to zajęłam sobie miejsce niedaleko stąd. Z tego co widziałam przez ten ponad księżyc, to jest tu całkiem spokojnie. Jedzenie też da się znaleźć. - Powiedziała ponownie z uśmiechem, próbując zmienić temat. Nie chciała rozwodzić się nad tym co się stało. Bo rozwodzenie i tak nic nie zmieni, póki przywódca nie wróci. A wątpiła by Toń mógł jej pomóc w tej sprawie.
/Uznajmy że to przed sesją z Liliową i Perła nie wie jeszcze o śmierci Świetlika./
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
- Nie wiem, czy można tak powiedzieć. Znam Lśniącą i Lawendę, ach, no i Szyszkę, poznałem też Sopelek, ale nie ze wszystkimi mam możliwość się spotykać i rozmawiać. Ale lubię chodzić na granice z Klanami i rozmawiać z kotami, które mają na to ochotę - odpowiedział uśmiechając się do niej całkiem szczerze i radośnie, jakby nadal był dzieckiem, jakby nadal był niewielkim kocięciem, przed którym życie stoi otworem, który nie zamierzał zaprzątać sobie głowy czarnymi myślami. Owszem, tęsknił za życiem pośród innych kotów, ale jeśli te miały być tak fałszywe i zdradzieckie jak węże pełzające po Rzece, to zdecydowanie wolał swoją samotnię, swoje odosobnienie, swój własny świat, który budował według własnego widzimisię i zgodnie ze swymi potrzebami. Cieszył się, że może się spotykać z Lśniącą, która wyraźnie przykazała kotom z Klanu Wichru, by w razie jego zjawienia się na granicy i złożenia jakiejś prośby po nią posłali. I miał nadzieję, że kocica znajdzie również chwilę, by poopowiadać mu znowu nieco więcej o ziołach, a nawet poszukać ich z nim po tej stronie Grzmiącej Ścieżki. Pamiętał też o obietnicy, jaką złożył Łososiowi - że uda się z nim do siedlisk Dwunożnych, by pomóc mu tam zbierać medykamenty, jakich nie można było znaleźć w tej okolicy.
- Dlaczego mnie to wcale nie dziwi? - odpowiedział po chwili marszcząc nieznacznie nos. Nie dopytywał o nic więcej, bo Perła wyraźnie nie chciała o tym mówić, a on i tak czuł, że nie było sensu drążyć. Doskonale wiedział, jaka była Czerwia i nie spodziewał się po niej niczego innego, zawsze uważała się za lepszą, zwłaszcza za lepszą w stosunku do stojącej przed nim wojowniczki. Kto dał jej do tego prawo, Toń nie wiedział, ale szczerze mówiąc miał to w nosie. Wiedział, że kocica nie jest najmłodsza i pewnego dnia odejdzie w dal, skąd nie będzie mogła już nikomu zaszkodzić. Oni zaś, skoro znaleźli się tutaj, będą musieli dać sobie radę sami. Albo zacząć się wspomagać, bo dlaczego by właściwie nie?
- Niedaleko? To dobrze, będziemy mogli sobie pomagać! Wiesz, gdzie mieszka Krzywucha? Gdybyś musiała udać się po pomoc - rzucił zaraz nastawiając uważnie swe śmieszne uszy, bo chciał jej pomóc zadomowić się w tym miejscu. - Gdybyś potrzebowała, możesz przychodzić tutaj, by łowić ryby. Widzisz, jak blisko stąd do Dzikiej Plaży - dodał jeszcze kiwając lekko głową w stronę opisywanego przez siebie miejsca.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Czosnek to wszystko, czego można się spodziewać po doświadczonej samotniczce i córce miejskiego gangstera. Choć trochę jej brakuje do zakwalifikowania się do grupy najwyższych kotów, wciąż jest imponującego wzrostu. Długie, kudłate i splątane futro jest szaro-bure z czarnymi pręgami na głowie i łapach, a także ciemnym płatem pokrywającym grzbiet i ogon; barwy kocicy o zanikającym pręgowaniu są dość ciemne na całej powierzchni ciała, tylko na pysku, szyi i brzuchu widać jaśniejsze przebłyski. Jej bokobrody nie są najdłuższe, lecz wokół szyi posiada długą i gęstą kryzę. Sylwetkę ma masywną, pod grubą warstwą brudnej i zakurzonej sierści zarysowane są mocne mięśnie. Wąsy, którymi ozdobiony jest pysk, wywijają się do góry, nos jest barwy wątrobianej, a wyżej znajdują się lodowate, szaro-błękitne oczy. Blizny: parę szram na głowie, ślad po oderwanym płacie skóry na lewej przedniej łapie, postrzępione krawędzie uszu.
Niezależna, pewna siebie, arogancka egoistka, którą nietrudno zirytować.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Mały Liść, Dryfujący Kwiat[Nkt]; Księżycowy Pył[KRz]; Pluskający Potok[KC]
Wędrowanie było przyzwyczajeniem, którego trudno się było pozbyć samotniczce, dlatego gdy tylko nie miała nic ważnego do roboty, wyruszała w losowym kierunku. Tym razem znalazła się w okolicy klanów, które minęła bez poświęcania im nawet odrobiny uwagi, aż dotarła do ulicy, którą przeszła po upewnieniu się, że żaden samochód nie znajdował się zbyt blisko. Nie planowała składać wizyty zrzędliwej staruszce, która mieszkała w pobliżu, dlatego ruszyła niespiesznie wzdłuż ciemnej nawierzchni, obserwując otoczenie spod przymrużonych powiek. Wreszcie odbiła w okolice wrzosowiska. Resztki śniegu raz na jakiś czas chrzęściły cicho pod jej masywnymi łapami, jednak nietrudno było zauważyć, że coraz mniej białego puchu pokrywało ziemię. Wyraźna oznaka, że zbliżała się wiosna. Kocica nie była zbyt optymistycznie nastawiona na rosnącą temperaturę i myśl o słońcu grzejącym jej grzbiet, ale niewiele mogła na to poradzić. Przeczuwała, że w lato nie będzie aż tak dużo opuszczać osiedla, jeśli temperatura będzie niebotycznie wysoka. Tylko udaru jej brakowało. W mieście przynajmniej łatwo było znaleźć cień i chłodne miejsce, w którym można było odpocząć. Zdecydowanie bardziej sprzyjające warunki dla kotów z bardzo grubym futrem.
Znalazłszy się pomiędzy wrzosowiskiem i pagórkowatym terenem, samotniczka natrafiła na norę, która pachniała innym samotnikiem. Zastrzygła uszami, zdając sobie sprawę, że właściwie już weszła na czyjś teren. No cóż. Wzruszyła barkami sama do siebie, ruszając dalej, jakby nic się nie stało, i rzucając jeszcze z bliska okiem na wgłębienie w ziemi. Trudno było stwierdzić, czy lokator znajdował się w pobliżu, jednak Czosnek nie była kotem, który by się przejmował takimi drobiazgami. W najgorszym przypadku czekała ją bójka z ekstremalnie terytorialnym samotnikiem, a to przynajmniej mogło jej pozwolić się nieco rozerwać.
<table><tr><td></td><td><br>we've gonewaytoofastforwaytoolong<br> andwewereneversupposedto makeithalfthisfar<br> andIlivedsomuchlife,livedso muchlife<br> I thinkthatGodis gonnahavetokillmetwice
</td></tr></table>
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Właściciel nory w ziemi, na którą właśnie trafiła kocica, na pewno nie był wariatem skłonnym rozszarpać kogoś z miejsca tylko dlatego, że ten postawił łapę na jego włościach. W gruncie rzeczy Toń był bardzo przyjaznym kotem i jeśli tylko sam czuł się bezpiecznie, był skłonny zaprosić innego kota do przyjemnego spędzenia czasu. Nie życzył sobie co prawda zamieszkiwania na jego ternie, doskonale wiedział, że musi mieć przestrzeń, w której będzie mógł polować, żyć, zbierać zioła i w pewien zawiły, nieco komiczny sposób, tworzył coś na kształt jednoosobowego Klanu. Dbał o siebie i to w pełni mu wystarczało, wiedział, jak to robić, a że przy okazji czasem potrzebował otworzyć do kogoś pysk, to już zupełnie inna bajka. Aczkolwiek, być może, korzystna dla Czosnek, która i tak pewnie nie miałaby zbyt wielkich problemów z pokonaniem kocura, gdyby musieli się zmierzyć. Toń był po prostu szybki, ale mimo wszystko nie miał siły, która mogłaby góry przenosić i to z pewnością nie działało na jego korzyść w tym samotniczym życiu i samotniczym świecie, gdzie za wszystko właściwie należało dziękować i płacić w ten, czy inny sposób.
Gdy zbliżył się do swojego legowiska poczuł, że w okolicy znajduje się inny samotnik. Ktoś, kogo Toń na pewno nie znał, jego woń była bowiem całkowicie obca, nic zatem dziwnego, że jego mięśnie nieco się napięły, a on ruszył do króliczych nor na tyle ostrożnie, by w razie konieczności móc ruszyć do ucieczki albo zaatakować w jakiś bardziej podstępny sposób. To drugie zupełnie mu nie pasowało, postanowił więc, jak właściwie zazwyczaj w takich momentach, zachować po prostu sporą dozę ostrożności. Dostrzegł kocicę, gdy zbliżył się do swego legowiska i przymknął nieznacznie ślepia, nie był jednak pewien, czy faktycznie wydała mu się znajoma. Poruszył nosem. Może trochę?
- Dzień dobry - odezwał się zbliżając się do niej powoli, z wyczuciem. Była co prawda na jego terenie, ale mimo wszystko Toń nie zamierzał jej prowokować, bo jedynie Gwiezdny Klan raczy wiedzieć, czy kocica nie postanowiłaby mu się odwinąć i pokazać, że ma ostre pazury. - Co cię tutaj sprowadza?
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Czosnek to wszystko, czego można się spodziewać po doświadczonej samotniczce i córce miejskiego gangstera. Choć trochę jej brakuje do zakwalifikowania się do grupy najwyższych kotów, wciąż jest imponującego wzrostu. Długie, kudłate i splątane futro jest szaro-bure z czarnymi pręgami na głowie i łapach, a także ciemnym płatem pokrywającym grzbiet i ogon; barwy kocicy o zanikającym pręgowaniu są dość ciemne na całej powierzchni ciała, tylko na pysku, szyi i brzuchu widać jaśniejsze przebłyski. Jej bokobrody nie są najdłuższe, lecz wokół szyi posiada długą i gęstą kryzę. Sylwetkę ma masywną, pod grubą warstwą brudnej i zakurzonej sierści zarysowane są mocne mięśnie. Wąsy, którymi ozdobiony jest pysk, wywijają się do góry, nos jest barwy wątrobianej, a wyżej znajdują się lodowate, szaro-błękitne oczy. Blizny: parę szram na głowie, ślad po oderwanym płacie skóry na lewej przedniej łapie, postrzępione krawędzie uszu.
Niezależna, pewna siebie, arogancka egoistka, którą nietrudno zirytować.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Mały Liść, Dryfujący Kwiat[Nkt]; Księżycowy Pył[KRz]; Pluskający Potok[KC]
Pazury Czosnku były bardzo ostre, ale z reguły nie wyciągała ich, jeśli nie było ku temu potrzeby. Zauważywszy zabawnie wyglądającego kocura przystanęła, a przez jej głowę przemknęło jakieś mgliste wspomnienie, jakby gdzieś go kiedyś widziała. Ostatecznie jednak stwierdziła, że nawet jeśli, to nie miało to znaczenia. Gdyby było inaczej, nieznajomy z całą pewnością zapadłby jej nieco bardziej w pamięci. Musiała jednak przyznać, że wygląd miał dość... niecodzienny. Po zapachu wyczuła, że był właścicielem tych ziem. Zmrużyła lekko oczy, bezpardonowo taksując go wzrokiem.
- Nic szczególnego. Podróżuję - odparła swoim nieprzyjemnym głosem, uśmiechając się krzywo. - Kto ci połamał uszy i urwał ogon? Wyglądasz prawie jak mieszaniec kota z królikiem - parsknęła po chwili milczenia, nie mogąc powstrzymać się od wygłoszenia tej uwagi.
Nie była kotem, który delikatnie podchodził do różnych udziwnień, a te u obcego samotnika były w jej oczach zwyczajnie śmieszne. Nic dziwnego, że podzieliła się z nim swoim komentarzem, który pojawił się w jej myślach kiedy tylko go zobaczyła. Poza tym, zawsze to był jakiś sposób na kontynuowanie rozmowy, nawet jeśli wyjątkowo mało przyjemny dla drugiej strony. Nawet jeśli Czosnek była w stanie zdobyć się na odrobinę taktu, zwyczajnie jej nie obchodziło jak bardzo urazi kocura. I tak prędzej czy później by to zrobiła, więc lepiej pójść na całego i wybadać jak zamierzał na to zareagować. Z wyglądu był co najmniej interesujący, ale trudno jej było na pierwszy rzut oka określić jakiś główny zarys osobowości. Na pewno był całkiem ostrożny i nie wyglądał na terytorialnego wariata, który zamierzał ją przegonić. Jednak tacy grzeczniutcy bywali najbardziej niepozorni... albo okazywali się być miękkimi witkami, które próbują utrzymać jakieś pozory. Pierwsza opcja była bardziej interesująca, bo córka Iwana nie miała cierpliwości do zadawania się z miernotami. Wyszła z wprawy od kiedy zostawiła klan daleko za sobą, poświęcając się gangowi ojca.
<table><tr><td></td><td><br>we've gonewaytoofastforwaytoolong<br> andwewereneversupposedto makeithalfthisfar<br> andIlivedsomuchlife,livedso muchlife<br> I thinkthatGodis gonnahavetokillmetwice
</td></tr></table>
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Toń niezmiennie miał wrażenie, że już gdzieś spotkał tę kocicę, ale nie czuł jakiegoś szczególnego powodu, dla którego miałby ją o to dopytywać. Istniał cień prawdopodobieństwa, że ich drogi kiedyś się skrzyżowały, w odległych czasach, być może nawet wtedy, kiedy należał jeszcze do Klanu Rzeki. Ponieważ jednak nie umiał jej umiejscowić w żadnym konkretnym miejscu czy przy danym wydarzeniu, wzruszył na to metaforycznie barkami, tym bardziej, że i ona nie przejawiała najwyraźniej chęci do tego, by ewentualnie go oświecić. Zaraz zresztą odezwała się w sposób typowy dla Krzywuchy, trochę dla Łososia i Jeżyny, więc Toń jedynie nieznacznie się uśmiechnął i poruszył zabawnie swymi skręconymi uszami.
- Z takimi się urodziłem, a ogon wyrwał mi bóbr, kiedy byłem jeszcze bardzo młody - odparł wzruszając jedynie barkami, tym razem już naprawdę, bo to wszystko nie było żadną tajemnicą. Poza tym kocur należał do tych kotów, które miały w nosie przytyki pod własnym adresem. Inaczej z całą pewnością byłoby, gdyby kocica postanowiła urągać jakiemukolwiek innemu kotu, nie daj Gwiezdny Klanie takiemu, którego Toń znał, szanował albo uważał za swego przyjaciela. Po nim zaś wszystkie uwagi tego typu wpływały jak po kaczce. Przekrzywił nieznacznie łeb zastanawiając się, z kim właściwie ma do czynienia, ale jak na razie kocica nie przejawiała najwyraźniej chęci do tego, by wyrwać mu wszystkie wąsy, on zatem również nie kwapił się do tego, by przeganiać ją siłą, tym bardziej, że był chyba od niej szybszy, ale na pewno nie silniejszy. Nic zatem dziwnego, że nie chciał z nią zadzierać, chociaż obecnie znajdowała się na jego terytorium.
- Potrzebujesz wypoczynku w drodze? - zapytał zatem uprzejmie, aczkolwiek zachowując pewną rezerwę. Był dość otwartą jednostką, ale kocica sprawiała wrażenie silnej i Toń mimo wszystko czuł przed nią pewien respekt. Podobnie było z Łososiem i Jeżyną, im jednak mógł ufać, bo byli od dawna jego przyjaciółmi, ta tutaj jednak nie zaliczała się do tej kategorii. Kłapouchy ze zdziwieniem odkrył, że dawno nie czuł już tego, co teraz.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Czosnek to wszystko, czego można się spodziewać po doświadczonej samotniczce i córce miejskiego gangstera. Choć trochę jej brakuje do zakwalifikowania się do grupy najwyższych kotów, wciąż jest imponującego wzrostu. Długie, kudłate i splątane futro jest szaro-bure z czarnymi pręgami na głowie i łapach, a także ciemnym płatem pokrywającym grzbiet i ogon; barwy kocicy o zanikającym pręgowaniu są dość ciemne na całej powierzchni ciała, tylko na pysku, szyi i brzuchu widać jaśniejsze przebłyski. Jej bokobrody nie są najdłuższe, lecz wokół szyi posiada długą i gęstą kryzę. Sylwetkę ma masywną, pod grubą warstwą brudnej i zakurzonej sierści zarysowane są mocne mięśnie. Wąsy, którymi ozdobiony jest pysk, wywijają się do góry, nos jest barwy wątrobianej, a wyżej znajdują się lodowate, szaro-błękitne oczy. Blizny: parę szram na głowie, ślad po oderwanym płacie skóry na lewej przedniej łapie, postrzępione krawędzie uszu.
Niezależna, pewna siebie, arogancka egoistka, którą nietrudno zirytować.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Mały Liść, Dryfujący Kwiat[Nkt]; Księżycowy Pył[KRz]; Pluskający Potok[KC]
Huh, a więc samotnik miał za sobą jakieś interesujące przejścia. Czosnek nie zdziwiłaby się, gdyby wcześniej był pieszczochem, bo trudno było w dziczy urodzić się z takimi uszami. Poza tym, ludzie z reguły lubili dziwnie wyglądające zabawki, o czym niejednokrotnie się przekonała. Wciąż jednak posiadał własny zapach, na dodatek spotkał się z bobrem jako bardzo młody kociak, więc jego pochodzenie pozostawało niejasne dla kocicy. Cóż, nie żeby miało to duże znaczenie, była zwyczajnie ciekawa. Równie dobrze któryś z jego rodziców mógł posiadać takie uszy, to chyba by wystarczyło.
- Musisz mieć całkiem interesujące życie, skoro już jako kociak natrafiłeś na bobra. - Masywna samotniczka wyszczerzyła pożółkłe zęby w uśmiechu.
Nieznajomy nie strzelił focha mimo jej niedelikatnego zachowania, co było całkiem zadowalającą reakcją. Nie wątpiła, że w razie walki szybko by go pokonała, głównie przez dość aroganckie przekonanie o swojej własnej sile. Wbrew pozorom nie była kimś, kto szukał okazji do bitki z pierwszymi lepszymi kotami, chyba że miała naprawdę zły humor i potrzebowała się wyładować. Daleko jej było do bezmyślnego osiłka.
Strzepnęła uchem, słysząc propozycję kocura. Nie była zmęczona, ale też nie spieszyło jej się nigdzie. Właściwie to po prostu wędrowała bez celu, z przyzwyczajenia. I tak niedługo powinna wracać na osiedle, żeby sprawdzić co się wydarzyło w trakcie jej nieobecności. Mimo wszystko zamierzała przejąć gang po Iwanie, gdy ten zdecyduje się odstąpić z funkcji lidera. Już mu to zapowiedziała i nie zamierzała zmieniać zdania. Nie wyobrażała sobie być podwładną jakiegoś losowego kota, który był słabszy od niej, dlatego opcja była tylko jedna: zająć najwyższą możliwą pozycję. Prowadzenie gangu to nie była i tak żadna wielka filozofia. Przynajmniej nie trzeba było organizować żadnych ceremonii oraz uważać, by przypadkiem nie skrzywdzić za bardzo intruzów, he.
- Nie, ale skorzystam z zaproszenia, skoro proponujesz. - Uśmiechnęła się krzywo; nawet jeśli samotnik niekoniecznie chciał jej towarzystwa, to teraz był na nią skazany dopóki jej się nie znudzi. - Czosnek jestem - przedstawiła się krótko, oczekując tego samego ze strony kocura.
Nawet jeśli nie przewidywała żadnych fajerwerków i tym podobnych, to nieznajomy wydawał się być całkiem sensownym osobnikiem, sądząc po jego dotychczasowym zachowaniu. Jako że Czosnek nie uważała rozmawiania za marnowanie czasu, tym bardziej nie miała powodów ku temu, by po prostu sobie pójść. Towarzystwo innych kotów jej odpowiadało, dopóki nie działały jej na nerwy.
<table><tr><td></td><td><br>we've gonewaytoofastforwaytoolong<br> andwewereneversupposedto makeithalfthisfar<br> andIlivedsomuchlife,livedso muchlife<br> I thinkthatGodis gonnahavetokillmetwice
</td></tr></table>
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Pewnie nie wszyscy zgodziliby się z twierdzeniem, że Toń miał interesujące życie, ale w gruncie rzeczy trudno byłoby mu narzekać. Miał się całkiem dobrze, posiadał własne ziemie, wygodne, zasobne w zwierzynę, blisko z nich było do granic Klanów, do Krzywuchy, a czasem na dokładkę przychodzili tutaj również inni, jak chociażby teraz ona. W jakimś sensie jego życie stało się bardziej interesujące, od kiedy nie należał do Klanu, z który miewał sporadyczny kontakt za sprawą Łososia lub innej zbłąkanej duszy, która o nim pamiętała. Jeśli zaś za punkt zwrotny obrać sobie dzień, w którym stracił ogon i uznać to za początek jego ciekawego życia, mógłby się z tym właściwie zgodzić. Właściwie od kiedy stracił ogon stał się nieco ostrożniejszy, a jednocześnie nieco bardziej świadom tego, że należy cieszyć się wszystkim, co się ma, bo kolejnego dnia może się okazać, że tego już po prostu nie ma.
- Może po prostu przyciągam takich przeciwników, kto wie? Ale tak, chyba mam całkiem ciekawe życie - powiedział na to kiwając lekko łbem uśmiechając się przy okazji przelotnie. Właściwie można było to uznać za kurtuazyjne podtrzymanie rozmowy, ale Toń nie czuł potrzeby przeganiania samotniczki. Nie chciał również niepotrzebnie jej prowokować, a otwarcie do kogoś pyska zawsze było całkiem cenne. Oboje nie musieli się nudzić, mogli zająć się czymś innym niż wpatrywanie się w przestrzeń, mogli pobyć w swoim towarzystwie i w ten sposób urozmaicić sobie ten akurat dzień. Kocica wyglądała na taką, co faktycznie wędruje z miejsca w miejsce, więc mogła nieść ze sobą całkiem sporo opowieści, a Toń zawsze był skłonny ich wysłuchać i uzupełnić swoją wiedzę, zaspokoić swoją ciekawość.
- Toń. Właściwie Tonące Słońce, ale to bez znaczenia - odparł i wzruszył lekko barkami na znak, że może spokojnie zwracać się do niego jednym tylko imieniem. Nie był w końcu wojownikiem, nie należał do Klanu, toteż wystarczyło mu jego kocięce imię, do którego zdołał się już przyzwyczaić przez te liczne księżyce. - Jesteś z tych okolic? - zapytał zatem, nieco ostrożnie, ale jednak podejmując się dyskusji, skoro kocica nie sprawiała wrażenia, jakby chciała skoczyć mu do gardła. Zdawało się, że była nawet dość swobodna, co rozluźniło nieznacznie kocura, ale na pewno nie spowodowało, że stracił czujność.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Czosnek to wszystko, czego można się spodziewać po doświadczonej samotniczce i córce miejskiego gangstera. Choć trochę jej brakuje do zakwalifikowania się do grupy najwyższych kotów, wciąż jest imponującego wzrostu. Długie, kudłate i splątane futro jest szaro-bure z czarnymi pręgami na głowie i łapach, a także ciemnym płatem pokrywającym grzbiet i ogon; barwy kocicy o zanikającym pręgowaniu są dość ciemne na całej powierzchni ciała, tylko na pysku, szyi i brzuchu widać jaśniejsze przebłyski. Jej bokobrody nie są najdłuższe, lecz wokół szyi posiada długą i gęstą kryzę. Sylwetkę ma masywną, pod grubą warstwą brudnej i zakurzonej sierści zarysowane są mocne mięśnie. Wąsy, którymi ozdobiony jest pysk, wywijają się do góry, nos jest barwy wątrobianej, a wyżej znajdują się lodowate, szaro-błękitne oczy. Blizny: parę szram na głowie, ślad po oderwanym płacie skóry na lewej przedniej łapie, postrzępione krawędzie uszu.
Niezależna, pewna siebie, arogancka egoistka, którą nietrudno zirytować.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Mały Liść, Dryfujący Kwiat[Nkt]; Księżycowy Pył[KRz]; Pluskający Potok[KC]
Córka Iwana parsknęła cicho, ale nie skomentowała w żaden sposób odpowiedzi kocura. Prawdę mówiąc, była umiarkowanie zainteresowana wysłuchaniem jego historii, choćby z braku ciekawszych rzeczy do roboty. Nigdzie jej się nie spieszyło, szczególnie że i tak nastawiła się na powrót do miasta po rozmowie z kocurem. Samotniczka zastrzygła uszami, gdy Toń się jej przedstawił. "Tonące Słońce" brzmiało jak coś, co totalnie musiało się urodzić w klanie. Mało który samotnik posiadał tak idiotycznie długie imię z własnego wyboru albo nadane przez jego matkę. Podobnie sprawa się miała z pieszczochami.
- Nie, z miasta - odparła na pytanie o jej własne pochodzenie, po czym uśmiechnęła się krzywo. - A ty? Tonące Słońce brzmi jak wytwór kotków z klanów, khe. - Samotniczka leniwie przesunęła ogonem po ziemi.
W sumie nic jej do tego, skąd się wziął Toń, ale skoro już rozmawiali, to równie dobrze mogła się zapytać. Wątpiła, by bury kocur się obraził, bo nie wyglądał na takiego; jakby było inaczej, pazury już dawno poszłyby w ruch. Czosnek rozsiadła się nieco wygodniej, czekając na odpowiedź Toni, może nawet na historię jego życia, w gruncie rzeczy było jej to obojętne. Teraz miała ochotę na rozmowę, toteż była skłonna wysłuchać tego, co miał do powiedzenia. Kto wie, może był jakimś groźnym przestępcą, który został wygnany z klanu, albo coś mu nie odpowiadało tam, gdzie się urodził. Zawsze istniała też możliwość, że wcale nie należał do klanu, ale próbował imitować styl życia kotkowych wojowników, co było całkiem zabawną perspektywą. Jednak wtedy córka Iwana straciłaby jakikolwiek szacunek względem kocura.
<table><tr><td></td><td><br>we've gonewaytoofastforwaytoolong<br> andwewereneversupposedto makeithalfthisfar<br> andIlivedsomuchlife,livedso muchlife<br> I thinkthatGodis gonnahavetokillmetwice
</td></tr></table>
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
- Z miasta! Jak sobie tam radzisz? - zapytał właściwie od razu poruszając lekko uszami. Nie spotkał jeszcze takiego kota, sam jako pieszczoch niewiele widział, a kiedy przenosili się na te ziemie, również nie miał tak naprawdę okazji zapoznać się z mieszkańcami siedlisk Dwunożnych, nie wiedział zatem, jak przebiega ich życie. Wolał zresztą teraz skupić się na rozmowie, bo nie wiedział przecież, czy kocica nie postanowił jednak skoczyć ku niemu uznając, że jest niesamowicie nudny, czy coś podobnego. Zmarszczył lekko nos, gdy usłyszał dalszą część jej wypowiedzi i uznał, że kocica chyba nie przepada szczególnie mocno za Klanami, co jakoś wcale go nie zdziwiło, w końcu nie wszystkie koty musiały wierzyć w ideologie, jakie te propagowały. On sam również czuł, że słowa słowami, ale prawda w wielu wypadkach była całkowicie daleka od tego, co zakładano.
- Bo jest nim. Należałem do Klanu Rzeki do dnia, w którym zostałem wygnany za mówienie prawdy - powiedział na to wzruszając nieznacznie barkami, jakby chciał jej pokazać, że mało go to obchodzi. Obecnie zresztą naprawdę tak było, zapomniał już w gruncie rzeczy o Świetliku i całej reszcie, a skoro kocura nie było już wśród żywych, zaś Klanem podobno rządziła jego siostra... cóż. Miał tam przyjaciół, to prawda, i wierzył, że wiedzie im się dobrze, nic innego jednak nie mógł zrobić i nawet nie chciał zbliżać się do granic Rzeki, by przypadkiem nie odbić się od nich ze szramami na psyku. Doskonale wiedział, że nie ma czego tam szukać, a skoro i tak pohańbiono idee w jakie wierzył, to nie uważał tego miejsca za szczególnie ważne.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Czosnek to wszystko, czego można się spodziewać po doświadczonej samotniczce i córce miejskiego gangstera. Choć trochę jej brakuje do zakwalifikowania się do grupy najwyższych kotów, wciąż jest imponującego wzrostu. Długie, kudłate i splątane futro jest szaro-bure z czarnymi pręgami na głowie i łapach, a także ciemnym płatem pokrywającym grzbiet i ogon; barwy kocicy o zanikającym pręgowaniu są dość ciemne na całej powierzchni ciała, tylko na pysku, szyi i brzuchu widać jaśniejsze przebłyski. Jej bokobrody nie są najdłuższe, lecz wokół szyi posiada długą i gęstą kryzę. Sylwetkę ma masywną, pod grubą warstwą brudnej i zakurzonej sierści zarysowane są mocne mięśnie. Wąsy, którymi ozdobiony jest pysk, wywijają się do góry, nos jest barwy wątrobianej, a wyżej znajdują się lodowate, szaro-błękitne oczy. Blizny: parę szram na głowie, ślad po oderwanym płacie skóry na lewej przedniej łapie, postrzępione krawędzie uszu.
Niezależna, pewna siebie, arogancka egoistka, którą nietrudno zirytować.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Mały Liść, Dryfujący Kwiat[Nkt]; Księżycowy Pył[KRz]; Pluskający Potok[KC]
Ponowne parsknięcie, tym razem dużo cichsze, wyszło z pyska samotniczki. Wyszczerzyła pożółkłe zęby w szerokim uśmiechu i przesunęła ogonem po ziemi. Cóż za głupiutkie pytanie! Jak widać trzymała się doskonale. Futra brakło jej tylko na przedniej łapie, w miejscu bo oderwanym przez jenota płacie skóry; postrzępione uszy były zaś wizytówką prawie każdego uczestniczącego w walkach mieszczucha.
- Jako córka kota, który rządzi w jednej z miejskich dzielnic oraz jego następczyni? Wyśmienicie - oświadczyła, chełpiąc się własną pozycją.
Jeśli ktoś planował ją powstrzymać, to tylko po jej trupie. Czosnek była uparta, gdy coś sobie postanowiła. Sama była gotowa bić się o spadek po ojcu, choćby to miała być ostatnia rzecz, którą zrobiła. Wręcz rościła sobie prawo do przejęcia rządów po Iwanie, jakby to była najlogiczniejsza rzecz na świecie. I właściwie tak właśnie było, w końcu była jego rodzoną córką, której nie brakło siły i chęci, by pokazać innym gdzie ich miejsce.
Czosnek zastrzygła uszami, widząc dość obojętną reakcję kocura, gdy potwierdził, że żył w jednym z klanów. Zaśmiała się nieprzyjemnie, gdy oświadczył, że został wygnany za mówienie prawdy. Cóż za niespodziewana wiadomość! Prędzej by się spodziewała że poderżnął komuś gardło. Najwyraźniej niektórzy nie potrafili przełknąć paru szczerych słów. To, albo Tonące Słońce był urodzonym łgarzem. Nie wyglądał na takiego, ale samotniczka zdążyła się nauczyć, że pozory czasem mylą. Widać to było po jej ojcu, który wyglądał jak wypluty szczur, a bez problemu trzymał w ryzach całą dzielnicę od wielu miesięcy.
- Och, a co takiego mówiłeś, że cię wywalili na zbity pysk? - zapytała, szczerze zainteresowana powodem, dla którego kocura spotkał taki los.
Jeszcze nie słyszała, by ktoś został wygnany z tak błahego powodu. Toń musiał być niezłym heretykiem, skoro tak się stało. Samotniczna nawet nie próbowała ukryć swojego rozbawienia tym co usłyszała.
<table><tr><td></td><td><br>we've gonewaytoofastforwaytoolong<br> andwewereneversupposedto makeithalfthisfar<br> andIlivedsomuchlife,livedso muchlife<br> I thinkthatGodis gonnahavetokillmetwice
</td></tr></table>
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Różnili się całkowicie, ale jemu w ogóle to nie przeszkadzało. Owszem, swym wyglądem wzbudzała respekt, nawet cień strachu, ale im dalej rozmawiali, im dłużej ze sobą przebywali, tym bardziej kocurowi wydawało się, że kocica wcale nie jest taka zła. Sucha, ostra, na pewno mocno stąpająca po ziemi, ale mimo wszystko chyba posiadała jakiś ułamek własnych zasad, co do których się stosowała. Podejrzewał, że gdyby próbował przegnać ją siłą z własnych ziem, zabiłaby go bez mrugnięcia okiem, wybrał więc po prostu rozmowę, zabawiając ją tym samym i może na trochę powstrzymując przed jakimiś groźniejszymi zapędami.
- Rządzi? Tak jakby był… Gwiazdą? – spytał Toń, a na jego pysku pojawił się cień zaciekawienia i swoistego uznania. Wiedział, że lepiej będzie z nią jakoś mocno nie dyskutować na temat przywództwa, tym bardziej, że widział jak mocno jest poszarpana życiem, a zatem zapewne umiała wszystko wywalczyć ciężkimi łapami, uporem i własną siłą, on zaś nie byłby w stanie zrobić nic, by ją powstrzymać. Z drugiej jednak strony ciekawiło go, o co dokładnie chodzi z tym władaniem w mieści i jak to wygląda oraz dlaczego właściwie uważa, że jako córka takiego przywódcy ma jakieś, jak mu się zdawało, przywileje.
- Powiedziałem kocięciu, że zastępczyni nazywająca innego kota bezużytecznym w obliczu całego Klanu chyba powinna się zastanowić co robi. I że różne traktowanie kotów z uwagi na ich charakter nie jest czymś wyjątkowym w Klanie, a nie jest dobre – odparł wzruszając lekko barkami. Domyślał się, że Czosnek będzie miała w tym temacie inne zdanie, bo pewnie była podobna do Czerwi, ale skoro pytała co zrobił, to przecież mógł jej powiedzieć, ostatecznie to w żaden sposób jej nie dotyczyło, jego również, była to bowiem ciemna już przeszłość, do której nie było najmniejszej potrzeby wracać, poza jakimiś pojedynczymi wspomnieniami.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Czosnek to wszystko, czego można się spodziewać po doświadczonej samotniczce i córce miejskiego gangstera. Choć trochę jej brakuje do zakwalifikowania się do grupy najwyższych kotów, wciąż jest imponującego wzrostu. Długie, kudłate i splątane futro jest szaro-bure z czarnymi pręgami na głowie i łapach, a także ciemnym płatem pokrywającym grzbiet i ogon; barwy kocicy o zanikającym pręgowaniu są dość ciemne na całej powierzchni ciała, tylko na pysku, szyi i brzuchu widać jaśniejsze przebłyski. Jej bokobrody nie są najdłuższe, lecz wokół szyi posiada długą i gęstą kryzę. Sylwetkę ma masywną, pod grubą warstwą brudnej i zakurzonej sierści zarysowane są mocne mięśnie. Wąsy, którymi ozdobiony jest pysk, wywijają się do góry, nos jest barwy wątrobianej, a wyżej znajdują się lodowate, szaro-błękitne oczy. Blizny: parę szram na głowie, ślad po oderwanym płacie skóry na lewej przedniej łapie, postrzępione krawędzie uszu.
Niezależna, pewna siebie, arogancka egoistka, którą nietrudno zirytować.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Mały Liść, Dryfujący Kwiat[Nkt]; Księżycowy Pył[KRz]; Pluskający Potok[KC]
Wbrew wszelkim pozorom Czosnek nie była zła do szpiku kości i nie mordowała kogo popadnie. Owszem, przy gorszym humorze i gdy ktoś jej nadepnął na odcisk - zdarzało się, ale nie była to norma. Nie oznaczało to jednak, że kły i pazury miała tylko na pokaz. Sprowokowana bez wahania robiła z nich użytek. Tonące Słońce jednak nie dał jej jeszcze ku temu powodu. Poza tym, rozmowa z nim okazała się być całkiem interesująca. Samotniczka roześmiała się, gdy kocur porównał jej ojca do Gwiazdy.
- Haha, coś w tym stylu - parsknęła, szczerząc pożółkłe zęby w szerokim uśmiechu. - Minus wmawianie sobie, że ma się dodatkowe życia i po śmierci stanie się trupem na niebie. Miasto to nie las, gdzie możesz przejść wiele kroków i nie natrafić na nic specjalnego. Na każdym kroku pełno tam ludzi, psów, samochodów... oraz kotów, którym lepiej nie zachodzić za skórę, khe. Nietrudno oberwać, a nawet zginąć. Jest sporo ślepych zaułków, w które lepiej nie dać się zapędzić. Aha, no i jak wejdziesz do niewłaściwej dzielnicy to też może się zrobić gorąco. - Kocica poruszyła leniwie ogonem, powracając do lekkiego, nieprzyjemnego uśmiechu.
Trochę wyolbrzymiała? Oczywiście, i to nie pierwszy raz. Ot, zwykły nawyk, którego jej się nie chciało pozbywać. Zastrzygła uszami z zainteresowaniem, gdy Toń zaczął mówić o powodzie, dla którego go wygnano. Och, a więc takie rzeczy działy się w Klanie Rzeki? Ciekawie, ciekawie. Najwyraźniej uciszanie poprzez wywalenie kogoś na zbity pysk było powszechnie praktykowane. A co do nierównego traktowania, kocur był zbyt naiwny albo idealistyczny jeśli myślał, że był w stanie to naprawić. Lepiej było siedzieć cicho... albo działać w nieco bardziej dyskretny sposób, znajdując sobie popleczników, by wreszcie cała grupą skonfrontować się z przeciwnikiem. A tak to takie bezmyślne wyrzucanie swoich poglądów kociętom nic mu nie przyniosło. Pełen pogardy uśmiech wykrzywił oblicze Czosnku.
- Oj, źle się za to zabrałeś, mój drogi. Inaczej by cię tu nie było - rzuciła, patrząc na kocura z udanym współczuciem. - Widzisz, teraz jesteś tutaj i nie możesz nic poradzić na sytuację w twoim klanie. Opłacało ci się to? - zapytała, nieznacznie unosząc prawą brew.
<table><tr><td></td><td><br>we've gonewaytoofastforwaytoolong<br> andwewereneversupposedto makeithalfthisfar<br> andIlivedsomuchlife,livedso muchlife<br> I thinkthatGodis gonnahavetokillmetwice
</td></tr></table>