Logo Artemidy
Zakątek Toni
#61
Sprawiała wrażenie, jakby była w stanie zabić za jedno krzywe spojrzenie i wolał nie ryzykować, wolał nie sprawdzać tego, co się w tym wszystkim jeszcze kryje. Domyślał się, że była groźna, a gdy opowiadała o tym, co dzieje się w siedlisku dwunożnych, doszedł do wniosku, że woli swoją samotność. Ostatecznie pustka i możliwość napotkania drapieżnika nie były dla niego aż tak złe i w jakimś sensie sprawiały mu nawet przyjemność, podejrzewał zaś, że w mieście po prostu zacząłby się dusić, zastanawiając jednocześnie, w którym dokładnie momencie straci głowę. Nie, zdecydowanie nie nadawał się do tego wszystkiego. Nie podjął się również dyskusji na temat żywotów Gwiazd i życia po śmierci, bo akurat w to wierzył i to dawało mu nadzieję, choć przecież nie należał już do żadnego Klanu. Być może jednak dość egoistycznie zakładał, że pewnego dnia stanie prze Świetlikiem i uśmiechnąwszy się lekko zagra mu na nosie.
- To chyba nie jest miejsca dla kogoś tak naiwnego jak ja - powiedział spokojnie, gdy Czosnek wyrzuciła z siebie już dosłownie wszystko. Nie miał problemu z tym, by dokładnie tak o sobie mówić, nie czuł się z tym źle, ani nic podobnego, ot, stwierdził po prostu fakt. A gdy zwróciła uwagę na to, że nieco źle zabrał się do całej sprawy, zaczął się po prostu śmiać, a następnie wzruszył nieznacznie barkami.
- Tak. Teraz nie muszę krzywić się na każde poniżające słowo i patrzeć na dyskryminację. Jestem sobie sam i sam dyktuję warunki własnego życia. Być może po prostu powinien być samotnikiem od urodzenia - stwierdził całkiem prosto i nawet dość wesoło. Nie obchodziło go za bardzo, za jak wielkiego idiotę miała go Czosnek, on się najwyraźniej do polityki nie nadawał i chciał, żeby wszyscy mieli dobrze, a skoro tak się nie dało, to wolał być tutaj i prowadzić życie zgodnie z własnymi zasadami, bez wiecznego dyszenia w kark.
[Obrazek: hWuzYF6.png]
SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light

[Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png]
LVL 6 90 / 500
MedLVL 3 160 / 400
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
18
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#62
Tym razem obie brwi kocicy uniosły się do góry. Rzadko spotykała tak samokrytyczne jednostki, dlatego trudno jej było ukryć zdziwienie. Może i kocur był zbyt idealistyczny, ale nie był też na tyle głupi, by pchać się tam, gdzie by sobie nie poradził. Samotniczka wydała z siebie cichy pomruk aprobaty, nieco przychylniej patrząc na Tonące Słońce.
- Dobrze jest znać swoje limity - rzuciła, wzruszając barkami.
Choć jej słowa miały go podpuścić, ten zbył je śmiechem i stwierdził, że tak, w rzeczy samej, to mu się opłacało. Cóż, co kto lubi. Sama Czosnek nie uważała życia w klanie za dużo lepsze, więc mogła jedynie wyszczerzyć zęby w nieprzyjemnym uśmiechu, a raczej jego odrobinę łagodniejszej wersji. Nie zabrakło jednak w jej wyrazie twarzy odrobiny politowania, gdy tak słuchała o poniżeniu i dyskryminacji, których w mieście było dużo. Z drugiej strony były tam zupełnie inne warunki i każdy rozsądny kot miał świadomość, że może łatwo dostać w pysk albo zostać starty w proch przez silniejsze jednostki. Trzeba było być samemu silnym albo sprytnym, albo... pójść połasić się do ludzi i liczyć, że któryś cię weźmie do siebie. Różne koty radziły sobie w różny sposób, sama córka Iwana była za rozwiązywaniem problemów siłą. Zabawne, że nawet klany miały wady jak każda inna kocia społeczność, a nieraz tak się nosiły jakby były lepsze od przeciętnych samotników. Jeszcze czego!
- Haha, przynajmniej już wiesz, że nie warto się męczyć z klanowymi kotkami. Ch*lerni hipokryci, uważają się za lepszych tylko dlatego, że żyją w dużych grupach i mają te swoje wierzenia! - Splunęła, leniwie przesuwając ogonem po ziemi. - Jak długo tu mieszkasz? Znasz się z tą całą zrzędliwą Krzywuchą? - zapytała, decydując się dowiedzieć czegoś więcej o tym - o dziwo - całkiem intrygującym kocurze.
Zawsze dobrze było mieć z kim pogadać na tym zadupiu. Nie liczyła klanowych kotków, bo większości z nich nie uważała za najlepsze towarzystwo, ani nawet mierne.

//sdfgh sorki za chaos w poście, ale mam problem ze zbieraniem myśli. |D
<table><tr><td>[Obrazek: GrahmtT.png]</td><td><br>we've gone way too fast for way too long<br>
and we were never supposed to make it half this far<br>
and I lived so much life, lived so much life<br>
I think that God is gonna have to kill me twice

</td></tr></table>
enter,ok
x
LVL 6 130 / 500
MedLVL 0 65 / 100
18
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#63
Toń raczej nie należał do najbardziej typowych jednostek na świecie. Ze względu na stratę ogona powinien być raczej płaczliwym i niepewnym kocurem, a tymczasem zachowywał się dokładnie tak, jakby go to wszystko nie obchodziło. Śmiał się przecież nawet, że powinien nazywać się Bobrzym Ogonem, a wytykanie sobie własnych błędów, niedociągnięć i słabości nie było dla niego niczym trudnym. Wręcz przeciwnie, przychodziło mu całkiem łatwo i chociaż widział zdziwienie na pysku Czosnek, sam nie był oszołomiony tym, co z siebie wydusił.
- Zgadzam się. Być może właśnie dlatego jeszcze żyję – przyznał zupełnie prosto, bo dokładnie tak na to spoglądał. Ćwiczył bardzo długo bieganie, by być jak najsprawniejszym i najszybszym, to właśnie się dla niego teraz liczyło, siła nieco mniej, ostatecznie bowiem musiał umieć próbować uciekać drapieżnikom. Był sam, więc nie było nikogo, kto mógłby go leczyć, poza Krzywuchą oczywiście, ale istniało prawdopodobieństwo, że nie zdążyłby do niej nawet dotrzeć. Dlatego stał się uważniejszy, a pchanie się do miasta nie było dla niego. Wolał wolność, dzikość i swobodę, a teraz, kiedy od wielu księżyców nie czuł już oceniających spojrzeń klanowych kotów i nie słuchał niektórych z nich, czuł się właściwie dobrze. Dość spokojnie.
- Nie czuję potrzeby życia blisko nich, czy szukania ich aprobaty. Mam tam znajomych, z którymi czasami rozmawiam, ale nie zamierzam próbować wracać – dodał jeszcze w formie wyjaśnienia i ponownie wzruszył lekko barkami. Nie sądził, żeby Czosnek za taką uwagę obiła mu mordę, poza tym mimo wszystko mówił dokładnie to co czuł i myślał, a ona wydawała się być nawet zadowolona z tej dyskusji, więc nie narzekał. – Bo ja wiem? Z dwadzieścia księżyców? Więcej? Zupełnie nie pamiętam, ale już dość długo. I znam Krzywuchę, nie jest najłatwiejsza w obejściu, ale staram się do niej dotrzeć, to takie… wyzwanie. Ostatecznie jednak to ona może mnie wyleczyć, jeśli zachoruję – zauważył w końcu poruszając nieznacznie wibrysami. Gdyby nie stara kocica, musiałby biegać przez Grzmiącą Ścieżkę, a teraz sprawy nie miały się najlepiej. O tym jednak nie musiał już wcale paplać.
[Obrazek: hWuzYF6.png]
SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light

[Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png]
LVL 6 90 / 500
MedLVL 3 160 / 400
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
18
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#64
Choć najprawdopodobniej ich spojrzenie na życie było skrajnie różne, nie przeszkadzało im to w prowadzeniu rozmowy. Czosnek nie stroniła od docinek, zaś Toń nie reagował na nie gwałtownie, wręcz przeciwnie - śmiał się z własnych braków, nie obrażał się na jej nieprzyjemne uwagi. Skoro tak, to nie było sensu próbować go celowo podpuszczać, jeśli sama nie chciała popsuć sobie nerwów. Póki co czerpała umiarkowaną przyjemność z rozmowy, przynajmniej się nie nudziła. Podróżowanie miało swoje plusy, ale samotność należała do nich tylko do czasu.
Strzepnęła lekko uchem, słuchając kocura. Ona sama teoretycznie miała w klanie rodzeństwo i matkę, choć szczególnie nie łaziła ich odwiedzać. Albo nie miała po drodze, albo nie chciała się użerać z Cienistymi patrolami. Co do samej Krzywuchy, nie darzyła jej szczególną sympatią, ale Toń miał trochę racji. Teoretycznie mogła się leczyć u Cierń, ale musiała jej za to płacić w ziołach. Nie był to szczególnie korzystny układ, jak się przekonała, bo medykamenty zdawały się przed nią umykać albo rozpadały jej się w łapach, co tylko ją niepotrzebnie irytowało. Lepiej było rzucić pod nogi samotniczki jakąś mysz czy coś podobnego, bo z tym już było dużo łatwiej. Uśmiechnęła się krzywo, leniwie kołysząc końcówką ogona.
- Nie zdziwię się, jeśli dotarcie do niej zajmie ci drugie tyle... o ile będzie do tego czasu się nie przekręci, khe - parsknęła, po czym rzuciła okiem na niebo i niespiesznie się podniosła. - Cóż, powodzenia. Na mnie już pora. Może kiedyś jeszcze wpadnę - rzuciła w ramach pożegnania, nie przyjmując "nie" jako odpowiedzi.
Po tym oddaliła się w kierunku osiedla, w końcu raz na jakiś czas wypadało pokazać tam mordę.

zt. sdfgh właśnie zdałem sobie sprawę, że ta sesja ciągnie się od wiosny. XD
<table><tr><td>[Obrazek: GrahmtT.png]</td><td><br>we've gone way too fast for way too long<br>
and we were never supposed to make it half this far<br>
and I lived so much life, lived so much life<br>
I think that God is gonna have to kill me twice

</td></tr></table>
enter,ok
x
LVL 6 130 / 500
MedLVL 0 65 / 100
18
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#65
Toń nie należał do kotów, które irytowałyby się z powodu wytykania mu słabości, braku ogona czy śmiesznych uszu, bo po prostu nie czuł z tego powodu żadnej presji, nie uważał się również za gorszego. Być może gdyby nie przydarzył mu się wypadek z bobrem, patrzyłby inaczej na życie, być może wtedy nadal należałby do Klanu Rzeki, ale wszystkie te rozważania były tak po prawdzie całkowicie bezcelowe, bo nie prowadziły do żadnych sensownych wniosków i podsumowań. Było jak było, znajdowali się w tym, a nie innym miejscu i w gruncie rzeczy w ogóle mu to nie przeszkadzało, czuł się z tym całkowicie swobodnie, całkowicie lekko i chociaż nie do końca się rozumieli, to mimo wszystko rozmowa z Czosnek okazała się całkiem ciekawa, a na pewno była intrygującym przerywnikiem w jego życiu, które nie było aż tak wielce niesamowite, by nie chciał zatrzymać się choć na chwilę w swym pędzie po... właściwie nie wiadomo co. A dyskusja z kocicą na pewno była przyjemna, ostatecznie bowiem pokazywała mu rzeczy, o jakich nie miał pojęcia i dawała całkiem nowe spojrzenie na życie, jakie prowadził, na siedliska dwunożnych i koty, jakie się tam kręciły.
Układ z Krzywuchą całkiem zaś go satysfakcjonował. Oczywiście, nie był najłatwiejszy, trudno było go utrzymać, ale można było próbować. Wiedział, że prędzej czy później kocica odejdzie, bo taka była kolej losu, że być może zginie z łapy drapieżnika lub spotka ją coś podobnego, ale na to wiele poradzić nie mógł. Sam również musiał jakoś żyć i nic dziwnego, że cały czas szkolił się w bieganiu, w pośpiechu, w skradaniu. By móc w razie czego zniknąć.
- Być może, wcale się nie zdziwię. Ale ostatecznie takie bywa życie - stwierdził wzruszając nieznacznie barkami. - Do widzenia, Czosnek. Może kiedyś się spotkamy - odparł jeszcze i przyglądał się, jak ta odchodzi do swoich spraw i swojego życia. Nie przeszkadzało mu to. Nawet w pewnym sensie nieznacznie się rozluźnił.

//zt
[Obrazek: hWuzYF6.png]
SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light

[Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png]
LVL 6 90 / 500
MedLVL 3 160 / 400
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
18
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#66
Dzień dobiegał już końca. Toń był jednak zadowolony i szczęśliwy, bo dowiedział się, iż poradził sobie ze swoim pierwszym medycznym zadaniem. Improwizował, a jednak wszystko poszło tak, jak należy, zaś jego próba zastosowania medykamentu, który używało się na użądlenia, okazała się jak najbardziej właściwa. Nie spodziewał się tego ani trochę, ale to nawet dobrze, bo jego radość była jeszcze większa. Czuł, że postąpił słusznie, że jego działanie było jak najbardziej właściwe, a to niesamowicie wręcz go podnosiło na duchu, pchało go na przód i wiedział, że teraz na pewno nie może się poddać. Musiał próbować dalej, musiał jakoś walczyć, musiał sobie z tym radzić! W końcu teraz Jaskółka będzie pewnie liczyła na jego pomoc i obecność, a on musiał zacząć zbierać zioła, jeśli chciał coś na tym wszystkim ugrać, sprawa jednak nie była taka prosta, bo nie znał ich wszystkich, a jedynie jakiś wyrywek i pewnie w dużej mierze musiałby improwizować albo iść prosić o pomoc Krzywuchę. To jednak go nie odstręczało ani trochę, musiał tylko ułożyć sensowny plan działania.
- Udało mi się! - rzucił jeszcze w przestrzeń, gdy wygodnie układał się w swoim ciepłym legowisku, w bezpiecznej, osłoniętej przed wiatrem i zimnem norze, gdzie nic mu nie zagrażało. Słowa te kierował bezpośrednio do Łososia, choć wiedział, że przyjaciel na pewno go nie słucha, ale jakaś jego część chciała się w ten sposób pochwalić. Udało się, widzisz? Pamiętasz jeszcze, jak pytałem cię o śmieszne zielone wąsy? Jak wiele minęło księżyców od tamtych wydarzeń, a on nadal czuł się tak samo porwany tymi wszystkimi ziołami, jak dawniej. Tak czy siak, Toń zapadał tego wieczoru w całkiem błogi sen, miał poczucie dobrze wypełnionego obowiązku, miał poczucie, że może więcej, że jest w stanie przenosić góry, jeśli tylko odpowiednio mocno zaprze się wszystkimi łapami. Musiał działać! I to była ostatnia myśl, nim zapadł w sen.
[Obrazek: hWuzYF6.png]
SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light

[Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png]
LVL 6 90 / 500
MedLVL 3 160 / 400
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
18
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#67
Myślał, że na Srebrnej Skórce odnajdzie spokój i ukojenie nerwów. Okazywało się jednak, że mając do dyspozycji całą wieczność, traci się poczucie czasu. Wschody i zachody słońca, księżyce, pory: wszystko zlewało się w jedną całość, z której trudno było wyodrębnić cokolwiek. To nie uspokoiło jego serca, które wciąż tęskniło za Kruchą Łapą. Za jedynym kotem, którego prawdziwie kochał, choć nigdy nie potrafił o tym powiedzieć - a który zniknął bez śladu. Niezależnie od tego jak długo wędrował po oprószonych gwiezdnym pyłem łąkach, nie potrafił jej odnaleźć. Ani wśród żywych, ani wśród martwych. Gdzie była? Czy pamiętała o nim? Jeżeli będzie taka konieczność, spędzi resztę wieczności na poszukiwaniach - miał wrażenie, że nigdy nie zazna spokoju i nie będzie mógł prawdziwie oddać się leniwemu obserwowaniu swojego klanu, dopóki córka Śliwkowej Gałązki nie będzie u jego boku.
Czasem jednak spoglądał na tereny, które zostawił za sobą. Patrzył na Klan Rzeki i był dumny z Księżycowego Pyłu, która wybrała swojego ucznia - sądził, że jej wybór był odpowiedni, a Barwna Łapa przyniesie Klanowi Rzeki spokój i stabilizację, gdy Księżycowemu Pyłowi przyjdzie dołączyć na stałe do Gwiezdnego Klanu. Czasem jednak jego oczy kierowały się na ziemie niczyje. Obserwował Tonące Słońce i widział to, jak radził sobie w życiu. Jak stawia pierwsze kroki w kierunku prawdziwego leczenia i odnosi pierwsze sukcesy. Żałował, że nie zdołał przekazać mu swojej wiedzy, chociaż obiecał. Klan Rzeki przechodził jednak wówczas ciężkie czasy, a gdy wszystko uległo stabilizacji - jego własny czas dobiegł końca. Nie żałował swojej decyzji i wiedział, że Lazurowy Deszcz i inni Gwiezdni okazali mu wielką łaskę, pozwalając mu na to swego rodzaju wniebowzięcie na życzenie. Bo mógł przecież żyć, jego ranę można było wyleczyć - ale co by to było za życie?
Wokół śpiącego kocura zmienił się krajobraz. Nie było już jego wygodnej nory, chociaż wciąż przecież znajdował się pod ziemią. Było tu więcej korzeni, pomiędzy którymi znajdował się system nor, z którego głębi docierał silny zapach ziół. Od strony wejścia słychać było cichy szum małego wodospadu i płynącego potoku. Znajdowali się w starym obozie Klanu Rzeki. W Korzennej Norze. Łososiowa Łuska usiadł naprzeciw śpiącego wciąż kocura i czekał. Wciąż był przygarbiony, jego łapa wciąż była wykrzywiona i niesprawna, a oczy, które jarzyły się gwiezdnym blaskiem, wciąż patrzyły twardo i nieprzyjemnie wwiercały się w rozmówcę. W burym, gęstym futrze iskrzyły gwiazdy - największe ich skupisko znajdowało się na szyi oraz na prawej dłoni byłego medyka Klanu Rzeki. Symbolizowały rany, które pośrednio doprowadziły do jego śmierci. Chciał, by były widoczne.
- Toń - odezwał się w końcu, chcąc, by przyjaciel się zbudził. On miał całą wieczność, mógł na niego czekać. Toń nie mógł powiedzieć tego samego.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#68
Nie, na pewno nie miał tyle czasu, co Łosoś, w końcu jego życie toczyło się nadal i istniały jeszcze szanse na to, że to zdoła się zmienić, że będzie wyglądało inaczej albo, że całkiem niespodziewanie dobiegnie końca, w końcu nie mógł wiedzieć, co czeka go następnego wschodu słońca. Nie spodziewał się również na pewno, że przyjaciel w końcu postanowi go odwiedzić, Toń cały czas skrycie o tym marzył, ale nie odważył się krzyczeć nocami w stronę Srebrnej Skórki, z nadzieją, że były medyk Klanu Rzeki usłyszy go, a co więcej, posłucha. Pewnie dlatego jego uszy drgnęły niepewnie, gdy usłyszał swoje imię wypowiadane przez kogoś, kogo znał. W pierwszej chwili pomyślał, że być może Jaskółka potrzebowała jego pomocy, potem zaś, że pewnie Czosnek pojawiła się niespodziewanie w okolicy, aż w końcu dotarło do niego, że to nie tak, że chodzi tutaj o coś więcej, o coś, czego nie był w stanie pojąć tak po prostu. Otworzył oczy, a potem usiadł, rozchylając aż lekko pysk.
- Łosoś - powiedział chyba szeptem, jakby nie chciał w żaden sposób zniszczyć tej nieco podniosłej chwili, jaka teraz między nimi powstała, ale uśmiechnął się ciepło, na znak, że mimo wszystko cieszy się z tych odwiedzin. Nadal było mu przykro z powodu śmierci medyka, ale miał nadzieję, że ten jest już bezpieczny i spokojniejszy na Srebrnej Skórce. Teraz zaś, gdy przed nim stał, Toń czuł właściwie, że serce mocno mu bije. Dopiero po chwili zorientował się, gdzie właściwie są i zaczął się uważnie rozglądać, a wspomnienia napływały do niego nieustannymi falami. Wtedy życie, chociaż ciężkie z innych powodów, wydawało się być proste i momentami nieco bajkowe albo tajemnicze.
- Nie spodziewałem się... - zaczął po chwili.
[Obrazek: hWuzYF6.png]
SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light

[Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png]
LVL 6 90 / 500
MedLVL 3 160 / 400
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
18
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#69
Obserwował go ze spokojem, jaki najwidoczniej dawał brak poczucia upływającego czasu, który panował na Srebrnej Skórce. Miał wszak całą wieczność na to, by patrzeć - nic więcej mu nie pozostało. I chociaż wiele wędrował i wciąż poszukiwał zaginionej przed wieloma księżycami Kostki, to jego oczy często zwrócone były na tych, dla których wciąż pozostawał żywy we wspomnieniach. Nie znał ich myśli, nie potrafił przewidzieć zachowania ani odgadnąć, czy chcą jego odwiedzin; zresztą, prędko dowiedział się, że jako Gwiezdny nie może tak po prostu, bez powodu, objawiać się w snach. Nie był już częścią tego świata i nie mógł mieszać zbyt mocno w tym, co pozostawił za sobą. Zwłaszcza że zrobił to z pełną świadomością konsekwencji własnego wyboru. Ale tak było lepiej.
- Odważyłeś się - odezwał się po dłuższej chwili milczenia, której pozwolił zapaść pomiędzy nimi, zupełnie jakby celowo chciał, by wybrzmiała należycie i zaznaczyła podniosłość chwili, jaką było dzielenie snu z Gwiezdnym. Wąskie, przymrużone ślepia medyka w półmroku jego dawnej lecznicy nie miały intensywnej barwy ognia, a przechodziły w łagodniejszy brąz. - Zacząłeś leczyć. Widziałem - dodał, marszcząc przy tym czoło. Na Srebrnej Skórce mówił jeszcze mniej, niż za życia, a każdy dłuższy okres milczenia sprawiał, że ciężko było mu powrócić do układania słów w zdania i wypowiadania ich tak, jak należy. Wysunął nieznacznie język i oblizał nim sam czubek warg, gdy zrobił kolejną, dłuższą pauzę.
- Obiecałem, że cię... nauczę. Nie zdążyłem - mruknął, kierując swoje małe, czarne uszy w tył na kilka uderzeń serca. Zaraz znów przybrały swoją naturalną pozycję, lekko skierowaną ku rozmówcy. - Krzywucha... też nie zdążyła. Nawet gdyby chciała cię uczyć.
Nie był pewien, czy Tonące Słońce był świadom śmierci starej znachorki. Nie wiedział, czy w ogóle ktokolwiek zainteresował się jej zniknięciem, czy ktokolwiek pochował jej zwłoki, czy może lisy nie dobrały się do jej ciała skrytego w leżu w korzeniach starej lipy. Minęło przecież wiele księżyców, od kiedy zniknął łysawy samotnik, który niegdyś spędzał z nią wiele czasu, a zielarka zdawała się nie mieć rodziny ani znajomych.
Głowa Łososiowej Łuski lekko przekrzywiła się w bok, choć wciąż nie zrywał intensywnego, przeszywającego na wskroś kontaktu wzrokowego. Ale Toń wiedział, że to nie było wyzwanie ani agresja. Był przecież jednym z niewielu, którzy rozumieli Łososia, a nawet jeżeli nie - to przynajmniej nie dawał mu odczuć, że jest inaczej. Wiedział, że nie odczyta jego zachowania źle. Nie był jak inne koty.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#70
Nie miał pojęcia, jak prędko teraz mija czas, ale chciał, by ten przesuwał się na przód, jak najwolniej. Nie chciał jeszcze opuszczać Łososia, bardzo chciał móc z nim naprawdę rozmawiać, chciał z nim spędzić więcej czasu, a już na pewno, teraz kiedy ich otoczenie było tym, co kiedyś było dla nich wspólne. To była swoista, wspaniała podróż do przeszłości, choć oczywiście, nie mogła być tym samym, czym była dawniej.
- Starałem się - powiedział poważnie, chociaż nie wiedział do końca, czy Łosoś chce go teraz pochwalić, czy może zganić za to, jak się zachował. Nie był w stanie ocenić tego spojrzenia, aczkolwiek odnosił wrażenie, że dawny medyk Klanu Rzeki właściwie nie ma nic przeciwko jego postępkom i być może nawet je docenia, uznając za coś cennego i ważnego. Później jednak Toń zastrzygł lekko uszami, gdy padły kolejne słowa i złapał głęboki oddech, choć przecież w tym śnie, jaki stał się jego udziałem, wcale nie było mu to potrzebne.
- Dawno...? - spytał w końcu, kiedy dotarł już do niego sens słów Łososia. Faktem było, że od jakiegoś czasu nie widywał Krzywuchy, ale też nie znajdował się z nią w aż tak przyjacielskich relacjach, by biegać do niej każdego dnia. Teraz jednak miał poczucie, że zaniedbał ją, zaniedbał to wszystko, czego nie powinien i obiecał sobie, że chociaż pójdzie na jej dawne ziemie, by przekonać się, czy coś może jeszcze dla niej zrobić, ostatecznie był jej, jak mu się zdawało, coś winien. Może nie była dla niego najlepsza, może była zrzędliwa i niezbyt przystępna, ale mimo wszystko, uważał, że była dość dobrym kotem, w końcu nie musiała nikomu pomagać, a jednak, za opłatą robiła to i nie bardzo pytała o powody, czy cokolwiek takiego. Jedni powiedzieliby, że była interesowna, inni, w tym Toń, po prostu pokiwaliby łbem ze zrozumieniem, bo samotnikom, zwłaszcza starszym, na pewno nie było zbyt łatwo żyć.
- Co teraz, Łososiu? Lśniąca mi odmówiła, nie znam medyka Cienia i Gromu, a wiem doskonale, że moja wiedza jest zbyt mała, żebym naprawdę mógł pomagać samotnikom, czy chociażby samemu sobie. Znam, zdaje się, jedenaście medykamentów, a to na pewno zbyt mało... - powiedział cicho i przymknął na moment ślepia, po czym spojrzał uważnie na przyjaciela, który przyglądał mu się jak zawsze intensywnie, to nie zmieniło się nawet po jego śmierci. Łosoś, choć martwy, choć obecny tu jedynie duchem, był nadal sobą i to w jakiś dziwny sposób podobało się kocurowi, wskazywało na pewną niezmienność i stałość istnienia, co wielce go ucieszyło.
[Obrazek: hWuzYF6.png]
SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light

[Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png]
LVL 6 90 / 500
MedLVL 3 160 / 400
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
18
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#71
Milczał dłuższą chwilę, zbierając myśli, a także... odwagę na to, by słowa, które chciał powiedzieć, opuściły jego pysk. Nigdy nie był dobry w nazywaniu tego, co czuł. Nie lubił tego. Nie lubił przyznawania się do tego, że posiadał uczucia; o wiele bardziej komfortowe było trwanie w przeświadczeniu, że nie posiadał żadnych i działał jak odpowiednio zaprogramowany automat.
- Jestem dumny - przyznał w końcu, skinąwszy mu głową. Pomimo tego, że nie otrzymał nigdy należytego szkolenia, czego dziś Łososiowa Łuska żałował, pomimo tego, że nie był pewien swoich umiejętności, poskładał do kupy samotniczkę. Teraz gdy Krzywucha nie żyła i zwolniło się miejsce, które pozostawiła, jako uzdrowicielka samotników (i klanowych buntowników), być może to wszystko działo się nie bez powodu. Być może nadeszła kolej na to, by zajął jej miejsce. Na jego pytanie poruszył jedynie barkami i pokręcił głową; nie znał odpowiedzi na to pytanie. Kocica nie wierzyła w Gwiezdnych, więc nie pojawiła się na Srebrnej Skórce; nie wiedział, co stało się z jej duchem, gdzie odszedł i kiedy dokładnie. Wiedział jedynie, że dokonała żywota. Kolejne pytanie natomiast sprawiło, że Gwiezdny zmarszczył czoło i zasępił się wyraźnie, zastanawiając się, jak rozwiązać ten problem. Nie chciał zrzucać odpowiedzialności za coś, czego nie dokończył na Księżycowy Pył, zwłaszcza że to nie był nigdy jej problem, a na głowie miała już szkolenie swojego własnego terminatora. Nie wiedział do końca, o co chodzi z medykiem Klanu Cienia, ale miał złe przeczucia. Natomiast Grom... był Gromem. Tam nie było czego szukać.
- Co już znasz - spytał więc płaskim tonem, przez który jego słowa nie brzmiały jak pytanie. Nie mógł przekazać mu całej swojej wiedzy; były pewne ograniczenia co do informacji, które mógł przekazywać żyjącym jako Gwiezdny i z całą pewnością wiedza Tonącego Słońca będzie musiała zostać uzupełniona przez kogoś jeszcze, chociaż wciąż nie wiedział kogo dokładnie. Jedenaście medykamentów to zbyt mało, on sam rozpoznawał i znał właściwości lecznicze (bądź trujące) około czterdziestu roślin. Nie miał jednak czasu na to, by przekazywać mu wiedzę na temat tak wielu ziół; zresztą, nie był to powód jego wizyty.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#72
Początkowo, co może trochę dziwne, był spięty. Nie był do końca pewien, czy Łosoś jest zadowolony, czy być może jednak zaraz go zruga za fakt, iż nie posiadając pełnej wiedzy medycznej, podejmował się działań, które nie miały najmniejszego nawet sensu. Kiedy jednak w końcu padły te proste słowa, kocur aż lekko rozchylił pyszczek, nabrał głęboko tchu, a później uśmiechnął się i widać było, nawet w tym śnie, że wręcz promienieje z radości, że te słowa sprawiły mu tak wielką przyjemność, jak mało które, a jego oczy zajaśniały wewnętrznym blaskiem, któremu daleko było do gwiezdnego pyłu, ale jednak, jednak były pełne radości i nieposkromionego szczęścia. Postanowił również, że uda się do nory Krzywuchy, by upewnić się, że jej ciało jest bezpieczne, ale nie mógł prosić Łososia o to, by przyjął ją w poczet Gwiazd, wiedział bowiem, że tak to nie działa, choć żałował, że kocica nie trafiła na Srebrną Skórkę. Czyżby odeszła raz na zawsze?
- To będzie tak - zaczął i chrząknął, starając się uszeregować wszystko w głowie, by móc wyrecytować, czego zdołał się nauczyć i jak sobie dzięki temu radził w życiu. - Ogórecznik na gorączkę, zwiększenie ilości mleka i stany zapalne, a pajęczyna na tamowanie krwawienia, później ziarna maku na uśmierzenie bólu, ale trzeba być z nimi ostrożnym. Skrzyp - uśmiechnął się promiennie na tę nazwę, wspominając, jak nieumiejętnie wypowiadał się kiedyś o sławnych zielonych wąsach -na infekcje, a miód na ból gardła. Gwiazdnica na zielony kaszel, ślaz na ból gardła, brzucha i katar. Wężowy korzeń wykorzystuje się na użądlenia owadów, ale też na drobne rany, a jałowiec na biały i zielony kaszel, jak również na ból brzucha. Jest jeszcze mysia żółć, która pozwala pozbyć się kleszczy i niebezpieczny cis, będący trucizną - powiedział w końcu, starając się nic nie pominąć i opowiedzieć dokładnie o wszystkim, o czym się już nauczył. Z jednej strony miał poczucie, że to całkiem sporo, z drugiej jednak wiedział, że prawdziwy medyk potrzebuje większej i zdecydowanie szerszej wiedzy. Wiedział również doskonale, czego mu brakowało. - Łososiu, czy możesz mi zdradzić, co stosuje się na rany? Poza wężowym korzeniem nie znam nic innego, a to może być główny problem okolicznych kotów i mnie samego - zauważył i spojrzał na przyjaciela bardzo poważnie. Liczył na to, że Gwiezdny będzie mógł zdradzić mu tę tajemnicę, przekazać informację, chociaż o jednym medykamencie, który byłby użyteczny w tym wszystkim, co się działo. Nie wiedział, ile czasu na rozmowy im zostało, więc starał się streszczać, choć pewnie mógłby mówić i do samego rana.
[Obrazek: hWuzYF6.png]
SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light

[Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png]
LVL 6 90 / 500
MedLVL 3 160 / 400
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
18
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#73
Patrzył na reakcję Tonącego Słońca i milczał. Dopiero gdy wręcz wybuchnął szczęściem, które zdawało się fizycznie promieniować i przyćmiewać iskrzenie gwiazd migoczących wokół nich, Łososiowa Łuska poruszył się nieznacznie, a kąciki jego ust drgnęły, rozciągając się w nieco sztywnym, mechanicznym uśmiechu, który z całą pewnością nie wyglądał przekonująco dla każdego, kto posiadał sprawne co najmniej jedno oko, a także jedną szarą komórkę. Ale to był jego uśmiech. Wyuczony i mechaniczny, ale mimo to szczery w swojej sztuczności, jeżeli można to w ten sposób określić. Łosoś nie miał za życia zbyt bogatej mimiki, nie należało więc oczekiwać żadnych zmian po śmierci.
Wysłuchał tego, co miał mu do powiedzenia o ziołach. Patrzył na niego cały czas, czując się teraz tak, jak podczas treningu z Księżycowym Pyłem bądź Lśniącą Sadzawką. Nie odzywał się, zdawać by się mogło, że nie poruszał się żaden jego mięsień, poza kołyszącym się łagodnie czarnym ogonem. Na pytanie przymknął powieki i pochylił się naprzód, by z pewnym trudem podnieść się na cztery łapy. Trzy i pół. Odwrócił się i kołysząc się na boki, ruszył w miejsce, w którym w Korzennej Norze znajdowały się medykamenty.
- Chodź - polecił mu, nie oglądając się za siebie, a gdy dotarł na miejsce, usiadł przed składzikiem. Sięgnął do splotów korzeni, pomiędzy którymi poukrywane były medykamenty: było ich dużo, każdy z nich był równo ułożony i wyglądał bardzo świeżo, jakby każde z liści, kwiatów i jagód zebrano dziś rano. Spomiędzy nich wyjął pięć ziół, które skrupulatnie ułożył w równym rządku. Jeden liść był miękki, pokryty meszkiem i przypominał nieco pojedynczą gałązkę skrzypu. Miał silny zapach. Drugi był lancetowaty, trzeci: drobny, podzielony na trzy. Czwarty liść miał czerwoną barwę. Obok nich leżał kwiat o żółtych płatkach i ciemniejszym środku, miał mocny, miodowy zapach.
- Rozpoznajesz któreś z tych ziół - spytał, dopiero teraz unosząc głowę i wbijając wzrok w jasne oczy Toni.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#74
Toń wiedział, że szukanie u Łososia jakiś większych objawów zadowolenia, czy czegoś takiego, to jak szukanie igły w stogu siana, ale mimo wszystko dostrzegł ten prosty gest, jaki wykonał jego przyjaciel i to poniosło go na duchu. Nie spodziewał się jednak na pewno tego, co zobaczył po chwili, a już na pewno nigdy nie wpadłby na taki pomysł, na jaki wpadł medyk Klanu Rzeki. Toń musiał przyznać, że zadanie było - jak na razie, na jego wiedzę - kosmiczne! Same liście. Ale był pewien, że prawdziwi medycy również muszą rozpoznawać zioła dokładnie w taki sposób, nie inny, więc nie protestował i wziął się do pracy.
- To... Mógłby być ślaz, bo jest miękki, delikatny i ma meszek, ale jego kształt jest nieco dziwny i to mnie niepokoi. Poza tym... sądzę, że jednak pachnie zbyt intensywnie - powiedział w końcu, gdy skończył przyglądać się pierwszej roślinie. Wiedział doskonale, że zadanie, jakie postawił przed nim Łosoś jest trudne, ostatecznie bowiem rozpoznawał do tej pory całe rośliny, wskazane mu w czasie poszukiwań, a nie po liściach, czy samych kwiatach. Czuł, że to może go nieco przerastać, ale nie zamierzał się ani trochę poddawać! Postanowił spróbować.
- Ten tutaj - powiedział, wskazując na drugi z zaprezentowanych liści - mógłby należeć do wężowego korzenia, wydaje mi się, że ma odpowiedni kształt, jest taki, hm, wąski i podłużny, chociaż to się pewnie nazywa jakoś inaczej. Im dłużej na nie patrzę, tym bardziej wydaje mi się, że ślazem mógłby być jednak ten trzeci - dodał jeszcze, przymrużając nieznacznie oczy i zastanawiając się, czy z czymkolwiek trafił, czy być może wszystko to jedynie strzały jak kulą w płot.
Liść o czerwonej barwie nie kojarzył mu się z niczym. Nie umiał tego połączyć z żadną rośliną, jeśli już coś kojarzył, to raczej przebarwiające się w ten sposób liście w Porze Opadających Liści. Oglądał go uważnie z każdej strony, ale nie był w stanie połączyć go z żadną konkretną rośliną.
- Ten kwiat kojarzę, wydaje mi się... wydaje mi się, że używałeś go w czasie, kiedy straciłem ogon. A może przychodzi mi do głowy z uwagi na ten zapach? Jestem niemalże pewien, że unosił się w lecznicy, ale to mógł być też po prostu miód, który na pewno tam miałeś. Z drugiej strony, żółte kwiaty ma też wężowy korzeń, jednak wydaje mi się, że są nieco inne. Wtedy, jeśli odpowiednio łączę fakty, byłaby to roślina, której używa się przy walce z ranami... - powiedział w końcu, marszcząc nos. Przypatrywał się uważnie roślinie, węszył, zastanawiał się, co to za dziw natury przed nim spoczywa, a w jego pamięci otwierały się kolejne przegródki wspomnień, jednak miał zbyt małą wiedzę, by coś w pełni do siebie dopasować.
[Obrazek: hWuzYF6.png]
SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light

[Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png]
LVL 6 90 / 500
MedLVL 3 160 / 400
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
18
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#75
- Nie - odpowiedział, przymykając oczy. - Liść ślazu przypomina łapę. Ma włoski od spodu. Nie leczy ran. Łagodzi katar, ból gardła... i brzucha - dopiero gdy zamilkł, znów uchylił powieki i spojrzał przelotnie na Tonące Słońce, nim odwrócił się do składzika i wskazał na liście, które się tam znajdowały. Żadna z roślin, które mu pokazał, nie była ślazem. - Wężowy korzeń ma długi liść. Ten jest krótki. I użyteczny... jako medykament - dodał, lekko przechylając głowę w tył. Obie rośliny miały lancetowate liście i w istocie ten, który pokazał, mógł przypominać młody liść wężowego korzenia... ale jego liście były bezużyteczne, w leczeniu wykorzystywano korzeń tego ziela. Łososiowa Łuska wziął głęboki wdech. Tonące Słońce poprawnie kombinował, miał jakąś wiedzę, ale to było zbyt mało, by mógł poprawnie leczyć chorych. Mógł przekazać mu skrawek swojej wiedzy, ale resztę musiał zdobyć samodzielnie. Nie mógł, jako Gwiezdny, aż tak ingerować w życie tych, których pozostawił za sobą.
- Krwawnik - powiedział, kładąc łapę przy pierwszym liściu, tym pokrytym meszkiem, przypominającym skrzyp. - Zwalcza truciznę w ranach. Zjedzony... powoduje wymioty. Nawłoć - przesunął łapę przed drugi liść, ten krótki, lancetowty. - Maść na płytkie rany, stłuczenia... też ból stawów - powiedział, po czym położył łapę przy trzecim z liści, tym trójdzielnym. - Żarnowiec. Okład z liści. Na rany, skręcenia, zwichnięcia... złamania. Na popękane opuszki podbiał - to mówiąc, wskazał na czerwony liść. - W całości. Zjedzony, leczy kocięcy kaszel. Ułatwia oddychanie - powiedział. Zamilkł na moment, w końcu docierając do ostatniego medykamentu w postaci żółtego kwiatu. - Szypułki zmniejszają krwawienie... i infekcje. Leczą rany. Wrzody.
Dał mu chwilę na wchłonięcie tych informacji. Wiedział, że tego było dużo i Tonące Słońce miał jeszcze wiele do nauczenia się, jednak z całą pewnością znajomość tych roślin ułatwi mu dalszą pracę oraz naukę kolejnych ziół. Zawsze mógł próbować eksperymentować z roślinami, których nie znał... ale czy było to bezpieczne dla samotnika?
Wstał, spojrzał na Tonące Słońce, po czym ruszył, kołysząc się na boki, by wyjść z korytarza, a następnie - z lecznicy. Zerknął za siebie kątem oka, by sprawdzić, czy kocur podąża za nim.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości