Kocur wreszcie został wojownikiem. Co prawda może jednak nie jest już tak młody jak kiedyś - ale jednak dalej jest młody! - lecz wygląda jak już trochę nieco starszy kocur, niż w rzeczywistości. Nie urósł więcej, jednak teraz, odkąd pogodził się z tatą, jest trochę zadowolony, że są tego samego wzrostu. Czarne, długie futro błyszczy ładnie w promieniach słońca, podobnie jak oczy, w barwie świeżej trawy. Nabawił się jednak blizny, ledwo uchodząc z życiem, podczas walki z samotnikiem. Zaczyna się ona od nasady lewego ucha, przechodząc przez lewe oko i kończąc się przy brodzie. I fakt... szpeci ona czarnego syna Lodowej Skóry i Zaćmionego Księżyca
Węgorz dalej jest wesołym kocurem. Po poprawianiu relacji z ojcem, można u niego to zaobserwować coraz częściej. Teraz i do niego zwraca się z szacunkiem, jednak potrzebuje jeszcze trochę czasu, aby doszczętnie mu zaufać. Dalej stara się pomagać przyjaciołom, jak najlepiej potrafi. Zaś jeśli chodzi o walki... To brał już w jednej udział, co odbiło się nieco na jego psychice. Teraz, jeśli ponownie przyjdzie mu stoczyć bitwę, obiecał sobie, że już tak łatwo z pola nie zjedzie. Blizna, która go oszpeciła, jest jego... jest po prostu jego kompleksem. Nie podoba mu się i kiedy ktoś o niej wspomni, automatycznie się krzywi.
Miło jest wiedzieć, iż mentor, którego uważa się za wzór, jest z Ciebie dumny. To było naprawdę bardzo fajne uczucie i Węgorzowi takie jak najbardziej odpowiadało. Bo kto nie chciał wiedzieć, iż jego nauczyciel, jest dumny, z tego co robisz, jak postępujesz... Pewnie każdy kot, a raczej terminator w tym lesie. Chociaż... Czy wojownicy, którzy byli po treningu, dalej potrzebowali uczucia akceptacji przez swojego byłego mistrza? Hm... Ciekawe. Nawet bardzo ciekawa kwestia, którą zapewne kiedyś poruszy.
- Nauczysz mnie łowić ryby? - zapytał kompletnie nie na temat. Jak i również nie odpowiedział na pytanie, które mu zadano. Dopiero po chwili, ogarnął się i postanowił odpowiedzieć na - trzeba przyznać - dość duży orzech do zgryzienia. Naprawdę duży...
- Trzeba.... - zaciął się - Trzeba.... Trzeba... - zastanawiał się chwilę - Trzeba podchodzić do ptaka tak, aby nie... aby nie usł... Nie, aby nie zobaczył? Nie poczuł? - zapytał, spoglądając na kocura swoimi zielonymi oczami.
Srebrzysty rosły kocur o długim, gęstym futrze, które pokrywają czarne klasyczne pręgi. Kocur ma białą brodę, kryzę oraz krótkie skarpetki na przednich oraz dłuższe sięgające do pięt na tylnych. Jego broda jest silnie zarysowana, a nad nią znajduje się proporcjonalny, łososiowy w środku i czarny na zewnątrz nos, znad którego wyglądają limonkowe ślepia, które zależnie od światła są mniej lub bardziej żółte bądź zielone. Oczy Borsuka kształtem przypominają zaokrąglone kamienie, zwężające się prawie pod kątem ostrym do jednej strony. Z uszu wyrastają mu bujne, czarne pędzle, a żuchwę porastają bujne, długie bokobrody, często falujące na wietrze. Srebrzystego charakteryzują długie łapy ze słabo zarysowanymi mięśniami.
Borsuk nadal jest niepewny siebie, może trochę przestraszony i nieśmiały. Czasami nawet się jąka, aczkolwiek stara się wyplenić to z siebie. Widać, że chciałby więcej, że chciałby naprawić błędy młodości, ale nadal ogarnia go wewnętrzny strach, a tym razem jest nawet większy niż poprzednio. W gruncie rzeczy to raczej sympatyczny kocur, który stara się nikomu nie wadzić. Dodatkowo jest raczej ufnym kotem, toteż czasami zdobywa się na niepewne uśmiechy niczym młodziutka kocica, która przeżywa swoje pierwsze zauroczenie. Ot, cały Borsuk. To raczej typ dyplomaty, nie siłacza, choć jego wygląd zewnętrzny może mylić.
Właściwie po treningu podobno hulaj dusza, piekła nie ma, ale generalnie Borsuk na razie nie informował o tym Węgorza. Tak naprawdę w ogóle nie wpadł na to, żeby poruszyć takie zagadnienie. Zamiast tego skupiał się na rzeczach, o których sam po części rozmawiał na treningu i tak dalej. A jeśli już mowa o rybach...
- Ta-tak, ale już nie dzisiaj - odparł do czarnego kocurka z uśmiechem na pysku. Na to trzeba było mieć dużo siły, więc pewnie pływaniem i łowieniem ryb zajmą się już w trakcie następnego spotkania, choć Borsucze Futro nie był jeszcze co do tego pewny. On raczej... nie planował aż tak bardzo w przyszłość. Ledwo potrafił sobie zaplanować kolejne godziny dnia i ewentualne treningi, a co dopiero parę dni w przód. Nie przeszkadzało mu, że Węgorz najpierw wyrwał z innym tematem. Cierpliwie czekał aż w końcu sam mu odpowie. Nie musieli się przecież śpieszyć.
- Że-żeby nas nie usły-usłyszał i nie poczuł też jest istotne, ale pta-ptaki przede wszystkim polegają, no, na swo-swoich oczach, Węgorzu! Trzeba się kryć prze-przed ich wzrokiem za różnymi rzeczami, na przy-przykład za pniami drzew, albo za-zamierać w bezruchu, gdy nie ma-masz się za czym scho-chować - objaśnił swojemu terminatorowi technikę polowania na ptaki. Zaczynali tę naukę trochę od zadniej strony, ale Borsuk mistrzem organizacji nie był.
- A myślisz, że jak trze-trzeba podchodzić do gry-gryzoni? - zapytał na koniec.
wcisnę sięwbezpiecznykąt wdziurawąścianęwbijęwzrok dosieciwrzucępłaczliwypost p o l u b i s z g o tytylkopopatrzysz,a ja poczujęsięgorzejnasamąmyśl zaczynamzamykaniebram
Kocur wreszcie został wojownikiem. Co prawda może jednak nie jest już tak młody jak kiedyś - ale jednak dalej jest młody! - lecz wygląda jak już trochę nieco starszy kocur, niż w rzeczywistości. Nie urósł więcej, jednak teraz, odkąd pogodził się z tatą, jest trochę zadowolony, że są tego samego wzrostu. Czarne, długie futro błyszczy ładnie w promieniach słońca, podobnie jak oczy, w barwie świeżej trawy. Nabawił się jednak blizny, ledwo uchodząc z życiem, podczas walki z samotnikiem. Zaczyna się ona od nasady lewego ucha, przechodząc przez lewe oko i kończąc się przy brodzie. I fakt... szpeci ona czarnego syna Lodowej Skóry i Zaćmionego Księżyca
Węgorz dalej jest wesołym kocurem. Po poprawianiu relacji z ojcem, można u niego to zaobserwować coraz częściej. Teraz i do niego zwraca się z szacunkiem, jednak potrzebuje jeszcze trochę czasu, aby doszczętnie mu zaufać. Dalej stara się pomagać przyjaciołom, jak najlepiej potrafi. Zaś jeśli chodzi o walki... To brał już w jednej udział, co odbiło się nieco na jego psychice. Teraz, jeśli ponownie przyjdzie mu stoczyć bitwę, obiecał sobie, że już tak łatwo z pola nie zjedzie. Blizna, która go oszpeciła, jest jego... jest po prostu jego kompleksem. Nie podoba mu się i kiedy ktoś o niej wspomni, automatycznie się krzywi.
Uśmiechnął się do mentora, słysząc, iż zabierze go na ryby. I pewnie również nauczy, jak je łowić! Ciekawe w ogóle, czy ktoś z jego rodzeństwa, również potrafił już to robić? Bo z tego, co było mu wiadome, najpóźniej zaczął trening. Było to jednak spowodowane tym, że srebrny, miał też innych terminatorów, między innymi Błyskotkę. Węgorz nie miał jednak pojęcia, iż Borsucze Futro, miał kłopot z tym, aby zaplanować treningi. Nie było to jednak nic złego, w końcu każdy może mieć takie problemy prawda?
- Czyli stać bezruchu, chować się za pniami drzew czy też czegoś innego. Na przykład za dużymi skałkami tak? Ptaki polegają na oczach - powtórzył sobie, aby zapamiętać. Następnie rozciągnął się, gdyż takie siedzenie w miejscu, było dla niego po prostu nie wygodne. Wygiął grzbiet, a następnie ponownie usiadł, owijając ogon wokół łap.
- Do gryzonia, do gryzonia... Hmmm - zaczął się zastanawiać, jak się skradać do takiej myszy. Na czym ona może polegać, skoro na wzroku znają się ptaki, zające na pewno na słuchu, bo mają duże uszy prawda? A szczur na przykład... na węchu? - Czy taka mysz posługuje się węchem aby ukryć się przed drapieżnikiem? - zapytał niepewnie.
Srebrzysty rosły kocur o długim, gęstym futrze, które pokrywają czarne klasyczne pręgi. Kocur ma białą brodę, kryzę oraz krótkie skarpetki na przednich oraz dłuższe sięgające do pięt na tylnych. Jego broda jest silnie zarysowana, a nad nią znajduje się proporcjonalny, łososiowy w środku i czarny na zewnątrz nos, znad którego wyglądają limonkowe ślepia, które zależnie od światła są mniej lub bardziej żółte bądź zielone. Oczy Borsuka kształtem przypominają zaokrąglone kamienie, zwężające się prawie pod kątem ostrym do jednej strony. Z uszu wyrastają mu bujne, czarne pędzle, a żuchwę porastają bujne, długie bokobrody, często falujące na wietrze. Srebrzystego charakteryzują długie łapy ze słabo zarysowanymi mięśniami.
Borsuk nadal jest niepewny siebie, może trochę przestraszony i nieśmiały. Czasami nawet się jąka, aczkolwiek stara się wyplenić to z siebie. Widać, że chciałby więcej, że chciałby naprawić błędy młodości, ale nadal ogarnia go wewnętrzny strach, a tym razem jest nawet większy niż poprzednio. W gruncie rzeczy to raczej sympatyczny kocur, który stara się nikomu nie wadzić. Dodatkowo jest raczej ufnym kotem, toteż czasami zdobywa się na niepewne uśmiechy niczym młodziutka kocica, która przeżywa swoje pierwsze zauroczenie. Ot, cały Borsuk. To raczej typ dyplomaty, nie siłacza, choć jego wygląd zewnętrzny może mylić.
Och, Borsuk po prostu skutecznie improwizował, ot co! Rzeczywistość była dla niego zbyt zmienna, żeby dawał sobie radę z planowaniem i wyprzedzaniem różnych wydarzeń. Z przyjemnością patrzył na swojego terminatora, który tak chętnie przyjmował wiedzę, którą dzielił się z nim srebrzysty wojownik i chłonął ją jak gąbka. Szło mu naprawdę bardzo dobrze i Borsucze Futro zaczął uważać, że trafił mu się taki mały skarb! Posłał mu sympatyczny uśmiech i kiwnął jeszcze raz głową, gdy Węgorz powtarzał sobie skrócone informacje odnośnie ptaków. Przyszła też pora na gryzonie, nad którymi zaczął główkować syn Zaćmionego Księżyca. Miał bystry umysł i uczenie go było ogromną przyjemnością! W ogóle trafili mu się naprawdę w porządku terminatorzy.
- Właściwie... to trochę ta-tak. Każde zwierzę po-posługuje się węchem, żeby ukry-ukryć się przed drapieżnikami. Nawet pta-ptaki! - wyjaśnił swojemu podopiecznemu. Węgorz wpadł na pomysł, który poniekąd był zgodny z prawdą i podchodząc do gryzoni też trzeba było kierować się pod wiatr, ale nie to stanowiło istotę strategii... polowania na myszki i szczurki.
wcisnę sięwbezpiecznykąt wdziurawąścianęwbijęwzrok dosieciwrzucępłaczliwypost p o l u b i s z g o tytylkopopatrzysz,a ja poczujęsięgorzejnasamąmyśl zaczynamzamykaniebram
Kocur wreszcie został wojownikiem. Co prawda może jednak nie jest już tak młody jak kiedyś - ale jednak dalej jest młody! - lecz wygląda jak już trochę nieco starszy kocur, niż w rzeczywistości. Nie urósł więcej, jednak teraz, odkąd pogodził się z tatą, jest trochę zadowolony, że są tego samego wzrostu. Czarne, długie futro błyszczy ładnie w promieniach słońca, podobnie jak oczy, w barwie świeżej trawy. Nabawił się jednak blizny, ledwo uchodząc z życiem, podczas walki z samotnikiem. Zaczyna się ona od nasady lewego ucha, przechodząc przez lewe oko i kończąc się przy brodzie. I fakt... szpeci ona czarnego syna Lodowej Skóry i Zaćmionego Księżyca
Węgorz dalej jest wesołym kocurem. Po poprawianiu relacji z ojcem, można u niego to zaobserwować coraz częściej. Teraz i do niego zwraca się z szacunkiem, jednak potrzebuje jeszcze trochę czasu, aby doszczętnie mu zaufać. Dalej stara się pomagać przyjaciołom, jak najlepiej potrafi. Zaś jeśli chodzi o walki... To brał już w jednej udział, co odbiło się nieco na jego psychice. Teraz, jeśli ponownie przyjdzie mu stoczyć bitwę, obiecał sobie, że już tak łatwo z pola nie zjedzie. Blizna, która go oszpeciła, jest jego... jest po prostu jego kompleksem. Nie podoba mu się i kiedy ktoś o niej wspomni, automatycznie się krzywi.
Och to nauka z takim mistrzem jak Borsuk, była przyjemnością. Z nikim innym zapewne nie szło by mu to tak szybko, jak se srebrnym kocurem, którego maluch - nie przesadzajmy bo już taki mały nie jest - od razu polubił. Nie oszukując się, mając takiego mistrza, spokojnie zostanie wojownikiem. Na luzie jak to mówią. Rzecz jasna dzięki synowi Twardej Gwiazdy.
- Czyli ptaki też używają węchu - powtórzył sobie, aby i to również zapamiętać. Im szybciej, tym lepiej tak? W końcu chciał już polować! Na ptaki, myszy, szczury a nawet motyle! Bo czemu nie? Przecież to takie fajne! Tak słyszał przynajmniej, bo sam nigdy nie polował ani nie próbował nawet tego robić, bo poco. Nauczy się tego na treningu o!
- Gryzonie wykorzystują... eee... te swoje wąski? Albo czują coś pod łapami? - zapytał niepewni własnej odpowiedzi, która powinna być raczej twierdząca.
Srebrzysty rosły kocur o długim, gęstym futrze, które pokrywają czarne klasyczne pręgi. Kocur ma białą brodę, kryzę oraz krótkie skarpetki na przednich oraz dłuższe sięgające do pięt na tylnych. Jego broda jest silnie zarysowana, a nad nią znajduje się proporcjonalny, łososiowy w środku i czarny na zewnątrz nos, znad którego wyglądają limonkowe ślepia, które zależnie od światła są mniej lub bardziej żółte bądź zielone. Oczy Borsuka kształtem przypominają zaokrąglone kamienie, zwężające się prawie pod kątem ostrym do jednej strony. Z uszu wyrastają mu bujne, czarne pędzle, a żuchwę porastają bujne, długie bokobrody, często falujące na wietrze. Srebrzystego charakteryzują długie łapy ze słabo zarysowanymi mięśniami.
Borsuk nadal jest niepewny siebie, może trochę przestraszony i nieśmiały. Czasami nawet się jąka, aczkolwiek stara się wyplenić to z siebie. Widać, że chciałby więcej, że chciałby naprawić błędy młodości, ale nadal ogarnia go wewnętrzny strach, a tym razem jest nawet większy niż poprzednio. W gruncie rzeczy to raczej sympatyczny kocur, który stara się nikomu nie wadzić. Dodatkowo jest raczej ufnym kotem, toteż czasami zdobywa się na niepewne uśmiechy niczym młodziutka kocica, która przeżywa swoje pierwsze zauroczenie. Ot, cały Borsuk. To raczej typ dyplomaty, nie siłacza, choć jego wygląd zewnętrzny może mylić.
Jeśli Węgorz tak uważał, to naprawdę lepiej dla niego. Borsuk był raczej stworzeniem wątpiącym i tak, jak wątpił we własne umiejętności na pozycji wojownika, tak i zachodził w głowę, czy aby na pewno da radę kiedyś kogokolwiek wytrenować. Naprawdę nie miał co do tego pewności. Martwił się strasznie o swoich terminatorów, jakby byli jego dziećmi, ale dobre chęci zwykle nie pomagały, gdy nie miało się odpowiednich umiejętności.
Srebrzysty wojownik uśmiechnął się do swojego terminatora i pokiwał mu głową w odpowiedzi. Każde stworzenie jakoś tam węszyło, dlatego trzeba było mieć to na uwadze. Ptaki wyglądały na takie, jakby zmysł węchu ich w ogóle nie dotyczył, a jednak Borsuk widział, jak uciekają różnym kotom, które zignorowały to, aby iść pod wiatr.
- Wą-wąski pewnie też, ale tu cho-chodzi o to, że mają ba-bardzo wrażliwe łapki i czują nasze kro-kroki. Dlatego trze-trzeba być bardzo cicho, jak się na nie po-poluje - oznajmił swojemu podopiecznemu. Węgorzyk był bystry i szybko domyślił się o co może chodzić.
- Dla-dlatego koniecznie musimy prze-przenosić ciężar na ty-tylne łapy - dodał po krótkiej chwili milczenia na wzięcie oddechu i pomyślenie o tym, co dalej. Chyba zostały im tylko zające i króliki? Hm... tak, raczej tak.
- A, hm, jak sądzisz, co z zającami i królikami? - zapytał na koniec.
wcisnę sięwbezpiecznykąt wdziurawąścianęwbijęwzrok dosieciwrzucępłaczliwypost p o l u b i s z g o tytylkopopatrzysz,a ja poczujęsięgorzejnasamąmyśl zaczynamzamykaniebram
Kocur wreszcie został wojownikiem. Co prawda może jednak nie jest już tak młody jak kiedyś - ale jednak dalej jest młody! - lecz wygląda jak już trochę nieco starszy kocur, niż w rzeczywistości. Nie urósł więcej, jednak teraz, odkąd pogodził się z tatą, jest trochę zadowolony, że są tego samego wzrostu. Czarne, długie futro błyszczy ładnie w promieniach słońca, podobnie jak oczy, w barwie świeżej trawy. Nabawił się jednak blizny, ledwo uchodząc z życiem, podczas walki z samotnikiem. Zaczyna się ona od nasady lewego ucha, przechodząc przez lewe oko i kończąc się przy brodzie. I fakt... szpeci ona czarnego syna Lodowej Skóry i Zaćmionego Księżyca
Węgorz dalej jest wesołym kocurem. Po poprawianiu relacji z ojcem, można u niego to zaobserwować coraz częściej. Teraz i do niego zwraca się z szacunkiem, jednak potrzebuje jeszcze trochę czasu, aby doszczętnie mu zaufać. Dalej stara się pomagać przyjaciołom, jak najlepiej potrafi. Zaś jeśli chodzi o walki... To brał już w jednej udział, co odbiło się nieco na jego psychice. Teraz, jeśli ponownie przyjdzie mu stoczyć bitwę, obiecał sobie, że już tak łatwo z pola nie zjedzie. Blizna, która go oszpeciła, jest jego... jest po prostu jego kompleksem. Nie podoba mu się i kiedy ktoś o niej wspomni, automatycznie się krzywi.
Węgorz otworzył szerzej oczy z niedowierzaniem, słysząc słowa mentora. Mógł trochę wyglądać jak ktoś, kto właśnie zobaczył ducha, bądź w ich przypadku kota z Gwiezdnego Klanu. Mimo wszystko jednak tak wyglądał i nikt nie mógł tego zakwestionować. Dla niego, to, aby tak małe zwierzątko czuło tyle ruchów pod łapami, było nienaturalne, niczym UFO czy coś w tym stylu.
- Naprawdę? Taka malutka myszka może wyczuć drgania ziemi pod łapkami? Łał! Czy ja też mogę tak umieć? Bardzo bym chciał! - powiedział z entuzjazmem, jak zawsze zresztą. Ciekawe, co by było, gdyby był i szybkim biegaczem i super mega dobrym tropicielem. Czy to się wykluczało? Chyba nie. Trzeba być lekkim jak piórko i tyle. Tylko w polowaniu więcej się chyba myśli, niż podczas biegu.
- Ciężar na tylne łapy, zapamiętam - dodał po chwili z uśmiechem. Czarny Książę, jak nauczył się Kodeksu Wojownika, tak nauczy się teorii polowania o!
- Tego jestem pewien! One mają duże, takie mega duże uszy! Dlatego też pewnie lepiej słyszą od innych zwierząt - w jego głosie, można było wyczuć nuty pewności ale na pewno nie zwątpienia - Czyli podczas skradania się musimy... eee... uważać na to, co mamy pod łapami!
Srebrzysty rosły kocur o długim, gęstym futrze, które pokrywają czarne klasyczne pręgi. Kocur ma białą brodę, kryzę oraz krótkie skarpetki na przednich oraz dłuższe sięgające do pięt na tylnych. Jego broda jest silnie zarysowana, a nad nią znajduje się proporcjonalny, łososiowy w środku i czarny na zewnątrz nos, znad którego wyglądają limonkowe ślepia, które zależnie od światła są mniej lub bardziej żółte bądź zielone. Oczy Borsuka kształtem przypominają zaokrąglone kamienie, zwężające się prawie pod kątem ostrym do jednej strony. Z uszu wyrastają mu bujne, czarne pędzle, a żuchwę porastają bujne, długie bokobrody, często falujące na wietrze. Srebrzystego charakteryzują długie łapy ze słabo zarysowanymi mięśniami.
Borsuk nadal jest niepewny siebie, może trochę przestraszony i nieśmiały. Czasami nawet się jąka, aczkolwiek stara się wyplenić to z siebie. Widać, że chciałby więcej, że chciałby naprawić błędy młodości, ale nadal ogarnia go wewnętrzny strach, a tym razem jest nawet większy niż poprzednio. W gruncie rzeczy to raczej sympatyczny kocur, który stara się nikomu nie wadzić. Dodatkowo jest raczej ufnym kotem, toteż czasami zdobywa się na niepewne uśmiechy niczym młodziutka kocica, która przeżywa swoje pierwsze zauroczenie. Ot, cały Borsuk. To raczej typ dyplomaty, nie siłacza, choć jego wygląd zewnętrzny może mylić.
Borsuk w pierwszej chwili nie wiedział o co chodzi Węgorzowi, a właściwie dlaczego tak zareagował, ale już po paru uderzeniach serca dotarło do niego, że po prostu jest bardzo zaskoczony informacją, którą sam mu właśnie podał! Och tak, zdolności piszczków były niesłychane! Borsuk czasami sam się zastanawiał, czy to w ogóle możliwe, aby mogły tak wyczuwać kroki, ale po polowaniach widział, że to faktycznie istotne.
- Uch, nie-nie wiem? W sensie nie wie-wiem, czy tak byś mó-mógł. To chyba tru-trudne. Mi się udało wy-wyczuć pędzące po-potwory dwunogów, ale to ty-tyle - odpowiedział z lekką konsternacją w głosie. Taka była prawda - no nie wiedział, więc co miałby powiedzieć? Srebrzysty trochę przejął się tym, że swoimi słowami mógłby jakoś zepsuć humor Węgorzykowi, dlatego bacznie mu się teraz przyglądał z troską w zielonożółtych oczach.
- Ta-tak! Ba-bardzo dobrze. Tylko... trzeba po pro-prostu ściszyć od-oddech, wiesz? Pa-patrzeć pod łapy i tak le-lepiej za-zawsze, jak już ci mówiłem - odparł i uśmiechnął się na koniec do swojego terminatora. Tak w sumie to omówili już wszystko, więc syn Żaćmionego Księżyca mógłby już przejść do części praktycznej, hm.
- Ma-masz jakieś pytania, Węgorzu? Jeśli nie, to chyba cza-czas na to, żebyś za-zapolował po raz pierwszy! - powiedział z entuzjazmem. Spojrzał w górę i w bok, zastanawiając się, czy aby na pewno o wszystkim wspominał i westchnął pod nosem.
- No i nie za-zapomnij za-za-zakopać zwierzyny, żeby nie zwabiła dra-drapieżników. Przynieś mi... ja-jakieś trzy zdobycze, do-dobrze? - Spojrzał pytająco na czarnego kocurka.
wcisnę sięwbezpiecznykąt wdziurawąścianęwbijęwzrok dosieciwrzucępłaczliwypost p o l u b i s z g o tytylkopopatrzysz,a ja poczujęsięgorzejnasamąmyśl zaczynamzamykaniebram
Kocur wreszcie został wojownikiem. Co prawda może jednak nie jest już tak młody jak kiedyś - ale jednak dalej jest młody! - lecz wygląda jak już trochę nieco starszy kocur, niż w rzeczywistości. Nie urósł więcej, jednak teraz, odkąd pogodził się z tatą, jest trochę zadowolony, że są tego samego wzrostu. Czarne, długie futro błyszczy ładnie w promieniach słońca, podobnie jak oczy, w barwie świeżej trawy. Nabawił się jednak blizny, ledwo uchodząc z życiem, podczas walki z samotnikiem. Zaczyna się ona od nasady lewego ucha, przechodząc przez lewe oko i kończąc się przy brodzie. I fakt... szpeci ona czarnego syna Lodowej Skóry i Zaćmionego Księżyca
Węgorz dalej jest wesołym kocurem. Po poprawianiu relacji z ojcem, można u niego to zaobserwować coraz częściej. Teraz i do niego zwraca się z szacunkiem, jednak potrzebuje jeszcze trochę czasu, aby doszczętnie mu zaufać. Dalej stara się pomagać przyjaciołom, jak najlepiej potrafi. Zaś jeśli chodzi o walki... To brał już w jednej udział, co odbiło się nieco na jego psychice. Teraz, jeśli ponownie przyjdzie mu stoczyć bitwę, obiecał sobie, że już tak łatwo z pola nie zjedzie. Blizna, która go oszpeciła, jest jego... jest po prostu jego kompleksem. Nie podoba mu się i kiedy ktoś o niej wspomni, automatycznie się krzywi.
Nie popsuł humoru Węgorzewo, o nie! Po prostu tamten był ciekawy, czy też mógłby tak precyzyjnie wyczuć zwierzynę łapami. Ale byłoby to ciekawe nie? W końcu, gdyby koty tak potrafiły polowania byłyby o wiele łatwiejsze, niż aktualnie. Dlatego też uśmiech nie zniknął z pyszczka Czarnego Księcia.
- Ściszony oddech, patrzeć pod łapy - powtórzył to co usłyszał. Tak po prostu lepiej mu się uczyło, skoro już o tym mowa. Zawsze łatwiej coś zapamiętać, jeśli samemu się to powiedziało. - Zapamiętam - dodał po chwili z entuzjazmem.
Słysząc, że teraz czas na praktykę, omal nie dostał szoku. Podskakiwał radośnie dookoła Borsuka, wykrzykując tylko - Polowanie! Polowanie! - jak mały kociak po prostu. Gdy zdał sobie z tego sprawę zatrzymał się i spojrzał zawstydzony na mentora.
- Zakopie! Zakopie! Nie zapomnę! - odpowiedział po czym kwitnął głową na odpowiedź srebrnego - Trzy z innego rodzaju? - zapytał jeszcze.
Srebrzysty rosły kocur o długim, gęstym futrze, które pokrywają czarne klasyczne pręgi. Kocur ma białą brodę, kryzę oraz krótkie skarpetki na przednich oraz dłuższe sięgające do pięt na tylnych. Jego broda jest silnie zarysowana, a nad nią znajduje się proporcjonalny, łososiowy w środku i czarny na zewnątrz nos, znad którego wyglądają limonkowe ślepia, które zależnie od światła są mniej lub bardziej żółte bądź zielone. Oczy Borsuka kształtem przypominają zaokrąglone kamienie, zwężające się prawie pod kątem ostrym do jednej strony. Z uszu wyrastają mu bujne, czarne pędzle, a żuchwę porastają bujne, długie bokobrody, często falujące na wietrze. Srebrzystego charakteryzują długie łapy ze słabo zarysowanymi mięśniami.
Borsuk nadal jest niepewny siebie, może trochę przestraszony i nieśmiały. Czasami nawet się jąka, aczkolwiek stara się wyplenić to z siebie. Widać, że chciałby więcej, że chciałby naprawić błędy młodości, ale nadal ogarnia go wewnętrzny strach, a tym razem jest nawet większy niż poprzednio. W gruncie rzeczy to raczej sympatyczny kocur, który stara się nikomu nie wadzić. Dodatkowo jest raczej ufnym kotem, toteż czasami zdobywa się na niepewne uśmiechy niczym młodziutka kocica, która przeżywa swoje pierwsze zauroczenie. Ot, cały Borsuk. To raczej typ dyplomaty, nie siłacza, choć jego wygląd zewnętrzny może mylić.
Nie mówił nic na powtarzanie przez Węgorza najważniejszych punktów, ani nie zwracało to za bardzo jego uwagi, tak prawdę mówiąc. Każdy uczył się na własny, indywidualny sposób i Borsucze Futro jak najbardziej to akceptował. Patrzył na swojego terminatora, gdy wyrażał bezmiar entuzjazmu w związku z rzeczami, których go uczył i sam czasami nie wiedział, jak to właściwie się stało, że najpierw został wojownikiem, a teraz przypadli mu tacy świetni terminatorzy. Na dodatek z ogromną chęcią do życia, nauki i w ogóle tacy... radośni. Szczególnie, jeśli mowa o Węgorzowej Łapie. Srebrzysty uśmiechnął się do swojego czarnowłosego podopiecznego, gdy ten się zawstydził. Nie było w tym nic złego!
- W sumie chyba na-najlepiej by było? - powiedział niepewnie i z lekkim uśmiechem na przystojnym pysku, a potem kiwnął krótko głową. Co tu się dalej rozwodzić. Węgorz wydawał się bardzo chętny do polowania i na dodatek zdawał się pamiętać o wszystkim, co powiedział mu brat Zajęczego Susa, także nie pozostało im nic innego, jak przejście do praktycznej części polowania.
wcisnę sięwbezpiecznykąt wdziurawąścianęwbijęwzrok dosieciwrzucępłaczliwypost p o l u b i s z g o tytylkopopatrzysz,a ja poczujęsięgorzejnasamąmyśl zaczynamzamykaniebram
Kocur wreszcie został wojownikiem. Co prawda może jednak nie jest już tak młody jak kiedyś - ale jednak dalej jest młody! - lecz wygląda jak już trochę nieco starszy kocur, niż w rzeczywistości. Nie urósł więcej, jednak teraz, odkąd pogodził się z tatą, jest trochę zadowolony, że są tego samego wzrostu. Czarne, długie futro błyszczy ładnie w promieniach słońca, podobnie jak oczy, w barwie świeżej trawy. Nabawił się jednak blizny, ledwo uchodząc z życiem, podczas walki z samotnikiem. Zaczyna się ona od nasady lewego ucha, przechodząc przez lewe oko i kończąc się przy brodzie. I fakt... szpeci ona czarnego syna Lodowej Skóry i Zaćmionego Księżyca
Węgorz dalej jest wesołym kocurem. Po poprawianiu relacji z ojcem, można u niego to zaobserwować coraz częściej. Teraz i do niego zwraca się z szacunkiem, jednak potrzebuje jeszcze trochę czasu, aby doszczętnie mu zaufać. Dalej stara się pomagać przyjaciołom, jak najlepiej potrafi. Zaś jeśli chodzi o walki... To brał już w jednej udział, co odbiło się nieco na jego psychice. Teraz, jeśli ponownie przyjdzie mu stoczyć bitwę, obiecał sobie, że już tak łatwo z pola nie zjedzie. Blizna, która go oszpeciła, jest jego... jest po prostu jego kompleksem. Nie podoba mu się i kiedy ktoś o niej wspomni, automatycznie się krzywi.
Pierwsze polowanie! To było takie... Takie... Takie super! Ekscytacja w nim rosła i rosła, że zapewne gdyby miała wskaźnik, wywaliło by go już dawno, dawno temu. Dzisiaj jednak wyjątkowo bardzo podskakiwał. Nawet teraz dy tylko myślał o polowaniu! Dziwne nie? Ale prawdziwe nie ma co! Będzie musiał użyć tych wszystkich fanowskich super mocy, a raczej super zestawu do skradania się, aby go zwierzyną nie zobaczyła, wyczuła i wywęszyła. Już samo to było dla niego ekscytujące, chociaż zaczynał się szczerze obawiać, że jeszcze przypadkiem podskoczy z tego napływu energii i po nim.
- Trzy rodzaje zwierzyny. Robi się! - odpowiedział z uśmiechem po czym wstał i pomaszerował ku wyjściu z obozu, zerkając niepewnie na mentora. Pójdzie za nim, czy będzie czekać? A może z ukrycia będzie obserwował, jak Węgorz sobie radzi? Nie wiedziała, uśmiechnął się jeszcze niepewnie i ruszył przed siebie, przekraczając Kolczasty Łuk i wychodząc na zewnątrz. Jest! Podskoczył ponownie z radości, po czym szybko ogarnął. Halo to polowanie! Później będzie skakać.
Ruszył przed siebie, na ugiętych łapach, rozglądając dookoła z jakąś zwierzyną. Uszy i oczy szeroko otwarte jak i sam nos, do którego mogły napłynąć jakieś ciekawe zapachy. Powoli ściszył powoli oddech a ciężar ciała, przeniósł na tylne kończyny. Starał się nie skakać ze szczęścia co przychodziło mu z trudem ale jednak się udawało.
Srebrzysty rosły kocur o długim, gęstym futrze, które pokrywają czarne klasyczne pręgi. Kocur ma białą brodę, kryzę oraz krótkie skarpetki na przednich oraz dłuższe sięgające do pięt na tylnych. Jego broda jest silnie zarysowana, a nad nią znajduje się proporcjonalny, łososiowy w środku i czarny na zewnątrz nos, znad którego wyglądają limonkowe ślepia, które zależnie od światła są mniej lub bardziej żółte bądź zielone. Oczy Borsuka kształtem przypominają zaokrąglone kamienie, zwężające się prawie pod kątem ostrym do jednej strony. Z uszu wyrastają mu bujne, czarne pędzle, a żuchwę porastają bujne, długie bokobrody, często falujące na wietrze. Srebrzystego charakteryzują długie łapy ze słabo zarysowanymi mięśniami.
Borsuk nadal jest niepewny siebie, może trochę przestraszony i nieśmiały. Czasami nawet się jąka, aczkolwiek stara się wyplenić to z siebie. Widać, że chciałby więcej, że chciałby naprawić błędy młodości, ale nadal ogarnia go wewnętrzny strach, a tym razem jest nawet większy niż poprzednio. W gruncie rzeczy to raczej sympatyczny kocur, który stara się nikomu nie wadzić. Dodatkowo jest raczej ufnym kotem, toteż czasami zdobywa się na niepewne uśmiechy niczym młodziutka kocica, która przeżywa swoje pierwsze zauroczenie. Ot, cały Borsuk. To raczej typ dyplomaty, nie siłacza, choć jego wygląd zewnętrzny może mylić.
Całe szczęście kotkom wskaźniki do niczego nie były potrzebne (chyba) i zachwyty oraz entuzjazm Węgorzyka nie stanowiły dla niczego zagrożenia, a to się chwali, prawda? Borsuk był przy nim prawie flegmatyczny oraz leniwy, a przecież wcale do tego typu kotów nie należał, co zabawne. Syn Lodowej Skóry był po prostu bardzo... specyficzny i to się ceniło. Przynajmniej nikt o nim nie zapomni i bez problemu utkwi w pamięci innych kotów. Na pewno nikt nie zapomni jego imienia, jak to przydarzyło się Borsukowi parę księżyców temu, gdy zastępcą był jeszcze Gradowy Podmuch. Parę? A może paręnaście? Właściwie srebrzystemu okres czasu troszeczkę się rozmył i nie do końca wiedział ile czasu minęło od tego wydarzenia.
Borsuk oczywiście odwzajemnił uśmiech swojego czarnego terminatora i ruszył za nim ku wyjściu z obozu. Jak inaczej Węgorz miałby zapolować? Teoretycznie Borsucze Futro mógł po prostu poczekać w obozie, ale przecież czarnemu mogłoby się coś stać i syn Twardej Gwiazdy nie potrafiłby sobie wybaczyć. Zatrzymał się, gdy dotarli do lasu i dał znak Węgorzowi, żeby szedł dalej bez niego. Nie chciał mu przeszkadzać, a na pewno postara się go mieć na oku. Chyba. Na tyle na ile da radę.
Tymczasem Węgorz już na samym początku wyłapał trochę szczęścia początkującego i na skraju lasku wylądował ptak o czarnych skrzydła i piersi oraz siwym tułowiu. Ciekawe, czy Węgorz rozpozna jakiego ptaszka spotkał.
wcisnę sięwbezpiecznykąt wdziurawąścianęwbijęwzrok dosieciwrzucępłaczliwypost p o l u b i s z g o tytylkopopatrzysz,a ja poczujęsięgorzejnasamąmyśl zaczynamzamykaniebram
Kocur wreszcie został wojownikiem. Co prawda może jednak nie jest już tak młody jak kiedyś - ale jednak dalej jest młody! - lecz wygląda jak już trochę nieco starszy kocur, niż w rzeczywistości. Nie urósł więcej, jednak teraz, odkąd pogodził się z tatą, jest trochę zadowolony, że są tego samego wzrostu. Czarne, długie futro błyszczy ładnie w promieniach słońca, podobnie jak oczy, w barwie świeżej trawy. Nabawił się jednak blizny, ledwo uchodząc z życiem, podczas walki z samotnikiem. Zaczyna się ona od nasady lewego ucha, przechodząc przez lewe oko i kończąc się przy brodzie. I fakt... szpeci ona czarnego syna Lodowej Skóry i Zaćmionego Księżyca
Węgorz dalej jest wesołym kocurem. Po poprawianiu relacji z ojcem, można u niego to zaobserwować coraz częściej. Teraz i do niego zwraca się z szacunkiem, jednak potrzebuje jeszcze trochę czasu, aby doszczętnie mu zaufać. Dalej stara się pomagać przyjaciołom, jak najlepiej potrafi. Zaś jeśli chodzi o walki... To brał już w jednej udział, co odbiło się nieco na jego psychice. Teraz, jeśli ponownie przyjdzie mu stoczyć bitwę, obiecał sobie, że już tak łatwo z pola nie zjedzie. Blizna, która go oszpeciła, jest jego... jest po prostu jego kompleksem. Nie podoba mu się i kiedy ktoś o niej wspomni, automatycznie się krzywi.
Ależ oczywiście, że się chwali! Inaczej całe życie Węgorz siedziałby w lecznicy, aby ostudzić jego entuzjazm a tak po prostu ktoś lub sam się ogarniał. Mimo wszystko skakanie ze szczęścia była fajne! Nie spotkał jeszcze kota, któremu by to przeszkadzało. Chociaż kto wie, kogo jeszcze spotka na swojej drodze życia. W końcu znajdzie się ktoś, komu zacznie to przeszkadzać. Różni ludzie, przepraszam, koty chodziły po ziemi.
Uśmiechnął się szerzej, widząc jak Borsuk zaczął zmierzać za nim, w kierunku wyjścia. Czyli będzie bezpieczny, uf na całe szczęście. I tak u boku mentora, doszedł do lasu, gdzie musiał rozpocząć samotną wędrówkę. Ale tylko dopóki czegoś nie złapie prawda? Właśnie.
Szedł więc tak dalej, w pozycji łowieckiej, aż... Bum! A raczej nie bum tylko fru bo przyleciał ptak! Czy to była Wrona, dobrze myślał? W sezonie tylko z opisu, bo tego ptaka na stosie raczej nie widział, a raczej nie zwracał uwagi. Mniejsza z tym jednak. Ptaków dobrze.... Widzą tak! Także musi zachować ostrożność. Na ugiętych łapach, zaczął zmierzać w kierunku ofiary. Był o dziwo bardzo skupiony! Chował się co chwila to za jakimś kamieniem, to za pniem drzewa. Czarne futerko jeszcze mu tylko pomagało prawda? Ściszył oddech maksymalnie jak potrafił, ale tak, aby się nie udusić czy coś. Ciężar ciała automatycznie przechodził na tylne kończyny, w końcu prawie niczym się to nie różniło od biegania. Tam też trzeba było balansować ciężarem. Szedł pod wiatr, aby zwierzę nie mogło go wyczuć. Gdy podszedł wystarczająco blisko, wysunął pazury i skoczył, chcąc chwycić ptaka za kark. Chyba tak będzie najlepiej.
Srebrzysty rosły kocur o długim, gęstym futrze, które pokrywają czarne klasyczne pręgi. Kocur ma białą brodę, kryzę oraz krótkie skarpetki na przednich oraz dłuższe sięgające do pięt na tylnych. Jego broda jest silnie zarysowana, a nad nią znajduje się proporcjonalny, łososiowy w środku i czarny na zewnątrz nos, znad którego wyglądają limonkowe ślepia, które zależnie od światła są mniej lub bardziej żółte bądź zielone. Oczy Borsuka kształtem przypominają zaokrąglone kamienie, zwężające się prawie pod kątem ostrym do jednej strony. Z uszu wyrastają mu bujne, czarne pędzle, a żuchwę porastają bujne, długie bokobrody, często falujące na wietrze. Srebrzystego charakteryzują długie łapy ze słabo zarysowanymi mięśniami.
Borsuk nadal jest niepewny siebie, może trochę przestraszony i nieśmiały. Czasami nawet się jąka, aczkolwiek stara się wyplenić to z siebie. Widać, że chciałby więcej, że chciałby naprawić błędy młodości, ale nadal ogarnia go wewnętrzny strach, a tym razem jest nawet większy niż poprzednio. W gruncie rzeczy to raczej sympatyczny kocur, który stara się nikomu nie wadzić. Dodatkowo jest raczej ufnym kotem, toteż czasami zdobywa się na niepewne uśmiechy niczym młodziutka kocica, która przeżywa swoje pierwsze zauroczenie. Ot, cały Borsuk. To raczej typ dyplomaty, nie siłacza, choć jego wygląd zewnętrzny może mylić.
Węgorzowi poszczęściło się, że tak szybko znalazł swoją potencjalnie pierwszą ofiarę i nawet zaczął się do niej zbliżaj w miarę poprawnie, ale zapomniał o jednym. Już pomijając fakt, że jego pozycja nie była jeszcze dostatecznie dobrze dopracowana, to wrona zwyczajnie zauważyła jego wystające w górę ogon wraz z głową, ponieważ kocur zapomniał zrównać je z grzbietem. Borsuk w tym czasie zaplątał się gdzieś między drzewami i nie widział Węgorza, ale pewnie niedługo zacznie już trzymać na nim oczko, żeby patrzeć jak mu idzie. O ile nie stwierdzi, że nie będzie go to za bardzo, hm, stresowało? Peszyło? Tak, to dobre słowa.
Wracając jednak do terminatora i wrony, którą próbował upolować, to nikogo nie powinno dziwić, że zwyczajnie rozłożyła skrzydła nim do niej podszedł i odleciała dwie długości drzewa. Wciąż była w zasięgu jego wzroku, jednakże nie mógł za nią tak po prostu pogonić, gdyż był jeszcze za daleko, gdy go zauważyła. Wymagało to kolejnego, najlepiej poprawnego podejścia.
wcisnę sięwbezpiecznykąt wdziurawąścianęwbijęwzrok dosieciwrzucępłaczliwypost p o l u b i s z g o tytylkopopatrzysz,a ja poczujęsięgorzejnasamąmyśl zaczynamzamykaniebram
Kocur wreszcie został wojownikiem. Co prawda może jednak nie jest już tak młody jak kiedyś - ale jednak dalej jest młody! - lecz wygląda jak już trochę nieco starszy kocur, niż w rzeczywistości. Nie urósł więcej, jednak teraz, odkąd pogodził się z tatą, jest trochę zadowolony, że są tego samego wzrostu. Czarne, długie futro błyszczy ładnie w promieniach słońca, podobnie jak oczy, w barwie świeżej trawy. Nabawił się jednak blizny, ledwo uchodząc z życiem, podczas walki z samotnikiem. Zaczyna się ona od nasady lewego ucha, przechodząc przez lewe oko i kończąc się przy brodzie. I fakt... szpeci ona czarnego syna Lodowej Skóry i Zaćmionego Księżyca
Węgorz dalej jest wesołym kocurem. Po poprawianiu relacji z ojcem, można u niego to zaobserwować coraz częściej. Teraz i do niego zwraca się z szacunkiem, jednak potrzebuje jeszcze trochę czasu, aby doszczętnie mu zaufać. Dalej stara się pomagać przyjaciołom, jak najlepiej potrafi. Zaś jeśli chodzi o walki... To brał już w jednej udział, co odbiło się nieco na jego psychice. Teraz, jeśli ponownie przyjdzie mu stoczyć bitwę, obiecał sobie, że już tak łatwo z pola nie zjedzie. Blizna, która go oszpeciła, jest jego... jest po prostu jego kompleksem. Nie podoba mu się i kiedy ktoś o niej wspomni, automatycznie się krzywi.
Widząc jak wrona zaczyna odlatywać, kocurek podniósł głowę wyżej i skoczył w miejsce, w którym przed kwilą się znajdowała, aby lepiej się przyjrzeć jak odlatuje. - Ale... Czekaj! - powiedział kierując swoje zielone oczy ku górze. Co zrobił nie tak? Zapomniał... o czymś na pewno ale dokładniej to pojęcia nie miał. Westchnął tylko i zaczął iść dalej, w poszukiwaniu jakiejś ofiary, aby mu w brzuchu nie burczało, oraz aby Borsuk miał powód do dumy ze swojego terminatora.
Przykucnął powoli idąc przed siebie na ugiętych łapach z przeniesionym ciężarem ciała na tylne kończyny. Co i rusz rozglądał się dookoła, równając tym samym głowę z grzbietem, opuszczając ogon na dół aby i on oraz brzuch nie szurały po ziemi. Ściszył oddech, sprawdzając przy okazji, czy idzie pod wiatr a pod łapami nie ma żadnych kamieni, gałęzi... no czegoś na co mógłby nadepnąć.