Wręcz odstrasza wyglądem; chorobliwie chudy, z żebrami na wierzchu, nogi praktycznie jak pałeczki, jednak mimo wszystko widać na nich zarys mięśni. Niezbyt przybrał na wadze, futro nadal pozostaje matowe, gładko i równo przylegając do jego ciała; niemalże jakby było przylutowane. Odznacza się na nim każdy szczegół; przebarwienia, brud, gdzieś tam odstający włos; chociaż mimo wszystko Kwitnący stara się o siebie dbać jak najbardziej, aby nie wyglądać jak kocmołuch, chociaż czasami po prostu nie ma na to siły. Chociaż jest jeden wyjątek; Ma dłuższą sierść na pysku, która przypomina ''kozią bródkę'', delikatnie zakręconą do góry. Niebieskie futro, praktycznie podchodzące pod jasnoszary odcień, przez które przechodzą wszelkiego rodzaju o wiele ciemniejsze zakrętasy i zawijasy. Pysk, brzuch oraz górna i dolna część oczu jest koloru beżowego. Ma również dosyć ciemne, oliwkowe oczy, które przy źrenicach podchodzą pod kolor brązowy.
Jest naprawdę strachliwy z mocno wyczuloną strefą prywatną. Ma naprawdę duże kompleksy na własnym punkcie, dlatego czasami stara podbudować sobie morale dosyć sztucznymi gadkami, tylko po to aby zaraz po nich spanikować, chcąc się jak najszybciej ulotnić. Pamiętliwy, praktycznie ciągle obwiniający się za wszystko, przypisujący sobie niezbyt istniejące wady. Chorobliwie wręcz wstydzi się własnej osoby, dlatego z pewnością woli siedzieć w ukryciu, chociaż tutaj pojawia się jedno wielkie zderzenie. Ma w sobie ciągle coś z duszy kociaka; naprawdę lubi podróżować i jest naprawdę ciekawski, o wiele bardziej wyczulony na działania fizyczne, niżeli na słowa, a co z tego wychodzi? Jest również małomówny i prowadzi często konwersacje w własnych myślach, gdyż średnio potrafi faktycznie dobrze i przyjemnie przeprowadzić konwersacje; a to nie pasuje mu to, że ktoś się na niego patrzy, a to coś zbyt głośno zaszeleści i już odłącza się od rozmowy, nie ma. Dosyć zmęczony własnym sobą; własnym ciężarem.
Ringo {NKT}||Kulka;Czekoladka {GK}
I nie zwiedzają granic, ale chociaż sobie trochę pochodzą. Ale i tak świetnie. Kiwnął głową, idąc za swoim mistrzem. Przełknął ślinę i przygotował się na cóż, dosyć długi monolog.
- Dobra, więc tak... Są cztery klany, klan Gromu, Rzeki, Wichru i Cienia. W klanie gromu przywódcą jest Trzmiela Gwiazda, zastępcą... Ktoś, medykiem... Teraz medykiem jest... Ognisty żar, czy jakoś tak. Później klan rzeki; przywódca Czerwony mak, zastępczyni Ognistopręga czy coś w ten deseń, a medyk to Łososiowa Łuska. Klan wichru... Przywódca; Malinowa Gwiazda, zastępcą jesteś ty, a medykiem Lśniąca sadzawka. Klan cienia, Wężowa Gwiazda, zastępca... Wiewiórczy chyba Ogon i medyk to Ciernisty Kwiat. - zakończył pierwszą część, trochę się spinając. Z pewnością się pomylił, co nawet było widoczne. Bo w Gromie raczej rangi zastępcy nie piastuje ''ktoś''. Ale co tam, czas na dalszą część.
- Rangi, rangi... Zacznę od najważniejszej... Dobra, Najpierw przywódca; głowa klanu, której trzeba się słuchać, przecież nawet w kodeksie jest ''słowo przywódcy jest prawem''. Potem Zastępca, prawa ręka przywódcy. To on w głównej mierze przydziela patrole i inne tego typu rzeczy. Dobra, potem Medyk... Medyk leczy i chyba umie się kontaktować z Gwiezdnymi? Nie wiem. Wojownicy, oni polują, szkolą terminatorów i patrolują granice. Terminatorzy... Ja jestem terminatorem. Więc oni odbywają pewnie długi trening, chociaż zależy. Może być też terminator medyka, który później będzie jego pomocnikiem jak skończy trening i otrzyma imię nadane przez zdaje mi się, że Gwiezdny klan? Chociaż... Czy medyk może nadać imię terminatorowi medyka... Pewnie tak. Kociaki... Koty do szóstego roku księżyca, które przebywają w kociarni i opiekują się nimi Matki... Matki, jak sama nazwa wskazuje chyba to są kocice które mają kociaki i nimi się opiekują. Starszyzna... Koty, które mają powyżej stu księżycy i nie są w stanie wykonywać obowiązków jakie ma wojownik. - wymruczał cicho, wbijając wzrok w ziemię.
- Kodeks wojownika... Pierwszy punkt kodeksu... Broń swego Klanu, nawet kosztem własnego życia. Czyli trzeba być lojalnym wobec swojego klanu, co w sumie potwierdza dalsza część; Możesz zawierać przyjaźnie poza Klanem, ale twoja lojalność musi pozostać przy własnym Klanie, kiedy pewno dnia przyjdzie ci walczyć z przyjacielem. Nie poluj i nie wstępuj na teren innego Klanu, Starszyzna i kocięta muszą zostać nakarmieni przed terminatorami i wojownikami... O, Terminatorom nie wolno jeść bez pozwolenia, dopóki nie zapolują, by nakarmić starszyznę. Zwierzyna zabijana jest tylko po to, by się nią pożywić. Podziękuj Gwiezdnemu Klanowi za jej życie, czyli nie wolno zabijać zwierzyny ''dla zabawy''. Kocię musi mieć przynajmniej sześć księżyców, by zostać terminatorem, Nowo pasowany wojownik musi odbyć milczące czuwanie przez jedną noc po ceremonii... Dalej... Coś o zastę- Kot nie może być pasowany zastępcą, dopóki nie uczył choć jednego terminatora. Pewnie miałeś sporo terminatorów, co? Zastępca zostaje przywódcą, kiedy poprzedni przywódca umiera. Czyli jeśli Malinowa gwiazda by - tfu, tfu odpukać; umarła, to ty byś został przywódcą i byś też musiał iść na jakąś podróż po nowe imię i też po dar dziewięciu żywotów. Zgromadzenie czterech klanów odbywa się z woli przywódców podczas pełni księżyca, kiedy trwa rozejm, rozejm; czyli nie wolno podczas tego zgromadzenia walczyć. Granice muszą być sprawdzane i oznakowane każdego dnia. Przegoń każdego, kto wkroczył na terytorium twojego Klanu. Żaden wojownik nie może opuścić kocięcia w bólu czy niebezpieczeństwie, nawet jeśli jest to kociak z innego Klanu, czyli jeśli jakiś wojownik zobaczyłby nawet takiego kociaka z bodajże klanu cienia, to musi mu pomóc... Słowo przywódcy jest prawem, Honorowy wojownik nie potrzebuje zabijać innych, by zwyciężyć swoje bitwy, jest to dozwolone jednak w obronie własnej lub jeśli koty są wyjęte spod kodeksu wojownika. Czyli można zabijać jedynie zdrajców i samotników, chociaż... Ja nie jestem za zabijaniem innych, można innych co najwyżej przepędzić, a nie od razu rzucać im się do gardła. I ostatnie było o tym, że Wojownik odrzuca wygodne życie pieszczoszka, czyli wojownik nie może żyć jak pieszczoch i nie może mieć wielu wygód?... Chociaż po co komu wygody, jak jest się w zamknięciu i z tymi łysymi dwunogami. - zakończył dosyć długą opowieść, w głębi serca i tak czując, że zrobił coś źle, albo że coś przekręcił. Nie miał nawet odwagi spojrzeć w oczy kocura i w dosyć dużym napięciu, ze spuszczonym łbem czekał na jego ''poprawy''.
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Słuchał. Kwitnący mówił tak wiele na raz, że Sokół miał wrażenie, ze wręcz puchną mu uszy. Nie bardzo przepadał za takimi przemowami, bo mimo wszystko trudno było z tego wyłapać coś w pełni sensownego, starał się jednak jak najbardziej skupić, tym bardziej, że sam kazał terminatorowi powiedzieć wszystko, co wie. Zdziwił się co prawda, gdy ten zaczął recytować Kodeks, doszedł jednak ostatecznie do wniosku, że nie mając lepszych zajęć w lecznicy terminator nauczył się go na pamięć, by kiedy wróci na trening, nie spędzać zbyt wiele czasu na omawianiu tych teoretycznych zagadnień. Z jednej strony dobrze, bo przynajmniej nie obijał się i zajmował czymś produktywnym, gdy nie był w stanie normalnie uczestniczyć w życiu Klanu, z drugiej jednak strony i tak musieli omówić dokładnie to, co tak pięknie wyrecytował, więc Sokół uśmiechnął się przelotnie pod nosem, nieco krzywo, może nieco ironicznie, trudno powiedzieć.
- Turkuciowy Grzbiet. To zastępca Klanu Gromu - mruknął, a następnie spojrzał na Kwitnącego z uwagą. - Rangę matki może nosić również kot, który woli opiekować się kociętami i dbać o obóz, nie ma zadatków na dobrego wojownika i wie, że woli poświęcić się innym zadaniom - zakomunikował, by w tym względzie kocur miał pełną świadomość. Reszta, jak odnosił wrażenie, była przedstawiona w całkiem niezły sposób, toteż nie czuł się zobligowany, by w czymś go prostować.
- Dobrze. A teraz po trzy zasady, nie więcej i powiedz mi, jak je rozumiesz i co o nich myślisz, bo znajomość Kodeksu to dopiero początek drogi - powiedział sprowadzając go do Kwitnących Zarośli, o czym zaraz go poinformował i poruszył nieznacznie ogonem czekając na to, co ma do powiedzenia jego uczeń.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Wręcz odstrasza wyglądem; chorobliwie chudy, z żebrami na wierzchu, nogi praktycznie jak pałeczki, jednak mimo wszystko widać na nich zarys mięśni. Niezbyt przybrał na wadze, futro nadal pozostaje matowe, gładko i równo przylegając do jego ciała; niemalże jakby było przylutowane. Odznacza się na nim każdy szczegół; przebarwienia, brud, gdzieś tam odstający włos; chociaż mimo wszystko Kwitnący stara się o siebie dbać jak najbardziej, aby nie wyglądać jak kocmołuch, chociaż czasami po prostu nie ma na to siły. Chociaż jest jeden wyjątek; Ma dłuższą sierść na pysku, która przypomina ''kozią bródkę'', delikatnie zakręconą do góry. Niebieskie futro, praktycznie podchodzące pod jasnoszary odcień, przez które przechodzą wszelkiego rodzaju o wiele ciemniejsze zakrętasy i zawijasy. Pysk, brzuch oraz górna i dolna część oczu jest koloru beżowego. Ma również dosyć ciemne, oliwkowe oczy, które przy źrenicach podchodzą pod kolor brązowy.
Jest naprawdę strachliwy z mocno wyczuloną strefą prywatną. Ma naprawdę duże kompleksy na własnym punkcie, dlatego czasami stara podbudować sobie morale dosyć sztucznymi gadkami, tylko po to aby zaraz po nich spanikować, chcąc się jak najszybciej ulotnić. Pamiętliwy, praktycznie ciągle obwiniający się za wszystko, przypisujący sobie niezbyt istniejące wady. Chorobliwie wręcz wstydzi się własnej osoby, dlatego z pewnością woli siedzieć w ukryciu, chociaż tutaj pojawia się jedno wielkie zderzenie. Ma w sobie ciągle coś z duszy kociaka; naprawdę lubi podróżować i jest naprawdę ciekawski, o wiele bardziej wyczulony na działania fizyczne, niżeli na słowa, a co z tego wychodzi? Jest również małomówny i prowadzi często konwersacje w własnych myślach, gdyż średnio potrafi faktycznie dobrze i przyjemnie przeprowadzić konwersacje; a to nie pasuje mu to, że ktoś się na niego patrzy, a to coś zbyt głośno zaszeleści i już odłącza się od rozmowy, nie ma. Dosyć zmęczony własnym sobą; własnym ciężarem.
Ringo {NKT}||Kulka;Czekoladka {GK}
Kolejne gadanie, kolejny monolog. Wydał z siebie niezbyt zadowolone mruknięcie, ale niektóre rzeczy wymagają poświęceń, zgadza się?
- Jasne, już się robi. ''Żaden wojownik nie może opuścić kocięcia w bólu czy niebezpieczeństwie, nawet jeśli jest to kociak z innego Klanu. ''; czyli, żaden wojownik nie może zostawić kociaka, któremu grozi niebezpieczeństwo na pastwę losu, nawet jeśli ten kociak jest samotnikiem, albo jest z innego klanu. ''Słowo przywódcy jest prawem.''; trzeba słuchać się przywódcy; wykonywać jego rozkazy, które są dla nas jak prawo; ''Wojownik odrzuca wygodne życie pieszczoszka.''; wojownik odrzuca wszelkie wygody związane z wygodnym życiem - to było nawet proste, dało się na to zwięźle odpowiedzieć, chociaż nie wiadomo czy Kwitnący czasem nie zaczął paplać głupot. Nastawił uszu, o wiele chętniej słuchając tego, co Sokoli cień ma do powiedzenia. Nie ma się czego bać, każdy się czasami myli.
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- Wolniej - zakomunikował od razu, a następnie spojrzał uważnie na swojego terminatora. Czyżby kocur chciał jak najszybciej nadrobić stracony czas? Nie było w tym nic dziwnego, ale zdecydowanie musiał być bardziej uważny, jeśli chciał, żeby trening naprawdę dobiegł końca, a nie okazał się jedynie swobodną galopadą po wierzchołkach wiedzy, jaką uskuteczniali do tej pory. Bowiem wyjaśnienia, jakie przedstawił syn Pszenicznego, tak naprawdę nie wyjaśniały niczego konkretnego, co nieco Sokoła rozdrażniło. To był już kolejny z jego uczniów, który nie próbował tak naprawdę do końca myśleć samodzielnie. Dlaczego? - I? Co ma zrobić z takim kocięciem? Chorym, głodnym, zagubionym? Konkretniej, Kwitnący. Czy jeśli Malina nakaże ci zabicie swojego ojca, bo ten krzywo na nią spojrzał, wykonasz jej rozkaz? Co kryje się pod wygodnym życiem? To, że mam legowisko wyłożone mchem? - dodał zatem uznając, że będzie musiał wyraźnie ciągnąć go za język, dokładnie tak jak w przypadku Jasnego, o Słońcu nawet nie wspominając, bowiem ten był jakąś pomyłką terminatorską i powinien jak najszybciej zacząć grzać jakąś metaforyczną ławkę rezerwowych, bo do tego właściwie tylko się nadawał. Przynajmniej na razie, a chyba nikt nie był w stanie przemówić mu do rozumu.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Wręcz odstrasza wyglądem; chorobliwie chudy, z żebrami na wierzchu, nogi praktycznie jak pałeczki, jednak mimo wszystko widać na nich zarys mięśni. Niezbyt przybrał na wadze, futro nadal pozostaje matowe, gładko i równo przylegając do jego ciała; niemalże jakby było przylutowane. Odznacza się na nim każdy szczegół; przebarwienia, brud, gdzieś tam odstający włos; chociaż mimo wszystko Kwitnący stara się o siebie dbać jak najbardziej, aby nie wyglądać jak kocmołuch, chociaż czasami po prostu nie ma na to siły. Chociaż jest jeden wyjątek; Ma dłuższą sierść na pysku, która przypomina ''kozią bródkę'', delikatnie zakręconą do góry. Niebieskie futro, praktycznie podchodzące pod jasnoszary odcień, przez które przechodzą wszelkiego rodzaju o wiele ciemniejsze zakrętasy i zawijasy. Pysk, brzuch oraz górna i dolna część oczu jest koloru beżowego. Ma również dosyć ciemne, oliwkowe oczy, które przy źrenicach podchodzą pod kolor brązowy.
Jest naprawdę strachliwy z mocno wyczuloną strefą prywatną. Ma naprawdę duże kompleksy na własnym punkcie, dlatego czasami stara podbudować sobie morale dosyć sztucznymi gadkami, tylko po to aby zaraz po nich spanikować, chcąc się jak najszybciej ulotnić. Pamiętliwy, praktycznie ciągle obwiniający się za wszystko, przypisujący sobie niezbyt istniejące wady. Chorobliwie wręcz wstydzi się własnej osoby, dlatego z pewnością woli siedzieć w ukryciu, chociaż tutaj pojawia się jedno wielkie zderzenie. Ma w sobie ciągle coś z duszy kociaka; naprawdę lubi podróżować i jest naprawdę ciekawski, o wiele bardziej wyczulony na działania fizyczne, niżeli na słowa, a co z tego wychodzi? Jest również małomówny i prowadzi często konwersacje w własnych myślach, gdyż średnio potrafi faktycznie dobrze i przyjemnie przeprowadzić konwersacje; a to nie pasuje mu to, że ktoś się na niego patrzy, a to coś zbyt głośno zaszeleści i już odłącza się od rozmowy, nie ma. Dosyć zmęczony własnym sobą; własnym ciężarem.
Ringo {NKT}||Kulka;Czekoladka {GK}
- Kocięciem... Dać mu schronienie? Z-Zabrać d-do klanu?... Cz-Czyli t-trzeba słuchać r-rozkazów p-przywódczyni jedynie jeśli n-nie łamią o-one k-kodeksu wojownika?... A-A z tym... Wygodnym ż-życiem to chyba j-jest tak, ż-że po p-prostu... N-Nie ma wszystkiego n-na tacy?... Ż-Że musi p-polować dla klanu?... - teraz doszczętnie się pogubił. Miał jeden wielki mętlik w głowie, z którego nie mógł wyciągnąć nic mądrego, ani nic czego jego mentor oczekiwał. Ale mimo wszystko wiedział, że Sokół robi dobrze, bardzo dobrze. Aby zostać wojownikiem musiał sobie zapracować; przecież można się uczyć na błędach, zgadza się? Każdy ma prawo do pomyłki, ale nie ciągłej, nawet po tym jak ktoś jasno wytłumaczył mu jego błąd. Spróbował wziąć się raz a dobrze za siebie i spróbować się bardziej otworzyć, aby więcej do niego docierało i przy okazji, aby tak bardzo wszystkiego nie uściślać i podawać konkrety, a nie długi monolog do samego siebie. Z resztą kto chciałby słuchać jednego dużego zlepku liter, skoro i tak prawdopodobnie gdzieś się pomylił? Wtedy jeszcze bardziej sobie utrudni zadanie, gdyż ''problem'' będzie trudniej wyłapać, bo kto by chciał w głowie ciągle powtarzać tą samą ''opowieść'', aby tylko wyłapać wszelkie niedogodności?
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- Prawie. Skup się i zastanów, czego dokładnie może potrzebować takie kocię. I słusznie zakładasz, że można zabrać je do Klanu. Tylko weźmiesz je ze sobą i co dalej zamierzasz uczynić? – powiedział na to spokojnie pozwalając mu na to, by się zastanowił. To prawda, że Kwitnący znajdował się daleko w tyle z materiałem, ale Sokół nie zamierzał zaraz z miejsca mielić go jak jakaś maszyna, tym bardziej, że terminator nieco się plątał i gubił. Wojownik nie wiedział jeszcze, czy to objaw jakiejś niepewności i lęków, czy Kwitnący należał do tych kotów, którym większość rzeczy trzeba tłumaczyć nieco uważniej i dłużej.
- Nie. To znaczy, że każdy z nas ma swój rozum. Przywódca łamiący Kodeks Wojownika… Kim byłby w oczach Gwiezdnego Klanu? – zapytał zatem pozwalając, by jego uczeń zastanowił się spokojnie nad tą kwestią, ale na jego następne słowa poruszył uszami nie bardzo wiedząc, co chce mu przekazać i skąd wziął takie dziwnego określenie. – Też. Spróbuj powiedzieć o tym coś więcej – dodał zatem zachęcając go do dalszej wypowiedzi. Nie chciał sprawiać wrażenia jakiegoś tyrana, ale nie zamierzał mu również odpuszczać, bo wychodził z założenie, że im więcej młody wykoncypuje sam, tym będzie dla niego lepiej, bo nauczy się myśleć samodzielnie i analizować sytuacje, w jakich się znajdował.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Wręcz odstrasza wyglądem; chorobliwie chudy, z żebrami na wierzchu, nogi praktycznie jak pałeczki, jednak mimo wszystko widać na nich zarys mięśni. Niezbyt przybrał na wadze, futro nadal pozostaje matowe, gładko i równo przylegając do jego ciała; niemalże jakby było przylutowane. Odznacza się na nim każdy szczegół; przebarwienia, brud, gdzieś tam odstający włos; chociaż mimo wszystko Kwitnący stara się o siebie dbać jak najbardziej, aby nie wyglądać jak kocmołuch, chociaż czasami po prostu nie ma na to siły. Chociaż jest jeden wyjątek; Ma dłuższą sierść na pysku, która przypomina ''kozią bródkę'', delikatnie zakręconą do góry. Niebieskie futro, praktycznie podchodzące pod jasnoszary odcień, przez które przechodzą wszelkiego rodzaju o wiele ciemniejsze zakrętasy i zawijasy. Pysk, brzuch oraz górna i dolna część oczu jest koloru beżowego. Ma również dosyć ciemne, oliwkowe oczy, które przy źrenicach podchodzą pod kolor brązowy.
Jest naprawdę strachliwy z mocno wyczuloną strefą prywatną. Ma naprawdę duże kompleksy na własnym punkcie, dlatego czasami stara podbudować sobie morale dosyć sztucznymi gadkami, tylko po to aby zaraz po nich spanikować, chcąc się jak najszybciej ulotnić. Pamiętliwy, praktycznie ciągle obwiniający się za wszystko, przypisujący sobie niezbyt istniejące wady. Chorobliwie wręcz wstydzi się własnej osoby, dlatego z pewnością woli siedzieć w ukryciu, chociaż tutaj pojawia się jedno wielkie zderzenie. Ma w sobie ciągle coś z duszy kociaka; naprawdę lubi podróżować i jest naprawdę ciekawski, o wiele bardziej wyczulony na działania fizyczne, niżeli na słowa, a co z tego wychodzi? Jest również małomówny i prowadzi często konwersacje w własnych myślach, gdyż średnio potrafi faktycznie dobrze i przyjemnie przeprowadzić konwersacje; a to nie pasuje mu to, że ktoś się na niego patrzy, a to coś zbyt głośno zaszeleści i już odłącza się od rozmowy, nie ma. Dosyć zmęczony własnym sobą; własnym ciężarem.
Ringo {NKT}||Kulka;Czekoladka {GK}
- M-Mh... S-Schronienia, p-pożywienia, o-opieki-... - cóż, skorupkę która ograniczała Kwitnącego było dosyć trudno zniszczyć. On sam z resztą przez nią dosyć utykał, jeśli chodzi o jakieś bardziej rozbudowane myślenie.
- P-Przywódca ł-łamiący k-kodeks w-wojownika w-w oczach G-Gwiezdnego k-klanu... Z-Zdrajcą?-... - cóż, nie za bardzo się zastanowił. Wolał zrobić to na ''odwal się'' i mieć święty spokój. Gdyby tylko treningi działały tak łatwo jak się wydaje. Był po prostu rozkojarzony i to bardzo. Nie potrafił się na tym wszystkim skupić, wszystko wydawało mu się dosyć... Trudne.
- T-Trochę... W-Więcej... J-Jasne... W-Więc-... W-Więc w-wojownik m-musi być p-przywiązany do s-swojego k-klanu, w-walczyć z-za swój... K-Klan, n-nawet j-jeśli s-stawką jest ż-życie?... - wydukał, nerwowo mącąc powietrze ogonem. Za nic nie mógł wyciągnąć z siebie niczego logicznego. Wszystko co było w jego głowie zamieniło się jedynie w mocno przemieloną papkę.
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- Owszem. Zapytałem cię jednak, co zrobisz, jeśli zabierzesz takie kocię do Klanu – powiedział cierpliwie Sokół, chociaż jedna z jego brwi powędrowała nieznacznie w górę. Czyżby trafił na kolejnego terminatora, który miał problem z koncentracją i wysławianiem się? Nie miał pojęcia, skąd właściwie się to bierze, ale odnosił wrażenie, że zaczyna to być jakaś dziwna plaga w Klanie, co niezbyt mu się podobało. Owszem, Kwitnący być może nie czuł się najlepiej po swojej chorobie, ale to też jeszcze nie oznaczało, że nie powinien koncentrować się na tym, o czym rozmawiali. I przykro mi, ale nie było żadnego odbębniania, tak to nie działało, ani teraz, ani nigdy.
- Może. Powiedz mi, dlaczego ty tak go nazywasz? – spytał prosto i nie było szans na to, żeby jego uczeń wydukał cokolwiek. Skoro już zaczął mówić, to powinien mówić dokładnie to co myśli, powinien przedstawiać swój punkt widzenia, powinien przynajmniej próbować. Sokół mógł siedzieć na tyłku bardzo długo i prowadzić takie dyskusje, więc Kwitnący powinien się do tego zdecydowanie przyzwyczaić.
- Musi. Musi również umieć myśleć. Dlaczego? – odparł na to cierpliwie. Nie, mój drogi, nie było wymigiwania się. Sokół przymknął nieznacznie ślepia, a końcówka jego ogona poruszyła się w iście leniwy sposób.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫