W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Wysoka Fala czekała na swojego nowego terminatora przy wyjściu z obozu po tym, jak już porozmawiali sobie na temat odpowiedniej pory dnia. Nadal nie mogła uwierzyć w to, że Świetlikowa Gwiazda uznał, że ruda kotka jest wystarczająco godna zaufania, aby powierzyć w jej łapy kształcenie młodego umysłu. No i Potok sam w sobie nie był też łatwym uczniem na pierwszy raz – w dzieciństwie uległ wypadkowi, co w dużej mierze wpłynęło na jego zachowanie, ale… Córka Paprociowego Kwiatu mniej więcej go już znała, bo Mysi Krok również postanowiła okazać zaufanie młodej wojowniczce i pozwolić kocicy prowadzić mu nauki. To miało bardzo dużo plusów… Wiedziała mniej więcej, co przerobili parę księżyców temu i mogła mieć nadzieję, że coś zdołał zapamiętać. Pomimo strachu przed zupełnie nieznaną sytuacją, która ściskała jej gardło, przełknęła ślinę i starała się rozluźnić. Będzie w znajomym towarzystwie. Niebieski kocurek nie był z tych przebojowych i energicznych kotów, które mogłyby przygnieść terminatorkę Świetlikowej Gwiazdy, a był bardziej podobny… Do niej samej. Tak samo zagubiony w świecie, ale dużo mniej przerażony. W pewnym sensie go rozumiała i dlatego chciała, żeby poczuł się nieco pewniej.
Księżyce: 100
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok
Ojciec: Bukowa Kora
Na pierwszy rzut oka, nic wyróżniającego. Zwykły niebieski kot z krótkim futerkiem. Potok nie jest dużych rozmiarów, wręcz przeciwnie… Jest dość niskim, zgrabnym kocurkiem. Jego kły są nieco przerośnięte. Uwagę przyciągają nie tylko jego zimne, błękitne oczy ale również trzy widoczne blizny – Największa biegnie przez kark i lewy bark, dwie mniejsze znajdują się obok jego prawego oka.
Cechują go szpiczaste uszy, ciemny nos i długi ogon.
Diametralna zmiana || KP
Wiatr [KC]
Kotka nie musiała długo czekać, chwilę po niej przyszedł jej uczeń. Nie wyglądał na zmęczonego, chociaż… Na jego pysku malował się smętny wyraz, jak zawsze. W jego oczach odbijała się pustka, a postawa nieco przygnębiona. Pomimo tego humor miał całkiem dobry, był trochę podenerwowany ale to jeszcze bardziej motywowało go do działania.
Zbliżył się do kotki i usiadł przed nią owijając ogon wokół łap.
- Cześć. – przywitał się przechylając głowę na prawy bok. – Jestem gotowy.
Uśmiechnął się krzywo i zaczął się zastanawiać, jak będzie wyglądać trening. Zaczną od podstaw? Najpierw teoria a później praktyka? A może na odwrót by rozbudzić organizm? Teraz wszystko zależało od mistrzyni, a niebieski kociak nie chciał w to ingerować, bo co on tam wie.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Ruda kotka kątem oka dostrzegła niebieskiego kocurka, który zmierzał w jej kierunku. Posłała mu delikatny uśmiech, na powrót zbierając rozproszone po umyśle myśli, które chciała mu przekazać. Najpierw przywitanie, potem cała reszta. Tak, jak to sobie ustaliła podczas tej krótkiej chwili oczekiwania.
- Cz-Cześć Rwąca Łapo - odpowiedziała na jego przywitanie, lekkim skinięciem głowy dając znać, że kolejne słowa naznaczonego wydarzeniami z przeszłości kota dotarły do jego nowej mistrzyni i zostały zanotowane. Wysoka nie chciała odgórnie czegoś narzucać, wolała chociaż spróbować nawiązać współpracę z synem Mysiego Kroku, aby to oni wspólnie mogli decydować o tym, co będzie przerabiane na treningu.
- C-Co ty na to, żeby wyjść z obozu...? Przejdziemy się po terenach... I być może sprawdzimy, czy na granicach klanu wszystko jest w porządku... O-O ile chcesz - zapytała się, proponując tematy, od których zaczną szkolenie. Obserwowała też z ciepłym, nienachalnym spojrzeniem reakcję terminatora na jej pytania, czy mu taki styl treningu odpowiada czy... Może był rozczarowany już na samym wstępie? Albo zdenerwowany? Widziała jedynie jego smętny wyraz pyska, który wzięła za odnośnik odnośnie zmian humoru ucznia córki Paprociowego Kwiatu.
Księżyce: 100
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok
Ojciec: Bukowa Kora
Na pierwszy rzut oka, nic wyróżniającego. Zwykły niebieski kot z krótkim futerkiem. Potok nie jest dużych rozmiarów, wręcz przeciwnie… Jest dość niskim, zgrabnym kocurkiem. Jego kły są nieco przerośnięte. Uwagę przyciągają nie tylko jego zimne, błękitne oczy ale również trzy widoczne blizny – Największa biegnie przez kark i lewy bark, dwie mniejsze znajdują się obok jego prawego oka.
Cechują go szpiczaste uszy, ciemny nos i długi ogon.
Diametralna zmiana || KP
Wiatr [KC]
Bacznie obserwował poczynania kotki, wyglądał na nieco spiętego. Z jednej strony spodziewał się jakiegoś ataku czy coś podobnego, a z drugiej czuł, że to nie jest w stylu tej wojowniczki. Odetchnął z ulgą kiedy usłyszał propozycję mistrzyni. Tak, ten pomysł zdecydowanie mu podpasował.
Uśmiechnął się.
- Jasne, możemy sprawdzić co w terenie. – odpowiedział spokojnym głosem.
Przez chwilę wyglądał na zadowolonego, a nawet szczęśliwego ale to szybko zgasło. Znowu zaczął patrzeć na Wysoką Falę swoimi smutnymi oczami z przygnębioną postawą. Młodzik ruszył się z miejsca i stanął na równe łapy. Choć wydawał się nieco wypłoszony był pewny tego co robi. Chciał zaczerpnąć powietrza po za obozem, z dala od niego. Zaznać nowego gruntu pod łapkami, spojrzeć na inne drzewa. Poszerzyć horyzont.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Uśmiechnęła się delikatnie szerzej, gdy zauważyła minimalną zmianę w mimice kocura, który przez chwilę był widocznie zadowolony. Nie była z tych mistrzów, którzy zaskakują swoich terminatorow tym, co będą robić w kolejny dzień treningu. Sama wolała najpierw ustalić to, co chcą przerobić i co najwyżej skończyć wcześniej dzień niż wymyślać coś jeszcze na siłę. Przytaknęła głową na jego słowa, po czym pierwsza ruszyła spokojnym krokiem w kierunku wyjścia z obozu i od razu sprawdziła, czy żadne niebezpieczeństwo nie czeka na nich tuż po przejściu Ciemnym Szlakiem. Poczekała chwilę na terminatora, jeszcze raz się rozglądając kontrolnie, po czym ruszyła w kierunku Łęgów.
- P-Przez środek terenów p-plynie Grzmiąca Rzeka. P-Przy obozie zwalnia swój nurt dzięki B-Bobrzej Tamie, przez co jest dużo spokojniejsza i nadaje się do pływania. Dz-Dzisiaj przejdziemy przez nią, a-ale za pomocą Śliskich Skałek i przejdziemy przy granicach z Klanami Gromu i Wichru i w-wrocimy się, przechodząc przez B-Bobrzą Tamę... Ch-Chyba że wolisz dzisiaj nie przekraczać rzeki, wtedy pójdziemy przez Koci Grzbiet... - zaproponowała Rwącej Łapie dwie możliwości, które ma do wyboru. Mogli też zostać w obozie jakby kocica dostrzegła na pysku niebieskiego przerażenie i chęć powrotu, w końcu... Nic na siłę. Świat jest naprawdę bardzo wielki, Wysoka Fala znała go dość sporo... W końcu mieszkała kiedyś na dawnych terenach i przechodziła razem z innymi klanami przez osiedle na te, co zamieszkują teraz. Chociaż bardziej wolała pozostać na starych... Wtedy mama by nie zginęła, a większość jej rodzeństwa by nie zniknęła albo nie umarła, pozostawiając jedynie ją, Tęczę oraz Laska... No i teraz też dzieci tego ostatniego, których nie zdołała poznać jeszcze.
Księżyce: 100
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok
Ojciec: Bukowa Kora
Na pierwszy rzut oka, nic wyróżniającego. Zwykły niebieski kot z krótkim futerkiem. Potok nie jest dużych rozmiarów, wręcz przeciwnie… Jest dość niskim, zgrabnym kocurkiem. Jego kły są nieco przerośnięte. Uwagę przyciągają nie tylko jego zimne, błękitne oczy ale również trzy widoczne blizny – Największa biegnie przez kark i lewy bark, dwie mniejsze znajdują się obok jego prawego oka.
Cechują go szpiczaste uszy, ciemny nos i długi ogon.
Diametralna zmiana || KP
Wiatr [KC]
Ruszył zaraz za kotką. I nagle syp, tyle nowych informacji.
Środek terenu – Grzmiąca Rzeka. Bobrza Tama (co to bóbr?). Śliskie Skałki nam pomogą. Klan Gromu i Wichru. Ewentualnie Koci Brzeg.
- Koci Brzeg. – odpowiedział automatycznie. – Rzekę przekroczymy kiedy indziej.
Czemu tak? Myśląc o rzece czuł drobny niepokój. Jeszcze by ich bobry zjadły! Nie, nie, kocur się na to nie pisze. Wolał zwiedzić spokojne miejsce, by w ciszy posłuchać swojej mistrzyni. Musi jeszcze nabrać zaufania, nie tylko do Wysokiej Fali ale również do siebie. Sam nie wie co wie, co umie, trzeba będzie odświeżyć pamięć i wygrzebać z niej… cokolwiek.
Spojrzał oczekująco na swoją mistrzynię. Ciekawe… Zaczął się zastanawiać nad tym, czy nie sprawia problemu? I czy czasem się nie rządzi? Ee... Zbędne myśli.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
- G-Grzbiet - powiedziała cicho, poprawiając niebieskiego kocurka w kwestii wymawiania nazwy terenów. Nie było to coś wielkiego, ale Wysoka musiała trochę się zebrać w sobie, żeby odpowiedzieć w taki sposób synowi Mysiego Kroku. Miała tylko nadzieję, że się za to nie obrazi... Kontrolnie rzuciła mu kątem oka spojrzenie lekko zaniepokojone, szukając na jego pyszczku objawów tego, że się na nią zezłości. Nie chciała mieć złych stosunków ze swoim pierwszym terminatorem.
- D-Dobrze, to chodźmy - stwierdziła już bardziej pewnie, kierując się w stronę Kociego Grzbietu, który po uważnym przyjrzeniu się... Rzeczywiście wyglądał jak śpiący kotek. Ciszy szmer rzeki powoli zanikał im bardziej się od niej oddalali, a ruda kotka poprowadziła terminatora w kierunku Ptasich Krzewów.
- T-Tutaj jest Koci Grzbiet... T-To dość niedaleko od obozu i te tereny są bezpieczne... Czasami mistrzowie i t-terminatorzy spotykają się właśnie tutaj. Ch-Chciałbyś spotykać się t-tutaj czy przy wyjściu z obozu? - zadała pytanie, w ogóle nie uważając, że kocurek się rządzi. Po to wojowniczka dawała mu wybór, żeby mógł zdecydować i poczuć się przy tym pewniej. Córka Paprociowego Kwiatu była dość elastyczna jeśli o takie sprawy chodzi i potrafiła się dostosować, dlatego nie widziała problemu w tym, że to jej terminator decyduje o tym, co zamierzają przerabiać.
- G-Grzmiąca Rzeka oddziela nas od dwóch klanów, z którymi graniczymy... Są to G-Grom i Wicher. Jeszcze jest C-Cień, ale od nich oddzielają nas Cz-Cztery Dęby. S-Słyszałeś może coś o innych klanach lub o zgromadzeniach? - zapytała po raz kolejny łagodnym głosem, spoglądając na kocurka kątem oka i posyłając mu delikatny, ciepły uśmiech. Pierwsze dni będą prawdopodobnie wyglądać tak, że będą trochę rozmawiać, trochę chodzić... A potem przyjdzie czas na naukę polowania i walki oraz innych rzeczy, które musiał Rwąca Łapa wiedzieć, żeby zostać wojownikiem. Ale nie zamierzała się spieszyć. Powolutku dojdą do celu.
Księżyce: 100
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok
Ojciec: Bukowa Kora
Na pierwszy rzut oka, nic wyróżniającego. Zwykły niebieski kot z krótkim futerkiem. Potok nie jest dużych rozmiarów, wręcz przeciwnie… Jest dość niskim, zgrabnym kocurkiem. Jego kły są nieco przerośnięte. Uwagę przyciągają nie tylko jego zimne, błękitne oczy ale również trzy widoczne blizny – Największa biegnie przez kark i lewy bark, dwie mniejsze znajdują się obok jego prawego oka.
Cechują go szpiczaste uszy, ciemny nos i długi ogon.
Diametralna zmiana || KP
Wiatr [KC]
Zmarszczył gniewnie nosek. Fakt, był troszkę podirytowany ale wcale nie na mistrzynię. Był zły na siebie, że nie może spamiętać nazwy z przed kilku sekund. Może amnezja się powiększa? Może już na zawsze będzie miał problemy z pamięcią? Prędzej to go zestresowało niż poprawka Wysokiej Fali.
- Grzbiet. – powtórzył cicho i ruszył za kotką.
Widoki były przepiękne, zdecydowanie lepsze niż w obozie. Koci Grzbiet był również imponujący, wyglądał jak śpiący kot. Na pewno warto było pójść w tę stronę, tutaj było cicho. Słychać było szum wiatru i ciche kroki kotów.
Tutaj czy przy wyjściu z obozu? Jest terminatorem, musiał być już trochę samodzielny. W końcu ranga zobowiązuje.
- Może być tutaj. – zadecydował kocur. – Z rana, tak jak dzisiaj?
Uważnie słuchał dalszych słów kotki. Chociaż ciągle kiwał głową na boki i wyglądał na mało zainteresowanego, słuchał. Wiedział, że orientacja w terenie jest ważna i warto będzie większość zapamiętać. Potem w praktyce może się to sprawdzić.
- Nie. – odpowiedział krótko i spojrzał na Wysoką Falę. - Opowiedz coś o klanach... Proszę.
Odwzajemnił uśmiech, a w jego oczach pojawiło się zaciekawienie. Tak, temat go bardzo zainteresował. Chciał wiedzieć co się dzieje w innych klanach i co to zgromadzenia? Czy są jakieś zagrożenia? Na kogo uważać? A może wszystko jest w porządku? Miał sporo pytań ale żadne się nie zdobył. Cicho słuchał tego co opowiada jego mistrzyni.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Wysoka uważnie obserwowała, jak mina niebieskiego kocurka zmienia się na nieco gniewny, dlatego też jej końcówka ogona zadrżała w nerwowym geście, a sama ona przełknęła ślinę, kierując wzrok przed siebie, aby pod pretekstem prześledzenia terenów spojrzeniem móc nie patrzeć na Potoka. Zanim cokolwiek powiedziała, przełknęła ślinę i udało jej się przezwyciężyć lęk przed spojrzeniem ponownie na swojego terminatora.
- W porządku. P-Pod koniec treningu pokażę ci krótszą drogę do Kociego Grzbietu jeśli chcesz... - zaproponowała cichym głosem, chcąc zapomnieć o poprzednim starciu. Być może gniew nie był skierowany na rudą, ale wojowniczka zawsze odbierała negatywne emocje tak, jak by były skierowane w jej kierunku, nawet gdy jest zupełnie inaczej. Wysoka nie miała problemu z tym, że Rwąca Łapa mógł nie słuchać... I tak zamierzała sprawdzać jego wiedzę co jakiś czas, dopowiadając to, czego nie zdołał spamiętać.
- Są cztery Klany... Nasz, Rzeka, Cień, Wicher i Grom. Każdy z nich ma własnego przywódcę i różne koty, które do niego należą... Pewno poznasz niektórych z nich, jak zaczniesz chodzić na patrole... To takie obejście granic, przy którym odnawia się znaczniki zapachowe i patrzy, czy wszystko jest w porządku. Każdy klan graniczy z Czterema Dębami. Jest to kawałek ziemi niczyjej, na której odbywają się zgromadzenia, czyli takie... S-Spotkania przywódców wszystkich klanów i osób, które ze sobą zabiorą - zaczęła spokojnym głosem opowieść o klanach oraz o ważnym dla wszystkich z nich kawałkiem terenu, który praktycznie należał do każdego z nich. Sama nigdy nie była na takim zgromadzeniu i nie zapowiadało się, żeby jakieś w najbliższym czasie się odbyło... Może to i dobrze? Kto wie, co by się mogło stać, gdy wszystkie klanu są zebrane w jednym miejscu... - K-Każdy klan ma innych przywódców... U nas jest to Świetlikowa Gwiazda, którego widziałeś na ceremonii... To ten czarny kocur, który mianował wojowników oraz terminatorów, a potem doszła jeszcze Czerwony Mak, ale siedziała na tyłach... Taka niebieska kocica z wieloma bliznami na ciele. Medyka znasz, prawda? To Łososiowa Łuska oraz jego pomocnica, Księżycowy Pył - przypomniała kocurkowi to, co przerabiali na naukach, chcąc być od teraz pewna, że Rwąca Łapa ma chociaż szansę na zapamiętanie tych informacji. Co jak co, ale własny klan trzeba znać i to nawet ruda rozumiała, chociaż w przeszłości wolałaby do tej grupy nie należeć i uciec gdzieś daleko... Ale cieszyła się w duchu, że nie postąpiła zgodnie z tym głupim pomysłem.
- G-Grom słynie ze swojej siły i dość... A-Agresywnego zachowania. W przeszłości ich terminatorzy przekraczali nasze granice dość nagminnie... A-Ale chyba teraz jest spokojnie po zmianie władzy... I-Ich przywódcą jest Trzmiela Gwiazda, a jego zastępca to Puszczykowy Ogon. N-Nie mają medyka, ale terminatorem, który się uczy jest S-Spopielona Łapa - powiedziała, na pierwszy ogień biorąc koty zamieszkujące piaszczyste ziemię. Ostatnio było u nich chyba sporo zamieszania jeśli chodzi o władzę, ale... Wszystko się ustabilizowało.
Księżyce: 100
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok
Ojciec: Bukowa Kora
Na pierwszy rzut oka, nic wyróżniającego. Zwykły niebieski kot z krótkim futerkiem. Potok nie jest dużych rozmiarów, wręcz przeciwnie… Jest dość niskim, zgrabnym kocurkiem. Jego kły są nieco przerośnięte. Uwagę przyciągają nie tylko jego zimne, błękitne oczy ale również trzy widoczne blizny – Największa biegnie przez kark i lewy bark, dwie mniejsze znajdują się obok jego prawego oka.
Cechują go szpiczaste uszy, ciemny nos i długi ogon.
Diametralna zmiana || KP
Wiatr [KC]
Pokiwał głową.
- Krótsza droga? Dobrze. – powiedział i zasłuchał się w dalszych słowach kotki.
Klany. Rzeka jest pomiędzy Wichrem, a Gromem lub na odwrót. Tak czy inaczej do Cienia nie mamy bezpośredniego dostępu, oni do Rzeki też nie. Patrole wydają się całkiem w porządku, taki czujny spacer po granicach. Natomiast… Hm… Cztery Dęby. Spotkania? Wszyscy czterej przywódcy w jednym miejscu? Wydaje się to trochę szalone, przecież nigdy nic nie wiadomo. Szalone i niebezpieczne. Cztery klany o tej samej porze, w tym samym miejscu?
- Co robi się na spotkaniach? To nie jest niebezpieczne? – zapytał mistrzynię. Warto byłoby to wiedzieć. W końcu nie idą tam na wojnę, prawda? To tylko zwykłe spotkanie…
W tym momencie w jego oczach rozbłysła radość. Tak! Pamiętał Świetlikową Gwiazdę i spotkanie z Czerwonym Makiem! Łososiową Łuskę też znał ale Księżycowego Pyłu już nie kojarzył. Nigdy z nim się nie spotkał.
- Księżycowy Pył. – powtórzył na głos i uśmiechnął się nieco pewniej. Przynajmniej większość pamiętał.
Gromu trzeba się strzec, nigdy nic nie wiadomo. Nie dość, że jest agresywnym klanem to jeszcze graniczy z klanem Rzeki. Zmiana przywódcy? Być może to tylko cisza przed burzą… Cieszył się, że nie przekroczyli rzeki, mogliby się wtedy na nich natknąć. Tego chciałby uniknąć.
- Jak to? Nie mają medyka? – zapytał nieco zdziwiony. Hm… Gdyby należał do klanu Gromu to jego wypadek pewnie źle by się skończył. Bez medyka na pewno by sobie nie poradził. Sporo zawdzięcza Łososiowej Łusce.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
- Z-Zgromadzenia służyły do przekazywania informacji o stanie klanu między nimi... O-Ostatnie zgromadzenie było krótkie i przebiegało głównie na rozmowie, a potem długo ich nie było... I nie ma do dz-dzisiaj, ale teraz to przywódcy ustalają, kiedy chcą się spotkać... I n-nie, nie jest to niebezpieczne, ponieważ pomiędzy klanami musi panować pokój na czas zgromadzenia. I-I... N-No, w obozie zostają też wojownicy i t-terminatorzy... - opowiedziała trochę więcej o zgromadzeniach, dziekując Gwiezdnemu Klanowi, że zadała o to pytanie Świetlikowej Gwieździe na ich treningu. Teraz mogła opowiedzieć terminatorowi o przebiegach poprzednich zgromadzeń... Jakby była taka potrzeba oczywiście. Rzuciła kątem oka spojrzenie młodemu kocurkowi, po czym zdecydowała się na dalszą wędrówkę.
- N-Nie... Ale z tego, co wiem, co na to stanowisko uczy się Spopielona Łapa, która jest terminatorem medyka - odpowiedziała na jego pytanie, chociaż nie miała bladego pojęcia, od kogo się uczyła. Pewno nie od Łososiowej Łuski, który chodził uczyć tylko jedną wojowniczkę z Wichru, a przynajmniej takich plotek nie słyszała...
- A-Ale dopiero od niedawna cokolwiek wiadomo o ich medyku... J-Jak przywódcą był B-Błyskająca Gwiazda t-to nie mieli chyba nawet terminatora... Ch-Chyba że mieli, a-ale nie słyszałam - dodała szybko, jednocześnie wspominając o dawnym gromowym przywódcy. Słyszała jedynie plotki, od których w pewnym momencie huczał cały klan, podobnie było w przypadku kociąt zastępczyni. Ale nie była tu od tego, żeby rozsiewać zasłyszane plotki na prawo i lewo.
- Trzecim klanem jest Klan Wichru... Graniczymy z nim b-bezpośrednio, a ich przywódczynią j-jest Malinowa Gwiazda. Zastępuje ją Sokoli Cień i-i też nie mają medyka... Ale osobą, która ma objąć to stanowisko jest Lśniąca Sadzawka.
Księżyce: 100
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok
Ojciec: Bukowa Kora
Na pierwszy rzut oka, nic wyróżniającego. Zwykły niebieski kot z krótkim futerkiem. Potok nie jest dużych rozmiarów, wręcz przeciwnie… Jest dość niskim, zgrabnym kocurkiem. Jego kły są nieco przerośnięte. Uwagę przyciągają nie tylko jego zimne, błękitne oczy ale również trzy widoczne blizny – Największa biegnie przez kark i lewy bark, dwie mniejsze znajdują się obok jego prawego oka.
Cechują go szpiczaste uszy, ciemny nos i długi ogon.
Diametralna zmiana || KP
Wiatr [KC]
Prawda była taka, że mało co rozumiał. Oczywiście kiwał głową co jakiś czas udając, że w pełni wszystko ogarnia ale wyglądało to nieco inaczej. Zgromadzenia wydawały się nieco skomplikowane… Przecież zawsze można zaplanować coś, czego nikt się nie spodziewa. Skoro jakaś część klanu zostaje w obozie, a reszta idzie na zebranie… Nawet na tym zgromadzeniu można zaatakować albo zamiast na spotkanie pójść na wojnę. Opcji jest naprawdę wiele!
- Rozumiem. – odpowiedział, chociaż i tak wiedział swoje.
Bez medyka jak bez łapy. Poradzić sobie poradzisz ale źle na tym wyjdziesz. To stanowisko jest istotne, pełni bardzo ważną funkcję w klanie. Medyk musi być odpowiedzialny, pomocny i ogarnięty, w pełni kontrolować to co robi. Nie każdy się do tego nadaje… Wystarczy, że pomylisz jedno ziółko z drugim, takie coś może źle się skończyć (i pewnie nie jeden tak skończył).
- Jasne. – mruknął i rozpłynął się w myślach.
Ważne: Wiatr graniczy z nami bezpośrednio. Malina jest gwiazdą nad którą lata sokół, a kocica sypiąca liśćmi to Lśniąca Sadzawka. To przecież takie logiczne!
- Mają ucznia medyka? – zapytał. Tak, dajesz Wysoka Falo, więcej informacji których kocur i tak nie zapamięta.
Westchnął cicho. Myślał, że teoria będzie lepsza od praktyki… Wyszło na to, że teoria została jego największym wrogiem.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Nie zamierzała pozostawiać Rwącej Łapy z ogromem wiedzy do przyswojenia samego. Zamierzała często z nim się przechadzać i powtarzać poszczególne punkty, cierpliwości do swojego terminatora miała aż nadto. Poza tym... Była jego mistrzynią, prawda? Co by z niej był za wojownik, gdyby nie upewniła się, że niebieski przyswoił całość wiedzy.
- L-Lśniąca S-Sadzawka jest tak jakby terminatorem medyka... T-Tylko z wojowniczym imieniem. N-Nie słyszałam, żeby już objęła stanowisko m-medyka... - odpowiedziała cicho na pytanie niebieskiego kocura, gdy przechodzili już na tereny Ptasich Krzewów, które znajdowały się przy granicy z terenami niczyimi.
- T-Tutaj trzeba uważać... B-Bo niedaleko jest granica z terenami niczyimi... I może na nasze terytorium wejść s-samotnik... O-Oni nie przestrzegają kodeksu wojownika i m-mogą zaatakować bez żadnego ostrzeżenia... - powiedziała w kierunku syna Mysiego Kroku, rozglądając się nerwowo po okolicy w poszukiwaniu jakichkolwiek zagrożeń. Na chwilę obecną nic nie wyczuwała ani nic się nie ukazywało... Ale to nie znaczy, że cały czas może być miło i bezpiecznie.