Logo Artemidy
Wyprawa Łososiowej Łuski i Księżycowej Łapy
#1
Uniósł wzrok na szarzejące niebo, mrużąc oczy od chłodu. Jego pręgowane czoło było zmarszczone w wyrazie zastanowienia, a czarny ogon kołysał się lekko. Czy był zestresowany? Nie. Nie przejmował się tym, czy jego wybór był słuszny, czy Księżycowa Łapa była prawdziwie gotowa wziąć na siebie obowiązki pomocnika medyka, czy droga będzie bezpieczna. Wiedział to, że wybrał dobrze, że była gotowa, a Gwiezdni będą oświetlać ich ścieżki. Gdy Księżycowa Łapa dołączyła do niego skinął jej głową, przechodząc przez Ciemny Szlak przed terminatorką.
- Szepcząca Sadzawka - odezwał się w końcu, bo do tej pory trwał w całkowitym milczeniu. - Znajduje się za Borsuczymi Pagórkami. Za Grzmiącą Ścieżką - oznajmił, w razie gdyby Księżycowa Łapa miała wątpliwości, gdzie zamierzał się z nią udać. W jego postawie i głosie brakowało niepewności czy obaw, które miał jeszcze nie tak dawno temu. Musiał być pewien swoich decyzji, by móc ich bronić, jeżeli będzie ku temu potrzeba.
- Chodź. Klan nie może zostać długo bez medyków - dodał strzepnąwszy ogonem, po czym ruszył przez wschodnią część łęgów w stronę Kretowiska, póki co trzymając się osłoniętych lasem terenów.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#2
Wszystko musiało się kiedyś skończyć, tak samo i medyczny trening. Jednak nie miał to być koniec jej nauki, a dopiero początek. Dostała podstawy, dzięki którym musiała nabrać doświadczenia, czy to z pomocą Łososiowej Łuski, czy na własną łapę. Stresowała się wyjściem? Mało powiedziane, postanowiła jednak iść z podniesioną głowę i sztywnym karkiem, wszelkie niepewności spychając z całych sił na dno umysłu. To nie był czas na zamartwianie się.
A więc Szepcząca Sadzawka. Terminatorka Medyka kiwnęła głową i odetchnęła głęboko. Nigdy nie zbliżała się do Grzmiącej Ścieżki, głównie przez gryzący zapach. Od jakiegoś czasu jej nos stawał się coraz bardziej wyczulony na różne wonie, więc mimowolnie zacisnęła zęby, ale nie miała najmniejszego zamiaru się skarżyć. Nie ten typ. Ruszyła, tak jak jej nakazano. Nie miała innego wyboru jak iść przed siebie, jednak pewna postawa kocura nieco uspokoiła spięte nerwy. Nie była tu, bo musiała. To był jej własny wybór. Celowe spowalnianie podróży nie wchodziło w grę; tak jak powiedział bury Medyk, klan nie mógł zostać zbyt długo bez kotów zdolnych leczyć. Księżycowa Łapa przesunęła wzrokiem po dobrze znanym jej terenie, jednak pilnowała, by trzymać się pręgowanego boku syna Pierzastego Serca.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#3
Przyszedł więc czas na wyprawę Księżycowej Łapy. Łososiowa Łuska poza regularnym leczeniem Rzeczniaków poobdzieranych w polowaniach czy walkach zajmowała się również treningiem swojej następczyni. Córka Ubłoconej Mordki pilnie uczyła się i pracowała na to, by móc wyruszyć do Gwiezdnych po swoje nowe imię i rangę - i w końcu nadszedł ten dzień.
Przez tereny Klanu Rzeki koty przeszły bez żadnych problemów. W klanie rybojadów nie brakowało ostatnio wojowników, więc patrole regularnie kontrolowały, co się dzieje na ich rozległych terenach i jeśli kręcił się tu jakiś drapieżnik bądź inne licho - na pewno został przegoniony przez zaangażowane w obronę klanu koty. Ta część wędrówki minęła więc szybko i Medyk wraz z terminatorką znaleźli się w Szarych Brzozach. To wciąż nie było bardzo niebezpieczne miejsce - w końcu dość blisko terenów Rzeki - jednak mimo wszystko był to już teren neutralny i trzeba było zachować większą ostrożność. Las się zagęszczał, a wraz z nim ilość zapachów i odgłosów - od tego momentu będą musieli być czujni.
Panie dzieju, ja to już nie jednych takich przeżyłam.
Panie dzieju, nie jedno widziałam, gdy się tak tu kręciłam.
Nosiłam wdechy takich, wdechy takich, wdechy takich cnych
Nosiłam gnojów jak but głupich, tych do cna, tych do cna złych.
LVL 7 240 / 500
MedLVL 0 0 / 100
19
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#4
Klan Rzeki zadbał o to, by tereny do niego należące były należycie zabezpieczone dzięki działalności wojowników, jednak strzeżonego Gwiezdny Klan strzeże. Wolał mieć się na baczności i póki nie musieli ryzykować - nie wystawiać się jak kaczki na ostrzał.
Księżycowa Łapa milczała, więc i on milczał, nie czując potrzeby przerywania tej ciszy. Czuł się w niej o wiele bardziej komfortowo, mogąc skupić się na drodze i pilnowaniu otoczenia nie marnując energii na rozmowy o pogodzie. Zresztą, w tym momencie nie było o czym rozmawiać, bo cel podróży i trasa była raczej oczywista - a jeżeli nie była, to Księżycowej Łapie pozostawało zawierzyć odpowiedzialność za pomyślną podróż Łososiowej Łusce.
Gdy przekroczyli granicę i pojawili się na terenie Szarych Brzóz zwolnił nieznacznie marsz, by rozejrzeć się po okolicy i nawęszyć ewentualne zagrożenie, które mogło znajdować się w okolicy. Jeżeli jednak wiatr nie niósł niebezpiecznych woni ruszył dalej, w stronę Grzmiącej Ścieżki. Zamiast przekraczać rzekę i przeskakiwać ponad rowem zamierzał przekroczyć trzy przeszkody w jednym miejscu.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#5
Terminatorka Medyka również była ostrożna, w końcu nie chciała wskakiwać prosto w paszczę lisa. Nie myślała zbyt wiele o drugiej stronie, ale nie spieszyło jej się, by się tam znaleźć. Milczała, bo nie widziała sensu w odzywaniu się, skoro Łososiowa Łuska najwyraźniej wiedział co robił. Nie należała do tych, co wypełniali sobie czas podróży kłapiąc pyskiem. Poza tym, musiała poświęcić dużo uwagi na zachowanie spokoju, szczególnie, gdy zaczęli się zbliżać w okolice Szarych Brzóz, a następnie Grzmiącej Ścieżki. Zmarszczyła na chwilę nos, gdy woń docierająca doń stała się bardziej gryząca i nieprzyjemna, nie była jednak kociakiem, by się skarżyć na drobne niewygody. Mimo to jej serce znów zabiło trochę zbyt szybko; czekała ich przeprawa przez szorstką nawierzchnię, o której trochę słyszała, a do której wcześniej się nie zbliżała, bo nie interesowało jej przekraczanie granic. Odetchnęła cicho, nawet na moment nie zwalniając pomimo ogarniającej ją niepewności. Postarała się zepchnąć wszelkie negatywne emocje na bok i skupić na otoczeniu oraz kocie, obok którego szła.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#6
Po chwili wędrówki przez Szare Brzozy, do uszu kotów zaczął dobiegać dudniący hałas. Nie był ciągły - pojawiał się raz na jakiś czas. Schemat zawsze wyglądał tak samo - najpierw cicho, potem coraz głośniej, przez chwilę dźwięki były naprawdę natężone, a potem znowu stopniowo cichły. Gdy podeszli bliżej Grzmiącej Ścieżki okazało się, że potworów było tego dnia wyjątkowo dużo. A przecież mieli do pokonania jeszcze rów oraz rzekę. Dostanie się do Borsuczych Pagórków było tego dnia wyjątkowo trudne. Rzeczniacy będą potrzebować sporo skupienia i ostrożności, żeby przejść na właściwą stronę Grzmiącej Ścieżki.
Panie dzieju, ja to już nie jednych takich przeżyłam.
Panie dzieju, nie jedno widziałam, gdy się tak tu kręciłam.
Nosiłam wdechy takich, wdechy takich, wdechy takich cnych
Nosiłam gnojów jak but głupich, tych do cna, tych do cna złych.
LVL 7 240 / 500
MedLVL 0 0 / 100
19
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#7
Dźwięki zdecydowanie nie napawały optymizmem, jednak nie było sensu by już teraz się zniechęcać. Co mieliby zrobić, odwrócić się i odejść, bo być może jutro będzie bardziej sprzyjający dzień, a Grzmiąca Ścieżka będzie pusta?
Poprowadził Księżycową Łapę bliżej brzegu rzeki, tak, by móc minąć przydrożny rów melioracyjny bez potrzeby przekraczania go. Rzeka płynęła pod Grzmiącą Ścieżką... w jakiś sposób. Było tam więc jakieś przejście, przynajmniej w teorii. Jednak czy korzystanie z niego było bezpieczne? Ryzykowali kąpielą, atakiem szczurów lub jakiegoś samotnika, który mógł tam mieć swoje schronienie. Ostatecznie przejście, jakim płynęła rzeka mogło być zwyczajnie zamknięte w taki sposób, że żaden kot lub inne zwierzę nie przejdzie. Patrzył przez chwilę na rzekę, a później na Grzmiącą Ścieżkę.
- Czekamy - powiedział do terminatorki przykucając na poboczu. - Jeżeli potwory nie przestaną biec... sprawdzimy przejście dla rzeki - mruknął krótko nie odrywając wzroku od ryczących potworów. Chciał wierzyć w to, że Gwiezdny Klan będzie im sprzyjał i zakończy ten pochód, by mogli przekroczyć ścieżkę dość sprawnie. Był już przy Borsuczych Pagórkach, jednak nie zmieniało to faktu, że czuł się w tym miejscu niekomfortowo. Obce zapachy, dzięki i ziemie, na których nie znał każdego kamienia, drzewa czy wydeptanej ścieżki jak własnego futra.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#8
Uszy Księżyc odchyliły się w tył, gdy dotarły do nich dźwięki Grzmiącej Ścieżki, które miała okazję już słyszeć w trakcie przeprowadzki przez osiedle, w którym żyły Dwunogi. Być może dlatego sierść na jej grzbiecie uniosła się tylko trochę, gdy ich oczom ukazał się pochód potworów. Najwyraźniej los nie chciał, by szybko dotarli do Szepczącej Sadzawki... chyba że znajdzie się wolna przestrzeń, przez którą będą mogli bezpiecznie przejść. Wolała nie przechodzić rzeką, szczególnie, że nie umiała pływać, a utonięcie z pewnością nie było czymś, czym była zainteresowana w trakcie podróży po imię oraz rangę Pomocnika Medyka. Odetchnęła, kucając przy poboczu, jednak szybko uznała to za zły pomysł, bowiem ostry zapach podrażnił jej nos. Stłumiła kichnięcie. Czuła się tu równie niekomfortowo co Łososiowa Łuska i miała nadzieję, że po przedostaniu się na drugą stronę nie będzie problemów. I że nie będą musieli przepływać rzeką, bo chociaż była ambitna, owa ambicja nie pomogła jej jeszcze przy przezwyciężeniu strachu przed utratą gruntu pod własnymi łapami.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#9
Nie pokonali więc Grzmiącej Ścieżki od razu - i była to dobra decyzja. Próba przebiegania między pędzącymi potworami miała raczej nikłe szanse powodzenia. Po dłuższej chwili oczekiwania, w momencie, kiedy Łososiowa Łuska mógł już faktycznie rozważać pokonanie tego odcinka rzeką - wszystko się uspokoiło. Koty przez chwilę jeszcze czekały by sprawdzić, czy pochód potworów nie zrobił sobie po prostu krótkiej przerwy - ale wyglądało na to, że już się zakończył. Wtedy Medyk i jego terminatorka pokonali ten chyba najtrudniejszy odcinek trasy i znaleźli się po dobrej stronie Grzmiącej Ścieżki. Teraz tylko wystarczyło dotrzeć na miejsce, jednak poruszali się teraz w głąb tereów niczyich i niezbyt dobrze znanych klanowym kotom - nie mogli więc przestać być czujni i ostrożni.
Panie dzieju, ja to już nie jednych takich przeżyłam.
Panie dzieju, nie jedno widziałam, gdy się tak tu kręciłam.
Nosiłam wdechy takich, wdechy takich, wdechy takich cnych
Nosiłam gnojów jak but głupich, tych do cna, tych do cna złych.
LVL 7 240 / 500
MedLVL 0 0 / 100
19
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#10
Stulił po sobie uszy przyciskając je do czaszki i uchylił pysk, próbując w ten sposób wyciszyć wrzeszczące z bólu receptory słuchu i węchu, które drażnione były przez głośny ryk potworów oraz ich śmierdzący oddech. Zjeżył się lekko, gdy tak czatował w oczekiwaniu na koniec tego pochodu. Dlaczego było ich tu tak dużo? Z reguły Grzmiąca Ścieżka była spokojna, rzadko kiedy przebiegały nią dwa potwory na raz, nie mówiąc już o większej ilości. Czyżby oznaczało to jakieś kłopoty? Trwało to tak długo, że czuł coraz większą ochotę na to, by sprawdzić, czy aby na pewno nie ma możliwości przejścia inną drogą, jednak gdy uniósł się na łapach... przebiegł ostatni z potworów, a ich ryk stawał się coraz cichszy. Nadstawił uszu i spojrzał w stronę, z której nadbiegały potwory i chwilę jeszcze nasłuchiwał, jednak widząc, że mają chwilę na przeprawienie się na drugą stronę rzucił krótkie hasło "szybko" i ruszył zamaszystym krokiem przed siebie, po rozgrzanej krótkimi, czarnymi łapami potworów ścieżce.
Udało im się przedostać szczęśliwie i bezpiecznie, na co Łososiowa Łuska wzniósł spojrzenie ku niebu, dziękując w myślach opiece Gwiezdnych. Odczekał chwilę, by móc zebrać myśli i otrząsając burą sierść wraz z pyłem zrzucił z siebie wątpliwości. To nie był czas i miejsce na takie myśli. Uniósł głowę i rozejrzał się; stali nieopodal Dzikiej Plaży, a niedaleko stąd znajdowały się Borsucze Pagórki. Nie było czasu do stracenia. Mruknął coś w stronę Księżycowej Łapy, jednak było to zbyt niewyraźne, by mogła wyłuskać z tego jakieś konkretne słowo. Ruszył więc naprzód, mając oczy i uszy szeroko otwarte i czujne. Ostatnie, czego potrzebowali to atak samotników lub, o ironio, borsuka.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#11
Potwory z całą pewnością nie były miłe do oglądania z bliska. Księżyc w pełni podzielała ból Łososiowej Łuski; na dodatek serce w jej klatce piersiowej tłukło się jak oszalałe, choć starała się zachować całkowity spokój, przynajmniej z zewnątrz. Nie było to specjalnie trudne, bo jej repertuar gestów i min był od zawsze dość ograniczony. W duchu modliła się, żeby potwory przestały biec po Grzmiącej Ścieżce, bo zdecydowanie nie podobała się jej wizja przechodzenia w pobliżu wody. Czy zrobiłaby to, gdyby musiała? Oczywiście, że tak. Może przy odrobinie szczęścia woda okazałaby się na tyle płytka, że by się nie utopiła. Albo Medyk zaciągnąłby ją na drugą stronę, podtopioną i na skraju zawału. Ta wyprawa w końcu była zbyt ważna, by się ociągać. Jednak wszystkie te scenariusze zdecydowanie nie były czymś, co jej się podobało. Wątpliwe, aby bury kocur też był zadowolony z takiego obrotu spraw.
Córka Ubłoconej Mordki zaczynała już tracić nadzieję na to, że potwory przestaną biec, jednak zaraz po tym, gdy Łososiowa Łuska się podniósł... przestały. Te poprzednie pobiegły w siną dal, a nowe nie pojawiały się. Na znak kremowa kotka ruszyła, trzymając się boku kocura, aż znaleźli się po drugiej stronie. Gdy woń ścieżki przestała być tak gryząca, Księżyc odetchnęła. Również się otrząsnęła; najchętniej umyłaby całkiem sierść, ale nie było na to czasu. Zignorowała mrowienie, które pojawiło się gdzieś na dnie umysłu. Była w stanie nad sobą zapanować. Nie była widocznie brudna. Tylko odrobinę zakurzona. To nic.
Nie zrozumiała pomruku Łososiowej Łuski, ale bez słowa parła na przód obok niego, gdy ten kontynuował podróż. Rozglądała się uważnie, nasłuchiwała i węszyła. Nie czuła się pewnie na nieznanych terenach, widziała je po raz pierwszy w życiu. Albo drugi, jeśli przy przeprowadzce tędy przechodzili. Tak czy siak, zdecydowanie lepiej czułaby się na terenach Klanu Rzeki, ale jako że nie było innego wyjścia, po prostu pozostawała czujna. Nie chciała kłopotów, chciała tylko dotrzeć jak najszybciej do celu ich wędrówki i wrócić z powrotem do klanu, który nie mógł pozostawać zbyt długo bez ich opieki.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#12
Koty poruszały się niezbyt śpiesznie, ale za to ostrożnie, co zapewne zmniejszyło w jakimś stopniu ryzyko spotkania drapieżnika czy nieznajomego kota. W miarę jak zaczęli się zbliżać do cel, Medyk zaczął wyczuwać specyficzną aurę - nawet, gdyby nie do końca wiedział, gdzie iść, teraz na pewno odnalazłby drogę. Weszli do niewielkiego zagajnika, a wkrótce potem oczom Rzeczniaków ukazał się niewielki zbiornik wodny. Zapewne w innej części roku to miejsce było bardzo urokliwe, teraz jednak wyglądało dość... smutno. Panowała późna Pora Opadających Liści, więc zamiast intensywnie kolorowych koron drzew w okolicy było widać jedynie puste patyki. Trawa i inna roślinność porastająca ziemię przybrała odcień szarości. W takich okolicznościach przyrody, tafla wody wyróżniała się jeszcze bardziej swoim specyficznym blaskiem - nie można było koło niej przejść i stwierdzić, że to po prostu zwykłe jeziorko.
Panie dzieju, ja to już nie jednych takich przeżyłam.
Panie dzieju, nie jedno widziałam, gdy się tak tu kręciłam.
Nosiłam wdechy takich, wdechy takich, wdechy takich cnych
Nosiłam gnojów jak but głupich, tych do cna, tych do cna złych.
LVL 7 240 / 500
MedLVL 0 0 / 100
19
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#13
Szedł nierównym krokiem, zamaszyście wyrzucając przed niebie na wpół niesprawną łapę. Ostrożny marsz ostrożnym marszem, jednak nie mogli iść sobie lekkim spacerkiem. Im dłużej ich nie było, im dłużej spacerowali po ziemiach poza terenami Klanu Rzeki, tym bardziej kusili los.
Na szczęście okazało się, że Szepcząca Sadzawka była blisko. Łososiowa Łuska czuł coś dziwnego, czego nie potrafił nazwać, co samo nakierowało jego łapy na odpowiedni tor - podobnie czuł się, gdy wchodził z Gwieździstą Ścieżką do Bursztynowej Groty, gdzie tajemnicze szepty zdawały się odbijać echem od chłodnych, kamiennych ścian jaskini. Przyspieszył mimowolnie wiedząc, że to Gwiezdni wiodą go ku sadzawce, przy której miała mieć miejsce ceremonia jego terminatorki.
Gdy dotarli na miejsce Łososiowa Łuska był pewien, że to było to miejsce. Szepcząca Sadzawka. Czuł mrowienie pod skórą, na które czarna sierść pomiędzy jego łopatkami uniosła się mimo woli. Rozejrzał się jeszcze, by upewnić się co do bezpieczeństwa tego miejsca... jeżeli Gwiezdny Klan uznałby, że tak otwarte ziemie są niebezpieczne, nie umieściłby w tym miejscu połączenia pomiędzy światem żywych a martwych, prawda?
Położył się w pozycji na chlebek u brzegu sadzawki, do czego też namówił Księżycową Łapę. Przez chwilę trwał w bezruchu, po prostu patrząc na swoją terminatorkę.
- Możesz napić się wody z Szepczącej Sadzawki - powiedział i odczekał, aż terminatorka faktycznie napije się wody z magicznego jeziorka, po czym sam pochylił się i napił wody. Nie była w żadnym wypadku inna w smaku niż jakakolwiek inna woda. Zastanawiając się, kto przybędzie na ceremonię oparł łeb na łapach i zamknął oczy, czekając aż zmorzy go sen.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#14
Dalsza część drogi minęła bez żadnych problemów. To dobrze, bo wcale ich nie potrzebowali. Nie mogli pozwolić na to, by Klan Rzeki pozostał bez opieki medycznej, ale wyprawa do miejsca spotkań z Gwiezdnymi była ryzykiem, które musieli podjąć. Nie mieli wyboru. Najwyraźniej tak to zawsze wyglądało. Gdzieś na dnie umysłu Księżycowa Łapa miała nadzieję, że Gwiezdni nie zamierzali pozwolić ich zaatakować w trakcie tak ważnej wyprawy - o ile mieli na to jakikolwiek wpływ. Dlatego trzeba było być ostrożnym i nie kusić losu.
Gdy dotarli w okolice Szepczącej Sadzawki, Terminatorka Medyka poczuła się dziwnie. Nieco nieswojo, ale zarazem nie do końca. Nie potrafiła tego określić. Poruszyła nerwowo końcówką ogona, jednak nie zawahała się ani na chwilę, podążając na kocurem, aż ten położył się przed taflą wody, która wyglądała zdecydowanie niecodziennie. Zdawała się błyszczeć inaczej niż wody Grzmiącej Rzeki o tej porze. Córka Ubłoconej Mordki szybko się otrząsnęła, za namową burego Medyka również kładąc się w identycznej pozycji co on. Na przyzwolenie od niego pochyliła się nad cieczą, jednak tym razem na moment zawahała. Jak to wszystko miało wyglądać? Czy po napiciu się przeniosą się na Srebrną Skórkę? Jej serce zabiło szybciej, a stres sprawił, że oddychanie przyszło jej przez moment nieco ciężej. Szybko jednak się pozbierała, przynajmniej z zewnątrz, po czym wzięła łyk. Zerknęła kątem oka na kocura, widząc, jak ten po napiciu się kładzie łeb na łapach. Może to był dobry pomysł. Uczyniła tak samo, mrużąc powieki i czekając.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#15
Przez pierwsze kilka sekund nic się nie stało, a neutralny, lekko gorzkawy posmak wody został na pyszczkach obu kotów. Dopiero po krótkiej chwili poczuli senność, by następnie zapaść w ciężki sen. Przywitała ich ciemność, która szybko przeistoczyła się w przypominający nocne niebo granat. Mogłoby się obu medykom wydawać, że po prostu leżą na plecach i zastała ich noc, ale gwiazdy nie towarzyszyły im tylko nad ich ciałami ale z każdej możliwej strony. Znajdowali się na czymś w rodzaju polany, a w oddali widać było jakieś drzewa. Ów krajobraz można by bez problemu pomylić z jakimś elementem terenów Klanu Rzeki gdyby nie fakt, że wszystko wyglądało niczym zbudowane z gwiezdnego pyłu.
Od strony lasu szła w ich kierunku wysoka, śnieżnobiała, migocząca światłem kotka. Miała długie łapy i ogon, proporcjonalną sylwetkę i gładkie, miękkie futro, natomiast w jej lekko skośnych, orzechowych oczach widać było łagodność. Stanęła przed swoim wnukiem i posłała mu ciepłe spojrzenie pełne dumy.
- Witaj, Łososiowa Łusko. Gwiezdny Klan cieszy się, że udało wam się dotrzeć tutaj bez żadnych problemów. Obserwowałam was ze Srebrnej Skórki i czekałam na was - następnie odwróciła głowę w stronę kremowej uczennicy, której to posłała uśmiech. Biała kotka roztaczała wokół siebie dziwną aurę spokoju i cierpliwości, dawała poczucie bezpieczeństwa, w czym całkowicie różniła się od niektórych ze swoich dzieci. A może i wszystkich z nich.
- Witam cię na Srebrnej Skórce, Księżycowa Łapo. Ja jestem Łabędzia Pieśń. Być może coś na mój temat słyszałaś, gdyż raczej nie jesteś w stanie mnie pamiętać. Zmarłam nim twoje oczy się otworzyły - Przedstawiła się była rzeczniaczka, po czym usiadła przed parą medyków. Wokół nich nie panowała całkowita cisza, co jakiś czas dało się słyszeć jakieś szepty, a daleko w tle, na drugim końcu polany, czasem mignęły im sylwetki innych kotów.
- Miło mi cię poznać i cieszę się, że ktoś taki jak ty będzie dbał o dobro Klanu Rzeki. A teraz czas na twoją ceremonię. Łososiowa Łusko - kiwnęła głową w stronę swojego wnuka, dając mu w ten sposób pole manewru. To on był mistrzem Księżycowej Łapy i jego obowiązkiem było przeprowadzenie ceremonii oraz nadanie jej nowego imienia wraz z którym stanie się pełnoprawnym medykiem Klanu Rzeki. Chociaż w głębi duszy Łabędzia Pieśń trochę żałowała, że sama nie może nazwać kremowej kotki. Było w niej coś uroczego, coś, co powodowało, że orzechowooka z wielką chęcią przygarnęłaby ją pod swoje skrzydła tak, jak to zrobiła z wieloma innymi kotami w trakcie swojego życia. No i było tyle ładnych imion, które by jej pasowały! Na przykład Księżycowa Łuna! Albo Sadzawka. Albo Noc! Tak jak Deszczowa Noc, inna medyczka, która teraz, na nieszczęście, gościła wraz z nią na Srebrnej Skórce miast w dalszym ciągu leczyć swoich towarzyszy na ziemi, córka jej najlepszej przyjaciółki, Lisiego Futerka.
[Obrazek: fOtiMU8.png]
Bije nam zaklęty dzwon
W święconej wodzie palce brudnych rąk
Bliżej podszedł pod nasz próg
Zimny od śmierci duch

Czasem tylko zerkamy za siebie ukradkiem

I to, co nas bardzo boli, żyje w nas najbardziej, wiem...

⌛
LVL 6 10 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
13
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości