po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Byli już prawie przy Grzmiącej Ścieżce - myśla ta jednocześnie ją satysfakcjonowała i martwiła. Wprawdzie ta droga dwunogów nie była tak ruchliwa, jak poprzednia, lecz zawsze istniało jakieś ryzyko. - Jeszcze raz dziękuję - odezwała się dziwnooka. Pomoc wichrowego patrolu była nawet całkiem przydatna. Dzięki nim bezproblemowo dotarły pod Grzmiącą Ścieżkę. Teraz musiały się tylko skierować do Borsuczych Pagórków. Tam powinny już sobie poradzić. - Niech Gwiezdny Klan oświetla waszą drogę - powiedziała, gdy dotarli już do granicy i nadszedł czas na ich pożegnanie. Poczekała jeszcze chwilę, chcąc pozwolić Ćmie na pożegnanie, a następnie szybkim krokiem ruszyła we wskazaną przez wojowników drogę. Chciała jak najszybciej przejść przez pasmo drzew i znaleźć się przy drodze dwunogów. Jeśli było im to dane, to Ciernisty Kwiat upewniła się jak tylko mogła, że z żadnej strony nie pędzi potwór ludzi. Potem skinęła na Ćmę i postarała się przebiec przez ścieżkę. Jeśli było im to dane oczywiście.
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Ćmę można opisać za pomocą dwóch słów: kopia Żmii. Jej sierść jest krótka i szylkretowa czyli czarno-ruda ze zdecydowaną przewagą tego pierwszego koloru. Rude cętki i znaczenia pojawiają się głównie na pyszczku, piersi, grzbiecie i ogonie. Od matki wyróżniają ją tylko oczy, które są bladozielone. Już jako kociak była spora, teraz widać to podwójnie. Ćmia Łapa jest wysoka, znajduje się w grupie najwyższych kotów w Cieniu. Szczupła, lecz nie chuda. Nie jest tak mocno umięśniona jak przeciętny wojownik, gdyż od dawna większość czasu spędza w Korzennej Jamie, jednakże nie jest też kluską. Wciąż bije od niej pewna dobrze widoczna siła, tyle że szylkretowa nie ma okazji jej wykorzystać.
Od kiedy została terminatorką Ciernistego Kwiatu mimowolnie zaczęła upodabniać się do niej oraz do Pszczoły, jako że także z nim spędza dużo czasu. Wyciszyła się, jest bardziej zdystansowana i obojętna, a nawet ponura, chłodna. Bardzo rzadko się uśmiecha i okazuje głębsze emocje. Po tym jak dowiedziała się, że Motyli Lot nie jest jej prawdziwym ojcem mało co potrafi ją już zaskoczyć. Jeśli ktoś nie przypadnie jej do gustu lub narazi się w jakiś sposób, Ćma poda mu fałszywe imię i okłamie w paru innych sprawach dla własnej satysfakcji, z tego też powodu niezwykle rzadko przedstawia się jako pierwsza. Kotka jest lojalna wobec swojego klanu i stara się dbać o niego jak najlepiej, zwłaszcza o resztki swojej rodziny, które jej pozostały, choć w głębi duszy często odczuwa obrzydzenie i niechęć w stosunku do Cienistej władzy, aczkolwiek nie ukazuje swych uprzedzeń, kryjąc je pod maską obojętności.
- Dziękuję - zawtórowała swej mistrzyni, skinąwszy głowom dwóm Wichrowym wojownikom. Co prawda te "Borsucze Pagórki" nic jej nie mówiły, aczkolwiek być może Ciernisty Kwiat zna to miejsce lub przynajmniej mniej więcej wie, w którą stronę się kierować. Któregoś dnia Ćma będzie musiała zapoznać się lepiej z Ziemiami Niczyimi i poznać rośliny, które tu rosną. Ot, na wypadek gdyby bardzo potrzebowała jakiegoś medykamentu, a nie znajdował się on na terenach Klanu Cienia bądź w jego okolicach.
Szylkretowa podążyła za dziwnooką, nadstawiając uszu i obserwując rosnącą w oczach Grzmiącą Ścieżkę. Parsknęła z cicha, gdy do jej nozdrzy dotarł paskudny smród spalin i brudów, czyli pozostałości po mknących tu potworach dwunogów. Najeżyła sierść na karku, lecz była to jedyna oznaka niepokoju. Ćma, podobnie jak jej mentorka, jeśli tylko nadarzyła się okazja próbowała przemknąć po Grzmiącej Ścieżce na drugą stronę. Jeśli jednak na czarnej, asfaltowej drodze roiło się od potworów czekała, cierpliwie starając się wyłowić dobry moment. Lepiej poświęcić parę minut więcej, nawet gdyby jej krótka sierść miała przesiąknąć smrodem Grzmiącej Ścieżki, niż jeśli córka Żmijowego Ogona miała zostać krwawym plackiem przez zbyt szybkie wyrywanie się naprzód.
Mistrz: Dumny Wąs || Krucze Serce
Płeć: kocur
Matka: Nie pamiętam
Ojciec: Nie pamiętam
Partner: Rosa
Srebrzysty nie jest już małym kocięciem o wielkich dwukolorowych oczach. Teraz jego ciało stało się masywne, pod gęstym długim futrem szarej barwy kryją się mięśnie. Oczy - prawe zielone i lewe błękitne - straciły już swój dziecięcy blask nabierając chłodu oraz pewnej dozy nieczułości. Białe końcówki łap oraz ogona zdają się już nie rzucać tak bardzo w oczy, tak samo jak i jasna sierść na lewym uchu. Poduszki łap przybrały bardziej liliową barwę, nos jednak pozostał niemalże czarny odznaczając się na tle całego jego ciała. Na końcach jego uszu pojawiły się niewielkie, ledwie dostrzegalne, pędzelki, a szczęka wydłużyła się nieznacznie nadając mu bardziej drapieżny wygląd. Pomimo iż nie jest już kocięciem, które wciąż jeszcze miałoby prawo, by rosnąć, jego ciało wciąż zdaje się zmieniać, jakby Gwiezdny Klan pragnął uczynić z niego największego kota we wszystkich czterech Klanach.
Srebrzysty wyrósł już ze swej zadziorności, lecz złośliwość i pewna doza sarkazmu pozostała w nim już na zawsze. Z reguły skryte są one pod maską wiecznego opanowania, które niejednego może zmęczyć i zirytować. Jemu zaś daje przewagę nad rozmówcą. Uczucia potrafi okazywać jedynie bliskim sobie kotom, które zdołały wedrzeć się do jego serca osłoniętego grubą skorupą. Pomimo oschłej powierzchowności Srebrzysty jest do głębi dobry i szlachetny, jakby niektórzy powiedzieli - rycerski. Choć jest niezwykle dumnym i pewnym siebie kocurem, który z wielkim trudem gnie kark okazując pokorę, usłyszawszy raz jakąś uwagę pod swym adresem, rozważy ją i z pewnością postara się uczynić wszystko, by stać się jeszcze lepszym kotem. Głęboko wierzy w to, iż Gwiezdny Klan przeznaczył mu jakieś nieodkryte jeszcze, lecz z pewnością wielkie, zadanie.
Racza Sadzawka (KW); Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień, Koziczy Skok i inni (GK)
Pożegnali się elegancko i kocice z Klanu Cienia ruszyły w dalszą drogę. Patrol został jeszcze chwilę na swym miejscu obserwując oddalające się sąsiadki, ale w końcu Cierń i Ćma zniknęły im z oczu. W tym czasie medyczka wraz ze swą uczennicą dotarły już niemalże nad sam rów, który udało im się przekroczyć bez większych problemów, na całe szczęście, a następnie znalazły się przy Grzmiącej Ścieżce. To prawda, że śmierdziała, ale wyglądała również na taką, po której zdecydowanie rzadko kiedy coś jeździ. Znajdował się na niej zbrylony śnieg, na pewno kawałki lodu i nic nie wskazywało na to, by miał się do nich zbliżać jakiś potwór. Nic więc dziwnego, że kocice ruszyły na drugą stronę, chociaż nie był to najłatwiejszy spacer. Już niemalże na samym końcu tej drogi Ćmie omsknęła się na lodzie łapa i przysiadła na Ścieżce, na szczęście jednak nadal było tutaj pusto i już spokojnie kocice zeszły na Ziemie Niczyje. Teraz pozostawało tylko ruszyć w odpowiednim kierunku przez Borsucze Pagórki, co wydawało się być zadaniem niewykonalnym. Wtem jednak w oczy Cierni rzuciło się kilka ciemnych piór ułożonych jakby w początek ścieżki. Czy był to znak od Gwiezdnych?
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Kiedy Ćmia Łapa się poślizgnęła, jej mentorka natychmiast stanęła dęba i była gotowa ściągać ją z drogi, jednak nie było to konieczne. Mimo wszystko bardzo dobrze pamiętała Grzmiącą Ścieżkę na starych terenach, która była zdecydowanie bardziej ruchliwa. Wolała nie stracić uczennicy w trakcie wyprawy. - Boli? - zapytała po zejściu z drogi dwunogów, uprawniając się, że szylkretka jest cała. Chodzenie ze zwichnięciem nie byłoby przyjemne. Dziwnooka nie wiedziała czy pióra były znakiem od Gwiezdnych, czy też zwykły przypadkiem. Informacje z Klanu Wichru nie były aż tak dokładne, jak zaznaczenie drogi na mapie, więc musiały sobie jakoś poradzić. Skinęła Ćmiej Łapie głową, a następnie ruszyła w kierunku wskazanym przez pióra, jeśli tylko terminatorka nie była obolała po upadku. W tym momencie nie mogły być pewne niczego, zostało im liczyć na cud.
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Ćmę można opisać za pomocą dwóch słów: kopia Żmii. Jej sierść jest krótka i szylkretowa czyli czarno-ruda ze zdecydowaną przewagą tego pierwszego koloru. Rude cętki i znaczenia pojawiają się głównie na pyszczku, piersi, grzbiecie i ogonie. Od matki wyróżniają ją tylko oczy, które są bladozielone. Już jako kociak była spora, teraz widać to podwójnie. Ćmia Łapa jest wysoka, znajduje się w grupie najwyższych kotów w Cieniu. Szczupła, lecz nie chuda. Nie jest tak mocno umięśniona jak przeciętny wojownik, gdyż od dawna większość czasu spędza w Korzennej Jamie, jednakże nie jest też kluską. Wciąż bije od niej pewna dobrze widoczna siła, tyle że szylkretowa nie ma okazji jej wykorzystać.
Od kiedy została terminatorką Ciernistego Kwiatu mimowolnie zaczęła upodabniać się do niej oraz do Pszczoły, jako że także z nim spędza dużo czasu. Wyciszyła się, jest bardziej zdystansowana i obojętna, a nawet ponura, chłodna. Bardzo rzadko się uśmiecha i okazuje głębsze emocje. Po tym jak dowiedziała się, że Motyli Lot nie jest jej prawdziwym ojcem mało co potrafi ją już zaskoczyć. Jeśli ktoś nie przypadnie jej do gustu lub narazi się w jakiś sposób, Ćma poda mu fałszywe imię i okłamie w paru innych sprawach dla własnej satysfakcji, z tego też powodu niezwykle rzadko przedstawia się jako pierwsza. Kotka jest lojalna wobec swojego klanu i stara się dbać o niego jak najlepiej, zwłaszcza o resztki swojej rodziny, które jej pozostały, choć w głębi duszy często odczuwa obrzydzenie i niechęć w stosunku do Cienistej władzy, aczkolwiek nie ukazuje swych uprzedzeń, kryjąc je pod maską obojętności.
Skłamałaby, gdyby powiedziała, że poślizgnięcie się nie zrobiło na niej wrażenia. Nie przejęłaby się tym gdyby stało się to w bezpiecznym lesie bądź na randomowej polanie, ale to było na Grzmiącej Ścieżce, gdzie w każdej chwili mógł wyskoczyć jakiś potwór i zrobić z Ćmy mało apetyczny placek. Wciągnęła głośniej powietrze i wyrwała się do przodu. Na szczęście nic jej nie groziło, żaden stwór ze świecącymi oczami nie mknął z rykiem w jej kierunku. Droga była czysta najpewniej przez trudne pogodowe warunki.
- Wszyssstko w porządku - odpowiedziała medyczce, gdyż już zatrzymała się w bezpiecznym miejscu i obejrzała na kończynę, przez którą najadła się strachu. Nie odczuwała bólu, potrafiła położyć łapę na ziemi i zwyczajnie się na niej oprzeć, więc chyba wszystko było w porządku. Tego tylko brakowało, żeby skończyła z kontuzją w takim momencie. Gwiezdni musieliby jej naprawdę nienawidzić.
Ćmia Łapa szła u boku medyczki, kierując się szlakiem piór, o ile tak można to nazwać. To był znak, czy przypadek? Trudno powiedzieć. Było jednak widać, iż Ciernisty Kwiat nie zna tej drogi i kieruje się na ślepo, a szylkretowa nawet nie musiała się odzywać - to oczywiste, że nie znała tego terenu i wiedziała jeszcze mniej od swojej mentorki. Nie pozostawało im nic innego, jak kierować się za piórami z nadzieją, że wskażą im właściwą drogę.
Mistrz: Dumny Wąs || Krucze Serce
Płeć: kocur
Matka: Nie pamiętam
Ojciec: Nie pamiętam
Partner: Rosa
Srebrzysty nie jest już małym kocięciem o wielkich dwukolorowych oczach. Teraz jego ciało stało się masywne, pod gęstym długim futrem szarej barwy kryją się mięśnie. Oczy - prawe zielone i lewe błękitne - straciły już swój dziecięcy blask nabierając chłodu oraz pewnej dozy nieczułości. Białe końcówki łap oraz ogona zdają się już nie rzucać tak bardzo w oczy, tak samo jak i jasna sierść na lewym uchu. Poduszki łap przybrały bardziej liliową barwę, nos jednak pozostał niemalże czarny odznaczając się na tle całego jego ciała. Na końcach jego uszu pojawiły się niewielkie, ledwie dostrzegalne, pędzelki, a szczęka wydłużyła się nieznacznie nadając mu bardziej drapieżny wygląd. Pomimo iż nie jest już kocięciem, które wciąż jeszcze miałoby prawo, by rosnąć, jego ciało wciąż zdaje się zmieniać, jakby Gwiezdny Klan pragnął uczynić z niego największego kota we wszystkich czterech Klanach.
Srebrzysty wyrósł już ze swej zadziorności, lecz złośliwość i pewna doza sarkazmu pozostała w nim już na zawsze. Z reguły skryte są one pod maską wiecznego opanowania, które niejednego może zmęczyć i zirytować. Jemu zaś daje przewagę nad rozmówcą. Uczucia potrafi okazywać jedynie bliskim sobie kotom, które zdołały wedrzeć się do jego serca osłoniętego grubą skorupą. Pomimo oschłej powierzchowności Srebrzysty jest do głębi dobry i szlachetny, jakby niektórzy powiedzieli - rycerski. Choć jest niezwykle dumnym i pewnym siebie kocurem, który z wielkim trudem gnie kark okazując pokorę, usłyszawszy raz jakąś uwagę pod swym adresem, rozważy ją i z pewnością postara się uczynić wszystko, by stać się jeszcze lepszym kotem. Głęboko wierzy w to, iż Gwiezdny Klan przeznaczył mu jakieś nieodkryte jeszcze, lecz z pewnością wielkie, zadanie.
Racza Sadzawka (KW); Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień, Koziczy Skok i inni (GK)
Trudno było na początku powiedzieć, czy był to znak od Gwiezdnych. Szły, ale w pobliżu znajdowały się jedynie krzewy, pośród których musiały zresztą w którymś momencie się ukryć, taka bowiem zaczęła się zawieja. Co prawda wiatr pchał je teoretycznie na przód, ale okazał się zbyt silny, by robić cokolwiek więcej. Wkrótce jednak zelżał, śnieg również uznał najwyraźniej, że chwilowo spadło go już wystarczająco wiele i nie licząc tego, że niebo pozostało stalowoszare, można było powiedzieć, że się wypogodziło. Gdy wychynęły spod krzewów mogły odnieść wrażenie, że pomiędzy kolejnymi biegnie coś na kształt ścieżki, a ponieważ przedzieranie się gdzieś na boki nie bardzo wchodziło w rachubę, musiały ruszyć przed siebie.
Nie minęło wiele czasu, gdy ich oczom ukazał się niewielki zagajnik. Podeszły jeszcze parę kroków, a wtedy Cierń poczuła, jak spływa na nią spokój. Miejsce to wyraźnie otaczała niezapomniana aura, która chyba zamierzała otulić ją niczym najprzyjemniejsza z pierzyn. Pomiędzy drzewami zaczynało coś majaczyć - był to niewielki zbiornik wodny, ale z tej odległości nie mogły jeszcze go dostrzec.
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Pora roku zdecydowanie nie działała na ich korzyść - lód, śnieg, chłód i wiatr cały czas utrudniały im dotarcie do celu, którego nie były nawet pewne. Pogoda nie chciała z nimi współpracować do tego stopnia, że musiały przerwać podróż i ukryć się. Dziwnooka właściwie nie wiedziała, ile czasu spędziły, kryjąc się przed zawieją, ale w końcu udało im się ruszyć dalej. Najwyraźniej Cień będzie musiał poradzić sobie bez medyków nieco dłużej, niż Ciernista by tego chciała.
Na szczęście kiedy już ruszyły ponownie, nie musiały iść długo, nim trafiły na ścieżkę, a stamtąd bez większych problemów znalazły zagajnik. A wtedy... Poczuła znajome uczucie. Nie czuła go od wielu księżyców, ale nadal je pamiętała. Nie była pewna czy jej uczennica czuła to samo, czy też coś zupełnie innego. Wzięła głęboki oddech, wdychając chłodne powietrze w płuca i stamtąd łapy zdawały się prowadzić ją same do majaczącego między drzewami obrazu. Jeśli miała być szczera, kompletnie straciła poczucie czasu. - Czujesz? - zapytała, gdy udało im się dotrzeć do sadzawki. - To tutaj - dodała po uderzeniu serca z całkowitą pewnością w głosie. Szepcząca Sadzawka w wyglądzie ani trochę nie przypominała ich poprzedniego miejsca spotkań z Gwiezdnym Klanem, ale aura, jaka ją otaczała, była bardzo znajoma. Wolnym krokiem podeszła bliżej i stanęła przy brzegu sadzawki. Nim jednak zabiorą się za spotkania ze zmarłymi, szylkretka powinna otrzymać imię, na które tyle czekała i ciężko pracowałą przez księżyce. Dziwnooka stanęła przodem do swojej terminatorki i wyprostowała się, na jej pysku można było dostrzec wyjątkowo spokojny, zrelaksowany wyraz. Odkrztusiła. - Już czas - zaczęła, wbijając dwukolorowy wzrok w córkę Żmijowego Ogona. - Ja, Ciernisty Kwiat, Medyk Klanu Cienia, wołam do naszych przodków, by spojrzeli na tę terminatorkę. Ciężko trenowała, by zrozumieć wasze ścieżki i z waszą pomocą będzie mogła służyć swemu Klanowi przez wiele księżyców. - przerwała na uderzenie serca, aby wziąć głęboki oddech. - Czy obiecujesz postępować według Kodeksu Wojownika oraz Kodeksu Medyka, pozostawać z dala od rywalizacji między Klanami i chronić wszystkie koty nawet kosztem własnego życia? - dokończyła formułę, która pozostawała w jej pamięci od czasu, gdy wybrała się do Bursztynowej Groty z Gwieździstą Ścieżką. Teraz przyszedł czas, gdy to ona nadaje rangę swojemu następcy, by kocica w przyszłości mogła przejąć ciężar obowiązków, jakie wiązały się z tą funkcją.
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Ćmę można opisać za pomocą dwóch słów: kopia Żmii. Jej sierść jest krótka i szylkretowa czyli czarno-ruda ze zdecydowaną przewagą tego pierwszego koloru. Rude cętki i znaczenia pojawiają się głównie na pyszczku, piersi, grzbiecie i ogonie. Od matki wyróżniają ją tylko oczy, które są bladozielone. Już jako kociak była spora, teraz widać to podwójnie. Ćmia Łapa jest wysoka, znajduje się w grupie najwyższych kotów w Cieniu. Szczupła, lecz nie chuda. Nie jest tak mocno umięśniona jak przeciętny wojownik, gdyż od dawna większość czasu spędza w Korzennej Jamie, jednakże nie jest też kluską. Wciąż bije od niej pewna dobrze widoczna siła, tyle że szylkretowa nie ma okazji jej wykorzystać.
Od kiedy została terminatorką Ciernistego Kwiatu mimowolnie zaczęła upodabniać się do niej oraz do Pszczoły, jako że także z nim spędza dużo czasu. Wyciszyła się, jest bardziej zdystansowana i obojętna, a nawet ponura, chłodna. Bardzo rzadko się uśmiecha i okazuje głębsze emocje. Po tym jak dowiedziała się, że Motyli Lot nie jest jej prawdziwym ojcem mało co potrafi ją już zaskoczyć. Jeśli ktoś nie przypadnie jej do gustu lub narazi się w jakiś sposób, Ćma poda mu fałszywe imię i okłamie w paru innych sprawach dla własnej satysfakcji, z tego też powodu niezwykle rzadko przedstawia się jako pierwsza. Kotka jest lojalna wobec swojego klanu i stara się dbać o niego jak najlepiej, zwłaszcza o resztki swojej rodziny, które jej pozostały, choć w głębi duszy często odczuwa obrzydzenie i niechęć w stosunku do Cienistej władzy, aczkolwiek nie ukazuje swych uprzedzeń, kryjąc je pod maską obojętności.
W dzieciństwie Ćma marzyła o tym, żeby mieć długie futro i zachwycała się każdym, kto takie posiadał. Każdego dnia po przebudzeniu się skrupulatnie sprawdzała, czy jej własna sierść urosła choć trochę, bo przecież tego chciała. Wiewiór powiedział jej, że jeśli będzie chciała, to jej marzenie się spełni, ale nic z tego. Po śmierci matki całkowicie zapomniała o tej dziecinnej mrzonce i nie pamiętała o niej aż do dzisiaj, gdy zimno i chłód dawały jej się we znaki o wiele bardziej niż dziwnookiej ciotce, którą chroniła gruba, długa sierść. Mogła tylko dziękować Gwiezdnym i Wichrowi, że przeprawa przez Czarny Ogon została jej oszczędzona.
- Chyba tak, nie jesstem pewna - odpowiedziała szczerze. Na pewno nie czuła tego co Ciernisty Kwiat, choć jej szylkretowe futerko uniosło się na karku. Była w stanie wyczuć aurę otaczającą to miejsce, aurę świadczącą o tym, że nie jest to zwyczajna sadzawka, lecz nie odczuwała spokoju czy świadomości, że znalazła się we właściwym miejscu. Wcześniej nie miała do czynienia z Gwiezdnymi, nie licząc nawiedzenia przez matkę we śnie. Patrzyła na taflę wody, jak gdyby szukając w niej blasku gwiazd bądź kocich, srebrnych sylwetek. Czegoś magicznego, świadczącego o tym, iż faktycznie są na miejscu. Córka Chrzanowego Korzenia wydawała się być tego całkowicie pewna, a Ćma postanowiła jej zaufać i odepchnąć niepokój oraz wątpliwości. Kto by pomyślał, że z zewnątrz chłodna, nieczuła i zamknięta w sobie istota będzie zdolna do takich trosk. Ironią losu był fakt, iż Ćma zdecydowała się na przyjęcie propozycji Ciernistego Kwiatu i pójście ścieżką medyków głównie po to, żeby móc chronić swoją rodzinę i nie dopuścić, żeby ktokolwiek skończył jak Żmijowy Ogon. A teraz tej rodziny praktycznie już nie było, wszyscy zniknęli. Tylko czy to jeszcze miało jakiekolwiek znaczenie?
Podniosła głowę i spojrzała w dwubarwne oczy kocicy. Już czas. Czas... Wpierw była niecierpliwa, w którymś momencie nawet zgorzkniała i zirytowana, a gdy wreszcie się doczekała i dotarła do tej chwili nagle zapragnęła, żeby cofnąć czas i znów być na początkowym etapie swojego treningu. Te wątpliwości ją martwiły, bowiem czy to nie oznaczało, że popełnia błąd i w rzeczywistości wcale nie nadaje się do tej funkcji? A może jest to całkiem normalne i naturalne? Cóż, teraz nie było już czasu, żeby porozmawiać o tym z mentorką. Po przejściu tej długiej drogi nie wycofa się w decydującym momencie.
- Przysssięgam - rzekła uroczyście, a ku zadowolenia kocicy głos jej nie zadrżał.
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Przysięgła, więc w tym momencie nie było już odwrotu, ale zawsze mogła pomówić z Ciernistym Kwiatem o swoich wątpliwościach, ewentualnie z Gwiezdnym, którego spotka po swoim mianowaniu. Teraz nadszedł czas, aby nadała jej imię, ciągnące za sobą wiele przyszłych obowiązków. Długo nad tym myślała przed ich wyprawą, zastanawiając się nad różnymi możliwościami. Nie chciała, aby imię jej uczennicy było zbyt banalne ani fatalnie brzmiące. Chciała, aby miało jakieś głębsze znaczenie, żeby przypominało o czymś ważnym. Ostatecznie znalazła coś, co będzie wyjątkowe dla nich obu. - Więc z mocy Gwiezdnego Klanu nadaję Ci prawdziwe imię Medyka. Ćmia Łapo od tej chwili będziesz znana jako Ćmi Lot. Gwiezdny Klan uznaje Twoją cierpliwość oraz determinację i wita Cię jako prawdziwego Medyka Klanu Cienia - na koniec jej wypowiedzi na pysku kocicy zabłysnął niewielki, ledwo widoczny uśmiech. - Koty przychodzą i odchodzą, a Medycy muszą być tego bardziej świadomi od innych, jednocześnie nie pozwalając, aby ich uczucia wzięły górę i przeszkodziły w wykonywaniu obowiązków. Niech twoje imię przypomina ci o tych, którzy są bliscy twojemu sercu, ponieważ jakaś ich część zawsze będzie przy tobie - westchnęła cicho, gdy skończyła to mówić. Myślała nad nadaniem kotce imienia po matce, jednak nie brzmiało dobrze i było bez sensu, dlatego została przy tym po przybranym ojcu. Wiedziała, że Motylowi zależało na wszystkich z kociąt jego dawnej mentorki i że na pewno byłby dumny ze swojej córki. Nie znała wszystkich kotów, które były bliskie Ćmie, ale chciała nadać jej imię, które będzie jej przypominać o nich wszystkich, bo zawsze będzie przy niej któreś z nich. - Musisz się napić, żeby zasnąć i porozmawiać z Gwiezdnymi - powiedziała, ponownie zwracając się do Szepczącej Sadzawki. Sama również liczyła na rozmowę z pewnym kotem i miała zamiar zrobić to samo, co jej uczennica, gdy ta już zaśnie. Kiedy już to zrobiła, przytuliła się do jej boku, aby nie zamarzła czasem w trakcie snu i sama napiła się odrobiny wody z sadzawki.
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Ćmę można opisać za pomocą dwóch słów: kopia Żmii. Jej sierść jest krótka i szylkretowa czyli czarno-ruda ze zdecydowaną przewagą tego pierwszego koloru. Rude cętki i znaczenia pojawiają się głównie na pyszczku, piersi, grzbiecie i ogonie. Od matki wyróżniają ją tylko oczy, które są bladozielone. Już jako kociak była spora, teraz widać to podwójnie. Ćmia Łapa jest wysoka, znajduje się w grupie najwyższych kotów w Cieniu. Szczupła, lecz nie chuda. Nie jest tak mocno umięśniona jak przeciętny wojownik, gdyż od dawna większość czasu spędza w Korzennej Jamie, jednakże nie jest też kluską. Wciąż bije od niej pewna dobrze widoczna siła, tyle że szylkretowa nie ma okazji jej wykorzystać.
Od kiedy została terminatorką Ciernistego Kwiatu mimowolnie zaczęła upodabniać się do niej oraz do Pszczoły, jako że także z nim spędza dużo czasu. Wyciszyła się, jest bardziej zdystansowana i obojętna, a nawet ponura, chłodna. Bardzo rzadko się uśmiecha i okazuje głębsze emocje. Po tym jak dowiedziała się, że Motyli Lot nie jest jej prawdziwym ojcem mało co potrafi ją już zaskoczyć. Jeśli ktoś nie przypadnie jej do gustu lub narazi się w jakiś sposób, Ćma poda mu fałszywe imię i okłamie w paru innych sprawach dla własnej satysfakcji, z tego też powodu niezwykle rzadko przedstawia się jako pierwsza. Kotka jest lojalna wobec swojego klanu i stara się dbać o niego jak najlepiej, zwłaszcza o resztki swojej rodziny, które jej pozostały, choć w głębi duszy często odczuwa obrzydzenie i niechęć w stosunku do Cienistej władzy, aczkolwiek nie ukazuje swych uprzedzeń, kryjąc je pod maską obojętności.
Szylkretowa kocica przymknęła na moment oczy. Ćmi Lot. Motyl byłby dumny gdyby tylko został w klanie zamiast... Cóż. Być może kiedyś wróci i dowie się, że jedno z jego dzieci otrzymało po nim imię.
- Dziękuję - zamruczała, obdarzając mentorkę spojrzeniem pełnym wdzięczności. To było dobre imię. Ćma zawsze była bardziej przywiązana do matki niż do ojca i właśnie dlatego czułaby się źle nosząc jej imię, nawet jeśli tylko w pewnym stopniu. Żmijowy Ogon nie powinna mieć sobowtóra, a młodą Ćmę często gryzło nawet imię pierwszego mentora, obecnego zastępcy. Wciąż odmawiała zwracania się do niego pełnym mianem, acz ostatnio rzadko miała ku temu okazje. Była też zadowolona, że nie została Grzbietem czy Brzuchem, na cześć dwóch zaginionych braci. Tego zdecydowanie nie chciała.
Ćma - teraz Ćmi Lot - ponownie odwróciła się w stronę Szepczącej Sadzawko, lecz tym razem oprócz patrzenia się na nią pochyliła się i wzięła jeden lodowaty łyk czystej wody. Położyła się przy brzegu strosząc futro w ochronie przed zimnem. Po przebudzeniu się będzie zapewne nieźle wyziębiona, ale hej, Gwiezdni najwyraźniej wiedzieli co robią uzgadniając miejsce spotkań. Kocica zamknęła oczy wciąż głęboko wierząc, iż zaraz stanie przed obliczem matki. Bo jeśli nie przyjdzie do niej Żmija... To kto?
Kolec z pewnością część wyglądu odziedziczył po rodzicach. Skąd wzięła się reszta jego ubarwienia jest tajemnicą znaną jedynie Gwiezdnemu Klanowi. Kocurek w dużej mierze ma białe futro - na piersi, przednich i większości tylnych łap oraz niemalże na całym pyszczku. Na brodzie ma uroczą czarną plamkę. Reszta to wszelkie możliwe odciecie brązu oraz beżu przeplatane czarnymi pasmami. Dookoła oczu ma czarną obwódkę. Jego prawe ślepie pokrywa bielmo, lewe zdaje się być w lepszym stanie. Wąsy ma długie, lekko zakręcone na końcach. Jego futro nie jest z pewnością bardzo długie, nie należy jednak również do najkrótszych. Kolec nie jest zbyt wielkim kotem, może sprawiać wrażenie delikatniejszego, niż w rzeczywistości jest.
Kolec pomimo swego wrodzonego kalectwa nie jest mrukliwy. Wręcz przeciwnie. Zupełnie, jakby chciał sobie zrekompensować ten ból i niepewność, ciemność - w jakiej musi poruszać się na co dzień. Cieszy się każdym dniem życia, kocha odkrywać nowe rzeczy. Nie jest jednak bezgranicznie ufny, a kierując się tym, co podpowiada mu zapach i słuch może dostrzegać więcej, niż w pełni sprawny kot. Czerpać z życia wszystkimi czterema łapami.
Kto? Ktoś inny, niestety. Obserwował ich od dłuższego czasu, chyba od chwili, gdy wyruszyły z terenów Klanu Cienia, a teraz również przypatrywał się im z oddali, ze swego schronienia pośród gwiezdnych paproci, w które kocice niespodziewanie wpadły. Pod nimi znajdował się miękki mech, a cała okolica przywodziła na myśl dawne ziemie, te leżące nad Wielką Słoną Wodą. Panował tutaj spokój, jedynie w dali dało się słyszeć przyjemne, kojące szmery, tam gdzie woda opadała z ukrytych kamieni i znikała pośród bujnej roślinności. Okolica zdawała się być pełna życia, ale jednocześnie zdecydowanie nietypowa, całkowicie gwiezdna, lśniąca i w pełni oddająca fakt, że Cierń i Ćma z całą pewnością nie znajdują się już na ziemiach niczyich, gdzieś daleko na ziemskim padole łez.
- Szkoda, że nie zechciałaś nadać Ćmie jej pełnoprawnego imienia tutaj, pośród nas - odezwał się spokojnie, tak jak za życia, bez gniewu, jaki cechował jego ostatni czas, gdy choroba pożerała już jego ciało i z całą pewnością również umysł. - Gdy ja udałem się do przodków wraz z innymi medykami i uczniami, przeżywaliśmy wręcz istne przygody pośród snów - dodał i dopiero wtedy Ćma dostrzegła za najbliższą paprocią niewielkiego kocura, którego oczy - za życia zasnute bielmem - lśniły miliardami gwiazd. Uśmiechnął się do nich łagodnie, aczkolwiek posłał Cierń coś na kształt nieco zasmuconego uśmiechu. Żałował, że Gwiazdka uczyła ją czegokolwiek ponad wiedzy medycznej, żałował, że przekazywała jej swoje własne wartości, a nie takie, jakie posiadali inni.
- Witaj, Ćmi Locie. Gwiezdny Klan wita cię jako pomocnika medyka Klanu Cienia i raduje się z tego spotkania. Wierzę, że będziecie wspierać się przez długie księżyce i działać dla dobra wszystkich kotów - powiedział jeszcze Jasny Poranek, a następnie trącił lekko nosem Ćmę, po czym to samo uczynił z Ciernistą. Nie zamierzał się z nią kłócić, wyraził jedynie swoje stanowisko w sprawie z nadzieją, że w przyszłości mianowania medyków Cienia będą przebiegały nieco bardziej, jakby to powiedział, uroczyście. - Chciałybyście mnie o coś zapytać? Och, wybacz, Ćmo, zapewne nie wiesz nawet kim jestem - dodał spoglądając na młodą pomocnicę medyka. - Nazywam się Jasny Poranek i byłem medykiem w Klanie Cienia.
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Miejsce, w którym się znalazły, przypominało ziemie, na których się urodziła i na których urodziła się również jej uczennica, lecz nie mogła ich pamiętać tak dokładnie, jak dziwnooka. Znała każdy kąt, każdy krzak i nie raz zbierała tam zioła z kotami, których od bardzo dawna nie było z nimi z różnych powodów. Widok, jak tam zastała, nie zdziwił jej w najmniejszym stopniu. Postać Jasnego Poranka zawsze ją zastanawiała - każdy kot miał o nim inne zdanie. Gwieździsta Ścieżka nie chciała, aby Cierń była jak ona, bo mogło to męczyć Wężową Gwiazdę, a Lampart i Szepczący Pył mieli o nim dość dobre zdanie. Ona natomiast, po ich jednym spotkaniu i tym drobnym wsparciu, jakiego udzielił jej w trakcie porodu Żmijowego Ogona, myślała o nim dość ciepło, jak na siebie - jako sojuszniku, który chciał dobrze dla ich klanu. Aura, jaka ich otaczała, potęgowała tylko te uczucia i wywoływała uczucie bliskie nostalgii. Skinęła kocurowi głową, witając go z niemym szacunkiem. Jego słowa nieco ją zaskoczyły, ale jedyne, czym to okazała, to otwarcie szerzej jej zmrużonych wcześniej oczu. Ponownie skinęła lekko głową i zwróciła się do Ćmy. - Wybacz, że to straciłaś - powiedziała do niej wolno. Mimo wszystko, chciała dla niej jak najlepiej. - Mam nadzieję, że nie popełnisz mojego błędu - dodała krótko. Srebrna Skórka napawała ją niezwykle pozytywnymi uczuciami. Miała nadzieję, że Ćmi Lot prędko z Klanu Cienia nie zniknie. Zamruczała cicho i poczekała, aż jej pomocnica sie odezwie. - Chciałabym z tobą pomówić, Jasny Poranku. Na osobności - powiedziała dość cicho. Potrzebowała pomówić z kimś sporo starszym i bardziej doświadczonym. Sprawa ta gryzła ją od jakiegoś czasu i chciała ją skonsultować z kimś, do kogo miała pewną dozę specjalnego zaufania - taką, jak do Ćmy i Lamparta, ale nie równie silną.
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Ćmę można opisać za pomocą dwóch słów: kopia Żmii. Jej sierść jest krótka i szylkretowa czyli czarno-ruda ze zdecydowaną przewagą tego pierwszego koloru. Rude cętki i znaczenia pojawiają się głównie na pyszczku, piersi, grzbiecie i ogonie. Od matki wyróżniają ją tylko oczy, które są bladozielone. Już jako kociak była spora, teraz widać to podwójnie. Ćmia Łapa jest wysoka, znajduje się w grupie najwyższych kotów w Cieniu. Szczupła, lecz nie chuda. Nie jest tak mocno umięśniona jak przeciętny wojownik, gdyż od dawna większość czasu spędza w Korzennej Jamie, jednakże nie jest też kluską. Wciąż bije od niej pewna dobrze widoczna siła, tyle że szylkretowa nie ma okazji jej wykorzystać.
Od kiedy została terminatorką Ciernistego Kwiatu mimowolnie zaczęła upodabniać się do niej oraz do Pszczoły, jako że także z nim spędza dużo czasu. Wyciszyła się, jest bardziej zdystansowana i obojętna, a nawet ponura, chłodna. Bardzo rzadko się uśmiecha i okazuje głębsze emocje. Po tym jak dowiedziała się, że Motyli Lot nie jest jej prawdziwym ojcem mało co potrafi ją już zaskoczyć. Jeśli ktoś nie przypadnie jej do gustu lub narazi się w jakiś sposób, Ćma poda mu fałszywe imię i okłamie w paru innych sprawach dla własnej satysfakcji, z tego też powodu niezwykle rzadko przedstawia się jako pierwsza. Kotka jest lojalna wobec swojego klanu i stara się dbać o niego jak najlepiej, zwłaszcza o resztki swojej rodziny, które jej pozostały, choć w głębi duszy często odczuwa obrzydzenie i niechęć w stosunku do Cienistej władzy, aczkolwiek nie ukazuje swych uprzedzeń, kryjąc je pod maską obojętności.
Dawne ziemie. Ziemie, których Ćma praktycznie nie znała. Była kociakiem gdy klany zmieniały swe terytoria. Jedyną okazje na spojrzenie na terenu Klanu Cienia miała wtedy, gdy je opuszczali na zawsze. Niewiele zdołała zobaczyć, a jeszcze mniej zapamiętać. Nic więc dziwnego, iż nie rozpoznała tego miejsca. Była zaskoczona nie przez gwiazdy, lśnienia i błyski świadczące o tym, że znajduje się u Gwiezdnych - podobny obraz powitał ją podczas wizyty Żmijowego Ogona w jej śnie - a właśnie przez te nieznajome otoczenie. Jeszcze bardziej zadziwił ją widok całkiem obcego jej kota, który rozpoczął ich spotkanie od... hm. Nie miała pojęcia, że istniała kolejną tradycja, którą Ciernisty Kwiat nieopatrznie przeoczyła, choć Ćmie nie robiło to większej różnicy. Mówi się trudno, mleko się wylało. Otrzymała swe imię w ciszy i w samotności, czyli w sposób, który na dobrą sprawę najbardziej jej odpowiadał. Kiedyś nie mogła się doczekać aż stanie przed obliczem Wężowej Gwiazdy i zostanie wojowniczką, a cały klan będzie skandował jej imię. Teraz... Teraz widziała, że nie było w tym żadnej głębi, a nadawanie imion często przypominało suchą, niemal niechętną wyliczankę pozbawioną entuzjazmu i chęci. Żuczy Grzbiet przepadł? Więc niech zastąpi go Zjeżony. Ledwie Żmija zmarła jej imię otrzymał Wiewiór. Ćma właśnie została nazwana po przyszywanym ojcu... lecz było to celowe. Szylkretowa będzie nosić imię na cześć kocura, który zaopiekował się ósemką sierot na przekór klanowi, na przekór tym, którym obecność półkrwi kociąt zwyczajnie przeszkadzała.
Ćmi Lot skinęła głową mentorce. Nie miała jej za złe tego przeoczenia, a sama... cóż. Zapamięta jak to wszystko powinno przyglądać, acz na chwilę obecną nie przykładała do tego wielkiej wagi. Nim Ciernisty Kwiat odejdzie do starszyzny minie naprawdę wieele czasu. Ćma zdąży się zestarzeć, a kto wie czy w ogóle dożyje lub dotrwa do tego czasu - każdego dnia mogło wydarzyć się coś, co skutecznie przekreśli jej przyszłość jako jedynej medyczki w Klanie Cienia. Nie wspominając już nawet o tym, że najpierw musiałaby mieć swojego terminatora.
- Witaj, Jasssny Poranku - przywitała się z niewielkim kocurem obojętnie, acz nieco chłodno, taksując go spojrzeniem bladozielonych ślepi i oceniając. Słyszała o nim. Nie był to kot, który był medykiem bezpośrednio przed Ciernistym Kwiatem - pomiędzy nimi był ktoś jeszcze, jednakże nie pamiętała imienia tego kota - jednakże Jasny Poranek długo opiekował się swoim klanem i do dziś starsze koty go pamiętały. Niektórzy go lubili, niektórzy nim gardzili, jak na przykład Wężowa Gwiazda, aczkolwiek jego opinią przejmowała się najmniej. Już dawno stwierdziła, że ich przywódca jedno mówi, a drugie robi, podejmując bardzo często absurdalne, pozbawione sensu decyzje. Ćmi Lot nie miała pojęcia jakim cudem Ciernistej udaje się z nim dogadać, a jeszcze zabawniejsze było to, że teoretycznie szylkretowa powinna stanowić dla niego oparcie. Dotąd nie myślała o tym głównie dlatego, iż Wężowa Gwiazda był... cóż, stary, co mimo wszystko widać. Jeśli Ćma kiedykolwiek zostanie prawdziwym medykiem, a nie tylko pomocnikiem, to możliwe, że Klanem Cienia będzie rządził ktoś inny. Wracając do temu: szylkretowa kocica ani myślała opierać się na ocenie innych - sama mogła dowiedzieć się jaki faktycznie był dawny medyk Klanu Cienia. A na chwilę obecną niewiele mogła powiedzieć.
- Zzrobię wszysstko co w mojej mocy, by tak było - obiecała gwiezdnemu kocurowi i odwzajemniła jego gest. Istotnie, czas bardziej angażować się w życie klanu i zabierać głos, gdy istnieje taka potrzeba. Przez ostatnie księżyce Ćmi Lot kryła się w Korzennej Jamie i starała się nie wychylać. Nie sprowadzać na siebie kłopotów, a o te przecież było prosto. Ostatnimi czasy wystarczyło zbyt głośno mrugnąć, by sprowadzić na siebie problemy.
- Czy... jesst tutaj Żżmijowy Ogon? - zapytała o matkę, patrząc w oczy byłemu medykowi. To była niepowtarzalna okazja, by porozmawiać z dawną wojowniczką Klanu Cienia. Ćma chciała przede wszystkim znów ją zobaczyć, a przy okazji podpytać, czy ostatnio nie wydarzyło się coś o czym powinna wiedzieć. Do Chrząszcza, Pchły, Motyla i Żuczka dołączył ostatnio Osa... Więcej jej rodziny znajdowało się w Klanie Rzeki niż w Klanie Cienia, bo ojciec na pewno miał jakichś krewnych.
Szylkretowa spojrzała krótko na Ciernisty Kwiat, a w jej oczach błysnęło zdziwienie. Na osobności? Czyżby im w czymś przeszkadzała? Przez moment poczuła subtelne dźgnięcie irytacji. W końcu to był jej dzień, jej ceremonia, ale... w sumie nie wiedziała jaka więź łączy dziwnooką ze zmarłym kocurem, a jeśli tutaj dodatkowo pojawi się ktoś z rodziny Ćmy, to może faktycznie będzie lepiej jeśli obie porozmawiają z bliskimi w prywatności.
Kolec z pewnością część wyglądu odziedziczył po rodzicach. Skąd wzięła się reszta jego ubarwienia jest tajemnicą znaną jedynie Gwiezdnemu Klanowi. Kocurek w dużej mierze ma białe futro - na piersi, przednich i większości tylnych łap oraz niemalże na całym pyszczku. Na brodzie ma uroczą czarną plamkę. Reszta to wszelkie możliwe odciecie brązu oraz beżu przeplatane czarnymi pasmami. Dookoła oczu ma czarną obwódkę. Jego prawe ślepie pokrywa bielmo, lewe zdaje się być w lepszym stanie. Wąsy ma długie, lekko zakręcone na końcach. Jego futro nie jest z pewnością bardzo długie, nie należy jednak również do najkrótszych. Kolec nie jest zbyt wielkim kotem, może sprawiać wrażenie delikatniejszego, niż w rzeczywistości jest.
Kolec pomimo swego wrodzonego kalectwa nie jest mrukliwy. Wręcz przeciwnie. Zupełnie, jakby chciał sobie zrekompensować ten ból i niepewność, ciemność - w jakiej musi poruszać się na co dzień. Cieszy się każdym dniem życia, kocha odkrywać nowe rzeczy. Nie jest jednak bezgranicznie ufny, a kierując się tym, co podpowiada mu zapach i słuch może dostrzegać więcej, niż w pełni sprawny kot. Czerpać z życia wszystkimi czterema łapami.
Wiedział, że w Klanie różnie na niego spoglądali. Zareagował ostro na pojawienie się kociąt Węża, nie był z tego zadowolony, był wtedy już również chory i na pewno nie był w pełni sobą. Czuł już zgryzoty, ale czuł także gniew, jaki w nim narastał - przywódca już wtedy zaczynał robić dokładnie to, co chciał i chyba nie do końca myślał o własnym Klanie. Ostatnio zaś zaczęły dziać się rzeczy niepokojące, ale Jasny Poranek nie bardzo był w stanie nic na to poradzić, bo czy miał z nieba miotać piorunami? Owszem, momentami czuł taką potrzebę, z drugiej jednak strony wiedział, że żyjący sami powinni rozwiązywać swoje problemy, bez niepotrzebnej nikomu ingerencji. Martwił się jednak, w końcu Klan Cienia był dla niego niesamowicie ważny, niezależnie od tego, jakie koty teraz w nim żyły, był jego domem i rodziną, nawet teraz, po śmierci.
- Bardzo mnie to cieszy, Ćmo. Życzę ci wszystkiego, co najlepsze i będę starał się rozświetlać twoje ścieżki - zapowiedział łagodnie patrząc z delikatnym uśmiechem na pomocnicę medyka. Wydawało się, że jest całkiem spokojny, ale jednocześnie nieco się bal, lękał się, czy historia znowu się nie powtórzy, chociaż starał się wierzyć, że tym razem wszystko potoczy się już dobrze, że zła passa musi w końcu zostać przerwana. Na słowa Ciernistej skinął łbem z powagą, ale nim jeszcze odszedł z medyczką na bok, spojrzał na jej uczennicę i posłał jej kolejny, ciepły tym razem, uśmiech.
-Ależ jest, rozejrzyj się tylko z uwagą - powiedział spokojnie i przymknął nieznacznie ślepia, skinął jej potem głęboko łbem, jakby w ten sposób chciał oddać jej honory i zwrócił się do medyczki Klanu Cienia, z którą zamierzał odejść na bok. Nie wiedział, co dokładnie ją trapi, ale skoro pragnęła z nim porozmawiać, był tutaj, by jej wysłuchać i spróbować udzielić jej jak najlepszych rad. - Słucham cię, co cię martwi? - odezwał się do niej łagodnie, gdy nieco odeszli, a on był w pełni świadom tego, że za ich plecami dojdzie zaraz do powitania, do spotkania, o jakim Ćma bez wątpienia marzyła.
Niższa niż typowe koty, nie jest ani za gruba, ani za chuda. Właściwie, nic jej nie wyróżnia pośród tych wszystkich kotów, kotka jak każda inna. Szylkretka, której czarna sierść pokrywająca całe ciało, tu i ówdzie zdobiona jest rudymi plamkami. Choć nic szczególnego w jej wyglądzie nie ma co mogłoby sprawić, że rzucałaby się w oczy, jest zauważalna. Nie jest tylko tłem dla innych, jeśli ktoś potrafi patrzeć na pewno dostrzeże ją w tłumie, może to wina jej dużych, złotych oczu? Albo długiego ogona latającego na boki? Albo tego, że w tłumie się jej nie zobaczy.
Oddana swojemu klanowi, stara się wypełniać swoje obowiązki najlepiej jak potrafi. Najczęściej widzi się ją siedzącą, bądź spacerującą, gdzieś samotnie, z dala od wszystkich. Kiedy jednak nadejdzie moment kontaktu z innym kotem, nie chce być sama, chce rozmawiać, nawet o bzdetach, oby jak najdłużej być z kimś. Może stała się samotniczką tylko dlatego, że stresuje się zagadać do innych? Woli by to oni zagadywali do niej. Stara się być miła, pomocna, ale nie zawsze to wychodzi. Nie zawsze dajemy radę z czymś czego od nas wymagają, przez co cały czas się obwiniamy. A problem z okazywaniem uczuć tego nie ułatwia.
Nie spodziewała się. Nie spodziewała się, że jej córka zapyta o nią. Że w momencie zostania pomocnikiem medyka, w chwili kiedy może zapytać niemal o wszystko, zapyta właśnie o nią, o matkę, która nie miała żadnego pojęcia w owym temacie. Mimo wątpliwości i pewnego bólu, który wiązał się z owym spotkaniem, Żmija zdecydowała się pojawić. Kiedy tylko Ćma rozejrzała się – jak polecił jej Jasny Poranek – inna kępka paproci poruszyła się, by następnie spośród niej wyłoniła się kolejna gwieździsta postać. Mniejsza od kocura i zdecydowanie bardziej ciemniejsza, gdyż jak wiadomo, jej futro w głównej mierze, składa się z czarnego koloru.
Znów zatrzymała się w pewnej odległości – nie wiedziała na jak wiele może sobie pozwolić. Ponownie ogarnęły ją wątpliwości i niepewność związane z tymże spotkaniem. Czy zrobiła dobrze, że przyszła? Że stanęła ponownie przed córką, wpuszczając na pyszczek – jak zawsze – spokojny uśmiech, który częściowo zatuszowywał ból, który odczuwała? Trudno odpowiedzieć. - Ćmi Locie - skinęła delikatnie głową. Na moment przeskoczyła wzrokiem na postać białej medyczki. Na przywitanie z nią jeszcze przyjdzie czas... teraz czas zająć się czymś – a może kimś - innym - ...gratuluję imienia i rangi - brzmiała niesamowicie oficjalnie, choć tak naprawdę zależało jej teraz tylko na jednym – by przytulić córkę do siebie i powiedzieć, po raz kolejny, jak to bardzo ją kocha.