Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
W pobliżu padoku znajduje się ogromny budynek, w którym przechowywane są konie w ogromnych, stłoczonych ze sobą klatkach, chociaż te zwykle nie wydają się z tego faktu niezadowolone. Znajduje się tu parę miejsc, w którym kot może się skryć przed mrozami czy gorącem, bo ciężkie, grube ściany zapewniają stałą temperaturę wewnątrz, chociaż nie istnieje tam coś takiego, jak ogrzewanie czy klimatyzacja. W pomieszczeniu, gdzie składowane są w wielkich pudłach ziarna można spotkać bardzo dobrze odżywione myszy.
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Splątane futerko [NPC] Ojciec: Waniuszka [NPC] Trwałe urazy: Blizny: Lewy policzek :: Naderwane lewe ucho :: Lewa Łapa :: Lewy bok :: Ogon
Rudy pręgowany kocur o sporej masie, barczystej budowie i zarysowanych pod futrem mięśniach. Futro ma kolor płomienno-pomarańczowy, o klasycznym pręgowaniu i widać częściowo po jego stanie trudności jakie go spotkały w życiu. W okolicach pyska, piersi, łap i końcówki ogona pojawiają się jaśniejsze odcienie, przechodzące nawet w biel. Oczy kocura są koloru zieleni. Ciało Dyni pokryte jest licznymi bliznami z walk. Najbardziej widoczne znajdują się na lewym policzku, urwanym kawałku prawego ucha, lewej przedniej łapie, jednej stronie żeber i ogonie. Na ciele dyni także zaczęły się pokazywać efekty jego wieku, w postaci nielicznych srebrnych włosów na futrze.
Kocur jest zahartowany przez trudne warunki. Jest poniekąd znieczulony na brutalną rzeczywistość i dość cyniczny. Nie łatwo także otwiera się przed obcymi, póki nie zdobędą jakoś jego zaufania lub szczególnej fascynacji. Jednakże Dynia pozostał kotem o dużej determinacji i specyficznej osobowości. Ceni sobie lojalność i determinację u innych. Ceni sobię także różnorodność wiedzy, jaką zyskał przez własne doświadczenia i pozostaje przy zdaniu że każdy kot może wnieść coś wartościowego.
Mrucząca Łapa [KW], Powojnik [KG]
Dynia przeczesywał teren, w tym także zbliżając się do miejsc, gdzie dwunogi trzymały tą swoją ogromną zwierzynę. Zazwyczaj nie zbliżał się zbytnio do tych stworzeń, wyglądały jakby mogły zrobić dość poważną krzywdę. Jednak obserwując zauważył że nocami są one zamykane w tych małych przestrzeniach. Jednocześnie te budynki, gdzie były chowane, przyciągały myszy i szczury. Więc może uda mu się tu zdobyć łatwą zdobycz. Wystarczy tylko uważać by nie zbliżać się do pysków i kopyt. O to drugie raczej nie musiał się martwić, bo drewniane ściany boksów raczej powinny uniemożliwić kopnięcie go. Poza tym i tak nie zamierzał ich zaczepiać, jedynie zdobyć żarcie. Tak więc Dynia odważył się wstąpić do tego dziwnego miejsca, ostrożnie przemykając się wzdłuż ścian, obserwując w razie czego wyjście. Było tu chyba sporo rzeczy, na które mógłby się wdrapać. Dziwaczne rzeczy na powierzchniach wysoko, których użytku nie znał. Węszył ostrożnie, starając się znaleźć jakiś zapach, inny niż mieszkających tu kopytnych.
Dynia, pomimo tego iż od jakiegoś czasu już prowadził samotniczy tryb życia i w polowaniu powinien mieć już wprawę, nie był w stanie niczego namierzyć. Może to kwestia miejsca - zwierzyny po prostu nie było, a może za mało się starał?
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Splątane futerko [NPC] Ojciec: Waniuszka [NPC] Trwałe urazy: Blizny: Lewy policzek :: Naderwane lewe ucho :: Lewa Łapa :: Lewy bok :: Ogon
Rudy pręgowany kocur o sporej masie, barczystej budowie i zarysowanych pod futrem mięśniach. Futro ma kolor płomienno-pomarańczowy, o klasycznym pręgowaniu i widać częściowo po jego stanie trudności jakie go spotkały w życiu. W okolicach pyska, piersi, łap i końcówki ogona pojawiają się jaśniejsze odcienie, przechodzące nawet w biel. Oczy kocura są koloru zieleni. Ciało Dyni pokryte jest licznymi bliznami z walk. Najbardziej widoczne znajdują się na lewym policzku, urwanym kawałku prawego ucha, lewej przedniej łapie, jednej stronie żeber i ogonie. Na ciele dyni także zaczęły się pokazywać efekty jego wieku, w postaci nielicznych srebrnych włosów na futrze.
Kocur jest zahartowany przez trudne warunki. Jest poniekąd znieczulony na brutalną rzeczywistość i dość cyniczny. Nie łatwo także otwiera się przed obcymi, póki nie zdobędą jakoś jego zaufania lub szczególnej fascynacji. Jednakże Dynia pozostał kotem o dużej determinacji i specyficznej osobowości. Ceni sobie lojalność i determinację u innych. Ceni sobię także różnorodność wiedzy, jaką zyskał przez własne doświadczenia i pozostaje przy zdaniu że każdy kot może wnieść coś wartościowego.
Mrucząca Łapa [KW], Powojnik [KG]
Brak jakiegokolwiek znaku zwierzyny mógł wydawać się zniechęcający, jednak nigdy nie należało z marszu poddawać się, bo pewnie umarłby z głodu do tej pory. Zawędrował dalej, do głębszych rejonu tego czegoś. Spróbował znaleźć zeschniętą trawę, którą to zazwyczaj karmiono te stworzenia. To było głównym celem zainteresowania gryzoni i czasem małych ptaków, więc może warto sprawdzić? Cały czas nasłuchiwał najlżejszego drapania lub piszczenia.
Grunt to się nie zniechęcać i nie poddawać, co właśnie uczynił syn Splątanego Futerka i ciężko nie przyznać, że mu się opłaciło. Zaledwie trzy-cztery długości lisa od siebie zauważył sporego ptaka, o szarawym upierzeniu. Nic szczególnego - ot, niby zwykły bażant, ale jaki tłusty!
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Splątane futerko [NPC] Ojciec: Waniuszka [NPC] Trwałe urazy: Blizny: Lewy policzek :: Naderwane lewe ucho :: Lewa Łapa :: Lewy bok :: Ogon
Rudy pręgowany kocur o sporej masie, barczystej budowie i zarysowanych pod futrem mięśniach. Futro ma kolor płomienno-pomarańczowy, o klasycznym pręgowaniu i widać częściowo po jego stanie trudności jakie go spotkały w życiu. W okolicach pyska, piersi, łap i końcówki ogona pojawiają się jaśniejsze odcienie, przechodzące nawet w biel. Oczy kocura są koloru zieleni. Ciało Dyni pokryte jest licznymi bliznami z walk. Najbardziej widoczne znajdują się na lewym policzku, urwanym kawałku prawego ucha, lewej przedniej łapie, jednej stronie żeber i ogonie. Na ciele dyni także zaczęły się pokazywać efekty jego wieku, w postaci nielicznych srebrnych włosów na futrze.
Kocur jest zahartowany przez trudne warunki. Jest poniekąd znieczulony na brutalną rzeczywistość i dość cyniczny. Nie łatwo także otwiera się przed obcymi, póki nie zdobędą jakoś jego zaufania lub szczególnej fascynacji. Jednakże Dynia pozostał kotem o dużej determinacji i specyficznej osobowości. Ceni sobie lojalność i determinację u innych. Ceni sobię także różnorodność wiedzy, jaką zyskał przez własne doświadczenia i pozostaje przy zdaniu że każdy kot może wnieść coś wartościowego.
Mrucząca Łapa [KW], Powojnik [KG]
Spodziewał się raczej jakiś małych wypłoszy, jednak Gwiezdni byli dzisiaj bardzo łaskawi. Zobaczył sporego ptaka. O ja! Tłusty duży ptasior wystarczyłby mu nawet na kilka dni. Nie mówiąc o potencjalnej satysfakcji z tak dużego trofeum. Tylko kwestia nadal była, żeby go złapać. Kwestia taka że kurak przynajmniej całkiem nie odleci, jednak mogą być chyba całkiem szybkie, a Dynia nie był mistrzem pogoni. Musiał więc raczej liczyć na efekt zaskoczenia. Kocur ugiął ostrożnie łapy, wyrównując pozycję głowy i ogona, z grzbietem. W zamkniętym otoczeniu wiatr był dość ograniczony, chociaż z drugiej strony mogło być to większą przeszkodą. Będzie musiał zdecydowanie uważać. Starał się więc podejść ptaka tak, by przypadkowy przewiem nie mógł znieść zapachu prosto na ptaka. Ciężko powiedzieć na ile one mają węch, ale zawsze lepiej jest uważać. Przede wszystkim ptaki miały dobry wzrok. Więc starał się zbliżyć, lawirując ostrożnie między obiektami znajdującymi w pobliżu elementami i zajść ptaka od tyłu. Jednocześnie musiał pamiętać o cichym kroku i unikaniu wszystkiego, co mogłoby wydać nagły dźwięk spod jego łap. Będąc więc blisko, wysunął pazury i rzucił się w stronę bażanta, celując w jego grzbiet, by ciężarem połamać skrzydła. Jeżeli się uda, to powinno stanowczo spowolnić zwierzę.
Satysfakcja satysfakcją, ale ile byłoby z takiego bażanta mięsa! Szkoda tylko, że los inne plany i gdy Dynia tylko się zbliżył do ofiary, ta go zauważyła i dała nogę. Ptak zaczął uciekać tak szybko, że kocur nawet nie miał okazji, by zobaczyć dokąd biegnie, aby udać się w pogoń. Przykro.
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Splątane futerko [NPC] Ojciec: Waniuszka [NPC] Trwałe urazy: Blizny: Lewy policzek :: Naderwane lewe ucho :: Lewa Łapa :: Lewy bok :: Ogon
Rudy pręgowany kocur o sporej masie, barczystej budowie i zarysowanych pod futrem mięśniach. Futro ma kolor płomienno-pomarańczowy, o klasycznym pręgowaniu i widać częściowo po jego stanie trudności jakie go spotkały w życiu. W okolicach pyska, piersi, łap i końcówki ogona pojawiają się jaśniejsze odcienie, przechodzące nawet w biel. Oczy kocura są koloru zieleni. Ciało Dyni pokryte jest licznymi bliznami z walk. Najbardziej widoczne znajdują się na lewym policzku, urwanym kawałku prawego ucha, lewej przedniej łapie, jednej stronie żeber i ogonie. Na ciele dyni także zaczęły się pokazywać efekty jego wieku, w postaci nielicznych srebrnych włosów na futrze.
Kocur jest zahartowany przez trudne warunki. Jest poniekąd znieczulony na brutalną rzeczywistość i dość cyniczny. Nie łatwo także otwiera się przed obcymi, póki nie zdobędą jakoś jego zaufania lub szczególnej fascynacji. Jednakże Dynia pozostał kotem o dużej determinacji i specyficznej osobowości. Ceni sobie lojalność i determinację u innych. Ceni sobię także różnorodność wiedzy, jaką zyskał przez własne doświadczenia i pozostaje przy zdaniu że każdy kot może wnieść coś wartościowego.
Mrucząca Łapa [KW], Powojnik [KG]
No trudno. Miał zamiar kontynuować, gdyby nie fakt że zaskoczył go jakiś dźwięk. Może to był dwunóg, zaalarmowany hałasem uciekającego drobiu? Może po prostu któryś z koni się przestraszył? W każdym razie lepiej dmuchać na zimne, więc kocur szybko opuścił to miejsce, nie chcąc ryzykować.
/zt, zniknęłam na trochę i nie chcę żeby w razie jakby coś się stało, to polo popsuło mi czasoprzestrzeń./
Modrzew jest kotem bengalskim o umaszczeniu srebrnym charcoal. Jest wysoki i ma bardzo dobrze zbudowaną klatkę piersiową. Wiadomo już teraz, że nie będzie żadnym chuderlawym i wątłym kotem. Jednak jego ciało nie jest pozbawione bengalskiej gracji, która podkreśla jego wspaniałą budowę.
Umaszczenie jest u niego srebrne niczym rtęć. Kiedy kocur wygrzewa się na słońcu, widać jak srebrne futerko delikatnie się błyszczy. Tak samo jak matka ma on czarne rozety na sobie, które są charakterystyczne dla jego wyjątkowej rodziny. Posiada też czarną pręgę, która rozciąga się wzdłuż kręgosłupa do samego czubka pręgowanego ogona.
Najbardziej przyciąga uwagę innych kotów jego pyszczek. Jest on smukły i ma dość ostre rysy. Jego nosek jest calutki czarny jednak same policzki są srebrne, tak jak cała reszta ciała. Ma też jasne obwódki dookoła swoich pięknych błękitnych oczu. Reszta pyska jest smagana czarnymi płomieniami na rtęciowym tle, które dają efekt maski na jego pyszczku.
Modrzew jest już od urodzenia bardzo ambitnym kociakiem. Chce udowodnić wszystkim, że jest godnym przyjacielem, ale też przeciwnikiem. Ma też zamiar pokazać, że jego rodzina jest idealna w każdej swojej wadzie. Swoje rodzeństwo i matkę ochroni za wszelką cenę. Uważa, że ma taki obowiązek. Modrzew nie jest ideałem, ma swoje wady a największą z nich jest łatwość wytrącenia z równowagi. Najłatwiej to zrobić poprzez powiedzenie chodź jednego złego słowa o członku jego rodziny. Taka sytuacja skutkuje najczęściej bójką, oczywiście bez pazurów. Modrzew, jak każde iglaste drzewo potrafi być dość kłujący i uszczypliwy. Kocurek nie uważa siebie za ideał, ale za to jego rodzinę za taki uważa i zrobi wszystko, aby ją ochronić.
Szepcząca Łapa {KW} Pstrąg {KR}
Postanowiłem odwiedzić stare rewiry. Posprawdzać stare kąty.
Wskakuję na płot sprawdzam czy żadnego z ludzi nie ma w pobliżu i cichaczem się zakradam do stajni. Przyznam się, że nigdy nie byłem w środku czegoś takiego. Podobno ludzie tutaj trzymają zwierzęta. Może spotkam tutaj jakiegoś ciekawego kota?
Albo kota z klanu Gromu, ale pokonam go więc nie muszę niczego się obawiać.
Więc ciszej od myszy poruszam się po stajni. Nagle pierwszy raz w życiu widzę konia z bliska. Są dużo większe niż myślałem.
Spokojnie sobie siedzę przy workach z ziarnem i obserwuje konie, aż tu nagle dochodzi do mnie zapach myszy. Odwracam się i widzę pulchną pyszną mysz. Delikatnie kucam na łapach spinam mięśnie i skaczę. Jednak nic z tego mysz mi uciekła. Pewnie poczuła mój zapach. Szlag by to!
/Wróbelek
RUNboyr u n!ThisworldISnotmadef o rYOU RUNboyrun!They’ret r y i n gTOcatchYOU RUNb o yrun!RUNNINGisAVICTORY RUNb o yrun!BeautyLAYSbehindtheHILLS RUNboyrun!THEsunwillbeg u i d i n gYOU RUNb o yrun!they’redyingtoSTOPYOU RUNboyrun!ThisraceISaprophecy RUNboyrun!Breako u tFROMsociety TOMORROWisanotherday ANDyouwon’thavetohideaway You’llBEaman,boy! BUTforNOWit’stime TOr u n,it’sTIME TORUN!
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Bo każdy się zmienia.
Jednak pojawiają się takie zmiany, których nie chcemy, które stają się dla nas uciążliwe, a niekiedy i doprowadzają do szaleństwa. Życie na osiedlu przyniosło dla Bajki ostoję, w której się odnalazła i stała się lepszą wersją siebie. Jednak... co to za bajkowe życie? Nie jest możliwe by mogło być tak pięknie i kolorowo, a już szczególnie gdy byłą wojowniczkę coraz to bardziej ciągnęło do lasu, a czasami i niebezpiecznie blisko terenów klanów. Jej ludzie zaakceptowali długie wypady podopiecznej i po kilku razach przestali już tak się o nią martwić – zawsze wracała. Wróćmy i skupmy się jednak na tu i teraz, co Bajka tutaj robiła? Sama chciałaby wiedzieć. Może miała nadzieję, że gdy przejdzie się wzdłuż płotu, znów usłyszy głos Kamiennej Łapy, tym razem samego, bez Trzmiela i jego obstawy. Klan gromu to przeszłość, którą pogrzebała głęboko, głęboko, jednak ona wciąż jakoś wracała. To w momencie polowania, to w momencie gdy rozszarpywała jedną z rzeczy w domu – z której wylatywały pióra. Wtedy wyobrażała sobie, że rozszarpuje jakiegoś kota. W trakcie tej czynności całkowicie się wyłączała, a jej umysł powracał do trzeźwości gdy już było po fakcie, a ona na spokojnie powracała na przedmiot, z którego wydobywało się ciepło, takich przedmiotów w swym legowisku miała od groma. Każdy znajdował się pod magiczną, niewidzialną barierą, oddzielającą legowisko od podwórka.
Teraz jednak była daleko od ciepłej ostoi, a delikatna mżawka pieściła jej czarno białe futro. Dzień należał do tych szarawych, a konie znajdowały się w obecnej chwili w stajni. Również ludzie nie kręcili się po pastwisku. Idealna więc to pora by wskoczyć na skrzynie – stojące przy stajni – i jeszcze raz, ostatni, przejść wzrokiem wzdłuż ogrodzenia.
//Sasanka ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Mistrz: who dis Płeć: kotka Matka: Łania Ojciec: chaos
Drobnej budowy, buro-biała koteczka. Jej jasne, krótkowłose ciało pokrywa mozaika łat: większe obejmują oczy, uszy i tył głowy oraz cały grzbiet od łopatek do ogona. Mniejsze występują na tylnych łapach, palcach, biodrach i ramieniu. Wszystkie są delikatnie pręgowane w typie broken mackerel. Zawsze roześmianą mordkę wieńczy pomarańczowy, perkaty nos na tle białego trójkąta oraz duże, owalne oczy z figlarnym połyskiem w kolorze mosiądzowym (lśniącym żółtobrązowym).
Pozbawiona empatii socjopatka, która nie wybacza. Pamiętliwa, pyskata, zawistna, zarazem posiadająca dar do tworzenia chaosu, który jest dla niej niczym pożywienie. Uwielbia prowokować i nie ma hamulców przed wyrażeniem własnego, zwykle kontrowersyjnego zdania. Gardzi słabością oraz tchórzostwem. Nie potrafiąc wykrzesać z siebie naturalnych uczuć, zdecydowała zabawiać się cudzymi. Dopiero po bliższym poznaniu ukazuje swoje drugie oblicze - dużego, rozpieszczonego, pokrętnie uroczego kociaka, z którego nigdy nie zdołała wyrosnąć.
Wapienna Łapa
Otworzyła oczy dopiero, gdy coś stuknęło o skrzynie ustawione w wysokim rzędzie przy ścianie stajni.
O ile stłumiony tupot kopyt, przelotne głosy dwunogów, spadające ze strzechy krople deszczówki lub rżenie mogła ignorować, wypoczywając po długiej podróży na dachu stajni, tak obcego, alarmującego dźwięku nie mogła po prostu zignorować. Wiedziała, po której stronie Czterech Klanów się znajduje - i w którą stronę patrzy z tępym, zaciętym wyrazem pyszczka. Nigdy nie zapuszczała się tak daleko na Siedlisko, jak większość gromowych kotków. Biegali sobie pewnie jak tresowane pieski po Wietrznym Wzgórzu czy innych Grądach, ale tutaj mało kto miał odwagę się zapuszczać. Ba, czasami samo podejście do ogrodzenia materializowało Lwie Zady czy inne Chaszcze za twoimi plecami z dziarskim okrzykiem "stop! you've violated the law!", by za pretekstem uziemić cię w Obozie niczym niesforne kocię, dwukrotnie zwiększając szansę na kolejny głupi zgon podczas rutynowego patrolu lub polowania.
Wstrzymując oddech, zwęziła oczy do wąskich szparek, czując obcy, wyraźny zapach kota. Nie znała go, poza nutki charakterystycznej dla gniazd Dwunogów. Bezszelestnie przykucając, przemknęła wzdłuż krawędzi dachu, by wychylić się i po kryjomu spojrzeć na tajemniczego gościa siedzącego tylko kilka poziomów niżej. I automatycznie znieruchomieć.
Natychmiast skreśliła jakiegokolwiek podobieństwo, ganiąc się w duchu za snucie wręcz paranoicznych wniosków... dopóki BARDZO znajome blizny nie uderzyły w jej świadomość ze zdwojoną siłą. Niczym solidny, siarczysty liść prosto w pyszczek. Nie ważne, jak błyszczącą i wolną od plam krwi sierść posiadała - znała to umaszczenie, te łaty, te kolory. Nieistotne, czy przytyła, hojnie dokarmiana przez swoje nowe państwo, ba, nawet piękna obróżka dyndająca u szyi nie była w stanie zatrzeć obrazu dosadnie wyrytego w pamięci eks-Terminatorki. Do stu szczurów, ZNAŁA JĄ!
Nie miała zbyt wiele czasu na reakcję, a jeszcze mniej pomysłów. W ściśniętym z szoku gardle zniknął ewentualny wybuch śmiechu, świerzbiące pazury zacisnęły się na drewnie, źrenice rozszerzyło niedowierzanie, a zdezorientowane myśli zmieniały się co uderzenie serca niczym kalejdoskop. Doprawdy, jako kocica wygnana za zbrodnię, której nie popełniła, rościła sobie PEŁNE PRAWO do stwierdzenia, że nic w życiu jej już nie zaskoczy. Tymczasem widząc Rozerwane Ucho, obrzydliwą poczwarę, która jakimś cudem przeszła metamorfozę w motyla-pieszczoszka... opadła jej szczęka. Dosłownie!
Niemniej, nie mogła pozostać bierna. Była zbyt przebiegła, by uwierzyć choćby swoim własnym oczom. Wprawdzie jeszcze dziś dałaby sobie ogon uciąć, że Kwiatuszek w przypadku porwania z pewnością rzuciłaby się na ludzi z pazurami, poszatkowała różową obrożę na kawałeczki, a potem uciekła z powrotem do lasu, wybijając pierwsze lepsze okno... ale, na miłość Gwiezdnego Klanu, musiało istnieć jakieś logiczne wytłumaczenie tego zjawiska! Bo nawet relaksując się w krzakach ze... specjalnymi ziołami Cebulowej Skórki, przenigdy nie wyśniłaby sobie takiego widoku!
- Mogłabym cię teraz zabić. - syknęła wreszcie, głośno i dosadnie, postanawiając zagrać pierwsze skrzypce oraz zdradzić swoje położenie, prostując się przy tym sztywno niczym struna. W końcu tak właśnie wyobrażała sobie ich spotkanie - świst szponów, trysk krwi, dziki wir walki. Gdzieś w gąszczu, w lesie, może na Topiołkach... gdziekolwiek, byle nie tu. Mając przed sobą wykapanego pieszczocha.
- Ale widzę, że ktoś mnie wyręczył.
Musi być teraz martwa w środku. Złamana. Może miała zlasowany mózg? Czyżby tortury u obrzynacza sprawiły, że zapomniała drogi do domu, mimo iż od Klanu Gromu dzielił ją tylko płot i kilka pagórków? A może wstyd z powodu obciętych pazurów nie pozwalał jej postawić stopy na rodzimej ziemi, skoro przez niefortunny traf losu spartaczyła cały wizerunek budowany księżycami bycia roszczeniową żmiją?
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
KAŻDY mógł przyjść. Klanowicz, samotnik, a nawet pies, czy inny drapieżnik. Może też jakiś pieszczoch? Jednak za żadne wygody dwunożnych, Bajka nie powiedziałaby, że tego dnia stanie przed nią Sasanka, kot, który niegdyś był główną, znienawidzoną przez Rozerw osobą. Co się więc stało, że tak już nie jest? Była wojowniczka pozostawiła za sobą wiele, naprawdę wiele, nie pomijając i większości uraz, które żywiła do kotów. Ucho zadrgało, sierść się zjeżyła, a oczy powędrowały w stronę, z której dobiegł znajomy ją głos. Musiałą rozluźnić szczękę by coś powiedzieć, bo nieświadomie, jakoś tak ją zacisnęła. - Zabić? - powtórzyła, z jedną uniesioną brwią. Prychnęła jeszcze, podnosząc się na cztery łapy. Nie zeszła – rzecz oczywista – ze skrzyni, z której przyszło jej patrzyć na Sasankę z góry - nie dałabyś rady - dokończyła, a neutralny wyraz jej pyska nie uległ w żadnym stopniu zmianie. Samotniczka chyba pierwszy raz nie słyszała ciągłego warkotu od byłej wojowniczki, ani prychnięć gniewu, a nawet ostry ton nie podrażniał jej uszu. Również i ciągła zgarbiona postawa Rozerwanego Ucha uległa zmianie i teraz stała wyprostowana, a po dawnym garbie nie było śladu. Pieszczoszka nie wyglądała na kogoś szykującego się do ataku, nawet słysząc groźbę byłej terminatorki. Na kolejne słowa, już tylko ogon się poruszył, a żółte ślepia przeszły po postaci Sasanki. Bajka martwa? Och, przecież od niedawna zaczęła się czuć żywa. Jej dni to ciągła sielanka, pozbawiona bezsensownych walk o życie, pozbawiona prześmiewczej hierarchii wśród kotów. Tylko ona, jedzenie, bezpieczne legowiska i gromada ludzi broniąca i dbająca o każdą jej zachciankę. Może dla niektórych ciągła rutyna jest najzwyczajniej nudna, jednak tego właśnie trzeba było Bajce, choć nigdy przez głowę by jej nie przeszło, że ONA właśnie taki ma przypisany los. - Najwyraźniej ciągle żyjesz przeszłością - odezwała się po chwili ciszy, nie zmieniając nic w swoim neutralnym(?) spokojnym(?) głosie.
Mistrz: who dis Płeć: kotka Matka: Łania Ojciec: chaos
Drobnej budowy, buro-biała koteczka. Jej jasne, krótkowłose ciało pokrywa mozaika łat: większe obejmują oczy, uszy i tył głowy oraz cały grzbiet od łopatek do ogona. Mniejsze występują na tylnych łapach, palcach, biodrach i ramieniu. Wszystkie są delikatnie pręgowane w typie broken mackerel. Zawsze roześmianą mordkę wieńczy pomarańczowy, perkaty nos na tle białego trójkąta oraz duże, owalne oczy z figlarnym połyskiem w kolorze mosiądzowym (lśniącym żółtobrązowym).
Pozbawiona empatii socjopatka, która nie wybacza. Pamiętliwa, pyskata, zawistna, zarazem posiadająca dar do tworzenia chaosu, który jest dla niej niczym pożywienie. Uwielbia prowokować i nie ma hamulców przed wyrażeniem własnego, zwykle kontrowersyjnego zdania. Gardzi słabością oraz tchórzostwem. Nie potrafiąc wykrzesać z siebie naturalnych uczuć, zdecydowała zabawiać się cudzymi. Dopiero po bliższym poznaniu ukazuje swoje drugie oblicze - dużego, rozpieszczonego, pokrętnie uroczego kociaka, z którego nigdy nie zdołała wyrosnąć.
Wapienna Łapa
Obrzynacz. Ze wszystkich możliwości, tylko ta posiadała jeszcze szczątkowy sens. Rozerwane Ucho we własnej osobie, otrzymując wolną łapę, z dala od ciekawskich oczu, strażników pokoju i moralności, a nawet pętającego łapy Kodeksu, została właśnie spoliczkowana groźbą... by kompletnie nic sobie z tego nie zrobić. By prężyć się dumnie, lśnić w słońcu i pachnieć. To nie mogła być ta sama kocica. To nie był wróg, którego Sasanka obiecała sobie zniszczyć. A może jej się powiodło? Czy niefortunne porwanie i pozbawienie tożsamości było zwycięstwem dla niesłusznie skazanej? Ewentualności było dużo. Stanowczo zbyt dużo, aby pozwolić sobie na schowanie pazurów czy rozluźnienie spiętych nienawiścią mięśni. Zawsze była tchórzem. Wtedy, przy Czterech Drzewach, zaatakowała ją od tyłu, po czym potruchtała na skargę prosto do faworyzującego rodzinę Przywódcy, by udawać zdziwioną następstwem wydarzeń, włącznie z odebraniem wszystkich uczniów. Nie dałaby jej rady? Tak samo, jak nie dała jej rady w Klanie Gromu, w którym stoczyła się na dno, ośmieszona, obdarta z szacunku, zaufania i przyszłości? Zabawne.
- Już dawno byłam w stanie to zrobić. A pozbycie się ciebie z Gromu było kwestią czasu. - splunęła, nie ulegając prowokacjom, które osobiście opanowała do perfekcji. Nie z nią te numery.
- Nie przewidziałam, że to takie łatwe. Że skończysz z obrożą Dwunogów na szyi bez mojego wkładu. Nikt cię nawet nie szukał, prawda? - nie było misji ratunkowych, siania paniki ani patroli poszukiwawczych? Co za niespodzianka. Zupełnie jakby nikt Kwiatuszka w Klanie wcale nie chciał. Najwyraźniej musiała przejść całą tę drogę z Siedliska o własnych siłach, będąc już tak blisko celu, prawie w domu, wręcz u progu... by nagle nadepnąć na żmiję przy ostatniej prostej.
- Ja nie wybaczam przeszłości. - syknęła, zwężając źrenice do wąskich szparek. Zamordowanie Bajki było mniejszą przyjemnością niż świadomość, iż zatrzyma ją siłą przed powrotem. Że pozbawi Gromiaków ich mięsa armatniego, jednocześnie ofiarując im kolejną przysługę z rzędu, nawet po wygnaniu.
- A ty nie pożyjesz przyszłością. Nie wrócisz do Klanu Gromu. Nie pozwolę ci na to. Zdechniesz tu i teraz, jako pieszczoszek dwunogów. - oznajmiła z parszywym uśmiechem malującym się na mordce niczym pękająca wzdłuż rana.
Bo skąd, na Ciemny Las, mogła znać prawdę? Skąd mogła wiedzieć, że nie sprawia Rozerwanemu Uchu żadnej przykrości? Że ona... wcale nie zamierzała tam wracać.
Bardzo duże kocisko o wełnistej, czekoladowej sierści. Ma ładną mordkę, pędzelkowate uszy i duże, oliwkowe oczy.
Niewiele jest kotów tak pewnych siebie i swobodnych jak Rwetes. Wydawać by się mogło, że niczego się nie boi, przed nikim się nie korzy i nikomu nie ustępuje. Ma duże mniemanie o sobie i swoich umiejętnościach, a własne zdanie uważa często za jedyne słuszne. Jest typowym ekstrawertykiem, lubiącym poznawać nowe koty, dowcipkować i robić wrażenie na innych. Kwitnie, gdy znajduje się w centrum uwagi. Bywa nieznośnie uparty, potrafi drążyć temat do znudzenia, jeśli mu na nim zależy, natomiast wobec rzeczy które uważa za nieistotne, potrafi wykazywać zadziwiającą wręcz ignorancję. Na pozór może wydawać się trochę głupi i gburowaty, jednak w rzeczywistości cechuje go spora inteligencja, a kompletny brak manier jest świadomą decyzją. Przepada za adrenaliną, nienawidzi ograniczeń i sztucznych formalizmów. Nie jest złym kotem, ale zawsze swoje dobro przedkłada nade wszystko inne.
Gęsiopióry (KR), Chaotyczna Łapa (KW)
Choć nadal był wyznawcą supremacji miasta nad jakimkolwiek innym miejscem do życia, Rwetes musiał przyznać sam przed sobą, że całkiem nieźle czuł się w Siedlisku Koni. Gdy więc zabrakło mu pomysłów na miejsce do spania na najbliższych kilka dni, a czuł zbliżające się opady deszczu, udając przed sobą, że nie ma innego wyjścia, wymaszerował z miasta do cichego, przytulnego, rojącego się od myszy budynku, zwanego stajnią. Pachniało tu sianem i gładką sierścią koni, które wydawały się całkiem przepadać za kocim towarzystwem. Było tu na tyle spokojnie, by uszy odpoczywały od ryku miejskich ulic, ale dość gwarno, by nie cierpieć na przejmujące piszczenie, dręczące nienawykłe do zupełnej ciszy uszy.
Akurat przestało siąpić, więc kocisko wyskoczyło przez uchylone okno stajni na zewnątrz i, potrząsając od czasu do czasu zroszoną łapką, poszło się przejść i zaczerpnąć świeżego powietrza...
Mleko to kotka o błękitnych jak niebo oczkach i mlecznym, białym futerku. Jest ona dość normalnych gabarytów, taki na Klan Cienia, posiada mocne łapy oraz długi ogon. Jej futerko jest krótkie, dosyć puszyste i miłe w dotyku. Jej pyszczek zdobią długie, białe wibrysy. Ważne w wyglądzie mleka jest fakt, że ma ona naderwane lewe ucho.
Mleko można opisać wieloma epitetami. Na pewno jest miła oraz spokojna, jednak na pewno nie cicha. Mimo tego, że siedzi na uboczu obserwując, to głośno wyraża swoje zdanie oraz nie boi się sprzeciwu. Broń Klanie Gwiazdy, uległa to ona nie jest. Mleczna Łapa jest asertywna, jednak zawsze stroniła od przemocy. Nie jest agresywna, jest elokwentna oraz uprzejma. Kotka jest bardzo ciepło nastawiona do wszystkich i wszystkiego. Byłaby dobrym przywódcą, jednak życie w Klanie ją cieszy, nie ważne na jakim stopniu. Nie lubi patrzeć na bezczynność, często więc się wyrywa z tłumu gapiów z pomocą.
Rysi Pomruk (KW), Nawałnicowy Ryk (KG), Gawron (KRz), Żbik (S)
Mleko poczuła się na siłach, aby na, przynajmniej chwilę, opuścić tereny Klanu Cienia. Miała nadzieję, że spotka Płomyka, zapyta co u niego i jak się trzyma. W końcu wyrzucenie z domu, miejsca, gdzie się urodziłeś musiało boleć. Oh, tak strasznie pewnie go bolało! A co jak potwór go przejechał? Kalinowa Łapa byłaby tak smutna! Znaczy, dobra, nie znała jej jakoś wielce, no ale jednak ojciec to ktoś ważny i strata go to jednak coś... dużego.
Terminatorka dreptała dalej, myśląc o przyszłości. Z Chłodnym Szeptem wszystko się układało, a jej trening przebiegał żwawo i szybko. Takie tempo jej odpowiadało, a ona była przepełniona energią, no bo w końcu dołączy do swojego ukochanego w legowisku wojowników! Nie mogła się już tego doczekać... budzenie się u boku przyjaciela, wspólne ogrzewanie, akurat na Porę Nagich Drzew, kiedy to będzie potrzebować jego ciepła przez swoje króciutkie futerko. Długie rozmowy, kiedy to już taki masyw obowiązków nie będzie spoczywać na jej barkach. Co prawda znała kocura i wiedziała, że ten jest oddany jedynej prawilnej kochance - pracy, aby zadowolić rodzinę i ojca. No cóż, ale chociaż kapkę czasu jej odda...
Po chwili do nosa białej kocicy dotarł zapach siana i koni. Podniosła łeb i rozglądnęła się dookoła. Była już na Siedlisku Koni? Szybko chodzi, szybko. No dobra, tak czy siak. Stanęła obok stajni i zauważyła brązowego kota. Do jej uszu napłynęła krew ekscytacji. Samotnik! Oh jak dawno z nimi nie rozmawiała. Szybkim krokiem podążyła za kotem i kiedy już była z nim łeb w łeb, skinęła głową z szerokim uśmiechem na pysku. xxx — Witaj! Jestem Mleko, Mleczna Łapa, jeśli chodzi o całe imię. Um... mam pytanie, widziałaś może kocura, dość... masywnego, taki czarno-rudy z brązowymi oczami. Szukam go od jakiegoś czasu, aby porozmawiać ze starym znajomym — spoglądała zaciekawiona na kota przed nią, ale nadal stała z kocięcym uśmiechem na pysku. — Powinien się teraz przedstawiać jako... Płomyk, chyba.
tell me did you sail acrossthe sun did you make it tothemilkyway to seethe lights all faded and that heaven is overrated