Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
Gdzieś w rzadszej części Leśnych Ostępów znajduje się drewniana struktura, stojąca na czterech nogach i przypominająca żebra dużego ssaka, obejmujące znajdujące się na odpowiednim podwyższeniu wysuszoną trawę, a wszystko to okryte jest niewielkim daszkiem, dzięki któremu pożywienie dla większych ssaków w zimie nie wilgotnieje i nie gnije. Od czasu do czasu można zobaczyć tu dwunoga, który donosi siano do paśnika.
Mistrz: Zgłaszam sprzeciw! [Olchowy Szept] Płeć: kotka Matka: Dlaczego nas zostawiłaś? [Splątane Futerko] Ojciec: Gdzie jesteś [Iwan] Partner: samotność
czarna kotka, o żółtych oczach. Jest niska i chuda. Ma skarpetki i krawat. biała plama ciągnie się od pyszczka do miejsca pomiędzy oczami. Nos czarny.
Jej charakter też się ukształtował przez ten czas. Stała się bardziej radosna. Cieszy się z życia i rzadko kiedy jest smutna. Jedyne co ją dobija to brak posiadania umiejętności wspinaczki. Nie wynika to z braku trenowania, bo owszem, trenuje. Po prostu tego nie umie. Kocica jest miła i nie okazuje wredoty i pogardy. Jest wrażliwa. Pokazała to na pogrzebie swojej siostry- Kłębek. Stała się odpowiedzialniejsza od sytuacji z granicą. Teraz jest bardziej ostrożna i uważa, aby nie złamać zasad i nie wejść na nie swoje tereny. Bardzo chciałaby poznać kogoś z innego klanu, najlepiej z Rzeki, bo chce się nauczyć pływać. Niestety w jej klanie nikt tego nie potrafi, więc jest zdana na rzeczniaków. Lub na siebie.
/Jeżeli tak można, to czaso przed cerką, bo tak będzie łatwiej :3
Moja i Kruka wyprawa była coraz bliżej, więc chciałam się jakoś przygotować. Treningjuż skończyłam, teraz trzeba tylko czekać na ceremonię mianowania. Jest akurat idealnie, bo ja zostanę wojowniczką, a Kruczek terminatorem. Wyruszymy, gdy tylko nauczy się polować i walczyć. Łowić i pływać nauczę go sama, podczas drogi. Tego dnia wyszłam z obozu, by wiedzieć z czym mamy się po drodze uporać, to znaczy czy nie ma w pobliżu jakichś niebezpieczeństw typu dwunodzy, czy nory drapieżników. Trochę nieodpowiedzialne było to, że wyszłam sama, bo gdybym natrafiła na norę lisa, to mogłabym mieć niezłe kłopoty. Szłam w stronę Pierzastego Lasu, bo w sumie nie wiem w którą stronę na osiedle... Nigdy ram nie byłam, ale to podobno straszne miejsce. Mam nadzieje, że oboje wrócimy cali i zdrowi. Rozglądałam się podczas drogi, najbardziej na boki, bo coś mogło nagle wyskoczyć zza krzaków. I wtedy zobaczyłam TO. Jakieś dziwne żebra, w których coś było. Ten widok był okropny. Sama nie wiem co to w ogóle miało być, dwunodzy najwidoczniej są dziwniejsi niż myślałam. Przez chwilę patrzyłam na to dziwne coś, ale nie rusząło się. Hmmm... Po chwili podeszłam bliżej, by powąchać żebra. Nie reagowały. Powąchałam je, ale zaraz potem odskoczyłam i zjeżyłam futro. Syknęłam na to, będąc pewna, że mnie zaatakuje. Nic sie nie działo. Może to ma po prostu stać i tyle?
Wysoki, chudy, krótkowłosy oraz bury lynx point o niebieskich oczach, długich uszach oraz trójkątnym pyszczku. Na prawej tylnej łapie posiada ledwo widoczną bliznę.
Nie miałem dzisiaj zbytniego szczęścia w polowaniu - na Łanie Rzepaku nie byłem w stanie zupełnie niczego znaleźć, a nieopodal Siedlisk Koni spłoszyłem mysz którą prawie udało mi się złapać. Nie zrezygnowałem jednak ze złapania sobie jakiegoś posiłku tak łatwo i ostatecznie udałem się w stronę Leśnych Odstępów.
Wreszcie po przejściu dosyć długiej drogi jak na znalezienie odpowiedniego miejsca na polowanie byłem już gotowy - przyjąłem pozycję łowiecką, stawiałem lekkie, ostrożne kroki podczas gdy się skradałem oraz szedłem pod wiatr, by ponownie nie spłoszyć swojego potencjalnego posiłku. Nagle jednak do mojego nosa dotarł przyniesiony przez wiatr wiejący na mój pyszczek zapach jakiegoś innego kota. Lekko się skrzywiłem na myśl, że będę musiał znowu szukać nowej miejscówki na polowanie, jednak ostatecznie dosyć zaciekawiony szedłem za owym zapachem, dzięki któremu po chwili wywnioskowałem, że musiał on należeć do kotki która najprawdopodobniej musiała należeć do Klanu Cienia.
Nie zajęło mi długo odnalezienie tajemniczej kotki, która... Wystraszyła się paśnika? Czyżby nie wiedziała czym on jest? Podszedłem do niej, starając się ukryć, że jej zachowanie mnie lekko rozbawiło.
- Dzień dobry. Dlaczego syczysz na paśnik? Czyżby ci coś zrobił? - zapytałem wciąż rozbawiony widokiem najeżonej kotki.
Mistrz: Zgłaszam sprzeciw! [Olchowy Szept] Płeć: kotka Matka: Dlaczego nas zostawiłaś? [Splątane Futerko] Ojciec: Gdzie jesteś [Iwan] Partner: samotność
czarna kotka, o żółtych oczach. Jest niska i chuda. Ma skarpetki i krawat. biała plama ciągnie się od pyszczka do miejsca pomiędzy oczami. Nos czarny.
Jej charakter też się ukształtował przez ten czas. Stała się bardziej radosna. Cieszy się z życia i rzadko kiedy jest smutna. Jedyne co ją dobija to brak posiadania umiejętności wspinaczki. Nie wynika to z braku trenowania, bo owszem, trenuje. Po prostu tego nie umie. Kocica jest miła i nie okazuje wredoty i pogardy. Jest wrażliwa. Pokazała to na pogrzebie swojej siostry- Kłębek. Stała się odpowiedzialniejsza od sytuacji z granicą. Teraz jest bardziej ostrożna i uważa, aby nie złamać zasad i nie wejść na nie swoje tereny. Bardzo chciałaby poznać kogoś z innego klanu, najlepiej z Rzeki, bo chce się nauczyć pływać. Niestety w jej klanie nikt tego nie potrafi, więc jest zdana na rzeczniaków. Lub na siebie.
I tego jeszcze brakowało! Samotnik! To znaczy nie jestem do końca pewna, czy to samotnik, po prostu poczułam zapach samotnika. Samotnicy kojarzyli mi się z silnymi, złymi kotami, którzy chcą zabijać i nic ich nie powstrzyma. Zadrżała na tę myśl, bo chciałam dożyć ceremonii i zobaczyć kiedyś tatę. Odwróciłam sie, gdy usłyszałam obcy głos. Zacisnęłam mocniej szczęki, ale na szczęście głos nie brzmiał wrednie. Gdy spojrzałam na samotnika aż otworzyłam usta ze zdziwienia. Nie wierzę! On jest taki jak tata! I do tego ładny. Ale... Z tego co mówiła Czosnek, to tata nie jest ładny, a mały i brzydki. Może według niej, ale mi się podoba. Hmm... Czy Iwan mógłby znać tego tu kota? Mieszka z innymi kotami, więc może.
-Yy cześć. Bo to...- wydukałam, nie wiedząc co powiedzieć. Jak miałam usprawiedliwić moje dziwne zachowanie? Syczenie na... Paśnik? Co to za nazwa? -Spodziewałam się ataku że stłony tego... Czegoś, więc się przygotowałam. Ale te żebła się nie łuszają, chyba śpią. Lepiej nie krzyczmy.- powiedziałam ciszej niż przedtem i zerknęlam szybko w stronę Paśnika. Dalej się nie ruszał. Nie rozumiałam tylko czemu tamten samotnik jest taki spokojny... Nie boi się? Przecież te żebra mogłyby nas bez problemu zabić! Są ogromne i takie chude!
-Nazywam się Trzepocząca Łapa, a ty?
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Kiedy mama szukała nowych miejsc na legowisko, dalej od tego całego klanu Gromu, Bogatka poświęcała swój czas głównie na zwiedzanie - i przez to odnalazła tę dziwną rzecz. Czyżby kolejny wymysł tych całych dwunożnych? Ale tym razem takie to było wielkie, jak małe drzewka! Z tym że nie przypominało drzew.
Kocię podeszło do paśnika i oparło przednie łapki na jednej z jego "nóg", próbując wczepić w nie pazurki, ale było takie twarde i gładkie. Czy da radę się na to wspiąć? No nie wiadomo... ale zamierzała spróbować!
Z uporem podchodziła do kolejnych i kolejnych prób, aż wreszcie, zmęczona, ale usatysfakcjonowana, wepchnęła się pomiędzy siano a "żebra" paśnika, po wdrapaniu się po drewnianej nodze. Odepchnęła się od tego żebra tylnymi łapkami, próbując przebić się głową przez stos wysuszonej trawy i wypełznąć na samym jego szczycie. Gdy już jej się to udało, lekko sapała, ale miała na pyszczku wesoły uśmiech. Jak tu było wysoko! Usiadła więc i zaczęła obserwować okolicę ze szczytu sterty siana w paśniku...
// Jesion
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Niska, drobna koteczka o delikatnych kształtach, które pieczołowicie skrywane są pod długim, lekko potarganym futrem. Gdyby tak wrzucić ją do rzeki okazałoby się, że jest dwa razy chudsza i niezwykle krucha, podatna na każdy podmuch wiatru i każde złamanie, co zresztą już udowodniła. Szata córki Czerwonego Pazura jest natomiast fikuśną paletą najróżniejszych odcieni kremu, czerni i bieli, choć te dwie ostatnie barwy zdominowały pierwszą, spychając ją do okolic pyska, gdzie jaśnieje do kościanego odcienia, zadu, gdzie ciemnieje do wyblakłej rudości, oraz kości promieniowej prawej łapy. Jesion pochwalić się może także śnieżnobiałą kryzą, której kolor ciągnie się przez całe podbrzusze, gardło oraz żuchwę, tworząc krótkie skarpetki u łap przednich i dłuższe u łap tylnych, a także zalewa lewą część pyska i mostka nosa. (reszta w KP)
Koteczka z niej powściągliwa i odrobinę podejrzana, kiedy tak po cichu obserwuje wydarzenia i łypie przymilnym okiem z daleka, udając, że wszystko jest okej, kiedy tak naprawdę nie jest i wszyscy świetnie zdają sobie z tego sprawę. Jest wilkiem w owczej skórze, jadowitą żmiją, korzystającą z szerokiego wachlarza urokliwych i niewinnych słów, mających za zadanie odwrócić uwagę od jej niekiedy niepoprawnych działań. Mówi to, co chcą słyszeć inni i potrafi dopasować się do zaistniałej sytuacji, będąc elastyczną w relacjach z różnymi kotami, byleby tylko zyskać zaufanie i wykorzystać je w przyszłości, jeśli okaże się to konieczne. Bystra z niej racjonalistka o analitycznym umyśle, potrafiąca każdy jeden problem rozpatrzeć na kilka obiektywnych sposobów, by wyciągnąć satysfakcjonujące wnioski i podjąć najkorzystniejszą dla niej samej decyzję. (reszta w KP)
Lamparcia Cętka [S], Pszenica [KG]
Dzisiejszy dzień nie należał do zbyt udanych, bowiem wraz z ojcem spotkaliśmy na naszych terenach młodego samotnika, który przekroczył Czarny Ogon i postanowił kraść nam zwierzynę. Nie lubiłam nadwyrężać swoich mięśni, lecz rozkazom Czerwonego Pazura nie należy się sprzeciwiać, jeśli nie chce się skończyć z poważnymi problemami i w tym przypadku nawet więzy krwi nie uratowałyby mojej skóry. Po przegonieniu delikwenta postanowiłam chwilę odpocząć, podczas gdy mój ojciec pognał dalej w las, wyraźnie łaknąc krwi i zemsty. Wywróciłam oczami na tę myśl. Czasami mógłby sobie odpuścić. Wojownik z niego wspaniały, z którego Klan Wichru powinien być dumny, lecz jego czyny często stanowiły przerost formy nad treścią.
W drodze powrotnej na nasze tereny natknęłam się drewniane żebra na sztywnych łapach, z których wystawała sucha trawa, a tuż przy niej, na samym szczycie, siedziało coś małego, co na pierwszy rzut oka przypominało szczura. Pfeh. Brudne pchlarze, roznoszące choroby. Podeszłam bliżej, z zamiarem pozbycia się istoty, potrafiącej rozmnożyć się do rozmiarów plagi, lecz dopiero wtedy zobaczyłam, że jest to kociak. Tylko co kociak robi sam w środku lasu? - Dzień dobry, ptaszyno - mruknęłam, uśmiechając się ciepło. Nie lubiłam smarków. Styczność z nimi wzbudzała we mnie mdłości, lecz miałam nadzieję, że ta tutaj nie była tak rozwydrzona i niewychowana, jak pomioty należące do Lnianego Futerka - Co robisz sama w środku lasu? - zapytałam, siadając wśród krótkich traw. Otuliłam swoje przednie łapy puchatym ogonem, przypatrując się cętkowanej istocie w zaciekawieniu.
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Odpoczywając, a raczej obserwując, ponieważ przed braćmi chociażby nie przyznałaby się już tak szybko do bycia zmęczoną, dostrzegła jak spomiędzy zarośli wychodzi kot o bardzo ładnym długim futerku, tak jak mieli wujkowie... chociaż wujkowie im kłamali o tym że będzie dobrze w klanie, to ciągle miło ich wspominała. Ale żaden wujek nie miał takich fajnych niecodziennych plamek na futerku jak ta kotka!
Bogatka, pewnie wtedy zostając zauważoną, podeszła do brzega sterty siana i przykucnęła tam lekko wpatrując się w wędrującą kotkę, która zapytała się jej co tu robi bardzo miłym głosem. To jeszcze bardziej utwierdziło opinię koteczki że ten kot z Gromu który nie chciał przyjąć mamy do klanu i być dla niej miły był jakieś dziwny i niedobry - wszystkie inne obce koty jakie spotykała przecież potrafiły być miłe.
-Cześć! - Pisnęła ciepłym, wesołym kocięcym głosikiem, wyraźnie ucieszona że poznała kogoś nowego kto zwracał się do niej w sympatyczny sposób.
-Ja zwiedzam! - Odpowiedziała na pytanie z równą radością w głosie, co wcześniej.
-A ty? - Zapytała zaciekawiona, przechylając nieco główkę na bok, chcąc się dowiedzieć chociażby tego czy ta kotka tu gdzieś mieszka, bo jeśli mieszka to chyba mama będzie musiała się jej zapytać czy też może tu mieszkać? Bo chyba po to ich rodzeństwo tu przyprowadziła, tamto gniazdko już było niedobre do mieszkania...
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Niska, drobna koteczka o delikatnych kształtach, które pieczołowicie skrywane są pod długim, lekko potarganym futrem. Gdyby tak wrzucić ją do rzeki okazałoby się, że jest dwa razy chudsza i niezwykle krucha, podatna na każdy podmuch wiatru i każde złamanie, co zresztą już udowodniła. Szata córki Czerwonego Pazura jest natomiast fikuśną paletą najróżniejszych odcieni kremu, czerni i bieli, choć te dwie ostatnie barwy zdominowały pierwszą, spychając ją do okolic pyska, gdzie jaśnieje do kościanego odcienia, zadu, gdzie ciemnieje do wyblakłej rudości, oraz kości promieniowej prawej łapy. Jesion pochwalić się może także śnieżnobiałą kryzą, której kolor ciągnie się przez całe podbrzusze, gardło oraz żuchwę, tworząc krótkie skarpetki u łap przednich i dłuższe u łap tylnych, a także zalewa lewą część pyska i mostka nosa. (reszta w KP)
Koteczka z niej powściągliwa i odrobinę podejrzana, kiedy tak po cichu obserwuje wydarzenia i łypie przymilnym okiem z daleka, udając, że wszystko jest okej, kiedy tak naprawdę nie jest i wszyscy świetnie zdają sobie z tego sprawę. Jest wilkiem w owczej skórze, jadowitą żmiją, korzystającą z szerokiego wachlarza urokliwych i niewinnych słów, mających za zadanie odwrócić uwagę od jej niekiedy niepoprawnych działań. Mówi to, co chcą słyszeć inni i potrafi dopasować się do zaistniałej sytuacji, będąc elastyczną w relacjach z różnymi kotami, byleby tylko zyskać zaufanie i wykorzystać je w przyszłości, jeśli okaże się to konieczne. Bystra z niej racjonalistka o analitycznym umyśle, potrafiąca każdy jeden problem rozpatrzeć na kilka obiektywnych sposobów, by wyciągnąć satysfakcjonujące wnioski i podjąć najkorzystniejszą dla niej samej decyzję. (reszta w KP)
Lamparcia Cętka [S], Pszenica [KG]
Poruszyłam wąsami i spojrzałam w jej niewielkie ślepia, doszukując się tam jakiegokolwiek zawahania, niepewności, bądź kłamstwa, lecz niczego takie nie zauważyłam, więc można uznać, że koteczka była czysta, na cale szczęście. Nie czułam od niej zapachu żadnego klanu, dlatego też szybko założyłam, że albo znajduje się poza granicami od dawna, albo od urodzenia i jest po prostu samotniczką, bądź pieszczochem dwunożnych. Biedne stworzenie. Jak można upaść tak nisko, by bratać się z jakimiś łysymi, pomarszczonymi ropuchami na dwóch łapach? - Zwiedzasz... - mruknęłam pod nosem podejrzliwie, na tyle cicho, by tego nie dosłyszała - Mam nadzieję, że się nie zgubiłaś - stwierdziłam już głośniej, posyłając jej lekki, ledwie widoczny uśmiech - I że twoja mama wie, gdzie się podziewasz, skarbie - wiedziałam, iż moim obowiązkiem jest ochrona kociąt, toteż powinnam chwycić ją za wszarz i zaciągnąć na granicę z, prawdopodobnie, Klanem Cienia, z drugiej jednakże strony nie było tu żadnych światków, więc mogłam ten gadający problem zostawić za sobą w każdej chwili i odejść z czystym sumieniem. - Wracam właśnie do obozu, żeby odpocząć przed treningiem - odpowiedziałam obojętnie, przesuwając językiem po piersi, by wygładzić lekko zwilżone od rosy futro.
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Przez chwilę wpatrywała się w ślepia dużej kotki, tak samo jak ona patrzyła się na nią, acz w oczkach Bogatki nie było widać żadnej podejrzliwości czy ostrożności, a jedynie ciekawość. Wyglądało jakby ta kotka się o nią martwiła, skoro pytała się czy nie zgubiła drogi... braciszek Mech zawsze tak pytał jak szli zbyt daleko! Ale zawsze udało im się wrócić więc nie byli zgubieni! (nawet jak ten powrót trwał 5 razy dłużej niż dojście w miejsce z którego szukali powrotu i w połowie drogi znajdowała ich mama).
-Nie, ja się nigdy nie gubie! - Odpowiedziała wesoło, dumnie unosząc łebek z radosnym uśmiechem na pyszczku - bo taka z niej była dzielna i zaprawiona podróżniczka
-Mama szuka nowego miejsca z daleka od tych niemiłych kotów z gromu żeby nas nie znalazły więc musze zobaczyć te wszystkie nowe miejsca tutaj! - Wyjaśniła podekscytowanym głosikiem, zbliżając się jeszcze bardziej do krawędzi stosu siana na którym stała i pochylając się nieco do przodu, z wesoło uniesionym ogonkiem. Ktoś powinien chyba nauczyć ją lekcji "nie opowiadaj wszystkiego o swojej rodzinie pierwszej napotkanej osobie" - ale jakoś jej to umknęło po ostatnich wrażeniach. Zaciekawiła ją za to wzmianka o treningu kotki. Może pobieżnie jej kiedyś mama mówiła że w klanach kociaki trenują na wojowników, ale nie skojarzyło jej się to, zwłaszcza że ta kotka przed nią nie pachniała jak gromowy kot!
-A co trenujesz? - Kolejne ciekawskie pytanie. Ciężko jest się opędzić od odpowiadania kiedy spotka się ciekawe świata kocię!
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Niska, drobna koteczka o delikatnych kształtach, które pieczołowicie skrywane są pod długim, lekko potarganym futrem. Gdyby tak wrzucić ją do rzeki okazałoby się, że jest dwa razy chudsza i niezwykle krucha, podatna na każdy podmuch wiatru i każde złamanie, co zresztą już udowodniła. Szata córki Czerwonego Pazura jest natomiast fikuśną paletą najróżniejszych odcieni kremu, czerni i bieli, choć te dwie ostatnie barwy zdominowały pierwszą, spychając ją do okolic pyska, gdzie jaśnieje do kościanego odcienia, zadu, gdzie ciemnieje do wyblakłej rudości, oraz kości promieniowej prawej łapy. Jesion pochwalić się może także śnieżnobiałą kryzą, której kolor ciągnie się przez całe podbrzusze, gardło oraz żuchwę, tworząc krótkie skarpetki u łap przednich i dłuższe u łap tylnych, a także zalewa lewą część pyska i mostka nosa. (reszta w KP)
Koteczka z niej powściągliwa i odrobinę podejrzana, kiedy tak po cichu obserwuje wydarzenia i łypie przymilnym okiem z daleka, udając, że wszystko jest okej, kiedy tak naprawdę nie jest i wszyscy świetnie zdają sobie z tego sprawę. Jest wilkiem w owczej skórze, jadowitą żmiją, korzystającą z szerokiego wachlarza urokliwych i niewinnych słów, mających za zadanie odwrócić uwagę od jej niekiedy niepoprawnych działań. Mówi to, co chcą słyszeć inni i potrafi dopasować się do zaistniałej sytuacji, będąc elastyczną w relacjach z różnymi kotami, byleby tylko zyskać zaufanie i wykorzystać je w przyszłości, jeśli okaże się to konieczne. Bystra z niej racjonalistka o analitycznym umyśle, potrafiąca każdy jeden problem rozpatrzeć na kilka obiektywnych sposobów, by wyciągnąć satysfakcjonujące wnioski i podjąć najkorzystniejszą dla niej samej decyzję. (reszta w KP)
Lamparcia Cętka [S], Pszenica [KG]
Była niezwykle odważna i pewna siebie, mimo młodego wieku, nawet podczas spotkania zupełnie obcego kota. Skąd wiedziała, że nie zechcę jej zrobić krzywdy? Zatopić kłów w wątłym, małym karku? Miała niebywałe szczęście, że jestem tu ja, a nie Czerwony Pazur, a jednocześnie była wyjątkowo głupia i nieostrożna. Matka powinna bardziej się przykładać do jej wychowania, gdyż w innym wypadku może pewnego dnia nie zobaczyć swojej córki. Zainteresowałam się jednakże bardziej, gdy w rozmowie padł Klan Gromu. Uniosłam uszy wyżej i przechyliłam łeb na bok. - Należałyście do Klanu Gromu? Co wam zrobili? - mogły zostać wraz z matką wygnane, lecz to było bardzo nieprawdopodobne. Nikt o zdrowym umyśle nie skazywałby kociąt na takie niebezpieczeństwo, a to mogło świadczyć o tym, że sama nie miałam zdrowego umysłu, gdyż byłam gotowa niektóre smarki zakopać żywcem, wsłuchując się w ich jęki, wydostające się spod gleby. Bywa. Uniosłam wyżej podbródek, z gracją przesuwając ogonem po ziemi. Widziałam, że młoda zbliża się niebezpiecznie blisko skraju tej dziwnej konstrukcji, lecz nie zamierzałam jej ostrzegać. Znajdowałam się na tyle blisko, że w razie czego mogłam ją po prostu złapać, o ile w ogóle będzie to konieczne, pfeh. - Właściwie to wszystko. Uczę się walczyć i polować. Pływać i łowić ryby. Uczę się kodeksu i rang - wymieniłam jedne z bardziej podstawowych rzeczy, które przerabiało się na treningu. Rzecz jasna ja wciąż byłam gdzieś na samym początku mej długiej, edukacyjnej podróży, lecz nie przeszkadzało mi to. Mimo bycia wyjątkowo ambitną, byłam też leniwa i nie domagałam się więcej, niż mogłam unieść.
Nieco poniżej średniej wielkości długowłosa, barwna kotka. Z budowy ciała przypomina kota z klanu gromu niż z wichru; bliżej jej do małego czołgu, niż do wysokiej, smukłej trzcinki. Jest krępa, dzięki treningowi wyrobiła sobie mięśnie, posiada też silne, duże łapy. Żmija jest czarno-rudym dymnym szylkretem ze znaczącą przewagą wyblakłej rudości, które praktycznie całkowicie zdominowała czerń. Blado-czarne delikatne smugi okrywają całe jej ciało (najbardziej widoczne są na ogonie, głowie i łapach). Na mordce czerń przybiera nieregularny kształt ciapek i kropek. Warto też zauważyć, że futro w szczególności jaśnieje na szyi i bokach, ponieważ tam się rozstępuje ukazując podszerstek, który jest praktycznie bezbarwny. Posiada duże niebieskie oczy oraz długi puszysty ogon. Żmija jest jedną z ładniejszych kotek i od kiedy zwrócono jej na to uwagę przywiązuje odrobinkę większą wagę do swojego wyglądu i stara się wyglądać schludniej oraz czyściej niż dawniej.
Wydoroślała i spoważniała. Stała się bardziej konkretna. Nie zalewa już swoich rozmówców nieprzerwanym potokiem słów, jest bardziej stonowana i mądrzejsza niż za młodu. Daleko jej do sztywnego ponuraka; Barwna Ścieżka to optymistycznie nastawiona do życia. Bywa uparta i z niezachwianą pewnością dąży do wyznaczonego celu, jest również bystra. Wciąż jest skłonna do ryzyka, często niepotrzebnego, zaś jej odwaga ociera się o lekkomyślność. Uwielbia spacery i spędzanie czasu w ruchu, bezczynność sprawia, że staje się niespokojna. Od czasu mianowania stała się obowiązkowa i sumienna. Życie u boku ojca obdarzonego trudnym charakterem nauczyło ją dystansu w stosunku do cudzych opinii.
Popielate Niebo (wicher)
Barwna niczym małe kocię postanowiła się pobawić, a jej zabawą okazało się śledzenie siostry oraz ojca. Trudno tu mówić o dobrym tropieniu, Żmija ciągle się gubiła i błądziła. Poznała już tereny klanu wichru na tyle dobrze, że nie czuła się zaniepokojona. Nie, prawdziwy niepokój poczuła gdy odnalazła ślady zapachowe członków rodziny i zorientowała się, że te przecinają granicę i dochodzą też zza niej. Czerwony Pazur i Jesionowa Łapa wyszli na ziemie niczyje? Po co i dlaczego? Ojciec nie zrobił tego bez powodu, to pewne, coś musiało się stać! Żmija nie pozwoli, żeby Jesion dobrze się bawiła i potem puszyła, że przeżyła jakąś świetną przygodę podczas gdy reszta jej rodzeństwa nie ma się czym chwalić. Mając nadzieje, że Słonecznikowa Pestka nie przetrzepie jej za to skóry Żmija uparcie podążyła za ojcem i siostrą oddalając się coraz bardziej na tereny pozaklanowe. Starała się stąpać cicho i ostrożnie w obawie przed pieszczochami i samotnikami. Tak bardzo skupiła się na przemykaniu od krzaka i krzaka, i cichym stąpaniu, że praktycznie wpadła na swoją siostrę. W pierwszej chwili nie wiedziała z kim ma do czynienia i instynktownie odskoczyła do tyłu.
- Przepra... Jesion? Co ty tutaj robisz i gdzie jest tata? Wyczułam wa... KOCIAK! - pisnęła rubasznie, a jej niebieskie oczy rozszerzyły się ze zdumienia, gdy spoczęły na Bogatce. - Siostra, zrobiłaś kociaka?? To znaczy znalazłaś! Znalazłaś, to miałam na myśli! Ale skąd tutaj kociak? Jesteś samotniczką, mała? Nie boisz się sama? Jak masz na imię? Bo chyba masz imię, prawda? - zaczęła mielić ozorem. Zrobiła parę kroków w kierunku towarzystwa i obniżyła głowę żeby mieć lepszy widok na obce kocię. Poniuchała powietrze niczym pies myśliwski. Nie miała jeszcze wprawy w subtelnym zorientowaniu się w sytuacji, od razu widać jaki Żmija ma cel: próbuje zorientować się skąd pochodzi kocię. Bo na pewno nie z wichru. Tylko gdzie się podział Czerwony Pazur? Córka Pomarańczowej Skórki cofnęła się i usiadła obok siostry wodząc wokół podekscytowanym wzrokiem. Ten dzień zapowiadał się ciekawie! Mało kto mógł się pochwalić spotkaniem tam małego bezklanowca. Bogatka nie wygląda na groźną, a świadomość, że zaraz może tu wparować rozwścieczona matka kocięcia nie zaświtała w pstrokatym łebku Żmii.
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Cóż, rzecz w tym że Bogatce nawet by przez myśl nie przeszło że jakiś inny kot by mógł ją skrzywdzić. Lis, czy Sokół, czy jakiś Jenot, to pewnie tak, jak mama jej mówiła że przed takimi trzeba się natychmiast schować albo uciekać gdyby już ją zauważyły, jeśli jakiegokolwiek by kiedyś spotkała. Ale nawet te koty z klanów chyba miały taką zasadę że kociąt krzywdzić nie wolno i koty tak nie robiły? Chyba mama jej o czymś takim wspominała kiedy jeszcze uczyła ich przed spotkaniem z tamtym przywódcą gromu. Dlaczego miałaby myśleć że któryś kot postąpiłby inaczej?
Huh, ta Kotka wydawała się zainteresowana klanem gromu. Też ich znała?
-Mama prosiła tego pzywódcę gromu żeby pozwolił nam być w klanie, a on jej nie pozwolił i chciał żeby mama nas oddała do klanu! A mówił wcześniej że i tak te koty z klanu byłyby dla nas niemiłe! - Opowiedziała z przejęciem i wyraźnie słychać było w jej głosie brak sympatii do gromowego przywódcy - wymachując przy tym dość gwałtownie ogonkiem. Bo jak on mógł zrobić coś takiego mamie! Oczywiście nie była to do końca prawda odnośnie tego co powiedział Jaskółce Trzmiel, bo dał jej wybór, ale mała Bogatka tak właśnie to zrozumiała i uważała to co mówiła za świętą prawdę. Niestety w tym przejęciu przednie łapki zsunęły jej się zsunęły jej się z góry siana na paśniku i z krótkim "ajaj" ześliznęła się w dół - na szczęście dla niej jednak nie upadła na samą ziemię przed łapami Jesion (co by już mogło boleć) a zatrzymała się nieco tylko niżej, na belce trzymającej żebra paśnika i siano w środku. Wczepiła się natychmiastowo pazurami w tę belkę by nie spaść dalej i położyła po sobie uszka w wyrazie zakłopotania, ciągle jednak była lekko uśmiechnięta
-Kodeksu? tego klanowego? Ty też jesteś z jakiegoś klanu? - Tu już wyraźnie się zdziwiła. Czyli to była prawda że było więcej klanów niż grom? Jak dużo?
Zanim jednak zdążyła usłyszeć odpowiedź, wparowała na miejsce jakaś inna kotka. Uszka Bogatki wyłapawszy dźwięk czyichś kroków nakazały jej zwrócić spojrzenie w kierunku drugiej, jeszcze bardziej pstrokatej puchatej kotki. Więcej znajomych? Ale fajnie! Ale ta kotka dużo mówiła. Była siostrą tej pierwszej? Na to wyglądało z jej słów, i zdradziła Bogatce że jej pierwsza znajoma nazywa się Jesion. Ale dlaczego się tak dziwiła że Bogatka tu jest będąc kocięciem?
-Taak Samotnicką, jak mama! - Odpowiedziała wesoło zdziwionej pstrokatej kotce dalej mocno trzymając się belki na górze paśnika
-Bogatka jestem! - Przedstawiła się głośno i radośnie, zapominając o niedawnych wątpliwościach odnośnie tego że te kotki mogły być z jakiegoś innego nieznanego klanu niż tamten niedobry grom
Niska, drobna koteczka o delikatnych kształtach, które pieczołowicie skrywane są pod długim, lekko potarganym futrem. Gdyby tak wrzucić ją do rzeki okazałoby się, że jest dwa razy chudsza i niezwykle krucha, podatna na każdy podmuch wiatru i każde złamanie, co zresztą już udowodniła. Szata córki Czerwonego Pazura jest natomiast fikuśną paletą najróżniejszych odcieni kremu, czerni i bieli, choć te dwie ostatnie barwy zdominowały pierwszą, spychając ją do okolic pyska, gdzie jaśnieje do kościanego odcienia, zadu, gdzie ciemnieje do wyblakłej rudości, oraz kości promieniowej prawej łapy. Jesion pochwalić się może także śnieżnobiałą kryzą, której kolor ciągnie się przez całe podbrzusze, gardło oraz żuchwę, tworząc krótkie skarpetki u łap przednich i dłuższe u łap tylnych, a także zalewa lewą część pyska i mostka nosa. (reszta w KP)
Koteczka z niej powściągliwa i odrobinę podejrzana, kiedy tak po cichu obserwuje wydarzenia i łypie przymilnym okiem z daleka, udając, że wszystko jest okej, kiedy tak naprawdę nie jest i wszyscy świetnie zdają sobie z tego sprawę. Jest wilkiem w owczej skórze, jadowitą żmiją, korzystającą z szerokiego wachlarza urokliwych i niewinnych słów, mających za zadanie odwrócić uwagę od jej niekiedy niepoprawnych działań. Mówi to, co chcą słyszeć inni i potrafi dopasować się do zaistniałej sytuacji, będąc elastyczną w relacjach z różnymi kotami, byleby tylko zyskać zaufanie i wykorzystać je w przyszłości, jeśli okaże się to konieczne. Bystra z niej racjonalistka o analitycznym umyśle, potrafiąca każdy jeden problem rozpatrzeć na kilka obiektywnych sposobów, by wyciągnąć satysfakcjonujące wnioski i podjąć najkorzystniejszą dla niej samej decyzję. (reszta w KP)
Lamparcia Cętka [S], Pszenica [KG]
Beznamiętnie przyjrzałam się małej, a przez moją głowę galopem przebiegły różne myśli, z których tylko jedna zwróciła moją uwagę i postanowiłam pozwolić jej wydostać się na zewnątrz, za sprawą mojego niezbyt rozgadanego ozora. - Grom taki już jest - stwierdziłam, wzruszając lekko barkami - Są zbieraniną nieprzyjemnych gadów, które na dzień dobry zaraziłyby was jakimś paskudnym choróbskiem. Dobrze, że trzymacie się od nich z daleka. Są niebezpieczni i kłamliwi - zrobiłam niezbyt elegancką, obrzydzoną minę, która w żadnym wypadku nie była szczera, podobnie jak i moje słowa. Nie miałam jednakże powodu, by mówić o konkurencji, z którą nie graniczymy, w przychylny sposób. Lepiej, żeby mieli więcej wrogów, niż przyjaciół, dzięki czemu Klan Wichru będzie prezentował się dużo lepiej w oczach obcych. Ktoś musiał dbać o naszą renomę, a skoro mój ojciec wypruwał sobie przez to żyły, ja też mogłam dorzucić mysz do stosu jego osiągnięć. Drgnęłam lekko, gdy koteczka osunęła się z kawałka drewna, na którym stała, lecz na szczęście nie łupnęła o ziemię. - Tak, jestem z Klanu Wi- - urwałam, kładąc po sobie uszy, gdy coś prawie na mnie wlazło. Zerwałam się na równe łapy i syknęłam warkliwie, ostrzegawczo, prosto w pysk... Żmii. Co ta kretynka wyprawiała. Przymrużyłam ślepia, patrząc na nią w niezbyt przyjemny, oskarżycielski sposób. Uniosłam łapę i uderzyłam ją w nos, by przywrócić ją do świadomości i sprowadzić na ziemię. Nie byłyśmy w obozie, a zbędne i hałaśliwe emocjonowanie się poza granicami naszego klanu mogło tylko i wyłącznie zwrócić uwagę jakichś drapieżników. - Przestań się wydzierać, Żmijo, bo zaraz i tobie zrobię kociaka - fuknęłam, unosząc wyżej podbródek - tylko nie tak, jakbyś tego chciała - dodałam, wzdychając ciężko. Bicie mojego serca powoli się uspokajało, a wezbrane nerwy opadały. Nie dość, że mnie przestraszyła, to jeszcze zaczęła wygadywać jakieś głupoty. Gwiezdny Klan mi świadkiem, że mogło się to skończyć zupełnie inaczej.
Przesunęłam pospiesznie językiem po swoim boku, pozbywając się w ten sposób przyległego do futra stresu, podczas gdy Żmija nadawała jak rozśpiewana sikorka. Przekręciłam ucho, gdy usłyszałam, że niejaka Bogatka jest samotniczką, podobnie jak i jej matka. Cóż. To rozwiązywało wszystkie nasze problemy z nią związane. Nie musiałyśmy jej nigdzie odnosić i przejmować się jej losem. Samotnicy i tak dość szybko zdychają.
Nieco poniżej średniej wielkości długowłosa, barwna kotka. Z budowy ciała przypomina kota z klanu gromu niż z wichru; bliżej jej do małego czołgu, niż do wysokiej, smukłej trzcinki. Jest krępa, dzięki treningowi wyrobiła sobie mięśnie, posiada też silne, duże łapy. Żmija jest czarno-rudym dymnym szylkretem ze znaczącą przewagą wyblakłej rudości, które praktycznie całkowicie zdominowała czerń. Blado-czarne delikatne smugi okrywają całe jej ciało (najbardziej widoczne są na ogonie, głowie i łapach). Na mordce czerń przybiera nieregularny kształt ciapek i kropek. Warto też zauważyć, że futro w szczególności jaśnieje na szyi i bokach, ponieważ tam się rozstępuje ukazując podszerstek, który jest praktycznie bezbarwny. Posiada duże niebieskie oczy oraz długi puszysty ogon. Żmija jest jedną z ładniejszych kotek i od kiedy zwrócono jej na to uwagę przywiązuje odrobinkę większą wagę do swojego wyglądu i stara się wyglądać schludniej oraz czyściej niż dawniej.
Wydoroślała i spoważniała. Stała się bardziej konkretna. Nie zalewa już swoich rozmówców nieprzerwanym potokiem słów, jest bardziej stonowana i mądrzejsza niż za młodu. Daleko jej do sztywnego ponuraka; Barwna Ścieżka to optymistycznie nastawiona do życia. Bywa uparta i z niezachwianą pewnością dąży do wyznaczonego celu, jest również bystra. Wciąż jest skłonna do ryzyka, często niepotrzebnego, zaś jej odwaga ociera się o lekkomyślność. Uwielbia spacery i spędzanie czasu w ruchu, bezczynność sprawia, że staje się niespokojna. Od czasu mianowania stała się obowiązkowa i sumienna. Życie u boku ojca obdarzonego trudnym charakterem nauczyło ją dystansu w stosunku do cudzych opinii.
Popielate Niebo (wicher)
Obejrzała się zaskoczona na siostrę i obrzuciła ją zranionym spojrzeniem. Cios nie zabolał tak bardzo jakby się tego można spodziewać, ale sam fakt, że Jesion ją uderzyła ją zaskoczył o ile nie zszokował.
- Ale za co - jęknęła dramatycznie, przecierając łapą podrażniony nos. - Ja się tylko martwię! No bo jesteś sama, tata gdzieś przepadł, właśnie, gdzie on jest? Ponoć tutaj może być niebezpiecznie, martwiłam się, że coś ci się stało, a ty mnie bijesz! I jak to mi zrobisz kociaka? To tak się da? Ja bym chciała mieć kociaki, są takie zabawne i miłe! - Im bardziej zdenerwowana była Żmija tym więcej nadawała, chociaż mówiła znacznie ciszej według życzenia siostry. Lepiej jej drugi raz nie denerwować. Pociągnęła nosem i zmarszczyła mordkę, i na wszelki wypadek odwróciła się tyłem do siostry. Jak chce to będzie musiała ją klepać po plecach, bo Żmija nawet ogon podwinęła pod łapy. Szach mat!
- Jak to jest być samotnikiem? Nic wam nie zagraża, nic na was nie poluje, czy przeciwnie: cały czas musicie uciekać przed zagrożeniami? Ponoć takie życie jest bardzo trudne! I gdzie jest w sumie twoja mama? Chyba gdzieś w pobliżu, nie? - zapytała ciepło oraz uśmiechając się. Bogatka nie wydawała się wystraszona, lecz kto wie czy coś jej zaraz nie spłoszy. W końcu znajduje się w towarzystwie dwóch dorosłych kotek z czego jedna jest wyjątkowo naburmuszona i nie waha się podnosić na innych łapy.
- Psst, siostra, a w kodeksie nie ma aby czegoś o kociakach? Mama chyba coś o tym wspominała - bąknęła nieśmiało zerkając na Jesionową kątem oka, bo na więcej się w tej chwili nie odważyła.
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Czyli cały klan gromu rzeczywiście był taki niemiły jak mówił ich przywódca? Czy tylko wujek Rydz był tam miły? Ale jakby pomyśleć to on też im mówił że w gromie byłoby fajnie i powinni chcieć być w takim klanie, a to się okazało kłamstwem... a przecież zachowywał się tak przyjaźnie! Te słowa mimo wszystko zasmuciły lekko Bogatkę, na chwilę, oczywiście, zanim druga kotka się zjawiła, przerywając pierwszej odpowiedź na kolejne pytanie. No, klan czego.
-Klan Wi? - Miauknęła pytająco, jednak zaraz miało się okazać, że jednak się czegoś jednak przestraszy. Położyła po sobie uszka kiedy pierwsza kotka, Jesion, zaczęła fukać na swoją siostrę i ją uderzyła w nos. Co tu się działo? Przed chwilą była taka miła a teraz biła siostrę i się na nią gniewała? Dlaczego? Młoda Bogatka skuliła się lekko na belce. Nie rozumiała o co tu chodziło. Czym siostra kotki, która widocznie nazywała się Żmija, zawiniła?
-Ale cemu się gniewasz nia swojo siostre? - Miauknęła tym razem wyrażając w głosie zdezorientowanie, ona nigdy by się tak na swoją siostrzyczkę nie pogniewała, ani na braciszków, bo ona ich kochała, i oni ją. Zanim jednak Jesion miałaby zdążyć jej coś odpowiedzieć, Żmija znów zaczęła coś dużo do niej mówić. Uniosła weselej łebek, chyba już nie będą się bić, nie?
-Em, no mama coś mówi ciągle o jakich niebespieceństwach, ale ja żadnego nie widziałam! - Odpowiedziała ciągle wesoło, wracając do pewniejszego stanu umysłu, jeśli kotki już nie zamierzały się bić, i ta Żmija chyba się jakoś bardziej nie złościła na siostrę za to...
- Mama kazała nam czekac niedaleko, a posła zapolować! - Odpowiedziała. Nie chciała żeby te kotki pomyślały że mamy nie ma blisko i ją zabierały do jakiegoś klanu gdzie mamy nie ma.