Mistrz: - Płeć: kocur Matka: Szadź Ojciec: ? Trwałe urazy: Ogon złamany w ostatnim kręgu.
Rudy, krótkowłosy, klasycznie pręgowany z białymi znaczeniami. Prawe oko niebieskie, lewe pomarańczowe.
Jest kocurem naprawdę młodym, więc tak naprawdę jego charakter nie należy do najstabilniejszych. Często zdarza mu się popadać w skrajności, albo wszystko albo nic, albo 0 albo 1, nic pomiędzy. Poza tym jest raczej ciekawy świata i zdecydowanie towarzyski - chętnie poznaje nowe koty i wysłuchuje ich historii. Nieśmiałość, wycofanie czy lękliwość to słowa, które zdecydowanie nie występują w jego słowniku.
Zmierzył uważnym spojrzeniem kolorowych oczu nieznajomego. Wydawał się starszy, ale nie jakoś dużo. Na jego ciele nie było widać żadnych szram ani blizn, więc raczej nie był to ktoś, kto dużo się bił. Czyli raczej powinno być spoko i Pstrąga nie zabije.
- O, widzisz. Nie każdy wie co to paśnik. - mruknął, jakby lekko zadumany. Paśniki w niektórych lasach były częste, jasne. Ale nie we wszystkich. Na przykład koty typowo miejskie mogły nie wiedzieć co to. Ale ale! Widzieliśmy? Patrzymy? - Widzieliście? Ty i kto...? Są tutaj inne koty? - nie miał wcześniej do czynienia z kimś wypowiadającym się w liczbie mnogiej o samym sobie, dlatego uznał też, że Trzask mówi pewnie o jakimś swoim towarzyszu podróży.
- Trzask to bardzo ładne imię. Jest takie... dźwięczne. Ostre. - skomplementował, poruszając przy tym wąsami. - Ja nazywam się Pstrąg. Moja mama pewnie po prostu lubiła ryby. - albo chciała podtrzymać jakikolwiek element łączący jej życie z życiem klanu rzeki, ale tego młodzik już nie powiedział na głos. - Jesteś samotnikiem czy należysz do jakiegoś klanu? - zapytał prostolinijnie, nie bawiąc się w żadne gierki. Lubił takie spokojne i zwyczajne wymiany zdań.
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Splątane futerko [NPC] Ojciec: Waniuszka [NPC] Trwałe urazy: Blizny: Lewy policzek :: Naderwane lewe ucho :: Lewa Łapa :: Lewy bok :: Ogon
Rudy pręgowany kocur o sporej masie, barczystej budowie i zarysowanych pod futrem mięśniach. Futro ma kolor płomienno-pomarańczowy, o klasycznym pręgowaniu i widać częściowo po jego stanie trudności jakie go spotkały w życiu. W okolicach pyska, piersi, łap i końcówki ogona pojawiają się jaśniejsze odcienie, przechodzące nawet w biel. Oczy kocura są koloru zieleni. Ciało Dyni pokryte jest licznymi bliznami z walk. Najbardziej widoczne znajdują się na lewym policzku, urwanym kawałku prawego ucha, lewej przedniej łapie, jednej stronie żeber i ogonie. Na ciele dyni także zaczęły się pokazywać efekty jego wieku, w postaci nielicznych srebrnych włosów na futrze.
Kocur jest zahartowany przez trudne warunki. Jest poniekąd znieczulony na brutalną rzeczywistość i dość cyniczny. Nie łatwo także otwiera się przed obcymi, póki nie zdobędą jakoś jego zaufania lub szczególnej fascynacji. Jednakże Dynia pozostał kotem o dużej determinacji i specyficznej osobowości. Ceni sobie lojalność i determinację u innych. Ceni sobię także różnorodność wiedzy, jaką zyskał przez własne doświadczenia i pozostaje przy zdaniu że każdy kot może wnieść coś wartościowego.
Mrucząca Łapa [KW], Powojnik [KG]
Dynia był w zupełności świadomy niebezpieczeństwa jakie nad nimi wisiało. Potencjalnie koty z Klanu Rzeki mogły naskoczyć na nich w każdej chwili. Poza tym niebezpieczeństwo nie wychodziło jedynie ze strony kotów. Poza naznaczonym wyraźnie obozem, byli bardziej narażani na ataki drapieżników. Zwłaszcza z gromadką kociąt. Jednak nie był to powód by nie polować. Musieli sobie poradzić w tej sytuacji, nim ich zwiad nie wróci z wyprawy. Przynajmniej miał nadzieję że uda im się znaleźć jakieś dobre miejsce i wrócić. Ktoś musiał polować. Ktoś musiał karmić kocięta. Ironicznie Dynia byłby stosunkowo usprawiedliwiony, gdyby odmówił, z racji swojego wieku. Ale to było lepsze niż siedzenie bezczynnie i czekanie...na cokolwiek co miało się stać. To chyba było najgorsze, sytuacja była jedną wielką niewiadomą. A to potrafi być bardziej przerażające niż cokolwiek innego. Gdyż nie mogli przewidzieć co tak właściwie się stanie. Jednak na szczęście, nikt się nadal nie poddał. Ich przewodnictwo i więzi jakie koty wytworzyły do tej pory, trzymały jakoś Nowy Świt w jednym kawałku. Mimo przeciwnościom losu.
Dyni udało się złapać nie zbyt wielką kuropatwę. Może nie ogromna zdobycz, ale powinna wystarczyć dla kilku kociąt. Albo powiedzmy nawet dla dwójki dorosłych kotów, jeżeli się nieco ograniczą. W każdym razie przetrwają. On nie miał zamiaru teraz umierać! Przynajmniej póki nie miał pewności że byli bezpieczni. Musiał teraz wracać z powrotem do Gniazd Pośród Turzycy. W poszukiwaniu jedzenia zapuścił się do Paśnika. Jednak zanim ruszył, obejrzał się uważnie po okolicy, patrząc w stronę starego obozu Pożogi. Na tą chwilę, nie było śladów świadczących o tym że klanowe koty były w pobliżu.
Sporych rozmiarów, szczupła kocica, której muskularne ciałko przykrywa długa sierść. Szylkretka posiada również biel ciągnącą się od jej szczęki przez szyję aż po brzuch, posiada również tygrysie pręgi. Oczy toksycznie żółtego koloru podkreślające jej jadowitą osobowość. Osa posiada również zarośnięte gęstą sierścią blizny w okolicy łopatek i zadu, które są pamiątkami po stoczonych pojedynkach. Nie można odmówić jej jednak gracji i klasy, ponieważ babcia nauczyła ją poruszania się iście klanowej piękności.
Impulsywna, nerwowa kotka, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Twardo stąpa po ziemi, a życie w gangu sprawiło, że przyswoiła sobie wiele cech osiedlowego gangstera. Mimo to jest bardzo wrażliwa na krzywdę innych i chętnie pomoże w potrzebie, jeśli uzna to za konieczność.
Tygrzykowa Łapa
W ukryciu przed światem dochodziła do siebie po chorobie jaka ją dotknęła, wylizywała swoje rany nie tyle fizyczne co psychiczne. Bardzo źle czuła się z tym, że jako niezależna persona potrzebowała pomocy klanu, a sama zapewne by długo nie pociągnęła. Pewność siebie kotki również została poważnie zachwiana, działa wbrew sobie decydując się na takie uniżenie przed klanowym medykiem i Rysiem, który chyba wstydził się znajomości z nią, co nadal było dla niej odczuwalne. W każdym razie jakoś sobie radziła, pomoc znachora była na wagę życia, które teraz Osa odzyskiwała. Sierść zdążyła już w miarę odrosnąć, więc nie wyglądała jak ostatnie nieszczęście, a nawet sporo przytyła, bo zdrowo się odżywiała. Po okolicy błądziła bez celu niczego nie robiąc sobie z napotkanych woni, była niezrzeszonym kotem, który przemierzał las na własną łapę.
Wracała z zającem z polowania, postanowiła ukryć go w swoim małym składziku na pierdoły i pożywienie. Nie zwróciła uwagi, że nieopodal niej przechodził inny kot, lecz gdy wyszła zza świeżo pączkującego krzewu zatrzymała się na chwilę wlepiając ślepia w sporego kocura. Wyglądał dość nieprzyjaźnie, więc początkowo przeszył ją niepokój, szybko jednak odezwała się w niej bardziej zahartowana część osobowości i zachowana z młodzieńczych lat zaczepność. Dziarskim krokiem zaczęła przemieszczać się w stronę starszego kota, fuknęła w jego kierunku i wreszcie odłożyła zdobycz przed sobą, odblokowując aparat mowy. - A dziadek czego tu szuka? Łomotu? - kończąc oblizała jęzorem pysk, zawadiackie spojrzenie utkwiła w ptasiej zdobyczy samca, którą najwidoczniej również gdzieś transportował. Nie widziała go wcześniej w okolicy, a to mogło oznaczać, że jest nowy na tej części lasu. Chciała zdominować go swoją osobą i zdecydowanie młodszym, na jej oko sprawniejszym ciałem.
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Splątane futerko [NPC] Ojciec: Waniuszka [NPC] Trwałe urazy: Blizny: Lewy policzek :: Naderwane lewe ucho :: Lewa Łapa :: Lewy bok :: Ogon
Rudy pręgowany kocur o sporej masie, barczystej budowie i zarysowanych pod futrem mięśniach. Futro ma kolor płomienno-pomarańczowy, o klasycznym pręgowaniu i widać częściowo po jego stanie trudności jakie go spotkały w życiu. W okolicach pyska, piersi, łap i końcówki ogona pojawiają się jaśniejsze odcienie, przechodzące nawet w biel. Oczy kocura są koloru zieleni. Ciało Dyni pokryte jest licznymi bliznami z walk. Najbardziej widoczne znajdują się na lewym policzku, urwanym kawałku prawego ucha, lewej przedniej łapie, jednej stronie żeber i ogonie. Na ciele dyni także zaczęły się pokazywać efekty jego wieku, w postaci nielicznych srebrnych włosów na futrze.
Kocur jest zahartowany przez trudne warunki. Jest poniekąd znieczulony na brutalną rzeczywistość i dość cyniczny. Nie łatwo także otwiera się przed obcymi, póki nie zdobędą jakoś jego zaufania lub szczególnej fascynacji. Jednakże Dynia pozostał kotem o dużej determinacji i specyficznej osobowości. Ceni sobie lojalność i determinację u innych. Ceni sobię także różnorodność wiedzy, jaką zyskał przez własne doświadczenia i pozostaje przy zdaniu że każdy kot może wnieść coś wartościowego.
Mrucząca Łapa [KW], Powojnik [KG]
Nie widząc przez jakiś czas nikogo w najbliższej okolicy, starszy kocur zdecydował odwrócić się i zmierzać z powrotem do reszty grupy. Będzie posiłek!
Jednakże, zanim zdążył przyśpieszyć kroku, praktycznie na jego drodze pojawiła się sylwetka trój-kolorowej kocicy. Dynia zatrzymał się sztywno. Wyglądała odrobinę podobnie do Pokrzywy, jednak po jej głosie i zachowaniu od razu można było poznać że to nie ona. Nie miała zapachu żadnego z klanów, więc musiała być samotnikiem. Nie kojarzył jej ani razu. Najeżył się lekko. Nie miał zamiaru być od tak zdominowany i okradziony przez przypadkową samotniczkę. Jednak sam nie prychał, nie rzucił się w jej kierunku, nie wstawił nawet pazurów...jeszcze...
Obserwował ją dokładnie. Pewnie chodziło jej o żarcie. Nie sądził by był to jej teren, jako że nie miał jej zapachu. Musiał być uważny, samotnicy mogli być potencjalnie zdolni do wszystkiego. W końcu wypuścił jedzenie z pyska, szybko przygniatając je silną łapą, jakby postanowiła mu je zabrać.
- Żarcia, jak widać. I nie mam zamiaru się dzielić. Mam nieco pysków do wykarmienia. Zastanawia mnie natomiast czego sama tu szukasz? – Mierzył ją wzrokiem, dość twardo stojąc w miejscu, nie okazując strachu. Coś czego musiał się nauczyć z biegiem księżycy. Takie były prawa przetrwania. Jak się kulisz przed każdym, to zawsze będziesz jeść jedynie ochłapy, będąc na samym końcu hierarchii.
Sporych rozmiarów, szczupła kocica, której muskularne ciałko przykrywa długa sierść. Szylkretka posiada również biel ciągnącą się od jej szczęki przez szyję aż po brzuch, posiada również tygrysie pręgi. Oczy toksycznie żółtego koloru podkreślające jej jadowitą osobowość. Osa posiada również zarośnięte gęstą sierścią blizny w okolicy łopatek i zadu, które są pamiątkami po stoczonych pojedynkach. Nie można odmówić jej jednak gracji i klasy, ponieważ babcia nauczyła ją poruszania się iście klanowej piękności.
Impulsywna, nerwowa kotka, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Twardo stąpa po ziemi, a życie w gangu sprawiło, że przyswoiła sobie wiele cech osiedlowego gangstera. Mimo to jest bardzo wrażliwa na krzywdę innych i chętnie pomoże w potrzebie, jeśli uzna to za konieczność.
Tygrzykowa Łapa
Nie potrzebowała jedzenia, a jakiejś zadymy, jakiegokolwiek kontaktu z kimkolwiek. Może dobrze żyło jej się samej, ale każdemu przydaje się czasami z kimś zamienić parę słów chociażby żeby dowiedzieć się czegoś o czym normalnie by się nie wiedziało. Tak też było w tym przypadku zaczepiając kocura chciała dowiedzieć się czegokolwiek co mogłaby wykorzystać lub czym mogłaby zabić nudę, w którą ostatnio popadła. Bierność i życie na dobrym poziomie były dla niej zbyt monotonne...
Łapa rudzielca wylądowała na jego ofierze, co zdziwiło kotkę, która chyba nie dała najmniejszego nawet sygnału jakoby chciała ją podkraść. Sama niosła zająca do mini spichlerza w którym leżą jakieś pojedyncze myszki i wróbelki. - A ja nie mam zamiaru ci go zabierać. - szybko jednak wychwyciła coś interesującego - Kocur w twoim wieku migdali się jeszcze z kocicami i płodzi kocięta? - zachichotała pod nosem wyraźnie rozbawiona, może źle wywnioskowała i niesie pokarm chorej partnerce - Zwady! Bardzo mi się nudzi, dawno nikomu nie oklepałam pyska. - wyprostowała się i wypięła pierś do przodu.
Czy mówiła w pełni poważnie? Samiec sam będzie musiał się tego domyśleć, w każdym razie była gotowa na ewentualny atak ze strony doświadczonego przez życie kota. Nie była głupia i rozsądek podpowiadał jej, że nie powinna zaczynać inicjacji potyczki, tym bardziej, że nie to leżało w jej interesie.
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Splątane futerko [NPC] Ojciec: Waniuszka [NPC] Trwałe urazy: Blizny: Lewy policzek :: Naderwane lewe ucho :: Lewa Łapa :: Lewy bok :: Ogon
Rudy pręgowany kocur o sporej masie, barczystej budowie i zarysowanych pod futrem mięśniach. Futro ma kolor płomienno-pomarańczowy, o klasycznym pręgowaniu i widać częściowo po jego stanie trudności jakie go spotkały w życiu. W okolicach pyska, piersi, łap i końcówki ogona pojawiają się jaśniejsze odcienie, przechodzące nawet w biel. Oczy kocura są koloru zieleni. Ciało Dyni pokryte jest licznymi bliznami z walk. Najbardziej widoczne znajdują się na lewym policzku, urwanym kawałku prawego ucha, lewej przedniej łapie, jednej stronie żeber i ogonie. Na ciele dyni także zaczęły się pokazywać efekty jego wieku, w postaci nielicznych srebrnych włosów na futrze.
Kocur jest zahartowany przez trudne warunki. Jest poniekąd znieczulony na brutalną rzeczywistość i dość cyniczny. Nie łatwo także otwiera się przed obcymi, póki nie zdobędą jakoś jego zaufania lub szczególnej fascynacji. Jednakże Dynia pozostał kotem o dużej determinacji i specyficznej osobowości. Ceni sobie lojalność i determinację u innych. Ceni sobię także różnorodność wiedzy, jaką zyskał przez własne doświadczenia i pozostaje przy zdaniu że każdy kot może wnieść coś wartościowego.
Mrucząca Łapa [KW], Powojnik [KG]
Jego zachowanie wynikało raczej z czystej ostrożności. Miał podczas swojego życia do czynienia z bardzo różnymi kotami. Potencjalnie wolał być przygotowany na gorszą wersję. Takie myślenie często dawało mu pewną przewagę. Albo przynajmniej nie czuł się tak zawiedzony, gdy jednak przegrał. Szkoda tylko że nie przewidziałeś tego w przypadku Rojsta, Dynio...
Starzec raczej nie miał czasu robić za rozrywkę dla kocicy szukającej wrażeń. Jednak jej widoczne znudzenie zastanawiało go...czego właściwie oczekiwała od życia? Wyglądała na zdrowego, silnego kota. Miała też już parę księżycy na karku, więc pewnie musiała już umieć walczyć i polować. Przynajmniej nie wyglądała na pieszczocha, a nikt nie przeżyje poza domostwami dwunogów bez podstawowych umiejętności. Przydałaby się dodatkowe para łap do pomocy. Kwestia czy coś takiego w ogóle ją interesowało...zwłaszcza w ich obecnej sytuacji? Nie mogliby jej niczym wynagrodzić, póki nie znajdą nowego obozu, może poza towarzystwem. Chyba że przygoda była właśnie tym czego szukała?
Uśmiechnął się lekko pod nosem, słysząc komentarz. Pewnie rzeczywiście budziłoby to zaskoczenie. - Akurat nie moje. Żyję w niewielkiej grupie, która tymczasowo trzyma się niedaleko stąd. - Odpowiedział, widocznie rozbawiony sugestią. Cóż, Dynia miał kocięta sam, ale były już dorosłe. Jednak z faktu że Pokrzywa poniekąd stała się jedną z mam dla dwójki znajd...można powiedzieć że był ich dziadkiem. Chociaż w zasadzie nie było pokrewieństwa. - Jak się nazywasz, jeżeli mógłbym wiedzieć? Mnie zwą Dynią. – Zapytał, nieco zaciekawiony. Chciał dowiedzieć się więcej o kocicy.
Spodziewał się tego poniekąd. Musiała czegoś szukać, a skoro nie jedzenia, to czego innego. Rozrywki. Nie był pewny czy mógł jej to zaoferować. Za to mógł informację, która mogła być dość istotna. - Nie jestem raczej kotem w najlepszym stanie do walki, radziłbym poszukać kogoś młodszego. – Obejrzał się chwilowo za siebie, w kierunku starego obozu, po czym z powrotem na Osę. - Poza tym nie radziłbym szukać bójek w tej okolicy przez jakiś czas. Klany mogą niedługo zrobić nalot w te okolice. Chyba że potyczka z kimś kto ma znaczną przewagę jest tym czego szukasz... – Wyraz jego pyska stał się nieco bardziej poważny.
Sporych rozmiarów, szczupła kocica, której muskularne ciałko przykrywa długa sierść. Szylkretka posiada również biel ciągnącą się od jej szczęki przez szyję aż po brzuch, posiada również tygrysie pręgi. Oczy toksycznie żółtego koloru podkreślające jej jadowitą osobowość. Osa posiada również zarośnięte gęstą sierścią blizny w okolicy łopatek i zadu, które są pamiątkami po stoczonych pojedynkach. Nie można odmówić jej jednak gracji i klasy, ponieważ babcia nauczyła ją poruszania się iście klanowej piękności.
Impulsywna, nerwowa kotka, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Twardo stąpa po ziemi, a życie w gangu sprawiło, że przyswoiła sobie wiele cech osiedlowego gangstera. Mimo to jest bardzo wrażliwa na krzywdę innych i chętnie pomoże w potrzebie, jeśli uzna to za konieczność.
Tygrzykowa Łapa
Ot z zaskoczenia zainteresowała się bardziej osobą starszego kocura, wiedziała iż ma zapewne nie jedno do opowiedzenia patrząc na blizny z przeszłości aczkolwiek mimo zainteresowania czuła pewien dystans. Osa nie jest nigdy w pełni gotowa zaufać totalnie obcej personie, więc szykowała się na potencjalny podstęp z jego strony, ale czy komuś takiemu jak rudzielec chciałoby się bawić w coś takiego z kimś takim jak ona? Wiele niepewności i sprzeczności mieszało się teraz jednocześnie w jej głowie.
Szybko też otrzymała sprostowanie odnośnie swojego domysłu. Zaskoczyło ją to bardzo, nie miała bowiem pojęcia, że poza klanami i osiedlowymi gangami w lesie są jakieś grupy kotów. Młode oznaczały też w miarę dobre funkcjonowanie takiego ugrupowania kotów, nawet jeśli było nieliczne i składające się z jakiejś rodziny kotów. - Nie wiedziałam o istnieniu żadnego gangu... zwłaszcza w lesie. Klany rzecz oczywista, ale z inną grupą się w lesie nie spotkałam do tej pory. Przyznam, że mnie zaskoczyłeś. - pokiwała głową, poczuła rozluźnienie, więc pozwoliła sobie przysiąść na zadek by bardziej komfortowo kontynuować dyskusję. - Jestem Osa, tak nazwała mnie matka, ale w osiedlowym ganku dziadka nazywano mnie Żmiją. Możesz mówić do mnie jak uważasz za słuszne. - uśmiechnęła się delikatnie, wreszcie mogła zamienić z kimś parę słów, czego bardzo jej brakowało!
Poznała też imię rozmówcy, które jej zdaniem bardzo do kota pasowało. Był rudy, pręgowanie przypominało więc jego ciałem dynię. To zrodziło w niej też pewne pytanie. Czy pochodził z klanu? To wyjaśniałoby klimat jego miana i rozwiałoby pewien wątek jakim było jego ugrupowanie. Może to wygnańcy z jakiegoś leśnego klanu? - Dlaczego miałyby to zrobić, przecież nie ingerują w tereny poza swoim terytorium? Przynajmniej z tego co mi wiadomo tak działało to wcześniej. - czyżby jednak była niedoinformowana lub problem tkwił w błędzie. Istniała też olbrzymia szansa, że coś ciekawego się zadziało w okolicy i oczywiście ją to ominęło.
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Splątane futerko [NPC] Ojciec: Waniuszka [NPC] Trwałe urazy: Blizny: Lewy policzek :: Naderwane lewe ucho :: Lewa Łapa :: Lewy bok :: Ogon
Rudy pręgowany kocur o sporej masie, barczystej budowie i zarysowanych pod futrem mięśniach. Futro ma kolor płomienno-pomarańczowy, o klasycznym pręgowaniu i widać częściowo po jego stanie trudności jakie go spotkały w życiu. W okolicach pyska, piersi, łap i końcówki ogona pojawiają się jaśniejsze odcienie, przechodzące nawet w biel. Oczy kocura są koloru zieleni. Ciało Dyni pokryte jest licznymi bliznami z walk. Najbardziej widoczne znajdują się na lewym policzku, urwanym kawałku prawego ucha, lewej przedniej łapie, jednej stronie żeber i ogonie. Na ciele dyni także zaczęły się pokazywać efekty jego wieku, w postaci nielicznych srebrnych włosów na futrze.
Kocur jest zahartowany przez trudne warunki. Jest poniekąd znieczulony na brutalną rzeczywistość i dość cyniczny. Nie łatwo także otwiera się przed obcymi, póki nie zdobędą jakoś jego zaufania lub szczególnej fascynacji. Jednakże Dynia pozostał kotem o dużej determinacji i specyficznej osobowości. Ceni sobie lojalność i determinację u innych. Ceni sobię także różnorodność wiedzy, jaką zyskał przez własne doświadczenia i pozostaje przy zdaniu że każdy kot może wnieść coś wartościowego.
Mrucząca Łapa [KW], Powojnik [KG]
Pewien dystans jaki mógł wyczuć od kocicy go nie dziwił ani trochę. Dopiero co się spotkali, a tylko idioci powierzali pełen zaufanie praktycznie nieznajomym kotom. Na tą chwilę Dynia starał się jedynie wyłapać nieco na temat kim Osa była. Czy była kimś kogo mogliby zwerbować? To się zobaczy, musiałaby po pierwsze sama wykazać zainteresowanie. No i na ile sam mógł jej ufać?
- Hm...nie nazwałbym tego gangiem, ale technicznie także nie jesteśmy klanem. Można by to nazwać rodziną, mimo że nie wszyscy jesteśmy ze sobą spokrewnieni. – Wyjaśnił po chwili zastanowienia. To chyba był najbliższy opis do tego czym na tą chwilę byli. - Możliwe że nie słyszałaś. Przybyliśmy tu stosunkowo niedawno. – Przyznał z lekkim uśmiechem.
Dynia zmrużył oczy, zaciekawiony nieco faktem że wspomniała osiedlowy gang. Jak pamiętał, na tutejszych osiedlach był tylko jeden. - Osiedlowy Gang, mówisz. Czy chodzi może o gang prowadzony przez Ivana? – Zapytał, szczerze zaciekawiony. Możliwe było że kocica pochodziła z gangu jego ojca. Chociaż nie sądził by Ivan nadal był żywy. Jak wiele księżycy musiałby mieć na karku. Koty chyba nie żyją tak długo, a na pewno w tych warunkach.
Chwilę musiał pomyśleć, jak odpowiedzieć na jej pytanie. - Niestety klany stały się nader świadome naszej obecności i zechciały się nas pozbyć. Jako że uważają nas mimo wszystko za samotników, nie zdziwiłoby mnie szczególnie, jeżeli przez przypadek uznaliby ciebie za kogoś z nas. – Przekazał jej wieści. Nie chciał jednak tłumaczyć na tą chwilę więcej informacji, jako że nie wiedział na ile mógł jej ufać.
Sporych rozmiarów, szczupła kocica, której muskularne ciałko przykrywa długa sierść. Szylkretka posiada również biel ciągnącą się od jej szczęki przez szyję aż po brzuch, posiada również tygrysie pręgi. Oczy toksycznie żółtego koloru podkreślające jej jadowitą osobowość. Osa posiada również zarośnięte gęstą sierścią blizny w okolicy łopatek i zadu, które są pamiątkami po stoczonych pojedynkach. Nie można odmówić jej jednak gracji i klasy, ponieważ babcia nauczyła ją poruszania się iście klanowej piękności.
Impulsywna, nerwowa kotka, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Twardo stąpa po ziemi, a życie w gangu sprawiło, że przyswoiła sobie wiele cech osiedlowego gangstera. Mimo to jest bardzo wrażliwa na krzywdę innych i chętnie pomoże w potrzebie, jeśli uzna to za konieczność.
Tygrzykowa Łapa
Zatem tak jak myślała byli rodziną, a przynajmniej tak się nazywali. Żółte ślepia wędrowały po licu rudzielca, wyszukując czegokolwiek co mogłoby ją jakkolwiek zaniepokoić. Brak tego typu wskazówek utrzymywał jej komfort i spokój wewnętrzny. Zdziwiła się jednak, że Dynia znał imię jej dziadka i wiedział kim był, to sprawiło, że kocica podniosła się na cztery łapy i lekko najeżyła. Co prawda nie kojarzyła rudzielca, ale obawiała się tego iż może być on jednym z kotów który jej poszukuje i chce sprowadzić Tyranowi. Bardzo nie chciałaby problemów z tym związanych, lecz kocur nie wydawał się mieć złych zamiarów. Była potężnie skołowana, a jej myśli popadły w rozgardiasz różnych czarnych scenariuszy. Postanowiła jednak zaryzykować i pójść za ciosem. - Tak, Ivan to mój dziadek. Skąd go znasz? Tyran wysłał cię po mnie, prawda? - wyłożyła karty przed samcem, chociaż mało prawdopodobne byłoby to, że jeszcze zależy im na skróceniu jej żywota, pewnego rodzaju trauma i uraza zostały.
Dalsza część tyczyła się klanów... cóż wcale nie zaskoczyła ją otrzymana informacja. Podejrzewała, że są to koty, które nie znoszą nikogo innego spoza Czterech Klanów, to powodowało iż jeszcze większa antypatia ogarniała kotkę w ich temacie. Ryś przekonywał ją, że nie jest tak jak się mówi poza lasem i w nim, ale teraz miała dowód, że jej niechęć ma podstawy. Na samą myśl, że którykolwiek z klanów mógłby chcieć skrzywdzić młode pokolenie tej nietypowej rodziny Dyni robiła się niewyobrażalnie poirytowana i rozsierdzona. - Co za szumowiny, nie rozumiem co złego robią im samotnicy, którzy nawet nie naruszają ich terenów. Żałośni hipokryci! - fuknęła, nienawiść do klanów przekroczyła w tym momencie skalę. Zdenerwowana Osa energicznym ruchem przecięła powietrze ogonem i położyła po sobie uszka.
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Splątane futerko [NPC] Ojciec: Waniuszka [NPC] Trwałe urazy: Blizny: Lewy policzek :: Naderwane lewe ucho :: Lewa Łapa :: Lewy bok :: Ogon
Rudy pręgowany kocur o sporej masie, barczystej budowie i zarysowanych pod futrem mięśniach. Futro ma kolor płomienno-pomarańczowy, o klasycznym pręgowaniu i widać częściowo po jego stanie trudności jakie go spotkały w życiu. W okolicach pyska, piersi, łap i końcówki ogona pojawiają się jaśniejsze odcienie, przechodzące nawet w biel. Oczy kocura są koloru zieleni. Ciało Dyni pokryte jest licznymi bliznami z walk. Najbardziej widoczne znajdują się na lewym policzku, urwanym kawałku prawego ucha, lewej przedniej łapie, jednej stronie żeber i ogonie. Na ciele dyni także zaczęły się pokazywać efekty jego wieku, w postaci nielicznych srebrnych włosów na futrze.
Kocur jest zahartowany przez trudne warunki. Jest poniekąd znieczulony na brutalną rzeczywistość i dość cyniczny. Nie łatwo także otwiera się przed obcymi, póki nie zdobędą jakoś jego zaufania lub szczególnej fascynacji. Jednakże Dynia pozostał kotem o dużej determinacji i specyficznej osobowości. Ceni sobie lojalność i determinację u innych. Ceni sobię także różnorodność wiedzy, jaką zyskał przez własne doświadczenia i pozostaje przy zdaniu że każdy kot może wnieść coś wartościowego.
Mrucząca Łapa [KW], Powojnik [KG]
Dynia obserwował czujnie reakcję Osy. Nie można zaprzeczyć że tym bardziej był zaskoczony nagłą nieufnością. Ivan mógłby jej szukać. Miał wiele pytań dotyczących całej sprawy. Ivan raczej nie był kimś kto poszukiwałby kogoś, jedynie za odejście z gangu. Czy czymś mu podpadła, żeby miał ku temu powód? W każdym razie nie musiała obawiać się tego od Dyni.
- Um...nie. I w sumie to nie miałem żadnego kontaktu z gangiem od wielu księżycy. Nie pamiętam nawet w sumie jak wielu. – Odpowiedział na jej wątpliwości. Żmija miała kontakt z nimi. Ciekawe czy może spotkała Czosnek. Może dałby radę się w końcu dowiedzieć co się działo z jego siostrą, przez te księżyce gdy go nie było w pobliżu lasu. - Jeżeli jednak pytasz, Jestem jego biologicznym synem, chociaż nie wiem czy kiedykolwiek by się do mnie przyznał. – Gdy był młody, był słabym psychicznie wypłoszem. Przez kilka księżycy jakie spędził na osiedlach, po ich ucieczce, żył grzebiąc po śmietnikach. I w zasadzie to Czosnek była znaczną pomocą, bo bez niej pewnie by głodował. Nie umiał wtedy polować, ani nie ważył się nawet podskakiwać do jakiegokolwiek z tych kotów. - Mógłbym cię prosić...czy poznałaś może burą, pręgowaną kocicę, imieniem Czosnek? – Zapytał po chwili. Zdecydowanie nie był ulubieńcem Ivana. Ale mimo to, przywódca gangu nadal pozwolił mu przebywać na terytorium gangu, zapewniając mu ograniczoną nietykalność. Także pomógł mu później, gdy ten chciał odnaleźć klany, po tym jak się przeniosły. Może jednak żywił jakieś pozytywne uczucia wobec niego? Być może dlatego że dość mocno przypominał Splątane Futerko. Najbardziej z rodzeństwa.
- Niestety jest jak jest. Jedyną możliwością jaką mamy, jest próbować poszukać nowego miejsca, na wschód od klanów, za grzmią...ulicą. Jedynie głupiec podejmowałby walkę w tej sytuacji. Nawet jeden klan nadal ma nad nami przewagę liczebną. – Westchnął, lekko kręcąc głową. - Mieszkasz może w tych okolicach? – Zapytał po chwili, kierowany ciekawością.
Sporych rozmiarów, szczupła kocica, której muskularne ciałko przykrywa długa sierść. Szylkretka posiada również biel ciągnącą się od jej szczęki przez szyję aż po brzuch, posiada również tygrysie pręgi. Oczy toksycznie żółtego koloru podkreślające jej jadowitą osobowość. Osa posiada również zarośnięte gęstą sierścią blizny w okolicy łopatek i zadu, które są pamiątkami po stoczonych pojedynkach. Nie można odmówić jej jednak gracji i klasy, ponieważ babcia nauczyła ją poruszania się iście klanowej piękności.
Impulsywna, nerwowa kotka, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Twardo stąpa po ziemi, a życie w gangu sprawiło, że przyswoiła sobie wiele cech osiedlowego gangstera. Mimo to jest bardzo wrażliwa na krzywdę innych i chętnie pomoże w potrzebie, jeśli uzna to za konieczność.
Tygrzykowa Łapa
Coś od początku jej nie pasowało. Fakt był podobny do Splątanego Futerka, ale ile już ona nie napotkała kotów podobnych do siebie pod jakimś względem. Podrapała się za uchem, by zaraz potem wybuchnąć śmiechem. Nie była w stanie uwierzyć w to co właśnie się działo, kogo spotkała i w jakich okolicznościach. Co prawda mogło to nie wyglądać najlepiej od strony obserwatora, ale emocje zawładnęły kotką i stąd też ta dość specyficzna reakcja, po której zrobiło jej się głupio. Zamknęła łapką wargi i postarała się spoważnieć. Po kilku sekundach dotarło do niej, że Dynia nie robi sobie z niej żartów, a mówi na poważnie. Zaskoczonej kocicy zabrakło słów w mordce. - Aaaale jak to?! - ciężko opisać to jak się czuła w ogóle czuła, ponieważ silna ekscytacja mieszała się z zaskoczeniem - Dynia... no tak mogłam się domyśleć. Chociaż pewnie nie jesteś jedynym Dynią licząc w to osiedle i las. - a przynajmniej tak się jej zdawało.
Na pytanie o ciotkę szybko poruszyła szare komórki do pracy, która przychodziła jej opornie, ale nic w tym dziwnego. Spotkała syna swoich dziadków, stricte swojego wujka i wcale się tego nie spodziewała. W sumie myślała, że poza nią samą, Ptasznikiem i Czosnek nikogo więcej nie ma. A tu taka niespodzianka! Dla Osy szczególną wartością w życiu, jaką jej zresztą przekazano była rodzina i więzy pokrewieństwa. W tym momencie nie wiedziała jednak co powinna począć dalej. - Moja matka, Borówka umarła podczas porodu, ciotka Czosnek mnie wykarmiła. Na moje szczęście też miała w tym okresie swoje kocię. Gdy podrosłam utraciłam z nią kontakt, zapadła się pod ziemię razem z Ptasznikiem. Zostałam sama... moi bracia nie żyją, a dziadkowie też odeszli. Byli już zresztą w podeszłym wieku. - chociaż pogodziła się z taką serią strat nadal ciężko jej było na duszy funkcjonować samej, gdy nie wie się czy można komuś ufać, powierzyć tajemnicę. - Właściwie to nadal szukam rejonu tylko dla siebie i przy okazji poznaję las, chciałam obejść na początek klany dookoła sprawdzając najbardziej korzystne miejsce... ale teraz sama już nie wiem. - informacje jakie przekazał jej Dynia zmartwiły ją, nie mogłaby żyć bezpiecznie w pobliżu klanów z obawy o swoją skórę. Może powinna wrócić na osiedle i zmierzyć się z demonami przeszłości?
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Splątane futerko [NPC] Ojciec: Waniuszka [NPC] Trwałe urazy: Blizny: Lewy policzek :: Naderwane lewe ucho :: Lewa Łapa :: Lewy bok :: Ogon
Rudy pręgowany kocur o sporej masie, barczystej budowie i zarysowanych pod futrem mięśniach. Futro ma kolor płomienno-pomarańczowy, o klasycznym pręgowaniu i widać częściowo po jego stanie trudności jakie go spotkały w życiu. W okolicach pyska, piersi, łap i końcówki ogona pojawiają się jaśniejsze odcienie, przechodzące nawet w biel. Oczy kocura są koloru zieleni. Ciało Dyni pokryte jest licznymi bliznami z walk. Najbardziej widoczne znajdują się na lewym policzku, urwanym kawałku prawego ucha, lewej przedniej łapie, jednej stronie żeber i ogonie. Na ciele dyni także zaczęły się pokazywać efekty jego wieku, w postaci nielicznych srebrnych włosów na futrze.
Kocur jest zahartowany przez trudne warunki. Jest poniekąd znieczulony na brutalną rzeczywistość i dość cyniczny. Nie łatwo także otwiera się przed obcymi, póki nie zdobędą jakoś jego zaufania lub szczególnej fascynacji. Jednakże Dynia pozostał kotem o dużej determinacji i specyficznej osobowości. Ceni sobie lojalność i determinację u innych. Ceni sobię także różnorodność wiedzy, jaką zyskał przez własne doświadczenia i pozostaje przy zdaniu że każdy kot może wnieść coś wartościowego.
Mrucząca Łapa [KW], Powojnik [KG]
Dynia rozumiał w zupełności że sytuacja mogła nie być łatwa do uwierzenia, jeżeli jako "dowód" miała jedynie słowo kota, którego dopiero co poznała. Ale jednocześnie...czy miałby logiczny powód by kłamać. Był starszym kotem, jasno dał już jej znać że ma własną rodzinę i nie miał od wielu księżycy nic wspólnego z gangiem.
- Tak to, że jak mówiłem, jestem synem Ivana i Splątanego Futerka/ – Odpowiedział, chyba lekko rozbawiony jej szokiem. Czy byłoby to tak dziwne? Chociaż szczerze, to także nie spodziewał się faktu że była z nim spokrewniona. - Borówka mówisz...kojarzę. Chociaż przyznam że nie spędziliśmy razem zbyt wiele czasu. Jako kociak więcej czasu spędziłem z Czosnkiem i Sporyszem...czy raczej próbując się za nimi ciągnąć. Według nich byłem za miękki i tylko psułem zabawę. – Kocur wydał lekkie parsknięcie śmiechu, gdy udało mu się przywołać wspomnienia z pierwszych księżycy życia. Zdecydowanie istniała widoczna różnica, między tamtym Dynią, a obecnym. Jednak nie na tyle, by był zupełnie innym kotem.
- Przykro mi to słyszeć. Zawdzięczam dość sporo Czosnek. Bez niej być może skończyłbym martwy w rowie, jeszcze gdy byłem młodzieniaszkiem. – Dodatkowa niespodzianka wynikała z faktu że Czosnek sama dorobiła się kociąt. Lub przynajmniej jednego. - Niestety opuściłem las wiele księżycy temu i nie miałem żadnej okazji z nią porozmawiać, czego nieco żałuję. – Skinął lekko głową, gdy Osa wspomniała o Ivanie i Splątanym Futerku. Biorąc pod uwagę chociażby jego wiek, to z pewnością musieli już umrzeć księżyce temu. Czyli...wtedy gdy pożegnał się z matką, widział ją ostatni raz za życia. Było mu trochę przykro jak o tym myślał, ale zwyczajnie nie potrafił odnaleźć się w Klanie Cienia. Nie miała nawet do niego żadnych pretensji. Całe jego rodzeństwo się rozeszło, można powiedzieć że taka była już ich natura. Nie należeli tak naprawdę całkowicie do klanu.
Śledził każdy gest jaki kocica ukazywała. Fakt że także szukała miejsca dla siebie go intrygował. Być może dałoby się coś z tego wyciągnąć. - Widzisz, my także szukamy nowego miejsca by się osiedlić na stałe. Gdzieś, gdzie będzie stosunkowo bezpiecznie. Gdzie klany raczej nie będą nas ścigać. – Przyznał, patrząc w przetrzeć, na drzewa. Czy powinien ją o to pytać. Nie był pewny czy to w ogóle ją interesowało. - Wiesz...skoro nie masz gdzie się udać, jeżeli zechciałabyś nam towarzyszyć, myślę że reszta będzie całkiem zadowolona. Zmierzamy na wschód, za Grzmiącą Ścieżkę. Wszyscy jesteśmy ciekawi co tam znajdziemy. – Dynia w końcu odważył się rzucić sugestią. Pilnował swojego tonu, by kocica nie odczuła że próbuje ją do czegoś zmusić. Czas dodatkowo go gonił. Musiał przynieść jedzenie. Lepiej by pozostali możliwie w grupie. - Dołączają do nas różne koty, jako że w przeciwieństwie do klanów, nie osądzamy nikogo po tym skąd pochodzi. O wszystkim decydują umiejętności i przede wszystkim intencje. I...przyznam także że potrzebujemy pomocy, mając ze sobą gromadkę kociąt. Zwłaszcza kotów zdolnych do polowania. Za to ty, wyglądasz na całkiem sprawną kocicę. – Próbował ciągnąć dalej, myśląc jak ułożyć słowa, by może zachęcić Osę. Obejrzał się w stronę, w którą znajdowały się Gniazda Turzycy. - Oczywiście, to tylko propozycja. Ale jeżeli chciałabyś, mogę cię przedstawić, bez żadnych zobowiązań. Być może udałoby ci się znaleźć jakiś lepszy teren w tamtych stronach? – Kocur dopowiedział. Prawdą było że potencjalnie, gdyby Osa chciała stać się nowicjuszem pośród nich, nie ciążyłyby na niej żadne zobowiązania. Do póki nie złożyłaby przysięgi, mogłaby odejść kiedy tylko chciała, jeżeli okazałoby się że Nowy Świt nie był miejscem dla niej. Nikt chyba niemiałby do niej o to żalu.
Sporych rozmiarów, szczupła kocica, której muskularne ciałko przykrywa długa sierść. Szylkretka posiada również biel ciągnącą się od jej szczęki przez szyję aż po brzuch, posiada również tygrysie pręgi. Oczy toksycznie żółtego koloru podkreślające jej jadowitą osobowość. Osa posiada również zarośnięte gęstą sierścią blizny w okolicy łopatek i zadu, które są pamiątkami po stoczonych pojedynkach. Nie można odmówić jej jednak gracji i klasy, ponieważ babcia nauczyła ją poruszania się iście klanowej piękności.
Impulsywna, nerwowa kotka, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Twardo stąpa po ziemi, a życie w gangu sprawiło, że przyswoiła sobie wiele cech osiedlowego gangstera. Mimo to jest bardzo wrażliwa na krzywdę innych i chętnie pomoże w potrzebie, jeśli uzna to za konieczność.
Tygrzykowa Łapa
Bardzo zmieszana była tym wszystkim co się teraz zadziało i nie do końca wiedziała co sama powinna dalej począć. Z jednej strony chciała trzymać się jedynego krewnego, ale z drugiej był on dla niej kimś zupełnie obcym, a co za tym idzie mogłaby nawiązać podobną relację z kimkolwiek innym. Osa zdecydowała się jednak zaryzykować i spróbować swoich sił w innym miejscu z innym otoczeniem, ale nie zamierzała robić tego gwałtownie. Kotka zdecydowała się pójść za Dynią wraz ze swoją ofiarą, ale w drodze poinformowała go, że póki co woli trzymać się na uboczu i pomagać mu i jego grupie z ukrycia i w sposób anonimowy. Potrzebowała czasu i przede wszystkim stabilizacji swojego życia.
Średniego wzrostu, o smukłej ale mocnej budowie ciała. Długie łapy, trójkątna głowa, spore uszy zakończone frędzlami, podłużny nos i złoto-brązowe oczy. Puszyste, wyglądające jakby się falowało futerko w mlecznym odcieniu, dłuższe na piersi, ogonie i szyi, gdzie tworzy charakterystyczną delikatną grzywę.
Baran ma radosną, otwartą naturę, jest bardzo ufny i towarzyski. Nie brakuje mu śmiałości i pewności siebie, z łatwością wchodzi w interakcje. W bliższym kontakcie jest bardzo ciepły i empatyczny. Cechuje go duża wrażliwość. Jest też bardzo opiekuńczy.
Czarnowron [S] || kiedyś Echo [MGBG]
Któregoś popołudnia Barania Łapa czuł, że potrzebuje rozprostować łapy. Najlepiej na długim spacerze. Potrzebował trochę przewietrzyć głowę. Ostatnio działo się dużo. Czuł, że chce poświęcić chwilę na to, żeby odpocząć w samotności.
Szedł niespiesznie, pozwalając myślom swobodnie płynąć. Raczej zwiedział. Podziwiał bogate tereny Klanu Wichru, przyglądał się drobnym szczegółom, odkrywał nowe zapachy. Wreszcie dotarł do południowej granicy, tej wyznaczanej przez Czarny Ogon. Podszedł wolno do wody, sięgnął do niej językiem, by ugasić pragnienie, a potem wpatrywał się w jej taflę przez jakiś czas. Szum płynącej rzeki działał naprawdę kojąco na zmysły. Relaksował. W pewnym momencie zauważył błyski. Kiedy przyjrzał się uważnie zorientował się, że były to ryby.
Owsiana Łuska opowiadał mu ostatnio o łowieniu ryb. Ten rodzaj polowania, o którym nic jeszcze nie było na treningu, bardzo go zainteresował. Ojciec twierdził, że w gruncie rzeczy nie jest to aż tak skomplikowane, wymaga jednak wprawy, jakiej można nabrać tylko poprzez intensywną praktykę. Owsiana Łuska nigdy nie miał na to aż tyle czasu.
Barania Łapa nigdzie się na razie nie spieszył. Tutaj siedziało się bardzo przyjemnie. Dlaczego by więc nie spróbować swoich sił? Nie liczył na to, że te próby zakończą się sukcesem, ale nie miało to dla niego znaczenia. Chciał zrobić to dla samego doświadczenia i radości, jaka z niego płynęła.
Wstał i spróbował się przyszykował. Wychylił się daleko ponad taflę z łapą przygotowaną do uderzenia i wyczekiwał na odpowiedni moment. Pierwsze dwie próby skończyły się tylko zamoczeniem kończyny. A trzecia... za trzecim razem był naprawdę blisko, poczuł, że dotknął zwierzęcia, co popchnęło go do wykręcenia łapy, żeby spróbować poprawić, w nadziei, że jeszcze nie wszystko stracone. Wykonał jednak zbyt gwałtowny ruch i stracił równowagę, wpadając prosto do rzeki. Na szczęście było płytko i chociaż jego głowa wylądowała pod wodą, to w gruncie rzeczy nic mu nie groziło.
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
Dla niektórych szum rzeki był czymś kojącym, a u niektórych wywoływał bolesne flashbacki przypominające o dzieciństwie, traumie nabytej od samego początku istnienia, gdy było się jeszcze młodym i bezbronnym. Zależy od kota. W przypadku Barana wycieczka nad Czarny Ogon była czymś przyjemnym, a Tsunami starała się płynące źródła wody omijać jak najszerszym łukiem i sam gwałtowniejszy szum rzeki wprawiał ją w panikę, jeżył sierść na jej grzbiecie. Teraz nie była nawet bardzo blisko Czarnego Ogona, obwąchując jedynie dziwną, drewnianą, bez wątpienia ludzką konstrukcję i zerkając nerwowo ku rzece niedaleko, jakby bała się, że ta nagle wyleje i wciągnie ją na dno.
Ale w końcu szylkretka na dłużej zawiesiła spojrzenie na białym kształcie majaczącym nad wodą, kawałek dalej. Wiedziała, że to granica z Klanem Wichru, bo zdążyła się z Wichrzakami zapoznać, chociaż trochę. Wiedziała, że nieopodal ich ziem przepływa ta rzeka i nie chciała nigdy podchodzić zbyt blisko. Nie chciała podchodzić w ogóle do Czarnego Ogona o ile było to możliwe, przynajmniej do jego głębszych części... ale wtedy zobaczyła jak coś, co niewątpliwie było kotem, wpadło pyskiem do wody i serce podeszło jej do gardła.
Pozostałości empatii i dobroduszności w serduszku Nowoświtezianki zatliły się gwałtownie, intensywnie, gdy zerwała się pędem do rzeki aby mimo swojego początkowego przerażenia, mimo bijącego szaleńczo serca i rozbieganego spojrzenia wskakując przednimi łapami na płyciznę, w zęby chwytając fragment skóry na karku kocura i wyciągając go pospiesznie, panicznie na brzeg, rzężąc ze stresu przez nos, uderzając ogonem po piętach.
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?