Księżyce: 127 Mistrz: sam sobie panem, żeglarzem, okrętem Płeć: kocur Matka: Mokry Kwiat Ojciec: Podniebny Lot
Przeciętnej budowy, rudy kocur o tygrysio pręgowanym umaszczeniu, zdobionym białymi znaczeniami (od nasady nosa, w dół klatki piersiowej oraz różnej długości skarpetki na wszystkich czterech łapach), bursztynowe oczy
Łuski jaszczurki błyskały nerwowym poruszeniem, gdy skradał się przez trawę, gad nie zdążył jednak umknąć, gdy nareszcie wyskoczył do przodu, chwytając go w karcer wyciągniętych pazurów – pierwsze, szybkie powodzenie odbiło się w głowie echem satysfakcji, raptem przytłumionej głuchym śmiechem rodzeństwa i wspomnieniem złośliwie rozczulonych uśmiechów rodziców. Jaszczurka nie była zdobyczą zbyt dużą, ani szczególnie imponującą, jeśli chciał powrócić do Oriona z triumfem, musiał postarać się bardziej; ponownie ugiął łapy, zniżając się do pozycji łowieckiej i przekradając się pomiędzy wiechciami roślinności, tym razem bliżej paśnika, uważając, by przypadkiem nie nadepnąć łapą na suchą gałąź.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Tym razem jednak Kąkol nie trafił na zwierzynę, ani w ogóle na nic co byłoby organizmem żywym. W swoich poszukiwaniach kolejnej ofiary natknął się na coś połyskującego w słońcu, leżącego niedaleko paśnika. To było coś najprawdopodobniej zgubionego przez jakiegoś dwunoga, który pewnie tędy akurat przechodził, bo nie przypominało nic co można było zastać normalnie w lesie. Złoty ozdobny łańcuszek, a na nim zawieszony wisiorek o wyglądzie niebieskiego pióra z kolorowym “okiem”. Elegancki i szykowny, może nie do zjedzenia, ale dla kolekcjonera dziwności lub na prezent idealny.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 127 Mistrz: sam sobie panem, żeglarzem, okrętem Płeć: kocur Matka: Mokry Kwiat Ojciec: Podniebny Lot
Przeciętnej budowy, rudy kocur o tygrysio pręgowanym umaszczeniu, zdobionym białymi znaczeniami (od nasady nosa, w dół klatki piersiowej oraz różnej długości skarpetki na wszystkich czterech łapach), bursztynowe oczy
Zmrużył oczy, przyglądając się niewyraźnemu kształtowi, majaczącemu pośród poruszanej wiatrem roślinności – już miał uginać łapy i przygotowywać się do kolejnego skoku, kiedy zauważył, że to, co błyszczało pomiędzy gęstą wiechliną, nie zamierzało od niego uciekać, a wówczas wyprostował się powoli, ściągając lico pojedynczą, bladą zmarszczką konsternacji. Pochylił łeb, przyglądając się leżącemu na ziemi łańcuszkowi, na którego cienką, srebrną plecionkę nawleczony został wisior przypominający ptasie pióro – w pierwszej chwili coś w jego piersi szarpnęło wątłą obawą, echem powracających ostrzeżeń, aby nigdy nie zbliżał się do Dwunogów, zaraz przypomniał sobie jednak niefrasobliwy ton Oriona i jego lęk stopniał, ustępując ciekawości. Wsunął łeb w obręcz lekkiego naszyjnika, a gdy ten zawisł dumnie na jego szyi, uśmiechnął się wesoło, biżuteria była jednak zbyt szeroka, by wisior spoczął na jego piersi, więc ozdoba opadła na ziemię, ciągnąc się pod jego łapami – poruszył łbem, przerzucając ją na plecy, by szelestem nie zdradziła jego kroków, po czym, zadowolony z siebie, znów ugiął łapy, powracając do pozycji łowieckiej i wznawiając skradanie się pomiędzy trawami w nadziei, że tym razem zdobycz okaże się większym triumfem, niż drobna, zielona jaszczurka.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
No cóż. Tym razem po raz kolejny Kąkol natknął się na gada. Jak widać było ich tutaj pełno, co je tu przywiało, nikt nie wie. No, ale mimo wszystko lepszy rydz niż nic, prawda? Jaszczurkę tym razem dało się zauważyć pod paśnikiem, niewiele dalej od miejsca znalezienia przez kocura dziwnej ozdoby. Siedziała sobie spokojnie, będąc nieświadoma okolicznego zagrożenia.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 127 Mistrz: sam sobie panem, żeglarzem, okrętem Płeć: kocur Matka: Mokry Kwiat Ojciec: Podniebny Lot
Przeciętnej budowy, rudy kocur o tygrysio pręgowanym umaszczeniu, zdobionym białymi znaczeniami (od nasady nosa, w dół klatki piersiowej oraz różnej długości skarpetki na wszystkich czterech łapach), bursztynowe oczy
Los – kimkolwiek był – spoglądał na niego najwyraźniej z ironicznym uśmiechem, błyskiem pobłażliwego rozbawienia migocącym w szerokich, wielobarwnych tęczówkach. Nigdy nie miał wprawdzie zacięcia do polowań, nie był ani wystarczająco zwinny, by wyławiać płynące strumieniem ryby, ani wystarczająco przemyślny, by bezszelestnie zakraść się do ptaka, ani wystarczająco silny, by pokonać borsuka – jednak tym razem wszechświat najzwyczajniej sobie z niego kpił. Przymrużył oczy, gdy pomiędzy zeschniętą wiechliną mignęła mu zieleń łusek, a zaraz później pośród kołtunów traw pojawiła się kolejna, niewielka jaszczurka – nieszczęścia zwykły najwyraźniej chodzić parami, chociaż zdobycz nie była tak ambitna, jak się spodziewał, nie był jednak wystarczająco zuchwały, by ją zignorować, zniżył więc ciało ku ziemi, po czym przeniósł ciężar ciała na tylne łapy, wyczekując na dobry moment, zanim nie zdecydował się zaatakować; co dwie jaszczurki to nie jedna?
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Najpierw wszystko szło w miarę bez widocznych przeszkód. Kąkol zaczął zbliżać się do swojej potencjalnej ofiary coraz bardziej i bardziej aż do momentu kiedy los zdecydował, że no jednak tak łatwo być nie może. Jaszczurka podniosła łeb i spojrzała w prosto w oczy śmierci, a żeby uratować życie zaczęła uciekać. Kąkol mógł ją jednak jeszcze gonić, bo gad nie zniknął jeszcze w żadnej trawie.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Kierowała się w stronę Siedliska Koni. Chciała zobaczyć te wielkie stworzenia na własne oczy. Zanim jednak tam dotarła zdołała się rozkojarzyć. Sprawcą całego zamieszania była dziwna drewniana konstrukcja stojąca niemalże pośrodku niczego. Nie zastanawiając się dwa razy wskoczyła do środka, żeby powitać pozostałości po sianie i innej roślinności. Chyba natrafiła na stos zdobyczy saren i jeleni, ale nie przypominała sobie, żeby te zwierzęta były uzdolnionymi budowniczymi.
Heheh, no, tak daleko to zdecydowanie go jeszcze nie było! Nie uważał tego jednak za problem; spacer należał się każdemu, a dzień urlopu od treningu nie zrobi krzywdy ani jemu, ani Łące. I tak już kończyli, więc właściwie... wschód czy dwa i będzie można uznać, że mają wszystko z głowy. A to oznaczało, że on miał znów więcej luzu.
Spacer tutaj był w każdym razie, całkiem miły. Pogoda sprzyjała, nowe widoki zachwycały, a na miejscu spotkał czarnofutrą piękność, bo tak podobną do Szczerbatka, że gdyby nie obcy zapach, rzuciłby się na nią w zabawie. Był jednak pewien, że przyjaciel został w obozie, bo go mijał na wyjściu. - A CO TO ZA PODŻERANIE INNYM ZE STOSU!!! - rzucił zdecydowanie nie pretensjonalnie, a zwyczajnie... w ramach żartów. Chociaż nagły dźwięk sam w sobie mógł ją wystraszyć. - Siema. Szpon jestem. Byłaś tu już kiedyś? Ja totalnie nie, ale słyszałem raz czy dwa. Sarny tu żrą, czy inne takie - mniejsza o to! Co u ciebie, jak się nazywasz w ogóle?? Wyglądasz z daleka jak mój ziomek, totalnie, aż miałem ochotę ci kopa załadować. ALE! Tak po przyjacielsku, z miłości. Masz szczęście, że pachniesz...
Niuch niuch. - Aha, Wichrem! No, no, bez kitu, bo inaczej byłoby dość słabo!! On to capi rybą.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Nagły krzyk sprawił, że niemalże stała się jednością z podłożem tego dziwnego drewnianego czegoś. Rozpłaszczyła się cała, żeby zaraz potem unieść się powoli. Wychyliła pysk, żeby przyjrzeć się sprawcy spod przymrużonych powiek. - A skąd wiesz, że to nie moje?! Siano to cenny składnik kociej diety! HA! -Oparła się przednimi łapami o drewnianą ramę, po czym przechyliła lekko głowę. Agresor okazał się nie być agresorem, a całkiem rozgadanym kolegą. Teraz było jej trochę głupio, że tak impulsywnie zareagowała.- Nie byłam. To pierwszy raz. U mnie świetnie. Donośny Krzyk, ale śmiało wołaj Krzyk. -Odpowiedziała na wszystkie pytania jakie wyszły z białego pyska. Teraz przyszła jej kolej.- To co u ciebie? Widziałeś kiedyś Sarny, tak wiesz z bliska i na żywo? Bo ja szłam, żeby zobaczyć konie, ale jak widać trochę mi się z kursu zboczyło. To ten twój kolega jest czarny, to zrozumialam. Jest coś co nas odróżnia, poza zapachem? -Zeskoczyła lądując tuż obok nieznajomego. Zaciągnęła się jego zapachem, po czym zmarszczyła nos. - Ty też capisz rybą. Ty i ten twój przyjaciel jesteście z Rzeki, czy zwykli z was pasjonaci łowienia ryb? -
- Ah taaaak?? To śmiało, nie krępuj się, wcinaj - rzucił wesoło, co prawda… niespecjalnie się spodziewając, że faktycznie weźmie gryza czegokolwiek, co by tam znalazła, ale kto wie?! Może go zaskoczy! Nie takie rzeczy się w końcu widziało. Sam przecież ostatnio wcinał kwiatki. - KRZYK!! Miło. Nie brzmisz na krzykacza, a tym bardziej donośnego. Chyba, że to taka przykrywka teraz?! I jak się rozedrzesz, to końca nie będzie! - zagadał znowu, posyłając jej szeroki uśmiech. - A u mnie w miarę git. Nic do roboty nie ma, wszystko ogarnięte, patrole odhaczone, polowania załatwione, treningi……..no, gdzieś tam sobie egzystują między obowiązkami. Ale, ale, nie mogę czuć się źle z tym, że dziś mam wolne, bo w sumie już i tak powoli kończę to trenowanie! No, a ten, sarny. Widzieć nie, ale słyszałem o nich. W sumie, nawet nie wiem czy się różnią jakoś specjalnie od koni? Poza tym, że łysawe są.
Czyli grzywy nie mają, ale nijak pomyślał, żeby to sprecyzować. Za dużo wysiłku. - A to… to jeszcze nie wiem! Tak wizualnie, to niespecjalnie. Może masz ciut więcej masy… i kły ci z mordy nie wystają jak jemu!
W końcu to znak rozpoznawczy™ Szczerbatka! Ale szczerze, innych różnic specjalnie nie zauważał. - HA? ŁOWIENIA?! Proszę cię, my! MY. MY się w rybach TARZAMY. Toż to najlepsze zapachy, idealne na każdą okazję. To ty nie wiesz?! Prooooszę cię!!! - pomachał głową na boki, niby to zawiedziony odpowiedzią. - Ale tak na serio to ta, z Rzeki. Trochę tylko nudą wieje ostatnio, to mnie tu wywiało.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
A żeby wiedział, że będzie wcinać. Schyliła się, żeby zaraz potem wychylić się ponownie, tym razem z wystającym kawałkiem trawy z pyszczka. Przegryzała powoli i z satysfakcją wpatrując się w białego kolegę. - Hmm, każdy mi to mówi. Ale ja raczej po prostu głośno mówię. Ale wiesz co, mogę spróbować, powiesz mi jak wyszło. -Nabrała powietrza w płuca, po czym krzyknęła najgłośniej jak potrafiła.- AAAAAAA! -Oblizała się, gdy tylko skończyła, po czym ponownie spojrzała na Szpona.- Ale wiesz co, tobie by pasowało moje imię. Całkiem głośny jest. Ale mniejsza, ja ci pokazałam jak krzyczę, to ty pokaż mi twoje szpony, Szponie. -Przysłuchiwała się kocurowi. Bez konkretnej odpowiedzi wywnioskowała, że jest wojownikiem, który ma już swojego terminatora, i że ten terminator już powoli był na wylocie do odpowiedniej rangi.- O. To jak łyse to są to im chyba zimno. Trochę smutne. To jak już zobaczę konie, to będę musiała wyruszyć na poszukiwanie saren. Dzięki, dzięki tobie mam cel na przyszłość. -Uśmiechnęła się zadowolona. - O jacie! To on jest jakoś spokrewniony z nietoperzami, że mu kły wystają? Brzmi jak świetnie wyglądający gość! A może on nawet nazywa się Nietoperz????? -O Gwiezdni, ale byłaby heca gdyby zgadła, mogłaby startować na bycie medykiem, albo tym dziwnym kotem co jakieś czary odprawiał na Kamiennych Pazurach.
Zaśmiała się.- To jakaś wasza Rzeczna tradycja? Ten kto capi najmocniej zostaje przywódcą? A ten co nie ma tego zapaszku wykonuje najgorsze zadania? -Taka wizja była całkiem ciekawsze wątpiła w jej prawdziwość, ale była conajmniej ciekawa.- Nudzi ci się? To dobrze się składa, bo mnie nie mniej. Chcesz się może trochę zabawić? -Zapodała mu lekkiego kuksańca na zachętę. Nie byli na granicy, oboje przebywali z dala od swoich klanów, co więcej kocur wydawał się spoko, nie widziała więc problemu w małych zawodach.
A tego… to się nie spodziewał!! Zaczęła jeść sarnie żarcie! Dla Szpona…w sumie plusik. Przynajmniej nie był z kimś, kto by nosa zadzierał do góry i zachowywał się, jakby nie wiadomo kto. Normalnie, ta się rozerwać chociaż umiała! - ALE WRZASK!! NO NO!!! To przez to jedzenie, daję głowę, że ci takiej siły dało!! - zaśmiał się cicho, po czym… rzuciła mu, żeby pokazał szpony. Mmm… podszedł bliżej jednej z odnóg paśnika, łapami o nią zahaczając, by nie tylko pokazać pazurska, ale też sobie je przyostrzyć. Czy przytępić…? Cokolwiek, zaczął po prostu niszczyć paśnik! - Nie są jakieś porywające, ale w sumie, imię mam takie, bo innego nie chciałem. Wiesz, na początku miałem być jakimś Orlikiem. No a czy ja ci na Orlika wyglądam? Nazwali mnie Szpon, to Szponem chcę zostać. A że nic się nie udało innego ułożyć z tym imieniem, to jest takie.
Wyjaśnił, wzruszając jednym z ramion, nim puścił paśnik. Niespecjalnie go wyskrobał, najpewniej nawet nikt by nie zauważył, że coś z nim się stało… ale nie szkodzi, nie chciał w końcu go niszczyć. - Czy ja wiem czy zimno, one w zimę łażą normalnie! - w końcu zwykle wtedy widziało się ich ślady tu i tam! Potem tylko machnął głową na znak, że luzik i nie ma za co. Poleca się do znajdowania celi. - A co ty, żaden nietoperz! SZCZERBATEK. No, teraz to już Nocna Furia.
I dobrze dla niego, niech te imię nosi dumnie! - Mmm… mogłaby być! Ale Łabędź to całkiem przyzwoicie pachnie - rzucił po chwili zastanowienia. Z niego nie wypadało żartować… Bo to nie kolega, nawet jak Szpon go bardzo lubi. Przy obcych szacunek się należał. - O?? Huuhu!! Też pytanie, dajesz, dajesz!
Odpowiedział jej kuksańcem. Niech zacznie; Szpon sobie da radę. Raczej… na pewno.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
- Mówiłam, że to ważny składnik diety. -Uśmiechnęła się dumnie, po czym wzięła do pyska kolejne zielsko. Zaraz potem pełną uwagę skupiła na szponach białego kocura.- Nie mam pojęcia jak wygląda Orlik. -Wzruszyła barkami, po czym dodała.- Ale skoro ci nie pasowało, to dobrze, że dało się wymyślić coś innego. Ostry Szpon brzmi jak wojownik, na którego trzeba uważać. -Sugeruje, że kocur może pochwalić się ostrym arsenałem dwudziestu pazurków, a z takimi lepiej nie zadzierać. - Czekaj! Nazwali go Szczerbatek, gdy wystają mu dwa duże kły? Zrozumiała bym gdyby mu jakiś brakowało. -Zaśmiała się cicho. Bynajmniej nie że złośliwości, a zaskakującej ironii.- Nocna Furia brzmi o wiele fajniej - groźnie. -Szczerbatek nie brzmiało źle, całkiem uroczo, ale nie pasowało jej wyglądowo do opisanego jegomościa.
Uśmiechnęła się podekscytowana na zachętę Szpona. Bez ostrzeżenie uniosła się na tylnych łapach, żeby się z nich wybić, a przednimi uderzyć w puszysty bok kocura.
- Mi mówili że to ptak jakiś, ale mnie to tam wisi! Po prostu nie chciałem mieć Orlikowej Łapy jako imię, tylko Szponiastą. Bo to MOJE imię - podkreślił dumnie, potem uśmiechając się tylko szeroko na opinię, że należy na niego uważać. Słusznie - był silny i niepokonany. A przynajmniej póki co ilekroć z czymś walczył, to wygrywał i cieszył się życiem.
Podobnie uśmiechnął się na komentarz co do Szczerbatka... ale nie zdążył nic powiedzieć, bo do walki doszło zbyt szybko. Na tyle, że niespecjalnie zdążył zajarzyć co się dzieje, i gdy ta chciała go uderzyć w bok, on odruchowo próbował oddać jej łapą w mordę.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Kiwnęła głową w geście zrozumienia. Ona sama czułaby się dziwnie, gdyby tak nagle przestała być czymś krzykliwym. Imię było ważną częścią kota, i trzeba nosić takie miano, któro odpowiada jego właścicielowi.
Zdawać by się mogło, że taki olbrzym będzie powolny, a tu taka niespodzianka. Jej łapa zdołała jedynie musnąć białe kłaczki. Wojownik był zwinny. Uśmiechnęła się do niego zadowolona, po czym ponownie wycelowała łapami w jego bok.