Chudy, średniego wzrostu, bury, krótkowłosy ticked o brązowych oczach. Ma czarno-szarą obróżkę z niebieskim dzwoneczkiem.
Miły typek i uparty trochę też.....
Księżycowa Łapa. [KRz], Rycerzyk [KW], James [S]
Nienawidził wieczorów. W ogóle, nie lubił myśli o nocy. Jak potrafił dostrzec w niej wszelkie plusy - wizualnie była ładna, było cicho, spokojnie - tak jeden minus psuł wszystko. Mróz doskwierał bardziej późną porą. Naturalnie, nie ważne jak bardzo chciałby zachować optymizm i cieszyć się tymi plusami, zdrowy rozsądek mu nie pozwalał na taką błazenadę.
Na ten moment znał całe dwa miejsca, gdzie można było się ogrzać. Stajnie i paśnik, oddalone od siebie o szalone odległości, były jedynymi punktami na mapie w jego głowie, do których usiłował zawracać na noc. Tym razem był nie inaczej. Padło na paśnik, który zdawał się mu być bliżej, jeśli szedł od Leśnych Ostępów. Pod nosem modlił się jedynie, by faktycznie było tam siano, a nie jedynie wydeptany śnieg i jakieś pojedyncze kawałki tego, co miało być mu posłaniem.
Idąc raczej zawsze spodziewał się, że trafi na kogoś. Las miał do siebie to, że o dziwo było tutaj prześmiesznie wiele kotów. Niemal co dwa kroki mógł na kogoś trafić, i praktycznie za każdym razem był to ten kot, którego nie szukał. Tym razem było nie inaczej - spotkał kogoś, kto już z góry nie wpisywał się w rysopis Szczerbatka.
Gdyby był mniej uważny, najpewniej nawet by nie zauważył kotki. Białe futro wspaniale się maskowało ze śniegiem, którego było tu od groma. Zdradzała ją chyba tylko para... Uśmiechnął się krzywo pod nosem, zerkając na niebo. Słońce nie było jeszcze aż tak nisko. Parę chwil rozmowy nie powinno zadecydować o jego losie... - Dobry wieczór! - miauknął nieco głośniej, ostrożnie podchodząc bliżej. Nie chciał wyglądać jakoby szukał zaczepki. To jest, na pewno jego wygląd temu zaprzeczał, ale styl chodu, mimika, ton głosu - mogłyby na to wskazywać. Na szczęście dla niego, i te rzeczy były łagodne, jak cały Connor. - Nazywam się Connor. Szukam pewnego kota, może go pani widziała?
Zagaił zaraz. Była starsza, zdawało się że nieco większa. Możliwe, że to przez futro, ale lepiej nie ryzykować. Chociaż wierzył, że w najgorszym wypadku poradziłby sobie w boju, to nie chciałby jej prowokować... a na pewno nie takimi pierdołami, jak to czy mogłaby mu pomóc...!
Księżyce: 58 Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Dziewanna Ojciec: Kruczopiór [*] Partner: Rosocha? Trwałe urazy: Spora blizna na lewym policzku, biegnąca tuż pod okiem i zakrzywiona; niewielka ale wyraźna pionowa blizna na górnej powiece prawego oka; nadwrażliwość na promienie słoneczne, niedosłuch
Księżyce: 58 Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Dziewanna Ojciec: Kruczopiór [*] Partner: Rosocha? Trwałe urazy: Spora blizna na lewym policzku, biegnąca tuż pod okiem i zakrzywiona; niewielka ale wyraźna pionowa blizna na górnej powiece prawego oka; nadwrażliwość na promienie słoneczne, niedosłuch
Albinoska o długim, puszystym śnieżnobiałym futrze. Budowa standardowa, smukła i zgrabna; oczy barwy lodowato błękitnej, wpadającej w róż; niewielkie pędzelki na uszach, zaróżowienia w okolicy łap, oczu i nosa; zakrzywiona blizna biegnąca pod okiem na lewym policzku
Ambitna i władcza, o zwichrowanej psychice spowodowanej przeżyciami; zimna, często porywcza i wybuchowa, często traktuje inne koty pogardliwie i patrzy na nie z wyższością; bezwzględna, uwielbia manipulować i być podziwiana
Drgnęła gwałtownie na dźwięk głosu. Nie usłyszała, żeby ktoś się zbliżał. Odwróciła się, jej futro zjeżyło się lekko. Jej oczom ukazał się młody kocurek, z obróżką na szyi. Na pysk Balladyny natychmiast wypełzł lekko złośliwy wyraz, a oczy błysnęły. Wiedziała co nieco o takich kotach. I nienawidziła ich jeszcze bardziej niż innych pobratymców z gatunku.
Co on tam powiedział? Że szuka jakiegoś kota? Widziała, widziała setki kotów. Jakiegoś na pewno. Idiota. Kocur chyba się przedstawił, ale był to jakiś dziwny wyraz. Niewątpliwie wymysł Ludzi.
Po chwili, podeszła bliżej, na dwie długości lisa. Górowała nad kocurem wzrostem, a grube futro tylko to uwydatniało. Jej oczy miały stalowo zimny wyraz. -Dzień dobry koteczku. Zgubiłeś się? - miauknęła słodkim,, ociekającym jadem głosem, powoli kierując wzrok na jego szyję. Co on tu właściwie robił? Pasożyt, nie-kot, powinien siedzieć i grzać tyłek w siedlisku Ludzi.
✦ ✦ ✦
Gorzka wódka, gorzka wódka
Niech mnie ktoś zabije Gorzka wódka, gorzka wódka
Chyba już nie żyję
Niech mnie ktoś pochowa
W białej sukni sobie zblednę
Panną młodą nie zostanę,
nigdy nią nie będę
Chudy, średniego wzrostu, bury, krótkowłosy ticked o brązowych oczach. Ma czarno-szarą obróżkę z niebieskim dzwoneczkiem.
Miły typek i uparty trochę też.....
Księżycowa Łapa. [KRz], Rycerzyk [KW], James [S]
Oj, nie chciał jej przestraszyć. Gdy drgnęła, on jedynie odsunął lekko uszy, a na jego mordę wsunął się przepraszający wyraz - skrajnie różny od tego złośliwego, który ukazał się na białym pyszczku. Jak był przyzwyczajony do wszelkich reakcji ze strony obcych wobec siebie, tak chyba do tej pory nikogo nie wystraszył. Nic więc dziwnego, że chciał jakkolwiek przeprosić za to, co zrobił. Choć nie słownie - nie uważał, że powinien się odzywać w tej kwestii. Byłoby to nie dość, że nachalne, to wręcz głupie. Nie przyczaił się na nią, a tylko odezwał. Nie miał zamiaru niczego zrobić...
Podeszła nieco bliżej. Teraz chyba faktycznie było tylko widać różnice między nimi. W chwili, gdy kotka mogła się cieszyć swoim nijako groźnym wyglądem, Connor w najlepszym wypadku przypominał ciepłą bułkę. Okrąglutki pyszczek, chuda, nieco atletyczna budowa, krótkie (prawie całkiem, bo nie do końca) ułożone futerko i obróżka jedynie pogłębiały ten zupełnie niegroźny wizerunek z jego strony. - Nie, tak jak mówiłem - szukam kogoś. Czarny kot, ma krótkie futro i z pysku wystają mu dwa kły. Nazywa się Szczerbatek. Jest nieco starszy - wyjaśnił spokojnie. Tyle szczegółów znał, więc nie mógł też doprecyzować rysopisu ex-rzeczniaka. - Jest on dobrym przyjacielem mojego znajomego, aczkolwiek ten - ze względu na swój stan zdrowia - nie mógł sam wyjść go szukać. Poprosił mnie o pomoc w tej sprawie.
Dorzucił jeszcze. Zdecydowanie się nie zgubił. To jest - może nieco nie wiedział gdzie jest, ale nie na tyle by nazywać to zgubieniem. Gdyby się bardzo postarał, wróciłby jakoś na osiedle.
Księżyce: 58 Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Dziewanna Ojciec: Kruczopiór [*] Partner: Rosocha? Trwałe urazy: Spora blizna na lewym policzku, biegnąca tuż pod okiem i zakrzywiona; niewielka ale wyraźna pionowa blizna na górnej powiece prawego oka; nadwrażliwość na promienie słoneczne, niedosłuch
Księżyce: 58 Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Dziewanna Ojciec: Kruczopiór [*] Partner: Rosocha? Trwałe urazy: Spora blizna na lewym policzku, biegnąca tuż pod okiem i zakrzywiona; niewielka ale wyraźna pionowa blizna na górnej powiece prawego oka; nadwrażliwość na promienie słoneczne, niedosłuch
Albinoska o długim, puszystym śnieżnobiałym futrze. Budowa standardowa, smukła i zgrabna; oczy barwy lodowato błękitnej, wpadającej w róż; niewielkie pędzelki na uszach, zaróżowienia w okolicy łap, oczu i nosa; zakrzywiona blizna biegnąca pod okiem na lewym policzku
Ambitna i władcza, o zwichrowanej psychice spowodowanej przeżyciami; zimna, często porywcza i wybuchowa, często traktuje inne koty pogardliwie i patrzy na nie z wyższością; bezwzględna, uwielbia manipulować i być podziwiana
Bezczelny. Tyle Balladyna pomyślała. Zazwyczaj koty schodziły jej z drogi, zwłaszcza takie mizerne i wymoczkowate jak ten tu, pieszczoszek. Za to przynajmniej wreszcie sprecyzował o co mu tam chodzi. Oh, biedna istotka, szuka kolegi. A więc jednak się zgubił. Jakkolwiek. Jej spojrzenie nie zmieniło się ani na jotę, może jedynie stało się jeszcze bardziej pogardliwe. Przestała się uśmiechać. O ile grymas który malował się na jej pysku wcześniej, można było takowym nazwać. Słuchała jak ten mówi dalej, jakby ją to obchodziło. Czy zamierzała odpowiedzieć? Owszem, ale nie tak, jak młody kocurek by sobie tego życzył. Zbliżyła sie, a na jej pysku pojawił się drapieżny uśmiech. -Oh, widziałam dużo kotów.- miauknęła wreszcie, głosem pozbawionym wyrazu i głębi. Jej wzrok ponownie spoczął na tym ustrojstwie, które kocur miał na szyi. Szybkim ruchem wyciągnęła łapę i jednym wysuniętym pazurem zaczepiła o obrożę pociągając ją lekko w swoją stronę. Ta zadzwoniła, a melodyjny dźwięk przeciął ciszę lasu. Z gardła Balladyny wydobył się cichy, mruczący śmiech. Śmiech, który brzmiał jak ostry sopel. -Z tym na pewno bez problemu go odnajdziesz, myszko. Z pewnością usłyszy cię z odległości parudziesięciu drzew. Albo.. wcześniej usłyszy cię drapieżnik, który zedrze z ciebie to lisie łajno razem z gardzielą.- mruknęła gardłowo, wbijając lodowaty wzrok w kocura. Ten mógł przez chwilę poczuć na pysku jej gorący oddech. Gwałtownie puściła obrożę i odsunęła się.
Te borsucze pchły, wszystkie co do jednego, były tak głupie. Żałosne kreatury. Ale może troszeczkę się z taką pozbawiać. Jej pazury odruchowo lekko się wyciągnęły, choć nie zamierzała atakować. Jeszcze.
✦ ✦ ✦
Gorzka wódka, gorzka wódka
Niech mnie ktoś zabije Gorzka wódka, gorzka wódka
Chyba już nie żyję
Niech mnie ktoś pochowa
W białej sukni sobie zblednę
Panną młodą nie zostanę,
nigdy nią nie będę
Chudy, średniego wzrostu, bury, krótkowłosy ticked o brązowych oczach. Ma czarno-szarą obróżkę z niebieskim dzwoneczkiem.
Miły typek i uparty trochę też.....
Księżycowa Łapa. [KRz], Rycerzyk [KW], James [S]
Nie przejmował się zmianą mimiki. Zauważył ją bez problemu, ale zakładał że wynikiem tego jest niezadowalająca odpowiedź, jaka padła z jego strony. Być może również zauważyła, że jest pieszczochem - co zdawało się być dla kotów z lasu możliwie najgorszym, co w życiu widzieli. Nie rozumiał tego, nigdy. Może powinien zacząć zaznaczać na wstępie, że pochodzi z osiedla, aby to jego rozmówcy sami nie musieli dochodzić do tych wniosków? Może to jakoś zmieni ich podejście?... Wątpił - myśl jednak pozostała z tyłu głowy.
Nie życzył sobie żadnych odpowiedzi! To jest, żadnych konkretnych. Aczkolwiek, to zdawało się być konkretem. Uniósł uszy do góry, oczekując jakiegokolwiek słowa dalszych wyjaśnień. I... te nie nadeszły. - Czy widziałaś tego, o którym wspominam? - dopytał więc. Gdy ta przysunęła obrożę do siebie, moment nic nie robił - mrużył lekko oczy, czekając na to aż powie coś więcej. Dopiero po chwili gdy go puściła, spokojnym ruchem położył na obróżkę łapę, by przestała wydawać dźwięki. Równocześnie posłał jej spojrzenie proszące, by nie szarpała go za obrożę - było to nieco niekomfortowe. Do tego, zwyczajnie, nie chciał by przypadkiem obróżka się zepsuła. Lubił ją. - Biorę to pod uwagę - odparł, lekko przytakując głową. - Jak i liczę się z możliwymi niebezpieczeństwami.
Kto się nie liczył? Nie był aż tak głupi, by nie wiedzieć że na dobrą sprawę zaraz nie wyskoczy na nich zza rogu lis. I jak przy nim szanse mogły być większe, tak ostatecznie każdy kot był narażony na atak. Pozostawało być ostrożnym. - Jesteś tutejsza? - zagaił jeszcze. Teraz z czystej ciekawości, na jaką sobie chyba mógł pozwolić.
Księżyce: 58 Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Dziewanna Ojciec: Kruczopiór [*] Partner: Rosocha? Trwałe urazy: Spora blizna na lewym policzku, biegnąca tuż pod okiem i zakrzywiona; niewielka ale wyraźna pionowa blizna na górnej powiece prawego oka; nadwrażliwość na promienie słoneczne, niedosłuch
Księżyce: 58 Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Dziewanna Ojciec: Kruczopiór [*] Partner: Rosocha? Trwałe urazy: Spora blizna na lewym policzku, biegnąca tuż pod okiem i zakrzywiona; niewielka ale wyraźna pionowa blizna na górnej powiece prawego oka; nadwrażliwość na promienie słoneczne, niedosłuch
Albinoska o długim, puszystym śnieżnobiałym futrze. Budowa standardowa, smukła i zgrabna; oczy barwy lodowato błękitnej, wpadającej w róż; niewielkie pędzelki na uszach, zaróżowienia w okolicy łap, oczu i nosa; zakrzywiona blizna biegnąca pod okiem na lewym policzku
Ambitna i władcza, o zwichrowanej psychice spowodowanej przeżyciami; zimna, często porywcza i wybuchowa, często traktuje inne koty pogardliwie i patrzy na nie z wyższością; bezwzględna, uwielbia manipulować i być podziwiana
Balladyna zmrużyła ślepia. Postawa tego kocura.. działała jej na nerwy. Najwidoczniej jednak bardzo mu zależało na tej informacji... Na jej pysku pojawił się pogardliwy wyraz. Nie przykładała uwagi do kotów jakie spotykała na swej drodze. Nie obchodziły jej. -Moze i tak... - miauknęła przeciągle. Prychnęła lekkim śmiechem. Naciskał na odpowiedź, roszcząc sobie prawo do jej uwagi, w sposób, jakby był pewny że mu się to należy. Jakim cudem on się uchował w dziczy? Obserwowała, jak ten kładzie łapę na obróżce, a wyraz jaki malował się na jego pysku wzbudził tym większe jej politowanie. Jego kolejne słowa sprawiły, że prychnela nieprzyjemnym dla ucha śmiechem. Brał to pod uwagę? Doprawdy śmieszne, zważając na to, że jego czyny temu nie odpowiadały. Wypowiadał się jakby posiadał wszystkie rozumy, a tak naprawdę, Balladyna dawno nie spotkała tak głupiego kota. Nie przeżyje w lesie jednego księżyca. -Bierzesz? Dalej mając to głośne ustrojstwo na karku? Zabawne. - jakby się z tym liczył.. zdjalby to. Ale albinoske to nie obchodziło. Szybciej zdechnie, i to na własne życzenie.
Na pytanie jej ogon drgnął lekko. Wypytywał dalej. Tym razem na jej pysku pojawił się lekki, acz drapieżny uśmiech. -Nie, kochasiu. Pochodzę z miejsca gdzie koty nie są aż takimi mysimi móżdżkami. - miauknęła. Drgnęła, po czym obeszła go lekko, jak drapieżnik okrążający zwierzynę. Męczył ją ten młokos.
Może jednak uda jej się znaleźć z niego jakiś pożytek.
Przesunęła ogonem pod jego brodą. - Wiesz coś o tutejszym miejscu? -Zapytała, dając mu szansę na jakiekolwiek wykazanie się.
✦ ✦ ✦
Gorzka wódka, gorzka wódka
Niech mnie ktoś zabije Gorzka wódka, gorzka wódka
Chyba już nie żyję
Niech mnie ktoś pochowa
W białej sukni sobie zblednę
Panną młodą nie zostanę,
nigdy nią nie będę
Chudy, średniego wzrostu, bury, krótkowłosy ticked o brązowych oczach. Ma czarno-szarą obróżkę z niebieskim dzwoneczkiem.
Miły typek i uparty trochę też.....
Księżycowa Łapa. [KRz], Rycerzyk [KW], James [S]
W odróżnieniu od niej - on nie czuł specjalnych uczuć jej względem. Może pewnego rodzaju zmieszanie, gdy odpowiadała wymijająco i kiedy prychała, jakby... no, właściwie, jakby nie wiadomo co. Wiedział już - kosztem poznania innych - że nie każdy przychylnie patrzy na pieszczochy, ale ta tutaj zdawała się ewidentnie bardzo ich nie lubić. - Byłbym wdzięczny, gdybyś potrafiła odpowiedzieć dokładnie - odparł na "może i tak". W końcu, to dość... jasne. Tak, nie - tyle. Nie było co drążyć tematu na około i robić jakieś fikołki z informacją tak prostą. - Jeśli nie jesteś pewna, też wolałbym gdybyś mogła to powiedzieć wprost.
Dorzucił jeszcze. W końcu - to nic takiego jakby nie była pewna. Szczerbatek nie miał wielu cech szczególnych i mógł się mieszać z innymi kotami w tle.
Kolejne jej uwagi przemilczał. Obserwował ją i... tyle. Nie było sensu odpowiadać na każdą zaczepkę i wchodzić w słowne potyczki, które - na dobrą sprawę - do niczego nie będą prowadziły. Poprawił jedynie swoją pozycję, unosząc zaraz brew na nazwanie go "kochasiem". - Nie kocham się z nikim - tu odpowiedział, nie kryjąc przy tym ni odrobiny swojego zdziwienia. Pozostałą część informacji zanotował z tyłu głowy. Nie rozumiał czemu mówiła o tych stronach, jako o tych dla mysich móżdżków... Może miała wobec wszystkich taką awersję, nie tylko względem niego. Co sprawiało, że wszystko było jeszcze dziwniejsze! Czemu tak bardzo nie lubiła wszystkich kotów??
Na jej pytanie kiwnął lekko głową. - Co nieco, ale głównie z osłuchu. Z własnego doświadczenia dopiero się dowiaduję.
Księżyce: 58 Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Dziewanna Ojciec: Kruczopiór [*] Partner: Rosocha? Trwałe urazy: Spora blizna na lewym policzku, biegnąca tuż pod okiem i zakrzywiona; niewielka ale wyraźna pionowa blizna na górnej powiece prawego oka; nadwrażliwość na promienie słoneczne, niedosłuch
Księżyce: 58 Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Dziewanna Ojciec: Kruczopiór [*] Partner: Rosocha? Trwałe urazy: Spora blizna na lewym policzku, biegnąca tuż pod okiem i zakrzywiona; niewielka ale wyraźna pionowa blizna na górnej powiece prawego oka; nadwrażliwość na promienie słoneczne, niedosłuch
Albinoska o długim, puszystym śnieżnobiałym futrze. Budowa standardowa, smukła i zgrabna; oczy barwy lodowato błękitnej, wpadającej w róż; niewielkie pędzelki na uszach, zaróżowienia w okolicy łap, oczu i nosa; zakrzywiona blizna biegnąca pod okiem na lewym policzku
Ambitna i władcza, o zwichrowanej psychice spowodowanej przeżyciami; zimna, często porywcza i wybuchowa, często traktuje inne koty pogardliwie i patrzy na nie z wyższością; bezwzględna, uwielbia manipulować i być podziwiana
Balladyna drgnęła. No, tego to się nie spodziewała. Jej oczy rozjarzyły się. Co on sobie uważa? Zdanie, które padło z pyska kocura, sprawiło, że się w niej zagotowało. Byłbym wdzięczny, gdybyś potrafiła odpowiedzieć dokładnie . Bezczelny gnój.
Kocica wysłuchała dalszych słów kocura, krzywiąc pysk w szyderczym uśmiechu widząc jego zdziwienie. Poczekała, aż ten dokończy wypowiedź, po czym zbliżyła się. Jego dalsze słowa miała gdzieś, obecnie miała w głowie tylko to, co powiedział na początku. Zbliżyła się, jej pazury wysunęły się lekko. Stanęła nad kocurem, a jej źrenice były cienkie jak szpilki. Zastygła nad nim złowrogo, po czym w mgnieniu oka wykonała ruch, gwałtownie przyciskając kocura do ziemi, tak że zarył pyskiem w śniegu. Serce jej biło mocno. Connor mógł czuć jej pazury na swoim grzbiecie. Mimo to, nie zamierzała mu robić jakiejś specjalnej krzywdy. Ale musiał znać swoje miejsce.
Przyciskając go mocno do ziemi, wysyczała: -Posluchaj, pieszczoszku. Nie waż się więcej zwracać do mnie w taki sposób. Byłabym wdzięczna. - przedrzeźniła go. Jej oddech, gorący, owiewał mu kark, a jej ogon był nastroszony tak, że jego rozmiar zwiększył się niemal dwukrotnie. -Bądź grzeczniejszy. - wycedziła przez zęby.
✦ ✦ ✦
Gorzka wódka, gorzka wódka
Niech mnie ktoś zabije Gorzka wódka, gorzka wódka
Chyba już nie żyję
Niech mnie ktoś pochowa
W białej sukni sobie zblednę
Panną młodą nie zostanę,
nigdy nią nie będę
Chudy, średniego wzrostu, bury, krótkowłosy ticked o brązowych oczach. Ma czarno-szarą obróżkę z niebieskim dzwoneczkiem.
Miły typek i uparty trochę też.....
Księżycowa Łapa. [KRz], Rycerzyk [KW], James [S]
Dość szybka akcja. Sam nie czując specjalnego przestrachu (przez co i odruchy miał nieco wolniejsze), jedynie zdążył się napiąć i w myślach przygotować do uskoku na bok. To, wiadomo, wcale nie nastąpiło, bo Balladyna trzepnęła nim o ziemię. Nieprzyjemne uczucie rozeszło mu się po kręgosłupie. Niekoniecznie było to winą pazurów, które czuł na plecach. Gdyby chciała go zranić, już by to zrobiła. Mimo to - gdzieś z tyłu głowy czuł... coś nie tak. Nie tyle co strach, a zwykłą niepewność co teraz. Chwała bogu, że i tego Balladyna nie słyszała, bo pewnie nie poprawiłoby to sytuacji.
Nie zauważył też, że go przedrzeźnia. Odebrał to jako.... normalny przekaz. Ot, prośbę, taką samą jaką rzucił jej. Jedyne więc, co mu przeszło przez głowę to to, że kotka ze wszelką cenę chciała pokazać że nad nim góruje. Czy się tym przejął? Niezupełnie. Wiedział jaką ma wartość (taką samą jak przeciętny kot!), a czyjaś złość niespecjalnie to zmienia. Nie rozumiał w pewien sposób jej zachowania. Ni razu zwrócił się do niej niemiło. Traktował ją jak normalnego, dorosłego kota. Najwidoczniej, ta musiała być traktowana jak jajko... które jest zgniłe i inaczej wybuchnie w najgorszy sposób!
Chwilę zbierał myśli. Kilka sekund, bo przy jej ostatniej wypowiedzi już był gotów zabrać głos; - Okej... okej - odparł najspokojniej i najłagodniej jak tylko potrafił (a to właściwie nie było trudne - głos miał naturalnie... dość przyjemny), powoli napierając grzbietem na jej łapę, dając znać że może się już podnieść. - Przepraszam za moje zachowanie moment temu... nie chciałem być niemiły.
Odchylił uszy lekko do boków. Posturę również usiłował jakkolwiek rozluzować. W końcu, chyba w tej chwili nie było innej opcji niż pokazać, że się jakkolwiek... hm, poddaje? Nie ma zamiaru z nią konkurować? Coś w tym stylu.
Księżyce: 58 Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Dziewanna Ojciec: Kruczopiór [*] Partner: Rosocha? Trwałe urazy: Spora blizna na lewym policzku, biegnąca tuż pod okiem i zakrzywiona; niewielka ale wyraźna pionowa blizna na górnej powiece prawego oka; nadwrażliwość na promienie słoneczne, niedosłuch
Księżyce: 58 Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Dziewanna Ojciec: Kruczopiór [*] Partner: Rosocha? Trwałe urazy: Spora blizna na lewym policzku, biegnąca tuż pod okiem i zakrzywiona; niewielka ale wyraźna pionowa blizna na górnej powiece prawego oka; nadwrażliwość na promienie słoneczne, niedosłuch
Albinoska o długim, puszystym śnieżnobiałym futrze. Budowa standardowa, smukła i zgrabna; oczy barwy lodowato błękitnej, wpadającej w róż; niewielkie pędzelki na uszach, zaróżowienia w okolicy łap, oczu i nosa; zakrzywiona blizna biegnąca pod okiem na lewym policzku
Ambitna i władcza, o zwichrowanej psychice spowodowanej przeżyciami; zimna, często porywcza i wybuchowa, często traktuje inne koty pogardliwie i patrzy na nie z wyższością; bezwzględna, uwielbia manipulować i być podziwiana
Balladyna z zadowoleniem wysłuchała kajania się kocura. Uścisk jej łapy na jego grzbiecie poluzował się, a ona sama trzymała go jeszcze chwilę. Potem puściła go, i sapnęła cicho. -No... Tak lepiej. - mruknęła słodkim, ale i lekko ochrypłym głosem, w którym czaiła się nuta fałszu. Pozwoliła swojej sierści opaść z powrotem na ciało, a jej wzrok przybrał zwyczajowy pogardliwy wyraz. Złość nadal się w niej lekko grzała, więc jej pazury nie zostały schowane do końca, ale na tę chwilę, Connor miał szansę odsunąć się bez uszczerbku na futrze. Nie spuszczając z kocura lodowato-rozowego wzroku, dodała: - Radzę uważać na słowa, gdy spotkasz innego kota. Nie każdy może potraktować cię tak łaskawie. - uniosła lekko pysk, krzywiąc kącik pyska w uśmiechu. Chociaż los jeden wie, było sporo kotów nic nie wartych, którym nie przeszkadzało jak się nimi pomiatało. Ale śnieżnobiała zdecydowanie do nich nie należała.
✦ ✦ ✦
Gorzka wódka, gorzka wódka
Niech mnie ktoś zabije Gorzka wódka, gorzka wódka
Chyba już nie żyję
Niech mnie ktoś pochowa
W białej sukni sobie zblednę
Panną młodą nie zostanę,
nigdy nią nie będę
Chudy, średniego wzrostu, bury, krótkowłosy ticked o brązowych oczach. Ma czarno-szarą obróżkę z niebieskim dzwoneczkiem.
Miły typek i uparty trochę też.....
Księżycowa Łapa. [KRz], Rycerzyk [KW], James [S]
Gdy go puściła, wstał. Otrzepał się, acz delikatnie. Raczej tylko po to, by luźniejsze kawałki śniegu odczepiły się od jego futra. Oczyści się ze śniegu bardziej nieco później. W obecnej chwili było to co najmniej głupie; lepszym było skupić się na jej ruchach, bo skoro raz zareagowała w taki sposób, może zrobić to kolejny. Connor nie był na tyle głupi, aby teraz uśpić czujność.
Nie odpowiedział. Przyglądał się jej, przysłuchiwał - bez większego problemu wyczuwając ten fałsz przykryty słodkim mruknięciem. Niewiele był w stanie z tego wyciągnąć, poza zrobieniem jeszcze jednej notatki mentalnej, aby mieć to na uwadze. Jej wzrok nie był wielce milszy od tonu głosu. Śmiesznie kontrastowało to z tym, że Pieszczoch nadal wzrok miał relatywnie miękki. Mimo, że z całych sił próbował wyglądać nieco poważniej, to wychodziło jak wychodziło. - Zdaję sobie z tego sprawę. Będę miał jednakże twoją radę na uwadze, dziękuję - odpowiedział po niedługiej chwili, w głowie usiłując przemielić jak teraz dobrać słowa, żeby nie spotkało się to z kolejną... taką reakcją. Mimo to, napiął łapy, gotów do ewentualnego uniku. Drugi raz nie pozwoli sobie na taki atak z zaskoczenia.
Problem był teraz tylko taki, że nie wiedział czy powinien więcej mówić, czy oddać jej tymczasowo pałeczkę. Logika podpowiadała mu, że to było najlepszą opcją - białofutra była typem, który... jak sądził, wolał dominować. Nie wiedział w jakich granicach się to trzymało, stąd raczej lepszym było pozwolić jej wybrać na jakie tematy mają rozmawiać.
Księżyce: 58 Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Dziewanna Ojciec: Kruczopiór [*] Partner: Rosocha? Trwałe urazy: Spora blizna na lewym policzku, biegnąca tuż pod okiem i zakrzywiona; niewielka ale wyraźna pionowa blizna na górnej powiece prawego oka; nadwrażliwość na promienie słoneczne, niedosłuch
Księżyce: 58 Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Dziewanna Ojciec: Kruczopiór [*] Partner: Rosocha? Trwałe urazy: Spora blizna na lewym policzku, biegnąca tuż pod okiem i zakrzywiona; niewielka ale wyraźna pionowa blizna na górnej powiece prawego oka; nadwrażliwość na promienie słoneczne, niedosłuch
Albinoska o długim, puszystym śnieżnobiałym futrze. Budowa standardowa, smukła i zgrabna; oczy barwy lodowato błękitnej, wpadającej w róż; niewielkie pędzelki na uszach, zaróżowienia w okolicy łap, oczu i nosa; zakrzywiona blizna biegnąca pod okiem na lewym policzku
Ambitna i władcza, o zwichrowanej psychice spowodowanej przeżyciami; zimna, często porywcza i wybuchowa, często traktuje inne koty pogardliwie i patrzy na nie z wyższością; bezwzględna, uwielbia manipulować i być podziwiana
Z jej gardła wydobył się ukontentowany pomruk. No, proszę wystarczy trochę okazania pazurów i twardej łapy, i młodzik jednak potrafi się zachować. Bardzo dobrze. Pazury Balladyny schowały się, ona sam zaś, odsunęła się kawałek od kocura. Usiadła, a ogon owinęła wokół łap. Obrzuciła kocura zimnym spojrzeniem. -Więc... Mówisz, że co nieco się osłuchałeś.. -zaczęła, jej oczy błyskały drapieżnie. -Słyszałeś co nieco o rzekomych Klanach? - zapytała. Z jej pyska wydobywała się para. Kto wie, może coś słyszał, a taka wiedza mogła okazać się... Bezcenna.
Robiło się coraz chłodniej, i futro albinoski nastroszyło się.
✦ ✦ ✦
Gorzka wódka, gorzka wódka
Niech mnie ktoś zabije Gorzka wódka, gorzka wódka
Chyba już nie żyję
Niech mnie ktoś pochowa
W białej sukni sobie zblednę
Panną młodą nie zostanę,
nigdy nią nie będę
Chudy, średniego wzrostu, bury, krótkowłosy ticked o brązowych oczach. Ma czarno-szarą obróżkę z niebieskim dzwoneczkiem.
Miły typek i uparty trochę też.....
Księżycowa Łapa. [KRz], Rycerzyk [KW], James [S]
Czy agresja zadziałała? Niekoniecznie. A przynajmniej nie w kwestii jego zachowania. Tutaj zadziałały słowa - bo skoro miał nie zwracać się w taki sposób, wiadomo... nie będzie. Nie miał zamiaru jej irytować nie dlatego, że się jej bał, a dlatego że chciał wprowadzić przyjazną, miłą atmosferę w rozmowie. Być może błędnie, ale podejrzewał że mogą sobie wzajemnie pomóc, mniej lub bardziej. Lub chociaż on mógłby pomóc jej - skoro już pomagał Szponowi, dodatkowa misja nie byłaby niczym problematycznym. Co więcej! Może nawet ułatwiłaby mu poszukiwania, w zależności od tego czego tamta by potrzebowała. Tak czy inaczej... Nieprzyjemne emocje w kontekście takich rzeczy zdecydowanie nie były czymś, co ułatwi rozmowę. - Zgadza się - odparł, przytakując delikatnie głową. Pozostając nadal napięty, usiadł prosto. Connor miał do siebie to, że chyba zawsze był wyprostowany jakby ktoś mu wsadził kija w grzbiet. A mimo to, jeśliby wymagała tego sytuacja, bywał gibki jakby pozbawiono go kości. Sam nie wiedział - i nie zwracał uwagi na to - czemu zwykle był tak idealnie, książkowo wręcz ułożony. - O wszystkich czterech.
Potwierdził jeszcze. Oddanie jej pałeczki było więc dobrym wyborem. - Czy jest coś w związku z tym, z czym mógłbym ci pomóc?
Księżyce: 58 Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Dziewanna Ojciec: Kruczopiór [*] Partner: Rosocha? Trwałe urazy: Spora blizna na lewym policzku, biegnąca tuż pod okiem i zakrzywiona; niewielka ale wyraźna pionowa blizna na górnej powiece prawego oka; nadwrażliwość na promienie słoneczne, niedosłuch
Księżyce: 58 Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Dziewanna Ojciec: Kruczopiór [*] Partner: Rosocha? Trwałe urazy: Spora blizna na lewym policzku, biegnąca tuż pod okiem i zakrzywiona; niewielka ale wyraźna pionowa blizna na górnej powiece prawego oka; nadwrażliwość na promienie słoneczne, niedosłuch
Albinoska o długim, puszystym śnieżnobiałym futrze. Budowa standardowa, smukła i zgrabna; oczy barwy lodowato błękitnej, wpadającej w róż; niewielkie pędzelki na uszach, zaróżowienia w okolicy łap, oczu i nosa; zakrzywiona blizna biegnąca pod okiem na lewym policzku
Ambitna i władcza, o zwichrowanej psychice spowodowanej przeżyciami; zimna, często porywcza i wybuchowa, często traktuje inne koty pogardliwie i patrzy na nie z wyższością; bezwzględna, uwielbia manipulować i być podziwiana
Czterech. A więc Klany są cztery.. potencjalnie oznacza to mnóstwo kotów na tym terenie, co stanowić mogło zagrożenie, lecz to nawet nie przeszło Balladynie przez myśl.
Zagrożenie? Dla niej?
Przekrzywiła lekko łeb. - Co to za koty? Ktoś nimi rządzi? -zapytała. Zastanawiała się, czy owe grupy podobne były do tejże, którą kierował jej zdradziecki ojciec.
Czy coś zamierzała zrobić z tą wiedzą? Może, aczkolwiek z wiekiem trzymała się jednak bardziej z boku. Warto jednak było wiedzieć co i jak, może ta wiedza jej się w jakiś sposób przyda. Nagle przez jej głowę przemknęła myśl, wspomnienie..
A może to tu polazła ta... wsza. Rosocha odeszła dawno temu, niewykluczone, że zaciągnęła się do jakiejś grupy. Jej futro uniosło się. Emocje wobec ex partnerki nadal były silne. Nadal chciała ją zabić. Patrzeć, jak kona, tak jak to zrobiła nakrapiana owej pamiętnej nocy w stodole. Jak ona śmiała ja porzucić. Jej spojrzenie stało się błędne, jednak szybko emocje tak jak się pojawiły, tak opadły. Jej pysk pozostawał jednak wykrzywiony w grymasie złości, i można było odczuć, że biała kocica ponownie traci panowanie.
✦ ✦ ✦
Gorzka wódka, gorzka wódka
Niech mnie ktoś zabije Gorzka wódka, gorzka wódka
Chyba już nie żyję
Niech mnie ktoś pochowa
W białej sukni sobie zblednę
Panną młodą nie zostanę,
nigdy nią nie będę
Chudy, średniego wzrostu, bury, krótkowłosy ticked o brązowych oczach. Ma czarno-szarą obróżkę z niebieskim dzwoneczkiem.
Miły typek i uparty trochę też.....
Księżycowa Łapa. [KRz], Rycerzyk [KW], James [S]
- Ich przywódcy. Każdy Klan ma przywódcę - odpowiedział spokojnie, chwilę skupiając wzrok na jej pysku.
Trudno było zrozumieć co się w jej głowie dzieje... nic dobrego. Nie był na pewno kotem, który powinien poruszać z nią tematy samopoczucia. Jeśli już - wolał tylko wiedzieć, że jest... zła. Nie był pewien na co. Na wieść o Klanach? To dość istotna informacja - każdy preferuje wiedzieć chyba, że może być ewentualnie zagrożony. Przekraczanie granic mogło skończyć się masakrą... Chyba, że była znów zła na niego? Nie zdradził swoich wątpliwości. Lekko, leciutko, zmarszczył brwi w namyśle. Tyle. - Mogę odpowiedzieć ci więcej rzeczy, ale chciałbym wówczas i ciebie poprosić o pomoc - bo inaczej byłoby to nie fair... Czemu miałby dać jej wszystko na talerzu, kiedy jedyne co on dostał to było obicie mordki?