Trochę czasu minęło... i któż to?! Szpon, znów bóg-wie-gdzie. Łaził, zwiedzał, szukał wrażeń i nawet myślał, że na dziś się z nimi pożegna, kiedy w jego ślepia wpadła już znajoma mu sylwetka. Ostatnio jednak milcząca i może, oby, dziś nie! Chwilę się wahał czy zagadać, ale ostatecznie wygrała ciekawość. - Ty! Cze! - krzyknął w jej stronę wesoło, posyłając już z daleka uśmiech. Po swojemu. Tylko co mówić dalej? Ostatnio nie wyszło zbyt dużo, więc lepszym było dać jej dojść do głosu, nim on się rozkręci.
Rudy tygrysio pręgowany kocurek z bielą idącą od noska (między oczami) rozciągając się na pyszczek i policzki, ciągnąc się przez pierś i brzuszek. Pyszczek rudzielca jest dość owalny i drobny. Jego uszy są za to większe i trójkątne. Biel występuje także na łapkach tworząc skarpetki. Na przednich łapach sięga trochę powyżej palców. Na tylnych natomiast sięga kostek. Jego oczy są bursztynowe i owalne, aczkolwiek lekko skośne.Futerko Rudzika jest długie, a kocurek zbudowany jest dość lekko. Ma długie łapki i jest szczupły, przy czym elegancki. Posiada długi, puchaty ogon, który swoim wyglądem przypomina ten u wiewiórki. Rudzik ma dość drobną posturę, wydaje się delikatny i niepozorny. Co mu odpowiada, bo nie jest kotem, który szuka konfliktów. Jego wąsy są długie, czasem wydają się lekko zawinięte w dół przy końcu. Jeżeli chodzi o futerko kocurka, to jest ono miękkie i puchate. Kocurek bardzo starannie dba o higienę i stara się prezentować względnie dobrze.
Sposób w jaki Rudzik patrzył na świat diametralnie się zmienił. Nie przejmuje się teraz kompletnie naukami ojca, czy też kogokolwiek. Pamięta co nieco interakcje z nimi, ale jego punkt widzenia zmienił się. Nie ma ambicji jeżeli chodzi o zostanie jakimś super dobrym wojownikiem, jeżeli kiedykolwiek mu się to uda. Swoją prezentacja też się nie przejmuje. Jednakże jego przeżycia sprawiły, że ma problemy z zaufaniem. W końcu w pewnym momencie zaufał swoim porywaczom, których wtedy uważał za wybawców, a ci znudzili się nim i wyrzucili go w lesie. Fakt, wrócił do domu, ale nie może powstrzymać się od zastanawiania się, czy to on przypadkiem nie był problemem. Rudzik stara się unikać konfrontacji, niekiedy pozwalając po sobie deptać innym. Boi się odrzucenia i ma coś w postaci lęku separacyjnego jeżeli zwiąże się z kimś emocjonalnie. Boi się podejmować ryzyko, gdyż nie chce popełniać błędów. Rudzik mimo wszystko stara się być dość pogodnym kotem. Lubi żartować i stara się być dumny z tego co robi. Nie zawsze się mu to jednak udaje. Każdą porażkę bierze do siebie. Dąży do szczęścia, a nie do wielkich osiągnięć. Jest troskliwy i opiekuńczy. Bywa temperamentny i najczęściej kieruje się emocjami.
Rudzik rozglądał się dookoła z wyrazem konsternacji na jego pyszczku. Czy wiedział gdzie się znajduje? Nie. Czy zdawał sobie sprawę jak się tu dostał? Owszem. Bezwłose i wyprostowane stworzenia wyrzuciły go na pastwę losu. Czy był z tego powodu zadowolony? Jeszcze raz nie. Rudzielec odetchnął głęboko i postanowił pomyśleć nad następnym krokiem. A był nim powrót na rodzimą ziemię klanu. Nie wiedział jak zamierza to osiągnąć, a w jego głowie pojawiło się tysiąc myśli na temat tego co może pójść nie tak. Musiał jednak spróbować, gdyż nie przewidywał innego rozwiązania. Nie zamierzał wracać do tych stworów, a nie był pewien, czy sam da sobie radę. Poza tym, to w klanie było jego miejsce. Jedynym więc logicznym rozwiązaniem jego problemów byłoby wrócenie do Klanu Cienia w nadziei, że przywódca zgodzi się przyjąć go z powrotem.
Długowłosy kocur ruszył przed siebie powolnym, aczkolwiek miarowym tempem. Księżyce u potworów i brak jakiegokolwiek treningu odbiło się na kondycji kocurka. Oj będzie się pewnie musiał przyłożyć, aby być użytecznym. No, coś za coś. Krytycznie spojrzał na drobne pokłady tłuszczyku, co nazbierały mu się podczas pobytu w małej i zamkniętej jamie Bezwłosych.
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Kręciło się wszędzie, zmierzało donikąd i zupełnie było to im obojętne. Jak to ono. Zresztą – cel nie był ważny dla Zguby, dla statku o oderwanej kotwicy.
Równie wszystko jedno było im, gdy zalazło aż tutaj, taki kawał drogi od znajomych terenów. Długa podróż opłacona bólem łap. Kolejna z wielu.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
I jak by się wydawało, tak i się stało. Popłoch wyrósł na masywnego i dużego kocura. Futro nadal gęste i długie o burym umaszczeniu z klasycznymi pręgami. Biel spływa mu od mordki na brzuch, rozlewając się na boki. Spowite śnieżą bielą są też łapki. Na jego mordce jest mała, brązowa kropka, przypominająca pieprzyk. Kocur nie wyrósł w górę, pozostał niski i szeroki. Łapy masywne, a barki dobrze zbudowane. Oczy ma dosyć duże, brązowobursztynowe. Nos i poduszki łap są koloru różowego, a środek uszy — brązowego. Wibrysy posiada długie, kłaniające się do dołu.
Odkąd mieszkał z dwunożnymi, a potem na własną łapę, spokorniał. Kocięce ambicje o przywództwie poszły w niepamięc, jednak nadal jakaś iskierka w duszy mu drga. Gburowatość na twarzy przeszła w neutralność, a ciekawość przyszła mu dopiero na starsze lata. Brak jakiegoś bliższego kota do przyjaźni mu zaczął trochę doskwierać, ale odtrąca to na drugi tor. Nadal jednak jest w stanie zarzucić fochem, jeśli nie jest w dobrym humorze. Popłoch bierze rzeczy literalnie i rzadko wyczuwa sarkazm. Czasem, ale rzadko. Nadal się przeciwstawia zasadom, które według niego nie mają sensu, no bo powinny mieć sens. Lubi też szukać w nich luk, po to, aby je wykorzystać, albo załatać, to juz akurat zależy od jego humoru. Na swoich samotniczych ścieżkach wyćwiczył wspinaczkę, którą tak bardzo kocha. Dzięki swoim mięśniom i sile nie jest do dla niego takie cieżkie, jakie mogłoby się wydawać. W skrócie, zrobił się bardziej przyjazny, ale nadal widać w nim tego kociaka, którym był kiedyś.
Ważka [KC]
Popłoch kręcił się znowu gdzie go łapy poniosą. Szedł sobie tak jakiś czas, przystawszy tu i tam i ziewając. Dzisiaj miał dosyć leniwy dzień, oczy same mu się skłaniały ku snowi, ale nie dawał się temu. Trzeba trochę pochodzić, świeżego powietrza nawdychać. W końcu znalazł się tutaj. Usiadł sobie i rozejrzał się dookoła, pochłaniając jakieś widoki. W tej części jeszcze go nie było! W powietrzu wyczuł jakiś zapach innego kota, ale początkowo go zignorował. Dzień miał dobry, więc jeśli będzie chcieć z nim ktoś rozmawiać, to porozmawia.
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Tak jak długie spacery były dla Zguby chlebem powszednim, tak nie było wolne od dokuczającego im zmęczenia. Zwłaszcza w upalne dni, gdy żar lał się bezlitośnie z nieba.
Bolały ich łapy. Ostrożnie, powoli, rozciągnęło się na ciepłej ziemi w krótkim cieniu drzew. Cudzy zapach, który przez chwilę czuło i który postawił im sierść na karku, zniknął w mieszaninie woni trawy, liści i kwiatów.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Był to dzień, w którym bliźniaki wyruszyli na wyprawę. Kotka planowała pójść ich tropem, ale ostatecznie zrezygnowała. Głupio byłoby dostać karę już na wstępie kadencji nowego przywódcy. Dlatego też zrezygnowała z tego już wtedy, gdy wkraczała w głąb Szarych Brzóz, a jej łapy poprowadziły ją w stronę Łanu Rzepaku. Po co? Sama nie wiedziała. Może na spacer. Może na polowanie. Tak po prostu.
Był to dzień nijaki!! Dla Szpona, który w sumie od paru dni nie miał w planach niczego wielkiego do roboty. No - bo co miał mieć? Tu patrol, tam jakieś wyjście, tu sprawa Skały i Gwiezdnych, tu to, tu tamto... lada moment ceremonia i jeszcze mniej czasu będzie, ale w ten nijaki sposób, bo trening to nigdy czasu nie zajmuje. O ile dostanie terminatora! Ale powinien dostać. Czemu miałby nie!!
Wyszedł. Nie miał żadnego celu ani planu swojej podróży, stąd też spacer ciągnął mu się mozolnie, aż w oczy nie wpadła mu czerń Szer...!! A nie, nie jego. Chyba, że frajer! jednak dołączył do Wichru. Po dłuższej inspekcji i paru krokach, poznał sylwetkę i tak znajomego mu kota. - Siema!!! A ty co tu!! - zamruczał wesoło, szczerząc szereg kłów.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Doleciał do niej rybi smrodek, do którego dołączył zaraz znajomy głos, a na samym końcu, gdy wreszcie się odwróciła również i białe futerko. Uniosła kąciki pyszczka, po czym w podskokach zbliżyła się do starego znajomego. - Ja tu bez celu. Chociaż na początku zamierzałam śledzić naszą zastępczynie, ale to nie ważne. A ty co tu? Też kogoś śledzisz? Z nieba mi spadłeś, bo tak szczerze to nie miałam pojęcia co ze sobą zrobić, a piszczki to się przede mną ukryły. -Salwa słów opuściła jej pyszczek, gdy uradowana próbowała odpowiedzieć na otrzymane pytanie. No, ale odpowiedziała, a to najważniejsze. To że tak skomplikowanie i w większości nie na temat, to już mniej ważne.
- Jaaaa.... nie tyle co śledzę, za kolegą się rozglądam. Ale mniejsza, teraz mam ciebie. Podobni jesteście i tak!! A czemu śledzisz Roziskrzoną, co? Bo..... ona dalej nią jest, nie? - zważając na to, że średnio Rzeczny zastępca żył może trzy do ośmiu księżyców, to nie wiedział - ale wolał by to była tylko Rzeki klątwa - czy u nich wszystko jest okej. - Noo!! I ty mi też tu, z nieba spadasz. Ha!! Tylko... co będziemy robić??
No, bo to że sobie spadli z nieba to jedno.... Ale chyba nagle nie mają łap pełnych roboty i pysków pełnych rozmów, co nie?!
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
- Aha. Jak wygląda kolega, bo może widziałam? -Podobny do niej, ale w sumie to drugiego czarnego kota z zielonymi oczami dzisiaj nie widziała, ale może dowie się czegoś więcej.- Jest! Jeszcze, ale już niedługo! Bo Lawendowa Gwiazda w końcu zdecydowała się dołączyć do Gwiezdnych i teraz Iskra poszła z Jaśniejącym Płomieniem po swoje dziewięć żyć. No i ja chciałam zobaczyć też, ale stwierdziłam że może jednak nie. Bo no nie chce dostać po uszach już na samym początku, co nie. O kurka! Jesteś chyba pierwszym poza naszym klanem, który się dowiedział. Chyba że ktoś inny też już poszedł na ploteczki. -Raczej jej nie ukamieniują za zdradzanie takich informacji, przecież i tak kocur by się dowiedział nieco później.
Przechyliła głowę analizując jego pytanie, po czym poruszyła ogonem.- Rewanż? -Podsunęła, bo nie miała innego pomysłu, a ostatnio to ja zgniótł. Trzeba było się zemścić.
- Jest czarny i niezbyt mądry - uśmiechnął się szeroko. Oczywiście, tylko ON mógł tak mówić. Gdyby ktoś inny tak powiedział w kontekście Szczerbatka, to chyba by zjadł takiego kota na miejscu. Bez litości!
Na kolejną informację odsunął uszy do tyłu. - Wyrazy współczucia - mruknął cicho, krzywiąc się pod nosem. Przekaże to potem Łabędziowi... bo w sumie, to taka nie do końca oficjalna, ale informacja. - Ano, jak jestem pierwszy to hehe!!!
To w sumie nic, ale humor zdecydowanie od razu zrobił si mu lepszy. A z kolejnym pytaniem, jeszcze bardziej. Bo nawet nie czekał na jakieś większe potwierdzenie, a tylko uderzył łapką o ziemię z zamiarem nawrzucania jej do oczu Krzyk. A potem, drugą łapą, spróbował uderzyć jej w policzek. - Rewanż!!!!!
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
- A to dużej różnicy w sumie między nami nie ma. Ale widziałam jakiegoś takiego w okolicach Łanu Rzepaku. Ale pewności nie mam czy to ten twój twój kumpel. Na kamieniu go płaskim jakimś widziałam. -Taki totalny tchórz i frajer z niego był, także wątpiła, żeby ktoś taki był kumplem Szpona, ale kto wie. Powiedziała co wiedziała i fajnie.
Skinęła jedynie głową. Śmierć przywódczyni jakoś mocno nią nie wzruszyła, bardziej uważała to za błogosławieństwo dla samej Lawendy. W końcu będzie mogła mieć klan głęboko pod ogonem na emeryturze. Ale z grzeczności przyjmie kondolencje. A co tam.
Typo to jakiś szalony był. To było totalnie niespodziewane, tak niespodziewane, że aż syknęła przez nadmiar ziemi w gałach. Aha i typ to jej jeszcze plaskacza dał takiego mocnego, że aż jej pysk do tyłu odtrąciło. To też warty opisania szczegół. Zabolało. - Niegodziwiec! -Krzyknęła, ale bardziej przez śmiech niż złość. Ból bólem, ale mogła w końcu użyć łap. Przybliżyła się do kocura planując z całej siły dać mu z główki prosto w jego główkę. Do tego nie potrzebowała oczu.
- O, ta? A co mówił? - zapytał zaciekawiony. To nie była sprawa życia i śmierci, bo wiedział że Szczerbatek ostatnio… ostatnio nie był jak kiedyś, i co najwyżej dowiedziałby się, że coś ciekawego się dzieje w siedlisku koni, gdzie chciał się wybrać, niżeli miałby podbijać Klany, mordować wilki i stać się panem niedźwiedzi. Nie miał mu za złe, grunt że żył!
Zaśmiał się cicho, gdy ta go zwyzywała. Tuż po tym jednak oberwał, co było mniej wesołe. Ból rozszedł się mu bo łbie, więc teraz - nieco bardziej otępiałym ruchem - próbował uderzyć o jej nos.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
- Masaż mi zaproponował, a potem zaczął okładać po pysku. W sumie to nic przydatnego i sugerującego nie mówił. O! Pieszczochem na pewno nie został, bo się oburzył jak zapytałam. -Odpowiedziała w sumie zgodnie z prawdą, pomijając jednak fakt, że Ząbek uciekł od niej z podwiniętym ogonem. Jak to rzeczywiście kumpel Szpona to chyba słabo tak go ośmieszać w jego oczach.
Ból rozszedł się i po jej głowie, ale był to ból satysfakcjonujący. No, ból w nosie nie był już tak satysfakcjonujący. Prychnęła poruszając ugodzonym kinolem, po czym uniosła łapę chcąc odwdzięczyć pięknym za nadobne. Różowy kulfon miał cierpieć!
Chwilę się zastanawiał. Brzmiało… nie, nie jak Szczebratek. On nigdy by nikogo nie chciał masować! Chyba, że Szpona, to inna sprawa. Pomachał głową. - To pewnie jakiś inny! - powiedział szybko, zaraz krzywiąc się po uderzeniu w nos. Było wyjątkowo mocne, że aż musiał machnąć jej łapą na znak by sekundę nie biła, bo chce sobie go wymasować. Dosłownie, sekundę, przejechał po nim łapą dwa razy, a już chwilę później próbował uderzyć o jej polik.