Logo Artemidy
Wyp'awa Cze'wonego Maku
#16
Z pewnością to, czy potwory wiedziały o obecności innycj kotów, lub zwierząt na swojej drodze pozostanie tajemnicą, której nikt nigdy nie rozwiąże. Rzecznej Zastępczyni udało się bezpiecznie dotrzeć na drugą stronę Grzmiącej Ścieżki bez ani jednego potknięcia czy draśnięcia. Cała trójka ruszyła dalej, prąc przez śniegi i zaspy. Spadające płatki, które zwiększyły swoją intensywność - teraz znowu przygasły, jakby Gwiezdny Klan chciał ułatwić im drogę do Szepczącej Sadzawki. Nie mogli przecież zgubić drogi, Klan ich potrzebował. Potrzebował nowej Gwiazdy, kogoś, kto nimi poprowadzi. Czerwony Mak, w pewnym momencie poczuła nieco wilgotniejsze powietrze, które dostało się do jej nozdrzy. Im dalej szli, tym bliżej byli. W końcu dojrzeli kilka gołych krzewów i drzew, które dawały im schronienie przed śniegiem.
Ujrzeli, że biały puch znika, ustępując zielonej trawce, a cztery lisie długości dalej ich oczom ukazała się błyszcząca tafla wody, która o dziwo nie zamarzła pomimo Pory Nagich Drzew, która trwała w najlepsze. Dotarli, mogli odpocząć, odetchnąć, uspokoić myśli i przejść do rzeczy.
LVL 5 90 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#17
Czerwony Mak po raz pierwszy była przy Szepczącej Sadzawce, ale założyła, że to, co ukazało się ich oczom, to właśnie ona. Zastępczyni przez krótką chwilę wpatrywała się z daleka w niezamarzającą taflę wody, aż w końcu westchnęła i odwróciła pysk w kierunku swoich towarzyszy.
- Zaczekajcie tutaj. Dalej muszę iść sama - powiedziała głosem, który ciężko było zdefiniować, a w którym na pewno pobrzmiewało coś na rodzaj zmęczenia i melancholii, co było dosyć niespotykanym zjawiskiem gdy chodziło o pomarańczowoooką. Majtnęła biczowatym ogonem po czym ruszyła w kierunku wody pokonując owe cztery lisie długości które ją od niej dzieliły.
Usiadła nad brzegiem, spoglądając w ciemną taflę. No i w końcu się tutaj znalazła. Stały przed nią drzwi do dalszej drogi, które już musi tylko otworzyć. Nie bała się. Nie czuła lęku, zwątpienia, zrezygnowania, nie podważała swoich możliwości, nic z tych rzeczy. A jednak nie mogła powiedzieć, by tego chciała i by czuła się teraz w jakikolwiek sposób szczęśliwa. Nigdy tego nie chciała. W głębi serca nigdy nie dążyła do zostania przywódcą. Wiedziała, że MOŻE tak się zdarzyć i była z tym pogodzona, ale tak naprawdę to zawsze myślała, że Świetlikowa Gwiazda będzie liderem do końca jej dni, a ona do później starości będzie mogła się realizować jako jego zastępczyni.
Zacisnęła zęby czując, jak żal po raz kolejny wypełnia jej serce. Była samodzielna, ale to nie znaczy, że CHCIAŁA być sama. To, czego CHCIAŁA, to Świetlikowa Gwiazda zawsze kroczący u jej boku i władający Klanem Rzeki razem z nią, ramię w ramię. Nie chciała zmiany. Nie chciała przechodzić przez te drzwi.
Przypomniała sobie, gdy po śmierci Łabędziej Pieśni pobili się na Łabędzich Gniazdach. Lub, raczej, to ona pobiła go. Gdyby była bystrzejsza pewnie zorientowałaby się, że gdyby ich walka wyglądała inaczej i byłaby bardziej poważna, to miałaby realne szanse położenia swojego przywódcy. Był to jeden z tych momentów, w których jej gniew i zranione uczucia dały o sobie znać i ukazały tę stronę Czerwonego Maku, której bał się Klan Rzeki. Czy teraz, gdy nie było Świetlikowej Gwiazdy, kota, który jako jedyny posiadał magiczną moc powstrzymania jej gniewu, lub chociaż ściągnięcia go na siebie, będzie dało się uniknąć takich sytuacji? Czy będzie w stanie panować nad sobą zawsze i wszędzie, sama z siebie?
Dalej siedziała nad Sadzawką, nie dotykając wody. Pochyliła łeb i zamknęła oczy, pogrążając się w swojej własnej cichej chwili żałoby. Teraz, w tym jednym momencie, była całkiem sama, z dala od natrętnych oczu innych kotów. Zostawiła Ciemniejące Niebo i Kornikową Łapę kilka lisich długości za sobą, odgradzając ich od siebie niewidzialną barierą. Od Gwiezdnego Klanu również dzieliła ją jeszcze odległość własnej łapy. Na krótki moment zawisła w limbo między tym wszystkim, między byciem zastępczynią Klanu Rzeki a jego kolejną Gwiazdą. Na chwilę zatrzymała się między światem ze Świetlikiem a światem bez Świetlika.
Poczuła, jak po policzkach, spod mocno zaciśniętych powiek, zaczynają jej cieknąć łzy. Nawet nie poświęciła chwili by je otrzeć którąś z łap, zamiast tego w końcu rozwarła ślepia i pochyliła pysk, niemal wsadzając go do wody. Nie wiedziała do końca, czy ma tę wodę polizać, dotknąć, czy co. Postanowiła po prostu jej polizać i tak też zrobiła.
★

Gdy emocje już opadną
Jak po wielkiej bitwie kurz

Gdy nie można mocą żadną
Wykrzyczanych cofnąć słów

Czy w milczeniu białych, haniebnych flag
Zejść z barykady

Czy podobnym być do skały
Posypując solą ból
Jak posąg pychy samotnie stać


Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść
┍━━━━━━━━━━━━━━━┑
N I E P O K O N A N Y M
┕━━━━━━━━━━━━━━━┙

Wśród tandety lśniąc jak diament
Być zagadką której nikt
Nie zdąży zgadnąć nim minie czas


.
LVL 9 440 / 500
MedLVL 0 0 / 100
24
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
105
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#18
Ledwo chłodna woda dotknęła języka zastępczyni, ogarnął ją sen tak głęboki, że już nie poczuła jak jej ciało osuwa się powoli na ziemię. Świadomość popielatej zapadła się w ciemność, głuchą i pozbawioną zapachów i bodźców, i trwała w niej przez kilka spowolnionych uderzeń serca, aż nagły blask pchający się pod powieki zmusił ją do otwarcia oczu. Zniknęła Szepcząca Sadzawka, Ciemniejące Niebo i Kornikowa Łapa, a zamiast drzew i krzewów, osrebrzoną gwieździstym pyłem polanę otaczał krąg Gwiezdnych. Na spotkanie pretendentki do rangi Gwiazdy nie zdecydował się wyjść jeden przodek, a wielu z nich – bowiem ciężko pominąć fakt, że Czerwony Mak, krew z krwi Klanu Rzeki, miała wielu powinowatych, krewnych i przyjaciół zasiadających na Srebrnej Skórze. Dopiero po ciągnącej się w czasie i przestrzeni chwili jeden z zebranych wystąpił o krok z tłumu by zakrzyknąć gromko:
- Cześć, Robaczku! - Kocica nie musiała kierować na Gwiezdnego pomarańczowych ślepi by po tonie głosu i tej kocięcej ksywce rozpoznać Porywisty Nurt. Kocurowi jakby się urosło w Gwiezdnym Klanie, albo takie wrażenie sprawiała wyprostowana jak struna sylwetka. Szare za życia futro wydawało się być utkane ze srebra, a błękitnych oczach, przetykanych czerwonymi żyłkami tańczyły odbicia gwiazd. - Teraz twoja kolej, co? Nawet nie wiesz jaka rozpiera mnie duma, że kolejne z moich dzieci będzie przewodzić Klanowi Rzeki. Jednak dość o mnie, bo dzisiaj jest twój dzień i twoja ceremonia. Stawiłaś się tutaj, by przyjąć imię Gwiazdy, a MY, Gwiezdny Klan czekaliśmy na ciebie i chcemy przekazać ci dary, które pozwolą zmierzyć ci się z trudami piastowania rangi przywódcy. - Uśmiechnął się szeroko, dając krok do tyłu i przepuszczając innego Gwiezdnego, a właściwie Gwiezdną, która niosła Czerwonej pierwsze życie. Sylwetkę kocicy okalało przepiękne i długie czekoladowe futro, które skrywało pod sobą muskularne ciało. Zniknęły ślady choroby, która je toczyła i przedwcześnie zabrała Śliwkową Gałązkę na Srebrną Skórkę.
- Czerwony Maku. Spotykamy się znacznie szybciej niż się spodziewałam. Cieszę się, że w takich, a nie innych okolicznościach, przyjaciółko. - Poruszyła zawadiacko wąsami, bujając na boki czekoladową kitą. - Z tej okazji, pragnę ci przekazać pierwsze życie, a wraz z nim dar pracowitości. Nigdy ci jej nie brakowało, ale wraz z nową rangą przyjdą nowe obowiązki, które mogą nie raz przynieść zmęczenie i rezygnację. Niech dar ode mnie pozwoli ci się z nimi zmierzyć i z werwą wypełniać wszystkie powinności wobec Klanu Rzeki. - Podeszła, by dotknąć różowym nosem popielatego. Czerwony Mak momentalnie poczuła się senna i bez siły. Najchętniej położyłaby się tam gdzie stała i zapadła w długi, głęboki sen. Wyczerpanie przynosiła sama myśl o polowaniu czy patrolu, czynnościach bezsensownych i niekończących się, powtarzających w kółko i w kółko... Śliwkowa Gałązka uśmiechnęła się do chwiejącej się na łapach Czerwi i to przyniosło kocicy ukojenie. Znów wróciły do niej siły i stała pewnie na swych kończynach, dzięki czemu dobrze widziała kolejnego Gwiezdnego.
- Bry, Robaczku. - Wujek Omszony Pazur, pieszczotliwie zwany Purchaweczką Seniorem, szczerzył do niej zęby i najwyraźniej podobnie jak brat nie widział przeciwwskazań do używania kocięcych pseudonimów podczas ceremonii na przywódce. Cóż, tak właśnie rodzina psuje powagę i patos chwili. - Kopę księżyców! Pamiętasz jeszcze jak porwałem ciebie i resztę z kociarni na przejażdżkę na moim grzbiecie? Przynoszę ci teraz dar odwagi, byś wszystkie nachodzące przeciwności znosiła z takim męstwem jak tamtą PRZYGODĘ. - Mrugnął turkusowym okiem. - Przyda ci się nie tylko w nadchodzących walkach, ale też przy podejmowaniu czekających na ciebie decyzji. - Chuchając na nią, szturchnął niedelikatnie nosem. I nagły strach szarpnął mężnym sercem Czerwi. Jeszcze nigdy w życiu nie czuła takiej paniki i chęci ucieczki. Rozejrzała się wkoło zwężonymi źrenicami, szukając w kręgu Gwiezdnych jakiejkolwiek luki, drogi do ewakuacji, a strach dusił ją, odbierał dech, gdy zdała sobie sprawę, że nie da rady się stąd wydostać i nie ma pojęcia skąd padnie cios, którego tak się boi... Wtedy jej wzrok padł na wysoką i elegancką sylwetkę, otoczoną delikatnym, jasnym światłem i uspokoiła się momentalnie. Łabędzia Pieśń była piękna z futrem przyprószonym skrą srebrnej skórki, a urody dodawał jej łagodny uśmiech. - Witaj, kochanie. - Przywitała się ciepło, kierując na córkę skośne ślepia o orzechowej barwie. - Jestem szczęśliwa i dumna, że cię tutaj widzę. Dwoje dzieci, będące przywódcami Klanu Rzeki... Ty też już wiesz jak to jest być matką. Teraz nie będziesz nią tylko dla swych kociąt, a dla całego Klanu. Dlatego przyjmij ode mnie dar matczynej miłości. Jest ona potężna i bezwarunkowa, dodaje sił, w chwilach gdy jej braknie i pozwala wybaczać nawet tym krnąbrnym i niegrzecznym dzieciom. - W raz z dotykiem jasnego nosa, przyjemne ciepło rozlało się po popielatym ciele, płynąc począwszy od serca w stronę palców każdej kończyny i koniuszek ogona. Kocica momentalnie zapomniała co to żal, nienawiść, pogarda i przez krótką chwilę wypełniała ją tylko bezgraniczna miłość. To uczucie dawało siłę, która mogła pozwolić przepłynąć na drugą stronę Wielkiej Słonej Wody. Wciąż czując to gorąco, Czerwony Mak patrzyła jak Łabędzia Pieśń mija się z Porywistym Nurtem i czule ociera się o szary bok. Niegdysiejszy NAJLEPSZY wojownik Klanu Rzeki znowu błysnął do niej kłami.
- Twój brat Świetlik otrzymał ode mnie dar wiary we własne możliwości, jednak JA wierzę, że akurat tego ci nie zabraknie. Zamiast tego chcę dać ci, i tutaj cię zaskoczę!, dar pokory. Nawet będąc NAJLEPSZYM WOJOWNIKIEM niektóre rzeczy znajdują się poza zasięgiem naszych łap. Umiejętność przyznania się do tego przed sobą i przed innymi daje nam możliwość poproszenia o pomoc, która jest czasem niezbędna. - Po dotknięciu nosa ojca, Czerwię opuściła cała pewność siebie, a uporczywe myśli zakręciły jej w głowie – przecież nie nadawała się do niczego, nie poradzi sobie, nie będzie takim przywódcą jak Świetlikowa Gwiazda... Minęła chwila zanim wątpliwości ustąpiły, tak jak Porywisty Nurt kolejnemu Gwiezdnemu. Wysoki, czarny kocur patrzył na Czerwony Mak poważnymi ślepiami o żółtej barwie.
- Witaj, Czerwony Maku. - Mogła nie pamiętać go dokładnie, ale stał przed nią nie kto inny jak mistrz jej matki i były zastępca Klanu Rzeki, Błędne Światło. - Ode mnie otrzymasz dar właściwego osądu. Bardzo łatwo jest wydać taki bez pomyślunku, ocenić innego kota i jego działania, bez próby zrozumienia. Musisz pamiętać Czerwony Maku, że rzeczywistość nie jest czarno-biała, a rozgraniczenie tego co dobre i słuszne od tego co złe i niewłaściwe to jedno z najtrudniejszych zadań przywódcy. Wybieraj mądrze. - Dotknął popielatego futerka, a kocicę ogarnęło zagubienie. Tak jakby stała na rozdrożu i nijak nie wiedziała, która ścieżka prowadzi z powrotem do obozu, a która na skraj przepaści. Muskularne łapy drżały od nagłego odrętwienia. Czy już nigdy miała nie ruszyć z tego miejsca? Jednak zanim na dobre przyrosła do podłoża na Srebrnej Skórze, odrętwienie zelżało, by po kilku uderzeniach serca zaniknąć całkowicie. Natomiast z tłumu Gwiezdnych wystąpiła kolejna kocica. Jej kanciastą – chociaż nie tak wychudzoną jak w ostatnich księżycach życia – sylwetkę pokrywało gładkie futro w burych i rudych barwach. Czerwony Mak od razu poznała swoją ciotkę, autorytet i pierwszego klanowego bullterriera – Ćmią Gwiazdę. Zielone oczy patrzyły stanowczo prosto w pomarańczowe, gdy poprzedniczka Świetlikowej Gwiazdy skinęła przyszłej przywódczyni głową. Ćma nie owijała w bawełnę:
-Daję ci dar determinacji. Nie chodzi o ślepy upór, a siłę by dążyć do ważnych celów. Jeżeli masz taki przed sobą, nie możesz dać się złamać po drodze i ugiąć przed przeciwnościami losu. - Szturchnęła siostrzenicę, a pod tą ugięły się łapy. Znowu prawie zaryła brodą o osrebrzoną glebę, gdy mięśnie odmówiły posłuszeństwa. Na barkach czuła ciężar całego świata, który przygniatał ją do podłoża i nie pozwalała wstać. Nie ważne jak bardzo się starała i zaciskała zęby, prędzej połamałaby je wszystkie niż przezwyciężyła tą nagłą grawitację. Natomiast Ćmi Pył obserwowała jej starania surowym wzrokiem i dopiero, gdy odwróciła się na pięcie i odeszła w tłum, Czerwia znowu odetchnęła i mogła stanąć na łapy. W idealnym momencie, by spojrzeć na idącego ku niej kolejnego Gwiezdnego. Stąpał pewnie na swych długich łapach, a w pysku trzymał pęk delikatnych stokrotek. Sponad nich na Czerwię patrzyły oczy w dwóch kolorach – jedno brązowe, drugie niebieskie.
- Whitaj! - Schylił się, by położyć kwiatki pod szarymi łapami. Srebrna Skórka rządziła się swoimi prawami jeżeli chodzi o pory roku, bo skąd indziej Mroźny Nos miał wytrzasnąć świeży bukiet w środku pory nagich liści....? - Czerwia...! - Wiele emocji było w tym jednym słowie, jak i na pyszczku dawnego medyka Klanu Rzeki. - Nie minie wiele pór i spotkamy się na Srebrnej Skórce w komplecie, ale póki co, masz jeszcze zadanie do wypełnienia. Dlatego wraz z siódmym życiem, przyjmij ode mnie dar wyrozumiałości. Każdy popełnia błędy, Czerwia. Ja, ty, wojownicy naszego Klanu... Nie ma kota idealnego i trzeba ten stan rzeczy zaakceptować i czasem potrafić wybaczyć. - Uniósł lekko kąciki pyszczka, gdy delikatnie dotknął siostrę nosem. I przyniósł jej błogi spokój. W jakiś sposób zyskała pewność, że wszystko się ułoży. Spojrzała na otaczających ją Gwiezdnych innymi oczami i wszyscy wydawali się piękni i dobrzy. W ciągu kilku uderzeń serca świat stał się idealnym miejscem. Czerwony Mak z mimowolnym uśmiechem patrzyła na wychudzonego kocura, który oddalał się powoli, machając na pożegnanie ogonem. Jednak nie zdążył na dobre wtopić się w tłum, gdy rozpychając się na boki, wyprysnął z niego inny jegomość. Przodkowie popatrzyli po sobie z wyraźnym skonfundowaniem. Córka Łabędziej Pieśni też mogła czuć się zaskoczona. Ta przeciętna sylwetka, czarne futro, białe znaczenia na łapkach, piersi i brodzie... Nie było żadnej pomyłki, przed nią stał niechlubny i młodo zmarły siostrzeniec, Krecia Łapa. Wydawał się być bardzo pewny tego, że znalazł się we właściwym miejscu i we właściwym czasie i bez żadnych ceregieli tryknął ją nosem.
- Dar poczucia humoru, ciociu. - Ogłosił i w tym samym momencie niepowstrzymany chichot wyrwał się spomiędzy szarych warg. Nie ważne, czy próbowała zakryć pysk łapą czy nie. - Bycie ważną szychą nie oznacza, że masz wiecznie krzywić pysk. - Poruszył wąsami i wielką uciechę sprawiało mu patrzenie jak Czerwia prawie skręca się ze śmiechu. Tak jak chwilę wcześniej otaczający ją przodkowie wydawali się piękni, tak teraz w każdym zauważała coś zabawnego. A to podkręcony wąs, a to sterczący nad uchem kłaczek... Wszystko mogło się stać powodem do śmiechu i żartów. Jednak ta wesołość skończyła się jak odcięta pazurem, gdy z tłumu wyłonił się ostatni Gwiezdny. Świetlikowa Gwiazda szedł jej naprzeciw z charakterystyczną dla siebie elegancją, z każdym krokiem bujając swym długim - tak! - ogonem. Wyglądał doskonale, jak w swoich najlepszych księżycach życia – z wypielęgnowanym idealnie gładkim i czarnym futrem, i wysoko uniesioną brodą.
- Czerwia. - W zielonych oczach czaiło się wiele emocji. Zapewne obydwoje mieli sobie dużo do powiedzenie, ale to nie był właściwy czas i miejsce. - Dziewiąte życie i zarazem mój dar to dar siły. Siły, dzięki której nie upadniesz. Siły dzięki której sama pochylisz się nad każdym, nawet pozornie błahym problemem. Siłę do podejmowania decyzji. Sam nie otrzymałem tego daru będąc na twoim miejscu, jednak w jakiś sposób dawałaś mi go, będąc moim zastępcą. Ja nie będę już u twoim boku, jednak chcę by ten dar pozostał z tobą. - Zetknął czarny nos z popielatym i z początku mięśnie Czerwonego Maku ogarnęła słabość. Zwiotczały pod ciężarem jej ciała, ale kiedy Świetlikowa Gwiazda odsunął się, wstąpiła w nie nagła, nienaturalna siła. Czy cokolwiek mogło stanąć jej na drodze? Nie, każdą przeciwność była w stanie zmieść jednym ciosem mocarnej łapy.
- Czerwona Gwiazdo. Gwiezdny Klan wita cię jako przywódcę Klanu Rzeki. - Ogłosił Świetlik mocnym głosem. - Czerwona Gwiazda! Czerwona Gwiazda! Czerwona Gwiazda! - Odpowiedział chór Gwiezdnych.
Nowa przywódczyni miała kilka uderzeń serca, by potoczyć wzrokiem po skandujących kotach. Dostrzec wszystkich, którzy ofiarowali jej życia, jak i tych, którzy nie mieli tej okazji, ale chcieli zobaczyć jak na niebo wschodzi Czerwona Gwiazda. Ich gromkie głosy dzwoniły w uszach popielatej przywódczyni, gdy gwałtownie ocknęła się z powrotem przy Szepczącej Sadzawce. Łapą przyciskała do ziemię pęk świeżych stokrotek.
[Obrazek: GPAanVe.png]
Jak ogień i deszcz. (Nie dobraliśmy się?)
Jak Wenus i Mars
Jesteśmy z innych gwiazd
Ja Ty. Jak niebo z ziemią. (Nie spotkamy się?)

LVL 0 0 / MAX
MedLVL 0 0 / 100
0
Siła
S
0
Zręczność
Zr
0
Szybkość
Sz
0
Zmysły
Zm
0
Punkty Życia
HP
0
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#19
Gdzieś w głębi serca była ciekawa, kogo ujrzy na Srebrnej Skórce. Spodziewała się, że byli tam wszyscy, których musiała zostawić za sobą, zakopanych w piachu. Gdzieś w oddali umysłu ujawnił jej się obraz Łabędziej Pieśni i Porywistego Nurtu, niegdyś kotów tak pięknych, silnych i pełnych woli życia, miłości i siły, jawiących się jako dwa śnieżnobiałe, puste szkielety ukryte pod warstwą ziemi i skał. Tym się stali, tym się też teraz stanie Świetlikowa Gwiazda, i przez jeden krótki moment gdy pojawiła się na Srebrnej Skórce, zamiast podziwiać otaczające ją piękno, musiała hamować wymioty obrzydzenia. Tak. Tym był teraz Świetlik, którego znała. Zimnym trupem, którego ciepła ciała już nigdy nie poczuje.
Zdawała sobie sprawę, że jego część, ta świadoma, ta pełna emocji i uczuć, była teraz tutaj, ale to nie była całość. Żaden z tych kotów nie był całością, to były duchy, wspomnienia, sny. Brakowało im wymiaru materialnego w którym ona wciąż uparcie trwała. Gdy ten sen minie, a ona obudzi się przy Szepczącej Sadzawce, znów będzie sama, depcząca po tym, czym kiedyś byli jej przodkowie.
Rozejrzała się wokół siebie, odrzucając z głowy widok zimnych, rozkładających się trupów, i skupiając się na otaczających ją sylwetkach jej przyjaciół i rodziny, kotów, które kochała całym sercem i z których odejściem musiała się uporać. Raz za razem, bez końca. Zatrzymała wzrok na swoim ojcu, który odezwał się jako pierwszy, starając się nie wyszukiwać za jego plecami coraz to kolejnych rzeczniaków. Czuła, jak w gardle zebrała się jej wielka gula. Spotkanie Porywistego Nurtu nie było dla niej aż takie... szokujące. Pożegnała ojca bardzo wcześnie i jej wspomnienia z nim związane były nieco zatarte. No i miała okazję już z nim porozmawiać, gdyż kiedyś raczył się u niej zjawić jako Gwiezdny. Przyjęła jego słowa jako rodzaj wprowadzenia, wpatrując się w niego z kamiennym wyrazem pyska i wysoko uniesioną głową,jednocześnie próbując się pozbyć smaku żółci z języka.
Powitała dar od Śliwki ze spokojem i skinęła jej głową, po czym poczuła senność. Uczucie nie trwało długo, jednak było nieprzyjemne. Było czymś, z czym walczyła. Senność, zmęczenie, słabość. Nie miała ani momentu w życiu, w którym mogłaby sobie na to pozwolić. Gdy uczucie minęło, spróbowała lekko uśmiechnąć się do swojej przyjaciółki. Rozstały się przecież wcale nie tak dawno temu. Nie zdążyła jeszcze zbyt za nią zatęsknić, czyż nie? Następny był Omszony Pazur, na którego widok popielata kocica rozwarła szerzej ślepia. Był jej wujem, jej ukochanym wujem, czymś na rodzaj jej idola. Gdy była kociakiem pokazał jej, że wszystko, co chce, leży w zasięgu jej łap. Że może zrobić co tylko chce i granice leżą tylko tam, gdzie sama je ustanowi. Wprowadził do jej życia zabawę i przygodę, a ona starała się to później zachować w sercu... na tyle, na ile mogła. Gdy poczuła strach, zacisnęła mocno kły i wbiła pazury w gwiezdną ziemię. Taki paniczny strach był dla niej uczuciem obcym, nieznanym, irracjonalnym, i teraz nie wiedziała, co ma z nim zrobić. Nie mogła sobie pozwolić na ucieczkę, mimo szczerych chęci, więc wbiła tylko zdeterminowane spojrzenie spod położonych po czaszce uszu w Omszałego Pazura, czekając, aż uczucie się skończy.
Na szczęście, w miejscu wuja pojawiła się Łabędzia Pieśń, która z miejsca uspokoiła serce swojej córki. To było to, co potrafiła robić najlepiej. Uspokajać koty wokół niej. Roztaczała wokół siebie anielską aurę bezpieczeństwa której nie było w stanie odebrać jej nic, nawet śmierć. Nawet, gdy umarła, była... taka. Spokojna, jakby spała. Czerwony Mak nigdy nie poznała nikogo takiego, jak jej matka. Kogoś, kto byłby w stanie samym swoim istnieniem udowadniać, że jest i będzie w porządku. Gdy jeszcze żyła to nawet nie musiała nic robić, wystarczy, że była, by ona i Świetlik mieli oparcie.
- Jednak czy ja kiedykolwiek byłam dla nich matką... mamo? - powiedziała tak cicho, że w zasadzie to żadne słowa nie wypłynęły z jej pyska, a tylko się on lekko poruszył. Nie wątpiła jednak, że Łabędzia Pieśń ją usłyszała. No właśnie, czy kiedykolwiek traktowała swoje dzieci jak... swoje dzieci? Czy ona je w ogóle naprawdę znała? Czy dawała im oparcie, jakiego potrzebowały? Wątpiła w to i uciekała od tego, jakby miało ją to jakkolwiek spętać. Może dlatego, że miała świadomość, że nigdy nie będzie dla nikogo taką matką, jaką była dla nich Łabędzia Pieśń? Nie była w stanie. Nie wiedziała jak, te uczucia były jej obce. Chciała ich bronić, wręcz chorobliwie, przed niebezpieczeństwem, chciała zrobić z nich wojowników, chciała, by byli silni - ale czy potrafiła z nimi rozmawiać, czy chciała je poznać? Czy była w stanie stworzyć między sobą a nimi takie ciepło i bliskość, jaka była między nią i jej rodzeństwem a Łabędzią Pieśnią? Nie. Zdawała sobie z tego sprawę i w głębi serca czuła z tego powodu straszną złość. Odrzuciła tę myśli na chwilę obecną i skupiła się na ojcu, który również przyszedł podarować jej jedno z żyć. Skinęła głową przed Byłym Najlepszym Wojownikiem Klanu Rzeki by następnie przyjąć jego dar i przejść dalej. Zatrzymała wzrok na szczupłym, ciemnym kocurze, które również pamiętała jak przez mgłę. Jednak pamiętała, gdyż i Łabędzia Pieśń i Świetlikowa Gwiazda często o nim wspominali. Był to Błędne Światło, który, tak jak ona, niemal przez całe swoje życie był zastępcą. Czerwony Mak słyszała o tym, że ponoć miał kocięta w innym Klanie, dlatego niedługo przed końcem kadencji Promiennej Gwiazdy owa kotka zmieniła swojego zastępcę na Ćmi Pył. Gdzieś w głębi serca zaśmiała się kwaśno - ich dwójka, dwaj zastępcy, cienie swoich przywódców, obaj z kociętami u których próżno szukać drugiego rodzica. Jednak to ona, to Czerwony Mak cieszyła się większym zaufaniem swojego przywódcy, nie Błędne Światło. Poczuła nagle ukłucie rywalizacji i niemal posłała kocurowi uśmiech z kategorii "ha, wygrałam!" jakby było co wygrywać.
Po nim stanęła przed nią Ćmia Gwiazda - jej pierwszy autorytet po którym nazwała jedno ze swoich kociąt. Ściągnęła lekko brwi wpatrując się w sylwetkę swojej ciotki. Dalej była sucha i kanciasta, ale wyglądała dużo lepiej niż jak Czerwony Mak zapamiętała ją z końca swojego życia, gdy zaczynało już brakować jej sił. Było wiele rzeczy, które chciałaby powiedzieć Ćmiej Gwieździe i o które chciałaby ją zapytać... ale zdawała sobie sprawę z tego, że nie było teraz na to czasu. Za kilka pór, może za kilka lat, gdy w końcu umrze i odejdzie na Srebrną Skórkę... wtedy będą mieć całą wieczność aż do momentu gdy obie zostaną zapomniane na rozmowę i na wszystkie pytania jakie ma Czerwia. Największy szok jednak wywołał w niej kot, który zjawił się PO byłej przywódczyni. Nie tak, że się go nie spodziewała. Jak najbardziej się go tutaj spodziewała, WIEDZIAŁA, ze przyjdzie. A i tak ujrzenie go robiło wrażenie. Położyła po sobie poszarpane resztki uszu i wlepiła wzrok w Mroźnego Nosa. Nie widziała go od czasu... od czasu jego śmierci. Nie pamiętała teraz, czy Świetlikowa Gwiazda wspominał o tym, że spotkał się z Mrozem we śnie od czasów jego śmierci, czy nie... ale Czerwony Mak na pewno nie. A nawet jeśli, to uznała to po prostu za zwykły sen o swoim bracie a nie za dzielenie snu z Gwiezdnym Klanem. To właśnie z Mrozem wiązała najwięcej sprzecznych ze sobą emocji. Mimo, że kochała go tak samo, jak Świetlika, i ufała mu nade wszystko, to brakowało między nimi tego samego zrozumienia co było między nią a jej czarnym bratem. Mróz dużo częściej szedł pod prąd i był gotów działać tylko w zgodzie z własnym sercem i zasadami nawet nie bacząc na konsekwencje i szerszy obraz, co wprowadzało spięcia między nim a duetem władzy. Ona i Świetlik ustalali zasady a zasady nie zawsze musiały być sprawiedliwe - miały być dobre dla Klanu Rzeki. Nie mogli zawsze kierować się tylko sercem, czasem musieli odrzucić to na rzecz podejmowania decyzji dla dobra Klanu, nawet, gdyby miały one kogoś bardzo skrzywdzić. Czerwia była gotowa do bardzo brutalnych czynów jeśli miało to być dla jej Klanu i nie bała się kogoś wygnać, pobić, złamać mu łapę i wyszarpać za fraki z obozu albo upokorzyć publicznie jeśli tylko było to to, co musiałaby zrobić w danej sytuacji. Nie cofnęłaby się przed niczym a Mróz, jako medyk, był kotem, który nie zamierzał dopuścić do jawnej niesprawiedliwości i do znęcania się nad innymi. Dochodziło między nimi do konfliktu interesów, a oboje byli na tyle uparci (co chyba było grupową cechą odziedziczoną po rodzicach przez całe ich rodzeństwo) by choć odrobinę spuścić z tonu. Jednak mimo spięć udało im się utrzymać między sobą miłość i bratersko-siostrzaną relację pełną wzajemnego zaufania, czego Czerwonemu Makowi nie udało się utrzymać między sobą a Wronim Piórem którego pod koniec życia traktowała niemal jak powietrze.
Przyjęła podarowane jej przez Mroźnego Nosa stokrotki. Gdy powiedział o darze Wyrozumiałości, jej brwi trochę ściągnęły się do przodu. Czy była w stanie być wyrozumiała dla kogokolwiek? Czy w ogóle wiedziała, co to słowo znaczy? I widziała jakikolwiek POWÓD, by być dla kogokolwiek wyrozumiałym?
Po nim pojawił się Krecia Łapa. Był jej siostrzeńcem o którym, nomen omen, wcale nie wiedziała aż tak dużo. Z jednej strony dlatego, że zmarł bardzo wcześnie, o dużo za wcześnie, jako terminator. I jego siostry były dużo bardziej angażującymi Czerwony Mak jednostkami. W końcu jedna z nich była jej terminatorką, Karaś, z inną (innym w zasadzi) była bardzo blisko gdy był kociakiem, a chodziło tu o Łososia, a trzecia, czyli Płotka, była jej ulubienicą. Właśnie, gdzie Płotka???
- P'zep'aszam, K'ecia Łapo, ze nie miałam czasu cię lepiej poznać
- powiedziała na odchodne do swojego siostrzeńca. Były takie momenty gdy dołowało ją, jak wiele kotów w różnym wieku było na Srebrnej Skórce. Widziała w tłumie nie tylko koty starsze i dorosłe, ale także wielu terminatorów i kocięta, które nie zasługiwały na przedwczesną śmierć. Gdzieś w krańcach swojego umysłu pamiętała, że Rak, córka Lisiego Futerka, również straciła życie jako malutkie kocię. Kilkoro z jej własnych dzieci, mimo, że nie znalazła ich ciał, zaginęło. Nie widziała tutaj ich sylwetek, ale to nie była gwarancja, że ich tu nie ma. Zmrużyła lekko ślepia.
I wtedy nadszedł on, Świetlikowa Gwiazda. Popielata kocica posłała mu twarde spojrzenie spod zmarszczonych brwi. Tak ci wydaje, że możesz umierać, co? Tak ci się wydaje? Takie masz wrażenie, hm? To źle ci się wydaje. Zacisnęła mocno kły, a je biczowaty ogon nerwowo zaczął uderzać o jej pięty. Jej wzrok był wręcz wojowniczy, jakby była gotowa wyzwać brata do konfrontacji tu i teraz, na Srebrnej Skórce, wśród dziesiątek innych Gwiezdnych. I pewnie faktycznie byłaby w stanie to zrobić, gdyby Świetlikowa Gwiazda powiedział cokolwiek co mogłaby odebrać jako prowokacyjne. Mimo żalu, rozpaczy i goryczy, wciąż głęboko w sercu czuła wściekłość, że jej bratu się wydawało, że może sobie tak po prostu pójść na łatwiznę i zdechnąć, zostawiając ją samą. Jeszcze się przekonamy.
Tak jakby potrzebowała więcej siły. Akurat jej nigdy jej nie brakowało. Była nią przepełniona aż po brzegi tylko dzięki niech udało im się - obojgu - dotrzeć aż tak daleko. Jednak zdawała sobie również sprawę z tego, że to najbardziej pasujący z darów jaki mógł jej dać Świetlik. Był on wręcz synonimem ich życia, bo im obojgu siła była najbardziej potrzebna by sprostali wszystkiemu, co przyniósł im los. Oboje byli silni, silni jak nikt. Byli nieugięci i będą dalej, on na Srebrnej Skórce a ona wciąż w Klanie Rzeki.
Gdy jej brat się odsunął a Gwiezdni zaczęli skandować jej nowe imię, uniosła wysoko głowę i wysunęła podbródek do przodu już jako Czerwona Gwiazda przywódczyni Klanu Rzeki. Jej ogon majtnął na boki a ona sama rozejrzała się wokoło buntowniczo, jakby szukając wzrokiem jakiś kotów, które mogłyby się sprzeciwić objęciu przez nią nowego stanowiska. Nikt taki jednak się nie zjawił. Zmrużyła ślepia, myśląc o wszystkich darach, jakie otrzymała od swojej rodziny i przyjaciół. "Bądź taka i taka", "kieruj się tym i tym", "pamiętaj, że to i to jest najważniejsze" bla bla bla mowa trawa. Ona i tak zrobi tak, jak zechce.
Gdy rozwarła ślepia, obudziła się przy Szepczącej Sadzawce. Na krótki moment wlepiła ślepia w pęk stokrotek, po czym chwyciła go w pysk i podniosła się z ziemi. Odwróciła się do swoich towarzyszy i podeszła do nich.
- Whacamy do Khanu - rozkazała im w dalszym ciągu trzymając w zębach kwiatki, a następnie ruszyła żwawym krokiem z powrotem w stronę Grzmiącej Ścieżki. Musieli jak najszybciej wrócić do obozu.
★

Gdy emocje już opadną
Jak po wielkiej bitwie kurz

Gdy nie można mocą żadną
Wykrzyczanych cofnąć słów

Czy w milczeniu białych, haniebnych flag
Zejść z barykady

Czy podobnym być do skały
Posypując solą ból
Jak posąg pychy samotnie stać


Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść
┍━━━━━━━━━━━━━━━┑
N I E P O K O N A N Y M
┕━━━━━━━━━━━━━━━┙

Wśród tandety lśniąc jak diament
Być zagadką której nikt
Nie zdąży zgadnąć nim minie czas


.
LVL 9 440 / 500
MedLVL 0 0 / 100
24
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
105
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#20
Czas upływał niemiłosiernie. Słońce już dawno zaszło za horyzontem, a cała trójka odczuwała zmęczenie po przebytej drodze. Musieli jednak wrócić do Klanu, który czekał na szczęśliwe wieści. Ruszyli więc w danym kierunku, opuszczając okolicę Szepczącej Sadzawki i znów mogli poczuć uderzające w nich zimno i chłód. Pogoda jakby zaczynała się psuć, śnieg prószył mocniej, osadzając się na ich grzbietach w postaci białej posypki. Grzmiąca Ścieżka wyjątkowo się uciszyła, kiedy do niej dotarli. Przekroczyli ją bezpiecznie i spokojnie, nie musząc nawet czekać, aż jakikolwiek potwór zniknie im z oczu. Na tereny wkroczyli bardzo wczesnym rankiem, właściwie dopiero, kiedy dotarli do Łęgów mogli ujrzeć blask wyłaniającego się zza ich pleców słońca, które zaczynało powoli oświetlać tereny czterech klanów. Ptaszki ćwierkały im nad głowami, będąc poza ich zasięgiem. Z pewnością Czerwona Gwiazda będzie miała ciężki orzech do zgryzienia, kiedy już dotrze do obozu. Nowe obowiązki, tak różniące się od tych, które dotychczas wypełniała. Zupełnie nowe imię i nowe przywileje, jakie się z tym wiązały. Dotarli do obozu zmęczeni, a do tego głodni, ale na pewno szczęśliwi, że wszystko przebiegło bez większych komplikacji.

Czerwia +15exp
Kornik +10exp
LVL 5 90 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#21
Niestety, gdy dotarli na tereny Klanu Rzeki zerwał się intensywniejszy wiatr. Kotom nie przeszkadzało to zbytnio w wędrówce, aż do momentu, w którym przechodząc między drzewami, wichura zerwała jedną z gałęzi która spadła prosto na nich. Przywódczyni i jej synowi nic się nie stało, jednak gałąź trafiła niebieskiego wojownika uszkadzając mu kręgosłup. Kocur zmarł po krótkiej chwili, a Czerwony Mak chwyciła jego ciało i w zaczęła ciągnąć swojego zmarłego przyjaciela wraz z nimi do obozu. Chętnie również zostałyby tutaj opisane jej rozterki oraz żal i złość, jakie czuła, jednak są one w tym momencie zbędne i tylko opóźniłyby rozwój sytuacji.


/zt (akcja za porozumieniem z graczką Ciężkiego)
★

Gdy emocje już opadną
Jak po wielkiej bitwie kurz

Gdy nie można mocą żadną
Wykrzyczanych cofnąć słów

Czy w milczeniu białych, haniebnych flag
Zejść z barykady

Czy podobnym być do skały
Posypując solą ból
Jak posąg pychy samotnie stać


Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść
┍━━━━━━━━━━━━━━━┑
N I E P O K O N A N Y M
┕━━━━━━━━━━━━━━━┙

Wśród tandety lśniąc jak diament
Być zagadką której nikt
Nie zdąży zgadnąć nim minie czas


.
LVL 9 440 / 500
MedLVL 0 0 / 100
24
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
105
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości