Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
– Trochę – przyznał. – Jest to jednak skomplikowana sytuacja, której mogą towarzyszyć różne okoliczności – dodał, żeby wytłumaczyć, czemu to miało tak wiele opcji i potencjalnych rozwiązań. Nie było jednego określonego schematu działania, jeśli chodzi o takie rzeczy… nawet w tak powtarzalnej, rutynowej rzeczy jak polowanie czasami mogą zmienić się warunki, które będą wymagały od kota pewnej elastyczności oraz zdolności do krytycznej analizy sytuacji i potencjalnych rozwiązań. Zając zaś sądził, że to bardzo ważna część bycia wojownikiem, nie tylko jeśli chodzi o tak rzadkie zdarzenia, jak samotny kociak na granicy. W końcu w obliczu drapieżnika też trzeba było się wykazać taką umiejętnością.
– W świetle… nie, inaczej. Według bardzo dosłownej interpretacji Kodeksu zapewne tak, Biała Łapo. Nie stałaś się jednak ani pieszczochem, ani samotnikiem z własnej woli, prawda? I próbowałaś wrócić do domu, do klanu, pamiętając o swojej rodzinie i lojalności wobec klanu – odpowiedział najpierw po krótkim zastanowieniu, jednak zaraz powrócił do odpowiedzi Pijawki na jego pytanie. – Drapieżniki są wyjęte spod Kodeksu, ale nie są kotami, więc ta zasada nie do końca się do nich stosuje. Ciężko traktować ich na równi z samotnikami i pieszczochami, gdy próbują nam zamordować klanowiczów i nie można z nimi nawet porozmawiać… w przeciwieństwie do innych kotów. W końcu należy pamiętać, by w sytuacji konfliktowej, na przykład gdy samotnik wejdzie na nasze tereny, żeby najpierw porozmawiać i spróbować go przekonać do przejścia za granicę, a ewentualnie po tym użyć przemocy, chociaż najważniejsze jest to, żeby ten kot opuścił nasze ziemie, więc jeżeli krzyknie, że się poddaje, albo ucieknie, to według mnie należy darować mu życie, w końcu to wciąż inny kot. Z drapieżnikiem takich negocjacji nie podejmiesz, niestety.
Najmniejsze z kociąt Fiołkowego Świtu i Malinowej Gwiazdy. W klanie pod względem wzrostu wygląda jednak w miarę przeciętnie. Pijawka jest również drobna, ale na pewno nie wygląda jak chucherko! Jej ciało pokrywa śnieżnobiałe, długie futerko, a na uszach znajdują się niewielkie pędzelki. Mordkę kotki zdobią również złote oczka.
Pijawka pod względem charakteru, praktycznie w ogóle się nie zmieniła. No... może trochę. Odkąd została porwana przez dwunożnych, jest jeszcze bardziej strachliwa, niż była w lesie. Praktycznie w ogóle nie opuszcza miejsca przy szybkie okna lub pod łóżkiem młodego dwunoga. Boi się praktycznie wszystkiego, co jest głośne lub jej praktycznie nieznane... Chociaż dosyć długo żyła u ludzi to nie przyzwyczaiła się do wielu ich rzeczy... Na szczęście wreszcie wróciła na znane tereny, gdzie mimo wszystko, czuję się bezpiecznej...
- Prawda - miauknęła, idąc nadal obok buro-białego kocura. Miał rację. Nie stała się ani pieszczochem, ani samotnikiem z własnej woli. Została porwana, a potem uciekła, aby wrócić do rodziny, tak jak mówił Zając. I mimo faktu, iż przecież została siłą wyjęta spod kodeksu, to do niego wróciła. Tak więc w tym momencie, chyba nie musiała się tym martwić...
- Tak powinno być, w końcu są kotami... tak jak mówisz. Jednak chyba... nie wszyscy tak uważają, prawda? Są koty... które nie lubią samotników i pieszczochów... - miauknęła po czym westchnęła cicho. Samotnicy i pieszczochy były kotami, które przez niektórych klanowiczów nie były dobrze postrzegane. Sama nie wiedziała, czy jest dobrze postrzegana przez niektórych od swojego powrotu. Chociaż nikt nie powiedział jej tego w pysk, po postu miała takie wrażenie. Choć... teraz było mniejsze, bo nie miała na sobie obroży.
- W takim razie wyjęci spod kodeksu... są samotnicy i pieszczochy... Nie wiem... Wygnańcy chyba też mogą być wyjęci... spod kodeksu?
[size=50]wybacz gniocik :
Should I ask myself in the water What a warrior would do? Tell me, underneath myarmor Am Iloyal, brave andtrue? Am Iloyal, brave andtrue?
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
– Wiesz co… sądzę, że nie trzeba ich lubić i szanować, by wiedzieć, że to wciąż koty i nie powinno się ich zabijać tylko dlatego, że nie urodzili się w klanie, nawet jeśli Kodeks Wojownika w pewien sposób na to przyzwala – odparł. Nie poznał nigdy kota, który nienawidziłby kotów spoza klanu tak bardzo, że uznawałby ich za istoty całkiem podrzędne i je zabijał tylko po to, by przetrzebić ich populację. Inna sprawa, że faktycznie, zdarzali się wojownicy, który pogardzali samotnikami i pieszczochami. On sam do nich nie należał, jednak potrafił zrozumieć, skąd to wynika, podobnie jak silna niechęć wobec członków innych klanów – i dopóki ktoś zachowywał zdrowy rozsądek i ich nie krzywdził czy zabijał bez powodów, to nie ingerował. – Inna sprawa, jeżeli stawiają opór do samego końca i nie chcą się poddać – dodał ciszej, bo czasami trzeba było odłożyć poglądy na bok i po prostu bronić granicy, czego nie lubił, ale jednak… bywało to koniecznością.
– Wygnańcy siłą rzeczy stają się samotnikami, więc tak – przyznał kotce rację. – To chyba wszystko z Kodeksu, czego sama nie powiedziałaś. Masz jeszcze jakieś pytania z nim związane? Albo chcesz przypomnieć sobie jakąś inną kwestię?
Najmniejsze z kociąt Fiołkowego Świtu i Malinowej Gwiazdy. W klanie pod względem wzrostu wygląda jednak w miarę przeciętnie. Pijawka jest również drobna, ale na pewno nie wygląda jak chucherko! Jej ciało pokrywa śnieżnobiałe, długie futerko, a na uszach znajdują się niewielkie pędzelki. Mordkę kotki zdobią również złote oczka.
Pijawka pod względem charakteru, praktycznie w ogóle się nie zmieniła. No... może trochę. Odkąd została porwana przez dwunożnych, jest jeszcze bardziej strachliwa, niż była w lesie. Praktycznie w ogóle nie opuszcza miejsca przy szybkie okna lub pod łóżkiem młodego dwunoga. Boi się praktycznie wszystkiego, co jest głośne lub jej praktycznie nieznane... Chociaż dosyć długo żyła u ludzi to nie przyzwyczaiła się do wielu ich rzeczy... Na szczęście wreszcie wróciła na znane tereny, gdzie mimo wszystko, czuję się bezpiecznej...
Westchnęła cicho, po czym rozejrzała się ponownie po okolicznym terenie.
- Spotkałeś kiedyś samotnika, którego musiałeś... no wiesz.... - zapytała cicho, kierując spojrzenie żółtych ślepi na buro-białego syna Twardej Gwiazdy. Był wojownikiem już długo, wiele rzeczy w życiu widział. Chciała się więc dowiedzieć... czy on musiał kogoś zabić. Czy on miał kogoś na sumieniu i... za pewne ona kiedyś też będzie kogoś na sumieniu miała... Istniały szanse, że spotka samotnika, który nie będzie chciał odejść i się nie podda. Wtedy będzie musiała to zrobić. Chyba, że nie da rady, co jest bardziej prawdopodobne. Odbieranie komuś życia nigdy nie było dla niej przyjemną myślą, więc co dopiero, gdyby musiała to zrobić.
- Chyba nie mam pytań. Jednak jeśli... jakieś znajdę to je zadam - powiedziała po chwili zastanowienia. Aktualnie brakowało jej jakiegokolwiek pomysłu na pytanie... Chociaż nie. Było jedno... - Właściwie to chyba mam pytanie. Co jeśli... jakiś kot z innego klanu przekroczy granicę... I się nie podda ani jej nie opuści... Co wtedy mam zrobić?
Should I ask myself in the water What a warrior would do? Tell me, underneath myarmor Am Iloyal, brave andtrue? Am Iloyal, brave andtrue?
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Czy musiał kiedyś zabić samotnika? Od długiego czasu nie, właściwie nie pamiętał, czy kiedykolwiek miał taką sytuację. Najbardziej pamiętał tego kota, którego odprowadzał na starych terenach tylko po to, by zabił go ryś. Na pewno często miał do czynienia z drapieżnikami… i na pewno raz musiał zabić pieszczocha, który nie chciał się poddać do samego końca. To na pewno nie było fajne doświadczenie, zwłaszcza że Zajęczy Sus był wtedy bardzo młody, młodszy nawet od Białej Łapy teraz – nie miał wtedy nawet obiegu pór – jednak wiedział, że musi to zrobić dla dobra klanu.
– Wiele drapieżników. Jednego pieszczocha. Samotników… sobie nie przypominam. – Nie przypominał, ale to jeszcze nie oznaczało, że takich przypadków nie było. Odnosił w ogóle wrażenie, że na nowych terenach i pod tym względem było lepiej i spokojniej; samotnicy, gdy zrozumieli, że mają do czynienia z dużymi grupami kotów, w obliczu których łatwiej po prostu będzie się przenieść na inny skrawek ziemi, nie sprawiali im dużych kłopotów. – To… trudne pytanie, Biała Łapo – przyznał kocur, poruszając resztką lewego ucha. – Takie, na które nie mam „jednej dobrej” odpowiedzi. Przez całe swoje życie nie kojarzę sytuacji, by jakiś Wichrzak został zabity na granicy lub musiał zabić kota z innego klanu, ale… Z jednej strony, jeżeli kot nie chce się poddać, więc istnieje zagrożenie twojego życia, i nie chce też opuścić terenów naszego klanu, których jesteś zobowiązana bronić… w świetle Kodeksu masz prawo takiego kota pozbawić życia tak jak w przypadku kotów wyjętych spod Kodeksu. Jednak tu sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana przez to, że mamy do czynienia z klanem. Czy przywódca drugiego klanu uwierzy, że jego podwładny wszedł na nasze tereny, i nie miałaś innego wyboru, bo do samego końca walczył? Jak to wpłynie na relacje między klanami? – rzucał raczej pytania otwarte, bowiem na te również nie miał jedynej słusznej odpowiedzi. – Jest jednak opcja jak najgłośniejszego wzywania pomocy – może samo to, że krzyczysz, odstraszy kota, który będzie się bał konsekwencji, może usłyszy cię patrol. Jeżeli będzie to patrol tego drugiego klanu i natrafisz na honorowe koty, i, rzecz jasna, zobaczą one, że kot jest na naszych terenach, to powinny one stanąć po twojej stronie i odciągnąć swojego klanowicza. Przychodzi ci coś jeszcze, co można zrobić w takiej sytuacji, do głowy?
Najmniejsze z kociąt Fiołkowego Świtu i Malinowej Gwiazdy. W klanie pod względem wzrostu wygląda jednak w miarę przeciętnie. Pijawka jest również drobna, ale na pewno nie wygląda jak chucherko! Jej ciało pokrywa śnieżnobiałe, długie futerko, a na uszach znajdują się niewielkie pędzelki. Mordkę kotki zdobią również złote oczka.
Pijawka pod względem charakteru, praktycznie w ogóle się nie zmieniła. No... może trochę. Odkąd została porwana przez dwunożnych, jest jeszcze bardziej strachliwa, niż była w lesie. Praktycznie w ogóle nie opuszcza miejsca przy szybkie okna lub pod łóżkiem młodego dwunoga. Boi się praktycznie wszystkiego, co jest głośne lub jej praktycznie nieznane... Chociaż dosyć długo żyła u ludzi to nie przyzwyczaiła się do wielu ich rzeczy... Na szczęście wreszcie wróciła na znane tereny, gdzie mimo wszystko, czuję się bezpiecznej...
Kotka jedynie delikatnie pokiwała głową na słowa burego kocura. Czyli jednak... musiał zabić jakiegoś kota. Pieszczocha... I wiele drapieżników, jednak to nie było tak szokujące... prawda? Przecież koty musiały czasami z nimi walczyć... Jednak nadal to było straszne. I okrutne... Nie skomentowała jednak tego tylko po prostu rozejrzała dookoła po raz kolejny.
Słuchała w ciszy słów Zajęczego Susa. I miał rację, to było trudne pytanie. Naprawdę trudne. Z jednej strony można było zabić takiego kota ale jednocześnie wplątać klany w konflikt. Ona sama niezbyt wiedziała, co zrobiłaby w takiej sytuacji. Przywódcy chyba bardziej woleli wierzyć swoim kotom, niż tym, z drugiego klanu prawda? Tak raczej była natura rzeczy.
- Chyba właśnie to bym zrobiła - miauknęła. Nie zatrzymała się ani razu! No ale może przez to, że była to dosyć krótka wypowiedź. Ale! Zawsze jakiś sukces prawda? Na pytanie jedynie machnęła ogonem, mrużąc oczy aby się trochę zastanowić.... Co jeszcze mogła zrobić w takiej sytuacji?
- Uciec... Można uciec... - powiedziała cicho - Znaczy... Młody terminator mógłby uciec aby... nie narażać swojego życia, bo nigdy... nie wiadomo co taki kot mógłby zrobić... A wojownik... Niezbyt wiem. Właśnie mógłby wołać o pomoc... ale mógłby też postarać się jakoś... sprowadzić tego kota na jego tereny
Should I ask myself in the water What a warrior would do? Tell me, underneath myarmor Am Iloyal, brave andtrue? Am Iloyal, brave andtrue?
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
– Też można. Tylko pytanie, co zrobi kot, od którego uciekasz – może cię gonić, może zacząć polować na naszych ziemiach, może zaatakować kolejnego Wichrzaka, na jakiego natrafi… ciężko to wszystkie przewidzieć. W zasadzie chyba nie ma idealnego wyjścia z takiej sytuacji – stwierdził w odpowiedzi, wzdychając przy tym cicho. Tak naprawdę w wielu kwestiach nie było idealnego wyjścia, które zadowoliłoby wszystkich i… takie już było życie w klanie, w skomplikowanej społeczności, która na dodatek musiała żyć w zgodzie z Kodeksem Wojownika i pozostałymi trzema klanami, jednocześnie uważając na drapieżniki, dwunogów, samotników i polując dla klanu.
Zamilkł, dając czas Białej Łapie na przemyślenie tej kwestii i ewentualne zadanie kolejnych pytań, jednak w końcu dotarli do granicy z klanem Rzeki. Buro-biały kocur pokazywał kotce miejsca na granicy, zaczynając od kawałka Grzmiącej Rzeki, jaki było widać z ich terenów, Podmokłego Brzegu i znajdującym się na samej granicy Żabiego Schronienia; następnie przychodziły Błotniste Ścieżki przy Kotlince. Opowiadał kotce również o zwierzynie, która pojawiała się w danych miejscach częściej, niż w innych, na przykład w przypadku Kotlinki były to zające, które żłobiły w ziemi płytkie wgłębienia, w których następnie spały.
Najmniejsze z kociąt Fiołkowego Świtu i Malinowej Gwiazdy. W klanie pod względem wzrostu wygląda jednak w miarę przeciętnie. Pijawka jest również drobna, ale na pewno nie wygląda jak chucherko! Jej ciało pokrywa śnieżnobiałe, długie futerko, a na uszach znajdują się niewielkie pędzelki. Mordkę kotki zdobią również złote oczka.
Pijawka pod względem charakteru, praktycznie w ogóle się nie zmieniła. No... może trochę. Odkąd została porwana przez dwunożnych, jest jeszcze bardziej strachliwa, niż była w lesie. Praktycznie w ogóle nie opuszcza miejsca przy szybkie okna lub pod łóżkiem młodego dwunoga. Boi się praktycznie wszystkiego, co jest głośne lub jej praktycznie nieznane... Chociaż dosyć długo żyła u ludzi to nie przyzwyczaiła się do wielu ich rzeczy... Na szczęście wreszcie wróciła na znane tereny, gdzie mimo wszystko, czuję się bezpiecznej...
Nie było więc na to alternatywy... Każdy kot zareagowałby inaczej. Ona najpewniej by uciekła, albo wołała o pomoc. Starała się unikać. Inny kot mógłby walczyć. Jeszcze inny... zabić... Potrząsnęła głową, aby następnie znowu rozejrzeć się dookoła. Potem już tylko słuchała, gdyż więcej pytań do Zająca nie miała.
Oglądała miejsca, które pokazywał jej buro-biały syn Twardej Gwiazdy. Podmokły Brzeg naprawdę był... podmokły. Ziemia pod jej łapami była grząska i co jakiś czas jej białe łapki po prostu w nią wpadały, robiąc się bardziej... ziemiste. Po drugiej stronie, jak się dowiedziała, było Żabie Schronienie, będące oczywiście na terenie Klanu Rzeki. Potem szli przez Błotniste Ścieżki, dzięki czemu już się również trochę odprężyła. Oddalili się już również od Ziem Niczyich, dzięki czemu była bardziej zrelaksowana, niż wcześniej.
Jednocześnie słuchała również kocura, który opowiadał o jej zwierzynie, które mogła zobaczyć właśnie w tych miejscach. Starała się to wszystko zapamiętać bo... musiała to raczej wiedzieć, prawda? Przecież chciała zostać wojowniczką, więc powinna wiedzieć, gdzie znaleźć jaki rodzaj piszczków.
Should I ask myself in the water What a warrior would do? Tell me, underneath myarmor Am Iloyal, brave andtrue? Am Iloyal, brave andtrue?
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Przejście granic zajmowało sporo czasu, tym bardziej że Zając nie narzucał szybkiego tempa, takiego, jakie było na patrolach. Zbliżali się coraz bardziej do Czterech Dębów, po drodze mijając Kępy Traw, Płytką Dziurę i Miękkie Podnóże; o wszystkich tych miejscach informował kotkę, po czym zaczęli się wspinać na pagórek, na którym rosły Cztery Dęby.
– To Cztery Dęby, neutralny teren na styku granic wszystkich klanów – zaczął mówić. – Obecność tak… dziwnego drzewa została zinterpretowana przez większość kotów jako znak, że to tutaj należy się osiedlić, gdy przenosiliśmy się na te tereny. Jeżeli chcesz, możesz się wdrapać na górę i zobaczyć tereny wszystkich klanów z góry – zaproponował, rzucając spojrzenie swojej terminatorce. Nie był pewien, czy jej to kiedykolwiek mówił, no ale trudno, nic nie tracił, opowiadając takie rzeczy.
Najmniejsze z kociąt Fiołkowego Świtu i Malinowej Gwiazdy. W klanie pod względem wzrostu wygląda jednak w miarę przeciętnie. Pijawka jest również drobna, ale na pewno nie wygląda jak chucherko! Jej ciało pokrywa śnieżnobiałe, długie futerko, a na uszach znajdują się niewielkie pędzelki. Mordkę kotki zdobią również złote oczka.
Pijawka pod względem charakteru, praktycznie w ogóle się nie zmieniła. No... może trochę. Odkąd została porwana przez dwunożnych, jest jeszcze bardziej strachliwa, niż była w lesie. Praktycznie w ogóle nie opuszcza miejsca przy szybkie okna lub pod łóżkiem młodego dwunoga. Boi się praktycznie wszystkiego, co jest głośne lub jej praktycznie nieznane... Chociaż dosyć długo żyła u ludzi to nie przyzwyczaiła się do wielu ich rzeczy... Na szczęście wreszcie wróciła na znane tereny, gdzie mimo wszystko, czuję się bezpiecznej...
Buro-biały kocur pokazywał jej różne miejsca na granicy z Klanem Rzeki. Kępa Trawy jeszcze nie były co prawda tak obfite, jak powinny, ale spodziewała się, iż niedługo się to zmieni. W końcu nadchodziła Pora Młodych Liści, więc dużo roślin będzie budziło się do życia.
Płytka Dziura natomiast była... płytka. Spodziewała się, że zmieściłby się w niej co najwyżej terminator... Tylko młody, bo ona nie wiedziała, czy dałaby radę się w niej zmieścić. Tak, nadal była tą najmniejszą z rodzeństwa, jednak nie znaczyło to, że w klanie.
Potem zaczęli iść pod górę, aby zobaczyć Cztery Drzewa. Kotka postawiła uszy na sztorc, patrząc na dosyć dziwne drzewo. Przekrzywiła delikatnie głowę w bok, po czym spojrzała na swojego mistrza. Machnęła delikatnie białym ogonem.
- Na starych terenach też było... takie drzewo? - miauknęła ciekawa. Cóż... ona urodziła się wraz z rodzeństwem właśnie tutaj, na nowych terenach. Nie wiedziała więc, jak wyglądały te stare.
- Wejdziesz tam ze mną? - zapytała po chwili, uśmiechając się delikatnie - Proszę - dodała, po czym trzepnęła nieznacznie uchem, czekając na jego odpowiedź.
Should I ask myself in the water What a warrior would do? Tell me, underneath myarmor Am Iloyal, brave andtrue? Am Iloyal, brave andtrue?
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
– Nie. Tam zgromadzenia odbywały się w miejscu, które nazywaliśmy Starą Łodzią. Była to olbrzymia… drewniana konstrukcja dwunogów, stara i opuszczona. Ciężko mi ją opisać, jak wszystko, co tworzą dwunodzy, ale znajdowała się na plaży nad Wielką Słoną Wodą, niedaleko naszych terenów i terenów klanu Rzeki – odparł. Może to był jeden ze znaków, że jednak klany nie powinny były się tam osiedlać? Niebezpieczny wichrowy obóz, wielkie urwisko, obsypujący się klif, miejsce zgromadzeń, rysie na terenach… może już od początku to nie były ziemie, na których należało się osiedlić? – Ale tamte tereny były przecięte Mknącą Rzeką, po jednej stronie były tereny naszego klanu i klanu Gromu, a po drugiej – klanu Rzeki i klanu Cienia, więc ciężko było o bezpieczne miejsce na środku. To jednak znaczyło, że klan Gromu i Cienia miały do pokonania dość długą drogę, więc… to nie było idealne rozwiązanie – dodał jeszcze w ramach wyjaśnienia, czemu właściwie tak ważne dla klanów miejsce leżało całkowicie poza ich terenami.
– Nie przepadam za wspinaniem się, ale… czemu nie. W sumie nigdy nie wchodziłem na Cztery Dęby – stwierdził, przechylając lekko łeb i zerkając w górę. Drzewo było ogromne, to na pewno, ale miało też dużo miejsc, na których można było przysiąść i poobserwować okolicę… – Chcesz wejść pierwsza? – spytał, po czym zależnie od jej odpowiedzi zamierzał poczekać z wspinaniem się, aż kotka nie znajdzie się na jednej z gałęzi, lub też mógł wejść pierwszy, właściwie nie miało to większego znaczenia.
Najmniejsze z kociąt Fiołkowego Świtu i Malinowej Gwiazdy. W klanie pod względem wzrostu wygląda jednak w miarę przeciętnie. Pijawka jest również drobna, ale na pewno nie wygląda jak chucherko! Jej ciało pokrywa śnieżnobiałe, długie futerko, a na uszach znajdują się niewielkie pędzelki. Mordkę kotki zdobią również złote oczka.
Pijawka pod względem charakteru, praktycznie w ogóle się nie zmieniła. No... może trochę. Odkąd została porwana przez dwunożnych, jest jeszcze bardziej strachliwa, niż była w lesie. Praktycznie w ogóle nie opuszcza miejsca przy szybkie okna lub pod łóżkiem młodego dwunoga. Boi się praktycznie wszystkiego, co jest głośne lub jej praktycznie nieznane... Chociaż dosyć długo żyła u ludzi to nie przyzwyczaiła się do wielu ich rzeczy... Na szczęście wreszcie wróciła na znane tereny, gdzie mimo wszystko, czuję się bezpiecznej...
- Stara Łódź? Chyba słyszałam to... słowo u Dwunożnych, kiedy byłam w ich... domu. Wydaje mi się, że mali... dwunożni bawili się czymś takim... Tylko była mała - powiedziała, zastanawiając się chwilę. Tak, chyba słyszała coś takiego właśnie u Dwunożnych. Nawet jeżeli mieszkała z nimi dosyć krótko to zdążyła wyłapać niektóre słowa. To, było chyba właśnie jedno z nich.
- To źle... - miauknęła cicho, po czym machnęła białą kitą - W sensie... według mnie. Klany powinny chyba mieć... taką samą drogę do zebrań... Chociaż póki co to i tak... żadne się nie odbywają... Po prostu to nie uczciwe trochę... - tak naprawdę nigdy nie interesowała się tym, co działo się na starych terenach. Nie wiedziała też zbytnio, dlaczego stamtąd odeszli... Nie chciała jednak póki co o to pytać, gdyż została kwestia wejścia na drzewo. Może na górze zapyta?
- Zawsze musi być ten pierwszy raz - miauknęła, uśmiechając się w stronę zielonookiego kocura. Potem skierowała spojrzenie w górę, po czym wzięła głębszy wdech. - Mogę wejść... pierwsza - dodała po chwili. Zaraz potem wysunęła pazurki, które zdążyły już odrosnąć, po obcinaniu Dwunożnych. Nie były takie jak kiedyś... Ale po prostu dłuższe i powinny się wbić w korę drzewa. I już podchodziła do drzewa, wbiła przednie łapy... po czym opadła w dół, odwracając się głową do Zająca.
- Tylko... powiesz mi proszę... jak to robić? Ja się nigdy... nie wspinałam na drzewo - powiedziała zawstydzona i nieco tym skrępowana. Nigdy nie miała potrzeby. Po prostu.
Should I ask myself in the water What a warrior would do? Tell me, underneath myarmor Am Iloyal, brave andtrue? Am Iloyal, brave andtrue?
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
– Mhm. Na tych terenach… cóż, trafiliśmy lepiej z miejscem zgromadzeń – stwierdził. Teraz przynajmniej istniało neutralne miejsce, do którego każdy klan miał taką samą drogę, co było ważne nie tylko w przypadku zgromadzeń, ale i przekazywania ważnych wieści przez granicę, a także najzwyklejszych towarzyskich spotkań.
– To nic wstydliwego, Biała Łapo – odparł wprost po krótkiej chwili milczenia ze swojej strony. Może kiedyś by to przemilczał całkowicie, teraz jednak… miał więcej doświadczenia, miał różne przemyślenia odnośnie terminatorów, a sama Biała Łapa miała ponad trzydzieści księżyców. Przyznawanie się do niewiedzy było według niego ważną oznaką dojrzałości, i owszem, Pijawka to zrobiła, jednak wydawało mu się, że lepiej by było, gdyby najpierw spytała, skoro nie potrafiła się wspinać… zwłaszcza, że instynktownie każdy potrafiłby to zrobić, gdyby chwilę popróbował, pytanie tylko, czy każdy by wiedział, jak zrobić to tak, żeby się nie połamać, i jak potem zejść z drzewa. – Ale skoro czegoś nie wiesz czy nie umiesz, to najpierw o tym powiedz. Gdyby udało ci się wejść wyżej ot tak, na czuja, i byś tak się zsunęła na dół, jak teraz, to mogłoby ci się coś stać – dodał, po czym podszedł bliżej wielkiego pnia i obrzucił go spojrzeniem. Rozstawił szerzej tylne łapy, przednimi zaś wybił się z ziemi, by oprzeć się nimi o pień.
– W takim razie wejdę pierwszy. Musisz stanąć tak, a następnie rozszerzyć przednie łapy tak, jak byś chciała objąć nimi pień – poinstruował, po czym zrobił dokładnie to, co powiedział. Następnie wbił mocno pazury w korę drzewa, po czym podskoczył i podkulił pod siebie tylne łapy, żeby złapać się nimi pnia. – Wbijasz mocno pazury, i doskakujesz. Potem robisz to samo, szybko wyrzucając w górę przednie łapy i doskakując tylnymi. I tak cały czas, aż dotrzesz do gałęzi, która będzie wystarczająco gruba, by utrzymać kota – dodał i zaczął w ten sposób iść w górę. Na początku robił to dosyć powoli, żeby terminatorka mogła mu się dobrze przyjrzeć, potem już szybciej. Ze względu na swoją niechęć do wysokości, która kojarzyła mu się z urwiskiem przy wyjściu ze starego obozu, nie zamierzał wchodzić wysoko, ot, po prostu znalazł gałąź, która wydawała mu się odpowiedniej grubości, i przeszedł nieco w bok po pniu, żeby do niej dotrzeć. Wdrapał się na nią i odsunął się od pnia, robiąc miejsce Pijawce.
Najmniejsze z kociąt Fiołkowego Świtu i Malinowej Gwiazdy. W klanie pod względem wzrostu wygląda jednak w miarę przeciętnie. Pijawka jest również drobna, ale na pewno nie wygląda jak chucherko! Jej ciało pokrywa śnieżnobiałe, długie futerko, a na uszach znajdują się niewielkie pędzelki. Mordkę kotki zdobią również złote oczka.
Pijawka pod względem charakteru, praktycznie w ogóle się nie zmieniła. No... może trochę. Odkąd została porwana przez dwunożnych, jest jeszcze bardziej strachliwa, niż była w lesie. Praktycznie w ogóle nie opuszcza miejsca przy szybkie okna lub pod łóżkiem młodego dwunoga. Boi się praktycznie wszystkiego, co jest głośne lub jej praktycznie nieznane... Chociaż dosyć długo żyła u ludzi to nie przyzwyczaiła się do wielu ich rzeczy... Na szczęście wreszcie wróciła na znane tereny, gdzie mimo wszystko, czuję się bezpiecznej...
- Dobrze... Przepraszam, następnym razem po prostu... najpierw zapytam, wybacz - przeprosiła, kładąc po sobie delikatnie uszy oraz spuszczając ponownie wzrok na łapki. Naprawdę... mogła najpierw zapytać, jak powinna się wspinać... No cóż, teraz przynajmniej się dowie, chociaż mogła to zrobić wcześniej, fakt.
Przyglądała się uważnie postawie buro-białego syna Twardej Gwiazdy, aby wiedzieć, jak bezpiecznie na drzewo wejść. Musiała rozszerzyć łapy, jakby chciała to drzewo przytulić, do tego musiała jeszcze podkulić tylne łapy i to chyba od niech wszystko zależało... z tego co zauważyła oczywiście, bo to od niech miała wybijać się w górę oraz jednocześnie wyrzucając przednie łapy przed siebie.
Obserwowała, jak Zajęczy Sus wspina się na górę, aż wszedł na jedną z gałęzi, na którą Pijawka również wybrała sobie za cel. Podeszła ponownie do pnia, a następnie objęła go łapami, wbijając pazurki. Chwilę tak stała, nim nie podciągnęła szybko tylnych kończyn pod siebie, również wbijając pazury w pień. Wzięła wdech, po czym wybiła się tylnymi łapami do przodu, puszczając drzewo, aby potem szybko do niego przylec. Potem zrobiła to kolejny raz i kolejny. Wspinanie szło jej trochę wolno, więc zajęło jej chwilę, aby znaleźć się na gałęzi obok swojego mistrza.
Usiadła obok, wbijając mimo to nadal pazury w korę. Spojrzała w dół, krzywiąc się nieco. Może nie było jakoś bardzo wysoko, ale... mimo wszystko jednak trochę wysoko. Zwłaszcza, jeśli na drzewo weszło się pierwszy raz w życiu. Dopiero po chwili zaczęła rozglądać się dookoła, bardzo ostrożnie, gdyż bała się, że przy jakimś gwałtownym ruchu... po prostu spadnie w dół. A wolała tego uniknąć.
- Ładnie tu ale trochę... wysoko
Should I ask myself in the water What a warrior would do? Tell me, underneath myarmor Am Iloyal, brave andtrue? Am Iloyal, brave andtrue?
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Zajęczy Sus czekał na gałęzi, zerkając jednak w stronę Pijawki. Co prawda z góry by jej nie pomógł, gdyby spadła, ale mógł w razie czego ją nakierować, gdyby tego potrzebowała; kotka w końcu dotarła do tego samego miejsca, co on, chociaż zajęło jej to trochę czasu. Nic dziwnego, skoro to była jej pierwsza próba. Posłał białej kotce uśmiech i pochwalił ją cicho, po czym sam się rozejrzał po okolicy. Chociaż nie wspięli się wysoko, to jednak widok był imponujący: buro-biały pierwszy raz był w stanie dostrzec chociaż część piasków, które pokrywały centralną część terytorium klanu Gromu. Oczywiście widać było także rozległe lasy klanu Cienia oraz Grzmiącą Rzekę, która z tej perspektywy wyglądała zupełnie inaczej, niż z wichrowej granicy.
– Tam znajdują się tereny klanu Gromu – odezwał się, pokazując łapą, jednocześnie pozostałymi mocno trzymając się gałęzi, by nie spaść.