Najmniejsze z kociąt Fiołkowego Świtu i Malinowej Gwiazdy. W klanie pod względem wzrostu wygląda jednak w miarę przeciętnie. Pijawka jest również drobna, ale na pewno nie wygląda jak chucherko! Jej ciało pokrywa śnieżnobiałe, długie futerko, a na uszach znajdują się niewielkie pędzelki. Mordkę kotki zdobią również złote oczka.
Pijawka pod względem charakteru, praktycznie w ogóle się nie zmieniła. No... może trochę. Odkąd została porwana przez dwunożnych, jest jeszcze bardziej strachliwa, niż była w lesie. Praktycznie w ogóle nie opuszcza miejsca przy szybkie okna lub pod łóżkiem młodego dwunoga. Boi się praktycznie wszystkiego, co jest głośne lub jej praktycznie nieznane... Chociaż dosyć długo żyła u ludzi to nie przyzwyczaiła się do wielu ich rzeczy... Na szczęście wreszcie wróciła na znane tereny, gdzie mimo wszystko, czuję się bezpiecznej...
Crush, crush
Kotka wyczekiwała w ciszy odpowiedzi swojego mistrza. Cały czas w jej głowie, pojawiała się obawa, że jednak powiedziała coś źle, że nie taki jest prawdziwy i dobry wojownik. Może właśnie tak nie było i dobry wojownik powinien być jednak nieco agresywny aby nie dać się wypędzić na własnym terenie? Przełknęła ślinę, która właśnie napłynęła jej na język. Spojrzała żółtymi oczami na syna Twardej Gwiazdy, dopiero wtedy, kiedy ten to zaczął mówić. Czyli pierwsza jej wymieniona cecha, była dobra. Wojownik musiał być lojalny. Nielojalny kot w klanie to chyba był jakiś problem, chociaż właściwie to Pijawka nie wiedziała, czemu go nie zostawić. Każdy zasługiwał przecież na drugą szansę prawda? Jednak z następną odpowiedzią, jej obawy się spełniły. Ah... czyli te cechy jednak nie były dla prawdziwego wojownika z klanu. Za to musiał mieć świadomość własnych decyzji jak i być odważny. I właśnie teraz, biała córka Malinowej Gwiazdy, zaczęła się zastanawiać, czy aby na pewno na wojowniczkę się nadaje. Tak owszem, chciała ją zostać, ale przecież... czy nawet jej mama chciałaby, aby takie chucherko, pałętało się pod nogami tych bardziej odważnych i umięśnionych kotów? Na kiwnięcie głową przez wojownika, odpowiedziała tym samym gestem, ale nieco bardziej... lżejszym. Takim delikatniejszym. Kap, kap
Słysząc o tych stu księżycowych kotach, wytrzeszczyła oczy z niedowierzaniem, co jej się chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło. - Dużo... - odparła po chwili cicho, jednak jakby bardziej do siebie. Starszyzna wypoczywała po swoim czasie bycia wojownikami, kocięta się bawiły, a matki opiekowały nimi. - J...jaka kotka może zostać matką? - zapytała po chwili.
Should I ask myself in the water What a warrior would do? Tell me, underneath myarmor Am Iloyal, brave andtrue? Am Iloyal, brave andtrue?
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
– Owszem, dużo – zgodził się cicho, a jego myśli – siłą rzeczy – popłynęły w stronę Miętowookiej, ale zacisnął tylko lekko wargi, po czym potrząsnął lekko głową, by skupić się na pytaniu, jakie zdecydowała się zadać terminatorka. Było to… w sumie dobre pytanie, a kwestia nie była aż taka prosta, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka: w końcu każda kotka, która urodziła kocięta, tymczasowo obejmowała tę rangę, ale poza tym były też takie matki… na stałe.
– Huh… ogólnie to jest tak, że każda kotka, która rodzi kocięta, przez czas odchowywania ich pełni tę rangę i nie musi wypełniać obowiązków wojownika – zaczął więc, żeby rozjaśnić tę kwestię, po czym przeszedł do tego, co chyba bliższe było pytaniu Białej Łapy. Zrobił krótką przerwę, by zebrać myśli i szybko zastanowić się, co właściwie chciał jeszcze dodać. – Poza tym jednak są kotki, które na stałe zajmują się kociakami i kociarnią, jak Zwinna Łapa czy kiedyś też Mknący Ptak… wydaje mi się, że nie ma konkretnych, że tak powiem, wymagań, a przynajmniej nigdy o tym nie słyszałem, ale na pewno nie jest to coś dla każdego. Ktoś, kto zwyczajnie nie lubi kociąt, nie ma do nich cierpliwości, na pewno niezmiernie by się frustrował w kociarni, a i kocięta by mogły od takiej osoby stronić, nie sądzisz? – zwrócił się bezpośrednio do żółtookiej terminatorki, patrząc na nią z lekkim uśmiechem na pysku. Zwinna Łapa na przykład została matką z konieczności… ale w końcu się odnalazła w tej roli, nawet jeżeli za młodu była odwrotnym przeciwieństwem kogoś, kogo widziało się na tym miejscu. Dobrze pamiętał, że Pszeniczny Grzbiet miał z nią spore problemy na treningu, ale po wypadku w czasie podróży na nowe ziemie jednak odnalazła swoje miejsce i zmieniła się na tyle, że była w stanie dobrze zajmować się kociętami… nawet jeżeli skrycie pewnie wciąż marzyła o randze wojownika.
Najmniejsze z kociąt Fiołkowego Świtu i Malinowej Gwiazdy. W klanie pod względem wzrostu wygląda jednak w miarę przeciętnie. Pijawka jest również drobna, ale na pewno nie wygląda jak chucherko! Jej ciało pokrywa śnieżnobiałe, długie futerko, a na uszach znajdują się niewielkie pędzelki. Mordkę kotki zdobią również złote oczka.
Pijawka pod względem charakteru, praktycznie w ogóle się nie zmieniła. No... może trochę. Odkąd została porwana przez dwunożnych, jest jeszcze bardziej strachliwa, niż była w lesie. Praktycznie w ogóle nie opuszcza miejsca przy szybkie okna lub pod łóżkiem młodego dwunoga. Boi się praktycznie wszystkiego, co jest głośne lub jej praktycznie nieznane... Chociaż dosyć długo żyła u ludzi to nie przyzwyczaiła się do wielu ich rzeczy... Na szczęście wreszcie wróciła na znane tereny, gdzie mimo wszystko, czuję się bezpiecznej...
Pam, pam
- A...a jeżeli ma się... kociaki... będąc terminatorem? Wtedy trening... się zatrzymuje? - zapytała po chwili cichym, jak zawsze, tonem. W przypadku wojowniczek teraz było to dla niej jasne. Jeśli kocica urodzi kocięta, to stawała się na jakiś czas matką, a później wracała do swoich obowiązków jak i rangi. Jednak jak to było w przypadku terminatorem? Ich trening wtedy był wstrzymywany, czy może mimo ciąży, to ciężarna musiała na niego chodzić. Chociaż czy wojownicy narażali by zdrowie, jeśli nawet nie życie matek jak i jej jeszcze rozwijających się pociech? Chyba nie... Jednakże Pijawka chciała się upewnić i być pewną na sto i więcej procent. Właśnie po to tutaj byli prawda? Aby Biała mogła się nauczyć czegoś nowego jak i zadawać pytania. Tra, tra
Na zadane jej pytanie, spojrzała na zielonookiego, który to uśmiechał się lekko. Po chwili również na mordce córki Malinowej Gwiazdy, pojawił się taki leciutki uśmieszek. Zaraz potem pokiwała głową twierdząco. Więcej pytań już nie miała tak więc czekała po prostu na dalszy ciąg dzisiejszego treningu.
Should I ask myself in the water What a warrior would do? Tell me, underneath myarmor Am Iloyal, brave andtrue? Am Iloyal, brave andtrue?
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
– Hm – wydał z siebie pomruk. Nigdy się nad tym w zasadzie nie zastanawiał, jednak logicznym by było, gdyby obowiązki terminatora na pewien czas też odchodziły na dalszy plan w przypadku, gdy kotka zajdzie w ciążę i urodzi kocięta. Oczywiście oznaczało to przerwę w trenowaniu trwającą nawet sześć księżyców, może minimalnie mniej, jednak nie wyobrażał sobie, by terminatorka opuszczała swoje nowonarodzone dzieci, bo musiała trenować… albo by na Ziołowe Wzgórza chodziły kotki w zaawansowanej ciąży, które mogły lada chwila zacząć rodzić. – Powiedziałbym, że tak, wstrzymuje się wtedy trening na trochę przed porodem i zapewne aż do czasu mianowania kociaków na terminatorów. Chociaż może jak kocięta już trochę podrosną, ale nie będą jeszcze terminatorami, to można na przykład przerabiać jakąś teorię z ich matką… ale to raczej w obozie – odparł tak, jak mu się wydawało. Mimo wszystko poród i pozostawanie w obozie wpływały na kondycję kocicy: mogłaby ona nie być w stanie się obronić przed zagrożeniem albo uciec, więc nie wyobrażał sobie w ten sposób narażać własnej terminatorki.
W ten sposób, jak się okazało, dobrnęli do końca rang. Zajęło to sporo czasu, ale jeszcze nie tyle, by musieli się zbierać do obozu, dlatego syn Twardej Gwiazdy zastanowił się, czym jeszcze mogą się dziś zająć. Nie chciał specjalnie przeciążać swojej terminatorki, więc na razie w jego odczuciu odpadała walka, polowanie i spacer po granicach.
– To chyba wszystko z rang. Masz jeszcze jakieś pytania? Ach, i prosiłbym cię, byś nie chodziła sama po terenach do czasu, aż nie nauczysz się walczyć – odezwał się po chwili milczenia, po czym skierował rozmowę na kolejne teoretyczne zagadnienie: - Co wiesz na temat Gwiezdnego Klanu, Biała Łapo?
Najmniejsze z kociąt Fiołkowego Świtu i Malinowej Gwiazdy. W klanie pod względem wzrostu wygląda jednak w miarę przeciętnie. Pijawka jest również drobna, ale na pewno nie wygląda jak chucherko! Jej ciało pokrywa śnieżnobiałe, długie futerko, a na uszach znajdują się niewielkie pędzelki. Mordkę kotki zdobią również złote oczka.
Pijawka pod względem charakteru, praktycznie w ogóle się nie zmieniła. No... może trochę. Odkąd została porwana przez dwunożnych, jest jeszcze bardziej strachliwa, niż była w lesie. Praktycznie w ogóle nie opuszcza miejsca przy szybkie okna lub pod łóżkiem młodego dwunoga. Boi się praktycznie wszystkiego, co jest głośne lub jej praktycznie nieznane... Chociaż dosyć długo żyła u ludzi to nie przyzwyczaiła się do wielu ich rzeczy... Na szczęście wreszcie wróciła na znane tereny, gdzie mimo wszystko, czuję się bezpiecznej...
Turu, turu
Czyli jednak wstrzymywało się trening. I to na trochę długo, w końcu zanim się te kociaki narodzą oraz nim mama je wychowa, minie przynajmniej osiem księżyców. Tak około, bo to też zależało pewnie od tego, jak czuła się matka. Ale taka teoria na przykład, jak to zaproponował Zajęczy Sus, można było przerobić w obozie. I w sumie to był chyba jedyny sposób, aby trening kocicy nie został wtedy całkowicie zatrzymany na okres paru księżyców. Teraz zaczęła się też w sumie zastanawiać... A jak to było z liderkami lub zastępczyniami? Nie pamiętała jak to było z jej własną mamą, ale jednak organizowała ceremonie, mimo tego, że jej kociaki jeszcze nie dorosły. Dudu, dudu
I koniec rang. Pijawka spojrzał na mistrza z lekkim zdziwieniem. Zdawało jej się, że było tego więcej a jak widać, to już wszystko przerobili! Terminatorki zastanowiła się chwilę nad pytaniem, które mogłaby zadać i właśnie uświadomiła sobie, że jej wcześniejsze myśli, mogłyby być dobrym pytaniem - A jak... jak przywódczyni albo... zastępczyni będą mieć... kociaki? Ktoś je wtedy... zastępuje? - zapytała następnie, przechylając głowę w bok. Och i miała nie chodzić sama po terenach. Tak, jej to jak najbardziej odpowiadało. Sama zresztą z obozu nie wyjdzie więc... - Gwiezdny Klan... to koty które... odeszły... I dają liderowi dziewięć żyć... oraz pozwalają mu mianować... wojowników... a medyk też... może
Should I ask myself in the water What a warrior would do? Tell me, underneath myarmor Am Iloyal, brave andtrue? Am Iloyal, brave andtrue?
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Okazywało się, że kotka jednak miała więcej pytań – i powrócili znowu do kwestii przywódcy i zastępcy. Oczywiście Zajęczy Sus nie miał nic przeciwko, to nawet lepiej, że Biała Łapa zadawała pytania od razu, jak się jej nasuwały. Tu w zasadzie również nie musiał długo się zastanawiać, odpowiedź bowiem nasuwała się sama.
– Hm, twoja mama będąc jeszcze w ciąży normalnie odprawiała ceremonie i rządziła klanem, natomiast jak się urodziliście to tak się złożyło, że przez jakiś czas nie było nikogo do mianowania, więc nie musiała tego robić… ale podejmowała normalnie wszystkie decyzje w klanie. W takiej sytuacji po prostu zwiększa się rola zastępcy i medyka w klanie – odparł na pierwsze z pytań. Cóż, zastępca był od zastępowania przywódcy, więc to naturalne. – Natomiast nie jestem pewien, jak by było z zastępczynią, bo za mojego życia byli tylko zastępcy… ale wydaje mi się, że to zależy od decyzji kotki i decyzji przywódcy. Możliwe, że w tej sytuacji po prostu przywódca by przejął tymczasowo także obowiązki zastępcy, albo wyznaczył do tego innego kota, albo na przykład zastępczyni mogłaby już na stałe zrezygnować z tego stanowiska – dodał jeszcze odnośnie zastępczyni. To już nie była taka łatwa kwestia, no i nie miał na czym się oprzeć, więc mógł sobie tylko gdybać. Zawsze można by o to spytać Malinową Gwiazdę, to znaczy dowiedzieć się, co ona by zrobiła w takiej sytuacji, co zaraz zresztą podsunął Białej Łapie.
– Mhm – zgodził się ze słowami kotki. – Gwiezdny Klan… to koty, które zmarły i które rezydują na Srebrnej Skórce, którą widać każdej nocy. Wierzymy, że każda gwiazda to jeden zmarły kot. Do Gwiezdnego Klanu trafiają jednak te koty, które przestrzegały zasad Kodeksu Wojownika, podczas gdy złe koty, które Kodeks łamały idą do Miejsca Gdzie Brak Gwiazd, inaczej Ciemnego Lasu, w którym każdy wędruje samotnie… a, ale oczywiście nie oznacza to jeszcze, że jak złamiesz Kodeks nieświadomie czy jeden raz, to już nie masz szans na dostanie się do Gwiezdnego Klanu. Dokładnie nie wiemy, jak to działa, rzecz jasna, ale do Miejsca Gdzie Brak Gwiazd raczej trafia się za jakieś… ciężkie przewinienia, ze tak to ujmę.
Najmniejsze z kociąt Fiołkowego Świtu i Malinowej Gwiazdy. W klanie pod względem wzrostu wygląda jednak w miarę przeciętnie. Pijawka jest również drobna, ale na pewno nie wygląda jak chucherko! Jej ciało pokrywa śnieżnobiałe, długie futerko, a na uszach znajdują się niewielkie pędzelki. Mordkę kotki zdobią również złote oczka.
Pijawka pod względem charakteru, praktycznie w ogóle się nie zmieniła. No... może trochę. Odkąd została porwana przez dwunożnych, jest jeszcze bardziej strachliwa, niż była w lesie. Praktycznie w ogóle nie opuszcza miejsca przy szybkie okna lub pod łóżkiem młodego dwunoga. Boi się praktycznie wszystkiego, co jest głośne lub jej praktycznie nieznane... Chociaż dosyć długo żyła u ludzi to nie przyzwyczaiła się do wielu ich rzeczy... Na szczęście wreszcie wróciła na znane tereny, gdzie mimo wszystko, czuję się bezpiecznej...
Gr, gr
Czyli przywódczyni z obowiązków nie rezygnowała a jedynie większość schodziła na zastępce, który jednak mimo wszystko, miał liderkę zastępować. Więc to było w sumie całkowicie normalne, że od niego podczas ciąży kotki, będą zależały decyzje w klanie. Jednak jak się okazało, jej mama nie miała tego problemu i normalnie podejmowała decyzje związane z władzą. Kwestia komplikowała się przy zastępczyni, która podczas ciąży, miała jednak ograniczony zakres sprawności fizycznej i raczej brzuszek przeszkadzałby jej w pełnieniu obowiązków. I fakt, to już musiała być decyzja kocicy i przywódcy, co się stanie z tą rangą. Jeśli kotka nie dawała rady to zapewne ranga zostawała oddawana, jednak kiedy to dawała, to chyba nie było takiej potrzeby, aby zastępce wymieniać. Chociaż tak, to wszystko zależało jeszcze od lidera. Kuku, kuku
Przestrzegają kodeksu wojownika... tak zapewne ona również będzie go przerabiać na treningu. W końcu nie chciałaby trafić do Ciemnego Lasu, który pewnie był ciemny i straszny i ciemny.... nie, nie, Pijawka zrobiłaby niemal wszystko, aby tam nie iść. Nastawiła uszy na sztorc, wysłuchując dalszych słów wojownika. Jednocześnie wszystko sobie analizowała, a przynajmniej się starała, gdyż otoczenie wokół dalej przyprawiało ją o lekkie dreszcze. Pytań jednak nie miała, gdyż wszystko zrozumiała, tak więc czekała po prostu dalej.
Should I ask myself in the water What a warrior would do? Tell me, underneath myarmor Am Iloyal, brave andtrue? Am Iloyal, brave andtrue?
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Najwyraźniej wyczerpał temat, jeśli chodzi o rangi, ciężarne i odchowujące kocięta kocicy, bowiem zapadła cisza. Podobnie zresztą Biała Łapa nie miała pytań co do kwestii związanych z Gwiezdnym Klanem, więc mógł przejść dalej. Skoro byli już przy tematach związanych z rangami, Gwiezdnymi, a także dotknęli powierzchownie Kodeksu Wojownika, to w sumie pasowałoby w tym miejscu dać historię powstania klanów.
– Skoro już przy tym wszystkim jesteśmy, to chciałbym ci opowiedzieć historię o powstaniu klanów – powiedział buro-biały, po czym przełknął ślinę i odkaszlnął, żeby przygotować się na dość długą wypowiedź. – A było to tak. Wiele, wiele księżyców temu, gdy las był jednym, niepodzielonym na terytoria miejscem, koty przybyły do niego zwabione mnogością tamtejszej zwierzyny. Nie były to te tereny, na których żyjemy, ani nawet nie te, z których odeszliśmy prawie pełen obieg pór temu, bo kilkaset księżyców temu Klany przeniosły się nad Słoną Wodę. Wtedy koty żyły w małych grupach, a granice nie istniały… nieustannie ze sobą walczyły z obawy o to, że zabraknie im pożywienia oraz przez nieustanne naruszanie terenów, które zagarniały dla siebie te małe grupki. Zginęło wtedy mnóstwo kotów. Pewnej nocy, gdy księżyc był w pełni, koty zgodziły się spotkać na polanie między czterema wielkimi dębami. To nie było jednak pokojowe spotkanie – koty zaczęły wykłócać się o skradzioną zwierzynę; w końcu błysnęły pazury, a przez las potoczyły się wyzywające wrzaski. Zgromadzenie przerodziło się w regularną bitwę, a ziemia przesiąkła przelaną krwią.
Wiele kotów poległo tamtej nocy. Ci, którzy przetrwali, wyczerpani posnęli na miejscu potyczki. Kiedy się przebudzili, zobaczyli wokół siebie duchy zabitych; nie byli oni jednak ranni ani okrwawieni, a połyskiwali niczym opadłe gwiazdy. Ocaleli przylgnęli do ziemi i, gdy duchy przemówiły, zobaczyli okropne wizje przyszłości. Wtedy zorientowali się, że walkom musi nastąpić kres.
– Zjednoczcie się albo czeka was śmierć! – oznajmiły duchy.
Spośród tych, którzy przeżyli, pierwsza odezwała się czarna kocica, Cień, która uznała, że potrzeba im w takim razie przywódcy. Sama chciała rządzić lasem, ale zaoponował temu Rzeka, srebrzystoszary kocur o zielonych ślepiach, wysuwając własną kandydaturę. Kolejna głos zabrała żylasta, brązowa kocica imieniem Wicher, twierdząc, że to ona powinna władać lasem. Największy spośród ocalałych, ognistorudy kocur o bursztynowych ślepiach i wielkich, białych łapach zwący się Grom odezwał się jako ostatni, nie zgadzając się z nimi i twierdząc, że to on jest najlepszym kandydatem na przywódcę.
Oczywiście rozgorzała między nimi kłótnia, którą w ciszy obserwowały duchy zmarłych. Nagle ciemne chmury przysłoniły księżyc, a żywi zadrżeli ze strachu. Na szczycie wysokiego kamienia zobaczyli pręgowaną kocicę, jedną z poległych, której futro lśniło mimo, że wokół nie było żadnego światła. Wściekłym spojrzeniem obrzuciła koty znajdujące się na ziemi. Nazwała ich głupcami i nakazała przestać myśleć wyłącznie o sobie. Cztery koty – Cień, Rzeka, Wicher i Grom – spojrzały na nią, ale żadne się nie odezwało.
– Las jest wystarczająco duży by wykarmić wszystkie wasze rodziny i wielu więcej – oznajmiła następnie. – Musicie znaleźć innych jak wy, obrać część lasu jako swój dom i ustalić granice.
W tym momencie księżyc wyłonił się zza chmur, ukazując krąg rozgwieżdżonych kotów-duchów stojących na skraju polany – Gwiezdny Klan. Biały kocur wystąpił na przód.
– Jeśli to zrobicie – miauknął. – Nagrodzimy każdego z was ośmioma dodatkowymi życiami, byście mogli przewodzić swoim Klanom przez wiele nadchodzących księżycy.
Gwiezdny Klan obiecał również czuwać nad Klanami ze Srebrnej Skórki, nawiedzać przywódców w ich snach i prowadzić na ich drogach. Przodkowie nakazali również aby cztery Klany zbierały się w czasie każdej pełni księżyca na polanie między czterema wielkimi dębami na noc rozejmu. Zebrane koty będą wiedzieć, że patrzą, a jeśli podczas tej nocy zostałaby przelana krew – poznają ich niezadowolenie.
– Będziecie wojownikami! – zakrzyknęła w końcu pręgowana kocica z wysokiej skały, a Grom, Rzeka, Wicher i Cień pochylili głowy. – Od teraz będziecie żyć według Kodeksu Wojownika. Wasze serca będą pełne odwagi i szlachetności, a jeśli już będziecie musieli ze sobą walczyć, to nie przez chciwość, ale dla honoru i sprawiedliwości.
Cała czwórka na to przystała. Potem powrócili do swych domów i odszukali koty o podobnych im cechach i umiejętnościach. Rzeka odnalazł koty zdolne łowić swoją zwierzynę w wodzie. Cień zgromadziła nocnych łowców o bystrych umysłach i ostrych pazurach. Grom zebrał łowców potrafiących tropić zwierzynę nawet w najgęstszych zaroślach. Do Wichru przybyli zaś najszybsi biegacze i koty kochające otwarte tereny. Podzielili las tak, by każdy Klan miał wystarczająco zwierzyny aby przetrwać i aby wszystkie koty mogły żyć w spokoju. Potem przywódcy powrócili do czterech wielkich dębów podczas pełni, w pierwszą noc rozejmu, gdzie ich gwiezdni przodkowie podarowali każdemu z nich dodatkowe osiem żyć, tak jak obiecali.
W trakcie robił przerwy, żeby po pierwsze nie wysiadł mu głos, a po drugie żeby Biała Łapa mogła to sobie stopniowo przyswajać i ewentualnie wyobrażać, co się wówczas działo. Po wszystkim zamilkł i czekał na ewentualne pytania. Zawsze był zaskoczony, ile czasu zajmowało opowiedzenie tej historii – niedługo będą musieli wracać do obozu.
Najmniejsze z kociąt Fiołkowego Świtu i Malinowej Gwiazdy. W klanie pod względem wzrostu wygląda jednak w miarę przeciętnie. Pijawka jest również drobna, ale na pewno nie wygląda jak chucherko! Jej ciało pokrywa śnieżnobiałe, długie futerko, a na uszach znajdują się niewielkie pędzelki. Mordkę kotki zdobią również złote oczka.
Pijawka pod względem charakteru, praktycznie w ogóle się nie zmieniła. No... może trochę. Odkąd została porwana przez dwunożnych, jest jeszcze bardziej strachliwa, niż była w lesie. Praktycznie w ogóle nie opuszcza miejsca przy szybkie okna lub pod łóżkiem młodego dwunoga. Boi się praktycznie wszystkiego, co jest głośne lub jej praktycznie nieznane... Chociaż dosyć długo żyła u ludzi to nie przyzwyczaiła się do wielu ich rzeczy... Na szczęście wreszcie wróciła na znane tereny, gdzie mimo wszystko, czuję się bezpiecznej...
Bum, bum
Historia. Historia, której nigdy dotąd nie słyszała, miała zostać jej opowiedziana. Wreszcie coś w czym była dobra! W słuchaniu. Tak więc dalej siedząc, spojrzała wyczekująco na burego mistrza, nim ten nie rozpoczął swojej opowieści. Jak się okazało, to nie były ich pierwotne tereny, a nawet te, które zamieszkiwały klany wcześniej, nie kwalifikowały się do nich. Przeprowadzili się już dwa razy, a ona ani razu nie brała w tym udziału. Chociaż w sumie to nawet jej ulżyło, przecież jeszcze coś by ją zjadło i co by było? Postanowiła zamknąć oczy, aby widzieć te wszystkie obrazy oczami wyobraźni. Chociaż właściwie to nie spodziewała się, że... że to wszystko było takie brutalne. Myślała raczej, że te wszystkie kotki się spotkały, ustaliły granice i happy end a tutaj walki i krew. Kotka położyła po sobie uszy, słysząc o walce na zgromadzeniu. Zmarszczyła nawet różowy nosek, z powodu wyobrażenia sobie tej sceny. W jej wyobraźni wyglądało to okropnie, aż sama się przeraziła, jakie to sceny potrafi sobie wyobrazić. Zaraz potem otworzyła oczy, nie mogąc już znieść tego "widoku". Przełknęła cicho ślinę, nim nie zdecydowała się na ponowne zamknięcie oczu. Wtedy akurat wyobraziła sobie te cztery koty. Cień, będącą czarną kocicą, ale według Białej, posiadającej takie ładne, oliwkowe oczka. Zaraz obok niej, stanął Rzeka, o długiej, srebrnoszarej sierści i zielonych ślepiach, jak to go opisał Zając. Następnie Wicher, czyli ich założycielka, która według wyobraźni córki Maliny, była żylasta, ale szczupła o brązowym, krótkim futerku i żółtych oczach, takie podobne do samej śnieżnobiałej. I wreszcie krzepki, rudy kocur o białych łapach oraz bursztynowych ślepiach. Wyobraziła ich sobie, jak stoją naprzeciwko siebie, kłócących się na oczach Gwiezdnych, których futra lśniły jak noce niebo. Widziała ich przerażenie, które wywołało zasłonięcie przez ciemne chmury księżyca, oraz zmarłe duchy, które wyjaśniały im wszystko, co mają zrobić. Widziała, jak szukając kotów a następnie wracają po księżycu, na kolejne zgromadzenia na które wstąpili Gwiezdni aby dać im dar dziewięciu żyć. Zaraz potem ,nie usłyszała już nic, a obraz wymazał się z jej głowy. Turu, turu
Wtedy też otworzyła złote ślepia i spojrzała na mentora. Ta historia była... taka piękna. - Księżyc... czy jeśli jest zasłonięty to... Gwiezdni są na nas źli? - zapytała po chwili, dalej patrząc na burego.
Should I ask myself in the water What a warrior would do? Tell me, underneath myarmor Am Iloyal, brave andtrue? Am Iloyal, brave andtrue?
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Cóż, nie ma co ukrywać – początek klanów, a także czasy przed nimi, były bardzo brutalne. Życie było brutalne nawet teraz, nie tylko dla kotów żyjących w klanach, które musiały mierzyć się z chorobami, drapieżnikami, dwunogami i czasami katastrofami naturalnymi, ale i dla obecnych samotników. Ci bowiem żyli albo w pojedynkę, albo w niewielkich grupach, jak kiedyś klany, i być może musieli podobnie walczyć z innymi o przetrwanie… Jednak faktycznie historia kryjąca się za powstaniem czterech klanów nie należała do szczególnie przyjemnych, nawet jeżeli ostatecznie miała pozytywne zakończenie, a klany trwały do dziś.
Pytanie Białej Łapy… wyrwało kocura z zamyślenia, ale nasunęło mu własne pytania. Czy na pewno było można tak stwierdzić w świetle tego, że księżyc przez długi czas był zasłaniany co pełnię, żeby nie odbyło się Zgromadzenie… całkiem jakby Gwiezdni nie chcieli, lub nie widzieli potrzeby, by się one odbywały, co zresztą wydawało się być potwierdzone zmianą w Kodeksie Wojownika? Czyż w ciągu nocy też nie było różnych zjawisk pogodowych, które zdawały się być raczej… losowe, niż napędzane jakąś celową siłą? Czemu zasłonięcie księżyca chmurami miałoby zawsze oznaczać, że Gwiezdni są niezadowoleni?
– Hm, kiedyś bym ci powiedział, że raczej tak, ale… nie jestem pewien – przyznał wprost, wzdychając cicho. Nie miał na to łatwej odpowiedzi. Mimo wszystko intencje Gwiezdnego Klanu nie były czytelne, dopóki na przykład nie uderzyli piorunem tuż obok kota. – Widzisz, kiedyś w Kodeksie Wojownika był taki punkt, że co pełnię księżyca klany mają spotykać się na Zgromadzeniu, czyli takim spotkaniu, na które idą wszyscy przywódcy, zastępcy, medycy i po kilka kotów z każdego klanu, żeby wymienić się wieściami. Przez długi czas księżyc w pełni był jednak zasłonięty. Na początku wydawało się, że to dlatego, że sytuacja w którymś z klanów jest niestabilna i lepiej, żeby nie było Zgromadzenia – a to w Gromie nie było medyka, a to w Cieniu, a to u nas musiał się zmienić przywódca… i tak dalej. Potem jednak Kodeks Wojownika został zmieniony przez samych Gwiezdnych tak, że Zgromadzenia odbywają się w pełnię księżyca, ale nie każdą, tylko wtedy, gdy przywódcy uznają to za stosowne. Wtedy też księżyc przestał być zasłonięty w czasie pełni… na co nasuwa mi się wniosek, że może Gwiezdni po prostu nie widzieli potrzeby do odbywania się Zgromadzeń, a nie, że byli na nas źli. Także trochę ciężko powiedzieć.
/ Jeżeli Biała nie ma więcej pytań, to zacznij nowy dzień w obecnej czasoprzestrzeni.
Najmniejsze z kociąt Fiołkowego Świtu i Malinowej Gwiazdy. W klanie pod względem wzrostu wygląda jednak w miarę przeciętnie. Pijawka jest również drobna, ale na pewno nie wygląda jak chucherko! Jej ciało pokrywa śnieżnobiałe, długie futerko, a na uszach znajdują się niewielkie pędzelki. Mordkę kotki zdobią również złote oczka.
Pijawka pod względem charakteru, praktycznie w ogóle się nie zmieniła. No... może trochę. Odkąd została porwana przez dwunożnych, jest jeszcze bardziej strachliwa, niż była w lesie. Praktycznie w ogóle nie opuszcza miejsca przy szybkie okna lub pod łóżkiem młodego dwunoga. Boi się praktycznie wszystkiego, co jest głośne lub jej praktycznie nieznane... Chociaż dosyć długo żyła u ludzi to nie przyzwyczaiła się do wielu ich rzeczy... Na szczęście wreszcie wróciła na znane tereny, gdzie mimo wszystko, czuję się bezpiecznej...
Kap, kap
Nie miał pewności, więc w tej chwili, nawet Pijawka nie mogła mieć. Pozostało jedynie jakieś gdybanie w faktach i swoich własnych przemyśleniach oraz teoriach i hipotezach. Biała jednak nie miała ich znowu tak dużo, tak więc wolała nie grzebać w tym za bardzo. Argumenty jednak, jakie nasunął jej Zając, były bardzo przekonujące. Jeśli sytuacja w klanie była niestabilna, zdecydowanie lepiej było, aby Zgromadzenie się nie odbyło, jednak prowadziło to do takiej jakby... izolacji? Klanowych kotów. Teraz każdy klan jakby przejmował się sobą, jednakże córce Maliny wcale to nie przeszkadzało. Lepszy pokój niż odwieczne walki, bo ktoś przekroczył granicę. A teraz jeszcze ta zmiana w Kodeksie Wojownika. Skoro Gwiezdni tak chcieli, to też tak zrobili i raczej nikt tego podważyć nie mógł. Więcej pytań na ten temat nie miała, tak więc gdy tylko dostała pozwolenie, ruszyła powoli, rozglądając się czujnie dookoła, w kierunku obozu.
==New Day==
Puk, puk
Córka Malinowej Gwiazdy otworzyła powoli żółte oczka. Zaraz potem spojrzała na miejsce bok siebie. Gołąbka już nie było, co oznaczało, że zapewne był na swoim treningu, ze swoim nowym mentorem. Wąsiki kotki drgnęły lekko, nim nie przesunęła nosa bliżej swojego ogona, którym to zasłoniła sobie mordkę. Chwile zajęło jej, aby spojrzeć na zewnątrz, na wyjście z legowiska. Słońce ładnie świeciło, na co kotka uśmiechnęła się lekko. Śnieg zniknął już z ziemi ładnych parę dni temu, a miejsca ustąpił trawie. Dopiero po paru uderzeniach serca, wstała powoli, rozciągając się. Terminatorka następnie wyszła z legowiska, oglądając się po obozie. Następnie poszła w kierunku wyjścia z obozu, przy którym to się zatrzymała, a następnie usiadła powoli z boku.
Should I ask myself in the water What a warrior would do? Tell me, underneath myarmor Am Iloyal, brave andtrue? Am Iloyal, brave andtrue?
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Zajęczy Sus oczywiście cały czas spotykał się z Białą Łapą, jednak nie zaczęli jeszcze nic nowego. Po pierwsze dlatego, że musieli utrwalić i powtórzyć dotychczasowe treści, po drugie… cóż, kocur nie do końca miał na cokolwiek siłę. Z każdym dniem było jednak coraz lepiej i nawet jeżeli wciąż czuł się nieco zagubiony, nawet jeżeli wciąż tęsknił za matką, a i miał z tyłu głowy wątpliwości, jeżeli chodzi o stan Krzykliwej Mewy i sytuację w klanie. Nie mógł sobie pozwolić na dłuższe hamowanie treningu córki Malinowej Gwiazdy, więc na ten dzień zaplanował nie tylko wyjście na tereny, ale i trochę praktyki. Jakiej? To się jeszcze okaże. Skierował swoje kroki ku wyjściu z obozu, i okazało się, że terminatorka już na niego czeka.
– Cześć, Biała Łapo – przywitał się, kiwając przy tym głową, po czym od razu ruszył w stronę terenów. – Dzisiaj chciałbym, żebyśmy przeszli do praktyki, ale to od ciebie będzie zależało, czy najpierw zrobimy polowanie, czy walkę. Koniec końców i tak musimy zająć się tym i tym – uprzedził kotkę, żeby nie było. Żaden terminator nie mógł się od tego wywinąć, ale Zajęczy Sus był chociaż trochę elastyczny i zamierzał dać kotce wybór, jeżeli chodzi o kolejność. – To jak? Polowanie, czy walka?
Najmniejsze z kociąt Fiołkowego Świtu i Malinowej Gwiazdy. W klanie pod względem wzrostu wygląda jednak w miarę przeciętnie. Pijawka jest również drobna, ale na pewno nie wygląda jak chucherko! Jej ciało pokrywa śnieżnobiałe, długie futerko, a na uszach znajdują się niewielkie pędzelki. Mordkę kotki zdobią również złote oczka.
Pijawka pod względem charakteru, praktycznie w ogóle się nie zmieniła. No... może trochę. Odkąd została porwana przez dwunożnych, jest jeszcze bardziej strachliwa, niż była w lesie. Praktycznie w ogóle nie opuszcza miejsca przy szybkie okna lub pod łóżkiem młodego dwunoga. Boi się praktycznie wszystkiego, co jest głośne lub jej praktycznie nieznane... Chociaż dosyć długo żyła u ludzi to nie przyzwyczaiła się do wielu ich rzeczy... Na szczęście wreszcie wróciła na znane tereny, gdzie mimo wszystko, czuję się bezpiecznej...
Kap, kap
Kotka uśmiechnęła się lekko w stronę kocura, który to przywitał się z nią. Zaraz potem kotka wstała na cztery łapy, wychodząc za synem Twardej Gwiazdy z obozu. Już mniej się wahała, ale dalej można było zauważyć, jak ostrożnie wychodziła z obozu. Nie przyklejała się już tak nawet do Zająca, ale dalej pozostawała blisko niego. Złote oczka spojrzały w stronę wojownika, kiedy ten zadał jej pytanie. Teorię - tą, którą już przerobili - opanowała, gdyż dosyć długo ją powtarzali. Dzisiaj jednak mieli się już zająć praktyką. Córka Malinowej Gwiazdy musiała się nieco zastanowić, co wolałaby przerobić najpierw. Polowanie to było... było po to, aby wyżywić klan. Za to walka miała jej pomóc się bronić. Decyzja była dosyć trudna, tak więc trochę długo jej to zajęło, aby wreszcie zadecydować, co ostatecznie wolałaby przerobić. Tup, tup
Żółtooka wypuściła powietrze z nozdrzy, nim wreszcie nie postanowiła odpowiedzieć, aby mogli już przejść do wybranej przez nią czynności. - Walkę... m...możemy przerobić...walkę - odpowiedziała po chwili. Skoro i tak musieliby ją przerobić...
Should I ask myself in the water What a warrior would do? Tell me, underneath myarmor Am Iloyal, brave andtrue? Am Iloyal, brave andtrue?
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Czekał, jak zwykle, cierpliwie na odpowiedź kotki. Nie zamierzał jej nic narzucać, ba, nawet sugerować, skoro sam jej powiedział, że to ona ma wybrać. W końcu jednak odpowiedź nadeszła i ku pewnemu zdziwieniu Zajęczego Susa, Biała Łapa postawiła na walkę. Kiwnął jednak głową bez szemrania, jak i bez upewniania się: córka Malinowej Gwiazdy wydawała się faktycznie zdecydowana, nawet jeżeli jej głos, jak zwykle, nie brzmiał szczególnie pewnie. Po nie tak długiej chwili w milczeniu dotarli na Wyjące Wzgórza, gdzie wojownik przysiadł na rozrastającej się trawie. Wiedział dobrze, co należy powiedzieć w tej kwestii, dlatego nie zastanawiał się długo.
– Dobrze, to jeżeli chodzi o walkę… – zaczął. – Według mnie jedną z najważniejszych rzeczy jest świadomość mocnych i słabych stron – przede wszystkim swoich, ale przeciwnika również. Ja na przykład jestem kotem… nieszczególnie silnym w porównaniu na przykład do Sokolego Cienia, ale jestem niewielki, więc zwinny, a przy okazji i szybki. Oznacza to, że dobrze będzie szło mi unikanie, a moje ataki będą celne, chociaż nie zawsze mocne, zwłaszcza przeciwko wytrzymałym przeciwnikom. Nie jestem na razie w stanie powiedzieć, jak to wygląda u siebie – jesteś wciąż bardzo młoda i nie tknęliśmy praktyki, więc nie masz jeszcze wykształconych mięśni i kondycji, także zobaczymy. Po prostu sama to odkryjesz. Poza tym możesz mieć sama na to jakiś wpływ, odpowiednio ćwicząc: na przykład dużo biegając, będziesz rozwijać swoją wytrzymałość i szybkość. – To się przenosiło także na ćwiczenie walki, mięśnie i siłę, czy na przykład polowanie, podczas którego ćwiczyło się na dobrą sprawę… wszystko, włącznie z czasem reakcji. – W każdym razie, można to przenieść także na przeciwnika. Jeżeli widzisz na przykład, że twój wróg jest bardzo masywnym, ciężkim kotem, prawdopodobnie będzie on także silny. Ta świadomość pomoże ci w zaplanowaniu swoich ruchów, to znaczy ataki takiego kota… cóż, dobrze jest ich unikać, bowiem jak już trafi, to może Ci zrobić sporą krzywdę, a w ten sposób możesz go zmęczyć. Nie znaczy to jednak, że masz cały czas unikać, jak coś. Jeżeli czujesz, że wróg jest za silny… czasami trzeba uciekać, żeby się ratować. No, a teraz powiedz, masz jakieś pomysły albo może już wiesz, gdzie najlepiej jest celować podczas walki?
Najmniejsze z kociąt Fiołkowego Świtu i Malinowej Gwiazdy. W klanie pod względem wzrostu wygląda jednak w miarę przeciętnie. Pijawka jest również drobna, ale na pewno nie wygląda jak chucherko! Jej ciało pokrywa śnieżnobiałe, długie futerko, a na uszach znajdują się niewielkie pędzelki. Mordkę kotki zdobią również złote oczka.
Pijawka pod względem charakteru, praktycznie w ogóle się nie zmieniła. No... może trochę. Odkąd została porwana przez dwunożnych, jest jeszcze bardziej strachliwa, niż była w lesie. Praktycznie w ogóle nie opuszcza miejsca przy szybkie okna lub pod łóżkiem młodego dwunoga. Boi się praktycznie wszystkiego, co jest głośne lub jej praktycznie nieznane... Chociaż dosyć długo żyła u ludzi to nie przyzwyczaiła się do wielu ich rzeczy... Na szczęście wreszcie wróciła na znane tereny, gdzie mimo wszystko, czuję się bezpiecznej...
Tryk, tryk
Kotka, gdy tylko doszli na miejsce, przysiadła przed mistrzem, na trawie. W swoim życiu widziała ją zaledwie kilka księżyców, nim nie zakrył jej śnieg, tak więc zdążyła już zapomnieć, jaka to jest przyjemna w dotyku. Okryła więc swoje łapy ogonem, przyjemnie cały czas dotykając trawy, która zaczynała już rosnąć. Uspokoiło to ją nieco, chociaż dalej pozostawała poza obozem, co dalej wywoływało u niej stres, jednak już mniejszy, niż poprzednio. Biała spojrzała w stronę kocura, który zaczął jej tłumaczyć tajniki walki. Słabe i mocne strony. O proszę, już nawet jedną swoją znała. Strach. Strach był jej słabością, przy każdej wykonywanej czynności. Czy to liście, czy nawet zwykłe przejście przez wyjście z obozu. Westchnęła cicho, nim nie postawiła uszu na sztorc, wysłuchując wszystkiego uważnie, jak tylko najlepiej mogła. Czasem można było uciekać, podczas walki. W sumie to też dobrze, tak więc westchnęła cicho. Zawsze będzie mogła uciekać, jeśli nie będzie już się czuć... bezpieczniej. Chociaż czy podczas walki można się czuć bezpiecznym... Raczej nie. Klap, klap
- Emm... - westchnęła cicho, słysząc pytanie. Gdzie najlepiej uderzać? No... wszędzie. Przecież każde miejsce na ciele, było w jakiś sposób bolesne - W...brzuch... i... łapy? - zapytała następnie, cicho i niepewnie.
Should I ask myself in the water What a warrior would do? Tell me, underneath myarmor Am Iloyal, brave andtrue? Am Iloyal, brave andtrue?