atak niedźwiedzia: 1d10+3 = 12, 150% atak KRYTYCZNY → [36-19]x1.5 = 26hp (zaokrąglone w górę). atak samotnika: 1d10+2 = 9, 100% atak udany → [28-25]x1 = 3hp
- JESTEŚ TAKI SAM - ryknął głośno. - TAKI SAM JAK ONI. A MOŻE... TEŻ JESTEŚ JEDNYM Z NICH? TEŻ Z KLANU GROMU, TEŻ CHCESZ MNIE WYPĘDZIĆ. JAK ONI. TY JESTEŚ Z NIMI - wył w niebogłosy, kiedy deszcz moczył go od góry do dołu, rozmazywał krew na policzku czy boku. Nijak jednak na to teraz patrzył. Napastnik którego napotkał był taki sam, jakiego spotkał w Klanie Gromu - też chciał go wypędzić. A już myślał, że odszedł od tematach brutali wystarczająco daleko. Wyglądało jednak na to, że nadal był w okolicy tych BEZMÓZGICH dzikusów. Nagle Niedźwiedzi Ryk przeorał mu gardło. Tak boleśnie, że samotnik cofnął się parę kroków i zaczął kaszleć krwią. Oczy zaszły mu łzami - z wściekłości, bólu i chęci zemsty. - BRUTAL. MORDERCA! MORDERCA! - pomimo uszkodzonego gardła i krwi na języku dalej się rzucał, szamotał. Obił łapą brzuch kocura, to tam pakują cios - był jednak słaby, niecelny. Nie zrobił większej krzywdy. - CHCIAŁ...EM TYLK...O. MIEĆ. D...OM - wykrztusił z siebie, czując jak traci siły. Wiedział, że przegrał tę walkę. Nie chciał umierać. Nie chciał. Zaatakował Niedźwiedzia, bo ten wkroczył na teren jego nowego domu. Dlaczego... był wyganiany po raz kolejny? Tym razem tak brutalnie, bez litości, zrozumienia?
młody samotnik: S: 12 | Zr: 10 | Sz: 9 | Zm: 7 | HP: 33 - 1 - 26 = 6/55 | W: 50 - 3 = 44/55
• rana 2. stopnia: ślady po pazurach na gardle (krwawi, -3hp w pierwszej turze, kolejne -2hp do końca walki)
• rana 1. stopnia: głęboka szrama na prawym policzku (krwawi, -1hp do końca walki).
• rana 1. stopnia: obicie prawej strony ciała.
niedźwiedź: lvl: 6 | S: 20 | Zr: 12 | Sz: 11 | Zm: 8 | HP: 70 - 1 - 3 = 66/80 | W: 46 - 4 = 42/65
★ przerzuty: 2/5
• rana 1. stopnia: zadrapanie na boku (krwawi, od następnej tury -1hp do końca walki).
• rana 0. stopnia: siniak na boku.
• rana 0. stopnia: obicie na brzuchu.
Księżyce: 53 Mistrz: kamienisty brzeg [*] Płeć: kocur Matka: ostry kwiat [*] Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*] Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Księżyce: 53 Mistrz: kamienisty brzeg [*] Płeć: kocur Matka: ostry kwiat [*] Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*] Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Dość przeciętnych rozmiarów osobnik, niezbyt wysoki, będący gdzieś w okolicach standardowej kociej wielkości. Dzięki regularnym patrolom i polowaniom wyrobił sobie mięśnie i jego sylwetka przestała być tak nijaka, wyraźnie przybierając na masywności. Sierść jest mlecznobiała, upstrzona jaskrawymi, rudymi plamami, na których rysują się tygrysie pręgi. Najwięcej owych plam znajduje się na jego lewym boku, w postaci czterech nieregularnych owali, na prawym boku natomiast rudy wkrada się tylko w okolicy łopatki i na zadzie, zalewając w całości puszysty ogon, na głowie pojawia się na karku, uszach, łukach brwiowych i skroniach. Kolor jego oczu oscyluje gdzieś pomiędzy żółcią i zielenią, w zależności od światła, poza tym odziedziczył po ojcu wystającą między palcami sierść i dość małe, okrągło zakończone uszy.
Nikt tak naprawdę nie wie, co chodzi mu po głowie, z pewnością jednak można stwierdzić, że jest… inny. Często pojawiający się uśmiech zniknął z pyska wojownika i pojawia się okazyjnie, dość słabo w dodatku. Wciąż pozostał jednak wierny obowiązkom i nie zaniedbuje ich, ba, można by rzec, że narzuca na siebie coraz więcej, bo stara się udowodnić, że radzi sobie ze wszystkim, co go spotyka i nie daje się złamać następną życiową tragedią, bo prawdziwi mężczyźni przecież nie płaczą, a już na pewno nie załamują się i nie narzekają na swoje życie. Być może jest to zwykłe okłamywanie samego siebie, ale Niedźwiedź, przekonany o swoim wiecznym pechu, nie potrafi działać inaczej, w końcu jego bratu, Psu, udało się zajść w życiu wysoko, jego starszej siostrze również, dlaczego więc on jest inny? Dlaczego jemu nie dane jest dostąpić podobnych zaszczytów? Być może po prostu na nie nie zasługuje i nigdy nie zasłuży, ale dobrze jest wierzyć, że może być inaczej, nawet, jeśli każdy kolejny dzień daje mu z liścia w pysk. Mnóstwo podobnych myśli przebiega mu przez głowę i nie daje odpocząć, ale iskra nadziei z beztroskich czasów wciąż gdzieś tam się tli i utrzymuje całe jestestwo Niedźwiedzia w ryzach.
XXXXOstre niczym brzytwa pazury przejechały po miękkiej skórze na gardle samotnika, przecinając ją, rozrywając, uwalniając strumienie krwi, które zbrukały jego łapę i przód ciała. Pozostawał głuchy na jego krzyki, musiał je zignorować, jego los był już przesądzony. Wyłapał coś o Klanie Gromu, co tylko utwierdziło go w przekonaniu, że kocur sprawiał już wcześniej kłopoty klanowym kotom, a więc stanowił również i zagrożenie, które należało wyeliminować. Widział, jak słaby już był, jak ledwo trzymał się na łapach, jak wiele krwi stracił i, że to były tak naprawdę jego ostatnie dechy. Rzucił się na czarno-białego, zamierzając dopaść zębami do jego krtani i zakończyć tą potyczkę.
KLESZCZE, WĘŻE, SZERSZENIE na suche, spękane serce rozkołysz te myślina wietrze NOWYPUŚĆJEWRESZCIE
「 ja wiem jak ciężko zapomnieć 」 wykastrować głowę ze wspomnień musisz to wyżuć i wypluć za siebie ZANIM TO WYŻUJE I WYPLUJE CIEBIE
atak niedźwiedzia: 1d10+2 = 12, 150% atak KRYTYCZNY → [31-19]x1.5 = 18hp
Zastępca Klanu Cienia nie dał szansy na ucieczkę, nie dał szansy młodemu samotnikowi na życie. Nim ten zdołał wykrzyczeć swoje ostatnie słowa, bezlitośnie jego krtań została rozszarpana. Bogu winny kocurek nie żył, pomimo, że chciał jedynie znaleźć swój skrawek ziemi. Szkoda, że nie znał polityki klanów, szkoda, że nie wiedział jak bardzo ich tereny są pilnowane. Szkoda, że nikt nie zapoznał go z konceptem ziemi niczyich. Teraz było już za późno.
+75exp
młody samotnik: S: 6 (12) | Zr: 5 (10) | Sz: 4 (9) | Zm: 3 (7) | HP: 6 - 18 = -12/55 | W: 44/55 ★ ŚMIERĆ. ★ UTRATA HP DO 1/4: statystyki spadają o 1/2 swojej wartości.
• rana 2. stopnia: ślady po pazurach na gardle (krwawi, -3hp w pierwszej turze, kolejne -2hp do końca walki)
• rana 1. stopnia: głęboka szrama na prawym policzku (krwawi, -1hp do końca walki).
• rana 1. stopnia: obicie prawej strony ciała.
niedźwiedź: lvl: 6 | S: 20 | Zr: 12 | Sz: 11 | Zm: 8 | HP: 66/80 | W: 42 - 3 = 39/65 ★ UTRATA WYTRZYMAŁOŚCI o 1/3: celność -1 do końca walki.
★ przerzuty: 2/5
• rana 1. stopnia: zadrapanie na boku (krwawi, od następnej tury -1hp do końca walki).
• rana 0. stopnia: siniak na boku.
• rana 0. stopnia: obicie na brzuchu.
Księżyce: 53 Mistrz: kamienisty brzeg [*] Płeć: kocur Matka: ostry kwiat [*] Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*] Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Księżyce: 53 Mistrz: kamienisty brzeg [*] Płeć: kocur Matka: ostry kwiat [*] Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*] Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Dość przeciętnych rozmiarów osobnik, niezbyt wysoki, będący gdzieś w okolicach standardowej kociej wielkości. Dzięki regularnym patrolom i polowaniom wyrobił sobie mięśnie i jego sylwetka przestała być tak nijaka, wyraźnie przybierając na masywności. Sierść jest mlecznobiała, upstrzona jaskrawymi, rudymi plamami, na których rysują się tygrysie pręgi. Najwięcej owych plam znajduje się na jego lewym boku, w postaci czterech nieregularnych owali, na prawym boku natomiast rudy wkrada się tylko w okolicy łopatki i na zadzie, zalewając w całości puszysty ogon, na głowie pojawia się na karku, uszach, łukach brwiowych i skroniach. Kolor jego oczu oscyluje gdzieś pomiędzy żółcią i zielenią, w zależności od światła, poza tym odziedziczył po ojcu wystającą między palcami sierść i dość małe, okrągło zakończone uszy.
Nikt tak naprawdę nie wie, co chodzi mu po głowie, z pewnością jednak można stwierdzić, że jest… inny. Często pojawiający się uśmiech zniknął z pyska wojownika i pojawia się okazyjnie, dość słabo w dodatku. Wciąż pozostał jednak wierny obowiązkom i nie zaniedbuje ich, ba, można by rzec, że narzuca na siebie coraz więcej, bo stara się udowodnić, że radzi sobie ze wszystkim, co go spotyka i nie daje się złamać następną życiową tragedią, bo prawdziwi mężczyźni przecież nie płaczą, a już na pewno nie załamują się i nie narzekają na swoje życie. Być może jest to zwykłe okłamywanie samego siebie, ale Niedźwiedź, przekonany o swoim wiecznym pechu, nie potrafi działać inaczej, w końcu jego bratu, Psu, udało się zajść w życiu wysoko, jego starszej siostrze również, dlaczego więc on jest inny? Dlaczego jemu nie dane jest dostąpić podobnych zaszczytów? Być może po prostu na nie nie zasługuje i nigdy nie zasłuży, ale dobrze jest wierzyć, że może być inaczej, nawet, jeśli każdy kolejny dzień daje mu z liścia w pysk. Mnóstwo podobnych myśli przebiega mu przez głowę i nie daje odpocząć, ale iskra nadziei z beztroskich czasów wciąż gdzieś tam się tli i utrzymuje całe jestestwo Niedźwiedzia w ryzach.
XXXXPozbawił życia samotnika. Dosłownie wycisnął je z niego, jednak... nie czuł się źle z tego powodu. Czy powinien? Wkroczył na ich teren, stawiał się, nie próbował uciec, więc zasłużył na to, co go spotkało. Zakopał jego ciało, głęboko, tak, aby żaden drapieżnik go nie odkopał, ubijając ziemię łapami, po czym, po oblizaniu się z krwi, wrócił po upolowane wcześniej piszczki. Z zadrapaniem, choć niedużym, nie warto było ryzykować, wolał odłożyć zdobycze na stos i udać się do Lecznicy, aby ktoś to opatrzył.
zt
KLESZCZE, WĘŻE, SZERSZENIE na suche, spękane serce rozkołysz te myślina wietrze NOWYPUŚĆJEWRESZCIE
「 ja wiem jak ciężko zapomnieć 」 wykastrować głowę ze wspomnień musisz to wyżuć i wypluć za siebie ZANIM TO WYŻUJE I WYPLUJE CIEBIE
Księżyce: 75 Płeć: trans kocur Matka: że kto Ojciec: bzycząca polana, żmijooki Trwałe urazy: źle zrośnięte złamanie ogona w połowie (-1 Zr)
średniej wielkości długowłosy cynamonowy point z bielą, niebieskimi oczami i wywiniętymi uszami. ogon nienaturalnie wykrzywiony w połowie
wyluzowany, opiekuńczy, łagodny ale również i buntowniczy, uparty oraz łatwy do sprowokowania kocur
gwiezdna łapa [KRz], poświata [KG]
Cisza zdążył przejść już naprawdę spory kawał drogi. Zdążył już nawet się w końcu zatrzymać na miejscu, przesiedzieć już trochę czasu. Adrenalina jednak nadal nim miotała. Szum i dudnienie w uszach, silna potrzeba by nie siedzieć, a jakoś to rozładować. Gdyby jego ogon tak nie bolał, najprawdopodobniej teraz by nim agresywnie miotał. Zamiast tego z całej siły zaciskał szczęki na obroży kundla który kilka księżyców temu złamał mu ogon, a teraz sam leżał połamany na poboczu Grzmiącej Ścieżki.
Cynamonowy point musiał teraz po prostu czekać tu na granicy. Starał się uspokoić... Całego siebie, tak naprawdę. Uspokoić nawalające serce i pędzące myśli, a świadomość jak znalezienie go na granicy mogło wyglądać nie pomagała. Terminator który zniknął, zostawiając za sobą tylko krew i smród psa, teraz, kilka księżyców później siedzący na granicy z obrożą psiska w pysku. Chciał sobie ją po prostu zachować, jako personalna... Pamiątka? Trofeum? Dziwnie mu jednak było z myślą, że jeżeli chce ją zabrać ze sobą, to samo zaniesienie jej do obozu mogło wyglądać jak co najmniej chwalenie się "patrzcie, sam ubiłem psa!". Bardzo nie w jego smaku, szczególnie gdy śmierć kundla nie była taka wojownicza, ale po prostu musi to jakoś przeboleć.
Żmija jest kotem drobnym, zarówno pod względem wzrostu jak i tężyzny fizycznej. Jest mniej umięśniony niż typowy kot z klanów a także całkiem sporo niższy. Cechą najbardziej odróżniającą go od innych członków Klanu Cienia są jednak wywinięte uszy i brak ogona, a także nietypowe umaszczenie. Czarne pręgi pokrywają całe jego ciało, najciemniejsze są jednak na pyszczku, uszach, ogonie oraz końcówkach łap, na brzuchu i szyi natomiast są już prawie niewidoczne a Porą Zielonych Liści zanikają całkowicie. W dotyku jego futerko jest niezwykle gładkie - kocur zawsze utrzymuje je w nieskazitelnym stanie. Nos wojownika ma kolor różowo-brązowy, opuszki łap grafitowy a oczy mienią się wieloma odcieniami lodowego błękitu. Rysy jego pyszczka są delikatne - tworzą raczej delikatne łuki niż ostre kąty, nie jest jednak pucołowaty. Ze względu na brak ogona jego chód jest nieco niezgrabny.
Cichy, w miarę spokojny introwertyk. Obojętny na większość świata, unika konfliktów, gdyż zazwyczaj przedstawienie swojej racji jest dla niego mniej ważne niż cisza i spokój. Jedną z niewielu rzeczy, które się dla niego liczą, jest Kodeks Wojownika a także lojalność wobec klanu. Jest mocno uprzedzony wobec kotów urodzonych w klanie, które z jakiegoś powodu go opuściły, nie przepada również ogółem za samotnikami. Bardziej od Klanu Cienia kocha jedynie swoje dzieci - dla ich dobra jest w stanie naginać, a nawet złamać reguły. W ich obecności staje się znacznie bardziej wylewny i ożywiony.
Patrol, patrol, jupi. Monotonna czynność przeważnie nie wymagająca wiele myślenia, chyba że trafią ci się szczególnie gadatliwi towarzysze. Tym razem na szczęście tak nie było. Wewnętrzny spokój wojownika zaburzył jednak nagły powiew wiatru niosący z sobą zapach niemile widziany na terenach Klanu Cienia - samotnik. Kocur westchnął przeciągle, gdyż miał już pewne podejrzenia na temat tożsamości ich intruza. Żmijooki teoretycznie nie miał osobistych powodów do czucia niechęci wobec Myszy - sam dotychczas jej nie spotkał po jej opuszczeniu klanu i podobno pomogła ona w walce przeciwko lisowi, w której brała udział również Bajorko. Może nawet powinien być jej wdzięczny, ale myśl, że jego córka mogła zawdzięczać jeżeli nie życie, to przynajmniej zdrowie komuś takiemu była wielce niesmaczna. Poza tym, kto wie, może zawszona przybłęda sama tego lisa sprowadziła?
Niemniej jednak, powiadomił o intruzie resztę patrolu i wspólnie skierowali swe kroki ku obcemu zapachowi. Obcemu? Nie, zaraz... Wiatr niemal od razu zmienił kierunek, więc może mu się wydawało, ale chyba było w nim coś znajomego. Cóż, istniał tylko jeden sposób by się przekonać. Obecność drzew uniemożliwiała im podążanie za zapachem w linii prostej, zmierzali jednak w ogólnym jego kierunku z nadzieją, że wkrótce złapią go znowu. I mieli rację - po kilku minutach drogi zapach był wyczuwalny nawet pomimo wiatru, a Żmijooki utwierdził się w przekonaniu, że go znał. Przeszedł do truchtu, zostawiając swoich towarzyszy z tyłu.
- Cisza? - zawołał. Zapach był już bardzo blisko. Wreszcie, wyłoniwszy się zza gęstego krzewu jeżyn, kocur mógł zobaczyć jego źródło. Cicha Łapa. Żywy, wbrew temu co sugerowały okoliczności jego zniknięcia. W pysku trzymał-- coś. Wojownik zatrzymał się. Chociaż nie wierzył, żeby faktycznie było to możliwe, Żmijooki wyobrażał już sobie powrót Ciszy do klanu. Były różne scenariusze - starszy, zahartowany w walce, pokryty bliznami Cisza; Cisza z bandą kociąt; Cisza wychudzony i na skraju śmierci. W każdej wizji Żmijookiego zalewała fala emocji, swojego potomka zawsze witał mokrym od łez uściskiem.
Teraz czuł się jednak... otumaniony. Od zaginięcia Cichej Łapy minęło sześć księżyców, nie wystarczająco długo, by fakt ten utrwalił się do końca w umyśle wojownika jako rzeczywistość. A jeżeli jego zniknięcie nie było rzeczywistością, to czym mógł być jego powrót?
- Cicha Łapo - rzekł wreszcie i powoli ruszył w kierunku syna. Ton jego głosu trudno było zinterpretować jako nacechowany konkretnym uczuciem, był niemożliwy do odczytania. Żmijooki spojrzał na trzymany przez niego przedmiot. Psia obroża. Wojownik zmarszczył nos, zniesmaczony. Po cholerę to tu przyniósł? Chciał go-- chciał mu dokuczyć? Na wypadek jakbyś zapomniał co się stało, tatusiu, to tutaj mam pamiątkę. A najlepiej w ogóle to by się pochwalić przed całym klanem, czemu by nie!
Reszta patrolu zdążyła dotrzeć już na miejsce, była jednak na tyle uprzejma, by dać ojcu i synowi trochę prywatności.
inxxmyxxmindxxxx Ithoughtthebirdswouldsingxxxx andSPARKSxwouldflyxxxx but it's just quietxxxx
★ ★ ★xxxx
am I cruel? xxxxxxxxxxxxor amI ignorant xxxxxxxxxccxxxxxxxxxxxxor was I FOOLED xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxby the stories I knew
Księżyce: 75 Płeć: trans kocur Matka: że kto Ojciec: bzycząca polana, żmijooki Trwałe urazy: źle zrośnięte złamanie ogona w połowie (-1 Zr)
średniej wielkości długowłosy cynamonowy point z bielą, niebieskimi oczami i wywiniętymi uszami. ogon nienaturalnie wykrzywiony w połowie
wyluzowany, opiekuńczy, łagodny ale również i buntowniczy, uparty oraz łatwy do sprowokowania kocur
gwiezdna łapa [KRz], poświata [KG]
Potrzebował ruchu, potrzebował wyładować pokłady energii wywołanej przez adrenalinę, ale siedział. Zamiast łap, to jego myśli w tym momencie pędziły i tylko dodatkowo napędzały jego potrzebę chodzenia w tę i we w tę. Ugh. Tysiące scenariuszów tego jak będą wyglądać tak bliskie już momenty.
Ale żaden z tych scenariuszów nie zaczynał się od jego własnego imienia padającego z pyska któregokolwiek z ojców, a potem zobaczenia jak ten wyłania się zza jakiegoś krzewu. Jego wzrok najpierw wbity w Żmijookiego, potem zaś po prostu... Sam z siebie zaczął uciekać gdziekolwiek, byleby nie spoczywał zbyt długo na pysku ojca. Szczególnie po tym, jak ten wypowiedział jego pełne imię.
Musiał... Uh. Położyć tą obrożę, bo nie będzie mówić z nią w pysku. Mógł to w sumie zrobić wcześniej... Szczególnie teraz, gdy to tata Żmija wita go na granicy, świadomość tego jak to mogło wyglądać, gdy odkładał psią obrożę na ziemię kłuła go niemiłosiernie. Cośtam cośtam ukryta symbolika cośtam cośtam głęboki przekaz. Hurrra! Jego powrót chyba nie mógł być bardziej niezręczny.
— ...Tato — no i to wszystko co powiedział po odłożeniu własności martwego już psiska, bo, uh. Co w ogóle powinien powiedzieć w takiej sytuacji? Nie wiem, ma się pochwalić, już, teraz co się dokładnie stało? Albo od razu prosto z mostu walnąć "Haha, przepraszam tato że mi się zniknęło w okolicznościach które mogły sugerować nawet moją śmierć. Zwiałem z klanu ale w sumie, to jednak zdecydowałem, że jednak nie, więc teraz powinno być już spoko". Bo obie opcje brzmią prawie tak samo genialnie, jak powód dla którego nie przyszedł tutaj na granicę z pustymi łapami.
Żmija jest kotem drobnym, zarówno pod względem wzrostu jak i tężyzny fizycznej. Jest mniej umięśniony niż typowy kot z klanów a także całkiem sporo niższy. Cechą najbardziej odróżniającą go od innych członków Klanu Cienia są jednak wywinięte uszy i brak ogona, a także nietypowe umaszczenie. Czarne pręgi pokrywają całe jego ciało, najciemniejsze są jednak na pyszczku, uszach, ogonie oraz końcówkach łap, na brzuchu i szyi natomiast są już prawie niewidoczne a Porą Zielonych Liści zanikają całkowicie. W dotyku jego futerko jest niezwykle gładkie - kocur zawsze utrzymuje je w nieskazitelnym stanie. Nos wojownika ma kolor różowo-brązowy, opuszki łap grafitowy a oczy mienią się wieloma odcieniami lodowego błękitu. Rysy jego pyszczka są delikatne - tworzą raczej delikatne łuki niż ostre kąty, nie jest jednak pucołowaty. Ze względu na brak ogona jego chód jest nieco niezgrabny.
Cichy, w miarę spokojny introwertyk. Obojętny na większość świata, unika konfliktów, gdyż zazwyczaj przedstawienie swojej racji jest dla niego mniej ważne niż cisza i spokój. Jedną z niewielu rzeczy, które się dla niego liczą, jest Kodeks Wojownika a także lojalność wobec klanu. Jest mocno uprzedzony wobec kotów urodzonych w klanie, które z jakiegoś powodu go opuściły, nie przepada również ogółem za samotnikami. Bardziej od Klanu Cienia kocha jedynie swoje dzieci - dla ich dobra jest w stanie naginać, a nawet złamać reguły. W ich obecności staje się znacznie bardziej wylewny i ożywiony.
Wojownik podążał wzrokiem za obrożą, gdy terminator odkładał ją na ziemię. Postanowił jednak na razie zignorować kwestię przedmiotu i wszystkich innych pytań, które kłębiły się właśnie w jego umyśle. Wiedział, co powinien teraz czuć - troskę i miłość do odzyskanego syna, zdecydował więc na razie postępować zgodnie z tym uczuciem. Pokonawszy całość dystansu pomiędzy nimi, kocur pochylił łeb i musnął delikatnie ramię Cichej Łapy czołem.
- Cisza... - mruknął. Zaraz potem odsunął się jednak nagle. Rozszerzył oczy, jakby coś nagle do niego dotarło. Chwila... Cicha Łapa zniknął po zostaniu zaatakowanym przez lisa. - Nie jesteś ranny? Potrzebujesz medyka? Jesteś zdrowy? - zaczął wypytywać żywo, jego apatia wreszcie strzaskana.
/jakoś mi nie wyszedł post cri >-<
inxxmyxxmindxxxx Ithoughtthebirdswouldsingxxxx andSPARKSxwouldflyxxxx but it's just quietxxxx
★ ★ ★xxxx
am I cruel? xxxxxxxxxxxxor amI ignorant xxxxxxxxxccxxxxxxxxxxxxor was I FOOLED xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxby the stories I knew
Księżyce: 75 Płeć: trans kocur Matka: że kto Ojciec: bzycząca polana, żmijooki Trwałe urazy: źle zrośnięte złamanie ogona w połowie (-1 Zr)
średniej wielkości długowłosy cynamonowy point z bielą, niebieskimi oczami i wywiniętymi uszami. ogon nienaturalnie wykrzywiony w połowie
wyluzowany, opiekuńczy, łagodny ale również i buntowniczy, uparty oraz łatwy do sprowokowania kocur
gwiezdna łapa [KRz], poświata [KG]
Powinien chyba czuć jakąś ulgę, radość, czy cokolwiek innego tego typu gdy Żmijooki musnął czołem o jego ramię, ale chyba jedyne co w tym momencie czuł co do tego, to pewne wyrzuty sumienia i skręcający mu się przez nie żołądek.
Zmartwiony ton głosu i nagle bardzo żywe pytania ojca na temat jego stanu chyba tak jakby również nie pomagały z niezbyt czystym sumieniem cynamonowego, którego wzrok nadal nie potrafił zatrzymać się na nim, a zamiast tego wolał podziwiać jaką to ładną ściółkę można znaleźć na granicach Klanu Cienia. Taka bardzo ściółkowata i do tego definitywnie cienista. Nie pomyliłby jej z żadną inną ściółką.
— Nie, nie- spokojnie, wszystko już... W porządku. Już nie potrzebuję medyka — już nie. Na tym etapie medyk mógłby go co najwyżej poklepać po ramieniu i życzyć powodzenia na kolejnym etapie jego istnienia pod tytułem "przyzwyczajanie się do życia z permanentnie wygiętym ogonem". Definitywnie jednak nie miał prawa narzekać - gdyby wrócił od razu, to ktoś by mu się tym ogonem zajął i może byłby zrośnięty w trochę bardziej akceptowalny sposób. Miał chyba całkiem ogromne szczęście, że nie wdała mu się infekcja po tamtym ugryzieniu i skończyło się tylko na śmiesznie zrośniętym ogonie.
Żmija jest kotem drobnym, zarówno pod względem wzrostu jak i tężyzny fizycznej. Jest mniej umięśniony niż typowy kot z klanów a także całkiem sporo niższy. Cechą najbardziej odróżniającą go od innych członków Klanu Cienia są jednak wywinięte uszy i brak ogona, a także nietypowe umaszczenie. Czarne pręgi pokrywają całe jego ciało, najciemniejsze są jednak na pyszczku, uszach, ogonie oraz końcówkach łap, na brzuchu i szyi natomiast są już prawie niewidoczne a Porą Zielonych Liści zanikają całkowicie. W dotyku jego futerko jest niezwykle gładkie - kocur zawsze utrzymuje je w nieskazitelnym stanie. Nos wojownika ma kolor różowo-brązowy, opuszki łap grafitowy a oczy mienią się wieloma odcieniami lodowego błękitu. Rysy jego pyszczka są delikatne - tworzą raczej delikatne łuki niż ostre kąty, nie jest jednak pucołowaty. Ze względu na brak ogona jego chód jest nieco niezgrabny.
Cichy, w miarę spokojny introwertyk. Obojętny na większość świata, unika konfliktów, gdyż zazwyczaj przedstawienie swojej racji jest dla niego mniej ważne niż cisza i spokój. Jedną z niewielu rzeczy, które się dla niego liczą, jest Kodeks Wojownika a także lojalność wobec klanu. Jest mocno uprzedzony wobec kotów urodzonych w klanie, które z jakiegoś powodu go opuściły, nie przepada również ogółem za samotnikami. Bardziej od Klanu Cienia kocha jedynie swoje dzieci - dla ich dobra jest w stanie naginać, a nawet złamać reguły. W ich obecności staje się znacznie bardziej wylewny i ożywiony.
Ostrzelając syna pytaniami, wojownik dokonał również szybkich oględzin. W oczy nie rzuciła się mu żadna krwawiąca, zagrażająca życiu rana, ale nienaturalnie wygięty ogon. Och... musiał zostać złamany. Ale od momentu zaginienia Cichej Łapy minęło już tyle czasu, że z pewnością był już zrośnięty.
Zapewnienia syna nieco go uspokoiły, i tym samym powrócili do raczej niezręcznej atmosfery. - To dobrze - powiedział, już bardziej neutralnym tonem. Nastała chwila ciszy. Spojrzenie Żmijookiego dryfowało w dół, ku leżącej u stóp cynamonowego kocura obroży, zmusił się jednak do zignorowania jej. Na razie się nie liczyła. Podniósł więc wzrok z powrotem na syna. - Dobrze, um... to chodź-- chodź do obozu, zobaczysz resztę - oznajmił, wskazując głową odpowiedni kierunek.
inxxmyxxmindxxxx Ithoughtthebirdswouldsingxxxx andSPARKSxwouldflyxxxx but it's just quietxxxx
★ ★ ★xxxx
am I cruel? xxxxxxxxxxxxor amI ignorant xxxxxxxxxccxxxxxxxxxxxxor was I FOOLED xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxby the stories I knew
Księżyce: 75 Płeć: trans kocur Matka: że kto Ojciec: bzycząca polana, żmijooki Trwałe urazy: źle zrośnięte złamanie ogona w połowie (-1 Zr)
średniej wielkości długowłosy cynamonowy point z bielą, niebieskimi oczami i wywiniętymi uszami. ogon nienaturalnie wykrzywiony w połowie
wyluzowany, opiekuńczy, łagodny ale również i buntowniczy, uparty oraz łatwy do sprowokowania kocur
gwiezdna łapa [KRz], poświata [KG]
Krótka fala ulgi zalała go na brak kolejnych, dokładniejszych pytań, by potem jednak być zastąpioną stresem na myśl o chwilowej zwiększonej uwadze ze strony reszty rodziny gdy znowu zawita w obozie. Takie rzeczy na szczęście szybko przemijają, ale to nie oznacza, że nie będzie musiał tego mimo wszystko jednak przeboleć.
— Dobrze — w sumie tylko to opuściło jego pysk wygięty w dosyć drobnym uśmiechu, któremu bliżej było do pewnej nerwowości niż czegokolwiek innego. Sięgnął tylko z powrotem po tą obrożę, by potem móc ją po prostu sobie schować pod mchem w legowisku, tak jak i tak oryginalnie zamierzał. Nie był jakoś zbytnio chętny tłumaczyć skąd dokładnie ją ma i miała być tak właściwie tylko i wyłącznie dla niego samego. Jej obecność pomiędzy jego zębami pewnie tylko dodatkowo dodawała do niezręczności tego powrotu, gdy ruszył z ojcem w kierunku obozu, jednak przynajmniej mógł na niej rozładować część swojego stresu po prostu mocniej zaciskając na niej szczęki, także jakiś plus targania jej ze sobą chyba jednak jest.
Świetlik nic się nie zmieniła. Dalej jest drobnym kotem, mniejszym i niższym od normy. Dłuższe nogi i długi ogon są jej najbardziej charakterystyczną cechą wyglądu. Duże uszy na czubku okrągłej głowy oraz jasne, krótkie futerko. Jej futerko jest ciekawe, ponieważ całe jest pokryte w czarnych rozetach i pręgowaniem, które znajduje się na pyszczku, ogonie i tułowiu. Rozety są jaśniejsze w środku od obręczy. Na uszach, pyszczku, ogonie oraz na łapkach posiada ciemniejszą, czarną sierść. Na grzbiecie widoczny nalot. Nosek czarny, oczka jaskrawo niebieskie.
Dalej głupiutka, dalej wesolutka. Ciekawska, tym bardziej po spędzeniu całego swojego dotychczasowego życia w zamknięciu. Nie jest świadoma tego, że jej działania posiadają konsekwencje. Głośna, wszędzie jej pełno. Pragnąca całej uwagi, można by było powiedzieć, że to właśnie uwagą zwróconą w jej stronę się żywi - nie ważne czy tą dobrą czy złą. Nie jest złośliwa. Bije od niej entuzjazm oraz energia.
Świetlikowa Knieja poczuła chęć... polowania. Tak sama dla siebie, po prostu. Więc wyszła o poranku z obozu. Zimne powietrze napawało ją optymizmem, pomimo szorstkości, jaką przedstawiało. I szła przed siebie, gotowa do tego, aby coś upolować. Zaczęła iść pod wiatr, uważając na swoje łapy i gdzie je stawia, powoli i uważnie się rozglądając.
Czas na jakąś wyżerkę!
Two birds on a wire
One says, "C'mon" and the other says, "I'm tired"
The sky is overcast and I'm sorry
One more or one less
Nobody's worried
Ach Ślimaczek… Cóż też można powiedzieć o tym niskim kocurku? Nie grzeszył wzrostem, jego masywne łapki wydawały się być krótsze, a jego tęga budowa tylko owe wrażenie potwierdzała. Ślimak jest kotem czarnym krótkowłosym, którego biel uraczyła w zdecydowanej mniejszości. Każda z łapek posiada swoją białą skarpetkę, przez brzuch przechodzi wąska, biała ścieżka, która poszerza się dopiero na piersi wędrując przez szyję, aż do brody kocurka. Na czarnej tafli odznaczają się jeszcze jasne wąsy i złote, świecące oczka.
Oto przed państwem mały dżentelmen! A dokładniej Ślimaczek, kocurek, który jest zwyczajnie w świecie kochliwy. Raz po raz znajduje coś, albo kogoś, kto też w jego głowie staje się czystym ideałem. Wszelkie cechy, aktualnego obiektu westchnień, sprawiają, iż Ślimaczek jest zwyczajnie zachwycony. Kocurek zdecydowanie patrzy na świat przez różowe okulary, których nie zamierza w najbliższym czasie ściągać. Zauroczony Ślimaczek idealizuje świat wokół obranego obiektu, a jego mały światek potrafi kręcić się wokół niego. Ciężko znaleźć kogoś bardziej pozytywnego i przy okazji naiwnego. Ślimaczek jest kotkiem czysto dobrym, a przynajmniej z reguły właśnie tak określa się takowe osoby. Przeogromna naiwność nie jest jednak zawsze czymś dobrym, a właśnie tym charakteryzuje się kocurek. Wierzy w wiele rzeczy, a już szczególnie w te, które brzmią przyjemnie.
Minusy samotnego polowania… wojowniczka była jak na tacy! Puchacz, który charakteryzuje się swoim cichym lotem, niezauważony nadleciał ku kotce, swoimi szponami zahaczając o czubek jej głowy. Pozostawił po sobie zadrapania, szczęście, iż nie groźne! Zaczął krążyć nad Świetlikową Knieją, ewidentnie szykując się do kolejnego ataku.
Świetlik: lvl: 2 | S: 9 | Zr: 11 | Sz: 4 | Zm: 3 | HP: 70-5=65/70 | W: 40 » przerzuty: 0/1 » rana 0 stopnia: trzy ślady pazurów na czubku głowy
Świetlik nic się nie zmieniła. Dalej jest drobnym kotem, mniejszym i niższym od normy. Dłuższe nogi i długi ogon są jej najbardziej charakterystyczną cechą wyglądu. Duże uszy na czubku okrągłej głowy oraz jasne, krótkie futerko. Jej futerko jest ciekawe, ponieważ całe jest pokryte w czarnych rozetach i pręgowaniem, które znajduje się na pyszczku, ogonie i tułowiu. Rozety są jaśniejsze w środku od obręczy. Na uszach, pyszczku, ogonie oraz na łapkach posiada ciemniejszą, czarną sierść. Na grzbiecie widoczny nalot. Nosek czarny, oczka jaskrawo niebieskie.
Dalej głupiutka, dalej wesolutka. Ciekawska, tym bardziej po spędzeniu całego swojego dotychczasowego życia w zamknięciu. Nie jest świadoma tego, że jej działania posiadają konsekwencje. Głośna, wszędzie jej pełno. Pragnąca całej uwagi, można by było powiedzieć, że to właśnie uwagą zwróconą w jej stronę się żywi - nie ważne czy tą dobrą czy złą. Nie jest złośliwa. Bije od niej entuzjazm oraz energia.
Poczuła nagle zadrapanie na swoim czole i świst piór. CO.
Obejrzała się na puchacza, po czym szybko zaczęła biec przed siebie. Szukała wzrokiem jakiejś nory, do której będzie mogła się schować. Była drobną kotką, nie? Mogła się schować w jakiejś norze pod drzewem, wcisnąć tam i przeczekać atak puchacza. Chciała uciec, tak na już, na teraz!
Two birds on a wire
One says, "C'mon" and the other says, "I'm tired"
The sky is overcast and I'm sorry
One more or one less
Nobody's worried
Ach Ślimaczek… Cóż też można powiedzieć o tym niskim kocurku? Nie grzeszył wzrostem, jego masywne łapki wydawały się być krótsze, a jego tęga budowa tylko owe wrażenie potwierdzała. Ślimak jest kotem czarnym krótkowłosym, którego biel uraczyła w zdecydowanej mniejszości. Każda z łapek posiada swoją białą skarpetkę, przez brzuch przechodzi wąska, biała ścieżka, która poszerza się dopiero na piersi wędrując przez szyję, aż do brody kocurka. Na czarnej tafli odznaczają się jeszcze jasne wąsy i złote, świecące oczka.
Oto przed państwem mały dżentelmen! A dokładniej Ślimaczek, kocurek, który jest zwyczajnie w świecie kochliwy. Raz po raz znajduje coś, albo kogoś, kto też w jego głowie staje się czystym ideałem. Wszelkie cechy, aktualnego obiektu westchnień, sprawiają, iż Ślimaczek jest zwyczajnie zachwycony. Kocurek zdecydowanie patrzy na świat przez różowe okulary, których nie zamierza w najbliższym czasie ściągać. Zauroczony Ślimaczek idealizuje świat wokół obranego obiektu, a jego mały światek potrafi kręcić się wokół niego. Ciężko znaleźć kogoś bardziej pozytywnego i przy okazji naiwnego. Ślimaczek jest kotkiem czysto dobrym, a przynajmniej z reguły właśnie tak określa się takowe osoby. Przeogromna naiwność nie jest jednak zawsze czymś dobrym, a właśnie tym charakteryzuje się kocurek. Wierzy w wiele rzeczy, a już szczególnie w te, które brzmią przyjemnie.
Próba ucieczki → 12>6 → ucieczka nie powiodła się Atak Puchacza → krytyczny → 150% → [35-26]x1.5 =14 (zaokrąglone w górę)
Wojowniczka ruszyła przed siebie biegiem. Puchacz ewidentnie nie miał zamiaru odpuścić. Ruszył za Świetlikową Knieją, wystawiając ku kotce ostre szpony. Puchacz w locie był szybki, na pewno szybszy od biednej wojowniczki, która nie upatrzyła żadnej norki. Znowu ból, tym razem nieco poniżej głowy. Kark Świetlik został zadrapany szponami puchacza, pozostawiając po sobie kilka krwawych śladów. Ptak pozostawał w locie.
Świetlik: lvl: 2 | S: 9 | Zr: 11 | Sz: 4 | Zm: 3 | HP: 65-14=51/70 | W: 40-5=35/40 » przerzuty: 0/1 » rana 0 stopnia: trzy ślady pazurów na czubku głowy » rana 1 stopnia: ślady pazurów na karku [-1HP do końca walki]