Księżyce: 117 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Błękitna Łapa Ojciec: nieznany Partner: Jodłowa Gałązka Trwałe urazy: brak znacznej części ogona, uraz lewej tylnej łapy (źle zrośnięta po złamaniu), blizna po operacji; blizny po prawej stronie nosa po pazurach
Księżyce: 117 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Błękitna Łapa Ojciec: nieznany Partner: Jodłowa Gałązka Trwałe urazy: brak znacznej części ogona, uraz lewej tylnej łapy (źle zrośnięta po złamaniu), blizna po operacji; blizny po prawej stronie nosa po pazurach
Średniej wysokości kocur o delikatnie przysadzistej budowie. Nie posiada nadprogramowych kilogramów, ale widać, że jest dobrze odżywiony. Krótkie futro Pszenicy ma jednolicie liliową barwę, na którą w kilku miejscach nachodzi biel. Na przednich łapach tworzy króciutkie skarpetki, sięgające niewiele ponad paluszki, na tylnych natomiast biel sięga aż do stawu skokowego. Biała sierść znajduje się również na grzbiecie nosa, po prawej stronie mordki, brodzie oraz szyi i brzuchu. Futro kocurka często bywa przykurzone albo zmierzwione, a najczęściej można zauważyć oba te stany jednocześnie! Porusza się pewnym krokiem, a ogon zakończony białą plamką często jest wysoko uniesiony. Na czubku okrągłego łebka znajduję się para trójkątnych, szpiczastych uszu zakończonych małymi pędzelkami, różowy nosek i długie białe wąsiki. Jego oczy mają bladożółtą barwę.
Wojownik jest bardzo przyjaźnie nastawiony do wszystkich i wszystkiego, w każdym widząc przyjaciela. Wierzy w wewnętrzne dobro, które znajduje się w sercu każdego kota, przez co może wydawać się dość naiwny. Z łatwością odnajduje pozytywy w różnych sytuacjach i nie poddaje się łatwo. Należy do tych, którzy najpierw robią, a później myślą – z pominięciem tej części o myśleniu. Dość swobodnie podchodzi do życia, ale troszczy się o swoich bliskich oraz klan.
Kolczasty Grzbiet, Słoneczna Łapa
Pszeniczna Łapa czuł jak obecna pogoda, odzwierciedla jego aktualny nastrój. Nieprzyjemna wilgoć przenikała przez krótkie futerko, sprawiając że raz na jakiś czas jego ciałem wstrząsały dreszcze. Mimo to kocurek nadal parł przed siebie. Dokąd? Sam nie wiedział. Zresztą przez łzy wzbierające w jego bladych ślepkach nawet nie widział dokładnie, gdzie stawia łapy. Mokra trawa wydawała z siebie ciche „plask”, z każdym stawianym przez niego krokiem. Ogon, zawsze dziarsko uniesiony ku górze teraz zwisał smętnie. Terminator czuł się przeraźliwie smutno, był przytłoczony ostatnimi wydarzeniami. Najpierw choroba mamy, zniknięcie Pajki, śmierć dziadka, śmierć mamy, a teraz... Teraz nawet zabrakło Barana. To było zbyt wiele, żeby był w stanie sam to udźwignąć...
Mrugnął oczami, chcąc pozbyć się nadmiaru łez, gdy pośród zgniło zielonych traw, dostrzegł ciemniejszy kształt. Może pień jakiś, czy inny kamień? Tak pomyślał w pierwszej chwili, ale obiekt wydawał się... poruszać? Pszenica stanął w miejscu, pociągając zakatarzonym nosem. Nie spodziewał się tu nikogo spotkać, tereny były dość rozległe, a pogoda raczej nie sprzyjała przechadzkom.
DZWONILIod rana, że • W NOCY • mam【 LOT 】 że toBARDZOpilnei właśniemnieCHCĄ • RAKIETA •jużczeka,【 człowieka 】im brak człowiekazgitarą»toWSZYSTKOco MAM
⋆⭒˚.⋆ 🪐 ⋆⭒˚.⋆
Na• ORBICIE •dźwiękprzeszywałNICOŚĆ, agitarygryfbyłMI【 KOTWICĄ 】nadnie i choć na dole ŚWIATto byłŻART toW TYM【 mrowisku 】gdzieś• DALEKO •tam
Najlepiej oddaje go jeden przymiotnik: długi. Ma długie łapy, palce, grzbiet, ogon i nawet pysk, który przez swoje proporcje ociupinę przypomina psią kufę. To jednak nie koniec. Z górnej szczęki Wyjca spuszczają się w dół przydługie kły; białe wierzchołki wystają nieco na zewnątrz nawet gdy ma zamkniętą mordę, więc jest z niego mały wampirek. Oczy kocura są naturalnie wąskie, swoim kształtem trochę zbliżone do ostrokątnych trójkątów. Ich kolor można uznać za sporny, bo ostatecznie wszystko jest grą świateł, ale bezpiecznie będzie go określać szarozielonym. Na krańcu pyska znajduje się brązowy nos pociągnięty czarnym konturem. Otaczają go, a jakże, długie wąsiska. Jego futro jest bardzo ciemne, szarobure, pozlepiane lepiej-nie-wiedzieć-czym i krótkie. Obecnie stacjonują tam co najmniej pchły. Przez grzbiet i ogon biegnie gruby pas czerni, od którego odchodzą kolejne, nieco węższe, znacząc jego boki równym układem tygrysich pręg. Na łapach pręgi sięgają jednak jedynie łokci - im niżej, tym stają się drobniejsze i mniej wyraźnie, i tak aż do nadgarstków, gdzie rośnie już tylko jednolicie czarna sierść. Pod brodą, na szyi, pachwinach i brzuchu włos jest jaśniejszy, o chłodnym odcieniu beżu. Ten sam kolor w małych ilościach występuje też na pysku, pod oczami oraz w okolicach nosa. Jeszcze rośnie, ale już teraz można powiedzieć, że za kilka księżyców będzie z niego kawał kocura. Poza tym jak na łazęgę i życiowego niedorajdę przystało, jest również z lekka wychudzony i brudny, żeby nie powiedzieć bardziej wprost, że... Cuchnie.
Młody wiek naprawdę wiele wybacza i o nic nie pyta. Wyjec nosi się jako impertynencki roszczeniowiec, ale to, co zdaje się ratować mu skórę w opałach, to brak wyniosłej maski na pysku, jakaś ckliwa autentyczność bytu oraz kategoryczny brak własnej godności. Nie ma w nim za grosz pretensji, można za to powiedzieć, że jest coś... organicznego. Ciężko go zniechęcić i do siebie zrazić, odstraszyć lub go obrzydzić - to ostatnie prowokuje raczej on sam, gdy na przykład zbierze mu się na dowcip o kupie. Chociaż niczego mu nie brakowało za kociaka, nie przyswoił zbyt wiele z kociej kultury i zdarza mu się zachować jak szajbnięty dzikus. Jak na swoje księżyce, które w realiach klanów zobowiązują do przyjęcia tytułu rozsądnego terminatora, Wyjec jest niedorzecznie infantylny. Nie wszyscy dojrzewają w tym samym czasie, nieprawdaż?
Pigwa
Obiekt zwany Wyjcem nie tylko się poruszał, ale na widok pobratymcy znacznie przyspieszył, rozwiewając wszelkie wątpliwości. Samotnik biegł przez mokrą trawę, aż się poślizgnął i wyrżnął szczeną w błoto. Spowolniło go to tylko na chwilę, po czym potrzepał swoim teraz już uwalonym ziemią pyskiem, hopsnął na równe łapy i znowu wyrwał do przodu, w kierunku nieznajomego. Jego futro ekstatycznie unosiło się na kościstym grzbiecie i ogonie.
- EJ, TY, ej, poczekaj! - zawył na wszelki wypadek, w razie gdyby a) kocur chciał go zaatakować, b) uciec przed nim. Prawie zawsze rozpoczynał swoje znajomości w ten określony sposób - od desperacji, od ej Ty oraz prośby sformułowanej jak wyżej. Ktoś w jego położeniu średnio mógł sobie pozwolić na coś tak wyrafinowanego i luzackiego jak 'cześć', nie, kiedy każdego dnia po trochu czuł, że umiera i to nie jakoś wzniośle, metaforycznie, bo mu na przykład ktoś umarł, nie. To było całkiem dosłowne umieranie.
Wyjec przystopował nieco z entuzjazmem, jak i prędkością, kiedy ze zmniejszonej odległości zobaczył, w jakim stanie znajduje się drugi Samotnik. Udręka na jego mordce mówiła całkiem sporo, poza tym źle wróżyła jego interesom, ale z drugiej strony te zaokrąglone kształty napawały pewną... nadzieją.
- Masz coś do jedzenia? - zapytał, pokonując długim krokiem ostatni odcinek. Wkrótce zatrzymał się przed obcym i zaserwował mu zmęczony, przymilny uśmiech wampirka. Jak będzie trzeba to zacznie mruczeć i się o niego ocierać jak o Dwunoga, ale może to wystarczy, żeby go zmiękczyć... Było niestety też ryzyko, że nic od biało-szarego nie dostanie, bo to taki sam włóczęga jak Wyjec, tyle że w początkowym stadium - nie zdążył jeszcze schudnąć i się sponiewierać... Tak w sumie wyglądał.
Księżyce: 117 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Błękitna Łapa Ojciec: nieznany Partner: Jodłowa Gałązka Trwałe urazy: brak znacznej części ogona, uraz lewej tylnej łapy (źle zrośnięta po złamaniu), blizna po operacji; blizny po prawej stronie nosa po pazurach
Księżyce: 117 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Błękitna Łapa Ojciec: nieznany Partner: Jodłowa Gałązka Trwałe urazy: brak znacznej części ogona, uraz lewej tylnej łapy (źle zrośnięta po złamaniu), blizna po operacji; blizny po prawej stronie nosa po pazurach
Średniej wysokości kocur o delikatnie przysadzistej budowie. Nie posiada nadprogramowych kilogramów, ale widać, że jest dobrze odżywiony. Krótkie futro Pszenicy ma jednolicie liliową barwę, na którą w kilku miejscach nachodzi biel. Na przednich łapach tworzy króciutkie skarpetki, sięgające niewiele ponad paluszki, na tylnych natomiast biel sięga aż do stawu skokowego. Biała sierść znajduje się również na grzbiecie nosa, po prawej stronie mordki, brodzie oraz szyi i brzuchu. Futro kocurka często bywa przykurzone albo zmierzwione, a najczęściej można zauważyć oba te stany jednocześnie! Porusza się pewnym krokiem, a ogon zakończony białą plamką często jest wysoko uniesiony. Na czubku okrągłego łebka znajduję się para trójkątnych, szpiczastych uszu zakończonych małymi pędzelkami, różowy nosek i długie białe wąsiki. Jego oczy mają bladożółtą barwę.
Wojownik jest bardzo przyjaźnie nastawiony do wszystkich i wszystkiego, w każdym widząc przyjaciela. Wierzy w wewnętrzne dobro, które znajduje się w sercu każdego kota, przez co może wydawać się dość naiwny. Z łatwością odnajduje pozytywy w różnych sytuacjach i nie poddaje się łatwo. Należy do tych, którzy najpierw robią, a później myślą – z pominięciem tej części o myśleniu. Dość swobodnie podchodzi do życia, ale troszczy się o swoich bliskich oraz klan.
Kolczasty Grzbiet, Słoneczna Łapa
Zmrużył lekko oczy, żeby uważniej przyjrzeć się prędko zmierzającej w jego stronę sylwetce chyba-kota. Chudziutki, mizerny, można by nawet powiedzieć, że szkapowaty, gdyby Pszeniczna Łapa był zaznajomiony z terminem szkapy. Terminator wzdrygnął się widząc jak chyba-rówieśnik ujeżdża na śliskiej trawie, to musiało boleć. Nie zdążył zapytać, czy z chyba-kolegą wszystko w porządku, bo ten rychło się podniósł i kontynuował swój szaleńczy bieg. Desperacja w ruchach chyba-burego kocurka wzbudzała w Wichrzaku chęć ucieczki. Jakby podskórnie wiedział, że coś było nie-tak w całej tej sytuacji. Skierował swój wzrok dalej – na kierunek, z którego chyba-przybysz nadchodził, jednak nie dostrzegł tam niczego, co mogłoby młodego skłonić do tak szaleńczego biegu. Stał w miejscu czekając, aż nieznajomy się zbliży. Z bliska wyglądał jeszcze gorzej – brudne, posklejane futro, wychudłe boki i ten... odór, który przebijał się nawet przez katar.
– Obawiam się, że nie... Nie przy sobie – odparł, spoglądając na rozmówcę. Pociągnął nosem. Nie przerabiał na treningu takich... niestandardowych sytuacji, ale to nic. Coś wymyśli, jak zawsze.
DZWONILIod rana, że • W NOCY • mam【 LOT 】 że toBARDZOpilnei właśniemnieCHCĄ • RAKIETA •jużczeka,【 człowieka 】im brak człowiekazgitarą»toWSZYSTKOco MAM
⋆⭒˚.⋆ 🪐 ⋆⭒˚.⋆
Na• ORBICIE •dźwiękprzeszywałNICOŚĆ, agitarygryfbyłMI【 KOTWICĄ 】nadnie i choć na dole ŚWIATto byłŻART toW TYM【 mrowisku 】gdzieś• DALEKO •tam
Najlepiej oddaje go jeden przymiotnik: długi. Ma długie łapy, palce, grzbiet, ogon i nawet pysk, który przez swoje proporcje ociupinę przypomina psią kufę. To jednak nie koniec. Z górnej szczęki Wyjca spuszczają się w dół przydługie kły; białe wierzchołki wystają nieco na zewnątrz nawet gdy ma zamkniętą mordę, więc jest z niego mały wampirek. Oczy kocura są naturalnie wąskie, swoim kształtem trochę zbliżone do ostrokątnych trójkątów. Ich kolor można uznać za sporny, bo ostatecznie wszystko jest grą świateł, ale bezpiecznie będzie go określać szarozielonym. Na krańcu pyska znajduje się brązowy nos pociągnięty czarnym konturem. Otaczają go, a jakże, długie wąsiska. Jego futro jest bardzo ciemne, szarobure, pozlepiane lepiej-nie-wiedzieć-czym i krótkie. Obecnie stacjonują tam co najmniej pchły. Przez grzbiet i ogon biegnie gruby pas czerni, od którego odchodzą kolejne, nieco węższe, znacząc jego boki równym układem tygrysich pręg. Na łapach pręgi sięgają jednak jedynie łokci - im niżej, tym stają się drobniejsze i mniej wyraźnie, i tak aż do nadgarstków, gdzie rośnie już tylko jednolicie czarna sierść. Pod brodą, na szyi, pachwinach i brzuchu włos jest jaśniejszy, o chłodnym odcieniu beżu. Ten sam kolor w małych ilościach występuje też na pysku, pod oczami oraz w okolicach nosa. Jeszcze rośnie, ale już teraz można powiedzieć, że za kilka księżyców będzie z niego kawał kocura. Poza tym jak na łazęgę i życiowego niedorajdę przystało, jest również z lekka wychudzony i brudny, żeby nie powiedzieć bardziej wprost, że... Cuchnie.
Młody wiek naprawdę wiele wybacza i o nic nie pyta. Wyjec nosi się jako impertynencki roszczeniowiec, ale to, co zdaje się ratować mu skórę w opałach, to brak wyniosłej maski na pysku, jakaś ckliwa autentyczność bytu oraz kategoryczny brak własnej godności. Nie ma w nim za grosz pretensji, można za to powiedzieć, że jest coś... organicznego. Ciężko go zniechęcić i do siebie zrazić, odstraszyć lub go obrzydzić - to ostatnie prowokuje raczej on sam, gdy na przykład zbierze mu się na dowcip o kupie. Chociaż niczego mu nie brakowało za kociaka, nie przyswoił zbyt wiele z kociej kultury i zdarza mu się zachować jak szajbnięty dzikus. Jak na swoje księżyce, które w realiach klanów zobowiązują do przyjęcia tytułu rozsądnego terminatora, Wyjec jest niedorzecznie infantylny. Nie wszyscy dojrzewają w tym samym czasie, nieprawdaż?
Pigwa
Nadal w poczuciu, że on i jego nowy kolega jadą na tym samym wózku, usiłował na szybko wymyślić, jak go tu najlepiej skłonić do współpracy. Już miał postawić na prostotę i zaproponować, żeby to szaro-biały zapolował dla nich obu, bo mimo kataru wyglądał jakby miał więcej siły, a pod skórą i przykurzonym futrem lepsze zapasy, ekhm, energetyczne, gdy dostał nieco zbijającą z tropu odpowiedź.
- Nie przy sobie? - powtórzył po nim z zadartą brwią. Wyjcowi wydawało się wręcz bluźnierstwem rozstawanie się z jedzeniem nawet na krótko, był zdecydowanym zwolennikiem natychmiastowego zjednywania się w akcie konsumpcji. Nie chciał jednak z góry oceniać kocura, który na pierwszy rzut oka uprawiał survival znacznie lepiej od niego.
- To znaczy że co? Zakopujesz jak pies? - dopytał troszkę sobie z niego pokpiwając, chociaż w szarozielonych oczach równolegle pokazał się podziw. Psy były strasznie głupie, a takie jedzenie wyciągnięte prosto z ziemi nie mogło zbyt dobrze smakować, ale buras by nie wybrzydzał, więc jeżeli to był ten genialny trik na niechodzenie głodnym i jeżeli przypadkiem nowopoznany samotnik miał tu gdzieś swoje zapasy...
Księżyce: 117 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Błękitna Łapa Ojciec: nieznany Partner: Jodłowa Gałązka Trwałe urazy: brak znacznej części ogona, uraz lewej tylnej łapy (źle zrośnięta po złamaniu), blizna po operacji; blizny po prawej stronie nosa po pazurach
Księżyce: 117 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Błękitna Łapa Ojciec: nieznany Partner: Jodłowa Gałązka Trwałe urazy: brak znacznej części ogona, uraz lewej tylnej łapy (źle zrośnięta po złamaniu), blizna po operacji; blizny po prawej stronie nosa po pazurach
Średniej wysokości kocur o delikatnie przysadzistej budowie. Nie posiada nadprogramowych kilogramów, ale widać, że jest dobrze odżywiony. Krótkie futro Pszenicy ma jednolicie liliową barwę, na którą w kilku miejscach nachodzi biel. Na przednich łapach tworzy króciutkie skarpetki, sięgające niewiele ponad paluszki, na tylnych natomiast biel sięga aż do stawu skokowego. Biała sierść znajduje się również na grzbiecie nosa, po prawej stronie mordki, brodzie oraz szyi i brzuchu. Futro kocurka często bywa przykurzone albo zmierzwione, a najczęściej można zauważyć oba te stany jednocześnie! Porusza się pewnym krokiem, a ogon zakończony białą plamką często jest wysoko uniesiony. Na czubku okrągłego łebka znajduję się para trójkątnych, szpiczastych uszu zakończonych małymi pędzelkami, różowy nosek i długie białe wąsiki. Jego oczy mają bladożółtą barwę.
Wojownik jest bardzo przyjaźnie nastawiony do wszystkich i wszystkiego, w każdym widząc przyjaciela. Wierzy w wewnętrzne dobro, które znajduje się w sercu każdego kota, przez co może wydawać się dość naiwny. Z łatwością odnajduje pozytywy w różnych sytuacjach i nie poddaje się łatwo. Należy do tych, którzy najpierw robią, a później myślą – z pominięciem tej części o myśleniu. Dość swobodnie podchodzi do życia, ale troszczy się o swoich bliskich oraz klan.
Kolczasty Grzbiet, Słoneczna Łapa
xxx Uniósł brwi ze zdziwienia, wyraźnie zbity z tropu słowami młodzika. To ktoś... nosił jedzenie przy sobie? Przecież to było bez sensu. Po to były stosy, żeby tam odkładać. Ponadto istniała ściśle pilnowana kolejność tego, kto powinien zjeść pierwszy i... To wszystko się kupy nie trzymało.
– Czasem, tak. Znaczy... Nie wiem, czy tak jak pies, bo nigdy żadnego nie widziałem... – przerwał na moment, próbując przypomnieć sobie opis psowatego, który próbował mu wtłuc do głowy dziadek Czerwony. Były i duże i małe, miały długie pyski i mocne zęby. Czy zakopywały zwierzynę w takim samym celu co koty? Kto wie. Pszeniczna Łapa wzruszył lekko barkami. – ... ale chyba można powiedzieć, że jak pies. Zakopuję tylko na chwilę, wiesz? Odkładam to, co już upolowałem, żeby nie przyciągnąć żadnego drapieżnika, no i ciężko byłoby polować, niosąc w pysku poprzednią zdobycz, co nie? – na koniec uśmiechnął się słabo do kolegi, nie uświadamiając sobie w porę, że to co mówi, mogło być odrobinę nieuprzejme. Co nie? Ależ palnął... Po wychudzonym kocie było widać na pierwszy rzut oka, że od dawna nie wrzucił nic na ząb. A Pszenica nie dość, że paplał o żarciu, to jeszcze się chwalił swoim dostatkiem.
– Wiesz, na pewno coś jeszcze leży na stosie w obozie, jakaś badylarka albo sikorka. Mógłbym... mógłbym ci przynieść... – zaproponował w końcu, widząc marną posturę burego. Było mu go zwyczajnie szkoda. Potrafił już polować co prawda, a w tych warunkach raczej nieprędko coś wywęszy, a Klan Wichru... Na pewno od tego nie zubożeje. – A tak w ogóle to z jakiego klanu jesteś? – liliowy przechylił lekko łebek, spoglądając na mokre i posklejane od brudu ciałko kocurka. Musieli strasznie biedować! To okropne, żeby ich terminatorzy musieli przychodzić do innych i dopraszać się o jedzenie... I czy to była... pchła? Oh, więc Medyka też musieli nie mieć.
DZWONILIod rana, że • W NOCY • mam【 LOT 】 że toBARDZOpilnei właśniemnieCHCĄ • RAKIETA •jużczeka,【 człowieka 】im brak człowiekazgitarą»toWSZYSTKOco MAM
⋆⭒˚.⋆ 🪐 ⋆⭒˚.⋆
Na• ORBICIE •dźwiękprzeszywałNICOŚĆ, agitarygryfbyłMI【 KOTWICĄ 】nadnie i choć na dole ŚWIATto byłŻART toW TYM【 mrowisku 】gdzieś• DALEKO •tam
Najlepiej oddaje go jeden przymiotnik: długi. Ma długie łapy, palce, grzbiet, ogon i nawet pysk, który przez swoje proporcje ociupinę przypomina psią kufę. To jednak nie koniec. Z górnej szczęki Wyjca spuszczają się w dół przydługie kły; białe wierzchołki wystają nieco na zewnątrz nawet gdy ma zamkniętą mordę, więc jest z niego mały wampirek. Oczy kocura są naturalnie wąskie, swoim kształtem trochę zbliżone do ostrokątnych trójkątów. Ich kolor można uznać za sporny, bo ostatecznie wszystko jest grą świateł, ale bezpiecznie będzie go określać szarozielonym. Na krańcu pyska znajduje się brązowy nos pociągnięty czarnym konturem. Otaczają go, a jakże, długie wąsiska. Jego futro jest bardzo ciemne, szarobure, pozlepiane lepiej-nie-wiedzieć-czym i krótkie. Obecnie stacjonują tam co najmniej pchły. Przez grzbiet i ogon biegnie gruby pas czerni, od którego odchodzą kolejne, nieco węższe, znacząc jego boki równym układem tygrysich pręg. Na łapach pręgi sięgają jednak jedynie łokci - im niżej, tym stają się drobniejsze i mniej wyraźnie, i tak aż do nadgarstków, gdzie rośnie już tylko jednolicie czarna sierść. Pod brodą, na szyi, pachwinach i brzuchu włos jest jaśniejszy, o chłodnym odcieniu beżu. Ten sam kolor w małych ilościach występuje też na pysku, pod oczami oraz w okolicach nosa. Jeszcze rośnie, ale już teraz można powiedzieć, że za kilka księżyców będzie z niego kawał kocura. Poza tym jak na łazęgę i życiowego niedorajdę przystało, jest również z lekka wychudzony i brudny, żeby nie powiedzieć bardziej wprost, że... Cuchnie.
Młody wiek naprawdę wiele wybacza i o nic nie pyta. Wyjec nosi się jako impertynencki roszczeniowiec, ale to, co zdaje się ratować mu skórę w opałach, to brak wyniosłej maski na pysku, jakaś ckliwa autentyczność bytu oraz kategoryczny brak własnej godności. Nie ma w nim za grosz pretensji, można za to powiedzieć, że jest coś... organicznego. Ciężko go zniechęcić i do siebie zrazić, odstraszyć lub go obrzydzić - to ostatnie prowokuje raczej on sam, gdy na przykład zbierze mu się na dowcip o kupie. Chociaż niczego mu nie brakowało za kociaka, nie przyswoił zbyt wiele z kociej kultury i zdarza mu się zachować jak szajbnięty dzikus. Jak na swoje księżyce, które w realiach klanów zobowiązują do przyjęcia tytułu rozsądnego terminatora, Wyjec jest niedorzecznie infantylny. Nie wszyscy dojrzewają w tym samym czasie, nieprawdaż?
Pigwa
Że co? Psa nigdy nie widział? Gdzie on żył? Pod kamieniem? Bure czoło pokryło się mocno wypukłymi zmarszczkami, ale skonsternowany Wyjec oszczędził koledze docinek. W jednym się zgadzali: to wszystko się kupy nie trzymało. Niemożliwe, żeby ktoś, kto ani razu nie uciekał przed psem na drzewo miewał się dobrze na tym podłym świecie, a jednak krągłości z naprzeciwka nie kłamały. Istniało jakieś tam prawdopodobieństwo, że to był ludzki kot, który się zgubił właścicielom, lecz kolejne słowa, dodane przez kocurka po chwili namysłu, i temu zaprzeczały.
- Aaa, takie coś. No, no... Masz łeb na karku - mruknął w zamyśleniu, wachlując przez moment końcówką długiego ogona. Wyjcowi oczywiście nie umknęło, że łatek nie mówił o jednej zdobyczy tylko kilku, ale to, co ktoś inny wziąłby za przechwałki, w synalku Smoły obudziło nie zazdrość, jak można by się spodziewać, tylko coraz gorętszą chęć skumania się z napotkanym kocurem na stałe. Ma jedzenie. Dużo jedzenia. Tak dużo, że nie przeżera wszystkiego od razu. Tak dużo, że chce się podzielić. Żołądek pręgusa zaburczał głośno, a on sam, słysząc, że jego nowy najlepszy przyjaciel chce coś mu przynieść ze stosu (czymkolwiek stos jest), stracił nad sobą panowanie i podporządkował się temu jednemu pragnieniu. Jedzenie. Przysunął się bliżej samotnika mrucząc jak stary motor, gdy na jego pokrytej zasychającym błotem paszczy gościło dzikie podekscytowanie. Pokornie uniżył się na łapach przed Jedzeniowym Królem i patrzył na niego natarczywie, przechylając głowę na boczek.
- Nie to, że źle się tak stoi i gada, ale może najpierw przyniesiesz jedzenie, a potem porozmawiamy o obozach i innych takich? - zaproponował z błyskiem w szarozielonych oczach. Kogo obchodziłyby teraz jakieś obozy. - Cokolwiek byle dużo - zaznaczył po chwili i mlasnął niecierpliwie obślinionym językiem. Nagle uniósł łeb do góry.
- Chyba, że pójdę z Tobą do tego... ee... Stosu. Będzieszybciejiwogóleiwdrodzesobiepogadamy, co?
Próba przekonania szaro-białego altruisty, że pierwotną propozycję można znacznie ulepszyć przebiegała... W błyskawicznym tempie.
Księżyce: 117 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Błękitna Łapa Ojciec: nieznany Partner: Jodłowa Gałązka Trwałe urazy: brak znacznej części ogona, uraz lewej tylnej łapy (źle zrośnięta po złamaniu), blizna po operacji; blizny po prawej stronie nosa po pazurach
Księżyce: 117 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Błękitna Łapa Ojciec: nieznany Partner: Jodłowa Gałązka Trwałe urazy: brak znacznej części ogona, uraz lewej tylnej łapy (źle zrośnięta po złamaniu), blizna po operacji; blizny po prawej stronie nosa po pazurach
Średniej wysokości kocur o delikatnie przysadzistej budowie. Nie posiada nadprogramowych kilogramów, ale widać, że jest dobrze odżywiony. Krótkie futro Pszenicy ma jednolicie liliową barwę, na którą w kilku miejscach nachodzi biel. Na przednich łapach tworzy króciutkie skarpetki, sięgające niewiele ponad paluszki, na tylnych natomiast biel sięga aż do stawu skokowego. Biała sierść znajduje się również na grzbiecie nosa, po prawej stronie mordki, brodzie oraz szyi i brzuchu. Futro kocurka często bywa przykurzone albo zmierzwione, a najczęściej można zauważyć oba te stany jednocześnie! Porusza się pewnym krokiem, a ogon zakończony białą plamką często jest wysoko uniesiony. Na czubku okrągłego łebka znajduję się para trójkątnych, szpiczastych uszu zakończonych małymi pędzelkami, różowy nosek i długie białe wąsiki. Jego oczy mają bladożółtą barwę.
Wojownik jest bardzo przyjaźnie nastawiony do wszystkich i wszystkiego, w każdym widząc przyjaciela. Wierzy w wewnętrzne dobro, które znajduje się w sercu każdego kota, przez co może wydawać się dość naiwny. Z łatwością odnajduje pozytywy w różnych sytuacjach i nie poddaje się łatwo. Należy do tych, którzy najpierw robią, a później myślą – z pominięciem tej części o myśleniu. Dość swobodnie podchodzi do życia, ale troszczy się o swoich bliskich oraz klan.
Kolczasty Grzbiet, Słoneczna Łapa
XXX Zrobiło mu się miło, słysząc słowa brudasa. Nie był to co prawda jego pomysł, ale... Można na to przymknąć oko. Dotychczas rzadko spotykał się z pochwałami. Uśmiechnął się rozbawiony, gdy ten zdecydował się złożyć mu coś na kształt ukłonu, uznawszy to za jakiś rodzaj żartu związany z jego pomysłowością. XXXBurek miał całkowitą rację. Pszenica stał i bezsensownie mielił ozorem, a w tym czasie biedny kocurek przymierał głodem. Zrobiło mu się nawet głupio. Tak, mogli tak zrobić – przyniesie mu coś do jedzenia i wtedy porozmawiają. Nie zdążył zgodzić się z tą propozycją, bo od razu padła nowa. Oh... XXXStarał się przypomnieć cokolwiek z Kodeksu, co mogło go nakierować na odpowiedni tor działania. Nie pamiętał wielu punktów, zwłaszcza że dziadek tłukł mu je do głowy, gdy wciąż był kocięciem, a na treningu jeszcze nie dotarli do tego materiału. Jako terminator, który potrafił polować, musiał najpierw upewnić się, że wszyscy inni zjedli. Ale pod jaką kategorie przypadał jego kolega? Boże wciąż był kociakiem i wtedy wszystko spoko, a jak nie to z pewnością nie potrafił polować, bo inaczej coś by sobie złapał, prawda? Chyba że ich klan głoduje i im zwyczajnie brakło.
– No dobra – kiwnął łebkiem, nie uważając tego, za najgorszy pomysł. Zwłaszcza że pomiędzy kroplami deszczu, zaczęły się pojawiać mokre płatki śniegu. Pogoda się pogarszała, a nie chciał młodego tutaj zostawić w szczerym polu. Odwrócił się w stronę, gdzie leżał obóz Klanu Wichru i zaczął tam prowadzić nowego kolegę.
– Jestem Pszeniczna Łapa, a ty? – liliowy kocurek wyjątkowo ruszył głową, żeby rozwikłać zagadkę. Imię! Imię mu wszystko zdradzi.
DZWONILIod rana, że • W NOCY • mam【 LOT 】 że toBARDZOpilnei właśniemnieCHCĄ • RAKIETA •jużczeka,【 człowieka 】im brak człowiekazgitarą»toWSZYSTKOco MAM
⋆⭒˚.⋆ 🪐 ⋆⭒˚.⋆
Na• ORBICIE •dźwiękprzeszywałNICOŚĆ, agitarygryfbyłMI【 KOTWICĄ 】nadnie i choć na dole ŚWIATto byłŻART toW TYM【 mrowisku 】gdzieś• DALEKO •tam
Najlepiej oddaje go jeden przymiotnik: długi. Ma długie łapy, palce, grzbiet, ogon i nawet pysk, który przez swoje proporcje ociupinę przypomina psią kufę. To jednak nie koniec. Z górnej szczęki Wyjca spuszczają się w dół przydługie kły; białe wierzchołki wystają nieco na zewnątrz nawet gdy ma zamkniętą mordę, więc jest z niego mały wampirek. Oczy kocura są naturalnie wąskie, swoim kształtem trochę zbliżone do ostrokątnych trójkątów. Ich kolor można uznać za sporny, bo ostatecznie wszystko jest grą świateł, ale bezpiecznie będzie go określać szarozielonym. Na krańcu pyska znajduje się brązowy nos pociągnięty czarnym konturem. Otaczają go, a jakże, długie wąsiska. Jego futro jest bardzo ciemne, szarobure, pozlepiane lepiej-nie-wiedzieć-czym i krótkie. Obecnie stacjonują tam co najmniej pchły. Przez grzbiet i ogon biegnie gruby pas czerni, od którego odchodzą kolejne, nieco węższe, znacząc jego boki równym układem tygrysich pręg. Na łapach pręgi sięgają jednak jedynie łokci - im niżej, tym stają się drobniejsze i mniej wyraźnie, i tak aż do nadgarstków, gdzie rośnie już tylko jednolicie czarna sierść. Pod brodą, na szyi, pachwinach i brzuchu włos jest jaśniejszy, o chłodnym odcieniu beżu. Ten sam kolor w małych ilościach występuje też na pysku, pod oczami oraz w okolicach nosa. Jeszcze rośnie, ale już teraz można powiedzieć, że za kilka księżyców będzie z niego kawał kocura. Poza tym jak na łazęgę i życiowego niedorajdę przystało, jest również z lekka wychudzony i brudny, żeby nie powiedzieć bardziej wprost, że... Cuchnie.
Młody wiek naprawdę wiele wybacza i o nic nie pyta. Wyjec nosi się jako impertynencki roszczeniowiec, ale to, co zdaje się ratować mu skórę w opałach, to brak wyniosłej maski na pysku, jakaś ckliwa autentyczność bytu oraz kategoryczny brak własnej godności. Nie ma w nim za grosz pretensji, można za to powiedzieć, że jest coś... organicznego. Ciężko go zniechęcić i do siebie zrazić, odstraszyć lub go obrzydzić - to ostatnie prowokuje raczej on sam, gdy na przykład zbierze mu się na dowcip o kupie. Chociaż niczego mu nie brakowało za kociaka, nie przyswoił zbyt wiele z kociej kultury i zdarza mu się zachować jak szajbnięty dzikus. Jak na swoje księżyce, które w realiach klanów zobowiązują do przyjęcia tytułu rozsądnego terminatora, Wyjec jest niedorzecznie infantylny. Nie wszyscy dojrzewają w tym samym czasie, nieprawdaż?
Pigwa
Nie planował rozbawić nowego najlepszego przyjaciela swoim pajacowaniem, ale brał to w ciemno. Jeżeli trochę gimnastyki wywołało uśmiech na pyszczku Drogiego Żywiciela, Wyjec zrobiłby i salto w powietrzu na jego oczach, a w locie wsadziłby sobie ogon w dziurkę od nosa. Grunt, żeby Drogi Żywiciel się nie rozmyślił, pozostał w dobrym nastroju i dał burasowi tyle jedzenia, ile ten zdoła pochłonąć i nie wyrzygać. A przymilanie się... Cóż, odnosiło wyborne efekty. Ledwo usłyszał, że kocur zgodził się na to, żeby poszli razem do Stosu, stanął prosto w lekkim oszołomieniu, a po paru chwilach zawył chrapliwie, chyba ze szczęścia. Nie zanosiło się, żeby ten zimny i mokry dzień tak się potoczył, a tu proszę - idzie sobie z miłym samotnikiem do jakiejś kryjówki wypchanej po brzegi żarełkiem, które tylko czeka na kogoś takiego jak Wyjec. Leży i czeka. I pachnie. I czeka...
Z początku energicznie kroczył przy koledze, ale tak go nosiło, że w końcu w podskokach wyrwał do przodu, wyprzedził łatka, a potem znowu do niego przybiegł jak tresowany kundel. I tak kilka razy. Przy którymś nawrocie jego towarzysz się odezwał. A, no tak. Wyjec obiecał rozmowę w drodze, więc wypadałoby faktycznie porozmawiać, no nie? Mimo że jego rozedrgane ciało zdradzało, że najchętniej zostawiłby gospodarza w tyle i bezzwłocznie pobiegł wyjeść mu całą spiżarnię, z żalem dostosował się do tempa do kolegi.
- Ja jestem Wyjec. Matka mówiła, że to dlatego, że strasznie dużo wyłem jak byłem mały, no wiesz, znaczy ryczałem. Łe, łe, auu... - wyjaśnił, wyrzucając słowa pośpiesznie, żeby tylko odbębnić i mieć z głowy. Nie mógł się skupić na pogawędce. Oczami nieustannie szukał na horyzoncie celu ich podróży. Wystające kiełki błyszczały od śliny. To dokąd, Drogi Żywicielu?
Księżyce: 117 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Błękitna Łapa Ojciec: nieznany Partner: Jodłowa Gałązka Trwałe urazy: brak znacznej części ogona, uraz lewej tylnej łapy (źle zrośnięta po złamaniu), blizna po operacji; blizny po prawej stronie nosa po pazurach
Księżyce: 117 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Błękitna Łapa Ojciec: nieznany Partner: Jodłowa Gałązka Trwałe urazy: brak znacznej części ogona, uraz lewej tylnej łapy (źle zrośnięta po złamaniu), blizna po operacji; blizny po prawej stronie nosa po pazurach
Średniej wysokości kocur o delikatnie przysadzistej budowie. Nie posiada nadprogramowych kilogramów, ale widać, że jest dobrze odżywiony. Krótkie futro Pszenicy ma jednolicie liliową barwę, na którą w kilku miejscach nachodzi biel. Na przednich łapach tworzy króciutkie skarpetki, sięgające niewiele ponad paluszki, na tylnych natomiast biel sięga aż do stawu skokowego. Biała sierść znajduje się również na grzbiecie nosa, po prawej stronie mordki, brodzie oraz szyi i brzuchu. Futro kocurka często bywa przykurzone albo zmierzwione, a najczęściej można zauważyć oba te stany jednocześnie! Porusza się pewnym krokiem, a ogon zakończony białą plamką często jest wysoko uniesiony. Na czubku okrągłego łebka znajduję się para trójkątnych, szpiczastych uszu zakończonych małymi pędzelkami, różowy nosek i długie białe wąsiki. Jego oczy mają bladożółtą barwę.
Wojownik jest bardzo przyjaźnie nastawiony do wszystkich i wszystkiego, w każdym widząc przyjaciela. Wierzy w wewnętrzne dobro, które znajduje się w sercu każdego kota, przez co może wydawać się dość naiwny. Z łatwością odnajduje pozytywy w różnych sytuacjach i nie poddaje się łatwo. Należy do tych, którzy najpierw robią, a później myślą – z pominięciem tej części o myśleniu. Dość swobodnie podchodzi do życia, ale troszczy się o swoich bliskich oraz klan.
Kolczasty Grzbiet, Słoneczna Łapa
XXX Wyjec, aha! Więc jednak kociak. Coś taki dość... powyciągany, ale nadal kociak. Przynajmniej z imienia, a to się też czasem zdarzało. Na przykład rodzeństwo Pigwowej Łapy nie zdążyło wyzdrowieć na ceremonię i wciąż pozostawali z rangi kociętami, choć pod względem ilości posiadanych księżyców mogli już być terminatorami. Trochę to było głupie, jakby nie mogli zostać mianowani w tym samym czasie. Tradycja jednak była istotna w Klanie Wichru i z tego powodu niestety wymagało się osobistej obecności przy zmianie imienia. XXX Pszeniczna Łapa postanowił odpuścić sobie chwilowo dalsze pytania. Wyjec był tak głodny, że raz po raz wybiegał do przodu, co także nie pomagało w prowadzeniu konwersacji. Terminator przyspieszył kroku czując, jak mokre płatki kapią mu na grzbiet. Przedarli się przez Bylicowe Łąki, minęli Kolczaste Krzewy i dotarli pod sam obóz. Jeżeli jakiś patrol obserwował okolice w taką niepogodę, musli się z nim w jakiś sposób minąć.
[zt x2]
DZWONILIod rana, że • W NOCY • mam【 LOT 】 że toBARDZOpilnei właśniemnieCHCĄ • RAKIETA •jużczeka,【 człowieka 】im brak człowiekazgitarą»toWSZYSTKOco MAM
⋆⭒˚.⋆ 🪐 ⋆⭒˚.⋆
Na• ORBICIE •dźwiękprzeszywałNICOŚĆ, agitarygryfbyłMI【 KOTWICĄ 】nadnie i choć na dole ŚWIATto byłŻART toW TYM【 mrowisku 】gdzieś• DALEKO •tam
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
Chwilę po urodzeniu kociąt czuła się wspaniale. Po zdobyciu doświadczenia czuła się dziwnie dobrze w roli matki, ale potem przyszedł Czarnowron. Kocur, na którego atencji, z jakiegoś powodu, niezrozumiałego dla niej samej, jej zależało. Przyszedł, obraził wszystkie jej dzieci i obraził ją - nikt, nawet Czarnowron, nie miał żadnego prawa nazywać jej kociąt przeklętymi. Niech sobie w dupę wsadzi ten Gwiezdny Klan. Takie coś nie istnieje.
Nabuzowana Tsunami ukojenia, przez większość czasu, szukała przy swoich młodych. Tych starszych i tych maleńkich, co ledwo otworzyły oczy i ledwo uczyły się chodzić. Nie zostawiała ich na długo samych, ale tamtego dnia czuła się wyjątkowo źle i miała potrzebę być sama. Albo z kimś kto nie był w Nowym Świcie. Deszczowa Pogoda, może? Chociażby. Nie liczyła na spotkanie z Baranem, on... jakby wyparował z jej umysłu.
Przesiąknięta zapachem mleka, nędzy i rozpaczy, nabuzowana i sama nie rozumiejąc czemu ze łzami w oczach, przemknęła zaraz przez ulicę, kręcąc się wzdłuż granicy z Klanem Wichru. Może kogoś znajdzie, może zapoluje po drodze i poczuje się lepiej.
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Wysoka, chuda, o długich łapach; o krótkiej, cętkowanej rudej sierści z burymi rękawkami i stópkami. Białe plamki na mordce, piersi, brzuchu i łapkach. Rozbiegane, szalone, duże oczy o piwnej tęczówce.
peron dawno jej odjechał
Z całą pewnością kogoś znajdzie. Nie była ani Deszczową Pogodą, ani Baranim Runem, ale wciąż mogła stanowić dobre towarzystwo. Chyba. Z całą pewnością była bardziej rozmowna, niż przez ostatnie kilka księżyców. Nie była już tak... zdziczała.
Być może nie powinna pałętać się tak blisko granic sama, zwłaszcza że tak naprawdę jedyne, na co mogła liczyć w krytycznej sytuacji, to swoje długie łapy i wiara w ich możliwości. Mimo to jednak lubiła to robić. Złoty Pysk może i nie nauczył jej wiele, ale z całą pewnością pielęgnował jej zamiłowanie do łazęgostwa, które i tak miała we krwi już od pokoleń, nie tylko w linii prostej, ale i rozkrzewiając się na boki w jej genealogicznym drzewie. To też robiła; trzymała się granic, przynajmniej teraz, ale kiedyś chciała ruszyć gdzieś dalej i zobaczyć to, co kryło się za horyzontem. Zatrzymać się dopiero wtedy, gdy braknie jej tchu w płucach, a zmęczone łapy ugną się pod ciężarem jej ciała. Tym razem jednak nie musiała wędrować daleko; już krótka wycieczka wzdłuż granic w okolicy Grzmiącej Ścieżki sprawiła, że Rogata Łapa natknęła się na znajome futerko; w pierwszej kolejności jej sierść uniosła się, uderzył ją gorący gniew i chciała skoczyć ku kotce, zaatakować ją, udawać, że jest intruzem na ziemiach Klanu Wichru... Ale zamiast tego, podeszła do niej. Uniesiony w górę ogon z daleka informował o tym, że się zbliża i raczej ma pokojowe zamiary; raczej, bo jego delikatne ruchy na boki nie świadczyły o tym, że była pewna zawieszenia broni.
- ... - otworzyła pysk, żeby powiedzieć z całą pewnością "czego tu szukasz?" czy inną, mniej lub bardziej miłą kwestię. Zamiast tego jednak zrobiła krótką pauzę, po czym, po krótkim zastanowieniu, powiedziała: - Co się stało?
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
Księżyce po spotkaniu Rogatej Łapy wciąż doskonale pamiętała kim jest, jak wygląda. Pamiętała czarną końcówkę jej ogona i śmieszną, rudą maskę. Rozpoznała ją już z pewnej odległości i była bardzo niepewna, jakiej reakcji tym razem się spodziewać. Pamiętała, że ostatnim razem Rożek zdawała się być osowiała, wymęczona życiem...
I, naturalnie, w szoku na wieść o tym, że jej partner ją zdradził z byle przybłędą. Bo na pewno tym była w oczach Klanowych kotów - byle przybłędą. Miała tego świadomość.
Tsunami podeszła nieco bliżej, gdy Rożek również skróciła dystans między nimi. Ruchem języka zwilżyła wargi.
- ... zbyt wiele. Zbyt wiele się stało. Musiałam... odpocząć. Więc jestem tutaj. Jakoś tak. Łapy mnie tu przywiodły.
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Wysoka, chuda, o długich łapach; o krótkiej, cętkowanej rudej sierści z burymi rękawkami i stópkami. Białe plamki na mordce, piersi, brzuchu i łapkach. Rozbiegane, szalone, duże oczy o piwnej tęczówce.
peron dawno jej odjechał
Zerknęła kontrolnie na łapy Tsunami, gdy ta podeszła o krok bliżej, jednak był to gest trwający jedynie ułamek uderzenia serca. Chwilę później jej oczy znów zwrócone były na mordkę szylkretowej kotki. Czekała na jej odpowiedź... a ta była niewystarczająca. Zbyt niekonkretna, nie dawała jej żadnego punktu zaczepienia, to znaczy: zmuszała ją do zadawania kolejnych pytań, ciągnięcia za język, interesowania się. Nie dawała jej niczego na tacy. Z jednej strony ją to frustrowało, z drugiej: tym bardziej chciała obierać Tsunami jak cebulę, warstwa po warstwie.
— Hm — odpowiedziała więc równie nieprecyzyjnie, adekwatnie do ilości informacji, jaką otrzymała. Kiwnęła głową. Milczała przez moment, nim jej mordka znów się nie otworzyła. — Szukasz Baraniego Runa?
Nie wiedziała, dlaczego to pytanie sprawiło, że poczuła zastrzyk adrenaliny i kortyzolu uderzający jej do mózgu wielką falą. Ale nie negatywnego, przytłaczającego i złego, a bardziej... ekscytującego, jak na polowaniu, gdy na widok uciekającej zwierzyny wchodzi się natychmiast na wysoki poziom pobudzenia, włącza się widzenie tunelowe.
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
Nie oczekiwała żadnej odpowiedzi ze strony Rożek, tak naprawdę. Na pewno nie dłuższej odpowiedzi, nie oczekiwała od Rożek tego, że będzie w ogóle chciała kontynuować rozmowę. Na "hm" ze strony drugiej szylkretki Tsunami zastrzygła uszami, ale nic poza tym. Nie poruszyła się, nie odezwała, a tylko wpatrywała złocisto-zielonymi ślepiami w Rogatą Łapę.
Znowu zwilżyła wargi czubkiem języka na samo wspomnienie Barana. A już zaczynała przestawać o nim myśleć. Wypuściła powietrze trzymane przez dłuższą chwilę w płucach przez nos, z głuchym świstem, niezadowolona z tego, w jakim kierunku zmierzała ta rozmowa. Nie po to tu przyszła. Nie po to tu przyszła, żeby martwić się Baranim Runem, gdy przestał ją obchodzić. Nie po to tu przyszła, żeby obwiniać się dalej o to, że zrujnowała Rogatej Łapie relacje z partnerem.
A może powinna była o tym wiedzieć. Tsunami wciąż nie wiedziała, czy zrobiła dobrze, czy źle, przychodząc wtedy na granicę.
- Nie. Już nie. Mam... drugi miot, myślenie o. Baranie. Jest bez sensu.
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Wysoka, chuda, o długich łapach; o krótkiej, cętkowanej rudej sierści z burymi rękawkami i stópkami. Białe plamki na mordce, piersi, brzuchu i łapkach. Rozbiegane, szalone, duże oczy o piwnej tęczówce.
peron dawno jej odjechał
Zmarszczyła lekko brwi na jej słowa. Kolejny miot. Była jak mysz, wypluwała kolejny miot za miotem, żeby w ciągu swojego krótkiego życia w jeden obieg pór sprowadzić na ten świat sto kolejnych myszy. To było jej celem? Jak najwięcej, jak najszybciej... ale myszy robiły to dlatego, że były ofiarami w tym świecie. Musiało być ich dużo, bo tylko wtedy którekolwiek miało szansę dotrwać do dorosłości. Czy Tsunami też w swoim świecie była ofiarą? Przekrzywiła lekko głowę w bok, czujnie patrząc na szylkretkę.
—To dobrze— oznajmiła lekko. — Bo już nie żyje.
Chociaż nie drgnął żaden zbędny mięsień na jej pysku, pozornie zachowywała kamienną maskę, nie mogła zapanować nad jednym: jej źrenice wyraźnie się rozszerzyły.