Logo Artemidy
Bylicowe Łąki
Nie słyszała nieprzychylnych myśli Rogatej Łapy, słyszała natomiast słowa które wypłynęły z jej pyska. "To dobrze" mogła interpretować na kilka sposobów ale nie chciało jej się o tym myśleć wcale, jednym uchem to wyłapała i drugim wypuściła, a na kolejne słowa Rożek ciemna sierść na kryzie nowoświtezianki wyraźnie się nastroszyła, stanęła dęba. Tak, jak druga kocica, Tsunami nie poruszyła ani jednym mięśniem ale nie potrafiła zapanować nad zjeżonym futrem.

Przez chwilę trwała nieruchomo jak posąg, analizując to, co Rogata Łapa jej powiedziała. Mimo tego wszystkiego, księżyce temu, Baran był dla niej kimś... kimś. Mimo tego, co między nimi zaszło, Baran ją rozumiał. Ona rozumiała jego, tak sądziła. Kiedyś darzyła go sympatią a teraz dowiedziała się od jego notabene partnerki, że nie żyje.

Nie szukała go i o nim dużo nie myślała, ale ta informacja wywołała u niej dziwne emocje, których sama nie rozumiała i nie wiedziała, czy chciała o nich w ogóle myśleć, chwytać się ich i je analizować.

- Och - to było jedyne, co wydobyło się z pyska Tsunami. Nie odwróciła wzroku, uparcie wpatrzona w Rogatą Łapę. W szoku i zamyślona.
i think i, i think i finally
found a way toxx,, forgive myself
for mistakes,,,, i made in my past
i think thats the first step, x,right?

you agree?
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 38 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Węgiel był bardzo zadowolony z faktu, iż nikt w Splątanych Korzeniach nie zauważył jego nieobecności. Nie przepadał za piskliwym gwarem młodych kociaków i nad jeszcze bardziej piskliwymi głosikami ich rodziców. Zupełnie nie rozumiał, jak można się zachwycać takimi młokosami, które ledwo umieją odróżnić matkę od ojca. Istotnie, sam także był w ich wieku, jednakże bystrością umysłu niewątpliwie nad nimi górował - a przynajmniej był o tym święcie przekonany. Rozmyślając na temat swojej niezaprzeczalnej wyższości nad innymi kociętami z Klanu sprawiły, że znalazł się pomiędzy wysokimi kępami drobnolistnych, zielonkawych roślin. Mimo, jak uważał, swej nieprzeciętnej inteligencji nie był w stanie określić cóż to za wielkie rośliny, jednakże musiał przyznać, iż ich zapach coś mu przypominał. Gdzieś, w swoim niedługim życiu, natknął się na niego, ale w owej chwili nie był w stanie przypomnieć sobie w jakim to było momencie. Zważywszy na to jednak, iż było to miejsce ustronne, postanowił zatopić swoje niewielkie ciałko w wysokiej trawie i odpocząć od harmidru panującego wewnątrz kociarni. Sycąc się wonią pylących bylic, o których nazwie nie miał zielonego pojęcia, próbował przypomnieć sobie, kiedy i gdzie miało miejsce spotkanie z tymże, jakże kojącym jego zmysły zapachem. Ah tak. Po chwili głębszego oddechu już wszystko stało się jasne. Tak pachniała jego Matka.
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
6
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Drewno był zajęty. Jak co dzień wymieniał spokojnie mech w legowiskach, zaczynając od starszyzny i spokojnie przechodząc do kociarni. Skinął uprzejmie głową matkom, posłał kociakom słaby uśmiech, zabrał się za wyszarpywanie tych części gniazd, które do niczego się już nie nadawały. Prawie zupełnie nie zwracał uwagi, co się wokół niego działo, póki ktoś go nie pacnął w łapę. W pierwszym odruchu chciał kociaka zwyczajnie kopnąć, przesunąć gdzieś dalej, bo przecież był zajęty, tak? Irracjonalny gniew zagotował się w jego żyłach. I wtedy dotarło do niego, co ten biały kociak o absurdalnie długim futrze do niego mówił. Jakiś inny kociak wyszedł z kociarni, ba - wyszedł z obozu. Drewno przez dwa uderzenia serca wpatrywał się w kocię, które - tak swoją drogą - było ewidentnie potomkiem Lśniącej Sadzawki, co do czego miał mieszane odczucia, a potem wybiegł z kociarni, zostawiając kupę starego mchu tam, gdzie leżała. Chciał biec za kocięciem, ale przypomniał sobie słowa Jaśniejącego Płomienia, który zabraniał mu opuszczania obozu w pojedynkę. Szybkie kalkulacje oraz jeden rzut oka na znajomy obóz podsunęły mu niesamowity pomysł. Podbiegł do legowiska wojowników, do którego właśnie wchodził Bażancie Pióro i wyjaśnił ojcu w prostych, żołnierskich słowach, co zaszło, więc ostatecznie razem wyszli na poszukiwania. Złapali zapach kocięcia gdzieś w okolicy Kolczastych Krzewów i dalej, na Bylicowych Łąkach, w końcu dostrzegli uciekiniera.
- Hej! - zawołał Drewno, zostawiając ojca krok w tyle. - Hej ty tam! Nie masz prawa opuszczać kociarni! - Podbiegł do kociaka i zastąpił mu drogę, przez co kociak z przodu miał zdyszanego terminatora, a z tyłu surowo patrzącego na czarną sylwetkę wojownika.
- Chodź. Wracamy do obozu. - Drewno zrobił krok w stronę malucha.
x
I always simplify this all the time
somehow I think that I'm alone
I wake up every day and change my mind

✧*̥ ˚xgood morning x*̥ ˚✧
I've been here before the warning
it opens up the door
and now I'm falling
﹉﹊﹉﹊﹉﹊﹉
LVL 2 105 / 150
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
6
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Chwile beztroskiego spokoju skończyły się szybciej, niż się zaczęły. Najpierw, do uszu Węgla dotarł delikatny szelest zmąconej trawy, następnie, dość głośne dyszenie jakiegoś osobnika. Zdecydowanie nie miał ochoty otwierać swych oczu - zapach bylicy tak przyjemnie koił jego zmysły i sprawiał, że czuł się tak, jakby przez cały czas znajdował się przy swojej Matce. Rozważając przez chwilę możliwość zignorowania natarczywego dyszenia, do jego uszu dotarły słowa kocura, któremu ewidentnie brakowało kondycji. I powietrza. Jak to nie można opuszczać kociarni? - pomyślał Węgielek, prychając w myślach nad absurdem tego stwierdzenia. Przecież nie jest niczyim niewolnikiem, nikt nawet nie zauważył, że bezszelestnie wymknął się z kociarni, a tu nagle przybiega jakiś wątły atleta i mówi mu, że ma wracać do obozu. Kimże on jest, żeby tak zwracać mu uwagę? Na pewno nie jego Ojcem. A już na pewno nie jego Matką. Węgiel otworzył oczy i rzekł:
- Kim jesteś? - zapytał, lustrując kocura swoimi lodowato-niebieskimi oczami. - Dlaczego za mną przybiegłeś? I czemu wziąłeś ze sobą ochroniarza? Przecież nic Ci nie zrobię - jestem tylko zwykłym maluchem... - zażartował Węgielek, nie kryjąc w swych słowach nutki ironii i szyderstwa z Drewnianej Łapy.
- A co, jeśli ja wcale nie chcę nigdzie wracać? Tu jest mi dobrze. Jest cicho i spokojnie. Nie tak, jak pomiędzy tymi wszystkimi kociętami. Ciągle tylko gderają i gderają. - zakończył spokojnie, nie spuszczając wzroku z terminatora Klanu Wichru. Taki już był Węgielek - ciekawski, zarozumiały i przekonany o swojej racji. Wykapany Ojciec.
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
6
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jak codziennie patrolowałam okolice Ziołowego Wzgórza. Oprócz faktu, że było tam po prostu spokojnie, a ziołowy zapach ukoił nawet najmocniejsze nerwy, dodatkowo wzgórze okazało się jednym z najwyżej położonych punktów w całym obozie Klanu Wichru, z czego z zadowoleniem korzystałam.

Tak więc zauważyłam praktycznie od razu wyślizgujące się czarne futro młodego, zbyt młodego kota. Nie byłam jednak głupia — nie byłam w końcu Pajęczyną — wiedziałam, że nie mogę pójść za kociakiem sama. Pierwsze pozostałam na chwilę na szczycie wzgórza aby sprawdzić w którą stronę się kieruje młody debil (usłyszałam to słowo któregoś dnia wypadające z pyska jakiegoś kota, które dość mocno zapadło mi w pamięć, może przez pomarańczowy akcent, z jakim kot je wypowiadał), a następnie skierowałam swoje łapy w stronę najbliższego dorosłego kota — którym okazał się terminator. Nie to chciałam osiągnąć, ale uznałam, że lepsze to niż nic. Zdradziłam mu, że czarny kociak wyszedł z obozu, zdecydowanie nie pod nadzorem. Podobnie jak ostatnio Borsuk i Pajęczyna. A tamten spacer skończył się bijatyką między młodymi.

Nie zdradziłam jednak w którą stronę owy kociak szedł, tak więc dopiero gdy młodszy kot — Drewniana Łapa, bodajże? — poszedł po kogoś starszego i z nim powrócił wyjawiłam szczegóły ucieczki młodzika. Chciałam im pokazać ten kierunek osobiście, tak więc wyszłam za nimi z obozu, z uśmieszkiem na pyszczku (ha! I co teraz Pajęczyna?) i wskazałam w którą stronę uciekło kocię. Rzecz jasna ja sama nie byłam debilem, tak więc gdy usłyszałam słowa podzięki ze strony dwójki kotów powróciłam spokojnie za bezpieczną barierę obozu. Fuknęłam lekko pod nosem i czekałam, aż wrócą z kociakiem, co bym mogła wlać trochę rozumu do głowy tego głupiego kociaka. Serio nie wiedział, że nie można wychodzić samemu z obozu?

//zt i guess?

hehe

════ ⋆★⋆ ════
So now you've done a little wrong
And you swear you didn't do it
But volition left you burdened with a curse
hehe

And you conjure up a fictionnever gonna give you up
never gonna let you downTo get the pretty girl to listen

LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
11
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie wierzył, dosłownie nie wierzył w to, co kociak do niego mówił. Ochroniarza? Czy młodzikowi zupełnie odbiło, dlatego wyszedł z obozu? Może lepiej było zabrać ze sobą Krwawnikowy Liść niż wojownika, a docelowo malucha zaprowadzić do lecznicy.
- Ja jestem Drewniana Łapa, a to - kiwnął głową w kierunku wojownika stojącego za kociakiem - Bażancie Pióro, mój ojciec. Kociętom nie wolno, pod żadnym pozorem, wychodzić z obozu. Rodzice ci nie mówili? - Nie chciało mu się wierzyć, że którakolwiek para z klanu zaniedbałaby edukację kociąt o tak elementarną przecież rzecz. Nuta szydery w głosie kocięcia nie umknęła terminatorowi; jego uszy cofnęły się lekko, a pysk stracił względnie przyjemny wyraz.
- Coś zrobić mi? Nie, w żadnym wypadku, ale poza obozem jest niebezpiecznie i coś może się stać tobie. - Rozumiał, że może młodemu ciężko było pojąć, iż nie wszędzie i nie zawsze ktoś będzie w pobliżu, aby złapać go za kark czy odepchnąć nacierającego w jego stronę przeciwnika. Drewno zdecydowanie nie wziął ze sobą ojca dla ochrony przed jakimś bezmyślnym kocięciem, ale na wszelki wypadek, aby jemu samemu nic się nie stało podczas poszukiwań oraz gdy będzie eskortował uciekiniera.
Potrząsnął stanowczo głową, czując jak jego słabe nerwy powoli zaczynają wymykać mu się spod kontroli.
- Nikt cię nie pyta o zdanie, czy chcesz wracać. Możesz siedzieć sobie w dowolnym miejscu, o ile jest to w obozie - powiedział stanowczo. - Wstawaj. Idziemy. Twoi rodzice się o wszystkim dowiedzą. - To mówiąc, zrobił dwa kroki w stronę kocięcia, będąc o włos od naparcia na czarną klatkę piersiową.
x
I always simplify this all the time
somehow I think that I'm alone
I wake up every day and change my mind

✧*̥ ˚xgood morning x*̥ ˚✧
I've been here before the warning
it opens up the door
and now I'm falling
﹉﹊﹉﹊﹉﹊﹉
LVL 2 105 / 150
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
6
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wychodzi na polowanie z Bławatkową Łapą, bo wciąż pamięta o zakazie samotnego poruszania się poza obozem. Nie pamięta tylko czy jako niańkę może zabierać kogokolwiek czy jedynie wojowników, ale postanawia nie dopytywać i obstawić tę bardziej optymistyczną wersję, w której wycieczka z białą terminatorką jest całkowicie legalna. Po dotarciu na rozległe łąki kotki się rozdzielają i Brzózka rusza w swoją stronę. W pozycji łowieckiej, pod wiatr, wypatruje jakiś piszczek.

//mg
[Obrazek: LjmRGjf.png]
LVL 6 75 / 500
MedLVL 0 0 / 100
19
Siła
S
19
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Dzień był całkiem przyjemny i nawet akurat nie padało, co mogło być dobrym wstępem do szukania zwierzyny. Ale nie było. Zamiast tego do uszu kotki dotarło jakieś drobne brzęczenie, jakby coś dzwoniło, a po chwili wyrósł przed nią wielki bury kocur o nieprzyjaznej minie, który wpatrywał się w nią z wyższością. Na szyi miał wściekle czerwoną obrożę, a do obroży zamocowany był mały dzwoneczek.
- To moje tereny teraz, wynoś się stąd! - powiedział stanowczo, brzmiąc tak groźnie jak umiał.
I faktycznie - jak kotka poniuchała trochę bardziej to mogła poczuć, że okoliczne trawy śmierdziały świeżym zapachem oznakowania, ale nie dość intensywnie by zakłócało to normalny zapach wichru.

BRZÓZKA: S: 9 | Zr: 16 | Sz: 3 | Zm: 4 | HP: 65 | W: 55 || przerzuty: 0/2

SAMUEL: S: 10 | Zr: 10 | Sz: 9 | Zm: 8 | HP: 60 | W: 55

Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym
I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być
Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę
I gdy będziesz jak skała zawsze zmieniać się w wodę


LVL 2 135 / 150
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Brzózka puszy się aż po sam ogon, gdy intruz wyrasta spod ziemi. Wydaje dziwne dźwięki, ma dziwne coś na szyi i się jeszcze krzywo patrzy. A no i jeszcze się rządzi. Tyle wystarczy by wprawić w ruch biczowaty ogon terminatorki. Szara wygina swój grzbiet w łuk i prostuje łapy, chcąc sobie dodać wzrostu, bo nie da się zastraszyć byle przybłędzie. Co prawda przez dwa uderzenia serca rozważa nawet czy przypadkiem nie weszła na cudze terytorium, ale zapachy nie kłamią – znajdują się na terenach Wichru!
– Aha!! Jasne!! A ja jestem jeżem! – burczy groźnie, chociaż patrząc na jej nastroszoną sierść, zaklasyfikowanie jej jako jeża miałoby nieco sensu. – Ty się wynoś, to tereny Klanu Wichru!! Bo jak nie to... to...
Brakuje jej słowa, ale wiadomo, że czyny mówią od nich więcej, więc Brzózka skacze w stronę intruza i celuje pazurami w bury policzek – chce wymierzyć ostrzegawczy cios. Bo nie wierzy w pokojowe dyskusje z obcymi elementami, które zachowują się jakby były u siebie.
[Obrazek: LjmRGjf.png]
LVL 6 75 / 500
MedLVL 0 0 / 100
19
Siła
S
19
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Atak Brzózki: udany (100%) -> (13+9) -(10+10)= 2HP
Atak Samuela: udany (100%) -> (14+10)-(12+16)= wynik ujemny = 1HP

- Co za bezczelna...! - zaczął Samuel po czym dostał z liścia w policzek. Zdziwiony, czy wręcz zaszokowany, postanowił odwinąć się tym samym, i również przywalił Brzózce z liścia.

BRZÓZKA: S: 9 | Zr: 16 | Sz: 3 | Zm: 4 | HP: 65-1= 64/65 | W: 55-2= 53/55 || przerzuty: 0/2
Rana 0. stopnia: obolały policzek

SAMUEL: S: 10 | Zr: 10 | Sz: 9 | Zm: 8 | HP: 60-2= 58/60 | W: 55-2= 53/55
Rana 0. stopnia: obolały policzek

Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym
I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być
Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę
I gdy będziesz jak skała zawsze zmieniać się w wodę


LVL 2 135 / 150
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Udaje jej się się przywalić nieznajomemu, więc zaraz szara mordka wykrzywia się w złośliwym uśmiechu, pełnym satysfakcji. Ma za swoje!! Jeszcze awanturować się próbuje! Triumf nie trwa długo, bo uderzenie serca później to ona obrywa w policzek. Ból się rozlewa po pysku i wszelka radość z niego znika.
– O ty! Oberwiesz za to!! – ostrzega lojalnie typa, bo Lawenda ją wychowała na uprzejme dziecko. I bierze kolejny zamach łapą, tym razem celując pazurami w nosek, bo z doświadczenia wie jak to potrafi zaboleć.
[Obrazek: LjmRGjf.png]
LVL 6 75 / 500
MedLVL 0 0 / 100
19
Siła
S
19
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Atak Brzózki: udany (100%) -> (9+9) -(10+10)= wynik ujemny = 1 HP
Atak Samuela: krytyczny! (150%) -> [(16+10)-(8+16)]*1.5= 3HP

Brzózka znów się zamachnęła i tym razem trafiła w drugi policzek kocura, zawadzając pazurem tylko odrobinę. Kocur, już mocno zbulwersowany, podniósł swoją łapę i znów jej oddał.
- No wynoś się stąd! To moja miejscówka!! - zażądał, a głos zrobił mu się wyższy i jakby wyraźnie młodszy.


BRZÓZKA: S: 9 | Zr: 16 | Sz: 3 | Zm: 4 | HP: 64-3= 61/65 | W: 53-2= 51/55 || przerzuty: 0/2
Rana 0. stopnia: obolały policzek
Rana 0. stopnia: obolały drugi policzek

SAMUEL: S: 10 | Zr: 10 | Sz: 9 | Zm: 8 | HP: 58-1= 57/60 | W: 53-2= 51/55
Rana 0. stopnia: obolały policzek
Rana 0. stopnia: obolały drugi policzek

Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym
I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być
Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę
I gdy będziesz jak skała zawsze zmieniać się w wodę


LVL 2 135 / 150
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Celuje w nos, a trafia w policzek. I niby fajnie, bo nieznajomy znów obrywa, tym razem z drugiej strony, ale nie taki był plan Brzózki, więc z pyska wydobywa się niezadowolone syknięcie. Intruz znowu ją perfidnie kopiuje, no normalnie jak walka z lustrem!! Obrywa w szary policzek nim udaje jej się uskoczyć, a na dodatek kolejne słowa kocura sprawiają, że krew się zaczyna się w niej gotować. No co za bezczelny typ!
– Ty się wynoś, ostatni raz ostrzegam!! – Powoli kończy jej się cierpliwość do tego typa, jak znowu na nią podniesie łapę to mu ją odgryzie, tak będzie. Teraz jednak daje mu ostatnią szansę na względnie pokojowe wyjście z sytuacji i jedynie unosi się na tylnych kończynach, chcąc wymierzyć z góry cios prosto w bure czoło.
[Obrazek: LjmRGjf.png]
LVL 6 75 / 500
MedLVL 0 0 / 100
19
Siła
S
19
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Atak Brzózki: udany (100%) -> (16+9) -(10+10)= 5HP (!)
Atak Samuela: udany (100%) -> (19+10)-(15+16)= wynik ujemny = 1HP

No i kotka się zamachnęła, i kocur próbował jej od razu oddać, i co się stało to tyle, że Brzózka straciła tak koło trzech włosów z brody, a kocur cofnął się i złapał łapą za uderzone miejsce.
Po czym się rozryczał.
I płakał głośno i mocno przez dłuższą chwilę zanim z siebie wydukał:
- Ja naprawdę tylko chciałem mieć coś dla siebie, taką odrobinkę czegoś...
I nie było w tym oskarżenia, raczej takie... Jęczenie o stan świata. Jęczenie o to, że był ostatnią ciamajdą i niewiele mógł. I dalej płakał i siedział trzymając się za obolałą głowę.

BRZÓZKA: S: 9 | Zr: 16 | Sz: 3 | Zm: 4 | HP: 61-1= 60/65 | W: 51-2= 49/55 || przerzuty: 0/2
Rana 0. stopnia: obolały policzek
Rana 0. stopnia: obolały drugi policzek
Rana 0. stopnia: pacnięcie w brodę

SAMUEL: S: 10 | Zr: 10 | Sz: 9 | Zm: 8 | HP: 57-5= 52/60 | W: 51-2= 49/55
Rana 0. stopnia: obolały policzek
Rana 0. stopnia: obolały drugi policzek
Rana 0. stopnia: klepnięcie w czółko

Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym
I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być
Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę
I gdy będziesz jak skała zawsze zmieniać się w wodę


LVL 2 135 / 150
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Obiektywnie – nie można powiedzieć, że ta walka jest bardziej emocjonująca niż spacerki starszyzny po obozie. Jednak dla Brzózki, patrząc na ostatnie księżyce, jest wystarczająca. Nie gaśnie w niej nadzieja, że kolejny atak będzie tym spektakularnym, który doprowadzi ją do bezapelacyjnego zwycięstwa. Tylko że walka zostaje przerwana... wybuchem płaczu? Szara terminatorka mruga zaskoczona i zaraz odsuwa się, mrużąc nieufnie oczy – to pewnie podstęp! Ale żaden atak z zaskoczenia nie nadchodzi, a nieznajomy dalej ryczy, zupełnie jakby jego planem było utopienie ich na tej łące! Gdy wreszcie zabiera głos, Brzózka może z całą stanowczością stwierdzić, że sytuacja jest niezręczna. Macha kilka razy ogonem dla rozładowania napięcia. Bądźmy szczerzy – jeśli tli się w niej jeszcze jakaś dalsza chęć do walki, jest bardzo bliska wygaśnięcia. Koteczka nie odnajdzie żadnej radości w atakowaniu takiego kłaka nieszczęść. Co jest niekorzystne o tyle, że wciąż jest on elementem obcym na terenach klanowych. Ale jest smutnym elementem obcym i Brzózka średnio wie co z tym fantem zrobić. Grożenie mu nie brzmi w porządku w każdym razie. Pocieszać nie potrafi, więc zostaje chyba tylko proponowanie rozwiązań.
– No a nie mógłbyś mieć tego gdzieś poza terenami Wichru? – próbuje mówić na tyle głośno by zwrócić jego uwagę mimo tego płaczu. – Bo tutaj nie możesz nawet być, a co dopiero mieszkać. Więc no... może poszukaj sobie gdzieś dalej tego czegoś? – Najlepiej teraz, ale miała mu nie grozić, a to już stoi niebezpiecznie blisko niemej groźby.
[Obrazek: LjmRGjf.png]
LVL 6 75 / 500
MedLVL 0 0 / 100
19
Siła
S
19
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości