Wysoki, smukły, ze skłonnościami do niedowagi, rudy złoty pręgowany dziko, z oliwkowymi oczami, europejską budową i krótkim włosiem oraz bielą na pyszczku, klatce piersiowej, gardle, pachwinie i palcach
zapominalski | energiczny | przejmuje się tym jak inni go postrzegają i chciałby, żeby każdy go lubił | z wiekiem wydaje się coraz bardziej dojrzały i już nie robi głupich żartów na innych kotach
W sumie sam zaczął się zastanawiać. Czy to była randka? Ale czy można zaprosić kogoś na randkę bez jego wiedzy? Czy to wtedy nie byłoby narzucanie się? Hm. No, ale nie spróbujesz, to się nie dowiesz.
- Na pewno? - Powiedział nieco zestresowany. Bo bardzo chciał żeby ona wybrała, a nie on, bo złapał to dla niej nie? - No... To może... Ja drozda. - Przysunął do siebie wiewiórkę, a do niej popielicę. - Smacznego! - Mruknął do kotki. - Uuummm, patrzyłaś kiedyś w chmury? Ja lubię odgadywać kształty. - Mruknął, spojrzał na nią, a potem rzucił wzrokiem na niebo. - Na przykład tamta chmura wygląda jak kaczka. - Wskazał łapą.
✧・゚: *✧・゚:* ⨯ I'm not ⨯ a perfect person There's • many • things I wish I didn't do But I continue learning
I never meant | to do those things to you . . .
✧・゚: *✧・゚:* And so, I have to say before I go ◦•≫ That I just want you to know I've • found • a reason for me . . . To change who | I used to be . . .
Przeciętnej budowy i wzrostu, czarna z białymi plamami na końcach łap, piersi, gardle i pyszczku. Czarny nosek, oczy oliwkowe.
Nie wyróżniająca się niczym kotka. Nieśmiała, otwiera się dopiero po poznaniu drugiego kota. Dostosowuje do rozmówcy, stara się zawsze wypaść jak najlepiej w oczach innych. People pleaser.
Przytaknęła słysząc jego pytanie i w sumie… Ucieszyła ją ta wymiana. Wybrała drodza, bo był mniejszy i wymagał oskubania z piór, czego… Nie chciało jej się robić, ale chciała być miła, więc juhu, większa piszczka dla niej. - Nawzajem! - odmruknęła wesoło i pierwsza wzięła kęs. W międzyczasie gdy żuła słuchała jego słów i również spojrzała na chmury, próbując wyłapać gdzie w ogóle wskazywał łapą… Ale nawet po chwili i oblizaniu pyszczka nie mogła odnaleźć kaczki. - Kształty nie… Ale lubię po prostu na nie patrzeć. Szczególnie w dni, kiedy pędzą po niebie… Gdzie ta kaczka? - dopytała dalej szukając, ale chyba nie była w tym najlepsza… Mogłaby podejść bliżej i wtedy na pewno łatwiej by było ją dostrzec, ale um, wstydziła się. Szczególnie, jeśli jej domysły z randką okażą się prawdziwe.
nowlistenc l o s e youowe meearsfor droppingeaves f o r g e txi txa l l youcaught mein a momentweak andsometimesI justcan't helpmyself sometimesI can't helpmyselfat all are wealliesorenemies?xxxxx xxxxxthis will bethe deathof me
Wysoki, smukły, ze skłonnościami do niedowagi, rudy złoty pręgowany dziko, z oliwkowymi oczami, europejską budową i krótkim włosiem oraz bielą na pyszczku, klatce piersiowej, gardle, pachwinie i palcach
zapominalski | energiczny | przejmuje się tym jak inni go postrzegają i chciałby, żeby każdy go lubił | z wiekiem wydaje się coraz bardziej dojrzały i już nie robi głupich żartów na innych kotach
Tak, to było do przewidzenia, że Jaskierek nie zauważy, o który kształt mu chodzi. Była w innym miejscu, nie wiedziała, gdzie sięga jego łapa, ale nie chciało mu się aktualnie wstawać. - Hmm... a widzisz tą przerwę między chmurami, taką pionową i długą? To obok na prawo jest kaczka. Ma dziób iii rozłożone skrzydła. Chyba leci. - Biała też głowę, nogi i ogon, ale to nie były chyba cechy szczególne kaczki? Toteż ich nie wymienił. W sumie ciekawe - czy istniały kaczki bez nóg? On by takiej nie chciał, to byłoby dziwne. Musiałaby się turlać. Zawiał nagle nieco zimny wiatr. - Brr. - Mruknął, po czym się otrząsnął i ugryzł drozda.
✧・゚: *✧・゚:* ⨯ I'm not ⨯ a perfect person There's • many • things I wish I didn't do But I continue learning
I never meant | to do those things to you . . .
✧・゚: *✧・゚:* And so, I have to say before I go ◦•≫ That I just want you to know I've • found • a reason for me . . . To change who | I used to be . . .
Przeciętnej budowy i wzrostu, czarna z białymi plamami na końcach łap, piersi, gardle i pyszczku. Czarny nosek, oczy oliwkowe.
Nie wyróżniająca się niczym kotka. Nieśmiała, otwiera się dopiero po poznaniu drugiego kota. Dostosowuje do rozmówcy, stara się zawsze wypaść jak najlepiej w oczach innych. People pleaser.
Nie chciało mu się wstawać… A miał taką idealną szansę by być romantycznym!! I przejąć inicjatywę, zrobić może kolejny krok!! Czy Jaskier serio będzie musiała sama to zrobić…? Bo… Tak nie do końca lubiła wykonywać tak odważne kroki. Tak czy siak, spróbowała po opisach rudzielca odgadnąć o którą chmurę mu chodzi… - O! Widzę!! W sumie bardziej jej do łabędzia niż kaczki… Ale to chyba przez kolor. Kształtem… Eh…? Nie wiem do czego bliżej. Ale, ym, tak, widzę tam jakiegoś ptaka - przyznała i gwiezdniii, kolejny minus bycia wyciągniętą na tereny. Mróz. Okropny mróz. Była wcześniej zgrzana przez bieg tutaj, ale teraz gdy już chwilę ochłonęła, zaczynała czuć jak zimno szczypało ją w uszy. Spojrzała na rudzielca i chwilę się zastanowiła. Teraz już miała dwie wymówki by usiąść obok… A niech straci. Wolała się już użerać z niezręcznością sytuacji niż mrozem.
Więc wzięła popielicę w pysk, wstała i zajęła miejsce obok rudego, stykając się z nim bokiem. Mogłaby znaleźć więcej ciepła opierając o niego bark… Ale to już za blisko. Ogonem też przykryła swoje powoli marznące łapy. Nie powiedziała nic, po prostu wzięła kęs i spojrzała w niebo, skupiając się na chmurach, a nie tym co zrobiła… - Tamta wygląda jak ryba z ogromną głową - wskazała na inną chmurę łapą.
nowlistenc l o s e youowe meearsfor droppingeaves f o r g e txi txa l l youcaught mein a momentweak andsometimesI justcan't helpmyself sometimesI can't helpmyselfat all are wealliesorenemies?xxxxx xxxxxthis will bethe deathof me
Wysoki, smukły, ze skłonnościami do niedowagi, rudy złoty pręgowany dziko, z oliwkowymi oczami, europejską budową i krótkim włosiem oraz bielą na pyszczku, klatce piersiowej, gardle, pachwinie i palcach
zapominalski | energiczny | przejmuje się tym jak inni go postrzegają i chciałby, żeby każdy go lubił | z wiekiem wydaje się coraz bardziej dojrzały i już nie robi głupich żartów na innych kotach
Zmrużył oczy i bardziej wysilił wzrok. Do łabędzia? Wydawało mu się, że ta chmura ma dość krótką szyję... ale może... może faktycznie? Wtem przesunął nieco wzrok w prawo i zobaczył... łabędzia! - O! Widzę! To kaczka jest na lewo od niego! Ma większy kuper niż łabędź. - Mruknął zadowolony z tego, że doszedł do rozwiązania sytuacji. Wziął kolejny kęs. W tym samym czasie wydarzyło się coś. Coś bardzo konkretnego. Jaskierek wstała ze swojego legowiska i przeszła na legowisko Liska. I nic nie powiedziała, poza rybą o ogromnej głowie. Huh. Huh. Huh??? Lisek odchrzaknął, kątem oka spojrzał na nią i uśmiechnał się szerzej, ale również nic nie powiedział. Była tak... blisko. - Pachnie... znaczy, tak, ryba. - Jaskierek pachniała. Nie wiedział czy konkretnie kwiatami, ale pachniała mu ładnie. Liściem lekko zwilżonym poranną rosą? Albo kwiatem o zachodzie słońca? Durny tylko powiedział to na głos. Jeszcze pomyśli, że śmierdziała czy coś... - Ten... ten wiatr, niesie taki zapach... jakiś... nieważne, minęło, jak jedzenie? Dobre? Świeżo upolowałem. - Mruknął i zamieszał się nieco w słowach. Patrzył na jej łapy, nie w jej oczy.
✧・゚: *✧・゚:* ⨯ I'm not ⨯ a perfect person There's • many • things I wish I didn't do But I continue learning
I never meant | to do those things to you . . .
✧・゚: *✧・゚:* And so, I have to say before I go ◦•≫ That I just want you to know I've • found • a reason for me . . . To change who | I used to be . . .
Przeciętnej budowy i wzrostu, czarna z białymi plamami na końcach łap, piersi, gardle i pyszczku. Czarny nosek, oczy oliwkowe.
Nie wyróżniająca się niczym kotka. Nieśmiała, otwiera się dopiero po poznaniu drugiego kota. Dostosowuje do rozmówcy, stara się zawsze wypaść jak najlepiej w oczach innych. People pleaser.
Rozejrzała się jeszcze bardziej. Że kaczka koło łabędzia…? Nie wiedziała czy mu wierzyć, czy mówił tak tylko dlatego, by nie wyjść na głupka… Ale te, faktycznie, była kaczka obok. - Oooo, łapię. No i wygląda bardziej kaczkowo - przyznała, zwracając honor. Kaczka i łabędź koło siebie. Ciekawe czy była w tym jakaś symbolika, hm.
Pachnie… Może rudy próbował się z tego wywinąć, ale Jaskier wiedziała dokładnie o co chodzi. Zauważyła to już na ich pierwszym spotkaniu, co było w sumie… Miłe? Nie miała nic ciekawego do zaoferowania sobą. Uważała się za nudną, czy to z charakteru, wzrostu, czy nawet koloru jej futra czy oczu. Nie była może… brzydka, ale nie odziedziczyła tak ładnego futra jak Nakrapiana Mordka, czy tak zgrabnego pyszczka jak Zakurzona Ścieżka. Więc jeśli było w niej coś, coś wyjątkowego co podobało się innym, to się cieszyła. Szczególnie jeśli dostawała tak zakłopotane reakcje od kogoś tak wyluzowanego jak Lis! Chciałaby może mu jakoś to wypomnieć, ale chyba nie miała w sobie wystarczająco odwagi Albo może…? Obrócenie tego w żart nie wydawało się już tak straszne.
- Mhm, zapach… Siedzę obok a czułam tylko mroźny wiatr Pory Nagich Drzew - przyznała z zaczepnym uśmiechem. Tak, obracanie rzeczy w żart zdecydowanie pomagało.
- Dobre bardzo! Czuć że świeże, tylko szkoda, że nie ciepłe… Ale o takie piszczki pewnie teraz ciężko. Trzeba jeść od razu co się złapie, inaczej po chwili jest już zimne - przyznała, bo dobrze wiedziała o tym, sama tak robiła! Istniała niby ta zasada, że terminatorom nie wolno, ale… Jak nikt cię nie widzi, to co to za różnica, czy zjesz teraz, czy w obozie?
nowlistenc l o s e youowe meearsfor droppingeaves f o r g e txi txa l l youcaught mein a momentweak andsometimesI justcan't helpmyself sometimesI can't helpmyselfat all are wealliesorenemies?xxxxx xxxxxthis will bethe deathof me
Wysoki, smukły, ze skłonnościami do niedowagi, rudy złoty pręgowany dziko, z oliwkowymi oczami, europejską budową i krótkim włosiem oraz bielą na pyszczku, klatce piersiowej, gardle, pachwinie i palcach
zapominalski | energiczny | przejmuje się tym jak inni go postrzegają i chciałby, żeby każdy go lubił | z wiekiem wydaje się coraz bardziej dojrzały i już nie robi głupich żartów na innych kotach
- Tylko? No, to, może powiało od drugiej strony, czy coś. Nie wiem, nie wiem. Dziwne. - Zaczął mówić słowa, które brzmiały jak losowe, ale były dokładnie dobrane w jego głowie. W OGÓLE nie brzmiał dla siebie samego jakby coś ukrywał. Nie-e, na-ah, wcale a wcale. Było w pytę. Jej zapach drażnił smagał jego czułe nozdrza, aż mu wąsy co jakiś czas chodziły same z siebie. Wziął głęboki wdech i wydech, by oczyścić płuca, ale jedyne co zrobił to powziął więcej tego mokrego liścia-kwiatu o zachodzie słońca do środka. Ups. Próbował to ignorować.
- No niestety musiałem je zakopać. Ale jakbyś się nie najadła to złapię ci coś jeszcze, tylko powiedz. - Mruknął, odwracając głowę w jej stronę, ale ich pyski były wtedy bardzo blisko. Lisek spojrzał więc w niebo tak jak i ona. - Wtedy będzie ciepłe. - Na niebie zobaczył dziwny kształt, coś jakby... hm, ucho? Ale takie ucho zająca. Prawdziwy wichrzak, widzi zające na niebie, ale jazda.
✧・゚: *✧・゚:* ⨯ I'm not ⨯ a perfect person There's • many • things I wish I didn't do But I continue learning
I never meant | to do those things to you . . .
✧・゚: *✧・゚:* And so, I have to say before I go ◦•≫ That I just want you to know I've • found • a reason for me . . . To change who | I used to be . . .
Przeciętnej budowy i wzrostu, czarna z białymi plamami na końcach łap, piersi, gardle i pyszczku. Czarny nosek, oczy oliwkowe.
Nie wyróżniająca się niczym kotka. Nieśmiała, otwiera się dopiero po poznaniu drugiego kota. Dostosowuje do rozmówcy, stara się zawsze wypaść jak najlepiej w oczach innych. People pleaser.
Dziwne dziwne, faktycznie bardzo dziwne. Podziwiała jednak to, jak bardzo próbował z tej całej sytuacji wybronić. No i znowu musiała podjąć decyzję, czy ciągnąć dalej temat, czy może już zostawić biednego rudzielca w spokoju… W sumie sam zaczął. Jeszcze wyciągnął ją na mróz i kazał biegać Niech ma. Zbliżyła więc swój pysk do Lisa, tak by powąchać powietrze od jego strony i całkiem przypadkiem, prawie dotykając swoim karkiem jego szyję. Krótką tak chwilę poniuchała, jakby szukając resztek tego magicznego zapachu, ale oczywiście nic nie znalazła, więc wróciła. - Dziwne, ani śladu po nim. Może jeszcze wróci - przyznała, uśmiechając się rozbawiona.
- O… Nie musisz, umiem polować, ale dzięki. I nie jem dużo, popielica mi starczy - przyznała bo… No była już całkiem najedzona. Dokończy popielicę i będzie ideolo. Tak czy siak, dalej obserwowała chmury szukając jakiegoś kształtu oprócz wcześniej znalesionej ryby, ale… E… Było to dość trudne…
nowlistenc l o s e youowe meearsfor droppingeaves f o r g e txi txa l l youcaught mein a momentweak andsometimesI justcan't helpmyself sometimesI can't helpmyselfat all are wealliesorenemies?xxxxx xxxxxthis will bethe deathof me
Wysoki, smukły, ze skłonnościami do niedowagi, rudy złoty pręgowany dziko, z oliwkowymi oczami, europejską budową i krótkim włosiem oraz bielą na pyszczku, klatce piersiowej, gardle, pachwinie i palcach
zapominalski | energiczny | przejmuje się tym jak inni go postrzegają i chciałby, żeby każdy go lubił | z wiekiem wydaje się coraz bardziej dojrzały i już nie robi głupich żartów na innych kotach
Myślał, że idealnie wymknął się możliwości, w której stałby się tym głupkiem w całej sytuacji. Już miał pozostać mądry, pewny siebie i taki ekstrawagancki, kiedy to nagle. Nagle. Nagle Jaskierek. Zdarzyła się Jaskierek. Jaskierek. O Gwiezdni. Lisiątko zrobiło większe oczy, kiedy pyszczek i kark czarno-białej zbliżyły się do jego głowy i szyi. O gwiezdni. Próbował trzymać to powietrze, które już miał, ale by się udusił, jakby nie wypuścił tego i nie wziął nowego. I w końcu musiał wziąć - zrobił to. Teraz już wiedział dokładnie, że to faktycznie był jej zapach, delikatny, przyjemny i... jeny, co on robił. Czemu miał takie myśli. Co w nim siedziało za dzikie zwierzę?! Czy to była ta lisia cząstka w nim? Odchrząknął, gardło mu się spięło, wzrok poleciał w drugą stronę. Mimowolnie zaczął się wyginąć - u-um-uchomnieswędzi- - i to akurat po tej stronie gdzie była Jaskierek, ups. Odsunął się więc lekko i zaczął wymachiwać łapą po uchu. - No-to-zostawimy ci popielicę, a... zawsze możemy coś złapać. Najwyżej. Wspólnie. - Zachichotał lekko. Zazwyczaj to on robił z innych kotów głupków, choć to bylo tak do... 10 księzyca może. Po tym czasie ogarnął się tyle o ile, że został zapominalski, ale już nie był gnojkiem, który cieszył się z żartów na innych, które niekoniecznie bawiły każdego. Po tym jak się podrapał, to oczywiście musiał się znów jakoś ułożyc, a dosłownie przed chwilą się odsunął. I co? Teraz miał... tak po prostu wrócić do niej? Połozyć się znów bok w bok? Cóż. Kocury to są takie... mało szczegółowe, raczej nie przykładają uważnego oka do każdej części tego co robią więc... przybliżył się, owszem, ale dość "niedbale". To znaczy - jego ciało owszem, przybliżyło się do Jaskrowej Łapy, owszem dotykało się po części, ale tak o połowę mniej niż wcześniej. - A-aaaa--- a jak ci idzie trening!!??? - Spytał, głośno, dość piskliwym głosem. Zaczął odkaszliwać, by oczyścić gardło. - Znaczy - jak ci idzie trening - poprawił się, już swoim normalnym głosem, nie piskliwym jak zagubiona owca.
✧・゚: *✧・゚:* ⨯ I'm not ⨯ a perfect person There's • many • things I wish I didn't do But I continue learning
I never meant | to do those things to you . . .
✧・゚: *✧・゚:* And so, I have to say before I go ◦•≫ That I just want you to know I've • found • a reason for me . . . To change who | I used to be . . .
Przeciętnej budowy i wzrostu, czarna z białymi plamami na końcach łap, piersi, gardle i pyszczku. Czarny nosek, oczy oliwkowe.
Nie wyróżniająca się niczym kotka. Nieśmiała, otwiera się dopiero po poznaniu drugiego kota. Dostosowuje do rozmówcy, stara się zawsze wypaść jak najlepiej w oczach innych. People pleaser.
Dobra chyba dostała wystarczającą nagrodę za swój akt. Musiała się nieźle powstrzymać, by się nie zaśmiać z jego reakcji. Ucho. Tak tak, ucho go swędziało. Gwieeezdni, przecież byli przyjaciółmi, grali w różne durne gry i typ dalej się wstydził zwykłego dotyku? Bardziej spodziewała się po nim błogości w tej całej sytuacji, machnięcia ogonem na bliskość Jaskier czy jakiegoś głupiego, pół zabawnego komentarza. No ale musiała też przyznać, że czuła lekką satysfakcję z tego jakie reakcje mogła z niego wyciągnąć. Przez to właśnie miała ochotę jeszcze bardziej ciągnąć temat, aż Lis nie wytrzyma i zacznie coś mamrotać, że zapomniał o dzisiejszym treningu i musi iść. Tylko że no. Nie chciała, by sobie poszedł. Oraz chyba zapadnie się pod ziemię jak zrobi znów coś podobnego. Wzięła głębszy oddech, ujarzmiając zgromadzony w niej śmiech, który tak bardzo chciał się wydostać.
- Oh chętnie. Tylko nie jestem w tym jakoś… Bardzo dobra, więc jeśli ci nie przeszkadza dłuższe polowanie, to mogę nawet jutro - zaproponowała, od razu ostrzegając. Potrafiła polować oczywiście, wiele razy się wybierała z jakimś patrolem, ale… Ale jej zapominalstwo na pewno nie pomagało.
Gdy rudy wstał zimno zaszczypało ją w bok. Brr… Mocniej podwinęła łapki pod siebie i spojrzała na popielicę… Została jej końcówka i pewnie była pyszna, ale jakoś eh nie chciało jej się wkładać do pyska czegoś tak zimnego. Plus skoro tak bardzo mu się podobał jej zapach, nie chciała go psuć smrodem krwii. Najwyżej resztki weźmie do obozu na kolację czy coś… Więc w przeciwieństwie do Lisa, gdy ten wrócił, zamiast zaakceptować że znowu zrobiła się między nimi lodowata wyrwa, przysunęła się bliżej. - Brr, następnym razem jak będziesz coś planował to w obozie. Albo jakiejś norze gdzie będzie cieplej - rzuciła, jakby tłumacząc się z tego większego zbliżenia.
Położyła na moment uszy słysząc jego pisk. Dobra Jaskier, jednak przystopuj ze swoimi żartami, bo gość zaraz wybuchnie!! - Mm, powoli… Ale do celu. Polowanie mam za sobą, rangi też… Obecnie przerabiamy kodeks, tereny i władzę w klanach, eh… Jeszcze przede mną walka i historia powstania klanów… Dwie najgorsze rzeczy - przyznała, spoglądając na niego i w ten sposób niemo odbijając pytanie.
nowlistenc l o s e youowe meearsfor droppingeaves f o r g e txi txa l l youcaught mein a momentweak andsometimesI justcan't helpmyself sometimesI can't helpmyselfat all are wealliesorenemies?xxxxx xxxxxthis will bethe deathof me
Wysoki, smukły, ze skłonnościami do niedowagi, rudy złoty pręgowany dziko, z oliwkowymi oczami, europejską budową i krótkim włosiem oraz bielą na pyszczku, klatce piersiowej, gardle, pachwinie i palcach
zapominalski | energiczny | przejmuje się tym jak inni go postrzegają i chciałby, żeby każdy go lubił | z wiekiem wydaje się coraz bardziej dojrzały i już nie robi głupich żartów na innych kotach
Zwykły dotyk był dla Lisa normalną rzeczą. On sam nie zawsze zwracał uwagę na przestrzeń osobistą innych kotów i nie zwracał aż takiej uwagi na to, by ją respektować. Lubił mieć kontakt z drugim kotem, ten wokalny i namacalny. Tulenie, wspólne leżenie, odbijanie od siebie barków, wspólne dzielenie języków to były jego klimaty.
Ale dotyk Jaskierek teraz był jakby trochę inny, bo kotka robiła go w sposób, w jaki nie doświadczał tego jeszcze wcześniej. W sensie - nie robiła nic wielkiego, niby. No ale ciągnęła go za słówka, przyblizala się do niego i przytulała, jakby byli rodziną albo kimś bardzo bliskim.
A może za takiego go uważała? On ją zaprosił tutaj nie myśląc za specjalnie nad tym. Chciał spędzić z nią czas i chciał sprawdzić oczywiście, czy jakieś jego domysły o tym kto mu się podoba, a kto nie, się sprawdzą. Nie pomyślałby jednak, że to ona zacznie przejmować kontrolę nad sytuacją. W tej chwili, kiedy czarno-biała kotka zbliżyła się niego jeszcze bardziej niż wcześniej, Lisek wypuścił całe powietrze z płuc i na chwilę przestał się odzywać. Patrzył przed siebie, jakby zobaczył tam najciekawszą biedronkę świata. "Zimno", następnym razem w obozie albo wnęce. "Zimno". Czy było aż tak zimno? Jemu było gorąco. Chyba miał gorączkę. - D-dobrze. - Zgodził się z jej słowami. Miał wrażenie jakby mu się wszystkie wibrysy powyginały od ciężaru sytuacji. A ona? Zdawała się być w skowronkach i taka lekka. Dawała wrażenie jakby była niezmiernie zadowolona z sytuacji, jej sposób bycia zmienił się diametralnie od chwili, w której tu przybiegła.
Była niezadowolona, a teraz wydawała się taka pogodna.
Potem nagle przypomniał sobie, że nie odpowiedział na temat polowania. - Nie spieszy mi się nigdzie. Jutro mogę... - Odwrócił głowę w jej stronę. Uśmiechał się lekko, ale kiedy zobaczył jej oczy uśmiech mu się rozpłynął. Aczkolwiek tylko ja chwilę. Bowiem po momencie na pysk wleciał jeszcze silniejszy uśmiech, trochę pewniejszy siebie. Nie ma opcji, żeby ona go tutaj prowadziła w tym tańcu. Grała nim! Ewidentnie! Nie mógł się dać. Nah-ah. - ... zaklepać cały mój dzień dla ciebie. - Odparł, szturchając ją lekko w bark. Kończyny były złączone, więc kwestią była jedynie żeby się lekko poruszyć, co nie wymagało wiele siły. - Historia jest długa i nudna. Już połowy nie pamiętam, ale nie mów Sośnie. - Rzucił jej oczko, po czym spojrzał na drozda. - Ja jeszcze wspinaczka i powtarzanie rang. - Dodał od siebie, żeby odbić piłkę, która teraz między nimi latała w kwestii treningu. - Trochę nie wiem... czy jestem materiałem na wojownika. Kiepski ze mnie terminator chyba. - Skrzywił pysk wyrażając równie krzywym uśmiechem wyraz żałości na pysku.
✧・゚: *✧・゚:* ⨯ I'm not ⨯ a perfect person There's • many • things I wish I didn't do But I continue learning
I never meant | to do those things to you . . .
✧・゚: *✧・゚:* And so, I have to say before I go ◦•≫ That I just want you to know I've • found • a reason for me . . . To change who | I used to be . . .
Przeciętnej budowy i wzrostu, czarna z białymi plamami na końcach łap, piersi, gardle i pyszczku. Czarny nosek, oczy oliwkowe.
Nie wyróżniająca się niczym kotka. Nieśmiała, otwiera się dopiero po poznaniu drugiego kota. Dostosowuje do rozmówcy, stara się zawsze wypaść jak najlepiej w oczach innych. People pleaser.
Bo przecież byli bliscy? Przyjaciele czy cośtam. Kogoś ledwo poznanego by się na pewno wstydziła i dopiero może z inicjatywy drugiego kota odważyła na większe otwarcie. Ciekawe czy gdyby faktycznie dzisiejsza randka poszła gdzieś dalej i staliby się parą, to czy rudy by się oswoił z tym wszystkim. Czy może by dalej zachowywał się jak ktoś kto nigdy nikogo nie przytulił spoza rodziny… Gorzej jeśli tak faktycznie było. Ale Jaskier tak bardzo się spodobało bawienie jego emocjami, że chyba Lis będzie musiał się przyzwyczaić. I proszę proszę, chyba w końcu zrobił krok w tym kierunku bo na jego pysk wrócił dobrze znany terminatorce uśmiech. W sumie obustronne przekomarzanie też brzmiało śmiesznie, więc jeśli chciał przejąć ster to proszę, niech spróbuje. Jaskier jednak nie odda go bez walki! - O jak hojnie. Więc zapolujemy i co dalej hm? Czy ja mam w podzięce za dzisiaj coś wykombinować - przekrzywiła głowę odwzajemniając jego uśmiech. Później mu jakoś mocniej odda za to szturchnięcie barkiem.
- Mm, no nie wiem… Moje milczenie nie jest za nic. Co mi możesz zaoferować? - rzuciła, jakby w ogóle już nie była mu dłużna za dzisiaj… Chociaż nie, posiłek był przeproszeniem za to że musiała biec. Niech zaoferuje coś nowego!
Było fajnie, ale temat treningu oczywiście musiał zachaczyć o to. Bo Jaskier podzielała obawy rudego. Zupełnie nie widziała się w randze wojownika, ale wszystkie pozostałe możliwości były gorsze, więc musiała się po postu mentalnie przygotować na wielki dzień… - Na pewno tak nie jest… Bycie wojownikiem to głównie polowanie i patrolowanie. Jeśli potrafisz chodzić, trochę walczyć i coś złapiesz to to co najważniejsze potrafisz. Nie trzeba być najlepszym, ani nawet wyciskać z siebie wszystko. Niektórzy przychodzą z wieściami że zabili lisa, czy z dwoma zającami w pysku, ale nie ma co się do nich porównywać. Ważne by wykonywać obowiązki, rzucić coś na stos i… tyle. Chyyyba że mówisz, że chcesz zostać matką. To też dobra opcja… Myślisz, że następna ceremonia będzie twoja? - zapytała trochę… Przejęta. Była w końcu starsza i trochę wstyd być mianowaną później. Oraz… Lis nie należał do najmądrzejszych kotów. Jaskier może też była zapominalska i miała swoje problemy, uważała się za… No powiedzmy to wprost, lepszą. Więc wizja, że kocur będzie mianowany przed nią… Się jej bardzo nie podobała. Zabawne, w końcu sama powiedziała przed chwilą, że porównywanie siebie do innych to idiotyzm.
nowlistenc l o s e youowe meearsfor droppingeaves f o r g e txi txa l l youcaught mein a momentweak andsometimesI justcan't helpmyself sometimesI can't helpmyselfat all are wealliesorenemies?xxxxx xxxxxthis will bethe deathof me
Wysoki, smukły, ze skłonnościami do niedowagi, rudy złoty pręgowany dziko, z oliwkowymi oczami, europejską budową i krótkim włosiem oraz bielą na pyszczku, klatce piersiowej, gardle, pachwinie i palcach
zapominalski | energiczny | przejmuje się tym jak inni go postrzegają i chciałby, żeby każdy go lubił | z wiekiem wydaje się coraz bardziej dojrzały i już nie robi głupich żartów na innych kotach
To była jakaś przepychanka słowna albo walka o lepszą odpowiedź? Czy on przegapił moment, w którym rozpoczął się stage pt. "kto wprawi drugiego kota w większe zakłopotanie"? Jaskierek tak zwyczajnie przyjęła jego odpowiedź, chociaż on się tak wysilił i postarał, żeby brzmieć na pewniejszego, że wszystko mu tym zepsuła! Znaczy - nie zepsuła nic tak naprawdę, poza samymi odczuciami rudego odnośnie tego, że mógł być właśnie o krok do przodu w tej grze, a ona sprawiła, że znów był dwa kroki do tyłu. - No, skoro sama proponujesz... to czemu nie? - Może wymyśli jakąś fajną grę? Albo zabierze go gdzieś, gdzie jeszcze nie był? Chociaż Lis to raczej był już wszędzie na tych terenach... no ale może Jaskierek wiedziała coś, czego on nie wiedział.
O, groźby słowne były karalne - niemiło było stawiać Lisiątko w takiej sytuacji. Postanowił nie dawać jej tej satysfakcji i skupić się na tym, że ona tez mówiła o tym, że jest zapominalska. - Nanana, uważaj żebym nie odpytał cię z czegoś, czego nie pamiętasz! Bo wyjdzie nornica z nory i co? I to ty będziesz musiała oferować. - Wyciągnął język w jej stronę. Czuł się już trochę pewniej i stabilniej, chociaż pogubił się w tym co w zasadzie się działo. Co to była za sytuacja? Czy jego wyjście tutaj zamieniło się w coś dziwnego, czego nie oczekiwał? Tak, ale nie wiedział jak mógłby to oficjalnie nazwać... a nie chciał się pytać Jaskierek, bo wyszedłby na mysi móżdżek.
- Oj, najlepszy to na pewno nie będę. - Wydał z siebie długie "pfffffftttt". - Ale dzięki, pewnie masz rację. - Rzucił jej ciepły uśmiech, a potem się przeciągnął. - Zresztą, ja to się już trochę z tym pogodziłem. Są lepsze koty w naszym klanie do bycia wojownikiem, no ale jak i tak nie będę od nich lepszy... to w sumie co za różnica. Nie warto się tym martwić. - Kłamał. Bardzo chciał być lepszy. Bardzo chciał pokazać, że na wiele go stać. BARDZO chciał stać się kimś takim jak Sosnowy Szmer - autorytet. - Matką to raczej nie zostanę, omijam kociarnię i wszystkie kociaki by mi pewnie pouciekały. - Rzucił okiem na niebo. - Mmm.... hmmm.... wiewiórka. - Coraz bardziej szczegółowe kształty mu się tam na niebie objawiały. - Myślę, że nie zostanę wojownikiem tak szybko. Sosna nic nie mówiła, no to... no raczej nie? - Nie wiedział, nie miał pojęcia. - Raczej uważa mnie dalej za głupiego terminatora, niż materiał na wojownika. - Nie uważał, by miało być inaczej.
✧・゚: *✧・゚:* ⨯ I'm not ⨯ a perfect person There's • many • things I wish I didn't do But I continue learning
I never meant | to do those things to you . . .
✧・゚: *✧・゚:* And so, I have to say before I go ◦•≫ That I just want you to know I've • found • a reason for me . . . To change who | I used to be . . .
Przeciętnej budowy i wzrostu, czarna z białymi plamami na końcach łap, piersi, gardle i pyszczku. Czarny nosek, oczy oliwkowe.
Nie wyróżniająca się niczym kotka. Nieśmiała, otwiera się dopiero po poznaniu drugiego kota. Dostosowuje do rozmówcy, stara się zawsze wypaść jak najlepiej w oczach innych. People pleaser.
Jaskier też się gubiła w tym wszystkim, ale gdyby nie to, że cała ta sytuacją ją rozbawiała to pewnie by już dawno przestała. Miała niezły ubaw widząc reakcje Lisa, albo to jak próbował jej się odgryzać. A najbardziej jej się podobało gdy wygrywała. Było to coś nowego, pierwszy raz chyba zasmakowanego przez Jaskier, ale smak tej całej akcji tak bardzo jej się spodobał, że chyba się uzależniła.
- Mm, dobra… Tylko lubię długo spać gdy nie ma treningu, więc zgarnę cię jakoś w porze górowania słońca - zapowiedziała, bo osobiście bardzo lubiła wiedzieć co i kiedy ma się zadziać, by przygotować się na to mentalnie.
- O rangi możesz pytać do woli, mam je wykute na pamięć. Resztę jeszcze przerabiam, więc jak czegoś nie pamiętam to nic złego. A mówiłeś, że historię masz za sobą więc… Uważałabym na to co mówisz - odbiła piłeczkę, również wystawiając mu język. Niech się tak nie wymądrza, bo Jaskier na pewno znajdzie haka na niego by poskarżyć się Sośnie.
- A tam, myślę że kociaki by ciebie polubiły. Ale czaje, sama nie chcę zostawać matką… Nie mam łapy do kociąt. Już wolę męczyć się cały dzień na nieudanym polowaniu - spojrzała również w niebo, szukając gdzieś tej wiewiórki… Ale oczywiście nie mogła jej znaleźć. - A skąd wiesz, pytałeś się jej? Sosna jest miła, na pewno tak nie myśli. Oraz hej, złapałeś sam te dwie piszczki, więc nie może być tak tragicznie jak mówisz. Zresztą, przecież teraz jesteś głupim terminatorem. Ja też i co? To nie znaczy, że nie mogą być z nas wojownicy. Nabierzemy doświadczenia i będziemy jak jak ta, Traszkowy Grzbiet. A jak nie to po prostu będziemy przeciętnymi wojownikami i nic w tym złego. - Będziemy. Dokładnie. Bo nie chciała wybrzmieć, jakby była w tyle z materiałem. Będzie musiała się postarać na treningu i nie pozwolić, by rudy ją wyprzedził… A to nie tak, że specjalnie olewała naukę i miała jakieś zaległości. Eh.
nowlistenc l o s e youowe meearsfor droppingeaves f o r g e txi txa l l youcaught mein a momentweak andsometimesI justcan't helpmyself sometimesI can't helpmyselfat all are wealliesorenemies?xxxxx xxxxxthis will bethe deathof me
Wysoki, smukły, ze skłonnościami do niedowagi, rudy złoty pręgowany dziko, z oliwkowymi oczami, europejską budową i krótkim włosiem oraz bielą na pyszczku, klatce piersiowej, gardle, pachwinie i palcach
zapominalski | energiczny | przejmuje się tym jak inni go postrzegają i chciałby, żeby każdy go lubił | z wiekiem wydaje się coraz bardziej dojrzały i już nie robi głupich żartów na innych kotach
Chciałby odpowiedzieć, że to on zgarnie ją, ale skoro ona miała coś wymyślić, no to jasnym było, że to ona go zgarnie. A on będzie czekać. - Ja mam trening, ale pójdę z rana, to będę gotowy na wyjście potem. - Będzie do dyspozycji przez resztę dnia bez obawy, że nagle Sosna go złapie. Znaczy może by nie złapała, bo pewnie nie będzie ich w obozie, skoro mieli polować, ale warto było się zabezpieczyć.
- No co ty, nie będę pytać, bo jeszcze wyjdzie, że sam zapomniałem. - Uniósł niezgrabnie łapę, bo leżąc to było ciężko i podrapał się po poliku zakłopotany, ale radosny, że nie tylko on był zapominalski. Chociaż Jaskrowa Łapa wydawała się być pewniejsza siebie.
I właśnie... jej kolejne słowa mu to udowodniły. Bo tutaj brzmiała jak taka prawdziwa nauczycielka, coach, ktoś, kto zna swoją wartość i wie, że może dać Lisowi radę, bo można uznawać ją za kogoś mądrego. Tak to odczuwał - czarno-biała była mądra. Może jak będzie spędzał z nią więcej czasu to też się taki stanie. Chociaż jedna z części wypowiedzi go nieco zszokowała. - Traszkowy Grzbiet??? Może lepiej nie, bo jeszcze mi tak - tutaj przywdział bardzo poważną, kamienną, nieco niezadowoloną minę, by ukazać Traszkę - zostanie. - I zaśmiał się po tym. Chwilę później wrócił do tematu tak konkretniej. - Pytałem... ona twierdzi, że się nadaję, że będę dobry, ale--- nie wiem czy w to wierzę, czy tylko chciała być miła. - Popatrzył przed siebie, wykrzywiając pysk. - A może ona wierzy, a ja nie i sobie wmawiam. - Jakoś tak... smutno się zrobiło, melancholijnie... - No, ale najwyżej będę przeciętny jak mówisz, a nie dobry. Albo dobry. Wyjdzie co wyjdzie. - Wzruszył barkami i znów spojrzał na nią. Próbował nie psuć momentu, chociaż gdzieś w głowie po prostu się bał, żeby nie zawieść.
✧・゚: *✧・゚:* ⨯ I'm not ⨯ a perfect person There's • many • things I wish I didn't do But I continue learning
I never meant | to do those things to you . . .
✧・゚: *✧・゚:* And so, I have to say before I go ◦•≫ That I just want you to know I've • found • a reason for me . . . To change who | I used to be . . .