wysoka i smukła / o przylegającej do ciała, długiej sierści / czekoladowy point: ciemna głowa (uszy i „czepek” w kształcie odwróconej litery V), plecy i części łap (na przednich łapach czekoladowa barwa kończy się nieco poniżej łokci; na lewej tylnej nachodzi na udo; na prawej tylnej sięga przed palce) / bladobłękitne oczy
spokojna / cicha / zrównoważona / niezależna / ciekawa otaczającego ją świata, choć podatna na nudę
Feniks [P]
Coś ciekawszego nie nadpływa. Dotyk, jaki czuję na swojej łapie, od razu wydaje mi się podejrzany. Nienaturalny. I rzeczywiście – bo jest przypadkowy. To woda robi z martwą rybą, co chce, nie ma tu żadnego personalnego wkładu z jej strony. Dziwne, gdyby był. Ale jeszcze dziwniejsze, że to kolejna zdechła piszczka. Zabieram łapę. Chyba odechciało mi się sprawdzania, czy da się to jeszcze zjeść; niechby umarła dwa uderzenia serca temu, straciłam apetyt. I wierzę, że Wicher też jakoś obejdzie się bez takiego specjału na stosie.
Nie wierzę w dziwne znaki. W to, że rzeka obrzuca mnie resztkami, bo nie powinnam tu łowić, albo, z drugiej strony, że z odwrotnego powodu bezimiennemu Rzeczniakowi właśnie udało się wyłowić jeszcze jedną żywą rybę. Nie sądzę, że nastała zła passa i niczego sensownego nie udałoby mi się już wyłowić. Niefortunny przypadek, nic więcej. Ale odechciało mi się sterczenia nad wodą.
Podnoszę się z siadu.
– Nałowiłam się już – oznajmiam, zagarniając całe dwie nadające się do spożycia ryby. Przynajmniej nie będzie problemu z doniesieniem ich do Obozu, sztuką będzie tylko odpowiednio je chwycić. – Powodzenia w dalszych łowach.
【EVERYDAYISEXACTLYTHESAME】 – there is [no love] here and there is [no pain] –
┍━━━━━━━━ » • » ☾ « • « ━━━┑ I believe I canseethe future 'Cause I [repeat] the sameroutine I think. I used to have [a voice]
Now I .n e v e r.make a sound ┕━━━ » • » ☾ « • « ━━━━━━━━┙ sometimes i think. i'm happy here . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . sometimes, yet i stillpretend
↻ I can't rememberh o w this got started ↺
╰┈➤ Oh,but I can tell. you [exactly how] it will end
Pokryty niebieskawym, krótkim futrem, Wilczomlecz nie jest ani nadto wysoki, ani nadto niski. Komfortowo wpasowuje się w kategorię średniaka – wzrostem jak i szerokością. Większość ciała rzeczniaka pokrywają cętki, które w górnych partiach kończyn oraz przy karku przechodzą w pręgi, aby następnie ponownie przyjąć formę drobnych cętek bliżej łap. Przednie łapy, tak jak dolna część głowy, szyja i brzuch są rozjaśnione, natomiast pięty tylnych łap są przyciemnione, w kolorze cętek. Dalej warto wspomnieć jeszcze o parze ciekawskich, dociekliwych zielonych oczu z przodu oraz biczowatym ogonie z przyciemnionym koniuszkiem z tyłu.
Ciekawy świata | Nadmiernie myślący | Optymista i idealista | Zdeterminowany | Dobra pamięć |Naiwny
No i udało się, kolejna piszczka do kolekcji! Ta też była całkiem ruchliwa po wyrzuceniu z wody, ale jej rozmiar znacznie ułatwił pacyfikację, zwłaszcza w porównaniu z poprzednią rybą. Przepełniony dumą, odwrócił się w stronę mentorki z ukleją w pysku. Z taką przewagą punktową na pewno wygr-
Nagłe słowa starszej kotki wzięły go z zaskoczenia, aż trzymana w pysku rybka dramatycznie spadła mu między łapy. – J-już? Tak szybko..? – Wymamrotał. Chociaż, jakby się zastanowić, to ile już tak siedzieli? Zupełnie nie kontrolował czasu, a przecież był na patrolu ze Srebrzystym Jeziorem, co jeśli go szuka? Rzeczywiście, warto było zastanowić się nad zakończeniem łowów.
Wciąż, była jeszcze jedna rzecz, którą chciał zrobić, zanim wrócą do Obozu. Podreptał trochę bliżej do kotki, wlepiając w nią najbardziej przesłodzony, błagalny wzrok jaki był w stanie z siebie wykrzesać. Oby się na niego spojrzała… – Bo… Tak pomyślałem, że chciałbym ci jakoś podziękować. Za lekcję, nie tylko z łowienia ryb, ale i z życia… Zjadłabyś tutaj ze mną moją pierwszą rybę?? Tylko zostaw chociaż gryza… – Nie czekając na to czy mentorka się patrzy, czy nie, wyrzucił z siebie całą sugestię, końcówkę mówiąc bardziej pod nosem.
wysoka i smukła / o przylegającej do ciała, długiej sierści / czekoladowy point: ciemna głowa (uszy i „czepek” w kształcie odwróconej litery V), plecy i części łap (na przednich łapach czekoladowa barwa kończy się nieco poniżej łokci; na lewej tylnej nachodzi na udo; na prawej tylnej sięga przed palce) / bladobłękitne oczy
spokojna / cicha / zrównoważona / niezależna / ciekawa otaczającego ją świata, choć podatna na nudę
Feniks [P]
Strzygę uchem i zamykam pysk, kiedy moim zębom ledwie udaje się smyrnąć jedną z ryb. Unoszę łeb, mrugam powoli, w zastanowieniu. Skąd to rozczarowanie? Choćbym chciała, nie zwinę rzeki w rulon jak liścia i nie zabiorę ze sobą, jego prywatne łowy pozostają niezagrożone. Gdyby nawet było to możliwe, w mig zleciałby się tu cały szereg wściekłych Rzeczniaków, bez obaw. W odpowiedzi na słowa kocura w wymownym geście wlepiam wzrok w niebo. Jak długo to dla niego szybko? Minął kawał dnia.
Wtedy dzieje się coś, co przypomina mi początek naszej interakcji, wtedy, kiedy podpełzł bliżej i błyszczącymi oczkami przyglądał się mojemu łowieniu. Patrzę na niego nieufnie – już nauczyłam go łapać ryby, czego więcej może chcieć?
Och.
– Nie trzeba – odpowiadam, bo taka jest prawda. Gdybym czegokolwiek oczekiwała w zamian, na wstępie odmówiłabym nauki. Chyba doszliśmy do podobnego wniosku, nie potrzebuję niczego od terminatora z sąsiedniego Klanu. – Ale jak chcesz mieć o jedną rybę mniej na stosie, to dawaj ją tutaj. Możemy zjeść. Na pół.
【EVERYDAYISEXACTLYTHESAME】 – there is [no love] here and there is [no pain] –
┍━━━━━━━━ » • » ☾ « • « ━━━┑ I believe I canseethe future 'Cause I [repeat] the sameroutine I think. I used to have [a voice]
Now I .n e v e r.make a sound ┕━━━ » • » ☾ « • « ━━━━━━━━┙ sometimes i think. i'm happy here . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . sometimes, yet i stillpretend
↻ I can't rememberh o w this got started ↺
╰┈➤ Oh,but I can tell. you [exactly how] it will end
Pokryty niebieskawym, krótkim futrem, Wilczomlecz nie jest ani nadto wysoki, ani nadto niski. Komfortowo wpasowuje się w kategorię średniaka – wzrostem jak i szerokością. Większość ciała rzeczniaka pokrywają cętki, które w górnych partiach kończyn oraz przy karku przechodzą w pręgi, aby następnie ponownie przyjąć formę drobnych cętek bliżej łap. Przednie łapy, tak jak dolna część głowy, szyja i brzuch są rozjaśnione, natomiast pięty tylnych łap są przyciemnione, w kolorze cętek. Dalej warto wspomnieć jeszcze o parze ciekawskich, dociekliwych zielonych oczu z przodu oraz biczowatym ogonie z przyciemnionym koniuszkiem z tyłu.
Ciekawy świata | Nadmiernie myślący | Optymista i idealista | Zdeterminowany | Dobra pamięć |Naiwny
Serce młodzika na moment zatrzymało się i roztrzaskało na tysiące drobnych kawałeczków gdy odpowiedź mentorki zaczęła się od "nie". Wystarczyło jednak dać kotce dokończyć i dusza znów wróciła do ciała młodego terminatora. Zgodziła się!
Odpowiedział więc szerokim uśmiechem oraz (niezaplanowanym) celebracyjnym dźwiękiem, gdzieś pomiędzy woohoo a yippie. Potem cofnął się do swojego stosu zdobyczy, gdzie odsunął na bok ukleję i liny aby wyciągnąć swoje pierwsze trofeum – przepięknego jazgarza. Następnie wrócił do mentorki i ceremonialnie, z namaszczeniem położył rybę przed jej łapami. Wyłów kotu rybę, a naje się na jeden dzień. Naucz kota łowić ryby, a będzie dozgonnie wdzięczny. I najedzony też, tak. To przecież naturalne, że chciał się jakoś odwdzięczyć! – Jeszcze raz dziękuję!! – Dodał, siadając naprzeciw mentorki, ruchem głowy jasno sygnalizując, że pierwszy kęs należy do niej. Cała uwaga oraz zielone, niewinne ślepia były skupione tylko na niej.
wysoka i smukła / o przylegającej do ciała, długiej sierści / czekoladowy point: ciemna głowa (uszy i „czepek” w kształcie odwróconej litery V), plecy i części łap (na przednich łapach czekoladowa barwa kończy się nieco poniżej łokci; na lewej tylnej nachodzi na udo; na prawej tylnej sięga przed palce) / bladobłękitne oczy
spokojna / cicha / zrównoważona / niezależna / ciekawa otaczającego ją świata, choć podatna na nudę
Feniks [P]
Pierwszy raz widzę, żeby kogoś tak cieszyła perspektywa skurczenia swojego łupu. Osobliwe. Musiało bardzo zależeć mu na tym, żeby nauczyć się łowić. To, dlaczego poprosił o to kogoś z Wichru, a nie z własnego, ściśle powiązanego z wodą Klanu, pozostaje zagadką.
Spojrzeniem śledzę, jak odchodzi, a później przebiera w stosie, wreszcie wyciągając tę rybę. Nastawiałam się na posiłek? Udało mu się złapać niemałe sztuki, ale zdążyłam zapomnieć, że ta, o którą się rozchodzi, to raczej przekąska dla młodego terminatora. Jak mój towarzysz właśnie. Pod warunkiem, że zjadłoby się ją samemu.
Darowanej rybie nie zagląda się w mordkę i tak dalej, choć jestem prawie pewna, że byłoby na co patrzeć; to chyba jedna z tych zębatych. Obserwując, z jaką podniosłością szary składa u moich łap swoją pierwszą zdobycz, jest mi głupio. To po pierwsze. A po drugie – dociera do mnie, że mój los został przesądzony. Sama na siebie to sprowadziłam. Teraz, co by się nie działo, muszę zjeść połowę ryby. Wszelkie uwagi na bok. Nie jestem bez serca.
Pokusiłabym się jednak o stwierdzenie, że nieurażenie uczuć młodego łowcy niekoniecznie musi iść w parze z jego wgapianiem się we mnie jak sroka w gnat, podczas gdy będę przeżuwać.
Odrywam wzrok od ryby na rzecz przestrzeni przed sobą.
– Hej, to nie twój przywódca? – rzucam, żeby, kiedy (o ile) Rzeczniak się odwróci, wziąć szybki kęs.
【EVERYDAYISEXACTLYTHESAME】 – there is [no love] here and there is [no pain] –
┍━━━━━━━━ » • » ☾ « • « ━━━┑ I believe I canseethe future 'Cause I [repeat] the sameroutine I think. I used to have [a voice]
Now I .n e v e r.make a sound ┕━━━ » • » ☾ « • « ━━━━━━━━┙ sometimes i think. i'm happy here . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . sometimes, yet i stillpretend
↻ I can't rememberh o w this got started ↺
╰┈➤ Oh,but I can tell. you [exactly how] it will end
Pokryty niebieskawym, krótkim futrem, Wilczomlecz nie jest ani nadto wysoki, ani nadto niski. Komfortowo wpasowuje się w kategorię średniaka – wzrostem jak i szerokością. Większość ciała rzeczniaka pokrywają cętki, które w górnych partiach kończyn oraz przy karku przechodzą w pręgi, aby następnie ponownie przyjąć formę drobnych cętek bliżej łap. Przednie łapy, tak jak dolna część głowy, szyja i brzuch są rozjaśnione, natomiast pięty tylnych łap są przyciemnione, w kolorze cętek. Dalej warto wspomnieć jeszcze o parze ciekawskich, dociekliwych zielonych oczu z przodu oraz biczowatym ogonie z przyciemnionym koniuszkiem z tyłu.
Ciekawy świata | Nadmiernie myślący | Optymista i idealista | Zdeterminowany | Dobra pamięć |Naiwny
– ŁABĘDŹ?! – Chwyt na przywódcę za plecami. Klasyczne zagranie, ale oh, jakże skuteczne. Wszystko działo się szybko, zaledwie kilka uderzeń serca, ale ilość myśli przelatujących przez głowę młodzika była przytłaczająca. Jakim cudem się tu znalazł? Przywódca nie jest żadnym surowym tyranem, ale jednak jasno zabronił chodzenia po błotnistych terenach, tym bardziej bez opieki, od której sam się oddalił! Wilczomlecz wolał nie sprawdzać czy to starczy, by staruszek musiał przybrać trochę poważniejszy charakter w celu utrzymania porządku i wymierzenia kary. Do tego dochodziła jeszcze kwestia dlaczego w ogóle był poza Obozem? Czyżby… trwały akcje poszukiwawcze? Czy Srebrzyste Jezioro szukało go bezskutecznie tak długo, że poprosiło resztę Klanu o pomoc?? Na Gwiezdnych, po czymś takim już nigdy nie naprawi swojej reputacji!!
Młody terminator z prędkością światła skręcił kark niczym sowa, aby spojrzeć się co jest za nim. Zrobił to tak błyskawicznie, że aż dało się usłyszeć jak strzeliły mu kręgi szyjne. Nie padł jednak na ziemię, więc wszystko było raczej w normie. Po kilku uderzeniach serca reszta ciała również poszła za głową i całkowicie odwrócił się tyłem do mentorki. W ostatnim akcie podkreślającym prędkość tej operacji, jeśli starsza kotka nie była dostatecznie uważna, to nieskoordynowany, biczowaty ogon miał szansę pacnąć ją w głowę, na szczęście bez jakiejkolwiek dotkliwej siły.
No i stał tak, rozczapierzony, wypatrując każdy krzak, z którego nagle może wyjść Łabędź. – Gdzie? Nadal go widzisz?? – Zapytał głośnym szeptem, nie odwracając się w stronę kotki.
wysoka i smukła / o przylegającej do ciała, długiej sierści / czekoladowy point: ciemna głowa (uszy i „czepek” w kształcie odwróconej litery V), plecy i części łap (na przednich łapach czekoladowa barwa kończy się nieco poniżej łokci; na lewej tylnej nachodzi na udo; na prawej tylnej sięga przed palce) / bladobłękitne oczy
spokojna / cicha / zrównoważona / niezależna / ciekawa otaczającego ją świata, choć podatna na nudę
Feniks [P]
Reakcja przewyższa moje najśmielsze oczekiwania, chyba ktoś tutaj nie jest zachwycony wizją spotkania Łabędziej Gwiazdy. W takim razie jest nas dwójka, też wolałabym się na niego nie natknąć. Tyle że z naszej dwójki tylko ja wiem, że na ten moment nam to nie grozi. Dźwięk dochodzący z (prawdopodobnie) karku Rzeczniaka, którego nagły skręt przyprawia mnie o skojarzenia rodem z polowania, rozprasza mnie wystarczająco, bym nie zdołała uniknąć następującego po nim pacnięcia ogonem w czoło. Odruchowo mrużę oczy.
Nawet gdybym nie wiedziała, że to blef, nie wpadłabym w taką panikę.
Ale najważniejsze, że osiągnęłam swój cel, i po stracie cennego uderzenia serca już bez wahania zatapiam kły w łuskowatym ciele ryby. Odgryzam solidny kęs (zwłaszcza biorąc pod uwagę nieimponujące wymiary piszczki) i naprędce przełykam. Oblizuję pysk. To zdecydowanie nie najlepsza ryba, jaką w życiu jadłam.
W zasadzie żałuję, że nie wyplułam.
– Musiało mi się przewidzieć – ze spokojem udzielam odpowiedzi. – To pewnie od tego ciągłego gapienia się w wodę. Twoja kolej.
To mówiąc, wycofuję się nieco, żeby zrobić mu miejsce przy, uch, posiłku.
【EVERYDAYISEXACTLYTHESAME】 – there is [no love] here and there is [no pain] –
┍━━━━━━━━ » • » ☾ « • « ━━━┑ I believe I canseethe future 'Cause I [repeat] the sameroutine I think. I used to have [a voice]
Now I .n e v e r.make a sound ┕━━━ » • » ☾ « • « ━━━━━━━━┙ sometimes i think. i'm happy here . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . sometimes, yet i stillpretend
↻ I can't rememberh o w this got started ↺
╰┈➤ Oh,but I can tell. you [exactly how] it will end
Pokryty niebieskawym, krótkim futrem, Wilczomlecz nie jest ani nadto wysoki, ani nadto niski. Komfortowo wpasowuje się w kategorię średniaka – wzrostem jak i szerokością. Większość ciała rzeczniaka pokrywają cętki, które w górnych partiach kończyn oraz przy karku przechodzą w pręgi, aby następnie ponownie przyjąć formę drobnych cętek bliżej łap. Przednie łapy, tak jak dolna część głowy, szyja i brzuch są rozjaśnione, natomiast pięty tylnych łap są przyciemnione, w kolorze cętek. Dalej warto wspomnieć jeszcze o parze ciekawskich, dociekliwych zielonych oczu z przodu oraz biczowatym ogonie z przyciemnionym koniuszkiem z tyłu.
Ciekawy świata | Nadmiernie myślący | Optymista i idealista | Zdeterminowany | Dobra pamięć |Naiwny
Przewidziało jej się? Przewidziało jej się, że widziała w krzakach Przywódcę Klanu Rzeki?? Zdarza się każdemu! Poza tym, argument który podała miał sens. Przynajmniej tak zakładał, skoro Mentorka tak to wytłumaczyła. Wychodzi na to, że akcji poszukiwawczych raczej nie ma, można odetchnąć z ulgą.
W końcu odwrócił się i spojrzał na starszą kotkę, następnie na rybę, a potem znowu na nią. Niestety nie widział jak bierze gryza, ale skoro części jazgarza już nie ma, to chyba zjadła ze smakiem? – Było dobre?? – Zapytał z uśmiechem, lecz nie czekał na odpowiedź i sam rzucił się na pozostałą część piszczki.
Po wykonaniu kilku szybkich, mało degustacyjnych chapnięć w końcu usiadł i przeżuwał, wpatrując się prosto w Mentorkę, aby spróbować wydobyć pełen smak z jazgarza. Powoli, z każdym kolejnym ciamknięciem, mina kocurka ulegała zmianom. Wpierw widniało na niej niewinne szczęście, potem skupienie, docelowo na smaku. Następnie nadeszła niepewność… konsternacja? Uniesienie jednej brwi, potem zmarszczenie obydwu. W końcu głośno przełknął, nieprzerwanie patrząc na starszą kotkę z ewidentnie pytającym spojrzeniem. – Pierwsza złapana ryba zawsze tak smakuje..? – Zapytał, bo zdecydowanie nie tego się spodziewał. Dało się ją zjeść, ale im dłużej miało się ją w pysku, tym bardziej na pierwszy plan wychodził jakiś taki niedobry, trudny do opisania smak, zdecydowanie nie rybi, albo przynajmniej nie w ten sam sposób rybi, jak ten znany mu ze stosu w Obozie.
wysoka i smukła / o przylegającej do ciała, długiej sierści / czekoladowy point: ciemna głowa (uszy i „czepek” w kształcie odwróconej litery V), plecy i części łap (na przednich łapach czekoladowa barwa kończy się nieco poniżej łokci; na lewej tylnej nachodzi na udo; na prawej tylnej sięga przed palce) / bladobłękitne oczy
spokojna / cicha / zrównoważona / niezależna / ciekawa otaczającego ją świata, choć podatna na nudę
Feniks [P]
Taktownie pozostawiam pytanie bez odpowiedzi, pozwalając mu przekonać się osobiście co do walorów smakowych rybki. Z zainteresowaniem przyglądam się, jak szarak pochyla się nad posiłkiem i prędko z nim rozprawia, nie dając sobie szansy na szybki odwrót. A później, kiedy zaczyna przeżuwać z większym rozmysłem, po jego minie zaczyna stawać się jasne, że nawet bycie Rzeczniakiem nie otępia języka do tego stopnia, by każda ryba smakowała jak najdelikatniejszy królik. Chwila, to chyba nie najlepsze porównanie. Przyganiał Wichrzak Rzeczniakowi. Dobrze, że nie wypowiedziałam go na głos.
– Może była chora – podsuwam wielkodusznie. Po odczuciach własnych bardziej skłaniam się ku temu, że jest nieświeża, ale dla spokoju ducha wolę nie podpytywać, ile takich martwych ryb wyciągnął z rzeki i czy ta była jedną z nich. Niektórych rzeczy lepiej nie wiedzieć, a ja z rzecznego stosu jeść nie będę. Co zeżarte, to zeżarte, przepadło.
– Dzięki. Powodzenia z dotaszczeniem reszty do obozu. – Żegnam się krótkim skinieniem głowy i łapię w zęby swoje dwie sztuki, ucinając tym potencjalną dalszą konwersację.
Pora wracać. I tak się zasiedziałam.
z.t.
【EVERYDAYISEXACTLYTHESAME】 – there is [no love] here and there is [no pain] –
┍━━━━━━━━ » • » ☾ « • « ━━━┑ I believe I canseethe future 'Cause I [repeat] the sameroutine I think. I used to have [a voice]
Now I .n e v e r.make a sound ┕━━━ » • » ☾ « • « ━━━━━━━━┙ sometimes i think. i'm happy here . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . sometimes, yet i stillpretend
↻ I can't rememberh o w this got started ↺
╰┈➤ Oh,but I can tell. you [exactly how] it will end
Pokryty niebieskawym, krótkim futrem, Wilczomlecz nie jest ani nadto wysoki, ani nadto niski. Komfortowo wpasowuje się w kategorię średniaka – wzrostem jak i szerokością. Większość ciała rzeczniaka pokrywają cętki, które w górnych partiach kończyn oraz przy karku przechodzą w pręgi, aby następnie ponownie przyjąć formę drobnych cętek bliżej łap. Przednie łapy, tak jak dolna część głowy, szyja i brzuch są rozjaśnione, natomiast pięty tylnych łap są przyciemnione, w kolorze cętek. Dalej warto wspomnieć jeszcze o parze ciekawskich, dociekliwych zielonych oczu z przodu oraz biczowatym ogonie z przyciemnionym koniuszkiem z tyłu.
Ciekawy świata | Nadmiernie myślący | Optymista i idealista | Zdeterminowany | Dobra pamięć |Naiwny
– Ryby też mogą być chore? – Znaczy się, to nie tak że nigdy by na to nie wpadł, jak najbardziej miało sens, ale nigdy nie poświęcił temu żadnej myśli! Trochę głupio, pierwsza wyłowiona rybka i akurat chora, ale w sumie i tak już została zjedzona. Ważne, że udało się ją wyłowić.
Lekko westchnął, gdy Mentorka zaczęła szybko się zbierać. Nie miał jednak możliwości na protest – po pierwsze już i tak raz ją zatrzymał, po drugie zdecydowanie musiał wrócić do Srebrzystego Jeziora i dać znak życia. Pozostało się więc pożegnać. – Dziękuję! Do zobaczenia!! – Krzyknął w jej stronę, mimo tego że nie zdążyła jeszcze odejść na tyle daleko, by uzasadnić podniesiony głos. Szła w przeciwnym kierunku, co tylko utwierdziło go w przekonaniu, że miał do czynienia z członkinią innego klanu, ciekawe!
Logistyka przetransportowania ryb uderzyła go w momencie, gdy spojrzał się na swój stosik. Postanowił wziąć najmniejszą piszczkę w pysk i poszukać Srebrzystego Jeziora, z nadzieją że pozostałe ryby nie zostaną od razu przez coś skradzione. Operacja zakończyła się sukcesem, chociaż nigdy jeszcze nie widział rodzica tak wkurzonego… Koniec końców przeżył krótką, aczkolwiek treściwą, reprymendę i wspólnie z wojownikami udało się zebrać pozostałe zdobycze. Dalej została już tylko droga do Obozu, triumfalne dostarczenie ryb i wewnętrzne lamentowanie, że raczej nie jest to historia, którą będzie mógł w pełni podzielić się z Łabędziem czy Nocnym Szkwałem.
I tak właśnie minął jakże bogaty w doświadczenia dzień. Nocą, rozwalony w Zrośniętych Drzewach, młodziutki terminator wspominał sobie uczucie złowienia pierwszej ryby, to jak dziwną paletą doświadczeń było wgryzienie się w wierzgającego lina, a także masę lekcji, jakie otrzymał od tajemniczej starszej kotki. Pochłonięty przyjemnymi myślami zamykał już oczy, szykując się do snu…
Aż nagle wytrzeszczył je do granic możliwości, gdy zdał sobie z czegoś sprawę.
NIE SPYTAŁ MENTORKI O IMIĘ, JAK ON JĄ TERAZ ZNAJDZIE?!
Czy to kolejny test??
Zgodnie z tym, na co się umawiały, Wierzbownica udała się nad Grzmiącą Rzekę, gdy tylko zapadł zmierzch a kurz po zebraniu opadł. Celowo wybrała to miejsce. Chciała porozmawiać ze Słoną Łapą sam na sam. Obecna sytuacja zmuszała je do współpracy, która byłaby samym miodem, gdyby nie to wszystko co zaszło. Wierzb nie wiedziała, jak zareaguje albinoska i czy żywi do niej nienawiść. Będzie jednak musiała obdarzyć ją dozą zaufania, bo nie miała zamiaru narażać Klanu Rzeki, a Słona Łapa miała wiedzę, która była na wagę złota, nawet jeśli niewielka. Kocica...wydawała się być inna niż Poeta. Chyba nie byłaby zdolna ich wszystkich potruć. No cóż, czas pokaże. Oby tylko to, co Wierzb przemyślała przyjęła spokojnie. Gdy tylko dostrzegła znajomą sylwetkę, skinęła jej głową. - Słona Łapo. - przywitała się.
Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Mimo głębokiego zmęczenia i tak nie mogłabym zasnąć. Próbowałam się chociaż zdrzemnąć po wszystkim, po rozmowie z Nocną Gwiazdą, ale nie byłam w stanie–z mijającym czasem zaś zaczęło być ryzyko, że mogłam przespać wyznaczoną porę. Doceniałam, że miał to być wieczór, ale nie byłam pewna intencji Wierzbownicowej Łapy. Poeta mówił o niej pod wpływem emocji, by zranić. Był celowo okrutny. Jednak ona w swoich słowach nie wydawała się mieć mi za złe, że stałam obok niego; była skłonna zaakceptować moją pomoc, z moją mierną wiedzą.
Nie zmieniało to faktu, że nie znałam jej. Nie byłam pewna czy miałam z nią przedtem jakikolwiek kontakt. Mój wzrok był dość słaby, przez co kocie sylwetki miały tendencje do zlewania się ze sobą, a nawet gdy podeszła do mnie bliżej, nie miałam głowy by się jej przyjrzeć, skupić na niej.
Pogrążona w niepewności siedziałam przy rozlanym brzegu Grzmiacej Rzeki, obserwując subtelne, świetlne refleksy igrające na tafli wody mimo późnej pory. Wreszcie do moich uszu dotarły kocie kroki. Podniosłam się powoli i odwróciłam mordkę ku nadchodzącej kotce. Jeśli nie z wygladu lub zapachu, to chociaż po głosie byłam w stanie ją rozpoznać. Spróbowałam wysilić się na uśmiech, ale w praktyce bliżej mu było do zmęczonego, zrezygnowanego grymasu. Prawdę mówiąc niezbyt miałam w tej chwili ochotę rozmawiać... ale zrobiłam to samo Nocnej Gwieździe, więc nie miałam prawa narzekać.
— W- witaj, Wierzbownicowa Łapo — odparłam cicho. — O- o czym chciałaś p- porozmawiać? — Spodziewałam się, że mogło to dotyczyć tego co wiedziałam o medykamentach i leczeniu, ale i tak wolałam najpierw zapytać.
x
x x ✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧xxxxxxxxxxxxxxxxxxx
I want to spinsomethingoutofnothing lead to gold, spring from winter storyfrommotedsky
I wanna help mother upanorchard fromaseedup through sapling
the way theyencourageone another
to push high, touch the sunlight againsttheirtenderleaves
Ponownie objęła wzrokiem kocicę, i przekonanie, że ta kotka nie byłaby w stanie nikogo skrzywdzić wzrosło w niej. Siedziała przed nią krucha, wątła terminatorka, o cichym i niepewnym głosie. A jednak... była krewną z Poetą, a jej charakter mógł sprawiać że była podatna na wpływy..
Okropna sytuacja. Tak naprawdę to Słona Łapa była tu ofiarą. Ofiarą złudzeń i manipulacji jakie dał jej Poeta, ofiarą własnego położenia i złamanego serca. Ona też chciała być terminatorką medyka, ba nawet miała już pewną wiedzę. I w tym miała nad nią przewagę. Mimo, że to Wierzb trzymała lecznicę na to uderzenie serca potrzebowała wiedzy albinoski. Nie mogła jej w pełni zaufać, ale czy i Słona Łapa mogła zaufać jej? Nie znały się praktycznie, ponadto nasłuchała się o Wierzbownicy okropnych rzeczy na zebraniu, mimo iż były to kłamstwa. Ale ona miała pełne prawo ufać krewnemu... Jakikolwiek by nie był, był jej tu jedyną rodziną. Wierzbownica mogła sobie pomstować na Poetę, ale Noc i Sól byli w innej sytuacji. Byli z nim związani. I zostali brutalnie zdradzeni. W duchu kremowofutra westchnęła. Mimo że biała kotka była od niej nieco starsza, Wierzb miała nieodparte odczucie, że to ona tutaj musi być tą która nad wszystkim zapanuje. Bynajmniej nie tylko z powodu jej nowej roli. I nie był to w żadnym winy białofutrej, Wierzb z natury była flegmatyczna i stoicka, no i przede wszystkim, to nie jej krewnego wyrzucili z Klanu. -Chciałabym z Tobą porozmawiać, najpierw jak chodzi o..... składzik. - przeszła w końcu wprost do celu, jak to ona. -Poecie nie ufam za grosz, ale tobie muszę zaufać. Z nas dwóch to ty masz większą wiedzę medyczną, no i koniec końców zostałaś tutaj. Nie mogłabym sobie pozwolić, by Klanowi coś się stało, dlatego.... muszę wiedzieć, czy to prawda co Poeta mówił o zatruciu ziół. - zaczęła, bo ta sprawa nękała ją ogromnie. Co innego miała zrobić, jak szczerze zapytać o to Sól, nawet jeśli była tym, kim była?
Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Nie mogłam nie docenić bezpośredniości młodszej kotki; nie miałabym energii skakać wokół tematu. Obie zostałyśmy postawione w niekomfortowej pozycji, którą musiałyśmy teraz rozwiązać między sobą. Nie byłam w stanie winić za to ani Poety, ani Nocnej Gwiazdy–był to zwyczajnie przykry zbieg okoliczności. Stłumiłam ciężkie westchnienie. Wzrok wbiłam na moment w ziemię pod moimi łapami, ale po paru sekundach powróciłam nim w okolice jasnej mordki Wierzbownicowej Łapy. Odruchowo przechyliłam głowę nieco na bok, by moje oczy nie drżały nadmiernie.
— W- w Składziku nie ma trucizn. Nie było o- od kiedy tu jestem. Poeta... nigdy ich nie zbierał — powiedziałam–mój ton był nieco zrezygnowany, ale szczery. — Wiem jak wyglądają i pachną t- trucizny. I pomagałam m- mu układać zioła w Składziku. Po wszystkim... p- poszłam sprawdzić, ale... — Przygryzłam na moment dolną wargę. — O- on tylko próbował was nastraszyć.
Nocna Gwiazda doszedł do tego samego wniosku.
x
x x ✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧xxxxxxxxxxxxxxxxxxx
I want to spinsomethingoutofnothing lead to gold, spring from winter storyfrommotedsky
I wanna help mother upanorchard fromaseedup through sapling
the way theyencourageone another
to push high, touch the sunlight againsttheirtenderleaves
Uważnie przypatrywała się reakcji kotki. Brzmiała na zrezygnowaną, zmęczoną. Ale Wierzbownica musiała ją o to zapytać, sprawa była zbyt poważna. Zastrzygła uchem, słuchając pierwszej części wypowiedzi. Nie była z początku przekonana, może i Poeta nigdy ich nie zbierał, ale mógł zatruć zioła przed tym wszystkim co się wydarzyło. Jednak druga część wypowiedzi albinoski zdecydowanie ją uspokoiła. Sprawdziła zioła po zebraniu. Biała kotka brzmiała szczerze, i Wierzb czuła, że miło wszystko jej ufa. W istocie, Poeta chciał ich z pewnością nastraszyć, zresztą widać było jak dał się ponieść emocją. I tak było to paskudne zachowanie.
Skinęła głową. - Dobrze. Dziękuję, że sprawdziłaś składzik. - miauknęła, patrząc ze spokojem na kotkę. Westchnęła lekko. Musiała przejść do kolejnego tematu. -Słona Łapo. Wiem, że masz już pewną wiedzę medyczną, i chciałabym poprosić Cię, czy mogłabyś nauczyć mnie tego, co wiesz? - zapytała. Czuła ciężar niekomfortowości tej sytuacji. Oto pytała kota który aspirował na medyka razem z nią, by nauczył jej tego co wie. Mimo iż Wierzb nie mogła jej na razie zagwarantować stałego miejsca w lecznicy. Poczuła żółć w gardle. Brzmiało to okropnie. I już nawet nie chodziło o jej osobisty brak zaufania. Postanowiła iść za ciosem, i przejść do reszty bez owijania w bawełnę. -Będę wdzięczna za twoją pomoc w lecznicy na czas mojego treningu. Po skończeniu szkolenia, wezmę na swoją terminatorkę Nakrapianą Łapę. Obiecałam to Nocnej Gwieździe już dużo wcześniej, a dzisiaj i samej Salamandrze. Będzie asystować mi w lecznicy, i przy jakiś poważniejszych przypadkach. Czy w takim razie, chciałabyś wesprzeć nas w w tym konkretnym czasie, dopóki wszystko się nie ułoży? - zapytała, czując ciężar całej tej sytuacji. Zastanawiała się czy powiedzieć coś jeszcze. Czy powiedzieć wprost, że pomoc albinoski będzie jej potrzebna tylko do czasu ukończenia przez nią szkolenia, czy wybrzmiało to jednak dostatecznie.... zrozumiałe. Doskonale wiedziała, jak ma się rzecz ze stanem i predyspozycjami Słonej Łapy. Że jest wrażliwa na światło, na temperaturę, co utrudnia jej obranie jakiejkolwiek roli w Klanie. Nawet roku medyka, bo przecież medyk musi wychodzić po zioła za dnia. Było jej ciężko. Nie chciała, by do tego doszło. Nie wykluczała zaproponowania albinosce miejsca w lecznicy później, po wyszkoleniu Salamandry, ale... jej nieufność kazała ją obserwować. Może była to też kwestia jej osobistych negatywnych odczuć co do jej relacji z wygnanym Poetą. Bo dzielenie lecznicy nigdy nie stanowiło dla niej problemu, ale czy chciała.. dzielić ją akurat z tą kotką? Wiedziała jedno. Na razie nie mogła, zarówno ze względu na jej brak zaufania jak i możliwości praktyczne. Pytanie, czy Słona Łapa to zaakceptuje?