Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Wysłuchałam Wierzbownicowej Łapy do końca, nim otworzyłam mordkę. Widziałam, że nie było jej łatwo. Musiała sama mieć w tej chwili wiele wewnętrznych konfliktów. Poeta... potraktował ją okrutnie. Nie miałam wątpliwości, że–mimo zaufania, którym była zmuszona mnie obdarzyć–przynajmniej część jej patrzyła na mnie przez pryzmat starszego kocura. I choć moja własna drobna część chciałaby to zrzucić na moje pochodzenie, na to, że nie należę tutaj... Ceremonia i Zebranie, a także rozmowa z Nocną Gwiazdą pokazały mi, że nie o to chodziło. Chciałam wierzyć, że nie o to chodziło. Tym razem uśmiech przyszedł mi łatwiej, a z mojego zmęczonego spojrzenia biła wyrozumiałość. Może naprawdę nie byłam tak słaba, jak myślałam; może byłam w stanie się nie rozpaść.
A może to tylko czucie się potrzebną sprawiło, że wciąż trzymałam się na łapach mimo tego wszystkiego. Nawet jeśli ta odpowiedzialność napawała mnie lękiem, że nie podołam. Nie byłabym jednak w stanie żyć ze sobą, gdybym tylko stanęła biernie na boku, mimo świadomości że byłam na ten moment jedynym kotem w Klanie zdolnym jakoś pomóc.
— W- w porządku — odparłam. — Pomogę n- na ile jestem w stanie. Nie jest to dużo... a- ale Klan Rzeki wiele d- dla mnie zrobił. — Co będzie potem, to nie miało znaczenia.
x
x x ✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧xxxxxxxxxxxxxxxxxxx
I want to spinsomethingoutofnothing lead to gold, spring from winter storyfrommotedsky
I wanna help mother upanorchard fromaseedup through sapling
the way theyencourageone another
to push high, touch the sunlight againsttheirtenderleaves
Odpowiedź kotki nie była zbyt szczegółowa, ale chyba.. chyba doszły do porozumienia. Wierzb zauważyła, że po raz kolejny kotka w jej oczach wydała się łagodna i... dobroduszna. Jedno jest pewne z jej obawy o to, że ta może komuś zaszkodzić, rozwiały się praktycznie bezpowrotnie. Odwzajemniła uśmiech. -Dziękuję, Słona Łapo. - powiedziała, lekko skinając głową. Chyba dogadały już wszystko, z rzeczy tych przyziemnych. - Jestem gotowa na naukę w każdej chwili. - dodała, po czym pomyślała, że chciałaby poruszyć jeszcze jedną kwestię. -.......... Przepraszam, że tak wyszło. -Miauknęła po chwili ciszy. -Ta sytuacja nigdy nie powinna się wydarzyć w taki sposób. - mówiła oczywiście o ich zderzeniu się z ambicjami. To był cholernie nieśmieszny żart od losu. Chwilę milczała. - Wiem, że Poeta był dla Ciebie ważny. Ale chciałam tylko powiedzieć, że to co o mnie mówił, to nieprawda. W życiu nie poszłabym po trupach do celu. - powiedziała w końcu. Spojrzała na kotkę raz jeszcze. Chyba powinna starać się jednak nie widzieć w niej osoby jej wuja. Jakkolwiek ciężkie by to nie było, teraz musieli sobie ufać. A Słona Łapa na koniec dnia, wybrała jednak Klan Rzeki.
Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Zrozumiałe, że chciała nauczyć się jak najszybciej. Niestety, ja w tej chwili zwyczajnie nie miałam siły. Na jej przeprosiny zwyczajnie kiwnęłam głową.
— Nie masz z- za co przepraszać — odparłam. — I... nie m- musisz się tłumaczyć. S- słowa Poety były celowo okrutne i wywołane jego... l- lękami. I może n- naprawdę w nie wierzył... a może chciał cię t- tylko zranić. Ale j- jego opinia nie dyktuje prawdy.
Nie sądziłam, by Poeta znał Wierzbownicową Łapę na tyle, by racjonalnie i logicznie wyciągnąć ten wniosek. Wiedziałam, że nie chciał Terminatora. Nietrudno mi samej było wyciągnąć wniosek, że nie próbował jej poznać.
Westchnęłam cicho, prawdopodobnie po raz setny tego dnia.
— P- powiem ci co wiem... ale nie dzisiaj. P- potrzebuję... — przygryzłam na moment dolną wargę — ... p- przemyśleć wiele rzeczy. Odpocząć — powiedziałam przepraszającym tonem.
x
x x ✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧xxxxxxxxxxxxxxxxxxx
I want to spinsomethingoutofnothing lead to gold, spring from winter storyfrommotedsky
I wanna help mother upanorchard fromaseedup through sapling
the way theyencourageone another
to push high, touch the sunlight againsttheirtenderleaves
Zastrzygła uchem, kierując spojrzenie złocistych ślepi na kotkę. Skłamałaby gdyby powiedziała, że jej nie zdziwiły. Po chwili kiwnęła głową. Może nie spodziewała się po kotce bycia tak okrutną jak Poeta, ale jej słowa i tak zaskoczyły ją... w pozytywny sposób. Że albinoska mimo żalu i bólu, który szargał nią, spojrzy na sytuację w tak obiektywny sposób. Wierzb nie była dobra w wyrażaniu emocji, ale w spojrzeniu jakim obdarzyła Słoną Łapę widać było cichą wdzięczność.
Obawiała się tej rozmowy. Obawiała się, jak zareaguje białofutra kotka, obawiała się wielu rzeczy z nią związanych. A teraz... teraz okazało się, że może niepotrzebnie?
Nie spodziewała się kolejnych słów z pyska Słonej. W zdziwieniu drgnęła ogonem. Powie... co wie? Przez jej grzbiet przeszedł niedostrzegalny dreszcz. Czy tajemnice sięgały jeszcze głębiej, niż im się wszystkim wydawało? Oczywiście że była ciekawa już teraz. Jednak nie zamierzała naciskać. Zebranie było ciężkie dla wszystkich.. dla Soli tym bardziej. Kiwnęła głową. - W porządku. W takim razie, myślę, że powinnyśmy już wracać. - miauknęła miękko. Następnie delikatnym gestem przy barku kotki zachęciła ją do powrotu do obozu, gdzie mogła odespać całą sytuację.
(jeśli zgodziła się i poszły z powrotem do domu):
Gdy wracały, Wierzb pogrążona była w myślach. Słowa kotki wywarły w niej kolejną falę obaw, ale.... tym zajmą się później.
Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Najchętniej zostałabym tutaj jeszcze trochę, ale nie chciałam zbywać oferty młodszej kotki, dlatego kiwnęłam głową twierdząco. Mówienie o Poecie w taki sposób było... trudne i bolesne. Nawet po tym wszystkim co zrobił i powiedział na Zebraniu, wciąż był dla mnie rodziną. Nie byłam w stanie porzucić moich uczuć względem niego i wdzięczności, którą czułam, po wszystkim co dla mnie zrobił. Nie byłam już jednak tak młoda i naiwna, by dać się kontrolować wewnętrznemu dysonansowi. Widziałam też, że nie miał racji, że jego lęki i paranoje były tylko tym–lękiem i paranoją. Widziałam to w tym, jak nikt nie kwestionował mojego miejsca w Klanie; jak Nocna Gwiazda okazał mi zaufanie, by pomóc, a także wyrozumiałość względem mojej kondycji.
Nie odtrąciłam gestu, zamiast tego ruszając obok Wierzbownicowej Łapy, pogrążowa we własnej głowie.
zt.
x
x x ✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧xxxxxxxxxxxxxxxxxxx
I want to spinsomethingoutofnothing lead to gold, spring from winter storyfrommotedsky
I wanna help mother upanorchard fromaseedup through sapling
the way theyencourageone another
to push high, touch the sunlight againsttheirtenderleaves
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
***
Poprosił Nadpływającą Ławicę żeby raz na kilka dni ustawiała im samotny patrol tylko we dwójkę. Dzięki temu mieli więcej okazji do spędzania razem czasu, oprócz okazjonalnego dzielenia języków w porze obiadowej. Nie byli ze sobą blisko wcześniej, więc musieli to nadrobić teraz, w miarę możliwości jak najszybciej, stąd też taka, mogłoby się wydawać, dziwna prośba. Przeważnie nie rozmawiali o niczym konkretnym, jednak tym razem wiedział, że Zastępczyni chciała pogadać o czymś konkretnym.
- Coś się stało? Wyglądasz, jakby coś cię trapiło. - zaczął niepewnie, nie będąc do końca pewnym co siedziało w głowie kocicy. Widział, że była zamyślona, ale czy było to zamyślenie pozytywne czy negatywne, cóż, ciężko stwierdzić.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Księżyce: 36 Mistrz: Ogniste Serce [*] Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Rodzic: Srebrzyste Jezioro [NPC] Trwałe urazy: ślepota na prawe oko (odjęte 2zr)
ŚLEPA NA PRAWE OKO (zachodzi mgłą). Cętkowany niebieski lynx point, krótkowłosa i wysoka kreatura o atletycznej budowie. Pysk standardowy. Końcówka ogona biała.
ciekawska || zna umiar w rozmowie || bardzo zaufana, trzyma sekrety i tajemnice dla siebie, jak również tematy ogólnie wydające jej się dość prywatnymi sprawami tylko dla jej ucha || ambitna || dostosowuje się do swojego rozmówcy, jeżeli uważa to za przydatne || łączy w sobie mieszankę dobroci i egoizmu, jak zwyczajna istota, więc w zależności od sytuacji może być super miła lub nieprzyjemna
Jeden z kolejnych wspólnych patroli z Nocną Gwiazdą miał być inny. Do tej pory były to zwykłe przechadzki, a dziś... dziś wiedziała, że chce poruszyć coś konkretnego i najwyraźniej było po niej widać, że nie miała zbyt spokojnej głowy. Wzięła głęboki wdech i wypuściła go chwilę potem. - Trapi. Chcę o czymś porozmawiać. I trochę się stresuję jak to przyjmiesz. - Powiedziała szczerze, spoglądając co jakiś czas na kocura i co jakiś czas przed siebie, żeby się nie wywalić, bo z jednym okiem - choć już tyle czasu minęło - było jednak ciężej.
★ Otuliły mnie do snu ★
★ stare jak ten świat ★
☆ historie, w których Ogień zgasł ☆
★ . . . ciemno, burza, strach. . . ★
★ Oj dziewczyno ☆
★ Zaraz przeminą ☆
★ . . . Wszystkie gorsze dni . . .☆
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
- Tak długo jak nie planujesz mi powiedzieć że odchodzisz z klanu albo mam znaleźć innego Zastępcę to będzie dobrze. Zostałem dziadkiem przed czterdziestką, jestem w stanie przyjąć i zrozumieć wiele, zaufaj mi. - powiedział spokojnie, czując niepokój. Nie miał bladego pojęcia o czym mogła porozmawiać Nadpływająca Ławica, ale skoro nie była pewna jak Przywódca to przyjmie i się tym stresowała, to nie mogło to być nic dobrego. Może nie chciała jednak pełnić tej funkcji? Może chodziło o jej siostrę? A może o coś jeszcze innego, dużo gorszego od tego, o czym myślał? Nie dawał tego po sobie poznać, nauczony doświadczeniem ale oh, przodkowie, gdyby miał gacie to byłyby pełne.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Księżyce: 36 Mistrz: Ogniste Serce [*] Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Rodzic: Srebrzyste Jezioro [NPC] Trwałe urazy: ślepota na prawe oko (odjęte 2zr)
ŚLEPA NA PRAWE OKO (zachodzi mgłą). Cętkowany niebieski lynx point, krótkowłosa i wysoka kreatura o atletycznej budowie. Pysk standardowy. Końcówka ogona biała.
ciekawska || zna umiar w rozmowie || bardzo zaufana, trzyma sekrety i tajemnice dla siebie, jak również tematy ogólnie wydające jej się dość prywatnymi sprawami tylko dla jej ucha || ambitna || dostosowuje się do swojego rozmówcy, jeżeli uważa to za przydatne || łączy w sobie mieszankę dobroci i egoizmu, jak zwyczajna istota, więc w zależności od sytuacji może być super miła lub nieprzyjemna
Całe szczęście odpowiedział jej dość luźno, na co kotka uśmiechnęła się mimowolnie. Dobrze, że starszy kocur potrafił podejść do pewnych rzeczy z luzem i wprowadzić miłą atmosferę, bo inaczej mógłby uchodzić za trudnego, surowego, ciężkiego. A tego z pewnością nie chciał. O ile się nie myliła, to na pewno wolał być zapamiętany jak Łabędzia Gwiazda, a nie Psia Gwiazda. - Dopóki sam mnie nie zdegradujesz, to nic się nie zmieni. - Odpowiedziała spokojnie z chichotem.
Uspokoiła go jednak, ale zostawiła uśmiech, który jednak z każdym kolejnym zdaniem miał znikać. - Więc... jest pewien klanowy kot, z Klanu Cienia, który nie czuje się dobrze w swoim klanie. Jego ojciec umarł, matka udaje, jakby nie istniał, z rodzeństwem się nie dogaduje - tym, które zostało, bo część już zaginęła. Nie dostaje terminatorów, choć jednego już wytrenował, ale jest pomijany na ceremoniach. Przestrzegł przywódczynię i zastępczynię przed zagrożeniem, którym jest gang, a one podobno podeszły do tego tak, jakby nie mówił nic istotnego i temat ucichł tak szybko, jak się pojawił. - Czy zaczęła dobrze? Pewnie nie. Ale czy był dobry sposób na zaczęcie tej rozmowy? - Spotykam się z nim od jakiegoś czasu. Jest zwykłym, normalnym kotem, ale widzę jak bardzo nie odnajduje się w swoim klanie, nie ma tam nikogo bliskiego i radość sprawiają mu jedynie spotkania ze mną. - Zastrzygła uchem. - Wiem, że Wyjąca Wilczyca nie jest z klanu rzeki... a tak dobrze się tu odnalazła... - Stanęła w miejscu. - Byłbyś skory poznać tego kota? Gdyby... gdybyś nie miał nic przeciwko... mógłby do nas... może dołączyć. Oczywiście po twojej rozmowie z nim. - Końcówkę powiedziała z większą niepewnością. - Przy okazji dowiedziałam się kilku istotnych faktów o gangu, między innymi o tym kto nimi przewodzi. Dowiedziałam się jak ma na imię kocica, która ostrzegła gang, że idziesz do nich na osiedle. Ale nie chcę mieszać tych dwóch tematów teraz... chodzi mi tylko o to, że był gotowy podzielić się tymi informacjami z kotem z innego klanu, nie patrząc jak egocentryk na własny... niemniej - on ostrzegał swój klan, ale nic mu z tego nie przyszło. Więc postanowił ostrzec mnie - bo klany powinny sobie pomagać w takich sytuacjach. Klan Rzeki powiedział innym o zagrożeniu! Dziwi mnie, że inne klany - o ile coś wiedzą, jak Klan Cienia - tego nie robią. Choćby w ramach upewnienia się, że zagrożenie w ogóle istnieje. - Skrzywiła pyszczek. Teraz to wyglądało jak niekompetencja ich gwiazdy... ale może tak właśnie było? - A--ale teraz bardziej zależy mi na temacie Strusiego Stada. Tak ma na imię. - Mruknęła i patrzyła Nocnej Gwieździe w oczy. Starała się nie wyglądać na przerażoną i małą, choć tak właśnie się czuła.
★ Otuliły mnie do snu ★
★ stare jak ten świat ★
☆ historie, w których Ogień zgasł ☆
★ . . . ciemno, burza, strach. . . ★
★ Oj dziewczyno ☆
★ Zaraz przeminą ☆
★ . . . Wszystkie gorsze dni . . .☆
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
Słuchał jej uważnie i starał się przy tym nie marszczyć brwi. Chyba wolałby, żeby powiedziała mu, że nie czuje się dobrze jako Zastępca, bo byłby w stanie jakąś od tego odwieźć. Zamiast tego chodziło o coś dużo gorszego. O coś, czego Noc się obawiał. Wiedział, że niełatwo będzie odmówić. Informacje o bierności klanu Cienia wobec sytuacji z samotnikami również były niepokojące, jednak tym mogą martwić się za moment, gdy do tego przejdą. Teraz chodziło tego całego Strusie Gniazdo.
Westchnął cicho, również patrząc swojej Zastępczyni w oczy.
- Nie można tak po prostu przyjąć Wojownika z innego klanu. Rozumiem, że jest mu tam ciężko, to przykre, zwłaszcza że ma tam rodzinę. Przysięgał jednak wierność, przysięgał chronić klan Cienia nawet kosztem własnego życia. To nie jest terminator, który jeszcze nic nie obiecywał. Jakim będę kotem, jeśli przyjmę do klanu kogoś, kto nie robi sobie nic z przysięgi? - powiedział na początek, wiedząc, że będzie musiał odnieść się też do Wilczycy. - Grzybowy Grzbiet miał ledwo dwanaście księżyców. Był jeszcze dzieckiem, które akurat skończyło trening. Oprócz tego, Topikowa Nić była w tym samym wieku i przez ich głupotę zaszła w ciążę. Chciał wziąć za to odpowiedzialność, Wężowa Gwiazda się na to zgodził. W sprawie Wilczycy nie zabierałem głosu. Łabędź podjął tę decyzję samodzielnie. Znał jednak moje stanowisko. Nie uważam, że to dobre. Pozwalać na łamanie przysięgi dla własnego widzimisię. Nie jestem jednak kotem, który powinien kogokolwiek oceniać. To nie jest moja rola. Jeśli Kozia Gwiazda zwolni go z jego przysięgi, może spróbować odnaleźć się w klanie Rzeki. Jednak jeśli i tutaj nie zazna szczęścia, nie będzie już powrotu. Przyjść tutaj może tylko raz. Musisz wiedzieć, że mi się to nie podoba i nie uważam, że tak nie powinno się robić. - powiedział, niechętnie się zgadzając. Nie było to coś, co uważał za słuszne i za najlepsze w tej sytuacji. Wiedział jednak jak postąpiłby Łabędź i choć pragnął być surowszy w tej kwestii, to nie potrafił. Nie potrafiłby znieść myśli rozczarowanego nim staruszka. Nie było jednak mowy o przejściu tak po prostu. Kozia Gwiazda musiała go osobiście zwolnić z przysięgi. Jeśli to mu nie odpowiadało, mógł próbować jako samotnik. To nie podlegało dyskusji.
- Mogę go poznać. Nie zmieni to mojej decyzji, ale krótka rozmowa nie zaszkodzi. - przyznał. Nie wiedział do końca na co ta dwójka liczyła, czy brzmiał w tej chwili surowo czy nie, był jednak zawiedziony samym sobą. Obiecał sobie, że nigdy więcej nie dopuści do takiej sytuacji, ale kiedy przyszło co do czego... po prostu nie potrafił odmówić, nawet jeśli było to niezgodne z jego wartościami. Ale było zgodne z Łabędziem.
- Powiedz mi teraz o gangu. - założył, że ta sprawa jest już rozwiązana, ale może się mylił.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Księżyce: 36 Mistrz: Ogniste Serce [*] Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Rodzic: Srebrzyste Jezioro [NPC] Trwałe urazy: ślepota na prawe oko (odjęte 2zr)
ŚLEPA NA PRAWE OKO (zachodzi mgłą). Cętkowany niebieski lynx point, krótkowłosa i wysoka kreatura o atletycznej budowie. Pysk standardowy. Końcówka ogona biała.
ciekawska || zna umiar w rozmowie || bardzo zaufana, trzyma sekrety i tajemnice dla siebie, jak również tematy ogólnie wydające jej się dość prywatnymi sprawami tylko dla jej ucha || ambitna || dostosowuje się do swojego rozmówcy, jeżeli uważa to za przydatne || łączy w sobie mieszankę dobroci i egoizmu, jak zwyczajna istota, więc w zależności od sytuacji może być super miła lub nieprzyjemna
Słuchała go i nie można powiedzieć, że nie rozumiała jego podejścia. Jego słowa były rozważne i w zasadzie takie jak przystało na przywódcę. Otworzyła nawet pyszczek w pewnym momencie, by coś wtrącić, ale zamknęła go równie szybko, jak go otworzyła. Nie chciała wchodzić mu w słowo, gdy mówił takie rzeczy, bo to była nauka też dla niej. Jak ona powinna postępować w przyszłości, co robić, jak się zachowywać. Miała w nim teraz autorytet i, tak jakby, mistrza? Tylko, że mistrza na bycie przywódcą, a nie wojownikiem. I przez połowę jego wypowiedzi, czuła, że jednak nic z tego. Będzie musiała pójść do Strusia i powiedzieć mu, że nigdy nie pójdą na wspólny patrol. A jednak. Gdy doszło do momentu, w którym kocur zaczął mówić o tym, by przywódczyni Cienia zwolniła kocura z przysięgi, Przypływ poczuła jak ziarnko nadziei znów zakwitło. Poczuła, że kocur obdarza ją niesamowitym zaufaniem i czuła, że ciężko przychodzi mu w ogóle wypowiadanie tych słów. I tak właśnie, gdy skończył mówić, Nadpływająca Ławica od razu pokiwała głową i uśmiechnęła się. - Masz rację z tą przysięgą. Nie spojrzałam na to z tej strony, ale... jest w tym sens. Cieszę się, że mogę uczyć się takich rzeczy od ciebie. - Mruknęła i na moment odwróciła wzrok. To nie tak, że chciała mu teraz lizać tyłek. Faktycznie szanowała to jak do tego podchodził. - Dziękuję więc, że dajesz jakąś możliwość Strusiowi. Jest sprawiedliwa. Przedstawię mu to tak, jak ty mi to przedstawiłeś. - Zgodziła się z jego warunkiem i taki właśnie przedstawi kocurowi. - I przepraszam, jeśli nie tego się po mnie spodziewałeś. Potrzebuję jeszcze trochę czasu, żeby zmienić podejście na bardziej... nie co mam robić jako wojownik, tylko co mam robić jako ten kot wyżej w przyszłości. Czasem emocje i to co chcemy nie pokrywa się z tym, co powinniśmy... - Poczuła się trochę źle z tym ostatnim zdaniem, które wypowiedział, bo podkreślił mocno, że nie podoba mu się taka sytuacja, a na pewno wierzył w to, że będzie trochę inna. Ona sama nie wiedziała jak by postąpiła... ale teraz najwyraźniej miała wskazaną drogę jak ma postępować. Choć jak było widać - jemu się to nie podobało, ale się zgodził. Jakiś powód musiał mieć. Z jednej strony nie do końca trzymał się tego co mówił, ale z drugiej znalazł sposób, by być bardziej w zgodzie z tym, co mogłoby się wydarzyć.
Przeszła zatem do tematu gangu. - M. Poczekaj, nawodnię gardło, bo to będzie sporo słów. - Mruknęła i zbliżyła się do małej kałuży, która została po niewielkim deszczu, jaki spotkał ich tego dnia wcześniej. - No więc. Dowiedziałam się, że kocica, która poinformowała gang o tym, że idziesz na osiedle, ma na imię Chlapiąca Czapla. Byłą wcześniej w klanie cienia ale odeszła, niby musiała spłacić u nich jakiś dług... Potem wróciła tutaj, przyznała się do tego i poprosiła, by przyjęli ją z powrotem, ale oczywiście - nie zgodzili się. Nie wiem gdzie jest teraz, ale myślę, że warto wypatrywać kogokolwiek, kto może się tak przedstawiać. Ktoś może z nią być, nie można jej ufać. Poza tym kocur, którego zabrali dwunożni i którego spotkałeś na granicy, ma na imię Alikorn. W ich grupie jest jeszcze, z tych, o których zdołałam się dowiedzieć - Odcisk, Dyrektor, Smok, Grzechotnik, zastępcą ich przywódcy jest Lucyfer, to podobno kot bez sierści. - Skrzywiła pysk. Dalej nie wyobrażała sobie czegoś takiego. - Natomiast ich faktyczny przywódca jest podobno zamknięty w "schronisku" i nie mają do niego dostępu. Jest tam niby uwięziony... ale przesyła rozkazy przez koty. Nie rozumiem tego do końca, ale po tym jak Sowia Łapa mówił o tym, że był zamknięty w klatkach w dziwnym miejscu, gdzie było sporo kotów, to to miejsce faktycznie może istnieć. Co do samego gangu... podobno ścigają zdrajców, są bezlitośni, kradną kocięta, są niebezpieczni. Podobno też trenują jak my, mają własne zioła, własny teren na osiedlu. - Podzieliła się z nim tym, czego udało jej się dowiedzieć. - Jeżeli powiedziała im jak działają klany, a Alikorn wyciągnął coś od Wiesiołkowego Pola - bo Przypływ nie wiedziała czy tak było, wiedziała jedynie o walce - to Klan Rzeki może nie być całkowicie bezpieczny. Tak samo Klan Cienia, skoro z niego pochodzi Chlapiąca Czapla. - Skończyła w końcu, dzieląc się tym co zapamiętała i liczyła, że nic nie pokręciła. Uderzyła ogonem powietrze. - Gdyby nie ona. Gdyby nie ona, Wiesiołek by tu był. - Zmarszczyła brwi.
★ Otuliły mnie do snu ★
★ stare jak ten świat ★
☆ historie, w których Ogień zgasł ☆
★ . . . ciemno, burza, strach. . . ★
★ Oj dziewczyno ☆
★ Zaraz przeminą ☆
★ . . . Wszystkie gorsze dni . . .☆