Średniej wielkości smukła i zgrabna kotka. Stanowi mieszankę obojga rodziców. Po matce dostała w spadku zgrabną sylwetkę oraz przenikliwe, piękne zielone oczy, natomiast po Głogowym Cieniu długie, lśniące czarno-białe futerko. Czerń okrywa większość jej ciała (głównie grzbiet, boki, głowę oraz ogon), ustępując bieli na prawej stronie pyszczka, szyi, piersi oraz na wszystkich czterech łapach. Również wąsy kotki są śnieżnobiałe. Ogon Świetlik jest długi i puszysty, a co ważniejsze: czysty, podobnie jak reszta ciała. Do sierści kotki nie ma prawa przylgnąć żaden kłak, liść czy paproch, ponieważ zostanie szybko unicestwiony. Świetlik dba o swój tytuł ślicznotki i czyścioszki.
Czarno-biała kotka jest ambitna, ma wysokie wymagania od życia. Lubi cyrkować i awanturować się za każdym razem jak coś pójdzie nie po jej myśli lub jej się nie spodoba. Świetlik to kotka sprytna, która próbuje sobie znaleźć silnych sojuszników w klanie, im wyżej postawionych tym lepiej, dlatego też w ich obecności będzie się zachowywać porządnie, a przynajmniej będzie się starać. Gdy wyczuje słabość i uległość będzie starała się kogoś takiego zdominować, zrobić z niego podnóżek i wyciągnąć jak najwięcej korzyści dla siebie. Jej wadą jest marudność, częste humorki i gorsze dni, które nadejdą z nawet najbardziej błahego powodu, jak choćby dlatego, że jest zbyt ciepło, zbyt zimno, zbyt słonecznie lub zbyt deszczowo. Albo nawet wietrznie, trudno powiedzieć co danego dnia nie będzie jej odpowiadać.
Nareszcie! Nareszcie powoli w ich świat zaczęła wkradać się wiosna. Czuć to było po cieplejszym wietrze oraz coraz dłuższych i bardziej słonecznych dniach. Ironicznie Świetlikowy Zagajnik wybrała późny zmierzch na porę spacerową. Rzadko wychodziła nocą z obozu, a niczego tak nie lubiła jak gwieździstego nieba. Gdzieniegdzie pojawiały się ciemne chmury, lecz nie może być przecież idealnie, prawda?
Świetliczka poprowadziła swojego partnera w kierunku rzeki. Lubiła cichy szum płynącej bez końca wody, a że od paru dni nie padało na brzegach powinno być sucho. Miała dość błota oraz rozmokłej, przyklejającej się do futra ziemi.
- Nie pamiętam kiedy ostatnio wychodziłam o takiej porze z obozu - wyznała cicho. Straciła chęci do ryzykownych wycieczek po tym co spotkało ją przy czterech dębach. Była ostrożna i nie wychodziła sama, co było jedyną widoczną pozostałością po tamtych wydarzeniach.
Wietrzna Łapa jest bardzo wysokim i eleganckim kocurem o smukłym i masywnym pysku z lekko zakrzywionym mostkiem nosa, ale też szerokich barkach oraz karku. Jego ciało otula zawsze dobrze ułożone długie futro koloru rudo-dymnego. Rozjaśnia się na pysku, szyi i brzuchu, a dodatkowo na piersi i brzuchu ma białe znaczenie, przy czym na piersi jest małe i przez to mniej widoczne, ponieważ znajduje się nad dymnym rozjaśnieniu. Znaczenie znajduje się też na wszystkich łapach pod postacią czterech, bardzo krótkich skarpetek. Wyjątkiem są jedynie dwa środkowe palce u lewej tylnej łapy, a będąc przy palcach - Wietrzny ma ich aż sześć u lewej przedniej łapy, lecz nie przeszkadza mu to w funkcjonowaniu. Jego oczy już dawno się wybarwiły i przybrały kolor brązowopomarańczowy.
Wietrzna Łapa zawsze był zapatrzony w ojca i chciał być taki, jak on. Nadal marzy o tym, by zabłysnąć w oczach starszych kotów i uparcie do tego dąży, nawet jeśli jego rówieśnicy już dawno ukończyli swoje treningi, a on sam został gdzieś z tyłu, zupełnie zapomniany. Jest spokojny i opanowany, a przy tym zawsze uprzejmy, choć zdarza mu się wycedzić jakąś złośliwość, jeśli ta okaże się na miejscu. Gdy choroba zatrzymała go w lecznicy, przemyślał swoje postępowanie i kilka ważnych w życiu spraw, uznając, że nie jest pępkiem świata i to, że zniknie na jakiś czas z klanowego życia, nic nie zmieni. Chce, aby jego obecność i nieobecność były wyczuwalne, dlatego też chce pracować i żyć dla klanu, by umacniać nie tylko go, ale także siebie.
Trzaskająca Łapa [Grom]
Nawet jeśli była noc to powietrze nie przyprawiało o ciarki. Wiatr pachniał nie tylko wilgocią, ale też bardzo specyficzną wiosną, a gdzieś w tle, od czasu do czasu, śpiewał kos. Kosy były dziwnymi ptaszyskami. Zawsze znajdowały sobie najgłupsze pory na ćwierkanie - jak nie późną noc to wczesne, nadal jeszcze czarne poranki. Zresztą to nie tylko kosy takie były. Czasami w godzinach północnych dało się słyszeć przelatujące skądś gęsi. Ptaszyska, ptaszyska. - To źle. - Odpowiedział, zadzierając głowę do góry, żeby spojrzeć na znajdującą się nad nimi Srebrną Skórkę, a zaraz potem spojrzał w dół, gdzie również były gwiazdy, tyle tylko że znajdowały się w tafli rzeki. - Noce są spokojniejsze niż dnie. Wszyscy śpią, klan nie pędzi do przodu na złamanie karku. Patrole, co prawda, często odbywają się w nerwach, ale ciężko żeby było inaczej, kiedy zawsze ktoś coś słyszy, widzi albo czuje. Paranoicy. - Pokręcił głową na boki z rozbawionym parsknięciem. Nigdy nie zapomni przerażonego spojrzenia Owocowej Gałązki, która pośrodku rzeki zobaczyła kota z Gwiezdnego Klanu i przysięgała o swoim odkryciu.
Dotknął nosem skroni partnerki, pozostawiając na niej swój ciepły oddech, kiedy kroki skierował w dół piaszczystego brzegu. Miał ochotę być bliżej wody.
Średniej wielkości smukła i zgrabna kotka. Stanowi mieszankę obojga rodziców. Po matce dostała w spadku zgrabną sylwetkę oraz przenikliwe, piękne zielone oczy, natomiast po Głogowym Cieniu długie, lśniące czarno-białe futerko. Czerń okrywa większość jej ciała (głównie grzbiet, boki, głowę oraz ogon), ustępując bieli na prawej stronie pyszczka, szyi, piersi oraz na wszystkich czterech łapach. Również wąsy kotki są śnieżnobiałe. Ogon Świetlik jest długi i puszysty, a co ważniejsze: czysty, podobnie jak reszta ciała. Do sierści kotki nie ma prawa przylgnąć żaden kłak, liść czy paproch, ponieważ zostanie szybko unicestwiony. Świetlik dba o swój tytuł ślicznotki i czyścioszki.
Czarno-biała kotka jest ambitna, ma wysokie wymagania od życia. Lubi cyrkować i awanturować się za każdym razem jak coś pójdzie nie po jej myśli lub jej się nie spodoba. Świetlik to kotka sprytna, która próbuje sobie znaleźć silnych sojuszników w klanie, im wyżej postawionych tym lepiej, dlatego też w ich obecności będzie się zachowywać porządnie, a przynajmniej będzie się starać. Gdy wyczuje słabość i uległość będzie starała się kogoś takiego zdominować, zrobić z niego podnóżek i wyciągnąć jak najwięcej korzyści dla siebie. Jej wadą jest marudność, częste humorki i gorsze dni, które nadejdą z nawet najbardziej błahego powodu, jak choćby dlatego, że jest zbyt ciepło, zbyt zimno, zbyt słonecznie lub zbyt deszczowo. Albo nawet wietrznie, trudno powiedzieć co danego dnia nie będzie jej odpowiadać.
Świetliczka nawet nie starała się interpretować ptaków i pór ich śpiewania. Zawsze sądziła, że w nocy zwijają się w kuleczke i śpią, ale większość najwyraźniej gadała tudzież śpiewała przez sen.
Wojowniczka przytaknęła pomrukiem. Musiała pozbyć się i tego kretyńskiego nawyku, tego niepotrzebnego strachu, wstydliwej pozostałości. Zacisnęła lekko zęby. Tej nocy naprawdę nie chciała myśleć o tym co najgorsze.
- Nie mam nic przeciwko nocnym patrolom u twojego boku. Powinniśmy wychodzić częściej - zaproponowała. Małymi kroczkami i pozbędzie się niechcianych obaw. U boku Wietrznego wszystko zdawało jej się łatwiejsze.
Kocica podniosła głowę i otarła się o szyję kocura, ruszając jego śladem. Nie bała się mknącej rzeki w nocy, mimo że ruszająca się czerń niejednego mogła przyprawić o dreszcze. Przynajmniej tyle.
Wietrzna Łapa jest bardzo wysokim i eleganckim kocurem o smukłym i masywnym pysku z lekko zakrzywionym mostkiem nosa, ale też szerokich barkach oraz karku. Jego ciało otula zawsze dobrze ułożone długie futro koloru rudo-dymnego. Rozjaśnia się na pysku, szyi i brzuchu, a dodatkowo na piersi i brzuchu ma białe znaczenie, przy czym na piersi jest małe i przez to mniej widoczne, ponieważ znajduje się nad dymnym rozjaśnieniu. Znaczenie znajduje się też na wszystkich łapach pod postacią czterech, bardzo krótkich skarpetek. Wyjątkiem są jedynie dwa środkowe palce u lewej tylnej łapy, a będąc przy palcach - Wietrzny ma ich aż sześć u lewej przedniej łapy, lecz nie przeszkadza mu to w funkcjonowaniu. Jego oczy już dawno się wybarwiły i przybrały kolor brązowopomarańczowy.
Wietrzna Łapa zawsze był zapatrzony w ojca i chciał być taki, jak on. Nadal marzy o tym, by zabłysnąć w oczach starszych kotów i uparcie do tego dąży, nawet jeśli jego rówieśnicy już dawno ukończyli swoje treningi, a on sam został gdzieś z tyłu, zupełnie zapomniany. Jest spokojny i opanowany, a przy tym zawsze uprzejmy, choć zdarza mu się wycedzić jakąś złośliwość, jeśli ta okaże się na miejscu. Gdy choroba zatrzymała go w lecznicy, przemyślał swoje postępowanie i kilka ważnych w życiu spraw, uznając, że nie jest pępkiem świata i to, że zniknie na jakiś czas z klanowego życia, nic nie zmieni. Chce, aby jego obecność i nieobecność były wyczuwalne, dlatego też chce pracować i żyć dla klanu, by umacniać nie tylko go, ale także siebie.
Trzaskająca Łapa [Grom]
Rudy kocur nie był nawet świadomy tych wszystkich małych strachów swojej partnerki, ale nie dawał jej również żadnych powodów do odczuwania zagrożenia. Chciał być dla niej przede wszystkim wsparciem, a przy okazji mógł robić za osobistą ochronę. Był wielki, a przy tym wszystkim również barczysty i jak twierdzą niektórzy także groźny, a to z pewnością wystarczy by odstraszyć co najmniej połowę niebezpieczeństw. W końcu które zwierzę, albo który kot, atakowałby tak sporego kocura, który nie dość że jest dorosły to jeszcze w pełni sił. - Kiedy tylko zechcesz, Świetlik. - Odpowiedział.
Ta noc i tak nie była ciemna, bo mimo czarnych chmur tu i tam to niebo było czyste, a zaraz nad ich głowami jarzył się księżyc, który rozświetlał okolicę i rzucał niczego sobie łunę na spokojną taflę wody. Wiatr z zaciekawieniem podszedł bliżej brzegu i pochylił się, patrząc w swoje własne odbicie, które teraz było ciemne i zmącone. - Patrz. - Odwrócił się na moment do partnerki. - W tafli wyglądam jak kot z Ciemnego Lasu. Zresztą! Spójrz na siebie, Ty też! - Nie mógł się powstrzymać przed rozbawionym parsknięciem, kiedy kotka już do niego dołączyła. Różnica w ich wzroście była jeszcze zabawniejsza, kiedy mogli się jej przyjrzeć w odbiciu. Przysiadł przy brzegu i zaciągnął się przyjemnym powietrzem, nasłuchując dźwięków z okolicy, ale nie wybrzmiewało nic podejrzanego. Było bardzo spokojnie. Pierwszy raz od dawna czuł wolność, bo nawet kot z klanu jest w pewnym sensie w pułapce przez okrągłą dobę, otoczony z każdej strony wieloma pyskami i głosami.
Średniej wielkości smukła i zgrabna kotka. Stanowi mieszankę obojga rodziców. Po matce dostała w spadku zgrabną sylwetkę oraz przenikliwe, piękne zielone oczy, natomiast po Głogowym Cieniu długie, lśniące czarno-białe futerko. Czerń okrywa większość jej ciała (głównie grzbiet, boki, głowę oraz ogon), ustępując bieli na prawej stronie pyszczka, szyi, piersi oraz na wszystkich czterech łapach. Również wąsy kotki są śnieżnobiałe. Ogon Świetlik jest długi i puszysty, a co ważniejsze: czysty, podobnie jak reszta ciała. Do sierści kotki nie ma prawa przylgnąć żaden kłak, liść czy paproch, ponieważ zostanie szybko unicestwiony. Świetlik dba o swój tytuł ślicznotki i czyścioszki.
Czarno-biała kotka jest ambitna, ma wysokie wymagania od życia. Lubi cyrkować i awanturować się za każdym razem jak coś pójdzie nie po jej myśli lub jej się nie spodoba. Świetlik to kotka sprytna, która próbuje sobie znaleźć silnych sojuszników w klanie, im wyżej postawionych tym lepiej, dlatego też w ich obecności będzie się zachowywać porządnie, a przynajmniej będzie się starać. Gdy wyczuje słabość i uległość będzie starała się kogoś takiego zdominować, zrobić z niego podnóżek i wyciągnąć jak najwięcej korzyści dla siebie. Jej wadą jest marudność, częste humorki i gorsze dni, które nadejdą z nawet najbardziej błahego powodu, jak choćby dlatego, że jest zbyt ciepło, zbyt zimno, zbyt słonecznie lub zbyt deszczowo. Albo nawet wietrznie, trudno powiedzieć co danego dnia nie będzie jej odpowiadać.
Świetlikowy Zagajnik nie lubiła się z czegoś takiego zwierzać. To były słabości, a ona ich nienawidziła i ukrywała je jak mogła. Walczyła z nimi. Nie pozwoli im więcej nad sobą zapanować, tak jak to było kiedyś. I istotnie, przy Wietrznym czuła się bezpiecznie. Był wielki. Był dobrze wytrenowany. Nie był już miękką kluską przyjazną dla wszystkich i wszystkiego.
- Albo gwiezdnego. Zależy jak na to spojrzeć... Rany, wyglądam przy tobie jak kociak - wymruczała, mając na myśli pojedyncze gwiazdy odbijające się na tafli, a później śmiejąc się cicho z różnicy ich wzrostu, która na odbiciu była tym wyraźniejsza. O ile sylwetka Wietrznego była ciemna, tak jej prawie nie do odróżnienia od tła. Tylko białe znaczenia wszysko niszczyły! Za to pasowały do delikatnego księżycowego blasku.
- Uwielbiam ten dźwięk - wyznała cicho, opierając się o ciepły bok swojego partnera i wpatrując się w szumiącą rzekę. Pozwoliła by to Wietrzny był czujny i pilnował czy w pobliżu nie pojawia się jakieś zagrożenie.
Wietrzna Łapa jest bardzo wysokim i eleganckim kocurem o smukłym i masywnym pysku z lekko zakrzywionym mostkiem nosa, ale też szerokich barkach oraz karku. Jego ciało otula zawsze dobrze ułożone długie futro koloru rudo-dymnego. Rozjaśnia się na pysku, szyi i brzuchu, a dodatkowo na piersi i brzuchu ma białe znaczenie, przy czym na piersi jest małe i przez to mniej widoczne, ponieważ znajduje się nad dymnym rozjaśnieniu. Znaczenie znajduje się też na wszystkich łapach pod postacią czterech, bardzo krótkich skarpetek. Wyjątkiem są jedynie dwa środkowe palce u lewej tylnej łapy, a będąc przy palcach - Wietrzny ma ich aż sześć u lewej przedniej łapy, lecz nie przeszkadza mu to w funkcjonowaniu. Jego oczy już dawno się wybarwiły i przybrały kolor brązowopomarańczowy.
Wietrzna Łapa zawsze był zapatrzony w ojca i chciał być taki, jak on. Nadal marzy o tym, by zabłysnąć w oczach starszych kotów i uparcie do tego dąży, nawet jeśli jego rówieśnicy już dawno ukończyli swoje treningi, a on sam został gdzieś z tyłu, zupełnie zapomniany. Jest spokojny i opanowany, a przy tym zawsze uprzejmy, choć zdarza mu się wycedzić jakąś złośliwość, jeśli ta okaże się na miejscu. Gdy choroba zatrzymała go w lecznicy, przemyślał swoje postępowanie i kilka ważnych w życiu spraw, uznając, że nie jest pępkiem świata i to, że zniknie na jakiś czas z klanowego życia, nic nie zmieni. Chce, aby jego obecność i nieobecność były wyczuwalne, dlatego też chce pracować i żyć dla klanu, by umacniać nie tylko go, ale także siebie.
Trzaskająca Łapa [Grom]
Zaśmiał się razem z partnerką, tyle tylko że zawczasu musiał ugryźć się w język, bo nie potrafił robić tego cicho, a swoim donośnym basem rozbudzał całą okolicę. Miała stuprocentową rację - wyglądała przy nim jak małe bobo, zupełnie tak jakby role się właśnie odwróciły. On był dorosłym mistrzem, a ona dopiero młodziutką terminatorką, która poznawała tereny będąc po raz pierwszy poza obozem pod osłoną nocy.
Gdy Świetlik się o niego oparła, on wyprostował się lekko by zrobić jej za lepsze oparcie, a zaraz potem nadstawił uszu, również wsłuchując się w przyjemny szmer przelewającej się wody, tyle tylko że nie zachwycał się nim aż tak, jak robiła to wojowniczka, nawet jeśli było w nim coś hipnotyzującego. Zamiast tego czuł się coraz bardziej rozluźniony i spokojny, dopóki nie dotarło do niego ciepło wciśniętej w jego bok partnerki. Swój gruby ogon zarzucił gdzieś na bok, zahaczając nim o jej, po czym nie musząc nawet szczególnie unosić swojego łba, oparł podbródek o czoło swojego czarno białego robaczka, dopóki nie zaczął przejeżdżać po nim językiem, grubymi wąsiskami łaskocząc jej uszy.
Średniej wielkości smukła i zgrabna kotka. Stanowi mieszankę obojga rodziców. Po matce dostała w spadku zgrabną sylwetkę oraz przenikliwe, piękne zielone oczy, natomiast po Głogowym Cieniu długie, lśniące czarno-białe futerko. Czerń okrywa większość jej ciała (głównie grzbiet, boki, głowę oraz ogon), ustępując bieli na prawej stronie pyszczka, szyi, piersi oraz na wszystkich czterech łapach. Również wąsy kotki są śnieżnobiałe. Ogon Świetlik jest długi i puszysty, a co ważniejsze: czysty, podobnie jak reszta ciała. Do sierści kotki nie ma prawa przylgnąć żaden kłak, liść czy paproch, ponieważ zostanie szybko unicestwiony. Świetlik dba o swój tytuł ślicznotki i czyścioszki.
Czarno-biała kotka jest ambitna, ma wysokie wymagania od życia. Lubi cyrkować i awanturować się za każdym razem jak coś pójdzie nie po jej myśli lub jej się nie spodoba. Świetlik to kotka sprytna, która próbuje sobie znaleźć silnych sojuszników w klanie, im wyżej postawionych tym lepiej, dlatego też w ich obecności będzie się zachowywać porządnie, a przynajmniej będzie się starać. Gdy wyczuje słabość i uległość będzie starała się kogoś takiego zdominować, zrobić z niego podnóżek i wyciągnąć jak najwięcej korzyści dla siebie. Jej wadą jest marudność, częste humorki i gorsze dni, które nadejdą z nawet najbardziej błahego powodu, jak choćby dlatego, że jest zbyt ciepło, zbyt zimno, zbyt słonecznie lub zbyt deszczowo. Albo nawet wietrznie, trudno powiedzieć co danego dnia nie będzie jej odpowiadać.
Wrzucenie ich w role mistrza i ucznia było bardzo zabawnym doświadczeniem. Wszyscy ich mylili, a wiek niczego nie zdradzał, gdyż różnica między nimi to raptem księżyc czy dwa. Zawsze czuła delikatne rozbawienie rozkazując większemu od siebie i silniejszemu, przepychając się z nim na treningach w sparingach, a nawet przy polowaniu, gdy chwaliła jego sukcesy.
Wojowniczka wpatrywała się w rzekę i odbicie gwiazd oraz księżyca. Przestała gdy poczuła szorstki język partnera. Z jej gardła znów wyrwał się tak dobrze znany gardłowy pomruk zadowolenia, gdy Świetlikowy Zagajnik lekko odwróciła głowę, ułatwiając mu tym samym robotę, a także i sobie, gdyż mogła wtulić się w jego grubą sierść i wdychać jego zapach. Również owinęła go swoim pierzastym ogonem i przymknęła szmaragdowe ślepia ciesząc się chwilą oraz ciszą.
Wietrzna Łapa jest bardzo wysokim i eleganckim kocurem o smukłym i masywnym pysku z lekko zakrzywionym mostkiem nosa, ale też szerokich barkach oraz karku. Jego ciało otula zawsze dobrze ułożone długie futro koloru rudo-dymnego. Rozjaśnia się na pysku, szyi i brzuchu, a dodatkowo na piersi i brzuchu ma białe znaczenie, przy czym na piersi jest małe i przez to mniej widoczne, ponieważ znajduje się nad dymnym rozjaśnieniu. Znaczenie znajduje się też na wszystkich łapach pod postacią czterech, bardzo krótkich skarpetek. Wyjątkiem są jedynie dwa środkowe palce u lewej tylnej łapy, a będąc przy palcach - Wietrzny ma ich aż sześć u lewej przedniej łapy, lecz nie przeszkadza mu to w funkcjonowaniu. Jego oczy już dawno się wybarwiły i przybrały kolor brązowopomarańczowy.
Wietrzna Łapa zawsze był zapatrzony w ojca i chciał być taki, jak on. Nadal marzy o tym, by zabłysnąć w oczach starszych kotów i uparcie do tego dąży, nawet jeśli jego rówieśnicy już dawno ukończyli swoje treningi, a on sam został gdzieś z tyłu, zupełnie zapomniany. Jest spokojny i opanowany, a przy tym zawsze uprzejmy, choć zdarza mu się wycedzić jakąś złośliwość, jeśli ta okaże się na miejscu. Gdy choroba zatrzymała go w lecznicy, przemyślał swoje postępowanie i kilka ważnych w życiu spraw, uznając, że nie jest pępkiem świata i to, że zniknie na jakiś czas z klanowego życia, nic nie zmieni. Chce, aby jego obecność i nieobecność były wyczuwalne, dlatego też chce pracować i żyć dla klanu, by umacniać nie tylko go, ale także siebie.
Trzaskająca Łapa [Grom]
Lubił, kiedy Świetlik mruczała. Nie był to dźwięk, który słyszało się codziennie, a od strony kotek brzmiał wyjątkowo przyjemnie i urokliwie, w przeciwieństwie do tego niskiego, kocurzego rzężenia, które przypominało stary, rozregulowany gruchot na poboczu drogi, który wykasływał swoje płuca. Fakt, że byli tu sami zachęcał go do nieco odważniejszego działania, zwłaszcza że wszędzie wokół panowała ciemność.
Odsunął się o kilka centymetrów i pochylił głowę, która znalazła się przy boku kotki, gdzieś poniżej połowy jej ciała. Naparł na nią swoim ciężarem, ale nie gwałtownie i agresywnie, tylko powoli i bardzo sugestywnie, dając jej dużo przestrzeni. Nawet jeśli Świetlik się go nie bała to wolał nie wisieć nad nią jak rozjuszony byk, gotowy do nadziania pierwszego lepszego intruza na rogi. Gdy znalazła się już na piasku, podniósł się nieco i postawił swoje łapy po obu stronach jej ciała, po chwili stykając się nosami. - Mam cię, kwiatuszku. I co teraz zrobisz? - Nie odrywał swojego pyszczka od jej, intensywnie patrząc w zielone oczy, które faktycznie przypominały jarzące się w ciemności świetliki.
Średniej wielkości smukła i zgrabna kotka. Stanowi mieszankę obojga rodziców. Po matce dostała w spadku zgrabną sylwetkę oraz przenikliwe, piękne zielone oczy, natomiast po Głogowym Cieniu długie, lśniące czarno-białe futerko. Czerń okrywa większość jej ciała (głównie grzbiet, boki, głowę oraz ogon), ustępując bieli na prawej stronie pyszczka, szyi, piersi oraz na wszystkich czterech łapach. Również wąsy kotki są śnieżnobiałe. Ogon Świetlik jest długi i puszysty, a co ważniejsze: czysty, podobnie jak reszta ciała. Do sierści kotki nie ma prawa przylgnąć żaden kłak, liść czy paproch, ponieważ zostanie szybko unicestwiony. Świetlik dba o swój tytuł ślicznotki i czyścioszki.
Czarno-biała kotka jest ambitna, ma wysokie wymagania od życia. Lubi cyrkować i awanturować się za każdym razem jak coś pójdzie nie po jej myśli lub jej się nie spodoba. Świetlik to kotka sprytna, która próbuje sobie znaleźć silnych sojuszników w klanie, im wyżej postawionych tym lepiej, dlatego też w ich obecności będzie się zachowywać porządnie, a przynajmniej będzie się starać. Gdy wyczuje słabość i uległość będzie starała się kogoś takiego zdominować, zrobić z niego podnóżek i wyciągnąć jak najwięcej korzyści dla siebie. Jej wadą jest marudność, częste humorki i gorsze dni, które nadejdą z nawet najbardziej błahego powodu, jak choćby dlatego, że jest zbyt ciepło, zbyt zimno, zbyt słonecznie lub zbyt deszczowo. Albo nawet wietrznie, trudno powiedzieć co danego dnia nie będzie jej odpowiadać.
Świetlik w pierwszym odruchu napięła się, a jej głowę zalały niechciane wspomnienia, przez które aż głośniej odetchnęła. Ostatnio gdy znalazła się w podobnej sytuacji wszystko wyglądało całkiem inaczej i odbywało się bez jej zgody. Wietrzny Wąs nie był agresywny i niczego na niej nie wymuszał. Świetliczka odetchnęła i pozwoliła mięśniom się rozluźnić. Bycza Łapa już nie miał znaczenia. Musiała o tym zapomnieć, oderwać się od przykrych wspomnień i skupić się na teraźniejszości.
Córka Głogowego Cienia nie odpowiedziała, gdyż zbyt głośno mruczała. Nie chciała psuć chwili jakimś ckliwym świergotem, a nic sensownego nie przychodziło jej do głowy. Zdecydowała się na milczenie, a zamiast słów na czyny. Przejechała językiem po jego pysku i otarła się o niego. Chwyciła zębami za skórę na szyi w prowokującym geście, ale po chwili ją puściła, by spojrzeć w jego ciemno bursztynowe ślepia.
Wietrzna Łapa jest bardzo wysokim i eleganckim kocurem o smukłym i masywnym pysku z lekko zakrzywionym mostkiem nosa, ale też szerokich barkach oraz karku. Jego ciało otula zawsze dobrze ułożone długie futro koloru rudo-dymnego. Rozjaśnia się na pysku, szyi i brzuchu, a dodatkowo na piersi i brzuchu ma białe znaczenie, przy czym na piersi jest małe i przez to mniej widoczne, ponieważ znajduje się nad dymnym rozjaśnieniu. Znaczenie znajduje się też na wszystkich łapach pod postacią czterech, bardzo krótkich skarpetek. Wyjątkiem są jedynie dwa środkowe palce u lewej tylnej łapy, a będąc przy palcach - Wietrzny ma ich aż sześć u lewej przedniej łapy, lecz nie przeszkadza mu to w funkcjonowaniu. Jego oczy już dawno się wybarwiły i przybrały kolor brązowopomarańczowy.
Wietrzna Łapa zawsze był zapatrzony w ojca i chciał być taki, jak on. Nadal marzy o tym, by zabłysnąć w oczach starszych kotów i uparcie do tego dąży, nawet jeśli jego rówieśnicy już dawno ukończyli swoje treningi, a on sam został gdzieś z tyłu, zupełnie zapomniany. Jest spokojny i opanowany, a przy tym zawsze uprzejmy, choć zdarza mu się wycedzić jakąś złośliwość, jeśli ta okaże się na miejscu. Gdy choroba zatrzymała go w lecznicy, przemyślał swoje postępowanie i kilka ważnych w życiu spraw, uznając, że nie jest pępkiem świata i to, że zniknie na jakiś czas z klanowego życia, nic nie zmieni. Chce, aby jego obecność i nieobecność były wyczuwalne, dlatego też chce pracować i żyć dla klanu, by umacniać nie tylko go, ale także siebie.
Trzaskająca Łapa [Grom]
Byłoby wspaniale, gdyby Wiatrowi udało się przegnać te wszystkie złe mary Świetliczki, żeby raz na zawsze i na dobre mogła o nich zapomnieć. Zależało mu na tym, aby partnerka mogła spokojnie spać, aby nie zrywała się przez koszmary i żeby nie czuła się zagrożona na własnym terytorium, co musiało być dla niej okropnym przeżyciem. W zasadzie to nie planował niczego szczególnego. Chciał się z nią po prostu poprzekomarzać, tak jak zazwyczaj. Sądził, że odrobina słownych sprośności i bliskości większej niż zazwyczaj nikomu nie zaszkodzi, a im tylko i wyłącznie poprawi humor, zwłaszcza że w legowisku mieli trochę za mało miejsca na beztroskie tarzanie się. Tutaj równie dobrze mogli nawzajem chlapać się wodą, zapominając o swoim wieku i obowiązkach chociażby na chwilę, ale wszystko diabli wzięli, kiedy kotka postanowiła zachowywać się w prowokacyjny sposób. Sądził, że usłyszy od niej jakiś komentarz i naprawdę na niego liczył. Liczył na to że usłyszy typowe dla wojowniczki odgryzienie się, może nawet nieco pikantne i bolesne, kłujące rudzielca w dumę, ale swoim zachowaniem zdecydowanie zbiła go z tropu. Wojownikowi zrobiło się duszno, zupełnie jakby wszędzie dookoła brakowało tlenu, kiedy mruczenie Świetlikowego Zagajnika wypełniało jego uszy i razem z tym czuł na swojej piersi delikatne wibracje. Głośno wciągnął powietrze do płuc i również przesunął językiem po jej pysku, a czując na sobie zęby musiał zacisnąć swoje. Zaczynało mu być mało, kiedy wciskał swój pysk w jej szyję, robiąc dokładnie to samo. Na zmianę ją podgryzał i wygładzał sierść językiem, przesuwając się od gardła do piersi i dalej brzucha, aż w końcu po prostu się poruszył i przepchnął ją delikatnie na bok, zamaszystym ruchem poprawiając czarne futerko jej karku oraz łebka. Zamruczał przy Świetlikowym uchu, wcisnąwszy pysk w bok jej niewielkiego łebka, nim oparł łapy stabilniej na sypkim piasku i bezmyślnie zrobił to, czego robić zdecydowanie nie powinien [...]
Średniej wielkości smukła i zgrabna kotka. Stanowi mieszankę obojga rodziców. Po matce dostała w spadku zgrabną sylwetkę oraz przenikliwe, piękne zielone oczy, natomiast po Głogowym Cieniu długie, lśniące czarno-białe futerko. Czerń okrywa większość jej ciała (głównie grzbiet, boki, głowę oraz ogon), ustępując bieli na prawej stronie pyszczka, szyi, piersi oraz na wszystkich czterech łapach. Również wąsy kotki są śnieżnobiałe. Ogon Świetlik jest długi i puszysty, a co ważniejsze: czysty, podobnie jak reszta ciała. Do sierści kotki nie ma prawa przylgnąć żaden kłak, liść czy paproch, ponieważ zostanie szybko unicestwiony. Świetlik dba o swój tytuł ślicznotki i czyścioszki.
Czarno-biała kotka jest ambitna, ma wysokie wymagania od życia. Lubi cyrkować i awanturować się za każdym razem jak coś pójdzie nie po jej myśli lub jej się nie spodoba. Świetlik to kotka sprytna, która próbuje sobie znaleźć silnych sojuszników w klanie, im wyżej postawionych tym lepiej, dlatego też w ich obecności będzie się zachowywać porządnie, a przynajmniej będzie się starać. Gdy wyczuje słabość i uległość będzie starała się kogoś takiego zdominować, zrobić z niego podnóżek i wyciągnąć jak najwięcej korzyści dla siebie. Jej wadą jest marudność, częste humorki i gorsze dni, które nadejdą z nawet najbardziej błahego powodu, jak choćby dlatego, że jest zbyt ciepło, zbyt zimno, zbyt słonecznie lub zbyt deszczowo. Albo nawet wietrznie, trudno powiedzieć co danego dnia nie będzie jej odpowiadać.
Jej też na tym zależało i ze wszystkich sił walczyła ze swoimi uprzedzeniami, lękami, jednocześnie się ich wstydząc i robiąc wszystko, by nikt inny nie mógł ich zobaczyć. Czyn Byczej Łapy ją złamał, lecz także zahartował. Po pozbieraniu się na powrót w całość stała się twardsza.
Wojowniczka oddawała się pieszczotom i sama oddawała je z nawiązką. Wbrew sprzeciwom była wciąż młoda. Jej rówieśnicy ledwie skończyli treningi lub nie; jej własna siostra była wciąż tylko terminatorką, tymczasem Świetliczka zdążyła już wypluć na świat swój pierwszy miot (co z tego, że niechciany i poczęty wbrew jej woli), zostać wojowniczką, a teraz, wszystko na to wskazywało, że się zakochać. Kocica poczuła nagle strach, który od siebie odepchnęła. Pomruk zadowolenia niespodziewanie urwał się, by zaraz się wznowić, gdy Świetlikowy Zagajnik odzyskała nad sobą kontrolę, choć jej zęby pozostały zaciśnięte. Nie będzie się bać. nie ulegnie więcej słabościom i strachowi. Od tej pory będzie funkcjonowała jak każdy inny, jak gdyby nigdy nic złego jej nie spotkało. Wyprze tamto zdarzenie z pamięci, tak jak powinna to zrobić dawno temu.
Pozwoliła Wietrznemu Wąsowi na kontynuowanie niewinnej zabawy, która zaczęła prędko przeradzać się w coś o wiele grubszego, a zrobiła to żeby sobie coś udowodnić: że potrafi. Poza tym robiła to z własnej woli i w każdej chwili mogła kocura brutalnie odepchnąć nawet jeśli to urazi jego uczucia, naruszy jego dumę i świeżo zdobyte wysokie ego. Wiedziała, iż nie będzie jej się opierać, nie będzie nalegać. Nie był Bykiem. Nigdy nim nie był i nigdy nie powinna tak na niego patrzeć.
Rozluźniła się i zadarła na moment głowę, jak gdyby chcąc na niego spojrzeć. Odpuściła sobie jednak czując jego oddech na swoim karku, a później zrobiła coś, co było jej już znane, lecz nie miała pojęcia, że może być pozytywne. /.../
Wietrzna Łapa jest bardzo wysokim i eleganckim kocurem o smukłym i masywnym pysku z lekko zakrzywionym mostkiem nosa, ale też szerokich barkach oraz karku. Jego ciało otula zawsze dobrze ułożone długie futro koloru rudo-dymnego. Rozjaśnia się na pysku, szyi i brzuchu, a dodatkowo na piersi i brzuchu ma białe znaczenie, przy czym na piersi jest małe i przez to mniej widoczne, ponieważ znajduje się nad dymnym rozjaśnieniu. Znaczenie znajduje się też na wszystkich łapach pod postacią czterech, bardzo krótkich skarpetek. Wyjątkiem są jedynie dwa środkowe palce u lewej tylnej łapy, a będąc przy palcach - Wietrzny ma ich aż sześć u lewej przedniej łapy, lecz nie przeszkadza mu to w funkcjonowaniu. Jego oczy już dawno się wybarwiły i przybrały kolor brązowopomarańczowy.
Wietrzna Łapa zawsze był zapatrzony w ojca i chciał być taki, jak on. Nadal marzy o tym, by zabłysnąć w oczach starszych kotów i uparcie do tego dąży, nawet jeśli jego rówieśnicy już dawno ukończyli swoje treningi, a on sam został gdzieś z tyłu, zupełnie zapomniany. Jest spokojny i opanowany, a przy tym zawsze uprzejmy, choć zdarza mu się wycedzić jakąś złośliwość, jeśli ta okaże się na miejscu. Gdy choroba zatrzymała go w lecznicy, przemyślał swoje postępowanie i kilka ważnych w życiu spraw, uznając, że nie jest pępkiem świata i to, że zniknie na jakiś czas z klanowego życia, nic nie zmieni. Chce, aby jego obecność i nieobecność były wyczuwalne, dlatego też chce pracować i żyć dla klanu, by umacniać nie tylko go, ale także siebie.
Trzaskająca Łapa [Grom]
Nie było to jakoś szczególnie fascynujące i zadowalające przeżycie jeśli miałby być szczery, bo już więcej przyjemności daje mu przewracanie się ze Świetliczką w mchu i układanie futer niż ta rozpusta, której właśnie się dopuścili. Uderzyło go nagle poczucie winy i miał wrażenie, że nie powinien był tego robić. Mógł się przecież opanować i znowu zmienić temat, albo całe go podgryzanie przekształcić w głupią grę, brudząc partnerkę mokrym piachem, a zamiast tego pokazał, że nadal jest niedojrzałym gnojkiem i jeszcze daleko mu brakuje do dorosłości. Ułożył jej futro na zmierzwionym grzbiecie i karku przez cały czas zastanawiając się czy nie powinien przypadkiem przeprosić, a wywiercało mu to dużą dziurę w brzuchu. - Wybacz. - Skulił uszy czując skruchę. Nie chciał jednak nagle psuć całej chwili tą swoją nagłą wątpliwością, więc gdy miał już choć trochę czystsze sumienie pomógł partnerce się podnieść. - Może miałabyś ochotę przejść się na Błyszczące Głazy? Stamtąd na pewno lepiej widać niebo. - Powiedział, ocierając się pyskiem o jej pysk.
Średniej wielkości smukła i zgrabna kotka. Stanowi mieszankę obojga rodziców. Po matce dostała w spadku zgrabną sylwetkę oraz przenikliwe, piękne zielone oczy, natomiast po Głogowym Cieniu długie, lśniące czarno-białe futerko. Czerń okrywa większość jej ciała (głównie grzbiet, boki, głowę oraz ogon), ustępując bieli na prawej stronie pyszczka, szyi, piersi oraz na wszystkich czterech łapach. Również wąsy kotki są śnieżnobiałe. Ogon Świetlik jest długi i puszysty, a co ważniejsze: czysty, podobnie jak reszta ciała. Do sierści kotki nie ma prawa przylgnąć żaden kłak, liść czy paproch, ponieważ zostanie szybko unicestwiony. Świetlik dba o swój tytuł ślicznotki i czyścioszki.
Czarno-biała kotka jest ambitna, ma wysokie wymagania od życia. Lubi cyrkować i awanturować się za każdym razem jak coś pójdzie nie po jej myśli lub jej się nie spodoba. Świetlik to kotka sprytna, która próbuje sobie znaleźć silnych sojuszników w klanie, im wyżej postawionych tym lepiej, dlatego też w ich obecności będzie się zachowywać porządnie, a przynajmniej będzie się starać. Gdy wyczuje słabość i uległość będzie starała się kogoś takiego zdominować, zrobić z niego podnóżek i wyciągnąć jak najwięcej korzyści dla siebie. Jej wadą jest marudność, częste humorki i gorsze dni, które nadejdą z nawet najbardziej błahego powodu, jak choćby dlatego, że jest zbyt ciepło, zbyt zimno, zbyt słonecznie lub zbyt deszczowo. Albo nawet wietrznie, trudno powiedzieć co danego dnia nie będzie jej odpowiadać.
Jej doznania były inne. Tym razem było to zdecydowanie przyjemniejsze i co najważniejsze robiła to z własnej woli. Nie dlatego, że ktoś ją zmusił, ale dlatego, że chciała. W nią po chwili także uderzyło poczucie winy, bo sporo tym czynem ryzykowała, lecz... może nie powinna się martwić. Miałaby wyjątkowego pecha gdyby gwiezdny klan pobłogosławiłby ją znów brzuchem, prawda? To nie musi zdarzać się absolutnie za każdym razem, gdy dwa koty będą zbyt blisko siebie.
- Nie przepraszaj - mruknęła cicho, podnosząc na niego wzrok. Skrucha jej partnera dziwnie ją poruszyła. Syn Ostowego Kolca musiał się naprawdę przejąć skoro tak zareagował. W sumie nic w tym dziwnego; znał jej historie i mógł się poczuć źle przez swoją zachłanność i rozpustę. Cóż, oboje się jej dopuścili, byli winni po równo.
- Chętnie - miauknęła melodyjnie, odwzajemniając gest z delikatnym uśmiechem, żeby dodatkowo pokazać mu, iż wszystko jest w porządku. Świetlikowy Zagajnik nie miała mu za złe tej nocy i daleko jej było do kłótni. Za nic nie chciała psuć tej nocy. Ruszyła u boku kocura we wskazane przez niego miejsce, by spędzić jeszcze trochę czasu u jego boku, wpatrując się w migoczące niebo i ciesząc się ze spokoju ofiarowanej im przez pozbawioną słońca porę.
Mistrz: Ognistopręga Płeć: kocur Matka: Jastrzębi Szpon Ojciec: Deszczowa Łapa [*] [Liściasta Łapa] Partner: Czy to jeszcze istnieje?
Wysoki jak na swój wiek, niebieski kocurek. W przyszłości jego kocięcy tłuszyk przerodzi się w mięśnie. Budową zdecydowanie bardziej przypomina nastoletnią matkę, natomiast chodem...zdecydowanie ojca. Porusza się z gracją, z lekko uniesioną wyżej głową. Wypina lekko do przodu swoją pierś. Jego futerko jest długie, puszyste, odrobinę dłuższe na kołnierzyku. Posiada białe plamy ciągnące się od pyszczka w postaci cienkiej kreseczki, po bródkę, kończąc się na kołnierzyku, który następnie zostaje rozbity na brzuchu na dwie mniejsze łatki, gdzie pomiędzy nimi znajduje się jeszcze znacznie mniejsza, plamka. Tak samo w przypadku pyska, na którym na samym jego środku widnieje malutka kropeczka. Jego uszka są rozstawione po obu stronach jego dużej okrągłej głowy. Nosek jest ciemnoszarej barwy. To wszystko dopełniają śliczne jasnożółte niczym słońce znajdujące się w zenicie ślepia, których barwa pod względem padania słońca, może się przerodzić w jasnozielone niczym jesienna trawa.
Sokół...kocurek, który skrywa wewnątrz siebie ogromnego patriotę. Klan Rzeki stawia na pierwsze miejsce, reszta klanów jest dla niego nikim. Nie liczy się. To samo tyczy się z samotnikami/pieszczoszkami, a także dodatkowo kotów pół krwi, których rodzice nie mogli powstrzymać swoich emocji i pomieszali dwie krwi różnych klanów. Na ceremoniach czy zebraniach na pewno zabierze swój głos, bo przecież musi dorzucić te swoje trzy grosze w formie sprzeciwu. Jeśli jakiś samotnik raczy pojawić się na terenie klanu, NAJWSPANIELSZEGO klanu, może się liczyć, że dostanie porządnego kopa. Oczywiście to samo tyczy się tych wszystkich innych kotów, które śmią nazywać się klanem. Jego pysk nie wyraża żadnych emocji. Rzadko, ale to bardzo rzadko się zdarza, aby uraczył cię swoim uśmiechem. To tylko jak mu się spodobasz i cię polubi. To wtedy możesz na to liczyć. Częściej jego rodzina może zastać go z lekko uniesionymi kącikami ust, szczególnie podczas wspólnej zabawy. Jeśli chodzi zaś o rodzinę. Kocha ja najmocniej jak potrafi, mimo wszystko rodzina jest dla niego bardzo ważna i nie chciałby jej stracić.
Sokole Skrzydło kończył przemierzać granice z Ziemiami Niczyimi, gdy postanowił, iż gdy dotrze do Grzmiącej Rzeki, zapoluje w niej, więc kiedy był już blisko Torfowego Rojstu, delikatnie odbił w bok, w głąb swoich terenów coby znaleźć dobre miejsce do połowu, a że z tej strony rzeki brzeg był mocno zarośnięty, musiał niemało się naszukać, aby znaleźć odpowiednie miejsce. Kiedy już takowe znalazł, ustawił się możliwie pod słońce, aby jego cień nie rzucał się w tafle wody, następnie zanurzył delikatnie łapę w wodzie, zamknął oczy, jak niegdyś radziła mu Śliwkowa Pestka i czekał w ciszy, aż coś poczuje na swej poplamionej bielą łapie, by po chwili móc wybić to coś na powierzchnie i przekonać się co też udało mu się złowić. W tym momencie przypomniało mu się jego pierwszy połów, na który wybrał się wraz z wcześniej wspomnianą czarno-białą kotką. Nie był on szczególnie udany, ale zdobył nieco doświadczenia, w szczególności, jeśli chodziło o niebezpieczeństwo raków, który jeden z nich jak Sokół dobrze wiedział, pozostawił Głogównie niewielką bliznę na jednym z biały palców.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Kocur przysiadł i wsunął białą łapę do nieco cieplejszej wody niż wtedy, jak udał się na podobne polowanie z czarno-białą wojowniczką. Przymknął oczy i czekał. Na co? Pewnie na jakąś smakowitą rybę, którą mógłby donieść na stos bądź komuś z kim chciałby się nią podzielić. Jednak...To nie ryba skubnęła jego łapę, a coś dziwnego zatrzymało się na niej i nieprzyjemnie owijało. Była to stara...plastikowa reklamówka! Czego te dwunogi nie wywalą...!