Aha. Okej. W ten sposób. Było zabić tego tchórza, najwyraźniej kontrolował pogodą i zesłał na niego ulewę. Huba parsknął zdenerwowany i faktycznie, zaczął szukać schronienia przed deszczem. Nie wróci do obozu - przeczeka to, tak.
Schował się w najbliższych, najgęstszych zaroślach. Znajdowało się pod nimi naturalne wgłębienie w ziemi, idealnie. Usiadł tam i otrzepał sierść z wody. Oby tylko szybko ten deszcz minął.
Chowanie się pod krzakiem dało mu czas na myślenie. Nie wiedział, czy to dobrze, czy źle; siedział, skulony pod krzewiną i czekał, aż burza przejdzie. Oby szybko. Jak nie, to... trudno. Uparcie poczeka tutaj do zmierzchu. Nie wróci do obozu bez choćby jednej zdobyczy, lub bez pobicia jakiegoś zwierza. Wróci do tego tchórza, tak, i go zje.
Naprawdę musiał tu czekać Gwiezdny Klan wie ile? Wyjrzał z krzaków. Jeszcze czego, tylko padało coraz bardziej. Z nudów zaczął obrywać krzew z gałązek i listków, licząc je. Niech ten deszcz przechodzi szybciej, bo znalazł mało wygodną kryjówkę. Nie po to tu przyszedł, żeby zmoknąć i zmarznąć.
Przekręcał się z boku na bok w dziurze w której się schował i... czekał, bo co mu pozostało. No to se jeszcze poczeka. Zauważył jednak, że deszcz powoli ustępował... więc może jest nadzieja? Może ta wycieczka nie spełznie na niczym? Miał nadzieję.
Była nadzieja. Faktycznie wielka burza z grzmotami okazała się jedynie zrywem wody, bo już zaraz słońce pozostało, a spadająca woda... ustała. Grzyb postawił na swoim.
Z satysfakcją wyszedł z ukrycia i otrzepał się z resztek wody w futrze. Świetnie. Oby na tej jednej przelotnej burzy się skończyło. Ruszył dalej, ignorując wilgotną ziemię która właziła mu teraz między palce.
Grzybowy Grzbiet dreptał przed siebie dłuższą chwilę. Pod deszczu było duszno, jednak zapachów było od groma. I nagle faktycznie coś wyczuł, tuż przed sobą zobaczył... odcisk łapy w błocie. Ziemia była na tyle zwilżona, że z największymi szczegółami ślad łapska się odbił. Mógł więc rozpoznać, że takie ślady mógł zostawić tylko naprawdę groźny, biały-czarny drapieżnik. I musiał przejść tędy całkiem niedawno, skoro ślad był tak bardzo świeży. Pytanie, czy chciał za nim iść w pojedynkę, czy nie będzie bezpieczniej, jak jednak odejdzie, da znać Nocnemu Szkwałowi o sytuacji. poprosi o pomoc.
Jakby był w nieco lepszym stanie emocjonalnym to może i dałby najpierw znać jakiemuś patrolowi, lub samemu Nocnemu Szkwałowi. Chciał jednak się wyżyć na czymś, a skoro znalazł trop drapieżnika... to była idealna okazja, aby się wyżyć. Zatopić w czymś większym zębiska i pazury. Rozejrzał się.
Huba myślał tylko krótką chwilę. Ślad był świeży - ruszył tropem odbitym w błocie, węsząc jak pies myśliwski.
Ślady były wręcz idealnie widoczne - wiedział, dokąd napastnik szedł jeszcze chwilę temu, wiedział jak go szukać. Mógł czuć jego zapach, jednak to odbicia łap na błocie, mokrej ziemi sprawiał, że Grzyb szedł wręcz idealnie jego śladem. Dookoła nagle zrobiło się okropnie cicho. Miał szansę zrezygnować - czy chęć wyżycia się była warta tego, by stanąć sam na sam z ogromnym przeciwnikiem?
Tak, to były świeże ślady. Zwierz przeszedł niedaleko, w trakcie tej ulewy. Nagle było cicho - to na pewno był znak, że był blisko. Czy powinien to robić? Powinien tak ryzykować? Powinien zawrócić, poinformować kogoś o śladach drapieżnika. Nie, powinien pozbyć się problemu, bronić swojego Klanu i swoich dzieci.
Nagle wyczuł także zapach krwi. Coś się działo już zaraz, już za rogiem. To przeciwnik był ranny, czy to on ranił innych? Kogoś z klanu rzeki? Nie mógł rozpoznać, intensywna woń krwi i drapieżnika przyćmiewała wszystko inne. Ale jeżeli to jakiś rzeczniak, wołałby o pomoc, prawda? Chyba... że już nie może. Co, jeśli przyszedł tu za późno, a przez ulewę nie słyszał próśb o pomoc?
Krew podrażniła jego nozdrza i to wprawiło go w tryb działania.
Nie myślał już - teraz tylko działał. Ruszył do przodu, żwawym krokiem, w kierunku, z którego czuł zapach juchy. Zaraz przyspieszył do biegu. Co tam się działo? Gwiezdny Klanie, czy kogoś... czy on kogoś zostawił samego na pastwę losu z drapieżnikiem, bo wolał się schować przed deszczem?
Oby nie. Oby na miejscu nie ujrzał krzywdzonego przez drapieżnika kota, oby nie.