Logo Artemidy
Trening Słodkiej Łapy
#1
Tak więc przyszła i pora na trening jego brata. Miał on się odbyć wieczorem, kiedy słońce będzie zachodzić. Ciemne chmury jeszcze nie przeszły i dalej pozostawiały w Węgorzu niepewność. Kiedy ten deszcz spadnie? Nie wiedział. Tak więc wolał czasu nie tracić. Z ogromną blizną na mordce, wyszedł z legowiska wojowników, gdzie to postanowił sobie coś zjeść. A jego posiłkiem była mała nornica, którą to się już najadł. Spojrzał w niebo, modląc się w duchu, aby jeśli już miało padać, to aby było to po treningu Słodkiego. Westchnął cicho, nim nie skierował się w kierunku wyjścia z obozu, gdzie to spotkał... Zaćmiony Księżyc, jego mamę. Chwilę rozmawiali, po czym wojowniczka poszła w stronę Lodowej Skóry, któremu to Węgorz kiwnął głową na powitanie. No to teraz tylko czekać na terminatora. W sumie to... nie siadał. Skoro i tak musieli wyjść na Wyjące Wzgórza, to nie miało to mniejszego sensu.
LVL 4 10 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
#2
Słodki, a właściwie Słodka Łapa podniósł swój zad z ziemi i szybko zaczął wylizywać swoje futerko, uważnie obserwując zachodzące słońce. Nadszedł już czas na jego trening i faktem tym był niesamowicie uradowany, zwłaszcza, że szkolenie miał poprowadzić Węgorz, jego starszy brat. Nie kryjąc radości wyfrunął z legowiska i podreptał w stronę swojego mistrza, zatrzymując się na odległość lisiego ogona od niego. Wzrok swój skupił na bliznie przecinającej pysk Węgorza, która według niektórych szpecila mordkę wojownika, jednak według terminatora nadawała mu charakteru i była całkiem... ładna. Skinął starszemu na powitanie i w ciszy oczekiwał na odpowiedź.
LVL 1 5 / 100
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
5
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
45
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
#3
Nie czekał na młodszego brata zbyt długo. Jego kopia - bo jakby nie patrzeć, gdyby nie blizna to mogliby być bliźniakami! - zjawiła się zaraz po chwili. Uśmiech zawitał na jego mordce, chociaż... chociaż wiedział, że Słodki spogląda na jego bliznę. Tą okropną, szepcącą go bliznę. Musiał nauczyć się to ignorować. Wszyscy w końcu już będą to robić, póki się sami nie przyzwyczają do jego widoku z tym czymś. Skinął głową na powitanie młodszego syna Lodowej Skóry, nim nie wskazał mu ogonem, aby ruszył za nim. Przecisnął się przez wyjście z obozu.
- Chodź Słodki - miauknął po chwili, czekając, aż terminator wyjdzie zaraz z nim. Chmury, które zgromadziły się na niebie od rana, ale deszcz jeszcze nie lunął. Miał nadzieję, że trening jego brata, obejdzie się bez żadnych niespodzianek pogodowych.
- Dobra, co powiesz na to, abyśmy przeszli się po granicach? W między czasie będziemy mogli przerobić trochę teorii - powiedział następnie uśmiechając się w jego stronę Wyjących Wzgórz, bez względu na to, jaka była odpowiedź kocurka. Musiał mu pokazać, gdzie będą się spotykać.
LVL 4 10 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
#4
Trening, czas wrócić do treningu.
Chmury regularnie zasłaniały słońce i odsłaniały je, nadając rytm promieniom oraz moim zagubionym myślom które dudniły w tempie niesłyszalnym dla nikogo innego oprócz mnie. Zalewały moją czaszkę topiąc wszystko co zostało na ich drodze, a później słuchając swoich władców grzecznie odpływały za horyzont.
Pogoda była inna niż podczas mojego ostatniego treningu, a raczej swego rodzaju wstępu do treningu. Nasze pierwsze podejście było skazane na porażkę, lecz nie była to wina Węgorza, a moja. Teraz mogę zacząć od początku, z czystym kontem, z innym podejściem, z nowym Słodkim.
Te kilka księżyców które spędziłem w lecznicy dało mi dużo do myślenia. Dzień w dzień obserwowałem klanowe życie kotów, które zajmowały się swoimi sprawami nie przejmując się tym, że jestem chory. i Właśnie wtedy zrozumiałem, że wszystko będzie istniało dalej. Wszyscy umrzemy, a przyroda i tak będzie istniała żywiąc się naszymi rozkładającymi się ciałami.
Moje myśli rozmyły się, gdy słonko kompletnie skryło się za chmurami, nie chcąc patrzeć już na nasze słabe ciała. Rytm urwał się, ptaki przestały świergolić i mogłoby wydawać się, że na kilka sekund cały świat zamarł w oczekiwaniu na przebłyski słońca, a te jak na złość wszystkim nie chciały się pojawić. Miałem tylko nadzieję, że nie będzie padać. To miał być mój pierwszy trening po długiej przerwie i naprawdę chciałem, by pogoda choć raz mnie posłuchała.
I udało się, uszanowała moje prośby.
Leżałem z podwiniętymi łapami, gdy nagle usłyszałem moją matkę, która ciepłym głosem poinformowała mnie o tym, że Węgorz wylądował w lecznicy. Świetnie. Czyli jednak jeszcze na ten wręcz wymarzony trening poczekam. Wstałem i nie odpowiadając na to, co mi powiedziała ruszyłem w stronę lecznicy. Miejsca, w którym spędziłem swoje ostatnie księżyce.
LVL 1 5 / 100
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
5
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
45
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości