W sumie to śmieszna sprawa - o ile jako kociak Maczek zaliczał się raczej do tych niższych, tak proces dorastania zdecydowanie wyciągnął go w górę i ni z tego, ni z owego, zrobiło się z niego to przysłowiowe drzewko o szczupłej, atletycznej budowie i długich, chudych łapach, sprawiających, że nagle stał się młodzieńcem całkiem wysokim. Słowem - idealny ścigacz królików. Krótkie, tygrysio pręgowane futerko barwy rudej nadal ciągle odstaje na boki, jakby Mak nie odkrył jeszcze jak nad nim zapanować. Oczy wybarwiły się na brąz, a pod nimi znajduje się różowy nos otoczony krótkimi, jasnymi wąsami. Zwykle chodzi dosyć powoli, wyraźnie uważając na to, jak stawia kroki - jest niezdarny, często potyka się i wywraca, więc robi wszystko, by tego uniknąć.
Mak to w gruncie rzeczy kot prosty jak drut. Wesoły, jednak nie nazbyt energiczny, nie stroniący od towarzystwa innych kotów, chociaż nie mający też nic przeciwko chwilowej samotności. Jest optymistą, wciąż nieco naiwnie wierzącym, że świat to w gruncie rzeczy dobre miejsce, pełne dobrych kotów. Ma w sobie dużo empatii, zależy mu na tym, by inni czuli się dobrze, przez co jest dobrym przyjacielem. W stosunku do starszych kotów odnosi się uprzejmie i z szacunkiem, akceptując, że te wiedzą więcej o życiu niż on sam. Nie jest gadułą, mówi tylko tyle, ile uważa za potrzebne, a tak się składa, że zwykle najpotrzebniejsze dla niego są pytania, to też ich zadaje wyjątkowo dużo. Jest bowiem bardzo ciekawski i chce wiedzieć jak najwięcej; świat, to dla niego układanka, a on chce dopasować jak najwięcej jej elementów. Ciężko mu zaakceptować, że są pytania, na które być może nigdy nie pozna odpowiedz - uważa, że jeśli będzie drążyć dostatecznie długo, pozyska każdą upragnioną informację. Ma w sobie też sporą ciągotę do włóczęgostwa, ciągle marzy o podróżach, o odkrywaniu nowych, niezwykłych rzeczy, których nie widziały jeszcze inne koty. Generalnie jest dosyć inteligentny, jednak ma problemy z zapamiętywaniem takich rzeczy jak imiona czy nazwy. W dodatku nie wpadł jeszcze na pomysł, że starsze koty mogą podawać mu nieprawdziwe informacje, to też bezgranicznie im wierzy, co sprawia, że jest nieco naiwny i w gruncie rzeczy, można wcisnąć mu byle kit.
Skinął lekko głową, pokazując, że owszem, mogą udać się w okolice Leśnej Sadzawki. To, co mówił Imbirowy Pył, miało sens, więc Makowa Łapa nie widział celu w sprzeciwianiu się mu, dlatego właśnie tam skierował swoje kroki. Miał szczerą nadzieję, że polowanie będzie wychodzić mu lepiej, niż walka, ponieważ o ile walczyć nie musi codziennie, tak od teraz będzie musiał codziennie polować, by pomagać w wykarmieniu Klanu i miło by było, gdyby jego pomoc nie ograniczała się do jednego z trudem upolowanego piszczka. Może i Maczek nie był największym patriotą na świecie, ale jednak wciąż Klan Wichru kochał i chciał być dla niego jakoś przydatny.
— No, nie bardzo — przyznał, wzruszając chudymi barkami. Nie był tym jakoś bardzo przejęty — w końcu po to był na treningu, by się tego wszystkiego nauczyć i nawet jeśli miło było zdobywać wiedzę poza nimi, to trening wciąż powinien być jej głównym źródłem.
Mistrz: Zajęczy Sus
Płeć: kocur
Matka: Lniane Futerko [opiekunka]
Pierwsze co rzuca się w oczy po kilku księżycach od przybycia do Wichrowego Klanu to prawa przednia łapka, która niegdyś była o kilka milimetrów dłuższa, powodując niesamowity ból przy chodzeniu; nareszcie wyrównała się zresztą burych łapek. Kiedyś drobna postura Imbira przerodziła się teraz w bardzo dobrze umięśnioną sylwetkę..to pewnie przez fakt, że będąc w klanie, jedzenie cały czas bywa na stosie, a podczas przebywania z matką musiał zdać się na szczęście losu. Jeśli chodzi zaś o oczka, bo to również mocno rzuca się w oczy...nareszcie osiągnęły swój docelowy kolor, w pełni ukazując dawniej skrywany sekret. Są one imbirowe z przebłyskiem koloru oliwkowego. Jego futerko jest średniej długości, dodatkowo jest ono dłuższe na kołnierzyku. Całe ciało wraz z łapkami i ogonem pokrywają liczne tygrysie pręgi. Co do koloru sierści jest ono bure. Dokładniejsze w kp ~
Dawna strachliwość praktycznie zanikła. Jasne niekiedy boi się jeszcze nowego i nieznanego, ale już nie tak jak kiedyś. Udało mu się nawet pogodzić, z tym że matki faktycznie już nigdy nie zobaczy i z tym że go porzuciła. Nie żałuje tego. Zyskał za to wspaniałą matkę - Lniane Futerko i wielu świetnych przyjaciół. Dawna nieśmiałość również praktycznie zanikła...zdarza mu się być niekiedy nieśmiałym w sytuacjach, z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia, jak dzielenie się z kimś innym niż niebieskofutra kocica, przykładowo jedzeniem. Chęć poznawania świata, przyjacielskość te cechy dalej pielęgnuje. Uważa, że najważniejsze jest szerzenie dobra i niepozwalanie innym się smucić. Stara się wszystkim pomóc, jak najlepiej tylko potrafi, gdy widzi, że kogoś kąciki pyszczka zwisają w dół. Oczywiście niekiedy nie potrafi na to nic zaradzić, ale ważne są przecież chęci!
- Mhm...to nic nie szkodzi. Zaczniemy w takim lazie od pewnej "zasady", która z pewnością ułatwi ci polowanie, a więc zapamiętaj coś takiego. Ptak zobaczy, mysz wyczuje, a klólik usłyszy. To pokazuje ci, że do każdej zwierzyny musisz podchodzić inaczej i że każda zwierzyna ma jeden bardziej lozbudowany zmysł. Na przykład, żeby podejść do ptaka, musisz uważać, aby cię nie zobaczył, to znaczy, że musisz się chować, a klólik, który cię usłyszy, ma baldzo dobry słuch, a więc musisz ściszyć oddech. - zaczął od czegoś prostego, a mianowicie od zasady, która z pewnością przy każdym polowaniu mu się przyda. Dzięki niej Makowa Łapa nie powinien popełnić błędu i z większym prawdopodobieństwem powinien wrócić do obozu z łupem. Może nie zawsze, bo i zdarzały się gorsze dni, ale często. - Jakieś pytania? Jeśli nie to możemy przejść dalej. Kolejną ważną kwestią jest pozycja łowiecka. Pozycja łowiecka składa się z kilku ważnych elementów, czy domyślasz się może, jakie to są elementy? Masz jakiś pomysł? Podpowiem, że wymieniłem jeden ważny element wspomianjąc o króliku. - zapytał na koniec i czekał, aż syn Żółtookiego mu odpowie. Zachęcił go niemrawym uśmiechem, który prędzej wyglądał jak delikatny grymas, niż uśmiech. W każdym razie szedł bardziej z tyłu Maczka, gdyż to on miał prowadzić, a nie Imbirowy Pył.
W sumie to śmieszna sprawa - o ile jako kociak Maczek zaliczał się raczej do tych niższych, tak proces dorastania zdecydowanie wyciągnął go w górę i ni z tego, ni z owego, zrobiło się z niego to przysłowiowe drzewko o szczupłej, atletycznej budowie i długich, chudych łapach, sprawiających, że nagle stał się młodzieńcem całkiem wysokim. Słowem - idealny ścigacz królików. Krótkie, tygrysio pręgowane futerko barwy rudej nadal ciągle odstaje na boki, jakby Mak nie odkrył jeszcze jak nad nim zapanować. Oczy wybarwiły się na brąz, a pod nimi znajduje się różowy nos otoczony krótkimi, jasnymi wąsami. Zwykle chodzi dosyć powoli, wyraźnie uważając na to, jak stawia kroki - jest niezdarny, często potyka się i wywraca, więc robi wszystko, by tego uniknąć.
Mak to w gruncie rzeczy kot prosty jak drut. Wesoły, jednak nie nazbyt energiczny, nie stroniący od towarzystwa innych kotów, chociaż nie mający też nic przeciwko chwilowej samotności. Jest optymistą, wciąż nieco naiwnie wierzącym, że świat to w gruncie rzeczy dobre miejsce, pełne dobrych kotów. Ma w sobie dużo empatii, zależy mu na tym, by inni czuli się dobrze, przez co jest dobrym przyjacielem. W stosunku do starszych kotów odnosi się uprzejmie i z szacunkiem, akceptując, że te wiedzą więcej o życiu niż on sam. Nie jest gadułą, mówi tylko tyle, ile uważa za potrzebne, a tak się składa, że zwykle najpotrzebniejsze dla niego są pytania, to też ich zadaje wyjątkowo dużo. Jest bowiem bardzo ciekawski i chce wiedzieć jak najwięcej; świat, to dla niego układanka, a on chce dopasować jak najwięcej jej elementów. Ciężko mu zaakceptować, że są pytania, na które być może nigdy nie pozna odpowiedz - uważa, że jeśli będzie drążyć dostatecznie długo, pozyska każdą upragnioną informację. Ma w sobie też sporą ciągotę do włóczęgostwa, ciągle marzy o podróżach, o odkrywaniu nowych, niezwykłych rzeczy, których nie widziały jeszcze inne koty. Generalnie jest dosyć inteligentny, jednak ma problemy z zapamiętywaniem takich rzeczy jak imiona czy nazwy. W dodatku nie wpadł jeszcze na pomysł, że starsze koty mogą podawać mu nieprawdziwe informacje, to też bezgranicznie im wierzy, co sprawia, że jest nieco naiwny i w gruncie rzeczy, można wcisnąć mu byle kit.
Maczek uważnie słuchał Imbirowego Pyłu, jego mózg ponownie zaczął działać na najwyższych obrotach, kiedy przetwarzał informacje, starając się wszystko jak najlepiej zrozumieć i zapamiętać. Polowanie było jedną z najważniejszych rzeczy, jakie musiał umieć kot z Klanu, więc dobrze by było, by wszystko odpowiednio zrozumiał i zapamiętał. Nie chciał przecież o czymś zapomnieć w trakcie faktycznego polowania, lub coś źle zrozumieć! Jak na razie na szczęście nie miał problemów ze zrozumieniem materiału — wszystko zdawało się być dosyć jasne. Różne rodzaje zwierzyny trzeba było podchodzić w inny sposób, ma sens tak właściwie.
— Hmmm... — Zmarszczył grzbiet nosa, zastanawiając się. Nie miał pojęcia, jak wygląda pozycja łowiecka, ale mógł się trochę domyślać. Zresztą, nie było to nic złego, ponieważ w razie gdyby się w czymś pomylił, Imbirowy Pył go poprawi. W końcu to była jego rola. — Tszeba ściszyć oddech, jak jusz powiedziałeś i... nie wiem, pewnie tszeba chodzić cicho, szeby nie pszestraszyć zwiesząt? O, i skoro ptak mosze zobaczyć, to mosze tszeba się jakoś chować? — pomyślał się. Nie był całkowicie pewien swoich odpowiedzi, ale też nie wydawało mu się, żeby były one całkowicie głupie.
Mistrz: Zajęczy Sus
Płeć: kocur
Matka: Lniane Futerko [opiekunka]
Pierwsze co rzuca się w oczy po kilku księżycach od przybycia do Wichrowego Klanu to prawa przednia łapka, która niegdyś była o kilka milimetrów dłuższa, powodując niesamowity ból przy chodzeniu; nareszcie wyrównała się zresztą burych łapek. Kiedyś drobna postura Imbira przerodziła się teraz w bardzo dobrze umięśnioną sylwetkę..to pewnie przez fakt, że będąc w klanie, jedzenie cały czas bywa na stosie, a podczas przebywania z matką musiał zdać się na szczęście losu. Jeśli chodzi zaś o oczka, bo to również mocno rzuca się w oczy...nareszcie osiągnęły swój docelowy kolor, w pełni ukazując dawniej skrywany sekret. Są one imbirowe z przebłyskiem koloru oliwkowego. Jego futerko jest średniej długości, dodatkowo jest ono dłuższe na kołnierzyku. Całe ciało wraz z łapkami i ogonem pokrywają liczne tygrysie pręgi. Co do koloru sierści jest ono bure. Dokładniejsze w kp ~
Dawna strachliwość praktycznie zanikła. Jasne niekiedy boi się jeszcze nowego i nieznanego, ale już nie tak jak kiedyś. Udało mu się nawet pogodzić, z tym że matki faktycznie już nigdy nie zobaczy i z tym że go porzuciła. Nie żałuje tego. Zyskał za to wspaniałą matkę - Lniane Futerko i wielu świetnych przyjaciół. Dawna nieśmiałość również praktycznie zanikła...zdarza mu się być niekiedy nieśmiałym w sytuacjach, z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia, jak dzielenie się z kimś innym niż niebieskofutra kocica, przykładowo jedzeniem. Chęć poznawania świata, przyjacielskość te cechy dalej pielęgnuje. Uważa, że najważniejsze jest szerzenie dobra i niepozwalanie innym się smucić. Stara się wszystkim pomóc, jak najlepiej tylko potrafi, gdy widzi, że kogoś kąciki pyszczka zwisają w dół. Oczywiście niekiedy nie potrafi na to nic zaradzić, ale ważne są przecież chęci!
- Właśnie tak. Idziesz doblym tropem Makowa Łapo. Szczególnie ważne jest ściszenie oddechu przy zającach lub klólikach. Ale dokładnie. Trzeba chodzić cicho, patrząc co jakiś czas pod łapy, aby przypadkiem nie nadepnąć na jakieś gałązki, które mogłyby wystlaszyć zwierzynę, mieć łapy ugięte. Brzuch nie może szurać po ziemi, a łeb i ogon musi być zrównany z grzbietem. Do tego ważne jest, abyś się chował...jednak najważniejsze i o tym nie wolno ci zapomnieć jest ustawienie pod wiatr. Bez tego elementu z pewnością nic nie złapiesz, a muszę cię uprzedzić, wiatl lubi zmieniać kierunki. Musisz szczególnie na niego uważać. A no i przy ptaku możesz jeszcze iść po łuku. - dodał na koniec i rozejrzał się po otoczeniu. Cóż, można by rzec, że powoli zbliżali się do Lśniącej Sadzawki, gdyż wkraczali już w tereny Ziołorośli. Imbirek majtnął ogonem i po chwili ciszy, ponownie zabrał głos. - A i bym zapomniał. Zawsze, kiedy coś upolujesz, schowaj swoją zdobycz w jakimś chalaktelystycznym miejscu. Najlepiej zakopać. W ten sposób nie zwabisz drapieżników, a chowając ją w jakimś chalaktelystycznym miejscu będziesz wiedział, gdzie ukryłeś swoją zdobycz. Jak dojdziemy na miejsce, pokaże ci pozycję łowiecką i myślę, że będziesz mógł zacząć. - odparł jeszcze na koniec uśmiechając się niemrawo, po czym wbił wzrok w przednie łapy, jednakże wciąż nie przerwał marszu ze swoim podopiecznym. Czekał na jego znak, że to jest to miejsce w którym chciałby zapolować lub na ewentualne pytania z jego strony.
W sumie to śmieszna sprawa - o ile jako kociak Maczek zaliczał się raczej do tych niższych, tak proces dorastania zdecydowanie wyciągnął go w górę i ni z tego, ni z owego, zrobiło się z niego to przysłowiowe drzewko o szczupłej, atletycznej budowie i długich, chudych łapach, sprawiających, że nagle stał się młodzieńcem całkiem wysokim. Słowem - idealny ścigacz królików. Krótkie, tygrysio pręgowane futerko barwy rudej nadal ciągle odstaje na boki, jakby Mak nie odkrył jeszcze jak nad nim zapanować. Oczy wybarwiły się na brąz, a pod nimi znajduje się różowy nos otoczony krótkimi, jasnymi wąsami. Zwykle chodzi dosyć powoli, wyraźnie uważając na to, jak stawia kroki - jest niezdarny, często potyka się i wywraca, więc robi wszystko, by tego uniknąć.
Mak to w gruncie rzeczy kot prosty jak drut. Wesoły, jednak nie nazbyt energiczny, nie stroniący od towarzystwa innych kotów, chociaż nie mający też nic przeciwko chwilowej samotności. Jest optymistą, wciąż nieco naiwnie wierzącym, że świat to w gruncie rzeczy dobre miejsce, pełne dobrych kotów. Ma w sobie dużo empatii, zależy mu na tym, by inni czuli się dobrze, przez co jest dobrym przyjacielem. W stosunku do starszych kotów odnosi się uprzejmie i z szacunkiem, akceptując, że te wiedzą więcej o życiu niż on sam. Nie jest gadułą, mówi tylko tyle, ile uważa za potrzebne, a tak się składa, że zwykle najpotrzebniejsze dla niego są pytania, to też ich zadaje wyjątkowo dużo. Jest bowiem bardzo ciekawski i chce wiedzieć jak najwięcej; świat, to dla niego układanka, a on chce dopasować jak najwięcej jej elementów. Ciężko mu zaakceptować, że są pytania, na które być może nigdy nie pozna odpowiedz - uważa, że jeśli będzie drążyć dostatecznie długo, pozyska każdą upragnioną informację. Ma w sobie też sporą ciągotę do włóczęgostwa, ciągle marzy o podróżach, o odkrywaniu nowych, niezwykłych rzeczy, których nie widziały jeszcze inne koty. Generalnie jest dosyć inteligentny, jednak ma problemy z zapamiętywaniem takich rzeczy jak imiona czy nazwy. W dodatku nie wpadł jeszcze na pomysł, że starsze koty mogą podawać mu nieprawdziwe informacje, to też bezgranicznie im wierzy, co sprawia, że jest nieco naiwny i w gruncie rzeczy, można wcisnąć mu byle kit.
Nadal słuchał z wielką uwagą, nie chcąc uronić ani słowa z tego, co mówił Imbirowy Pył. Cichy oddech... cichy chód... łapy ugięte... brzuch nisko... łeb i ogon zrównany z grzbietem... powtarzał w myślach. Już jakiś czas temu odkrył, że jest to dobry sposób na lepsze zapamiętanie nowych informacji. Jedynie z imionami aż tak dobrze mu nie szło, chociaż czasem też zdawało się trochę pomagać.
— Dlaczego pszy ptaku mam chodzić po łuku? — zapytał z zaciekawieniem. Reszta instrukcji zdawała mu się jasna i logiczna, jedynie ten fragment nieco dostawał od reszty, jednak domyślał się, że i za tym musi stać jakieś wyjaśnienie, po prostu teraz go nie widział. — Dobsze. — Skinął lekko głową. Musiał przyznać, że perspektywa pierwszego polowania ekscytowała go bardziej, niż perspektywa pierwszej walki. Chociaż... wtedy też wydawało mu się, że może jakoś sobie poradzi... Nie, nie mógł tak myśleć. Nie może się poddawać, zanim nie spróbuje.
Przeszli jeszcze kawałek, aż nie uznał, że znalazł się w odpowiednim miejscu. Na pierwszy rzut oka nie różniło się ono od reszty okolic Leśnej Sadzawki, jednak coś mówiło Maczkowi, że to właśnie to jest dobre miejsce na jego pierwsze polowanie.
— Tutaj chyba mosze być — oznajmił więc.
Mistrz: Zajęczy Sus
Płeć: kocur
Matka: Lniane Futerko [opiekunka]
Pierwsze co rzuca się w oczy po kilku księżycach od przybycia do Wichrowego Klanu to prawa przednia łapka, która niegdyś była o kilka milimetrów dłuższa, powodując niesamowity ból przy chodzeniu; nareszcie wyrównała się zresztą burych łapek. Kiedyś drobna postura Imbira przerodziła się teraz w bardzo dobrze umięśnioną sylwetkę..to pewnie przez fakt, że będąc w klanie, jedzenie cały czas bywa na stosie, a podczas przebywania z matką musiał zdać się na szczęście losu. Jeśli chodzi zaś o oczka, bo to również mocno rzuca się w oczy...nareszcie osiągnęły swój docelowy kolor, w pełni ukazując dawniej skrywany sekret. Są one imbirowe z przebłyskiem koloru oliwkowego. Jego futerko jest średniej długości, dodatkowo jest ono dłuższe na kołnierzyku. Całe ciało wraz z łapkami i ogonem pokrywają liczne tygrysie pręgi. Co do koloru sierści jest ono bure. Dokładniejsze w kp ~
Dawna strachliwość praktycznie zanikła. Jasne niekiedy boi się jeszcze nowego i nieznanego, ale już nie tak jak kiedyś. Udało mu się nawet pogodzić, z tym że matki faktycznie już nigdy nie zobaczy i z tym że go porzuciła. Nie żałuje tego. Zyskał za to wspaniałą matkę - Lniane Futerko i wielu świetnych przyjaciół. Dawna nieśmiałość również praktycznie zanikła...zdarza mu się być niekiedy nieśmiałym w sytuacjach, z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia, jak dzielenie się z kimś innym niż niebieskofutra kocica, przykładowo jedzeniem. Chęć poznawania świata, przyjacielskość te cechy dalej pielęgnuje. Uważa, że najważniejsze jest szerzenie dobra i niepozwalanie innym się smucić. Stara się wszystkim pomóc, jak najlepiej tylko potrafi, gdy widzi, że kogoś kąciki pyszczka zwisają w dół. Oczywiście niekiedy nie potrafi na to nic zaradzić, ale ważne są przecież chęci!
- Ponieważ dzięki temu będziesz mniej zauważalny. Jeśli na przykład nie masz za czym się chować, możesz lównież co jakiś czas przystawać w miejscu, a nawet jest to wskazane. To również zmniejszy szanse na wyklycie ciebie przez ptaka. - rzekł cichutko w jego kierunku, odpowiadając tym samym na jego pytanie. Niedługi czas później Maczek oznajmił, iż znaleźli się właśnie w miejscu, w którym pragnąłby zapolować, dlatego też Imbirowy Pył przytaknął łbem i bez zbędnego marnowania czasu zaprezentował braciszkowi pozycję łowiecką, a więc sprawdzając kierunek wiatru, ustawił się pod niego, nastawił czujnie niewielkie uszka. Ugiął łapy oraz przeniósł ciężar na tylną parę, dodatkowo obniżył się na nich w taki sposób, ażeby brzuchem nie dotykać ziemi. Pozostawała jeszcze kwestii ogona, którego zaraz zrównał z resztą ciała. Przez moment pozostawał w takiej pozycji, aby syn Żółtookiego mógł dokładnie się przypatrzeć, po czym skinąwszy łbem, poprosił o zaprezentowanie pozycji tym razem przez terminatora, a potem jeżeli wszystko było w porządku cóż, wydał polecenie, aby Makowa Łapa upolował dwie różne zwierzyny i właściwie to tyle. Mógł ruszać na swoje pierwsze polowanie.
W sumie to śmieszna sprawa - o ile jako kociak Maczek zaliczał się raczej do tych niższych, tak proces dorastania zdecydowanie wyciągnął go w górę i ni z tego, ni z owego, zrobiło się z niego to przysłowiowe drzewko o szczupłej, atletycznej budowie i długich, chudych łapach, sprawiających, że nagle stał się młodzieńcem całkiem wysokim. Słowem - idealny ścigacz królików. Krótkie, tygrysio pręgowane futerko barwy rudej nadal ciągle odstaje na boki, jakby Mak nie odkrył jeszcze jak nad nim zapanować. Oczy wybarwiły się na brąz, a pod nimi znajduje się różowy nos otoczony krótkimi, jasnymi wąsami. Zwykle chodzi dosyć powoli, wyraźnie uważając na to, jak stawia kroki - jest niezdarny, często potyka się i wywraca, więc robi wszystko, by tego uniknąć.
Mak to w gruncie rzeczy kot prosty jak drut. Wesoły, jednak nie nazbyt energiczny, nie stroniący od towarzystwa innych kotów, chociaż nie mający też nic przeciwko chwilowej samotności. Jest optymistą, wciąż nieco naiwnie wierzącym, że świat to w gruncie rzeczy dobre miejsce, pełne dobrych kotów. Ma w sobie dużo empatii, zależy mu na tym, by inni czuli się dobrze, przez co jest dobrym przyjacielem. W stosunku do starszych kotów odnosi się uprzejmie i z szacunkiem, akceptując, że te wiedzą więcej o życiu niż on sam. Nie jest gadułą, mówi tylko tyle, ile uważa za potrzebne, a tak się składa, że zwykle najpotrzebniejsze dla niego są pytania, to też ich zadaje wyjątkowo dużo. Jest bowiem bardzo ciekawski i chce wiedzieć jak najwięcej; świat, to dla niego układanka, a on chce dopasować jak najwięcej jej elementów. Ciężko mu zaakceptować, że są pytania, na które być może nigdy nie pozna odpowiedz - uważa, że jeśli będzie drążyć dostatecznie długo, pozyska każdą upragnioną informację. Ma w sobie też sporą ciągotę do włóczęgostwa, ciągle marzy o podróżach, o odkrywaniu nowych, niezwykłych rzeczy, których nie widziały jeszcze inne koty. Generalnie jest dosyć inteligentny, jednak ma problemy z zapamiętywaniem takich rzeczy jak imiona czy nazwy. W dodatku nie wpadł jeszcze na pomysł, że starsze koty mogą podawać mu nieprawdziwe informacje, to też bezgranicznie im wierzy, co sprawia, że jest nieco naiwny i w gruncie rzeczy, można wcisnąć mu byle kit.
Skinął lekko głową. No dobra, w ten sposób wszystko miało sens, i Maczek nie miał już innych pytań. Zamiast tego skupił się na pozycji łowieckiej, którą zaczął pokazywać mu mistrz. Uważnie obserwował jego ruchy i zapamiętywał kolejność wykonywanych kroków, by kiedy nadeszła jego kolej, powtórzyć je idealnie tak, jak powinien. Upewniając się, że stoi pod wiatr, ugiął łapy, obniżył się na nich i przeniósł ciężar ciała na tylne, upewniając się, by przy tym nie szurać brzuchem o ziemię. Na koniec zrównał ogon z linią grzbietu i zerknął pytająco na Imbirowy Pył. Jeśli ten nie miał żadnych obiekcji, zabrał się za spełnianie jego polecenia
— to jest, ostrożnie zaczął iść przed siebie, uważając, by przypadkiem nie stanąć na nic, co mogłoby wystraszyć potencjalną zwierzynę. Jednocześnie węszył dookoła i rozglądał się, wręcz nie mogąc się doczekać, aż wreszcie wypatrzy swoją pierwszą zdobycz.
Mistrz: Zajęczy Sus
Płeć: kocur
Matka: Lniane Futerko [opiekunka]
Pierwsze co rzuca się w oczy po kilku księżycach od przybycia do Wichrowego Klanu to prawa przednia łapka, która niegdyś była o kilka milimetrów dłuższa, powodując niesamowity ból przy chodzeniu; nareszcie wyrównała się zresztą burych łapek. Kiedyś drobna postura Imbira przerodziła się teraz w bardzo dobrze umięśnioną sylwetkę..to pewnie przez fakt, że będąc w klanie, jedzenie cały czas bywa na stosie, a podczas przebywania z matką musiał zdać się na szczęście losu. Jeśli chodzi zaś o oczka, bo to również mocno rzuca się w oczy...nareszcie osiągnęły swój docelowy kolor, w pełni ukazując dawniej skrywany sekret. Są one imbirowe z przebłyskiem koloru oliwkowego. Jego futerko jest średniej długości, dodatkowo jest ono dłuższe na kołnierzyku. Całe ciało wraz z łapkami i ogonem pokrywają liczne tygrysie pręgi. Co do koloru sierści jest ono bure. Dokładniejsze w kp ~
Dawna strachliwość praktycznie zanikła. Jasne niekiedy boi się jeszcze nowego i nieznanego, ale już nie tak jak kiedyś. Udało mu się nawet pogodzić, z tym że matki faktycznie już nigdy nie zobaczy i z tym że go porzuciła. Nie żałuje tego. Zyskał za to wspaniałą matkę - Lniane Futerko i wielu świetnych przyjaciół. Dawna nieśmiałość również praktycznie zanikła...zdarza mu się być niekiedy nieśmiałym w sytuacjach, z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia, jak dzielenie się z kimś innym niż niebieskofutra kocica, przykładowo jedzeniem. Chęć poznawania świata, przyjacielskość te cechy dalej pielęgnuje. Uważa, że najważniejsze jest szerzenie dobra i niepozwalanie innym się smucić. Stara się wszystkim pomóc, jak najlepiej tylko potrafi, gdy widzi, że kogoś kąciki pyszczka zwisają w dół. Oczywiście niekiedy nie potrafi na to nic zaradzić, ale ważne są przecież chęci!
Pozycja zaprezentowana przez Makową Łapę była jak najbardziej poprawna toteż Imbirek pozwolił mu zacząć działać. Przysiadł na chwile na ziemi, dopóki syn Żółtookiego nie zniknął mu z pola widzenia. Dopiero wtedy powstał z siadu i skierował się za swoim podopiecznym. W tym samym czasie rudzielec zaczął przemierzać pobliskie terytoria Leśnej Sadzawki. I tak szedł i szedł, lecz żadna smakowita woń niestety nie dochodziła do jego nosa..podobnie z cichymi szelestami. Wyglądało to mniej więcej tak, jakby cała okolica opustoszała...lecz było to błędne stwierdzenie, bowiem po dłuższej chwili kierowania się pod wiatr, Makowa Łapa natrafił na coś ciekawego. Na nieco miększym gruncie odciśnięte były niewielkie stópki. Jeśli syn Żółtookiego dobrze się przypatrzył, mógł zauważyć, iż zwierze, które pozostawiło te ślady miało cztery palce - trzy z przodu, a jeden z tyłu. Było ich tu mnóstwo, co wskazywało na to, że możliwa ofiara szukała czegoś w tym miejscu, lecz w pewnym momencie trop się urywał, jakby posiłek odfrunął. Z pomocą przyszedł wiatr, który dzięki podmuchu do Makowej Łapy dotarła delikatna woń. Może jeśli będzie dalej podążając za śladem zapachowym, dotrze do jego właściciela?
W sumie to śmieszna sprawa - o ile jako kociak Maczek zaliczał się raczej do tych niższych, tak proces dorastania zdecydowanie wyciągnął go w górę i ni z tego, ni z owego, zrobiło się z niego to przysłowiowe drzewko o szczupłej, atletycznej budowie i długich, chudych łapach, sprawiających, że nagle stał się młodzieńcem całkiem wysokim. Słowem - idealny ścigacz królików. Krótkie, tygrysio pręgowane futerko barwy rudej nadal ciągle odstaje na boki, jakby Mak nie odkrył jeszcze jak nad nim zapanować. Oczy wybarwiły się na brąz, a pod nimi znajduje się różowy nos otoczony krótkimi, jasnymi wąsami. Zwykle chodzi dosyć powoli, wyraźnie uważając na to, jak stawia kroki - jest niezdarny, często potyka się i wywraca, więc robi wszystko, by tego uniknąć.
Mak to w gruncie rzeczy kot prosty jak drut. Wesoły, jednak nie nazbyt energiczny, nie stroniący od towarzystwa innych kotów, chociaż nie mający też nic przeciwko chwilowej samotności. Jest optymistą, wciąż nieco naiwnie wierzącym, że świat to w gruncie rzeczy dobre miejsce, pełne dobrych kotów. Ma w sobie dużo empatii, zależy mu na tym, by inni czuli się dobrze, przez co jest dobrym przyjacielem. W stosunku do starszych kotów odnosi się uprzejmie i z szacunkiem, akceptując, że te wiedzą więcej o życiu niż on sam. Nie jest gadułą, mówi tylko tyle, ile uważa za potrzebne, a tak się składa, że zwykle najpotrzebniejsze dla niego są pytania, to też ich zadaje wyjątkowo dużo. Jest bowiem bardzo ciekawski i chce wiedzieć jak najwięcej; świat, to dla niego układanka, a on chce dopasować jak najwięcej jej elementów. Ciężko mu zaakceptować, że są pytania, na które być może nigdy nie pozna odpowiedz - uważa, że jeśli będzie drążyć dostatecznie długo, pozyska każdą upragnioną informację. Ma w sobie też sporą ciągotę do włóczęgostwa, ciągle marzy o podróżach, o odkrywaniu nowych, niezwykłych rzeczy, których nie widziały jeszcze inne koty. Generalnie jest dosyć inteligentny, jednak ma problemy z zapamiętywaniem takich rzeczy jak imiona czy nazwy. W dodatku nie wpadł jeszcze na pomysł, że starsze koty mogą podawać mu nieprawdziwe informacje, to też bezgranicznie im wierzy, co sprawia, że jest nieco naiwny i w gruncie rzeczy, można wcisnąć mu byle kit.
Serduszko Makowej Łapy biło szybko, zdradzając ekscytację kocurka jego pierwszym w życiu polowaniem. Starał się oddychać powoli i płytko, tak, by jednocześnie je uspokoić i nie narobić zbyt wiele hałasu. Dłuższą chwilę chodził, nie wyłapując żadnych sygnałów, że gdzieś w pobliżu może znajdować się jakaś, jakakolwiek, zwierzyna. Nie poddawał się jednak, bo raczej nie był typem, który aż tak łatwo odpuszczał. Nie, Maczek zawzięcie szedł dalej, cały czas zachowując wszelkie należyte środki ostrożności, co najwyraźniej mu się opłaciło, bo już moment później dostrzegł ślady w ziemi, wyraźnie należące do jakiegoś ptaka. Lekki uśmiech wpełzł na pyszczek Maczka. Analizował je i śledził przez chwilę, aż te... zwyczajnie się nie urwały. Terminator domyślił się, że ptaszek po prostu odleciał, tak jak to ptaki mają w zwyczaju. No tak, gdyby on był ptakiem, to pewnie w ogóle nie lądowałby na ziemi. Po co, skoro miałby dla siebie całe niebo?
Maczek uniósł lekko pyszczek, próbując wywęszyć ptaka. Może nie odleciał aż tak daleko? Chyba nie, bo zaraz do nosa kocura dotarła jakaś woń. Może to właśnie była woń tegoż ptaka? Kto wie? Zadowolony z tego, że wreszcie trafił na jakiś trop, ruszył za zapachem, nadal pozostając w pozycji łowieckiej i uważając, by nie narobić zbytniego hałasu.
Mistrz: Zajęczy Sus
Płeć: kocur
Matka: Lniane Futerko [opiekunka]
Pierwsze co rzuca się w oczy po kilku księżycach od przybycia do Wichrowego Klanu to prawa przednia łapka, która niegdyś była o kilka milimetrów dłuższa, powodując niesamowity ból przy chodzeniu; nareszcie wyrównała się zresztą burych łapek. Kiedyś drobna postura Imbira przerodziła się teraz w bardzo dobrze umięśnioną sylwetkę..to pewnie przez fakt, że będąc w klanie, jedzenie cały czas bywa na stosie, a podczas przebywania z matką musiał zdać się na szczęście losu. Jeśli chodzi zaś o oczka, bo to również mocno rzuca się w oczy...nareszcie osiągnęły swój docelowy kolor, w pełni ukazując dawniej skrywany sekret. Są one imbirowe z przebłyskiem koloru oliwkowego. Jego futerko jest średniej długości, dodatkowo jest ono dłuższe na kołnierzyku. Całe ciało wraz z łapkami i ogonem pokrywają liczne tygrysie pręgi. Co do koloru sierści jest ono bure. Dokładniejsze w kp ~
Dawna strachliwość praktycznie zanikła. Jasne niekiedy boi się jeszcze nowego i nieznanego, ale już nie tak jak kiedyś. Udało mu się nawet pogodzić, z tym że matki faktycznie już nigdy nie zobaczy i z tym że go porzuciła. Nie żałuje tego. Zyskał za to wspaniałą matkę - Lniane Futerko i wielu świetnych przyjaciół. Dawna nieśmiałość również praktycznie zanikła...zdarza mu się być niekiedy nieśmiałym w sytuacjach, z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia, jak dzielenie się z kimś innym niż niebieskofutra kocica, przykładowo jedzeniem. Chęć poznawania świata, przyjacielskość te cechy dalej pielęgnuje. Uważa, że najważniejsze jest szerzenie dobra i niepozwalanie innym się smucić. Stara się wszystkim pomóc, jak najlepiej tylko potrafi, gdy widzi, że kogoś kąciki pyszczka zwisają w dół. Oczywiście niekiedy nie potrafi na to nic zaradzić, ale ważne są przecież chęci!
Makowa Łapa postanowił podążyć za smakowitym zapachem, który zaraz dzięki podmuchowi wiatru dotarł do jego różowego noska. Rudas dosyć dużo ryzykował, gdyż tak naprawdę nie miał pewności czy aby na pewno podążając za tropem na jego końcu znajdzie jego właściciela...jednak tym razem opłaciło mu się, bowiem gdy ten znowuż szedł i szedł za wonią, jego oczom ukazał się jakąś długość drzewa od niego dorodny niebiesko-szary ptak z niebieskofioletowymi plamami o metalicznym połysku. Był to nie kto inny jak oczywiście piękny gołąb, który zajęty był oczyszczaniem swoich barwnych piórek, a na dodatek był odwrócony do kocurka tyłem.
W sumie to śmieszna sprawa - o ile jako kociak Maczek zaliczał się raczej do tych niższych, tak proces dorastania zdecydowanie wyciągnął go w górę i ni z tego, ni z owego, zrobiło się z niego to przysłowiowe drzewko o szczupłej, atletycznej budowie i długich, chudych łapach, sprawiających, że nagle stał się młodzieńcem całkiem wysokim. Słowem - idealny ścigacz królików. Krótkie, tygrysio pręgowane futerko barwy rudej nadal ciągle odstaje na boki, jakby Mak nie odkrył jeszcze jak nad nim zapanować. Oczy wybarwiły się na brąz, a pod nimi znajduje się różowy nos otoczony krótkimi, jasnymi wąsami. Zwykle chodzi dosyć powoli, wyraźnie uważając na to, jak stawia kroki - jest niezdarny, często potyka się i wywraca, więc robi wszystko, by tego uniknąć.
Mak to w gruncie rzeczy kot prosty jak drut. Wesoły, jednak nie nazbyt energiczny, nie stroniący od towarzystwa innych kotów, chociaż nie mający też nic przeciwko chwilowej samotności. Jest optymistą, wciąż nieco naiwnie wierzącym, że świat to w gruncie rzeczy dobre miejsce, pełne dobrych kotów. Ma w sobie dużo empatii, zależy mu na tym, by inni czuli się dobrze, przez co jest dobrym przyjacielem. W stosunku do starszych kotów odnosi się uprzejmie i z szacunkiem, akceptując, że te wiedzą więcej o życiu niż on sam. Nie jest gadułą, mówi tylko tyle, ile uważa za potrzebne, a tak się składa, że zwykle najpotrzebniejsze dla niego są pytania, to też ich zadaje wyjątkowo dużo. Jest bowiem bardzo ciekawski i chce wiedzieć jak najwięcej; świat, to dla niego układanka, a on chce dopasować jak najwięcej jej elementów. Ciężko mu zaakceptować, że są pytania, na które być może nigdy nie pozna odpowiedz - uważa, że jeśli będzie drążyć dostatecznie długo, pozyska każdą upragnioną informację. Ma w sobie też sporą ciągotę do włóczęgostwa, ciągle marzy o podróżach, o odkrywaniu nowych, niezwykłych rzeczy, których nie widziały jeszcze inne koty. Generalnie jest dosyć inteligentny, jednak ma problemy z zapamiętywaniem takich rzeczy jak imiona czy nazwy. W dodatku nie wpadł jeszcze na pomysł, że starsze koty mogą podawać mu nieprawdziwe informacje, to też bezgranicznie im wierzy, co sprawia, że jest nieco naiwny i w gruncie rzeczy, można wcisnąć mu byle kit.
Najwyraźniej podążenie za tropem opłaciło się Maczkowi, bo jeszcze chwila chodzenia i jego ciemnym oczom ukazał się ptak. Gołąb konkretniej. Dobrze. Gołębie zwykle były trochę grubsze niż takie, na ten przykład, wróble, więc i można się było nimi bardziej najeść. Na myśl o tym, że zaraz prawdopodobnie będzie trzymał w łapach swoją pierwszą zwierzynę, poczuł zastrzyk adrenaliny, jednak starał się uspokoić, powtarzając w głowie wszystkie kroki, które powinien teraz wykonać. Ptak zobaczy, co znaczy, że podchodząc do gołębia, powinien zrobić to, pamiętając, by uważać na to, by pozostać niezauważonym. Zanim ruszył, by podejść zwierzynę, ponownie upewnił się, że idzie pod wiatr. Ot tak, dla pewności, bo w końcu ostrożności nigdy za wiele. Kiedy był już pewien, że tak, powoli ruszył do przodu, cały czas uważając, by być jak najciszej. Kiedy szedł, starał się iść w cieniu pobliskich drzew i krzewów, starając się skryć przed uważnym wzrokiem gołębia, a kiedy był już pewien, że jest wystarczająco blisko, wysunął pazury i wyskoczył, chcąc przyszpilić ofiarę do ziemi i szybko zakończyć jej życie.
Mistrz: Zajęczy Sus
Płeć: kocur
Matka: Lniane Futerko [opiekunka]
Pierwsze co rzuca się w oczy po kilku księżycach od przybycia do Wichrowego Klanu to prawa przednia łapka, która niegdyś była o kilka milimetrów dłuższa, powodując niesamowity ból przy chodzeniu; nareszcie wyrównała się zresztą burych łapek. Kiedyś drobna postura Imbira przerodziła się teraz w bardzo dobrze umięśnioną sylwetkę..to pewnie przez fakt, że będąc w klanie, jedzenie cały czas bywa na stosie, a podczas przebywania z matką musiał zdać się na szczęście losu. Jeśli chodzi zaś o oczka, bo to również mocno rzuca się w oczy...nareszcie osiągnęły swój docelowy kolor, w pełni ukazując dawniej skrywany sekret. Są one imbirowe z przebłyskiem koloru oliwkowego. Jego futerko jest średniej długości, dodatkowo jest ono dłuższe na kołnierzyku. Całe ciało wraz z łapkami i ogonem pokrywają liczne tygrysie pręgi. Co do koloru sierści jest ono bure. Dokładniejsze w kp ~
Dawna strachliwość praktycznie zanikła. Jasne niekiedy boi się jeszcze nowego i nieznanego, ale już nie tak jak kiedyś. Udało mu się nawet pogodzić, z tym że matki faktycznie już nigdy nie zobaczy i z tym że go porzuciła. Nie żałuje tego. Zyskał za to wspaniałą matkę - Lniane Futerko i wielu świetnych przyjaciół. Dawna nieśmiałość również praktycznie zanikła...zdarza mu się być niekiedy nieśmiałym w sytuacjach, z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia, jak dzielenie się z kimś innym niż niebieskofutra kocica, przykładowo jedzeniem. Chęć poznawania świata, przyjacielskość te cechy dalej pielęgnuje. Uważa, że najważniejsze jest szerzenie dobra i niepozwalanie innym się smucić. Stara się wszystkim pomóc, jak najlepiej tylko potrafi, gdy widzi, że kogoś kąciki pyszczka zwisają w dół. Oczywiście niekiedy nie potrafi na to nic zaradzić, ale ważne są przecież chęci!
Wszystko szło dobrze...do czasu, gdy przez przypadek, dosłownie przypadek Makowa Łapa nadepnął na gałązkę, która chrupnęła pod jego łapką. Niestety, ptak, słysząc to, od razu poderwał się do lotu...lecz syn Żółtookiego miał jeszcze szanse go dorwać, bowiem nie znajdował się on jeszcze tak wysoko nad ziemią, żeby nie spróbować go dosięgnąć. A kto wie? Może wystarczyło tylko dobre wybicie się z łap i gołąb byłby już jego?
W sumie to śmieszna sprawa - o ile jako kociak Maczek zaliczał się raczej do tych niższych, tak proces dorastania zdecydowanie wyciągnął go w górę i ni z tego, ni z owego, zrobiło się z niego to przysłowiowe drzewko o szczupłej, atletycznej budowie i długich, chudych łapach, sprawiających, że nagle stał się młodzieńcem całkiem wysokim. Słowem - idealny ścigacz królików. Krótkie, tygrysio pręgowane futerko barwy rudej nadal ciągle odstaje na boki, jakby Mak nie odkrył jeszcze jak nad nim zapanować. Oczy wybarwiły się na brąz, a pod nimi znajduje się różowy nos otoczony krótkimi, jasnymi wąsami. Zwykle chodzi dosyć powoli, wyraźnie uważając na to, jak stawia kroki - jest niezdarny, często potyka się i wywraca, więc robi wszystko, by tego uniknąć.
Mak to w gruncie rzeczy kot prosty jak drut. Wesoły, jednak nie nazbyt energiczny, nie stroniący od towarzystwa innych kotów, chociaż nie mający też nic przeciwko chwilowej samotności. Jest optymistą, wciąż nieco naiwnie wierzącym, że świat to w gruncie rzeczy dobre miejsce, pełne dobrych kotów. Ma w sobie dużo empatii, zależy mu na tym, by inni czuli się dobrze, przez co jest dobrym przyjacielem. W stosunku do starszych kotów odnosi się uprzejmie i z szacunkiem, akceptując, że te wiedzą więcej o życiu niż on sam. Nie jest gadułą, mówi tylko tyle, ile uważa za potrzebne, a tak się składa, że zwykle najpotrzebniejsze dla niego są pytania, to też ich zadaje wyjątkowo dużo. Jest bowiem bardzo ciekawski i chce wiedzieć jak najwięcej; świat, to dla niego układanka, a on chce dopasować jak najwięcej jej elementów. Ciężko mu zaakceptować, że są pytania, na które być może nigdy nie pozna odpowiedz - uważa, że jeśli będzie drążyć dostatecznie długo, pozyska każdą upragnioną informację. Ma w sobie też sporą ciągotę do włóczęgostwa, ciągle marzy o podróżach, o odkrywaniu nowych, niezwykłych rzeczy, których nie widziały jeszcze inne koty. Generalnie jest dosyć inteligentny, jednak ma problemy z zapamiętywaniem takich rzeczy jak imiona czy nazwy. W dodatku nie wpadł jeszcze na pomysł, że starsze koty mogą podawać mu nieprawdziwe informacje, to też bezgranicznie im wierzy, co sprawia, że jest nieco naiwny i w gruncie rzeczy, można wcisnąć mu byle kit.
Oh! A tak dobrze mu szło! Aż sam się wzdrygnął, kiedy usłyszał dźwięk łamiącej się pod jego łapą gałązki, nic więc dziwnego, że gołąb również poderwał się w niebo. Nic jednak nie było całkiem straconego — Maczek wciąż miał jeszcze możliwość pochwycić ptaka. Nie zastanawiając się wiele, ponownie wyskoczył, celując w skrzydła gołębia. Miał zamiar przyszpilić go do ziemi, by ten nie mógł więcej odlecieć, a później szybko i bez zbędnych ceregieli pozbawić życia.