Logo Artemidy
Dziupla
#1
[Obrazek: vMz3UxJ.png]

Na obrzeżach Jagodowego Zagajnika, niedaleko Pierzastego Lasu rośnie szeroki, stary dąb. To właśnie on stał się nowym domem dla szylkretowej samotniczki, która ugościła się w dość dużej dziupli, do której wejście znajduje się ok. dwie lisie długości nad ziemią. Wejście jest niewielkie, jednak wystarczająco szerokie, aby zmieścił się w nim średniej wielkości kot. W środku jest dużo miejsca, zarówno w pionie jak i w poziomie. Samo legowisko składa się z mchu, piór, strzępków futra i wszystkiego, co nadaje się na miękkie posłanie. Terytorium wokół dziupli jest regularnie znakowany, ażeby wszyscy nieproszeni goście trzymali się z daleka.
leave behind your heart and cast away
rather be the. h u n t e r .than the prey
[Obrazek: LOarr7D.png]
« .you. are .n a t u r a l .»
a beating heart of stone
you .gotta. be .so .cold
to .make. it. in. this .world

LVL 4 20 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
12
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#2
xxByło słoneczne, ciepłe przedpołudnie w Leśnych Ostępach, gdy rudo-czarna samotniczka wracała z polowania do swojego legowiska w starym dębie. W zębach kotka niosła sporą bażancicę, która z pewnością starczy jej na dłuższy czas. Życie w samotności różniło się znacznie od tego w klanie, a nawet poza nim w czyimś towarzystwie. Po pierwsze polowało się dla siebie i wyłącznie dla swoich własnych potrzeb, a więc nie trzeba było martwić się o dzielenie pożywienia. Po drugie można było robić wszystko, co się chciało, nie musząc przestrzegać wymyślonych zasad i reguł. Z drugiej strony życie poza klanem było minusem ze względu na to, iż jest się zdanym na własną łapę i jeśli nie zatroszczysz się o bezpieczne schronienie czy posiłek - zginiesz albo w lepszym przypadku - zostaniesz ranny albo wygłodzony. Pustułka to wszystko już wiedziała i radziła sobie całkiem dobrze. Miała bezpieczne legowisko, miała pod dostatkiem zwierzyny, nic tylko żyć i nie umierać. A jednak, choć bardzo odpowiadała jej niezależność i spokój - czuła się nieco samotna. Pod żadnym pozorem jednak nie chciała, aby jakkolwiek wpłynęło to na jej decyzję o samotniczym trybie życia, który był przecież dużo lepszy niż życie w klanie, prawda?
xxPo drodze oznakowała granice swojego rewiru, po czym wskoczyła do dziupli, gdzie po chwili zaczęła oskubywać z piór upolowanego ptaka. Był to najgorszy aspekt tej zwierzyny - pióra, które przyklejały się do pyska, futra, smyrały w nos i trzeba było się ich pozbyć za każdym razem, gdy chciało się zjeść jakiegoś ptaka. Leżąc wygodnie z głową lekko wychyloną poza dziuplę chimera cierpliwie próbowała oczyścić swoje śniadanie, będąc jednocześnie czujną w razie, gdyby jakiś inny drapieżnik postanowił dołączyć się do posiłku.

//Lis :3
leave behind your heart and cast away
rather be the. h u n t e r .than the prey
[Obrazek: LOarr7D.png]
« .you. are .n a t u r a l .»
a beating heart of stone
you .gotta. be .so .cold
to .make. it. in. this .world

LVL 4 20 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
12
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#3
Co ja tu robiłam się zapytacie? Dobrze wiem, że i tak nikogo to nie obchodzi an tyle, bym musiała odpowiadać - ale i tak to zrobię. Szlajałam się w okolicach Pierzastego Lasu w jednej, prostej intencji jaką było polowanie. Samotnik samotnikiem, jednak muszę coś jeść. Przejście się aż do Krzywuchy czy jak tam jej było w tym momencie nie było mi na łapę. Tym bardziej, że od jakiegoś czasu zajmowałam sporych wielkości teren w okolicach własnie Pierzastego Lasu oraz Leśnych Ostępów. Tak na zmianę, żeby życie miało smaczek a nie tylko odór rutyny. W Leśne Ostępy zapuszczałam się również z powodu Krogulczego Szponu, licząc, że znów ją tam spotkam i zamienię parę słów informując ją o swoich planach na powrót. Była moją siostrą, warto byłoby ją chociaż o tym poinformować, nie? Tym bardziej, że pod koniec naszej wymiany zdań zasiała we mnie owy pomysł a teraz udało mi się to wszystko zrealizować za pomocą rozmowy z Chrząszczowym BRZUCHEM. Dużo tych rozmów hm...Dzisiaj jednak padło na spokojne polowanie w obrębie Pierzastego Lasu. Kiedy spokojnie szłam z chudą myszką w pyszczku, szykując się do spokojnego posiłku, do moich nozdrzy wpadł jakiś nowy zapach. Nie trudno było w niem nie rozpoznać zapachu moczu, jednak bardziej interesowało mnie kto tu naszczał, niż dlaczego. Och, czyżbym miała nowego, tymczasowego sąsiada? Oznaczanie terenu było moim zdaniem dość lekkomyślne. Musiała to zrobić jakaś młoda, nienauczona życia samotniczka. Nie wiem, może tutejsi samotnicy tak robią, jednak ja nauczyłam się, że zdecydowanie lepiej jest żyć na wszystkim, niż tylko wygrodzonym terenie. Nie ściąga to tak innych, a nawet jak już ściągnie, to da się go łatwo wyminąć, obejść albo po prostu zignorować i ruszyć gdzieś kawałek dalej i czekać aż sobie pójdzie. W ostateczności można walczyć, bo to chyba największa frajda z bycia samotnikiem! Jednak głupia, bo potem co zrobić z ranami jak wda ci się zakażenie? Eh głupota młodszych. Po zjedzeniu posiłku, zakopaniu go ruszyłam wgłąb oznakowanego terenu totalnie nie przejmując się tymi obszczanymi krzaczkami za mną. Szłam pewnie, rozglądając się aż w końcu trafiłam przed rozłożysty, stary dąb. No, wyglądał dość imponująco i na pewno skusił jakąś hulaj duszę, by tutaj się zatrzymała i oznakowała teren. Poruszyłam koniuszkiem ogona a moja skóra drgnęła parę razy w różnych miejscach. Czyżbym znowu nabawiła się pcheł? Przystanęłam i podrapałam się za uchem, po czym skrzywiłam się i dojrzałam posilającą się, sporych gabarytów kotkę. Jak szybko znalazłam nowego sąsiada, to aż niesamowite. Przysiadłam, obserwując ją z odpowiedniej odległości, po czym owinęłam ogon wokół łap, poruszając poszarpanym uchem.
xx- Te, większego terenu nie mogłaś sobie zaszczać? Jakbyś zauważyła, nawet obsikane drzewka nie powstrzymały mnie, bym tutaj przyszła. Myślisz, że innym samotnikom będzie robiło to za ostrzeżenie? - rzuciłam chrapliwie niezbyt przejmując się możliwością ataku. Niech no sobie poskacze, posyczy czy co tam może. Uniosłam brew, oczekując reakcji. - Podpowiem ci; nie. Jak będą chcieli zająć to drzewo to to zrobią, a twoje szczyny ich tutaj tylko zwabią.
[Obrazek: ai2Xcgu.png]
cut out the things that I don't need
and I don't care if you disagree ̖́-
I DON'T NEED NO SYMPATHY!
winning the game on my own
LVL 3 110 / 200
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#4
W ostatnim czasie zaczęła się zastanawiać, czy nie powinna może czegoś zrobić ze swoim problemem w postaci bolącego barku, który się ciągnął za nią już z dobre kilka księżyców, jak nie kilkanaście. Kolejnym problem jednak było to, że nie bardzo wiedziała co mogłaby zrobić. Nie znała się w ogóle na leczeniu, więc nawet nie wiedziała czy istnieje jakiś, och, kwiatek na chociażby złagodzenie bólu. To nie tak że nie wytrzymywała czy coś, po prostu ją to zaczynało coraz bardziej irytować, zwłaszcza podczas polowania. Jednak pomimo tego nie przerywała swoich, codziennych spacerków po terenach. Pomimo tego jak bardzo by ją coś nie bolało, nie pozwoliłaby sobie tego odpuścić. Uwielbiała spacerować, sama nie była do końca pewna dlaczego jej to taką przyjemność sprawiało... po prostu tak było. Przechadzała się nieopodal Pierzastego Lasu, a przy okazji dalej się zastanawiała, co powinna ze sobą, a raczej ze swoim nieszczęsnym barkiem zrobić.

Półmrok
LVL 3 105 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
5
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#5
Ktoś tu kiedyś żył.
Zapach był delikatny, niemal niewyczuwalny, śladów nie było - zostały może pojedyncze kłaki futra po poprzednim kocie, który tu przebywał. To był jedyny dowód na to, że jakiekolwiek koty tu bywały przed bengalem. Czy to złe lub dziwne? Nie, w końcu każdy chciał mieć kącik dla siebie. Nawet, jak się okazuje, on potrzebował szukać nieustannie swojego miejsca poza granicami obozu.
Przydreptał tu o wczesnej porze. Słońce było już u góry, a przebłyski różu ustępowały już niebieskiemu, normalnemu odcieniowi nieba. Ptaki z wolna zaczęły śpiewać, choć był to słaby śpiew - jak na tę porę przystało. Gdzieś w głębi serca morskooki wierzył, że niedługo to się zmieni i wraz z nadejściem ciepła, każdy ptak nagle odżyje, robiąc znów przyjemny dla ucha hałas.
Co tu robił? Nic. Chodził, szukał, oglądał. W końcu, gdy jego oczy skupiły wzrok na jednym z "śpiewaków", który wylądował na ziemi, zaczął starać się na niego polować. Dość nieporadnie, bo nigdy nie musiał tego robić sam, ale widział jak robią to inni więc chciał zobaczyć ja mu pójdzie. Ugiął się na łapach, zaczął się zbliżać i... nagły szelest przerwał mu, a ptaka wystraszył. Odwrócił wzrok w miejsce, z którego dochodził dźwięk od razu się napinając i do tego szykując do ucieczki. To mógł być każdy, Pożogowe koty bowiem na pewno nie interesowały się już Schlattem na tyle, by chodzić za nim gdziekolwiek. Może przesadny wymysł, może nie - on ocenić tego nie potrafił. W końcu z zarośli jednak wyjawiła się ona.
- Barwa! Co tu robisz?! - szok, ale i przesadna radość przemawiały przez niego z całej siły. Tak, teraz zdecydowanie tego potrzebował. Jej potrzebował bardziej niż kogokolwiek innego. Nie znali się w prawdzie długo, ale to nie szkodzi - dla niego byli już dobrymi znajomymi. Bardzo dobrymi. Od razu wystartował do niej, by lekko stuknąć się łbem o jej bark w geście powitania. - To daleko od twoich ziem! Pozwolili ci przyjść?
Uśmiechnął się szeroko. Tęsknił, tak.

//Barwna Łapa :
LVL 3 150 / 200
MedLVL 0 48 / 100
11
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#6
Nie mogła spać. Czy to przez przepracowanie, czy ogromną ilość emocji i tempo, z jakim rozpędzało się jej życie, ale leżała w legowisku, nie mogąc zmrużyć oka. Czy nie za wiele od niej wymagano? Nagle, z nudnego życia bez żadnych obowiązków, z wylegiwania się i braku konieczności nawet podniesienia łapy, teraz ma wstawać codziennie o świcie, trenować, sprzątać w obozie, zaglądać do starszyzny, pewnie niedługo nawet polować, gdy tylko będzie w stanie. Na co dzień odpowiadała jej ta dynamika, ale tej nocy miała dość. Chciała pójść gdzie ona chce, robić to na co ma ochotę, a nie to, co należy. Podniosła się i cicho wymknęła się z obozu. Czy będzie tego żałować? Z całą pewnością, w końcu powinna łapać każdą godzinę snu, jaka jej przysługuje. Ale nie zawsze robi się to, co robić trzeba. Zwłaszcza, że była małym prykiem, terminatorem, któremu jeszcze wolno to i owo. Najwyżej ktoś na nią pokrzyczy, ona schyli łeb ze skruchą i już.
Szła, nawet nie zwracając uwagi dokąd. I tak nie znała terenów, więc skupiała się tylko na tym, aby zapamiętać drogę powrotną. Jeśli się postara, dotrze bardzo spóźniona na trening. Jeśli nie, to mogą uznać ją za zaginioną albo zamordowaną przez jakiegoś puchacza. W tym momencie było jej wszystko jedno.
Nawet nie zorientowała się, kiedy nastał ranek. Sumienie podpowiadało jej, aby zawracała i już miała to zrobić, gdy nagle wyczuła znajomy zapach. Otworzyła szerzej oczy, ożywiając się. Jak duża była szansa, że będzie szła w dobrym kierunku i akurat go spotka? Zerowa! No, prawie, co właśnie się to wydarzyło. Z radością wymalowaną na pysku ruszyła w jego stronę. - Chyba przyszłam w złym momencie. Ale nie martw się, zaraz razem upolujemy dwa razy większego - zapewniła, obdarzając go ciepłym uśmiechem. - Nikt nic nie wie! Wyszłam w nocy, gdy wszyscy spali, inaczej pewnie nie pozwoliliby mi tu przyjść samej - powiedziała, w duchu ciesząc się z jego reakcji. Miło było widzieć, że ktoś w końcu cieszy się z jej obecności. I to taki ktoś. - A ty, co tu robisz? To tereny twojej grupy? - spytała, obrzucając wzrokiem okolicę. Jeśli naprawdę to tu mieszkał, to... no, nawet z jej optymistycznym podejściem musiała przyznać, że to daleko.
[Obrazek: wnFFA1v.png]
LVL 4 80 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#7
Położył po sobie uszy, kiedy usłyszał jej słowa. Mieli polować, razem? Na coś większego? Skrzywił się lekko, machając głową na znak, że nie zrobi tego - że nie może nawet tego robić. Nie przyzna się oczywiście, że nie umie, bo duma mu nie pozwoli na to, ale brak umiejętności to nie była jedyna rzecz jaka go przed tym powstrzymywała.
- Nie no... Bawiłem się tylko. Sprawdzałem, czy mnie zauważy. Nie chcę polować - uśmiechnął się lekko, wzrok na moment kierując na bok. Tuż po tym znowu spojrzał na kotkę, kiedy oświadczyła mu że nikt o niczym nie wie. - Nie będą źli? Wiesz, żeby po ciebie nie przyszli! Bo inaczej mogą wiedzieć, że przychodzisz do mnie i mogą ci zakazać... A ja bym nie chciał...
Nie wiedział jak to ubrać w słowa. Ruda niemniej mogła sobie sama dopowiedzieć co miał na myśli - choćby to, że nie chce kłopotów, nie chce by zakazali im się spotykać, że nie chce jej robić kłopotów. Cokolwiek by to nie było, miało dość pozytywny wydźwięk.
- Ja... nie... Tu nie. Tu jest opuszczone legowisko kogoś. Nie wiem kogo, nie ma śladów ani nic - mógł mówić, że się tu osiedli? Że są tu ich tereny? Zresztą, to chyba jeszcze nie ich tereny. Mieli obóz i trzy patyki, to nie sprawiało, że są wielką potęgą, która już zajmuje wielkie terytoria. Przynajmniej w świecie kocura to tak nie działało. - Moja grupa to się prędzej wybije niż podbije jakiś teren. Wiesz co się ostatnio stało? Powiedziałem, że nie chcę zbierać kwiatków z jakimś starym dziadem. I tak się zdenerwował, że chciał mnie pobić. Pobić nie pobił, ja mu zrobiłem parę ran! Frajer w każdym razie, wyzwał mnie, starszy, silniejszy, bardziej doświadczony - chcąc mi pokazać, że zna się na biciu, a ostatecznie bym go wykończył. JA! Jedynie co zrobił, to mógł się na mnie położyć. I robił to dużo, dużo razy.
Dreszcz przeszedł mu przez grzbiet. Źle będzie kojarzył tę akcję, była nieprzyjemna, wręcz brzydząca. Ale kogo to tak właściwie obchodziło? To, że on się nie lubił z Fairym było sprawą jedynie jego. Pożoga zdawała się mieć to gdzieś, jak wszystko inne. Wręcz jego prędzej by za to ukarali.
- A ty, jak tam u ciebie? Wszystko u was dobrze? - wykrzywił mordę w uśmiechu. Zaraz po tym usiadł, by podrapać się za uchem, które paskudnie go zaczęło swędzieć. Nic mu nie było, ale czasem skóra po prostu swędzi, bez żadnego powodu.
LVL 3 150 / 200
MedLVL 0 48 / 100
11
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#8
Przekręciła łepek i spojrzała na niego łagodniej, mrugając parę razy. - Czemu nie chcesz polować? - spytała. - Przecież nie zabijamy dla zabawy, tylko jedzenia, prawda? Znaczy, nie wiem jak u was, ale w Gromie tak nie jest - powiedziała, zawieszając na nim baczny wzrok. Oczywiście, była skłonna zmienić zdanie. Nie była stara i naburmuszona, aby obstawiać przy swojej opinii na siłę, jak co poniektórzy.
Ciepło rozlało jej się w środku, gdy dotarły do niej jego słowa. - No... mogą być trochę źli. Ale mi nie zabronią, nie mogą tego zrobić. Co najwyżej będą się na mnie denerwować albo się o mnie martwić, ale bez przesady! Nie jestem już taka mała, aby nie umieć o siebie zadbać - stwierdziła. - Poza tym, nawet gdyby mi zabronili, to i tak bym tu przychodziła - dodała z mocą, posyłając mu uśmiech. Nawet ich zakaz sprawiłby, że uciekałaby częściej! Nigdzie w kodeksie ani żadnym innym spisie zasad nie było mowy o tym, że terminatorzy nie mogą wychodzić poza tereny swojego klanu, a przynajmniej nie było jej o tym wiadomo. Zaniedbania treningu też nie mogli jej zarzucić, wystarczy spojrzeć na jej postępy. Ich zakaz byłby tylko osobistym wymysłem, niepodpartym niczym oprócz świadomością własnej władzy. Nie widziała więc konieczności podporządkowania się.
- Pobiłeś jakiegoś dorosłego? - spytała, spoglądając na niego z dozą podziwu. - Najbardziej podskakują ci, co najmniej umieją. Dobrze, że sprowadziłeś go na ziemię - powiedziała. Najgorsze, co może być, to nadmierna pewność siebie, tak. Może to, że jakiś dzieciak go skopał wreszcie wbije mu do głowy, jak ma się zachowywać.
- U mnie? Jest w porządku - nieco zdziwiła się jego pytaniem. - A nawet gdyby nie było, to nie miałabym czasu o tym myśleć. Poważnie, cały czas coś robię. Czasem to jest męczące, wiesz? Znaczy, fajnie, że mogę się do czegoś przydać, ale ostatnio w ogóle nie mam czasu dla siebie - przyznała szczerze. Pierwszy raz mogła z kimkolwiek porozmawiać w ten sposób. Gdyby tylko przyznała to komuś z Gromu, od razu zburzyłoby to reputację przykładnej i ambitnej, jaką starała się zbudować. Bengal nie będzie jej oceniać. Liczyła na to. A jeśli będzie, to... znowu nie będzie miała z kim gadać. Żaden problem, już przywykła. - Dlatego tu jestem. Nikt nie wie, gdzie poszłam i nikt się nigdy nie dowie, bo im nie powiem. Jeszcze będą za mną łazić albo znajdą ciebie i skojarzą fakty - dodała. Nie sądziła, aby byli skłonni go pobić tylko dlatego, że Barwa się do niego wymyka, ale co ona mogła wiedzieć? Lepiej dmuchać na zimne. - Pewnie jakoś teraz zorientowali się, że mnie nie ma. Nawet to śmieszne, co? Oni się martwią, a my sobie gadamy jakby nigdy nic - zaśmiała się pogodnie. Przejmować się będzie później.
[Obrazek: wnFFA1v.png]
LVL 4 80 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#9
- Mógłbym go złapać, przytrzymać i puścić! Poza tym, to tylko ptak. Nawet jakby coś się mu stało, co z tego? Przecież bym go wtedy mógł zanieść do reszty i tyle, ktoś by go zjadł - odparł wesoło, unikając pierwszego pytania. Nie było go, nie w Ocelotowym świecie. Niemniej, słyszał je - uśmiechnął się szerzej na nie i to tyle. Nie przyzna się do nieumiejętności.
- Mam nadzieję, że w takim razie i mi się nie oberwie. Wiesz, żeby nie było że ja cię tu wyciągam i... i... nie wiem. Nie chcę też kłopotów, bo teraz to mnie na pewno wyrzucą. Banda bałwanów! Tylko by się czepiali. Ostatnio jak do ciebie poszedłem, to nic mi się nie stało. A potem i tak kazali się mi bić. Łapiesz?! Jakby coś się mi stało daleko to źle, ale jak przy wszystkich to super i fajnie - pomachał łbem na boki, wzdychając ciężko. Nie rozumiał tej logiki, ale w pewnym stopniu przybliżył Barwie jedno - że się boi, a jego strach jest niebezpodstawny. Dostać karę i nie móc gdzieś iść to jedno, a zostać wyzwanym na pojedynek to drugie. - Wątpię, że wrócił na ziemię. Po prostu się obraził pewnie i tyle. I nie będzie ze mną gadał ani nic. Głupota, co nie?
To wywnioskował sam i przekładu na rzeczywistość mieć nie musiało... ale mogło. Pożoga odkąd stała się Pożogą generalnie przestała być spoko. Póki była niczym, było fajnie i przyjemnie, a teraz? Zdecydowanie nie. Wszystko, co mogło być spoko spoko już nie było. I chyba nikomu nawet to nie przeszkadzało, tylko najmłodszemu. I chyba przez to nikt tego nie brał pod uwagę.
- U mnie nic do roboty nie ma. Serio. Taki Dynia mówił, że może mnie uczyć jak walczyć czy coś, ale... no. Właściwie, jak mnie nie ma to momentami mam wrażenie, że nikomu to nic nie zmienia. Może moja "mama" to widzi. Może. Ale sam nawet już tego nie wiem - mruknął w dość... ponurym, smutnym tonie głosu. Owszem, czuł przez to swego rodzaju żal i odrzucenie. Nie oczekiwał miłości i radości na jego widok na każdym kroku, ale też nie chciał czuć się jak skończony śmieć, który dla nikogo się nie liczy. Dlatego też na ostatnie słowa Barwy zrobił ewidentnie zmartwioną minę, przez którą przejawiło się coś w stylu zazdrości. - Ja już nie mogę chodzić do ciebie. Ani prawie nigdzie. Nawet nie wiem czemu. Przecież gdybym poszedł z tobą, to nawet nic by mi się nie stało.
Dodał jeszcze od siebie. Nie chciał kłopotów nadal, ale ponarzekać musiał. Inaczej by zdechł ze stresu i nerwów gdzieś koło któregoś z grobów.
LVL 3 150 / 200
MedLVL 0 48 / 100
11
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#10
Zmarszczyła brwi i trzepnęła ogonem. - Żebym ja cię zaraz nie złapała i przytrzymała - warknęła ostro. Przez chwilę nie była nawet pewna, czy dobrze usłyszała, ale jego następne słowa przewiały jakiekolwiek wątpliwości. - To żałosne, wykorzystywać swoją siłę wobec słabszych - powiedziała chłodno, patrząc prosto w jego oczy. - Te stworzenia też żyją. I umierają tylko po to, abyś ty mógł przeżyć. Nie po to, żebyś się pobawił i ewentualnie je zjadł, skoro już nie żyją - fuknęła, czując... rozczarowanie? Chyba tak. I gorycz, ogromną. Ona sama momentami miała nawet wyrzuty sumienia, że musi zabijać, żeby przeżyć. W jaki sposób jej życie było lepsze i bardziej wartościowe niż takiego drozda? A kocur zdawał się traktować to jak zabawę. Tak, czuła gorycz i rozczarowanie.
- Może po prostu się martwią? - zasugerowała łagodnie. - Wiesz, co innego bić się z członkiem swojej grupy, który przecież nie zamierza ci nic zrobić, a co innego trafić na jakiegoś drapieżnika, albo w ogóle nieprzychylnego, nieznajomego kota, który mógłby faktycznie chcieć zrobić ci krzywdę - dodała. W jej małej główce nie pojawił się nawet cień wątpliwości co do tego, że owy pojedynek, który bengal stoczył z jednym ze swoich, był tylko przepychanką. W końcu w jaki inny sposób miałby z taką łatwością pokonać innego kocura, dorosłego i doświadczonego? Musiałby był bardzo głupi, albo jasnooki musiałby mieć wielkie szczęście. Bo umiejętności nie miał prawa mieć. - Niektórzy są zbyt dumni, żeby przyznać się do błędu - mruknęła, uśmiechając się do niego lekko. - Albo zbyt głupi, aby zdać sobie sprawę, że popełnili błąd. Na jedno wychodzi. Ale chyba dużo na jego obrażaniu się nie stracisz - dodała pogodnie. Skoro był taki dumny i wyzywał młodszego, w mniemaniu Barwy nie był godny zainteresowania. Tak było dużo prościej - nie zwracać uwagi na tych, którzy nie są dość mądrzy i ogarnięci.
Po jego następnych słowach spojrzała na niego łagodniej i milczała chwilę, zastanawiając się. - Wiesz co? Może ja cię będę uczyć? - zaczęła, spoglądając na niego dość niepewnym wzrokiem. - Znaczy, moi mnie trenują, więc coś tam wiem. A ja będę trenować ciebie i pokażesz twojej głupiej grupie, że ich nie potrzebujesz - powiedziała, a na jej pysk powoli wstąpił uśmiech. - Będziemy trenować na sobie nawzajem. Obustronne korzyści - dodała. Ale się zdziwią! Znowu wyzwą go na pojedynek, a on ich zdzieli jak, że nie będą mogli siedzieć przez następny księżyc!
Zmarszczyła lekko brwi i przygryzła wargę. - Ja mogę do ciebie przychodzić, jakoś to załatwię. Znaczy, jeśli chcesz - dodała pospieszne, spuszczając wzrok. Może kocur wcale tego nie chce? Przystaje tylko na jej obecność, w końcu jest jego jedyną rówieśniczką, jaką zna. Wcale by jej to nie zdziwiło. - Co by ci niby zrobili? Znowu wyzwali na pojedynek? Już raz sobie poradziłeś - szybko zmieniła temat.
[Obrazek: wnFFA1v.png]
LVL 4 80 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#11
Uniósł brew do góry, lustrując ją ze zdziwieniem wyrysowanym na pysku. Że co? Groziła mu? Oczywiście, że i on w tej chwili skłonny był skoczyć na nią i ją przytrzymać! Tylko grozić mu o głupiego ptaka? Nie zrobił jej krzywdy ani nic!
- To tylko ptak. Którego można później zjeść. Na czym mam ćwiczyć? Co ty w ogóle jesz, skoro nie chcesz krzywdzić... jedzenia - nadal ją obserwował z coraz większym szokiem. Nigdy nie słyszał o tym, że czegoś takiego nie wolno. Przecież... komu to przeszkadza? I kto miałby mu to powiedzieć? Niemniej, mimo szoku i zdziwienia, on rozczarowany nie był, a zaintrygowany. Nie wiedział co siedzi Barwie we łbie, a chciał wiedzieć. W końcu kto się oburza o polowanie!
- Nie - skomentował krótko to pierwsze, zaprzeczając machnięciem głowy. - Byliby skłonni mnie zabić, gdybym był problemem. Czasem się czuje czyjeś złe intencje.
Mruknął ciszej, wzrok kierując w dół na krótki moment. Potem znowu przeniósł go na kotkę, strosząc uszy do góry. Nadal chciał wiedzieć wszystko o jej podejściu do ptaków i jedzenia. Chociaż uśmiechnął się na to, że nazwała liliowego orientala głupim, nie skomentował tego na głos. W głowie niemniej ciskał różne słowa na ten temat.
- To czego możesz mnie nauczyć...? - zaczął niepewnie, powoli kładąc uszy na dół. Potem na moment się uśmiechnął, a potem znowu zgorzkniał. On miał uczyć ją? Nic nie umiał. Był zupełnie nieumiejętny we wszystkim, jedynie co do tej pory zrobił, to zebrał informacje o Klanach, które ona i tak już zna. - Nie mogę. Nie umiem nic. Nie wytrenuję cię. Umiem się trochę bić. Ale nic poza tym.
Powiedział krótko, czując jak stres zaczyna go zalewać całego. Aż się rozgrzał cały, przyznając się do tego że jest "zielony" w niemal każdy temat. Później machnął krótko głową, odpowiadając na wszystko. Owszem, może przychodzić. Jak najbardziej, raz sobie poradził. Czyli... czyli poradzi sobie zawsze. Tak, dobrze tak myśleć. Może ma rację. W końcu umie więcej.
LVL 3 150 / 200
MedLVL 0 48 / 100
11
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#12
Na przemian unosiła i marszczyła brwi, nawet nie wiedząc, co odpowiedzieć. Czy on naprawdę słyszał, co mówi? - Ćwiczyć, ale nie męczyć, tylko szybko zabić. Żeby nie cierpiał - wytłumaczyła, z marnym skutkiem siląc się na spokój. Naprawdę musiała mu mówić takie rzeczy? Spojrzała na niego bystro, a w jej głowie zaświtał pomysł. Napięła się nagle i skoczyła w jego stronę, powalając go na plecy. Zawisła nad nim, łapy kładąc po bokach jego szyi i napierając na niego swoim ciężarem, nie dając mu wstać. Wisiała tak chwilę, po czym obdarzyła go triumfalnym uśmiechem. - Teraz cię trochę przytrzymam. Jeśli coś ci się stanie, to najwyżej zaniosę cię do reszty, ktoś by cię zjadł - powtórzyła jego wcześniejsze słowa, ale zamiast spełnić swoje groźby, natychmiast z niego zeszła i odsunęła się kawałek. - Jak się czujesz jako ptak? Bardzo miło, prawda? - powiedziała z lekkim uśmiechem.
Otworzyła szerzej oczy, zupełnie nie spodziewając się takiej odpowiedzi. - Jacyś nienormalni - skomentowała pod nosem. - U nas nikt by ci tego nie zrobił. A nawet jeśli, to bym cię pomściła - obiecała, nie spuszczając z niego uważnego wzroku. - Mógłbyś nawet do nas dołączyć, skoro twoi są tacy... gdybyś chciał oczywiście - zabezpieczyła się ostatnimi słowami. Tylko mu proponuje, nic zobowiązującego. Jak odmówi, to nic się nie stanie, bo ona przecież tylko sugeruje, tak. - Sam mówiłeś, że byś się przydał, więc pewnie by cię przyjęli. Trzeba tylko przekonać Przywódcę, ale... na pewno się zgodzi - powiedziała z pewnością w głosie. Załatwi to, jakoś. Jak nie ona, to przecież zna tyle osób, które miały jakieś wpływy. Coś się da zrobić, o ile oczywiście kocur będzie tego chciał. Może wcale nie przeszkadza mu groźba śmierci? Życie na krawędzi czy coś. Kto co lubi.
- Też jeszcze za dużo nie umiem - przyznała otwarcie, wzruszając ramionami. - Ale będę umieć! I ty też, dzięki mnie - na jego następne słowa pokręciła delikatnie głową, obdarzając go ciepłym uśmiechem. - Teraz znam tylko trochę teorii, ale też nigdy się z nikim nie biłam. Znaczy raz, z siostrą, ale nigdy na poważnie - dodała dla zachęty. Dla niej brak umiejętności nie był niczym wstydliwym. Kiedyś się przecież muszą nauczyć.
[Obrazek: wnFFA1v.png]
LVL 4 80 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#13
Miał już zamiar coś odpowiedzieć, jednak skończyło się tylko na zagłuszonym przez uderzenie o ziemię jęku. Owszem, zrobiła to zbyt nagle. Skok widział na parę sekund przed upadkiem i choćby się starał, nie dałby rady się usunąć na bok. Nie ważne - ważniejsze było to, że znalazł się pod kimś. Fala ciepła spowodowana i złością, i strachem przeleciała przez całe jego ciało, zaś serce biło tak szybko, jakby miało zaraz wystrzelić mu z klatki piersiowej. Starał się wierzgać, ale przez długie futro tylko przeciągał łapami i ewentualnie ją szarpał za sierść. To zaś chyba jeszcze bardziej go przerażało, bo przez to sam się do niej zbliżał.
- ZŁAŹ - ryknął jej prosto w pysk, starając się odepchnąć ją chociaż przednimi łapami. Nie skrzywdzi jej - nie mógł. Gdyby ją nawet lekko uderzył bez niczyjej zgody, mógłby mieć problemy. Zostało mu krzyczeć, płakać i błagać o nierobienie mu krzywdy. Oczywiście, uśmiechu nie odwzajemnił - po prostu błądził po jej pysku oczami. Gdy wreszcie dała mu możliwość ucieczki z sytuacji, dosłownie to zrobił, oddalając się na moment o parę kroków by zaczerpnąć powietrza. Obrzydliwe, że każdy tak robił. - Koty nie jedzą kotów.
Zaznaczył drżąco, zaciskając na moment kły. Uważał teraz na nią i dokładniej ją oglądał... tak jakby co. Może i tylko chciała mu pokazać jak to jest być złapanym, ale mimo wszystko, niezbyt to okej. Nie rozumiał po co naciskać na dotyk. Całe życie go nie miał i wszystko było spoko, więc teraz nikt nie musi się z tym pchać do jego życia. W końcu ochłonął.
- No są! Tak trochę. W sensie, ja bym nie bił się z nikim tylko dlatego, że się ze mną nie zgadza. Ale to ja. Wiesz, każdy jest inny czy coś, co nie? Ale to takie... takie... no. W sensie, niby spoko, że się udało zawalczyć. Wiem trochę bardziej przez to jak to robić, ale pomyśl co by się stało gdybym... gdybym wziął i na przykład złamał jakąś zasadę, jak wy macie w tym kodeksie? Wtedy serio byłoby po mnie! - bo o tym, że i oni mają jakieś już zasady nie powie. Nie mógł, czysto fizycznie dla własnego dobra musiał milczeć. Potem położył po sobie uszy, marszcząc nos. - No nie wiem... Co byś niby powiedziała? Że twój kolega chce dołączyć...?
Mruknął markotnie, znowu kręcąc łapą we śniegu. Tym razem nie udawał nawet niepewności, po prostu nie wiedział jakby to się niby miało rozegrać. ALE nie powiedział nie! Nie zmieniało to nic tak po prawdzie, ale przynajmniej nie zabrzmiał niemiło w żaden sposób. Nie ważne.
- Naprawdę byś mnie pomściła? - uniósł lekko kącik ust ku górze. To, o tu, było miłe. Choć przekroczyła granicę komfortu, choć sprawiła że Ocelota zemdliło, że chciał zapaść się pod ziemię - zaczęło to odchodzić na bok. Co innego robić to na przekur i bez słowa wyjaśnienia (bo sam fakt, że walka była dla pokazania że i zielarz może walczyć najwidoczniej Schlattowi nie wystarczył), a co innego jak ktoś to zrobi ale i tak mówi, że by stanął w jego obronie. Że mściłoby się go po śmierci. Niezrozumiałe było to wszystko nadal, ale tak - było to miłe. Może i wśród "swoich" się tego doczeka. - Naprawdę?
Dopytał szybko. Zignorował kwestię swojej przydatności na rzecz tej zdecydowanie ważniejszej rzeczy. W końcu co jak co, ale dobrze wiedzieć czy ktoś na pewno mógłby się za nim wstawić.
- Ale to jeszcze nie teraz. Co? Bo ja może będę coś umiał za jakiś czas. Teraz nic nie umiem poza biciem się, ale to już wiesz. Możemy się kiedyś bić. Umiemy pewnie tyle samo. Co nie? - tak, ona miała to ocenić. On nie widział jej walki, a ona jego - ale pokładał w niej jakieś nadzieje. Jedno, może i nawet nieszczere powiedzenie, że by się mściła wystarczyło, by go na moment położyć na ziemię. Nie lubił być tym... uległym. Ale zdecydowanie, teraz miał w końcu jakieś znaczenie dla kogoś chyba, co nie? Więc potrafił spojrzeć na nią inaczej. Mimo wszystko, nie mógł mieć jej za złe.
LVL 3 150 / 200
MedLVL 0 48 / 100
11
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#14
Skuliła uszy i odsunęła się, patrząc na niego niezidentyfikowanym wzrokiem. Jakiej reakcji mogła oczekiwać? Że zacznie się śmiać i cieszyć? Mimo wszystko, jego ostry krzyk ją zdziwił. Wpatrywała się w niego przez chwilę, mrugając parę razy oczami. - Nie wrzeszcz tak. Nic ci nie zrobiłam - fuknęła. Przewróciła go, co to jest? Może trochę być mu zimno przez śnieg, ale to wszystko. Nie rozumiała, czemu podnosi głos. - Owszem, właśnie dlatego cię nie zjadłam - zauważyła, starając się rozładować atmosferę. - Nigdy więcej nie mów, że męczenie zwierząt to zabawa. Bo znowu tak zrobię - powiedziała, zachowując pełną powagę. Zabawa zabawą, luźny nastrój luzem, ale o tych tematach nie zamierzała się cackać. Albo dojdą do zgody, albo... albo przestanie być miło.
Wzruszyła ramionami. W sumie nie myślała, co dokładnie by zrobiła. Zawsze działa spontanicznie, to udawało jej się dużo lepiej, niż kiedy próbuje trzymać się wymyślonego planu. I dużo naturalniej, rzecz jasna. - No... powiedziałabym, że znam kocura, który bardzo chciałby do nich dołączyć - zaczęła powoli. - Żubr pewnie zapytałaby się, kto to taki i czemu do nas chce. Wtedy bym odpowiedziała, że mój dobry znajomy, który... jest samotnikiem. Wędrownikiem. No, coś bym powiedziała - mruknęła, uśmiechając się słabo. - Wymyśliłabym na bieżąco! Poza tym na pewno nie szłabym z tą prośbą sama, tylko z kimś, kto naszą Przywódczynię zna. Ja nawet z nią nie gadałam, tak sam na sam - dodała, kwitując wypowiedź wzruszeniem ramionami. Gdybać sobie mogą, a jak faktycznie będzie, pewnie nigdy się nie dowiedzą. W końcu kocur w żaden sposób nie potwierdził chęci dołączenia do niej, co automatycznie uznała za łagodniejszą formę odmowy.
Uniosła na niego ciepłe spojrzenie. - No pewnie, że tak - odparła nieśmiało, przenosząc ciężar z nogi na nogę. - Tak robią przyjaciele, no nie? - dodała. - Znaczy, jeśli nie uważasz, że jesteśmy przyjaciółmi... to nimi nie jesteśmy. Ale i tak bym to zrobiła - uzupełniła pospiesznie, spuszczając wzrok. Czy nie za bardzo się pospieszyła? W końcu widzieli się raptem dwa razy, a ona już określiła ich czymś tak poważnym. Bo przyjaźń była poważna, tak. W końcu nigdy nie miała przyjaciela, to musiało być coś. Jeśli kocur zaprzeczy albo ją wyśmieje, to... zaakceptuje to. Nawet się tym nie zdziwi, w końcu na dobrą sprawę się nie znają. Zaczynała powoli żałować swoich słów. Mogła nic nie powiedzieć, nie zaczynać tematu. Spojrzała na niego niepewnie.
- No, będziemy się bić, żeby zacząć coś umieć - powiedziała prostolinijnie. - Przekażę ci to, co wiem w teorii i razem będziemy próbować przełożyć to na praktykę. Na kimś musimy przecież ćwiczyć, nie? A mamy tyle samo siły, więc nie zrobimy sobie zbyt dużej krzywdy - stwierdziła. W końcu właśnie po to mieli się bić, aby trenować, a nie chwalić się tym, co już umieją. Przynajmniej u niej tak to funkcjonowało.
[Obrazek: wnFFA1v.png]
LVL 4 80 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#15
- Właśnie, że zrobiłaś. Kto tak po prostu wchodzi na innych? I tak się przysuwa? Po co? - zmarszczył nos. Nie tyle co miał pretensje, a faktycznie nie rozumiał tego i może chociaż ktoś mu ze swojej perspektywy to wyjaśni. Może i nawet coś ogarnie, choć szanse były dość liche. Niemniej mogli o tym chociaż pogadać.
- To... tak, ma sens. Można kiedyś nawet spróbować. Jak już będę umiał chociaż polować czy walczyć. Bo wtedy jak mi nie pozwoli, to możemy gdzieś uciec razem i nikt nam już nie będzie mówił co wolno, a co nie! Co nie? - uśmiechnął się lekko. Wygórowany pomysł, pewnie nie będzie miał przekładu na realizm, ale... dobrze mieć plan zapasowy na wypadek gdyby coś się miało dziać. - I wtedy założymy sobie Klan. Nasz własny! I zrobimy najlepsze zasady jakie mogą być. Albo będziemy po prostu sami, razem i będziemy tak sobie żyć!
Podskoczył na moment do góry, uśmiechając się wesoło. Na stwierdzenie, że są przyjaciółmi - choć nie muszą - chwilę nie reagował, by móc połączyć fakty. Potem szybko jej przerwał ruchem łapy, żeby na moment umilkła i już nie musiał się drzeć. W końcu raz mu powiedziała, że ma nie wrzeszczeć, więc teraz już nie musiał.
- Możemy być! Ale znamy się krótko. Mimo to chcesz? - uniósł brew do góry, łeb przechylił na bok i czekał na odpowiedzi. On nie rozumiał jak do końca to działał, myślał jednak że aby iść o krok dalej, trzeba z kimś być blisko dłużej. Może... może tak nie jest. Mogło być to wszystko zdecydowanie łatwiejsze. - Ale bić się będziemy później. Dobrze? Ja teraz nie chcę.
Na tym skończył. Chyba mógł nie mieć na coś chęci, co nie? Nie zawsze musiał tryskać energią na każdą stronę świata.
LVL 3 150 / 200
MedLVL 0 48 / 100
11
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości