Księżyce: 151
Mistrz: Czaple Skrzydło[*]
Płeć: kotka
Matka: Pierzaste Serce[*]
Ojciec: Trawiastooki[*]
Partner: ...
Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151
Mistrz: Czaple Skrzydło[*]
Płeć: kotka
Matka: Pierzaste Serce[*]
Ojciec: Trawiastooki[*]
Partner: ...
Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
Ciało Mknącej Łapy zniknęło pod ziemią, sztywne, zimne i bez wątpienia martwe. Kosowa Pieśń trwała na pogrzebie do końca, czując jak chęć zemsty wygodnie zajmuje miejsce w jej ciele. Ogień, który zapoczątkował palenie jej kompasu moralnego, pożywił się już do końca, pozostawiając po sobie żar, mocny jednak na tyle, by nie zaniechała swojej obietnicy, ale również na tyle lekki by dała radę funkcjonować. Nie mówiąc nic nikomu, po zasypaniu ciała zniknęła gdzieś na całą noc. Zaszyła się w swoim gnieździe i tam patrzyła na niebo, na gwiazdy, dopóki nie zasnęła.
Obudziła się na długo przed świtem, ale wiedziała, że jest już następny dzień, a słońce niedługo pojawi się na horyzoncie. Była boleśnie świadoma wszystkiego co się działo, sen nie przyniósł jej nawet chwili słodkiego zapomnienia, ale za to obudzona wojowniczka miała w głowie zalążek planu pozbycia się mordercy. W imię obietnicy dla Nurt. Jej małej, cudnej córki. Swoje pierwsze kroki skierowała do legowiska wojowników i odszukała wśród nich swoją pierworodną oraz kuzynkę-zastępczynię, budząc je bez słowa i prosząc o rozpoczęcie przygotowań. Czas na siku i ostatnią kanapkę, nie przewiduję przystanków w maku. Obudziła też Śliweczkę, prosząc by zajęła się Świetlik podczas jej nieobecności i dopytując się o miejsce zdarzenia. Na pożegnanie polizała córkę po czole. Głoga nie mogła nigdzie znaleźć, więc westchnęła tylko i nadal bez słowa wskazała głową na wyjście z obozu, prowadząc za sobą dwie młodsze kotki. Wiedziała, że nie potrzebują wyjaśnień, że wiedzą dokąd prowadzi je Kos. Trzy czarne cienie skierowały się na Łęgi, tam, gdzie Śnieżna była widziana po raz ostatni. Pod sztandarem z rozgwieżdżonego nieba, przy świetle tej jednej, najnowszej gwiazdki, Kos zaczęła tropienie, węsząc w powietrzu i na ziemi za tropem byłej wojowniczki.
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
Chaber WIEDZIAŁA, że ten moment się zbliżał. Moment wyruszenia na obiecane jej przez Ćmi Zmierzch polowanie. I było to znacznie lepsze polowanie niż takie zwykłe, na jakie mogły sobie pozwolić w każdym miejscu, o dowolnym czasie.
Nie wyruszyły od razu po pogrzebie, ale czuła, że nadejdzie to wkrótce. Po raz pierwszy chyba miała wrażenie, że od Kosowej Pieśni aż bije siła i przekonanie. I może innych – biorąc pod uwagę to, że wynikało z chęci bezlitosnej zemsty – by to trochę niepokoiło, ale ją ani trochę. Była dumna. A przede wszystkim w niej samej również paliła się chęć zemsty. Nie liczyło się to, jakiekolwiek konflikty miała z Nurt za życia. Jej RODZINY nie można było krzywdzić, a Śnieżne Serce wkrótce się przekona, jak wielki błąd popełniła. Boleśnie przekona. Tak więc kiedy jej mama zjawiła się w legowisku wojowników i wyrwała ją ze snu, nic więcej nie tłumacząc, wiedziała już dokładnie, do czego zmierza. Skinęła lekko głową, a potem wymknęła się po jakieś śniadanie. Klan Rzeki musiał jej wybaczyć, że w najbliższym czasie nie wrzuci na stos zbyt wiele. Żeby dopaść szczura, musiała mieć najpierw SIŁĘ. Przygotowała się bardzo szybko, bo i wiele nie przygotowała. To była wyprawa bojowa, krucjata, aby przeprowadzić egzekucję, nie miała zamiaru układać futerka i bawić się w pudrowanie nosa. Liczyło się tylko to, żeby pomścić siostrę. Oby jak najszybciej.
Wkrótce więc wyruszyły – trzy czarne amazonki apokalipsy pod osłoną nocy. Przez zmęczenie i wciąż buzujący w niej gniew, Niedźwiadka na razie nie miała ochoty, żeby się odzywać, choć zwykle to ona byłaby pierwsza do rozmów i żartów. Zamiast tego skupiła się na zadaniu. Szukanie śladów w okolicy Łęg. Tropienie. Zadanie nie mogło być proste, musiały iść po nitce do kłębka.
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew
Trzmiel to w głównej mierze biały z pręgowaniem na niebieskich łatach na głowie oraz grzbiecie, jaki ogonie z niemalże czarną końcówką, oraz ciemnopomarańczowych ślepiach. Jego sylwetkę można raczej zamknąć w kształcie zbliżonym do kwadratu. Wyrósł nieco powyżej średniej wzrostu kocurów w Klanie Gromu, ale pod względem tuszy zajmuje w klanie czołowe miejsce. Pod znacznym tłuszczykiem rozbudowały się porządne mięśnie. Kocur-czołg.
Blizny: przedłużony uśmiech od lewego kącika pyska aż po ucho; oderwana część małżowiny prawego ucha od boku od zewnętrznej strony po całej wysokości. Po udarze w wieku 65 księżyców jego lewe oko się nie domyka, a lewy kącik pyska jest wiecznie opuszczony.
Życie Trzmiela nie było raczej zbyt emocjonujące. Właściwie on sam nigdy nie kierował się emocjami, które starał się ukrywać bardzo głęboko w sobie. Zaczął uczyć się tego chwilę przed zostaniem wojownikiem, a obecnie wypracował swoje kamienne, obojętne i niczym niewzruszone lico do perfekcji. Rzadko kiedy się unosił, czy denerwował. Nabrał trochę więcej szacunku do nieznanych mu kotów i przestał być aż tak zarozumiały jak kiedyś (co nie zmienia faktu, że nadal trochę jest). Kocur jest oschłym, obowiązkowym i ambitnym typem, który lubi jak wszystko chodzi, jak w zegarku, a najlepiej po jego myśli. Nadal nie przepada za tym, gdy ktoś wchodzi mu w drogę, jednakże stał się na tyle obojętny (przynajmniej zewnętrznie), że przestał pokazywać jakiekolwiek oznaki irytacji. Odkąd urodziły mu się kocięta zmiękł nieco, choć nadal jest twardy i bardziej przypomina zimny kamień niż delikatny kwiat.
Wszystkie trzy kocice ruszyły w jednym kierunku, jednak nie postanowiły się rozdzielić, tylko jedna za drugą ruszyły w kierunku Łęgów, gdzie ostatni raz widziano Śnieżne Serce. Korowód prowadziła Kosowa Pieśń, a zamykała go nowa zastępczyni Klanu Rzeki, córka Czerwonej Gwiazdy. Kos miała bystre oko, ale nie pozostała w tym sama - zarówno Niedźwiedzi Kieł, jak i Ćmi Zmierzch zauważyły ten sam ślad. Konkretniej strzępek futra na korze jednego z drzew porastających okolice, o które Śnieżna musiała się przypadkiem otrzeć i nawet nie zauważyła, że zostawiła tam ślad, który być może doprowadzi kocice do niej samej. Trop prowadził w głąb lasku i wszystkie trzy kocice to wyczuły. Szły w dobrym kierunku, aczkolwiek na razie nic więcej nie wiedziały.
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
Szły w dobrą stronę. Właściwie to WIADOMO było, że szły w dobrą stronę, bo miały informacje, gdzie się cała rzecz zaczęła. Kiedy jednak zauważyła ślad z wyraźnym tropem, uśmiechnęła się pod nosem sama do siebie. Im dłużej Niedźwiedzi Kieł szła, tym bardziej jej się to wszystko podobało. Ciemność lasu dodawała atmosfery prawdziwych łowów. Kiedy tak ruszała za tropem, czuła, że była na prawdziwych łowach, prawdziwym polowaniu. I wierzyła, że znalezienie Śnieżnego Serca będzie tylko kwestią czasu. Już teraz szło dobrze. Oby potem nie było gorzej. Pojawiało się tylko pytanie, gdzie iść dalej. Bo że w głąb lasku to jedna sprawa, ale tyle miały właściwie podsunięte pod nos. Gdzie konkretnie miały szukać śladów?
– Śliwka mówiła, że polazła gdzieś w strronę Siedliska, nie? – spytała, o dziwo jak na siebie bardzo cicho, nie chcąc zaburzać spokoju i atmosfery. To Kos prowadziła, ale chciała jej tym zasugerować następny kierunek – Bobrowa Tama, Kwiecista Łąka albo raczej coś pomiędzy. Była gotowa iść wszędzie tam, gdzie matka ją pokieruje, bo chociaż nie była nigdy zbyt grzecznym dzieckiem, to Kos tutaj prowadziła.
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew
Księżyce: 151
Mistrz: Czaple Skrzydło[*]
Płeć: kotka
Matka: Pierzaste Serce[*]
Ojciec: Trawiastooki[*]
Partner: ...
Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151
Mistrz: Czaple Skrzydło[*]
Płeć: kotka
Matka: Pierzaste Serce[*]
Ojciec: Trawiastooki[*]
Partner: ...
Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
- Ale to nie oznacza, że tam trafiła - mruknęła Kos, podchodząc do pozostawionego kawałka sierści i wwąchując się w niego, by w jej pamięć jeszcze bardziej wwiercił się zapach zdrajczyni. Ogon machnął ze złością, przecinając powietrze, zielone ślepia błysnęły niebezpiecznie, gdy odwracała się w stronę swojego patrolu. Oh, tak, patrolu, to nie był spacer matki i córki, to była misja, którą Kos prowadziła i na którą wybrała dwie zaufane wojowniczki, z których jedną sama uczyła walki, a druga od zawsze wykazywała się siłą i odwagą. Niesubordynacja skończyłaby się dla Chaber niezbyt przyjemnie, więc dobrze, że się głupio nie wychylała. W jej matce wrzała chęć zemsty, pchająca jej umysł w stan podobny szaleństwu. Otworzyła lekko pysk, żeby lepiej czuć otaczające ją wonie i ruszyła za tropem prowadzącym w głąb lasku, dając znak swoim wojowniczkom, by szły za nią. Póki miały trop, nie było po co się rozdzielać. Na razie szły szybko, by po sznurku dojść do mordercy.
Trzmiel to w głównej mierze biały z pręgowaniem na niebieskich łatach na głowie oraz grzbiecie, jaki ogonie z niemalże czarną końcówką, oraz ciemnopomarańczowych ślepiach. Jego sylwetkę można raczej zamknąć w kształcie zbliżonym do kwadratu. Wyrósł nieco powyżej średniej wzrostu kocurów w Klanie Gromu, ale pod względem tuszy zajmuje w klanie czołowe miejsce. Pod znacznym tłuszczykiem rozbudowały się porządne mięśnie. Kocur-czołg.
Blizny: przedłużony uśmiech od lewego kącika pyska aż po ucho; oderwana część małżowiny prawego ucha od boku od zewnętrznej strony po całej wysokości. Po udarze w wieku 65 księżyców jego lewe oko się nie domyka, a lewy kącik pyska jest wiecznie opuszczony.
Życie Trzmiela nie było raczej zbyt emocjonujące. Właściwie on sam nigdy nie kierował się emocjami, które starał się ukrywać bardzo głęboko w sobie. Zaczął uczyć się tego chwilę przed zostaniem wojownikiem, a obecnie wypracował swoje kamienne, obojętne i niczym niewzruszone lico do perfekcji. Rzadko kiedy się unosił, czy denerwował. Nabrał trochę więcej szacunku do nieznanych mu kotów i przestał być aż tak zarozumiały jak kiedyś (co nie zmienia faktu, że nadal trochę jest). Kocur jest oschłym, obowiązkowym i ambitnym typem, który lubi jak wszystko chodzi, jak w zegarku, a najlepiej po jego myśli. Nadal nie przepada za tym, gdy ktoś wchodzi mu w drogę, jednakże stał się na tyle obojętny (przynajmniej zewnętrznie), że przestał pokazywać jakiekolwiek oznaki irytacji. Odkąd urodziły mu się kocięta zmiękł nieco, choć nadal jest twardy i bardziej przypomina zimny kamień niż delikatny kwiat.
Cała trójka postanowiła ruszyć za tropem, który wyłapały, nie rozdzielając się, bo i po co, skoro czuły tylko jeden ślad zapachowy? Drzewa zaczęły się gęściej piętrzyć dookoła nich, aż w końcu trop nieco osłabł. Przez jakiś czas niczego więcej nie mogły znaleźć, ale nie trwało to długo. Wkrótce kocice ponownie odnalazły zapach Śnieżnego Serca, jednak... nie był on jeden. Wyglądało na to, że szedł w paru różnych kierunkach, jakby z białej kocicy nagle zrobiły się trzy różne koty. Dodatkowo żaden nie wydawał się słabszy od pozostałych. Pytanie tylko, co teraz? Wyczuły cztery różne szlaki i każdy prowadził w inną część lasku na terenie Klanu Rzeki, a były jedynie trzy. Pytanie tylko co teraz?
Księżyce: 151
Mistrz: Czaple Skrzydło[*]
Płeć: kotka
Matka: Pierzaste Serce[*]
Ojciec: Trawiastooki[*]
Partner: ...
Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151
Mistrz: Czaple Skrzydło[*]
Płeć: kotka
Matka: Pierzaste Serce[*]
Ojciec: Trawiastooki[*]
Partner: ...
Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
Gdy dotarło do niej, że z jednej ścieżki nagle zrobiły się cztery, zmrużyła oczy i machnęła ogonem. Nie miała siły zastanawiać się nad tym, czy biała zdrajczyni miała na tyle czasu i pomysłowości, by stworzyć kilka szlaków, czy może to wszystko było jakimś przypadkiem. Odwróciła się, by złapać kontakt wzrokowy z resztą patrolu.
- Wyruszyłyśmy przed świtem, więc niedługo powinno pojawić się słońce - zaczęła, wciąż trzymając się chłodnego, ponurego tonu - Tu się rozdzielimy i zaczniemy iść po śladach, a gdy słońce zacznie być wyraźne i przestanie być szaro - każda ma obowiązek wrócić i powiedzieć co znalazła. Wtedy podejmiemy decyzję co dalej - skończyła i odczekała chwilę, na wypadek jakichś sprzeciwów, jednak nie spodziewała się takowych. Nie była przecież szaleńcem, a chłodne podejście pozwalało jej szybko myśleć. Jeśli któraś coś znajdzie, kolejny skrawek futra, mocny zapach, krew… będą wiedziały, gdzie iść dalej. Jeśli żadna nie znajdzie nic, zostaje jeszcze czwarta ścieżka. Jeśli któraś nie wróci…
- Radzę się nie spóźniać, bo jeśli któraś z nas nie pojawi się o czasie, pozostałe mają obowiązek ruszyć jej śladem, zakładając, że potrzebuje pomocy w walce. A jeśli byłby to fałszywy lęk, strata czasu byłaby dość poważna - dodała na sam koniec, gdy już wszystko poszło po jej myśli. Wtedy też skinęła głową dwóm czarnym kotkom i pozwoliła wybrać sobie jako pierwsza jedną z najbardziej skrajnych ścieżek noszących zapach białego celu ich wyprawy.
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
Skinęła krótko głową na odpowiedzi Kosowej Pieśni i Ćmiego Zmierzchu.
– Trropy można za sobą zacierrrać, więc warrrto mieć jakiś zapasowy plan, żeby chociaż sprrawdzić... ale wygląda na to, że ten szczurrr o tym za barrrdzo nie myślał. – Drugą część zdania powiedziała bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego, ale wciąż na tyle wyraźnie, aby Ćma i Kos mogły ją usłyszeć. Miały rację, ale podejrzewała, że Śnieżna była za głupia, żeby najpierw lecieć w stronę siedliska, a potem zwiewać w przeciwną stronę. Bo była zwykłą IDIOTKĄ, po której Niedźwiadka nie spodziewała się intelektu większego od intelektu myszy. Trochę się więc zdziwiła, kiedy trop magicznie się rozdzielił. I to na aż cztery części. Łaziła w kółko? Klonowała się? Może była jednak sprytniejsza, niż się Chaber wydawało... a przynajmniej wtedy, kiedy trzeba było ratować własną skórę. ŻAŁOSNE.
– Zrrozumiano. Powodzenia. I uważajcie na siebie – mruknęła do mistrzyni i Ćmy, kiedy te wydały swoje polecenia, bo w sumie nie miała nic do dodania. Była zdeterminowana, by iść jak najszybciej i znaleźć morderczynię. Po krótkiej chwili namysłu obrała drugą skrajną ścieżkę. Jeśli Ćma nic nie znajdzie na swojej, istniała szansa, że może się wróci i zacznie badać tę drugą środkową, bo miała do niej bądź co bądź bliżej, a krawędzie też trzeba było zbadać i mogły prowadzić zupełnie gdzie indziej niż środek. Rozglądała się za każdym śladem. Wykorzystywała każdy zmysł, żeby znaleźć cokolwiek, co naprowadziłoby ją na ślad Śnieżnej.
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew
Trzmiel to w głównej mierze biały z pręgowaniem na niebieskich łatach na głowie oraz grzbiecie, jaki ogonie z niemalże czarną końcówką, oraz ciemnopomarańczowych ślepiach. Jego sylwetkę można raczej zamknąć w kształcie zbliżonym do kwadratu. Wyrósł nieco powyżej średniej wzrostu kocurów w Klanie Gromu, ale pod względem tuszy zajmuje w klanie czołowe miejsce. Pod znacznym tłuszczykiem rozbudowały się porządne mięśnie. Kocur-czołg.
Blizny: przedłużony uśmiech od lewego kącika pyska aż po ucho; oderwana część małżowiny prawego ucha od boku od zewnętrznej strony po całej wysokości. Po udarze w wieku 65 księżyców jego lewe oko się nie domyka, a lewy kącik pyska jest wiecznie opuszczony.
Życie Trzmiela nie było raczej zbyt emocjonujące. Właściwie on sam nigdy nie kierował się emocjami, które starał się ukrywać bardzo głęboko w sobie. Zaczął uczyć się tego chwilę przed zostaniem wojownikiem, a obecnie wypracował swoje kamienne, obojętne i niczym niewzruszone lico do perfekcji. Rzadko kiedy się unosił, czy denerwował. Nabrał trochę więcej szacunku do nieznanych mu kotów i przestał być aż tak zarozumiały jak kiedyś (co nie zmienia faktu, że nadal trochę jest). Kocur jest oschłym, obowiązkowym i ambitnym typem, który lubi jak wszystko chodzi, jak w zegarku, a najlepiej po jego myśli. Nadal nie przepada za tym, gdy ktoś wchodzi mu w drogę, jednakże stał się na tyle obojętny (przynajmniej zewnętrznie), że przestał pokazywać jakiekolwiek oznaki irytacji. Odkąd urodziły mu się kocięta zmiękł nieco, choć nadal jest twardy i bardziej przypomina zimny kamień niż delikatny kwiat.
Kocice po szybkiej naradzie się rozdzieliły. Każda poszła w swoim kierunku.
Kosowa Pieśń ruszyła w głąb lasu, odbijając nieco w lewą stronę i tam szukała szczęścia. Mogła odnieść wrażenie, że zapach białej kocicy jest odrobinę intensywniejszy, ale szybko przestała to zauważać. Nie miała zbyt wrażliwego nosa to raz, a dwa... być może jej umysł jedynie płatał jej figle? Mimo to szła przed siebie wedle tropu, aż go nie zgubiła. Dookoła miała niewielkie krzewy i drzewa, ale, na ostry i ciernie, gdzie podział się trop? Wyglądało na to, że albo zawróci, albo go znowu poszuka.
Córka Kos wybrała kierunek przeciwny do tego, w którym ruszyła jej matka. Ona również już po chwili zniknęła w lasku, sprawiając, że pozostałe na pewno straciły ją z oczu. Żadna z trzech kocic nie miała nosa, którego mógłby pozazdrościć im medyk, niestety. I Niedźwiedź się szybko przyzwyczajała do woni Śnieżnej, a na dodatek zaczęła mieć wrażenie, że jest ona słabsza niż w miejscu, w którym się rozstały. Tutaj nie było żadnych wskazówek w postaci sierści, czy mocniejszego zapachu, natomiast Chaber mogło się wydawać, że trasa jakby zakręca w stronę, w którą poszła Kos.
Ćma, jako jedyna, poszła mniej więcej przed siebie, w stronę ewidentnie prowadzącą na przełaj przez las w kierunku Króliczych Nor i Łanu Rzepaku. Szła przed siebie i szła do momentu, w którym las zaczął się przerzedzać. Żadna z jej towarzyszek nie znajdowała się w pobliżu. Wtedy zorientowała się, że zapach nie stanowi jednej ścieżki, ale jest jakby... rozrzedzony dookoła. Jak gdyby Śnieżne Serce krążyła po lesie i zawracała się parę razy. Mogła się tu zatrzymać albo iść dalej, co niechybnie doprowadziłoby ją na skraj zagajnika.
Księżyce: 151
Mistrz: Czaple Skrzydło[*]
Płeć: kotka
Matka: Pierzaste Serce[*]
Ojciec: Trawiastooki[*]
Partner: ...
Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151
Mistrz: Czaple Skrzydło[*]
Płeć: kotka
Matka: Pierzaste Serce[*]
Ojciec: Trawiastooki[*]
Partner: ...
Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
Niee. Umysł nie mógł płatać jej figli. Nie mógł być zamglony, nie mógł być niejasny. Miał być ostry, miał być gotowy na wszystko. Nie mogła szaleć. Nie miała prawa do szaleństwa.
Brakowało jej towarzystwa młodszych kotek, do których mogła rzucić jakimś słowem, komentarzem, chociażby spojrzeniem. Słyszała tylko swój oddech i bicie tylko swojego serca, jedynie zwoje myśli. Poczuła się nieswojo, ale tylko na moment, na krótką chwilę, po której znów uderzyło ją, dlaczego w ogóle jest o tej porze poza obozem. Córka. Nurt. Zemsta.
Nie poddała się jeszcze, gdy trop się skończył. Postanowiła stanąć w miejscu i powęszyć przez chwilę, a nóż znajdzie jakąś wskazówkę? Warto dać swojemu wyborowi jeszcze jakąś szansę.
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
IDIOTYZM. Ta IDIOTKA miała czas, żeby tyle latać dookoła? Krążyć jak jakiś insekt i zostawiać mylne ślady? Miała na tyle w mózgu, żeby w ogóle na coś takiego WPAŚĆ? Im dłużej szła, tym bardziej była zirytowana... a jeszcze w pewnym momencie ten ślad jakoś dziko skręcał, wręcz zawracał. Huh? Z parcia przed siebie chyba nic dalej nie wyjdzie, a więc mogła równie dobrze spróbować iść w stronę swojej matki. Może tam znajdzie coś interesującego. Jeśli nie – zawsze mogła wrócić albo spróbować tej ostatniej, niezbadanej ścieżki.
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew
Trzmiel to w głównej mierze biały z pręgowaniem na niebieskich łatach na głowie oraz grzbiecie, jaki ogonie z niemalże czarną końcówką, oraz ciemnopomarańczowych ślepiach. Jego sylwetkę można raczej zamknąć w kształcie zbliżonym do kwadratu. Wyrósł nieco powyżej średniej wzrostu kocurów w Klanie Gromu, ale pod względem tuszy zajmuje w klanie czołowe miejsce. Pod znacznym tłuszczykiem rozbudowały się porządne mięśnie. Kocur-czołg.
Blizny: przedłużony uśmiech od lewego kącika pyska aż po ucho; oderwana część małżowiny prawego ucha od boku od zewnętrznej strony po całej wysokości. Po udarze w wieku 65 księżyców jego lewe oko się nie domyka, a lewy kącik pyska jest wiecznie opuszczony.
Życie Trzmiela nie było raczej zbyt emocjonujące. Właściwie on sam nigdy nie kierował się emocjami, które starał się ukrywać bardzo głęboko w sobie. Zaczął uczyć się tego chwilę przed zostaniem wojownikiem, a obecnie wypracował swoje kamienne, obojętne i niczym niewzruszone lico do perfekcji. Rzadko kiedy się unosił, czy denerwował. Nabrał trochę więcej szacunku do nieznanych mu kotów i przestał być aż tak zarozumiały jak kiedyś (co nie zmienia faktu, że nadal trochę jest). Kocur jest oschłym, obowiązkowym i ambitnym typem, który lubi jak wszystko chodzi, jak w zegarku, a najlepiej po jego myśli. Nadal nie przepada za tym, gdy ktoś wchodzi mu w drogę, jednakże stał się na tyle obojętny (przynajmniej zewnętrznie), że przestał pokazywać jakiekolwiek oznaki irytacji. Odkąd urodziły mu się kocięta zmiękł nieco, choć nadal jest twardy i bardziej przypomina zimny kamień niż delikatny kwiat.
Wkrótce niebo zaszło chmurami, które nadciągały ze wschodu, sprawiając, że ciemność spowiła okoliczne tereny, gdy kocice wciąż próbowały odnaleźć trop. Nie minęło dużo czasu, a z szarych, ciemnych chmur zaczęły siąpić duże krople deszczu, osiadając na ich czarnych jak smoła futrach i niszcząc starannie, bądź nie, wykonane fryzury. Niestety, na tym się nie zakończyło. O ile wcześniej trop był jeszcze w powietrzu, o tyle pogoda zmieniła się tak drastycznie, że z pojedynczych kropel zrobiła się ogromna ulewa, która zmyła wszelkie zapachy w okolicy, włączając w to trop Śnieżnego Serca, której woń przepadła bezpowrotnie. Niestety los nie sprzyjał trzem wojowniczkom i będą musiały obejść się ze smakiem. Będą musiały się z tym pogodzić.
Koniec wyprawy.
+5EXP dla Kos, Ćmy i Niedźwiedź za fatygę.
Adnotacja: trop pozostawiony przez Śnieżne Serce nie będzie już nigdy dostępny. Zmył się i zwietrzał.