Chciał jak najszybciej wrócić do pełnej sprawności i do swoich obowiązków wojownika. Oczywiście wyprowadził się z legowiska medyka najszybciej, jak tylko mógł, i wrócił do Jałowcowego Gąszczu. W międzyczasie rozpoczął trening Burzy i dowiedział się, że jego siostra zdradziła klan. Miał głowę pełną różnych myśli, których chętnie by się pozbył, z ulgą przyjął więc do wiadomości, że Obłoczna Łapa jest w końcu gotowa do rozpoczęcia treningu. Niedługo po ceremonii się rozchorowała i spędziła księżyce w Królikarni, ale w końcu stanęła na nogi.
Znalazł więc białą kotkę w obozie i poinformował ją, że spotkają się następnego dnia późnym rankiem przy wyjściu z obozu. I istotnie, z samego rana rudy wojownik podążył tam, by przy wyjściu poczekać na terminatorkę.
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok
Płeć: kotka
Matka: Ślimacza Muszla (NPC)
Ojciec: Ostowy Kolec (NPC)
Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
Przebyła lekkim, choć sennym krokiem, gdyż wczoraj znowu późno zasnęła i teraz sobie przypomniała, że ma dzisiaj trening, więc natychmiast popędziła w stronę wyjścia z obozu najszybciej, jak tylko mogła.
W końcu dotarła i już widziała swojego mistrza. Sapiąc i dysząc, powiedziała:
- Uh! Dzień dobry, Bursztynowy Wschodzie! (Uh!) Przepraszam, że zaspałam, po prostu wczoraj byłam tak zmęczona, że... (Uh!) Jeszcze raz przepraszam i obiecuję, że to się więcej nie powtórzy. - wciąż sapiąc, usiadła. Po chwili, jak tylko odpoczęła po tym biegu, odparła - Jakby co, jestem już gotowa na trening. Od czego zaczynamy?
Gdzieś w duszy czuła strach i zmartwienie, a jednocześnie ekscytację i radość. W końcu to był jej pierwszy trening, w którym pozna sztukę walki i będzie mogła sprawdzić swoje umiejętności na praktyce. Czyż to nie wspaniałe? Jednak pamięta, że trzeba będzie się dużo koncentrować i odnosić dużo porażek i sukcesów. W każdym bądź razie, była gotowa na wszystko, co się tyczy walk.
Spóźnialski terminator to ostatnie, o czym teraz marzył. Czekał przy wyjściu i czekał, aż w końcu zobaczył pędzącą w jego stronę białą kotkę. Patrzył na nią z góry, gdy się tłumaczyła, co nie było trudne, bo był wyższy, mimo dorosłego wieku obojga.
- Następnym razem nie będę tolerował spóźnienia. - mruknął, gdy ta już się nasapała i stwierdziła, że jest gotowa. - A zaczniemy od wyjścia z obozu.
Odwrócił się i ruszył w stronę Ciemnego Szlaku, by przez niego przejść na zewnątrz. Po drodze bardzo uważał, by nie zahaczyć żadną gałęzią o wciąż leczącą się ranę na barku, co mu się bezproblemowo udało, jak za każdym razem. Na zewnątrz przystanął i wlepił bursztynowe oczy w ciemne wyjście, wyczekując terminatorki. Kiedy ta do niego dołączyła, ruszył spokojnym krokiem w stronę Kociego Grzbietu. Przykro mi, dziś walki nie będzie. Podobnież jak w przypadku Burzy, dziś sobie trochę pospacerują.
- Powiedz mi, Obłoczna Łapo, co już wiesz. Na temat klanu, kodeksu, naszych terenów na przykład. - rzucił hasłem, zerkając na kotkę. Ciekawe, co wiedziała, na czym mógł pracować.
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok
Płeć: kotka
Matka: Ślimacza Muszla (NPC)
Ojciec: Ostowy Kolec (NPC)
Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
Chodzili sobie coś zbyt spokojnie. Po pewnym czasie zaczęła wątpić w to, czy walka w ogóle będzie. Śnieżnobiała kotka wciąż jeszcze nie zauważyła tej rany na barku Bursztyna i kompletnie nie miała pojęcia, dlaczego jeszcze nie zaczęli trening, choć już dawno opuścili obóz. Właściwie to wcale nie zwracała uwagi na wygląd swojego mistrza, bo dla niej to był teoretycznie zwykły kot. Wciąż ją nie opuszczały myśli na temat treningu, rozglądając się po okolicy.
Kiedy ją wreszcie zapytał o to, co ona wie, a właściwie, czy ona w ogóle się uczyła. Całe swoje kocięce życie tylko brykała i spała, a kiedy już była pora na naukę, to nic, dalej brykała i bawiła się z innymi kociętami jakby nic. A po ceremonii na terminatora oczywiście musiała zachorować na zielony kaszel i kilka księżycy przeleżeć w lecznicy.
- No, więc... ee... pamiętam, że... yy... - próbowała sobie chodź coś przypomnieć, wymienić chociaż jeden punkt z tego durnego kodeksu wojownika. Nagle se przypomniała, że czasami, póki leżała w lecznicy, medyk jej coś opowiadał na temat tego kodeksu - No więc... yy... pamiętam z kodeksu, że nie wolno polować i wchodzić na teren innych klanów, że trzeba bronić swojego klanu, że... yyy... trzeba sprawdzać granice swojego klanu, że nie wolno krzywdzić kociąt i... to wszystko, co pamiętam. - Hm... a co z samym klanem rzeki? Jedyne, co jej przyszło do głowy, to kto jest przywódcą, więc dumnie i szybko dodała -] A, i jeszcze wiem, że naszym przywódcą jest Czerwona Gwiazda!
Dopiero po tym zdaniu spojrzała na Bursztyna i zauważyła tą ranę. Była zaskoczona, przerażona i jednocześnie zaciekawiona tym faktem. Ponownie kierując swój wzrok w stronę jego pyszczka, spytała:
- Ojej, a skąd ta rana? Coś się tobie stało?
Z opuszczonym łbem i lekko opuszczonymi uszami szła, patrząc przed siebie, lekko zasmucona tym, co zobaczyła, podążając za swoim mistrzem bez słowa.
Widać Obłoczek była w gorącej wodzie kąpana. Ledwie wyszli z obozu i przeszli parę kroków, ona już przeżywała to, że nie zaczęli. Wręcz wybornie. Kotka miała więc do nauki dwie rzeczy, jeśli chciała skończyć trening pod okiem Wschoda - nauczyć się być na czas i wykazać się cierpliwością. To drugie mogła już powoli przyswajać, bo rudemu wojownikowi raczej nie spieszyło się z pokazywaniem technik walki. Może następnym razem, gdy będzie już bardziej sprawny. Poza tym poza walką było jeszcze wiele innych rzeczy, których Obłoczna musiała się nauczyć. Nie samą walką wojownik żyje, choć czasem ciężko w to uwierzyć.
Skinął głową, słysząc, co wie biała kotka. A więc praktycznie nic. Cud, że znała chociaż imię Czerwii, ale któż go nie znał.
- A medyk jak się nazywa? - zapytał. Przecież tyle księżyców spędziła w jego towarzystwie, to musiała wiedzieć. O zastępcę już nie pytał, bo szczerze nie pamiętał, czy biała była na ceremonii zmiany zastępcy, a jeśli nie to mogło jej to umknąć.
Podniósł wyżej głowę, słysząc pytanie kotki. Oto chwila, w której mógł się wykazać, opowiedzieć historię zdobycia tej pamiątki, tej swoistej ozdoby jego ciała, która przypominała, że nie zlękł się w obliczu zagrożenia, tylko stanął z nim pyskiem w pysk i wygrał.
- Cóż, byłem na polowaniu. - zaczął nonszalanckim tonem, jakby opowiadał o zwykłym wypadzie, jednak dało się poznać, że to będzie coś ciekawszego, bo jego oczy błyszczały. - Polowałem w Ptasich Krzewach i sprawnie mi szło, gdy usłyszałem trzepot ogromnych skrzydeł. Oczywiście poszedłem w tamtą stronę, a tam zobaczyłem ogromnego kruka, większego niż są zwykle! Musiałem go przepędzić z terytorium dla dobra klanu, więc rzuciłem się na niego, jednak on był szybki i najwyraźniej na mnie czekał. Poderwał się do lotu i rzucił się na mnie z dzikim wrzaskiem, by zostawić mi to. - Ruszył rannym barkiem. Rana jeszcze była świeża, jednak pobolewała tylko czasami, co Wschód i tak ignorował. Poczekał uderzenie serca, po czym kontynuował opowieść. - Był z tego taki dumny, że chciał uciec, zwiewać niczym tchórz, jednak leciał zbyt nisko. Udało mi się go ściągnąć na ziemię i przytrzymać na niej, aż uleciało z niego ostatnie tchnienie. - poruszył wąsami. To był jego żywioł, opowiadanie o bohaterstwie, jakiego się podjął dla dobra klanu.
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok
Płeć: kotka
Matka: Ślimacza Muszla (NPC)
Ojciec: Ostowy Kolec (NPC)
Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
Medyk, hm, to było akurat proste, w końcu leżała z nim całymi dniami.
- Księżycowy Pył! - odparła - Właściwie, to pamiętam wszystkich, oprócz zastępcy.
Jak tylko Bursztyn zaczął opowiadać o tym, skąd ma tą ranę, zainteresowana popatrzyła na niego i czekała, aż dokończy. Nigdy jeszcze nie słyszała takiej fascynującej historii.
- Wow! - krzyknęła z zachwytem - Byłeś naprawdę odważnym i silnym kotem! - Teraz już wiedziała, dlaczego nic nie wspominał o walkach, wszystko przez tą ranę. - A ta rana bardzo boli? Byłeś w królikarni i mówiłeś o tym medyku?
Zastanawiała się, czy będą robić choć coś, oprócz gadania i takiej niewielkiej przechadzki. Chociaż sama przechadzka w sumie też nie jest taka zła, dawno już tak nie łaziła sobie. Może jeszcze po treningu - jeśli to w ogóle nazywa się treningiem - pogada ze swoim rodzeństwem w obozie. Spyta, co tam u nich słychać i jak u nich wyglądają treningi no i o inne głupoty. Może, jeśli nie będą walczyć z powodu rany, to może chociaż spróbuje jakąś rybę upolować czy coś. Chciała by się chodź czemuś nauczyć i trochę się rozruszać.
No i w punkt. Obłoczek chociaż tym sie mogła wykazać, że pamiętała imię kota, który się nią opiekował ostatnie księżyce. Wschód skinął głową, słysząc poprawnie nazwanego medyka.
- Zastępczynią jest od niedawna Ćmi Zmierzch, wcześniej była nią Ognistopręga, ale przeszła do legowiska starszych. - poinformował białą, ażeby od razu zamknąć sprawę władzy w Rzece.
Oczywiście podniósł wysoko łeb i wypiął pierś, słysząc o byciu odważnym i silnym. Tak, tak, to był akt męstwa, zmierzyć się z krukiem i wyjść z tego z taką ranką, podczas gdy ptaszydło wąchało kwiatki od spodu. W sumie rudy wojownik poniósł stosunkowo niewielką cenę za tą walkę, na przykład porównując to z Mknącą Łapą. Ale i tak komplementy zawsze mile widziane!
- Po prostu zrobiłem to, co powinien zrobić wojownik. - powiedział, niby skromnie, jednak widać było że humor mu się poprawił. - Oczywiście że byłem, zaraz po walce Księżycowy Pył mnie opatrzył, trochę odpocząłem, a teraz po prostu musi się to zaleczyć. - swobodny ton wskazywał na to, że raczej Wschód jest spokojny o to, nie będzie ajajować jaki to on nie jest biedny i ranny. Raczej to było jego ozdobą, pokazaniem, że potrafi poświęcić się dla klanu.
Cóż, tego dnia raczej nic więcej ponad gadanie i chodzenie robić nie będą, chociaż plany mogą jeszcze ulec zmianie! Na razie jednak Wschód przystanął, bo dotarli do pierwszego miejsca, jakie sobie zaplanował rudzielec.
- To jest Koci Grzbiet, miejsce treningowe. To właśnie tutaj będziemy spotykać się od następnego razu. - miauknął i spojrzał na terminatorkę, po czym lekkim ruchem łba zachęcił ją do obejrzenia i zbadania terenu, jeśli chciała. Dopiero jak się naogląda, ruszą dalej.
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok
Płeć: kotka
Matka: Ślimacza Muszla (NPC)
Ojciec: Ostowy Kolec (NPC)
Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
Co prawda, spodziewała się surowszej reakcji od swojego mistrza z powodu tego, że zapomniała imię zastępcy, nawet nie wiedziała, że wybrali już nowego.
- Aha, będę wiedzieć.
Po tych całych pochwałach, widocznie Bursztyn poczuł się bardzo dumny, i choć próbował to ukryć swoją skromnością, Obłoczna wiedziała, co on naprawdę czuje. Jednak ciekawe było to, że on prawie wcale nie czuł bólu.
Kiedy doszli do jakiegoś nieznajomego jej dotąd miejsca, była bardzo podekscytowana tym miejscem. Kiedy się dowiedziała, że to jest właśnie to miejsce, w którym będą trenować, jeszcze bardziej się ucieszyła. Na jej pyszczku malował się uśmiech, starała się zbytnio nie szaleć, w końcu to tylko ładne miejsce do nauki. Wiedząc, że może się porządnie rozejrzeć, nie czekała ani chwili dłużej i pobiegła z ciekawością oglądać wszystkie zakamarki. Robiła to nie tylko dla zabawy i podziwu piękna, ale też, żeby zbadać dokładnie lokalizację i znaleźć wszystkie kryjówki. Wszędzie było dużo ciekawych drzew i norek. Widać było, że jej się to bardzo podoba. Mogłaby tutaj sterczeć cały dzień, ale wiedziała, że dzisiaj nie może, bo czeka na nią Bursztyn. Jak tylko się wszystkiego naoglądała, powiedziała:
- Fajne miejsce! Mi się tu podoba! Dokąd teraz idziemy? - spytała, czekając na ciąg dalszy tej wycieczki i nowe odkrycia terenu. Po raz ostatni się jeszcze rozejrzała, no, teraz to już była gotowa ruszyć dalej.
No Wschód miał nadzieję, że Obłoczek zapamięta! Tego od niej wymagał, słuchania co się do niej mówi i zapamiętywania tego. Poza tym był sobie czasem cierpliwy, tak jak teraz, pozwolił jej sobie pobiegać póki nie stwierdziła, że jest gotowa. Oj, paniusiu, żeby ci tak po drodze nogi nie odpadły!
- A... W tamtą stronę. - wskazał ogonem kierunek, po czym nim ruszył. Kierował się w stronę Trawiastej Dolinki, coby zahaczyć o granicę z terenami Niczyimi w drodze do granicy wichrowej. Szedł sobie spokojnie, czekając, aż terminatorka do niego dołączy, a potem znowu podjął temat, bo tak w milczeniu sobie nie mogli iść!
- Powiedz mi, jesteś terminatorką. Wiesz, jakie masz obowiązki w klanie? I do czego dążysz? - w sumie powiedz, na jakiego kija ci ten trening, o to chodziło, a poza tym co musisz robić jeszcze dodatkowo, bo samemu patrolować i polować jeszcze ci nie wolno, droga chmureczko. W sumie Wschód po prostu oczekiwał opisania tej rangi.
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok
Płeć: kotka
Matka: Ślimacza Muszla (NPC)
Ojciec: Ostowy Kolec (NPC)
Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
Szkoda było opuszczać takie fajne miejsce, no ale cóż, trzeba iść dalej. Podążając za swoim mistrzem, cały czas zastanawiała się, co będzie ją czekać tym razem - Jakie nowe tereny odkryje? Co nowego będzie ją czekać? Jakie wyzwania? No i inne głupoty. Z drugiej strony, na nową przygodę raczej nie trzeba liczyć, w końcu to tylko jeden mały trening, a raczej spacer. Rozbrykana kotka nie zawsze lubiła spokojne przechadzki, jak te, raczej była nastawiona bardziej na zabawę, walki, polowania i inne wyzwania. Tak, lubiła odkrywać świat (zresztą to jedyne, co można było robić przez ten czas), ale bardziej by wolała, żeby choć coś się działo, a nie tylko lasy i lasy. Obłoczek raczej należała do tych kapryśnych kociąt, ale tego w ramach dyscypliny nie pokazywała. No ale cóż, trzeba cierpieć dalej. Już nie mogła się doczekać końca podróży i myślała, dokąd teraz pójdą, a tu nagle kolejne pytanie, padające na nią od nadawcy imieniem Bursztyn. Najwyraźniej po to, żeby zwrócić uwagę i zwiać nudę, póki będą tak łazić.
- No... Moim obowiązkiem jest chyba uczyć się u ciebie i poznawać wszystko związane z życiem wojownika. I właśnie do tego dąży każdy terminator, nie?- w końcu odparła - I pewnie po długich, żmudnych treningach będzie mnie czekać egzamin końcowy czy coś?
zadając to ostatnie pytanie, lekko się zmartwiła, w końcu jeśli go obleje, nie zostanie Wojownikiem i będzie musiała go ponownie zdawać, a przecież ona nie lubi porażek i chce jak najszybciej zostać prawdziwym Wojownikiem klany Rzeki. Miała nadzieję, że to się nie stanie i zda idealnie test.
Spokojna główka, Obłoczku! Jeszcze nie raz zobaczysz to miejsce, aż ci obrzydnie, może. Albo po prostu stanie się pospolitym miejscem, zupełnie jak obóz.
W sumie dobrze, że Wschód jest tego dnia powiedzmy, nie do końca w pełni sprawny, bo Obłoczna Łapa ze swoim podejściem do walki jak do zabawy tylko by otrzymała od mistrza po uszach. A tak to połazi, zmęczy się, uspokoi tego swojego wewnętrznego kociaka, bo musiała się nauczyć, że bycie wojownikiem to nie tylko pranie pysków i łapanie myszek, o nie. Za tym kryło się o wiele, wiele więcej.
Mruknął ciche "hm" słysząc wymienione obowiązki. Może biała miała taryfę ulgową, gdy była chora, a może nie, ale Wschód musiał ją uświadomić w pewnej kwestii, i to dość istotnej.
- Przede wszystkim jako terminator dbasz o to, by starsi i kocięta wraz z matkami mieli dostarczone jedzenie. Wymieniasz też im legowiska. - uświadomił. Przykro mi, na razie poza treningiem obowiązków nie masz, to musisz przysłużyć się klanowi. - Egzamin? - strzepnął uchem, zastanawiając się, o co tej kotce chodzi, kto jej coś takiego nagadał? - No raczej najpierw musisz się wszystkiego nauczyć, a potem to ja określam, czy nadajesz się na wojownika i czy możesz być mianowana. - wyjaśnił tak pokrótce bo sorki koteczko, bez opanowania materiału nie ma mianowania!
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok
Płeć: kotka
Matka: Ślimacza Muszla (NPC)
Ojciec: Ostowy Kolec (NPC)
Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
No i wszystko stało się jasne. Obowiązków okazało się trochę więcej, niż przypuszczała, ale da się to jakoś znieść, tym bardziej, że na razie to i tak będzie się musiała uczyć na treningach, bo jeszcze niczego nie umie, nawet myszki nie złowi dla siebie.
- Aha, jasne. W końcu grunt, to wiedza!
Powoli to gadanie robiło jej się nudne, aż ją ciągnęło do drzew na małą wspinaczkę, to, co jest zdecydowanie ciekawsze. Kiedy już będzie kolejny trening? A kiedy sam mistrz wróci do formy? Wolałaby czemuś się już teraz pouczyć i to na praktyce. O tak, praktyka! Od razu odpowiednia dawka ruchu, odrobinę koncentracji i refleksu, czego można chcieć podczas nauki więcej? Póki była jeszcze pora opadających liści, gdzieś tam opadały kolejne liście. Obłoczna Łapa postanowiła to wykorzystać, i skupić się na ich łapaniu. Co jakiś czas, kiedy spadał kolejny listek, od razu skakała w jego stronę i próbowała go schwytać łapami, zanim on opadł, zupełnie nie zwracając uwagi na Bursztyna.
- Bursztynie, a może chociaż popróbuję coś upolować? Tutaj to ty raczej nie będziesz musiał się wysilać, nie? - nagle jej się przypomniało, kiedy spróbowała złapać czerwony, dębowy listek. Tracąc zainteresowanie po tym, jak opadł, obróciła łebek w stronę Bursztyna, patrząc na niego błagającymi oczkami.
Niestety, Obłoczek musiała dostosować się do tego, co zaplanował Wschód, i nie miała tutaj nic do gadania. Życie niestety nie składa się tylko z tego, czego chcemy, ani samych przyjemności, tylko też obowiązków, więc Obłoczna Łapa mogła być pewna, że dostanie burę jeśli do jej mistrza dojdzie, że nie wywiązuje się z obowiązków. Inni terminatorzy jakoś nie narzekali, on też miał na wszystko czas, kiedy był młodszy.
- Nie. - mruknął, po czym trzepnął białą kotkę ogonem w ucho. - Nie będziesz polować ani dzisiaj, ani na następnym treningu. Najpierw musisz poznać granice. Poza tym nie pójdziesz sama w las, bo nie umiesz walczyć. A co, jeśli spotkasz borsuka albo lisa? - rzucił, przewiercając kotkę chłodnym spojrzeniem. - Przy okazji, dopóki nie nauczysz się walki, nie wolno ci wychodzić samotnie z obozu, jasne? - przystanął w oczekiwaniu na odpowiedź, bo jakiekolwiek wymigiwanie się od tej obietnicy będzie automatycznie skutkowało powrotem do obozu.
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok
Płeć: kotka
Matka: Ślimacza Muszla (NPC)
Ojciec: Ostowy Kolec (NPC)
Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
Tia... głupota i brak cierpliwości znowu wzięli górę. Eh, gdyby tylko mogła cofnąć czas i poświęcić go choć na odrobinę nauki, to na pewno by teraz nie narobiła wstydu. Choć i uderzenie ogonem w ucho zbytnio nie bolało, to wciąż czuła się tak, jakby ktoś łapą w pysk dał. No cóż, teraz wiedziała, że na razie nie będzie czekać ją nic innego, oprócz zwykłego łażenia tu i tam, w celu poznania granic klanu. Teraz w końcu do niej dotarło, że nauka, to nie zabawa, i tutaj trzeba robić wszystko, czy chcesz, czy nie. Nawet, jeśli to będzie najnudniejsza rzecz na świecie, to trzeba będzie przez to przejść, tak czy siak.
- Dobrze. - rzekła, zniechęcona. Naprawdę, chciała, żeby dzisiejszy trening już jak najszybciej się skończył. To na serio powoli się zmienia w tortury. Nie wiedziała, że to wszystko będzie aż tak nudne i długie.
Przystanęła koło mistrza, czekając, aż ten się dalej ruszy, pozbawiona entuzjazmu, już tylko skupiona w przyswajaniu wiedzy na temat terenu i granic.
Skinął głową, kiedy usłyszał mrukliwe zapewnienie. Na początek dobre było i to, a nie chciało mu się przepychać z nieopierzoną terminatorką. Jeszcze kiedyś mi podziękujesz, chmrueczko, jeszcze zobaczysz, że życie wcale nie jest takie kolorowe!
Tymczasem dwójka kotów przemierzała Trawiastą Dolinkę, o jakże mdląco uroczej nazwie. W pewnym momencie Wschód uświadomił sobie, że do jego nozdrzy dolatuje mocniejszy, rzeczny zapach, który był już na tyle intensywny, że sam potrafił oddzielić go od innych woni. Jednak poczekał jeszcze chwilę, by trop stał się tak wyraźny, że terminatorka nie mogłaby go zignorować.
- Czujesz to? - zapytał, unosząc łeb wyżej i wciągając powietrze, aż pyłki jakichś kwiatów zawirowały mu w nozdrzach. - Nasz silniejszy zapach. Zbliżamy się do granicy z ziemiami niczyimi. - mrugnął do kotki i zdobył się na delikatny uśmiech. Patrz, to nie będzie tylko łażenie, będziesz też dużo dzisiaj wdychać niekoniecznie przyjemnych woni, ale to tylko przy gromowej granicy, obiecuję.