Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Już. Sokół spojrzał w niebo, kiedy słońce zbliżyło się już do jego szczytu i uśmiechnął się lekko, bo mimo wszystko cieszyła go perspektywa możliwości uczenia swego wnuka. To było nowe doświadczenie i chociaż wojownik mógł uznać, że lepiej powierzyć młodych komuś innemu, bardzo cieszył się, że kuzynka posłuchała jego prośby i teraz pod jego skrzydłami miał chować się Wietrzyk. Zając również nie pozostał z pustymi łapami i Sokół uważał, że Malina zrobiła dokładnie to, co zrobić powinna. Niesamowicie cieszył się z takiego obrotu spraw i miał poczucie, że idzie we właściwym kierunku. Oczywiście, zachowanie Chybotu nie podobało mu się ani trochę, ale powstrzymał się przed tym, by złoić mu skórę, dochodząc do wniosku, że dla młodego o wiele dotkliwsza kara będzie nierozpoczynania treningu, a nie prawienie kazań. Nie wątpił, że Malina udzieli rad swojej córce, więc sprawę te postanowił zostawić na boku i jedynie pilnie się jej przyglądać, by wiedzieć, co się dzieje.
Wietrzyk. Gwiżdżąca Łapa. To on teraz był najważniejszy i dziadek nie zamierzał mu tego odmawiać. Ruszył zatem w jego stronę, gdy tylko dostrzegł młodzieńca i uśmiechnął się nawet, co w jego wykonaniu było jak zawsze nieco krzywe i pewnie niezbyt estetyczne, ale wojownik inaczej już nie umiał. Tak czy inaczej, podszedł do terminatora i usiadł na moment, by mu się przyjrzeć.
- Gotowy? Za chwilę wyjdziemy z obozu, a w tym czasie możesz mi powiedzieć, czy jest coś, o czym faktycznie chcesz mówić w pierwszej kolejności. Zastanawiałeś się nad tym, tak jak prosiłem? - spytał, jednocześnie strosząc nieco futro i szykują się na możliwość chłodnych podmuchów na otwartym terenie.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
nieco wyższy od przeciętnego kota; szerokie barki i biodra, masywny, dość umięśniony; długowłosy; niebieski jednolity z białymi znaczeniami; złotooki
Spokojny, powolny kocurek, któremu uśmiech niemalże nie znika z pyszczka. Przyjazny wobec wszystkich i wszystkiego, rozmowny, pełen optymizmu. Lubi towarzystwo innych wichrzaków, choć nie zabiega specjalnie o uwagę - tak samo jak od niej nie stroni. Nie należy do wycofanych i nieśmiałych kotów, Najlepiej czuje się w swobodnych rozmowach. Nieco roztargniony, jednak pracowity i zaangażowany tak mocno, jak tylko umie. Daleko mu do analityków, kieruje się emocjami, tym, co podpowie mu serduszko. Wpływowy, dobroduszny i poczciwy. Uroku dodaje mu wada wymowy (która na pewno utrudnia zrozumienie słów malca), polegająca na wymowie "r" jako "ł", a głosek podobnych do "s" jako "f". Wydaje się, że Wietrzyk jest kompletnie niezdolny do złych czynów. Niestety, mimo tych wszystkich pozytywów, młodzik chyba zapomniał ustać w kolejkę po rozum, bo ma problem z zapamiętywaniem informacji czy rozwiązywaniem jakichś małych zagadek.
Nim Sokół go złapał, Wietrzyk siedział obok stosu ze zwierzyną. Niby lizał grzbiet przedniej łapy, ale tak naprawdę wypatrywał mistrza. Jak można by się tego spodziewać, czekał na trening, a na byle myśl o szkoleniu przejmowała go ekscytacja. Wobec tego całego podekscytowania, początkowo prośba dziadka kompletnie wyleciała mu z główki, ale rano szczęśliwie do niej wróciła. Uznał, że chyba chciałby zacząć od czegoś naprawdę kojarzącego się z treningiem - walki albo polowania.
- Teft, dadku - przywitał się, odwzajemniając uśmiech, równie krzywo zresztą. Strzepnął raźnie uchem, tak na dzień dobry, trawiąc sens wszystkich słów Sokoła. - Gotowy! Tłochę myflałem. Mowe polowanie albo walka? Na polowanie to mi tłochę Fiołkowy Fit pokawywał powytję, ale pławie nie jej juf pamiętam - przyznał. Pomyślał, że dziadek powinien mniej więcej wiedzieć o tym, co liznął w trakcie nauk, nawet jeśli nie były porażająco szczegółowe. Zawsze coś.
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Oczekiwanie. Było czymś, co z reguły towarzyszyło młodym terminatorom, trzeba jednak przyznać, że teraz Sokół również nie mógł się doczekać, jak potoczy się to spotkanie i co dalej z tego wyniknie. Miał nadzieję, że zdoła przekazać wnukowi jak najwięcej wiedzy, że pokaże mu to, co jest ważne w życiu wojownika, ale też liczył na to, że będą dzięki temu ze sobą bliżej, bo w końcu byli rodziną, aczkolwiek niektórzy mogli dziwnie patrzeć na to szalone połączenie, jakie stworzyli z Zającem. Nie zamierzał się tym jednak przejmować, tym bardziej że dzieci Splątanej traktowały ich naprawdę jak dziadków, a to liczyło się najbardziej na świecie.
- Ambitnie. Ale również całkiem mądrze. Jedno i drugie jest ważne dla wojownika, zajmijmy się zatem polowaniem, a później poszukam dla ciebie odpowiedniego partnera do walki, bo obawiam się, że sam zdmuchnąłbym cię jednym tylko uderzeniem łapy - powiedział spokojnie, zgodnie z prawdą, a następnie skinął w stronę wyjścia z obozu, dając mu tym samym znać, że to pora wyruszać. Spojrzał jednocześnie z uwagą na wnuka, zastanawiając się, czy te problemy z mówieniem będą się dalej utrzymywać, jak również rozważając, jak podejść do tego, że nie pamiętał zbyt wiele z tego, co pokazał mu Fiołek, ale na razie nie zamierzał się tym jakoś szczególnie przejmować.
- Dobrze - rzucił, kiedy już ruszyli. - O czym jeszcze rozmawialiście z Fiołkiem? Czy mówił ci cokolwiek więcej na temat polowania?
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
nieco wyższy od przeciętnego kota; szerokie barki i biodra, masywny, dość umięśniony; długowłosy; niebieski jednolity z białymi znaczeniami; złotooki
Spokojny, powolny kocurek, któremu uśmiech niemalże nie znika z pyszczka. Przyjazny wobec wszystkich i wszystkiego, rozmowny, pełen optymizmu. Lubi towarzystwo innych wichrzaków, choć nie zabiega specjalnie o uwagę - tak samo jak od niej nie stroni. Nie należy do wycofanych i nieśmiałych kotów, Najlepiej czuje się w swobodnych rozmowach. Nieco roztargniony, jednak pracowity i zaangażowany tak mocno, jak tylko umie. Daleko mu do analityków, kieruje się emocjami, tym, co podpowie mu serduszko. Wpływowy, dobroduszny i poczciwy. Uroku dodaje mu wada wymowy (która na pewno utrudnia zrozumienie słów malca), polegająca na wymowie "r" jako "ł", a głosek podobnych do "s" jako "f". Wydaje się, że Wietrzyk jest kompletnie niezdolny do złych czynów. Niestety, mimo tych wszystkich pozytywów, młodzik chyba zapomniał ustać w kolejkę po rozum, bo ma problem z zapamiętywaniem informacji czy rozwiązywaniem jakichś małych zagadek.
Dziwny to w ogóle bardzo dziwne słowo. Tak samo zresztą jak i normalny. Jakby nie patrzeć, normalność jest pojęciem niezwykle względnym, a więc to, co komuś może się wydawać kompletnie nienormalne, dla innego może zaliczać się do najprostszej na świecie zwykłości. Tak samo jest z parą tworzoną przez Sokoła z Zającem. Wietrzyk i cała zgraja Gładkich Wąsów z pewnością zaliczała się co drugiej grupy. No, ale my nie o tym.
Przez chwilę zamruczał, wyczuwając komplement w obu słowach. Głównie po tonie i minie dziadka, bo jego ton zawsze był trochę chrapliwy, być może dla niezaznajomionych wręcz ostry. Znaczenia pierwszego słowa nie do końca był pewien. No nic. Wąsiki zadrżały w rozbawieniu, a wnuk zastępcy zgodził się w pełni z czarnym. Niby nigdy w życiu nie zobaczył na własne oczy siły czarnego w pełnej okazałości, jednak krążyły o tym liczne plotki, a i rozmiar złotookiego zdawał się w pełni wszystkie potwierdzać. Niebieski ani trochę się nie rozczarował; walka nie zając (o ironio!), nie ucieknie. W końcu polowanie też go ciekawiło.
- Nie, chyba nie - miauknął po małej chwili zastanowienia. Nie był pewien, w końcu może rudy coś powiedział, a to po prostu jemu nie udało się zapamiętać, ale to i tak chyba w tej chwili nie ma znaczenia. Przecież chodzi o wiedzę Wietrzyka, a nie umiejętności pedagogiczne Fiołka, prawda? Malec poprawnie zinterpretował gest Sokoła: podniósł się powoli, a potem stanął w miejscu, kiwając napuszonym ogonkiem.
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Różnice. Świat miał to do siebie, że składał się właśnie z nich i nic nie można było na to poradzić. Ostatecznie bowiem, tak jak uważał Wietrzyk, coś, co dla kogoś było normalne, dla kogoś innego odbiegało tak daleko od zwyczajności, że nie było nawet sensu o tym mówić, by nie wywoływać jakiejś kłótni. Odnosiło się to do tak wielu aspektów życia, że Sokół nawet wolał się nad tym jakoś dogłębnie teraz nie zastanawiać. Podobne tematy, jeśli w ogóle, zwykł poruszać raczej z Zającem, bo to głównie on był dla niego rozmówcą w takich sprawach. Teraz jednak w pełni postanowił skupić się na swoim wnuku i tym, by właściwie poprowadzić jego trening.
- Rozumiem. Chodźmy zatem pójdziemy dzisiaj na Wyjące Wzgórza i nauczę cię polować. Po drodze możesz mi powiedzieć, o czym w ogóle rozmawialiście z Fiołkiem i czy mama mówiła ci cokolwiek na temat treningu, oczekiwań, jakie się z nim wiążą i tego, do czego ostatecznie prowadzi - powiedział spokojnie i skinął łbem w stronę Wietrzyka, po czym wyprowadził go poza obóz, by szlakiem pomiędzy krzewami przedostać się dalej. Nie spieszył się jakoś szczególnie, pozwalał młodemu na to, by rozglądał się uważnie i zapamiętywał to, co ich otaczało.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
nieco wyższy od przeciętnego kota; szerokie barki i biodra, masywny, dość umięśniony; długowłosy; niebieski jednolity z białymi znaczeniami; złotooki
Spokojny, powolny kocurek, któremu uśmiech niemalże nie znika z pyszczka. Przyjazny wobec wszystkich i wszystkiego, rozmowny, pełen optymizmu. Lubi towarzystwo innych wichrzaków, choć nie zabiega specjalnie o uwagę - tak samo jak od niej nie stroni. Nie należy do wycofanych i nieśmiałych kotów, Najlepiej czuje się w swobodnych rozmowach. Nieco roztargniony, jednak pracowity i zaangażowany tak mocno, jak tylko umie. Daleko mu do analityków, kieruje się emocjami, tym, co podpowie mu serduszko. Wpływowy, dobroduszny i poczciwy. Uroku dodaje mu wada wymowy (która na pewno utrudnia zrozumienie słów malca), polegająca na wymowie "r" jako "ł", a głosek podobnych do "s" jako "f". Wydaje się, że Wietrzyk jest kompletnie niezdolny do złych czynów. Niestety, mimo tych wszystkich pozytywów, młodzik chyba zapomniał ustać w kolejkę po rozum, bo ma problem z zapamiętywaniem informacji czy rozwiązywaniem jakichś małych zagadek.
Szedł obok dziadka, choć musiał nieźle wyciągać nogi, żeby za nim nadążyć. Jeden krok Sokoła równał się kilku krokom Wietrzyka. Młody jednak prędko wyłapał rytm; już po chwili tempo dziadka wcale nie wydawało się niemożliwie szybkie. Rozejrzał się dokoła, czując, jak podziw i zdziwienie zalewają jego serduszko. Nigdy nie widział terenów klanu wichru z perspektywy innej niż z obozu. Wszystko wydawało się takie rozległe, dużo większe, niż młody kiedykolwiek sobie wyobrażał. Krzywe ząbki zajaśniały we wczesnozimowym słońcu, gdy poplamiony bielą pyszczek rozchylił się w akcie zachwytu.
- Dobwe, dadku. Mówilifmy tłochę o tych takich w klanie, no, we wojownik, tełmi... na... toł, mówił mi tef o obowie i polowaniu - rzucił do dziadka, odrywając oczka od wichrowych krajobrazów tylko na krótką chwilę. - A mama mówiła mi tłochę, we jak fkońtę tłening, to woftanę wojownikiem, tak jak wtołaj Puftykowe Fełte. Na tłeningu nautyf mnie polowania, walki i kodekfu wojownika, ale chyba tegof jefte tef? - Coś mu się wydawało, że szkolenie to coś więcej niż tylko wymienione przezeń zagadnienia, ale nie przychodziło mu do głowy nic konkretnego. Tata mu niedawno opowiadał przebieg własnego treningu, ale z niebiesko-białej głowy uleciało wiele szczegółów, jak motyl ulatuje z przypadkiem potrąconego łapą kwiatka, choć o tym Wietrzyk jeszcze nie wiedział - pierwsza w życiu pora nowych i zielonych liści czekają go dopiero w przyszłości.
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Powoli. Sokół widział teraz już, że jego wnuk, choć na pewno chętny do zdobywania nowej wiedzy, był jeszcze dzieckiem i trzeba było dla niego nieco więcej cierpliwości, by na pewno zapamiętał dokładnie wszystko to, co było ważne dla wojownika. Nie było to coś, co Sokoła jakoś by złościło albo wprawiałoby go w zakłopotanie, lub też, co byłoby chyba jeszcze gorsze — w gniew. Każdy uczeń był w końcu inny i dla jego własnego dobra należy się do niego dostosować, by trening przebiegał właściwie, bez większych problemów, czy zmartwień. Tan więc pozwalał, żeby Wietrzyk po prostu rozglądał się dookoła, żeby odpowiadał dość ogólnie, bo i pytanie wojownika właściwie takie było. Zresztą, Sokół traktował ten pierwszy dzień nieco jako wieczorek zapoznawczy, by przekonać się, o czym powinni porozmawiać, a o czym niekoniecznie.
- Rangi. To o czym wspominasz, to są rangi w Klanie, które są dokładnie takie same u nas, w Gronie, Rzecze czy Cieniu. Jakie kojarzysz? - powiedział zatem, gdy wydostali się na otwarta przestrzeń i prowadził wnuka w stronę terenów treningowych. Wybrał taką drogę, by młody zobaczył przy okazji jak najwięcej okolicy. - W czasie treningu poznasz też nasze ziemię i granice, zobaczysz, gdzie znajduje się ziemia niczyja, gdzie są Cztery Dęby, dowiesz się jak się wspinać na drzewa, a także opowiem Ci o innych rzeczach, jakie uznamy za stosowne i potrzebne - dodał w formie wyjaśnienia, by wnuk wiedział, na co właściwie ma się szykować.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
nieco wyższy od przeciętnego kota; szerokie barki i biodra, masywny, dość umięśniony; długowłosy; niebieski jednolity z białymi znaczeniami; złotooki
Spokojny, powolny kocurek, któremu uśmiech niemalże nie znika z pyszczka. Przyjazny wobec wszystkich i wszystkiego, rozmowny, pełen optymizmu. Lubi towarzystwo innych wichrzaków, choć nie zabiega specjalnie o uwagę - tak samo jak od niej nie stroni. Nie należy do wycofanych i nieśmiałych kotów, Najlepiej czuje się w swobodnych rozmowach. Nieco roztargniony, jednak pracowity i zaangażowany tak mocno, jak tylko umie. Daleko mu do analityków, kieruje się emocjami, tym, co podpowie mu serduszko. Wpływowy, dobroduszny i poczciwy. Uroku dodaje mu wada wymowy (która na pewno utrudnia zrozumienie słów malca), polegająca na wymowie "r" jako "ł", a głosek podobnych do "s" jako "f". Wydaje się, że Wietrzyk jest kompletnie niezdolny do złych czynów. Niestety, mimo tych wszystkich pozytywów, młodzik chyba zapomniał ustać w kolejkę po rozum, bo ma problem z zapamiętywaniem informacji czy rozwiązywaniem jakichś małych zagadek.
— Dobwe — wtrącił, by dać dziadkowi do zrozumienia, że spróbuje zapamiętać to ogólne słowo. Nie było wcale aż takie nowe, bo parę razy już przewinęło się przez umysł Wietrzyka, choć nie pozostawiło po sobie dość czytelnego śladu. Rangi. Dobrze. — Jeft wojownik — dodał po chwili, w końcu przed paroma uderzeniami serca o tejże roli rozmawiali. — Jeft jefte tełmi... natoł. — Okropnie długie słowo, które okropnie trudno sklecić naraz, bez żadnych przystanków. Kto je w ogóle wymyślił? — Jeftef waftępta i jeft jefte medyk, no i pfywód-ta. — Po każdej kropce robił przydługą przerwę, tak na zebranie myśli, ale dzielnie brnął dalej, prosto do celu, choć z przystankami. — No i kotiaki! No i matki tef — przypomniał sobie po chwili. Spojrzał radośnie na Sokoła, zamykając wreszcie mordkę. Myślał jeszcze parę chwil, czy przypadkiem nic mu nie umknęło, ale chyba nie. A przynajmniej uznał, że nic.
Wysłuchał też kolejnych słów mistrza, urozmaicających "tof jefte" z jego własnej poprzedniej wypowiedzi. Trochę dużo tego było… Ilość materiału koniecznego do przerobienia wyjaśniała długość trwania szkolenia. Słysząc jednak znajome słowo, Gwizdek postanowił się wtrącić:
— A wwpinat to juf tłochę umiem! Lot mnie utył. Idie mi gowej od niego, ale płóbuję i idie tołaf lepiej — pochwalił się. Potem powrócił do rozglądania się dookoła.
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- Mhm - mruknął Sokół, kiedy jego wnuk zaczął wymieniać kolejne rangi i właściwie dość standardowo, jak większość uczniów, pominął trzy, o których niemalże każdy zapominał, a które były ważne. Wojownik domyślał się, że dla syna Splątanej wymówienie długich zdań będzie niesamowicie trudne, ale nie mógł pozwolić na to, by ten nie opowiadał nic od siebie, a przede wszystkim nie mógł zgodzić się na to, żeby Wietrzyk nie myślał samodzielnie. Musiał zatem przerzucić odpowiedzialność za wyjaśnienie pewnych spraw na swojego wnuka, by ten w przyszłości nie miał większych problemów z poznawaniem otaczającego go świata. - Jest także terminator medyka, pomocnik medyka oraz starszyzna. W takim razie zaczynając od przywódcy, co robią koty w poszczególnych rangach? - rzucił zatem spokojnie.
Wzgórza. Było je już stąd widać i Sokół wskazał na nie młodemu, by ten wiedział od tej pory, gdzie powinien się, przynajmniej ewentualnie, stawiać. Nie chciał, żeby Wietrzyk biegał daleko sam, ale z drugiej strony terminator musiał zaczynać uczyć się samodzielności, by później nie kręcić się tylko i wyłącznie w pobliżu wojowników i oczekiwać na to, że ci powiedzą mu dokładnie, co powinien robić. Sokół uniósł nieznacznie brwi, gdy wnuk zaczął mówić o wspinaczce i zerknął w stronę Płaczących Wierzb, by uśmiechnąć się pod nosem. Zatem dobrze.
- Chodźmy. Pokażesz mi, co w takim razie już umiesz - stwierdził, zmieniając nieznacznie kierunek, a później ruszył dość żwawo w stronę drzew, pod którymi ostatecznie przysiadł. W czasie marszu uważnie słuchał tego, co Wietrzyk ma do powiedzenia.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
nieco wyższy od przeciętnego kota; szerokie barki i biodra, masywny, dość umięśniony; długowłosy; niebieski jednolity z białymi znaczeniami; złotooki
Spokojny, powolny kocurek, któremu uśmiech niemalże nie znika z pyszczka. Przyjazny wobec wszystkich i wszystkiego, rozmowny, pełen optymizmu. Lubi towarzystwo innych wichrzaków, choć nie zabiega specjalnie o uwagę - tak samo jak od niej nie stroni. Nie należy do wycofanych i nieśmiałych kotów, Najlepiej czuje się w swobodnych rozmowach. Nieco roztargniony, jednak pracowity i zaangażowany tak mocno, jak tylko umie. Daleko mu do analityków, kieruje się emocjami, tym, co podpowie mu serduszko. Wpływowy, dobroduszny i poczciwy. Uroku dodaje mu wada wymowy (która na pewno utrudnia zrozumienie słów malca), polegająca na wymowie "r" jako "ł", a głosek podobnych do "s" jako "f". Wydaje się, że Wietrzyk jest kompletnie niezdolny do złych czynów. Niestety, mimo tych wszystkich pozytywów, młodzik chyba zapomniał ustać w kolejkę po rozum, bo ma problem z zapamiętywaniem informacji czy rozwiązywaniem jakichś małych zagadek.
— Aaa, ftałfy-wna — mruknął z lekkim uśmiechem. — Chybot kiedyf mówił tof o ftałfywnie. Juf pamiętam. — Wiedział o istnieniu starszyzny, ale jakoś nigdy nie gadał z jej przedstawicielami. Tak już wyszło, no cóż, ale o samym istnieniu staruszków miał pewne pojęcie – tylko po prostu mu utknęło. Ciężko jest wymienić wszystkie elementy jakiejś dłuższej listy, nawet jeśli zna się je wszystkie. No, prawie wszystkie. — Pfywódta to Malinowa Gwiawda. Łobi tełemonie, mianuje wojowników i termi-na-to-to-łów. Daje im mif-tfów i imiona — wymiauczał wszystko, co o tej randze wiedział. Ta wiedza prawdopodobnie Sokoła nie powali, ale lepszy rydz niż nic. — A to łobią te-te od medyka, tełminatoł i ten długi? Kto to u naf jeft? — Pierwszy raz słyszał o tych rangach, zresztą nieco go zadziwiły, ale jednocześnie zainteresowały. Nie kojarzył nikogo takiego, a przecież przesiedział w lecznicy długo. No, bo skoro coś związanego z medycyną, to chyba tam należy go szukać.
Podążył wzrokiem za gestem Sokoła, lustrując wzgórza czujnym spojrzeniem. Niekoniecznie rozczytał zamiary dziadka, ale mistrz pewnie wkrótce sprecyzuje, co miał na myśli. Chłonął nowe widoki, dziwiąc się, że za obozem roztacza się tak dużo wszystkiego. Pomyśleć, że żył sobie przez kilka księżyców na takim malutkim skrawku ziemi i nawet nie wpadł, że tajemnicze terytorium Klanu Wichru może być takie urokliwe, takie warte zobaczenia. Natrafił wzrokiem i na Płaczące Wierzby. A więc to na nich zaprezentuje dziadkowi swoje umiejętności! Jeżeli już doszli na miejsce, zadał czarnemu pytanie w typie "Na któłą mam fię wpiąt?".
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- Tylko? - zapytał spokojnie, kiedy wnuk zaczął mówić o tym, co robi przywódca. Nie chciał podawać mu wszystkiego na tacy, tym bardziej że właśnie zamierzał się dowiedzieć, co ten dokładnie umie, co ten dokładnie wie, a zatem chciał sprawdzić, na ile lotny jest umysł Wietrzyka, jak dalece młody jest bestią inteligentną, by móc ocenić jego dalsze predyspozycje i dobrać odpowiedni poziom szkolenia. Wiedział, że tak naprawdę minął może jeden czy dwa wschody słońca od dnia, kiedy ten skończył sześć księżyców, nie oczekiwał zatem jakiś niezwykłych cudów, ale mimo wszystko liczył na to, że młody dość prędko dostrzeże, że sam jest w stanie znaleźć odpowiedzi na pytania, jakie mógłby zadać dziadkowi, czy jakiemukolwiek innemu, starszemu kotu. - Zastanów się na spokojnie, co może robić przywódca, a później wyjaśnię ci, czym zajmuje się terminator i pomocnik medyka, od razu jednak powiem ci, że obecnie nie ma ich w Klanie - powiedział, kiedy znaleźli się pod Płaczącymi Wierzbami, a kiedy wnuk zadał pytanie, wzruszył lekko barkami.
Początek. Teraz Wietrzyk musiał zrozumieć, że wiele zależy od niego i mistrz nie będzie prowadził go za łapę, nawet w takich kwestiach, jak dobór miejsca, w którym będzie się wspinał. Koniec z edukowaniem w sposób, gdzie wiele trzeba było pokazywać, przyszła pora na to, by Wietrzyk sam się starał, by miał otwarty umysł, ale również oczy i uszy, by wyłapywał sam to, co nie jest do końca dostrzegane za pierwszym razem. To była ze strony Sokoła lekcja pierwsza.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
nieco wyższy od przeciętnego kota; szerokie barki i biodra, masywny, dość umięśniony; długowłosy; niebieski jednolity z białymi znaczeniami; złotooki
Spokojny, powolny kocurek, któremu uśmiech niemalże nie znika z pyszczka. Przyjazny wobec wszystkich i wszystkiego, rozmowny, pełen optymizmu. Lubi towarzystwo innych wichrzaków, choć nie zabiega specjalnie o uwagę - tak samo jak od niej nie stroni. Nie należy do wycofanych i nieśmiałych kotów, Najlepiej czuje się w swobodnych rozmowach. Nieco roztargniony, jednak pracowity i zaangażowany tak mocno, jak tylko umie. Daleko mu do analityków, kieruje się emocjami, tym, co podpowie mu serduszko. Wpływowy, dobroduszny i poczciwy. Uroku dodaje mu wada wymowy (która na pewno utrudnia zrozumienie słów malca), polegająca na wymowie "r" jako "ł", a głosek podobnych do "s" jako "f". Wydaje się, że Wietrzyk jest kompletnie niezdolny do złych czynów. Niestety, mimo tych wszystkich pozytywów, młodzik chyba zapomniał ustać w kolejkę po rozum, bo ma problem z zapamiętywaniem informacji czy rozwiązywaniem jakichś małych zagadek.
— Nie ma? To jak to iftnieje taka łanga? — dopytał się, trafiwszy na kamień i to dosyć twardy. Jak może istnieć ranga, której nikt nie ma? Czy to przypadkiem nie odbiera jej prawa bytu? Wpatrywał się najpierw w dziadka, żądając odpowiedzi, ale zaraz przypomniał sobie, że musi jeszcze coś dodać do obowiązków przywódcy – widać coś zgubił. Zastanawiał się, jednocześnie słuchając i w miarę przetrawiając słowa czarnego, a gdy ten skończył mówić, zapadła krótka chwila ciszy. Przerwał ją nieco niepewny wietrzykowy głosik. — Jeft… mift-fem Wimnej Łapy? — Nie przychodziło mu do głowy nic innego, więc i tego można spróbować.
Zrozumiał za to, że dziadek miejsce wspinaczki pozwala mu wybrać. Niewiele więc myśląc podszedł do jednej z wierzb, najpewniej takiej, której kora wydawała się najdogodniejsza, a i gałęzie nie sięgały zbyt wysoko. Nie trzeba od razu porywać się z motyką na słońce, a Gwiżdżąca Łapa świetnie to rozumiał. Ustawił się w pewnej odległości od pnia, a potem odbił się od ziemi. Wpił pazurki w chropowatą powierzchnię, by nie spaść znowu na ziemię. Po kilku uderzeniach serca zaczął powoli, łapa za łapą, brnąć w górę.
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- Musi. Po prostu Lśniąca nie wybrała do tej pory kota, który odpowiadałby jej jako terminator i nie naucza nikogo sztuki uzdrawiania. Ponieważ zaś nie ma terminatora, nie ma również pomocnika. Pomocnik medyka jest bowiem w pełni wyszkolonym kotem, który spokojnie mógłby przejął obowiązki swojego mistrza, gdyby przyszła taka konieczność. W tym jednak wypadku wszystko zależy od decyzji Lśniącej, choć muszę przyznać, że nieco się dziwię, iż nie ma jeszcze przeszkolonego wsparcia - powiedział prosto, bo nie było sensu jakoś kręcić w tym temacie, czy w jakikolwiek nakłaniać wnuka do tego, by ten poważnie zastanawiał się nad takim stanem rzeczy, ostatecznie bowiem raczej sam by nie wpadł na to, co z tym zrobić. Było dla niego oczywiste, że pewne rzeczy po prostu musi wyjaśnić młodemu, bo inaczej ten nie wpadnie na właściwy trop, dokładnie tak było zaś w tym wypadku, toteż postarał się przedstawić to jak najjaśniej, żeby Wietrzyk zbyt długo nie skupiał się nad czymś, co nie było aż tak skomplikowane.
- Również. Ale co jeszcze? - dodał, czekając na to, co dokładnie zrobi jego wnuk. Obserwował go spokojnie, gdy szykował się do skoku, a później równie spokojnie przypatrywał się, jak młody pnie się w górę. Nie zamierzał mu przeszkadzać, nie zamierzał mówić nie wiadomo czego, po prostu nie chciał go rozpraszać, nim ten dotrze w wybrane przez siebie miejsce, a później powróci na ziemię, by mogli nadal rozmawiać. Sokół jednocześnie jednak cieszył się, że pewien mały punkt treningu będą mieli już z głowy, bo w końcu nie będzie Wietrzyka w kółko nauczał o tym, jak wspinać się na drzewa.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
nieco wyższy od przeciętnego kota; szerokie barki i biodra, masywny, dość umięśniony; długowłosy; niebieski jednolity z białymi znaczeniami; złotooki
Spokojny, powolny kocurek, któremu uśmiech niemalże nie znika z pyszczka. Przyjazny wobec wszystkich i wszystkiego, rozmowny, pełen optymizmu. Lubi towarzystwo innych wichrzaków, choć nie zabiega specjalnie o uwagę - tak samo jak od niej nie stroni. Nie należy do wycofanych i nieśmiałych kotów, Najlepiej czuje się w swobodnych rozmowach. Nieco roztargniony, jednak pracowity i zaangażowany tak mocno, jak tylko umie. Daleko mu do analityków, kieruje się emocjami, tym, co podpowie mu serduszko. Wpływowy, dobroduszny i poczciwy. Uroku dodaje mu wada wymowy (która na pewno utrudnia zrozumienie słów malca), polegająca na wymowie "r" jako "ł", a głosek podobnych do "s" jako "f". Wydaje się, że Wietrzyk jest kompletnie niezdolny do złych czynów. Niestety, mimo tych wszystkich pozytywów, młodzik chyba zapomniał ustać w kolejkę po rozum, bo ma problem z zapamiętywaniem informacji czy rozwiązywaniem jakichś małych zagadek.
— Aaa — wydał z siebie, pojmując wreszcie, o co chodzi z tą rangą. A więc tak naprawdę teraz jej nie ma, ale kiedyś będzie – ktoś ją dostanie chyba całkiem niedługo, skoro mówi tak dziadek Sokół. Otworzył pyszczek, by zapytać o coś jeszcze, ale nagle okazało się, że zapomniał, co miał na myśli. Spróbował przegrzebać nowszą pamięć, by wpaść na jakiś dobry trop, ale nie znalazł. Postanowił więc przejść dalej, do początku wspinaczki, odkładając temat przyszłych medyków gdzieś na bok. Może jego niezadane pytanie zaraz znowu pojawi się w szarej głowie, jak bumerang?
Im był wyżej, tym bardziej czuł, że ziemia przyciąga go z powrotem. Parę razy dopadało go poczucie niepewności, lecz potem wykonywał nieco mniejszy kroczek i wszystko wracało do normy. Umiał już reagować w takiej sytuacji – wszystko dzięki małym lekcjom Lotu, potem też ćwiczeniom. W końcu zaczepił pazurami o jeden z pochyłych konarów, ten najniższy, by podciągnąć się na gałąź i spojrzeć z zadowoleniem na dziadka.
— Mam juf wejf-t? — zawołał w stronę mistrza, pochylając się nieco do przodu, by utrzymać równowagę. Nie pomyślał, że tkwienie na drzewie jest jakieś bezcelowe. Wolał się upewnić, przecież to dziadek tutaj rządzi. Na razie nie odpowiadał na pytanie dziadka co do zadań przywódcy, odkładając swoją kwestię na później, gdy już znajdzie się na dole, obok czarnego.
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- Poczekamy. Mam nadzieję, że wkrótce będziesz mógł już spokojnie uzupełnić swoją wiedzę o kwestie związane z terminatorem medyka - powiedział prosto, dodając jeszcze, że o takich akurat sprawach często powiadamia się inne Klany, by wiedziały, kto w przyszłości będzie pomocnikiem, a jeszcze później, medykiem. Chodziło również o kwestie wędrówek i zbierania ziół, na które zapatrywano się nieco inaczej, niż na wędrówki wojowników albo terminatorów. Przy tej okazji Sokół zmarszczył nieznacznie brwi i wspomniał, że na tereny pozostałych Klanów nie wolno wkraczać, a jedyna taka możliwość istnieje wtedy, gdy poprosi się o możliwość przejścia przez cudze ziemie, pamiętając, by tam nie polować i nie marudzić długo w drodze. Teraz kiedy ich ziemie wyglądały inaczej niż za dawnych czasów, takich wędrówek raczej nie trzeba było uskuteczniać, aczkolwiek przyszły przywódca Gromu z powodów czysto logistycznych powinien przekroczyć ziemie Wichru, by jak najszybciej dostać się na spotkanie z Gwiezdnymi. Sokół nie wiedział, jednak kiedy coś podobnego będzie miało miejsce, nie wiedział nawet, czy za jego życia.
- Tak. Zejdź i odpowiedz na moje pytania w czasie dalszego marszu - poprosił zatem spokojnie, a później podniósł się czekając, by skierować się ponownie na Wyjące Wzgórza. Gwiżdżący mógł w tym czasie opowiadać mu co chciał, a on po prostu słuchałby i pozwalał na to, żeby młody jak najwięcej się nauczył.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫