Do końca treningu jeszcze wiele księżyców, Barwna Łapa się z tym nie śpieszył, nie zamierzał się śpieszyć. Jednak wizja lśniącej sadzawki, niezależnie od pory roku, niezależnie od pogody brzmiała tak fascynująco. Obraz który rozlał się w jasnych barwach w umyśle syna Świetlik był fantastyczny. W głębi nie mógł się doczekać swojej ceremonii. Nie mógł doczekać się otrzymania nowego imienia, dzielenia snów z przodkami, nie mógł doczekać się widoku legendarnej Szepczącej Sadzawki...
- Dwunogów? - o Grzmiącej Ścieżce Barwinek wiedział, dowiedział się na naukach z tą samą kocicą, która stała teraz przed nim, Dwunożni jednak? Mógł przysiąc, że pierwszy raz słyszał o takich istotach. Słyszał o drapieżnikach, o lisach, o potworach; ale nie o Dwunogach.
Składzik był tym co po raz pierwszy w ogóle przyciągnęło go do Królikarni, wonie ziół unoszące się właśnie ze składzika. Teraz, jako terminator medyka miał pełne prawo tutaj wejść. Pierzasty ogon zrównany z grzbietem Barwnej Łapy drgnął, gdy przekroczył próg komory w której Księżycowy Pył trzymała zioła, medykamenty których musiał się nauczyć. Słuchał uważnie, nie wtrącając się mistrzyni w słowo, w pełni skupiony. Błękit głosu medyczki utrzymywał w postaci jednej plamy, rozchodzącej się w zakątki reszty jego umysłu dopiero gdy zaczęła mówić o poszczególnych ziołach.
Pajęczyna była powszechna, to oczywiste, tam gdzie pająki, tam ich twór. Jak widać bardzo ważny w leczeniu rannych. Barwinek skinął pyskiem, w milczeniu zapamiętując fakty o pajęczynie, które Księżycowy Pył mu przedstawiła. Tamuje krwawienie, utrzymuje maści, chroni ranę. Przyjrzał się srebrnej nici nawiniętej na patyk; niebieskie oczy kocura lśniły w zafascynowaniu. Potem przeniósł wzrok na następną roślinę; łopian. Sercowate liście, jasne od spodu, białawy korzeń, obie części rośliny były użyteczne, zarówno liście jak i korzeń. Na infekcje, fioletowe kwiaty. Skóra na grzbiecie nosa terminatora Księżycowego Pyłu zmarszczyła się nieznacznie. Fakt, nie był to najprzyjemniejszy zapach. Większość medykamentów wydzielała całkiem przyjemną, interesującą woń, ale nie wszystkie.
Kiwnął głową w zrozumieniu. Pajęczyna, łopian. Co dalej?
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
- Dwunożne, bezwłose istoty. Są wielkie. Czasem... porywają koty. Mieszkają w miejscu zwanym osiedle dwunogów. Zapytaj o to... któregoś z wojowników. - Teraz mieli ważniejsze kwestie do omówienia, którymi wolała się zająć w pierwszej kolejności.
Dała kocurkowi chwilę na przetrawienie otrzymanych informacji. Jako że nie miał żadnych pytań, wskazała na kolejny medykament: plaster miodu, leżący na bliżej nieokreślonym liściu.
- Miód. Podaje się na ból gardła. Czasem... dla załagodzenia smaku innych medykamentów. - Szczególnie u kociąt, które z reguły dużo gorzej znosiły paskudny smak niektórych ziół. - Występuje w dziuplach... albo szczelinach. Wytwarzają go pszczoły. Będą go chronić... więc należy działać szybko, zdecydowanie - powiedziała, pozwalając kocurkowi dokładnie obejrzeć pszczeli wytwór o mdło-słodkim zapachu.
Dała sobie chwilę na złapanie oddechu, po czym podsunęła bliżej terminatora liść roztaczający przyjemną woń ogórków.
- Ogórecznik. Kwiaty... wiszą na szczycie łodygi. Są duże. Łodyga owłosiona. Liść leczy gorączkę, stany zapalne. Zwiększa produkcję mleka... u matek. Moczopędny - wyjaśniła powoli, niezmiennie utrzymując neutralny ton głosu i taki sam wyraz mordki.
Tak jak wcześniej, zamilkła i czekała na pytania, jeśli kocurek takowe posiadał.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Oczywistym było, że mieli do przerobienia rzeczy ważniejsze, jednak informacja o istotach które nie były drapieżnikami z lasu, ani potworami ze Grzmiącej Ścieżki wydała mu się być ważna. Gdy jednak Księżycowy Pył nakazała zostawić ten temat i poruszyć go z którymś z wojownikiem, Barwinek przytaknął. Taka odpowiedź... i tak mu wystarczyła. Porywały koty? To jednak brzmiało okropnie.
Wyciągnął szczupłą, włochatą szyję w kierunku plastra miodu - miał słodkawy zapach, zapewne smak taki sam. Skoro pomagał na ból gardła. Wpatrywał się w złocisty płyn przed sobą, jednak skupiony był na słowach Księżycowego Pyłu. Wytwarzany przez pszczoły, przez owady. W dziuplach drzewnych. Zbieranie miodu w teorii brzmiało jak coś... niebezpiecznego, ale czy takie nie było całe życie w lesie? Barwna Łapa skinął głową, aby przenieść wzrok na inną roślinę, na liść. Ten jednak miał przyjemny zapach, w przeciwieństwie do łopianu.
Ogon młodego kocurka poruszył się nieznacznie gdy ten obwąchiwał i przyglądał się dokładnie roślinę, kwiat ogórecznika który miał przed sobą.
- Jaki kolor kwiatów? - spytał cicho, trochę niepewnie. Jego mentorka powiedziała coś o kwiatach które rosły na szczycie owłosionej łodygi ogórecznika. Barwna Łapa zapewne nie miałby problemu z rozpoznaniem medykamentu, choćby po zapachu, ale może były inne rośliny które miały podobną woń? Wolał poznać wygląd danej rośliny jak najlepiej.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Poruszyła uszami na pytanie ze strony kocurka. Pominęła kolor kwiatów, bo nie był kluczowy do rozpoznania tego medykamentu, jednak nie zamierzała karać Barwnej Łapy za pytania. Znaczyły one tyle, że był skupiony na temacie i chciał się dowiedzieć jak najwięcej, co było dobrym sygnałem.
- Niebieskie - odparła krótko, odkładając liść na miejsce obok innych medykamentów, które rozłożyła na ziemi. - Zapach. Po nim najszybciej rozpoznasz ogórecznik - dodała po chwili zastanowienia.
Medykament ten nie był szczególnie charakterystyczny poza wonią, którą roztaczał. Czasem dało się ją wyczuć jeszcze przed zauważeniem rośliny. Dzięki niej również liście w składziku trudno było pomylić z innymi, które mogły być podobne.
Uznawszy tę część za zakończoną przeszła do kolejnej, czyli jajowatego, ostro zakończonego listka o pierzastej nerwacji oraz kawałka mchu przesiąkniętego cuchnącą wydzieliną. Wpierw wskazała na ten pierwszy, którego ostatnio musiała używać jako zamiennika przy białym kaszlu.
- Gwiazdnica - przedstawiła ten niepozorny, drobny medykament. - Łodyga wysoka na długość ogona. Kwiaty drobne, białe. Tworzy duże skupiska... łany. Liść podawany doustnie. Leczy zielony kaszel - Zmarszczyła lekko brwi, przypominając sobie uwagę, którą kiedyś rzucił jej Łososiowa Łuska. - Jest... podobna roślina. Liść ma tylko trzy nerwy. Nie jest ziołem.
Owa informacja jej samej się przydała przynajmniej raz, gdy natrafiła na tę imitującą gwiazdnicę roślinę, dlatego warto było pamiętać o takich szczegółach. Skoro to już było za nimi, pozostała im mniej przyjemna część, jaką była mysia żółć i sposób jej otrzymania. Medyczka zakołysała lekko końcówką ogona i postawiła łapę przy śmierdzącej kępce mchu.
- Mysia żółć. Przykładasz nasiąknięty mech do kleszcza. Trzeba przytrzymać... by się udusił. Umarł - wytłumaczyła, po czym zwróciła pyszczek ku komorze głównej Królikarni. - Przynieś świeżą mysz ze stosu... jeśli znajdziesz - nakazała kocurkowi, powracając spojrzeniem na jego mordkę.
Nadszedł czas na odrobinę brudnej praktyki dla Barwnej Łapy.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Odpowiedź była satysfakcjonująca, bo nie dość, iż faktycznie dowiedział się jaki kolor mają kwiaty ogórecznika, Księżycowy Pył potwierdziła jego tezę - tylko ta roślina pachnie w tak specyficzny sposób. Dobrze. Pajęczyna, miód, łopian, ogórecznik, jak na razie nie było wcale trudno, jednak na razie mowa była tylko o roślinach bardzo pospolitych, o medykamentach które można było znaleźć wszędzie. Potem dla Barwnej Łapy zaczną się schody.
Syn Świetlikowego Zagajnika pochylił się nad kolejną podsuwaną mu pod nos rośliną - gwiazdnica. Jajowaty liść, pierzasta nerwacja. Przypatrywał się temu co miał przed oczami, jednak gdy Księżycowy Pył zaczęła mówić zerknął na moment w jej kierunku. Wysoka łodyga, białe kwiaty; nie mylić z inną rośliną. Zielony kaszel. Pierwsza z nazw chorób którą faktycznie kojarzył, o której słyszał. Doszedł jednak do wniosku, że prawdopodobnie jego mistrzyni rozmowę o samych chorobach i ich objawach zostawiła na inny dzień. Kiwnął więc głową w zrozumieniu i przeszedł do żółci którą przesiąknięty był mech.
Zmarszczył nos, jednak w ramach nauki i, tak właściwie, ciekawości, powąchał wydzielinę. Cuchniało, cuchniało okropnie, a sama nazwa tego medykamentu wskazywała na to, iż pochodzi on... od myszy, co nieco zmartwiło Barwną Łapę. W jaki sposób się to zdobywało? Dusiło się tym kleszcze. Pierzasty ogon kocura drgnął - drgnął on sam, całym jego ciałem wstrząsnęły dreszcze gdy Księżycowy Pył nakazała mu przynieść ze stosu mysz. Brudna praktyka, och, no tak.
Wyszedł bez szemrania z królikarni. Znalezienie gryzoni na stosie zwierzyny nie było trudne, ale konkretnie myszy, wśród ryb, ptaków? Było nieco większym wyzwaniem. Poza tym, prawdę mówiąc, Barwinek ze swoimi podejrzeniami nie chciał się wcale śpieszyć. Gdy jednak odnalazł trupka tego konkretnego gryzonia o którego prosiła go mentorka, powrócił do niej i położył mysz pod kremowymi łapami medyczki.
Co teraz? Mysz wystarczająco świeża?
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
W czasie gdy Barwna Łapa przebierał stos w poszukiwaniu świeżej myszy, Księżycowy Pył odłożyła medykamenty na miejsce i oddzieliła kawałek mchu od jednej z kępek, które leżały obok wbijającego się w ziemię korzenia. To powinno wystarczyć jej terminatorowi do operacji, która go czekała.
Gdy Barwna Łapa położył mysz u jej łap, Księżycowy Pył powąchała ją, po czym bezceremonialnie przysunęła bliżej terminatora, odwracając ją tak, by leżała do niego bokiem. Pazurem wskazała na delikatną skórę w centrum gryzonia.
- Natnij pazurem. Ostrożnie. Tylko skórę - poinstruowała go krótko. - Potem... oczyść z krwi. - Choć zwierzątko było martwe, wciąż coś mogło wyciec i sprawić, że wnętrze stanie się mniej widoczne.
Operacja ta wymagała precyzji i cierpliwości, dlatego nie zamierzała pośpieszać swojego ucznia. Jedynie planowała uważnie obserwować każdy jego krok i patrzeć mu na łapy, tak jak to niegdyś robił jej własny mentor. W końcu musiała mieć pewność, że robił wszystko poprawnie i nie popełniał żadnego błędu, który w przyszłości mógłby go kosztować utratę śmierdzącego płynu.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Jadł martwą zwierzynę od wielu księżyców.
Widok krwi przy jedzeniu piszczków był dla niego czymś naturalnym, wnętrzności piszczków były dla niego czymś kompletnie naturalnym, czymś, co widział bardzo często, ale nigdy nie rozcinał jakiegokolwiek martwego zwierzątka w taki sposób. Ach, wychodziło na to, że żółć pozyskiwało się... z wnętrza myszy. Czyli miał jednak dobre podejrzenia. Barwinek odetchnął głęboko, wpatrując się przez kilka chwil w drobne truchełko przed sobą. Przełknął ślinę, przesuwając powoli nosem piszczka, aby miał lepszy dostęp do chirurgicznego wręcz nacięcia.
Nachylił się nad myszą i wysunął pazury z poszewek łap; powoli i tak precyzyjnie, jak mógł niedoświadczony terminator wbił jeden z pazurów w delikatną skórę na brzuchu myszy. Powoli, na razie płytko, aby nic przypadkiem... nie przestawić w jej wnętrzu. Barwna Łapa trwał tak kilka uderzeń serca, bardzo niepewny, czy dobrze zrobił. Czy nie wbił pazura za głęboko, czy powinien rozciąć trupka jednym ruchem i mieć to z głowy, czy precyzyjnie i powoli sunąć w dół jak skalpelem. Szybko jednak doszedł do wniosku, że modlenie się nad myszą mu w niczym nie pomoże. Terminator powrócił do świata żywych, wpatrując się szeroko otwartymi, błękitnymi oczyma w ranę którą wytworzył - w pełni skupiony na operacji, powoli rozcinając mysz tak, aby... było cokolwiek widać. Oddech kocurka przyspieszył na moment; po chwili jednak zakończył, czyszcząc brzuch myszy z krwi, powoli, delikatnie.
Nie fatygował się czyścić swoich łap; to zapewne jeszcze nie koniec.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Medyczka obserwowała uważnie cały proces, rejestrując przy tym chwilę zawahania terminatora. Wreszcie jednak rozciął brzuch myszy jak należy i oczyścił go z krwi. Miał rację, to jeszcze nie był koniec operacji. Kremowa kotka rozchyliła nieco szerzej płaty skóry, tym samym odsłaniając narządy wewnętrzne gryzonia. Pazurem zahaczyła o przewód ciągnący się między dwoma płatami ciemnoczerwonego narządu. Przewód ten kończył się niedużym woreczkiem.
- Pęcherz z żółcią. Przebij go... i wyciśnij żółć - nakazała, podsuwając kocurkowi kawałek mchu, który uprzednio przygotowała.
Cofnęła łapę i zrobiła mały kroczek w tył, by dać terminatorowi pełne pole do popisu. Pokazała mu co i jak, teraz pozostawało czekać aż Barwna Łapa zrobi to o co został poproszony. Po tym będą mogli skończyć dzisiejszą lekcję, bo nie było sensu jej ciągnąć nie wiadomo ile.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Nie miał okazji przyglądać się wnętrznościom tego, co zazwyczaj jadł zbyt dokładnie. Nie był pewien który narząd w ciele myszki jest którym, gubił się pomiędzy płatami zaczerwienionej, mysiej skóry, drobnymi kostkami oraz pęcherzykami, przewodami. Poziom porównywalny do sekcji zwłok żaby w klasie licealnej.
Barwna Łapa odetchnął, zerkając kątem oka na swoją mentorkę. Było coś fascynującego w obserwowaniu tego, z jaką precyzją to Księżycowy Pył rozchyla wnętrze myszki, jak doskonale wie, gdzie kierować łapy, który narząd jest czym; ale pierwsza operacja była pierwszą operacją i czymś mało przyjemnym. Barwinek czuł, jak jego umysł zalewa brudna, nieprzyjemna czerwień, stopniowo brąz, jak coś mu się przewraca w żołądku gdy zgodnie z poleceniem kremowej kocicy przebił pazurem pęcherz we wnętrzu myszy. Żółć zaczęła sączyć się z woreczka; kocurek zmarszczył nos gdy dotarła do niego zdecydowanie mało przyjemna, ostra woń żółci. Szybko z powrotem skoncentrował się w pełni na swoim zadaniu, dociskając powoli kawałek mchu do myszki, pozwalając, aby żółć spłynęła na zieloną kuleczkę i wchłonęła się w nią. Przełknął ślinę, wpatrując się szeroko rozwartymi ślepiami w obiekt sekcji zwłok.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Trudno powiedzieć, czy potrafiłaby precyzyjnie nazwać każdy mysi narząd i wyjaśnić do czego służy. Wiedziała jednak to co najważniejsze, czyli gdzie znajdował się woreczek z żółcią. To w zupełności wystarczało do zdobywania kleszczobójczego medykamentu. Kremowa medyczka zmrużyła oczy, uważnie obserwując postępowanie swojego terminatora. Zadziałał szybko i sprawnie, nawet jeśli odrobinę niezdarnie, zważywszy na to, że to był jego pierwszy tego typu zabieg. Poruszyła wąsami, zadowolona.
- Dobrze. Odłóż mech z żółcią... tam gdzie jest reszta kępek. Zanieś mysz któremuś z chorych - nakazała, podnosząc się na równe łapy, po czym przeciągnęła się krótko. - Przez następne dni... będziemy powtarzać to wszystko. Koniec na dziś - dodała po dwóch uderzeniach serca.
Opuściła składzik zaraz za swoim terminatorem, w końcu dzień dopiero przed nią, a wciąż były rzeczy do zrobienia.
Trening odrobinę się przeciągał, gdyż Księżycowy Pył była zbyt zabiegana przez stan składzika i pacjentów, którzy się zjawiali. W końcu jednak nadszedł dzień, kiedy zdecydowała się pchnąć trening do przodu, uznawszy, że to właśnie on powinien być jej największym priorytetem w tej chwili. Uświadomiła to sobie w szczególności ostatnio, gdy kocur został uziemiony przez popękane opuszki, a jej przybyło pacjentów z cięższymi ranami lub jakimiś pomniejszymi choróbskami. Przy okazji, nie chcąc by Barwna Łapa się nudził i był nieproduktywny, poprosiła Ćmi Zmierzch, by zajęła się jego treningiem wojowniczym co drugi dzień. Dziś, oczywiście, była kolej na ten medyczny, dlatego wzięła ze sobą nieco mniejszą niż wcześniej ilość medykamentów i udała się do swojego terminatora, który wciąż leżał w komorze chorych. Bez słowa rozłożyła na ziemi przed jego aktualnym legowiskiem przedmioty dzisiejszej lekcji: dokładnie pięć liści i kwiat. W pierwszej kolejności wskazała na to ostatnie: łodyżka obrośnięta niedużymi, fioletowymi kwiatkami. Obok niej leżał wąski, lancetowaty liść, który Barwinek mógł rozpoznać z ich pierwszej - i chwilowo ostatniej - wyprawy po zioła. Jako ostatni wskazała łuskowaty liść o czerwonym zabarwieniu.
- Pamiętasz je? - zapytała, zawieszając neutralne spojrzenie na mordce terminatora.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Wyciskanie kleszczobójczej żółci z wnętrza myszy było doświadczeniem niebywale nieprzyjemnym, jednak nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Droga medyka jaką Barwinek postanowił podążyć była usiana mało przyjemnymi doświadczeniami, bo nie było nic przyjemnego w czyszczeniu zakażonych, brudnych ran czy zabijaniu kleszczy mysią żółcią. Terminator spuścił z siebie powietrze które utrzymywał przez cały zabieg w płucach, gdy dotarły do niego słowa medyczki. Już koniec. Odetchnął głęboko, chwytając motek mchu nasiąknięty żółcią w zęby tak delikatnie, jak umiał, aby nie dotknąć obrzydliwej cieczy językiem ani nie nacisnąć przypadkiem, nie spowodować utraty medykamentu. Rozejrzał się szybko po składziku a gdy namierzył składowane kępki mchu z mysią żółcią, odłożył tam ten, który trzymał w mordce i oblizał się, marszcząc pysk. Przynajmniej nie dotknął żółci językiem.
Kiwnął głową mentorce i posłusznie chwycił w zęby rozprutą wcześniej mysz, aby zanieść ją komuś z pacjentów, po drodze powstrzymując się od zwrócenia zawartości własnego żołądka.
Barwna Łapa drzemał, zwinięty w kłębek z łapami wyciągniętymi do przodu. Chciał je oszczędzać, chciał jak najszybciej wrócić do pełni sił i funkcjonalności, brak jakichkolwiek zajęć i obserwacja tego, jak Księżycowy Pył musi radzić sobie w Królikarni na tą chwilę sama frustrowała go do granic możliwości. Miał robotę gdy przychodziła Ćmi Zmierzch, uczył się z nią, ale jego trening medyczny stanął w miejscu. Syn Świetlik miał bardzo płytki sen i szybko rozbudził go ruch, znajoma woń medyczki i równie znajomy, przyjemnie dzwoniący w uszach jasny błękit jej głosu. Podniósł się natychmiast, strzygąc uszami i ziewając. Zmienił pozycję; dalej leżał, ale była to pozycja bochenka. Odrobinę bardziej formalna.
Barwinek rozejrzał się po medykamentach które piaskowa kocica rozłożyła przed nim, w milczeniu analizując dwa, na które wskazała w tej chwili. Zerknął prosto w orzechowe oczy mistrzyni dopiero po kilku uderzeniach serca, przeszukując w skupieniu odpowiednie szufladki w pamięci, wciąż odrobinę ospały. Doskonale pamiętał fioletowe kwiaty i lancetowate liście które znajdowały się obok, medykament, który znaleźli na dziko na ostatnich zbiorach; lawenda. Czerwonawy liść był tym, czego Księżycowy Liść użyła, aby uśmierzyć ból w jego popękanych łapach.
- Lawenda i podbiał - wymruczał, wskazując nosem najpierw na łodyżkę z fioletowymi kwiatami, potem na łuskowaty, czerwonawy liść. - Lawenda... liście... zbijają gorączkę - dodał po chwili, nieco niepewnie. Dobrze zapamiętał? Kwiaty też do czegoś służyły? Och, nie był w tej chwili pewien. - Podbiał na kocięcy kaszel. Liść. A maść na popękane opuszki łap - w kwestii podbiału mówił już zdecydowanie pewniej i zdecydowaniej.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Terminator nie przedstawił wszystkiego co mu medyczka powiedziała podczas wyprawy po medykamenty, ale trudno było oczekiwać, by po jednym razie zapamiętał każdy jeden szczegół. Szczególnie, że to było jego pierwsze w życiu wyjście poza obóz. Córka Ubłoconej Mordki wzięła głęboki oddech i wskazała na parę medykamentów - liść i kwiat.
- Tak. Lawenda... jest zdrewniała od spodu. Ma zielone pędy, pokryte srebrnymi włoskami. Rośnie na terenach skalistych... jak wszystkie te rośliny. Podobno można ją spotkać obok gniazd dwunogów. Zbija gorączkę. Uspokaja i poprawia trawienie. Działa również... przeciwskurczowo. Kwiaty występują tylko porą zielonych liści. Mają najlepsze działanie - wyjaśniła, a następnie postawiła łapę przy podbiale. - Podbiał... ułatwia też oddychanie. Gdy kot ma z nim trudności. Jest niewysoki i ma żółte kwiaty. Łodyga... żółtawa lub zielonkawa. Występuje wyłącznie wśród skał - dodała, znów uzupełniając braki w tym, co powiedział syn Świetlikowego Zagajnika.
Po przedstawieniu obu ziół dała Barwnej Łapie czas na przyjrzenie się im i przetrawienie otrzymanych informacji.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Od jakiegoś czasu w umyśle Barwinka kłębiło się mnóstwo myśli i tyle kolorów na raz, że stopniowo czuł, jak powraca znajomy z dzieciństwa ból głowy i przytłoczenie, może dlatego miał trudności z zapamiętaniem wszystkich szczegółów. Myślał o tym, co by było, gdyby Księżycowy Pył nie zauważyła wtedy tego lisa pierwsza. Myślał o tym, co się dzieje z jego matką, ale tak bardzo nie chciał tego okazywać. To, że był zajęty większość czasu nie oznaczało, że był ślepy i widział, jak Wietrzny Wąs kręci się wokół Świetlikowego Zagajnika, jak Świetlikowy Zagajnik przybiera na wadze, on to widział, ale nie rozumiał. Dopóki jego rodzicielka nie przyszła z tym do medyczki, a on to słyszał i nigdy nie był tak zdezorientowany. Ale... czy chciał tym martwić mentorkę? Nie, chciał wykazać się wiedzą której od niego wymagała. Teraz jednak zapamiętywanie nazw i właściwości ziół zleciało na drugi plan gdzieś w otchłań głowy i myśli Barwnej Łapy i nie był z tego dumny. Nie był dumny z tego jak frustracja go przygniatała. Frustracja popękanymi łapami, frustracja sytuacją matki. Pojedyncza, niewielka marszczka pojawiła się pomiędzy brewkami kocura.
Ciemne chmury kłębiły się w jego głowie i potrzebował chwili aby w pełni się obudzić i zacząć faktycznie rejestrować słowa które Księżycowy Pył do niego kierowała. Skinął głową, powtarzając sam do siebie w myślach charakterystyczny wygląd i lawendy i podbiału, chcąc przebić negatywne myśli i senność którą dalej był zamglony jego wyraz pyska. Dobrze. Przejdźmy dalej, Księżycowy Pyle, chcę móc się skupić na nauce.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Zmarszczyła lekko brwi, przyglądając się Barwnej Łapie. Wydawał się trochę nieobecny, choć trudno jej było to określić na sto procent. Nie wiedziała czy to od bycia uziemionym, czy może przez wiadomość o ciąży jego matki. Ostatecznie jednak westchnęła cicho i postanowiła powstrzymać się od poruszania tematu, przynajmniej dopóki kocurek był w stanie się uczyć i zapamiętywać poprzednie informacje. Mieli dużo czasu na powtarzanie ich i nie zamierzała ruszać z tematem dalej, gdy jeszcze wszystkiego nie wbił sobie do głowy tak, by w niej pozostało. Odsunęła na bok lawendę i podbiał, i wysunęła do przodu dwa kolejne liście: jeden był podwinięty z obu stron o jajowatym kształcie, drugi zaś podłużny i pierzasty, o silnym zapachu. Wpierw wskazała na ten pierwszy.
- Tymianek, niska krzewinka. Łodyga... prosta lub łukowata, silnie rozgałęziona. Podwinięte liście. Drobne, ząbkowane kwiaty. Tylko na terenach skalistych. Po spożyciu... uspokaja - wyjaśniła, po czym przeszła do następnego, pierzastego liścia. - Krwawnik. Wysoki, pokryty miękkimi włoskami. Białe kwiaty. Może rosnąć... w niewielkich kępach. Prócz skalistych terenów występuje także na łąkach. Przy zatruciu... należy podać do zjedzenia. Nałożony na ranę wywołuje truciznę. - Podsunęła liście bliżej terminatora, by mógł zapamiętać ich wygląd, teksturę i zapach.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Jedno i drugie w pewnym stopniu wpływało na jego ogólne samopoczucie, na umiejętność skupienia się na czymkolwiek. Nieczęsto w końcu słyszy się, że twoja matka jest w ciąży i że będziesz miał młodsze rodzeństwo. I nieczęsto ląduje się z popękanymi łapami w Królikarni jako terminator medyczki... prawda? Jedno i drugie dokładało się do frustracji Barwnej Łapy. Frustracji, zakłopotania, natłoku myśli. Musiał skupić się na czymś... na czymkolwiek co nie było tematem Świetlikowego Zagajnika i Wietrznego Wąsa, to z pewnością. Pytanie, czy na pewno potrafił w tej konkretnej chwili. Przyswajał informacje, ale nie tak dokładnie, jak sam by tego chciał.
Uszy Barwinka poruszyły się, gdy słuchał tego, co Księżycowy Pył do niego mówi, jednocześnie przyglądał się roślinom które zostały mu podsunięte pod nos. Obwąchał zarówno liść tymianku jak i liść krwawnika, oglądając je dokładnie ze wszystkich stron. Tymianek na uspokojenie, tylko na terenach skalistych. - Jaki kolor kwiatów? - dopytał, tak, jak jakiś czas temu zrobił to przy ogóreczniku. Krwawnik podawać przy zatruciu. Dobrze. Musiał zapamiętać.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte